Polana

 :: Błonia

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Polana

Pisanie by Cassandra Hayes on Sro 13 Cze - 0:09

Z następnych wypowiedzi swoich nowych towarzyszy Cassandra wywnioskowała, że jednak nie chcą się awanturować ani rzucać zaklęciami na prawo i lewo. A szkoda... chociaż nie, bo różdżkę zostawiła w dormitorium, a nie potrafiła stosować magii bezróżdżkowej. Jeszcze. Rozluźniła się nieco, mogąc spokojnie zrezygnować ze swojej postawy bojowej i odetchnąć nieco od tych wszystkich bzdur i bzdurek... Z zadowoleniem pomyślała, że ci "nowi" chcą mieć w niej sojuszniczkę. Chyba. Przynajmniej tak jej się wydawało. Jeśli ktoś się poddaje, uważa cię chyba za silniejszego od siebie, prawda?
- Niezła zadziora z ciebie będzie - stwierdziła Cassandra, a w jej oczach zamigotały jasne iskierki. Niby Lily była jedynie rok młodsza od nich, ale... ciągle młodsza. Na szczęście panna Hayes nie była na tyle otwarta, żeby teraz potarmosić lekko rudą czuprynę dziewczęcia i odejść hen, w siną dal...
- Wybaczam - wzruszyła ramionami, marszcząc nieco swój lekko zadarty nosek. Proszenie o wybaczenie tej Ślizgonki jest już nie lada odwagą, a otrzymanie od niej tego wybaczenia - niezwykłym zaszczytem. Tak więc... ten Gryfon dostąpił wielkiego zaszczytu, ale najwyraźniej sam nie wie, jak dużego. - Taa, wszystko ci wybaczam.
Westchnęła. Najpierw na nią naskakuje, teraz błaga o wybaczenie. Hm... trzeba przyznać, że w innej sytuacji to by jej się nawet podobało, a nawet śmieszyło... okej, była teraz inna sytuacja. Zaśmiała się cicho, zasłaniając usta ręką.
- Cassandra - powiedziała kulturalnie, jak głosiła etykieta. Jednak nie podała ręki.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 13 Cze - 1:01

- Gabriel - odrzekł. Nie wyciągnęła ręki, więc nie zrobił nic poza tym. Kobieta powinna jako pierwsza... Skoro nie chce. Wydawała mu się strasznie wyniosła. Hmmm... Typowa ślizgonka. Zobaczymy co z tego będzie. - Skoro już na Ciebie wpadłem, to może przejdziemy się razem? Chyba nie masz nic do roboty. - Ostatnie zdanie było raczej stwierdzeniem. Raczej nie wyglądało na to, żeby robiła coś konkretnego. - Masz... buty? - Zapytał uśmiechając się nieco figlarnie. - Czy wolisz chodzić na boso?
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Cassandra Hayes on Sro 13 Cze - 1:13

Kobiety mają pierwszeństwo, to fakt, ale... nie wiem, kto powinien podać rękę jako pierwszy. Nie jestem aż tak wyedukowana, żeby stwierdzać takie nudne rzeczy. Może etykieta też jest nudna, ale jakże przydatna. Chociaż często dochodzi do takich dylematów: mężczyzna wychodzi, kobieta wchodzi. Kobiety i wychodzący mają pierwszeństwo. Jaka jest prawidłowa odpowiedź na to pytanie?
- A nie chciałbyś się przejść, no, nie wiem, może z tym drzewkiem na jeziorem? Wydaje się samotne - odparła Cassandra, odchodząc kilka metrów dalej i siadając na zielonej trawie. Była kobietą wyzwoloną i mogła robić co chciała. O ile obłąkany tatuś nie znajdzie jej jeszcze bardziej obłąkanego, bogatego Ślizgona i zaaranżuje ślub... wtedy panna Hayes ucieknie i będzie żyła krótko i nieszczęśliwie w kuchni ze skrzatami.
- Jakbyś nie widział, są tutaj - powiedziała głośno dziewczyna, machając glanami, które dotąd trzymała za sznurówki w drugiej ręce. - Jak ci tak bardzo przeszkadza, mogę je włożyć.
Po tych słowach Cassandra zabrała się do wkładania butów i wiązania sznurowadeł, co mimo wszelkich chęci, nie szło jej najlepiej.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 13 Cze - 1:24

- Pomóc? - Zapytał schylając się nad nią. - Możemy usiąść, jeśli chcesz. - Wzruszył ramionami i przysiadł obok niej. - Generalnie mógłbym przejść się z drzewem, ale drzewo nie będzie mi tak ładnie pyskowało. - Dopalił papierosa. Jako że nie wiedział do końca co ma zrobić z petem, a nienawidził śmiecić użył zaklęcia odsyłającego posyłając go daleko, aż do śmietnika stojącego przed wejściem do szkoły. Nie było to może tak pomysłowe jak Incendio użyte przez puchonkę, ale przynajmniej nie śmierdziało i nie groziło omyłkowym podpaleniem czegoś, czego nie do końca chciało się podpalać.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Lily Grey on Sro 13 Cze - 1:26

Spojrzała na chłopaka: - Tak, w piątej, a co? -
Oczy były dumą Lily, nikt nie mógł im się oprzeć.
Uśmiechnęła się, kiedy usłyszała słowa Ślizgonki. Zadziorna była, a jakże.
Stała z boku i tylko przysłuchiwała się rozmowie pozostałej dwójki, patrząc na nich uważnie. Po chwili wyprostowała się i utkwiła swe oczęta w jakimś punkcie na niebie.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 13 Cze - 2:35

Spojrzał na puchonkę. Zdawała się być zamyślona, spoglądała w niebo. Zastanawiał się w jakim celu ona chciała podejść do ślizgonki. - Znam wielu piątoklasistów, ale Ciebie nie kojarzę... Mówiłaś, że nie pasujesz do Hufflepuffu? Chyba w tym akurat możemy podać sobie rękę. - Znów spojrzał w jej oczy. Cholera... co jak co, ale tym potrafiła przyciągnąć uwagę, nawet jeśli patrzyła akurat w zupełnie innym kierunku... Dziwny ten dzień. Pełen przypadków i dziwnych spotkań. No bo jak to inaczej nazwać? Miał się przejść i wrócić do zamku, do pokoju wspólnego, a tu nagle wpada na jakąś dziewczynę i... no właśnie co?
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Lily Grey on Sro 13 Cze - 2:41

Wyprostowała się, co sprawiło, że była wyższa o te kilka centymetrów i spojrzała na chłopaka.
Czy jakiś konkretny cel musi być, ażeby do kogoś podejść? Potrzebowała w tej chwili kontaktu z kimś, hmm spokojnym, albo po prostu innym, niż ta rozwrzeszczana dzieciarnia, która biega po korytarzach zamku.
- Mało osób mnie kojarzy. Możemy. - uśmiechnęła się tajemniczo i spojrzała dokładnie w środek gałek ocznych Gryfona. Tak jej oczy miały "magiczną moc" i wydawały się być najbardziej interesującą rzeczą w całej jej osobie, ale tak nie było. Jednak o tym nie wie chyba nikt, bo wszyscy oceniają tylko po wyglądzie, ahh te czasy.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 13 Cze - 2:55

Wytrzymał spojrzenie, chociaż z niemałym trudem. - Szara myszka? - W jego głosie można było poczuć nutę ironii. - No fakt... nie każdy może być duszą towarzystwa. To by rodziło wiele konfliktów prawda? - Oderwał spojrzenie od jej oczu i skupił się na Cassandrze usiłującej zawiązać glany. Uniósł brwi w lekkim niedowierzaniu. - Ej - ja żartowałem z tą pomocą, ale mogę spróbować jeśli chcesz... - Szukał spojrzeniem skupienia na jej twarzy. Cała ta sytuacja była niesamowicie zabawna. Tak bardzo, że otworzył usta w pełnym uśmiechu.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Cassandra Hayes on Sro 13 Cze - 15:54

Kiedy Bryś - przepraszam, Gabriel - zaproponował jej pomoc, uniosła wysoko brwi i spojrzała na niego jak na idiotę. Że co, proszę? Pomóc? No cóż... na szczęście Cassandra nie była na tyle zdesperowana, żeby szukać u kogoś jakiejkolwiek pomocy. Zacisnęła swoje czerwone usta i w myślach policzyła do dziesięciu.
- Nie... nie potrzebuję pomocy. Od nikogo - powiedziała w końcu, starając się opanować. Jej ruchy zrobiły się nieco nerwowe, sama nie wiedziała, dlaczego. Jednak to skutecznie jej utrudniało zawiązanie sznurówek, więc po prostu wyciągnęła je z glanów i rzuciła w trawę. Miała nadzieję, że jej nie spadną... Usiadła sobie wygodnie na trawie, wyciągając nogi na ich całą długość. Nie były zbyt długie, panna Hayes była niska - no, ale cóż, co zrobić. - Ładnie pyskowało? Słucham? Uważaj, z kim rozmawiasz.
Spojrzała na Puchonkę. Radosne z niej było stworzenie. Może nie tak bardzo, ale... wspaniały materiał na kogoś bliższego, jeśli by to kogoś obchodziło. Oczywiście, Cassandra przed nikim by się do tego nie przyznała, więc nie oczekujcie czegoś ekscytującego.
- Lily, co dzisiaj robisz? - zwróciła się do rudej, starając się przywołać na swoją twarz jak najbardziej zachęcający uśmiech. Udało się. Spojrzała na Gryfona. - Hufflepuff jak Hufflepuff. Nie ma się nad czym roztrząsać... to tak, jakbym robiła ci wyrzuty, że jesteś z Gryffindoru.
No cóż, gdzieś tam w środku robiła mu wyrzuty, ale ciiii.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Lily Grey on Sro 13 Cze - 16:03

- Szara myszka? Hmm, w sumie możesz mieć rację. - mówiąc przewiercała chłopaka na wylo wzrokiem.
Spojrzała na Gryfonkę i uśmiechnęła się.
- Nie mam jakiś konkretnych planów, a masz może jakieś propozycje? -
Dzisiaj była, jak zwierzątko, które do wszystkich się łasiło i skakało na prawno i na lewo, nie mogąc się zdecydować, w którą stronę pójść.
- Ciekawe tylko w jaki sposób tiara dokładnie nas wybiera, skoro w każdym z czterech domów trafiają jakieś czarne owce, które są zupełnie inne, niżby mówiły o nich "domowe" stereotypy. - Robienie sobie nawzajem wyrzutów nie ma sensu.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 13 Cze - 16:09

- Faktycznie - Cassie jakoś nie pasuje mi na ślizgonkę... - Uwielbiał sarkazm. - Nie bardzo mnie to obchodzi z resztą. Po sześciu latach naprawdę nie ma to dla mnie już takiego znaczenia.
Cassandra zrezygnowała z wiązania butów. Pokręcił głową z dezaprobatą. - Gdybyś nie nosiła takiego... czegoś, to byś się tak nie męczyła z wiązaniem sznurówek. - Wstał i spojrzał na obie dziewczyny. - Właściwie, to nie mam teraz żadnych planów, więc naprawdę możemy się gdzieś przejść... Może jakiś mały wypad do Hogsmeade? - Hmmm... Nie podobało mu się spojrzenie Lily. Zdecydowanie mu się nie podobało.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Cassandra Hayes on Sro 13 Cze - 16:26

Cassandra była pewna, że to było co najmniej dziwne. Szara myszka...? Lily? Przez grzeczność postanowiła tego nie komentować. Grzeczność... w jej wykonaniu. Dobra, nieważne.
- Gabriel ma... chciałby iść do Hogsmeade - powiedziała niechętnie panna Hayes. Wstała z ziemi, przeszła kawałek i podniosła z ziemi sznurówki. Mimo wszystko, zapasowych nie miała, więc schowała je do kieszeni. - Skoro ci nie pasuję na Ślizgonkę, to napisz do Ministra Magii z odwołaniem. Ja, niestety, nie mam na to wpływu...
Po nieco złośliwej uwadze tego natrętnego Gabriela Cassandra znowu uniosła lekko brwi. Przez niego jeszcze jej się mięśnie zastoją i będzie tak wyglądać do końca życia... a fe!
- To są glany, proszę pana, i akurat mogą wytrzymać duży okres czasu, o ile nie urośnie mi noga - odparła panna Hayes. - Hm... do Hogsmeade. Z wami. W sumie... nie mam nic innego do roboty, a przydałoby się uzupełnić braki w glukozie.
Spojrzała wyczekująco na pozostają dwójkę bez cienia uśmiechu.
- Idziecie?
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Lily Grey on Sro 13 Cze - 16:34

Też na początku to określenie na siebie odrzuciła, jednak po dłuższym zastanowieniu. Sama już do końca nie wie. Przerzuciła wzrok na Ślizgonkę.
- Też mam glany, ale w dormitorium są schowane. Moje mają już dwa lata i nawet dobrze się prezentują, no nie licząc zdartych czubów. -
Podeszła do dziewczyny. - Ja idę, a ty? - Rzuciła w stronę chłopaka. W głębi duszy cholernie się bała go, a w sumie jego reakcji i odpowiedzi na nią. Spuściła wzrok i ruszyła przed siebie, by po chwili przystanąć i poczekać na resztę, która była za nią.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gabriel Smith on Pią 27 Lip - 1:08

Stał na polanie. Silny wiatr przegonił stąd ostatnich maruderów. Późny wieczór, słońce, które jeszcze kilka minut temu wisiało nad horyzontem, teraz z każdą sekundą uciekało i gasło. Chłód był tym bardziej przejmujący. Targał odzieniem chłopaka i wyciskał łzy z oczu. Mimo tego stał tutaj, sam, spokojnie. Z rękoma w kieszeni. Czekał, aż rozejdą się ostatni ludzie, aż ostatnia grupka dzieciaków przestanie się na niego gapić i wróci do ciepłego zamku. Długo nie marzł... Rozeszli się chyba wszyscy. Wyciągnął dłoń przed siebie. Miotła skoczyła ku jego palcom, które zacisnęły się na drzewcu. Spokojnie przerzucił przez nią nogę, i odwrócił się plecami do ostatnich promieni umierającej gwiazdy.
Odepchnięcie i pierwszy oddech wolności, wiatr wzmógł się, rzucał nim jak piórkiem, jak kartką papieru, ale on teraz się tym nie przejmował. Delikatnie skorygował i pozwalał się porwać wyżej, w górę, wyżej, wyżej... ku gwiazdom, które powoli przebijały się przez gasnące światło dnia. Epickie uczucie. Nagły zwrot, potem kolejny... i znów, znowu, znowu, znowu, szalone wiraże, szalona szybkość, na złamanie karku - ósemki, beczki, dziesiątki, tysiące... słowa wypisane trasą ruchu muchy, niczym obłąkane symbole z groteskowej parodii kanji. Jeszcze raz zwrot - ku ziemi, która zbliżała się z potężną szybkością. Buty zwilgłe od pojawiającej się na trawie rosy. Zebrał ją, bo przeleciał nie wyżej niż kilkanaście centymetrów nad ziemią. To dopiero wariactwo, samobójstwo prawie. Adrenalina. Leciał ledwie około piętnastu minut, a już zrobiło się niemalże czarno. Zmienił zmysły, ciemność to nie przeszkoda. Chłód, który wywoływał odrętwienie, był gorszy. Kolejny zwrot i...
Ciemność. Gwiazdy u góry. Wylądował na chwilę na trawie. Odetchnął głęboko i spojrzał w górę, podziwiając jasne punkty, którymi obsiane dziś było czyste marcowe niebo.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shira Abshire on Pią 27 Lip - 1:22

Uwielbiała spacerować nocą. Późną nocą tak, aby jeszcze zahaczyć o świt. O pierwsze oznaki wstającego słońca, żegnającego się księżyca, powoli wzrastającego poczucia ciepła. Zmarznięta trawa trzeszczała pod jej stopami, poustawiane tu i ówdzie latarnie bawiły się z jej cieniem. Jakaś mucha o przerośniętych rozmiarach bawiła się powietrzem, bawiła się czasem. Chciała się jej przyjrzeć, zapamiętać każdy szczegół. Zatrzymała się i dłonie wsunęła w kieszenie ciemnych dżinsów idealnie zlewających się z panującym dookoła mrokiem. Ciemności się nie bała, a nawet w jasności tak bezpiecznie się nie czuła. Mogła wszystko. Przylegająca do ciała czarna bluzka w białe groszki odsłaniała sporą część dekoltu, ale teraz nikt nie mógłby spojrzeć na nią niechętnie. Nocą szczegóły były bardziej kuszące, przez to łatwiej było zauważyć, kiedy stawały w centrum zainteresowania. Jak ta mucha, której zwinny lot przestał już przypominać niewinny trzepot skrzydeł, lecz umiejętne igranie z niebem. Płaszcz Shira rozłożyła na ziemi, usiadła i jedynie delikatnie wznoszący się nad jej głową dym mógł zdradzać jej obecność. Robiła obręcze ustami, przecierała wierzchem dłoni oczy. Tuszu było na nich sporo. Chciałaby umieć tak latać, a przecież wcale tak źle jej nie szło. Umiała łapać małe przedmioty szybciej niż ktokolwiek, umiała agresywnie dotrzeć do celu i wygrać. Przeciągnęła się, marząc o dotknięciu tej gładkiej powierzchni firmamentu. Tylko raz, przeciągnąć po niej palcem. Ostatnio nie myślała sensownie, tu mucha, tam palec. Odwróciła głowę i stał już bliżej.
Gabriel był taki piękny.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gabriel Smith on Pią 27 Lip - 1:48

Opuścił wzrok. Był świadom jej obecności już od jakiegoś czasu. Jakoś tak... wiedział, że to ona, kiedy mimowolnie uchwycił w locie kobiecą sylwetkę stąpającą po zimnej trawie gdzieś na dole. Tak jakby i ona wiedziała gdzie się pojawić i o jakiej porze. Tak jakby wiedziała, że właśnie niedawno wspomniał ich ostatnie spotkanie. Jeden, jedyny raz. I trochę nawet zatęsknił. Nie za samym jej ciałem, nie za obecnością, ale za tym co kryło się pod tym wszystkim. Tajemnica, której nawet on nie rozumiał, chociaż był jej częścią. Właśnie taka była Shira... Sekret, który czasem pojawia się w zasięgu wzroku i wciąga w swoją grę. Decydujesz się najczęściej nieświadomie, Gabriel nie wiedział o co chodzi, a jednak zdecydował się mimo tego. Rozumiał, że to swojego rodzaju pułapka, ale nie miał ochoty z niej rezygnować. Poza tym czuł się strasznie głupio, ze względu na Cassie. Nagle atmosfera opadła. Grunt pod stopami i wspomnienie Hayes sprowadziły go na ziemię. Urok Shiry nie prysł, ale zgrzyt zębów, niemalże pękające szkliwo, dało się słyszeć w ciszy, która wciąż zalegała po zimie. Natura dopiero ożywała, nie dało się jeszcze słyszeć owadów, ptaków, nawet szumu liści. Szczególnie tu - na polanie. Tylko świst wiatru, który niósł głos, dźwięk, hałas pękających zębów, chrupot stawów w palcach dłoni, która zaciskała się w pięść, jęk mięśni, które zacisnęły powieki i chrzęst barków ściągniętych ścięgnami. Chwila, odreagowanie - zapomnij, zapomnij! Wstydził się, że tak dobrze ją wspomina, bo każde to wspomnienie... Przecież zachował się tak, jak zwykle! Jak zwykle... Nie żeby Shira i Cassie były takie, jak te wszystkie inne. Właśnie dlatego było mu wstyd. O Shirę, bo chociaż nikt nikomu nic nie obiecywał, chociaż to była tylko czysta gra, to jednak potraktował ją jak te inne i o Cassie, bo zapewniał ją o swojej miłości, a potraktował ją tak, jakby mu nie wystarczała.
Podszedł powoli do Shiry.
- Też latasz. - Stwierdził głosem zimnym jak wiatr, który właśnie targał jej włosy. Jego oczy błyszczały nieznanym blaskiem. Bał się, bał się, bo czuł coś dziwnego w powietrzu, w jej obecności i w całej tej sytuacji. I wstydził się. Jakby popełnił ostatnio wobec niej potężny nietakt i teraz nie mógł spojrzeć w jej oczy. A jednak. Spojrzał. I szukał w nich odbicia gwiazd na niebie. Usta drgały mu nerwowo. Był skupiony i spięty.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shira Abshire on Pią 27 Lip - 13:39

Wstałaby, gdyby wiedziała jak ciężko jest mu na nią patrzeć. Poszłaby, gdyby zdawała sobie sprawę, jak ciężko jest mu z nią rozmawiać. Gdyby tylko była inna, to zrozumiałaby wszystko od razu. Nie szukała w nikim ciepła i miała nadzieję, że nikt owego od niej nie oczekuje. Była w tym nad wyraz ludzka i o wiele bardziej doceniała wówczas swoje możliwości, niż kiedy jakiś brudny paluch wytykał ją na korytarzu i mówił coś o niepoprawnym prowadzeniu się. I jej zdarzało się wpadać w pułapki, do których później zaglądała z jeszcze większą ciekawością. Niektóre odrzucała bardzo szybko, inne jedynie mijała. Wybudowała wokół siebie otoczkę, przez którą bardzo ciężko było przejść komuś, do kogo nie miała za grosz zaufania. Ufała samej sobie, ale powoli zaczynała rozumieć, że aby naprawdę odnaleźć szczęście musi nagiąć pewne zasady. Gabriel stał za jej granicą już w miarę pewnie, a to wszystko tylko i wyłącznie dzięki jednej wspólnie spędzonej nocy, która wcale nie sprawiała, że Shira czuła się przy nim zawstydzona. Wręcz przeciwnie, chociaż to było łatwe do przewidzenia, bo zawsze czuła się nie tak jak powinna. Kobieca. Bardziej kobieca i atrakcyjna. Nie chciała go osaczać, słyszała to i owo o innej dziewczynie, przecież nie tak się umawiali. Jego zimny głos mimowolnie wywołał ciarki na jej skórze, ale nie odwróciła spojrzenia. Z jej strony nie było żadnych wątpliwości czy też wymagań. Zazdrość, czysta zazdrość była czymś zupełnie innym, bo nie znosiła się dzielić. Chciała go pocałować, zerwać z niego ubranie i wszystko powtórzyć. Jednak o wiele mniej chciała ingerować w coś, czego jej nigdy nie uda się stworzyć.
- Bardzo oryginalny sposób witania się. - jej głos wcale nie brzmiał przyjemniej, a jednak gdzieś pomiędzy niepewnością można było usłyszeć tęsknotę. Jego dziwne napięcie nie oddziaływało na nią, jedynie zaskoczenie, jak gdyby coś szło nie tak, jak pójść miało - Latam, chociaż znacznie lepiej pływam. - jeżeli już o żywiołach mowa.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gabriel Smith on Pią 27 Lip - 16:41

Ale czy on chciał, żeby sobie poszła? Wręcz przeciwnie. Czuł się po prostu niekomfortowo i próbował opanować to obce mu uczucie. Każda kolejna sekunda działała na jego korzyść, więc starał się przedłużać milczenie. On nie wytykał ludzi palcami, wyrzucając im coś w twarz. Raczej gardził nimi otwarcie i nie wytykał błędów. Nie czuł się w obowiązku do naprawiania świata. A niektóre zachowania, które ludzie uznawali za niemoralne - dla niego były po prostu naturalne i nie miał zamiaru z nimi walczyć.
Zazdrość. Gabriel w takich sytuacjach po prostu dostawał to, czego chciał. Po prostu robił tak, że wychodził na swoje. Odbierał zabawkę innemu dzieciakowi, nawet jeśli miał ją wyrzucić minutę później. To chyba ich znacznie różniło. Ona nie chciała ingerować, trzymała się ubocza, nie wykorzystywała swojego potencjału. Nie żeby przeszkadzało to chłopakowi - nadal była silna. Jak na dziewczynę o sz... mugolskiej krwi, to zdawała się być całkiem przyzwoita i na poziomie. Nawet nieco podobna w pewnych kwestiach. Na przykład - nie oczekiwała od niego chyba niczego konkretnego. On od niej też nie. I to dawało im pełną swobodę ruchu. Większość osób wymaga. Jeśli zwierzysz się komuś, albo ktoś Tobie - uważa Cię z miejsca za przyjaciela i wymaga przyjaźni. Jeśli pocałujesz dziewczynę, to od razu sądzi, że ją kochasz, albo przynajmniej jesteś zauroczony i wymaga bycia tą jedyną i kochaną. Dlaczego nikt nie traktuje tego wszystkiego z dystansem? Jako spontanicznych gestów, wynikających z jakichś potrzeb? A jeśli już tak potraktuje, to z góry zakłada, że to niemoralne. "Znam ją tylko z widzenia, a ona opowiedziała mi historię swojego życia... jakaś masakra!", "pocałował mnie na imprezie, a teraz się nie odzywa", "miałem trochę problemów, potrzebowałem z kimś pogadać, a teraz on mówi mi tylko cześć na korytarzu".
Szkoda, że chłód odebrała jako nieprzyjemny ton głosu. Raczej miał wyrażać dystans i obawę, która w nim się kluła.
- Cześć. - Powiedział spokojnie. Wciąż patrzył w jej oczy. Rozluźnił się nieco. Nie skupił się na tonie jej głosu, więc nie zrozumiał go do końca. Właśnie szło dobrze i w tym problem.
- To może popływamy? - Uśmiechnął się lekko, chociaż z wielkim trudem. Ironia. Drażnił się z nią, chociaż niewinnie. Raczej przyjaźnie, niż złośliwie. To była dobra wróżba. Wracał do siebie, po napięciu jakie wywołało w nim lądowanie obok niej, na które w końcu zdecydować się przecież musiał.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shira Abshire on Nie 29 Lip - 16:27

Uśmiechnęła się ciepło, po czym ospale zaczęła się podnosić. Nawet nie wiedział, że zaczyna stąpać po bardzo grząskim gruncie, że lada chwila może wywołać kolejną eksplozję, podsyconą jedynie niewinnymi gestami. Oboje balansowali na krawędzi. Zerknęła w stronę jeziora, jeszcze pewniej, jeszcze chętniej. Musiała pozbyć się jakichkolwiek oporów, jakichkolwiek zasad, jednocześnie nie rezygnując z niczego, co mogłoby pomóc jej dotknąć piedestału. Mogła to osiągnąć z Gabrielem, ale mogła też bez niego. Może bała się nagłego przywiązania, które mogłoby się pojawić, jeżeli za bardzo się do siebie zbliżą. Przywiązanie fizyczne było już za nimi, ale to nie takiego Shira się bała. Podeszła bliżej i chwyciła go za rękę.
- Dobrze. Pokażę ci jedno przyjemne miejsce. - bo wody, do których mają wejść nie były jej obce. Tylko, że teraz pierwszy raz będzie miała okazję zapamiętać, jak najwięcej. Nie miała już ochoty palić, nie myślała nawet o alkoholu, nie szukała wymówek, aby przedłużać ten moment niepewności. W wodzie czuła się świetnie, w wodzie była odrobinę silniejsza. To wcale nie wykluczone, że byli do siebie podobni. Może właśnie mieli zauważyć te podobieństwa, a nie wciąż dzielące je różnice. Może należy szukać plusów, a nie minusów. Splotła ich palce ze sobą.
Ruszyli w stronę jeziora.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gabriel Smith on Nie 29 Lip - 17:28

Może. Podniosła się z ziemi. Odetchnął głębiej i zarzucił miotłę na ramię. Ona naprawdę, na poważnie chciała iść teraz nad jezioro. W taki mróz? No to niezła kabała! Szaleństwo jest fajne, ale ma swoje granice, które wyznaczone są przez instynkt samozachowawczy. Tego natomiast Shira zdawała się chyba nie mieć. Hipotermia gwarantowana.
- Hmmm... wiesz co - może poprzestaniemy na opalaniu? Ty na serio z tą kąpielą? - Pomysł opalania się w świetle gwiazd sam w sobie był głupi, ale i ciekawy, gdy w grę wchodziło ciało Shiry... hmmm... Fakt, że zimna kąpiel też by nie zaszkodziła, chociaż raczej nie miał po co studzić swojego temperamentu. Nie zawsze jest potrzebny alkohol, chociaż Gabriel zaczął poważnie się zastanawiać, czy aby na pewno dziewczyna nie piła czegoś w samotności, jak wtedy w tartaku. Dyskretnie zbliżył się do jej włosów. Złapała go za rękę. Przeszył go dreszcz. Chyba nie piła. Coraz bardziej przekonywał się, jak bardzo nieznaną i nieprzewidywalną jest mu panna Abshire.
Odwzajemnił uścisk dłoni. Pocałował delikatnie jej policzek. Bez czułości, po prostu pocałował. Niekiedy wykonywał spontanicznie gesty, których nie umiał sobie później wytłumaczyć. Ten był jednym z nich. Było ciemno i chłodno. Powietrze było mroźne, ale przez to czyste i przyjemne. Ciepła dłoń dziewczyny dodawała pewności siebie. Właściwie nie wiedział, czy faktycznie spacer nad jezioro to dobry pomysł, ale skoro już tak miało być...

Nad jeziorem nie ma wolnych miejsc :(. Chyba że trafimy na Derię i Tony'ego
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Elle Attwood on Pon 13 Sie - 14:23

Pierwszy dzień wolności.
Powietrze ma dziś gorzki smak, flora w nieprzychylnych pozach tańczy na wietrze, smagając delikatną Elle, intensywnie zielonymi łodygami. Oj, polana zdecydowanie nie życzy sobie jej obecności.
W Skrzydle Szpitalnym było koszmarnie. Nie mogła spać, nie mogła jeść. Jedyne, do czego była zdolna, to bezmyślne wgapianie się w biały sufit. Tak bardzo chciała stamtąd uciec, czuła, że powoli wariuje. Konflikt Gabriela z Tonym jeszcze spotęgował jej uczucie beznadziejności. Czuła się temu wszystkiemu winna. To przecież przez nią dwie najważniejsze dla niej osoby stanęły na wojennym szlaku. Nie chciała na to pozwolić, ale nie mogła wydobyć z siebie głosu. To się po prostu działo, bez udziału jej woli. Zresztą, tak było zawsze. Nigdy nie mogła o sobie decydować, zawsze ktoś ją w tym wyręczał. Po raz pierwszy miała tego dość, chciała się zbuntować. Oby to się dla niej źle nie skończyło.
Koślawym krokiem przemierzała polanę, nie zatrzymując się przez bardzo długi czas. Chciała uciec przed własnymi myślami, położyć się na trawie i już nie wstawać. Niech się dzieje, co się chce.
Rozpaczliwie łapała powietrze, powstrzymując się od łez. Co się z nią dzieje?! W tej chwili prezentowała obraz nędzy i rozpaczy, całe szczęście, że nikt jej teraz nie widzi. Zamknęła oczy i spróbowała się uspokoić. Powoli usiadła na trawie i ukryła twarz w dłoniach. Dzisiaj będzie przełomowy dzień, o tak. Coś się zmieniło, jej nastawienie nie było już takie bierne. Brakuje tylko jednego bodźca, by w tej dziewczynie narodziła się bestia, żądną zemsty. Oby ktoś ją powstrzymał.
avatar
Elle Attwood
Uczeń

Liczba postów : 96
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Edynburg

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Audrey Hope on Pon 13 Sie - 23:26

Ten dzień był dla Audrey nie do wytrzymania. Dokładnie dziś mijał rok od śmierci jej matki, dlatego jej nastrój od samego rana był jakiś taki... dziwny. Ni to pogodny, ni to smutny. Sama nie wiedziała, jak się czuje, ale jej oczy wyrażały po prostu pustkę. Pustkę po stracie ukochanej osoby. Po części czuła również żal do ojca, że zapomniał o rocznicy śmierci Amelii. W końcu to matka jego jedynego dziecka... Była rozczarowana. Ostatnimi czasy ich kontakty się znacznie pogorszyły, ale nie sądziła, że Charlie zapomni o tak ważnym wydarzeniu. Przecież wiedział, co przeżywała Audrey, sam wyciągnął ją z emocjonalnego dołka. A teraz? Nic. Zupełnie się nią nie interesuje. Zeszła na drugi plan, zapewne przez cudowną blondynę o imieniu Danielle, która oczywiście musiała wyjść za mąż za Charliego. Super. Nikt o niej nie pamięta, a co dopiero o Amelie. O niej już wszyscy całkiem zapomnieli.
Ale ona pamiętała. Pamiętała i pogrążona we własnych myślach podążała właśnie błoniami, zupełnie nie wiedząc, dokąd idzie. Chciała być sama, a jednocześnie potrzebowała towarzystwa. Chociaż właściwie... sama nie wiedziała czego chciała.
Nagle, dosłownie kilka centymetrów przed nią, pojawiła się jakaś dziewczyna. Chociaż nie, nie pojawiła się. Była tam już wcześniej, tylko Gryfonka zbyt zajęta sobą, nie zauważyła jej.
Mimo woli przybrała na twarz uśmiech i usiadła koło niej. Audrey znała ją z widzenia; były z tego samego roku. O ile pamięć jej nie zawodziła, była w Hufflepuffie.
- Cześć! - rzuciła wesoło. Zaraz jednak spostrzegła, że Puchonka, o ile nią jest, wygląda na przybitą - Coś się stało?
Przybrała zatroskany wyraz twarzy. W głębi duszy poczuła jakąś iskierkę ciepła; przynajmniej nie tylko dla niej ten dzień był udręką.
avatar
Audrey Hope
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Elle Attwood on Wto 14 Sie - 12:44

Zupełnie odpłynęła. Myślami była nieobecna, kreowała swój własny, bezpieczny świat, w którym nie będzie musiała nieustannie uciekać i karcić się za choć najmniejszy objaw większych uczuć. Tak bardzo chciała, żeby Ktoś jej tam towarzyszył. Ktoś, kto do tej pory tulił ją tylko w snach, bo w rzeczywistości nie był w stanie zdobyć się na ten gest. Jednak tak się nie stało. Była tam sama. Piękna, wyzwolona, niedostępna. Szkoda, że nie umiała być taka cały czas.
Początkowo nie zauważyła pojawienia się Gryfonki. Dziewczyna przemieszczała się praktycznie bezszelestnie, więc trudno było zarejestrować choćby najmniejszy szelest. Dopiero jej przywitanie sprawiło, że Elle zamarła w bezruchu. W oczach dziewczyny pojawił się nieokiełznany strach. Nie zdążyła przygotować się na czyjąś obecność, nie spłoszyła się w odpowiednim momencie. Została złapana w sieć. Przygryzła subtelnie wargi i powoli spojrzała w stronę dziewczyny. Jej mentalny bunt odszedł w niepamięć. Znów była małą, bezbronną dziewczynką, która potrzebowała czyjegoś troskliwego ramienia.
Kiwnęła głową na przywitanie. Nie była w stanie wydobyć z siebie głosu, choć naprawdę usilnie się o to starała. Posłała jej słaby uśmiech, mając nadzieję, że Gryfonka dobrze go zinterpretuje. "Witaj, miło Cię widzieć", marzyła, by zdobyć się na odwagę i powiedzieć chociaż te słowa. Może kiedyś jej się uda.
Dostrzegła, że jej towarzyszkę coś trapi. Przez chwilę pomyślała w duchu, że może to ona tym razem komuś pomoże? Ile razy musi jeszcze sięgnąć po czyjąś dłoń, by w końcu móc wyciągnąć do kogoś swoją? Koniec. Ellen Attwood, weź się w garść, bo otoczenie zmiecie Cię z powierzchni ziemi.
- Lepiej Ty powiedz, co się stało. - powiedziała w końcu, o dziwo dość pewnie.
avatar
Elle Attwood
Uczeń

Liczba postów : 96
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Edynburg

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Audrey Hope on Wto 14 Sie - 13:11

Widziała zmieszanie na twarzy Puchonki, ale zupełnie się tym nie przejęła. Prawdopodobnie nie czuła się zbyt pewna siebie, a Audrey to rozumiała. Potrafiła zaakceptować każdego, dlatego różne zachowania ludzkie jej nie płoszyły i nie odstraszały. Dogadywała się z kim tylko chciała.
Obdarzona uśmiechem ze strony towarzyszki, patrzyła przyjaźnie na nią, jakby się nad czymś zastanawiając. Odwzajemniła uśmiech, ale kiedy usłyszała słowa, które ta blondwłosa wypowiedziała, lekko drgnęła i jakby się zmieszała.
Jak to możliwe, że ona zauważyła, że coś jest nie tak? Przecież tak się starała nie załamać się, nie pokazywać innym co czuła. Nawet własnym przyjaciołom. Tak doskonale udawała, zbywała ich pytania i zapewniała, że wszystko jest w porządku. Aż tu nagle jakaś zupełnie nieznajoma dziewczyna, z którą rozmawia prawdopodobnie pierwszy raz, którą kojarzy tylko z widzenia, pyta ją, co się stało...
Nagle, ni stąd ni zowąd Gryfonka wybuchnęła płaczem. Tak nagle, w zupełnie niespodziewanym momencie. Nigdy jej się to nie zdarzało, w końcu była wspaniałą aktorką. Ale nie dziś, bo dziś coś jakby się w niej złamało. Nie potrafiła zapanować nad emocjami, pierwszy raz.
Czuła, że może zaufać tej dziewczynie. A zresztą, nawet jeśli się zawiedzie, to nie pierwszy raz.
- Nikt... nieee... nie pamięta! - stwierdziła między kolejnymi szlochami - Większość osób, która była na pogrzebie, to tylko nadęte czubki z ministerstwa, którzy przyszli, żeby się pokazać. Nie znali jej, nie żałowali. Nie jestem nawet pewna, czy wiedzą, na czyim pogrzebie byli! Wszyscy są zapatrzeni tylko w swój własny czubek nosa, mają gdzieś innych! A dziś mija rok od jej śmierci i nawet mój ojciec nie pamięta!
Wyrzuciła z siebie to, co leżało jej na sercu i było lepiej. Pominęła tylko jeden fakt, nie powiedziała o czyją śmierć chodzi. Ale czy to ważne? Nie, dziś już nic nie jest ważne. Nieważne, komu się zwierza. Nieważne, czy może tej osobie zaufać.
Tak jak wybuchnęła, tak się uspokoiła. Wyrzuciła z siebie to, co leżało jej na sercu. Tylko pojedyncza łza spłynęła po jej policzku, a ona spojrzała mokrymi od płaczu oczyma na Puchonkę. W tej chwili wyglądała dosyć żałośnie. Był to rzadki widok, zazwyczaj udawała, że wszystko jest ok.
Czekała na reakcję ze strony towarzyszki, a jednocześnie bała się tej reakcji. Zwierzyła się pierwszej osobie. Co prawda nie powiedziała wszystkiego, nie powiedziała jak było jej ciężko, ale... to już przeszłość. Zapomniała o tym i nie ma zamiaru z nikim dzielić się uczuciami, które już dawno ją opuściły.
avatar
Audrey Hope
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Anabel Grey on Pon 12 Lis - 21:34

Anabel prawie wybiegła z wieży, kierując się żwawo na polanę. Humor zdecydowanie jej dopisywał, a co! Zwłaszcza, że im więcej ruchu, tym więcej wydzielanych endorfin przez organizm, więc nie było się czemu dziwić. Na jej bladej twarzy wykwitły sporej wielkości rumieńce niekoniecznie dodające jej uroku - można by nawet posunąć się o stwierdzenie wręcz odwrotne. Jednakże oddychała równo, głęboko, więc miała nadzieję, że czerwone plamy znikną tak szybko jak się pojawiły... Chociaż aktualnie w ogóle nie obchodziło ją, że wygląda jak mały, czerwony kurdupel, niby czemu miała się tym przejmować? Nie ona jedna.
Koniec końców, jak na czerwiec przystało pogoda dopisywała, słoneczko przyjemnie grzało, lecz na szczęście nie było duszno. Po prostu żyć nie umierać!
Dopiero po dobrej chwili Ślizgonka zorientowała się, że jest sama. Czyżby w między czasie zgubiła koleżankę? To jej roztargnienie. Jej pośpiech. Jej zbyt dobry humor. Ale to przecież nie powód do zadręczania się! Przecież jest tyle możliwości.
Blondynka rozejrzała się po polanie skąpanej w słońcu, zapełnionej przez uczniów. Tyle możliwości! Powtórzyła w myślach z zadowoleniem, wchodząc w tłum.
avatar
Anabel Grey
Uczeń

Liczba postów : 129
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Cardiff

http://kiwoszkowo.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Błonia

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach