Pokój nr 1 - VI klasa

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Lottie O'Donnell on Czw 5 Lip - 15:11

Lotka nie rozumie jego chorego przywiązania do Sophie. Zarzeka się, że jej nienawidzi, ale gdy zaczyna mówić, nie potrafi skończyć. Godzinami potrafi opowiadać o tym, jak okropną osobą jest jego była narzeczona i temat ten zdaje mu się nie nudzić. Czasami Szarlotka zastanawia się, jak wyglądałoby ich małżeństwo. Nie wiedziała, że jest zaręczony, gdy brali ślub, ale gdyby posiadała taką informację, nigdy nie powiedziała by tak. A wtedy Edward został by mężem Dashwoodówny. I zaczęłoby się przedstawienie.
- Co stoi ci na przeszkodzie? - pyta, a jej głowa nagle spoczywa na jego ramieniu. Ona nie dostrzega w swym życiu fantazji, jedynie prawdę, której on nie potrafi dostrzec. Irytują go jego słowa, irytuje ją jego stosunek do niej. Czasami ma wrażenie, że stawia ją na piedestale, by zaledwie chwilę potem zrozumieć, że to nie wywyższenie, a pogarda. On jej nie rozumie, nawet nie chce zrozumieć. Lotka nie rozpacza z tego powodu, bo przecież to nie jego wina, że jest taki sam, jak reszta ludzi. - Nie znoszę - przytakuje chłodno i wciąż na niego nie patrzy. Wciąż siniaki na udach interesują ją bardziej, niż jego pocałunki. Nie zmieni się dla niego, nie przestanie być sobą. Nawet nie wie, że tego by chciał. Nie docierają do niej jego słowa, pozwala im krążyć swobodnie wokół swojej głowy. Aż wreszcie łapie ją za nadgarstki, zmusza by spojrzała na niego. Szarlotka nie lubi być do niczego zmuszana. - Nie pojadę tam - powtarza uparcie i jedynie dlatego, że teraz ją zezłościł. Chce pokazać mu, że to ona ma władzę. Że i tak będzie tak, jak ona chce. Bo Eddie zawsze robi wszystko dla niej. - Nienawidzę cię, Edwardzie - mówi chłodno. Jej szczęka napina się, powietrze nagle zatrzymuje się. I wreszcie wybucha. Słychać przeciągły krzyk. Wyrywa się i szarpie. - Nienawidzę cię, nienawidzę, nienawidzę - krzyczy nieustannie, nie pozwalając się uciszyć. Wieczność drapie i kopie, w nieskończoność starając się uciec od jego dotyku. I wreszcie wybucha rozdzierającym płaczem. Chowa twarz w jego kolanach, kuli się w nim. - To było tak dawno - mówi cichutko. Wie, że Eddie nigdy nie zapomni jej tego, że mieli ją również jego bracia. Wciąż i wciąż wypomina jej to, traktując niczym osobę drugiej kategorii. Nie chce jechać do niego, nie chce poznać jego rodziny, bo wie, jak to się skończy. Nikt nie stanie po jej stronie.
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Edward Hoytenberry on Czw 5 Lip - 19:44

Potrafi godzinami użalać się nad sobą, opowiadając w przypadkowym nawet mugolskim barze o swoim bycie nędznika, pełnym spętań, przy jednoczesnym pokonywaniu konwenansów. Dla wielu jest to wyłącznie paplanie napitego młodzieńca. Niekiedy wplącze w swe wypowiedzi magię. Ma zbyt wybujałą wyobraźnie. Nazbyt. Nie wiedzą skąd się wziął. Tutejszy? Może mu pomóc? Obłąkanie nie wchodziło w grę. Za dużo wypił. Zostawiają go po pewnym czasie, nie chcąc słuchać już męczących wypowiedzi przypadkowego towarzysza. Zawsze im stawia alkohol, nie bacząc na koszty. Byle tylko go słuchali. Nieważne, że ich nie zna, że porady zapomni rano. Nieważne. Pieniądze są rzeczą materialną. On nie ceni rzeczy materialnych. Gardzi nimi, przy jednoczesnym uzależnieniu. Nie potrafiłby egzystować bez możliwości posiadania czegokolwiek chce. Kupić da się wszystko. Nawet dzieci o tym wiedzą, choć dorośli próbują im wmówić inaczej. Obłuda towarzyszy nam od początku naszego istnienia. Zawsze. Cenił sobie obłudę. Był obłudnikiem. Obłuda nim rządziła. Hipokryzja też jego domeną. Nienawidził świata. Dążył dawniej do autodestrukcji. Nie przybyła. Nigdy nic nie przybywało, kiedy tego potrzebował. Ratunek nie nadchodził nigdy, bądź ze znacznym opóźnieniem. Znacznym. Nie było mowy o ratunku, a o odbudowie. Tak jak Lottie próbuje odbudować go teraz. Nie pamięta jak było kiedyś, w okresie przed cholerną pustką. Był zbyt mały, by pamiętać albo ból przepełnił go i wyplenił wszelaką pozytywność, mającą miejsce wcześniej.
Odsunął się od niej i wstał, podchodząc do okna. Próbował nie reagować na zachowanie Lotki. Przecież to ona pierwsza go zignorowała. Nie lubił tegoż, sam naśladując jej poprzedni czyn. Hipokryzji ciąg dalszy. Zmierzwił dłonią swoje włosy. Przywołał różdżką paczkę papierosów. Nie będzie zwracał na nią uwagi. Odpalił jednego, zaciągając się nim. Chce zwrócić na nią uwagę. Odwrócił się na ponów do Lottie, wypuszczając dym. Chce zwrócić na nią uwagę. Nienawidził się za to, odwrócił się z powrotem twarzą do okna.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Lottie O'Donnell on Czw 5 Lip - 20:10

Lottie nie wierzy w wielkość pieniądza. W jej domu zawsze ich brakowało, zawsze potrafiła obejść się bez nich. I tego chciała nauczyć również Edwarda. Nie potrzebuje jego stosów galeonów, nie potrzebuje tytułów i zaszczytów - potrzebuje jedynie jego. Silnych ramion, które potrafią utrzymać ją w szaleństwie. Ciepłych słów, wypowiedzianych szeptem. Świszczącego oddechu, obok jej ucha. Czasami uważa go za szaleńca. Patrzy na jego czyny, widzi jak traktuje innych ludzi, jak traktuje na siebie i zastanawia się, dlaczego to on uważa ją za głupią. Nie chce go zmienić, chce dać mu nadzieję. Której mu brakuje.
To nierozważne odpychać ją w momencie, gdy garnęła się do niego. I Edward doskonale o tym wie. A jednak odchodzi, a jednak zostawia ją zapłakaną i półnagą w swoim łóżku.
- Z was trzech - zaczyna chłodno, podnosząc się na ramionach - ty byłeś najgorszy - Pragnie zranić go równie mocno, jak on rani ją.
Otwiera jedną z szuflad, wyciąga z niej nożyczki. I znów z szaleństwem w oczach obcina włosy, tuż przy samej głowie. Mleczobiałe włosy opadają na drewniany parkiet w dormitorium Edwarda. Pasmo za pasmem. Aż wreszcie rzuca nożyczkami; nie w Hoytenberry'ego, w ścianę obok niego. Zakopuje się w jego pościeli, podciąga kolana pod brodę i cicho łkając czeka, aż włosy znowu odrosną.
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Edward Hoytenberry on Pią 13 Lip - 22:23

Galeony są dla niego ważne. Może nie arcyważne, ale istotną funkcję w jego egzystencji pełnią. Nie potrafiłby się obejść bez nich, a przynajmniej tak mu się zdaje. Wartości gotówki także nie zna. Od dzieciństwa dostawał wszystko, co pragnął mieć. Starszy Eddie zaś otrzymywał pieniądze, również ile mu się podobało. Nikt na nim nie oszczędzał, nigdy nie usłyszał odmowy. Chciał i to dostawał. Wynikiem takiegoż zachowania ze strony wychowawców jest rozkapryszona natura młodzieńca. Do niedawna jeszcze dominowała ona nad wszystkim. W gruncie rzeczy jest bardziej podobny do swych braci niźliby pragnął. On po prostu nie baczy wyłącznie na status społeczny oraz czystość krwi. Nie cierpi nawet przedstawicieli rodów arystokratycznych. Każdego człowieka ma za gorszy podgatunek, uważając się za pana wszystkiego. Tak, czasem zdarzało zapominać mu się o dziadku. I o Sophie. Tak, o niej nazbyt często w ostatnim czasie nie myślał. A bo i po co w sumie? Kochał Lottie, choć w obecnej chwili mieli sprzeczkę. No ale jak to w miłości! Sielanki nieustannie być nie może, kto to widział.
- Możesz kontynuować - odparł ze stoickim spokojem, zaciągając się po raz koleiny, choć odwrócił się do swojej żony, patrząc na nią chłodnym wzrokiem. Nikt nie lubił tego chłodu, tego spojrzenia. Wiedział o tym, celowo go używając za każdym razem. Niegdyś nieustannie. Patrząc na niego, gdy on przyglądał się tobie, zobaczyć nic innego nie mogłaś. Sam Edward w tym momencie go nie cierpiał. - Byłem najgorszy z tych wszystkich, którzy mieli ciebie? - zaśmiał się gorzko, wiedząc o genach Lottie.
Raptem kilkanaście minut temu obawiał się, że to właśnie on wszystko sknoci. Jak zawsze. Jak zawsze miał cholerną rację nie tylko w tym, że to on sknoci swe szczęście.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Lottie O'Donnell on Pią 13 Lip - 22:55

Niewykluczone, że przyjdzie chwila, gdy Edward będzie musiał wybrać. Pomiędzy Lotką i pieniędzmi rodziny. Ona zdaje sobie z tego sprawę każdego dnia i z każdym kolejnym pocałunkiem, coraz mocniej obawia się, że on wybierze to drugie. Szarlotka czasami wie, jak niewiele może mu ofiarować w zamian za to wszystko, co on robi dla niej.
Nie musi kontynuować, nie ma mu nic więcej do powiedzenia. Już nie chce go ranić, nie pragnie dokończyć swojej tyrady. Nie dlatego, że przeraża ją jego spojrzenia i chce odzyskać swojego ukochanego. Jej nastroje zmieniają się niczym obrazy w kalejdoskopie.
- Eddie - mówi prosząco, wbijając w niego spojrzeniem. Już nie jest Edwardem, nie jest jej wrogi. Teraz ma podejść do niej, zamknąć ją w ramionach i scałować łzy z jej zaczerwienionych policzków. - Eddie - powtarza rozpaczliwie, wbijając paznokcie w swoje nogi. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego jest tak drażliwy na tym punkcie. Dlaczego przypomina jej o tym wciąż i wciąż. Nie może po prostu zapomnieć? Ona przecież nie pyta o jego dawne dziewczęta, nie jest o nie zazdrosna. - To nie ma znaczenia - dodaje cichutko, by wreszcie ściągnąć usta w prostą linię.
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Edward Hoytenberry on Pią 13 Lip - 23:38

Nigdy nie zastanawiał się nad tym, co by wybrał. Nie dostrzega sensu. Przecież niemożliwym było, iż zostanie wydziedziczony. Przecież tylko nie poślubi socjopatycznej narzeczonej z przymusu. Mamy XX wiek - to przecież nienormalne by było. Jest wolną jednostką, zdolną do samodzielnych wyborów. A w szczególności do niezależnego myślenia! Aranżacja małżeństw dobrą rzeczą w średniowieczu była, gdzie ludzi ogarniała ciemnota z każdej strony, a wykształcenie wyższe otrzymywali wyłącznie mężczyźni. Nie bez powodu, rzecz jasna. Kobieta jako jednostka niższego szczebla, nie pojmująca najprostszych spraw tamtejszego okresu, nie mogła decydować o sobie. To było jasne. Jak słoneczko nawet. Oczywiście pojawiały się takie, co buntowały się takiej egzystencji, ale nie udało im się zmienić za wiele. Weźmy takie głosowanie na przykład - mężowie musieli mówić tym dzierlatką na kogo oddać głos. Na szczęście, chciałoby się nawet rzec. Ale nie wybiegając od tematu - nie wydawało mu się, iż dziadek go wydziedziczy z tak błahego powodu! Ma już żonę i nawet nieźle popieprzona arystokracja nie może wymagać od niego, by się rozwiódł z ukochaną i poślubił inną, dla nich tą właściwą. Ależ ten Eddie nie ma pojęcia o świecie niczym niewiasta z epoki średniowiecza.
Edward jest trochę staroświecki i uważa, że mężczyźni są silniejszą płcią i takie tam. Mężczyzna sypiający z wieloma kobietami to prawdziwy facet, zaś kobieta sypiająca z wieloma mężczyznami to dziwka. Tak się przyjęło i tak on też sądzi.
- Ma - powiedział, zdając sobie sprawę z tego, iż nigdy nie zapomni o przeszłości Lottie. Nie lubi jej ranić. Czuje ból razem z nią. Mimo to nie podszedł do niej. Nie zwracała na niego uwagi - niby takie dziecinne, ale go to zabolało. Nie podejdzie do niej pierwszy. Nie chce o tym rozmawiać. Zgasił papierosa. Usiadł koło Lottie, patrząc na nią przenikliwym wzrokiem. A jednak... Wie o tym, że nigdy nie zapomni. - Nie chcę o tym rozmawiać - powiedział opadając na łóżko samym tułowiem.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Lottie O'Donnell on Pią 13 Lip - 23:52

Nigdy nie pogodzi się z myślą, że Eddie mógłby ją zostawić i poślubić inną. Wraz z sakramentalnym tak, stał się jej. Nie chce zostać rozwódką, nie chce już nigdy budzić się w pustym łóżku, nie mogąc objąć go mocno. Edward jest jej tlenem, tylko on trzyma ją przy życiu. Nie odda go, za żadne skarby tego świata.
Szarlotka nienawidzi jego podejścia. Czasami wyciągnęłaby wszystkie myśli z jego głowy, uprałaby je we własnych poglądach i odłożyła na miejsce. Najbardziej bolą ją jednak nie jego przekonania, a fakt, iż uważa ją za dziwkę. Wszak nie jest nią. Jest jego żoną.
Ona już podeszła, ona wyciągnęła do niego rękę. Na swój szalony sposób. Edward powinien już przyzwyczaić się, że nigdy nie będzie zachowywać się tak, jak inne. Ona nie przeprosi, ona zapomni. Odłoży złe spojrzenia do szuflady i szybko ją zatrzaśnie, by już nigdy więcej jej nie otworzyć. Dziś i tak zrobiła już zbyt wiele.
Szarlotka wygrzebuje się z pościeli, by pochylić się nad nim i delikatnie ucałować jego wargi. Potem unosi się na przedramionach, wstaje z łóżka. Podnosi z ziemi swoją letnią sukienkę; marszczy nosek - puścił szew.
- Zawołaj mnie, gdy znowu będziesz mnie kochał - mówi, ubierając się nieśpiesznie. Nie chce znosić jego humorów, nie zamierza również tłumaczyć się. Jeśli tego wymaga sytuacja, nie spędzi dzisiejszej nocy w jego ramionach, wróci do swojego dormitorium.
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Edward Hoytenberry on Sob 14 Lip - 0:03

Nie potrzebował wypowiedzenia sakramentalnego tak, by stać się czyjś. Miłość była czymś, co wyrażało do kogo należy. A należał do Lottie. I nawet gdyby jakimś cudem rozwiódł się z Lottie i ożenił z Sophią to jego serducho należałoby do ukochanej. Jego uczucia w stosunku do niej nie ulegną zmianie. Nigdy. A przynajmniej tak mu się zdawało. Kochał ją i na chwilę obecną nie wypuściłby jej nie tylko ze swojego serca oraz myśli, ale i także z ramion. Kocha ją. Nic na to nie poradzi, że kocha ją, a nie dzierlatkę, która ma zostać jego żoną. Ma zostać jego żoną, strasznie dziwnie to brzmi zważywszy na fakt, że jedną już posiada. I ją kocha na dodatek. Nie sądził, że to możliwe - mieć żonę i ją kochać. W arystokracji jest to mało prawdopodobne zajście. Ale O'Donnell nie była z arystokracji. To było widać na pierwszy rzut oka. Młodzież z tych kręgów zawsze wyróżniała się czymś, co na pierwszy rzut oka dawało do zrozumienia, iż pochodzą z wyższych sfer. Mieli specyficzny sposób bycia. Wyniosły. Wszyscy byli wyniośli. Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o personie pochodzącej z arystokracji, która byłaby tłumem? To trochę dziwne, ale zawsze wszyscy do nich lgną, są znani, popularni, choć czasem, tak jak Eddie, o to nie zabiegają, nienawidząc przy tym całego świata. Nie tylko szlam, mugoli i tym podobnych.
Próbował się nie uśmiechnąć, co mu specjalnie nie wyszło, gdy Lottie puścił szef w LETNIEJ sukience. Swoją drogą, wcześniej jakoś nie zauważył, że była ona letnia.
- Wołam cię - powiedział ochrypłym głosem, przyciągając ją do siebie. A raczej na siebie, obejmując w talii.
Nigdy nie mógłby przestać jej kochać. Ma nadzieję, że to wie.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Lottie O'Donnell on Sob 14 Lip - 0:28

Przecież nie ożeni się z Sophie. Poligamia we Wielkiej Brytanii wciąż nie jest dozwolona, nie może mieć więc dwóch żon. A ona tak mocno pragnie, by nigdy nie zażądał rozwodu. By wiecznie znosił jej wybuchy, by na zawsze pozostał przy niej.
Szarlotka nienawidzi arystokracji. Bo to ona napędza te wszystkie wielkie koncerny, które każdego dnia niszczą środowiska. To ona pociąga za sznurki znienawidzonych przez nią instytucji. Gdyby nie ich brudne pieniądze, nie musiałaby maszerować wraz z ojcem, dzierżąc w wątłych dłoniach ciężkie transparenty, przywiązywać się do drzew czy kłaść przed buldożerami.
Nie zawraca sobie głowy pogodą, zimno jej nie przeszkadza. Kaprys ważniejszy jest dla niej od rozsądku, letnia sukienka w środku zimy zdaje się jedynie marnym szczegółem.
Kuli się w jego ramionach, przylega do niego mocno, zaciskając szczupłe palce na jego koszuli. Oddycha płytko, milczy we własnych myślach.
- Eddie... przecież wiesz, że to nie tak. To nie moja wina, ja tego nie chciałam... ja nigdy tego nie chciałam. Z tobą też, na samym początku. Ale później, później nie - szepcze, opierając swoje czoło o jego i delikatnie ocierając się swoim nosem o jego nos.
Już nie chce się kłócić, rzucam w niego nożyczkami i krzyczeć. Ta chwila już minęła, zastąpiła ją zupełnie inna. Jak w całym jej życiu.
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Edward Hoytenberry on Sob 14 Lip - 1:16

W przyszłości będzie żoną mężczyzny przez którego protestuje. Choć właściwie już jest. Nie przyczynia się do tego bezpośrednio, ale elementem tworzącym środowisko najwyższej sfery jest. Nic na to nie poradzi, nienawidząc jednak ich też. Zdaje sobie sprawę, że po ukończeniu Hogwartu familia pociągnie za sznurki i rozpocznie się dorosłe życie. Praca, praca, praca. Teraz przynajmniej ma kochającą małżonkę. Gdyby miał poślubić Sophie, tfu! Może było to szczeniackie, ale nie przepadał za nią i zbierało go na wymioty ilekroć widzi ją na szkolnym korytarzu. Obecnie oczywiście nie - ma Lottie. Ona zawładnęła jego życiem. Należy do niej. I tylko do niej. Żadna siła, a nawet i dziadek tego nie zmienią. Nie każą mu przecież wybierać pomiędzy majątkiem oraz familią a ukochaną.
- Nie chcę o tym rozmawiać - powtórzył poprzednie swojego słowa. Naprawdę nie uśmiechało mu się prowadzić na ten temat rozmowy. Nie muszą. Przeszłości nie zmienią, a on nigdy się z nią nie upora. Najrozsądniejszym rozwiązaniem jest więc zapomnienie. Zapomnienie wydaje się dobrym wyjściem. Łatwiejszym. Prostsze rozwiązania korcą bardziej. Wróci to kiedyś, wie o tym. Za każdym razem będzie boleć, o tym też wie. Ale zapomnienie, chociaż na chwile, wydaje się być dobrym pomysłem. Łatwiejszym.
Eddie nawet nie pamiętał, że była jakaś kłótnia, kiedy to zaczął ją namiętnie całować, jedną rekom obejmując żonę w talii, zaś drugą wplątując w jej blond włosy. Lubi jej włosy.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Lottie O'Donnell on Sob 14 Lip - 21:41

On może tak sądzić, może łudzić się do woli i nadal patrzeć na świat na swój własny niedorzeczny sposób. Lottie nieustannie zapomina wziąć pod uwagę wszystkich niezbędnych czynników, notorycznie ignorując te najważniejsze, jednakowoż nie robi tego celowo. W przeciwieństwie do Edwarda. On neguje wszystko, co mogłoby mu się nie spodobać.
I znów ścierają się ich światy. Tym razem to ona pragnie mówić, wyznać mu wszystko i nie pozostawiać więcej złudzeń. Choć z dwojga złego woli by zapomniał o tym, że mieli ją również wszyscy jego bracia, niż nieustannie jej to wypominał, teraz nie chce mieć przed nim żadnych tajemnic. I choć zaledwie przed chwilą gotowa była wbić w niego ostre nożyczki, teraz uważa się za wzorową żonę. Zamierza dbać o własne małżeństwo.
Szarlotka przekłada nogę przez jego biodra, usadowiając się na nim wygodnie. Podczas gdy jej dłonie bezceremonialnie rozpinają guziki jego koszuli, geny zaczynają buzować. Wystarczy tak niewiele by natura wygrała ze zdrowym rozsądkiem. Dotyk goni dotyk, wargi gonią wargi. Zaraz to on przewróci ją na plecy, wysunie się z własną inicjatywą - ale teraz jest jej chwila, by ustami badać zakamarki jego skóry. Szczupłymi dłońmi przypominać sobie ciało, które znała już na pamięć. Świat znowu zatrzymuje się w jednej chwili. W ich chwili.
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 25 Lip - 19:17

Był cholernie zmęczony. Trenował quiddicha na boisku, żeby trochę odreagować. Swoją drogą - czas byłoby zabrać się za ustalenie jakichś treningów dla drużyny. Zawodnicy zdawali się go jednak skutecznie unikać. Pewnie wiedzieli co się święci. Był ostatnio podburzony i z pewnością swoją frustrację wyładowałby na członkach drużyny. Wszedł po schodach do swojego dormitorium. Stanął w drzwiach ubrany w ubłoconą szatę, z miotłą w ręku. Oddychał ciężko, a czerwone wypieki na twarzy świadczyły o niskiej temperaturze na zewnątrz. Potarł dłonie i wtedy zauważył Lottie i Edwarda.
- Eeee... cześć. - Znajdowali się w niedwuznacznej pozycji. Szczerze mówiąc - nie przeszkadzała mu obecność dziewczyny, a już tym bardziej ich zachowanie, chociaż czasem czuł się niezręcznie. Teraz trafił jak łysy włosami o kant kuli. Zastanawiał się, czy nie lepiej wycofać się, ale z drugiej strony... cholera - to też jego sypialnia! A oni mogą spieprzać do pokoju życzeń, jak chcą odrobiny prywatności. Cisnął miotłę pod łóżko. Przeciągnął się z jękiem. Coś strzeliło mu w krzyżu. Najchętniej zdjąłby przemokniętą, brudną szatę.
Spojrzał na młode małżeństwo spode łba. W pewnym sensie wyczekiwał jakiejś reakcji. Czy oni do cholery nigdy się stąd nie ruszają?
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Edward Hoytenberry on Sro 25 Lip - 22:25

Gdy intruz wszedł do pomieszczenia z trudem oderwał się od żony (strasznie dziwnie to brzmi!, wszakże mają dopiero po szesnaście lat!). Wydał z siebie coś przypominającego prychnięcie i obdarzył Gabriela jednoznacznym wzrokiem, mówiącym: akurat w tym momencie.
Przesunął dziewczę tak, że siedziało na poduszkach. Dobrze, że przynajmniej miała na sobie sukienkę, którą przyodziała podczas ich małej sprzeczki. On natomiast wstał i walczył z guzikami od koszuli. Przebrzydły twór, szyty na miarę!
- Nie powinieneś gdzieś dręczyć pierwszaków, bałamucić niewiast, czy co tam jest twoją pasją? - Był podirytowany tą sytuacją. Ach, te geny lotkowe!
Pokój Życzeń w tych czasach był taki nieoryginalny! Serio - ile tam dziewcząt straciło już dziewictwo? NUDY! A dormitorium było takie ekscytujące. Ten dreszczyk emocji, bo ktoś może wejść w każdej chwili! Nie umywało się do to pokoju przychodź-wychodź. No dobra, żartuję. Ale serio - ile osób już tam uprawiało seks? Chociaż... Chyba to teraz wszędzie robią. A ponoć taka dobra placówka, a więcej w niej zdegenerowania niż w przeciętnym poprawczaku (nie wspominając o przedziale wiekowym uczniów - od jedenastu do osiemnastu lat). Handlu bronią jeszcze tu brakuje, więc wtf. Te Brytyjskie nastolatki jakieś zdeprawowane są. Ile tu recydyw, a ile nawet kotka Filcha nie odnalazła łamania regulaminu. Czy tu przypadkiem nie ma jakiegoś wewnętrznego konkursu? Deliberację winien Edek urządzić na ten temat, i batalię stoczyć z deprawatorami! Czyli jakoś z prawie całą uczniowską bracią.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Lottie O'Donnell on Czw 26 Lip - 16:01

Szarlotka wydaje z siebie głośny jęk niezadowolenia, gdy silne ręce Edwarda przenoszą ją na poduszki. Przez chwilę przygląda się Gabrielowi z nieukrywaną złością, by wreszcie zasznurować usteczka i skrzyżować ramiona na piersi. Wygina nogi pod dziwnym kątem, zupełnie nie przejmując się tym, że letnia sukienka podwija się, ukazując jej szczupłe uda w pełnych ich krasie. Gorąco powoli opada, a na jej odsłoniętych ramionach pojawia się gęsia skórka. Robi się zimno. Rozgląda się dookoła i widzi pobojowisko. Wokół łóżka leżą jej mlecznobiałe włosy, w ścianie wciąż tkwią nożyczki. Kilkakrotnie mruga nieprzytomnie. Świat powoli wraca do swoich szaroburych barw.
- Myślisz, że gdybym spróbowała je tylko podciąć to też by odrosły? - pyta, okręcając wokół palca kosmyk włosów. Gdyby chciała tylko się zmienić, nie oszpecić - czy wtedy też wróciły by do stanu poprzedniego. - Eddie - mówi łagodnie, podnosząc na niego wzrok. - Eddie, podasz mi nożyczki?
Rzeczywistość znowu dla niej nie istnieje. Zamyka się we własnej głowy, wypiera z niej otoczenie. W jej granatowo-niebieskich oczach skrzy się szaleństwo. Zapomniała już, że przed chwilą tonęła w jego ustach, pożądanie opadło i nie pozostał po nim nawet ślad. Szarlotka nawet nie myśli o Pokoju Życzeń.
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Gabriel Smith on Pią 27 Lip - 16:54

Gabriel spojrzał na Edwarda z mieszaniną zdumienia i odrobiny złości. Stężał i w skupieniu odwrócił się w stronę parki.
- Przepraszam bardzo, ale wydaje mi się, że jestem u siebie? - Zmarszczył brwi. - Gdybyście to nie byli wy, to powiedziałbym, że to jest męskie dormitorium. - Dodał. Miał odrobinę skurwysyństwa we krwi, która cisnęła mu na usta znacznie ostrzejsze słowa, ale w końcu znał ich nie od dziś i nie miał zamiaru się teraz z nimi kłócić.
Lotka była piękna. Jak zwykle promieniała urodą. Nie dało się natomiast nie zauważyć burdelu, jakiego narobili. Znając jej wilową, porywczą naturę... nie zdziwiło go to wcale. Po chwili przestała już na niego zwracać uwagę. To coś dziwnego w jej charakterze zdecydowanie przydawało się w quiddichu, ale w życiu potrafiło irytować. Niejeden facet chciałby z nią być, ale zapewne żaden by jej nie wytrzymał. Za wyjątkiem Eddiego. W sumie - podziwiał go, za wytrwałość. On nie związałby się z kimś po prostu szalonym. To co robiła na boisku... A potem śmiała się. On często był blady jak ściana. Gdyby sobie coś zrobiła, to on poniósłby odpowiedzialność. Wcale nie zdziwiłby się, gdyby w przyszłości została po prostu psychopatką, albo wylądowała w Mungu. Podszedł do ściany, w którą wbite były nożyczki i wyciągnął je szarpnięciem. Podał je dziewczynie.
- Lottie... W ten weekend mamy zamówione boisko. Chcę Cię widzieć w sobotę zaraz po śniadaniu gotową do treningu. - Nie patrzył w jej oczy. Przez te parę lat obcowania w jej towarzystwie nauczył się jak opanować jej urok. Nie do końca ją trawił. Strasznie drażniło go to, jak wpływa na niego i na innych facetów, bo wiedział, że to jest nienaturalne i wynika z uroku, jaki rozsiewa krew płynąca w jej żyłach.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Edward Hoytenberry on Nie 29 Lip - 21:18

Choć Lottie zupełnie nie przejmowała się tym, że sukienka się jej podwijała to jakże heroiczny Edward zapewne by się tym przejął i odpowiednio zareagował, gdyby to zauważył. Ale obecnie stał plecami do dziewczyny, ignorując jej słowa.
- Podeliberowałbym na ten temat, ale jak wolisz - zwrócił się do Gabriela. - Cóż za inwencja - odparł chłodno na oklepane słowa. Niespecjalnie chciało mu się nawet je zripostować, więc i odwrócił się na ponów do żony, mierząc ją, a następnie przykrywając kołdrą. Zimno jej było w dodatku! - Nie - stwierdził stanowczo. - Dosyć zabawy nożyczkami. - Chciał, by ten temat się zakończył. Przecież raptem kilka minut temu posprzeczali się przez anomalie dziewczęcia. Nie pragnął kolejnej kłótni, która prowadziła wyłącznie do cierpienia obu stron. Szukając kompromisu popadali w zagubienie, bo żadne z nich nie potrafiło go odnaleźć. Dają chwilowo za wygraną drugiej połówce, by po niewielkiej ilości czasu brnąć w to dalej, nie potrafiąc się uczyć na błędach. Właściwie jakich błędach? Przecież żadne z nich nie sądziło, iż je popełnia. Za każdym razem wydaje się im, że to właśnie on lub ona są tą personą, ratującą sytuację. Ale czy mowa może być o jakimkolwiek ratunku, kiedy wydarzenia - jak schemat - powtarzają się na okrągło? Cóż, może to było pokrętne, ale na tym opierał się ich związek. Na ciągłym ratowaniu. On ją przed tym, czego nie rozumiał, ona zaś przed tym, o czym nie miała do końca pojęcia. Do wylewnych jednostek z pewnością nie należy. Nie zmieniło się to do dziś. Woli ukrywać wszystko za drwiną i pogardą. Zatrzymywanie wszystkiego dla siebie ma dobre strony, choć odkąd ją pokochał tym, dotyczącym bezpośrednio jej się dzielił. Zazwyczaj. Czasem negatywnych rzeczy nie potrafił powstrzymać. Od dziecka preferował okazywanie oraz mówienie tego, na co miał ochotę nawet jeśli może to mieć brzemienne skutki.
- Nie wiem po co wstąpiłaś do drużyny - mruknął siadając na swoim łóżku i patrząc na Lottie. Był zagorzałym przeciwnikiem tego typu rywalizacji. Brzydził się tym całym prześciganiem się, by coś zdobyć - puchar domu, puchar quidditcha. Odnosił sukcesy wyłącznie dla siebie, nie zaś dla konkretnej grupy osób.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Lottie O'Donnell on Wto 31 Lip - 17:46

Czuje jego dłonie, czule ogrywające jej wyziębioną sylwetkę białą pierzyną. Jego ciepły oddech delikatnie drażni jej szyję i nim zdaje sobie z tego sprawę, jej dłonie już zaciskają się na jego ramionach i przyciągają go bliżej. Teraz go potrzebuje.
- Ale Eddie! - jęczy rozdzierająco. Posyła mu błagalne spojrzenie, a jej różane usta wyginają się w podkówkę. Dla niej temat wciąż nie jest skończony, nadal nie powiedziała wszystkiego. To on szuka kompromisu, ona pragnie przekonać go do swoich racji. Pokazać mu świat we własnych barwach. Szarlotka nie popełnia błędów. Ratuje przed nimi Edwarda, powstrzymuje go przed upadkiem w zgorzknienie. Czyni go ludzkim.
- W sobotę... w sobotę nie mogę - mówi z pełną stanowczością, a jej nosek marszczy się nieznacznie. Gabriel nie nauczył się opanowywać jej uroku, to znajdowało się daleko, poza jego możliwościami. Nauczył się na nią nie patrzeć. Mimowolnie odwraca wzrok i to właśnie pozwala mu nie wpaść w jej sidła. Nie chęć, nie silna wola. Szarlotka nienawidzi tego, jak działa na mężczyzn. Cielęcy wzrok ją pali, puste komplementy doprowadzają do złości. Nie chce być piękna - pragnie być taka, jak inne. - W sobotę burzą kamienicę w Hogsmeade - dodaje, jak gdyby ten argument miał przechylić szalę zwycięstwa na jej stronę. Wreszcie zwraca się do Edwarda. Przez chwilę przygląda się mu protekcjonalnie, by wreszcie oprzeć dłoń na niego policzku i najłagodniej, jak tylko potrafi, wyjaśnić mu: - Bo chciałam. - I wtedy całuje jego szyję.
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 6 Sie - 20:08

Przez chwilę słuchał niepotrzebnie przemądrzałych słów Edwarda. Jak on nienawidzi tej literackiej gadki. Wyszukanych słów rzucanych często bez zrozumienia. Nie łatwiej byłoby powiedzieć: dyskutować, polemizować? A już o tym zdaniu z inwencją nie wspomni, bo zupełnie go nie zrozumiał... pozbawione sensu, to najłagodniejsze określenie, jakie mógł mu przypisać. W jaki sposób jego stwierdzenie, że to męskie dormitorium mogło być INWENCJĄ? Po prostu przemilczał więc słowa Eddiego, starając się je zignorować.
Życie uczuciowe Lotki i Eddiego przestało go obchodzić już dawno temu, kiedy kompletnie odizolowali się od świata. Teraz liczyły się dla niego tylko obecności dziewczyny na treningach i meczach. Poza tym przywykł już do faktu, że pomimo bliskości - praktycznie zupełnie ze sobą nie rozmawiają.
No to niech sobie nie wie... jasna cholera, co mu do tego? Co do sukcesów - dlatego był szukającym. Czy to nie jest dostatecznym sukcesem i chwałą startować w barwach jakiejś drużyny, kierować nią i osiągać sukcesy? Fakt, że chwała dzieli się pomiędzy zawodników, ale najczęściej to szukający wygrywa mecz i to on jest najważniejszy na boisku.
Znów się kłócili, to widać na pierwszy rzut oka. No i co z tego? Dobrze, że skończyli, bo on nie ma zamiaru teraz tego słuchać.
Zerknął na nią szybko. To oczywiste, że nie potrafi się oprzeć jej urokowi. Właśnie dlatego musi radzić sobie inaczej. I radzi sobie. Opuścił ręce. Zirytowała go. Już kolejny raz termin jej nie pasuje. Jeśli powód okaże się tak samo bzdurny jak ostatnio...
- A dlacze... - Zdążył usłyszeć dlaczego. Zdecydował się spojrzeć prosto w jej oczy. Był na tyle zaskoczony i poirytowany, że zdołał powstrzymać jej urok na tą chwilę.
- Nie rób mi tego... cholera! Nie znowu! - Zmarszczył brwi. Złapał się pod boki. Był zły. Jakoś nie umiał jej zjechać jak psa, jak zrobiłby z innymi członkami drużyny, którzy by mu odmówili w podobny sposób. - Pieprzy mnie jakaś kamienica w Hogsmeade. Masz być na treningu i tyle. Jeśli nie będziesz trenowała i zawalisz w naszym kolejnym meczu, to... będę musiał wyrzucić Cię z drużyny! - Była dobra, to fakt, ale po pierwsze - nie może mu dyktować warunków - to on tu jest kapitanem. Po drugie - nawet najlepsi trenować muszą, a ona się obija.
Skrzywiony spojrzał na czułe zachowania dziewczyny względem chłopaka. On z kolei nie lubił podobnych przejawów ignorancji, chociaż z jej strony raczej nie mógł spodziewać się niczego innego jak kapryśności. Przewrócił oczyma i czekał, chociaż narastała w nim irytacja.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 1 - VI klasa

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach