Ścieżka prowadząca w głąb lasu

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Ścieżka prowadząca w głąb lasu

Pisanie by Marilyn Langdon on Wto 20 Lis - 18:39

Ha, umiała sobie poradzić.
Pokiwała głową, potwierdzająco, zę go słucha i rozumie. Szyszymory, coś kiedyś o nich słyszała na ONMS, a możliwe że też czytała. Brzydkie stworzenia. Szła posłusznie za nim. Johny miał ciekawą pasję, szukanie jakiegoś zwierzęcia, nie komentowała, nawet jeśli uważała to za dziwne, każdy ma własne hobby. A więc chodzi o cennę, teraz mogła to zrozumieć, w sumie to byłby dobry sposób na zarobienie trochę pieniędzy, kilkanaście galeonów dostałaby za coś takiego, a te zawsze się przydadzą. Zaczęła analizować w głowie szansę tego, że w ogóle znajdą szyszymore, a co dopiero ją złapią, no ale cóż, zabawić zawsze się można. Są inne sposoby, zeby zaimponować bratu. Jednak wynalezienie takowego leku byłoby bardzo ciekawe i przydatne dla świata.
Teoretycznie każdy potrafi się obronić, z praktyką jednak trudniej, na szczęście większość Węży potrafiła pomachać różdżką i rzucić na kogoś urok, a samemu uciec. Obrona ponad wszystko, a jeśli nie będzie się atakować, to i bronić się nie będzie potrzeby?!
Ona nie panikuje, a poza tym widziała już te stworzenia co prawda na ilustracjach w różnych książkach, ale widziała.
- Oczywiście. - uśmiechnęła się wyniośle. Stanęła obok niego i poświęciła różdżką na ziemię, szukając jakichś śladów. Może coś znajdą.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Ścieżka prowadząca w głąb lasu

Pisanie by Johny Huntington on Czw 22 Lis - 16:49

Szedł dalej i szedł. Intuicja mu mówiła, że i to spotkanie w Zakazanym Lesie nie będzie owocne, jednakże... zerknął kątem oka na Marylin. Miał przepuścić taką wspaniałą okazję? Był w mrocznym i niebezpiecznym miejscu z piękną i niewinną dziewicą (co do dziewictwa nie wiedział, no ale tak ładnie to zabrzmiało...). Więc czemu miałby to zaprzepaścić? Kącik jego ust uniósł się w złośliwym uśmiechu. Tak, to obowiązek wykorzystać okazję.
Zatrzymał się gwałtownie udając, że coś usłyszał. Odwrócił bardzo powoli głowę do Marylin i przyłożył palec wskazujący do swoich ust, aby milczała. Wyciągnął rękę ku niej, ale nie aby ująć jej dłoń, tylko by chronić przed podjęciem niepewnego kroku w przód. Uniósł przed siebie wyprostowaną dłoń, mówiąc gestami : "Zaczekaj tu". Wycelował różdżkę w ciemność i bardzo cicho ruszył w tamtą stronę. Kiedy zanurzył się głęboko w krzaki, gdzie nie docierało do niego światło z różdżki Ślizgonki, zatrzymał się. Rzucił kilka zaklęć wokół siebie: a to stwarzające ogień, czerwone race i poruszające rośliny wokół. Był to dosyć alarmujący hałas.
- Mary- lin ! - przyłożył obydwie dłonie do ust, aby go słyszała. Wołał bardzo przerażonym tonem. - Mary-lin! U-cie-kaj! - krzyczał i próbował nie wybuchnąć śmiechem. - A-takują! U-ciekaj! - wołał natarczywie. - Aaaa! - krzyknął umyślnie, jakby właśnie szyszymory go zabiły. Potem zamilkł. Uciął sobie spory kawałek szaty, z boku i rzucił ją w ogień. Drugi kawałek rozpruł, podpalił trochę i rzucił na widoku. Był pewien, że Marylin tu przybiegnie. W ciągu paru sekund dorwał jakiegoś szczura przebiegającego między korzeniami i na miejscu go zabił. Jego ciemną krew rozlał wokół, aby krajobraz był na prawdę dramatyczny. I udało mu się to w stu procentach. Krzewy były podpalone i rozszarpane, ziemia spalona, w powietrzu unosił się dym... do tego krzyk Johny'ego, krew, która spokojnie mogła być uznana za ludzką... kawałki jego szaty...
Spojrzał na swoje dzieło uszczęśliwiony i czmychnął szybko cztery drzewa dalej. Na jedno z nich wspiął się i ukrył wśród liści. Trzymał się gałęzi i kucał, przyglądając się dziewczynie. Z daleka była małym punkcikiem ze świecącą różdżką. Chciał zobaczyć jej przerażenie i panikę. Niech przyzna się, że się boi! Najlepiej niech woła z płaczem Johny'ego i wyzna mu miłość. Był okrutny. Jednak oprzeć się nie mógł.

Z tematu.
Olanie fabuły.
avatar
Johny Huntington
Dorosły

Liczba postów : 55
Czystość krwi : Bez skazy.
Skąd : Brandford

Powrót do góry Go down

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach