Salon

 :: Cape

Go down

Salon

Pisanie by Nicole Cape on Pon 4 Lip - 14:48




avatar
Nicole Cape
Uczeń

Liczba postów : 71
Czystość krwi : Czysta, no nie?
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Nicole Cape on Pon 4 Lip - 14:54

Nicole kiepsko spała tej nocy. Śniły jej się jakieś dziwne rzeczy, zaczynając od latania na smoku, poprzez karmienie dementorów, aż do malowania ścian w Azkabanie. Wszystko wskazywało na to, że panienka Cape w swoim życiu jeszcze coś przeskrobie. Jak na razie jednak nic takiego się nie zapowiadało, a już na pewno nie w najbliższym czasie, który Nicole miała zamiar spędzić zupełnie w inny sposób, niż latanie na smokach. Ze szklanką zimnej herbaty w jednej ręce i Prorokiem Codziennym w drugiej, Nicole walnęła się na kanapie i z niecierpliwością czekała na przyjazd gościa. Co śmieszne Victor wciąż nie zamknął jej w żadnej skrzyni i nie groził, że jej związek z Freddiem musi się skończyć, bo inaczej może pożegnać się z powrotem do Hogwartu po wakacjach. Nicole uznała, że to dobry znak, iż Victor jest bardzo sobą zajęty, chociaż zrobił się drażliwy. Nie wchodząc mu w drogę, Nicole zagłębiła się w lekturze Proroka.
avatar
Nicole Cape
Uczeń

Liczba postów : 71
Czystość krwi : Czysta, no nie?
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Freddie Kingsley on Wto 5 Lip - 21:13

Lektura proroka? ona powinna tam już sterczeć ze switą do pomocy przy przyjeździe wielmożnego Kingsleya. Jej chłopaka! A tu co? Marna, wychudzona istotka otwarła mu drzwi z równie mrocznym głosem zaprowadziła go najpierw na górę i pokazała swój pokój na okres jakiejś części wakacji. Wchodząc na górę miał tylko stracha na widok Pana tego domu, a właściwie Cape'a Juniora, który przecież jeszcze nic nie wiedział o całym zajściu w zamku. A już w ogóle o ich niby związku. Boże, idąc korytarzem zaczęły mu się nieco uginac nogi, a przecież nawet taki skurwesyn, jak on posiadał te serce i uczucia, nie? ogarnął chwilę swój wygląd w łazience obok dosyć fajnie przystrojonego pokoju, po czym stwierdzając, że jak zwykle prezentuje się przystojnie[ach te jego narcyziątko], zszedł na dół powoli, z dłońmi w swoich ekstra ciasnych spodniach. Ach, kochał teraźniejszą modę mugolów. gdzieś w oddali śmignęła mu ta przerażająca służąca, dlatego przyspieszył kroku, co jakiś czas oglądając się za siebie, aż doszedł nagle zdziwiony do salonu. a na sofie, jak zwykle wylegiwała się Nicole.
- Tak się wita u was teraz gości? - Oparł się jeszcze o ścianę z łapkami skrzyżowanymi na torsie, po czym zaczął ją mierzyć od góry do dołu. Bez mundurku szkolnego była o wiele lepsza, no i ta figura.. Skierował szybko wzrok gdzie indziej.
avatar
Freddie Kingsley
Uczeń

Liczba postów : 48
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Norwegia, Bergen

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Nicole Cape on Wto 5 Lip - 21:48

Otwierane drzwi wcale nie zrobiły na Nicole wrażenia. Zresztą, nawet nie musiały. Właśnie po to rodzina Cape miała skrzata. On zawsze wszystko zrobił, no a przede wszystkim był z tego bardzo zadowolony. W końcu co to za pożytek byłby ze skrzata, który nie lubi tego co robi? Tak czy inaczej, Chrupka ( bo tak się nazywał skrzat) była bardzo porządną pomocą domową. Gdyby tylko tak nie pukała Nicole w ramię...czego ona chce?
- Słuchaj, czego chcesz? - mruknęła, kiedy Prorok Codzienny wypadł jej z rąk pod wpływem zbyt upartego i coraz mocniejszego ataku Chrupki na jej ramię. Skrzat tylko wskazał palcem w stronę schodów, bok których stał jakiś facet. Nicole już otworzyła usta, aby zawołać Victora ( bo przecież nie mógł ruszyć swoich czterech liter i sam zejść), kiedy do jej mózgu doszła pewna informacja: FREDDIE.
Nicole zerwała się z kanapy i rzuciła się mu na szyję. On także bez szkolnej szaty wyglądał zupełnie inaczej. Wręcz czarująco. Dziewczyna szybko poprawiła bluzkę i nerwowo odgoniła skrzata ręką.
- Wybacz, zaczytałam się. Victor miał cię odebrać z dworca, ale chyba gdzieś polazł...zresztą, dobrze że już jesteś. - no ładnie Cape, ty się rumienisz!
avatar
Nicole Cape
Uczeń

Liczba postów : 71
Czystość krwi : Czysta, no nie?
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Freddie Kingsley on Wto 5 Lip - 22:54

Czyli to był ten cholerny skrzat? Cóż, Freddie był trochę jeszcze nadpity i na strasznym kacu po wczorajszej imprezie własnych rodziców, wiec chyba miał prawo pomylić to stworzenie z człowiekiem. Imię nawet nie robiło mu żadnej różnicy, skrzaty były skrzatami. Pomagają czarodziejom od pokoleń, więc po jakiego kiepa dawać im wolność, skoro na wolności miałyby gorzej, niż u swoich panów? Chwilę sterczał tak, bez żadnej reakcji, kiedy się rzuciła mu naszyję i spoglądał na nią, jak się ładnie mu przed nosem tłumaczy. Kilka minut później przytulił do siebie, obejmując szczelnie w pasie, jakby mu miała zaraz uciec, po czym pocałował pewnie w usta, ale krótko. Co będzie się za przeproszeniem pieprzył ze swoją tęsknotą w tej chwili, skoro mają na to całe wakacje, aby się oczywiście sobą nieźle nacieszyć. I nieźle narozrabiać.
- Ostatecznie mogę ci wybaczyć, więc.. Co, Victor? Zadzwonił, że go nie będzie, bo ma inne plany i, że mnie.. teraz słuchaj... - Zaczął się szczerzyć, od ucha do ucha - przeprasza, ale nie może odebrać z dworca. - Dokończył rozbawiony samym faktem, ze kumpel go przeprosił grzecznie. - Myślałem, że z wrażenia padnę. Na serio. Muszę wypytać tą Haerowen, co ona takiego z nim robi, może mi się coś przyda z tobą.. - Od tak powiedział sobie, drocząc się, odkąd zniknęli z zamku na całe dwa miesiące. Brakowało mu tego i ich nocnych eskapad do Hogsmeade, a teraz co? Londyn i nic więcej.
avatar
Freddie Kingsley
Uczeń

Liczba postów : 48
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Norwegia, Bergen

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Nicole Cape on Wto 5 Lip - 23:47

Skrzaty skrzatami, ale na Chrupkę akurat narzekać nie można było. Nikt z Cape'ów nie traktował jej źle, a ona sama nie miała zbyt wysokich wymagań, no i nie prosiła o nic, o co Skrzatowi nie wypadało prosić. Była posłuszna i Nicole nawet ją lubiła. Oczywiście, to nie to samo co jakaś przyjaciółka, ale Chrupka dziwnym zbiegiem okoliczności bardzo się przydawała, może dlatego że była idealną słuchaczką. Nicole lekko zadrżała, kiedy dłonie ślizgona znalazły się na jej tali. Kiedyś podczas jakiś tam wygłupów szybko go odtrącała pod pretekstem łaskotek, ale teraz ciężko było jej udawać, że po prostu dotyk Freddiego działa na nią w szczególny sposób. Kto wie, może w te wakacje dowie się o nim o wiele więcej niż wie dotychczas.
-Przeprosił? On ostatnio jest jakiś dziwny. Wczoraj wpadł do mojego pokoju, który na marginesie zaraz ci pokażę, bo chyba nigdy tam nie byłeś- Nicole cmoknęła Freddiego w policzek.- Wpadł, nic nie mówiąc porozwalał kilka półek z książkami, wybiegł z jedną, wrócił, rzucił nią we mnie, chwycił drugą, znowu wrócił zabrał moją miskę z czereśniami, wypadł, a potem krzyknął na cały głos...- tutaj Nicole przewróciła oczami, jakby nie chciała mówić co Victor krzyknął, bo w jej ustach takie słowo nie brzmiałoby tak jak w ustach starszego Cape. - No i generalnie rozwala wszystkie ubrania po mieszkaniu, zwłaszcza teraz, kiedy rodziców nie ma. Wyjechali na tydzień dzień po tym jak nas odebrali z Londynu. - Nicole mrugnęła znacząco. Nie to, że nie chciała aby Deborah czy Thomas poznali Freddiego z tej innej strony. Oni bardzo go lubili, ale Nicole znając matkę na pewno nie pozwoliłaby na dwugodzinny wywiad, który mógłby Freddiego tylko przestraszyć.
Gryfonka strzeliła palcami. Niemal natychmiast do salonu wbiegła Chrupka, trzymając tacę, na której stały dwie szklanki do pełna wypełnione rumem. Postawiwszy to wszystko na stoliku, Chrupka skłoniła się i wyleciała jak z procy. Nicole podała trunek chłopakowi.
- Jeśli już, to ja wypytam Haerowen. Z wami, facetami, to nigdy nic nie wiadomo. - upiła łyk rumu, a następnie pocałowała Freddiego jeszcze pewniej.
avatar
Nicole Cape
Uczeń

Liczba postów : 71
Czystość krwi : Czysta, no nie?
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Freddie Kingsley on Sro 6 Lip - 15:25

Jasne, najlepiej niech się obie zmówią jeszcze, przed samymi chłopakami. Wtedy to każdy z nich będzie miał już przesrane. Nawet nie chciał rozmyślać co takiego one tam pomiędzy sobą gadałyby.. Ale nic sprośnego prawda? W tych sprawach to Freddiemu raczej nic nie brakowało, ale jednak, musiał trzymać wartę. Boże, o czym ty myślisz! Zaraz wyjdzie, ze to rzeczywiscie faceci są najgorsi i marzą tylko o jednym, a praktycznie na jeden raz! Pfhu. Victor i rozwalanie pokoju. Hahaha. Zaczyna się, on chyba w taki sposób okazuje swoją znikomą ale jednak złość na widok ich związku. Cóż, ma pecha, bo Kingsley ani razu się nie zawahał jeszcze, ani nie myślał o nagłym zniknięciu z pola widzenia młodej Cape. To by była dopiero zbrodnia. przeczuwał, że jego też czeka taka sytuacja z Vicusiem w roli głównej. Jak rozwścieczony byk i jego Torreador.
- Nie narzekajmy tak na niego, nie obgadujmy, bo wiesz... jak mu się coś odmieni, to będzie dziwniej! - Oznajmił, siadając chwilę po pocałunku na sofie, rozkładając się, jak nie wiadomo kto w tym domu. W końcu od zawsze kiedy tu bywał, z Victorem robili, co im się żywnie podobało, a teraz, gdy nie ma państwa Cape, to tym bardziej czuł jakąś ulgę. Ma tydzień wolnego od pracy swojego jakże dużego mózgu.
- Nic nie wiadomo? Eh, rzeczywiście, do dzisiaj nie wiem, kiedy masz urodziny, bo ciągle to ukrywasz. Każdego miesiąca muszę ci kupować prezent, żeby nie wyszło, iż nie pamiętam! I kto tutaj jest podstawą tego związku, hę? - Kochał przemawiać jakby wszystko przeczyło przeiw niemu. Wywyższanie się, raczej chociaż w tym przypadku droczenie się ze swoją dziewczyną[łał, jak to brzmi xd] traktował, jak zabawę. Od dziecka lubił rozwalać zabawki, a ludzie kojarzyli mu się z takimi dużymi, gdzie sam w rodzinie Kingsleyów pociągał za sznurki. Znowu myśli nie na temat. Ale w tym był mistrzem.
avatar
Freddie Kingsley
Uczeń

Liczba postów : 48
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Norwegia, Bergen

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Nicole Cape on Sro 6 Lip - 15:43

Nicole rzuciła we Freddiego poduszką.
- Jak możesz! Po prostu nie pamiętasz. Ale nie mój drogi, ja ci nie będę powtarzać. To twoja nowa misja, dowiedzieć się kiedy mam urodziny. No wiesz! - rzuciła w niego drugą poduszką, a następnie rzuciła mu bardzo złowrogie spojrzenie. Lepiej niech Freddie zabierze się za rozwiązywanie tej zagadki, jak najszybciej. To, że ona nie pamiętała, kiedy on miał urodziny, to nie było takie ważne. Szybko się dowie i będzie pokrzyku. Nie ma po co denerwować panicza Kingsley'a. A co do prezentów, które Nicole dostawała co miesiąc, to akurat mogłoby się nie zmieniać. Tak jakby co, to nic osobistego.
No tak, rozwalony na sofie Freddie doskonale przypominał tego samego, który włóczył się za Victorem dzień w dzień po Dublinie, robiąc jakieś dziwne rzeczy i w ogóle nie przejmując się towarzystwem Nicole, która jednak była dziewczyną i potrzebowała więcej uwagi, no i kultury, a w towarzystwie Victora i Freddiego cała kultura gdzieś uciekała. Dobrze, że starszego teraz nie ma, bo na pewno wepchnąłby Nicole do pokoju, a sam porozwalał cały dom z Kingsley'em. I jeszcze ona razem ze skrzatem musiałyby sprzątać, żeby się wyrobić, bo magia nie załatwiłaby wszystkiego. Nigdy więcej sosu od spaghetti we włosach, na szafkach, dywanach, ani obrazach, panie Kingsley!
- Zaprosiłam Haerowen na urodziny Victora, które pewnie wiesz kiedy są - Nicole usiadła Freddiemu na kolanach. Przez chwilę zastanawiała się, o czym to ona mówiła, aż w końcu lekko spłoszona dodała:
- On nie chce robić żadnej imprezy, ale będzie się ciskał jeśli żadnej nie będzie, więc robię przed nim wszystko w tajemnicy. No i wtedy będziesz mógł sobie porozmawiać z Villain o tym, co dosypuje mojemu bratu do soku dyniowego, aby go udobruchać. - no, ale zostawmy już Haerowen i Victora.
Nicole spojrzała na zegarek, który wskazywał wszystkich członków rodziny oraz miejsca, w których przebywali. Wskazówka należąca do Deborah i Thomasa wskazywała " daleko od domu", natomiast Victora "Londyn". No to już wiadomo gdzie poleciał. Gryfonka oplotła ręce wokół szyi Freddiego. Chyba po raz pierwszy odkąd Freddie zaczął przyjeżdżać do ich domu, spędzali czas zupełnie sami. Taka odmiana bardzo podobała się Nicole.
- A jak minęła ci podróż? - uśmiechnęła się do niego, odgarniając włosy za ucho.
avatar
Nicole Cape
Uczeń

Liczba postów : 71
Czystość krwi : Czysta, no nie?
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Freddie Kingsley on Sro 6 Lip - 17:09

Już same rzucenie w niego poduszką, zareagował, jakby cały świat w ogóle się do niego odwrócił dupą. Pokręcił tylko nosem znacząco i zanurzył swoje jakze świetne-do-całowania usta w trunku, przytrzymując kubek/filiżankę, nie wiedział co to było, za ucho z boku. Zawsze te wynalazki mugoli go fascynowały, ale te były z kolei bardziej dziwniejsze, tak samo na równi z tymi przenośnymi walkie-talkie, czy jak to było? Ah, telefony. Tak, teraz wychodzi na to, że nie lubił obracać się w wynalazkach zwykłych ludzi i ma niezbyt dużą wiedzę na temat ich świata. Będzie musiał grzecznie poprosić jakąś koleżankę, aby mu pomogła... w lekcjach, oczywiście, a co myśleliście? Wstydźcie się.
Freddie zamyślił się na moment, próbując sobie przypomnieć cokolwiek, co wcześniej, podczas roku szkolnego mówiła o swoich urodzinach, jednak cały czas miał pustą przestrzeń. Żadnych wspomnień, oh, pewnie to dzisiejsze uderzenie się w głowę, kiedy jechał taksówką z dworca. Cholerny kierowca nie zauważył tego garba na ulicy i ciach, przypieprzył młodemu Kingsleyowi w czerep. Jak do tej pory nie przejmował się małym bólem głowy, bo miał przecież masochistyczne zapędy, ale faktem było to, że nie pamiętał no! Potrząsnął czupryną, skupiając się na osobie Nicole.
- Jasne, zobaczymy na kolejny początek miesiąca. W ogóle ci nic nie dam! - Wzruszył ramionami i odstawił kubek na stolik z powrotem. Ledwo, co mu się to udało, bo musiała już się zawlec swoim tyłkiem na jego kolana. Krzyż pański z tymi dziewuchami. Hm, w sumie, nie przeszkadzało mu to, skoro już mogli robić ze sobą, co chcieli w towarzystwie każdej osoby z obu rodzin. No, prawie wszystko. Uśmiechnął się i objął ją na wszelki wypadek dłonią w pasie, żeby nie poleciała do tyłu.
- A właśnie, Victor i jego urodziny. Boże, co za żal. Zawsze mu kupuję wcześniej, a teraz.. teraz, to mam lepsze zajęcie! - Przyciągnął ją niespodziewanie do siebie i pocałował, jakby się z nią dawno nie widział. Oderwał się od niej, gdy już skończył ze swoimi potrzebami. - Muszę mu coś znaleźć w tym mieście fajnego, chyba, że przefuksujemy się do Londynu. Też nie masz prezentu dla braciszka, prawda? - Napomknął, w końcu okazja do publicznego pokazania się z Nicole właśnie się szykowała, a on nie zamierzał się chować przed kimkolwiek. Odchylił głowę do tyłu i zrobił 'bałagan' na swojej głowie, nie wiedząc co będzie go w stanie zadowolić. Cape niekiedy wyrzucał swoje prezenty urodzinowe. - Ah, chyba zaraz zwariuję!
avatar
Freddie Kingsley
Uczeń

Liczba postów : 48
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Norwegia, Bergen

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Nicole Cape on Sro 6 Lip - 17:33

Widok myślącego Freddiego rozbawił Nicole. Dziewczyna zaczęła się śmiać, gdyż taki wyraz twarzy świadczył o jednym: Freddie wytęża swój wielki mózg, ale coś mu nie idzie.
- No już dobra, dobra! Powiem ci kiedy mam urodziny, ale do tego czasu wciąż możesz kupować mi co miesiąc różne rzeczy. No, a co do dokładnej daty, to jest to czternastego lutego, kochany, czternastego lutego. - czując ponownie dłoń na swojej tali, Nicole łypnęła groźne na chłopaka. Freddie rozpraszał ją, tym razem jednak zupełnie świadomie. Czując, że nie może powstrzymać rumieńców wstępujących na swoje policzki, Nicole oparła główkę na ramieniu chłopaka. - Jest jeszcze trochę czasu. - zauważyła, grzebiąc w pamięci. - Ale możemy pojechać do Londynu. Już nawet wiem, co chce mu kupić.- a na pewno będzie to coś, czego Victor nie ośmieliłby się wyrzucić. Chociaż fakt faktem, bo tego ślizgona ciężko było zadowolić. W wiekiem robił się coraz bardziej upierdliwy, a to odziedziczył po Deborah, która z każdym nowym rokiem była jeszcze bardziej nieznośna. A co jeśli ona, Nicole, też taka niedługo będzie? Na Merlina! Oby nie! W sumie, przejście się z Freddiem po Londynie, gdzie mieszkała połowa szkoły, wydało jej się nie najgorszym pomysłem. W końcu byli parą
( p a r ą) i wszyscy mogli im po prostu nagwizdać, a już zwłaszcza te wszystkie panienki, którym tak bardzo Kingsley się podobał. No, a jeśli o byciu razem mowa..w odpowiedzi na długi pocałunek, Nicole chwilę siedziała lekko otumaniona. Po chwili zdobyła się na trzy, lub cztery szybkie mrugnięcia i złożenie pocałunku na szyi chłopaka.
- Nawet dobrze całujesz. - mruknęła w końcu.
Cape upiła rum ze szklanki Freddiego, gdyż swoją wcześniej postawiła na innym stoliku. Uderzająca fala ciepła, która zaatakowała ją od środka, wywołała na jej twarzy rozkoszny uśmiech. Lubiła rum. Nawet bardzo, jednak nie chciała przesadzać. To, że mogła pozwolić sobie na więcej w towarzystwie Freddiego, niż dotychczas, wcale nie upoważniało jej do upijania się już na samym początku ich nowej znajomości. No, ale z czasem..
avatar
Nicole Cape
Uczeń

Liczba postów : 71
Czystość krwi : Czysta, no nie?
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Freddie Kingsley on Sro 6 Lip - 17:52

Zupełnie nie rozumiał tego, jak dziewczyna może się rumienić przy S w o i m chłopaku. Dziwne, no nie? Aż samemu Kingsleyowi chciało się śmiać ilekroć patrzył na gryfonke wzrokiem ja-kurde-wszystko-widzę. Uśmiechnął się na koniec, aby już jakoś się rozluźniła i poczochrał włosy brunetki/szatynki, on nadal nie mógł rozpoznać jaki to kolor nosiła, więc zapewne będzie to często mylił. Zamknął drugą ręką ją w swoich objęciach[ale literacko zabrzmiało xD], następnie mrucząc pod nosem po tym jak go pocałowała w szyję. Zawsze mu się to podobało, tworzyło ciarki na całym ciele i sprawiało, że tym bardziej się chłopak nakręcał. A wiadomo, że jak Freddie się rozkręci, to potem.. wychodzą dziwne rzeczy. Zabawa w całowanie gdzie popadnie zaczynała mu chodzić po głowie, niszcząc powoli te sterty szarych i mądrych komórek, które trzymały jego emocje na wodzy. Także.. zaraz zrobi się z niego totalne tofu.
- Ej, masz urodziny w walentynki? Życie właśnie kopnęło mnie mocno w tyłek. - Jego mina natychmiast zmieniła kolor na bardziej blady, bledszy niż ściana. Nigdy by nie zgadł, ze dziewczyna może mieć tak ważną rocznicę w .. tak głupie święto! Czy nie mogła przeczekać w brzuchu mamuśki ten jeden dzień, byłoby fajniej! Freddiemu ómrzyło się na moment. Pardon dla zakochanych inaczej i tych innych romantyków, ale Kingsley nie miał zwyczaju dawać kwiatów w ten dzień żadnej kobiecie, a już zwłaszcza matce. To co dopiero on zrobi, gdy przyjdzie czas i młodej Cape? Pewnie, lepiej trafić po prostu nie mógł.
- Wracając do Victorowych prezentów.. Chyba nie chcesz wywinąć się od wyjazdu na ulicę pokątną, co? Ja tam się nie wstydzę tego, co mam! - Zaśmiał się nagle, odgarniając jej włosy z czoła, które bezczelnie zakłócały mu wizję nieskazitelnej twarzy gryfonki. Kiedy upiła łyk ze szklanki, spokojnie wyrwał jej z dłoni i pstryknął w nos. - Ty chyba sobie żartujesz! Pijaczko jedna! Co ja mówiłem? Ty nie, ja tak! Musisz być trzeźwa, bo.. - Nie dokończył i skradł jej kolejnego buziaka, tym razem, bardziej zachłannego, jakby gdzieś świadomie żądał o więcej i więcej.
avatar
Freddie Kingsley
Uczeń

Liczba postów : 48
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Norwegia, Bergen

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Nicole Cape on Sro 6 Lip - 18:28

Lepiej niech Freddie nie narzeka i cieszy się, że Nicole rumieni się tylko i wyłącznie przy nim, a nie przy jakiś losowych kolesiach, co kiedyś bardzo często jej się zdarzało. Oczywiście nie były to rumieńce, które ją peszyły, lecz tych biedaków, wariujących na jej punkcie. Brr...swego czasu Nicole faktycznie potrafiła utrzeć nosa chłopcom i wcale ich później nie żałowała. Miała na swoim koncie kilka złamanych serc, parę złamanych nosów, które ucierpiały w bójkach, pojedynki na różdżki, na miotły ( to znaczy na latanie, a nie na walenie się po głowie), na alkohol. Jednak kiedy już zwycięzca szedł po swoją nagrodę, ona mu czmychała, jak gdyby to co zaszło nie miało z nią nic wspólnego. Nicole Cape potrafiła być wredna, ale przy Fredzie była zupełnie inna. Delikatniejsza, bardziej...kobieca. Nic więc dziwnego, że oburzyła się na reakcję chłopaka.
- Ej! A co w tym złego? Przynajmniej już nie zapomnisz. Zawsze sobie skojarzysz słodkie walentynki ze mną. - klepnęła go delikatnie w ramię. Ona też nie znosiła tego święta zakochanych. Wiedziała, że na świecie jest wiele par, ale czy one wszystkie musiały wyłazić z ukrycia właśnie tego dnia? Z jednej strony była to dobra okazja dla nieśmiałych, aby wreszcie wyznać to co się czuło, tylko przez wzgląd na takie osoby Nicole jeszcze nie zwariowała czternastego lutego. Co prawda urodziny tego dnia też nie były najlepszym pomysłem, bo nikt nigdy o nich nie pamiętał. Dostawała kwiaty, nie dlatego że miała urodziny, ale dlatego że były walentynki. Och i ach.
- Sugerujesz coś Freddie Kingsley? Bardzo chętnie odwiedzę pokątną. Nawet jutro! - podobno otworzyli tam kilka nowych sklepów. Nicole bardzo lubiła tą ulicę, jeszcze nigdy jej nie zawiodła. O, a przy okazji pójdzie do Madame Maklin poprawić swoją szatę. Same plusy.
Tego było już za wiele. Gryfonka oddała pstryczka w nos chłopakowi, po czym ceremonialnie prychnęła i usiadła na nim okrakiem. Teraz było znacznie wygodniej, bo ani on ani ona nie musieli już wykręcać sobie szyi.
-No, bo co? Dokończ! - spojrzała mu prosto w oczy. Freddie to przecież facet, cokolwiek teraz działo się w jego głowie interesowało Nicole bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Kto wie, może ich myśli jakoś się spotkają? Co do alkoholu, Nicole miała obecnie lepsze zajęcie niż popijanie rumu, który trochę zaczął już mącić jej w głowie. Położyła dłonie na klacie chłopaka, nadal bacznie mu się przyglądając.

Ej, KINGSLEY! Nie, to nie! Daj znać, jak odpiszesz.


Ostatnio zmieniony przez Nicole Cape dnia Sro 27 Lip - 22:45, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Nicole Cape
Uczeń

Liczba postów : 71
Czystość krwi : Czysta, no nie?
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Haerowen Villain on Sob 23 Lip - 14:40

Przed domem Cape'ów pojawiła się drobna ślizgonka. Jej przybycie nie zwiastowało niczego dobrego. Haerowen stała w bezruchu tuż przed drzwiami do rezydencji, w obu dłoniach ściskając podarunek dla Victora, okryty wielkim, białym prześcieradłem. Był sporawy, niemalże tak wysoki jak sama dziewczyna. Jego stworzenie zajęło jej niemalże wszystkie dni (jak i niektóre noce) o czasu zakończenia roku szkolnego aż do chwili obecnej.
Co ja właściwie wyprawiam? westchnęła w myślach. Obiecała Victorowi, że nie będzie musiał znosić jej towarzystwa do końca wakacji. Zamiast dotrzymać słowa zapukała do drzwi, dokładnie czując każde uderzenie serca.
avatar
Haerowen Villain
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Victor Cape on Nie 24 Lip - 19:30

Co roku to samo. Znowu przylezie pelno ludzi, narobi mnóstwo szkód i za wszystko bedzie odpowiedzialny solenizant. Ale nie tym razem! Tego lata
Stukanie w drzwi, obudziło domowego skrzata państwa Cape. Stworzonko zerwało się, aby sprawdzić kogo też mogło "przywiać" w te strony, zwłaszcza że ani Victor, ani Nicole nie wspominali nic o żadnych gościach. Może to jakaś niespodzianka, o której młodzi czarodzieje nie wiedzą? Chrupka wpuściła do środka czarodziejkę, uprzednio upewniając się, czy pakunek, który ze sobą przyniosła jest bezpieczny. Wreszcie poleciała po Victora, twierdząc, że Nicole gdzieś zniknęła. Znowu to samo, pomyślał ślizgon. Znowu przylazło pełno ludzi, narobią mnóstwo szkód i za wszystko będzie odpowiedzialny właśnie on. Nicole jeszcze raz wpadła na świetny pomysł. Jednak tym razem Victor nie miał ochoty na sprzątanie czegokolwiek skądkolwiek. Zejdzie na dół, powie wszystkim, że mają spadać, a potem pójdzie się capin w samotności i nikt nie będzie go zmuszał do udawania, jak bardzo nie mógł się doczekać tego dnia. Kompletnie bezsensu. Prawa brew ślizgona powędrowała ku górze, kiedy przed jego oczami stanęło duże, białe pudło, czy cokolwiek innego to było. Victor mrugnął dwa razy i z niemałym zaskoczeniem wspiął się na palcach, a po chwili mruknął cicho:
-Co tu robisz?
Haerowen w jego salonie, zamiast chmary ludzi, sprawiła, że tegoroczny pomysł Nicole zaczął mu się coraz bardziej podobać.
avatar
Victor Cape
Uczeń

Liczba postów : 76
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Haerowen Villain on Nie 24 Lip - 19:48

Haerowen zaparło dech w piersi na widok Victora. Nie powinno. Minęła niemalże połowa wakacji, wystarczająco dużo czasu aby zacząć normalnie reagować na widok ślizgona. Ta jednak nadal stała osłupiała, wpatrując się chłopaka niczym w płótno. Głupie dziewczę, bardzo głupie.
-Nicole mnie zaprosiła- odparła gdy tylko zdołała odzyskać głos. Odchrząknęła po czym wyprostowała ręce w stronę ślizgona tym samym wręczając mu prezent. Czym on był? Obrazem. Dużym płótnem przedstawiającym stojącego Victora. Spoglądał gdzieś w dal poza krawędziami obrazu, dłonie zaś skrył w kieszeniach spodni od garnituru. Na sobie miał zieloną kamizelkę z herbem Slytherinu, pod nią białą koszulę. Ślizgon wyglądał tajemniczo, majestatycznie, poniekąd nawet groźnie. Tak, jakby tylko czekał na okazję do wyjęcia różdżki i rzucenia kilku zaklęć. Haerowen była dumna ze swojego dzieła i uznała je za jak najbardziej udane. Czy Victor podzieli jej zdanie? To się okaże.
avatar
Haerowen Villain
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Victor Cape on Nie 24 Lip - 20:04

-Nicole? Świetnie. - odparł wzdychając ciężko. Czyli się nie mylił. Nicole znowu chciała urządzić mu przyjecie niespodziankę. Co za pomysłowość, Nicole! Naprawdę po tylu latach ona wciąż go zaskakiwała. Przyjęcie niespodzianką w gruncie rzeczy było niespodzianką, bo nigdy nie było wiadome kiedy się odbędzie, ach nie...jednak zawsze było tego samego dnia. Do teraz.
- Dzięki, e..nie musiałaś. - przechwycił od niej pakunek. Ostrożnie oparł go o ścianę, rozglądając się czy aby nikt więcej nie próbuje go zaskoczyć. - Obraz? - nie, ławka. Victor przyglądał się uważnie dziełu dziewczyny. Było naprawdę niesamowite i pewnie ślizgon od razu by jej to powiedział, gdyby nie ta ich zażarta wrogość, a już na pewno nie miał zamiaru jej informować o jej talencie i o tym jak bardzo mu się podoba, po ich ostatnim spotkaniu, w pokoju Haerowen. - E...czekaj, zawołam skrzata, żeby powiesiła to w moim pokoju. - już prawie machnął różdżką i miał na końcu języka zaklęcie, które pomogłoby mu zmaterializować tu jak najszybciej Chrupkę, ale na szczęście uśpione szare komórki dały o sobie znać. Nie wolno czarować poza szkolą, paniczu Cape! Victor strzelił kilka razy palcami. Dźwięk, do którego Chrupka powinna być już przyzwyczajona, od razu zadział. Skrzat wpadł do salonu, pochwycił obraz i popędził z nim na górę.
- Dlaczego jednak przyszłaś skoro mieliśmy ze sobą nie rozmawiać? - mruknął podejrzliwie wciskając dłonie do kieszeni, zupełnie jak na obrazie.
avatar
Victor Cape
Uczeń

Liczba postów : 76
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Haerowen Villain on Nie 24 Lip - 20:23

Dziewczę nie odpowiedziało. Wzruszyło jedynie ramionami, jakby słowa Victora były jej zupełnie obojętnie. Wiedziała również, że na więcej z jego strony liczyć nie mogła. I dobrze. W prawdzie byłoby miło usłyszeć od niego kilka miłych słów na temat swojej pracy, jednak nie wymagała takiego poświęcenia. Może w przeszłości i owszem, ale nie w obecnej sytuacji.
W chwili gdy obraz został "porwany" przez skrzata Haerowen ponownie odchrząknęła krzyżując ręce na piersi. Obraz wręczony więc to chyba odpowiedni moment, aby zniknąć, nieprawdaż? Tyle, że ślizgonka nie chciała tego. Ba! Ona pragnęła zostać tu jeszcze na chwilę, by móc nacieszyć wzrok Victorem. Zachowywała się zupełnie jak przedszkolak.
-Przecież wiesz jak lubię uprzykrzać ci życie- niemalże się zaśmiała, pocierając dłońmi o nagie ramiona. Korzystając z chwili rozglądnęła się dookoła w duchu podziwiając urodę domu.
avatar
Haerowen Villain
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Victor Cape on Nie 24 Lip - 20:38

- No tak, kompletnie zapomniałem. To taka frajda. - puścił jej oko. W sumie milo było ja znowu zobaczyć. Sam był zaskoczony swoja reakcja. Haerowen była teraz jedyna osoba, która Victor chciał oglądać. Inni niech się gonią. Przez chwile przemknęła mu przez głowę bardzo dziwna myśl; a możne by tak spędzić ten czas z Haerowen? Chłopak zmierzył ja wzrokiem. Może być całkiem zabawnie.
- Nie wiem jak ty, ale ja nie mam zamiaru tu tak stać. - odparł, lekko się uśmiechając. Tej Haerowen to całkiem ładnie bez szaty szkolnej
avatar
Victor Cape
Uczeń

Liczba postów : 76
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Haerowen Villain on Wto 26 Lip - 16:00

Nie tylko Victor był zaskoczony swoją reakcją. Haerowen czuła się zbita z tropu i kompletnie nie wiedziała co wypadałoby odpowiedzieć a co dopiero jak się zachować! Stała tam tylko, uśmiechając się nerwowo, sporadycznie odrzucając włosy za plecy. Te wyglądały znacznie lepiej niż przy ostatnim spotkaniu dwójki ślizgonów. Potargane kosmyki ustąpiły miejsca tym zadbanym, ułożonym o czekoladowej barwie.
-O dziwo nie mam tego w planach- odpowiedziała, ukradkiem mierząc Victora wzrokiem. Idealny, jak zwykle z resztą. Cholera jasna. No ale oczywiście publicznie tego nie przyzna, zwłaszcza w jego obecności. Później je wzrok powędrował w dół. Haerowen przez chwilę wlepiała ślepia w swoją sukienkę, wygrzebaną z dna szafy na tą jakże wyjątkową okazję. Czarna, bez ramiączek, z trudem sięgająca kolan. Do tego niewiarygodnie wysokie szpilki, w których dziewczę powinno się zabić zaraz po wyjściu ze swojego domu.
avatar
Haerowen Villain
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

 :: Cape

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach