Zacieniona polana

 :: Błonia

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 27 Sie - 20:29

Siedział z kamiennym wyrazem twarzy. Łapiąc jej słowa pośród chłodu mijającego dnia. Odwrócił się do niej profilem. Czy przeszkadza mi to, że w Twoich żyłach nie płynie całkowicie czysta, czarodziejska krew? Tak. Czy to Twoja wina? Nie. Ale i tak uważam Cię poniekąd za gorszą. A co z Lily? Co z Cassie? Z Shirą? Z Elle? One wszystkie nie były czystej krwi. Właściwie... Shira była szlamą. Elle była prawie szlamą. Co do Lily. Brzydził się jej. A Cassie? Była prawie czystej krwi, chociaż jej poglądy zupełnie różniły się od jego. To jest paradoks. Dziewczyna chciała zostać aurorem. Może kiedyś zapoluje na niego i na jego rodzinę.
- Przeboleję to jakoś. - Uśmiechnął się ze zgrzytem. - Ale skoro Ty sama nie doceniasz swoich wartości, skoro sama wychodzisz z założenia, że musi mi to przeszkadzać, to dlaczego nie miałoby? - Spojrzał prosto w jej oczy. Ledwie je pamiętał. Ledwie pamiętał jej twarz. Przestała go interesować, gdy tylko dowiedział się kim jest, a raczej czyja krew płynie w jej żyłach. dziewczyna nie znała swojej wartości i nie chciała jej znać. Zamiast drapać, zamiast walczyć, pokazywać siłę, nauczyła się szydzić. Zgorzkniałość i wyrzuty przebrzmiewały w jej głosie. Przez to tkwiła w marazmie. Swoją postawą poniekąd pewnie rekompensowała sobie swoje pochodzenie. To nie było zdrowe. To jest pierwsza rzecz, nad którą powinna pracować. Akceptuj siebie i niech nienawiść płynie z świadomości, z zemsty, z czegokolwiek, ale nie z chęci dowartościowania się.
Uniósł brwi. Naprawdę nie rozumiał tego, co siedzi w jej głowie.
- Więc w jakiej jesteś drużynie? Więc uważasz, że możemy sobie pozwolić na komfort podziałów? - Pokręcił głową z uśmiechem. Nie moja droga. Nie możemy i dobrze o tym wiesz. Albo akceptujesz sojuszników, albo nie wspierasz naszej sprawy. Albo jesteśmy przyjaciółmi, albo kiedyś staniemy naprzeciwko siebie jako wrogowie. Nie zdajesz sobie jeszcze z tego sprawy dziewczyno? Akceptuj fakt,że my wszyscy jesteśmy wyniszczeni, że jesteśmy na swój sposób chropowaci i chorzy, że każde z nas doświadczyło czynów, za które chce się zemścić, że tłumimy w sobie nienawiść i przez to nie potrafimy ufać nikomu. Zaakceptuj to, bo nigdy nie znajdziesz żadnego sojusznika.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Frances Blackwood on Pon 27 Sie - 21:55

Spojrzała na niego z ciekawością. Wyczuła w jego głosie szczerość. Nawet nutkę zrozumienia. A może od tej whiskey miała już omamy?
Jedno wiedziała. Jeśli on jest po tej samej stronie, prędzej czy później będzie musiała z nim współpracować. Więc czy warto było rozgrzebywać stare rany? W głowie zaczęło jej wirować.
-Chyba wiesz lepiej co mi siedzi w głowie ode mnie. Znam swoją wartość. Kiedy Czarny Pan powróci, będę jego najlepszą. Najwierniejszą. I to jaką mam krew w żyłąch, nie będzie miało najmniejszego znaczenia. Trafiłeś na kiepski dzień, więc nie rób sobie nadziei, że znalazłeś kolejny cel do swoich zabaw - prychnęła ironicznie. A przynajmniej próbowała, bo z jej ust wydobył się raczej mało wyraźny bełkot. Czknęła.
-Cholera! Na gacie merlina! - Frances spojrzała w dół. Straciła panowanie nad różdżką i poparzyła sobie dłoń. Piekła ją niemiłosiernie. Czym prędzej wsadziła ją w pobliską zaspę śniegu. Nie była sobie w stanie przypomnieć żadnego zaklęcia, które przyniosłoby jej ulgę. Dlatego rzucając pod nosem masę różnego rodzaju epitetów, turlała dłoń w śniegu. Nie miała odwagi spojrzeć na Gabriela. W zasadzie nie bardzo ją teraz obchodził. Ważne by ból zelżał.
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 27 Sie - 22:36

Miała od whiskey omamy. Gdyby to od niego zależało. gdyby nie był uzależniony od takich a nie innych ludzi i okoliczności - jego grupa składałaby się jedynie z czarodziejów całkowicie czystej krwi. Natomiast zapał był dla niego równie ważny.
Pokręcił głową z dezaprobatą. Zawsze to samo. Przypominała mu trochę Lily. Nawet bardzo. Tamta dziewczyna była równie zapalona. Gabriel szybko ostudził jej zapał. Skoro nie wytrzymywała jego towarzystwa i bliskości, to co dopiero Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Łamał ludzi, jak zapałki. Co było z Cassie? Taka twarda. Dręczycielka. Pffff... Rozpłakała się podczas trzeciego ich spotkania. Do dziś czuje respekt, po wizycie w domu Smithów. Oni się autentycznie BOJĄ. Ja nie mogę nic na to poradzić, NIE UMIEM. Za długo żyłem w izolacji, za długo uczono mnie bycia maszyną, żebym teraz potrafił normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Ranię nawet wtedy, kiedy tego nie chcę. Mój rachityczny umysł jest zdeformowany, źle ukształtowany, nie rozpoznaje granic, po przekroczeniu których ludzie dookoła zaczynają cierpieć. Nawet Ci, którzy są mi bliscy... Tylko Shira mnie wyzwala, bo przy niej nie czuję żadnych uczuć. Jakby była duchem. Jest tylko zjawą, a ja jej zjawą, nigdy nie będziemy razem i tak niech pozostanie. Niech nikt nie wie o tym, że spotykam się z... kimś takim. Ale... ona nie jest człowiekiem. Nie może być.
Gabriel zaśmiał się ponownie, widząc, jak dziewczyna się krzywi i wkłada dłoń w zaspę.
- Zaiste - straszliwą grozą powiało. - Złapał flaszkę i pociągnął z niej zdrowo.
- Frances... - Zaczął spokojnie, szukając odpowiednich słów. - Coś się musi zacząć, żeby coś mogło się skończyć. Nadszedł czas. Nasz czas. Czy Ty to rozumiesz? - Zapytał zimnym, jakby nieswoim głosem. Spojrzał na nią ze smutkiem, z wyrzutem. Gdzieś w głębi jego oczu błysnęła energia i zło. Głęboko ukryte zło. Coś, co powodowało, że ciarki przechodziły po plecach mimowolnie. Te oczy rzadko coś wyrażały, ale ten błysk... był obecny, kiedy dusił Cassie, kiedy katował Mikaela i kiedy bił Lily. Ten błysk był obecny, kiedy podpalił Marilyn. Objaw szaleństwa, choroby umysłu, której nikt nie dostrzegał na pierwszy rzut oka w chłopaku. Widzieli tylko pewnego siebie, bogatego chłopca, który nienawidzi przegrywać i lubi imponować wszystkim dookoła. Chełpi się swoim pochodzeniem i pieniędzmi.
A Gabriel... był naprawdę trudnym towarzyszem. Trudnym przyjacielem. Nie skrzywdził chyba tylko Elle. Jeszcze...
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Frances Blackwood on Pon 27 Sie - 23:04

-Nie mam pojęcia o czym bredzisz chłopaczku - otrzeźwiała nieco Frances. - Więc rusz tą swoją czystokrwistą dupę i pomóż mi z tą ręką, albo najzwyczajniej w świecie się zamknij.
Była naprawdę wściekła. Nie lubiła bólu. Lubiła go zadawać, ale nie czuć.
Spojrzała ukradkiem na Gabriela. Może on się tylko przechwalał? Zapewne miał przerośnięte ego. Budował twardą skorupę wokół siebie, ale w środku był jak jajko na miękko. Jego zło rodziło się z bólu, ze straty, ze strachu. I nie ważne co sobie myślał.
Spojrzała na niego raz jeszcze. Z tym swoim złośliwym uśmiechem był taki seksowny. To zło, które emanowało z jego oczu przyprawiało ją o szybsze bicie serca. Spojrzała znów na swoją rękę.
-Seksowny?! - pomyślała. - Frances, jesteś pijana. Oj, i to bardzo.
Szepnęła pod nosem zaklęcie. W tej samej chwili pożałowała. Jej dłoń zrobiła się zielona jak trawa. Przynajmniej przestała boleć.
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 27 Sie - 23:21

Wyszczerzył zęby, niczym głodna bestia. Podobała mu się postawa dziewczyny. Z pewnością będą z niej ludzie. Chyba musiała odziedziczyć więcej cech czystej krwi czarodziejki. Szlamy są tylko z pozoru takie... twarde. W rzeczywistości są słabe, niezdolne utrzymać różdżki w dłoni, kiedy trzeba działać, kiedy trzeba atakować, walczyć. To są jednostki ułomne, które należy eksterminować.
- Dobra... daj tą rękę, bo widzę, że krzywdzisz się jeszcze gorzej... Uprzedzam, że nie jestem w tym tak dobry jak pielęgniarka, a Ty rozbabrałaś sprawę totalnie. - Złapał ją za rękę, wyciągnął różdżkę. - Renevate! - Spojrzał na efekt. Kolor pozostał lekko zielonkawy, ale wyglądał raczej na pozostałość po starym siniaku. Ślady po oparzeniu zniknęły. Hmmm... Skoro raz podziałało... - Renevate! - Ostatnie plamy zieleni zniknęły. Na dwa razy, ale się udało.
Miał przerośnięte ego. Zdecydowanie. Ale wcale nie był miękki jak jajko. Był raczej nienauczony uczuć. Nie potrafił kochać, ufać, obdarzyć ciepłem... nigdy tego nie robił i teraz każde jego zetknięcie z tymi emocjami kończyło się zderzeniem. Jak niedotarta maszyna w której tryby dostaje się kamień. Koła zębate mielą go w drobny mak, niszczą, tępą zęby, szczerbią się. Zupełnie nie odnajdował się wśród ludzi, którzy darzyli go miłością. Nie wiedział, co znaczy kochać i opacznie rozumiał to pojęcie - często doprowadzało to do nieporozumień, do cierpienia.
- Lepiej? - Uśmiechnął się, widząc jej reakcję. Ciekawym byłoby spróbować zabawić się jej kosztem. Szkoda tylko tracić okazję na wypróbowanie potencjalnej sojuszniczki. Ciekawe czy ONA przejdzie próbę. Czy zdoła ją przejść. Właściwie to... znał ją od kilkunastu minut, a już planował ich dalszą znajomość. Już wiedział, że jest potencjalnie materiałem na fanatyczkę, oddaną wspólnej idei.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Frances Blackwood on Pon 27 Sie - 23:36

-Lepiej. Na coś się przydałeś - odpowiedziała patrząc na rękę. Wyglądała prawie jak przed poparzeniem. Chwyciła nią stojącą butelkę i opróżniła ją do dna.
Podniosła się na nogi, ale utrzymanie na nich równowagi nie przyszło jej już tak łatwo. Zachwiała się i niemal upadła, jednak w ostatnim momencie przechyliła się w drugą stronę i odzyskała pion.
Chłopak patrzył na jej próby z ironicznym uśmiechem. Frances jednak nie zwracała na niego uwagi.
Zawsze pociągali ją źli chłopcy. Może była młoda, jednak z pewnością wiedziała co to pożądanie. Ale na merlina, Gabriel? Nie ma mowy. To wciąż przecież Gryfon. Nie bez powodu nie jest w Slytherinie.
-Wracasz do zamku, czy masz zamiar odmrażać sobie swój nadęty tyłek dalej w samotności? W zasadzie nie mam ochoty na Twoje towarzystwo, ale mógłbyś odwdzięczyć się za tak wspaniałe towarzystwo jak ja i pomóc mi dojść do lochów - wybełkotała bez ogródek Frances ledwo robiąc krok w stronę budynku.
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 27 Sie - 23:51

- Jesteś pijana. - Powiedział spokojnie. Wstał jednak i podtrzymał ją. Mógł po prostu odejść i ją zostawić, ale przecież nie był skretyniałym frajerem. To, że był wredny, nie oznaczało, że był też źle wychowany. Akurat tego mu odmówić nie można było. Całe życie na salonach, pośród wpływowych ludzi. Całe życie uczony etykiety. Chociaż często ją łamał w Hogwarcie, to jednak miał szacunek do pewnych wartości etycznych. I co ja mam z nią teraz zrobić? Właściwie możliwości było kilka. Uśmiechnął się do swoich myśli. Westchnął. Mógłby ją ponieść, ale zdecydowanie zabawniej będzie...
- Aguamenti! - Woda trysnęła z jego różdżki i trafiła dziewczynę w twarz. Przyjrzał się krytycznie rozmazanemu makijażowi i skrzywił. Przynajmniej trochę wytrzeźwiała. Albo... - Aguamenti! - Teraz zmoczył ją całą. Było po prostu zabawniej. Zaczęła trząść się z zimna. Nic dziwnego. - Okej, teraz lepiej. - Skrzywił się, widząc wyraz jej twarzy. - Możemy już iść. - Podał jej ramię, uśmiechając się ironicznie. Nawet jeśli mu odda, to prędzej przysługę, bo był tak brudny od błota i przemoczony, że jedyne co mogła zrobić, to opłukać go z brudnej ziemi. Przerzucił miotłę przez lewe ramię.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Frances Blackwood on Wto 28 Sie - 0:12

-Ty kupo hipogryfiego łajna! -krzyknęła Frances trzęsąc się z zimna. Nie dość, że miała na sobie tylko cienką szatę, była teraz całkiem przemoczona. A on się tylko śmiał. Stał i zanosił się wręcz histerycznym śmiechem.
Szczękając zębami rzuciła w jego kierunku, gdy tylko zaczął się zbliżać:
- Furnunculus.
Jednak bez problemu dał radę odbić zaklęcie. Zrobił to z gracją i swoim złośliwym uśmiechem, dodając pod nosem coś w stylu: Lepiej nie zaczynaj.
Dziewczyna spojrzała na niego.
-Nie myśl, że się Ci się nie oberwie za to. Daj mi tylko wytrzeźwieć - odparła, próbując choć minimalnie zmniejszyć jego triumf. Nie wyszło jej. Chyba spodobała mu się opcja, że Frances się spróbuje zemścić.
Ruszyła w stronę zamku. Po dwóch krokach wykierowała w siebie różdżkę i szepnęła:
-Chłoszczyść.
Znów była sucha i wyglądała jak porządna czarownica. Szczęk zębów jednak pozostał.
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Gabriel Smith on Wto 28 Sie - 0:25

Z uśmiechem podziwiał jej złość. Bawiła go. Naprawdę szczerze go bawiła. A tego mu było ostatnio trzeba. Odrobiny rozrywki. Skoro nie było Shiry, z którą mógł zaszaleć - brakowało mu tego.
- Daj spokój! - Powiedział z figlarnym błyskiem w oku. - Boczysz się na mnie za to, że doprowadziłem Cię do stanu używalności. Nie będę się prowadził po szkole z pijaną małolatą... - Powiedział spokojnie, ważąc każde słowo. Rzucał jej wyzwanie. Cały czas, cały ten czas, rzucał jej wyzwanie. Ciekawe, czy wreszcie połapie się i zacznie grać na tych samych zasadach, czy ofuka go i pójdzie dalej sama. Większość dziewczyn, które znał, zrobiłoby właśnie tak. Podszedł i złapał ją pod ramię. - Zaprowadzę Cię, bo może nie pamiętasz, gdzie jest salon Slytherinu. Chyba, że masz ochotę jeszcze trochę pobuszować po zamku, póki WOLNO to robić. - Spojrzał na nią pytająco.
Porządna czarownica. To się dopiero okaże. Gabriel raczej nie sądził, żeby jakakolwiek czarownica była porządna. Były po prostu takie, które bały się szaleć i takie które były zbyt popieprzone, żeby ktokolwiek chciał z nimi szaleć. Powierzchowność Smitha natomiast nie pozwalała mu odpuścić ŻADNEJ okazji. Nawet takiej najbardziej wariackiej i najmniej realnej.
Poza tym... zawsze był pewien swego.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Frances Blackwood on Wto 28 Sie - 0:48

-Małolatą? - odwróciła się do niego poirytowana. - Zauważ, że jestem zaledwie rok od Ciebie młodsza. Z drugiej strony ja narażam się na gorszą opinię, prowadzając się z Gryfonem.
Z jej ust wydobył się ironiczny chichot. To już nie miało tak naprawdę dla niej znaczenia. Ale Gabriel wcale nie musiał o tym wiedzieć.
- Po drugie i tak jeszcze oberwiesz. A po trzecie, to od kiedy obchodzi mnie co mi wolno, a czego nie? - dodała z przekąsem, patrząc jak twarz Gabriela się nieco rozpromienia.
Czuła, że chłopak w coś z nią gra. Nie była w stanie go rozgryźć, jeszcze nie. Ale podobało jej się to. Uśmiechnęła się do niego z przekąsem. I znów ruszyła w stronę zamku. Postawiła kilka kroków na śniegu. Nie usłyszała jednak, by i Gabriel się poruszył. Odwróciła się do niego.
-Idziesz? - rzuciła.
avatar
Frances Blackwood
Uczeń

Liczba postów : 72
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : hrabstwo Lincolnshire

Powrót do góry Go down

Re: Zacieniona polana

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Błonia

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach