Wzgórze z Wierzbą Bijącą

 :: Błonia

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Go?? on Nie 18 Kwi - 19:33

Beinhause spasował. Gdyby szalał z wściekłości za każdym razem w takich sytuacjach, nie przeżyłby prawie siedmiu lat z Carterem w jednym dormitorium. Seth doskonale wiedział, kiedy nadchodzi moment, w którym może mu się oberwać i szybko odchodził zanim cokolwiek mu się stało. Dupek. Ale co taki Ollie mógł zrobić, po raz kolejny w ciągu ostatnich kilku tygodni powlókł się ze zmasakrowanym obliczem do pielęgniarki. Powinna mu dać coś na siniaki do dormitorium, nie musiałby tyle latać.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Nicole Cape on Pią 10 Cze - 16:03

Ostatnie dni zawsze najbardziej się dłużą. Masz tą głupią świadomość, że niedługo twoje katorgi dobiegną końca, że już lada moment nic nie będzie cię obchodziło, no i przede wszystkim, że już za chwileczkę pożegnasz się ze szkołą. Tak, to uczucie byłoby cudowne, gdyby nie smutna rzeczywistość, która wciąż przypominała ci o zachowaniu ostrożności przy wszystkim co robisz, bo nigdy nie wiadomo, czy twoja bezpieczna sytuacja nie może ulec zmianie. Owszem, wszystkie egzaminy zostały już dawno zdane, stare podręczniki wrzucone do kufra ( No dobra, w przypadku Nicole brutalnie rzucone w stronę Victora, który burcząc pod nosem zabrał je ze sobą do dormitorium), a kremowe piwo woła do ciebie z daleka, a i tak słyszysz je jakby było tuż obok. Nie to, że panienka Cape ignorowała uporczywe wołania Kremowego, co to to nie! Co prawda ostatnio miała sporo na głowie i nie mogła uczcić zbliżającego się końca roku z Victorem, ale wierzyła, że brat jej wybaczy, a nawet jeszcze będzie dziękował.
Tym czasem Nicole zawędrowała w okolice Bijącej Wierzby. Ze spokojem usiadła na rozgrzanej trawie i wbiła ciemne oczy w pień drzewa.
- Ty to masz życie. - mruknęła. Przez chwilę czekała na odpowiedź, lecz najwyraźniej Wierzba nie była dzisiaj w nastroju do rozmów.
Aby dłużej jej nie krępować, Nicole oparła się o murek i rozpoczęła uważne anlizowanie za i przeciw napisania listu do rodziców w sprawie wynajęcia jej i Victorowi małego domku w okolicach Hogsmeade od razu po skończeniu szkoły przez starszego brata. Oczywiście było jeszcze sporo czasu, jednak Cape wiedziała, że jej rodzice o wiele łagodniej przyjmują takie propozycje z bezpiecznej odległości.
avatar
Nicole Cape
Uczeń

Liczba postów : 71
Czystość krwi : Czysta, no nie?
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Freddie Kingsley on Pią 10 Cze - 16:37

Freddie nie bardzo dbał o to, że zaraz kończy szkołę i jego wszelkie ulubione przedmioty się skończą i zaczną się w zamian wakacje, których bądź co bądź, jak każdy nastolatek, wyczekiwał. Teraz miał to wszystko gdzieś. Krążył myślami gdzie indziej, oczekiwał tego, że usiądzie sobie spokojnie pod drzewkiem i pomyśli, jak się przestać zamartwiać. Ostatnimi czasy miał dziwne humorki, jak baba w ciąży, ciężej się z nim dogadywano, a sam z reguły nie miał ochoty na wielkie przeprosiny kolegów. Załatwianie spraw za pomocą butelki ognistej także nie wchodziło w grę, aczkolwiek tak byłoby najlepiej. Lecz nie teraz, to było coś większego, niż zwykła bijatyka. Westchnął i włożył dłonie w kieszeni swoich spodni, wędrując chwilę w zupełnej ciszy, po czym dotarł pod bijącą wierzbę. Ani drgnęła. Rozejrzał się od niechcenia po terenie, chcąc sięgnąć po papierosa, ale wstrzymał się w połowie, widząc Nicole. Drugie westchnięcie i wywracanie oczami. Sam nie wiedział, jakie relacje ich łączą, poza oczywiście zwykłą przyjaźnią. Tyle się dzieje przez ten tydzień..
- Cape, nie mów, że wolisz kupę zielska ode mnie - Odpowiedział, uśmiechając się zawadiacko do gryfonki, nie mogąc przemóc się z obojętnością w jej stronę. Zawsze tak było, jest i będzie. Coś, czego sam nie rozumiał, jak przydział Tiary do Slytherinu.
avatar
Freddie Kingsley
Uczeń

Liczba postów : 48
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Norwegia, Bergen

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Nicole Cape on Pią 10 Cze - 16:51

No tak, najlepiej to tak bez uprzedzenia przyjść i jeszcze narzucać się, gadać coś i w ogóle przeszkadzać! Nicole miała zamiar uroczyście wstać i powiedzieć temu komuś, co o tym wszystkim myśli, jednak kiedy założyła ciemne loki za ucho i odwróciła się w stronę, z której dobiegł ją męski głos, na jej twarzyczce pojawił się lekki cień uśmiechu. Nie jakiegoś specjalnego, po prostu takiego jakiegoś...w każdym razie bardzo szczerego.
- Kingsley, jeśli miałabym uratować jedno z was przed atakiem krwiożerczej grupy szkodników, uwierz mi, musiałabym się długo zastanowić. - odparła swobodnie nie ruszając się z miejsca. Natychmiast odsunęła swoje myśli od listu do rodziców i skupiła się na postaci ślizgona. W końcu jakaś przyjemna twarz. Nicole na pewno nie będzie miała nic przeciw, jeśli Freddie zechce się do niej dosiąść, w końcu niedługo wakacje ( WRESZCIE, BO ILE MOŻNA) i panicz Kingsley wróci do swojej zimnej Norwegi. Brr...chociaż kto wie, może latem jest tam znacznie cieplej niż w Irlandii?
Nicole uniosła brew ku górze zastanawiając się, czy Freddie wciąż pali.
avatar
Nicole Cape
Uczeń

Liczba postów : 71
Czystość krwi : Czysta, no nie?
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Freddie Kingsley on Pią 10 Cze - 17:28

To dobrze, że nawet nie zareagowała na samo pojawienie się ślizgona przy jej boku. Zwykle rozmówca miał go w głębokim poważaniu za olewczy charakter, albo po prostu nie lubił, a tu.. neutralnie, no może nieco więcej. oj tak, chciałoby się. Usiadł obok niej, jakby czytając jej w myślach[ale oczywiście nie ma takiej zdolności, a szkoda], po czym z cichym prychnięciem bez ceregieli położył na trawie. Podłożywszy sobie ręce pod głowę, zerknął na moment na Nicole.
- Jak to zastanowić, ja myślałem, że to oczywiste. - Powiedział stanowczo, trochę przeciągając końcówkę, jakby specjalnie. Wszystko było specjalnie i przypominało zabawę w podchody. Ten który się pierwszy przełamie, przegrywa, a co jak co, ale Freddie wolał się nie uzewnętrzniać. Nowe doświadczenia wpływały niekorzystnie na jego mózg i myślał coraz wolniej. Chyba przez to słonce i jego nadmiar pod skórą bruneta. Aczkolwiek tak okropnie gorąco jeszcze nie było, tak sądził. - Twoja rodzina za moją dałaby sobie łeb uciąć, wiesz? I na odwrót. Tylko ty stanowisz taki jakiś... mały wyjątek! Wstydź się. - Dodał ostatecznie, chuchając sobie w grzywkę. I jeszcze te osy, muchy, komary, ach! Machnął ręką, odganiając jedną lekko wkurzony. Poszła stąd.
avatar
Freddie Kingsley
Uczeń

Liczba postów : 48
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Norwegia, Bergen

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Nicole Cape on Pią 10 Cze - 17:54

- Masz rację. Najpierw uratowałabym kupę zielska. - powiedziała spokojnie. Po chwili mrugnęła do niego i dodała:
- Chyba, że byłbyś w pobliżu, to wzięłabym i ciebie. - wzruszyła ramionami, jak gdyby była to najoczywistsza rzecz na świecie. No pewnie, że jeśli by cokolwiek zagrażało życiu Freddiego, to Nicole nie wahałaby się ani sekundy, jednak jeśli tylko Kingsley by mógł sam się przed czymś uchronić, na pewno jego niezależność nie pozwoliłaby mu, aby korzystał wtedy z pomocy innych.
Nicole poszła śladami ślizgona i również rozłożyła się na trawie, podkładając wcześniej bluzę pod głowę - tak było znacznie wygodniej.
- Zawsze trafi się jakaś czarna owca w rodzinie, mój drogi. - uśmiechnęła się. Co prawda w ich rodzinie były aż dwie takie owce: Victor wcale nie próżnował i można by powiedzieć, że Nicole mogłaby się od niego uczyć. Ale nie zapominajmy, że panienka Cape nie była wcale taka zła.
Gryfonka przewróciła się na bok twarzą w stronę chłopaka. Jakże znacznie lepiej było leżeć na trawie w czerwcu, niż w styczniu. Czuć różnicę ze wszystkich stron.
- Jednak miło cię widzieć. - oznajmiła po dłużej chwili.
A no, bo było! (W przeciwieństwie do tych wstrętnych owadów)
avatar
Nicole Cape
Uczeń

Liczba postów : 71
Czystość krwi : Czysta, no nie?
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Freddie Kingsley on Sob 11 Cze - 15:02

Fakt. Victor także nie pozostawał w tyle, a nawet był wzorem do naśladowania, jako najlepsza czarna owca w rodzinie. Jego niektóre odpały i zachowania aż samego Freddiego pobudzały do zmartwień o Cape'owski móżdżek, który czasami wydawał się być wielkości orzeszka ziemnego. No, ale mniejsza, kumpel to kumpel; wyprzeć się go nie wyprze, bo cholernie go miłuje. I nie tylko ze względu na Nicole, która nie ukrywajmy, ale interesowała coraz bardziej Kingsley'a. Pokręcił głową, aby wyrzucić te idiotyczne rozmyślenia z głowy i skupić się na rozmowie. Spojrzał na gryfonkę lekko zawiedziony jej wypowiedzią. Przepraszam bardzo, ważniejsze byłoby dobro natury od przyjaciela? Pff, my się tak nie bawimy. Wyrwał jakieś źdźbło trawy i włożył do buzi, jak zwykle, gdy brakowało mu papierosa, który jakoś równoważył poziom stresu.
- Dziękuję ci bardzo wiesz? Za takie poświęcenie! Wolałbym być na miejscu zielska! - Zaśmiał się, szturchając ją w bok łokciem. Oczywiście delikatnie, bo w stosunku do INNYCH ślizgonów on wiedział, że gryfonki to też stworzenie Boże. o ile, nie przejadą ci pazurami po ryju ze złości. - Jak tam, masz już... kogoś na oku? Jestem tego bardzo ciekawy... tylko. Tak myślę.. - Odpowiedział po dłuższym zastanowieniu, patrząc się na czyste niebo bez sytuacji na mrugnięcie. Skoro się przyjaźnią, to co szkodzi zapytać? Gdzieś tam miał nadzieję, że nie dała się uwieść jakiemuś kretynowi, widzącym tylko w jej osobie ' laskę '. Nic poza tym. Westchnął cicho pdo nosem.
avatar
Freddie Kingsley
Uczeń

Liczba postów : 48
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Norwegia, Bergen

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Mistrz Gry on Sob 11 Cze - 15:57

Wierzba Bijąca miała to do siebie, że nie lubiła intruzów w jakiejkolwiek postaci by nie byli. Uczniowie przebywający obecnie w miarę bezpiecznej odległości od drzewa, nie mogli czuć się jednak całkiem niezagrożeni. Wierzba była elastyczna i gdy wpadała w furię, miała tylko jeden, jedyny cel – zniszczenie tego, co zakłóciło jej spokój. Pech chciał, że nieoczekiwanie nad dzieciakami przeleciało kilka dzikich kaczek, niefortunnie zatrzymując się na chwilę odpoczynku na gałęziach wierzby. Wystarczył moment, by drzewo obudziło się z letargu. Gałęzie zaczęły trzeszczeć i wierzgać w powietrzu, próbując dosięgnąć uciekające ptaszyska, zaś najdłuższa z nich znalazła się zaledwie pół metra od nogi Gryfonki.
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Nicole Cape on Sob 11 Cze - 23:29

O, o...dobrze ktoś tu mówi! A kto? Ach, Freddie! Owszem, czasem błazeńskie poczynania Victora dawały wiele do myślenia i dla nikogo nie było to niczym nadzwyczajnym, że starszy Cape może mieć orzeszka ziemnego w miejscu mózgu. Oczywiście nikt by się nie ośmielił mu powiedzieć o tym w twarz, jednak Nicole i Freddie mogli czuć się bezpiecznie. Zostawmy jednak Victora i jego orzeszka ziemnego i skupmy się na czym innym.
Nicole pogłaskała lekko Kingsley'a po głowie na znak, że pojedynek z kupą zielska bez większego zastanowienia na pewno by wygrał. Tego, że według Nicole Freddie wygrałby każdy pojedynek, dziewczę nie chciało mówić. Była to zbyt oczywista oczywistość, jednak zaskakująco szybko pojawiająca się nie pewność nie pozwoliła gryfonce na kompletne podzielenie się swoimi przemyśleniami.
Jak na złość w tym samym czasie, kiedy Nicole ( nie mało zarumieniona) zabierała się do odpowiedzi, Bijąca Wierzba postanowiła uciąć sobie mały porachunek z ptakami. Na szczęście Cape znajdowała się jeszcze w bezpiecznej odległości. Mimo wszystko, dziewczę podkuliło nogi i cicho westchnęła. Do tego to pytanie Freddiego. Czy chce jej powiedzieć, że on już kogoś ma, i że po prostu jest ciekaw jak jej idzie?
- Freddie! Skąd u ciebie taka ciekawość...? Och, zapomniałam, jesteś ślizgonem. - Nicole "oddała" mu szturchając łokciem w bok. - Sama nie wiem, chyba raczej nie...och, może, to strasznie dziwne, chyba jednak sama nie wiem. - oczywiście, gryfonka zdążyła spłonąć rumieńcem od palców stóp aż po sam czubek głowy. Z nadzieją, że patrzący w niebo Freddie niczego nie zauważył, Nicole zarzuciła włosy na twarz i czekała, aż rumieniec zniknie.
- Ty pewnie masz nie jedną osóbkę na oku? - pociągnęła temat. Niech nie będzie sama, która się rumieni!

avatar
Nicole Cape
Uczeń

Liczba postów : 71
Czystość krwi : Czysta, no nie?
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Freddie Kingsley on Nie 12 Cze - 0:16

Oj zapytał tylko z czystej ciekawości, dobrze? Zróbmy tak, bo drążenie tego, co może się ewentualnie kryć w odpowiedziach Freddiego było, jako syzyfowa praca. Męczące, nie do wytrzymania i bez większego rezultatu. Mozolnie obrócił głowę w jej stronę, po czym automatycznie słysząc ten szelest i trzepot skrzydeł, skierował oczy w tamto miejsce i omal nie dostał z gałęzi od ukochanej wierzby. Nie bez powodu nazywają ją bijącą. Uff, ogarnął wzrokowo, czy jeszcze istnieje jakieś zagrożenie z jej strony i odkaszlnął z uniesionymi brwiami. Takie wypadki na pewno nie chodzą po ludziach. Był gotów uwierzyć, iż dzisiaj ma cholerny trzynasty piątek, a nie weekend i w ogóle czas leniuchowania. Od rana towarzyszył mu pech i nawet nie ukrywał swojego rozczarowania. W końcu, gdy przestał zachowywać się nazbyt egoistycznie, zwrócił uwagę na Nicole, która na szczęście uniknęła jakiś większych obrażeń. Też kamień z Królewskiego serca.
- Hymph, Drugi Holmes to z ciebie Cape nie będzie. Niezdecydowana, rumienisz się, WuTeeF? - Rozłożył ręce zupełnie rozbawiony jej burakiem na twarzy. Ach, to było zbyt urocze, żeby przeszło niezauważone pod nosem ślizgona. Lubił się czepiać takich szczegółów, to one pomagały mu jakoś zareagować, bo z pewnością, gdyby trafiła na takiego wyalienowatego i nieśmiałego Freddiego, to wystraszyłby się i zwiał, gdzie pieprz rośnie. Uczucia nie był jego mocną stroną, wyrażanie ich także. Moment zamyślenia i znowu zachichotał. - Nie mów, że znam tego chłopaka, co? Co to za żyd spod pieprzonej gwiazdy? - .. Tak, żeby go potem na korytarzu zaczepić i sprawić porządne lania. ''Sorry ta lala jest mentalnie zajęta ''. O tak, bezczelny plan i podejście do jej przyszłych chłopaków.
Wzmiankę o jego ofierze postanowił szybko zignorować, bo dla niego zawsze było oczywiste, iż Nicole stanowiła jego ideał dziewczyny. Tak, ale narazie cicho-sza, bo gdyby doszło do tego, że miałby jej to wszystko powiedzieć, poleciałaby z rykiem do Victora albo jeszcze gorzej. Nie, to jest najgorsza opcja, jakby wyjawił prawdę, a tak, wszystko gra i jest okej.
avatar
Freddie Kingsley
Uczeń

Liczba postów : 48
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Norwegia, Bergen

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Nicole Cape on Nie 12 Cze - 0:40

Na szczęście Bijąca Wierzba dała im spokój ( oby na długo) i po prostu zamarła w bezruchu ponownie. Co za drzewo! Powinni w końcu się nim zająć, zamiast bez przerwy obserwując jak dojrzewają mandragory.
Kiedy Nicole usłyszała, że Freddie odkrył jej tajny spisek związany z włosami, zarumieniła się jeszcze bardziej. Jakże nienawidziła się rumienić! Zwłaszcza przy nim. Przecież była silna, pewna siebie i tak dalej...W sumie była, ale Kingsley znał ją nie od dziś i wiedział, że w pewnych sytuacjach nawet Nicole poddaje się chwilom słabości.
- Nikt się tu nie rumieni. - odparła poważnym tonem, po czym przegryzła delikatnie wargę. Och, Freddie, jeśli uważasz, że nie znasz samego siebie, to nie mamy o czym rozmawiać, o fajnie byłoby w jakiś taki podobny sposób dać ślizgonowi do zrozumienia, że to o nim mowa, ale mimo wszystko Nicole wolała przyjąć inną taktykę.
- Teraz nikt nie może być pewny, że kogoś zna. - powiedziała bardzo przemądrzałym tonem z iskierką śmiechu. Co prawda, to prawda. Po upadku TEGO, O KTÓRYM WSZYSCY BOJĄ SIĘ MÓWIĆ, zaczęły dziać się bardzo dziwne rzeczy i właściwie nie wiadomo było, kto udaje, a kto nie. No, ale Nicole wiedziała, że Czarny Pan nie ma z jej uczuciami nic wspólnego. - No nie wiem Freddie, jeśli usatysfakcjonuje mnie twoja odpowiedź na moje pytanie, to może ci go kiedyś pokażę. - okej, mogła tego nie dodawać. Teraz będzie żyła ze świadomością, że coś komuś obiecała i boi się wywiązać z obietnicy. Aj, aj, panienko Cape.
Ale prawda była taka, że jeśli jakakolwiek dziewczyna zakręciłabym się dłużej niż sekundę w towarzystwie tego ślizgona, Nicole nie wahałaby się ruszyć do ataku.
avatar
Nicole Cape
Uczeń

Liczba postów : 71
Czystość krwi : Czysta, no nie?
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Freddie Kingsley on Nie 12 Cze - 1:15

Tak, tak, bo Fred jest bardzo ciekawskim stworzeniem, a gdy już dochodzą do tego jego zapędy z ochotą na równi, to już w ogóle nie opuści nikogo, tylko będzie pragnął dowiedzieć się jak najszybciej co się dzieje w mózgu drugiego osobnika. Dziwne zachowania, podchodzące pod stan nad wyraz emocjonalny pozostawiał bez komentarza, wolał nie igrać z uczuciami, chociaż owszem, zdarzały się momenty, ale to raczej pośród znajomych i to dziewczyn. Nicole był innym przypadkiem, którego za cholerę nie potrafił ogarnąć. Większość cech praktycznie pasowała jej do bycia złą ślizgonką, która sunie po korytarzach ze swoją świtą, chociaż w szkole istniała już taka... rzecz. Odchrząknął, widząc jej zmieszanie. Nie będziemy przecież jej krępować.
- Jasne, i tak wiem swoje! Zosia-samosia. - Odpowiedział, przedrzeźniając ją tym przemądrzałym tonem, który wywoływał u chłopaka nie tyle powagę, ale i jej przeciwieństwo śmiech. DziFne.
- Jak to pokażesz? Mi tam wystarczy nazwisko, ale... dobra, nie wnikam w szczegóły, bo zanim dotrzemy do punktu wyjścia, twoja twarz zamieni się w iście czerwonego buraka. Fee, nie lubię buraków. - Skwitował i obrócił się na bok, aby lepiej ją widzieć, opierając głowę o rękę. miał nadzieję, że mu na amen nie ścierpnie. Musiał natychmiast zmienić temat, bo zajdzie poza granice zaufania i w końcu puści parę z ust, że mu się okropnie podoba. Szkoda, że nie czytają sobie w myślach, byłoby zupełnie inaczej i lżej. - I tak nawet, jakbym go spotkał, to pewnie tak, jak Victor odegrałbym troskliwego braciszka.
avatar
Freddie Kingsley
Uczeń

Liczba postów : 48
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Norwegia, Bergen

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Nicole Cape on Nie 12 Cze - 1:25

Nicole klepnęła ślizgona lekko w ramię.
- Kingsley! Bo porozmawiamy inaczej...! - zagroziła mierząc go wzrokiem. E tam, takie tylko zwykłe droczenie się. Lubiła się z nim przekomarzać, bo zazwyczaj dawał jej fory i w końcu kiedy już dymiła ze złości dawał jej spokój. Podobnie jak Victor, no dobrali się wręcz idealnie. - Chyba jeszcze nie widziałeś, jak potrafię się rumienić. - odparła, następnie również oparła głowę o rękę. No, Freddie może nie będzie czuł się samotny, kiedy jego ręka zacznie odmawiać posłuszeństwa.
Nicole także wolałaby, aby ślizgon mógł poznać jej myśli. Zaoszczędziliby na czasie i w ogóle. Chociaż kto wie, może jeśli dowiedziałby się, że gryfonka spędza każdy wieczór nad rozmyślaniem o jego osobie i to w inny sposób niż można by się spodziewać, to nie wiadomo, czy po prostu by nie uciekł. Freddie mimo wielu jego zalet kojarzył się jej raczej z kimś kogo perspektywa zaangażowania wcale nie kręciła. Chociaż...w końcu przyjaźnił się z Victorem tyle czasu, nie wspominając już o Nicole...
- Troskliwego braciszka? Proszę cię, Victor ruszyłby swój tyłek tylko wtedy, jeśli owa osoba byłaby brudnej krwi. A jeśli już o tym mowa, to akurat nie ma się o co martwić. - dziewczę przyłożyło szybko dłoń do ust. Uf! Chyba nie zagalopowała się za bardzo? Przecież jest tyle możliwości. Lepiej było powiedzieć Freddiemu, że nie ma żadnego chłopaka. Wtedy mogłaby się skupić na jego powalających oczach, a nie uciekać wzrokiem.
W końcu spojrzała na niego i zaprezentowała minę pod tytułem" a jak tam z tobą?".
avatar
Nicole Cape
Uczeń

Liczba postów : 71
Czystość krwi : Czysta, no nie?
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Freddie Kingsley on Nie 12 Cze - 1:52

No ładnie tutaj przedstawia osobę swojego brata. Cóż, najwyraźniej nie znał z tej strony Victora aż tak dobrze, jak mu się zdawało. Aczkolwiek, do wiary w te wszystkie złe cechy kumpla też jakoś nie mógł się przekonać. Inaczej zachowywał się w jego towarzystwie i inaczej z tamtymi znajomymi, ale to pewnie kwestia tego, ile się go znało. Z takim stażem przyjaźni, jaką posiadała cała trójka każdy inny mógłby się schować. Zmrużył oczy i pstryknął ją w nos na odczepne, bo zanim by znowu powrócił do pozycji dobrej do oddawania w bok, to znowuż pewnie by się 'przez przypadek' dosłownie wyjebał.
- Jak porozmawiamy? Przecież już inaczej rozmawiamy.. nie mam zwykle ochoty uzewnętrzniać się każdemu napotkanemu kretynowi. Ciesz się, bo takie okazje są bardziej rzadkie niż częstsze. - Odparł z wyszczerzem i pokazał jej szybko język. Co do zaangażowania, to w tych sprawach musiał być mega albo zjarany dziewczyną i jej charakterem, albo po prostu gotowy na wszystko, aby znależć siez nią w łóżku. Cóż, nawet taki pozornie wyglądający aniołek, potrafi pokazać, na co go stać. Ostatnio jednak, przez nikogo innego jak nie Nicole, zaczął się zmieniać w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Pomału, bez pośpiechu, tak, aby jego hardy charakter nie zrównał się z tymi ckliwymi gryfonami. Nie licząc Capówny. Nie, nie.
- Ha! Wiedziałem, że na froncie nikt nie zagraża lodowej księżniczce i jej serduśku. - Powiedział uchachany, jakby połknął jakieś psychotropy tuż przed ich spotkaniem, które teraz wyprawiały z nim, co im się żywnie tylko podobało. - To, co zwijamy się do zamku, czy nadal będziemy tu leżeć i powkurzamy swoją obecnością jej szanowną Zielskość Wierzbę z Bijących ?
avatar
Freddie Kingsley
Uczeń

Liczba postów : 48
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Norwegia, Bergen

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Elodie Larousse on Nie 13 Lis - 2:05

Ciemno. Zimno. Zdecydowanie najmniej pożądane miejsce przez Elodie, która płakała, bała się ciemności i zgubiła gdzieś kurtkę. Z braku sił osunęła się na ziemię, myśląc, że świat jest bardzo niesprawiedliwy. Dobrze - przyznawała się do błędu - ale chciała się pogodzić z Bastianem, a on jeszcze dolewał oliwy do ognia.
Poczuła się porzucona przez wszystkich i wszystko. Kto by pomyślał, jaki to skutek przyniósł dzisiejszy wieczór. Łkając gwałtownie, wyjęła z kieszeni spodni zielono-srebrny breloczek, który dostała od Bestii na urodziny. Nagle wkurzyła się, wstała i rzuciła go gdzieś w łąkę.
- Pieprzę to! - wrzasnęła.
Jednak już po chwili łzy na powrót znalazły się na jej twarzy, kiedy zdała sobie sprawę z tego, co zrobiła. Wyrzuciła prezent od Bastka - najdroższą jej rzecz pod słońcem. Warknęła przez łzy, po czym pobiegła w kierunku, w który posłała breloczek. Nie mogąc go znaleźć, rozpłakała się jeszcze bardziej.
Elodie zdecydowanie potrzebowała w tej chwili fachowca od znajdowania breloczków.
avatar
Elodie Larousse
Uczeń

Liczba postów : 86
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Nottingham

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Heath Cole on Nie 13 Lis - 20:31

W drodze na imprezę, na którą tak na prawdę nie miał ochoty iść, Heath postanowił zahaczyć o kilka miejsc, przedłużając sobie nieco drogę i mając cichą nadzieję, że nabierze ochoty na cokolwiek co ma się tam dziać, albo znajdzie jakieś zajęcie żeby tam w końcu nie dotrzeć. Z oddali słychać było że w jednej z opuszczonych szklarni dzieje się coś większego niż zwykle ale nie to zwróciło uwagę Gryfona. Na tle tych świateł widać było postać która niekoniecznie wiedziała co ze sobą zrobić, krzyknęła wyraźnie słyszane przekleństwo i ruszyła w wysoką trawę szukając czegoś. Jako że miał nadzieję że będzie to właśnie ten powód żeby tam nie iść, ruszył w stronę owej osoby.
Podchodząc bliżej zauważył że było to dziewczę, jednak ani twarzy ani nawet wieku w tych ciemnościach stwierdzić nie umiał. Jedyne co był w stanie dostrzec to że wyraźnie czegoś szukała i zdawało jej się to nie wychodzić najlepiej. Sięgnął po swoją różdżkę.
-Lumos. Może tak będzie lepiej?- Zapytał kiedy z końca jego różdżki zaczęło wydobywać się lekkie światło rozjaśniające na kilka metrów przestrzeń wokół niego. -Może w czymś pomóc?- Zapytał lekko ściszonym głosem.


Ostatnio zmieniony przez Heath Cole dnia Nie 13 Lis - 20:50, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Heath Cole
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Elodie Larousse on Nie 13 Lis - 20:42

Elodie drgnęła, gdy usłyszała głośny, męski głos. Odwróciła się szybko, po czym rozpoznała w chłopaku pewnego Gryfona, którego kojarzyła z korytarzy. No to znalazł się jej pocieszacz i poszukiwacz. Jednak w świetle różdżki jej twarz niewątpliwie nie prezentowała się najlepiej, więc dłonią otarła ciągle spływające łzy i uśmiechnęła się blado.
- Co? Ach tak. Lepiej, lepiej... - szepnęła, ponieważ nadal była pod wpływem szoku, który zabrała ze sobą z imprezy. Głupia, głupia.
Czy w czymś jej pomóc? Och tak, było wiele rzeczy, w których Gryfon mógł jej pomóc. Mógł pomóc jej zabić przyjaciela, mógł równocześnie pomóc pogodzić się z tym przyjacielem, a także pocieszyć i pomóc szukać przeklętego prezentu urodzinowego. Jednak, oczywiście, nie powiedziała tak, lecz zamiast tego wykrztusiła:
- Gdybyś mógł... zgubiłam breloczek, taki zielono-srebrny. Jest dla mnie bardzo cenny, a ja głupia... nieważne.
Na jej twarzy pojawiły się rumieńce, zresztą jak zawsze, kiedy się denerwowała. Uśmiechnęła się prosząco do chłopaka, rozkładając drobne ręce w wyrazie bezradności.
- Rzuciłam go gdzieś tutaj...
Spojrzała na niego, po czym spróbowała się zastanowić, co w tej chwili o niej sądzi. Jednak, mimo wszelkich starań, nie wyszło jej. To pewnie przez ten niechciany natłok myśli...
avatar
Elodie Larousse
Uczeń

Liczba postów : 86
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Nottingham

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Heath Cole on Nie 13 Lis - 20:56

Czy był jej poszukiwaczem i pocieszaczem? Nigdy nie uważał się za takiego, chociaż może sprawdzi się w tej roli przynajmniej względem niej. Jakoś nigdy nikt nie powiedział mu że dobrze pociesza. Umiał słuchać, ale zbyt często oszczędzał słowa żeby dobrze pocieszyć niektóre osoby. Fakt zapłakana twarz dodatkowo z wyrazem bezradności trochę zaskoczyła Gryfona nie bardzo wiedzącego jak się zachować.
Pokiwał jedynie głową i przykucnął jak ona żeby móc spojrzeć jej w oczy i lepiej słyszeć jej załamujący się wciąż głos.
No cóż może nie do wszystkiego tak od razu mógł się zabrać, zapewne jeszcze bardziej selektywnie oboje pomyśleliby nad tym do czego mógłby się nadawać. Stereotypowa ślizgonka nie byłaby zadowolona z przyjaźni stereotypowego gryfona. Oboje jednak byli ludźmi i chyba nikt z ich dwojga nie przewidywał co z tego wyjdzie. Przynajmniej Heath nie myślał teraz zbytnio o kłótniach, nie miał na nie ochoty.
-Accio breloczek- Po wypowiedzianym zaklęciu nastąpiła kilkusekundowa cisza, a do dłoni którą Gryfon w międzyczasie otworzył przyleciał opisany przez dziewczynę przedmiot. -O niego Ci chodziło?- Powiedział podając go do jej dłoni. Swoją drogą nawet nie zdziwiło go to że w takim stanie zapomniała o prostych zaklęciach, chociaż większość jej koleżanek z domu raczej na chłodno wszystko kalkuluje. Uśmiechnął się do niej lekko i wstał podając dłoń, aby pomóc jej zrobić to samo.
avatar
Heath Cole
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Elodie Larousse on Nie 13 Lis - 21:11

Ujęła dłoń chłopaka, po czym wstała i odebrała od niego breloczek. Ścisnęła prezent dla pewności w dłoni, a chwilę później schowała do kieszeni i uśmiechnęła się ponuro do Gryfona.
- Tak, to ten - stwierdziła nieco mocniejszym głosem, spuszczając wzrok. Oczywiście, zawsze, kiedy Elodie się denerwowała, zapominała o wszystkich podstawowych rzeczach. Po prostu traciła głowę i czekała, aż ktoś inny wpadnie na pomysł rozwiązania danego problemu. Zazwyczaj tą osobą był Bastian... wypuściła gwałtownie powietrze. Nie mogła teraz o nim myśleć - najchętniej rozerwałaby go na strzępy, przecież całe to przedstawienie to jego wina. - Dzięki.
Dopiero po jakimś czasie dotarł do niej fakt, że spokojnie rozmawia z Gryfonem, który tuż przed chwilą jej bezinteresownie pomógł. W normalnych okolicznościach nie bardzo by chciała taką rozmowę kontynuować, jednak to nie były normalne okoliczności. Przez innych rozmowa pomiędzy podopiecznymi domu Gryffindoru i Slytherinu była uważana za coś w stylu hańby - jednak teraz, mówiąc szczerze, Elodie to zwisało. Poza tym, poczuła się nieco dłużna chłopakowi, więc teraz nie mogła go odesłać z kwitkiem.
- Jestem Elodie - jako pierwsza wyciągnęła rękę, nie patrząc mu w oczy i nie chcąc widzieć jego reakcji. No, co jak co - ale jej miłe zachowanie mogło mu się wydawać dziwne. Poza tym domy nie mogą określać poziomów znajomości uczniów, prawda? - Dziękuję za pomoc i przepraszam za kłopot.
Oczywiście, Elodie również nie miała ochoty na kłótnię. Miała już jedną za sobą, całkiem ostrą, i to jej wystarczało.
avatar
Elodie Larousse
Uczeń

Liczba postów : 86
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Nottingham

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Heath Cole on Nie 13 Lis - 21:25

Dziewczyna zdawała się zbierać w sobie. Jakby po części nie wiedziała jak ma się zachować. Nie wiedział nic o niej, więc nie oceniał zbyt pochopnie. Uśmiechnął się delikatnie i kiwnął lekko głową kiedy odpowiedziała mu upewniając go o tym że znalazł odpowiedni przedmiot.
-Nie ma za co, żaden problem- Odpowiedział wzruszając ramionami.
Wypowiedzenie kilku słów i machnięcie różdżką wszak nie było zatrważającym wysiłkiem, nie uważał więc też żeby wypadało mu zbierać podziękowania. Tym bardziej byłoby to dla niego dziwne, gdyby znał fakt o przynależności dziewczyny do domu Salazara.
-Heath- Odpowiedział krótko. Spojrzał na dół spostrzegając wyciągniętą dłoń dziewczyny i uścisnął ją delikatnie. Tak, prawda. I na głos jej imienia przypomniało mu się skąd dane było mu lekko ją kojarzyć. Jako że miał jakąkolwiek pamięć do twarzy mógł śmiało sklasyfikować ją do zielonych barw. Nie wydawała się mu teraz groźna jednak lekkie środki ostrożności należało mu powściągnąć.
-Nie przepraszaj i nie dziękuj nie masz za co. Nie wygląda żebyś miała ochotę iść na imprezę Hamiltona? Czy może marny ze mnie obserwator?- Zapytał ją spoglądając w stronę szklarni gdzie wszyscy się bawili. Faktycznie nie wyglądała na osobę mającą teraz chęć się bawić, co najwyżej trochę napić.
avatar
Heath Cole
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Elodie Larousse on Nie 13 Lis - 21:41

Słysząc ostatnie dwa pytania, zmarszczyła brwi i nastroszyła się lekko. Może jednak pasowała do swojego domu, sądząc po zachowaniu?
- Jesteś bardzo dobrym obserwatorem. O nie, nie mam ochoty tam iść - burknęła, krzyżując ręce na piersi. Co to, to nie. Już nie pojawi się na żadnej imprezie, co przyrzekła sobie kilka minut temu. Jednak, oczywiście, trzeba wiedzieć, że Elodie jest bardzo zmienną kobietą. Pewnie za jakieś dwa, trzy dni jej się odmieni, jak zostanie zaproszona na kolejną schadzkę. - Dopiero co stamtąd wyszłam i nie mam ochoty tam wracać za żadne skarby!
Jak zwykle po scenie z płaczem, spazmami i w ogóle jakimiś tragicznymi myślami, rozpacz zastąpił gniew. To było do przewidzenia - najpierw załamana, a potem wściekła tylko i wyłącznie na tę jedną osobę. Jeszcze się przekona, na co ją stać! Lepiej było z nią nie zadzierać, zwłaszcza, kiedy to ona pierwsza wyciągała rękę na zgodę. Następnie, co zawsze towarzyszyło jej gniewowi, musiała się na kimś lub na czymś wyżyć. Oczywiście, Heatha poznała dopiero przed chwilą, więc tym razem uniknie go los nieszczęśliwca, który był akurat w pobliżu rozzłoszczonej Larousse. Szukając dookoła siebie czegoś, czym mogłaby rzucić, prawie z radością znalazła całkiem spory kamień. Niemal od razu znalazł się w jej delikatnych rączkach i został posłany kilkanaście metrów dalej, co potwierdził z głośnym łupnięciem. Odetchnęła, choć złość nie ustępowała.
- A ty? Nie wybierasz się tam? - spytała, biorąc do ręki kolejny kamyk i posyłając go daleko w świat. - Mi się nie podobało.
Nadal nie patrząc na Gryfona, zaprzestała rzucania kamieniami i objęła się ramionami. Na błoniach o tej porze było bardzo zimno.
avatar
Elodie Larousse
Uczeń

Liczba postów : 86
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Nottingham

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Heath Cole on Nie 13 Lis - 21:56

Może tak, a może nie? Nie każdy musi być taki jaki stara się być, albo jest postrzegany przez ogół otaczających go ludzi prawda?
-Więc jest nas dwoje- Skwitował ostatnie słowa Elodie. Co do zmienności zdania jej oraz reszty kobiet nie miał wątpliwości, zwłaszcza w czasie dojrzewania miały problemy z podejmowaniem stałych decyzji co oczywiście nie dotyczyło wszystkich aspektów życia, jedynie części.
-Sądząc po Twojej wypowiedzi nie będę żałował jeśli tam nie pójdę- Uśmiechnął się lekko na tę myśl. Jego uśmiechowi niedługo zaczął towarzyszyć wyraz lekkiego zdumienia na to jak dziewczę z "zapłakanej" zamieniło się we "wściekłą i rzucającą wszystkim naokoło". Może to lepiej że jej złość znalazła ujście w kamieniach leżących dookoła niż na nim? Nie przeszkadzając jej w tym co robiła obserwował ją z nieodstępującym go zdziwieniem.
-Zastanawiałem się nad tym. Chyba sobie odpuszczę.- Powiedział pewnym tonem obracając głowę i wzrok w kierunku szklarni. Kiedy jego wzrok wrócił na dziewczynę i jej zachowanie przyszło mu do głowy że przebywanie teraz na błoniach nie ma sensu. Kiedy przestała rzucać kamieniami i objęła się rękami podszedł do niej i okrył ją zdjętym z siebie płaszczem. Nie do końca pomyślał czemu ale nie zamierzał się nad tym zastanawiać.
-Idę do zamku, tu jest zbyt zimno. Jeśli chcesz chodź ze mną.- Stwierdził i ruszył wolnym krokiem w stronę wejścia w zamkowe mury obracając głowę na dziewczynę zachęcając ją wzrokiem żeby nie stała sama pośród ciemności.
avatar
Heath Cole
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Elodie Larousse on Nie 13 Lis - 22:11

To było miłe z jego strony, kiedy dał jej swój płaszcz, więc uśmiechnęła się do niego lekko. Na tę propozycję o pójściu do zamku, przystała z wielkim entuzjazmem. Miał rację - na błoniach było nie tylko zimno, ale również dziwnie niesympatycznie. Dogoniła go, próbując dotrzymać mu kroku.
- Jasne, że idę z tobą - podsumowała, jakby była to najjaśniejsza rzecz pod słońcem. - Co będę sama na błoniach robić? A poza tym, mam twój płaszcz. Dzięki.
Uśmiechnęła się do niego, jakby to miało cokolwiek zmienić. Jednak Heath zmienił jej humor - trochę się poprawił, ale tylko trochę, bo nawet Gryfon nie był cudotwórcą. Więc raczej można byłoby nazwać go pocieszaczem, jednak ona nie miała zamiaru mówić mu tego wprost, oczywiście.
- Jesteś mądry, skoro nie idziesz do tej całej hałastry - dodała, podążając za chłopakiem. - A, tak na marginesie, gdzie się wybieramy?
Ponownie uśmiechnęła się do Gryfona sądząc, że dzisiaj chyba jest szczególny dzień dobroci, skoro szasta uśmiechami na prawo i lewo. Spojrzała na swoje trampki z zielonym napisem "Elodie", który zrobiła tamtego dnia przy fontannie. Jednak nie było co rozpamiętywać przeszłości. Było, minęło. Teraz szła razem ze swoim nowym znajomym do zamku, do bliżej nieokreślonego miejsca. Zaczęła się bawić kosmykiem swoich włosów, próbując ogarnąć zielonymi, lśniącymi wciąż od łez oczami niekończącą się ciemność.
avatar
Elodie Larousse
Uczeń

Liczba postów : 86
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Nottingham

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Hera Vogel on Nie 12 Sie - 20:55

Był marzec. Chłód wciąż dawało się odczuć w powietrzu zimnymi igiełkami, bezlitośnie kąsającymi wszelkie odsłonięte części ciała. Dziewczyna wtuliła twarz mocniej w szalik. Oczy jej łzawiły od wiatru, który tutaj, na pustej przestrzeni, mocno dawał się we znaki. Hera nie marzła. Ciepły czarny materiałowy płaszcz, granatowy, niemalże czarny, szalik i czapka, cieniutkie czarne rękawiczki i ciemnoniebieskie puchate kozaczki grzały ją dostatecznie mocno.
Rozejrzała się nerwowo. Teoretycznie nie powinna tu być. Fakt - był dzień, ale na tyle pochmurny, że zdawało się jakby zapadał już zmierzch. Chmury ciągnęły się po horyzont. Problem tkwił w miejscu, które wybrała. Nie wolno było tutaj przebywać uczniom, ze względu na Wierzbę Bijącą, która teraz gięła swoje gałęzie na wietrze i zdawała się być całkiem ożywiona.
Miała zaciętą minę i zwykły dla siebie makijaż - jadowicie czerwone usta i oczy podkreślone lekko kredką. Nic więcej jej nie potrzeba. Nie lubiła przesady. Skrzywiła się nieznacznie i odgarnęła z twarzy długie, kruczoczarne włosy.
Czekała. Czekała na osobę, która wysłała jej sowę. Szkolną sowę z prośbą o spotkanie teraz w tym dziwnym miejscu. Przyszła więc trochę wcześniej z czystej ciekawości. Od jakiegoś czasu czuła i widziała, że ktoś w jakiś sposób ją obserwuje. Trochę się obawiała, ale z drugiej strony miała zamiar stanąć z tym kimś twarzą w twarz. Nie czuła się zagrożona. Wiedziała jak się bronić. Chciała wiedzieć o co chodzi.
avatar
Hera Vogel
Uczeń

Liczba postów : 17
Czystość krwi : czysta
Skąd : Hereford, Herefordshire

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Tony Rutherford on Wto 14 Sie - 12:07

To nie był Tony.
Nie wysyłał żadnych słów, nie trudził się obserwowaniem Gryfonki, wodzeniem za nią wzrokiem w niepotrzebnych momentach. Wystarczyły mu obrazy, które pojawiały się przed oczami, gdy zaciskał powieki; widok włosów, delikatnie okalających jej gładką twarz, duże oczy, wpatrzone w niego, gdy znajdowała się o milimetry obok. Jej twarz, drobne dłonie, które zacisnęły się na okularach - nie odzyskał ich. Nawet jeśli, nie mógłby wsunąć ich z powrotem na nos.
Nie widział jej od długiego - stosunkowo - czasu. Różdżkę odzyskał późną nocą, właściwie wkradając się do Skrzydła Szpitalnego, niczym intruz, nieproszony gość; w pewnym sensie za takiego się uważał. Oddychał spokojnie, mógł bezpiecznie pojawiać się na zajęciach, które dzielili, nie obawiając się, że zaraz wyłoni się zza rogu.
Jednak - nie zniknęła. Nie wystarczył brak jej widoku na zajęciach, ten rekompensowała każda noc, podczas której senne koszmary prezentowały mu to, po co nie odważył się sięgnąć. Ją. W swoich ramionach.
Była jak duch, który czaił się gdzieś za rogiem, gotowa pojawić się, gdy nie będzie się tego spodziewał.
Póki miał czas - korzystał. Stojąc pomiędzy murami zamku a schodami prowadzącymi do bramy wejściowej, palił papierosa w miejscu, w którym nikt nie mógł go dostrzec. Odznaka prefekta spoczywała gdzieś w kufrze przy biurku, przy szkolnej marynarce; ubrany w ciepłą kurtkę i szarobury szalik nie myślał o tak irracjonalnie przyziemnych rzeczach jak przypięcie jej do dzisiejszego odzienia. Gdzieś w oddali dostrzegł samotną sylwetkę spacerującą po błoniach; nie zwracał na nią uwagi dopóki nie trafiła na wzgórze z Bijącą Wierzbą. Tknięty obowiązkiem zmierzył więc w jej stronę, przystając w pewnej odległości od młodszego od siebie dziewczęcia, które niezbyt nawet kojarzył ze szkolnych korytarzy.
- Nie powinno cię tutaj być - oznajmił bezbarwnie, dłonie wciskając w kieszenie swej kurtki; brak rękawiczek skutecznie uniemożliwiał normalne funkcjonowanie w tak wielkim zimnie.
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wzgórze z Wierzbą Bijącą

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Błonia

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach