Pokój nr 2 - VII klasa

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Mistrz Gry on Pon 11 Sty - 18:58

Duże, przestronne pomieszczenie, utrzymane w zielono - srebrnej kolorystyce. W dormitorium mieści się pięć łóżek, każde z kolumienkami w rogach, między którymi rozwieszone są szmaragdowe kotary, uszyte z tego samego materiału, co zasłony widniejące w łukowatych oknach komnaty.
Po prawej stronie każdego z mebli stoi niewielka, wykonana z ciemnego drewna szafka nocna z kilkoma często zacinającymi się szufladami. Miejsce przy drzwiach należy do Adonis Lecter, podczas gdy to pod oknem jest własnością Angel Rackharrow. Trzy następne łóżka przy ścianach zajmują Dmitrij Bierieżko, Samuel Canswell, oraz Spike Hoytenberry. Podłogę wyścieła gruby, ciemnozielony dywan w srebrne wężyki, zaś jedynym źródłem światła są tu umieszczone na suficie lampy, również przyozdobione srebrnymi wężami. Z reguły nie panuje tutaj porządek, co się rozumie samo przez "się" - chłopcy przecież nie mają czasu na sprzątanie...


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sob 17 Lip - 13:06, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Wto 23 Lut - 21:13

Jutro wszystko wróci do normy, już Amelka się o to postara. Nie pozwoli, by ktokolwiek poza nimi zorientował się, co mogło zajść w łazience, nawet gdyby wymagało to od niej udawania przez cały czas. Jeśli zaś chodzi o stosunek między nią a Victorem... po prostu nie wiedziała. Chociaż teraz, gdy emocje zaczęły opadać, zaczęła zauważać, że wcale nie ma mu tego za złe, a jeśli wziąć pod uwagę jak cholernie taktownie się cały czas zachowywał, wręcz przeciwnie. Ale nie wypowie swoich myśli na głos nawet przy największych torturach.
Przytaknęła zgodnie, wychodząc za nim z wanny, z wdzięcznością wzięła od niego swój biustonosz i sukienkę, by narzucić je na siebie prawie, że w pośpiechu, na powrót przykleić się do Victora i potulnie pozwolić wyprowadzić z łazienki. I dobrze, im dalej znajdowała się teraz od tego miejsca tym lepiej.
Przemierzali szkolne korytarze w ciszy, choć z Wielkiej Sali nadal można było słyszeć dudniącą muzykę - koncert miał przecież trwać aż do rana. Dopiero gdy znaleźli się w lochach, Ślizgonka postanowiła przerwać milczenie.
- Co chciałeś usłyszeć? Wtedy o to, gdy pytałeś, kim jesteś - zapytała, wręcz zażądała odpowiedzi na swoje pytanie. Najwyraźniej typowa Amelia zaczęła pomału wracać, nawet udało przybrać jej się trochę na wadze i była szczupła jak zawsze, a nie przeraźliwie chuda. Włosy całe szczęście też były już o ton jaśniejsze, może do rana wrócą do zwyczajowej barwy. Może. Bo teraz Amelka pewna nie była już niczego.
- Obiecuję, że zniknę zanim się obudzisz - westchnęła cicho, kiedy już weszli do pokoju. Zdawała sobie sprawę, że Victor zazwyczaj nie robi czegoś takiego dla kobiet, o ile kiedykolwiek mu się to zdarzyło. Słyszała, że po prostu po wszystkim wychodził zostawiając je samym sobie, albo delikatnie wypraszał. Czy pozwalał im ze sobą spać - nie wiedziała. I chyba nawet nie chciała. Mimo wszystko, postanowiła nie nadużywać jego dobroci.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
[You must be registered and logged in to see this link.], that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Wto 23 Lut - 21:41

On miał tylko nadzieję, że dziewczyna zechce iść z nim jutro na patrol i nie odmówi siedzenia w jednej ławce na lekcjach. Ale, skoro nie chciała, by ktokolwiek się zorientował, bez wątpienia będzie musiała się poświęcić i spędzić z nim większość dnia tak, jak to zazwyczaj robiła, z racji pełnionej funkcji.
Kiedy byli już ubrani, a łazienka została za nimi, nie miał nic przeciwko temu, by się doń przyklejała. Czuł się o wiele pewniej i wiedział, że w tej chwili nic jej nie grozi z jego strony. Oczywiście wiemy o czym mowa...
Objął ją ramieniem i nawet uśmiechnął się w ten typowy dla siebie sposób. Nawet nieco poprawił się mu humor, gdy, niemalże kopniakiem, przegonił dwójkę Gryfonów pożerających się wzajemnie w sali wejściowej. Amelka nie miała do tego głowy, za to on z wielką chęcią odjął kolejne pięć punktów i zagroził im szlabanem. Jeszcze chwila, a Gryffindor naprawdę pozostanie bez punktów!
Ślizgon przez dłuższą chwilę nie odpowiadał na jej pytanie, wpatrując się przed siebie. Wreszcie odchrząknął cicho i spojrzał na nią kontem oka.
- Chciałem usłyszeć kim jestem... - zaczął. - dla ciebie - dokończył nieco ciszej.
Cieszyło go to, że ta typowa Amelia wracała, a jednak coś w tej Amelce z łazienki było, czego bez wątpienia będzie mu jutro brakować. Czego zaczyna mu brakować już w tej chwili, ale nie był sobie tego w stanie wytłumaczyć.
- Ale nie musisz odpowiadać - dodał pospiesznie.
Kiedy zamknął za sobą drzwi pokoju, natychmiast skierował swe kroki w stronę łóżka. Ciekawym było, że Radleya nie ma w pokoju, ale w tej chwili dziękował za to Merlinowi. Machnął różdżką w stronę drzwi, uznając, że jeśli chłopak w ogóle zechce wrócić do pokoju będzie musiał pocałować klamkę, bo on - Victor - wcale nie ma zamiaru go tu dzisiaj wpuszczać.
- Nie musisz znikać - powiedział, siadając na łóżku i pokazując jej, żeby także usiadła.
On nie wypraszał dziewczyn delikatnie. On po prostu je wykopywał ze swojego dormitorium. Ale Amelii to nie dotyczyło. Ona była jego gościem, a nie kolejną panienką do towarzystwa. I całkiem przyjemnie by mu było, gdyby obudził się rano i zobaczył ją przy swoim boku.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Wto 23 Lut - 22:13

Jeśli tylko to go martwiło, to mógł spać spokojnie - o ile dzisiaj Amelia pozwoliła sobie na cuda niewidy, o tyle jutro nie zamierzała serwować mu już takich wyskoków, przynajmniej jeśli będą znajdować się wśród świadków. Zdawała sobie sprawę, że będzie musiała znosić jego obecność obok siebie i na posiłkach i na lekcjach, a po nich wybrać się z nim na patrol, ale taki scenariusz bynajmniej nie budził w niej niechęci czy obrzydzenia, wręcz przeciwnie. Jeśli tylko Victor nie zamierzał (tak, wiemy że nie zamierzał, Amelka nadal nie wie) traktować jej jak puszczalskiej dziwki, wszystko mogło być w porządku.
Zaśmiała się, widać jego poczynania względem Gryfonów, którzy zwiewali, że aż się za nimi kurzyło. Ona zawsze starała się zachować pozory uprzejmości, jeśli nie ze względu na swoją pozycję w szkolnej hierarchii (ktoś zaprzeczy, że była na samej górze?) to ze względu na swoje dobre maniery i wychowanie.
- Jakby cię to obchodziło - prychnęła machinalnie, nim zdołała ugryźć się w język, potem jednak posłała mu przepraszające spojrzenie.
Przygryzła dolną wargę, przez dłuższą chwilę nie odpowiadając na jego pytanie. Tak na dobrą sprawę, do tej pory nigdy nie zastanawiała się, kim Victor dla niej jest, nie widziała takowej potrzeby. Spędzali razem dużo czasu, zdołała się przyzwyczaić do jego czasami prostackiego zachowania... traktowała go jak tak zwanego przyjaciela z przywilejami. Nigdy nie zamierzała jednak pozwolić mu na coś więcej, nawet nie na tyle, co stało się dzisiejszego dnia. Nie chciała, aby coś w ich relacjach uległo zmianie, choć z chęcią wprowadziła by kilka drobnych poprawek dotyczących przywilejów, ale to dopiero, gdy opadną z niej emocje.
- Jeśli powiem, że mi na tobie zależy, wykorzystasz to przeciwko mnie? - zapytała cichutko, patrząc mu prosto w oczy. Nie, nie kochała go dobrze o tym wiedziała i on także dobrze wiedział, że nie takie przesłanie stoi za jej słowami. Nie był jej księciem z bajki i nie oczekiwała od niego... niczego, tak na dobrą sprawę. Po prostu jej na nim zależało, bez żadnych zobowiązań. Bo komuś przecież musi.
Zawahała się przez chwilę, po czym uśmiechnęła się blado, powoli podeszła do niego i osiadła mu okrakiem na kolanach, tak jak to miała w zwyczaju.
- W takim razie, nie zniknę - odparła całkiem pewnie i zupełnie niewinnie musnęła jego wargi. Cóż, najwyraźniej gdy obudzi się rano ujrzy ją przy swoim boku... a jutro niedziela.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
[You must be registered and logged in to see this link.], that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Wto 23 Lut - 23:09

Nie zamierzał, bo wiedział, że nią nie była. Nigdy, ale to przenigdy nie wyobrażał sobie, że w ogóle będzie myślał na takie tematy. To znaczy - nie w połączeniu z Amelią.
Zmarszczył brwi i uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Niby nie zadowoliła go ta odpowiedź, ale znaczyło to, że Amelka czuje się już lepiej pod względem psychicznym, a co za tym idzie - i jemu humor się poprawił.
- Obchodzi - odparł krótko.
On także do tej pory się nie zastanawiał i nie widział potrzeby by się zastanawiać, ale czuł, że po wydarzeniach z dzisiejszego wieczoru powinni sobie to jasno powiedzieć. Właściwie nie potrafił wytłumaczyć sobie dlaczego miał właśnie takie, a nie inne odczucia z tym związane. Nigdy nie zamierzał pytać o to jakiejkolwiek dziewczyny, nawet Roselyn, z którą przecież spędził już nie jedną noc. Zawsze po takiej nocy po prostu rozstawali się bez słowa i już. Przecież nie było o czym gadać, a tymczasem w tej chwili wydawało mu się, że jest to istotną sprawą, by wyjaśnić sobie parę rzeczy.
- Nie - rzucił krótko. - Pod warunkiem... - zaczął jednak ułamek sekundy później, patrząc na nią z tym swoim złośliwym uśmieszkiem na ustach. Nie chciał sprawiać, by czuła się przy nim źle, ale mimo wszystko po prostu nie mógł pozbyć się wszystkich swoich nawyków. Minimum niepewności czasem się przydaje. - że ty nie wykorzystasz przeciwko mnie faktu, że mnie także na tobie zależy - dodał po chwili przerwy i przyciągnął ją bliżej siebie, obejmując mocniej ramieniem.
On także jej nie kochał. Nie wierzył, by coś takiego, jak miłość istniała. I szczerze wątpił, by kiedykolwiek ona mogła potraktować go jak tego swojego rycerza na białym rumaku, czy księcia z bajki. On się nie nadawał na to stanowisko i już. Każdy o tym wiedział, a najlepiej ich dwójka.
Ułożył się wygodniej na łóżku, przyciągając ją do siebie i zrzucając delikatnie ze swych kolan tak, iż w tej chwili leżeli obok siebie. Położył się na boku i podparł ręką głowę, wpatrując się w nią przez chwilę.
- To dobrze - mruknął cicho, bawiąc się kosmykiem jej włosów.
Podniósł się z łóżka i podszedł do starej szafy, z której wyciągnął dwie podkoszulki. Jedną z nich podał dziewczynie, uśmiechając się łobuzersko.
- Świeżo prana - mruknął i zostawił ją na chwilę samą, wychodząc z dormitorium, by móc jej zapewnić to minimum prywatności. Dopilnował, by do pokoju nikt się nie dostał, a potem udał się do łazienki, z której powrócił chwilę później, przebrany i uśmiechnięty lekko. Ułożył się na powrót na łóżku i objął ją ramieniem, wpatrując się tym razem w sklepienie.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sro 24 Lut - 0:02

Amelia z każdą chwilą czuła się o wiele lepiej, gdyż emocje powoli opadały, a nic nie wskazywało na to, żeby Victor miał obejść się z nią tak, jak powinien. Cała złość i rozżalenie, które jeszcze niedawno zdawały się rozsadzać ją od środka, teraz wyparowywały ustępując miejsca bliżej niezbadanemu uczuciu, którego wolała nie analizować i zwyczajnemu wstydowi.
Dla niej takie wyjaśnienie spraw było bardzo istotne, w końcu jak na to nie patrzeć, było to pierwsze jej uniesienie w życiu, jednakże wrodzona duma po prostu nie pozwalała zapytać o to pierwszej. Swoje robiła też nieodłączna w tym temacie reputacja Hewsona, która w jej myśleniu odgrywała oczywistą rolę.
Słysząc dwa słowa pod warunkiem, wytaczające się z jego ust, jej oczy zrobiły się wielkie, niczym spodki, a warga delikatnie zadrżała; nie da się zaprzeczyć, iż myślała, że teraz usłyszy okropne ultimatum, którego wykonania zazwyczaj by odmówiła, a gdy dokończył... no cóż, gdyby nie resztki samokontroli, zapewne zaczęła by zbierać szczękę z podłogi.
Posłała mu pierwszy od kilku godzin radosny uśmiech i choć nie mogła powstrzymać ogromnego rumieńca na policzkach, to jej włosy wreszcie wróciły do normalnego koloru.
- Nie zamierzam - uśmiechnęła się do niego zalotnie, po czym wtuliła się w jego ramię -
I... dziękuję - westchnęła cichuteńko.
Victor mógłby ewentualnie zostać tym złym, próbującym rozbić miłość księżniczki i księcia, ale to taka moja drobna dygresja.
Mruknęła z niezadowoleniem gdy zrzucił ją ze swoich kolan, ale po chwili złapała go za koszulę i przyciągnęła bliżej siebie, by móc zająć się znów jego ustami. Najwyraźniej teraz zamienili się rolami: ona chciała więcej, on ją stopował, zabawne.
- Zawsze możesz mi przynieść śniadanie do łóżka - przygryzła dolną wargę i zachichotała wyobrażając sobie Hewsona z tacą, w stroju kelnera - Dobrze, już nie przesadzam.
Wolałaby nie praną koszulkę, która pachniała nim, ale tego nie ośmieliła powiedzieć na głos. Z resztą, całą noc będzie miała jego przy sobie, to o wiele lepsze. Gdy zamknęły się za nim drzwi, zdjęła sukienkę i biustonosz, ułożyła je na krześle, aby czasem się nie pogniotły i zostając tylko w skąpych figach (wolała nie ryzykować) wciągnęła przez głowę jego koszulę i w kilku zwinnych susach znalazła się na, a raczej w jego łóżku, pod cieplutką kołderką. Gdy Victor już położył się obok niej, bezceremonialnie zarzuciła na niego jedną nogę, wtuliła głowę w okolice obojczyka i przylgnęła doń mocno.
- Gdyby ktoś dziś rano powiedział mi, że walentynkową noc spędzę z tobą, to chyba bym go wyśmiała - powiedziała całkiem poważnie, zaczynając dłonią błądzić po jego klatce piersiowej.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
[You must be registered and logged in to see this link.], that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Sro 24 Lut - 0:24

On także czuł się o wiele bardziej rozluźniony, niż by pomyślał, że może być tuż po takich zajściach... Widział, że dziewczyna mu ufa, choć nie powinna. Dodatkowo go to dziwiło - nie dość, że była Ślizgonką to jeszcze Amelią Golightly i taka ufność, żeby nie powiedzieć naiwność nie były do niej podobne. Ale na całe szczęście akurat w tym przypadku nie było to dla niej groźne. Zresztą, nie sądził, by był jakikolwiek inny przypadek, dlatego był całkowicie spokojny. Gdyby znalazł się ktoś inny, kto mógłby zrobić jej w jakikolwiek sposób krzywdę, bez wątpienia nie byłby tak spokojny, jak w tej chwili. I ciekawiło go, skąd brała się ta nienaturalna troska...
Wiedział, że dokładnie tak to odbierze i dlatego zaśmiał się, widząc jej nieme zdumienie.
- Nie ma za co - odpowiedział.
Uważaj, bo naprawdę zostanie i co wtedy? Chociaż on akurat wolałby nie dzielić się nią z nikim, więc z całą pewnością po prostu usunąłby księcia ze swojej drogi tak, by nieć wolne pole do manewru. Ostatecznie, wiadomo było, że jest zdolny do usuwania konkurencji...
Oddał pocałunek z lubością i mruknął cicho. Tak, bardzo zabawne. Szczególnie, że musiał wykrzesać z siebie naprawdę wiele, by móc ją stopować i być tym, który niby nic więcej nie chce. Bo oczywistym było, że chciał. To znaczy... No właśnie - chciał, ale nie chciał. Pokrętne? Po prostu nie uważał, by Amelia była w tej chwili gotowa. Mogło jej się wydawać, że chciałaby czegoś więcej, ale w rzeczywistości wcale tak nie było. I właśnie to go powstrzymywało.
- Mogę, ale tego nie zrobię - od tego mamy służbę - mruknął i wcale nie miał tu na myśli skrzatów, tylko jakiegoś pierwszo-, czy drugoklasistę, którego rano wyśle po śniadanie.
Ale on nie wiedział o tym, że wolałaby nie praną. Jemu wydawało się, że nie będzie chciała przyjąć nawet tej. Zresztą, dzisiaj chyba już nic nie było w stanie go zaskoczyć. Gdyby w tej chwili do jego dormitorium wpadł sam Czarny Pan i oświadczył, że powrócił i właśnie teraz zamierza wcielić go w szeregi swoich śmierciożerców wcale by się nie zdziwił. To był wyjątkowy wieczór, ot co!
Delikatnie przesunął dłonią po jej szczupłej nodze, zatrzymując się na udzie i nie śmiąc posunąć się ani o centymetr dalej, po czym uśmiechnął się do niej z wyjątkową czułością.
- Gdyby ktoś mi powiedział, że zechcesz ze mną spędzić walentynkową noc, to potraktowałbym go Cruciatusem, sądząc, że mnie w buca robi - odpowiedział, czując, że na jego ciele pojawiła się gęsia skórka, wywołana jej delikatnym dotykiem.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sro 24 Lut - 0:50

Nigdy nie cechowała jej ani ufność, ani naiwność a teraz demonstrowała obie te cechy w stosunku do Hewsona, i gdyby nie ta jego nienaturalna troska już dawno zamknęłaby się w sobie, a jej dalsze życie erotyczne stanęłoby pod znakiem zapytania, jeśli w ogóle otrzymałoby jakąś szansę zaistnienia. Po za tym, Amelia nie należała do ludzi, których łatwo zranić, o czym przekonało się wielu jej przeciwników w Hogwarcie, kiedy starając się ograniczyć jej władzę, zostawali brutalnie usadzeni na miejsce. A Victor dostał możliwość skrzywdzenia Amelki do ręki i z niej nie skorzystał, za co była mu cholernie wdzięczna.
Wtedy mogłoby być naprawdę śmiesznie. Choć wcale nie uważam, że panna Golightly byłaby zadowolona, gdyby Victor nie chciał się z nikim dzielić, usuwał książęta z drogi, jeszcze najlepiej przywiązał ją do siebie, a sam nadal prowadziłby swój hulaszczy tryb życia. Nie, Amy zadowolona by nie była i z pewnością by na to nie przystała, ot co.
Nie, nie - Amelia wiedziała, że nie jest gotowa, nadal marzył jej się książę z bajki i romantyczny nastrój, a jednocześnie chciała Victora, najlepiej tu i teraz. Kolejna pokrętna sprawa. Nie łudziła się, że powstrzymywanie się i jej przy okazji przychodzi mu łatwo, szczególnie, że sama miała problemy z zachowaniem swoich pragnień na wodzy. Wiedziała, że będzie żałować i tylko to ją powstrzymywało.
- Och, to nie będzie to samo, ale perspektywa zjedzenia z tobą śniadania w łóżku jest tego warta - wymruczała mu do ucha, delikatnie przygryzając jego płatek. Tak, dawna Amelia wracała na swoje miejsce, a przynajmniej udawała, że wraca. Miała tylko nadzieję, że Victor nie zauważy częściowej gry.
Zamruczała lubieżnie, gdy przesunął dłonią po jej nodze i bynajmniej nie protestowała, gdy zatrzymał ją na udzie. Nie miała nic przeciwko, by została tam nawet całą noc. Szczególnie, iż ta czułość, którą okazywał jej na każdym kroku niebywale jej się podobała.
- A gdybym to była ja? - zapytała przekornie, nie przestając wodzić palcem po jego klatce piersiowej - Ta koszulka jest niepotrzebna - oznajmiła cichuteńko, wręcz szeptem, delikatnie skubiąc materiał jego bluzki.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
[You must be registered and logged in to see this link.], that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Sro 24 Lut - 1:18

I powracamy w tym momencie do cech, które Victor najbardziej w niej lubi - siła i stanowczość. Doskonale wiedział, że nie jest dziewczyną, którą złamać można byle czym. Choć z drugiej strony w tej chwili przeczyła samej sobie takim, a nie innym zachowaniem. Wiedział jednakże, że i sytuacja była niecodzienna, więc nie może od niej wymagać, by zachowywała się tak, jak Amelia Golightly zwykła się zachowywać. On sam w tej chwili średnio przypominał samego siebie, więc nie było o czym mówić.
Tak, mogłoby, ale nie będzie. Bo to jest zwykłe teoretyzowanie, a nie prawdziwe plany Victora, czy Amelii. On nie zamierzał włazić jej w życiorys z buciorami i usuwać tego jej księcia z bajki, bo jeśli by sobie kogoś znalazła i stwierdziła, że właśnie z nim chce spędzić resztę życia nie zamierzał niszczyć jej związku. Nie, to by zupełnie nie było do niego podobne. Owszem, uwielbiał kobiety i uwielbiał kiedy mógł zaliczać wszystkie po kolei, ale nie zwykł rozwalać cudzych związków, bo nie widział w tym niczego pociągającego. No, chyba, że ktoś stanowczo za bardzo zalazł mu za skórę to co innego...
- Cudownie - powiedział całkiem szczerze, choć jego zasób słów powoli się wykańczał.
Ziewnął przy tym przeciągle, spoglądając na nią przepraszająco. Oj, chyba zaczynamy być już zmęczeni...
- Gdybyś to była ty, to bym uznał, że jesteś pod wpływem Imperiusa - odparł znów szczerze.
Zdjął podkoszulkę, zrzucając ją na podłogę, a potem, korzystając z okazji, że się podniósł, zgasił świece, palące się w pokoju i zasłonił kotary, ponownie układając się obok dziewczyny. Pochylił się nad nią, całując ją namiętnie, a jego dłoń znów wylądowała na jej udzie. Wodził delikatnie po nim opuszkami palców, palce drugiej ręki wplatając w jej włosy.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sro 24 Lut - 2:23

Może i przeczyła sama sobie, jednakże nie należy zapominać, iż sytuacja, w której się znaleźli była dla niej nie dość, że zupełnie nowa, to jeszcze bardzo ważna - Victor zaliczał panienki po kolei, dla niego była to codzienność, choć może odrobinę ubarwiona i nie sposób, by zrozumiał jeszcze nietkniętą dziewicę. A zwłaszcza taką dziewicę jak Amelia, która posiadała żelazne zasady dotyczące swojego pierwszego razu.
Najpierw musiała sobie znaleźć tego księcia z bajki, co jak już zdążyła się przekonać, nie było takim łatwym zadaniem. W każdym potencjalnym kandydacie potrafiła odnaleźć tyle wad, że prędzej czy później (zazwyczaj prędzej) rezygnowała. A jeśli znalazłby się jakiś pan, na którego wady postanowiłaby przymknąć oko, to musiał jeszcze przypaść do gustu Rose.
Zaśmiała się jedynie i delikatnie pogłaskała jego pokryty kilkudniowym zarostem policzek. Ona nie była zmęczona, z resztą, szczerze wątpiła czy od nadmiaru wrażeń da radę zasnąć tej nocy.
- Chyba całkiem słusznie - skwitowała.
Kiedy już ponownie ułożył się obok niej, powróciła do poprzedniej pozycji, choć tym razem mogła wtulić głowę w jego nagą klatkę piersiową, co było dla niej niewątpliwie przyjemniejsze, oczywiście uprzednio chętnie oddając pocałunek.
- Dobranoc, Victorze - szepnęła, delikatnie muskając ustami jego wargi - I nie przestawaj - dodała jeszcze cichutko, wygodnie układając na nim głowę.
Ukołysana jego biciem serca (które o dziwo miał) i delikatnymi pieszczotami, nim zdołała się zorientować zapadła w błogi sen. Co też jej się tej nocy śniło, chyba mówić nie trzeba, ale drobne westchnienia: Victor, które od czasu do czasu wydobywały się z jej usteczek, mówiły same za siebie.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
[You must be registered and logged in to see this link.], that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Sro 24 Lut - 2:40

Victor o tym wiedział i, mimo, że pozował na totalnego drania bez serca i jakichkolwiek pozytywnych uczuć, to faktem było, że nie dość, że uczucia jakieś tam posiadał to na dodatek naprawdę był wystarczając inteligentną osobą, by móc zrozumieć to, co czuła. Widział wiele dziewczyn i to nie tylko tych, które miały za sobą już swój pierwszy raz. Bywały i dziewice, dlatego też domyślał się, co też ona może czuć - bo o ile Amelia nie mówiła wiele o tym, co się w niej działo, o tyle tamte potrafiły opowiadać mu o tym bez przeszkód, wręcz zamęczając swoimi uczuciami, o których on nie chciał słuchać. Paradoksalnie w tej chwili posłuchałby z chęcią, bo uczucia Amelki nie były mu obojętne.
A do gustu Rose niewielu mogło przypaść, co sprawiało, że cała sprawa była jeszcze trudniejsza, niźli uprzednio można było pomyśleć. Stawało się wręcz nierealnym znalezienie człowieka, który nie dość, że odpowiadałby Amelii, to na dodatek przypasowałby do kryteriów Roselyn, pod pewnymi względami bardziej wymagającej, niż jej przyjaciółka...
- Dobranoc, Amelio - szepnął, przytulając ją do siebie.
Nie przestawał tak, jak prosiła, choć jego pieszczoty po pewnym czasie stały się coraz delikatniejsze i rzadsze. W efekcie po pewnym czasie nawet przestał słyszeć jej ciche westchnięcia. Albo ich zabrakło, albo to on zasnął, nie słysząc już niczego.

Rano zniknął na chwilę, nim dziewczyna zdążyła się obudzić, a gry wrócił nadal spała. Ułożył się przy niej i poczekał aż się obudzi. Kiedy tylko się to stało, przywitał ją czułym pocałunkiem, a po chwili usłyszał pukanie do drzwi. Podszedł do nich, odebrał tacę ze śniadaniem i wrócił do łóżka, układając ją przed dziewczyną. Zajął się swoją kawą, przyglądając się, jak Amelia zajda się ciepłymi bułeczkami.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 25 Lut - 1:32

Amelia nie miała ochoty otwierać oczu; wtuliła się jeszcze bardziej w osobę leżącą obok niej i już miała zamiar zasnąć, kiedy jej nozdrza wyczuły wodę kolońską nikogo innego, jak Victora Hewsona, a ona zorientowała się, że wcale nie leży we własnym łóżku. Uchyliła powiekę i w jednym momencie zdarzenia z wczorajszej nocy nabrały wyrazów i kształtów, a na jej policzkach wykwitł rumieniec. Oczywiście odwzajemniła pocałunek, z resztą nie bez przyjemności i mruknęła z niezadowoleniem, gdy podszedł do drzwi, by odebrać śniadanie.
Najpierw zabrała się za bułeczki, jednakże gdy tylko spostrzegła kawę w jego rękach, oczy jej zajaśniały.
- Masz kawę! - oświadczyła, ujmując jego rękę w swoje dłonie, przysuwając filiżankę do swoich ust i upijając z niej łyk napoju, po czym bezceremonialnie zabrała mu ją, uśmiechając się zadziornie.
Ranek bez kawy to ranek nie udany!


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
[You must be registered and logged in to see this link.], that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Czw 25 Lut - 1:39

Victor przewrócił oczami, widząc, jak jego własna kawa znika z jego własnej ręki. Prychnął cicho pod nosem, a potem ziewnął przeciągle - jeżeli nie wypije kawy (a nie wypije jeśli Amelia mu jej nie odda, bądź nie uda się do Wielkiej Sali, przy czym nie może liczyć ani na jedno, ani na drugie) to będzie dzisiaj nie do zniesienia i wymorduje połowę szkoły.
- Amelia! - jęknął, wpatrując się w nią błagalnie. - Umrę bez kawy - dodał płaczliwym głosem.
Mimo wszystko czuł się dzisiaj naprawdę świetnie. I mimo, że wcale nie miał doskonałego humoru (mógłby być lepszy, gdyby nie fakt, że wciąż obawiał się, że dziewczyna może go inaczej traktować po tym, co się wczoraj wydarzyło) wydawało mu się, że mógłby góry przenosić. I nie miał pojęcia z czego się to brało. Ale być może powodem była jej osoba przy jego boku i fakt, że spędziła z nim noc. Co z tego, że oboje byli choć po części ubrani? Fakt był taki, że do tej pory nigdy nie pozwalała mu spać przy swoim boku, a tymczasem wczoraj sama o to poprosiła. I był niezwykle zdziwiony faktem, że sprawiło mu to tak ogromną przyjemność. I wcale nie zależało mu na niczym więcej! Oj, Victorze, coś z tobą jest nie tak...
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 25 Lut - 1:59

Dopóki Amelia znajdowała się w tej drugiej połowie, zapewne niewiele by ją to obchodziło. W każdym razie, jeśli ona nie wypije z rana kawy, będzie marudzić przez cały dzień, co w połączeniu z wydarzeniami poprzedniego wieczora może się nie zakończyć szczęśliwie.
- Wyobraź sobie, że ja też - mruknęła, po czym niechętnie przysunęła się do niego i podstawiła mu filiżankę pod usta, aby mógł się napić. Jaka ona łaskawa, częstuje go jego własną kawą! - Pół na pół - zastrzegła jeszcze, choć pozwoliła sobie na rozbawiony uśmiech - Masz może fajki? - zapytała, dłonią tłumiąc ziewnięcie.
Samopoczucie Amelii również nie było takie złe, jak wczoraj myślała i choć nadal czuła przeolbrzymi wstyd oraz częściowo udawała typową swobodę w zachowaniu w stosunku do Victora, to naprawdę nie żałowała tego, co zaszło między nimi. Po wczorajszej histerii nie zostało nawet śladu, no może poza odrobiną dyskomfortu. Nigdy mu na to nie pozwalała, gdyż po pierwsze: nie potrzebowała tego, a po drugie: zawsze, gdy nadarzała się taka okazja, on akurat był pijany, a jej po prostu nie uśmiechało się spanie obok faceta w stanie upojenia, który myśli jak tu dobrać się do jej majtek. Teraz wszystko przedstawiało się zupełnie inaczej, zwłaszcza po tym, co sobie wczoraj powiedzieli.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
[You must be registered and logged in to see this link.], that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Czw 25 Lut - 2:07

Cóż, wątpliwe, by kiedykolwiek znalazła się w tej połowie, którą miał zamiar wymordować. A biorąc pod uwagę groźbę jej złego humoru chyba jednak lepiej, że to ona ma tą kawę. On co najwyżej wybije wszystkie szlamy, a potem pójdzie siedzieć do Azkabanu, gdzie także będzie domagał się kawy, bo jest rozpieszczonym arystokratą, który kawę powinien dostawać co rano do łóżka. Ale przywykł już do tego, że nie jest w domu, a tutaj nikogo nie obchodzi fakt, że on bez kawy funkcjonować nie może, a fatygowanie się do Wielkiej Sali jest mu bardzo nie na rękę...
- Zgoda - mruknął i upił łyka ciepłego płynu.
Przynajmniej tyle no!
Ziewnął szeroko i pochylił się nad nią, sięgając do swojej szafki. Pogrzebał w niej chwilę i podał jej paczkę papierosów. Sam także jednego zabrał i zapalił pospiesznie, mając nadzieję, że przynajmniej to mu wystarczy, skoro nie może mieć pełnej filiżanki parującej kawy.
Cóż, Victor pijany bywał dość często, a więc sytuacje te zdarzały się nie raz i nie dwa. No i fakt - wtedy sytuacja pomiędzy nimi była odrobinę inna.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 25 Lut - 2:38

Cóż, Amelka nie pozwoliłaby mu trafić do Azkabanu, w końcu już nie raz i nie dwa powstrzymywała go przed zbyt drastycznym wyżywaniem się na mugolakach, a w takiej sytuacji zapewne wytrąciłaby mu różdżkę z ręki. W końcu dlaczego czystokrwiści czarodzieje mają siedzieć w więzieniu za taka ścierwa, które i tak będą pałętać się po świecie? Nie warto poświęcać życia dla takiego robactwa.
Cmoknęła go czule w policzek i odpaliła papierosa, mocno zaciągając się dymem. Chyba właśnie tego potrzebowała, szkoda, że nie pomyślała o tym wczoraj. Westchnęła cicho, sięgnęła po jeszcze ciepłą bułeczkę, podsuwając równocześnie tacę Victorowi, po czym ugryzła ugryzła mały kęs swojej - Masz - Widząc jego mrukliwe zachowanie oddała mu kawę, obiecując sobie, że jeszcze przed lekcjami każe komuś przynieść sobie pełną filiżankę. I to tej czekoladowej, nie czarnej.
- Wpadniesz dzisiaj po mnie o dziewiątej? - zapytała, starając się, aby jej głos brzmiał naturalnie, co niestety osiągnęło odwrotny efekt. I wcale nie chodziło o to, że nie miała ochoty iść dziś z nim na patrol, po prostu im bardziej chciała udawać, że nic się nie stało, a to co wydarzyło się minionego dnia nic dla niej nie znaczy, tym mniej jej to wychodziło.
Przeciągnęła się rozkosznie, po czym roztrzepała dłońmi włosy, które przez noc zdołały wrócić do całkowicie naturalnego koloru. I dobrze. Nawet oczy zdawały się być bardziej niebieskie i szare, choć nadal sporo brakowało im do typowej intensywnej barwy, ale o tym na razie Mela wiedzieć nie mogła - jak dorwie lustro, wtedy zacznie się martwić.
- Już dawno się tak nie wyspałam, chyba będę spać tu częściej - oznajmiła uśmiechając się do niego - No i Rose nie serwuje mi śniadań do łóżka


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
[You must be registered and logged in to see this link.], that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Pią 26 Lut - 23:58

Owszem - nie warto. Ale nie zmieniało to faktu, że w Victorze obudziła się dziwna rycerskość względem Amelii, której nie umiał wytłumaczyć i tak naprawdę wcale nie chciał. Bo go przerażała i już. I jeśli ktoś zechciałby w jakikolwiek sposób ją skrzywdzić miał zamiar po prostu posłać go na tamten świat. Ostatecznie może uda mu się wymyślić jakąś mega intrygę, dzięki której zamiast niego pójdzie siedzieć jakaś inna szlama...
Uśmiechnął się, gdy poczuł dotyk jej ust na swoim policzku i w tym samym momencie zdał sobie sprawę z tego, że nadszedł czas na użycie golarki. Fe, mugolskie wynalazki, ale cóż - mus, to mus...
Odsunął od siebie tacę z jedzeniem, krzywiąc się lekko, za to z ogromną chęcią odebrał od niej swoją kawę.
- Przecież wiesz, że nie jadam śniadań - mruknął, patrząc na nią z wyrzutem - od sześciu lat siadają obok siebie na stołówce, a ona do tej pory nie zauważyła, że on nic na śniadanie nie zjada, wypijając za to podwójną porcję kawy!
- Wpadnę - odpowiedział krótko, uśmiechając się jeszcze szerzej.
Wiedział, że z całą pewnością nie przychodzi jej to łatwo, dlatego też chciał ułatwić jej te, zwyczajowe dla nich, czynności i nie dał po sobie znać, że coś jest nie tak. Że zauważył tę dziwną nutkę w jej głosie.
Przyjrzał się dziewczynie z błyskiem w oku. Musiał przyznać, że dzisiejszego poranka wyglądała lepiej, niż kiedykolwiek indziej. Nie do końca wiedział, co jest tego przyczyną, ale nie zmieniało to faktu, że coś dodawało jej uroku. Może ta przydługa, męska koszulka...?
- Progi mojego dormitorium stoją zawsze dla ciebie otworem - odpowiedział, skłaniając jej się lekko, niczym gentleman i uśmiechając szeroko.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sob 27 Lut - 3:32

Nie sądzę, aby ktoś planował w jakiś sposób zranić Amelię, zwłaszcza, iż należała do wąskiego grona osób, które naprawdę ciężko skrzywdzić, a tak naprawdę jej jedynym słabym punktem była ta przerażająca wiara w miłość oraz seks z miłości. Poza tym, taka osoba musiałaby być albo głupia albo mieć skłonności samobójcze - albo jedno i drugie, jak ci Gryfoni, z którymi obiecał rozprawić się Victor, nim ich rozmowa zeszła na inny tor. Mimo to, dobrze wiedzieć, że komuś jednak zależy na niej, a nie na jej pozycji w społeczeństwie i że ktoś w krytycznej sytuacji byłby gotów zachować się tak, jak należy.
- Przecież wiesz, że piję kawę na śniadanie - odwróciła kota ogonem, a nie mogąc znieść spojrzenia Victora, po prostu wbiła wzrok w okno. Skoro od sześciu lat siadają razem na posiłkach, on również powinien zdawać sobie z tego sprawę. Owszem, wiedziała, że chłopak nie jada śniadań, ale dziwnie czuła się, jedząc przy nim i liczyła, że może dziwnym trafem się skusi - Dzisiaj są walentynki - zauważyła, w duchu kpiąc z zaistniałej sytuacji. Nigdy nie myślała, że będzie musiała na siłę podtrzymywać rozmowę, zwłaszcza z Hewsonem, z którym na co dzień rozmawiało jej się bardzo łatwo. Uporczywe milczenie ją dobijało, musiała skupić na czymś myśli, a jeśli nie będzie to pogawędka to prędzej czy później zajmie jego usta czymś innym. Albo po prostu wywlecze na światło dzienne wszystkie skrzętnie skrywane w sobie uczucia.
Och, w przydużej męskiej koszuli prezentowała się nadzwyczaj dobrze i mówiąc szczerze, to już kombinowała jakby tu ją ukraść Victorowi, szczególnie, że spało jej się w niej nadzwyczaj dobrze(choć mogła to być również kwestia czegoś innego, ale tego Mela nie dopuszczała do świadomości) i o wiele wygodniej niż w jej satynowych, eleganckich i krótkich koszulach.
- Uważaj, bo tu zamieszkam i będę cię kopać w nocy już do końca twojego marnego żywota - zaśmiała się, choć jej wzrok mówił sam za siebie: Kim jesteś i co zrobiłeś z Victorem Hewsonem! A najgorsze, że ta nowa wersja Ślizgona zaczynała się jej podobać.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
[You must be registered and logged in to see this link.], that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Sob 13 Mar - 14:51

Przede wszystkim, należy zacząć od tego, że już sami ci Gryfoni mogą być naprawdę niebezpieczni... Victorek doskonale wiedział, co takie typki mogą sobie myśleć i co mogą zamierzać z nią zrobić, a na to by nie pozwolił. Czemu? Cóż, jeśli chodzi o mnie - mam na ten temat swoje zdanie, jako obiektywny narrator, ale jeśli chodzi o niego, a konkretniej to, co powiedziałby, gdyby ktokolwiek zadał mu to pytanie - dla własnych korzyści. I mniejsza z tym, że tak naprawdę myślał inaczej i czuł inaczej, ale przecież nigdy w życiu nie przyznałby się do tego, że może mu na czymś lub, co gorsza, na kimś zależeć!
No i należy pamiętać, że Ślizgoni są potworami, wężami, bazyliszkami i czym tam sobie jeszcze chcecie, ale nie zmienia to faktu, że w stosunku do swoich są lojalni. Oczywiście, żaden z nich się do tego nie przyzna, ale w tym momencie powrócilibyśmy do wcześniejszego wątku i musiałabym się powtarzać, a po co? Po prostu Ślizgoni zawsze wstydzili się ludzkich uczuć i tego, że takie posiadają, więc nic w tym dziwnego...
- Przecież wiesz, że jestem cholernym egoistą - odburknął, sięgając jednak po ciepłą bułeczkę i odgryzając jej kawałek.
Smakowała całkiem nieźle, a jego żołądek dziwnym trafem nagle zaczął domagać się posiłku. No i co z niego zrobiła ta dziewczyna?
Jeśli chodzi o zajmowanie ust Victora to nie sądzę, by mogło mu to przeszkadzać. Co do tego drugiego - nie jesteśmy pewni... Mógłby się jeszcze biedaczyna przestraszyć...
- Nienawidzę walentynek - ziewnął i przeciągnął się, by po chwili dokończyć bułkę i sięgnąć po następną - są cholernie przereklamowane - dodał.
Bo na co komu były walentynki? To święto zakochanych, a on przecież nigdy i w nikim nie zamierzał się zakochać. Chyba, że mamy na myśli te wszystkie pannice, które w nim są śmiertelnie zakochane, ale to przecież inna sprawa, jego zupełnie nie dotycząca (nie pojmiecie jego pokrętnej logiki - nawet się nie starajcie...). Co go obchodziło stadko rozhisteryzowanych dziewcząt, skoro nie zamierzał żywić do nich żadnego głębszego uczucia. No, chyba, że myślimy o tym, towarzyszącym głębokiej penetracji, ale też wątpię by o to chodziło w walentynkach...
Victorek wcale nie zamierzał prosić ją o oddanie tejże koszuli. Miał ich wiele i nie przywiązywał wagi do ich ilości. Co prawda ta, którą aktualnie miała na sobie Amelia należała do grona jego ulubionych (a trzeba wam wiedzieć, że grono owo liczyło zaledwie trzy podkoszulki), ale to już szczegół.
- Na to kopanie się nie zgodzę, ale pierwsza część wypowiedzi wielce mnie zaintrygowała - kontynuuj... - wyszczerzył się do niej.
Co gorsza - jemu też zaczynała się podać jego nowsza wersja...
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sob 13 Mar - 16:25

Nie przesadzajmy - myśleć owszem mogli wiele, snuć wybujałe plany na przyszłość również, ale Amelia doskonale wiedziała, że takie typki są mocne tylko w gębie, a poza idiotycznymi i obleśnymi tekstami, którymi raczyli ją od czasu do czasu, nie byliby w stanie zrobić nic więcej. Właśnie z tego powodu panna Golightly nie zawracała sobie nimi główki, choć nie ukrywajmy, że miała szczerą ochotę pokazać im, gdzie jest ich miejsce. Śmiem ośmielić się stwierdzić, że Victor już powiedział komuś, że mu na nim zależy, a ten ktoś właśnie siedział obok niego na łóżku i pochłaniał swoją bułeczkę. W przeciwieństwie do innych dziewcząt w jej wieku nie musiała się martwić, że pójdzie jej to w biodra, ha!
Cóż, teraz gdy sytuacja pomiędzy Ślizgonami a innymi uczniami zdawała się być jeszcze bardziej napięta, niż przed działalnością Czarnego Pana, mieszkańcy Domu Węża stali za sobą murem, nawet jeśli nie zawsze się do tego przyznawali. Bo przecież nie o rozgłos w tym wszystkim chodzi, prawda? Liczne scysje, w szczególności z Gryfonami zrobiły swoje.
- Wiem, pokazujesz to na każdym kroku - odparła uśmiechając się, po czym pochyliła się w jego stronę i cmoknęła go w policzek. Nigdy jeszcze nie widziała Victora jedzącego śniadanie i musiała przyznać, że był to zaiste ciekawy widok.
Co zrobiła z nim, co zrobiła ze sobą - wszystko jedno. Gdyby jakaś postronna osoba postanowiła tu teraz zajrzeć, zapewne stwierdziłaby, że albo czegoś się naćpali, albo odgrywają niezłą komedię.
Mógłby się przestraszyć, ale prawdopodobieństwo, że Amelka zrobi właśnie to drugie było znikome. W swoich oczach upokorzyła się już wystarczająco, nie miała zamiaru wchodzić do wykopanego przez siebie grobu. A nad zajmowaniem jego ust czymś innym można pomyśleć, na razie jednak oboje zajmowali się bułeczkami.
- Daj spokój. Zasypie nas morze sów i listów w różowych kopertach, a jeśli ktoś i w tym roku wyczaruje mini orkiestrę włóczącą się za mną krok w krok i grającą rzewne, mugolskie piosenki miłosne, to chyba znajdę delikwenta i ucałuję go. Tak jak dementorzy. Powiedz, czy to nie cudowne święto? - oczywiście, że ironizowała, choć zdarzało się jej to niezwykle rzadko. Nie przepadała za walentynkami, a że jeszcze nie znalazła swojego księcia z bajki, czuła się zupełnie usprawiedliwiona.
- No wiesz, dzielenie dormitorium z czterema dziewczętami, z których żadna nie przynosi mi śniadania do łóżka i nie pachnie tak ładnie nie umywa się do tego - nie sprecyzowała już jakiego tego - Poza tym, przypuszczam, że gdybym tu jednak spała, zadbałbyś o to, żeby twoi lokatorzy się wyprowadzili, więc nikt nie budziłby mnie porannymi krzykami o jakimś głupim pryszczu, czy zgubionym bucie. Ale skoro kopanie w nocy ci nie odpowiada... - wzięła od niego kawy, upiła jeszcze łyczek uśmiechając się przepraszająco i oddała mu filiżankę.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
[You must be registered and logged in to see this link.], that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Sob 13 Mar - 20:06

Nie zapominajmy tylko o tym, że alkohol w połączeniu z gryfońską odwagą może dać kiepską mieszankę, bo o ile taki ktoś, jak Victor - stuprocentowy Ślizgon - jest w stanie powstrzymać samego siebie nawet pod wpływem i nie wziąć tego, co sobie upatrzył siłą, o tyle stuprocentowy Gryfon może nie zapanować nad samym sobą, a to już samowi zagrożenie dla kogoś takiego, jak Amelia...
To, że powiedział o tym Amelce to inna sprawa - ona nie miała penisa i nie mieszkała z nim na stałe w dormitorium. No i, tak całkiem przy okazji, nie wykazywała się męską logiką i sposobem myślenia właściwym dla tej odmiany homo sapiens, a co za tym idzie - stanowiła oddzielny rozdział dla Victora i mogła wiedzieć takie rzeczy.
Zrobiły bardzo wiele. Bo nawet, jeśli któryś ze Ślizgonów nie popierał Czarnego Pana to i tak stał murem za resztą swojego domu. I był posądzany o to, że polityka Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać całkowicie mu się podobała. Mógł zaprzeczyć, nie? Mógł się wyprzeć, ale po pierwsze - naraził by się reszcie Ślizgonów, a po drugie - wolał jednak być lojalnym, choć nawet w myślach tego słowa nie używał.
- Cieszę się, że masz tak wyborową pamięć, ma chérie - mruknął, również się uśmiechając i w odpowiednim momencie odwracając głowę w taki sposób, że w ten policzek to tak nie do końca trafiła, bo bardziej były to usta, ale przecież oni nie zawracają sobie głowy takimi sprawami, no nie?
Ktoś, kto by tu wpadł najprawdopodobniej poleciałby po Snape'a z okrzykiem "Panie profesorze! Ktoś wypił eliksir wielosokowy i udaje teraz Victora Hewsona i Amelię Golightly!". Co gorsza, sam Severus mógłby nie rozpoznać w nich swoich uczniów...
Więc się nie martwił, że będzie musiał uciekać z krzykiem, jak jakaś baba, gdy usłyszy kolejne wynurzenia Amelki. Zresztą, patrząc teraz na nią niemalże zapominał o tym, że cokolwiek między nimi się wydarzyło - znowu była nieomalże sobą!
- Czasami wolałbym być brzydkim, grubym Puchonem, o którego istnieniu nikt nie wie - no i masz kolejną szczerą wypowiedź Victorka - robi się coraz dziwniej...
- A więc uważasz, że ładnie pachnę? - Wyszczerzył się do niej, skupiając właśnie na tej części jej wypowiedzi. - A co się tyczy przeprowadzki - dałoby się załatwić... - dodał, mrugając do niej okiem. - I może przeżyłbym to kopanie - dziś nie kopałaś wcale - cmoknął ją w usta, odbierając swoją kawę i dopijając ją pospiesznie.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Sob 13 Mar - 20:44

Nie zapominajmy tylko o tym, że Gryfoni w całej tej swojej prawości rzadko kiedy piją czy łamią regulamin w celu innym, niż ratowaniu świata. Jednakże racja - Amelka nie brała pod uwagę tego, że któryś mógłby się najzwyczajniej upić i coś jej zrobić w stanie upojenia. Nie była naiwna, po prostu nie brała takiego rozwiązania pod uwagę - przecież nawet gdyby coś takiego miało miejsce, ktoś pospieszyłby jej z pomocą, prawda?
Temu niestety nie da się zaprzeczyć - Mela to stuprocentowa kobieta, o typowym kobiecym, a raczej dziewiczym (co teraz zostało odrobinę zachwiane i myśli panny Golightly niewiele wspólnego miały z myślami żelaznej dziewicy) punkcie widzenia.
Cóż, w większości Ślizgoni nie rozmawiali na te tematy, nawet jedynie w swoim gronie. W końcu ściany mają uszy, a popieranie Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać w tych czasach mogło być niebezpieczne. Zwłaszcza, że takiemu delikwentowi groził nie tylko lincz przez innych uczniów, ale również mogły go spotkać konsekwencje prawne.
Gdy nie trafiła w jego policzek, tak jak zamierzała, a jej wargi znalazły się bliżej jego, niż takie niewinny pocałunek zakładał, nawet nie zwróciła na to uwagi. Albo inaczej - zwróciła, ale nie przejęła się. Chwyciła jego podbródek pomiędzy dwa palce, podobnie jak on wczoraj ją, choć o wiele subtelniej i delikatniej, po czym odwróciła jego głowę w swoją stronę i bezczelnie go pocałowała. Nie widziała jeszcze swojego podbródka i dwóch fioletowych siniaków w miejscach, w których ją wczoraj złapał, ale ośmielę się stwierdzić, że tym również się nie przejmie, a jej stosunek do Victora pozostanie niezmieniony.
To mogło być całkiem zabawne, a Amelka z wielką chęcią zobaczyłaby minę Snape'a, chociaż po głębszym namyśle zapewne stwierdziłaby, iż nie jest to warte ryzyka. Victor mógł zapomnieć co się stało, ale niestety z Melą nie pójdzie już tak łatwo - mimo iż zachowywała się już prawie normalnie, to cóż - cały czas przeżywała to co się stało, na swój własny sposób. I zdecydowanie wolałaby o tym nie rozmawiać.
- Gdybyś był brzydkim i grubym Puchonem, o którego istnieniu nikt nie wie, to zapewne miałabym odruchy wymiotne na twój widok i nawet bym z tobą tu nie siedziała - dziwniej czy nie, Amelka nie chciała, żeby Victor był Puchonem.
- Ciężko byłoby zaprzeczyć, zwłaszcza, że teraz zapewne pachniesz mną - A ona nim i to można było pominąć - Byłoby fantastycznie. Nie kopałam pewnie dlatego, że zaskakująco dobrze mi się spało - odparła całkowicie szczerze i dokończyła swoją bułeczkę - Jednakże zejdźmy na ziemię - muszę wracać do siebie, nim dziewczyny zauważą, że nie było mnie całą noc - to mówiąc niechętnie wstała z ciepłego łóżka i podeszła do krzesła, na którym leżała jej sukienka. Nie miała zamiaru jej ubierać, ale przecież jej tu nie zostawi.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
[You must be registered and logged in to see this link.], that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Sob 13 Mar - 21:03

Ratowanie świata? Victor uważał, że Gryfoni są zwyczajnymi pozerami, którzy udają, że właśnie na tym im zależy, a tak naprawdę chcą uchodzić za wspaniałych bohaterów, w rzeczywistości w ogóle nimi nie będąc... W każdym razie, Hewson nie raz i nie dwa (a nawet nie trzy!) widział Gryfonów w akcji i był pewien, że taki jeden z drugim jest w stanie zrobić Amelce coś złego, o czym ta nawet nie myślała. Ale wtedy on na pewno będzie w pobliżu, więc wcale nie musiała myśleć - wystarczy, że on myślał.
Dlatego też Victor jej mógł spokojnie nawet się "zwierzać", ale swoim kumplom - nigdy w życiu. Gdyby poznali jakikolwiek z jego sekretów bez wątpienia musiałby ich potem zabić. Taka kolej rzeczy, niestety... Ale, że nie uważał, by warto było brudzi sobie ręce ich krwią, po prostu nie zwierzał się im i tyle. Tak było bezpieczniej.
Z lubością oddał pocałunek, wciągając ją na siebie, a co za tym idzie - zrzucając jedzenie na podłogę. Objął ją jedną ręką w pasie, podczas, gdy druga błądziła sobie swobodnie po jej pośladkach, a usta wciąż zajmowały się jej ustami. Rozmowy rozmowami, ale to zdecydowanie było ciekawsze...
Za to Vicuś był w stanie zaryzykować, ale o tym wolał raczej głośno nie wspominać.
W każdym razie, Hewson nie zapomniał. Mógłby, ale nie zapomniał i nie chciał zapominać. Bo zbyt wiele to dla niego znaczyło, by ot tak wyrzucić to z pamięci.
- Dlatego też nie jestem Puchonem, bo nie poradziłabyś sobie beze mnie - zaśmiał się, osłaniając rękami przed ciosami, które mogą za chwilę na niego spaść.
- Mów sobie co chcesz - i tak wiem, że uważasz, iż wspaniale pachnę - wyszczerzył się jeszcze bardziej i skradł kolejnego całusa.
- Mnie także się dobrze dziś spało - nie dodał już, że była to pierwsza w pełni przez niego przespana noc od niepamiętnych czasów, ale Amelia mogła się tego domyślić - zazwyczaj przecież narzekał, że źle sypia.
- A szkoda, bo na tej planecie jest całkiem przyjemnie - mruknął jeszcze, stając niebezpiecznie blisko niej i obejmując ją mocno, przyciągając stanowczo do swojego, niemal całkowicie nagiego, ciała.
Pocałował ją wyjątkowo namiętnie, a zarazem i czule, co nie do końca było do niego podobne, a potem wypuścił ze swoich objęć.
- Więc spotkamy się na najbliższej lekcji - stwierdził niechętnie, zdając sobie sprawę z tego, że wciąż są w szkole i czeka go kolejny, ciężki dzień z tymi wszystkimi okropnymi szlamami...
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Nie 14 Mar - 15:42

Jeśli Victor zamierza ją obronić, to chyba nie musiała się martwić. Gorzej, jeśli Hewsona nie byłoby wtedy w pobliżu. Mało optymistyczne.
Po części Mela mogła zrozumieć te uczucia, sama oddałaby wszystko, by nie musieć dzielić się z Rosie tym, co się stało wczoraj, ale nie ukrywajmy, że pomiędzy dziewczętami kwestia zwierzeń przedstawiała się zupełnie inaczej. Panienka Golightly doskonale wiedziała, że przyjdzie czas kiedy będzie musiała powiedzieć Roselyn - prędzej lub później, choć sama Amy zdecydowanie wolałaby tą drugą opcję.
Nie protestowała, gdy wciągnął ją na siebie i nie protestowała, gdy zaczął ją całować, a wręcz przeciwnie - z niezwykłą zachłannością oddała ów pocałunek. Początkowo położyła dłonie na jego karku, po chwili jednak zupełnie nieświadomie pozwoliła im zsunąć się niżej i błądzić po umięśnionym brzuchu Victora. Merlinie, jak ona teraz chciała czegoś więcej, niż zwykłe pocałunki! Całe szczęście, tym razem zadziałało jej światełko ostrzegawcze i ostatkami silnej woli oderwała swoje usta od jego.
- Przestań - powiedziała cicho i władczo, choć bez przekonania, na które niestety nie potrafiła się już zdobyć i odsunęła go od siebie, albo siebie od niego: w tej chwili to chyba nie ważne.
- Nie poradziłabym sobie? Oczywiście, że bym sobie poradziła. Nie potrzebuję cię - odparła chłodno i bynajmniej nie musiał się zasłaniać. Amelka nie posuwała się do przemocy, uznawała to za oznakę słabości.
Długo się nie gniewała, bo po chwili skradł jej całusa.
- Tylko jeden? - zapytała z rozczarowaniem, celowo nie odpowiadając konkretnie na jego słowa.
- Cieszę się - odparła i oparła głowę na jego ramieniu, ziewając przeciągle. Owszem, zdawała sobie z tego sprawę, dlatego też cieszyła się podwójnie: jednym powodem do radości było to, że uniknie dzisiaj jego marudzenia na temat niewyspania, a drugim to, że to wszystko jej zasługa - to mile łechtało jej i tak już ogromne ego.
- Nawet bardzo - wymruczała i przytuliła się do niego ufnie (co niestety nie było zamierzone, a raczej niepożądane przez samą Melę), po czym równie ufnie oddała pocałunek, a gdy już wypuścił ją ze swoich objęć wzięła do ręki sukienkę, wsunęła na nogi szpilki i zdawała się być całkowicie gotową do wyjścia.
- Na najbliższej lekcji? - zaśmiała się lekceważąco, wypuściła sukienkę z rąk, a Victora popchnęła na najbliższe łóżko, nieważne czyje ono było - Dzisiaj jest niedziela, kretynie - dodała z rozbawieniem po czym usiadła na zdezorientowanym Hewsonie i bezczelnie go pocałowała. Niestety, długo to nie trwało, gdyż dziewczę szybciutko wstało z niego, podniosło sukienkę i zerknęło do lustra, co nie było zbyt dobrym pomysłem.
- Masz jakąś maść na siniaki? Pomyślą, że ktoś mnie pobił - jęknęła z nieszczęśliwym grymasem na twarzy oglądając swoją szyję. Bardziej niż owe siniaki martwił ją szary kolor tęczówek, ale nie chciała się przyznawać, ze ma problem z metamorfomagią.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
[You must be registered and logged in to see this link.], that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Nie 14 Mar - 16:37

Ale nie musiała się martwić, bo nie miał zamiaru spuszczać ją z oczu na zbyt długo. Poza tym - miał wystarczającą dużą ilość szpiegów, więc nie musiała przejmować się niczym - gdyby cokolwiek jej się działo Vic natychmiast się o tym dowie.
No tak - kobiety to co innego, choć nie wszystkie lubią takie zwierzanie się sobie na wzajem. Jednakowoż, one zdecydowanie bardziej, niźli mężczyźni tego potrzebują. Kumpel z kumplem pogada o lasce, którą ostatnio zaliczył, ale wcale nie zamierza nadzwyczaj się uzewnętrzniać.
On także, jak zwykle, chciał czegoś więcej, ale wiedział, że wcale nie byłoby to dobre. Cholerny świat, cholerne skrupuły i uczucia, które nagle się w nim obudziły. Bo odkąd to Victor Hewson w ogóle przejmuje się tym, co potem będzie czuć jakaś dziewczyna, kiedy już ją przeleci? Przecież to miała być przyjemność dla niego, a ona? Była mało ważna. Natomiast w tym wypadku Amelia była wyjątkowo istotna i jej uczucia wcale nie były mu całkowicie obojętne...
Przestał tak, jak chciała, choć nie przyszło mu to z łatwością. Westchnął ciężko, unosząc się lekko na łokciach i przyjrzał jej uważnie. Nie chciał przestawać, ale cóż - ona tego chciała. Zaskakujące, że nagle zaczęło się liczyć dla niego to, czego chce jakaś dziewczyna...
- Jak sobie chcesz - wzruszył ramionami - sądzę więc, że doskonale poradzisz sobie sama na patrolu - dodał szeptem, lustrując ją chłodnym wzrokiem, spod zmrużonych powiek.
On także nie zamierzał gniewać się za to, co mu powiedziała. Przede wszystkim, wiedział, że prawda była taka, że potrzebowała go. Choćby do tego, żeby sobie podokuczać i już.
- Może być i drugi - mruknął i pocałował ją lekko.
Pogłaskał ją po włosach i uśmiechnął sam do siebie delikatnie.
Otworzył szeroko oczy, po czym zmarszczył brwi. Niedziela? Cóż, chyba zupełnie o tym zapomniał. Jakoś tak to wszystko długo trwało, że zdawało mu się, iż minęło więcej niż jeden wieczór... Ciekawe...
- Wydawało mi się, że poniedziałek - mruknął cicho, dając się rzucić na łóżko i chwycił ją w pasie, znów do siebie przyciągając.
- Ja nie mam, ale któryś z nich zapewne ma - wzruszył ramionami, wskazując łóżka kolegów, a potem machnął różdżką - Accio maść na siniaki - rzucił tylko, a po chwili złapał niewielkie, okrągłe pudełeczko, które od razu wręczył Amelii.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach