Zacieniona polana

 :: Błonia

Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Shira Abshire on Pon 2 Kwi - 21:35

Nic im nie zaszkodzi. Dopóki budują wokół siebie ramy zbyt potężne, aby przypadkowy podmuch wiatru obrócił je w pył, dopóty śmiało mogą brnąć w wodę, niemożliwą dla pozostałych. Czy Shira czuła się wyjątkowa? Nie myślała o tym, nie szukała rozwiązań, nie podążała za wróżebnymi znakami; one same przychodziły, pukały do jej drzwi, namiętnie żądając, aby wpuściła je do środka. Wpuszczała, po kolei, ostrożnie, bo czym miała się przejmować, jeżeli serce i rozum ze sobą współgrały? Dopieszczała swoje wnętrze jak tylko mogła, duchowo się rozwijała, analizując to, co akurat miała pod ręką. Czułe ramiona wiosennego wiatru już ich zagarnęły.
- Umarliby razem, nie umiejąc żyć bez siebie, gdyż po tamtej stronie uczyć mogliby siebie raz jeszcze. - szepnęła, witając go promiennym uśmiechem. Dotyk, ramię, rumieniec. Wzajemnie. Shira nie paliła wszystkiego wokół, jedynie wzniecała żar powoli roztapiający ją od środka. Miał piękne usta, dłonie jeszcze piękniejsze. Ale nie patrzyła już na niego, lecz przed siebie, tam gdzie ich przyszłość dopiero się zaczynała.
- Dzięki temu zawsze będzie mi coś winna. Nie często pozwalam sobie na spacer po cienkiej linii bez zabezpieczenia. - zaśmiała się, przeciągając kilka razy.
Tak oto spoglądali w tą samą stronę.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Wolfgang von Brandt on Nie 8 Kwi - 16:54

Harmonia towarzysząca tej chwili była niezwykle kojąca. Wszystko do siebie pasowało, cichy szept drzew, jeszcze nierozwinięte kwiatowe pąki, jej kobieca sylwetka i niesforne kasztanowe kosmyki. Doskonałość chwili. Skończenie piękna, choć zdradliwa. Dopiero zatracając się w niej dostrzegamy drzemiące gdzieś głęboko szaleństwo. Na wycofanie jest już za późno. Promienie ducha przysłaniające słuszny imperatyw. Wola uzależniona od jej kaprysów, nieustanna gonitwa za nieuchwytną mrzonką.
Coraz częściej przesuwali granice, stawiali sobie zbyt wysokie cele, rzeczywistość nie mogła stanowić żadnych ograniczeń. Osiągnąć doskonałość, ba, nawet ją przewyższyć! Lecz co potem? Nieustannie poszukiwanie środków, które nigdy nie będą wystarczająco dobre? Powoli nadchodził moment, w którym sami dla siebie staną się wrogami, moment wyniszczenia.
Zadrżał, przerażony własną myślą, poniekąd korespondującą ze słowami Shiry. Czy tak miałby wyglądać koniec? Koniec, który przez niektórych nazywany jest początkiem.
- Łatwo przeoczyć jej zachłanność - obawa w jego głosie była niemal niesłyszalna.
Zamknął oczy, wsłuchując się w cichy szelest jej oddechu niczym dumający ślepiec. Od dawna nie czuł tak intensywnie, myśl łamała się na nieporadnych ustach. Słowa zresztą nie były potrzebne.
avatar
Wolfgang von Brandt
Uczeń

Liczba postów : 21
Czystość krwi : czysta
Skąd : Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Shira Abshire on Nie 8 Kwi - 19:48

Przyglądała się mu w skupieniu. Chłonęła każde drgnienie jego drobnego ciała, nie myśląc o jutrze. Szaleństwo? Czymże byłby świat, gdyby nie odrobina wariactwa, które prawdopodobnie jest normalniejsze od przyjętej przez ogół normy. Szaleńcom jest łatwiej, nie muszą się tłumaczyć, oddychają gdy najdzie ich ochota, żyją tak, jak każdy by chciał, lecz się boi. To chwila była przesączona uroczym brakiem zgodności rytmów serc i umysłów z panującym kierunkiem wiatru. Poddawała się chwili, momentowi, drobnym radościom, zawsze mając na uwadze ich złudność. Drżała przed ulotnością, klękała przed końcem, ale głównie kierowała się osiągnięciem wewnętrznego spokoju. Nic nie mogło go zakłócić, nie teraz, nie kiedy zapach jego perfum miesza się z wiosennym ciepłem przenikającym przez jej coraz ciemniejszą skórę. Odgarnęła włosy z czoła, z szyi, obojczyki zalśniły.
Nie chciała niczego niszczyć, nie umyślnie, nie zamierzenie.
Zaczną od nowa, dla szaleńczych złudzeń nigdy nie ma końca.
- Zachłanność nie zawsze jest zła. - przyglądała się swoim dłoniom, powoli i leniwie odwracając wzrok. W jego stronę. Uwielbiała wzrokiem spijać słowa z jego warg. Nawet kiedy milczał.
- Miałam piękny sen. - szepnęła, gdyż nikt nie mógł się dowiedzieć.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Liam Peck on Czw 23 Sie - 22:42

Chłód nocy wyraźnie odbił się na całych błoniach. Szadź uczepiła się każdej gałęzi drzew i krzewów. Na płatach lodu osadzonych jeszcze na jeziorze osadziła się nowa warstwa sypkiego śniegu. Gwiazdy świeciły mocno, księżyc pławił się w jasnej łunie światła.
Z ust Liama wydobywał się raz po raz niewielki obłoczek pary. Szedł szybko, starając się jednocześnie stąpać możliwie jak najciszej po zmarzniętym podłożu. Żałował, że nie wziął szalika, ale starał się tego nie okazywać. Starał się, a jednak co jakiś czas jego zęby obijały się o siebie, dygocząc donośnie w ciemnościach. Dobra, zniesie to, zbierze szybko upragnione blekotki i migiem wrócą z Shirley do zamku. Tylko żeby nikt prócz nich się tu nie pałętał...
Z głębi Zakazanego Lasu ich uszu dobiegło odległe, przeciągłe wycie. Chłopak spojrzał w tamtą stronę, zaciekawiony odgłosem. Co to było? Gdzie jest? Uśmiechnął się pod nosem. Po chwili jednak uprzytomnił sobie, że miał dzisiaj już w nic się nie pakować. Ta nocna wycieczka była już wystarczającym narażaniem siebie i Gryffindoru - starczy zresztą wrażeń jak na jeden dzień. Chociaż z Shirley nigdy nic nie wiadomo. Uśmiechnął się znów do siebie i obejrzał na podążającą wraz z nim dziewczynę.
avatar
Liam Peck
Uczeń

Liczba postów : 35
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lerwick, Szetlandy

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Frances Blackwood on Pią 24 Sie - 12:46

Bezszelestnie pomykała w stronę jeziora okryta tylko szatą. Co jej strzeliło do głowy, żeby iść o tej porze na spacer. Ale z drugiej strony, co miała zrobić? Była zła. Zła na cały świat. Czemu jej życie musiało się tak, a nie inaczej zacząć? Dlaczego była dzieckiem mugolki? Nic jej bardziej nie bolało niż fakt, że jest zarażona. Zarażona brudną krwią. Jednak nigdy, NIGDY nie dawała tego po sobie poznać. Przed resztą świata pokazywała, że jest to już zamknięty rozdział jej życia. W głębi duszy wciąż ją to jeszcze dręczyło. Wiedziała, że tylko tu, w tych osamotnionych ciemnościach, może dać upust emocjom. Pierwsza łza wypłynęła z jej oka. Była taka bezsilna. Gdy reszta emocji miała dać swój upust, Frances usłyszała jakieś kroki. Schowała się za pobliskim drzewem, pewna że to jakiś nauczyciel, i że zaraz wpadnie w tarapaty. Jednak pomyliła się. To był uczeń. A raczej dwóch. Jednego z nich, chłopaka, rozpoznała natychmiast. Dziewczyna wyszła z ukrycia i z szyderczym uśmiechem rzuciła w jego stronę:
-Liam Peck. Kogóż ja tu widzę. Zachciało się nocnych schadzek z jakimś biednym dziewczęciem?
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Shirley Collins on Pią 24 Sie - 14:55

Co za beznadziejnie chłodny marzec. Shirley dzielnie szła za Liamem, potykając się w zaspach i starając nie myśleć o ciepłym kominku, sprzed którego wszak sama go wyciągnęła. Starała się skupiać na utrzymywaniu w ryzach zaklęcia ogrzewającego jej dłonie. Już niedaleko.
W ciemności rozległ się nagle nieprzyjemny kobiecy głos i zaskoczona Shirley aż podskoczyła, parząc sobie palce i upuszczając różdżkę. Posykując i pocierając je śniegiem, poirytowana, wyjrzała zza pleców równie zaskoczonego Liama, by zobaczyć, kto przeszkadza im w tym miejscu i o tej porze.
Ładna, wysoka Ślizgonka stała sobie przed nimi. Jej wzrok wyrażał bezinteresowną złośliwość, ale mimo starań nie była w stanie ukryć drżenia spowodowanego brakiem ciepłego płaszcza. No pięknie, i niby co ona tu robi? Zresztą... co za różnica. Nie ma sensu sobie nawzajem przeszkadzać.
- Cześć, chyba nie zostałyśmy sobie przedstawione, ale to raczej nie będzie potrzebne. My tu tylko przejazdem, toteż miłego spaceru i dobranoc - zażartowała Gryfonka, licząc na szybkie zakończenie nieprzyjemnego spotkania i, na brodę Merlina, jak najszybszy powrót do zamku. W ostatniej chwili namyśliła się i dodała: - Nie jest ci trochę zimno?
avatar
Shirley Collins
Uczeń

Liczba postów : 43
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

http://hogwart.soglam.net/t1929-shirley-collins

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Frances Blackwood on Sob 25 Sie - 0:28

-Nie Twoja sprawa czy jest mi zimno czy nie, Gryfonko - to ostatnie słowo Frances wypowiedziała z niezwykłą pogardą. Jednak coraz trudniej było jej opanować szczękanie zębów.
-Nie zostałyśmy przedstawione i zapewne nie zostaniemy. Nie zadaję się z takimi jak Ty. Wystarczy, że Wasz smród czuję z tej odległości-zaśmiała się ironicznie. Co prawda nie miała ochoty ani siły na jakiekolwiek potyczki słowne, jednak nie mogła się powstrzymać. Nie czekając na odpowiedź, ruszyła dalej. Po przejściu kilku kroków, zaczęła się poważnie zastanawiać, czy nie przywołać grubego płaszcza, który leżał w jej kufrze przykryty stertą książek. To jednak mogło zostać przez kogoś zauważone, a naprawdę nie miała siły użerać się z jakimś natrętnym nauczycielem. Usiadła więc na skraju polany patrząc jak dwójka intruzów oddala się. Wyciągnęła zza pazuchy butelkę Ognistej Whiskey Ogdena, którą udało jej się przeszmuglować z ostatniej wizyty w Hogsmeade. Pociągnęła siarczysty łyk, z różdżki wyczarowała snop ciepłego powietrza by się ogrzać i pogrążyła się w rozmyślaniach.
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Shirley Collins on Sob 25 Sie - 1:07

Ślizgoni. Dlaczego wszyscy są tacy sami? Czy oni naprawdę nie rozumieją, jak beznadziejnie puste i nudne jest to ich wymuszone wywyższanie się nad innych? Co za głupota. Shirley tylko westchnęła ciężko, patrząc na plecy oddalającej się dziewczyny.
Zerknęła na Liama, który stał nadal w tym samym miejscu, zupełnie jakby się zawiesił, i z lekko otwartymi ustami wpatrywał się w przestrzeń między drzewami.
- To co, idziemy? Śliczne srebrzyste blekotki same się nie zbiorą, więc chodźmy, zanim odmarzną nam uszy - rzuciła lekko, by oczyścić atmosferę, i od razu ruszyła przodem, zastanawiając się po cichu, gdzie do cholery jej dobry kumpel poznał taką śmieszną ślizgońską bestyjkę.

//w drodze na Skraj Lasu (link)
avatar
Shirley Collins
Uczeń

Liczba postów : 43
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

http://hogwart.soglam.net/t1929-shirley-collins

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Nora Heath on Sob 25 Sie - 18:47

Każdemu od czasu do czasu zdarzy się mieć gorszy dzień. Nie Norze, która zawsze miała złe dni. Prawdopodobnie nikt nigdy nie widział, żeby dziewczyna kiedykolwiek się śmiała, czy choćby uśmiechnęła. Dziś smutek dziewczyny trudno byłoby określić słowami. Kiedy tylko opuściła sowiarnię, pomknęła schodami kierując się prosto na błonia. Zawsze starała się ukrywać emocje, ale tym razem nie była w stanie pohamować łez spływających po jej zarumienionych policzkach. Usiadła pod najbliższym drzewem i wytarła oczy skrawkiem szaty, zaraz jednak napłynęły kolejne strumienie. Naciągnęła oba rękawy na dłonie i schowała w nie twarz. Cicho załkała. Jak to możliwe? Dlaczego to jej się przytrafiło? Świat był niesprawiedliwy, tyle... Ale dlaczego jej siostra?! Jeszcze chwilę tak siedziała. Potrzebowała samotności. Nikt nie mógł jej pomóc. Nikt nie był w stanie jej pocieszyć.
- Zoe... - Wymamrotała w materiał. - To nie może być prawda... - mówiąc to zalała się kolejną porcją łez.
W końcu, gdy się uspokoiła, wytarła oczy po raz ostatni i wstała.
W liście, jaki otrzymała oprócz kondolencji otrzymała jeszcze przyczynę śmierci siostry. Popełniła samobójstwo. Kto jak kto, ale Zoe? Ona nigdy by czegoś takie nie zrobiła... A jednak. Pogrążona w rozmyślaniach krążyła po błoniach.
avatar
Nora Heath
Uczeń

Liczba postów : 41
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Tommy Millar on Sob 25 Sie - 20:56

Tommy miał dzisiaj dzień, ani nie był to dzień zły, ani dobry stwierdził że można go uznać jednak za udany, bo nie dostał żadnych punktów ujemnych. Jak miał w zwyczaju chodził po błoniach i ich okolicach w poszukiwaniu czegoś ciekawego do roboty, opcjonalnie jakiejś ładnej dziewczyny, z którą mógłby przeprowadzić dłuższą konwersację, a w ostateczności po prostu z nią być, ale na razie nie miał szczęścia, jednak w pewnym momencie zobaczył jakąś dziewczynę i od razu mu się spodobała w jego oczach pojawiły się małe diabełki. Tak właśnie namierzył swój cel, który miał być przez niego oblegany przez dłuższy czas. Podszedł bliżej i wtedy zobaczył że ona płacze, oho wiedział że musi zareagować i jej jakoś pomóc. Gdy podszedł na prawdę blisko tak około dwóch metrów zobaczył że to Nora jakaś tam nie znał jej dobrze, ale kojarzył ją była od niego o rok młodsza, a i tak mu się podobała. Usiadł obok wyjął chusteczkę i powiedział.
- Nie płacz Nora. Powiedział cicho i po jego głowie przeszła myśl. A może to nie ona i co wtedy?Ale zaraz kontynuował - Powiedz co się stało, a postaram ci pomóc. Mówiąc to wręczył jej do ręki chusteczkę, aby otarła łzy.
avatar
Tommy Millar
Uczeń

Liczba postów : 15

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Nora Heath on Sob 25 Sie - 21:24

Roztrzęsiona dziewczyna z początku nie wiedziała jak zareagować. Instynktownie nie odwracając się zamachnęła się ręką, żeby uderzyć nieznajomego z liścia, ale powstrzymała się i udała, że zamierzała odgonić muchę. Miły Ślizgon? A to nowość. Zaraz, zaraz, skąd znał jej imię? Zapewne podsłuchał z jakiejś rozmowy, a to by znaczyło, że nie jest niezauważalna i inni się nią w pewnym sensie interesują. Nora nie paliła się do poznawania ludzi, ale warto spróbować nawiązać kontakt ze starszym chłopakiem z domu węża. Poza tym nie najgorzej wyglądał... Hm... W jego wyglądzie było coś, co zaintrygowało Puchonkę i nie mogła się napatrzyć jego zielonym oczom. Ścisnęła wręczoną chusteczkę w dłoni i otarła zwilżone łzami poliki. Zdecydowała się odpowiedzieć na pytanie chłopaka pozostając jednak chłodną. Jak zwykle, musiała udawać, że chłopak ani trochę jej nie interesuje.
- Nie twoja sprawa i tak z resztą nie mógłbyś mi pomóc. - Powiedziała, ale ponieważ stwierdziła, że to zabrzmiało zbyt wrogo, dodała: - Ale dziękuję za chusteczkę... Wiesz... Nie znam Cię, może byś mi się przedstawił?
avatar
Nora Heath
Uczeń

Liczba postów : 41
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Tommy Millar on Sob 25 Sie - 21:43

Tommy wiedział, że początek tej znajomości nie był zły także postanowił przejść trochę dalej i się przedstawić, a co mu szkodzi co najwyżej powie, że ta puchonka jest nienormalna i ją zabije. Chłopak postanowił, że może się jej przedstawić w sumie ona powinna go znać, ale, skoro nie to on musi sam się przedstawić jako wielmożny czarodziej Tommy Millar.
- Myślałem, że znasz mnie, ale, skoro nie to jestem Tommy Millar. Dla przyjaciół Tom, a twoje imię już znam. Uprzedzę twoje spostrzeżenie nie mam zamiaru nic ci zrobić przynajmniej na... Powiedział nasz miły Tomasz, ale się ocknął i nie dokończył swojego zdania, ponieważ mogło, by się to dla niego skończyć bardzo źle, koniec kontaktów z tą dziewczyną byłby tragiczny. Dlatego też nie mógł sobie pozwolić na takie nie wybredne uwagi.
-Tak, więc chodzisz do V klasy tak ?? Zapytał z miłym uśmiechem na ustach.
avatar
Tommy Millar
Uczeń

Liczba postów : 15

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Nora Heath on Sob 25 Sie - 22:09

Zachowanie chłopaka było niecodzienne. Zachowywał się trochę chaotycznie i miał niewyparzoną gębę. Tommy Millar. Czy to nie o nim rozmawiały kiedyś dwie ślizgonki na korytarzu? Z tego co pamiętała mówiły, że jest czystej krwi. Widocznie nie wiedział z jakiej dziewczyna pochodzi rodziny, bo w końcu jaki czarodziej jego pokroju zadawałby się z dzieckiem mugolów? A może nie był taki jak inni? Z resztą nieważne. Dlaczego myślał, że ona bała się, że coś jej zrobi? Zachowała się w sposób jaki się zachowała, bo znała wielu natrętów, którzy pozwalali sobie na zbyt wiele, stąd u niej ten brak zaufania. Nie kontynuowałaby tego tematu, gdyby chłopak nie urwał swojego zdania w połowie.
- ”Przynajmniej na...” razie, prawda? To chciałeś powiedzieć, zanim przemyślałeś moją ewentualną reakcję i się wycofałeś? - Powiedziała nie mogąc się powstrzymać przed wytykaniem błędu. - Z resztą nie ważne. Nie ma sprawy. Udajmy, że tego nie było. - Nie chciała nawiązywać nowych wrogich relacji, bo po co? - Tak, jestem z V rocznika. Co porabiasz na błoniach? - Zapytała, ponieważ nie miała nic lepszego do powiedzenia. Kiepska była w prowadzeniu rozmów, przez co stwarzała wrażenie nieśmiałej, a wcale taka nie była.
avatar
Nora Heath
Uczeń

Liczba postów : 41
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Tommy Millar on Sob 25 Sie - 22:20

Tommy nie był zwykłym ślizgonem, a to tylko i wyłącznie ze względu na jego starszą siostrę, która zakochała się w mugolu i została jego żoną. Nie mógł być przecież taki jak inni, bo mu nie wypadało w szczególności, że bardzo kochał swoją siostrę, a druga sprawa to to, że nie wiedział, że Nora jest dzieckiem mugolów, inni może i wiedzieli, ale nie odważyli, by się narazić temu szaleńcowi, bo widzieli nie raz jak to może się skończyć. Tommy nigdy nie przebierał w środkach uważał, że są dwie strony barykady jego i przeciwna i to, by było na tyle.
- Za dużo powiedziałem źle się zachowałem przepraszam. Powiedział Millar z skruchą w głosie i zrobił minę jak kot z Shreka.
- Zawsze tutaj spaceruje dokładniej spaceruje po całym terenie, ale akurat tutaj znalazłem taki piękny okaz natury, więc postanowiłem się zatrzymać. Powiedział Tommy i się uśmiechnął wiedział, że każda kobieta zmięknie po odpowiedniej dawce komplementów.
avatar
Tommy Millar
Uczeń

Liczba postów : 15

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Nora Heath on Sob 25 Sie - 23:00

Nora nie była jedną z tych, która po kilku komplementach staje się posłuszna jak pies i nie otwiera to nowych możliwości dla rozmówcy. Okazem natury może sobie nazywać sarny i jelenie, nie wrogo nastawione do całego świata dziewczę z blond włosami. Brunet zaczął ją nieco nudzić, a co za tym idzie, irytować. Postanowiła jednak dać chłopakowi kolejną szansę. Z kieszeni szaty wyjęła paczkę papierosów. Wyciągnęła jednego i włożyła go do ust. Chcąc wrzucić pudełko z powrotem do kieszeni nie wycelowała i upuściła je na ziemię. Przeklinając na wszystkie możliwe sposoby schyliła się i podniosła paczkę, po czym odłożyła je na miejsce. Sięgnęła teraz do kieszeni spodni po zapalniczkę. Podpaliła papierosa i ją schowała. Zaciągnęła się. Jak ona dawno nie paliła! To było dla niej niemal jak zbawienie. Zatraciła się w wykonywanej akcji, że zapomniała całkowicie o Ślizgonie.
- Przepraszam, że nie zaproponowałam Ci jednego. Całkowicie zapomniałam o dobrych manierach, mam nadzieję, że nie masz mi za złe?
Prawdą było, że zapomniała się podzielić, ale nawet, gdyby pamiętała nie chciałaby dzielić się z dopiero co poznanym chłopakiem swoimi ulubionymi papierosami.
avatar
Nora Heath
Uczeń

Liczba postów : 41
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Tommy Millar on Sob 25 Sie - 23:16

Tommy brzydził się każdym kto palił papierosy, a wiedział że palą je tylko mugole, więc skumał od razu o co chodzi. Nędzny będzie z niej czarodziej skoro w tak młodym wieku zatruwa sobie zdrowie. Nienawidził kiedy ktoś robi sobie krzywdę, było to dla niego nie do zniesienie. Nie miał zamiaru jej przeszkadzać, skoro jest nie miła to nie będzie z nią gadał. Chłopak wstał poprawił swoje ubranie i odezwał się do niej.
- Tylko mugole palą papierosy do mugoli nie mam nic, ale do palaczy dużo. Mam nadzieje że się nie obrazisz, ale ja już będę uciekał żegnam. Powiedział Tommy tylko się uśmiechnął i poszedł w siną dal.
z/t
avatar
Tommy Millar
Uczeń

Liczba postów : 15

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Nora Heath on Sob 25 Sie - 23:36

Pięknie Nora skarciła samą siebie zraziłaś do siebie kolejną osobę. Ale to jego sprawa, że nie chce się zadawać z Puchonką. Podczas wywodu Ślizgona zdąrzyła dopalić papierosa. Upuściła go na ziemię i bez skruchy przydeptała. ”Tylko mugole palą papierosy” okej, wyzwij mnie od mugoli pomyślała zapalając kolejnego tylko po co mi mówisz, że nic do nich nie masz, skoro przed chwilą ich obraziłeś twierdząc iż mugole są gorsi, bo palą?. Chłopak niby miał powód, dlatego opuścił dziewczynę, niestety bez świadomości, że tym samym naraża jej się. Och, tak. Blond włosa nie była w stanie znieść, że ktoś ją spławił. Humor, w jakim była dzisiaj sprawiał, że każdy czyiś najmniejszy wybryk powodował, że kodowała go sobie w głowie jako wroga. Nie minęło parę godzin od kiedy wstała, a już ma na liście nowego nieprzyjaciela. Teraz tylko ważne, by brunet miał siłą psychikę, bo czarownica już w głowie wymyślała tortury, jakie mu będzie sprawiała swoim istnieniem. Smutek, jaki czuła z powodu śmierci siostry został przykryty nowym uczuciem. Złością. Nie miała już nic więcej do robienia na pustych błoniach. Dokończyła palić drugiego papierosa i wyrzuciła go gdzieś za siebie.

//opuszcza błonia
avatar
Nora Heath
Uczeń

Liczba postów : 41
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Gabriel Smith on Nie 26 Sie - 22:05

Od kilkunastu minut krążył nad błoniami na miotle. Był po treningu i nie zmienił nawet ubłoconych szat do quidditcha. Szkarłatne barwy Gryffindoru powiewały teraz za nim dumnie. Torba z ubraniami na przebranie spoczywała w szatni. Zauważył na dole poruszenie. W pewnej chwili została tylko jedna osoba. Zleciał i wylądował miękko nieopodal. Ślizgonka. Na dodatek miała Ognistą Whisky. Gabriel zbliżył się, trzymając miotłę w odzianej, w skórzaną rękawicę, dłoni. Oddychał głęboko, był wykończony, ale zadowolony. Dziewczyny nie znał za dobrze. Raczej z korytarza. Nawet nie byli na cześć.
- Widzę, że chyba ktoś robi tu coś nielegalnego. - Na jego twarzy wykwitł podły uśmiech. - Chyba powinienem kogoś o tym powiadomić... - Przypomniała mu się Shira. Cholera jasna! Natychmiast wyrwał się z krótkiego zamyślenia i udał, że zastanawia się na poważnie nad wkopaniem dziewczyny w kabałę. Na pewno nie byłoby przyjemnie. Skoro jej nie znał, to pewnie nie była tego warta. Nie mogła być ani szanowana, ani bogata. Chociaż ostatnie czasy pokazały, że przeliczył się co do tych wartości względem niektórych ludzi. Była całkiem zgrabna, choć nieco... mroczna. Dobre złego początki? Nie był przesądny. Ostatnio jednak stwierdził, że chyba jednak jest kobieciarzem. Stwierdził też, że wcale mu to nie przeszkadza. Przede wszystkim jednak stwierdził, że jest idiotą i to leniwym. Spoczął na laurach, od kiedy wciągnął go wir innych wydarzeń. Przestał doglądać swojego chorego projektu.
- Dobra. - Powiedział po chwili namysłu. - Jak się ze mną podzielisz, to jeszcze raz przemyślę Twoje niecne postępowanie. - Usiadł obok z nieskrywaną ulgą i rozkoszą. Bolały go wszystkie mięśnie. Był wykończony.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Frances Blackwood on Nie 26 Sie - 22:23

Gdy tylko dziewczyna zauważyła, że ktoś się zbliża, szepnęła:
-Finito.
Snop ciepłego powietrza natychmiast zniknął. Usłyszała dyszenie. Ciemna sylwetka zbliżyła się do niej. W dłoni trzymała miotłę. Frances poczuła ten smród. Gryfon. I to nie kto inny jak sam Gabriel. Wiele o nim słyszała na korytarzach. Zwłaszcza od zauroczonych nim dziewczyn. Ale ona sama nic szczególnego w nim nie widziała. Nie specjalnie wysoki, króciutkie czarne włosy, chucherko. Bez szału. Zdecydowanie nie miała ochoty na jego towarzystwo. W zasadzie dobrze go nie znała, wzięła jednak na poważnie jego groźby. Podała mu bez słowa na wpół opróżnioną butelkę. Po chwili jednak dodała:
-Nie myśl, że się Ciebie boję. Nie mam po prostu siły dziś na użeranie się z kolejnym Gryfonem.
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 27 Sie - 0:22

Gabriel z uśmiechem przyjął butelkę i pociągnął z niej spory łyk. Płyn palił, ale i oczyszczał. Spojrzał na dziewczynę i roześmiał się szczerze. Już dawno nie śmiał się tak intensywnie. Szczęśliwie, zdążył oddać butelkę, bo niechybnie wylałby część jej zawartości. Leżąc, otarł łzy.
- Próbujesz sobie ze mnie drwić, czy naprawdę tak uważasz? - Zapytał z rozbawieniem. Spojrzał na nią z błyskiem w oku. Miał ochotę rzucić jej wyzwanie. Powiedzieć jej za kogo się uważa i kim jest. Tylko po co marnować słowa na osobę, która może ich nie zrozumieć?
- Jak się nazywasz? - To powie mu najwięcej. Zazwyczaj nazwisko mówiło wszystko. Strach. Ona naprawdę nie rozumie tego pojęcia. Chłopak przypominał sobie chwile, kiedy naprawdę się bał. To było dawno.
- Nie wolno Ci płakać! - Krzyknął jego ojciec. - Przestań płakać! Nie wolno okazywać Ci słabości, bo oni wszyscy czekają na to! Przyniesiesz mi hańbę!
Ojciec miał rację. Ojciec był surowy, ale miał rację. Ciało dziewczynki spoczywało bezładnie na podłodze. Nie było krwi. Na krzesłach siedziała martwa para z wyrzutem w oczach. Gabriel zwymiotował po raz kolejny. Już nigdy, nigdy nie wolno mu chronić zdrajców. Nigdy nie wolno zdradzić jego Pana. Nie wolno się wahać, nie wolno! Musisz być silny, synu. Ale kara i tak Cię nie ominie.
Strach.
Pełzł po plechach, gdy widział Go po raz pierwszy. Wtedy on spojrzał na niego przelotnie.
- To twój syn? - Zapytał głosem chłodnym jak zimowy wiatr. To on pozostał jego inspiracją.
Ojciec stał pewnie, ale bladość twarzy i zaciśnięte dłonie, oraz kropelki potu na twarzy, zdradzały jego strach. Skinął tylko głową.
- Byłoby szkoda, gdyby coś mu się stało, prawda? - Dodał spokojnie. Bawił się różdżką. Teraz wyciągnął ją w kierunku Roberta. - Crucio! - Powiedział to spokojnie, nieludzko spokojnie. Bezlitośnie. Tak, to był właśnie jego Pan, wtedy patrzył z żalem, jak ojciec tarza się w bólu, ale wiedział, że zawiódł i że spotkała go słuszna kara. On sam zaznał od niego cruciatusa. Zaznał bólu. Ich Pan był surowy. Ich jedność, brać była surowa. Była to jednak jedyna droga do zwycięstwa. Gdyby nie ten Harry Potter...
Strach. Czy ona naprawdę uważa, że Gabriel próbował ją przestraszyć? Ona nie wie, co to strach.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Frances Blackwood on Pon 27 Sie - 0:42

Frances chwyciła butelkę. Wytarła szatą resztki śliny Gabriela i upiła znów łyka. Pod nosem szepnęła zaklęcie i z jej różdżki ponownie popłynęło ciepło. Starała się nie szczękać zębami. Zbyt dużo słabości pokazała już przy swoim towarzyszu.
-Nie sądzę byś musiał znać moje imię. Nie planuję przedłużania tej znajomości. Nie potrzebuję jakiegoś gryfońskiego łamacza serc w moim życiu - odpowiedziała dziewczyna ignorując złośliwy uśmiech chłopaka.
Nie wiedząc czemu, czuła się dziwnie w jego towarzystwie. Jednego była pewna, mimo że go nie znała, już go nie lubiła. Z drugiej jednak strony miała wrażenie, że Gabriel wiele zmieni w jej życiu. Skąd się to przeczucie wzięło? Nie miała zielonego pojęcia.
Podniosła głowę i spojrzała na niego.
-Nie. On zdecydowanie nie może wnieść nic nowego do mojego świata. W końcu to zwykły śmierdzący gryfon - pomyślała.
Mimo ciemności, zauważyła że uśmiech nie schodził z jego ust, a na policzkach pojawił się rumieniec. Zapewne był on spowodowany przez trunek od Ogdena.
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 27 Sie - 0:53

Jego oczy stały się zimne i bezlitosne. Irytacja wzbierała w nim, jak fala w czasie sztormu, która zbliża się do brzegu. Jego uśmiech nie spływał z twarzy, ale stał się uśmiechem nieprzyjaznym, wręcz wrogim.
- Zapytałem Cię o imię. - Powiedział spokojnie. Zbyt spokojnie, żeby ten spokój wydawać się mógł być naturalny. Chyba trafił na kogoś, kto naprawdę nie wiedział kim jest. Miała go za jakieś babiarza. O jego spotkaniach, rzadkich z resztą, z Shirą, nie mógł wiedzieć nikt. O Lily może i wiedziano, ale co z tego? Z Cassie był... oficjalnie. Czy to aż tak wiele, na tyle czasu od początku tego semestru. Zaczął czuć obrzydzenie, targające jego wnętrznościami. To uczucie... jak oni je określają? Miłość. To, czego miał się wyzbyć. Uczucie słabeuszy, uczucie, które nie istnieje. Można ludzi tylko wykorzystywać. Ona tym bardziej powinna o tym wiedzieć.
Nie miał zamiaru tłumaczyć jej od początku, dlaczego POWINNA mu odpowiedzieć i co się może stać, jeśli nie okaże mu szacunku. Ostatecznie on podszedł do niej z dostatecznym szacunkiem. Ciekawe, czy ta dziewczyna była czystej krwi? Z pewnością choć odrobina musiała krążyć w jej żyłach, gdyż wylądowała w Slytherinie. To jednak nie przesądzało, niestety, o jej czystości. Mówiąc szczerze - ostatnio wszyscy ludzie z tego domu okazywali się niegodni wymiany nawet kilku słów. Prędzej znajdzie puchona, który popiera Czarnego Pana... eehhh... jakby się zastanowić, to już znalazł. Puchonkę. Lily.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Frances Blackwood on Pon 27 Sie - 1:22

Gdy znów się odezwał, Frances spojrzała na niego. Było w nim coś mrocznego. Coś się zmieniło. Mimo ciemności, w oczach Gabriela dojrzała pogardę. Już ją kiedyś widziała. U siebie w domu.
Siedziała na sofie w salonie i przyglądała się listowi. Tekst z niezwykle pięknych liter oznajmiał, że Frances Blackwood została przyjęta do Hogwartu. Była bardzo ucieszona. Wiedziała już, że to kolejny krok do tego, by stać się wystarczająco potężnym czarodziejem i móc służyć Czarnemu Panu. Snucie planów na przyszłość przerwała jej jednak czyjaś rozmowa. Wstała z kanapy i ruszyła w stronę głosów.
Pan Theodorus Blackwood stał w przedsionku ich niewielkiego domu i rozmawiał dynamicznie z jakimś czarodziejem.
-Theo, nic nie rozumiesz. Jego naprawdę to nie obchodzi. Co prawda Thomas wie, że ona jest półkrwi, ale dla niego to nie ma żadnego znaczenia. On myśli, że jeśli czarodziej zada się z mugolem, to zdradził tym samym Czarnego Pana - powiedział czarodziej trzymający za rękę małego chłopca o czarnych włosach i porcelanowej cerze. Mały czarodziej zdawał się być w wieku Frances. On też ją zauważył i uśmiechnął się do niej.
-Nie pozwolę mu obrażać mojej córki. Nigdy nie dopuszczę do tego, by ona płaciła za moje błędy! To moja wina, że Frances jest półkrwi! - krzyknął wściekły ojciec dziewczynki.
Chłopiec pomachał jej nie zwracając uwagi na krzyki Pana Blackwood, który w tym momencie spojrzał na swoją córkę.
-Frances, idź proszę do pokoju - powiedział spokojnie.
Dziewczynka przytaknęła, odeszła kawałek i odwróciła się by pomachać chłopcu, jednak na jego twarzy nie było już uśmiechu, lecz pogarda. Dokłądnie ta sama, którą Frances widziała w tym momencie, kilka lat później.
-Frances. Frances Blackwood. Być może mnie już nie pamiętasz, Gabrielu Smith - odpowiedziała stanowczo. Jednak w głębi duszy gotowała się z wściekłości. Jak on wtedy śmiał ją ocenić? Skoro Czarny Pan wybaczył jej ojcu, jak jedenastoletni chłopiec śmiał tak spojrzeć na nią tylko dlatego, że była półkrwi?
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 27 Sie - 2:11

Być może jedenastoletni chłopiec nie jest tak pobłażliwy, jak Czarny Pan, jakkolwiek by to nie brzmiało? Był. Uczono go, że tylko czystość krwi się liczy. Że jest miarą wartości człowieka. Może Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać czuł się w głębi duszy hipokrytą, gdyż sam był półkrwi? Mało kto teraz zna ten sekret. Mało kto. Jednak Smithowie wiedzieli wiele, bo zawsze byli w łasce Sami Wiecie Kogo. Może za wyjątkiem kilku... incydentów.
Wściekłość w jej głosie? W jej postawie. W jej ruchach. Ja to widzę, JA WIDZĘ. Zawsze widzę! Wściekaj się, płoń! Pamiętam ogień...
Naucz mnie! Naucz mnie, jak wyrzec się miłości, ojcze! - Crucio! - Arghhh!! NIEEEEEEEE!! Pokaż mi! Pokaż mi, czym jest zło! - Myślisz, że skoro jesteś moim synem, to wolno Ci poniżać mnie w taki sposób?! Crucio! - Oślepiający ból rozrywał czaszkę dziecka, kulącego się na podłodze. Łzy powoli kapały na posadzkę. Gabriel nie mógł się poruszyć. Ona tam stygnie, stygnie w salonie. Umarła, a teraz jej ciało stygnie... - Już ja Cię nauczę posłuszeństwa bachorze! Crucio! - Kolejna fala bólu. Zemdlał. Sam sobie się później dziwił, że dopiero teraz.
Frances. Nie. Nie pamiętał jej. Skoro tak, nie była godna jego pamięci. Chociaż... skoro miał ją pamiętać... kim ona była? On nie był już tym samym jedenastoletnim chłopcem. Teraz był... gorszy.
Gabriel pochylił się nad nim. - Nic ci nie jest? - Udał troskę. - Lepiej się czujesz? - Uśmiechnął się obleśnie. Coby tu teraz... Sectumsempra? Za wcześnie. - Crucio! - Niech jeszcze cierpi.
Taaak. Dobrze, że sprawa z Mikaelem ucichła. Swoją drogą, długo nie widział tego sukinsyna. Może umarł? Oby. Bo jeśli nie, to kiedyś spotka go coś gorszego niż śmierć. Był w końcu pierwszą na liście szlamą do eliminacji.
- Gabriel Smith - Powiedział spokojnie. - A powinienem? - Zapytał z niedowierzaniem, pomieszanym z kpiną. Jej nazwisko powiedziało mu więcej. Dużo więcej. Ojciec mówił mu o nich. Właściwie... to sam Gabriel chyba ich znał. Teraz... Teraz pamiętał. - Aaaaaa! Frances. - Uśmiechnął się chytrze, choć nieco bardziej przyjaźnie. To Ty. Córko Blackwooda, ze zhańbionej rodziny. Półkrwi. Półszlama. Ciesz się, że w Twoich żyłach płynie szlachetna krew. Masz szczęście. Masz szczęście wynagrodzić sobie nieczystą krew swoją postawą i faktem, że Twoje poglądy są słuszne. - Widzę, jak na mnie patrzysz. Nie rób tego. Jesteśmy po tej samej stronie. - Jego oczy pozostawały zimne. Musiał być twardy, musiał okazywać siłę, bo tak go uczono. Od dziecka.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Frances Blackwood on Pon 27 Sie - 19:53

Frances patrzy z niedowierzaniem na chłopaka. Jego twarz potwierdzała, że to co przed chwilą powiedział, było na poważnie.
-Nagle nie przeszkadza Ci, że jestem półkrwi? Że według niektórych, jestem "niegodna"? - zaśmiała się chłodno.
To właśnie tego dnia, kiedy ten mały chłopczyk spojrzał na nią w ten okrutny sposób, zrozumiała kim tak naprawdę jest i co ją czeka. Wciąż czuła wstyd. Znienawidziła tą mugolską część siebie. Wyparła ją. Wyparła się matki na zawsze.
Spojrzała na niego ponownie. Był poważny, jednak usta z trudem nie przybrały złośliwego uśmiechu.
Nie wierzyła mu. Nie ufała. Wiedziała, że on coś knuje. Ktoś taki nigdy nie ma czystych intencji.
-Może i jesteśmy po tej samej stronie, ale nie sądzę, że w tej samej drużynie - odparła sucho. - Chyba, że się mylę, a wtedy proszę, oświeć mnie.
Nie spodziewała się odpowiedzi. Właściwie, nie spodziewała się niczego. Upiła więc łyk ognistej i skupiła się na różdżce, z której wciąż wydobywał się snop ciepłego powietrza, ogrzewający jej ciało.
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Błonia

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach