Wysokie drzewo

 :: Błonia

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Rose Bradford on Sro 26 Paź - 23:45

Ucieszyła się, gdy na twarzy Puchonki nie dostrzegła wrogości. Z lekkością słuchała jej słów, uśmiechając sie pod nosem. Zawsze się zastanawiała, dlaczego wiele osób w jej towarzystwie odnosi wrażenie, że ona jest znudzona. Czy Bradford kiedykolwiek się nudziła w jakimkolwiek towarzystwie? Co to, to nie!
- No co ty! - powiedziała energicznie, niemalże natychmiast.- Po pierwsze, jakbym miała cię dość, to bym sobie poszła. Po drugie: ja się nigdy nie nudzę. Wyjątkiem jest odrabianie zadań domowych, oczywiście. A po trzecie - zamyśliła się chwile, starając się dobrać odpowiedni argument - jest piękna pogoda i towarzystwo się przyda.
Skończywszy swój wywód, chwyciła z zadowoleniem żółtą fasolkę, która wywołała skrzywienie na jej twarzy.
- Feee, cytrynowa! - mruknęła, a następnie się roześmiała.
Przez chwile pozwalała, by urok dnia napełnił jej oczy podziwem. Z milczeniem obserwowała ukochaną okolicę, która powoli zapadała w sen.
- A wiesz, tak mnie zastanawia... - zaczęła beztrosko, obserwując dokładnie zamek - Mówiłaś, ze nie masz tu wielu przyjaciół. Z tego co słyszałam, bywasz niemiła. Dlaczego?
Powiadają, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. No cóż, w takim razie, w tej chwili Rose była w piekle.
avatar
Rose Bradford
Uczeń

Liczba postów : 98
Czystość krwi : 3/4
Skąd : London

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Vanessa Blue on Czw 27 Paź - 19:35

O, gdyby Vanessa znała odpowiedź na to pytanie! Na jej twarz zawitał smutny uśmiech.
- Gdybym ja to wiedziała... - odparła marzycielsko, patrząc przez koronę drzewa na złote słońce. W tej chwili już nic nie mogło jej popsuć humoru. - Wiesz, wszyscy w mojej rodzinie od strony ojca są tacy. Chyba geny jego rodziny były silniejsze. Nawet tata czasami jest dla nas złośliwy... ale ja już się przyzwyczaiłam. Nie jestem taka miła i fajna jak moja mama, chociaż chciała, żebym odziedziczyła po niej zakład fryzjerski. Zresztą co mogła zrobić? Puściła mnie do Hogwartu... A mój brat? Szkoda gadać... gra sobie w football, a potem pójdzie do collegu.
Vanessa przerwała, patrząc swoimi dużymi oczami na Rose. Miała tu takie udane, beztroskie życie... Po chwili na jej twarz znów zawitał uśmiech.
- Wiesz... można powiedzieć, że ja wrodziłam się w tatę, a Max w mamę - zakończyła uroczyście swoją wypowiedź. - Jego też wszyscy lubią... ale co tam będę się przejmować. Zazdrościć Maxowi?
W tym miejscu prychnęła. O nie, nigdy nie zniży się do poziomu swojego brata! Co to, to nie... Spojrzała przelotnie na srebrną taflę jeziora i kątem oka zauważyła ową kałamarnicę, która przestraszyła ją już pierwszego dnia szkoły. Zaśmiała się na samo wspomnienie.
- Nie lubisz cytryny? - zapytała ze zdziwieniem. - Ja uwielbiam... być może jestem taka jak cytryna, czyli kwaśna i złośliwa.
Vanessa zaśmiała się serdecznie. Polubiła Rose i jej otwartość. Otwartość na wszystko i wszystkich.
Panna Blue po raz kolejny sięgnęła po fasolki - wylosowała czarną.
- Ojej, lukrecja! - zawołała.
avatar
Vanessa Blue
Prefekt

Liczba postów : 57
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Wielka Brytania, Sunset Valley

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Rose Bradford on Czw 27 Paź - 21:35

Rose słuchała uważnie, wpatrując się w twarz Puchonki. Chciała z niej więcej wyczytać. W końcu najwięcej informacji znajduje się między wierszami! Uśmiechnęła się w duchu, przypominając sobie swoje relacje z jej przyszywaną siostrą. Nienawidziły się. Nikt nie wiedział, czy ta nienawiść wywołana była odmiennością sióstr czy ze względów rodzinnych. Ale doskonale wiedziała co to zazdrość.
- Ja mam charakter po ojcu. W wielu dziedzinach jesteśmy bardzo podobni. - zakomunikowała dumnie. - Ja za to mam siostrę, która żywi do mnie ogromną nienawiść i z wzajemnością. Może to jest spowodowane moim podobieństwem do ojca? - zamyśliła się przez chwile. - Eee, w sumie to nie wiem. Ale nie przejmuj się. Nie można mieć wszystkiego. Z pewnością niewiele osób za tobą przepada, ale jestem przekonana, że znajdą się tacy, którzy będą cię SZCZERZE lubić
Uśmiechnęła się, widząc nagłą zmianę jej humoru. Lubiła obserwować takie rzeczy u ludzi. Jedna chwila, jeden moment, a nawet sekunda potrafią wiele zmienić. Wyszczerzyła łobuzersko zęby, na wzmiankę o cytrynie.
- Kiedyś lubiłam. Ale zostałam ofiarą małego, niewinnego psikusa i jakoś od tej pory boję się nawet dotknąć jakąkolwiek cytrynę. - zawołała wesoło, śmiejąc się ze swoich wspomnień.
Czasy psikusów i nielegalnych gier lubiła najbardziej.
avatar
Rose Bradford
Uczeń

Liczba postów : 98
Czystość krwi : 3/4
Skąd : London

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Vanessa Blue on Czw 27 Paź - 23:14

Vanessa roześmiała się razem z Rose. Uwielbiała spędzać czas w ten sposób - po prostu siedząc i śmiejąc się z wypowiedzi drugiej osoby. Patrzyła na Bradford, wiecznie otoczoną grupką przyjaciół. Ba! Siedziała razem z nią pod drzewem i jadła fasolki wszystkich smaków. Zastanawiała się, ile dzieciaków z młodszych klas jej zazdrości...
Nagle do głowy Blue nadeszła niespodziewana myśl, na którą, co dziwne, chciałaby znać odpowiedź.
- Jaka jest twoja mama? - zapytała prosto z mostu, nie owijając w bawełnę.
Uwielbiała słuchać, kiedy ktoś opowiadał. Zwłaszcza, że Rose potrafiła pięknie opowiadać. Mogłaby spędzić z nią w ten sposób cały, boży dzień. Odpowiadałyby na pytania tej drugiej. Ewentualnie śmiałyby się z niczego.
Uśmiechnęła się zachęcająco do Rose.
- A więc? - podjęła rozmowę.
avatar
Vanessa Blue
Prefekt

Liczba postów : 57
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Wielka Brytania, Sunset Valley

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Rose Bradford on Sob 29 Paź - 15:29

A Bradford uwielbiała tak spędzać czas! Nawet cieszyła się, że nie musi pisać tego nudnego wypracowania. Powinna się nad nim skupić - to prawda, ale nie teraz. Może później...
Zdziwiona spojrzała na Vanesse. Pytanie ją troche zaskoczyło, ale od razu sie opanowała. Właściwie to i tak nie ma nic do ukrycia. Rodzina jak rodzina.
- Strasznie się różnimy, ale lubimy się. Mogę zawsze na nią liczyć. Zawsze mocno stąpała po ziemi, ale po rozwodzie stała się... Jakby to powiedzieć... - przez chwile myślała nad odpowiednim słowem - lekkoduchem.
W tej kwestii Rose nigdy nie zrozumie matki. Ale postanowiła ją wspierać, gdyby nawet się paliło, waliło i działo wszystko co najgorsze. Zasługuje na to.
Uśmiechnęła się uprzejmie, a następnie wzięła fasolkę do ust, która tym razem okazała się o smaku szpinaku. Pomruczała z zadowoleniem, gdyż uwielbia szpinak, a następnie spojrzała w swoje ukochane niebo.
Nigdy nie chciała się stać kimś takim jak matka. Dla niej była desperatką. Przecież po rozwodzie mogłaby się z kimś związać, być nadal szczęśliwą kobietą! Więc... Dlaczego nadal w sobie wszystko chowa?
Oczywiście nie chciała się z nikim dzielić z tymi rozważaniami. Były tylko pilnie strzeżone w jej głowie i nikt nie miał do nich dostępu.
- A twoja? - zapytała po chwili z zainteresowaniem.
Zawsze ją zadziwiaj świat mugoli. Jak oni sobie radzą bez magii?
avatar
Rose Bradford
Uczeń

Liczba postów : 98
Czystość krwi : 3/4
Skąd : London

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Vanessa Blue on Sob 29 Paź - 16:40

Vanessa uśmiechnęła się na samo wspomnienie matki.
- Myślę, że mogę ją nazwać przyjaciółką - zaczęła. - Kiedy byłam młodsza, często chodziłyśmy razem na spacery, pomagała mi wybierać stroje na dyskoteki szkolne i się malować. A poza tym... - tutaj mina Vanessy nieco zrzedła. - Myślała, że zostanę fryzjerką, tak jak ona. I od tych paru lat wygląda na to, że coś pękło... nie spędzamy tak dużo czasu jak...
Nagle Vanessa poczuła, że powiedziała za dużo i na jej bladych policzkach zagościł rumieniec.
- Lubię słońce - spróbowała zmienić temat. - A teraz widzę je coraz rzadziej... nie lubię chmur. Ani deszczu. I pewnie znowu powiesz, że nie lubię wielu rzeczy!
Zaśmiała się głośno. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak dużo rzeczy ją drażniło. Spojrzała na wpół opróżnione pudełko fasolek i sięgnęła po kolejną.
Chwilę później okazało się, że była jabłkowa. Da się znieść.
avatar
Vanessa Blue
Prefekt

Liczba postów : 57
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Wielka Brytania, Sunset Valley

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Rose Bradford on Nie 30 Paź - 14:37

- Wiesz, dla twojej mamy z pewnością jest to trudne. Kto by się spodziewał, że jej córka jest czarodziejką? - zaśmiała się, ignorując zmianę tematu - Musi przełknąć tę zmianę.
Rose wiedziała, że nie za bardzo może wczuć sie w sytuację matki Vanessy, gdyż pochodzi z rodziny, gdzie rodzice są czarodziejami. Ale z pewnością może stwierdzić, że ta sytuacja nie jest dla niej łatwa. Rodzice zawsze źle przyjmują gwałtowne zmiany.
- No cóż, bywa, że widzisz wszystko od najczarniejszej strony. - powiedziała wesoło - Ale to ma swój urok. Ja mam tendencje do patrzenia na świat przez różowe okulary, co niekoniecznie jest dobre.
Oj tak. Bradford zazwyczaj niczym się nie przejmuje, nawet jak wpadnie w tarapaty. A jeżeli już ją coś trapi, to nie daje po sobie poznać.
Rozciągnęła się na trawie, patrząc przelotnie na zegarek. Westchnęła od niechcenia, patrząc przepraszająco na siedzącą obok niej Puchonkę.
- Muszę już uciekać. Mam trochę pracy... Ale mam nadzieje, że się jeszcze spotkamy. - powiedziała uprzejmie, a następnie wstała zabrawszy wcześniej wszystkie swoje rzeczy. - Miłego dnia! - zawołała, a następnie udała się w stronę zamku.
avatar
Rose Bradford
Uczeń

Liczba postów : 98
Czystość krwi : 3/4
Skąd : London

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Vanessa Blue on Nie 30 Paź - 15:38

Vanessa uśmiechnęła się.
- Tobie również miłego dnia! - krzyknęła za Rose, powoli wstając. - Też mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy...
Panna Blue jeszcze długo patrzyła w ślad za Bradford. Niewątpliwie, to było bardzo pouczające spotkanie. Vanessa wyciągnęła z tego bardzo mądrą naukę: "Bądź miłym, a inni również będą mili dla ciebie", co bardzo jej się skojarzyło z przysłowiem "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie", co z kolei przy...
Vanessa Blue gwałtownie wstała i pobiegła w kierunku zamku. Przypomniała sobie, że właśnie w tej chwili zaczyna się kolacja. Wbiegając do zamku, myślała już tylko o tym, żeby wreszcie napisać referat z eliksirów.
avatar
Vanessa Blue
Prefekt

Liczba postów : 57
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Wielka Brytania, Sunset Valley

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Miyu Earlson on Sob 17 Gru - 20:27

Przyjechała na odpoczynek. W sumie ktoś mógłby jej popukać w głowę, co inwalida robi w takim miejscu? Wjedzie na to drzewo? Przecież jest niepełnosprawna. Ale co z tego? Wolno jej chyba przebywać gdzie chce i kiedy chce. Azjatka, zatrzymała się pod drzewem i zablokowała koła. W końcu nie chcemy samowolnego wózka, który mógłby siać spustoszenie i może nawet spowodować wypadek.
Podniosła się na rękach, po czym opadła na zimną ziemię. Podczołgała się pod drzewo, po czym oparła się plecami o pień drzewa.
Oparła się wygodnie, po czym przymknęła z zadowoleniem oczy. Mogła sobie odpocząć, wyciszyć....Czuła się tym wszystkim tak bardzo zmęczona. Sama nie wie, może to depresja? Spuściła głowę, pozwalając aby ciemne włosy zasłoniły jej twarz. Kosmyki muskały jej policzek, a ona sama zastanawiała się nad swoimi sprawami. Przymknęła z zmęczeniem oczy, chyba zaczynała przysypiać. I w pewnym momencie, przechyliła się na bok i tym sposobem, leżała na boku pod drzewem z zamkniętymi oczami. Sen, błogi sen...
avatar
Miyu Earlson
Uczeń

Liczba postów : 161
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Japonia, Jokohama. Obecnie Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Michael Johnson on Nie 18 Gru - 20:33

Nudził się chłopakowi siedzenie, w samym zamku. Ubrał się ciepło, w końcu nie był bardzo chory. Nie było to przeziębienie, jak mu się wydawało, a troszkę gorsza angina. Spacerował sobie, w szaliku, który dostał ostatnio od japonki. W między czasie, zajadał się jedna tabliczką czekolady, którą zabrał z Hogwartu. Nie było to przyjemne, gdyż podczas przełykania jej, jego gardło bolał straszliwie. Akurat teraz, przydałaby się Miyu, z tym jak bardzo szkodzi mu czekolada. Jak na zawołanie, dostrzegł wózek dziewczyny. Nie miał wątpliwości co do tego. Westchnął lekko. Ciekawe, co znowu zrobił. Podszedł do wózka, a na ziemi, zobaczył śpiącą brunetkę. Brakowało mu tego, by znalazł ją martwą. Musiał ją obudzić, chociaż, wyglądała słodko. Schował czekoladę do kieszeni i wytarł twarz. Przykucnął przy niej i delikatnie potrząsnął.
-Miyu! -powiedział nie za głośno, by znowu jej nie wystraszyć. Dłoń przyłożył do jej zimnego czoła. Ludzie... Kto to widział, żeby spać na ziemi w grudniu?
avatar
Michael Johnson
Uczeń

Liczba postów : 70
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Miyu Earlson on Nie 18 Gru - 20:47

Dziewczyna spała sobie w najlepsze. Śniło jej się... a no właśnie. To co jej się śniło, było bardzo przyjemne. Śnił się jej pies...jak walczy z potworem z Loch Ness. Dziwny sen. A jeszcze dziwniejszy, że ten potwór przemówił jej imieniem? Dziwne...Otworzyła oczy i zamrugała kilka razy. Ziewnęła zaspana, i odgarnęła włosy z twarzy. Kto ją budzi? No oczywiście, Michael. Podniosła się, i oparła na łokciach, patrząc na niego zaspanym wzrokiem.
-No co...-mruknęła zaspana i ziewnęła mu prosto w twarz. Jednak zaraz potem, znów j ej głowa wydawała się bardzo ciężka, a ziemie była taka...mięciutka? Ciepła? Niczym wełna. Mruknęła coś pod nosem, i położyła głowę z powrotem na ziemi, ponownie zamykając oczka i znów powoli zasypiając.
avatar
Miyu Earlson
Uczeń

Liczba postów : 161
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Japonia, Jokohama. Obecnie Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Michael Johnson on Nie 18 Gru - 21:01

Westchnął lekko. Raz jeszcze nią delikatnie potrząsnął.
-Wyglądasz słodko kiedy śpisz, ale to nie pora na to. Nie w grudniu na dworze. -miał wyraźną chrypę, co dało się słyszeć w jego głosie. Pociągnął nosem, tak katar niestety też miał. Ciekawe, jak długo już tutaj tak leży. Tak czy siak będzie musiał ją zabrać, więc lepiej wcześniej, niż później. Włożył ręce pod nią i podniósł ją. Tylko, gdzie ją teraz zabierze. Powinien do pielęgniarki. Mniejsza z tym, pierwsze niech się obudzi. Potrząsł jeszcze lekko rękoma, by się do końca obudziła.
-Wstawaj już. -dodał śmiejąc się, a raczej kaszląc przy tym. Podszedł do wózka, nie kładł jej jeszcze na nim, tylko patrzył a japonkę z uśmiechem na twarzy.
avatar
Michael Johnson
Uczeń

Liczba postów : 70
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Miyu Earlson on Nie 18 Gru - 21:11

Dziewczyna ziewnęła. Nie pośpi. Ale zamiast tego, miała gorączkę. Jej czoło było rozpalone, a policzki przybrały niezdrową, zbyt czerwoną barwę. Kichnęła, zakrywając twarz, dłonią i zakasłała. Zapalenie płuc? Czemu nie. grudzień, chłód. To nie pora, by leżeć na ziemi. Dziewczyna oparła głowę na jego piersi i westchnęła. Ona zawsze była płaczliwa, gdy była chora.
-Zimno mi...-mruknęła, uczepiając się jego jak mała małpka. Widać było, że nią nic w świecie nie pójdzie na wózek. Będzie musiał ją nieść i pchać wózek, bo Ona się od niego nie odczepi. Azjatka westchnęła i przymknęła oczy. Ale jest śpiąca. Tylko ciekawe, dlaczego on tutaj przyszedł? Chyba był chory tak..?
avatar
Miyu Earlson
Uczeń

Liczba postów : 161
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Japonia, Jokohama. Obecnie Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Michael Johnson on Nie 18 Gru - 21:25

Spojrzał na wózek i na nią. Wyglądała beznadziejnie. Jak niby on ma zabrać ją i wózek? Zresztą. Wózka chyba nikt nie ukradnie. Powinien ją szybko wziąć do szpitala a nie przejmować się takim błahostkami.
-Tylko mi tu nie zasypiaj. -delikatnie poprawił ją sobie na rękach, a czekolada wypadła mu z kieszeni. Spojrzał na końcówkę tabliczki mlecznej słodkości. Szkoda mu jej było, ale bardziej przejmował się brunetką. Westchnął lekko, po czekoladę zawsze może pójść do kuchni, a po wózek, jeszcze tu wróci. Dosyć szybko zaczął iść przed siebie w stronę zamku. Co chwilę spoglądał raz to na Miyu, a raz na ziemię, by się nie wywrócić i nie wywalić, z nią... O czym ona myślał kładąc się na ziemi. Jeszcze, jak spadła z drzewa, mógł jej odpuścić, ale tego, nigdy w życiu. Ona go poucza, jak to czekolada jest zła, a sama śpi na ziemi w zimie. I kto tu jest nieodpowiedzialny?

[z/t]
avatar
Michael Johnson
Uczeń

Liczba postów : 70
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Deria Malsive on Pon 2 Lip - 17:57

Ubrana była w jeansy, zwiewną białą tunikę, z licznymi, abstrakcyjnymi, pastelowymi, niebiesko-różowymi wzorkami, odkrywającą oba szczupłe ramiona i brązowe krótkie kozaczki. Na to wszystko narzuciła sięgający kolan, jasnobrązowy płaszcz z materiału, którego nie zapięła. Jej delikatne dłonie chroniły rękawiczki w kolorze płaszcza.
Dotarła w to miejsce nie bez problemów. Brodząc w płytkim śniegu, zlepionym wilgocią i odwilżą, która dziś odpuściła mróz. Znała drogę doskonale, więc nie musiała nawet za wiele kluczyć. Namacała dłońmi znajomą korę, jej przyjaciel. Drzewo. Lubiła je wiosną, kiedy stada ptaków zasiadały w jego koronie i odśpiewywały hymn pochwalny. Uwielbiała wsłuchiwać się w ten śpiew i słuchać delikatnego szeptu poruszanych wiatrem traw i liści. Teoretycznie wiosna zbliżała się wielkimi krokami, jednak nadal słońce wyglądało rzadko, a śniegu wciąż pozostawało dużo.
Deria przylgnęła do zimnej kory, zamknęła niewidzące oczęta i oparła policzek o drzewo. Rozłożyła ręce, by wtulić się w nie, jak w żywą, czującą istotę. Słuchała rytmu jego życia. Jak zwykle miała lekko otwarte usta z których rytmicznie wydobywały się obłoczki pary.
Rozmyślała nad przyszłością drzewa do którego właśnie się przytulała. Ile lat już tu stoisz? Kochany dziadziu, drzewcu, ile lat jeszcze będziesz stał tutaj dając schronienie od słońca i będąc domem dla tylu stworzeń?
- Ceryx... - Szepnęła, uśmiechając się, ale nie otworzyła oczu, bo po co? Poznała swojego ukochanego lelka, który teraz usiadł jej na ramieniu i wtulił się między włosy, dotykając piórkami szyi.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Michael Irving on Pon 2 Lip - 20:33

Błonia w zimie. Czyż to nie piękny widok. Uczniowie wchodzący i wychodzący z zamku nigdy nie doceniali, tego co mieli przed oczyma. Może i w pewnym sensie mieli racje. Luty nie należał do najpiękniejszych miesięcy. Lodowate powietrze i wiecznie padający śnieg odstraszał większość dzieci, które wolały pozostać w przepełnionej ciepłą atmosferą szkole. Michael zdecydował jednak wyjść w końcu na dwór. Nie robił tego często, tym bardziej w porze zimowej. Ubrany w długi, czarny płaszcz, ciemnogranatowy szalik i charakterystyczny berecik powędrował tam, gdzie poniosły go nogi. Poczuł dziwne uczucie w dłoniach i wtem spostrzegł, że zapomniał rękawiczek :
- Cholera, znowu... - warknął pod nosem, odwracając się na pięcie w stronę Hogwartu. Chciał już się zawrócić, aczkolwiek zrozumiał, że wystarczające ciepło dawało samo włożenie ich w kieszenie.
Swoim tempem nie wykazywał dużego zaangażowania. Chciał spędzić jak najwięcej czasu na zewnątrz, aby nawdychać się trochę lutowego tlenu. Gapiąc się bezwiednie w śnieg, zbliżał się do nieustalonego przez nikogo celu. Zanim się spostrzegł, dotarł do znanego większości uczniom drzewa. Spojrzał na nie kątem oka. Swe gałęzie rozkładało na dobre kilkanaście metrów, a jego grubość pnia dodawała potęgi. Zauważył także kogoś stojącego obok rośliny.Co mi tam... Podszedł do nieznajomej i spokojnym, przyjaznym tonem mruknął :
- Cześć.
Nawet nie spojrzał jej w twarz. Rozpoznał, że to kobieta, tylko po długich włosach, rozłożonych na ramionach. Nie chciał robić nic pochopnego, więc poczekał na jej reakcję.
avatar
Michael Irving
Uczeń

Liczba postów : 44
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Great Yarmouth, England

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Deria Malsive on Pon 2 Lip - 21:05

Deria oderwała policzek od powierzchni drzewa, chociaż nie była zaskoczona. Skrzypienie śniegu pod butami nieznajomego usłyszała już dawno, po głosie poznała, że to chłopak.
- Michael... - Powiedziała cicho. Znała go z pokoju wspólnego i z lekcji. Oj, bardzo dobrze znała jego głos, bo twarzy jeszcze nie miała okazji poznać. Nie wiedziała też czego się może po nim spodziewać, nigdy ze sobą nie rozmawiali, nie było ku temu okazji. Dziewczyna zawsze izolowała się i żyła we własnym świecie. Odwróciła się w stronę, od której dochodził ją zapach człowieka i z której usłyszała wcześniej głos. Stał tam nadal, z całą pewnością. Ceryx wyplątał się z jej jasnych włosów i podskoczył parę razy na jej ramieniu przekrzywiając łapek i spoglądając na chłopaka z zaciekawieniem. Dziewczyna zaśmiała się, ptaszek odfrunął.
Dezyderia czasem miała ochotę z kimś pobyć, jednak nie dzisiaj. Mimo tego chłopak jej nie denerwował. Akceptowała jego obecność tak, jak akceptowała deszcz, śnieg, czy wichury. Były nieprzyjemne, ale były też częścią natury, którą kochała. On też był częścią natury.
Mogłaby mu powróżyć, chociaż nie wiedziała na ile silną aurę skupia wokół siebie Michael. Powolutku przebrnęła przez śnieg, w jego stronę, macając drogę kijkiem. Jej ślepota była magiczna; nie można było nic na nią poradzić.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Michael Irving on Pon 2 Lip - 22:06

Michael nigdy nie dbał o szczegółowe zapoznanie swoich rówieśników. Kogo napotkał, tego poznawał. Często nawet się zdarzało, że nie znał imion uczniów z ławki obok, nawet jeśli zostali przedstawiani na lekcji. Prościej mówiąc, nie ma pamięci do nazwisk. Jednych znał mniej, drugich bardziej, a panna Malsive nie należała do tych osób, na których posiadał szczegółowe informacje. Wiedział oczywiście o jej ślepocie, chyba każdy w szkole o tym słyszał. Zapamiętał to co gorsze, a lepsze cechy odstawił na bok. No cóż, taki właśnie jest Mike. Nie umie zbytnio odnajdywać w sobie i innych lepszych stron charakteru.
Dziewczyna zbliżała się do niego, odnajdując drogę poprzez wyznaczanie jej kijem. Nie wiedział co powiedzieć. Podrapał się lekko za uchem i niezrozumiale wymamrotał :
- Dokładnie. Jak się miewasz?
Proste pytanie było kluczem do udanej konwersacji. Może od tego warto zacząć. Takie pytania poprawiają relacje wśród rozmówców, gdyż wyrażają pewną troskę o drugą osobę. Mike raczej nie czuł się za nikogo odpowiedzialny, ale zapytanie o samopoczucie nie było przecież wielką troską o nią.
avatar
Michael Irving
Uczeń

Liczba postów : 44
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Great Yarmouth, England

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Deria Malsive on Wto 3 Lip - 1:33

Stał ciągle w tym samym miejscu, więc raczej nie miał zamiaru uciekać, czyli jednak będzie zakłócał jej spokój... No cóż. Podeszła do niego promiennie uśmiechnięta. Jej spojrzenie utkwione było gdzieś w horyzont, ładnych kilkadziesiąt centymetrów ponad ramieniem chłopaka. Dotknęła kijkiem jego buta i teraz wiedziała już dokładnie, gdzie chłopak się znajduje. Wyciągnęła rękę, ale nie po to, żeby go dotknąć. Na jej przedramieniu usiadł Lelek. Podreptał delikatnie po zgrabnym ramieniu dziewczyny, by stanąć na jej dłoni. Ujęła go w rączki tak, że tylko łepek ptaszka wystawał jej między palcami. Gładziła go delikatnie kciukiem po główce chuchając na niego od czasu do czasu. Było mu w końcu zimno, a głupol wyleciał za nią zamiast siedzieć w dormitorium.
- Całkiem dobrze... Ostatnio można było zauważyć triangunalną koniunkcję sfer Jowisza i Wenus. Profesor Trelawney mi mówiła. Oczywiście ona zinterpretowała ją błędnie... Wydarzenie to wcale nie zapowiada licznych wypadków i serii samobójstw. - Westchnęła zrezygnowana, jakby tłumaczyła dziecku do czego służy różdżka. - Oznacza ona, że idą zmiany. Niekoniecznie na lepsze, ale nie powiedziane, że przyniosą coś złego. Wszystko jest takie mgliste... Gdybym znała dokładne kąty, mogłabym bardziej precyzyjnie sprawdzić zależności pomiędzy gwiazdami układu Norweskiego a rąbem Wenusa, niestety mało kto może mi pomóc, a sama tego nie pomierzę. - Dodała ściągając usta w dzióbek. Zdawała się być zniesmaczona tym faktem. - Co do Ciebie, to wydaje mi się, że niedługo czeka Cię O z jakiegoś przedmiotu... możliwe, że będzie to Historia Magii? - Rozpraszał ją, nie widziała nic wyraźnie. Znów się rozgadała - jak zwykle - na tematy, które ludzie kwitowali odwróceniem się na pięcie i odejściem. Deria nie przejmowała się tym zupełnie. Nie każdy miał taki dar, jak ona.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Michael Irving on Wto 3 Lip - 12:18

Teraz skupił uwagę nie na dziewczynie, a na lelku fruwającym tu i tam, przedzierającym się przez włosy właścicielki lub wesoło dreptającym po jej ciele. Ona - promiennie uśmiechnięta, on - bardziej ponury i smutny. Przedstawiali dwa różne charaktery, aczkolwiek należeli do tego samego domu; więc coś wspólnego musieli mieć. Deria dotknęła kijem buta chłopaka, na co ten lekko, lecz gwałtownie się skulił. Może dlatego, że było to niespodziewane. Wtem złapała swojego pupila w rączki, aby dostarczyć mu przynajmniej trochę ciepła. To nie jest pora na tak małe zwierzątka. Ku ucieszeniu Mike'a, koleżanka zaczęła rozprawiać o astronomii. Nie bardzo lubił ten przedmiot. Ba! Nigdy nie ufał gwiazdom, ani nie wierzył w przewidywanie przyszłości. Kierował się zasadą, że każdy może zmienić swoje przeznaczenie, bez względu na to, co mówi niebo czy fusy. Znalazł nieodpowiednią partnerkę do rozmowy. Chciał jak najszybciej przerwać ten temat i zacząć nowy :
- Nawet nie wiedziałem, że interesujesz się tak astronomią. Położenie planet czy planetoid, raczej to mnie nie kręci. Jeśli chcesz znać moje zdanie, nie wierzę w przepowiednie czy wróżbiarstwo. - Oznajmił w celu zakończenia tego wątku. Teraz musiał przygotować się na każdą opcję. Przede wszystkim, musi wymyślić coś nowego. Coś, o czym będą mogli porozmawiać, nie urażając drugiej osoby :
- Jeżeli to cię uraziło, przepraszam. Po prostu nie chcę niczego udawać. - Dodał po chwili. Wsadził na chwilkę kciuk między zęby, aby błyskawicznie się skupić. To pomogło, gdyż nie czekając na jej odpowiedź, zapytał :
- Niedługo siódma klasa. Jakieś plany na przyszłość?.
Wydawało się to niezbyt na miejscu, ale odbiegało od przyjętego wcześniej tematu.
avatar
Michael Irving
Uczeń

Liczba postów : 44
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Great Yarmouth, England

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Deria Malsive on Wto 3 Lip - 19:55

To, że się uśmiechała, nie odzwierciedlało jej nastrojów i uczuć. Chociaż dziś akurat czuła się całkiem dobrze, to nie oznaczało to, że jej uśmiech jest do końca szczery. Była trochę zła na pojawienie się chłopaka. Poza tym zwykle czuła się gorzej niż dziś, więc... Nie można wyciągać pochopnych wniosków. Każdy jest kowalem swojego losu, tak? Więc jakby wytłumaczył fakt, że przepowiednie się sprawdzają? Że jeśli ktoś ma dar, jeśli ktoś umie wróżyć, to potrafi przepowiedzieć z dużą dokładnością różne fakty z przyszłości? Nie potrafi. Przypadkiem można nazwać jednorazowy incydent, tudzież dokładność w okolicach góra pięćdziesięciu procent, tymczasem przepowiednie sprawdzały się niemalże zawsze. Oczywiście - zdarzały się błędne lub takie, których skutki zostały zmienione przez ingerencję osób trzecich, ale było ich niezmiernie mało. Wprawny wróżbita umiał przewidzieć wiele. Fakt - nie zawsze widział wszystko dokładnie i to stąd wynikały błędy. Niektóre wizje bywały bardzo, bardzo mgliste, rozmyte...
- AstroLOGII - Poprawiła go z uśmiechem. - Astronomia, to nauka o gwiazdach, a astrologia, to nauka o wróżeniu z gwiazd. Nie łączą się ze sobą prawie zupełnie. - Chłopak OCZYWIŚCIE nie był zainteresowany tematem wróżbiarstwa, widocznie nie rozumiał i nie wiedział, że Deria rozmawia tylko o wieszczeniu. - Nie musisz wierzyć... ich skutki i tak Cię dopadną. - Wzruszyła ramionami, zdając się zupełnie nie przejmować sceptycyzmem chłopaka.
Trochę zmieszała się na pytanie chłopaka. Nigdy się nad tym nie zastanawiała. Nie chciała zostać kimś takim jak matka... Nie chciała też jednak po prostu zacząć pracy w Ministerstwie czy gdziekolwiek... Nie mogła przecież prowadzić normalnego życia. Była ślepa. Czyli upośledzona. Fizycznie. Co miała robić? Nie nadawała się na sekretarkę, łamaczkę klątw, czy aurora. Mało było rzeczy, do których się nadawała. Właściwie jedyne co potrafiła, to wróżyć. - Żadnych. - Skwitowała krótko i oschle. Nie pytała o plany chłopaka, bo jakież on mógłby mieć plany? Z pewnością nic interesującego... kolejny szary człowiek, przyszły pracownik lub właściciel sklepu, może czeka go praca w Ministerstwie? Może zostanie dyrektorem Hogwartu? Może zostanie potężnym czarodziejem, naukowcem, odkrywcą? Nic ciekawego, jak się głębiej nad tym zastanowić, dochodziła do wniosku, że naprawdę nie czekało go żadne ciekawe życie. Wcale nie musiała mu wróżyć, żeby widzieć to wyraźnie.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Michael Irving on Wto 3 Lip - 22:46

Nie potrafił zagadki emocji prowadzonej przez dziewczynę. Nie wykazywała w jakim jest nastroju, a fałszywy uśmiech wcale mu w tym nie pomagał. Przystopował trochę z jakąkolwiek decyzją. Starał się zawsze zachowywać się tak, aby rozmawiać z drugą osobą w przyjaznych stosunkach. Po drugie, gdzieś w głębi jej uroda dawała po sobie poznać i podświadomie nie chciał niepotrzebnie zniszczyć neutralnych stosunków, jakie ze sobą wiążą. Teraz mógł żałować, że wyrzucił z siebie wszystko zgodnie z prawdą. Może jednak wystarczyłoby przytaknąć i jakoś inaczej zmienić temat. Chociaż z drugiej strony, Deria wyraźnie żyła wraz ze swoim "darem", więc czy byłoby w ogóle to możliwe? Teraz rozmyślał nad tym, o czym usłyszał kiedyś, gdzieś, od niewiadomej osoby. Jej słowa zmusiły go do pewnych przemyśleń. Nie zawsze jego zasady muszą być prawdziwe i właściwe. Oczywiście, każdy ustala w co wierzy i czym się kieruje, aczkolwiek są rzeczy, których nie uniknie się, nawet jeżeli wcale się w nie nie wierzy. Takie przekonanie najwyraźniej znajdowało się w głowie uczennicy. Młodzieniec był pewny, że zatwardziałość przy swojej racji wynika z tego, że była niewidoma. Takie wizje mogły pozwolić jej widzieć to co się stanie, dzieje. Może właśnie myślała, że widzi przyszłość, a tak naprawdę była to obłuda. Może oczywiście się mylić, tak zapewne jest, aczkolwiek tylko tak sobie to wyjaśnił :
- Astrologia czy astronomia, wszystko opiera się na podobnej nauce. Skoro ustępujesz przy swojej racji, pozwól, że Cię o coś zapytam. Przepowiednie są różne, jedne dotyczą śmierci, drugie szczęścia, a jeszcze inne wielkiej fortuny. Czy Twoim zdaniem przyszłości nie da się zmienić. Ktoś ma zginąć jutro? A jeśli sam to zrobi jeszcze dziś. Czy wtedy wizja się spełni? Chyba nawet znasz na to odpowiedź... - odpowiedział spokojnie. Nie chciał wdawać się w dyskusję, lecz chciał zrozumieć, to co czuje Dezyderia. Chęć "nawrócenia" Krukona może być główną pobudką wróżki do dalszej rozmowy. Z drugiej strony, Michael może jej zwyczajnie nie obchodzić i skończy tą rozprawę. Nie wiadomo, tego nikt nie może przewidzieć. Wszystko zależy od niej.
W tym samym momencie niespokojnie przewracał materiał w kieszeni. Czuł, że dzieje się coś niedobrego, przynajmniej dla niego samego. Nie był w stanie w żaden sposób odgadnąć przynajmniej trochę co. Możliwe, że zwyczajnie mu się wydaje....
avatar
Michael Irving
Uczeń

Liczba postów : 44
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Great Yarmouth, England

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Deria Malsive on Wto 3 Lip - 23:08

Ona nawet nie trudziła się, żeby spróbować wyjaśnić komukolwiek to, co myśli i czuje. Z Michaelem będzie podobnie. Po co próbować, skoro on nawet nie chce słuchać? Skoro uważa, że to co mówi Deria jest zaledwie wątłą iluzją, wytworem jej wyobraźni? Po co tu przychodził? Zakłócał jej spokój... niszczył jej wizje, jedność z naturą. Rozkosz, którą czerpała z tej chwili na świeżym powietrzu z dala od ludzi gotowych szydzić z niej lub wątpić. Teraz ludzie przyszli do niej. Zawsze przecież tak było... Jeśli istnieje kryjówka, to zawsze ktoś inny może ją odnaleźć. Nigdy nie znajdzie swojego kącika, w którym będzie mogła spokojnie sobie posiedzieć, pomyśleć. Zawsze się znajdzie ktoś taki jak Michael i zacznie rozmowę. Oczywiście miała ochotę wygarnąć mu, że nie ma racji. Przepowiednia nie mówi nigdy: "Umrzesz jutro" albo "W przyszłym tygodniu wygrasz tyle i tyle galeonów". Poza tym - choćby poruszył niebo i ziemię, ciężko uniknąć jej konsekwencji. Może przyłożyć się do nauki z Historii Magii, ale obleje, bo zapomni o zadaniu domowym. Albo dostanie pytania i ze stresu nie będzie w stanie udzielić odpowiedzi. Może nie być w stanie odebrać sobie życia dziś i mimo tego, że zna i wierzy w swoje przeznaczenie umrze jutro. Może też stwierdzić, że chce zmienić swój los, że zabije się i pokona przepowiednię, ale ona jest bezlitosna, nie ucieknie. Stwierdzi, że nie chce skracać swojego życia o jeszcze jeden dzień, że woli poddać się woli losu, zobaczyć, czy może uda mu się wymknąć z rąk kostuchy. Nic nie jest pewne. Przepowiednie również. Ale ile przykładów z przeszłości świadczy o tym, że ludzie nawet wiedząc o tym, co się wydarzy, nie potrafili zmienić kolei losu. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - wątpliwe, mętne wizje snute przez wieszczów są często niezrozumiałe, trudne w interpretacji, bo opowiadają o tym co się wydarzy. Przecież tak właśnie jest. Wizje nie są nigdy jasne, klarowne, ich znaczenie jest metaforyczne, ale z czasem nabierają sensu - okazuje się, że pasują do sytuacji, która później się wydarzyła. Idealnie. Zgadzają się wszystkie fakty i nabierają nowego znaczenia, sensu... Chciała mu to powiedzieć, ale nie mogła.
- Nie ustępuję, ale obstaję przy swoim. - Poprawiła go delikatnie się uśmiechając, chociaż jej samej nie było do śmiechu. Niech zmieni temat znów, a ona go zbędzie, albo niech kontynuuje, a ona posłucha jego panicznego monologu, jego argumentów, które w ogóle do niej nie trafiały.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Michael Irving on Wto 3 Lip - 23:32

Ile razy przepowiednia nie sprawdziła się, została błędnie zrozumiana czy w ogóle zapowiedziała coś innego? Jest wiele przypadków po obu stronach medalu. Lecz, czy te trafne okazały się rzeczywiście poprawną wizją czy może zwykłym przypadkiem? Wróżbici, osoby o niespotykanych zdolnościach czy darze, o którym tak wielce rozprawiają wybitni uczeni w dziedzinie magii. Jeżeli ktoś taki naprawdę coś widzi, to dlaczego zdarza się, że próbują tego dokonać, aby dopomóc przyszłości? Jak to śmieszenie brzmi. Michael Irving, zwyczajny uczeń niezwyczajnej szkoły o najzwyczajniejszych zdolnościach. Czyż ktoś taki nie jest w stanie pojąć wielkiej potęgi wróżbiarstwa. Na czym ona się opiera, przez co przechodzi i jaki ma sens. Może właśnie tak uważa dziewczyna? Jest nadnaturalna, obdarzona darem... inna? Jak może wytłumaczyć komuś tak marnemu jak Mike?
- Trochę przesadzam, chyba, aż tak źle nie jest ani ze mną, ani z nią. - mruknął do siebie pod nosem, nie zwracając uwagi na drugiego rozmówce. Zawędrował daleko swoimi przypuszczeniami, szukając rozwiązania na swoje pytania. Dlaczego nie chce mu wyjaśnić? Szukał na to wiele odpowiedzi i nie wykluczał żadnej z opcji. Popatrzył jednak na tą urodziwą, spokojną i opanowaną dziewczynę. Czy ktoś taki kryje w sobie takie pobudki. Szczerze, sam w to wątpił. Czuł się teraz jak nieproszony gość, który narzeka na właścicieli i negatywnie ocenia jego gościnność. Co teraz miał powiedzieć. Przeprosić? A może dalej ciągnąć to, co niepotrzebnie zaczął. Ziewnął zrezygnowanie, po czym niespodziewanie padł na ziemię, opierając się plecami o masywne drzewo. W tej bezsensownej, samodzielniej walce na argumenty, nie dostrzegł żadnych pozytywów. Spojrzał teraz na twarz wieszczki. Uśmiechniętej, a zarazem tajemniczej i obojętnej. Wydawało mu się, jakby tłumiła w sobie coś wielkiego.
- Starość dopadnie nas wszystkich, to jest pewne - jedyna, stuprocentowa przepowiednia. Skoro można z pełnym przekonaniem to przewidzieć, to niewykluczone jest też przepowiedzenie czegoś innego. - rzekł w stronę dziewczyny. Taka odpowiedź, nie zgadzała się z opinią Dezyderii, aczkolwiek nie potwierdzała wierzeń chłopaka. Proste wyjście z niewygodnej sytuacji. W tych słowach kryło się coś więcej, ale nawet autor nie mógł odgadnąć co.
- Piękne miejsce... - oznajmił po chwili, jakby sam do siebie. Rzeczywiście, te nadzwyczaj wysokie drzewo, okryte płatkami śniegu w towarzystwie kilku, małych ptaszków, miało w sobie czarodziejski urok.
avatar
Michael Irving
Uczeń

Liczba postów : 44
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Great Yarmouth, England

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Deria Malsive on Sro 4 Lip - 0:07

Wiele. To bez znaczenia. Wiara czyni cuda. Poza tym wróżbiarstwo to najbardziej niezbadana i niezrozumiała dziedzina wiedzy.
Pewnie sądził, że nie słyszała, ale ona słyszała doskonale. Kiedy całe życie jest się pozbawionym jednego ze zmysłów, inne wyostrzają się ponad miarę. Pokręciła głową zrezygnowana. Niereformowalny typ. Jej myśli uciekały gdzieś daleko. Chłopak upadł na ziemię, przez chwilę stała przerażona, że coś mu się stało... Na szczęście okazało się, że zrobił to specjalnie. Usłyszała drapanie materiału o drzewo i to ją uspokoiło. Wypuściła swojego ukochanego Lelka. Ptaszek odleciał na gałązkę, żeby pośpiewać swoim żałobnym trelem, a ona namacała ponownie drzewo i oparła się o nie. Przywarła policzkiem, jak wcześniej. Uśmiechnęła się zamykając oczy. Wspaniały dzień, jakże wspaniały. I spokojny. Nie chciała odpowiadać na jego słowa.
- Nie wszystkich starość dopadnie... - Skwitowała tylko. Cieszyło ją, że docenia to miejsce. Kochała je. To powietrze, dotyk kory tego wielkiego drzewa... Śpiew ptaków wiosną i spokój, jaki jej dawało.
avatar
Deria Malsive
Uczeń

Liczba postów : 89
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wysokie drzewo

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Błonia

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach