Zacieniona polana

 :: Błonia

Strona 5 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Gregory Seward on Sob 4 Cze - 11:35

Grzesio niestety nie mógł jasno stwierdzić (gdyby został zapytany) dlaczego wciąż stoi lekko rozluźniony w miarę prosto i nie robi nic innego, jak wpatruje się z lekkim, pijackim uśmiechem w twarz dziewczęcia. Zachowanie takie było stanowczo odbiegające od przyjętej normy dla Puchonka, który w obecności płci pięknej tracił całkowicie kontrolę nad swoim organizmem i jedyne o czym wówczas myślał to: by się nie zbłaźnić. Czyli szukać drogi ucieczki, jak najmniej rzucającej się w oczy.
W końcu do jego uszu dotarł nieco nieprzyjemny ton głosu Nessy, na który zmarszczył brwi ku sobie – a pomiędzy brwiami powstała zmarszczka niezadowolenia. W łaskawym geście chłopak podniósł dłoń do góry, tak na wysokość dłoni i wystawił palec wskazujący, prostując się przy tym niemiłosiernie. – T-troszszkę. – Przyznał się, pokazując przy pomocy kciuka pojemność trunku jaki wlał w siebie. Niestety odbiegało to zdecydowanie od rzeczywistości, jednak któż by się tym przejmował.
Po chwili inteligentnego przyglądania się swojej dłoni, Grzesio wzruszył niezbyt już inteligentnie ramionami, wsuwając dłonie do przednich kieszeni swoich spodni. Aby podnieść ramiona i chowając w nich swój podbródek zupełnie beztrosko odpowiedział: - No i co-o-o z tego? I-i-i tak się już śmieją. – Po czym zrezygnowany opuścił ramiona i podniósł wzrok ponownie na Nessę, nadal nie rejestrując istotnego faktu iż stoi przed dziewczęciem. A może rejestrował, ale jego świadomość stała się.. zbyt nieświadoma? – Przynajmniej ja-a-a też będę mógł s-s.. się z tego pośmiać. – Powiedział rozbawionym tonem trochę zbyt podniesionym niż zamierzał. I jego uśmiech stał się większy. Jednak rumieńce jakie miał na twarzy: tak jak powstały, tak zostały.
avatar
Gregory Seward
Uczeń

Liczba postów : 64
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Belfest

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Nessa Willmorth on Nie 5 Cze - 17:11

Dziewczyna zmarszczyła ponownie nos, cofając się o kolejny krok w tył. Nie widziała poza odpoczywającą Krukonką nikogo innego. To był plus tej sytuacji. Przynajmniej dla Grzesia. Pokręciła głową ostrożnie, sama do siebie. Przez całą jej postawę przemawiała dezaprobata i rezygnacja.
- Nie chodzi o wyśmiewanie się, tylko twoją dalszą karierę w Hogwarcie. Jak Cię znajdą w takim stanie stracimy punkty a ty do końca roku jak nie dłużej będziesz odpoczywał na szlabanach u... - próbowała wymyślić, który nauczyciel byłby tutaj najgorszą wizją. - u Snape'a. Właśnie. - Dodała, mając nadzieję, że jednak część rozsądku nie została stłumiona przez procenty.
avatar
Nessa Willmorth
Uczeń

Liczba postów : 16
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Aberyswyth, UK.

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Gregory Seward on Nie 5 Cze - 18:02

Grzesio dość tępo wpatrywał się zaraz za wzrokiem Nessy w przestrzeń poza nimi, jak gdyby szukając jakiegoś przedstawiciela prawa w postaci prefekta lub też nauczyciela. I tak jak mogła się dziewczyna domyślić, argument jaki wysunęła wstrząsnęła nim niejako. Momentalnie wstrząsnął się tak, jak gdyby przebiegł po jego ciele nieprzyjemny dreszcz i skrzywił się z niezadowoleniem. Po chwili podniósł dłoń i zasłonił nią sobie oczy, co mogło zostać odebrane za dziecinne zagranie typu: „zasłonie oczy to nikt mnie nie widzi!” Niestety tak to Grzesiu nie działa.
Chłopak stał i zaczął już sobie wyobrażać nieprzyjemną sytuację z nauczycielem od eliksirów. – Ale d-dlaczego ko-ko-kontretnie on musi przyjść? – Mruknął z niezadowoleniem, odsłaniając swoją twarz na tyle, by móc jednym okiem przyglądać się Puchonce.
Snape nie chodzi przecież na przechadzki po Błoniach! Ale prefekci owszem – wizja zaciągnięcia Grzesia pod majestat Snape’a wcale mu nie wróżyła świetlanej przyszłości. Dodatkowo utrata punktów w rankingu domów i szlaban? Nie. Zdecydowanie nie!
Za sprawą alkoholu krążącego w jego krwi odsunął dłoń od swojej twarzy, pochylił się w kierunku Nessy i złapał za jej nadgarstek. – Musi-simy się ukryć! – Powiedział niezwykle konspiracyjnym tonem. Problem polegał na tym, że zapomniał ściszyć głos. Dopiero gdy ostatnia nuta jego wypowiedzi zamilknęła, on pociągnął dziewczę za sobą i ruszył w bliżej nieokreślonym kierunku.
avatar
Gregory Seward
Uczeń

Liczba postów : 64
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Belfest

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Nessa Willmorth on Pon 6 Cze - 13:35

Pisnęła mimowolnie kiedy została pociągnięta za nagle nadgorliwym Grzesiem. Zaskoczona tym faktem, przez chwilę nie mogła zapanować and swoimi nogami i przed tępo narzucone przez Puchona co chwilę się o coś potykała. Jej wrodzony talent do zabijania się na prostej drodze, wcale nie pomagał. Gdy w końcu opanowała się na tyle by kierować się za chłopakiem w miarę prostym krokiem, jej uwaga spoczęła na czymś zgoła innym. A mianowicie na fakcie, że chłopak jej marzeń właśnie trzymał ją za rękę. W pewnym sensie oczywiście. W przypływie paniki, pomyślała o wyszarpnięciu się i ucieczce, do jakiejś głębokiej dziury, gdzie nikt już jej nie znajdzie.
Na szczęście żadna z tych myśli nie ujawniła się i jedynym dowodem na skrępowanie ciemnowłosej był ogromny rumieniec, zaczynając się na uszach a na nosie kończący.
- Ukryć? Ale gdzie? - Zapytała głosem, którego sama nie poznała, z powodu jego chwilowej piskliwości.
avatar
Nessa Willmorth
Uczeń

Liczba postów : 16
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Aberyswyth, UK.

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Gregory Seward on Pią 10 Cze - 9:33

Do Grzesinowej głowy na myśl nie przychodziło, że ciągnąc dziewczę – wprawia ją w zakłopotanie i przyczynia się do uruchomienia w niej jakiegoś mechanizmu, przez który docierało do niej ze zdwojoną siłą jak wygląda sytuacja. – Znasz jakąś kryjówkę? – Zapytał tym razem bez żadnego zająknięcia się, ale z wyraźnie pijackim głosem. Tak jak szedł przyspieszonym krokiem, tak teraz gwałtownie przystanął na drodze, puszczając dłoń Nessy. Nawet jeśli dziewczę zdążyło się w porę odwrócić, tak teraz, kiedy Puchon odwrócił się musieli zderzyć się ze sobą – ponieważ zachwiał się i przechyliło go lekko do przodu.
Oczywistym było to, że z jego gardła wydobył się śmiech.

(wybacz, że tak krótko i długo musiałaś czekać, ale sesja zobowiązuje :P)
avatar
Gregory Seward
Uczeń

Liczba postów : 64
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Belfest

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Nessa Willmorth on Pią 10 Cze - 10:16

Dziewczyna odskoczyła jak oparzona i nerwowo przebierając dłońmi, próbowała się uspokoić. Chciała odpowiedzieć na jego pytanie ale z jej ust przez dobre kilkadziesiąt sekund wydobywał się tylko nieskładny bełkot. W tej chwili na serio rozważała wzięcie nóg za pas i pozostawienie go tutaj samego, pijanego i zdezorientowanego. na szczęście poczucie odpowiedzialności wygrało i w końcu łapiąc kilka głębszych oddechów opanowała się. Zastanowiła się głębiej nad jego pytaniem. Nie znała zbyt wielu kryjówek, a już na pewno nie takich bezpiecznych. Jedyna myśl która przychodziła jej teraz do głowy do Zakazany Las.
- Um... nie znam... zbyt wielu kryjówek. - Odpowiedziała w końcu. Podskoczyła jednak lekko gdy z tyłu usłyszała jakiś śmiech. Niewiele myśląc teraz ona złapała go za rękę i pociągnęła za sobą w stronę Zakazanego Lasu. I już wiedziała, że będzie tego żałować.

//Nie ma sprawy. Sama mam sesję. Rozumiem//
avatar
Nessa Willmorth
Uczeń

Liczba postów : 16
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Aberyswyth, UK.

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Gregory Seward on Pon 13 Cze - 10:38

Grzesiowa głowa przepełniona była głupimi pomysłami, dotyczącymi głównie zajęć jakie można wykonać w tej chwili. – Chodźmy polatać na miotłach! – Wykrzyknął z entuzjazmem, kiedy Nessa odskakiwała do tyłu zszokowana odwagą chłopaka. Jego twarz była niemalże rozpromieniona od szerokiego uśmiechu, jaki z każdą chwilą powiększał się. Najwyraźniej, ani myślał przyjąć do swojej świadomości, że znajduje się w towarzystwie pięknej dziewczyny, do której w życiu by się nie potrafił odezwać w sytuacji normalnej. Teraz jednak, jego oczy były zamglone poprzez procenty, a umysł przyćmiony na tyle, by Grześ nie był zdolny racjonalnie myśleć.
Przypatrywał jej się przez kilka sekund z uśmiechem, aż w końcu wysunął głowę nieco do przodu i w bok, zaciskając usta z iście figlarnym grymasem. – No chooooodź, nie daj się prosić! Pości-ik!-gamy się! – Próbował ją przekonać, jednak pod koniec wypowiedzi czknęło mu się.
On zupełnie inaczej zareagował na wiadomość, że ktoś jeszcze się tutaj znajduje – zupełnie tak, jakby zapomniał dlaczego właściwie uciekają i szukają jakiejś kryjówki. – Ejj.. – Mruknął z wyraźnym wyrzutem, kiedy dziewczyna chwyciła go za dłoń i pociągnęła w stronę Zakazanego Lasu. Odwrócił głowę w stronę źródła dźwięku i odezwał się: - Może oni też by chcieli z nami się pościgać! – Jego głos zabrzmiał nieco dziecięco, jednak prawda była taka, że Grześ wciąż był w jakimś stopniu małym chłopcem. Szczególnie teraz, gdy nie kontrolował za bardzo swojego zachowania, ta część osobowości się w nim ujawniła. Przez moment hamował Nessę, starając się odwieść ją od pomysłu zagłębienia się za bezpieczną granicę. Po chwili wydobył z siebie głośne i ciężkie westchnięcie, idąc za nią przyspieszonym krokiem z pochyloną głową, niczym jak na ścięcie.
avatar
Gregory Seward
Uczeń

Liczba postów : 64
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Belfest

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Nessa Willmorth on Pon 13 Cze - 22:01

Nessa chwilowo nie zwracała uwagi na wybrzydzanie Grzesia. Z nieznaną sobie upartością ciągnęła go za sobą aż w końcu się poddał. Kilka minut zajęło nim dotarli do części błoni, gdzie mało kto zaglądał. Stanęła za jakimś szerokim drzewem i dopiero po rozejrzeniu się i stwierdzeniu że nikogo już tu nie ma opadła na ziemię, puszczając dłoń Puchona. Ramionami objęła kolana i schowała w nich głowę, jakby chciała ukryć się przed całym światem.
- Tutaj nie powinien nas nikt znaleźć przez kilka godzin. Myślę, że... do wtedy wytrzeźwiejesz. - Dodała, a raczej wymamrotała ledwie wyraźnie, bo jej twarz wciąż znajdowała się gdzieś w połach rękawów jej szat.

//wybacz że tak krótko ale migrena dokucza//
avatar
Nessa Willmorth
Uczeń

Liczba postów : 16
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Aberyswyth, UK.

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Gregory Seward on Wto 14 Cze - 0:32

Mruczał pod nosem z iście niezadowolonymi komentarzami, że dziewczyna odrzuciła jego pomysł. Ba! Ona nawet go nie skomentowała! Jedynie ciągnęła go za sobą w głąb zacienionej polany, która graniczyła z Zakazanym Lasem.
W końcu dotarli do miejsca wyznaczonego przez Nessę. I cóż Puchon zrobił? No cóż? Inteligentnie zakręcił się dookoła własnej osi, by z rozłożonymi szeroko rękoma pacnąć tyłkiem o miękką ziemię. Zaraz po tym, nie czując bólu, położył plecy i zaczął wpatrywać się w milczeniu w nieboskłon, zupełnie nie zwracając uwagi na obecność Nessy. – Wiesz… ik… Zastanawiam się dlaczego Freddy ma takie powodzenie u dziewczyn. Ik. Albo taki.. Darcy. – Niestety dziewczyno, trafiłaś na moment, w którym Grzesiowi zebrało się na rozważania. – Kiedyś. – Podniósł prawą rękę z wyprostowanym palcem wskazującym ku górze. – Jeden raz. Jeden. Pocałowała mnie dziewczyna. I wiesz co ja zrobiłe… ik! Odepchnąłem ją i uciekłem! – Zaczął się śmiać tak, jakby opowiedział sobie najzabawniejszy kawał na świecie. Stopniowo jednak jego głos zaczął cichnąć, a on uspokoił się nieco, kładąc ponownie rozłozoną na bok dłoń. – Bo ona chciała mnie.. A ja nie miałem nic do zaoferowania. – Głos Grzesia był wyraźnie przepisy, a jak wiadomo: wówczas zbiera się na wyznania. Szkoda tylko, że chłopak będzie tego cholernie mocno żałował po wytrzeźwieniu. O ile będzie pamiętał! – Nadal nic nie mam.. Czego się dotknę – niszczę. Zaklęcia mi nie wychodzą, eliksiry wybuchają w nieoczekiwanych momentach, a rośliny .. gryzą. Nawet porządnie tłuczka walnąć nie potrafie.. – użalał się nad sobą? Chyba tak, chyba tak. Biedna Nessa, biedna.
avatar
Gregory Seward
Uczeń

Liczba postów : 64
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Belfest

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Nessa Willmorth on Wto 14 Cze - 9:37

Dłuższą chwilę przysłuchiwała się wywodom Grzesia z twarzą ukrytą w kolanach. No patrzcie, jak widać, nie tylko ona miała problemy na stopie męsko-żeńskiej. Subtelny wiatr uginał drobne gałązki nad nimi, przy okazji robiąc z jej włosów niewielki koszmar. To stanowczo nie był dobry dzień. Co ona tu właściwie robiła? Powinna siedzieć w zamku, z Rosey lub nad książkami do transmutacji. Komizm sytuacji w której chłopak jej marzeń opowiada o swoich nieudanych związkach, nie docierał chyba tylko do niej. Mogła by mu teraz wszystko wyznać ale... Jak zwykle podziałała bariera obronna w jej psychice, schodząc na temat, którego kontynuacja mogła wywołać jedynie nieszczęście.
- Nie możesz tak mówić. Jesteś miły i zabawny. Masz wiele zalet, jak i wiele wad. Podobnie jak Freddy czy Darcy. Każdy zbudowany jest z wad i zalet. Ważne jest jak je wykorzystujemy. - Odpowiedziała na poły filozoficznie wyprostowując się i kątem oka obserwując chłopaka. Podrapała się po przyprószonym piegami nosie i westchnęła głęboko. - Podoba Ci się jakaś dziewczyna, czyż nie? Któż to taki? - Dodała nagle, czując jak żołądek zawiązuje jej się w supeł. Nie chciała znać odpowiedzi na to pytanie, a jednak je zadała.
avatar
Nessa Willmorth
Uczeń

Liczba postów : 16
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Aberyswyth, UK.

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Gregory Seward on Wto 14 Cze - 16:58

Prychnął głośno i z wyraźnym niezadowoleniem. – Mówisz tak, bo jestem pijany i żeby mnie pocieszyć. – Czknął ponownie, zamykając na kilka dłuższych chwil swoje powieki. Od zawsze miał jakieś tam mniejsze potyczki, jednak z chwilą gdy zbliżył się do Nicole wszystko stało się jeszcze gorsze – szczególnie ubolewał nad relacjami z Wendy, do której nigdy więcej się nie odezwał.
Kiedy dziewczę zadało bezpośrednie pytanie, na twarz Grzesia wylał się większy rumieniec, a twarz rozjaśniła się dość smutno. Otworzył oczy i zaczął wpatywać się na nowo w chmury, nie świadomy zauroczenia Nessy w jego osobę. Słodka nieświadomości! Słodka niewinności! – Takk.. najcudowniejsza istota, jaka może stąpać… po ziemi. Ik! Jej blond włosy są.. są idealne! Prudence… codziennie mogę napawać się jej widokiem i słyszeć jej śmiech z oddali.. – Rozmarzył się nasz chłopczyk, przyznając się po raz pierwszy do swojego głębokiego zauroczenia względem wymienionej wyżej dziewczyny. A wszystko to przez alkohol, który powoli zaczął go usypiać. O właśnie – rozdziawił właśnie usta w ziewnięciu i przeciągnął się, układając po chwili wygodniej na trawie. Może przyśni mu się Prudence?
avatar
Gregory Seward
Uczeń

Liczba postów : 64
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Belfest

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Nessa Willmorth on Wto 14 Cze - 17:14

Ciemnowłosa odetchnęła głęboko, czując się dziwnie otępiała, gdy tylko usłyszała wyznanie Grzesia. Podejrzewała, że przeszyje ją jakiś grom, że nagle pozna uczucia serca wyrwanego żywcem. Ale jej reakcja była zgoła inna. Słysząc jak wychwala inną nad życie, poczuła się nagle dziwnie pusta w środku. To było dziwaczne uczucie. Nie chciała ani krzyczeć, ani płakać. Właściwie to nie czuła już nic.
- Szczęściara z niej - Rzuciła tak cicho że zapewne nie dosłyszał. Potem w milczeniu obserwowała jak Puchon zasypia na trawie. Kiedy już upewniła się, że odpłynął w świat marzeń sennych, złapała za swoją torbę i wyciągnęła z niej szkicownik. Zamknęła oczy przywołując przed oczami obraz Prudence. Kto by nie kojarzył tej szkolnej piękności? A pamięć fotograficzna rzadko ją zawodziła. Ołówek skrzypiał na papierze w zawrotnym tempie. Na koniec wyrwała kartkę i wsunęła ją pod dłoń Grzesia. Kiedy ten się obudził, obok nie było już nikogo. Tylko na trawie leżał wystylizowany portret jego i Prudence, jak leżą przytuleni na trawie. Ktokolwiek stworzył obrazek, z pewnością miał talent.
avatar
Nessa Willmorth
Uczeń

Liczba postów : 16
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Aberyswyth, UK.

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Gregory Seward on Wto 14 Cze - 17:37

Grzesio niewiele pojmował z sytuacji – Nessa śmiało mogła ciągnąć go za język i wyciągać z niego coraz to nowe i najbardziej skrywane tajemnice. Czyż nie właśnie teraz chłopak wyznał innej, że podkochuje się w Puchonce imieniem Prudence? Najbardziej strzeżona przez niego tajemnica, której nie zdradził nawet własnej siostrze bądź przyjacielowi – wystarczyło, że wlał w siebie kilka głębszych łyków ognistej whisky i już gotów był wszystko wypaplać. Nawet pierwszej lepszej osobie, którą mógłby spotkać.
Traf chciał, że tą istotą stała się Nessa – dziewczyna, która uważała Grzegorza za żywy przykład dobrego materiału na chłopaka. Chłopak nie miał pojęcia o uczuciach dziewczęcia, dlatego więc śmiało z nią rozmawiał o tak prywatnych i intymnych sprawach. A zresztą: on rozmawiał z dziewczyną! Czy to samo przez siebie nie było dziwne?
W końcu świadomość kawalera pogrążyła się w błogim śnie, chociaż wyziewy z jego paszczy wcale nie świadczyły o nadchodzącej radości po przebudzeniu. Tymczasem spokojnie leżał sobie na trawie, a Nessa szkicowała jego oraz istotę jego zdaniem idealną.
Zanim się obudził – minęło dość sporo czasu. A kiedy otwierał powieki – no cóż. Nie można było oczekiwać zbyt wielu od nastolatka spitego w sztok. Pierwsza reakcja: mój łeb. Druga reakcja: wody. Trzecia reakcja: żołądek. Czwarta: łeb! Piąta: wody! I tak w kółko można byłoby wymieniać. Nie miał siły się podnieść, ale dłoń pacnęła go nagle w czoło – nie zarejestrował jak na razie faktu, że widok zasłonięty jest jakaś kartą.
Pojęczał, pokręcił się, poskręcało go, zwymiotował, wytarł się, wstał, zakręcił się w miejscu i ruszył przed siebie z wizją walnięcia się do łóżka. Spać – wołał każdy fragment jego ciała.

zt
avatar
Gregory Seward
Uczeń

Liczba postów : 64
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Belfest

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Bedwyr Doughtery on Nie 11 Wrz - 18:22

Wydawało mu się, że z roku na rok, pierwszaki są coraz mniejsze oraz, i chyba przede wszystkim, bardziej irytujące. Biega ci coś takiego małego pod nogami, a ty nie wiesz czy ubolewać z powodu osiągnięcia stu osiemdziesięciu dziewięciu centymetrów wzrostu, czy wręcz przeciwnie. Reasumując: wrzesień równa się małe, wredne coś o które nieustannie się potyka. Bedivere zaczął nawet zastanawiać się nad tym, aby nie pozostać dzisiaj w Pokoju Wspólnym i napawać się ciszą panującą w nim obecnie, jednak zmienił zdanie stwierdzając, iż kisić się tam nie będzie, kiedy na dworze panuje taka piękna pogoda. Niby wakacje dobiegły końca, ale on niezbyt jeszcze przełączył się na tryb szkolny. Myślami na lekcjach bądź odrabiając zadania domowe (ku niezadowoleniu chyba wszystkich uczniów, którym nauczyciele zadali taki psychiczny oraz fizyczny ból) był gdzieś w okolicach sierpnia. Pierwszy weekend po tygodniu szkoły przeznaczyć ma zamiar na odpoczynek, z lekcjami uwinie się później. Poza tym, co za dużo to niezdrowo! Uwielbiał się uczyć, ale posiadał też swoje granice i po dwóch miesiącach sielanki jednak trudno mu było od początku przestawić się na odrabianie prac domowych. Zresztą wątpił, by ktoś kto nie jest niespełna rozumu siedział w taką pogodę w upalnej bibliotece bądź gdziekolwiek ucząc się bądź pisząc jakieś referaty. Wolał zarobić ileś tam minusowych punków dla domu niźli męczyć się w dusznym pomieszczeniu, bo tak chciał nauczyciel. Niedoczekanie! Nie zależało mu na pucharze domów, tak więc śmiało mogą odjąć im wszystkie, które dotychczas uzbierali. Spróbuje jakoś przeżyć, a jak nie no to świat będzie miał pecha.
Kiedy Hayden wycofał się z ich dzisiejszego spotkania ze względu na coś tam super hiper tajnego, co go właściwie nawet nie obchodziło, przyszedł na zacienioną polanę i położył się na niej. Rad był, że jest ona wiecznie pozbawiona promieni słonecznych - mógł leżeć tu godzinami nie będąc oślepianym. Jednak po kilku minutach stwierdził, że chociaż mógł wziąć coś do poczytania, bo w takim tempie i towarzystwie zaraz tu uśnie. Jakby na udowodnienie tego, samemu sobie, ziewnął zakrywając usta dłonią.

avatar
Bedwyr Doughtery
Uczeń

Liczba postów : 15
Czystość krwi : brudna
Skąd : Lampeter, Walia

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Adele Winters on Nie 11 Wrz - 19:41

O tak, pierwszaki faktycznie wzmagały poziom irytacji we krwi. Całe szczęście, że Adele należała do tych wybitnie opanowanych osób, bo w przeciwnym razie z pewnością biegałaby za nimi, groźnie wymachując odznaką prefekta.
Wrześniowy harmider dawał we znaki chyba każdemu. Małe dzieciaki próbowały odreagować rozstanie z rodzicami, biegając bez celu po zamku i machając różdżką. Już nie jeden raz musiała interweniować, kiedy pierwszaki powiększały sobie nosy albo przyprawiały rówieśników o królicze, puchate ogonki. Gdy ona była w ich wieku to nawet nie zaprzątywała sobie głowy takimi zaklęciami, a co dopiero ich używaniem przeciwko koleżankom i kolegom. Jednak czasy się zmienią i to niestety na gorsze.
Każdemu należy się trochę odpoczynku. Musiała odpocząć od męczącego zainteresowania swoją osobą. Młodsze roczniki biegały za nią z maślanymi oczętami lub wypytywali o drogę do przedziwnych miejsc. Oczywiście, zawsze ze spokojem musiała udzielić odpowiednich informacji, ale trzeba przyznać, nie robiła tego z ogromną przyjemnością.
Dlatego możliwość samotnego opuszczenia zamku przyjęła z nieskrywaną radością. W końcu będzie mogła pogapić się bezczynnie na drzewo i najnormalniej w świecie delektować się świętym spokojem.
Całe szczęście, że lekcje leżały już odrobione na jej łóżku, bo jeszcze niepotrzebnie rozmyślałaby o czekającej ją stercie zadań.
W pierwszej chwili chciała udać się nad jezioro. Jednak gdy to przemyślała, doszła do wniosku, że tam też udaje się najwięcej uczniów, a jej przecież nie zależało na licznym towarzystwie. Dlatego skręciła w przeciwną stronę i obrała drogę na polanę. Dawno tam nie była, ale mogła mieć pewność, że gajowy przystrzygł równo trawkę i nie trzeba będzie się usadawiać w gąszczu wysokiej zieleni.
Mało brakowało, a jej noga znalazłaby się na głowie pewnego Krukona. Dziwnym trafem zupełnie go nie zauważyła, ale na szczęście w porę zdążyła się zreflektować. Przyjrzała się uważniej chłopakowi i rozpoznała w nim Bedwyra.
- Cześć. - uśmiechnęła się uroczo, oczywiście w formie przeprosin. - Chyba troszkę zlałeś mi się z otoczeniem. - skwitowała po czym zerknęła na trawę nieopodal niego. - Mogę? - spojrzała na niego pytająco. Przecież możliwe, że chciał pobyć sam.
avatar
Adele Winters
Uczeń

Liczba postów : 55
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Bedwyr Doughtery on Nie 11 Wrz - 22:00

Gdyby Bedwyr, przez jakąś dziwną pomyłkę, został prefektem, nie wymachiwałby groźnie odznaką pierwszorocznym, a zdzielił nią każdego z osobna. Raz zdarzyło mu się nawet rozmyślać nad tym, czy on również był taki upierdliwy w ich wieku. Osobiście nie wydawało mu się, aby biegał po korytarzach Hogwartu w celach rozrywkowych bądź bawił się swoją różdżką wraz z Haydenem, bo tak było fajnie i już, poćwiczą na sobie nieznane zaklęcia, wylądują w Skrzydle Szpitalnym i będzie naprawdę super. I niech tu ktoś teraz nie przyzna mu racji, iż społeczeństwo chyli się ku upadkowi! A może zawsze tak było?
O, on wiedział coś o męczeniu! Pierwszaki płci żeńskiej zdawać by się mogło, że i również wzięły sobie za punkt honoru wyzywanie go od Hathawaya! Całkiem prawdopodobne, iż właśnie to w większej mierze przyczyniło się do jego awersji do pierwszorocznych. Dodać do tego ich plątaninę pod nogami i mamy jej apogeum. Oddałby wiele, by ta cała szopka wreszcie przestała się za nim wlec. Na początku było trochę zabawnie, ale ile można.
- Cześć - odpowiedział otwierając oczy, kiedy usłyszał głos Adele. - Jeśli tylko obiecasz, że moje koniczyny po naszym spotkaniu pozostaną w stanie, w jakim obecnie się znajdują. - Również uśmiechnął się do dziewczęcia rad, że jego głowa oraz inne części ciała nie ucierpiały. - I nieprawda, nie zlałem się z otoczeniem! - zaśmiał się ukazując rząd białych zębów, a następnie podniósł się do pozycji siedzącej. Chociaż fakt faktem - nie odznaczał się zbytnio, nie miał na sobie czegoś, co rzucałoby się w oczy, jedynie ciemnoszarą koszulkę na krótki rękaw i granatowe krótkie spodenki, a do tego klasyczne trampki. Prawdy powiedziawszy nie przepadał za taką ciepłą letnią pogodą, ponieważ preferował noszenie koszul, w których jednak w takie dni byłoby mu znacznie za gorąco.
avatar
Bedwyr Doughtery
Uczeń

Liczba postów : 15
Czystość krwi : brudna
Skąd : Lampeter, Walia

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Adele Winters on Nie 11 Wrz - 22:15

Całe szczęście, że to jednak Adele jest prefektem. Przynajmniej pierwszaki nie miały odciśniętej odznaki na swoich młodych, irytujących buźkach. Chociaż, ta perspektywa brzmi tak kusząco... Musi się nad tym zastanowić.
Tak, zdecydowanie tak. Społeczeństwo chyli się ku upadkowi. Młode dzieciaki za szybko chcą dojrzeć, a kończy się to mentalną katastrofą. Zamiast dojrzałości, osiągają skrajną infantylność. A chyba nie o to im chodziło. Dlatego najlepiej z niczym się nie spieszyć i nie podwajać obrotów zegara biologicznego.
Widok Bedwyra ganianego przez stado zakochanych dziewoi musiał być zabawny. Oby Adele miała kiedyś okazję tego doświadczyć, bo dawno nie miała dobre powodu do rozbawienia. Czas w końcu zacząć obcować z kimś, kto wywoła mimowolny uśmiech na jej twarzy.
- Obiecuję. - uniosła rękę z pompatycznym wyrazem twarzy. Wygodnie rozsiadła się na trawie, krzyżując swoje długie, zgrabne nogi.
- Jak widać na załączonym obrazku, jednak zlałeś się z otoczeniem. - puściła do niego perskie oko. - Mogę zmienić zdanie, jeśli przedstawisz mi adekwatną argumentację. - posłała mu uważne, zaciekawione spojrzenie.
Natomiast panna Shepard miała dziś na sobie krótkie, dżinsowe spodenki i białą, zwiewną koszulę. Prezentowała się naprawdę atrakcyjnie i poważnie. Na pewno nie jak jakaś młodociana rozchichotana panienka.
avatar
Adele Winters
Uczeń

Liczba postów : 55
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Bedwyr Doughtery on Pon 12 Wrz - 19:00

Patrząc na prefekta naczelnego Slytherinu dziwił się, że i jego nim nie mianowano. Życie jest jednak niesprawiedliwe - ile dobrego mógłby uczynić ów odznaką, a w szczególności uciszyć rozwścieczone małe bachorki. Nie żeby nie lubił dzieci, po prostu tych nazbyt nadpobudliwych nie potrafił tolerować chociażby. Po wykańczającym dniu chciałby zaznać trochę spokoju w wieży Krukonów, a co zastaje? Harmider i zajęte najlepsze miejsca przy kominku przez jakiś karzełków, cierpiących na ADHD. Za nim da się im do zrozumienia, by się wreszcie przymknęli a najlepiej poszli już spać, minie sporo czasu. Na szczęście taki stan rzeczy nie trwa długo, ale jest nieustannie powtarzany co roku, we wrześniu.
Mu nie śpieszyło się do dorosłości, obecnie przede wszystkim. Właściwie przerażało go to, iż za niedługo ukończy szkołę, a dokładnie nie ma bladego pojęcia, co chce robić. Do mugolskiego świata z pewnością nie powróci, spełniać marzeń ojca o karierze muzycznej nie będzie; wystarczyło mu, że do jedenastego roku był zmuszany uczyć się gry na przeróżnych instrumentach, w efekcie czego potrafi grać wyśmienicie na klarnecie oraz pianinie. Dodać trzeba, że od lat nie grywał na nich, i na innych przedmiotach również. Guzik go obchodziło, że marnuje swój słuch absolutny, jak to mawia Belial Doughtery. Wystarczy, że swoje pozostałe dzieci wepchnął do muzycznego świata, on się na to nie zgodzi. Nauka grania zawsze stanowiła dla niego katorgę z powodu przymusu.
Pozwolić na to, by Adele była bezpośrednim świadkiem takowego wydarzenia nie miał zamiaru! Wstyd i tak mu było jak ktoś wołał za nim nazwiskiem tego podrzędnego aktora bądź dziewczyny piszczały na jego widok - coś niezwykle nieprzyjemnego z jego perspektywy. Owszem, na początku i może to było trochę zabawne i nawet się ucieszył, że zdobył takie powodzenie u kobiet, ale szybko zorientował się, iż im nie chodzi o niego, ale o Aristona Hathawaya. Dałby wiele, aby jakaś spojrzała na niego, jako na Bedivere'a Doughtery'ego. Ta cała szopka zaczynała go męczyć, głównie z powodu psychofanek.
- Mój kolor włosów nie jest zielony - stwierdził z rozbawieniem, chociaż nie bardzo można było nazwać to solidnym argumentem. - A ty dlaczego nie na słoneczku, taka ładna pogoda? - zagadnął na inny temat. On to z natury był cieniolubny w niektóre dni, a powodu Adele doszukać się nie potrafił. A wiedzieć bardzo by chciał, z powodów właściwie nikomu nie znanych.
avatar
Bedwyr Doughtery
Uczeń

Liczba postów : 15
Czystość krwi : brudna
Skąd : Lampeter, Walia

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Adele Winters on Pon 12 Wrz - 19:13

No cóż, nie wszystko na świecie jest sprawiedliwe. Ale spokojnie, jeśli następnym razem pierwszaki znów zajmą mu najlepsze miejsce, to może liczyć na interwencję Adele. Przecież każdemu zdarza się lekkie nadużywanie władzy, prawda?
Pod koniec każdego dnia panna Shepard padała z wycieńczenia. Skoro Bedywara irytowały te hałasy, to co dopiero ją, która musiała nad tym zapanować. Istne urwanie głowy.
W jednym aspekcie Adele znacznie różniła się od Krukona. Ona doskonale wiedziała, jakie jest jej życiowe powołanie. Od zawsze marzyła się jej wysoka posada w Ministerstwie Magii. Lubiła to przyjemne uczucie bycia wpływowym człowiekiem. O karierze muzycznej nigdy nawet nie pomyślała. Tremowały ją występy publiczne, no może z wyjątkiem przemówień, w których czuła się jak ryba w wodzie.
Całe szczęście, że Adele nie wołała za nim nazwiskiem aktora. Nie zauważyła na tyle powalającego podobieństwa, by to wypominać. Poza tym, takie utożsamianie kogoś ze swojego otoczenia ze sławą ze świata z celebrytów, było trochę dziecinne.
- Nie mam więcej pytań. - uśmiechnęła się nieznacznie po czym sięgnęła rękę po źdźbło trawy i zaczęła je skubać.
- Nie lubię słońca. - wzruszyła ramionami, przenosząc wzrok na chłopaka. - Czekam na zimę. - dodała po chwili milczenia. - A Ciebie co tu sprowadza? - odbija piłeczkę.
avatar
Adele Winters
Uczeń

Liczba postów : 55
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Bedwyr Doughtery on Nie 18 Wrz - 14:56

Najlepszym - w tej roli Bedwyr - zdarza się nadużywać władzy, w której się posiadaniu nawet nie było. Zapewne to niezwykle haniebne i inne farmazony, ale większość jego znajomych zdawało sobie sprawę z tego, iż młodzieniec posiadał własne zasady moralne, niejednokrotnie doszczętnie odbiegające od tych uznawanych za prawidłowe. Nie oznaczało to jednak, że Doughtery był niegodziwą personą, pozbawioną sumienia, wręcz przeciwnie, nie można było o nim powiedzieć, iż jest zepsutym bachorem, nie wiedzącym, co to konwenans. Posiadał swoje własne wartości oraz zachowania, które uznawał za lepsze od tych, które społeczeństwo czarodziei miało za te, w których posiadaniu powinien być. Dziwnym trafem - a właściwie czymś zupełnie zwyczajnym, zależy jak na to spojrzeć - jego przyjaciele również nie chodzili ślepo za tłumem; po prostu myśleli, ot co. Doughtery nie potrafił zrozumieć ludzi, którzy kogoś naśladują, nie potrafią być sobą albo robią coś tylko dlatego, że tak wypada, bądź co gorsza ktoś im karze. Nie cierpiał także gdy ktoś narzuca komuś własne zdanie, a druga persona godzi się na to i jest jeszcze z tego rada, nie mówiąc już o manipulacji i kiedy to jest przekonana, iż to jej własny pogląd.
W takim razie Winters, była swoistego rodzaju anormalnością, bo przecież tak właśnie było nazywane zachowanie, które skrajnie różniło się od tego, które prezentowali inni ludzie. Gdyby wiedział, że Adele, uważa, iż ani trochę nie jest doń podobny, za pewne byłby z tego rad, jednak nie chciał poruszać tego tematu przy niej. Właściwie to nie uśmiechało mu się o tym rozmawiać z nią. Chciał od tego odpocząć chociaż w towarzystwie Krukonki.
- Zima też jest dosyć nieciekawą porą roku dla mnie, jednak w mniejszym stopniu niż lato - odparł i trochę się zdziwił, że dziewczę nie lubi słońca. Większość młodych dam w jej wieku je uwielbiało. Z nim było natomiast tak, że kochał czuć promienie słoneczne na swojej skórze, w każdą inną pogodę niźli ta, która obecnie była. - Lubię tu czasami przychodzić, głównie ze względu na to, że mało kto się tu pojawia - uśmiechnął się tajemniczo. - Czasami towarzystwo ludzi mnie po prostu męczy - wyznał, wiedząc, że nie musi tego uściślić ani też Adele nie pomyśli, że nie chce spędzać czasu w jej towarzystwie i najlepiej by sobie poszła. Wielu rzeczy nie był pewien, ale na przykład tego, dotyczącego Adele oraz jej inteligencji był pewny.
avatar
Bedwyr Doughtery
Uczeń

Liczba postów : 15
Czystość krwi : brudna
Skąd : Lampeter, Walia

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Adele Winters on Nie 18 Wrz - 17:40

Panna Winters również nie należała do osób wybitnie prospołecznych. W większości przypadków umiejętnie korzysta z rozumu i doskonale zdaje sobie sprawę, że większość tak naprawdę rzadko ma rację. Dlatego słucha głównie siebie i nie przyjmuje do wiadomości zdania innych. Pozornie wygląda to zupełnie inaczej. Adele grzecznie kiwa głową, przytakując na własne pomysły, które chwilkę wcześniej przedstawiła, tyle, że w innej postaci. I to właśnie była ta wspomniana manipulacja emocjonalna, w której namiętnie lubuje się dziewczyna. Bo po to została obdarzona sprytem, by teraz z tego umiejętnie korzystać.
Z Bedwyrem wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Coś w jej głowie mówiło, że powinna się mieć na baczności. Żadnych kombinacji, czysta Adele. Zaczęło jej się to nawet podobać. Chłopak nie powiedział jej nawet jednego złego słowa, a i tak czuła, że trafiła na równego konkurenta i nie tutaj jej numery. Miała ochotę się nawet uśmiechnąć, ale to zepsułoby efekt jej wewnętrznego uporządkowania. Pierwszy raz mogła odetchnąć pełną piersią. Panna Adele Winters poczuła ulgę, że może być sobą. Bo zazwyczaj musiała dostosowywać się do poziomu rozmówcy, który był znacznie niżej od jej. A bywało to naprawdę męczące.
Na jej twarzy nie było widać nawet śladu po tym, co siedziało w głowie dziewczyny. Opanowała do perfekcji umiejętność maskowania emocji i chwała jej za to.
Podobało jej się również to, że pan Doughtery nie okazywał zainteresowania jej osobą. W większości przypadków wyglądało to tak, że mężczyźni patrzyli na nią maślanymi oczkami, ceniąc to nietypowe połączenie urody i inteligencji. A dzisiaj nie czuła się nawet w najmniejszym stopniu osaczona.
- Moje nazwisko zobowiązuje do lubienia zimy. - uśmiechnęła się nieznacznie. Chociaż nawet, gdyby nazywała się Summer i tak preferowałaby tę zimniejszą porę roku. Taki gust.
Zanim odniosła się do dalszej części wypowiedzi, zamilkła na chwilę. Podkurczyła nogi i objęła je rękoma. Cisza była naprawdę wykwintna i miała się ochotę kosztować jej godzinami. Dobrze, że miała sporo czasu.
- Z tego samego powodu ja tu przychodzę. - przyznała, patrząc gdzieś przed siebie. To było idealne miejsce na ucieczkę od zgiełku i tłumu. Chyba każdy człowiek potrzebował czasem chwili na naładowanie akumulatorów.
Nie przeliczył się. Adele nie odebrała jego słów osobiście. Poznała go już na tyle, że wiedziała, iż jest posiadaczem kultury, więc z pewnością nie poinformowałby ją o tym, że jest niemile widzianym gościem w tak prostacki sposób.
- Opowiedz mi coś o sobie. - poprosiła, przenosząc zaciekawiony wzrok na Krukona. Lubiła wiedzieć jak najwięcej o swoich rozmówcach.
avatar
Adele Winters
Uczeń

Liczba postów : 55
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Shira Abshire on Pon 2 Kwi - 13:45

Wiosenny wiatr rozpoczął swoje pasodoble.
Ciemne kosmyki wyrwały się spod ucisku srebrnej obręczy i natarczywie łaskotały odsłonięty kark, co jakiś czas jedynie zdecydowanym ruchem odgarniane za ucho. Przez szczupłe palce, w czarnych, przeźroczystych rękawiczkach. Sukienka w groszki; biała w czarne, bo czarne w białe leżało obok - sweterek zdjęty w pośpiechu, aby móc poczuć chłód odchodzącej zimy. Stopy, łydki, kolana i uda zasłonięte ciemnym materiałem wzorowo dopasowanym do stabilnych obcasów w odcieniu intensywnego bordo. Kolejna farba, tym razem granatowa, odzwierciedlenie tego, gdzie wyciągano ręce. Shira często tam spoglądała, jednak nie teraz, bo teraz spokojnie oddychając trzymała w lewej dłoni gęsie pióro natomiast w prawej stary notatnik wygrzebany z dziury w podłodze zabitej deskami. Już prawie o nim zapomniała. Na szczęście w ostatniej sekundzie przed opuszczeniem dormitorium zrobiła coś, czego starała się unikać. Schyliła się, odkryła i na nowo ukryła. Nie była sentymentalna, ale przeczytane wspomnienia długo jeszcze nie pozostaną jej obojętne. Myślami błądziła po dawnych ścieżkach, i tylko na moment podnosiła zmęczone powieki, żeby raz jeszcze przyjrzeć się słonecznym promieniom. Doceniała starania pogody, chociaż dopiero dzisiaj opuściła Wieżę Zachodnią na dłużej, uprzednio nie umiejąc dojść ze światem do porozumienia. Dlaczego i po co się rozdrabniać? Czyż nie wystarczyłaby jedna pora roku?
Notatnik zniknął w skórzanej torbie, ręce skrzyżowane pod głową i te powieki, ozdobione złotem, w dalszym ciągu przymknięte. Najwyraźniej nie mogła przegapić tego pasodoble.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Wolfgang von Brandt on Pon 2 Kwi - 17:55

Czas nigdy nie miał znaczenia, pory roku przelatywały mu przez palce niczym piasek. Łagodne powiewy wiatru muskały jego chłopięcą skórę i usypiały czujność, wprawiając ciało w stan słodkiego rozluźnienia, niemal sielanki. Kiedy przez głowę przemykał mu wyraz 'życie', uśmiechał się z rozbawieniem. Prostował kurczowo zaciśnięte palce i pozbywał się wszelkie strachu, czuł w sobie twórczą moc. Chciał przelać wszystko na papier, lecz ten nie dostarczał wystarczającej ilości środków. Nigdy nie umiał dobierać słów, dlatego właśnie tak mocno miłował się w powoływaniu na świat na pozór niedokończonych obrazów. Kilka kroków naprzód, bez pośpiechu, świat leżał u jego stóp. Wahanie, niezupełnie zrozumiałe, cichy szept wypełniający podświadomość.
Czy tak jawne lekceważenie praw natury mogło mu ujść na sucho? Gdyby siła stwórcza miała choć trochę przyzwoitości, już dawno zareagowałaby gromem z jasnego nieba lub innym, równie widowiskowym przedstawieniem. Każde pokolenie miało przekonanie o swojej nieśmiertelności, a jednak chwile mijały jedna za drugą, nawet wtedy, gdy nie wydawało się to możliwe. Była to chyba kara najdotkliwsza z możliwych. Kara za zuchwałość, na którą w innych okolicznościach wcale by się nie ośmielił. Nie wiedział, co działało na niego tak wyzwalająco - kontakt z naturą czy świadomość rychłego spotkania z Shirą. Shirą, która stanowiła jego ulubioną odskocznię od mętnej rzeczywistości, wszechobecnego bólu i niepewności.
- Lecz choćby oczy jej były na niebie, a owe gwiazdy w oprawie jej oczu, blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy - wyrecytował oddalony o kilka kroków, wpatrzony w jej nieruchomą twarz i przymknięte powieki. Nie podchodził bliżej, nie było takiej potrzeby.
avatar
Wolfgang von Brandt
Uczeń

Liczba postów : 21
Czystość krwi : czysta
Skąd : Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Shira Abshire on Pon 2 Kwi - 18:22

Melancholijna symfonia świata. Nie teraz, nie tutaj. Wiatr zapowiedział jego obecność wcześniej, niż uczynił to głos. Zapach męskich perfum, tak łagodnie łaskotał, tak czule muskał wszelkie zakamarki, niedostępne dla ludzkiego oka. O zwykłej tęczówce, o pospolitych rzęsach. Brwi i ich łuk, a każdy miał swojego anioła stróża. Lok, bo tu i ówdzie napotka go spojrzenie, brązowy owinął się wokół dziewczęcej szyi. Nie śpieszyła się z rozbudzaniem, nie chciała wszystkiego od razu. Zawieszona myśl pomiędzy niebem, a wspanialszym tworem. Patrzyła na niego, kochając się w każdym źdźble trawy, które zgniótł stawiając swoje stopy.
- Lecz gdyby nawet spaliła ciała niebieskie, bez niego sama płonęłaby szybciej. - kąciki ust zadrgały, skutecznie zdradzając wewnętrzną radość. Nie przyzna się, woli patrzeć, obserwować, a raczej napawać się. - Usiądź koło mnie. Ziemia zdążyła się już ogrzać. - niech nie pozwoli jej za długo czekać, chyba wystarczająco długo spokojnie istniała. Wolfgang, nie sposób opisać słowami tego, któremu tak na imię. Nie umiała na niego nie patrzeć. Oddychać innym powietrzem? - nigdy, nie chciałaby nawet próbować.
Opadła raz jeszcze, nie zamykając oczu. Już nie.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Wolfgang von Brandt on Pon 2 Kwi - 21:08

Zawieszony w innym wymiarze był tylko muskany przez doczesność, nieszkodliwą, błahą i prozaiczną. Koncert zmysłów i niezaspokojone potrzeby duchowe. Rumieniec zalewający twarz, spowodowany nie wiadomo czym - może chłodem, który dotkliwie dawał się we znaki jego fizyczności? A może głębokim poruszeniem, które gwałtownie ogarnęło jego młode ciało? Milcząc spoglądał na otaczającą go przyrodę, jak gdyby zapomniał w ogóle o istnieniu dziewczęcia. Budzące się do życia drzewa, blade promienie przebijające się przez powłokę chmur, jej melodyjny głos stopniowo przebijający się przez świadomość młodziana.
- On pierwszy zgasłby, mignąwszy tysiącem polotów - odparł, drżącym głosem. Powoli zbliżył się do niej, siadając przypadkowo musnął jej ramię. Nie budował napięcia, nigdy nie był dobrym dramaturgiem. Może gdyby odczekał jeszcze chwilę, wstrzymałby egoistyczne pragnienie, zauważyłby coś, do tej pory były głęboko ukrytego. Osad w kielichu życia, niemal niewidoczny gołym okiem.
- Zbyt hojnie obdarowujesz teraźniejszość - zauważył wreszcie, przyglądając się źdźbłu trawy, oplatającemu jej kostkę. Kolor był jeszcze blady i niewyraźny, zupełnie różny od soczystej zieleni wczesnego lata.
avatar
Wolfgang von Brandt
Uczeń

Liczba postów : 21
Czystość krwi : czysta
Skąd : Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 5 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Błonia

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach