Polana

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Polana

Pisanie by Mistrz Gry on Pon 11 Sty - 14:31

Znajduje się gdzieś w centrum lasu, ale tak naprawdę nikt nie wie, gdzie dokładnie jest to "gdzieś"... Otoczona wysokim drzewami, porośnięta wysoką trawą. Nieopodal niej znajduje się siedziba Centaurów, dlatego lepiej nie przychodzić tu samemu...
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by William Sulivan on Nie 16 Maj - 1:26

To nie był dobry okres dla Willa. Najpierw poznał Agnet, do której czuł coś więcej niż przyjaźń, później okazało się, że był jej zabawką. Czuł się jak aktor w jednej z mugolskich telenoweli. A raczej tak by się czuł, gdyby wiedział, że istnieje coś takiego.
Nogi same go tutaj przyniosły. Ostatnio opuszczał dużo zajęć, zamykając się w dormitorium, kiedy wszyscy wyszli. Wieczorami spacerował po błoniach, starając się unikać wszystkich znajomych, nawet Caridee przed którą nigdy nie miał tajemnic. Fakt, że Agnet potraktowała go jak zabawkę, mocno wpił się w jego dumę i piekł niemiłosiernie, nie dając o sobie zapomnieć. William nie chciał i nie potrafił o tym mówić.
Siedząc na polanie, popijał ognistą i patrzył w ogień. Podpalił Proroka Codziennego z informacją o ślubie Hewsona. Zebrał tyle gazet, ile zdołał, ogołocił wszystkich współlokatorów, w Pokoju Wspólnym też znalazł się jeden porzucony egzemplarz.
Nie był to mądry pomysł, bacząc na fakt, że było późno, on przebywał w Zakazanym Lesie, w dodatku wzniecił ogień. Spali się jak nic, ale w tej chwili było mu to obojętne.
Patrzył jak płomienie pożerają imię Agnet, które po chwili zmieniło się w popiół.
avatar
William Sulivan
Dorosły

Liczba postów : 203
Czystość krwi : czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Amelia Golightly on Nie 16 Maj - 19:26

Amelia nie dawała sobie rady. Nie dość, że musiała jak najszybciej znaleźć odpowiedniego narzeczonego, a poszukiwania i ciąża zajmowały cały jej umysł to jeszcze niekończące się pytania uczniów o śmierć Agnet doprowadzały ją do białej gorączki. Tak, była w rezydencji Hewsonów, kiedy to się stało. Tak, widziała jej ciało. Tak, to ona jest tą Amelią Golightly, którą wymieniono w Proroku. Problem w tym, że to dodatkowo podsycało świadomość, że przyczyniła się do jej śmierci. Ściskając w ręku gazetę i opatulając się czarnym kardiganem (wypadało przecież nosić żałobę po koleżance) wyszła się przejść.
Spacerując po błoniach, dotarła do Zakazanego Lasu, a stamtąd niedaleko było do polanki, na której siedział Sulivan. Zmarszczyła nosek i przypominając sobie ostatnie słowa Agnet, podeszła do niego.
- Ona cię kochała - powiedziała spokojnie, rzucając mu na kolana Proroka, otwartego na stronie zawiadamiającej o śmierci Ślizgonki - Powiedziała mi to w drodze do rezydencji Hewsonów. Dodała jeszcze, że wolałaby umrzeć, niż być z kimś, kto nie jest tobą - zmrużyła oczy i objęła ramionami swój brzuch.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by William Sulivan on Nie 16 Maj - 19:41

Nie usłyszał kroków Ślizgonki, ale kiedy już się pojawiła, spojrzał na nią z lekkim zaskoczeniem. Zakazany Las to ostatnie miejsce w którym spodziewałby się spotkać Amelię. Natychmiast przypomniało mu się, kiedy natknęła się na niego i Agnet w lochach, więc natychmiast znowu spojrzał w ogień pustymi oczami. Zachowywał się facet, któremu zmarła żona po pięćdziesięciu latach małżeństwa, nie jak odrzucony chłopak. Zawsze musiał tak wyolbrzymiać?
Słysząc słowa Ślizgonki, już otwierał usta, ale wtedy na jego kolana spadł Prorok. Paladin patrzyła na niego ze zdjęcia, ale on bardziej zwrócił uwagę na nagłówek: Z głębokim żalem obwieszczamy, że dnia 15 maja 1982 roku zmarła Agnet Liv Paladin.
Nie mógł w to uwierzyć. Wpatrywał się tępo w gazetę przez dobrą minutę.
- Ona... nie żyje? - z jego ust wydobyło się ciche chrapliwe pytanie. Jeśli to jakiś żart to naprawdę mało śmieszny. Spojrzał pytająco na Amelię szukając w jej oczach prawdy. Wstrzymał oddech czekając na potwierdzenie.
avatar
William Sulivan
Dorosły

Liczba postów : 203
Czystość krwi : czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Amelia Golightly on Nie 16 Maj - 19:59

I słusznie. Zazwyczaj nie zapuszczała się samotnie w takie miejsca, jeśli nie musiała czegoś załatwić lub jeśli ktoś jej nie towarzyszył. Zazwyczaj był to Hewson, więc zważywszy na to, co się wydarzyło, nie trudno było się domyśleć dlaczego tym razem była sama. Do tej pory pamiętała jego minę, gdy w ciele Agnet tak brutalnie go podpuściła - prawdę powiedziawszy, większe wrażenie robiło na niej to, że zapewne niedługo będzie musiała poprosić o rękę albo Neila, albo Yaxley'a, bo ze wszystkich kandydatów chyba tylko oni byli godni wzięcia pod uwagę, niż ten niebywały smutek Krukona.
Nie miała sumienia? Owszem. W takich przypadkach.
- Popełniła samobójstwo w noc przed swoim ślubem - powiedziała pustym głosem, mimo, że to samo mógł wyczytać w gazecie. Poczuła się odrobinę lepiej spełniwszy ostatnią prośbę Paladin, choć zielone światło nadal rozbłyskiwało w jej głowie - Naprawdę cię kochała, Williamie i przypuszczam, że chciałaby, abyś to wiedział - powtórzyła, na wypadek gdyby w szoku nie zrozumiał jej wcześniejszych słów.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by William Sulivan on Nie 16 Maj - 20:18

Miał nieodparte wrażenie, że Amelia mówiła do niego jakimś dziwnym językiem, bo nic z tego nie rozumiał. Samobójstwo? Kochała? Ciekawie dawała mu to odczuć, naprawdę. W jej samobójstwo też było mu ciężko uwierzyć. Sama mówiła, że będzie musiała wziąć ślub z Hewsonem, jak się później okazało wcale nie była z tego faktu niezadowolona, więc odebranie sobie życia strasznie nie pasowało tutaj Krukonowi.
- Nie kochała mnie - wyrwało mu się cicho. - Widziałem ją z Victorem. Nie wyglądała na niezadowoloną z jego towarzystwa.
Jeszcze raz spojrzał na gazetę i przeczytał artykuł, a później wrzucił ją w ogień.
- Nie wierzę w jej miłość, przykro mi.
Bolało. Jeszcze nigdy się tak nie czuł. Bezbarwne spojrzenie, mina człowieka, któremu życie dało porządnego kopniaka i zarost, który już wcale nie był kilkudniowy. Cały był zaniedbany i gdyby nie szata, ktoś mógłby go uznać za biedaka błąkającego się po ulicach, ale to wszystko było niczym w porównaniu do tego, co przeżywał w środku.
Czuł się jakby ktoś wyrwał mu organ niezbędny do życia. Dusił się sobą, a myśl, że Agnet nie żyje, powoli doprowadzała go do szaleństwa. Fakt, że potraktowała go jak zabawkę i miała zostać żoną Victora był małą, nic nie znaczącą błahostką. Już nigdy jej nie zobaczy, nawet nie mógł truć się świadomością, że jest szczęśliwa u boku Hewsona.
- Amelio, mogłabyś zostawić mnie samego? - zapytał cicho, ledwo otwierając usta. Zamknął oczy i marzył o tym, żeby być na miejscu Agnet.
avatar
William Sulivan
Dorosły

Liczba postów : 203
Czystość krwi : czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Amelia Golightly on Nie 16 Maj - 20:47

Zaśmiała się, słysząc jego słowa; opatuliła się ciaśniej swetrem, czując jak przewraca jej się w żołądku. Jeśli tak ma wyglądać kolejne osiem miesięcy jej życia, to będzie to pierwsze i ostatnie dziecko, jakie urodzi i chyba wreszcie przestanie wypominać matce, że nie chciała sprawić jej rodzeństwa. Koszmar, moi mili.
- Williamie, jesteś Krukoni, a oni ponoć słyną z inteligencji - westchnęła cicho - To, co ci powiedziała, wcale nie neguje jej uczuć do ciebie, uwierz mi. Znam tą sprawę trochę lepiej, niż ty. Naprawdę jej na tobie zależało, ale nie mogła znieść myśli, że Victor woli mnie od niej, a ona będzie musiała poślubić mężczyznę, który brzydzi się jej nawet dotknąć. Ośmieliłabym się nawet powiedzieć, że chyba łudziła się, że wybaczysz jej i będziecie mogli być razem - wyjaśniła bezbarwnie. Słysząc jego słowa pokiwała jedynie głową, obróciła się na pięcie i wróciła do zamku. Zakazany Las to nie miejsce, w którym powinna przebywać w takim stanie, a spełnienie ostatniej woli Agnet sprawiło jej pewnego rodzaju ulgę. A zielone światło w jej głowie znacznie osłabło.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Carmen Fox on Pon 17 Maj - 15:19

Cóż robiła w tym miejscu Carmen? Przymierzała się do realizacji swojego największego marzenia - samotnego pobytu w Zakazanym Lesie. Tyle tylko, że zauważyła straszny, może trochę żałosny widok i jako prefekt a zarazem ciepła osoba postanowiła dowiedzieć się co robi tu William. Naprawdę nie potrzebowała świadków jej wypadu do lasu. Spojrzała na chłopaka dość krytycznym okiem i doszła do wniosku, że chyba naprawdę powinna go jakoś pocieszyć. Nie żeby specjalnie jej się chciało(była w tym beznadziejna) ale jako prefekt powinna wykazać choć trochę współczucia.
-Okropnie wyglądasz- powiedziała bezmyślnie. Cholera! A miała go pocieszać… No cóż trudno. Rozejrzała się czy aby na pewno nie ma tu nikogo innego kto mógłby na nią donieść.
Znała Willa, jako prefekt znała prawie każdego, jednak nie była to zażyła znajomość raczej znanie z widzenia. Słyszała, że coś tam łączyło go z Paladin, ale nie wiedziała czy to prawda czy plotka.
-Przykro mi.- zaryzykowała. Naprawdę było jej przykro, samą Agnet znała dość dobrze i gdy przeczytała Proroka nie wiedziała co ze sobą zrobić.
avatar
Carmen Fox
Dorosły

Liczba postów : 90
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by William Sulivan on Pon 17 Maj - 15:41

Nawet nie zwrócił uwagi na to, że Amelia trzyma się za brzuch. Zazwyczaj tego nie robiła, ale on również zazwyczaj nie zwracał na nią większej uwagi, więc ten nawyk mógł mu umknąć.
Zamiast cokolwiek jej odpowiedzieć, zaśmiał się gorzko. Dlaczego na to nie wpadłem? Twierdzi, że mnie kocha, ale jednocześnie chce się przypodobać swojemu narzeczonemu, którego z kolei, jak twierdzi, się boi. To takie oczywiste, jak mogłem pomyśleć, że mnie nie kocha?, pomyślał cierpko, ale nie wypowiedział tego na głos. Nie miał ochoty dzielić się swoimi przemyśleniami z Amelią.
Chciał wierzyć w miłość Agnet. Naprawdę chciał, jednak po tym co widział na błoniach, ciężko mu było uwierzyć, że zabiła się sama, w dodatku z miłości do niego.
Kiedy został sam ukrył twarz w dłoniach. Nie płakał, chociaż bardzo chciał wyrzucić z siebie wszystkie emocje, które go wypełniały. Może ktoś go tutaj znajdzie i zostanie wyrzucony ze szkoły? Zamknąłby się wtedy w czterech ścianach i zbierał w sobie odwagę żeby ze sobą skończyć. Jak Agnet.
Najwidoczniej samotność nie była mu jednak pisana. Znikąd pojawiła się prefekt Gryffindoru.
Wiedział, jak wyglądał, nie trzeba mu było przypominać. Zarośnięty, z przekrwionymi oczami, czuć było od niego Ognistą.
- Nie chcę twojego współczucia. Prefekci nie powinni przebywać w Zakazanym Lesie. - powiedział odsuwając ręce od twarzy. Znowu wpatrywał się tępo w ogień.
avatar
William Sulivan
Dorosły

Liczba postów : 203
Czystość krwi : czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Carmen Fox on Pon 17 Maj - 20:01

Zdaniem Carmen Agnet nie była odważna tylko głupia. Nieszczęśliwa miłość i inne błahostki były pannie Fox obce. Może dlatego, ze do tej pory nie spotkała nikogo w kim mogłaby się zakochać, a może dlatego że nie była stworzona do miłości po grób i gotowania kaszek (to była jej wersja). Jednak jakby nie było miała w sobie dużo empatii i widok Krukona mówił sam za siebie.

- A ja nie chcę ci współczuć. To miało być miłe i było niepotrzebnym odruchem. – stwierdziła. Tak właśnie sądziła. Nie dlatego, że uraziło ją zachowanie Willa. Nie, nie ona je rozumiała. Tyle, że głupio jej się zrobiło po tym jej tekście o współczuciu. To nie było to co powinno się powiedzieć komuś kto stracił sympatie.

-Też tak sądzę!- była to odpowiedź na wzmiankę o prefektach. Doszła do wniosku, że swoją dalszą wycieczkę po Zakazanym Lesie odbędzie kiedy indziej. Nie mogła dopuścić by Williamowi coś głupiego strzeliło do głowy, a jego zachowanie wskazywało, że taki incydent mógłby mieć miejsce.
Usiadła koło niego, tak zwyczajnie. Bez żadnych odruchów, których Krukon „nie chciał”. Siedziała obok niego i chwilę milczała wpatrując się w ogień.


- Dobrze ją znałeś?- zapytała. Sama Carmen nie była przyjaciółką, czy nawet kumpelką Agnet. Jednak chodzenie razem na zajęcia trochę zobowiązuje. Zresztą Carmen miała czasem wrażenie, że panna Paladin nie pasuje do grona żmijek.
avatar
Carmen Fox
Dorosły

Liczba postów : 90
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by William Sulivan on Pon 17 Maj - 22:09

Gdyby Will nie był w takiej sytuacji jak teraz, pomyślałby to samo co Carmen - kto normalny popełnia samobójstwo z takiego powodu? Niestety, były dwa problemy; pierwszy: śmierć Agnet w bardzo pokrętny sposób dotyczyła także jego, drugi: czuł do niej coś więcej niż przyjaźń. I więcej niż zauroczenie. A najgorsze było, że uświadomił sobie to dopiero teraz, w chwili kiedy było już za późno.
- Nie było miłe, niepotrzebne owszem.
Był ciekaw ile osób wiedziało o nim i o Agnet. Jeśli połowa szkoły, chyba zakopie się w jakimś dole. Skąd Carmen wiedziała, że po jego głowie chodzą głupie myśli?
- I dlatego powinnaś już iść - mruknął, co całkowicie zignorowała siadając koło Krukona. Póki milczała i nie patrzyła się na niego współczującym, albo zaciekawionym spojrzeniem była nawet znośna. Nie wytrzymała jednak długo i zadała pytanie nad którym chłopak musiał się chwilę zastanowić.
- Nie, znałem ją gorzej niż sądziłem. - Wydawało mu się, że kiedy żyła, mało o niej wiedział. Teraz okazało się, że nie wiedział prawie nic. Najpierw mu mówi, że znaczy dla niej coś więcej, później, że był tylko zabawką, a następnie Amelia oświadcza mu, że Agnet go kochała. W tej sytuacji miał prawo czuć się lekko skołowany.
avatar
William Sulivan
Dorosły

Liczba postów : 203
Czystość krwi : czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Carmen Fox on Wto 18 Maj - 19:02

Skąd wiedziała? To proste. Po prostu spojrzała na Willa, który wyglądał jakby racjonalne myślenie było dla niego obce.
-Naprawdę tak myślisz?- spytała cicho.- A może to inni znali ją gorzej?- zadała kolejne pytanie nie odrywając wzroku od ognia. Carmen zawsze twierdziła, że są ludzie złożeni bardziej i mniej. Agnet przyporządkowała do drugiej grupy. Wyjęła z kieszonki swetra papierosy i podpaliła jednego zaciągając się dymem. Przymknęła oczy i znów ujrzała Agnet. Taką sztucznie wyniosłą, trochę oderwaną od Ślizgonów. Otuliła się szczelniej swetrem i wysunęła paczuszkę w stronę Willa.
-Palisz? Lepiej zapal.-najpierw pytanie potem stwierdzenie, cała Carmen. Panna Fox sadziła, że nie papieros to za mało, ale niczym innym nie dysponowała. Trudno.
Carmen nigdy nie ignorowała stanów emocjonalnych otaczających ją ludzi i umiała wyczuć o co chodzi w tych wszystkich zawiłych relacjach.
avatar
Carmen Fox
Dorosły

Liczba postów : 90
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by William Sulivan on Wto 18 Maj - 19:36

- Nie wiem na ile znali ją inni i nie interesuje mnie to. I tak, jestem egoistą. - Czy przypadkiem jakiś czas temu nie zarzucała mu tego Ellie? Znów się tak zachowywał i znowu nie widział w tym nic złego. Nie obchodziły go w tej chwili relacje Agnet-reszta świata. Był skupiony na relacji William-Agnet.
Kiedy Carmen przysunęła w jego stronę paczkę papierosów, skrzywił się lekko i odsunął ją. Rok temu jeszcze przyjąłby propozycję, jednak sukcesywnie zerwał z tytoniem i postanowił nigdy do niego nie wracać.
- Dzięki, mam inne nałogi - mruknął wskazując na butelkę ognistej. Jeśli coś w jego życiu trochę się nie polepszy, niedługo zostanie alkoholikiem. Upił spory łyk płynu, zastanawiając się, czy krzaki szeleszczą przez podmuch wiatru, czy może jakiś centaur trzyma ich na muszce. Prawdę mówiąc, było mu to obojętne. Skoro Carmen miała tak mądry pomysł jak on, żeby siedzieć w Zakazanym Lesie, równie dobrze mogli zostać obydwoje zgładzeni przez pół człowieka, pół konia.
- Już się upewniłaś, że jestem egoistycznym gburem myślącym tylko o sobie i przeżywającym rozterki uczuciowe? Jak widzisz, reprezentuję nieuleczalne przypadki i szkoda marnować na mnie czas.
Pomyślał sobie, że to Caridee powinna tu teraz siedzieć. Po chwili przypomniał sobie, że unikał nawet swoją najlepszą przyjaciółkę, a kapitan drużyny Quidditcha prawdopodobnie go wywali za niestawianie się na ostatnich treningach. Will, co ty ze sobą zrobiłeś?
avatar
William Sulivan
Dorosły

Liczba postów : 203
Czystość krwi : czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Carmen Fox on Wto 18 Maj - 20:05

-Egoizm jest zdrowym odruchem.- mruknęła Carmen, która miała w sobie nutkę egoizmu. Taką małą, maleńką prawie niewidoczną.
Carmen była w trakcie spełniania swego marzenia. Od zawsze chciała udać się do Zakazanego Lasu. Od zawsze też miła pociąg do niebezpiecznych przygód i tylko jej chora odwaga mogła to wytłumaczyć.
Objęła go ramieniem przez chwilę nic nie mówiąc po czym poklepała go po plecach.
-Może nie do końca rozumiem twoje rozterki, bo nigdy nie kochałam i nigdy nie byłam w poważnym związku, ale myślę, że masz święte prawo do bycia egoistycznym gburem. Marnowanie czasu to moja specjalność, byle dalej od pierwszorocznych. – powiedziała i zaciągnęła się by po chwili wypuścić piękny obłoczek dymu.
-A więc cierpisz.- stwierdziła- Cierpisz bo Agnet nie żyje, czy dlatego że nie jesteście razem, a może dlatego że popełniła samobójstwo? – spytała bezceremonialnie. Doszła do wniosku, ze nie warto bawić się w delikatności.
avatar
Carmen Fox
Dorosły

Liczba postów : 90
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by William Sulivan on Sro 19 Maj - 16:57

Cóż, nie wszyscy byli tego zdania co Carmen. On sam też tak uważał, ale nic na to nie odpowiedział.
Kiedy go objęła, odsunął się od niej. Znowu poczuł się jak dziecko, które trzeba pocieszyć. A on przecież nie był dzieckiem i nie chciał pocieszenia.
- Nie wydaje mi się żebyśmy byli na tym poziomie znajomości - powiedział sucho, patrząc na nią przez krótką chwilę. - Ale cieszę się, że mnie rozumiesz - skłamał po chwili, łagodniejszym tonem, żeby za bardzo jej nie urazić. Jednak słysząc jej dalszą wypowiedź, poczuł przypływ irytacji.
- Pełnisz w tej szkole funkcję psychologa? Nie mam zamiaru ci się zwierzać, Fox - warknął nieuprzejmie. Czy powód jego cierpienia miał jakiekolwiek znaczenie? Najważniejsze było, że Agnet już... nie istniała. Świadomość, że nie chodzi już po tej Ziemi była dla niego przytłaczająca i bolesna. Kiedy okazało się, że był dla niej tylko zabawką, czuł się o wiele lepiej - mógł się łudzić, że przynajmniej jest szczęśliwa. Teraz nie mógł, bo nawet nie wierzył w życie pozagrobowe.
avatar
William Sulivan
Dorosły

Liczba postów : 203
Czystość krwi : czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Carmen Fox on Sro 19 Maj - 17:50

Carmen była bardzo otwartą osobą i dla niej takie objęcie było czymś porównywalnym z podaniem ręki. Nigdy nie krępowały ją takie gesty i często zapominała, że krępują one innych. Zaśmiała się słysząc słowa Willa. W żadnym stopniu jej nie uraziły.
-Nie mam pojęcia co znaczy „na tym etapie znajomości”. Nasza znajomość nie przeszła jeszcze żadnych etapów. A to było odruchowe. Wybacz.- powiedziała a w jej głosie nie było nawet nutki skruchy tylko jakaś taka wesołość, ciepło.
-A ja niechęcę byś mi się zwierzał. Pieprzę te wszystkie smętne kawałki o wiecznej i nieszczęśliwej miłości. Po za tym mam na imię Carmen. – wyraziła swoje zdanie i grzecznie upomniała Krukona. Nie znosiła gdy ktoś zwracał się do niej po nazwisku. Tylko Alex mógł sobie na to pozwolić i to dlatego, że niedocierały do niego upomnienia.
Wyprostowała się i zgasiła papierosa. Spojrzała na swoje buty, które jak się okazało były rozwiązane. Szybko i sprawnie zawiązką sznurówki i zapaliła kolejnego papierosa.
-Ja się tylko spytałam czemu cierpisz. Musisz to wiedzieć by się ogarnąć i nie wzbudzać we mnie odruchów samarytańskich, których nie znoszę. Wyglądasz jak kupka nieszczęścia a ja mam taki matczyny odruch by cię przytulić i mi się to nie podoba. Dlatego się pytam. Czemu cierpisz?
avatar
Carmen Fox
Dorosły

Liczba postów : 90
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by William Sulivan on Sro 19 Maj - 18:33

Najwyraźniej Will był przeciwieństwem Carmen. Zresztą, mało który facet lubi jak się go przytula. Takie matczyne odruchy przestają być mile widziane w pewnym wieku.
- Wiem jak masz na imię i absolutnie nie przeszkadza mi to w mówieniu do ciebie po nazwisku - powiedział, nic sobie nie robiąc z jej upomnienia.
Ognista już się skończyła, więc z braku innego zajęcia, zaczął obracać butelkę w rękach. Kątem oka patrzył jak Carmen zawiązuje sznurówki.
- Możesz się łatwo pozbyć swoich matczynych odruchów, zostawiając mnie samego. Jestem dużym chłopcem i nie rozbiję sobie głowy butelką - chociaż nic nie obiecuję, dodał w myśli. - Moje cierpienie jest moją sprawą.
Czy Gryfoni zawsze muszą być tacy uparci i uczynni? W tych swoich altruistycznych odruchach, gubią granice i zapominają, że nie wszyscy mają ochotę korzystać z ich pomocy. A Will myślał, że to Ślizgoni są irytujący.
- Nie masz teraz patrolu na korytarzu? Może w zamku jakiś duży, zły Ślizgon gnębi młodszego Puchona? - podsunął, dając wyraźnie do zrozumienia dziewczynie, że nie jest tutaj mile widziana. Gdyby miał inny nastrój, z pewnością byłby dużo milszy.
avatar
William Sulivan
Dorosły

Liczba postów : 203
Czystość krwi : czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Carmen Fox on Sro 19 Maj - 18:50

-Masz racje jest twoją sprawą. Moją sprawą jest natomiast twoja obecność w Zakazanym Lesie- odpowiedziała chłodniej Carmen.
-Biedny Puchon!- zwołała panna Fox i zaśmiała się cicho. Spławianie nie wychodziło Williamowi najlepiej. A może po prostu Carmen była zbyt uparta by się dać. Przymknęła oczy i zaciągnęła się papierosem.
-Gdybym o tej porze spotkała jakieś Puchoniątko było by zapewne starannie unieszczęśliwione. – stwierdziła i przyjrzała się chłopakowi. Kiedyś uważała go za przystojnego, teraz jednak jego wygląd pozostawiał wiele do życzenia. Ponownie się zaciągnęła i wypuściła dym nosem.
-Mam wrażenie, że ty chcesz być nieszczęśliwy. Bardzo ambitnie…- mruknęła panna Fox, która doprawdy miała trudność w zdefiniowaniu miłości i temu podobnych delikatności.
avatar
Carmen Fox
Dorosły

Liczba postów : 90
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by William Sulivan on Czw 20 Maj - 19:47

- Proszę bardzo, wlep mi szlaban, albo od razu wyślij do dyrektora - burknął - Ale z tego co mi wiadomo, w kompetencji prefektów nie leży nadzorowanie Zakazanego Lasu. Wstęp jest zabroniony dla wszystkich - powiedział akcentując ostatnie słowo.
Will chyba wolałby żeby to Puchoniątko zostało unieszczęśliwione, nie niewinne Krukoniątko przeżywające śmierć... swojej dziewczyny? To za dużo powiedziane, ale chłopakowi było trudno jednoznacznie określić więź łączącą go z Agnet.
Jeśli chodzi o jego urodę, która została skutecznie ukryta, zapewne podobnego zdania była reszta kobiecej części Hogwartu. Nie zmniejszyło to jednak ciekawskich spojrzeń skupiających się na jego plecach - tylko temat plotek się zmienił.
- Posłuchaj mnie uważnie, Carmen - zaczął, zbierając się do odejścia. - Nie znasz mnie. Nie wiesz co czuję. Nie wiesz dlaczego tak się czuję. - zaakcentował dlaczego. - I nie wiesz co łączyło mnie z Agnet, więc z łaski swojej nie wciskaj swojego gryfońskiego nosa tam, gdzie go nie chcą i zajmij się czymś pożyteczniejszym.
avatar
William Sulivan
Dorosły

Liczba postów : 203
Czystość krwi : czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Carmen Fox on Czw 20 Maj - 20:58

Carmen rzuciła mu spojrzenie pełne współczucia, które oznaczało „muszę mu wybaczyć”. Wyprostowała się i z gracją uniosła swoje cztery litery.
-Kompetencje prefekta nie są twoją sprawą Sulivan .- powiedziała oficjalnym i trochę zimnym tonem. Czemu tak nagle zmienił się jej stosunek? Bo Carmen spełniała właśnie marzenia, a obraz tego tu zrozpaczonego Krukona wywołał u niej odruch Samarytański, dlatego też musiała skończyć spełnianie marzeń. Poczuła się trochę niedoceniona. Odrzuciła swoje płomienne włosy, z których była dumna i stojąc już zwróciła się do Willa.
-Masz stuprocentową rację. Nie znam cię i raczej nie poznam. Nie wiem co czujesz i nie jestem pewna czy chcę wiedzieć. Żyj w swoim zatęchłym światku wspomnień a będziesz czuł się tak nadal. To nie moja sprawa i nie będę pchała „swego gryfońskiego nosa tam gdzie go nie chcą”.- Carmen nie uniosła się. Powiedziała to wszystko spokojnym beznamiętnym tonem po czym zapaliła kolejnego papierosa i zostawiła chłopaka samego. Zniknęła gdzieś w głębi lasu, gdzie jej osobę ujawniał tylko malutki żarzący się punkt, którym był papieros.
avatar
Carmen Fox
Dorosły

Liczba postów : 90
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Caridee Markley on Sob 29 Maj - 18:07

A że była wysportowana to jakoś dotrzymywała mu kroku, choć brzydziła się tego wszelkiego brudu, pajęczym i obślizgłych rzeczy jakie mijała, dotykała i o jakie niestety ocierała się pełznąc zakamarkami Zakazanego Lasu zaraz za ślizonem. A on, że nie był dżentelmenem, nawet nie wpadł na pomysł czyby jej przypadkiem nie puścić pierwszej, ba! Ani razu się za nią nie obejrzał. W sumie miał rację. Sama się wprosiła i tak dalej, i to ona miała go pilnować, a nie on jej. Ale kobiecie coś się należy! W dupę. Kiedy dotarli na jakąś szaroburą cząś, co w gruncie rzeczy mogło być nazwane polaną krukonka westchnęła i już chciała klepnąć na ziemi kiedy zorientowała się, że stoi nad jakimś nieatrakcyjnym grzybem.
- Fu.... - mruknęła tylko zdegustowana i spojrzała na ślizgona dziwnym wzrokiem.
- Po coś ty tu w ogóle przylazł? Ja rozumiem, że faceci lubią wstrętne i obrzydliwe rzezy, ale żeby aż tak?!
avatar
Caridee Markley
Dorosły

Liczba postów : 99
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Londyn

http://www.pronrzek.deviantart.com

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Go?? on Sob 29 Maj - 18:18

Był dumny. No przecież trafił i to za pierwszym razem, bez zbędnego kręcenia się w kółko. A ona trafiła za nim, co nieco przyćmiewało jego triumf, ale jeszcze potrafił dać sobie z tym radę.
- Myślałem, że ten temat mamy za sobą – powiedział wolno, stając na środku polanki i rozglądając się uważnie dookoła. No jasne, że nie będzie tu jak byk na samym środku wysyp najfajniejszych grzybków na świecie, bo magicznych. Będzie musiał znów pokręcić się po chaszczach. I oby cokolwiek zostało, bo znając hogwarckich ćpunów – jeszcze gorszych, niż on! – wyzbierali większość i zrobili sobie jakąś wielką grzybową imprezę, z jedzeniem, paleniem i wszystkimi innymi możliwymi sposobami przyjmowania psylocybiny.
To nic, on Oliver Wielki, na pewno zaraz coś wynajdzie. Z takim przekonaniem ruszył do skraju, do największych chaszczów i rozpoczął przeszukiwanie. Przecież wszystkiego nie mogli zabrać, o nie, a centaury, jednorożce i wszystkie te śmieszne zwierzaki się czymś takim nie zajmują, więc większa szansa, że cokolwiek dla niego zostało.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Caridee Markley on Sob 29 Maj - 18:24

Urażona nie odezwała się więcej. Nie to nie, będę miała swoją dumę. Nie powiem już nic, a nic. Nie bardzo wiedząc co zrobić blondynka rozejrzała się wokół i przespacerowała się po dziwnym miejscu niby zainteresowana wszelakimi stworzonkami, roślinkami i innymi mieszkającymi sobie tu rzeczami. Schyliła się i podniosła jakiś kamyczek, zaraz potem rzuciła go, a że niechcący wyślizgnął się szybciej to trafiła nim w ślizgona, jak gdyby nigdy nic odwróciła się do niego tyłem, bo to przecież nie ona! Poszła więc dalej, zerwała z drzewa jakiś listek, zgniotła go w palcach i zrzuciła. W końcu to wszystko zaczęło jej się strasznie nudzić. A przecież miało być tak fajnie! Na to liczyła! I najwyraźniej się przeliczyła. Tragedia! Olli traci w jej oczach z sekundy na sekundę.
- Czego szukasz? - zapytała, bo nie wytrzymała. Zerknęła w chaszcze, które akurat przeszukiwał.
avatar
Caridee Markley
Dorosły

Liczba postów : 99
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Londyn

http://www.pronrzek.deviantart.com

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Go?? on Sob 29 Maj - 18:29

Zajęty własnymi poszukiwaniami Oliver nie od razu odpowiedział. Świecił sobie różdżką, zdając sobie sprawę, jak bardzo jest to nieodpowiedzialne, ale chęć urwania filmu na jakiś czas przeważyła w nim na tyle, że nie bardzo dbał o konsekwencje swoich czynów. Wchodził coraz głębiej w krzaki, co jakiś czas znikając z oczu Caridee, by zaraz pojawić się w miejscu oddalonym o kilka stóp od tego, w którym zniknął.
- Niczego – zbył ją, zbyt zajęty, żeby poprowadzić jakąś inteligentniejszą rozmowę, czy w ogóle zorientować się, że dziewczynie się nudzi. Z resztą, i na to nic by nie poradził, sugerując jej, żeby sobie poszła i mu nie przeszkadzała. Kazać jej szukać grzybków też nie mógł, bo dałby sobie uciąć rękę, że blondynka jest w tym laikiem. Anuż je coś nieodpowiedniego i wykituje. A wtedy latanie po ministerstwie i relacjonowanie wydarzeń byłoby jego problemem, a nie jej.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Caridee Markley on Sob 29 Maj - 18:53

Prychnęła na niego i ponownie sie obraziła. Już drugi raz. Oiver dziś doprowadzał ją do szału. Niestety. Biedna dziewczyna, tak się męczy i co jej z tego? Wielkie nic. Siadła na tyłku, na tej szarej, spowitej mgłą ziemi, nie patrząc nawet jak jest ubrana, nie martwiąc się o jeansy i szarą koszulkę. Założyła ręce na piersi i naburmuszyła się ściągając brwi. Potrwało to chwilkę, aż w końcu opuściła ręce, rozluźniła twarz i zaczęła skubać coś podobnego do trawy.
- Nieee bęęęęęędę twooooim heeeroseeeem bo nieeeeee mam nadprzyroooodzoooooonych mooooooocyyyyyy, a aaaaaaaaaaaa ooooołłłł jeeeee, jeeeeeśśśśśśliiii chceszzzzz toooooo choooooćććć i za ręęęęękęęęę mnieeeeeee złaaaaap, pooooleeeeeeeciiimy ażżżżż doooooooo gwiaaaaaaazzzzzzd, w naszyyyyyych maaaarzeeeeeeeeniiiiiaaaaaach!!!!!!!!! - co ma robić jak jej nudno? Po prostu zaczęła śpiewać.
avatar
Caridee Markley
Dorosły

Liczba postów : 99
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Londyn

http://www.pronrzek.deviantart.com

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach