Davot Leo Aaron Levittoux

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Davot Leo Aaron Levittoux

Pisanie by Davot Leo Aaron Levittoux on Pią 23 Gru - 23:39

1. Imię/imiona: Davot Leo Aaron
2. Nazwisko: Levittoux (czyt. fr. Lewitu)
3. Data urodzenia: 29 X 1968
4. Miejsce zamieszkania: Londyn
5. Rok nauki: V
6. Czystość krwi: 3/4
7. Status: Majętny
8. Przedmioty: zaklęcia, transmutacja, opcm, eliksiry, astronomia, historia magii, zielarstwo, starożytne runy
9. Opis charakteru: Davot to ambitny chłopak, ciekawy świata. Jest bardzo pozytywnie nastawiony do tego, co nowe. Chłopak jest silnie związany ze swoimi bliskimi. Może trochę mniej ze swoją siostrą, ale jak rodzeństwo, kłócą się. To tradycjonalista i patriota. Choć mieszka w Londynie, to zawsze chętnie wyjeżdża to Paryża czy Marsylii. Chłopak czuje się bardziej Francuzem niż Anglikiem. Do kręgu jego zainteresowań należy historia, nie tylko magii, obce kultury oraz tajemnice i teorie spiskowe, które po prostu uwielbia. Czyta wiele książek odnośnie dziejów czarodziejstwa. Davot wierzy, że wiedza i poznanie płynie z doświadczenia. Dlatego chętnie nawiązuje nowe znajomości i stara się być tam, gdzie coś się dzieje. Poza tym jest zwykłym nastolatkiem. Levittoux należy do osób miłych, otwartych i przyjacielskich, co pomaga mu w zdobywaniu przyjaciół. Warto wspomnieć, że chłopak nie lubi mieszać się w nie swoje sprawy. Woli unikać kłopotów i niepotrzebnych problemów. To czyni go trochę obojętnym i nieczułym na czyjąś krzywdę. Cóż, nikt nie jest idealny. Oczywiście dla przyjaciół zrobiłby wszystko, jest im wierny i bardzo oddany. Chociaż pochodzi z bardzo zamożnej rodziny, nie jest rozpieszczonym dzieciakiem. Bardzo stara się nie być postrzegany jako próżny bogacz. Słowo lub dwa o jego poczuciu humoru. Najlepiej wychodzą mu żarty sytuacyjne, a to dlatego, że Davot jest błyskotliwy. Cechuje go również pewność siebie, żeby nie powiedzieć nadmierna. Do osób nieśmiałych zdecydowanie nie należy. Jest otwarty i lekko charyzmatyczny. Ale tylko lekko. Co jeszcze? Aaa! Davot, choć ambitny, jest trochę leniwy. To cecha, której w sobie nienawidzi, lecz taki już jest. Uwielbia siedzieć gdzieś i rozmyślać o niebieskich migdałach. Spać też oczywiście bardzo lubi. Choć stara się walczyć ze swoją słabością to niezbyt mu to wychodzi. Chłopak nie przeżył żadnych dramatycznych momentów, które odbiłyby się na jego psychice. To zwyczajnych francuski nastolatek, który mieszka w Anglii.
10. Opis wyglądu: Młodzieniec dba o swój wygląd. Wysoki, delikatnie opalony. Można u niego stwierdzić zdecydowany brak zarostu. Czy jest przystojny? Chyba tak. Nigdy nie miał problemów ze swoim wyglądem. Nie jest uważany za super przystojniaka i sam też tak o sobie nie myśli. Davot to jasny blondyn, jego włosy są średniej długości. Ciemny kolor oczu odziedziczył po swojej babci (biologicznej) od strony taty, która była czystej krwi. Młody uczeń dba również o swoje ciało, nie można powiedzieć, że nie. Siła fizyczna i sprawność są silnie związane z samopoczuciem, więc ćwicząc poprawia sobie humor. Codziennie biega i robi dwadzieścia pompek. Nie chce być super napakowany, ale delikatnej rzeźbie nie mówi nie. Chłopak nie ma na twarzy i ciele piegów lub innych znamion. Davot najczęściej nosi koszule (białe lub ciemne, nie przepada za kolorowymi) lub T-shirty (tu pojawia się bardzo duża dowolność), swetry, rzadziej bluzy. Spodnie z jakiegoś materiału (może być sztruks, lecz preferuje materiałowe, garniturowe spodnie w kant), raczej nie dresy (prawie w ogóle), nigdy dżinsy. Buty skórzane, ale nie "lakierki". Posiada sześć par. Bardziej oficjalne (brązowe, czarne i beżowe) oraz luźne trampki (czarne, ciemnogranatowe i szare). Kilka słów o jego ubraniu wizytowym. Składa się ono z białej koszuli, ciemnego krawatu w ledwie widoczne białe, cienkie paski, spodnie w kant, płaszcz czarodzieja (posiada dwa identyczne plus jeszcze jednen z herbem Hogwartu), ewentualnie sweter. Dodatkowo na szczególne okazje zakłada kapelusz z identyczny wzorem jak krawat. Nie jest to okrągły cylinder (taki jak na przykład nosi Knot) lecz zwykły kapelusz. Ogółem prezentuje się dobrze, stara się wyglądać elegancko.
11. Rodzina
Viktor Levittoux - ojciec, pół krwi, pracownik Biura Brytyjskiego Przedstawicielstwa Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów, ukończył Hogwart.
Diara Levittoux - matka, czysta krew, pracuje dla angielskiej ligi Quidditha.
Monastra Levittoux -siostra, krwi 3/4, uczy się w jednym z uniwersytetów magicznych, kierunek związany z ONMS.
12. Historia postaci:


Noc. Początek listopada 1942 roku był niezwykle deszczowy i wietrzny. Tej nocy jednak z nieba nie spadła ani kropla. Silne podmuch wyginały gałęzie drzew. Brzozowy las na wschód od Marsylii. Za dnia był miejscem chętnie odwiedzanym przez mieszkańców, chcących odpocząć od zgiełku miasta, nocą to miejsce jednak zmieniało się nie do poznania. Drzewa stawały się przerażającymi i potężnymi kolosami. Chyba nikt nie chciałby się znaleźć w takim miejscu o takiej porze. A jednak ktoś w tę wietrzną, listopadową noc spacerował drogą. Tajemnicza postać w długie luźnej szacie z kapturem. Na pierwszy rzut oka widać, że to kobieta. Niesie ona niewielki pakunek. Na pozór wygląda on zwyczajnie. Zwykły tobołek, który od czasu do czasu się powierci, pomruczy, popłacze. To małe dziecko! Ma nie więcej niż trzy miesiące! Kobieta nagle skręciła w boczną ścieżkę. Szła teraz w stronę niewielkiego światełka. Był to dom, na którego werandzie paliło się kilka świec. Postać dalej dzielnie parła przed siebie pod wiatr. Zatrzymała się dopiero przed bramą. Była otwarta, jakby ktoś się jej spodziewał. Kobieta delikatnie odkryła całą twarz dziecka.
- Wybacz mi kochanie, ale muszę cię oddać. – Na jej policzkach pojawiły się łzy. – Bardzo cię kocham – dodała. Niemowlę nie rozumiało nic z tego co mówiła, więc po prostu przytuliła je mocno do piersi. Ten gest zastąpił wszystko, co mogła powiedzieć. Kobieta ruszyła dalej wkraczając na teren posesji. Zaklęcie już na pewno zaalarmowało mieszkańców. Zanim doszła do schodków, drzwi się otworzyły, a w nich stanęła młoda pani około trzydziestki.
- Zapraszam, proszę wejść – powiedziała, cofając się w stronę wnętrza. Matka z dzieckiem przestąpiła próg, a gospodyni zamknęła za nią drzwi. Do korytarza wszedł również i pan domu witając się. W pomieszczeniu zapadła niezręczna cisza.
- Czy na pewno chce pani go oddać? – zapytała łagodnie. Kobieta przytuliła noworodka do siebie, po czym przekazała go pytającej.
- Tak – zaczęła drżącym głosem. – Muszę chronić moją rodzinę. Mój mąż nie może się dowiedzieć, że go zdradziłam – chwila przerwy. – Bardzo państwu dziękuję, za to co dla mnie robicie.
- Nie ma pani za co. Sami nie możemy mieć dzieci – zawiesiła głos. – Rozumiem, że to dla pani trudne.
- Najtrudniejsze – powiedziała sięgając do płaszcza. Wyciągnęła z niego woreczek, który brzęczał od monet. Zanim zdążyła coś jeszcze powiedzieć...
- Nie, nie możemy przyjąć tych pieniędzy. To dla pani ciężkie przeżycie, ale my cieszymy się z tego, że będziemy mieć dziecko – wzięła oddech. – To nie transakcja.
Matka zawstydziła się.
- Ja... założyłam mu skrytkę w banku Gringotta. Jest tam spora suma pieniędzy. Kiedy uznają państwo, że nadszedł czas proszę dać mu ten kluczyk – wyjęła z kieszeni niewielki przedmiot. – Krypta numer 603.
- Tak zrobimy – zapewnił gospodarz, biorąc klucz.
- Przepraszam, ale teraz muszę już wracać.
- Oczywiście. Czy możemy coś dla pani jeszcze zrobić? – spytała.
- Nie, dziękuję. I tak już wiele dla mnie robicie – odpowiedziała, podchodząc do kobiety. Nachyliła się nad dzieckiem i pocałowała je w czoło.
-Żegnaj, Viktorze – powiedziała, a z jej oczu popłynęły strumienie łez. Otworzyła drzwi i wybiegał rzucając tylko na pożegnanie „Dziękuję”. Zaczęła biec w stronę bramy. Mężczyzna zamknął za nią drzwi. Tajemnicza kobieta zginęła gdzieś w mroku. W domu młodego małżeństwa jeszcze przez chwile panowała cisza, którą przerwał mąż.
- Kończmy się pakować. Do Londynu wyjedziemy jutro z rana.

*****


Zazwyczaj zmienna i nieprzewidywalna pogoda nad morzem północnym nie sprzyjała przebywającym tam ludziom. Tego dnia jednak od samego rana świeciło słońce, jakby wiedziało, że jest wyjątkowo potrzebne. Ciepły południowy wiatr zawiewał delikatnie od Francji. Na brzegu klifu było już wszystko przygotowane. W centralnym miejscu stał wysoki na ponad dwa metry drewniany łuk. Był pomalowany na biało, a między jego szczeblami wiły się pędy jakiegoś czerwonego kwiecia. Na drodze do łuku został położony biały dywan. Po jego obu stronach ustawiono rzędy drewnianych, zdobionych złotem krzeseł. Magię temu miejscu nadawało kilka świec, które unosiły się wokół platformy, na której stał łuk. Wszędzie latały również czerwone serduszka na anielskich skrzydełkach. Na prawo od drewnianej konstrukcji stał wysoka na prawie dwa metry rzeźba z białego marmuru. Przedstawiała ona kobietę, w długiej sukni i koronie, która spoglądała gdzieś w dal. Kilkanaście metrów za rzędami krzeseł znajdował się okazały, biały namiot. Niezbyt duży, lecz to tylko pozory, w środku było dość miejsca by pomieścić kilkadziesiąt osób. Magia. Na platformie stało dwoje czarodziejów. Jeden stary, z już siwiejącą rudą brodą. Drugi młody, około dwudziestu pięciu lat. Ubrany w garnitur oraz szatę, narzuconą na ramiona. Wszystkie miejsca były już pozajmowane. Z namiotu wyszedł karzeł, co spowodowało niewielkie poruszenie.
- Proszę wszystkich o powstanie! – I wszyscy posłuchali. W tym momencie ukazała się drobna postać kobiety ubranej w długą białą suknię. Wyłoniła się z wnętrza namiotu. W ręku trzymała bukiet czerwonych kwiatów. Stanęła na skraju dywanu i czekała. Czekała aż pewien starszy mężczyzna podejdzie do niej. I tak się stało. Kolejna postać wynurzyła się z namiotu. Tym razem był to wysoki staruszek o bujnej siwej czuprynie. Stanął na sekundę obok panny młodej, ona złapała go pod rękę i razem ruszyli wolnym krokiem w stronę platformy. Kiedy dotarli na miejsce, kobieta stanęła naprzeciw młodszego mężczyzny. Starzec z bujną fryzują stanął przy krzesłach. Rozpoczęła się formalna część ceremonii. Po odmówieniu kilku formułek zaczął się ten najważniejszy moment.
- Viktorze Levittoux, czy bierzesz sobie za żonę tę oto Diarę A’Riven?
- Tak.
- Diaro A’Riven, czy bierzesz sobie za męża tego oto Viktor Levittoux?
- Tak.
- Ogłaszam was mężem i żoną – zwrócił się w stronę mężczyzny. – Możesz pocałować pannę młodą. – I w momencie, gdy to zrobił, wszyscy zebrani zaczęli klaskać i wiwatować. Później odbył rzut bukietem, który złapała jakaś krótkowłosa, młoda wiedźma. Na końcu wszyscy zaczęli się deportować. Oczywiście para młoda jako pierwsza. Na klifie została już tylko grupa karłów, która zaczęła sprzątać.

*****


Szpital św. Munga. Przed północą sklepik i herbaciarnia były już zamknięte. Pacjenci z rożnych oddziałów spali lub próbowali zasnąć. Na kilku piętrach były przeprowadzane operacje. Jeden z korytarzy na pozór wydawał się pusty. Był całkowicie wyciemniony poza jednym miejscem na końcu, gdzie nadal paliła się jedna lampa. Tam też siedział młody mężczyzna. Miał na sobie białą koszulę, zielony krawat oraz długi, czarny płaszcz czarodzieja. Siedział lekko zgarbiony, opierając łokcie na kolanach, a dłońmi przytrzymując głowę. Nie był jednak senny, jak mógłby być w takim momencie? Siedział już na tym krześle od ponad godziny. Jednym szybki ruchem wstał i podszedł do okna. Wyglądając przez nie nie zobaczył nic szczególnego. Kilka źródeł światła, to mogły być latarnie uliczne. Krople majowego deszczyku uderzały o okno. Nie mogąc już znieść czekania, mężczyzna zaczął wędrować w tę i z powrotem po oświetlonej części korytarza. Choć wiedział, że to wszystko może trwać tak długo, to był zaniepokojony. Nagle usłyszał stłumione kroki, które dochodziły zza zamkniętych drzwi. Do korytarza nagle weszła uzdrowicielka i stanęła przed mężczyzną. Ten nie odzywał się, pozwalając mówić kobiecie.
- Pana żona i dziecko czują się dobrze. Mały waży prawie trzy kilogramy. Gratuluję, został pan ojcem – powiedziała.
- Dziękuję, ale mam już jedno dziecko. – Jednak to teraz nie było najważniejsze. – Czy mogę ich zobaczyć?
- Ależ oczywiście, panie Levittoux. Proszę za mną – odpowiedziała i wróciła tam, skąd przyszła. Mężczyzna zaczął iść za nią. Rosło w nim podniecenie. Wszystko było już dobrze. Jego synek był zdrów, a żona czuła się dobrze. To teraz było najważniejsze.


Ostatnio zmieniony przez Davot Leo Aaron Levittoux dnia Wto 27 Gru - 12:03, w całości zmieniany 13 razy
avatar
Davot Leo Aaron Levittoux
Uczeń

Liczba postów : 44
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Francja

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach