Brzeg jeziora

 :: Jezioro

Strona 3 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Audrey Sheridan on Czw 22 Kwi - 21:11

Spojrzała na niego lekceważąco.
- Jeśli starasz się być niemiły, to wiedz, że mnie to nie rusza, a ty się tylko ośmieszasz bo ci to nie wychodzi - podsumowała pierwszą część jego wypowiedzi, tą o kocie, swojego Kota głaszcząc po miękkim futerku.
'Im bardziej się starasz tym bardziej ci nie wychodzi'
Zamrugała nieprzytomnie oczami słysząc jego słowa. Nie chodziło o to, że starała się być oryginalna, czy przeszkadzało jej bycie wrzucają do jednego worka z innymi. Nie, lubiła szarą masę i nie trudno zauważyć, że nie była jak inne dziewczęta. Alex zupełnie nieświadomie dotknął w jej najczulszy punkt, choć zapewne celował w coś zupełnie innego. Rodzicę. Im bardziej starała się sprostać ich oczekiwaniom, tym wyżej stawiali poprzeczkę i tym bardziej bolał upadek z wysokości. Nigdy nie będzie na tyle dobra, żeby ich zadowolić, nieważne, jak bardzo będzie się starać.
- Skoro jestem nudna nie będę zadręczać się swoim towarzystwem - stwierdziła beznamiętnie. Po raz drugi tego dnia obróciła się na pięcie i zaczęła oddalać się w stronę zamku.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Alex Grant on Czw 22 Kwi - 21:35

Tak, zrobił to zupełnie nieświadomie. Jednak zobaczył jak ona na to zareagowała. Uśmiechnął się w duchu szerzej. Dotknęło ją to. Widać było po jej oczach które zrobiły się nagle jakieś takie dziwne. Palił więc dalej spokojnie patrząc jak próbuje zachować twarz i się oddala.
- Tchórz. - stwierdził widząc jak się oddala.
Nie mogła zostać i chociaż spróbować mu jakoś odpysknąć? Nie, oczywiście wielka panna Gryfonka-cnotka musi uciekać. I nagle ze wściekłości zrobił mu się genialnie dobry humor. Czasem sam był gorszy od kobiet w ciąży, ale cicho. Po prostu cała ta sytuacja zaczynała go coraz bardziej bawić. A dziewczyna przy tym była rozbrajająca. Najśmieszniejsze jest to że prawdopodobnie od Setha by tak szybko nie odeszła. Tylko od niego tak uciekała. Może gdyby pomyślał to by sie domyślił o co chodzi...
- Aż tak bardzo się mnie boisz że po raz drugi już uciekasz? Czy po prostu boisz się konfrontacji? - zapytał rozbawiony. Jednak nie spuszczał z niej wzroku, tak jakby chciała mu znowu krzywdę zrobić.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Audrey Sheridan on Czw 22 Kwi - 22:03

Zatrzymała się. Mimo wszystko była Gryfonką, a słowo tchórz działało na nią niczym czerwona płachta na byka. Podczas gdy jego bawiła ta cała sytuacja, ona wkładała całą swoją silną wolę, żeby nie rozpłakać się tu i teraz; dotknął ją naprawdę mocno, rozdrapując rany, których nawet nie powinno się dotykać. Mimo wszystko odwróciła się na pięcie i spojrzała na niego z nieukrywanym wyrzutem.
- Nie unikam konfrontacji, powiedziałeś, że jestem nudna, więc nie chcę cię zadręczać swoim towarzystwem. Poza tym, nie jestem masochistką i nie przebywam wśród osób, które mnie obrażają, co ty usilnie starasz się uczynić - powiedziała zupełnie bezbarwnie patrząc wprost na niego - Wiesz, kiedy przeprosiłeś powoli zaczynałam sądzić, że może gdzieś głęboko w środku masz jakieś ludzkie uczucia, ale chyba się pomyliłam - dodała równie spokojnie, przyciskając kota do piersi.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Alex Grant on Czw 22 Kwi - 22:12

Zaśmiał się.
- Naprawde? Nie wyglądałaś jakbyś tak myślała. Wręcz przeciwnie, zachowywałaś się jakbym ci zrobił wielką krzywdę że cie przeprosiłem. - powiedział obojętnie patrząc na jej twarz. Ten wyrzut... Nie podobało mu sie to wszystko, a mimo to brnął dalej. Teraz już nie było odwrotu. Wtedy jeszcze mógł zawrócić, po prostu ją zignorować i pójśc sobie po tych przeprosinach. Ale nie. Oni musieli dalej kontynuować tą chorą rozmowę, o ile to w ogóle rozmową można nazwać.
- Nie. Tu się mylisz. Gdybym chciał cie obrazić bardziej bym się postarał. - powiedział zakładając ręce na piersi. Nie spuszczając z niej wzroku poprawił się na ławce. Westchnął cicho i pokręcił głową. - Nie rozumiesz... Zresztą jak zawsze.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Audrey Sheridan on Czw 22 Kwi - 22:20

Jej wcale nie było do śmiechu.
- Bo zazwyczaj najpierw coś robię, a potem dopiero myślę - odpowiedziała zupełnie szczerze, choć nie miała pojęcia skąd to się bierze - Jeśli to były szczere przeprosiny, to naprawdę je doceniam, ale patrząc jak teraz mnie traktujesz i jak się zachowujesz... mam dość mocne powody, aby sądzić, że szczere nie były.
Również Audrey nie podobała się ta sytuacja, ale wciąż tu stała, bo chciała się przekonać, że chłopak, który śni jej się po nocach i na którego widok jej ciało wariuje, wcale nie różni się od innych Ślizgonów, których główną rozrywką jest dręczenie Gryfonów. Może kiedy się okaże, że Grant tak naprawdę nie jest wyjątkowy, szybko jej przejdzie.
- To mi wytłumacz.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Alex Grant on Czw 22 Kwi - 22:34

Prychnął cicho.
- Naucz się więc, dziecino, myśleć. To bardzo pomaga w życiu, a tobie najwyraźniej tego brakuje. - powiedział patrząc na nia cały czas kpiącym wzrokiem.
- Były szczere. Czego chcesz? Mam paść ci do stóp błagając żebyś mi uwierzyła? Dwa razy dzisiaj cie przeprosiłem, z tego co widze o dwa za dużo. Nie warto było skoro zachowujesz się jak obrażone dziecko które nie widzi dalej niż koniec swojego nosa. - powiedział przenosząc wzrok na błonia. Przejechał po nich leniwie wzrokiem. Dopiero po dłuższym czasie wrócił do niej wzrokiem. Mogła sobie wmawiać, jednak on był wyjątkowy. Na pokręcony sposób ale był. Jako jeden z niewielu ślizgonów potrafił przyznać się do porażki. Oczywiście nie zawsze i nie przy wszystkich, ale to i tak był duży postep. Poza tym dręczenie Gryfonów go nie bawiło. Moze już bardziej szlam, ale też nie czerpał z tego wielkiej satysfakcji. Tylko takie... delikatne zadowolenie.
- Coś za coś. Wytłumaczysz mi czemu się tak zachowujesz w stosunku do mnie a ja ci wytłumaczę o co mi chodzi. - powiedział spokojnie pewny że dziewczyna mu nic nie powie. Albo skłamie.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Audrey Sheridan on Czw 22 Kwi - 23:29

Złamał ją już dawno, a jeśli do tej pory nie zauważył, że kobie leżącego, to był ślepy.
- Jeszcze jakieś kpiny? Wyrzuć z siebie wszystko za jednym razem, potem będziemy mogli normalnie porozmawiać. Bo tego chyba chciałeś - odpowiedziała, dzielnie znosząc jego spojrzenie i wciąż niebywale udanie powstrzymując płacz. Drżała i to jedyne, co zdradzało, że coś jest z dziewczęciem nie tak.
- Wierzę ci - zapewniła - Masz rację, najwyraźniej o dwa za dużo. Chyba nie zasługuję na te przeprosiny. Ale ty też nie zachowujesz się, jak po przeprosinach przystało. Zachowałam się zbyt impulsywnie i jest mi z tego powodu głupio, ale nie musisz robić tego samego.
Nie którzy twierdzili, że Audrey była szlamą. Jej matka pochodzi z niemagicznej rodziny, choć ukończyła Hogwart. Ale to i tak czyni ją dziewczyną gorszej kategorii, mimo, że ojciec był człowiekiem szanowanym i poważanym w magicznym społeczeństwie.
- Zgoda - powiedziała spokojnie, dosyć niepewnie siadając na ławeczce obok niego - Ale ty zaczynasz - ona jest Gryfonką i to honorową, on Ślizgonem, a jak wiadomo oni zawsze szukają sposobu by się od czegoś wykręcić
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Alex Grant on Czw 22 Kwi - 23:53

Widząc jak trzęsie się lekko nie wiedział co zrobić. Nienawidził jak kobiety przy nim płakały. Jeszcze do tego z jego powodu. No dobra, czasem to lubił. Jednak nie teraz. teraz po prostu czuł się nieswojo. Powinien ją pogłaskać po główce? Pocieszyć? Pójść sobie? Nie wiedział. Cholera! Obiecał sobie że nigdy więcej nie doprowadzi do takiej sytuacji. A nawet jeżeli już doprowadzi to będzie zwiewał ile sił w nogach. Teraz jakby go zamurowało i przypieło do podłoża.
- Porozmawiać chciałem już wtedy w kuchni. Tylko jesteś tak przejęta stereotypami że nie da się z tobą normalnie pogadać. A przynajmniej nie póki jestem u zielonych. - powiedział złośliwie, jednak prawdziwie. Gdyby miał inne kolory na szacie pewnie by z nim gadała, a tak starała się chyba zrobic wszystko zeby ją znienawidził.
Popatrzył na nią kiedy siada. Wyglądała jakby miała się zaraz rozpaść. Wywrócił oczami teatralnie i zsunął się na miejsce obok dziewczyny.
- A jak mam się zachowywać? Ja cie przepraszam ty mnie lejesz. To co? Mam to przyjąć z uśmiechem i powiedzieć "Oh, Audrey, masz racje, należało mi się"? - zapytał parodiując słodki głos. Jednak mine miał nadal poważną a z oczu ciskały mu błyskawice. Mimo wszystko panował nad sobą. Aż sam się zdziwił że tak potrafi.
Dla niego szlama to dziecko pochodzace z niemagicznej rodziny. Jeżeli Gryfonka miała ojca magicznego to już nie była szlamą. Była czymś lepszym niż szlama, jednak cały czas była gorsza od czystokrwistych. Pewnych rzeczy po prostu nie da się wyplenić. Zresztą on nawet tego nie chciał, bo i po co?
- Ani razu nie zauważyłaś niczego? Ani tego że byłem... ekhm... miły? Ani tego że mimo kpin nie traktuje cie jak śmiecia? - zapytał zdziwiony. Musiał jeszcze się jej tłumaczyć z tego? Jakoś nie za bardzo mu się to uśmiechało. Oby tylko nie zapytała dlaczego ją inaczej traktuje bo wtedy to by poległ.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Audrey Sheridan on Pią 23 Kwi - 15:00

Nie będzie płakać i wcale nie wyglądała, jakby miała zamiar! Drżała, ale postronny obserwator stwierdziłby, że z zimna: w końcu jej drobną sylwetkę omiatał chłodny, wiosenny wiatr, a żadnym gestem nie zdradziła, że trzęsie się z innego powodu. Nie pokazywała innym swoich słabości.
- Nie da się ze mną normalnie pogadać, póki ze mnie kpisz. Mam zupełnie odmienne poczucie humoru i wcale mnie to nie śmieszy - sprostowała chłodno. I również prawdziwie. Nie lubiła ani stereotypów, ani grup i nigdy się nimi nie kierowała oceniając kogoś. Z Alexem nie miała ochoty rozmawiać nie dlatego, że jest Ślizgonem, tylko z powodu jego niezbyt pochlebnej opinii i nieprzyjemnego zachowania w stosunku do jej osoby. Bo jak można przyjaźnie konwersować, gdy ktoś wyśmiewa cię na każdym kroku? Nie starała się zrobić wszystkiego, żeby ją znienawidził; chciała znienawidzić jego, bo nawet mimo swojej miłości do stworzeń wszelakich, motylki należało zabić. Przecież nie może wzdychać po kątach i śnić po nocach o kimś takim jak Alex.
- Nie. Zachowałam się zbyt impulsywnie i już za to przeprosiłam. Natomiast jeśli ty nadal będziesz mi to wypominał, to do niczego nie dojdziemy - odparła chłodna, nie wzruszona jego parodiowaniem - Po co mnie przepraszałeś, skoro nadal zamierzasz się ze mnie nabijać? To mija się z celem.
To nie zmienia faktu, że niektórym uczniom Hogwartu to przeszkadzało; nawet jeśli on nie uważał jej za szlamę, to z całą pewnością w szkole znajdzie się kilka osób, które będą.
- Dlaczego? - tak to już z Audrey jest, że zawsze zadaje te pytania, których nikt nie chce usłyszeć. Spojrzała wyczekująco na Alexa, jak na razie wciąż nie mając pojęcia o co mu chodzi. Po co traktował ją inaczej, skoro i tak zamierzał poniżać? To przecież nie miało żadnego sensu.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Alex Grant on Pią 23 Kwi - 16:00

Dobrze, więc załóżmy że to wiatr. Tak czy inaczej Leks nie wiedział co zrobić. Zdjąć bluzę i ją przykryć? Nie, to nie w jego stylu. Jeszcze nigdy nie oddał dziewczynie swojej bluzy. Według niego nie było takiej której by się należała. Nie miał po prostu zwyczaju oddawać bluzy każdej dziewczynie która była przy nim i jeszcze się trzęsła z zimna. Trzeba było się ubrać cieplej i już.
- No przestałem kpić. Coś jeszcze mam zrobić żebyś sie zachowywała normalnie? Chyba ze to zachowanie jest dla ciebie normalne to chyba nie ma sensu prawda? - powiedział patrząc na nią. Kolejna osoba która opierała się na tym co o nim mówią w szkole. To że nie miał zbyt pochlebnej opinii to jeszcze nic nie znaczyło. Sam jakoś nigdy nie prostował plotek które chodzą o nim. Nie widział w tym najmniejszego sensu, chociaż część z nich to było po prostu kłamstwo. Niedawno już w ogóle przestał zwracać na to wszystko uwagę i każda informacja o nim która dochodziła do chłopaka była po prostu olewana. Pewnych rzeczy się nie zatrzyma, a Leks był typem osoby która sie nie zabiera do rzeczy niemożliwych.
- Będę ci to wypominał póki będzie mi to przeszkadzało i tyle. - odchylił się na ławce opierając się wygodnie o oparcie. Przymknął na chwile oczy przez chwile zastanawiając się co on tu do cholery robi. Po pierwszym plaskaczu już powinien stąd odejść. W tym momencie stwierdził że jest po prostu głupi. Bo jaki zdrowo myślący człowiek dalej brnie w to bagno? Już teraz może być tylko gorzej, przynajmniej w jego mniemaniu.
Skrzywił się słysząc jej kolejne pytanie. Czemu ona jest taka ciekawska? Nie mogła zwyczajnie przyjąć do wiadomości że tak po prostu jest i nie wnikać dalej w to co chłopak myśli? Beznadziejna sprawa... Najgorsze jest to że nie umiał odpowiedzieć dziewczynie, przynajmniej nie tak żeby znowu nie wyszło że się z niej nabija. Tylko od kiedy dla niego to ma jakieś znaczenie? Jednak tak jak już wspominałem dziewczyna wzbudzała w nim uczucia że chce ją poznać. Tylko ze względu na jej tajemniczość. Serio powinien już stamtąd uciekać, jak najszybciej się dało.
- Dlaczego? Sam nie wiem, pewnie dlatego że nikt nie potrafi cie rozgryźć, a przynajmniej nie ja. - powiedział już trochę bardziej uspokojony. Jednak sięgnął po papierosa i kolejnego zaczął palić. Jego płuca pewnie już są czarne... W tym momencie jednak nie myślał o swoich zniszczonych organach, powoli w głowie kiełkował mu się pomysł. Dlatego własnie chwile palił w milczeniu, zamyślony.
- Traktujesz mnie jak coś gorszego od siebie mimo że powinno być odwrotnie... Wiesz co, wybierz jakąś grę. Udowodnię ci że wcale tak nie jest, no chyba że się boisz to zrozumiem. - nie do końca tak to miało wyglądać, jednak nie umiał tego inaczej sformułować. Jednak przekaz był wyraźny: wybierasz gre, gramy, jeżeli wygrasz no to gratulacje, poddaje się.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Audrey Sheridan on Pią 23 Kwi - 20:01

Ależ ona nie chciała od niego niczego! A już zwłaszcza jego bluzy, która pachniała nim, a co za tym idzie... nie, nawet nie chciała myśleć, co mogło stać się z jej ciałem w takiej sytuacji. Naprawdę nie chodziło jej o nic i właśnie to nic powinien zrobić.
- Po pierwsze, nie znasz mnie. Po drugie, nie znasz mnie. A ja nie znam ciebie. Jak mam zachowywać się w stosunku do ciebie normalnie, jak to określiłeś, skoro jedyne co dostaje to stos kpin. Mogę cię poznać, nawet chętnie. Ale pytanie nie brzmi, czy ja chcę, tylko czy ty chcesz - oznajmiła spokojnie patrząc prosto na niego.
Ciężko nie słuchać plotek, zwłaszcza jeśli przebywa się w takiej szkole jak Hogwart - zgraja nastolatków, których rozsadzają hormony, zamknięta w grubych murach zamku i odcięta i cywilizacji - to nie wróży niczego dobrego. I chyba nie trudno się domyślić, dlaczego wśród braci uczniowskiej plotki stanowiły chleb powszedni.
- To mija się z celem - powtórzyła.
Czy powinien uciekać, czy nie - nie mnie to osądzać. Myślę jednak, że nie ma co się nad tym niepotrzebnie rozwodzić, gdyż zdecydował się zostać i brnąć dalej w to bagno. Powinien raczej zastanawiać się jak z niego wyjść. Teoretycznie rzecz biorąc, ze strony Audrey nie stanowiło to niczego trudnego: naprawdę nie była nastawiona przeciwko niemu, po prostu nie podobało jej się jego zachowanie. I paradoksalnie rzecz biorąc, wystarczyło je, nawet nie tyle co zmienić, a odrobinę zmodyfikować. Nie zapominajmy również o tym, że wciąż bolały ją słowa, które do niej skierował. Choć nie dała tego po sobie poznać, wewnątrz przeżywała naprawdę ogromne rozterki.
- Nigdy tego nie powiedziałam - odparła z lekkim oburzeniem, patrząc na niego. Nie uważała się za jednostkę wybitnie oryginalną, a wręcz przeciwnie: zdawało jej się, że zlewa się z całą szarą masą ludzi bezbarwnych. A z tego tłumu słychać jedynie jej głos, który do tej pory jeszcze nie został użyty należycie - Wcale tak nie uważam - zarzekła się, po czym westchnęła ciężko. Gryfonom nie rzuca się wyzwań, bo wiadomo, że honor nie pozwoli im ich odrzucić - Poker - rzuciła jeszcze - A co jeśli wygram? I co jeśli przegram?
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Alex Grant on Pią 23 Kwi - 21:54

Robił nic. Podałby jej tą bluzę z czystej złośliwości ale mu było trochę chłodno. Nie miał zamiaru sie narażać na przeziębienie tylko po to żeby zrobić jej na złość. To by było już dziecinne, a on starał się unikać dziecinnego zachowania. Przynajmniej w pewnym stopniu.
- Nie, nie znamy się. A gdybym, jak to ujęłaś "nie chciał cie poznać" to bym tu z tobą nie siedział, prawda? - zapytał patrząc na nią jakby mówił do dziecka. Zaraz jednak odwrócił od niej wzrok. Wolał patrzeć na jezioro, przynajmniej się tak nie wściekał. Nie widział czemu, ale widok dziewczyny wzbudzał w nim zlość. Takie dziwne skrajne uczucia do których w sumie nie był przyzwyczajony. Zwykle nic nie odczuwał, no może zalążki. Ale nigdy tak gwałtownie i często tylu emocji na raz. Trochę go to przerażało.
Zmieniał zachowanie przy dziewczynie, chociaż coraz bardziej sie utwierdzał w fakcie ze tak jak było tak było najlepiej. Nie chciał czuć nic poza to co czuł do tej pory. A dziewczyna zawsze się przy nim tak zachowywała że emocje grały górę, chociaz niby jako ślizgon nie powinien ich mieć. Jak już jednak ustaliliśmy wcześniej Leks był wyjątkowy. Wyjątkowo pokręcony z dziwnym zachowaniem i słabościami.
- Może nie powiedziałaś, ale z tą swoją dumą tak się zachowujesz. - powiedział wywracając oczami. Akurat teraz nie miał ochoty się kłócić o to czy tak mówiła czy nie. On odczuwał to tak jak powiedział i miał zamiar poinformować o tym dziewczynę. Zrobił tak jak powiedział nie przejmując się generalnie odpowiedzią dziewczyny. Spodziewał się ze własnie taka będzie. No bo jak on mógł posądzić Gryfonkę o traktowanie kogoś z góry? Przecież to było wręcz karalne.
- poker? - jęknął boleśnie. - No ale dobra, jak ja wygram mam u ciebie pięć życzeń, jak ty wygrasz ty masz u mnie pięć życzeń. Pasuje ci to? - wiedział że jak się odwoła do jej dumy to na pewno weźmie to wyzwanie. W końcu była od czerwonych, a ostatnio cały czas się zachowywała jak typowa Gryfonka.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Audrey Sheridan on Pią 23 Kwi - 22:27

- Nie, Alexandrze - pierwszy raz zwróciła się do niego po imieniu i naprawdę nie miała pojęcia, dlaczego - Nie zapytałam, czy chcesz poznać mnie. Zapytałam, czy chcesz, żebym poznała ciebie - A to bardzo duża różnica.
Wściekał ją jego protekcjonalny ton, jednak jak na razie panowała nad sobą prawie doskonale. Udało jej się nabrać pozornego dystansu i podchodziła do jego słów o wiele mniej emocjonalnie, niż czyniła to przed chwilą. Z resztą, i tak nic gorszego się nie zdarzy bo bardziej nie może jej skrzywdzić, niż nawet nieświadomie wytykając problemy z rodzicami. Skrajne uczucia poszły w odstawkę, ustępując miejsca wyważonej obojętności.
- Moja duma stanowi dziewięćdziesiąt procent mnie. Jeśli ci to przeszkadza, możesz od razu wstać i sobie pójść, bo ja nie zamierzam się zmieniać - odfuknęła, odgarniając rudą grzywkę z czoła, która ostatnio trochę zbyt bardzo urosła i teraz skrywała jej ładne brązowe oczy, równocześnie ograniczając jej widoczność.
- W porządku - skinęła głową.
A z tego całego zamieszania, faktu, że tak dotkliwie ją dotknął z czym w głębi użerała się nadal zupełnie zapomniała zapytać o ewentualne granice tych wyzwań. Nawet nie przeszło jej to przez myśl, gdyż była prawie pewna wygranej - uwielbiała pokera, grała w to od dzieciństwa i wręcz doskonale oszukiwała. Nie wiedziała jeszcze, jakie cztery zadania mu zaserwuje, piąte jednak z całą pewnością będzie brzmiało: odczep się ode mnie na zawsze.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Alex Grant on Pią 23 Kwi - 22:58

Skinął powoli głową, pozornie nie zwracając uwagi na to jak do niego powiedziała dziewczyna. Pierwszy raz powiedziała jego imię, co było troche dziwne.
- Może być. Byle byś nie chciała mnie poznać za bardzo. Nie lubie tego, ale trochę czemu nie. Może się przekonasz że plotki mijają się z prawdą. - powiedział nawiązując znowu do tego ze dziewczyna opierała się na tym co mówią. Wkurzało go takie zachowanie. Zaraz jednak powiedział sobie stop. Byle by się nie denerwować. Przy tej dziewczynie chyba stanie się mistrzem opanowania. Odnosił wrażenie że jego cierpliwość będzie już tak wyszlifowana że nic go nie ruszy. Poza tym nie wiedział nic o przeszłości dziewczyny i niechcący naruszył jej najwrażliwszy punkt. Gdyby wiedział pewnie zrobiłby to bardziej perfidnie. Chociaż kto wie. Ostatnio Leks się zupełnie inaczej zachowywał niż normalnie.
Machnął różdżką przywołując karty które po chwili znajdowały się w jego rękach. Podał jej talię.
- Jak chcesz to sprawdź czy nie są znaczone. - powiedział spokojnie. W końcu był ślizgonem, mógł zrobić coś takiego. To że tego nie zrobił to drobny szczegół, ale kto wie... - Gramy tutaj czy przenosimy się? - zapytał rozglądając się po błoniach. W sumie nawet nie wiało, tylko lekko chłodno było. Jednak mu to nie przeszkadzało.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Candice Cartwright on Czw 27 Maj - 22:53

W związku z tym, że egzaminy zbliżają się coraz większymi krokami Candice potrzebowała trochę ciszy, by pouczyć się w spokoju. Niestety w pokoju wspólnym jak to zwykle bywa podczas rozgrywek quidditcha nie było mowy o żadnej ciszy i dlatego też, krukonka musiała wybyć gdzieś poza cztery ściany wieży niebieskich. W zamku nie mogła zupełnie się odnaleźć, przeszkadzał jej najmniejszy szmer, cały czas ktoś przechodził wytrącając ją z zaawansowanego skupienia. Wyszła więc na zewnątrz, na błonia i skierowała się w najcichsze miejsce o tej porze - jezioro. Zadowolona trzymając kurczowo swoje książki znalazła najdogodniejsze miejsce i usiadła na jednym z otoczaków. Otworzyła jeden z tych olbrzymich podręczników i trzymając różdżkę w jednej z rąk z której właśnie wydzielało się światło, po prostu zaczęła się edukować.
avatar
Candice Cartwright
Uczeń

Liczba postów : 23
Skąd : Bolton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Go?? on Czw 27 Maj - 23:04

Oliver Beinhause, osoba pozornie ograniczona swoimi własnymi ułomnościami, zanudzająca otoczenie gadaniem o ziole i jego odmianach, znajdował się w tym momencie w stanie odpowiadającym mimowolnej pasji. Był mimo wszystko uczniem oczytanym w pewnych kwestiach, ale bardzo lubił to pomijać w kontaktach międzyludzkich, bo kto w końcu komu chciałoby się rozwijać filozoficzne rozkminy, gdy słońce tak ładnie świeciło, ptaszki świergoliły od rana do wieczora, nie pozwalając zapomnieć o nadchodzącym końcu roku szkolnego?
Ale nie o tym. W tym momencie, o tej godzinie, Ślizgon kierował się do Zakazanego Lasu. Nie po to, żeby złamać regulamin i poczuć się złym, pokręcić się między drzewami i dać zabić pierwszemu lepszemu cudacznemu zwierzakowi z oczami wystającymi z dupy. Chłopak nie miał co palić, po piciu miało się kaca i zostały mu… Naturalne środki zmulenia umysłu, a kilka dni temu rozmyślając o swojej przyszłości wpadły mu do głowy magiczne grzybki – definitywny koniec używania szarych komórek na kilka następnych dni.
Zauważył światełko przy jeziorze i nawet na moment skierował się w tamtą stronę, rozpoznając Klona, czyli nową znajomą Cartera. Przynajmniej miał nadzieję, że to była ona. Będąc jednak o wiele bliżej zorientował się w niebieskiej lamówce i wykonał zgrabny łuk, dalej idąc w stronę lasu. To była Wonderwoman. Może i próbowała uratować mu życie, ale to nie znaczy, że od razu ma do niej zagadywać.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Candice Cartwright on Czw 27 Maj - 23:21

Ona pochłonięta całkowicie edukacją nie spostrzegła gdy ktoś zbliżał się w jej kierunku. Dopiero gdy chciała otworzyć kolejną książkę zauważyła ciemną postać zbliżającą się do zakazanego lasu. Była pewna, że właśnie postać kieruje się w tamto miejsce. Bo gdzież by indziej? Ale przecież nauczyciele jasno powiedzieli, że uczniom zabrania się wchodzenia do tego straszliwego lasu, gdzie czekały przerażające stwory które tylko czyhały by wypić twoją ciepłą krew. Candice, aż wzdrygnęła się na tą myśl. Nie chciała mieć nikogo na sumieniu. Musiała zareagować. Odłożyła na bok książki uznając, że jest to dosyć bezpieczne miejsce do pozostawienia ich samych sobie. -Czekaj !- Krzyknęła w stronę postaci i zaczęła biec w jej kierunku. Kiedy zmniejszała się odległość między nimi, Candice spostrzegła, że tą ową postacią jest wysoki chłopak raczej o ciemnych włosach. -Nie możesz tam wejsć!-Powiedziała stanowczym głosem łapiąc go za nadgarstek po to, by odwrócić go w swoją stronę. -Uczniowie nie mogą wchodzić do zakazanego lasu. Nie bez powodu nazywany jest 'zakazanym'.- Dodała po chwili dobitnym tonem mierząc rozmówcę wzrokiem. Ślizgon...W dodatku ten ślizgon..Czemu ona miała takiego farta? Kiedy tylko zobaczyła z kim ma do czynienia jak oparzona puściła jego nadgarstek odsuwając się na bezpieczną odległość. -To ty..- Mruknęła pod nosem niezbyt zadowolonym tonem. Oczywiście wymsknęły jej się te słowa, bo wcale nie miała zamiaru ich wypowiadać. Swoją drogą powiedziała to bardziej do siebie niż do chłopaka, by tylko uświadomić swój mózg, że obecnie przed nią stoi nie kto inny jak Oliver Beinhause, jeden z najbardziej irytujących ją ludzi w szkole.
avatar
Candice Cartwright
Uczeń

Liczba postów : 23
Skąd : Bolton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Go?? on Czw 27 Maj - 23:43

Fajnie. Przez tyle lat dorobił się tak mrocznej aury, że nawet obce dziewczyny nie mogą znieść jego dotyku. Tylko teraz czy to do końca satysfakcjonujące, że nikt nie narusza jego przestrzeni osobistej, czy też powinien załamać ręce i płakać, że jest jak Ruda z X-Menów (o czym dowiedział się mimowolnie przez to zboczenie Cartera do czytania mugolskich komiksów) i nigdy nie będzie mógł zachowywać się jak normalna osoba, bo wysysa z innych moc. No cóż. Kwestia sporna.
- To ja – uniósł lekko brwi, robiąc minę tak dobitnie oczywistą, jakby był gotów zaraz przemienić się w Świętego Mikołaja, gwoli oryginalności, bez worka prezentów na plecach. – I zobacz, jestem na tyyyyyle duży, że chyba dam sobie radę, dobra? – Uśmiechnął się pobłażliwie. W końcu był dużym i złym Ślizgonem, złego diabli nie biorą i w ogóle, dlatego zwykle nie myślał wiele, jak już zdarzało mu się wymyślić jakieś dziwne rzeczy. Ot, takie sobie podejście dziecka, którego raczej nie spotykają złe rzeczy, o napadach krwiożerczych wypierdków czarodziejskiej fauny nie wspominając.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Candice Cartwright on Pią 28 Maj - 0:05

Nie lubiłam Rudej. Była jakaś taka dziwna. I w pierwszej części praktycznie zabiłaby swojego fajnego chłopaka. Poza tym to dziwne. Nie móc się nawet całować, bo wysysasz z kogoś nieświadomie energię. Jak taki chodzący dementor, różnica jest tylko taka, że w twoich żyłach płynie normalna krew, no i wyglądasz trochę lepiej. Chociaż..
Ściągnęła usta podnosząc podbródek do góry co by mogła spojrzeć na ślizgona. -Nie obchodzi mnie czy sobie poradzisz czy nie. -Oznajmiła mu krzyżując ręce na piersiach, wciąż zadzierając głowę do góry. -Tam N-I-E M-O-Ż-N-A wchodzić.- Powiedziała cały czas tym swoim dobitnym tonem. -W ogóle po co tam idziesz?- Zapytała ściągając lekko brwi. W końcu jakby się tak zastanowić...to chyba zakazany las nie był najlepszą rozrywką. Chyba, że ktoś byłby takim skończonym idiotą jak Oliverek. Oczywiście można byłoby pobawić się w podpalanie lasku, no ale...Bezczelnie uniosła różdżkę by oświetlić twarz Beinhausa.
avatar
Candice Cartwright
Uczeń

Liczba postów : 23
Skąd : Bolton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Go?? on Pią 28 Maj - 0:13

Wysłuchał spokojnie, co miała mu do powiedzenia, robiąc mądrą minę i kiwając przy tym głową.
- Aha, nie można, dobra, zrozumiałem za pierwszym razem – odparł spokojnie, dając do zrozumienia, że naprawdę rozumie i jej usilne starania wbicia mu do głowy kilku marnych słów wcale po nim nie spłynęły. Gdy poświeciła na niego skrzywił się jednak. – Weź, nie po oczach – stwierdził, po czym bezceremonialnie wyrwał jej różdżkę i odwrócił się na pięcie. – Szukać Krainy Czarów idę. Na razie – rzucił przez ramie, mimowolnie się uśmiechając. Różdżki nie oddał, tylko ją zgasił i schował do kieszeni. Anuż się dziewczątko pokaleczy o ostre końce boków, czy coś takiego. Jak na wielkiego i złego Ślizgona przystało, powinien jej na to pozwolić, a wiedział, że zaraz do niego doskoczy i będzie się szarpać. No słooodkoo.
Z drugiej strony marnowanie czasu nie było za dobrym pomysłem. Co, jak przestaną świecić?

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Candice Cartwright on Pią 28 Maj - 0:44

Spojrzała się na niego z nieukrytym zdziwieniem kiedy powiedział, że zrozumiał za pierwszym razem. Jakoś to nie pasowało jej za bardzo do postaci Beinhausa, miała go raczej za kolesia, któremu trzeba powtarzać po parę razy, zanim coś do niego dotrze. Ale w końcu kiedy otrząsnęła się z tego szoku, zrozumiała sarkazm chłopaka. Wywróciła teatralnie oczami. Zanim zdążyła otworzyć usta by cokolwiek powiedzieć, chłopak wyrwał jej różdżkę z ręki. Wtedy jej mina wyglądała mniej więcej tak - :O. -Beinhause! Różdżka!- Powiedziała, cóż prawie krzyknęła stanowczym i wkurzonym tonem. W końcu jutro z samego rana miała lekcję zaklęć, a poza tym w ogóle było to nie do pomyślenia by nie mieć różdżki. Dlatego Candice tak się wkurzyła. Z początku próbowała mu wyrwać z ręki swoją własność, no ale szczerze mówiąc nie miała szans. Zaczęła za nim iść, oczywiście pałętając się po jakiś dzikich krzaczorach, które z pewnością pozostawią ślad na skórze Cartwrightowej. -Nie mam zamiaru bawić się w kotka i myszkę!- Krzyknęła ponownie zaciskając mocno palce w pięści, co zazwyczaj robiła gdy się wkurzyła. Dobra, próbowała się trochę uspokoić bo była bliska tego, by z jej ust zaczęła lecieć piana. xd -Oddaj mi ją, bo inaczej wepchnę Cię do takiej nory z której nigdy nie wyjdziesz!- Skomentowała, załóżmy, że bardziej opanowanym tonem nadal podążając w ślad za nim. Obecnie nie zwróciła uwagi gdzie się znajduje, tylko ślepo podążała za Oliverkiem by odzyskać swoją własność.
avatar
Candice Cartwright
Uczeń

Liczba postów : 23
Skąd : Bolton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Go?? on Pią 28 Maj - 1:03

A Oliverek widocznie wrócił do starego stylu bycia, bo jej krzyki go obeszły, na całość miał ładnie mówiąc wyjebane i z lekkim uśmiechem, niewzruszenie podążał w stronę lasu. No nic, odda jej różdżkę jakoś na skraju, a potem sobie ładnie pójdzie, wróci za kilka godzin i przez najbliższy tydzień będzie szczęśliwy.
- Wonderwoman! Siad! – przedrzeźnił ją z wrednym uśmiechem. Tak po prawdzie nie miał pojęcia, jak dziewczyna ma na imię, a do nazwisk już totalnie nie był przyzwyczajony. Dziwne, że ona go znała, a on jej nie, ale powiedzmy, że w swej ujmującej próżności zaczynał się do tego przyzwyczajać. – Nie musimy się w to bawić. Możesz mi teraz na przykład poaportować – podsunął znakomity w swoim mniemaniu pomysł, przejeżdżając dłonią po schowanej w kieszeni różdżce. Nie zakrył jej całej, bo wiadomo, kieszenie do kolan to raczej nie właściwości mugolskich spodni, ale i tak było nieźle.
Natomiast wepchnięcia do nory postanowił nie skomentować. No jasne, bał się jak cholera, bezsprzecznie i w ogóle, powinien teraz oddać jej różdżkę i pognać z podkulonym ogonem do dormitorium, żeby wypłakać się w ramię Setha Cartera, bo Krukonka mu pogroziła, że go gdzieś zamknie. I pewnie jeszcze zakopie. Ha, a on nie miał najmniejszego zamiaru. Już raz udupił się i do takiej nory wpadł, czy tam raczej spadł ze schodów i więcej nie miał zamiaru. No, tu przynajmniej nie było schodów.
W końcu jednak doszedł do wniosku, że nawet takie urocze przekomarzanie się z Krukonką nie jest zbytnio opłacalne na dłuższą metę, więc wyjął jej różdżkę i rzucił gdzieś w dal.
- Aport - wyszczerzył się, po czym ruszył w stronę lasu, zostawiając ją nad jeziorem samą.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Skye Miller on Sro 2 Cze - 19:26

Skye stwierdziła, że po pierwsze - jest słońce, Bogu dzięki! Po drugie - nic więcej się na SUMy nie nauczy, ewentualnie jej się namiesza. Po trzecie - Musi sobie trochę pobiegać i porobić dziwne rzeczy. Z tego tytułu przybiegła na brzeg jeziora, po czym przysiadła na trawie.
- Łał.- powiedziała ot, tak sobie, żeby skomentować ogólny urok jeziora, trawy i innych takich tam powiewających w te i we wte rzeczy. Skye miała mnóstwo niespożytej energii, toteż postanowiła, że postoi sobie na głowie. Ot, tak. Z tego powodu... no, stanęła na głowie, stwierdziwszy, że świat bardzo fajnie wygląda do góry nogami. Tylko dziwnie jakoś.
Postała sobie na głowie, a potem poszła gdzieś tam. Bo w końcu Amelia ma ślub już niedługo i wypadałoby się jakoś ubrać porządnie. No.
avatar
Skye Miller
Uczeń

Liczba postów : 114
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Lucas Sprouse on Nie 26 Wrz - 20:19

Był zły. Czuł jak serce mu łomoce z taką szybkością, że niedługo będzie musiał coś rozwalić. Czuł, że jego krew pulsuje w żyłach tak mocno, jakby chciała wydostać się na zewnątrz. Czuł, że oczy rzucają dookoła pioruny po tym, jak młodsi uczniowie schodzą mu z drogi. A było już dość późno. Tyle że.. tak właściwie: która to godzina była? 20? 21? Jemu to było obojętne. Był zły.
Nędzny lis, który udaje jedynie tęgiego i twardego, a gdy przychodzi co do czego odpuszcza. Robi z siebie ducha winną ofiarę. Zmęczonego, niewinnego, bezbronnego.
Zaklął siarczyście pod nosem, nie przejmując się głosami z obrazów jakie mijał. Był zły. I z takich humorem szedł w stronę błoni, ani myśląc się zatrzymywać. Nie wiedział tak do końca czy był zły na Iana czy Lorelle. a może na siebie? Tak, trochę na siebie też. Że dał się tak łatwo podpuścić. Ale to, że puchonka od razu zajęła się biednym kujonkiem, to inna sprawa.
Wiedział, że gdy się spotka z dziewczyną może dojść do ostrej wymiany zdań ze względu właśnie na prowokację Iana. Której dziewczyna nie zauważyła, nie widziała.
Lucas zatrzymał się nad brzegiem jeziora, podnosząc butelkę i wypijając kilkoma łykami pozostałości piwa. Potrzebował jakiegoś orzeźwienia umysłu, czegoś co by ochłodziło jego ciało. By przestał myśleć o tym, aby przetrzepać kuper Ianowi. Za jego bezczelne uśmiechy, prześmiewcze słowa. Za to, że zrobił z niego przed Lorelle osobę, który nie potrafi powstrzymać się przed przyłożeniem komuś w pysk.
Miał ogromną ochotę wziąć zamach i wrzucić butelkę do jeziora. Był zły. Ale wiedział, że gdyby coś znalazło się w jeziorze, stworzenia żyjące we wnętrzu wody w jakiś sposób mogą się zemścić na niewinnych i bezbronnych uczniach. Dlatego ograniczył się do ściskania szyjki butelki.
Był wściekły. A jednak emocje stopniowo opadały, obniżały jego gorącą krew. Chłód nocy, lekko mroźny wiatr bez problemu przewiewał jego cienki t-shirt i dostawał się do palącej skóry. O przeziębienie się nie bał. Chciał trochę przymarznąć, by ochłonąć. Wiedział doskonale dlaczego Gwen nie ruszyła za nim i dziękował jej za to. Nie chciałby powiedzieć jej czegoś niemiłego bądź odepchnąć od siebie, wygarnąć wyimaginowane problemy które mu sprawiła.
Był zły. Ale nie był już wściekły. Był sam i dziękował za tę chwilową samotność. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wróci na strych. Obojętnie czy będzie tam Ian. Obojętnie czy zauważy Lorelle czy też Zoe. Miał tam być dla Claytona, gdyż to on go tam zaprosił. I to powinno kierować jego działaniem, prawda? Dlatego zdecydował, że wróci na górę gdy wszystkie emocje dostatecznie opadną, a on wyziębi organizm na tyle by nie straszyć reszty gości.
Poczuł na karku nieprzyjemny dreszcz zima, którego tak bardzo pragnął. I nie cofnął się, a jedynie przysiadł na trawie, wpatrując w odbijające w jeziorze gwiazdy i księżyc. Zbliżał się październik. Zbliżały się jego urodziny. Ten dzień, w którym wszyscy gratulowali mu i składali życzenia. W którym każdy uśmiechał się do niego życzliwiej i milej. Dzień, którego przecież tak bardzo nienawidził. Dzień, w którym stracił swoją matkę bezpowrotnie.
Wziął głębszy wdech, układając butelkę pomiędzy swoimi kolanami, zgiętymi zresztą. Oparł się łokciami o nogi i z przymkniętymi do połowy powiekami patrzył przed siebie. Nie był już zły. Był smutny.
Gdy był mały, wierzył że w dniu jego 18 urodzin przyjdzie jego mama i przytuli go mocno. Nie musi przecież nic mówić, wystarczy że nawdycha się jej zapachu – zapachu siana i kobiecości, oryginalnej tylko dla niej. Albo jej perfum. Albo mydła, którego cała jego rodzina używała. Było mu to obojętnie jaki byłby to zapach – należałby do jego matki.
Był rozgoryczony.
Wiedział doskonale, że jego ojciec chciał mu wyprawić urodziny zgodnie z mugolską tradycją – zapraszając kolegów i koleżanki na zabawę w stodole. Oraz resztę rodziny. Lucas cały czas krzywil się i wymyślał argumenty, aby wybić mu ten pomysł z głowy. I udało mu się, chociaż całym sercem popierał jego pomysł. Wolał być jednak rozgoryczony na los niż widzieć jak cienko przędzie jego rodzina przez kilka tygodni o ile nie miesięcy! On nie musiał się martwić o wyżywienie przez 10 miesięcy, ale …
Odgonił natrętne myśli przetarciem dłoni po twarzy. Jeszcze dwa tygodnie i będzie rocznica Jej śmierci. Czuł jak złość z niego wyparowała, pozostawiając po sobie gorzki posmak na ustach i w sercu.
Nie wiedział ile tutaj już siedzi. Godzina? A może dwie? W każdym razie poczuł, że potrzebuje piwa o ile nie czegoś mocniejszego. Podniósł się i puf. Wybył stamtąd.

zt
avatar
Lucas Sprouse
Dorosły

Liczba postów : 380
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Solihull, hrabstwo West Midlands

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Dorian Garwin on Nie 10 Paź - 16:40

Korzystając z chwili względnego spokoju, Dorian, zawiązawszy na szyi gruby zielony szal, przykucnął przy jeziorze, ze znudzeniem obserwując uderzające o brzeg fale. Dookoła panowała idealna wręcz cisza; kilku bliżej nieznanych mu uczniów Ravenclawu przemknęło nieopodal, kierując się w stronę boiska, a tymczasem gdzieś w oddali szarówka nieba przecięta została przez smugę ciemnego dymu. Najwyraźniej Hagrid wrócił już do swej chatki. Ciekawe, czy przemycił do niej jakąś sklątkę. Lub stado jednorożców. I jeszcze ciekawsze, gdzie on by je wszystkie tam pomieścił? Może w szafie, kto wie.
Nudziło mu się. Caleb wczesnym rankiem pomknął do Victora Hewsona w celu uzgodnienia jakichś szczegółów dotyczących zbliżających się rozgrywek Quidditcha, a tymczasem Hesper zaszyła w dormitorium, zaczytując w stosie pokaźnych tomiszczy, które ubiegłego wieczora lewitowała przed sobą przez pół Hogwartu, taranując wszelkich napotkanych na swej drodze pierwszoroczniaków, tak więc chłopakowi nie pozostało mu nic innego, jak samotne szwendanie się po szkolnych błoniach i oczekiwanie na powrót któregoś z nich. Oraz, co za tym idzie, najpewniej rychłego wysłuchania obfitującej w szczegóły relacji na temat reprezentacji Gryfonów ("Piekielny Darcy, w tym roku będzie ciężko!") albo literatury magicznej ("Wiedziałeś, że większość pisarzy romantyzmu tworzyła pod silnym wpływem Amortencji?"). Oczywiście Dorian nie miał nic przeciwko temu; tak jak jego matka był typem nieuleczalnego gaduły i gdyby to od niego zależało, najchętniej nie robiłby nic innego, jak dyskutował na miliony mniej lub bardziej ważnych tematów, oczywiście popisując się przy okazji swymi zdolnościami oratorskimi, humorystycznymi i takimi tam. Kiedyś słyszał nawet od jakiegoś Puchona, że mugole zarabiają w ten sposób - stają na scenie, prawią jakieś śmieszne monologi, a później zbierają za to całkiem ładne pieniądze i... Nie, ojciec najpewniej zabiłby go, gdyby tylko dowiedział się, o czym w tej chwili myśli jego nastoletni syn. Z pewnością. Cóż więc, Dorianowi nie pozostawało nic innego, jak założenie antykwariatu magicznego i ta wizja wydawała mu się bardzo interesująca. Taki własny podręczny stary dział ksiąg zakazanych oraz byczenie się za ladą - bajka.
Na razie jednak musiał zadowolić się przesiadywaniem nad szkolnym jeziorem oraz wypatrywaniem wielkiej kałamarnicy, którą mógłby ewentualnie dokarmić kilkoma grzankami zwędzonymi rankiem z Wielkiej Sali, ale nie, jeśli wielka kałamarnica nie ma zamiaru mu się ukazywać, to proszę bardzo, Dorian sam sobie je zje i też będzie szczęśliwy. Wyciągnąwszy po chwili z kieszeni różdżkę, obrócił ją niespiesznie w palcach, zastanawiając się nad czymś głęboko. Ciekawe, co by wyszło z połączenia jednorożca z jakimś Gryfonem?
avatar
Dorian Garwin
Dorosły

Liczba postów : 12
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lepton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 :: Jezioro

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach