Skraj lasu

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Haerowen Villain on Sro 8 Cze - 22:09

Tu się akurat muszę zgodzić. Haerowen miała zadziwiająco silna głowę ja na istotę tak skromnej postury. Nieraz zdarzyło jej się przepić swoje koleżanki i z podniesioną głową wrócić do zamku gdy one zaś z trudem doczołgiwały się do schodów. Oczywiście bywały również dni, gdy wystarczyło kilka łyków aby ślizgonka nazajutrz nie pamiętała poprzedniego wieczora. Dzisiaj było podobnie. Niby Haerowen mało nie wypiła, ale dużo też nie. Aczkolwiek, jak się okazuje, wystarczająco aby przylec do Victora z całych sił i zapomnieć o bożym świecie. Już nawet nie miała sił myśleć a co dopiero odpowiedzieć chłopakowi. Zastygła w bezruchu nie mogąc oprzeć się pokusie by trwać w tym uścisku... najlepiej na zawsze! A przynajmniej do momentu aż wytrzeźwieje. Zamiast przejmować się durnymi sprzeczkami sprzed roku mogła spokojnie chłonąć zapach Victora, za którym tak bardzo się stęskniła. Nagle wróciły wspomnienia. WSZYSTKIE! Haerowen aż zadrżała uświadamiając sobie jakie marzenia i nadzieje wiązała z tym paskudnym ślizgonem!
Jakby tego mało, Victor nagle sobie wymyślił, że ją pocałuje! Jakby dziewczynie nie było już wystarczająco ciężko. Z początku zastygła w bezruchu, osłupiała jego czynem. Nie wiedziała jak zareagować. No bo przecież go nie cierpiała! Był okropnym egoista który jak jeszcze nikt dotąd potrafił doprowadzić ją do białej gorączki! A mimo to odwzajemniła jego pocałunek, na krótką chwilę przymykając oczy. Pozwoliła poddać się rozkoszy, chłonąc dotyk ust Victora niczym życiodajny nektar.
Potem pojawiła się myśl, która spieprzyła cały ten romantyzm.
-Victor...- Haerowen odsunęła się od chłopaka spoglądając mu głęboko w oczy. Co tak naprawdę chciała mu powiedzieć? Wyznać uczucia? Nareszcie przyznać się co tak naprawdę do niego czuje? W żadnym razie. Przecież była na to za głupia!
-Nie powinniśmy- te słowa z trudem przeszły jej przez gardło. Przecież tak wspaniale się czuła tkwiąc w pocałunku z Victorem! Dlaczego musiała po raz kolejny to wszystko spieprzyć? Tak dla zasady, prawda? Przez durną, ślizgońską godność! I zamiast ponownie rzucić się na chłopaka z uściskiem przygarnęła do siebie wcześniej porzucona butelkę.
avatar
Haerowen Villain
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Victor Cape on Sro 8 Cze - 22:21

Okej, teraz to Haerowen przesadziła do kwadratu. Kiedy dziewczę odwzajemniło pocałunek, Victor się niemało zdziwił. Nie pozwolił jednak, aby jego zdziwienie trwało zbyt długo, toteż niemal od razu zaczął pochłaniać usta ślizgonki. Jej wargi były przepełnione alkoholem, podobnie zresztą jak i jego. Prawdopodobnie trwali w pocałunku zaledwie kilka sekund, jednak Victorowi wydawało się, że minęło już milion lat. W głowie natomiast toczył walkę z samym sobą: co się stanie, kiedy oderwą się od siebie? Czy Haerowen zacznie okładać go pięściami, czy sobie pójdzie? A może tylko się uśmiechnie i spokojnie porozmawiają o tym co ich poróżniło? I nagle Haerowen coś do niego powiedziała. Coś, co spowodowało, że Victor natychmiast wyciągnął kolejnego papierosa z paczki i od razu go zapalił. Serce wciąż biło mu jak szalone.
- Jasne. - odparł odwracając się od niej.
Zaciągnął się kilka razy. Przez myśli przelatywały mu same przekleństwa. Co to znaczy " nie powinniśmy"? Nie są małymi dziećmi, które zaraz mogliby nakryć okrutni rodzice. Pewnie, nie zawsze jest tak, że po ciętej wymianie zdań, obrażaniu się i tak dalej ludzie się całują. Wręcz przeciwnie, oni po prostu odchodzą. I bardzo dobrze. Victor mógłby się raz na zawsze pozbyć tej wciąż niezadowolonej Villain. Mogła go w ogóle nie dotykać.
Cape zaczął żałować, że się do niej w ogóle odezwał, a co dopiero, że wykorzystał moment jej słabości. Jednak serce wciąż nie chciało się uspokoić i z tęsknotą patrzyło w stronę dziewczyny.
- Jasne, masz racje. Nie powinniśmy. - Może ona faktycznie go nie lubi? A zresztą, niech spada gdzie pieprz rośnie.
avatar
Victor Cape
Uczeń

Liczba postów : 76
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Haerowen Villain on Sro 8 Cze - 22:58

Nie, nie, nie! Jednak wcale nie wyszło tak fajnie, jak miało! Ślizgońska godność po raz kolejny się myliła i przysporzyła Haerowen więcej problemów niż rozwiązań. Kiedy ona się wreszcie nauczy, iż czasem warto schować ten swój chory honor to kieszeni i pozwolić ponieść się chwili?! Zapewne nigdy.
W głowie Haerowen ponownie pojawiła się myśl, tym razem nieco inna. Wywołała na jej twarzy paskudny rumieniec (ona ostatnio ciągle jest czerwona!). Chcąc uniknąć wypowiedzenia niekoniecznie odpowiednich słów zatkała usta alkoholem. Ale... o zgrozo! To był ostatni łyk! Haerowen z cichym prychnięciem odrzuciła butelkę na bok. Teraz przynajmniej będzie mogła całą swoja uwagę poświęcić Victorowi. I kiedy tak na niego spojrzała... Odwróconego, z papierosem w ustach, coś ścisnęło ją za serce.
-Posłuchaj. Chodzi o to...- zaczęła nie wiedząc jak wybrnąć z obecnej sytuacji. Przez chwilę milczała, pocierając dłońmi o kolanach. Przez te wszystkie emocje zrobiło jej się na tyle gorąco, iż sweter (ten sam, który miała na trybunach) stał się co najmniej zbędny.
-Na brodę Merlina! Czemu tu jest tak gorąco?- mruknęła pod nosem pozbywając się wierzchniego odzienia. Wylądowało tuż obok torby Haerowen i pustej butelki po Ognistej. Co teraz? Ach tak. Victor i kiepska sytuacja.
-Chodzi o to- ponownie podjęła temat -że... uch, do diaska! Ja cię po prostu kocham!
Oj Haerowen. Nie to chciałaś mu powiedzieć, prawda? Dziewczę, jak na znak, zakryło usta drżącymi dłońmi nie mogąc uwierzyć we własna głupotę. I po co mu mówiłaś?! To odpowiedni moment aby zniknąć. Ślizgonka podniosła się energicznie, przez co świat nagle wsiadł na karuzelę. Z trudem uchroniła się przed upadkiem, opierając się o pobliskie drzewo. Pod nosem przeklinało wszystko i wszystkich, a najbardziej siebie i swoja głupotę.
avatar
Haerowen Villain
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Victor Cape on Sro 8 Cze - 23:14

Przez chwilę można by pomyśleć, że Victor słysząc słowa Haerowen odwróci się do niej z tym swoim słynnym uśmieszkiem i powie sucho: "Jesteś taka naiwna, Haerowen", po czym po prostu pójdzie do zamku myśląc, że nagły przypływ uczuć ślizgonki został wywołany tylko przez alkohol. Nawet nie wiecie, jak bardzo Victor chciał to zrobić! Jakże cisnęły mu się na usta wszelkie złe słowa, jakie tylko znał. Najchętniej to wszystko by rzucił w cholerę i zostawił Haerowen, jej sweter, pustą butelkę, ognisko na pastwę losu. Tak. Bardzo chciał to zrobić i już nawet odwrócił się, aby rozpocząć swoje przemówienie, kiedy Haerowen ( po raz kolejny tego wieczoru) jeszcze raz go zaskoczyła.
- Żartujesz, teraz, tak? - powiedział gasząc papierosa i podchodząc do niej bliżej. Pomógł jej utrzymać równowagę. Nie ma sensu, aby tutaj tak stali, a już zwłaszcza ona i jej zachwiana równowaga. Cape pomógł dziewczynie usiąść na pobliskim kamieniu, który był dość spory, aby zmieściło się na nim dwoje ludzi. - Zawsze tak robicie? Najpierw nas zlewacie, obrażacie, bijecie, tak nadal pamiętam to co mi zrobiłaś na trybunach, a potem wyznajecie miłość? - dziwna taktyka. Chłopak uśmiechnął się, ale na jego szczęście wcale nie tak jak planował. Jego uśmiech był jakiś taki...normalny. Przepełniony ulgą, że Haerowen nie kazała mu spadać na bambus.
Wypadałoby coś odpowiedzieć, Victorze. A bo i wypadałoby, a jakże! Problem był tylko z wymówieniem tego prostego zwrotu ' ja ciebie też'. Dlaczego teraz kiedy Villain wreszcie odważyła się powiedzieć co czuje, jego nie stać na odrobinę odwagi? Ogarnij się Cape!
- Nie wiem co ci powiedzieć. - odetchnął głęboko. Przecież doskonale wiesz, idioto!. Chwilę to zajęło zanim Cape wyksztusił:
- Ja...też, ciebie... - no, brawo.
avatar
Victor Cape
Uczeń

Liczba postów : 76
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Haerowen Villain on Wto 28 Cze - 22:24

Może rzeczywiście byłoby lepiej, gdyby Victor wykpił uczucia Haerowen i ze śmiechem zostawiłby ją na pastwę leśnych zwierzątek samemu udając się do zamku. Zapewne nie wpłynęłoby to w pozytywny sposób na zachowanie ślizgonki jak i całą jej osobę, aczkolwiek nareszcie wzięłaby się w garść. Zapomniała o Victorze i o tym, co ich łączyło. W końcu powinno się to stać już dawno temu! Ale nie, zamiast poskładać się do kupy i zamknąć owy rozdział w życiu Haerowen wolała trwać w uczuciu okłamując się, iż to jedynie jego pozostałości. Wmawiała sobie, że tak naprawdę Victor nic już dla niej nie znaczy ale pozostał dziwnego rodzaju sentyment. Bo to przecież takie, cholera jasna, typowe dla artystów! Przecież nie można stworzyć dobrych dzieł będąc szczęśliwym.
Dość. Haerowen miała już po dziurki w nosie zarówno swoich myśli jak i zachowania. Za każdym razem gdy w jej głowie pojawiał się Victor, miała ochotę krzyczeć i wierzgać niczym szalona. Była gotowa zrobić wszystko, aby wyrzucić go ze swojej głowy. Niestety serce nie sługa, w dupę lubi kopnąć.
Ślizgonka nie miała już siły odpowiadać. Siedziała w bezruchu, jakby czekając na wyrok. No dalej Victor, powiedz to. Wyśmiej, sklnij, cokolwiek. Ale nie poprzestawaj na "nie wiem co ci odpowiedzieć". Chociaż Haerowen i tak wiedziała, czego się spodziewać. Już sięgała po torbę, już z ziemi się podnosiła szykując serce na największy cios.
Ciosu nie było. Albo raczej był, chociaż nie taki jakiego ślizgonka się spodziewała. Z niedowierzaniem wpatrywała się w twarz Victora, jakby szukając w niej odpowiedzi. Przecież to nie miało sensu. Żadnego pieprzonego sensu! A jednak Haerowen niepostrzeżenie wylądowała tuż przed Victorem. Stała na palcach z trudem utrzymując równowagę. Zatopiła swoje usta w jego, jakby sprawdzając czy to aby nie sen. Ale nie był. Odsunęła się od Cape'a i spojrzała mu głęboko w oczy, jak jeszcze nigdy dotąd.
-Przepraszam- jej głos zdawał się dobiegać z oddali. Nikły i słaby, niczym mgła rozniósł się po polanie zwiastując nadejście czegoś złego. Haerowen zrobiła w tył zwrot i niemalże biegiem ruszyła w stronę Hogwartu potykając się o każdą napotkaną gałąź. Pozostawiła za sobą otępiałego Victora oraz stertę jego portretów.
Było trzeba rzucić się do jeziora gdy była ku temu okazja.
avatar
Haerowen Villain
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Davot Leo Aaron Levittoux on Sro 28 Gru - 21:59

Davot przybył na skraj zakazanego lasu pchając wózek z Miyu. Wybrali miejsce jak najbardziej oddalone od chary gajowego. Choć mało prawdopodobne jest, że człek siedzi teraz w domu lub w ogóle jest na wyspie to nie niemożliwe. Przesuwając się powoli do przodu chłopak spoglądał na wprost. Okryty śnieżną kołderką las wyglądał bardzo niepozornie. Jest dzień więc potworki pewnie się chowają, dodatkowo jest zima więc może hibernują lub śpią. Z resztą, po co się przejmować. Pewnie wycieczka okaże się bardzo przyjemna. Davot pewni chwycił rączkę wózka i lekko przyspieszył. Minęli pierwsze drzewo i znaleźli się w lesie. Chłopak znalazł temat do rozmowy.
-Masz jakieś zwierzątko? -spytał. Osobiście obstawiał, że to będzie ropucha, sowa lub kot, ewentualnie szczur.
avatar
Davot Leo Aaron Levittoux
Uczeń

Liczba postów : 44
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Francja

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Miyu Earlson on Czw 29 Gru - 11:08

No i Las. Szczerze myślała że będzie inny, bardziej przerażający. Owszem, przyjemnie to to nie wyglądało, ale przerażeniem też nie napawało. A dziwne, bo myślała że będzie się bardziej bać. Hm...
-Tak, psa. Ma 3 lata, jest śliczny, duży i biszkoptowy, po prostu cudny. A że nie wymyśliłam mu imienia, to reaguje na Labrador-powiedziała wesoło, mrużąc lekko swoje skośne oczy. I czego tu się bać? A może dlatego, że wchodzą dopiero na skraj lasu, to dlatego jest tak jak jest. Nie powinna marudzić. I tak, że spełnił kaprys japonki, to było bardzo miłe z jego strony. Chociaż był zbyt ufny, w końcu obca w sumie dziewczyna, zaciąga go do Zakazanego Lasu...
-Ty jesteś zbyt ufny. Nie znasz mnie, a poszedłeś do miejsca gdzie czyha śmierć. To nierozsądne, mogłabym Cię zabić, ale tego nie zrobię, bo nie jestem mordercą-powiedziała spokojne. Ale dopiero po chwili zorientowała się, że jest hipokrytką, bo sama zaciągnęła obcego człowieka, do Zakazanego Lasu. Parsknęła śmiechem, i odgarnęła grzywkę z czoła patrząc w rozbawieniu przed siebie.
-Ale chyba nie mnie to oceniać, skoro sama jestem nie lepsza. Popatrz, nie jest tak strasznie jak myślałam...-dodała, lekko zaciskając palce na swoich kolanach. No, ciekawie, żeby zaraz nie pożałowała tych słów. E nie, najwyżej co się może stać to to, że wpadnie na korzeń i się przewróci, oto cale niebezpieczeństwo, tak jak w normalnym lesie. Więc, w sumie można się zrelaksować i obserwować, ten unikany przez większość dar natury.
avatar
Miyu Earlson
Uczeń

Liczba postów : 161
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Japonia, Jokohama. Obecnie Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Davot Leo Aaron Levittoux on Czw 29 Gru - 12:56

Biszkoptowy pies. Pysznie. Zakazany las. Davot zaczął sobie przypominać wszytki potwory o jakim mówili nauczyciele na lekcjach Obrony Przed Czarną Magia i Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami. Ze wszystkich ich chyba najbardziej obawiał się Aragoga z rodziną. Eh... wstrętne Akromantule.
-Ja mam tylko sowę. Jest brązowy z czarnymi i białymi akcentami. Strasznie kapryśny i złośliwy, ale niezawodny. Wabi się Orion. Planuję też kupić sobie kota ale to w już w dalszej przyszłości -powiedział. W tym momencie zaczął żałować, że nie zabrał rękawiczek. Choć w lesie nie wiał wiatr to mróz nie dawał o sobie zapomnieć. Przynajmniej ma ciepły płaszcz i szalik Krukonów.
-Nie jesteś mordercą? A może po prostu chcesz mnie zaciągnąć wgłąb lasu gdzie już nikt i nic mnie nie uratuje -zażartował. Właściwie to dziewczyna też nie może być zbyt pewna co do Davota.
-Taak, teraz nie jest strasznie ale poczekaj aż pójdziemy dalej wgłąb lasu. Mówiłaś, że chcesz to spotkań kogoś ciekawego. Kogo dokładnie? -spytał zaciekawiony. Jednym stworzeniem, które prawie na pewno by ich nie zabiło są centaury. A te trudno znaleźć.
avatar
Davot Leo Aaron Levittoux
Uczeń

Liczba postów : 44
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Francja

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Miyu Earlson on Czw 29 Gru - 14:15

Kogo chce spotkać? Ta pokręcona dziewczyna, ucieszyłaby się nawet na widok węża mutanta albo gigantycznego pająka...Ona się pająków nie boi, nie rozumiała dziewczyn które piszczały na widok pająków, czy myszy. Dziwne to dla niej było, jednak to nie jest istotne.
-Pustelnika-powiedziała śmiertelnie poważnym tonem. Oczywiście, chciała go rozbawić, po za tym to było śmieszne. Japonka odgarnęła włosy z twarzy i zaśmiała się, pokazując ręką do przodu.
-Proszę się nie bać. kogo kol wiek spotkamy, będzie fajnie. A teraz cała naprzód-powiedziała wesoło, po czym przejęła inicjatywę, chwytając mocno koła do wózka, i spektakularnie wyjeżdżając naprzód. Równie spektakularnie, potknęła się o wystający korzeń, i spadła z wózka, prosto do jakieś jamy. Japonka, przez chwilę nie wiedziała co się dzieję, i leżała tak na brudnej ziemi, gapiąc się prosto na pająka. Co prawda, był lekko duży, ale to chyba normalne, że wszystko tutaj jest większe.
-Devot! A tutaj są pająki..-powiedziała zafascynowana tym odkryciem. Ale będzie miała opowieść dla swoich potomnych...
avatar
Miyu Earlson
Uczeń

Liczba postów : 161
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Japonia, Jokohama. Obecnie Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Davot Leo Aaron Levittoux on Czw 29 Gru - 15:03

Kiedy dziewczyna popędziła na przodu Davot puścił rączki wózka dając jej większą swobodę. Nie zajechała nawet kilku metrów i spadła. Chłopak szybko podbiegł do niej lecz ta zaczęła staczać się niżej. Do dziury. Kiedy w końcu się zatrzymała chłopak przyklękną przy niej i spytał troskliwie.
-Nic ci nie jest? -wózek nadal stał przy wejściu do jamy. Tak czy siak będą musieli z niej wyjść. Chyba, że Miyu wpadnie na pomysł eksploracja wnętrza groty. Davot! A tutaj są pająki... Wspaniale. Zbliżamy się do gniazda Akromantul. Chłopak zdążył poznać japonkę na tyle, że domyślał się, że ta nie spocznie póki nie trafi na Aragoga. Wtedy dopiero będzie ciekawie.
-Więc gdzie teraz? -spytał spoglądając wgłąb tunelu. -Akromantule? Czy cała reszta? -pokazał w stronę wyjścia. Odpowiedź była oczywista.
avatar
Davot Leo Aaron Levittoux
Uczeń

Liczba postów : 44
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Francja

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Miyu Earlson on Czw 29 Gru - 15:20

A ten się bał. Przecież pająki nigdy nikogo nie zabiły! To były takie łagodne stworzenia. Nie wierzyła w takie bujdy, że pająki kogoś mordowały, to było głupie. Dziewczyna leżała na brzuchu, po czym lekko się do siebie uśmiechnęła.
-Wiesz co? Dziwie się, że przyszyłeś tutaj. Jesteś bogaty i w dodatku leniwy. Chociaż twoje spojrzenie wzbudza zaufanie, lecz i tak dziwie się, że twoje lenistwo, nie kazało Ci się jeszcze wycofać. -popatrzyła przed siebie i lekko zmrużyła oczy. Zwykle wesoła, teraz zrobiła się niezwykle poważna.
-Wiesz doskonale, że jeżeli tam pójdziemy, zginiemy. Pajęczy jad...podobno jest gorszy od zaklęć niewybaczalnych...Więc jeżeli powiedziałabym, że tam się doczołgam, poszedłbyś ze mną?-dodała. I tutaj już ujawniła swoje genialne zdolności analityczne. Po ubraniu, po rysach twarzy, po lekkich rysach, dzięki wiedzy z książek i swojemu bystremu umysłowi, mogła dużo wyczytać z człowieka. Uśmiechnęła się lekko, po czym spojrzała na podrapane dłonie. Epickie. Falowane włosy, opadły jej na twarz, zakrywając wyraz jej twarzy. Ta drobna, żartobliwa inwalidka, była tak na prawdę niezwykle bystrym analitykiem. Czyż to nie jest ciekawe połączenie?
avatar
Miyu Earlson
Uczeń

Liczba postów : 161
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Japonia, Jokohama. Obecnie Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Davot Leo Aaron Levittoux on Czw 29 Gru - 16:28

Dobra. Koniec strachu. Jak na razie to Miyu odważnie rusza przed siebie i śmienie się ze wszystkiego. Natomiast Davot tylko narzeka i choć żartem, daje do zrozumienia, że bardzo nie chce tu być. To żałosne. To ma być przygoda i dobra zabawa. Chyba japonka to wyczuła. Pora wziąć się w garść.
-Pieniądze moich rodziców niczego nie zmieniają. Jestem zwykłym nastolatkiem. A leniwy przyznaję jestem. Choć to jeden z przyjemniejszych złych nawyków to nadal słabość. Przyszedłem tutaj między innymi dlatego, żeby udowodnić sobie, że potrafię zwalczyć chęć wycofania się i rezygnacji -powiedział choć nie był pewien dlaczego stał się nagle taki wylewny. Cóż, nie można mówić zbyt dużo. Ich przygoda w zakazanym lesie jeszcze się nie skończyła. Davot musi zachować zimną krew.
-Teraz na poważnie. Jeśli pójdziemy wgłąb tunelu to trafimy do gniazda i zginiemy. Taki pająk jak ten -wskazał na młodą Akromantulę. -Jest jeszcze stosunkowo nie groźny ale dalej są większe i bardziej niebezpieczne. Więc proponuję żebyśmy wyszli z tej nory i ruszyli dalej -powiedział poważnie. Może nawet zbyt poważnie. Chłopak chwycił mocno Miyu i przesunął ją do tyłu by ta mogła się oprzeć o ścianę ziemi.
-Poczekasz tu? Pójdę po wózek -spytał. W tym momencie wpadł na pomysł by odwiedzić jezioro, które podobno znajduje się niedaleko. Davot zaczął się zastanawiać, czy może nie potraktował całej sytuacji zbyt poważnie.
avatar
Davot Leo Aaron Levittoux
Uczeń

Liczba postów : 44
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Francja

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Miyu Earlson on Czw 29 Gru - 16:44

Patrzyła na niego, spod fali włosów. Oczywiście, że każdy przy niej robi się wylewny, to w końcu taka psychologiczna zdolność. W końcu każdy się taki robi, gdy bezbłędnie się go bezbłędnie rozgryzie. To był zły pomysł, żeby ją ciągnąć po ziemi. Popatrzyła na niego, niezbyt przyjaznym wzrokiem. Mógł ją ją podnieść, a nie bawić się, że Ona będzie jego workiem ziemniaków. Oparła się plecami o ścianę ziemi i lekko się uśmiechnęła.
-Nie nadajesz się na wycieczkę do tego miejsca. Nie masz żyłki odkrywcy, a krukoni powinni ją mieć. Chociaż zdrowy rozsądek, powinien nas hamować, bo gdyby nie to, bylibyśmy tacy sami jak gryfoni. -dodała z rozbawieniem w głosie i z znudzeniem rzuciła kamykiem w głąb tuneli. Niestety, niechcący trafiła młodego potworka, a ten wydał z siebie żałosny, krótki pisk.
A potem nastała cisza...
-Ups...Devot, ruchy..-rzuciła przez ramię. W sumie się nie bała, ale podejrzewała, że za chwilę ruszy cała horda Akromantul, i chyba nie będą one zbyt miłe. Zabawne, no i mają przygodę.
avatar
Miyu Earlson
Uczeń

Liczba postów : 161
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Japonia, Jokohama. Obecnie Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Davot Leo Aaron Levittoux on Czw 29 Gru - 18:11

Davot będzie musiał nad sobą popracować. Słowa Miyu dały mu do myślenia. Może na prawdę powinien odnaleźć w sobie żyłkę odkrywcy. Ta przygoda, dopiera się zaczyna. Nagła zmiana dziewczyny zaskoczyła francuza. Jeszcze przed chwilą beztroska teraz stała się przenikliwym analitykiem. Zaskakująca osoba. Chłopak chętnie poznałby ją bliżej.
-Może masz rację... -powiedział niechętnie. -Więc co powiesz na wycieczkę nad jezioro. Podobno jest tu niedaleko takie jedno. Może być ciekawie. -zaproponował z uśmiechem. I wtedy poleciał kamień. To bardzo niedobrze. Davot stwierdził, że lepiej zabierze dziewczynę ze sobą. Chwycił delikatnie jej rękę i zarzucił sobie na kark. Jedną ręką chwycił za plecami a drugą w zgięciu kolana. Jednym szybkim ruchem podniósł drobną japonkę. Była nawet lekka.
-Wolałbym cię tu nie zostawiać. Skoro już postanowiłaś drażnić Akromantule -powiedział i żwawym krokiem ruszył w stronę wyjścia. Miyu zaburzała jego równowagę więc stąpał ostrożnie. Kiedy wyszli odnalazł wózek i podszedł do niego. Ostrożnie ułożył dziewczynę, z resztą cobie już poradzi. Lepiej się stąd wynośmy. Chwycił pewnie rączki wózka i zaczął się powoli oddalać od przejścia do gniazda.
-Może lepiej ja poprowadzę zanim wpadniesz w jakieś gorsze miejsce -zażartował.
avatar
Davot Leo Aaron Levittoux
Uczeń

Liczba postów : 44
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Francja

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Miyu Earlson on Czw 29 Gru - 18:22

Wykrzywiła usta w podkówkę. Ona nie zrobiła tego specjalnie! Ten kamyk sam tak poleciał dziwnie, i uderzył w tego potworka...to nie było działanie celowe. Ale niech już będzie, usiadła na wózku i ułożyła się na nim, po czym przechyliła się do tyłu.
-Ja, wielki pająk nas goni!-powiedziała podniesionym głosem z udawanym przerażeniem, po czym zaśmiała się. Oczywiście że żartowała, w końcu ma pokręcone poczucie humoru.
-Żartowałam[b]-dodała, dla zasady i uspokojenia emocji. Dziewczyna westchnęła i popatrzyła na swoje zbrudzone ziemią dłonie i poplamione krwią. Hm, to nie wyglądało zbyt mile, ani atrakcyjnie, a po za tym nie lubiła być brudna w żaden sposób. To burzyło jej harmonię.
-[b]Tak, wypad nad jezioro, to dobry pomysł
-powiedziała weselej, patrząc na swoje dłonie. Ciekawe czy woda w jeziorze zamarła czy nie? W sumie nie było jakoś gigantycznych temperatur...
avatar
Miyu Earlson
Uczeń

Liczba postów : 161
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Japonia, Jokohama. Obecnie Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Davot Leo Aaron Levittoux on Czw 29 Gru - 22:47

Więc w która stroną nad jezioro? Davot nie należał do ludzi, którzy przesiadują w zakazanym lesie. Najlepiej chyba będzie jeśli po prostu rusza przed siebie. Może znajda to czego szukają. Na wieść o rzekomym "wielkim pająku" chłopak odruchowy sięgnął po różdżkę. Jednak zanim zdążył nawet jej dotknąć usłyszał śmiech dziewczyny. Żart. Davot cofnął rękę udając, że nic się nie stało.
Chłopak zauważył, że Miyu ogląda swoją zranioną i pobrudzoną dłoń.
-Wszystko w porządku w twoją ręką? -spytał nadal wpatrując się w przestrzec przed sobą. Zależało mu by trafić nad jezioro więc nie chciał niczego przegapić. Okazuje się, że w zakazanym lesie wcale nie jest tak źle. Nic ich nie zaatakowało. Idą powoli przed siebie, rozmawiają sobie. Wiedzą gdzie mają się udać... a przynajmniej się mniej więcej orientują. Jest dobrze.
avatar
Davot Leo Aaron Levittoux
Uczeń

Liczba postów : 44
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Francja

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Miyu Earlson on Pią 30 Gru - 12:51

Dziewczyna popatrzyła na niego rozbawionym wzrokiem.Ależ on był nerwowy, dobrze że szybko wychodzili z tego lasu, bo inaczej zaraz by padł na zawał. Ale czego tutaj się bać? Paru niewinnych potworków, przecież to absurd. Co z tego, że są śmiertelnie niebezpieczne, przynajmniej jakaś atrakcja.
Dziewczyna odgarnęła włosy na bok i uśmiechnęła się lekko
-Nad jeziorko!-zawołała wesoło, by po chwili wyjść z tego lasu...
<z.t oboje>
avatar
Miyu Earlson
Uczeń

Liczba postów : 161
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Japonia, Jokohama. Obecnie Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Liam Peck on Nie 26 Sie - 12:59

//Następnym razem miałbym prośbę, żebyście jednak zostawiły miejsce na moją krótką choćby odpowiedź - Liam na pewno nie stałby jak oniemiały z otwartymi ustami, gdy ktoś obrażałby w ten sposób jego koleżankę... (;//

Pod nosem wciąż rzucał ciche wyrazy dezaprobaty i zażenowania sceną jaka miała miejsce przed chwilą. Dużo szybciej niż wcześniej przedzierał się przez pokrytą śniegiem i lodem trawę, zmierzając w kierunku lasu. Czuł dziwną mieszaninę uczuć, które nagle zaczęły w nim buzować: złość na napotkaną Ślizgonkę, dziwne poczucie obowiązku przeproszenia Shirley za to, co się stało i wstyd za to, że w ogóle naraził ją na nieprzyjemności. Nieraz już razem pakowali się w podobne sytuacje, jednak tym razem to wszystko wynikło wyłączenie z jego powodu. Chodziło o jego eliksir i powinien to załatwić sam. Powinien, a tak nie zrobił.
Obejrzał się na towarzyszącą mu dziewczynę i przystanął, nie zważając już na ciarki na plecach i drżenie dłoni przez zimne powietrze wokół nich.
- Przepraszam - rzucił nieco niewyraźnie, pchany tą okropną potrzebą wiercącą mu dziurę w mózgu. Zorientował się, co chciał powiedzieć następnie i zamilkł, stwierdziwszy, że chyba jednak przesadza. Owinął się szczelniej płaszczem i wymusił uśmiech na zmarzniętych ustach. Machnął lekko ręką i powoli ruszył dalej.
avatar
Liam Peck
Uczeń

Liczba postów : 35
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lerwick, Szetlandy

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Shirley Collins on Nie 26 Sie - 15:27

//Spoko. (:

Shirley nie miała najmniejszego zamiaru kontynuować tematu spotkania ze smutną Ślizgonką. Była przyzwyczajona do chamskich odzywek wężowatych i nic sobie z nich nie robiła. A Liam zawsze był w porządku, nie robił afery ze swojej "czystej krwi" (kolejne głupie określenie), tak jak chociażby ten dupek Gabriel. Pewnie nie znał tej dziewczyny za dobrze i nie miał żadnego wpływu na jej zachowanie. Nic się nie stało.
Byli już dość daleko od zamku, a do celu - cennej kępy srebrzystych, maleńkich kwiatuszków - zostało raptem kilka minut drogi. Słychać było tylko gwizd wiatru i chrzęszczenie śniegu pod ich stopami, aż Shirley zrobiło się nieco głupio i przykro, że coś tak nieznaczącego mogło zepsuć tę miłą nocną wyprawę. Niewiele myśląc, schyliła się po garść śniegu, rzuciła zaklęcie na uformowaną kulkę i zmusiła ją do precyzyjnego, choć niezbyt silnego uderzenia w środek pleców Liama, który odwrócił się, zaskoczony.
- Berek! - roześmiała się i rzuciła do ucieczki.
avatar
Shirley Collins
Uczeń

Liczba postów : 43
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

http://hogwart.soglam.net/t1929-shirley-collins

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Liam Peck on Nie 26 Sie - 20:56

Podskoczył, z początku poważnie zaskoczony uderzeniem w plecy i jednocześnie zaniepokojony źródłem jego pochodzenia. Wszystko się zmieniło, gdy ujrzał roześmianą dziewczynę i resztki drobinek śniegu opadających wolno na ziemię. Z narastającym śmiechem pokręcił głową i puścił się biegiem za Shirley.
- Myślisz, że uciekniesz? - Krzyknął za nią, zapominając o tym, że mieli być cicho, że mieli skradać się po blekotki jak cienie i przemknąć jak duchy z powrotem do zamku. W pędzie schylił się po śnieg, zgarnął w garść kulę i bez użycia czarów cisnął śnieżkę w roześmianą Gryfonkę, mknącą w stronę drzew. Nagle przestał się martwić, złość opadła i zdawał się znów niczym nie przejmować - jego natura wzięła górę nad codziennymi troskami.
W oddali z lasu znów dobiegło głuche wycie. Nad zamkiem krążyło kilka zbłąkanych sów. Księżyc to pojawiał się, to znów znikał za cienką warstwą chmur przemykających wolno ciemne, jeszcze zimowe niebo. A oni śmiali się jak gdyby nigdy nic, zapominając, że nie powinno ich tu wcale być.
avatar
Liam Peck
Uczeń

Liczba postów : 35
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lerwick, Szetlandy

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Shirley Collins on Nie 26 Sie - 22:00

Beztroska chwila ucieczki przez jasno oświetlony las miała w sobie coś upajającego, zachęcała do zagłębiania się między drzewa, do poszarpania szat na kolczastych krzewach, do biegu gdzieś w nieskończoną dal, mknięcia po olśniewającym śniegu... Shirley zapomniała o kwiatach, o powrocie do zamku, przyspieszyła, czuła ciepło własnych policzków, słyszała każdy oddech, już nie bawiła się z Liamem, z bratem, który został gdzieś w tyle, po prostu pędziła przed siebie, zręcznie wymijając oszronione pnie, a w żyłach czuła pulsowanie dzikiej radości.
Potknęła się, upadła twarzą w śnieg.
Euforia odpłynęła tak samo szybko, jak się pojawiła.
Leżąca w zaspie Gryfonka w ułamku sekundy zrozumiała swoje położenie: jest teraz gdzieś w nieuczęszczanej części Zakazanego Lasu, w środku nocy, podczas jasnej pełni, a Liam...
- Liam? - zawołała niepewnie, nie wiedząc, czy następnym, co usłyszy, będzie głos przyjaciela czy raczej tętent kopyt lub warczenie jakichś złowrogich stworzeń. Czuła mrowienie skóry na biodrze, gdzie mały czarny tatuaż pewnie potrząsał grzywą, spłoszony. - Hej, Liam? - Wiatr jakoś przybrał na sile, tak że jego szum zagłuszyłby ludzki głos nawet z niewielkiej odległości. Po jej kręgosłupie przebiegł dreszcz niemający wiele związku z pogodą.
Zbierz się w garść, Shirley, pomyślała, uspokajając się nieco. Nie odbiegłaś daleko. Zaraz wrócisz na bezpieczne błonia. Kierując się położeniem Księżyca wybrała właściwy kierunek i lekkim kłusem ruszyła z powrotem, rozglądając się za Liamem i modląc się w duchu, by on z kolei nie zabłądził w Lesie, szukając jej. Proszę cię, Liam, chociaż ty zachowaj zdrowy rozsądek...
avatar
Shirley Collins
Uczeń

Liczba postów : 43
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

http://hogwart.soglam.net/t1929-shirley-collins

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Liam Peck on Nie 26 Sie - 22:18

Biegł przed siebie, zadowolony z trwającej chwili. Do czasu. Shirley nagle zniknęła z zasięgu jego wzroku. Wciąż uśmiechnięty, gnał jeszcze chwilę, dopóki nie zorientował się, że nie słyszy nawet tupotu jej butów na chrupkim śniegu. Zwolnił, zaniepokojony, aż w końcu stanął w miejscu, czując już nie radosne podniecenie, a narastające zdenerwowanie.
Zatrzymał się tuż przed lasem, równo z linią drzew. Rozejrzał się nerwowo wkoło - nie mogła pobiec nigdzie indziej, zauważyłby ją jeszcze. Księżyc mocno oświetlał wciąż białe błonia; jej czarny płaszcz na pewno rzuciłby się w oczy, na pewno. Więc...
Powoli odwrócił zaczerwienioną od zimna i emocji twarz w stronę ciemnych, wysokich pni ustawionych blisko siebie. Wystarczyło kilka kroków, by zagłębił się pomiędzy gąszcz konarów, korzeni i cienia. Licho wie, co może się tam czaić. Drgnął. Shirley nie może czekać.
- Lumos - syknął, wyciągając różdżkę zza pazuchy i rzucił się w głąb lasu, wołając imię dziewczyny. Nie mogła być daleko.
Brnął coraz głębiej w las, odgarniając blokujące drogę gałęzie. Raz po raz któraś trafiała go jednak w twarz. Niezrażony, czując we krwi przypływ pchającej go naprzód adrenaliny, opuścił różdżkę niżej, przyglądając się ziemi. Gdzieś tu muszą być jej ślady. Ona musi gdzieś tu być. Przełknął ciężko ślinę, zadzierając głowę i rozejrzał się znów na boki.
- Shirley! - ryknął po raz kolejny, w nadziei, że go usłyszy. - Błagam, bądź blisko... - wymamrotał cicho do siebie, przerażony myślą o jej zagubieniu.
avatar
Liam Peck
Uczeń

Liczba postów : 35
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lerwick, Szetlandy

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Shirley Collins on Nie 26 Sie - 22:37

Po kilkunastu minutach mozolnego przedzierania się przez bezlistne chaszcze (jakim cudem wcześniej biegła tak swobodnie? to wyglądało prawie jakby krzaki zastępowały jej teraz drogę) wydostała się w końcu na błonia. Księżyc świecił jasno, Jezioro lśniło, Zamek wyglądał naprawdę magicznie, a Liam... Liam zniknął.
- Niech to szlag! - zaklęła. Poszedł za nią, czy on nie rozumie, że poradziłaby sobie sama? Bez większego problemu znalazła ślady pozostawione przez nich kilkanaście metrów dalej. Liam miał na sobie ciężkie buty większe o przynajmniej trzy rozmiary. Tutaj rzuciła w niego śnieżką i zaczęła uciekać. Tutaj on zaczął biec. Tutaj - przed ścianą drzew - zatrzymał się. A tutaj ruszył znowu, oczywiście w nie do końca właściwym kierunku.
Przeklinając z niepokoju, podążyła za zostawionym przez chłopaka tropem. To ja go na to naraziłam, przeze mnie błądzi teraz gdzieś tam... Po co w ogóle wyciągałam go z łóżka, dlaczego do cholery tak biegłam? Co mnie podkusiło? Och, Liam... Tylko spokojnie, iść po śladach, byle go nie zgubić, byle nie poszedł za daleko...
- LIAM!!! - wrzasnęła nagle, w ogóle się już nie przejmując mieszkańcami Lasu. Niech przyjdą, będzie z nimi walczyć, będzie gryźć, drapać i miotać klątwy, dopóki nie dadzą spokoju jej i przyjacielowi. - LIAAAAAM!!! - Ty głupolu, przysięgam, zabiję cię, niech cię tylko znajdę...
avatar
Shirley Collins
Uczeń

Liczba postów : 43
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

http://hogwart.soglam.net/t1929-shirley-collins

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Liam Peck on Nie 26 Sie - 23:14

Usłyszał ją? Tak. Tak! Odetchnął, natychmiast odwracając się w miejsce, z którego dochodził jego uszu głos dziewczyny. Puścił się pędem w tamtą stronę, nie zważając już na ostre witki zahaczające co chwila o jego policzki i skronie. Grunt, to się nie rozdzielać. Grunt, to trzymać się razem. Grunt, to nie dać się złapać czemukolwiek, co czai się w tym cholernym, potwornym miejscu.
Gdy w końcu usłyszał, że jest już blisko, zwolnił; złapał oddech w pracujące ciężko płuca, starając się uspokoić skołatane nerwy i łomoczące wciąż w piersi serce. Wreszcie odsapnął, znów cicho stąpając po grubszej warstwie śniegu, jaka znalazła sobie schronienie w zacienionym lesie. Powoli podszedł od tyłu do niespokojnie kręcącej się w miejscu dziewczyny...
- Shirley - wykrztusił tylko, łapiąc ją delikatni od tyłu za ramiona.
avatar
Liam Peck
Uczeń

Liczba postów : 35
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lerwick, Szetlandy

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Shirley Collins on Pon 27 Sie - 0:23

Krzyknęła, kiedy coś zaszło ją od tyłu. Odwróciła się gwałtownie, zaplątując w szatę i padając jak długa w ramiona kolegi. Oboje zwalili się na śnieg.
- Liam, ty żyjesz! - krzyknęła z radością, wygrzebując się z białego puchu. Nagle opadł z niej cały niepokój, a umysł zalała bezbrzeżna ulga. Znalazła go. Nic nikomu się nie stało... Ale przecież mogło się stać. Mocno objęła przyjaciela w odpowiedzi na ukłucie poczucia winy.
- Słuchaj... tak mi przykro, to wszystko przeze mnie... - zaczęła i o mało nie rozszlochała się gwałtownie. Wstała, nerwowo otrzepując płaszcz. - Nie powinnam była cię na to namawiać, nie obchodzą mnie jakieś kwiatki, myślę tylko o sobie, że będzie fajnie, że pobiegam po świeżym powietrzu, wyrwę się z zamku, ale gdyby coś się stało... - tłumaczyła nieskładnie. Wszystkie przeżyte tego wieczoru emocje wyzwoliły w niej niespodziewaną, przerażającą szczerość. Jakiś niezbędny ogranicznik pękł. - Czemu jesteś taki głupi, nie powinieneś... Nie powinnam była... - nagle zrozumiała, jaką decyzję powinna podjąć - ...już nigdy nie zabiorę nikogo ze sobą. Tak będzie lepiej. Dam sobie radę, wiesz... Właściwie to lubię samotność. Przepraszam, Liam - dodała po chwili łamiącym się głosem, spoglądając w końcu na niego i uświadamiając sobie, jak wiele tak naprawdę znaczyła dla niej przyjaźń chłopaka. Był naprawdę dzielny i lojalny, zbyt dobry, zbyt lojalny dla niej. Nie może od niego dłużej wymagać ponoszenia konsekwencji jej wybryków. I nie może się więcej tak strasznie o niego martwić. Tak będzie lepiej...
avatar
Shirley Collins
Uczeń

Liczba postów : 43
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

http://hogwart.soglam.net/t1929-shirley-collins

Powrót do góry Go down

Re: Skraj lasu

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach