Skraj lasu

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Liam Peck on Pon 27 Sie - 21:58

Zdezorientowany - tak najprościej można było określić go w tej chwili. Krzyk, upadek w zimny śnieg, niespodziewane objęcie i równie nagły wybuch żalu. Za dużo jak na kilka sekund. Ach, kobiety...
Liam nie miał pojęcia, jak powinien się zachować. Gryfonka krążyła wokół niego, wyrzucając najwyraźniej wszystkie myśli, jakie w jednej chwili przyszły jej do głowy, a on - patrzył. I słuchał. I im dłużej to robił, tym bardziej zdawał sobie sprawę z tego, że wszystko, co zrzuca na swoje barki dziewczyna, jest tak naprawdę jego winą. Poczuł dziwny, nieprzyjemny skręt żołądka.
Powoli podniósł się z ziemi, próbując znaleźć odpowiednie słowa.
- Shirley... - spróbował jej przerwać, jednak na darmo, bo ta zachowywała się, jakby wciąż milczał i dalej ciągnęła swoją smutną tyradę. - Już, poczekaj chwilkę, uspokój się - spróbował znowu, gdy przestała mówić i spojrzała na niego smutnym wzrokiem. Podszedł bliżej, uśmiechając się niezbyt pewnie i złapał ją za ręce. - Jest w porządku. Zobacz, jesteśmy cali. Nic nam się nie stało... po raz kolejny. Nie masz się czym przejmować. Nic nie zrobiłaś, to ja nawaliłem, ale... Jest dobrze, prawda? Prawda? Po prostu wrócimy teraz do zamku, darujemy sobie całe te eskapady i zwyczajnie uwalimy się przed kominkiem. I... Jest dobrze. - Starał się brzmieć możliwie jak najbardziej przekonująco, ale odkąd zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo tym razem naraził skórę ich obojga na ryzyko, chwilowo stracił swoją zwyczajną pewność siebie. Mimo to starał się zachowywać jak na prawdziwego mężczyznę przystało i chociaż zapewnić Shirley poczucie bezpieczeństwa. Na tyle, przynajmniej, na ile mógł to zrobić. On. Palant. W dodatku wciąż nie wiedział, co zrobić: objąć ją? Chwycić za dłoń? Nie... Może lepiej nie. Tylko wyjdzie na gorszego... Poczekamy, zobaczymy. Może tak będzie w porządku.
avatar
Liam Peck
Uczeń

Liczba postów : 35
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lerwick, Szetlandy

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Shirley Collins on Wto 28 Sie - 0:31

Powoli uspokajała się, słuchając kojącego głosu Liama. Miał rację, nie było sensu tak panikować. Wszystko jest dobrze. Czy nie wpadali już w gorsze tarapaty? Owszem, wpadali i zawsze jakoś wychodzili z tego cało.
Po nagłym wybuchu emocji jej umysł szybko wracał do zwykłej radosnej równowagi. Już prawie zapomniała, czym się tak martwiła i co zepsuło im obojgu humor.
Właściwie to nie. Wiedziała, co zepsuło im humor i całą wyprawę: ta cholerna Ślizgonka. Od niej wszystko się zaczęło. Trzeba będzie ją zapamiętać i omijać szerokim łukiem.
Ale teraz nie ma się czym przejmować.
- Wiesz co, Liam... Wygląda na to, że oboje jesteśmy kretynami - stwierdziła i uśmiechnęła się szeroko. - Konkurs na to, które większym, trzeba będzie rozwiązać przy innej okazji. Tak czy owak te słodkie kwiatuszki widziałam dosłownie parę kroków stąd. Więc bierzemy je i chodu do zamku, następnie grzecznie idziemy spać, jutro ty warzysz swój eliksir marzeń, a ja przy następnym wypadzie do Hogsmeade stawiam kremowe piwo. Może być?
avatar
Shirley Collins
Uczeń

Liczba postów : 43
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

http://hogwart.soglam.net/t1929-shirley-collins

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Liam Peck on Sro 29 Sie - 11:44

Uśmiechnął się. Najwyraźniej udało mu się uspokoić Shirley i wszystko wracało do normy. Otrzepał płaszcz ze śniegu i rozejrzał się dookoła, sprawdzając w końcu, czy nic ani nikt nie czai się w pobliżu, gotów by zaatakować lub wydać ich dwójkę.
- Prawie - odpowiedział dziewczynie, wracając do niej wzrokiem. - Z tym, że piwo ja postawię - dodał, uśmiechając się już pewniej. - A teraz prowadź do blekotek i się zwijamy, zanim trafimy na kolejnego Ślizgona, który mógłby pokrzyżować nam plany. Czy na cokolwiek innego, co mogliśmy obudzić wrzaskami...
Zanim zdążyli się obejrzeć, nastała już późna noc, a nie była to najbezpieczniejsza pora na przechadzki po Zakazanym Lesie - nawet, jeśli za bardzo się w niego nie zagłębiali. Wszystkie drzewa zdawały się szumieć do siebie nawzajem, nieprzychylnie spoglądając na dwójkę przechodniów. Raz po raz z głębi kniei dobiegały dziwne, nieco straszne zwierzęce odgłosy, świadczące o tym, że coś w lesie najwyraźniej nie śpi i cały czas ma ich na oku.
avatar
Liam Peck
Uczeń

Liczba postów : 35
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lerwick, Szetlandy

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Shirley Collins on Sro 29 Sie - 12:53

Wiedziała, że tak będzie i nawet nie miała zamiaru się z nim teraz wykłócać. Zamiast tego odwróciła się, by oddać temu, co umiała naprawdę dobrze - prowadzeniu po słabo znanym terenie. Szybko obmyśliła drogę do upragnionego celu i szła przed siebie pewnie - za tym pniem, teraz koło tamtego krzaka, po własnych śladach...
- Tadam. - Przed nimi jaśniała srebrzyście kępa cennych roślinek, pijących światło księżyca. Gdy patrzyło się na nie przez chwilę, wydawało się, że to jakieś małe upadłe gwiazdki, które tęsknią, by wrócić na nieboskłon. - Teraz mi tylko powiedz, jak toto zbierać, i do dzieła.
Nic już sobie nie robiła z gęstej atmosfery, jaką otaczał ich złowrogi Las. Ostatecznie byli już całkiem dużymi dziećmi. Razem nie mogło się im nic stać.
Po krótkich wyjaśnieniach Liama razem już przeprowadzali cichą rzeź na kwiatkach, delikatnie wyrywając je z korzeniami. O dziwo, ziemia, na której rosły, nie brudziła wypielęgnowanych dłoni Shirley, lecz sama się z nich zsuwała, jak woda. Nawet maleńkie korzonki blekotek wydawały się lekko jaśnieć, a może to tylko złudzenie? Pakowała je wszystkie do zabranej w tym celu niewielkiej torby.
- A tak właściwie dlaczego nazywają takie milutkie kwiatuszki blekotkami? I co zamierzasz z nich zrobić? - zapytała, uświadamiając sobie, że do tej pory nawet jej to nie interesowało.
avatar
Shirley Collins
Uczeń

Liczba postów : 43
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

http://hogwart.soglam.net/t1929-shirley-collins

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Liam Peck on Czw 30 Sie - 17:13

Zdawał się być pochłonięty własnymi rozważaniami. Czy to na temat roślin, czy eliksiru, który miał z nich uwarzyć, czy... właściwie nie wiadomo jakimi. Delikatnie wyciągał z podatnej gleby niewielkie kwiatki, po czym z równą uwagą chował je do torby. Głos dziewczyny jakby w ogóle do niego nie docierał. Zaraz, mówiła coś? Podniósł głowę i oderwał w końcu wzrok od srebrzystych płatków.
- Hm? Co? - Zmrużył nieznacznie oczy, patrząc teraz na twarz Gryfonki. - A, blekotki. Właściwie nie wiem czemu. W książkach zawsze pomijam etymologię i przechodzę do zastosowania - odparł, uprzytamniając sobie, co mówiła. Znów zajął się zbieraniem kwiatków, jednak tym razem zdawał się być bardziej obecny na ziemi. - Chciałem przyrządzić eliksir uzdrawiający. To znaczy, nie do końca. To na problemy ze snem. Nie wiem, czy wyjdzie, jest dość skomplikowany... - zmieszał się lekko, przyznając przed samym sobą, że w czymś może nie być dobry. Schował ostatnią roślinę do torby i wyprostował plecy, opierając dłonie na udach. - Ale spróbować można.
Był zmęczony. Wcześniej ożywił się przez zastrzyk adrenaliny, jaki dostał po spotkaniu ze Ślizgonką na błoniach, a potem zniknięciu Shirley w lesie, lecz teraz dawne znużenie powróciło ze zdwojoną siłą. Nic dziwnego, pomyślał. Po tak ciężkim dniu, mam prawo pragnąć kołdry i poduszki pod głową. Zwłaszcza, że trochę już tu siedzimy.
avatar
Liam Peck
Uczeń

Liczba postów : 35
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lerwick, Szetlandy

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Shirley Collins on Pią 31 Sie - 23:45

- Jasne. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. Pomogłabym ci, ale wiesz, że mam dwie lewe ręce do eliksirów... Lepiej, żebyś zajął się tym sam.
Shirley tak naprawdę też miała już dość przeżyć na dzisiaj i nie marzyła o niczym innym, jak o powrocie do ciepłego dormitorium. Jej mózg nie działał już tak, jak by sobie tego życzyła. Miała tylko nadzieję, że wynikłe ze zmęczenia rozproszenie uwagi nie ściągnie im na głowę jeszcze jakichś kłopotów. Trzeba będzie zdobyć się na ostatni wysiłek, by ominąć nauczycieli i prefektów patrolujących korytarze tej nocy.
- Wyglądasz jak wymięty gumochłon - mruknęła, spoglądając na Liama. - Lepiej chodźmy, zanim tu zamarzniemy na śmierć. Misja już prawie wykonana.

//oboje opuszczają Las
avatar
Shirley Collins
Uczeń

Liczba postów : 43
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

http://hogwart.soglam.net/t1929-shirley-collins

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Blaze Yeats on Nie 7 Paź - 18:05

Był wieczór. Dość chłodno, ale słońce, które wciąż wisiało nad horyzontem, dodawało nadziei i stwarzało chociaż wrażenie ciepła. Rozlewało też piękny złoty blask na błoniach, które tonęły w nim i zdawały się być falującym morzem traw. Naprawdę piękny widok. Jezioro nabrało krwistej barwy. Idealna, oniryczna wizja, która napełnia ochotą na przemyślenia, na zatrzymanie się na chwilę, by móc podziwiać ten krajobraz - tak codzienny, a tak ulotny... Już tylko parę minut, a potem nastanie zimna, ciemna noc i wydobędzie cienie nawet z najpiękniejszych kwiatów porastających polany na skraju Zakazanego Lasu.
Powinienem wracać do dormitorium, ale coś mi kazało posiedzieć jeszcze trochę i przyglądać się, jak na niebie pojawiają się pierwsze gwiazdy, a księżyc pokonuje dogorywające słońce. Westchnąłem cicho do siebie. Przepiękne... Cholernie bolały mnie plecy - latałem tego dnia na miotle. Na swoje nieszczęście oberwałem z tłuczka i spadłem z dość sporej wysokości na nieco ściągniętą mrozem, twardą ziemię. To wszystko dlatego, że ubzdurałem sobie, że pójdę na trening quidditcha z drużyną. Poprosił mnie o to znajomy, który nie mógł tam być tego dnia, a gdyby się nie pojawiła cała drużyna, to ciężko byłoby rozegrać niektóre zagrania taktyczne. Trafiłem na pozycję ścigającego i oczywiście zebrałem spore bęcki od bardziej doświadczonych zawodników. Najgorsze było to, że większość drużyny stanowiły dziewczyny... No i ten kapitan - czołgał ich strasznie. Teraz mogłem choć na chwilę odpocząć i kontemplować moje bóle i urazy. Nie przeczuwałem oczywiście, że mogę tu kogoś spotkać i że może to być ktoś, kto okaże się kimś istotnym w moim życiu... W jakim względzie? Wszystko miało się jeszcze wyjaśnić.
avatar
Blaze Yeats
Dorosły

Liczba postów : 71
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Exeter, Devon

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Leanne Macpherson on Pon 8 Paź - 22:21

Słońce powoli chowało się za horyzontem nadając niebu piękne kolory. Oranże i czerwienie rozlewały się na nim w niezwykle malowniczy sposób. Nie dało się tego niestety zobaczyć z miejsca, które wybrała Lee, uważając je za idealne do zrobienia małej, samotnej imprezy, której główną atrakcją miało być upicie się i śmianie się z reszty świata. Nie udało się jednak zrealizować planu. Wszystko zepsuł list od jej matki.
Leanne oparła się o pień drzewa z trudem trzymając sie na nogach. Nie, nie były to skutki alkoholu. Lee ma głowę mocniejszą niż niejeden facet. No i jest zahartowana. Zsunęła się po pniu i usiadła opierając o niego. Czuła, że jest jej słabo. Spojrzała na bardzo pomiętą kartkę papieru, którą wcześniej długo trzymała kurczowo w dłoni. Wyciągnęła różdżkę i podpaliła ją mrucząc zaklęcie. Jej zaszklone oczy przyglądały się płomieniom. W odpowiednim momencie odrzuciła ją na ziemię i przydeptała butem. Chwyciła leżącą obok butelkę ognistej whisky i upiła łyka. Miała już serdecznie dosyć. Życie byłoby takie łatwe, gdyby możliwym było wyzbycie się uczuć. Bo Leanne mimo wszystko je miała. Mimo, iż usilnie starała się pokazać wszystkim naokoło, że ma ich gdzieś, że ma wszystko gdzieś...
Upiła jeszcze jednego łyka i spojrzała na butelkę z obrzydzeniem. Odrzuciła ją gdzieś za siebie. Usłyszała tylko dźwięk rozbijanego szkła. Zaśmiała się głośno. W pewnej chwili jej śmiech przeszedł w cichy szloch. Nagle usłyszała jakiś szelest. Wstrzymała oddech nasłuchując. Gdy nie usłyszała nic więcej, zamknęła oczy, a po jej policzku potoczyła się pojedyncza łza.
avatar
Leanne Macpherson
Uczeń

Liczba postów : 75
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Blaze Yeats on Wto 9 Paź - 4:09

Mój spokój zakłócił w pierwszej chwili odgłos tłuczonego szkła. Już wtedy domyślałem się, że to butelka, której właściciel (lub właścicielka) pozwolił sobie na odrobinę zapomnienia, poza murami zamku. Nie zwróciłem na to większej uwagi, chociaż czułem się jakiś... nagi, od kiedy moja świadomość zaczęła rejestrować czyjąś bliską obecność. Nie żebym wolał siedzieć sam, ale jakoś tak dziwnie było myśleć o tym, że nie tylko ja tu siedzę i podziwiam te piękne widoki.
Głębiej zainteresowałem się ową tajemniczą osobą, gdy usłyszałem szloch. Zdecydowanie dziewczęcy szloch. Początkowo nie chciałem reagować, ale zdecydowałem się, że chociaż zerknę co się dzieje. Nie wiem, czy to był błąd, ale właśnie tak zrobiłem...
Nieopodal, skryta za kilkoma krzewami, siedziała na ziemi gryfonka, która raczej słynęła z tego, że nie stroni od używek. Miałem raczej szczęście, że trafiłem na nią w tak dobrym stanie... nieraz słyszałem o tym, jak leżała zaćpana i nieprzytomna gdzieś na błoniach. Cud, że jeszcze nie wyrzucono jej ze szkoły. Swoją drogą - ciekawe, czy kiedyś nauczyciele ją na tym przyłapali?
Podszedłem pewnym krokiem i nachyliłem się nad nią.
- Wszystko okej? Dobrze się czujesz? Nie będziesz wymiotować? - Zapytałem spokojnym, opiekuńczym tonem. Wolałbym nie mieć jej na sumieniu, a cholera wie, czy przed piciem nie próbowała brać czegoś jeszcze... Przytrzymałem ją za ramię. Nie chciałbym być na jej miejscu! Wyglądała fatalnie - zapłakana i pijana w sztok.
avatar
Blaze Yeats
Dorosły

Liczba postów : 71
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Exeter, Devon

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Leanne Macpherson on Wto 9 Paź - 17:33

Gdy dziewczyna zauważyła, że ktoś się zbliża, pospiesznie wytarła łzy rękawem i gwałtownie spróbowała wstać...co nie było najlepszym posunięciem, bo zachwiała się niebezpiecznie. Przytrzymując się drzewa spojrzała w kierunku nadchodzącego. Był to chłopak z jej domu. Z siódmej klasy o ile dobrze pamiętała.
Nie była zadowolona z tego, że go widzi. Pewnie znowu pójdą ploty, że upiła czy zaćpała się gdzieś do nieprzytomności. Super. Już nie może doczekać się tych szeptów na korytarzu. No dobrze może dość często upijała się w samotności, ale narkotyki wzięła tylko parę razy w życiu i z nimi raczej uważała. Prawda, raz jej się zdarzyło przesadzić, ale było to w Liverpoolu i przystopowała, kiedy zagrożono jej wyrzuceniem z teatru.
Była świadoma tego, co mówią i myślą o niej ludzie w szkole, więc nie chciała niczyjej litości. Nie chciała, aby widzieli, że płacze. Że da się ją złamać. Jej duma zbyt by na tym ucierpiała i właśnie w tym momencie cierpiała. Wiedziała jak żałośnie musi wyglądać i wolała, aby chłopak zawrócił.
Ale on tego nie zrobił. Podszedł do niej i przytrzymał ją za ramię.
Lee chciała się wyrwać, uciec i schować przed całym światem, ale nie miała już na to siły. Musiała się trzymać. Podniosła się z całej siły starając się nie chwiać, aby zachować resztki dumy i spojrzała chłopakowi w oczy. Starała się mu pokazać, że może sobie poradzić sama, ale biorąc pod uwagę stan w jakim ją znalazł, wątpliwym było, aby w to uwierzył.
- Jeśli pytasz o mój stan fizyczny to tak. Wszystko okej. - Usiłowała się uśmiechnąć typowym dla siebie ironicznym uśmiechem, ale efekt niestety był marny. Nie była w tym momencie zwykłą, dumną, zimną i niedostępną sobą. Czuła się naga przez to, że ten chłopak widział jak płacze. Jakby cała jej ochronna ściana została zburzona.
avatar
Leanne Macpherson
Uczeń

Liczba postów : 75
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Blaze Yeats on Pią 12 Paź - 20:43

Faktycznie - wyglądała nie najlepiej było dobrym określeniem. Ogólnie mogła uchodzić za atrakcyjną, ale w tym stanie nie miałem możliwości skupić się na tym. Zauważyłem ślady łez na jej policzkach i poczułem się strasznie głupio. Przerwałem jej zapewne chwilę słabości. Chwilę, którą chciała spędzić tutaj sama, otoczona jedynie przez chłodne wieczorne powietrze i nieliczne krzewy, wśród lekkiego gwizdu wiatru nadciągającego od strony jeziora.
Złapałem ją za oba ramiona i zajrzał w jej oczy.
- Na pewno wszystko okej? Nie wyglądasz najlepiej... - Plułem sobie w gębę, że nie wziąłem ze sobą torby. Miałem akurat odrobinę eliksiru pieprzowego, który chciałem użyć w swoich eksperymentach. Pomagał na przeziębienie, ale z doświadczenia wiedziałem, że postawiłby na nogi nawet trupa, więc co dopiero wątłą gryfonkę stojącą przede mną. - Nie boisz się zapuszczać sama w takie okolice i wiesz... no... mogłaś zasnąć, wyziębić się... - Po co ja jej to tłumaczę? Mówię alkoholiczce, że jest nieodpowiedzialna! Masło maślane? Bolało mnie to, że jest to jego koleżanka z domu, a wizerunek, który kreuje sobie w szkole raczej nie należy do najlepszych. Dotknąłem wierzchem dłoni jej policzka. Była zimna jak lód. - Ręce też masz takie zimne? - Zapytałem karcąco.
avatar
Blaze Yeats
Dorosły

Liczba postów : 71
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Exeter, Devon

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Leanne Macpherson on Pon 15 Paź - 20:13

Dziewczyna stała oszołomiona nie mogąc wykrztusić z siebie ani słowa. Zszokowało ją zachowanie chłopaka. Kompletnie jej nie znał, a zachowywał się jakby go obchodziła. Na pewno wie jaką ma opinię. Większość ludzi, posiadających tę wiedzę, po prostu prychnęłoby z pogardą i poszło dalej.
W Leanne kotłowały się różne emocje od złości spowodowanej wchodzeniem z butami w jej samotność, przez szok, upokorzenie, aż po smutek.
Chłopak złapał ją za drugie ramię i spojrzał w oczy. Coś do niej mówił. Przy drugim zdaniu dopiero zaczęły dochodzić do niej jego słowa. Tłumaczył jej jak dziecku. Poczuła się dziwnie. Bardzo dziwnie.
Oczy jej się zaszkliły i miała ochotę wtulić się w chłopaka i poryczeć jak mała dziewczynka. No, ale błagam - Leanne Macpherson miałaby zrobić coś takiego? Nigdy w życiu. Weź się w garść, dziewczyno.
Szybkim ruchem wytarła oczy i przyjęła najbardziej obojętną minę, jaką mogła w tym momencie. Czy wszystko okej? Biorąc pod uwagę, że przed chwilą płakała, to raczej nie. U niej łez nie można zobaczyć zbyt często.
A co do stanu fizycznego, to było jej słabo. Właściwie to dziewczyna ledwo trzymała się na nogach. Nie było to jednak tylko skutkiem alkoholu, bo Lee dużo nie wypiła. Bardziej tego, że ostatniej nocy w ogóle nie spała, a jeśli chodzi o ostatni posiłek, to był on dawno temu. Ale oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie udawała, że wszystko dobrze, aby dano jej umierać w samotności. Ha ha.
- Wszystko w porządku. Jestem przecież alkoholiczką. To dla mnie normalka. - To zdanie przesycone ironią wypowiedziała wpatrując się chłopakowi prosto w oczy. Już panowała nad łzami. Mogła przynajmniej udawać dumną i niezbyt przyjemną Leanne. Może ten chłopak zapomni o łzach, które u niej widział.

avatar
Leanne Macpherson
Uczeń

Liczba postów : 75
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Blaze Yeats on Sro 17 Paź - 3:04

Powoli opuściłem rękę, którą dotykałem jej policzka. Zamilknąłem i po prostu wpatrywałem się w nią wyczekująco. Chwiała się na nogach. Mogłem jej pomóc, albo czekać aż upadnie. Wybrałem drugą opcję, choćby po to, żeby jej udowodnić, że mam rację. Nie wiedziałem z czego wynika jej osłabienie, ale oczywiście zakładałem, że jest to wina alkoholu. Westchnąłem tylko i oderwałem wzrok od jej oczu. Roztarłem dłonie.
- Fakt. Jesteś pieprzoną alkoholiczką. - Powiedziałem obojętnie i wycofałem się o krok. Wciąż widziałem niewyraźne ślady łez na jej policzkach. Nie ma to jak zalewać robaka w samotności. Booosko. Fantastycznie wręcz. Ciekawiło mnie właściwie, co też siedzi w jej głowie? Jak to się wszystko stało, potoczyło?
Otarła łzy rękawem. Łzy, które jeszcze nie popłynęły. Zawahałem się na chwilę. Zmarszczyłem brwi. - I właśnie dlatego możesz najnormalniej w świecie zachowywać się jak głupol. - Powiedziałem z uśmiechem. - To co głupolu - idziemy do zamku? Będzie cieplej. Tutaj Cię z resztą nie zostawię i nawet nie myśl, że mi postawisz opór, bo nie dasz rady! Jak tu zostaniesz, to już może Cię nikt nie znaleźć i byłby dopiero dramat. - Rzuciłem dość swobodnie, wyciągając w jej stronę rękę. Miałem nadzieję, że da radę iść sama, chociaż w ostateczności pewnie pomógłbym jej przejść te kilkaset metrów.
avatar
Blaze Yeats
Dorosły

Liczba postów : 71
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Exeter, Devon

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Leanne Macpherson on Sob 20 Paź - 0:14

Maska obojętności znajdująca się na jej twarzy spłynęła całkowicie. Zamiast niej pojawiło się zmęczenie. Nie miała już siły dłużej udawać. Poza tym nie miało to sensu - on miał rację, nie dałaby sobie sama rady. I dobrze widział, że dziewczyna ledwo stoi. Westchnęła odgarniając włosy do tyłu. Spojrzała w dół i zakopała butem resztki listu od matki. Tak bardzo chciała zapomnieć o tej kobiecie, tak jak ona zająć się swoimi sprawami i zapomnieć, że posiada się rodzinę. Ale niestety to było niemożliwe.
Chłopak cofnął się o krok. Teraz musiała spróbować trzymać się na nogach bez jego pomocy. Szło nieźle. Jednocześnie mogła mu się też przyjrzeć nieco lepiej. Miał miłą, wzbudzającą sympatię twarz i bystre spojrzenie, którym ją przeszywał. Gdy usłyszała jego uwagę o "głupolu", ku własnemu zdziwieniu, nie była wstanie powstrzymać się od odwzajemnienia uśmiechu.
Nie litował się nad nią. Był szczery i bezpośredni. Nie gardził też nią chyba całkowicie, aczkolwiek nie ukrywał, że zachowanie potępiał. Czemu się nie dziwiła, ale nie obeszło jej to również zbytnio. W końcu jej nie znał.
- Szkoda, że masz rację. – Powiedziała cicho. Bardziej do siebie, niż do niego. Nagle powiał chłodny wiatr i Lee zatrzęsła się z zimna . Czuła też, że jej żołądek woła o pomoc. Kiwnęła głową. – Mimo, że uwielbiam dramaty…zamek brzmi nieźle. – Odezwała się już głośniej i wyraźnie do niego. Zawahała się przez chwilę, ale w końcu postawiła w kierunku chłopaka lekko chwiejny, ale w sumie całkiem niezły krok i chwyciła jego rękę.
avatar
Leanne Macpherson
Uczeń

Liczba postów : 75
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Blaze Yeats on Sob 20 Paź - 1:22

No. Ostatecznie nie było z nią tak źle, skoro rozumiała swój problem, prawda? No i dawała sobie pomóc, to też jakiś postęp. Może jeszcze miała wyrosnąć na ludzi. Zmagała się z niemałym problemem, co w jej wieku było zupełnie tępe mówiąc szczerze. Jak można się doprowadzić do takiego stanu, nie mając nawet ukończonych siedemnastu lat?! Musiałem przyznać, że brzydziłem się takim zachowaniem i z całego serca je potępiałem. Mi też oczywiście zdarzało się wypić. Nie ukrywam, że świętoszkiem nie byłem. Czasami ostro polecieliśmy z kumplami, no ale byłem pełnoletni, poza tym zdarzało mi się to dość okazjonalnie, tymczasem o Leanne krążyły już legendy i to bynajmniej nie owiane chwałą, ale raczej skupiające się na jej nieodpowiedzialności. Aż dziw bierze, że jej ze szkoły nie wyrzucili... Chyba już wcześniej się nad tym zastanawiałem?
- No! Jak się uśmiechasz, to jest dużo lepiej. - Złapałem jej rękę i pociągnąłem w stronę zamku. Szedłem powoli, żeby dała radę dotrzymać mi kroku. Chwiała się, więc czasem zaciskałem mocniej dłoń i przyciągałem ją, żeby się nie przewróciła. - Pójdziemy sobie do ciepłego pokoju wspólnego, siądziemy przed kominkiem... nie zrzygasz się tam? - Zapytałem, spoglądając na nią. Kurdę... wyglądała nie najlepiej. Fakt, że nie bełkotała za bardzo i była w stanie iść, ale w końcu nie znałem jej możliwości i odporności. - Musisz z tym skończyć, wiesz? To jest strasznie głupie i do niczego nie prowadzi. Wiesz co ludzie o Tobie myślą? Może Cię to nie obchodzi, ale powinno. Uwierz mi. - W takim tempie do zamku do zamku dojdziemy za pół roku, ale co tam... Mi się nie spieszyło.
avatar
Blaze Yeats
Dorosły

Liczba postów : 71
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Exeter, Devon

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Leanne Macpherson on Sob 20 Paź - 2:25

Leanne dobrze wiedziała co myślą o niej inni. Słyszała szepty na korytarzach, widziała spojrzenia pełne pogardy. Czasami, któreś ją nawet zabolało, ale rzadko. Nie chciała się przejmować ludźmi, którzy jej nie znali i wierzyli bezgranicznie plotkom zasłyszanym na korytarzu. Mimo wszystko nie było z nią, aż tak źle, jak wszyscy naokoło myśleli. Jedyną opinią, która w jakimś stopniu ją obchodziła, była opinia jej przyjaciółki - Audrey. Znała ją od pierwszej klasy i była jedyną osobą, która wiedziała jaka naprawdę jest Lee, aczkolwiek nie mogła na nią wpłynąć. Chciała natomiast temu zapobiec. Zawsze była przeciwna znajomości Leanne z niejakim Rileyem Hawthornem, który ją wciągnął w całe to gówno.
Gryfonka starała się dotrzymać chłopakowi kroku, jednocześnie zastanawiając się czy jest w stanie przypomnieć sobie jego imię, zapewne zasłyszane kiedyś w pokoju wspólnym. A on..a on nadal mówił do niej jak do dziecka. Spojrzała na niego z lekkim poirytowaniem.
- Nie jestem zalana w trupa, tylko wykończona i głodna. I raczej nie mam co zwracać. - Prawie potknęła się o jakiś wystający konar. Słyszała, że chłopak zaczyna to samo kazanie co każdy. A to, że ludzie źle o niej myślą było dla niej najsłabszym argumentem, jaki mógł wytoczyć. Leanne kompletnie nie przejmuje się ludźmi, którzy nie są jej w żadnym stopniu bliscy, bo i po co? Nie miała jednak najmniejszej ochoty dyskutować o tym teraz z chłopakiem, którego dopiero co poznała. Alkohol jest dla niej częstą odskocznią, ucieczką lub zabawą, ale nie jest on głównym problemem. Na słowa chłopaka odpowiedziała, więc milczeniem, które w końcu przerwała nurtującym ją pytaniem.
- Jesteś Blaze, prawda? - Miała nadzieję, że trafiła. - Za to moje imię zapewne znasz? - Jak większość uczniów Hogwartu.
avatar
Leanne Macpherson
Uczeń

Liczba postów : 75
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Blaze Yeats on Czw 25 Paź - 5:16

Prowadziłem ją w mojej opinii dostatecznie wolno, ale kiedy ledwie uniknęła potknięcia, zwolniłem jeszcze bardziej i obrzuciłem ją nieco powątpiewającym spojrzeniem. - Taaaa... wszyscy tak mówią. - Włożyłem ręce w kieszenie. Bądź co bądź - było trochę chłodno. Co do znajomych Lee - nie miałem o nich bladego pojęcia. Zawsze uważałem ją za samotniczkę, a dzisiejszy dzień tylko mnie w tym utwierdził. Skoro siedziała tutaj samotnie, pijąc i topiąc smutki w alkoholu, to raczej nie miała dobrych przyjaciół... W pewnym sensie współczułem ludziom takim jak ona, z drugiej strony wydawało mi się nieskończenie śmieszne, że dziewczyna w jej wieku może mieć aż taki problem z nałogiem... no dobra - może nie śmieszne, ale wręcz karykaturalne. Doprawdy nie miałem pojęcia, że kiedyś z nią porozmawiam. Miała przynajmniej jakiś dystans do siebie, ale z drugiej strony - czego ona oczekuje? Współczucia? Litości? Sama jest sobie winna. Każdy problem można rozwiązać inaczej, niż za sprawą alkoholu, natomiast Lee najwyraźniej nie potrafiła. Ciekawiło mnie, skąd jej się to wzięło.
- W zasadzie... to nawet gorzej. - Powiedziałem tonem głosu "już lepiej się nie pogrążaj". - Bardziej na miejscu byłoby więc pytanie, czy nie zemdlejesz, ale zapewne odpowiesz na nie równie ironicznie i wyniośle, więc pozwolę sobie go nie wypowiedzieć. - Dodałem po chwili. Szliśmy wręcz spacerowym tempem. Wciąż starałem się kontrolować jej poczynania, żeby przypadkiem nie zrobiła sobie krzywdy. Uznałem za punkt honoru doprowadzić ją bezpiecznie do dormitorium.
- Jestem. Znam. - Odpowiedziałem krótko. Mogło się trochę wydawać, jakbym nie chciał kontynuować konwersacji, ale w istocie po prostu nie miałem w tej chwili żadnego pomysłu na rozmowę. Nie znałem jej, ona była pijana, a na dodatek parę chwil wcześniej wypłakiwała samotnie jakieś swoje problemy - nie brzmi dobrze prawda? Z czym miałem wyskoczyć? Na jakie chodzisz przedmioty? Wolałem zachować milczenie.
avatar
Blaze Yeats
Dorosły

Liczba postów : 71
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Exeter, Devon

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Leanne Macpherson on Czw 25 Paź - 17:45

Robiło się coraz chłodniej i ciemniej, a Leanne nie chciała jeszcze bardziej przedłużać tego upokarzającego dla niej momentu, w którym jest zdana na łaskę Gryfona, który zapewne ma ją za jakiegoś śmiecia. Postarała się, więc przyspieszyć nieco, ale jednocześnie uważać na konary i inne tego typu pułapki.
Zdenerwowało ją to, że mimo, że próbowała powiedzieć, że nie jest pijana w sposób nie tak wyniosły jak zwykle, to i tak wyszło jak wyszło. Może ona po prostu nie potrafi być miła dla obcych? Dotąd tego nie praktykowała, a pierwsza próba poszła z dymem. To może się lepiej nie odzywać? Bo ją jeszcze tu gdzieś zostawi i "byłby dopiero dramat". Ech, spróbujmy jeszcze raz.
- Ekhm...wybacz. Postaram się nie zemdleć. - Powiedziała cicho.. Nie przywykła mówić takich rzeczy. Nie przywykła być na łasce kogokolwiek, ale no cóż, za głupotę trzeba płacić. Wiedziała, że przesadziła. Lubi używki, zabawę, zapomnienie, które czasami można dzięki nim osiągnąć, ale tym razem nie chodziło o to. To podchodziło pod próbę samobójczą. I tkwiło w jej podświadomości. Sama sobie nigdy by się do tego nie przyznała. Uciekła przed Audrey, bo wiedziała, że ta by ją potępiła. Teraz tego żałowała. Miała już dość całej zaistniałej sytuacji. Chciała jak najszybciej wrócić do zamku.
Zdawała sobie też sprawę, że chłopak ma ją za alkoholiczkę, którą z lekarskiego punktu widzenia właściwie nie była, ale wiele osób ją tak nazywało. Przywykła.
Blaze milczał, więc ona milczała także. Nie wiedziała czy powinna zacząć rozmowę, czy też czekać, aż on coś powie. Nie była w stanie też wyobrazić sobie o czym mogliby rozmawiać w tej sytuacji. Z jego punktu widzenia jest zalaną w trupa, znaną alkoholiczką z jego domu, którą znalazł w lesie popłakującą sobie i konającą w samotności. Nie zna jej, nie pała do niej sympatią, ale zapewne jego wychowanie czy też wrodzona dobroć, nakazuje mu jej pomóc. Hm, z grubsza tak to wygląda. Czyli, że wcale nie musiał zabawiać jej swoim towarzystwem.
- Co ty właściwie tutaj robiłeś? Cóż, strzelam, że raczej nie zapijałeś się na śmierć, jak co poniektórzy...ale raczej mało osób tu przychodzi. Tym bardziej nie spodziewałam się królewicza na białym koniu, który mnie uratuje. - Lee postanowiła przerwać ciszę. Najpierw jednak powiedziała, a dopiero potem pomyślała. Ma ona bowiem dość specyficzne poczucie humoru. Wiele osób odbiera to właśnie jako niemiłą wyniosłość, kpienie sobie. Coś z kpienia to ma, aczkolwiek w tym wypadku głównie z siebie samej. Przypieczętowała, więc swoją wypowiedź lekkim uśmiechem, który miał, według niej, pomóc w lepszym odbiorze jej słów.
avatar
Leanne Macpherson
Uczeń

Liczba postów : 75
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Blaze Yeats on Nie 28 Paź - 3:49

Dziewczyna była bardziej wygadana ode mnie. ja ciągle podchodziłem do niej ze sporym dystansem. Nie - nie uważałem jej za alkoholiczkę, ja po prostu słyszałem, że nią jest i mogłaby nie nadużywać w myślach tego słowa. Po prostu potępiałem tego typu rozwiązania. Tak samo jak samobójstwo, tak i uciekanie w używki wydawało mi się najbardziej tępym sposobem radzenia sobie z problemami.
Nie miałem pojęcia, czy w jej głosie szukać ironii, czy szczerości. Alkohol trochę psuł mi odbiór. Subtelne nuty przekazywane zwykle poprzez ton głosu czy mimikę twarzy, zanikały pod wpływem upojenia. Nawet gdyby mnie wypiła, nie umiałbym jej rozgryźć. Fakt jednak pozostaje faktem, że po alkoholu ludzie są szczerzy i zwykle mówią więcej, niż powinni. Co też więc ona ma na myśli?
- Mhm... - Mruknąłem tylko, sunąc leniwie w stronę zamku. Generalnie to nie jest tak, że miałem dosyć jej towarzystwa, ale irytowała mnie jej postawa. Nie wiedziałem, jak mam się zachować. Ponadto czułem się nieswojo. Nie wiem dlaczego, ale brzydził mnie fakt, że jest pod wpływem alkoholu. Nie mogłem sobie z tym jakoś poradzić. To dziwne, bo przecież znałem sporo osób, które piło i sporo z nich imprezowało razem ze mną - dziewczyn również. Czyżby to wpływ opinii, jaka o niej krążyła? Głupich uprzedzeń?
Raczej nie. Czułem się tak, jakby była moją matką, której NIE CHCĘ widzieć w takim stanie. Nigdy. Naprawdę dziwne uczucie - jednocześnie czułem odpowiedzialność za to, co się z nią stanie, z drugiej strony - chciałem po prostu uciec. - Co? Co ja robiłem? - Zapytałem wytrącony z zamyślenia. - Patrzyłem sobie na zachód słońca... - Wzruszyłem ramionami. Odpowiedziałem całkowicie szczerze. Ciekawe, czy ona też widziała, jak piękne zjawisko naturalnie odbywało się obok niej, czy raczej wolała zatracić się zupełnie w butelce wódki.
avatar
Blaze Yeats
Dorosły

Liczba postów : 71
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Exeter, Devon

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Leanne Macpherson on Sro 31 Paź - 13:24

Kolejna próba poszła z dymem. Sytuacja skłoniła ją do chociażby podjęcia próby bycia uprzejmym. Czy może był to alkohol? Nieważne. Bez sensu. Przekonała się, że nie był to najlepszy moment również na bycie sobą. To w takim razie co miała robić? W końcu postanowiła milczeć. Jeśli chłopak będzie chciał się czegoś dowiedzieć, to mu odpowie, ale raczej wątpiła, że ma ochotę się do niej odzywać.
Spojrzała tęsknie w stronę zamku. Tak bardzo chciała już tam być, w ciepłym łóżku, przy ciepłym kominku... Powoli zaczynała trzeźwieć i uświadamiać sobie co zrobiła i co mogło się stać. Nie może robić takich głupich rzeczy przez tę kobietę. Ona ani trochę nie jest tego warta. Co innego wypicie paru kieliszków w "Świniaku", a co innego zapijanie się w samotności i tym samym targanie się na własne życie gdzieś na skraju Zakazanego Lasu.
Miała nadzieję, że chłopak nie jest typem plotkarza, że nikomu nie powie. W każdym razie prosić go o to nie będzie. Westchnęła. Zamek był już naprawdę blisko. Nareszcie.
Kiwnęła głową słysząc słowa Blaze'a. Patrzył na zachód. Rzeczywiście, dzisiaj musiał być piękny. Zza gałęzi i liści widziała tylko kawałki nieba przebierającego wspaniałe kolory zachodzącego słońca. Żałowała, że nie odrzuciła butelki, aby obserwować zjawisko. Cóż, dokonała wyboru. teraz wiedziała, że musi zacząć się pilnować. Nie jadła, nie spała, ale za to piła. Jakby podświadomie chciała się wykończyć. Trzeba przystopować, Lee.
Spojrzała na chłopaka. Jego wzrok, tak jak jej wcześniej, również zwrócony był w stronę Hogwartu. Szła już w miarę normalnym tempem. Może uda im się dotrzeć do zamku przed dniem jutrzejszym.
avatar
Leanne Macpherson
Uczeń

Liczba postów : 75
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Blaze Yeats on Czw 1 Lis - 2:06

Zacznij już w pokoju wspólnym, ok? :-)

Ja z kolei po prostu chciałem mieć już za sobą całą tą głupią sytuację... Czułem się coraz bardziej nieswojo, a do tego jeszcze to milczenie... Doprowadzało mnie do szału! Nie moja wina, że nie potrafiłem z nią rozmawiać. Ciężko się rozmawia z ludźmi, od których czuć alkohol. Szczególnie jeśli właśnie prowadzi się kogoś takiego do łóżka, bo ostro przesadził zabawy z procentami.
- Co ja mam Ci powiedzieć Leanne? - Zapytałem trochę szorstko, zatrzymując się na chwilę i patrząc jej w oczy. - Masz nadzieję na jakieś pogaduszki? Zwierzenia? Czułe rozmowy? Staram się po prostu utrzymać Cię przytomną. Spójrz na siebie. Twoje życie i rób z nim co chcesz, ale sumienie mi nie pozwalało zostawić Cię gdzieś tam w krzakach. Musisz wiedzieć, że to nie czyni nas żadnymi znajomymi, przyjaciółmi, NIKIM. Okej? Nie wiem dlaczego płakałaś, nie wnikam w to dlaczego pijesz i staczasz się na dno. Równie dobrze mógłby tam być ktokolwiek inny, a zrobiłbym to samo i powiedziałbym to samo. Nie współczuję Ci, ale staram Ci się pomóc. - Zacisnąłem zęby i odwróciłem wzrok. - Chodź. Jesteśmy już naprawdę blisko. - Złapałem ją pod ramię i znów ruszyłem w stronę zamku. Wejście znajdowało się już tylko kilkanaście metrów od nas. Schody pokonaliśmy bez problemów, a hol powitał nas przyjemnym ciepłem. Teraz skierowaliśmy się w stronę pokoju wspólnego. - W środku lepiej, nie? - Zagadnąłem i uśmiechnąłem się kącikiem ust. Nie rozumiałem sam siebie. Moje nastawienie zmieniało się co sekundę. Może trochę za bardzo na nią wjechałem?
avatar
Blaze Yeats
Dorosły

Liczba postów : 71
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Exeter, Devon

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach