Brzeg jeziora

 :: Jezioro

Strona 4 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Caleb Blackburne on Nie 10 Paź - 17:25

- Szlag by to trafił, cholera jasna, niech ich wszystkich dzika sklątka popieści! - Opuściwszy tereny boiska do Quidditcha, Caleb niemal natychmiast wypatrzył szwendającego się w oddali przyjaciela. Nie był w nastroju, poszło mu gorzej, niż tragicznie, prawie zleciał z miotły - będzie cudem, jeśli ktokolwiek weźmie go do drużyny za to, co pokazał. Przecież był dobrym graczem, zawsze tak uważał, dlaczego więc, u licha ciężkiego, na treningach mu to nigdy nie wychodzi?! Może to wina tej głupiej miotły, myślał, zaciskając dłoń mocniej na drewnianym trzonie. Jest już stara, wymaga jeśli nie całkowitej wymiany, to chociaż drobnej naprawy! Przewrócił oczyma raz i drugi, wciąż ze złością prychając pod nosem. Zły był. Na siebie głównie, bo to on zawalił. I ten wstyd, co za straszny wstyd! Mimowolnie wzniósł wzrok, rozglądając się w okół Doriana, poszukując wzrokiem jego siostry, Hesper. Dobrze, że jej nie powiedział. O tym, że wybiera się na nabór. To dopiero byłby wstyd.
Wyprostowany, z rękoma wciśniętymi do kieszeni spodni szybkim krokiem zbliżał się do przyjaciela. Głośny potok przekleństw nieustannie wypływający z jego ust zapowiadał jego nadejście już z daleka. Jak mógł mieć takiego pecha! Jak!
- Nic z tego! - rzucił, gdy był już wystarczająco blisko. - Słuchaj, odbiłem tłuczek tak, że prawie rozwaliłem czaszkę Radleyowi. Gdyby miał trochę słabszy refleks... - Skrzywił się z niesmakiem. - Pomfrey miałaby zajęcie na najbliższe pół roku, jak nic, może nawet na dłużej. Znowu mogę się pożegnać z drużyną, po mnie jeszcze pewnie wpadnie parę osób. - Ucichł na chwilę, by w skupieniu kopnąć napotkany, nieduży kamyk do wód jeziora, dając w ten sposób upust nagromadzonej frustracji.
- Cholera - dodał po chwili.
Odetchnął głęboko, chcąc się uspokoić, spode łba przyglądając się Dorianowi. Caleb spojrzał to na różdżkę, nad którą tak rozmyślał, to na jezioro... Chyba nie planował zaatakować kałamarnicy? Ha, udomowić tego potwora, to by było wyzwanie, a potem postawić go sobie przed dormitorium, wtedy żaden nauczyciel im nie wlezie i będą mogli robić, co tylko będą chcieli. Albo przerobić go na owoce morza, ciekawe, jak by to wiekowe monstrum mogło smakować. Pewnie wytrawnie, coś jak stare wino.
Właściwie, nie miał pojęcia, co jego przyjaciel tutaj robił, do tego całkiem sam. Podziwiał widoki?
- Dorian?
avatar
Caleb Blackburne
Dorosły

Liczba postów : 10
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lepton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Dorian Garwin on Nie 10 Paź - 18:05

Oderwawszy wzrok od różdżki, zadarł głowę do góry, spoglądając z zaciekawieniem na jak zwykle ucieleśnienie samokontroli i harmonii duchowej w postaci swojego najlepszego przyjaciela, Caleba.
- Wyluzuj, co się ciskasz - uspokoił go, gdy chłopak zakończył swój jakże cichy, relaksujący wręcz monolog. - Zasadniczo jesteś jedynym kandydatem na pałkarza, więc chcąc nie chcąc i tak cię wybiorą, spokojnie. Znając Hawsona, tak dla zasady strzeli ci jakąś motywującą pogadankę pod tytułem "Weź się w garść i zagraj ten mecz dobrze, bo inaczej przerobię cię na główny składnik mojego eliksiru podczas najbliższych zaklęć", czy coś w tym stylu; normalka - dodał z uśmiechem. - I co mi tu na Radleya z tłuczkami, tłuczku! Jakiś zamach na Dorianów, czy co? Czekaj ty czekaj, poskarżę się Hesper.
Straszna groźba poskarżenia się Hesper zawisła między nimi, przywodząc na myśl najokrutniejsze z wszelkich możliwych katuszy, włączając w to zarówno salę tortur w szkolnych lochach, jak i nakaz wielogodzinnego wysłuchiwania rozważań na temat twórczości literackich słynnych pisarzy wywodzących się z Hogwartu - żaden z nich nie wiedział, co było gorsze. Tak, panna Garwin niewątpliwie reprezentowała sobą zamiłowanie do romantyzmu. I tak, jak łatwo się domyślić, Caleb takowego zamiłowania nie reprezentował w ogóle. (Oczywiście, panicz Blackburne wspominał niekiedy o pieszczotach, jednak Dorian był stuprocentowo pewny, że nie o takie pieszczoty chodziłoby w tym przypadku Hesper. O ile chodziłoby jej o jakiekolwiek). Właściwie chłopak mógł w duchu śmiało pokusić się o stwierdzenie, że jego najlepszy przyjaciel pasuje do romantyzmu niczym pięść do nosa. Chociaż, gdyby się tak zastanowić... Kto wie, kto wie...?
No, nieważne. W każdym razie Dorian wiedział jedno - jeśli coś było w stanie uspokoić, zatrzymać lub przemówić do rozsądku Calebowi, była to właśnie Hesper. Z nieznanych mu przyczyn, ale jednak.
- Patrz - powiedział nagle, podrywając się po pozycji pionowej i podchodząc bliżej brzegu. - Pokazała się wreszcie, niewdzięcznica. - Chowając różdżkę do kieszeni, wyjął z nich garść tostów, w oczekiwaniu na zbliżenie się do brzegu wielkiej kałamarnicy. Cóż, Dorian Garwin Dokarmiający Szkolne Bestie, normalka. Snape szydził czasem, gdy chłopak nie radził sobie z jakimś eliksirem, że Hagrid wreszcie znalazł godziwego następcę. - Chcesz jednego? I ten, wiesz, ja chyba nie pójdę dziś do Hogsmeade, po prostu mi się nie chce. Jak masz ochotę na piwo, to weź Setha lub kogoś innego, co?
W każdą niedzielę Trzy Miotły oblegane były przez rządne kremowego piwa uczniów. Ewentualnie czegoś mocniejszego, czy to za zgodą Rosmerty, czy za pomocą dorosłych już czarodziejów - spadochroniarzy w Slytherinie nie brakowało. Dorian natomiast, ucieleśnienie ułożonego chłopca z dobrego domu, za każdym razem starał się unikać takich sytuacji, wykręcając na wszelkie możliwe sposoby. Dorosły chłop, co piwa nie lubi? Kpiny jakieś, kpiny. Sami powiedzcie.
avatar
Dorian Garwin
Dorosły

Liczba postów : 12
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lepton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Caleb Blackburne on Nie 10 Paź - 18:32

Może i fakt, był jedynym kandydatem na pałkarza, a co za tym idzie - póki co, wypadł najlepiej. Pech jednak chciał, że równocześnie wypadł najgorzej. Zależało mu na miejscu w drużynie niemal od zawsze, więc powściągnąć nerwów nie tylko nie potrafił, ale nawet nie chciał. Jak on o tym mógł mówić tak spokojnie? Przecież to było najważniejsze! Sprawa życia lub śmierci! No, może nie do końca, ale prawie że.
- Nie trzeba - burknął tylko. Zgodnie z przewidywaniami Doriana, wspomnienie jego siostry natychmiast go uspokoiło. Z pewnością nie przywróciło mu równowagi wewnętrznej, ani nic z tych rzeczy, ale przynajmniej schowało jego skłębione emocje nieco głębiej. Na pewno nie dlatego, że bał się Hesper, co to, to nie, dlaczego niby miałby się jej bać, jasne, że się jej nie bal. Ani trochę. Po prostu... byłoby to zupełnie niepotrzebne zawracanie jej głowy. Naprawdę nie musi się dowiadywać o jego kolejnej porażce, po co. Na pewno jej to nie interesuje. Już otwierał usta, by zaprzeczać dalej, lecz przerwało mu w tym wyłaniające się z jeziora monstrum. W przeciwieństwie do swojego przyjaciela, Caleb nie lubił zwierząt, które śmierdziały, miały mózgi mniejsze od swoich zębów i sięgały mu wyżej, niż do kolan. Właściwie, to wcale nie lubił zwierząt. Ale tych, to szczególnie.
- Stać się na lepszą pannę, stary - rzucił, ostrożnie cofając się do tyłu. Pokręcił przecząco głową na propozycję Doriana, nie, on karmić tej szkarady nie miał najmniejszego zamiaru. Jeszcze się zagalopuje, palec użre, a potem rękę całą. Westchnął. - A Hesper, gdzie ona jest?
Nie, żeby go to jakoś specjalnie interesowało, skądże, z grzeczności pytał.
- Daj spokój - Oparł się plecami o pobliskie drzewo, gdy usłyszał, że jego przyjaciel nie ma zamiaru wybrać się do Mioteł. Doskonale wiedział, że tylko wymyśla wymówki, Caleb nigdy ich nie rozumiał. Ostatni dzień wolnego, od jutra zacznie się nauka, przecież trzeba się było jakoś odprężyć. Odpocząć. - Co będziesz w tym czasie robił?
Wzrokiem wciąż podążał za obrzydliwymi, ociekającymi jeziorną wodą mackami kałamarnicy, maskotki Hogwartu. Jak gdyby Dumbledore nie mógł sobie po prostu sprawić stadka łabędzi.
avatar
Caleb Blackburne
Dorosły

Liczba postów : 10
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lepton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Hesper Garwin on Nie 10 Paź - 22:41

Choć nie miała na to najmniejszej ochoty, cudem boskim wywlokła się z dormitorium i zaczęła przemierzać szkolne korytarze, błądząc w poszukiwaniu Doriana. Lub chociażby Caleba; on na pewno wiedział, gdzież podziewa się jej okropny brat cioteczny. A jeśli nie na pewno, to prawie na pewno. Dziewczyna miała do niego sprawę, a mianowicie - zaginęła jedna z jej książek, jej ukochanych książek, teraz pewnikiem walająca się gdzieś pod jego łóżkiem, hipotetycznie gdzieś w okolicach nieuporządkowanego kufra, co bolało ją wprost niemożebnie. Jak to tak, bez jej zgody, bez jej wiedzy, w ten swój chlew i burdel...
Obeszła bibliotekę, sprawdziła dormitorium, tam jednak nie było po nich śladu - nadszedł więc czas na przeczesanie szkolnych błoni. Choć na dworze robiło się już mroźno, zbyt mroźno, jak na jej gust. W końcu jednak dojrzała ich opodal jeziora, na co zareagowała krótkim prychnięciem, cichym tupnięciem - jak oni tak mogą! A jej książka? Co z jej książką? Jej ukochaną...
Ruszyła w ich kierunku, szczelniej opatulając się swetrem, mrużąc groźnie ślepia. Ona im da, ona im pokaże!
- Dorian! Gdzie jest mój Hamlet! Gdzieś go skrył, Ty... - Rzecz jasna, przywitanie się nie wchodziło w rachubę; w końcu, trzeba mieć swoje priorytety, prawda? Dopiero po chwili, gdy już z palcem wycelowanym wprost w swego krewniaka wyrzuciła z siebie paskudne oskarżenie, zerknęła w stronę Caleba i umilkła. Zmarszczyła brwi, przygryzła wargę.
- O, cześć. Gdzie wyście byli? Szukałam was, a wy... Jak kamień w wodę.
Niedbale odgarnęła opadające na czoło kosmyki włosów, odetchnęła chłodnym, rześkim powietrzem. No, niech odpowiadają, niech się tłumaczą, przebrzydłe kreatury.
avatar
Hesper Garwin
Dorosły

Liczba postów : 7
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lepton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Dorian Garwin on Pon 11 Paź - 18:26

- Gdzie jest Hasper? - powtórzył pytanie, uśmiechając się szeroko na widok zmierzającej w ich stronę ciemnowłosej dziewczyny oraz ignorując złośliwe żarty Caleba. - Cóż... Wydaje mi się, że właśnie nadciąga.
Tak, nadciąga było chyba najtrafniejszym ze wszelkich możliwych określeń. Hesper nadciągała, w dodatku w akompaniamencie szumu wody oraz nagłego powiewu lodowatego wiatru; cóż, mniej lub bardziej zamierzenie jego siostra zawsze potrafiła podkreślić wagę sytuacji i wielkość swego rozdrażnienia. W zasadzie miała to chyba po Garwinach. (Tak, tak, niekiedy Dorian również przejawiał takowe talenty)!
Już z oddali widać było, że nie jest w najlepszym humorze, co też nawiasem mówiąc niewiele go zaskoczyło. Hesper niemal nigdy nie miała humoru, a właściwie takie przynajmniej stwarzała wrażenie, bo - bądźmy szczerzy - kto mógł wiedzieć, co kryło się w tej jej kędzierzawej głowie. Mimo bliskiej więzi oraz kilku lat spędzonych razem pod jednym dachem (czy to szkoły, czy domu), Dorian mógł się jedynie domyślać.
A to, że owe domyślanie niekiedy szło mu całkiem udanie... Cóż, pozostawmy to dla siebie. Wszak także i prawdziwy mężczyzna musi mieć swoje małe sekrety.
Kiedy zatrzymała się obok, pokręcił z rezygnacją głową.
- Na Merlina, Hesper. Ja rozumiem, że twoja miłość do Szekspira jest ogromna i przetrwa wszelkie przeciwności losu, ale to wcale nie oznacza, że możesz sobie biegać po błoniach porozbierana jak na wakacjach - zakomunikował, całkowicie nie zdając sobie sprawy z tego, jak bardzo w tym momencie przypomina ich ojca. - Jest zimno, a Protego naprawdę nie działa na wirusy. A Hamlet... Nie wiem. Caleb, widziałeś jej Hamleta?
I tak, to spojrzenie wcale nie było wielce wymowne. Wcale a wcale!
avatar
Dorian Garwin
Dorosły

Liczba postów : 12
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lepton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Caleb Blackburne on Wto 12 Paź - 2:09

Słysząc odpowiedź przyjaciela, Caleb drgnął , odsuwając się od drzewa, zerkając w stronę nadchodzącej dziewczyny. Rzeczywiście, 'nadciąga' było dość stosownym określeniem, gdyby mogła, pewnie ciskałaby piorunami z oczu. Przelotnie spojrzał wpierw na przyjaciela, później na nią - już od dłuższego czasu czuł się... nie do końca swobodnie w obecności Doriana i Hesper jednocześnie. Dorian był wspaniałym przyjacielem, a Caleb kochał go (bratersko!) ponad życie, lecz, niestety, miał swoje wady. Aktualnie za najpoważniejszą z nich młody Blackburne uważał niezrozumiałą nadopiekuńczość względem siostry. Przecież Hesper nie była już dzieckiem, ba, wcale nie była od nich młodsza. A przynajmniej nie wiele. Tak, była już panną, do tego całkiem atrakcyjną.
- Cześć - rzucił , kiedy już sobie uprzytomnił, że od dobrych paru minut bezczelnie się w nią wgapia. Opanuj się, Blackburne, jeszcze sobie kto co głupiego pomyśli. To nie kobieta, to siostra twojego przyjaciela! Swoją drogą, choć nie śmiałby powiedzieć tego na głos, to jemu porozbierana Hesper w niczym nie przeszkadzała.
- Hamlet? - powtórzył, podchwytując spojrzenie Doriana. - Skąd, nie.
Hamlet, ta książka, która im niechcący wpadła wczoraj do kominka? To naprawdę było przypadkiem, przecież żaden z nich nie chciał jej denerwować. Przekomarzali się, popychali, wypadła Dorianowi z rąk, tak wyszło. Westchnął.
- Cały czas byliśmy tutaj, popytaj dziewczyn z pokoju. Może znalazły - zasugerował, zrzucając czarny płaszcz z ramion, jakby machinalnie, całkiem bez namysłu, po czym podał go dziewczynie. - Słuchaj, jest wolne, Dorian się zaparł, że mam sobie znaleźć inne towarzystwo na wypad do Hogsmaede, może pójdziesz ze mną? - Właściwie, nie sądził, by jego przyjaciel wyraził zgodę na podobną eskapadę jego młodszej siostrzyczki, prędzej sam zmieni zdanie, aby ją przed tym uchronić. A może weźmie to za żart? Caleb chyba jeszcze nigdy nie był z nią sam na sam, bez Doriana, bo i nie było ku temu okazji. Ale przecież byli przyjaciółmi, nic zdrożnego, ot propozycja.
avatar
Caleb Blackburne
Dorosły

Liczba postów : 10
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lepton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Hesper Garwin on Wto 12 Paź - 17:58

Hesper wysłuchała młodzieńców w ciszy, od żwawego kroku oddychając nieco szybciej, wodząc wzrokiem od jednego do drugiego, wypatrując jakichkolwiek oznak krętactwa; przecież ich znała, przecież już nie raz próbowali wyprowadzić ją w pole, tylko po to, by uniknąć straszliwej zemsty. A przecież ona dowie się prawdy, wyciągnie na jaw wszelkie brudy, co tylko poskutkuje zwiększeniem wymiaru kary... Zawsze znajdzie się jakiś świadek, przypadkowy, niechciany widz - Hesper go dopadnie, bez dwóch zdań. Jeśli tylko mieli coś wspólnego z zaginięciem jej skarbu. Jeśli tylko. Tak, wpierw jednak popyta dziewczyn z pokoju. Może któraś z nich wypożyczyła dzieło bez pytania? Niedorzeczność.
- Co się odwlecze, to nie uciecze - mruknęła cicho, wyginając usta w enigmatycznym, odrobinę złowróżbnym uśmiechu. Wypowiedzi Doriana zwyczajnie nie skomentowała, reagując nań jedynie wymownym wywróceniem oczu. Irytował, zwyczajnie irytował; dziewczyna już nie raz i nie dwa zastanawiała się, czy to zaiste zwykła nadopiekuńczość i troska, czy może raczej gra pozorów, mająca na celu wyprowadzenie jej z równowagi. Dosyć prędkie zresztą. Wciąż jednak nie umiała wyciągnąć poprawnych wniosków, skupiając się głównie na zdenerwowaniu.
Uniosła lekko brwi, kiedy Caleb podał jej swój płaszcz, nie zaprzeczyła jednak, nie odmówiła; było tak cholernie mroźno! Z lubością więc przyjęła odzienie, zarzuciła je na ramiona, opatuliła się nim szczelniej; od razu lepiej. Chociaż odrobinę. Nadal jednak złość nie minęła jej ani trochę, co widać było w każdym ruchu, każdym geście.
- Hogsmeade, teraz? - Ślizgonka zerknęła na Doriana, siłą powstrzymując się od złośliwego, przepełnionego wyższością uśmiechu. Wiedziała, że będzie miał obiekcje, że zacznie coś wymyślać, kręcić, marudzić, że znów przybierze ojcowski ton głosu i zacznie prawić kazania; ona jednak nie musiała go słuchać, ani trochę. I nie miała zamiaru. Z czystej więc złośliwości...
- Chętnie. Masz może jakieś szczególne plany? - Przeniosła pytający wzrok na twarz Caleba, oczekując prędkiej odpowiedzi. Możliwe, że żartował, że chciał tylko sprowokować Doriana, że wcale nie miał ochoty na jej towarzystwo; teraz chyba jednak nie miał wyboru. Dziewczynie zależało na zdenerwowaniu krewniaka, wiadomym więc było, że osiągnie zamierzony cel. Nawet jeśli będzie miała przemilczeć cały wieczór czy z udawanym zainteresowaniem kontemplować sufit gospody.
avatar
Hesper Garwin
Dorosły

Liczba postów : 7
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lepton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Dorian Garwin on Wto 12 Paź - 18:31

- Właściwie to ja wcale nie powiedziałem, że na pewno nie pójdę z tobą do tego Hogsmeade - wypalił nagle Dorian, zorientowawszy się, że jego ukochana siostra zamierza właśnie udać się tam bez niego. Co prawda z Calebem, do którego Dorian miał, pomimo wszystkich głupich czynów, jakie dotychczas popełnili w szkolnych murach, bezgraniczne zaufanie. Znali się od lat, panicz Blackburne był odważnym, zdolnym czarodziejem z zasadami, w dodatku przyjaźnił się z Hesper i nie było ku temu najmniejszej wątpliwości, czy zareagowałby i obronił ją, gdyby tylko nadarzyła się taka potrzeba, wszak sam traktował ją jak własną siostrę, aczkolwiek... No właśnie. Hesper to Hesper. Caleb to Caleb. Jedno i drugie z piekła rodem, pozabijaliby się (a raczej innych!) w imię najmniejszej drobnostki, a w dodatku on od wieki wieków służył im za namolny, zupełnie nieproszony kręgosłup moralny z całkiem uciążliwym sumieniem kochającym dawać o sobie znak w najmniej oczekiwanych przez nich momentach i nie, to się Dorianowi stanowczo nie spodobało. - Jeszcze się zastanawiam - dodał więc, z namysłem pokiwawszy głową. Tak, to dobry pomysł, aby się nad tym namyślić w spokoju, przeanalizować każde za i przeciw, a także skonsultować to z wychowawcą domu i...
Nie, nie, bez przesady. Nie popadajmy w szaleństwo.
Mimo wszystko Dorian potrafił sam przed sobą przyznać się, że niekiedy jest stanowczo nadopiekuńczy, namolny, nadwrażliwy i w ogóle jedno wielkie NA(D).
- O kurczę, zapomniałem o tym, że mam w tym czasie korepetycje z Lizzy - palnął więc pierwszą z brzegu myśl, jaka tylko przyszła mu do głowy, ciesząc się, że nie było to nic głupiego w stylu "Nie, nie, bo ja właściwie trening Quidditcha mam" lub "Jacie, przecież umówiłem się z Trelawney na kółko wróżbiarskie". Lizzy była szóstoroczną Krukonką, której - w ramach dawnej pomocy przy transmutacji - Dorian od września pomagał osiągnąć wymarzone P na egzaminach końcowych; nic więcej. - To ten, to poradzicie sobie beze mnie? I tym razem trzymajcie się z dala od Wrzeszczącej Chaty, co...? - dodał niepewnie, naprawdę nie chcąc zachowywać się jak stary ramol, ale z nimi to nigdy nic nie wiadomo. Ostatnio urządzili sobie jakże cudowną i bezpieczną wycieczkę po najrzadziej odwiedzanych miejscach w okolicach Hogwartu, ignorując jego prośby oraz groźby, a w efekcie Dorian musiał człapać za nimi, co rusz pilnując, aby żadne z nich się nie pozabijało. Ślizgońskie zamiłowania do obskurnych miejsc i naginania zasad, na Salazara!
avatar
Dorian Garwin
Dorosły

Liczba postów : 12
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lepton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Caleb Blackburne on Wto 12 Paź - 20:16

Wyszczerzył się, dość krzywo, trzeba przyznać, ale jednak, w perfidnym uśmiechu; korepetycje z Lizzy? Przecież miał je wczoraj wieczorem, nie spotyka się z nią codziennie, prawda? A może i spotyka, kto go tam wie, Caleb musiał przyznać, że Lizzy prezentowała się dużo korzystniej od tej potwory z jeziora, wciąż nie mógł się powstrzymać od obracania się co jakiś czas za siebie, zerkania na jej macki, bleh.
- Czy my kiedykolwiek myśleliśmy o Wrzeszczącej Chacie? - odparł kornie, spokojnym głosem. - To dla frajerów, pójdziemy Zakazanym Lasem, pozdrów Lizzy. - Żartował, oczywiście, Dorian by go zabił. Może w przenośni, a może i nie, mimo wszystko, mimo tego ramolstwa, nadwrażliwości i nadopiekuńczości, Caleb nie miał najmniejszego zamiaru drażnić swojego przyjaciela. Ile razy można go wpędzać w stan przedzawałowy? Raz na miesiąc w zupełności starczy, chłopak jeszcze im nie przestał prawić kazań za poprzednią eskapadę po ciekawszych miejscach szkoły, Caleb mógłby się założyć, że dalej mu to pamięta. Pójdą grzecznie do Mioteł, on i Hesper, wrócą równie grzecznie. Do tego będą przez chwilę sami, wreszcie. Nie wiedzieć czemu, poczuł lekką obawę, gdy Dorian rzucił, że się jeszcze waha, wolał wreszcie być z nią przez chwilę sam. Choć przez chwilę.
- Żadnych szczególnych, ale coś na pewno wymyślimy - odpowiedział dziewczynie, dopiero teraz, uzyskawszy zgodę jej brata. Dorian miał trochę racji, dziewczyny były zwykle bardzo nieporadne, trochę opieki im nie zaszkodzi, ale on, Caleb, przecież potrafiłby się zaopiekować Hesper, na swój specyficzny sposób. I ze swoimi specyficznymi, nie do końca czystymi intencjami. Na jego ustach zaczął błądzić dziwny grymas, chyba uśmiech. - To jak, w drogę? - zapytał, zerkając wyczekująco to na jedno, to na drugie. Im szybciej, tym lepiej; mniejsza szansa, że Dorian zmieni zdanie.
avatar
Caleb Blackburne
Dorosły

Liczba postów : 10
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lepton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Hesper Garwin on Wto 12 Paź - 20:59

Dziewczyna nie odzywała się wcale, śmiało wodząc wzrokiem po twarzy Doriana, wsłuchując się w wymianę zdań przyjaciół; tak jak myślała, brat od razu zaczął marudzić, kręcić, tłumaczyć, byle tylko ochronić ją przed strasznym Calebem, którego znał przecież ledwie od dziecka. To zbyt krótko, zdecydowanie. On wcale tak nie powiedział, nie miał tego na myśli, a w życiu, jeszcze się zastanawia, jeszcze rozważa, chwila, dwie...
Hesper zdziwiła się niemało, gdy zrezygnował, gdy zwyczajnie odpuścił, pozwolił im iść razem, o tej porze, gdzieś tam, hen, hen, daleko. Jakże to tak? Na pewno dobrze się czuł? Czy może ta Lizzy...? Ślizgonka wzruszyła ramionami, jak gdyby nigdy nic, choć zaiste była nieco zawiedziona. Nie tym, jak spędzi niedzielny wieczór - bo, rzecz jasna, zawsze miło wyjść czasem z zakurzonego dormitorium. Zwyczajnie miała nadzieję, iż zdenerwuje Doriana bardziej, dużo bardziej, tak za karę, tak w celach wychowawczych.
I znów milczała, pozwalając dogadać się im do końca, ustalić co i jak, o której zaczyna się godzina policyjna, gdzie mogą iść, a gdzie niestety nie. Zajęła się również przetrzepywaniem kieszeni w poszukiwaniu najpotrzebniejszych rzeczy; przecież nie mogła ruszyć do Hogsmeade bez różdżki czy ukochanych papierosów.
- Skoro już uzyskaliśmy zezwolenie siły wyższej... - odpowiedziała cicho, spokojnie, kiedy w końcu zwrócono się do niej. Zmrużyła odrobinę ślepia; kącik ust drgnął jej lekko, gdy zwróciła wzrok na Caleba, gdy powiodła nim po jego sylwetce. Nadchodzi chwila prawdy, niebawem przekonają się, czy i rozmawiać bez Łącznika Doriana potrafią, albo chociaż wymieniać się wymownymi chrząknięciami i westchnięciami. Tak czy siak, odwrotu nie przewidywała; zwyczajna ciekawość zwyciężyła.
- Nie będzie ci zimno? - dodała mrukliwie, obojętnie, zakładając za ucho kosmyk ciemnych włosów. Nie będzie przecież okazywać troski, była zła, chciała zwrotu Hamleta; chłopak oddał jej jednak swój płaszcz, postąpił słusznie. Zapytać wypadało.
avatar
Hesper Garwin
Dorosły

Liczba postów : 7
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lepton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Dorian Garwin on Wto 12 Paź - 21:34

- Ja wam dam Zakazanym, ja wam dam! - pogroził im palcem.
Oczywiście Dorian nie byłby sobą, gdyby nie upewnił się, że Hesper i Caleb dotrą dokładnie do Hogsmeade, zamiast - ze swoim zamiłowaniem do dreszczyku emocji - na przykład Londynu, Rzymu, czy innego równie niespodziewanego miejsca na kuli ziemskiej, a nawet i poza nią.
- Kupcie mi trochę Musów-świstusów - poprosił więc, wciskając przyjacielowi do ręki kilka wyciągniętych uprzednio z kieszeni monet. Jasne, Dorian głupim nie był: Caleb i Hesper w ciemię nie bici, mogli zajrzeć do Miodowego Królestwa chwilę przed teleportacją na Kostarykę, albo też wysłać do sklepu jednego z napotkanych drugoklasistów, jednak przynajmniej będzie miał jakiś dowód na to, że Piekielny Duet zjawił się tam chociażby na chwilę. Zawsze to coś. Naiwnie zaufawszy więc Merlinowi, postanowił choć raz w życiu udać, że wcale a wcale nie ma czym się przejmować, że Hesper jest już dorosła i zaradna, że nic im się nie stanie i wrócą do Hogwartu w jednym kawałku. I bez opalenizny. Takiej z Kostaryki lub Rzymu - nieważne.
Och, dobrze, nie oszukujmy się. Świat nadal będzie się kręcić, Hesper i tak będzie palić, Caleb zgrywać twardziela, paradując bez płaszcza oraz nabawiając się zapalenia płuc, dzięki któremu znajdzie wreszcie sposobność na uniknięcia kilku dni jakże ukochanych zajęć lekcyjnych, a natomiast on, Dorian, przesiedzi cały dzień w bibliotece, oddając się swej nieskończonej miłości w postaci Dziejów magii dla zaawansowanych, tak, tak. Albo - i to wydawało mu się całkiem mądrym planem - poszukując byle jakiego drugiego Hamleta; czy to między regałami, czy to włamując się do żeńskich dormitoriów, czy to prosząc jakiegoś kolegę o transmutację książki kucharskiej w dzieło Szekspira... Możliwości było mrowie. O ile oczywiście Hesper nie była zwolenniczką notatek na marginesie - wówczas bowiem Dorian wiedział jedno: on i Caleb umarli w butach; nic, tylko pisać testament.
Uśmiechnąwszy się więc na pożegnanie, wrzucił do wody kilka ostatnich tostów i ruszył w stronę zamku, chwilę później znikając im z pola widzenia.
Hulaj dusza, Doriana nie ma.
avatar
Dorian Garwin
Dorosły

Liczba postów : 12
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lepton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Caleb Blackburne on Wto 12 Paź - 22:59

- Pewnie - odpowiedział, przyjmując monety. Chytrego podstępu się nie dopatrzył, gdzieżby, Dorian lubił słodycze. Kto nie lubił? Chętnie sam zajrzy do Królestwa, kupi coś dla siebie, batonika, czy cukierka. Albo czekoladę. Sięgnął do kieszeni, by upewnić się, czy aby na pewno ma przy sobie pieniądze, kieszonkowe mu się kończyło, ale coś zostało - to najważniejsze. Głupio mu było teraz sprawdzać, miał nadzieję, że starczy mu na dwa piwa, dla siebie i dla niej. Najwyżej... Najwyżej pożyczy trochę od Doriana, świstusy dostanie innym razem, następnym. Przez chwilę całkiem ignorował Hesper, patrząc, jak jej brat odchodzi, aż - w końcu - przeniósł na nią wzrok. I uśmiechnął się, paskudnie.
- Nie martw się, nie będzie - odparł zaraz. Jasne, że będzie, ale przecież się do tego nie przyzna, jak by to wyglądało? On, Caleb, będzie się tutaj trząsł z zimna? Miał tylko nadzieję, że zdołają dojść do Mioteł, jeszcze zanim nabawi się odmrożeń na rękach lub nosie. Albo że nie zacznie drżeć, to by był dopiero wstyd.
- Chodźmy, Hesper - dodał po chwili, wciskając ręce do kieszeni, tak jest o wiele łatwiej, cieplej, przyjemniej. Leniwie odsunął się od drzewa, rzucił kałamarnicy jeszcze jedno, ostatnie spojrzenie, wyjątkowo niechętne. Następnie skinął jej głową, powłócząc nogami ku ścieżce prowadzącej do Hogsmaede. - Nim się ściemni, bo twój brat mi zrobi krzywdę, jeśli za późno wrócimy do zamku. - dodał, chcąc nadepnąć jej na ambicję. Choć troszkę. Przecież doskonale wiedział, jak bardzo denerwowała ją troska oraz nadopiekuńczość Doriana.
Dziwił się, że on tak łatwo odpuścił, to nie w jego stylu. Ale, z drugiej strony, rzeczywiście nie bardzo lubił przebywać w klubach różnego rodzaju, włączając w to gospodę Hogsmaede. Cały dzień będzie się tak snuł po korytarzach? Caleb miał trochę wyrzutów sumienia, wiedział, że Dorian to lubił, pewnie, że brak aktywności wcale mu nie wadził, ale mimo, że wiedział, to nadal nie rozumiał. I pewnie nie zrozumie już nigdy.
avatar
Caleb Blackburne
Dorosły

Liczba postów : 10
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lepton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Hesper Garwin on Wto 12 Paź - 23:50

Odprowadziła Doriana wzrokiem, przygryzając lekko wargę, marszcząc z niezadowoleniem nos; zbyt łatwo się poddał. Zdecydowanie zbyt łatwo. Coś musiało być na rzeczy... Ale co? Korepetycje były zbyt prozaiczną wymówką, wymówką zbyt małej wagi, by braciszek tak zwyczajnie pozwolił jej zniknąć, by pozwolił jej oddalić się z kim chce i gdzie chce. Przecież go znała, znała od tylu lat. A co za tym idzie - oczywiście wiedziała o jego niechęci do takowych wypadów, była jednak święcie przekonana o wyższości nadopiekuńczości, namolności, nadwrażliwości...
- Wcale się nie martwię - prychnęła leniwie, z przyzwyczajenia, nie siląc się nawet na bardziej wyszukaną złośliwość. Nie miała ochoty na wojny słowne; raczej na zwyczajną rozmowę, badawczą wymianę zdań, może krótką analizę psychologiczną. Prędko sięgnęła pod zbyt duży płaszcz, poszperała nieco, i już po chwili ulokowała cygaretę między wargami, odpalając ją końcem różdżki. W zamyśleniu wlepiła wzrok gdzieś przed siebie, jej twarz przelotnie oblekła chmura dymu; esej napisany, Hamlet zgubiony, list wysłany, zabawki bezpiecznie schowane... Czy ktoś planował jakąś imprezę w najbliższym czasie?
Drgnęła, wyciągnęła pudełko papierosów w kierunku Caleba i uniosła pytająco brwi. Przecież wypadało poczęstować, choć nie przypominała sobie, by panicz Blackburne palił w jej obecności. Pamięć jednak już niejednokrotnie płatała jej figle.
- Więc wrócimy wystarczająco późno, bym mogła ujrzeć jego nieudolne próby uszkodzenia cię, dobrze? Wierzę, że będzie to widowisko klasy pierwszej - sarknęła, mimowolnie przyśpieszając kroku. Zimno, nie zimno, Hesper zdecydowanie wolała już zasiąść w gospodzie, do woli napawając się niecodzienną sytuacją, sącząc powoli piwo. Kto wie, może nie będzie tak źle? Merlinie, dopomóż, żeby nie było. Znali się przecież tyle lat, praktycznie wychowywali razem, a nigdy nie rozmawiali w cztery oczy. To było specyficzne, nawet bardzo specyficzne - przez co strasznie komiczne. Dziewczyna uśmiechnęła się mimowolnie do swych myśli.
Szybko, szybko, jeszcze szybciej...
avatar
Hesper Garwin
Dorosły

Liczba postów : 7
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lepton

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Lucas Sprouse on Pon 29 Lis - 15:55

Wspólnie zdecydowali, że zmiana swoich ubrań oraz miejsca pobytu wyjdzie im na dobre. Dlatego też, wybrali brzeg jeziora jako miejsce ich spotkania. Co prawda, wizja szlabanu była bliższa temu założeniu, jednak nie przejmowali się tym za bardzo.
Lucas jak zwykle przybył na miejsce zbyt wcześnie, ubrany nie tylko w sweter ale również szalik z rękawiczkami bez palców. Szła zima, a temperatura powietrza obniżała się z dnia na dzien. Nie mógł sobie pozwolić na jakiekolwiek przeziębienie! Zwłaszcza, że zaczął się sezon quiddicha i należy skopać tyłki śliz gonom. Ostatnim razem im się to nie udało, mimo że tłuczek otarł się o Hewsona, nie zmieniło to za bardzo jego pozycji względem odległości od znicza. Walka była zażarta, przynajmniej tak to można wywnioskować po słowach komentatora. Ale to jednak zielony okazał się w tym lepszy,powiększając tym samym frustrację nie tylko drużyny krukonów, ale całego domu.
Nikt nie miał do nich pretensji i nawet gratulowali dobrej roboty, jednak dało się wyczuć ciężką atmosferę po przegranym meczu. W pokoju wspólnym nie zabrzmiało żadne wesołe hurra, ani oby tak dalej. Porozsiadali się na fotelach, nie mając nawet ochoty rozmawiać ze sobą. Skomentowali wspólnie mecz już w szatni. Lucas nie zamierzał jak na razie wracać dość szybko do tej kwestii, dlatego postanowił sięgnąć po pierwszą lepszą książkę i poczytać przy kominku. Stopniowo uczniowie się wykruszali, zdołowani przedostatnią pozycją w rankingu domów. Może i rywalizacja nie była ich dobrą stroną, jednak liczyli na lepsze miejsce. Zwłaszcza, że pokładali ogromne nadzieje w nowym składzie,prowadzonym przez Adriena.
Ale czasami jest tak, ze coś nie wychodzi. Lucas stał przed brzegiem jeziora, czekając za puchonką o dźwięcznym imieniu Lorelle, czując jak chłodny wiatr przenika przez jego sweter i oplata psotnie skórę. Wzdrygnął się i poprawił szalik na szyi, wciskając po chwili dłonie nie do kieszeni. Miał nadzieję,że dziewczyna zjawi się nie długo i rozpatrzy pozytywnie jego prośbę dotyczącą zmiany miejsca.
avatar
Lucas Sprouse
Dorosły

Liczba postów : 380
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Solihull, hrabstwo West Midlands

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Lorelle Blackwell on Pon 29 Lis - 19:34

Pierwsze co zrobiła po przekroczeniu progu dormitorium Huffelpuffu, to oswobodziła obolałe stopy z jarzma eleganckich acz mało wygodnych pantofelków. Cała reszta zmieniania sukienki na dżinsy i sweter, była już jedynie pośpieszną drobnostką. Wiedziała przecież, że Lucas na nią czeka. A po błoniach biega świszczący w uszy wiatr. To, iż pierwsza stawiłaby się na umówionym miejscu – było niemal niemożliwe. Ona niespóźniona? Prędzej świat by się skończył! Punktualność co prawda sobie ceniła, lecz niestety jedynie wobec innych. Wychodząc z pokoju zderzyła się nieumyślnie z wieszakiem. Gdyby nie ten mały wypadek, zapewne nie narzuciłaby na plecy niczego więcej i zapomniała o istnieniu kurtki. Dopiero później plując sobie w brodę za własną głupotę. Nie planowała chorować przez najbliższe tygodnie. Nie przed samymi świętami.
Nad jezioro biegła tak szybko, że nie orientowała się kogo mija po drodze. Sama się zdziwiła swoją sprawnością fizyczną. Treningi quidditcha dawały efekty. Ach, quidditch! Nieprzewidywalna gra. Słyszała o przegranej Niebieskich i miała początkowo plan pocieszać ukochanego, ale zaraz potem stwierdziła, że jej zamiary odniosłyby odwrotny skutek do oczekiwanego. Jej drużyna w końcu pokonała Gryfonów, tak więc nie chciała poruszać tego drażliwego tematu. W głębi duszy była dumna ze swojego Krukona. Może i przegrali, ale On prezentował się na miotle lepiej niż dobrze i prawie trafił tego całego Hewsona tłuczkiem! Zabrakło im zwyczajnie szczęścia.
- Nie zamarzłeś na kość? - szepnęła mu do ucha, wcześniej wskakując znienacka na plecy. Ot, po prostu nie potrafiła się od tego powstrzymać. W jego towarzystwie albo jej zielonego kuzynka, czuła się jak mała dziewczynka. Co za tym idzie, na wiele więcej mogła sobie pozwolić. I tak wszystko uchodziło jej na sucho. No, może nie zawsze, ale zwykle. Przynajmniej zwykle.
avatar
Lorelle Blackwell
Uczeń

Liczba postów : 149
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Lucas Sprouse on Czw 2 Gru - 17:25

Lucas co jakiś czas przenosił ciężar ciała z jednej nogi na drugą, próbując go w jakiś sposób ogrzać swoje lekko zmarznięte elementy.Ostatnim co chciałby usłyszeć, to z pewnością słowa dotyczące ostatniego meczu.Na nic się zdała dobra gra i wewnętrzne zadowolenie, jeśli wygrali ślizgoni. Te obślizgłe, zielone stworki z krzywymi, ironicznymi uśmieszkami. Najbardziej kurkon nie mógł przeboleć iż to właśnie Hewson złapał znicz. Gdyby uczynił to ktoś inny, z pewnością rozeszłoby mu się to po kościach i nie dręczyło sumienia. Czy zazdrościł temu osobnikowi? Tym słowem nie można było sprecyzować odczuć jakie się w chłopaku kumulowało. Niejednokrotnie słyszał od ślizgona komentarze dotyczące nie tylko jego pochodzenia, ale również stanu majątkowego.Jednak najboleśniejsze stały się komentarze o jego matce.
Starał się nie zwracać uwagi na tą porażkę, ciesząc z rychłego spotkania z Lorelle. kiedy poczuł ciężar na swoich ramionach, nie mógł opanować się od uśmiechu rozweselającego. Nie miał żadnego podejrzenia, że osobą może być nie ta dziewczyna. Zwłaszcza, że już po chwili usłyszał ciepły oddech przy swoim uchu. Zaśmiał się pod nosem, kładąc dłonie na jej drobniuteńkich. –Wystarczy chwila przebywania z tobą i już czuję ciepło. – Odezwał się z uśmiechem, przesuwając twarz w jej stronę. Kochał ją, a za ten jej uśmiech oddałby niemalże wszystko. Już po chwili ułożył pocałunek na jej lekko zaczerwienionym nosku. – Ale proponuję przemieścić się w inne miejsce, abyś mi czasem nie zamarła.
avatar
Lucas Sprouse
Dorosły

Liczba postów : 380
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Solihull, hrabstwo West Midlands

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Go?? on Nie 5 Gru - 21:25

Dotarli na jezioro. Tafla wody była gładka i spokojna, o ile można tak powiedzieć o wodzie. Na jej powierzchni odbijał się księżyc. Już niedługo pewnie zamarznie a radośni pierwszoklasiści będą się ślizgać po zlodowaciałej powierzchni wody. Doskonale pamięta jak sam był w pierwszej klasie, z tym, że on raczej nie szalał na błoniach z śnieżką w ręce. Zawsze był nad wyraz poważny, więc nawet wtedy wydawało mu się to zbyt dziecinne. Spojrzał na Scarlett. Jej twarz oświetlał tylko księżyc. W mroku ledwo ją widział, lecz nie trudno było się domyślić ,że jest jej zimno.
-To nie sweter jak chciałaś ale powinno wystarczyć-podał dziewczynie swoją marynarkę uprzednio ją zdejmując.
Mimo chłodu w koszuli nie było mu zimno, była dość gruba a z resztą to mu wystarczyło. Trochę chłodu zdecydowanie mu nie zaszkodzi, nie chorował z byle powodu, więc teraz też nic mu nie będzie. Nawet jeśli tak to będzie to miało tylko dobre strony- parę dni bez nauki i trochę spokoju z dala od wszystkich.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Scarlett Whitehall on Nie 5 Gru - 22:49

Scarlett wiele razy miała pewne fazy, podczas których przychodziły jej różne dziwne pomysły, szczególnie jak była małym bachorem. Biegała boso po błoniach, robiła bitwę na szyszki, skakała z gałęzi drzew, kopała „wilcze doły”, aby wyłapać jakieś magiczne stworzenia z Zakazanego Lasu i czasami puszczała latawce, co może nie było rzeczą najdziwniejszą, ale na pewno okropnie dziecinną. Jednak nigdy, przenigdy nie odważyłaby się wejść na pokryte lodem jezioro, nie ważne jak gruby byłby ten lód. Nie daj Boże załamałby się, a biedna, mała Krukonka wpadłaby do wody i najprawdopodobniej utopiłaby się w niej. Niewiele osób wie, że Scar nie potrafi pływać. Wszelkie próby nauczenia jej tego kończyły się histerycznym płaczem, kiedy panna Whitehall kurczowo trzymała się każdego napotkanego słupka. I niech William się nie dziwi, na zewnątrz było kilka stopni na minusie, pod podeszwami jej czarnych botków chrzęścił biały, puchaty śnieg, a chłodny wiatr rozwiewał jej długie, brązowe włosy. Dobrze, że miała w torbie wzorzystą chustkę, którą teraz przewiązała sobie wokół szyi. Potarła dłońmi ramiona, prychając z zimna.
- Mówiłam, żebyś mi skołował sweter – powiedziała karcąco. Obróciła głowę w stronę Krukona, wyciągał w jej stronę swoją marynarkę. – Nie będzie ci zimno? – Zapytała, ale nie czekając na odpowiedź wsadziła ręce do rękawów marynarki i zapięła jeden guzik. Uśmiechnęła się nieco, po czym schyliła się i chwyciła odrobinę śniegu w ręce. Ugniatała go chwilę i znowu spojrzała na Williama.
- Jest już ciemno i niedługo zacznie się robić coraz zimniej – przysunęła się do niego bliżej i objęła go rękami w okolicach pasa. Wyżej raczej by nie sięgnęła, była wyjątkowo niska, a przy nim przypominała krasnoludka.
avatar
Scarlett Whitehall
Dorosły

Liczba postów : 105
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Helmsley

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Go?? on Pon 6 Gru - 17:47

Przyglądał się uważnie tafli wody. Gdyby nie było tak zimno zanurzyłby się w niej z chęcią. Zastanawiał się też która godzina, było ciemno i coś mu się wydawało, że niedługo powinien być w dormitorium. Co nie oznacza, że to zrobi na dworze było zimno ale mimo wszystko miał ochotę jeszcze zostać nad jeziorem. Poco on dawał te nieszczęsną marynarkę dziewczynie, zaraz sam zamarznie. No ale przecież nie wypada jej go zabrać.
-Sweter?- zdziwił się-Skąd miałem ci go wziąć.
Przyjrzał jej się uważnie. Musiała naprawdę marznąć inaczej nie wzięłaby marynarki. Choć właściwie to mogła z nim tu nie iść. Do niczego jej nie zmuszał, co to, to nie.
-W ogóle mnie nie doceniasz- prychną tylko, trudno było stwierdzić czy żartuje czy jest poważny.
-Zawsze możesz wrócić-zaproponował.- Ja bym tu jeszcze trochę został.-powiedział podchodząc do jeziora. W przeciwieństwie do większości ludzi lubił taką pogodę a co więcej lubił samotne spacery. Niebo było teraz przepiękne, czego on by nie dał za teleskop. Mógłby tutaj stać przez całą noc i je podziwiać. Problem w tym ,że Scarlett raczej nie podzielała jego pasji i zapewne nie byłaby zadowolona.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Scarlett Whitehall on Wto 7 Gru - 22:31

Scarlett parsknęła.
- Nie wiem skąd, ale prosiłam – powiedziała. – Ale nie ważne, już mi cieplej. – Uśmiechnęła się do niego, lecz po paru sekundach zauważyła, że chłopakowi chyba jednak nie jest tak ciepło jak jej. – Tylko czy to był dobry pomysł, aby dawać mi tę marynarkę? Widzę, że marzniesz. Mogę ci ją oddać, chcesz? – Chwyciła za zapięty guzik, w każdej chwili mogła przecież ściągnąć marynarkę i dać Williamowi.
Nikt go nie obwinia o to, że zabrał tam Scarlett, rzeczywiście, nie zmuszał jej. Przecież ona sama zaproponowała spacer, on tylko wybrał konkretne miejsce, a dziewczynie się to spodobało. Szkoda tylko, że nie pomyślała o jakimś wierzchnim okryciu i zwaliła wszystko na chłopaka.
- Ależ nie, doceniam cię, naprawdę! – Pogładziła go drobną dłonią po ramieniu.
A podzielała, podzielała! Krukon chyba nawet nie wiedział, jak bardzo lubi astronomię. Patrzenie na gwiazdy to dla niej sama przyjemność! Tylko nie ma zbyt wiele czasu na przesiadywanie w obserwatorium z teleskopem albo na błoniach.
- Nie, nie chcę na razie wracać – rzekła spokojnie. – Nie ważne, czy będziemy marznąć, czy bezsensownie stać i gapić się w drzewo albo chlapać lodowatą wodą. Ważne, że zrobimy to razem. – Uśmiechnęła się. Jej wypowiedź zdawała się być nieco sztuczna, ale William musiał się już przyzwyczaić do tego, że trudno było jej rozmawiać o uczuciach. – Ostatnio nie mieliśmy tyle czasu dla siebie, dlatego każda chwila spędzona z tobą będzie dla mnie czymś wyjątkowym, bez względu na warunki.
avatar
Scarlett Whitehall
Dorosły

Liczba postów : 105
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Helmsley

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Go?? on Wto 7 Gru - 22:56

Zignorował wypowiedź dziewczyny na temat oddania marynarki. No bez przesady nie wyjdzie na skończonego idiotę. Choć z drugiej strony to byłoby zabawne. Przez długi moment milczał. To pozwalało mu sensownie myśleć. Przecież to, że nie mówi nie znaczy, że nie ma nic do powiedzenia. Trzeba wiedzieć kiedy schować język za zębami, w brew pozorom jest to bardzo przydatna umiejętność. Zaczynało się tak miło, a jak coś jest przyjemne to zazwyczaj nie trwa długo. Zdjął jej rękę z swojego ramienia i trzymał przez chwilę jednak niespodziewanie ją puścił.
-Wyjątkowa?- zadrwił.-W ogóle wiesz co to znaczy? -prychną.
Sam nie wiedział czemu ale musiał to powiedzieć. Właśnie dla tego nie był z nikim na stałe. Nikt nie mógł znieść. Jego zachowania. Był nieobliczalny i po prostu nie za ...miły jeśli można to tak ująć.
-Naprawdę chcesz to jeszcze ciągnąć? -zapytał.
Jego głos był trochę nieobecny i zimny ja lód. Odwrócił się i teraz patrzył jej w oczy. Niestety z wyrazu jego twarzy nie można było nic wyczytać. Teraz był zamknięty na wszystko, niczym w szklanej bańce i nikt nie Zabuży jego równowagi.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Scarlett Whitehall on Wto 7 Gru - 23:11

Scarlett zmarszczyła brwi, kiedy William zdjął jej rękę ze swojego ramienia. Czyżby chciał jej coś ważnego powiedzieć? Jego następne słowa ugodziły ją niczym kij bejsbolowy. On z niej drwił. I to w ten swój nieprzyjemny sposób.
- William, o co ci do cholery chodzi? – Zapytała nieco podnosząc głos. Często tak miała, kiedy coś jej nie pasowało, nie potrafiła pohamować emocji. W tym momencie coś jej na sto procent nie grało, mianowicie zachowanie chłopaka. Owszem, zdarzały im się momenty, kiedy stawał się nieznośny, nieobliczalny i niezbyt... Uprzejmy, ale udawało się im to przetrwać.
Stał tak naprzeciwko niej, patrzył w jej niebieskie oczy, które z sekundy na sekundę robiły się coraz większe i bardziej wystraszone. Chciała coś powiedzieć, ale tylko lekko rozchyliła usta, gdyż wypowiedź chłopaka okropnie ja zaskoczyła. Zaniemówiła z wrażenia.
Zapewne chce to wszystko skończyć, pomyślała. Tu i teraz.
- A ty chcesz? – Odbiła pytanie łamiącym się głosem.
Jej serce biło coraz szybciej i znacznie trudno było jej złapać oddech. Czuła już łzy napływające jej do oczy, jednak zamrugała sobie kilka razy. Przyrzekła sobie, że nie będzie płakać przez nikogo, ani nic. I przez Williama również, nie ważne, co ma na myśli.
avatar
Scarlett Whitehall
Dorosły

Liczba postów : 105
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Helmsley

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Go?? on Wto 7 Gru - 23:28

Przyglądał jej się uważnie. Tym razem jednak nie jak na obiekt uwielbienia tylko raczej...królika doświadczalnego .Była zupełnie jak porcelanowa lalka- jak się okazało nie tylko z zewnątrz. Przez chwilę patrzył jak jej oczy robią się coraz większe. Będzie płakać, a przynajmniej miała na to ochotę. Gdyby miała trochę honoru lub po prostu byłaby nim za te słowa dałby mu w twarz. Nie zrobiła tego? Jej strata. Wiedział, że ją rani ale powinna być do tego przyzwyczajona, inaczej do tego w ogóle nie powinno było dojść.
-A czy my w ogóle jesteśmy razem?- wbił kolejny gwóźdź do trumny.
Teraz nie mógł się wycofać, pość na kolana i błagać aby o tym zapomniała. On taki nie był. Nigdy taki nie będzie. Chciał ją objąć pocieszyć ale nie mógł się ruszyć, stał tylko i patrzył na nią.
-Nie płacz-powiedział nieco łagodniej, tak jak kiedyś.-Nie ma po co to koniec i po co to przedłużać? -wydawał się tym lekko znudzony.
Znudzony? Ranieniem osoby która przez siedem długich lat była jego jedyną powierniczką. Trochę to nielogiczne ale tak właśnie było.


Ostatnio zmieniony przez William Toxic dnia Sro 8 Gru - 17:35, w całości zmieniany 1 raz

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Scarlett Whitehall on Sro 8 Gru - 10:47

Nie wiem, czego spodziewałby się William po Scarlett. Niech nie liczy na to, że dziewczyna zacznie płakać, chociaż łzy cisnęły się jej do oczu. Wzięła głęboki oddech. Miała świadomość tego, że chłopak celowo ją ranił, że tego chciał, nie wiedziała tylko dlaczego to robił. Znali się przecież jakieś siedem lat, byli naprawdę bardzo blisko, a teraz widać, że on tego już nie chciał. Skoro on nie chce, pomyślała, nie będę go zmuszała.
- Dla mnie owszem, byliśmy – specjalnie położyła nacisk na ostatnie słowo. - Tylko czy dla ciebie był to związek? – Jej twarz nieco sie zaczerwieniła, że złości. Krukon zaczynał działać jej na nerwy. Najchętniej podeszłaby i dała mu w twarz za te wszystkie słowa, które raniły jej biedne serce, ale nie. Nie da mu satysfakcji.
Zrobiła dwa kroki w tył, odsuwając się od Williama i zaplotła ręce na piersiach. Była teraz niedostępną wieżą, otoczona niewidzialnym murem, którego nie przebije nic, choćby okropne słowa chłopaka.
- Nie zamierzam płakać – rzekła rozzłoszczona. – Nie przez ciebie – dodała ostro.
Teraz zapewne odwróci się na pięcie i odejdzie. Bo po co stać tam dłużej?
avatar
Scarlett Whitehall
Dorosły

Liczba postów : 105
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Helmsley

Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Go?? on Sro 8 Gru - 17:50

Przyglądał się jej przez chwilę. Zdziwienie na jego twarzy mieszało się z obrzydzeniem. Nie mógł uwierzyć jak mógł być z nią przez ten cały czas, ona nic o nim nie wiedziała. Była tylko nikim więcej jak żałosną dziewczynką która uwierzyła, że on coś do niej czuje. No niech będzie coś do niej czuł ale na pewno nie była to miłość. Z resztą po co on z nią rozmawiał. Nie zasługiwała na żadne wyjaśnienia. Nie musiał nic jej mówić, nie chciał. Jak mógłby ją pokochać. Była zupełnie jak małe dziecko i z charakteru i z wyglądu. Nad nią mógłby się jedynie litować. A nie ot to chodzi.
-Związek z tobą? -wydawał się rozbawiony.-Byłaś na tyle naiwna aby myśleć ,że coś do Ciebie czuję? -zaśmiał się szyderczo. -Na przyszłość znajdź sobie kogoś swojego pokroju i wzrostu, ja nie zamierzam równać do najniższych.- zaszydził z niej.
Nie miał po co z nią rozmawiać i tak nic go nie obchodziła, to czy płacze też już się nie liczyło. Co go obchodzi mała rozłoszczona dziewczynka? Nic, zupełnie nic.
-To nie płacz-powiedział spokojnie-Nie zrobiłoby na mnie większego wrażenia i tak jesteś dla mnie nikim-powiedział chłodno.
To prawda nie miał co tu robić, więc po prostu sobie poszedł. Jedyne czego mógłby się nasłuchać to spazmy , jęki i wyzwiska skierowane do niego. Po co mu to, po co mu opina rozentuzjazmowanej dziewczynki która ma problemy z samą sobą.


Ostatnio zmieniony przez William Toxic dnia Czw 9 Gru - 21:23, w całości zmieniany 1 raz

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Brzeg jeziora

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 :: Jezioro

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach