Pokój nr 2 - VII klasa

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Czw 13 Maj - 17:18

Całe szczęście, że nie odczuwała złości, bo były momenty, w których Victor niemal się jej obawiał. Choć wczorajszy wieczór raczej temu przeczył... Nie zmieniało to faktu, że to właśnie ona miała na niego największy wpływ i jeżeli ktokolwiek kiedykolwiek mógłby do niego dotrzeć to była to Amelia.
- A jak mam patrzeć? - zapytał, całując ją lekko w policzek.
Kiedy Hewson rozbudził się już na dobre, zdał sobie sprawę jaki jest dzień tygodnia i miesiąca, a co za tym idzie - ile zostało mu czasu. I gdyby nie był sobą zapewne właśnie by zmarkotniał i zdał sobie sprawę z tego, że oto jego czas się kończy. W rzeczywistości jego podekscytowanie wzrosło, a on sam zdawał się być niesamowicie zadowolony z faktu, że zostały jeszcze tylko trzy dni. Właściwie powinien odpisać ojcu na list, ale nie spieszyło mu się do tego. Zresztą - co miałby w nim napisać? Tak, tato, chcę, żeby w salonie znalazły się różowe orchidee? Jego nie interesowały te całe przygotowania do ślubu i miał je gdzieś - on sam przygotowywał się do czegoś zgoła innego...
- Całkiem nieźle. - przyznał, całując ją namiętnie. - Jeszcze niecałe dwa dni - westchnął cicho.
Dwa dni i będzie po wszystkim.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 13 Maj - 17:57

Wczoraj miał wszystkie powody by się jej obawiać - jeszcze nikt, przynajmniej jak do tej pory, nie widział jej w takiej furii z ogniście rudymi włosami, nawet nie tyle mówiącej podniesionym głosem, co krzyczącej. A jednak wczoraj... Amelia nie miała zielonego pojęcia, co tak właściwie stało się wczoraj.
- Nie wiem, ale wciąż patrzysz - mruknęła rozespana i zupełnie nieświadomie oparła rękę o jego klatkę piersiową.
Zarówno ciepłe łóżko, jak i osoba Victora nie sprzyjały dobudzaniu. Golightly i bez takich ekscesów miała problemy ze wstawianiem. Powoli jednak zaczęła zdawać sobie sprawę, że spała w ubraniu (fuj), nie wzięła długiej, wieczornej kąpieli (bo krótki prysznic się nie liczy), a jej kot umiera teraz z głodu, jeśli Roselyn zapomniała go nakarmić. Cudownie.
- Dwa dni do czego? - zapytała zdezorientowana, nie mając pojęcia o co mu chodzi. Aż wreszcie i w jej głowie pojawiła się świadomość, jaki dzisiaj dzień tygodnia i miesiąca - Och - Musiała dać popis elokwencji. Pocałowała Victora po raz kolejny i dochodząc do wniosku, że w ten sposób prędko z łóżka nie wstanie, podniosła się odrobinę na łokciach. Co nie było dobrym pomysłem - O cholera, jak mi niedobrze - jęknęła, czując jak wszystko wywraca jej się w żołądku - Kiedy wyjeżdżamy? - zapytała, chcąc odwrócić swoją uwagę od tych okropnych nudności.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
[You must be registered and logged in to see this link.], that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Czw 13 Maj - 18:11

Owszem - jeszcze nigdy jej takiej nie widział. Ale, w jakiś pokrętny sposób, podobało mu się to. Oczywiście nigdy w życiu nie przyzna się do tego Amelce, ale fakt, że to właśnie on zdołał wzbudzić w niej takie emocje było dla niego naprawdę... hm, miłe? Właściwie nie miał na to odpowiedniego słowa, ale czuł jakąś dziwną satysfakcję.
- Patrzę, bo to, co widzę, jest piękne i nie chcę odrywać od tego wzroku - wyszeptał.
Cóż, on na całe szczęście nie musiał przejmować się ani faktem, że śpi w ubraniu, bo to dość często mu się zdarza, ani brakiem wieczornej kąpieli, bo o tym także czasem zapominał (faceci są co najmniej obrzydliwi!), ani nienakarmionym kotem, bo tego nie posiadał...
Nie odpowiedział, wiedząc, że sama zda sobie z tego sprawę. Choć akurat wyraził się niezbyt precyzyjnie - do ślubu były jeszcze niecałe trzy dni, ale to się nie liczyło. On myślał wyłącznie o sobotnim wieczorze, kiedy jego narzeczona przestanie istnieć raz na zawsze...
Również podparł się na łokciu, spoglądając na nią z niepokojem.
- Co jest? - zapytał z niebywałą troską, obserwując jej pobladłą twarz. - Wszystko w porządku, Mel? - zapytał jeszcze, odgarniając z jej twarzy włosy.
Zastanowił się przez chwilę.
- Właściwie to powinienem być w domu chyba w piątek po lekcjach. Tak sądzę... - mruknął, drapiąc się po brodzie - wyrzuciłem list od ojca nawet go nie czytając, więc nie jestem pewien. Ale z całą pewnością wcześniej nie będę nikomu potrzebny - wzruszył ramionami.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 13 Maj - 20:47

- Niech Cię licho weźmie, Hewson. Chociaż to twoje gapienie się jest niebywale irytujące, to jednak miłe - uśmiechnęła się zaspanie.
To, że Victor jest dla niej miły, uroczy, czuły, a wręcz czarujący chociaż stawało się coraz częstsze, to Golightly nadal nie mogła do tego przywyknąć. Ale narzekać nie zamierzała, broń Melinie! Jeszcze przestanie, a jej się to podoba.
- A ja? - wygięła usteczka w podkówkę i oparła policzek o jego ramię cały czas patrząc mu prosto w oczy - Chyba nie odbierzesz mi radości pomagania w przygotowaniach, prawda? Wiesz przecież jak uwielbiam śluby! - Oczywiście Melki nie może tam zabraknąć. W końcu o tym weselu będą pisać jeszcze przez długi czas, a poza tym jak mogłoby jej nie być w pobliżu, kiedy jej... przyjaciel, uraczmy go tym mianem, właśnie się żeni.
Rozmasowała skronie palcami i wzięła głęboki wdech.
- Niedobrze mi - powtórzyła. Wolała nie informować go, że ma ochotę zwymiotować, mężczyźni nigdy dobrze na to nie reagują - To albo bardzo dobrze, bo wreszcie dostane ten cholerny okres, albo po prostu się czymś zatrułam. Chyba pójdę do łazienki - cmoknęła go jeszcze w policzek i niechętnie zwlekła się z łóżka, szybko zmierzając ku wyżej wymienionemu pomieszczeniu. Jednakże gdy tylko zamknęły się za nią drzwi, poczuła jak cała zawartość jej żołądka cofa się do góry i ledwo udało jej się dobiec do toalety, nim zaczęła wymiotować. Święcie przekonana, że albo któreś z jej poddanych podrzuciło jej coś zepsutego do jedzenia, albo jest, ordynarnie mówiąc, udupiona. Dziwnym trafem, wolała wierzyć w to pierwsze i jeśli właśnie to okaże się prawdę chyba nawet wybaczy niesubordynację.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
[You must be registered and logged in to see this link.], that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Pią 14 Maj - 19:35

Zaśmiał się całkiem pogodnie i tak zwyczajnie, jak zwykł śmiać się wyłącznie przy niej i pogłaskał po ramieniu.
- Mnie także miło, że mogę na ciebie popatrzeć - zachichotał cicho.
Westchnął ciężko. I co teraz ma zrobić? Powiedzieć jej, że żadnego ślubu nie będzie, więc nie musi się wysilać, czy też zwyczajnie zabrać ją do swojego domu w tej chwili i pozwolić, by rzuciła się w wir przygotowań? Cóż, z jednej strony nie chciał jej oszukiwać, ale z drugiej podejrzewał, że będzie chciała go powstrzymać, dlatego też postanowił wybrać opcję drugą.
- No to się zbierzmy jak najszybciej i jedźmy, skoro ci na tym zależy - mruknął, przytulając ją do siebie.
Nim zdążył zareagować Melka już była w łazience. Otrząsnął się jednak szybko i, pchany dziwnym przeczuciem, że tak powinien właśnie postąpić, ruszył za nią, wpadając do łazienki. Uklęknął przy niej i objął delikatnie ramieniem. Nie zamierzał nic mówić, bo i co miałby powiedzieć, wstał jednak i namoczył ręcznik zimną wodą, ocierając jej nim twarz.
- Już ci lepiej? - zapytał, gdy przestała wymiotować.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Amelia Golightly on Pią 14 Maj - 20:12

Chciała odparować, że wcale nie pozwoliła mu na siebie popatrzeć, ale dziwnym trafem wolała nie psuć tego prawie idyllicznego poranka.
Wizja przygotowań do ślubu (nawet nie swojego) napawała ją dziwną radością i aż strach pomyśleć, co to będzie gdy ta dzierlatka zacznie przygotowywać własne wesele. Cóż z tego, że ani Victor ani Agnet nie byli zbyt zadowoleni z tego, że już za kilka dni będą małżeństwem? Przecież nie o to chodzi! Co się tyczy Victora, to owszem - nie pozwoliłaby mu tego zrobić i próbowałaby go powstrzymać, nakłonić do zmiany zdania. Przecież nie mogła dopuścić do tego, by w razie niepowodzenia trafił do Azkabanu.
Szczerze mówiąc, jego obecność wcale jej nie pomagała. To znaczy... to, że poszedł za nią i klęczał przy niej, podczas gdy ona siedziała z głową w muszki klozetowej (i to w dodatku męskiej, fuj), wydalając do niej całą zawartość swojego żołądka, ale z drugiej strony, wstyd jej było, że patrzy na nią w takiej sytuacji. Amelia przecież była męskim ideałem, a męskie ideały nie zatruwają się i nie rzygają jak kot z samego rana. Całe szczęście, nudności jak szybko się pojawiły, tak szybko przeszły, choć nie można powiedzieć, by Golightly wyglądała na okaz zdrowia. Wciąż blada, ale było już lepiej.
- Tak, dziękuję - odparła dość słabo i wzięła ręcznik, wycierając nim twarz - Chyba pójdę już do siebie. Muszę się jakoś ogarnąć, a potem odwiedzę Pomfrey... jakoś nie mam ochoty na powtórkę - mruknęła, podnosząc się z posadzki - Spotkamy się później, w porządku? - zapytała i delikatnie pogłaskała go po policzku. Zazwyczaj cmoknęłaby go jeszcze na pożegnanie, jednakże w tej sytuacji raczej wiadomym jest, dlaczego tego nie zrobiła. Uśmiechnęła się blado i opuściła pokój chłopców, kierując się do własnego dormitorium.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
[You must be registered and logged in to see this link.], that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Victor Hewson on Pią 14 Maj - 20:21

A Vic spakował najpotrzebniejsze rzeczy i gdy oboje byli gotowi wyruszyli do jego rezydencji.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Cornelia Golightly on Sro 26 Wrz - 16:45

Dziś chciałam, by Fitzwilliam mnie pożądał, tuż po moich przeprosinach. Wszystko miałam zaplanowane i teraz tylko brakowało mi lubego. Ubrana w białą, zwiewną sukienkę, jak dla mnie przekraczającą granicę przyzwoitości (maksimum sześć centymetrów przed kolano) udałam się do dormitorium Spike'a. Jednak przed niezadowoleniem, wynikającym z tego, iż w pomieszczeniu nie zastałam nikogo, przez kilka godzin! (uściślając trzy godziny i dwie minuty) robiłam makijaż, nieco mocniejszy niż na co dzień, i wybierałam strój. Samo traktowanie ust konturówką zajęło mi dobre kilka minut. Wybrałam chyba najbardziej odpowiednią kreację na przeprosiny jaką znalazłam w swojej szafie. W myślach zanotowałam sobie, by kupić ich jeszcze kilka, bowiem kobieca intuicja podpowiadała mi, że w najbliższym czasie zdarzyć się ich może jeszcze kilka. Fakty nic mi nie mówiły. Nie żyję przeszłością i nie rozpamiętuję każdej naszej przebytej sprzeczki, choć było ich od groma. Tak więc teraz leżałam sobie na brzuchu, na łóżku Fitzwilliama, z wydekoltowaną sukienką (choć ten jeszcze mieścił się w mojej granicy przyzwoitości). Biały materiał wydawał się jeszcze krótszy, aniżeli w rzeczywistości był, ale nie istniał sposób bym to dostrzegła w takiej pozycji, pochłonięta czytaniem „Upiora miłości” - tandetne romansidło, jak wiele person głosi, nie przeczytawszy ani jednego harlekina! Właśnie wzruszałam się, gdyż Alejandro podbijał serce Marianny! Pociągnęłam noskiem, bardziej demonstracyjnie, nie wiadomo po co. Tak sobie czekałam na Spike'a, wczytując się w romansidło, ze łzami wzruszenia w zielonych oczach.
avatar
Cornelia Golightly
Uczeń

Liczba postów : 46
Czystość krwi : błękitna
Skąd : Bilston, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Spike Hoytenberry on Sro 26 Wrz - 17:03

Polowania dodawały mu nadludzkiej energii. Uwielbiał ten zastrzyk adrenaliny, gdy wymykał się z zamku pod osłoną nocy, by do bladego świtu włóczyć się po najmroczniejszych zakątkach Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu krwiopijców. Rankiem wracali do mieszkania Julesa, upijali się na umór i kontynuowali to, co zaczęli wieczora poprzedniego. W szkole pojawiał się dopiero późną, niedzielną porą, by nikt przypadkiem nie posądził go o dezercję. Robił to, co musiał, jednak nie zależało mu na rozgłosie. Dbał o swoją opinię i dobre imię rodziny, nie zamierzał więc narażać ich na szwank w imię chwili nieuwagi. Papierosy, to co innego. One pasowały do jego wizerunku, idealnie współgrając z czarnym prochowcem. Dlatego palił, przez całą drogę od bram szkoły do swojego dormitorium właściwie. Zmęczony, ubłocony, z kilkoma zakrwawionymi kołkami, schowanymi w kieszeni. Pchnął drewniane drzwi i skrzywił się do samego siebie, odnotowując obecność Cornelii i jej czytadeł na swoim łóżku. Nie zauważył ani jej zwiewnej, dziewiczej sukienki, ani też całej reszty mozolnych zabiegów, które zaserwowała sobie przed przyjściem tutaj - biała pościel w tej chwili naprawdę pociągała go niewyobrażalnie bardziej. Czarny płaszcz wylądował w kącie, a drewniane kołki zdecydowanie zbyt głośno uderzyły o podłogę.
- Posuń się, chcę spać - warknął, bez kolejnego ostrzeżenia rzucając się na łóżko w ubraniu. Czegokolwiek nie chciała jego narzeczona, musiało to poczekać.
avatar
Spike Hoytenberry
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : arystokratyczna
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Cornelia Golightly on Sro 26 Wrz - 17:32

Toż to skandal – przychodzę do lubego - którego notabene nie zastaję tam, gdzie powinien być – a ten nawet nie zauważa moich usilnych starań. To nie miały być zwykłe przeprosiny tylko walka o jego szacunek, ale że sprawy obrały taki kierunek to o niego starać się nie będę. Oderwałam się od lektury, siadając na łóżku, kiedy kołki Spike'a spadły na ziemię i narobiły hałasu. Wtedy jeszcze oczywiście nie wiedziałam, że mój przyszły małżonek poluje na wampiry. Wzrok skierowałam na źródło tego, co oderwało mnie od romansidła, a następnie spojrzałam na posiniaczonego młodzieńca.
- Żartem powiedz, że polowałeś na wampiry – mruknęłam, przyglądając się mu z troską, podejrzewając najgorsze. Nie cierpiałam przemocy, brzydząc się agresją, walkami. Wampiry przerabialiśmy w trzeciej klasie, ale dużo przedtem wiedziałam, że są to krwiopijne bestie, którymi rządzą instynkty. - Spike, wybierz się do Skrzydła Szpitalnego! – poprosiłam błagalnym tonem, nie schodząc jednak z łóżka. Jakoś musimy pomieścić się tu razem, co większym problemem nie było – hogwardzkie łoża były dosyć spore. - I co ty sobie wyobrażasz, chcesz umrzeć?! – rzuciłam bliska płaczu, bo wizja martwego Spike'a nie bardzo przypadła mi do gustu, a przeszła mi przez myśl pierwszy raz. - Zresztą, nie obchodzi mnie to – wymusiłam obojętny ton, krzyżując ręce na piersiach i ostentacyjnie uniosłam głowę nieco wyżej, choć w oczach wciąż miałam łzy, bynajmniej nie przez lekturę. - Jak lubisz adrenalinę to poskacz sobie z wieży astronomicznej na jakimś sznurku – stwierdziłam obrażona za wszystko, a zwłaszcza przez to, że nie liczy się ze mną. No bo cóż ja pocznę jak go zabraknie? - Najlepiej zawiązanym na szyi – dodałam zgryźliwie. Wampiry – też mi hobby. - Nawet nie zauważyłeś moich starań, Spike. - Pewnie nawet tego, że nie rozmawialiśmy od jakiegoś czasu! Walnęłam młodzieńca w ramię, mając nadzieję, że i tam również jest posiniaczony, bo w przeciwnym razie nic nie poczuje. Jakoś nie w głowie mi były konsekwencje.
avatar
Cornelia Golightly
Uczeń

Liczba postów : 46
Czystość krwi : błękitna
Skąd : Bilston, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Spike Hoytenberry on Sro 26 Wrz - 17:53

Nie ulega wątpliwości, że i tym razem cała wina leżała po stronie Cornelii. Zawsze wybierała niewłaściwy moment, ot co! Gdyby nie był tak wycieńczony, może i dla świętego spokoju by ją przeleciał i uraczył jakimś wątpliwym komplementem, dzisiaj jednak nie miał na to siły.
- Nie muszę żartem, dorwaliśmy wczoraj jednego - mruknął w poduszkę, nie zadając sobie większego trudu dalszymi tłumaczeniami. Nie pomyślał nawet, by w jakiś sposób ukrywać przed nią to, co robi - niedługo miała zostać jego żoną, kiedyś musiała się dowiedzieć. A skoro aktualnie nawinęła się pod rękę, dlaczego nie teraz? Fitzwilliam nie zwykł chwalić się tym, co robił. Trzymał to raczej w tajemnicy, chcąc utrzymać zbędnego rozgłosu. Pragnienie wendetty okazywało się jednak silniejsze od głosu zdrowego rozsądku, wpychając młodego chłopca w tak niebezpieczne zadanie. Nie widział dla siebie przyszłości. Liczył się z ewentualnością, że pewnego dnia nie wróci z polowania, czyniąc biedną Cornelię młodziutką wdówką. - Uspokój się, potrzebuję tylko snu - prychnął, nakrywając głowę poduszką, by nie musieć słuchać jej dzikich wrzasków. Martwiła się, to naprawdę urocze. Spike jednak miał to w głębokim poważaniu i naprawdę wolałby teraz chwilę spokoju, niż jej irytującą troskę. Nawet jego matka nie wpadała w taką histerię, gdy jako dziecko po raz kolejny wracał do domu z podbitym okiem. Uwielbiał się bić odkąd tylko pamiętał. I miał do tego naturalny talent, należałoby nadmienić. - Wyglądasz ładnie - oznajmił dla świętego spokoju, taksując ją wzrokiem. - Chociaż nie mam pojęcia, po co wystroiłaś się jak stróż w boże ciało. Czy teraz możesz zejść ze mnie i dać mi spokój? - zapytał zupełnie retorycznie. Gdyby nie był tak obolały, panna Golightly już dawno znalazłaby się na ziemi. Albo gorzej - pod nim.
avatar
Spike Hoytenberry
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : arystokratyczna
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Cornelia Golightly on Sro 26 Wrz - 18:16

Gdyby Spike oznajmił mi, iż jest to moją winą po pewnym czasie zapewne sama bym zaczęła tak uważać. Kwestią miesięcy było aż zmienię wszystkie swoje poglądu na te, które posiadał mój luby. Nierzadko słowa Hoytenberry'ego traktowałam jako świętość.
Spojrzałam na niego z przerażeniem, nie chcąc, by mówił prawdę. WAMPIRY! - tego nie potrafiłam zrozumieć, lecz konsekwencję jegoż zabaw potrafiłam sobie wyobrazić, motywów działania już niestety nie.
- Nie jesteś wstanie odszukać dla siebie odpowiedniej, bezpiecznej, formy rozrywki? – żachnęłam się, nadal pełna żalu, a przede wszystkim troski, o lubego. - Potrzeba ci czegoś, poza świętym spokojem i snem? – zapytałam, usadawiając się koło niego, kładąc głowę na poduszce i przeczesując ciemne, fitzwilliamowe włosy dłonią. Nie chciałam naskakiwać na Spike'a, przed momentem jeszcze mając zamiar kajać się przed nim. On najwyraźniej jednak o niczym nie pamiętał. - Nie podoba mi się to – zaczęłam matczyć. - Wcale tak nie myślisz – obruszyłam się, kładąc na plecach i wpatrując się tępo na to, co było nade mną. - Gdyby głowy nie zaprzątały ci krwiopijcy przez który kiedyś zapewne mogę cię stracić to byś pamiętał! – Nie żeby mi zależało na tym, by Spike pamiętał o naszych kłótniach, ale przecież w naszym przypadku to oznaczało coś, czego nie chciałam – nie myślał o mnie ani trochę! - Spike, naprawdę sądzę, że powinieneś wybrać się do Skrzydła Szpitalnego, nie wyglądasz za dobrze - wspomniałam o wizycie u pielęgniarki już drugi raz, patrząc na ponów na młodzieńca.
avatar
Cornelia Golightly
Uczeń

Liczba postów : 46
Czystość krwi : błękitna
Skąd : Bilston, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Spike Hoytenberry on Sob 29 Wrz - 19:28

Wampiry zabiły jego ojca, to oczywiste, że musiał pomścić jego śmierć. Nie zamierzał odpuścić, dopóki zemsta nie nasyci go w stopniu wystarczającym, a nie zbliżył się do tego nawet w nikłym stopniu. Golighly jednak nie potrafiła tego zrozumieć, co dla Fitzwilliama nie stanowiło żadnej nowości - najwyraźniej tak musiało być.
- Fakt, że uważasz to rozrywkę, świadczy jedynie o tym, że nie powinnaś wypowiadać się na tematy, o których nie masz pojęcia - uciął, mając w głębokim poważaniu jej troskę. Jeśli chciała się do czegoś przydać mogła przynieść mu coś ciepłego do picia lub zająć się tym koszmarnym rozcięciem na czole - Cornelia jednak kultywowała własną tradycję i zbyt dużo mówiła, za to tak naprawdę nic nie robiła. - Ciszy, ale to chyba znajduje się poza twoimi możliwościami - nie mógł powstrzymać złośliwości, cisnącej mu się na usta. - Skoro jednak wyjątkowo chcesz coś zrobić i nie potrafisz wpaść na to sama, możesz przynieść mi jakiś spirytus. Muszę przemyć to cholerstwo, zanim zacznie być problematyczne - mruknął. Nie pamiętał, bo dlaczego miałby? Narzeczona nie stanowiła istotnej części jego życia, od ich ostatniej rozmowy zdołał upić się kilkakrotnie i gościć między udami kilku innych, nie miał więc głowy do tego, by pamiętać, że raczyła się na niego obrazić. Miał to w nosie. Nie zamierzał wdawać się w nią konwersacje na temat tego, co myśli lub nie, bo po raz kolejny trafiła kulą w płot z porą. - To nie moje urodziny, twoje też nie. Ślubu nie było, więc żadna istotna rocznica nie wchodzi w grę. Nie mam o czym pamiętać - zauważył, łaskawie udzielając jej jakiejkolwiek odpowiedzi. Naprawdę nie rozumiał, o co chodzi tej dziewczynie i nie chciał zrozumieć. Ostatnią wypowiedź swej przyszłej małżonki skwitował jedynie głośnym prychnięciem. Nie wybierał się nigdzie - nie pierwszy raz wracał w takim stanie i nie ostatni, z resztą - bywało naprawdę o wiele gorzej, nie dostrzegał więc żadnego powodu do paniki.
avatar
Spike Hoytenberry
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : arystokratyczna
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Cornelia Golightly on Sob 29 Wrz - 23:36

Innymi słowy pragnął podzielić los ojca. Tak bym to spostrzegła, znając motyw jegoż dziwnej formy zapełniania czasu wolnego w harmonogramie dnia. Czy musiał się tak narażać...? Jest przecież moim przyszłym narzeczonym. Nie chcę go utracić nie posmakowawszy nawet miłości z jego strony. Tak – nieustannie w nią wierzę. Można nazywać mnie głupią lub naiwną, lecz ja pozostanę tu, gdzie jestem. W tym przypadku nawet Spike nie przyczyni się do diametralnej zmiany zdania. O zgrozo, choć to właśnie ta persona, która przecież jest wstanie zniszczyć to wszystko. Dla mnie to było jednak klarowniejsze, gdyż głęboko wierzyłam, iż poczuje do mnie kiedyś to, co ja czuję do niego.
- To dlaczego polujesz na tych krwiopijców? – spytałam patrząc mu w oczy. Dla mnie temat nie był zakończony, choć on chciał czegoś innego. Pragnęłam, aby mi to wytłumaczył z jednego prostego powodu – by następnie wyperswadować mu to z głowy. - Mówię przecież byś udał się do Skrzydła Szpitalnego – wycedziłam szeptem przez zaciśnięte zęby, powtarzając to trzeci raz z kolei. Posłusznie wyszłam z dormitorium Spike'a (chyba powinnam zacząć nosić przy sobie różdżkę!), i powróciłam do niego ze spirytusem i płatkami kosmetycznymi. - Jesteś niepoprawny – zaczęłam, darując sobie kolejny wywód na temat tego, że winien udać się do pielęgniarki. - Mogę? – zapytałam nasączywszy jeden z płatków spirytusem, sama czując ból, jaki to wywoła. Przegryzłam dolną wargę. Do tematu mojego wyglądu wrócę za chwilę, niech się o to nie martwi.
avatar
Cornelia Golightly
Uczeń

Liczba postów : 46
Czystość krwi : błękitna
Skąd : Bilston, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Spike Hoytenberry on Nie 30 Wrz - 15:31

Szczerze? Miał w głębokim poważaniu to, czy zginie. Na świecie istniało tyle rzeczy ważniejszych od śmierci, że głupotą zdawało się być obawianie się jej. To Cornelia liczyła na to, że uda im się stworzyć szczęśliwą rodzinę - jemu zaś zupełnie na tym nie zależało. Wygodniej byłoby mu nie brać z nią ślubu i cieszyć się wolnością, niestety - nikt nie zapewnił mu takiego komfortu. Zrobi więc to, co do niego zależy, a cała reszta... cóż, to zupełnie inna bajka. Jego bajka i tylko jego.
- Nie twoja sprawa - warknął groźnie, nie zamierzając ułatwiać jej poznanie tego, co siedziało w jego głowie. Skoro już postanowiła zrozumieć motywy jego działań, będzie musiała zrobić to inaczej, niż zadając pytania - bo te do niczego jej nie zaprowadzą. Próba wyperswadowania mu tego była pomysłem jeszcze gorszym, skazanym z góry na niepowodzenie. - Jeśli nie przestaniesz powtarzać tego jak katarynka, to ty będziesz musiała się tam udać, mogę ci to zagwarantować - zagroził, a Golightly najlepiej wiedziała, że mówi zupełnie poważnie. Irytowała go jej nieustanna paplanina, a gdy ogarniała go złość, tracił również panowanie nad sobą.
Gdy wreszcie wyszła, przez chwilę mógł cieszyć się samotnością. Prawie udało mu się zasnąć, jednakże ku niezadowoleniu odkrył, że po chwili wróciła. Słysząc jej pytanie, nie odpowiedział. Przewrócił się za to na plecy, otwierając jej pełen dostęp do rozcięcia na czole. Czyżby lubiła bawić się w pielęgniarkę?
avatar
Spike Hoytenberry
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : arystokratyczna
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Cornelia Golightly on Nie 30 Wrz - 16:15

Nie ma dla kogo żyć, więc i śmierci się nie obawia, co prędzej czy później ulegnie zmianie. Ja mam po co i dla kogo żyć – dla niego, by go uleczyć, czy też jakkolwiek tu ujmiemy, a sens pozostanie ten sam. Wierzyłam w ważną rolę każdej jednostki, którą musimy wypełnić. Moją było uratowanie Fitzwilliama. Wyrwanie młodzieńca z tego, w czym się znajduje, a w dalszej egzystencji, bez tego gówna, trzymanie go z daleka od przeszłości, aby nigdy nie powrócił do tego, co było dawniej. Może bawiłam się nieświadomie w Lottie z tym wszystkim? Tylko, że ja potępiałam tę dwójkę, ich miłość. Dlaczego? Bo Spike również to robi. Mimo to jednak Gryfonka wyciągnęła swego lubego z czeluści ciemności i ja też wierzę, że uda mi się to z moim ukochanym.
Przeraził mnie groźny ton Fitzwilliama, choć wobec mnie używany jest on chyba najczęściej. To najlepiej ucinało każdy temat, jeżeli nie byłam na tyle wzburzona, i głupia, by ciągnąć go dalej. Wszyscy wiemy, jaki skutek to przynosiło.
- Przepraszam – szepnęłam. Gdy Spike przewrócił się na plecy ponownie prawie wyrwało mi się, że powinien udać się do pielęgniarki. Otworzyłam już nawet w tym celu ustna, biorąc jedynie głęboki oddech i przegryzłam dolną wargę. Ach, ta moja posłuszność, ujawniająca się od czasu do czasu - przepraszam za coś, czego nawet nie wypowiedziałam, mając tylko na to ochotę. Może przez fakt, że było mi teraz go szkoda? Nie lubiłam patrzeć na ludzkie cierpienie.
Usiadłam na łóżku i przyłożyłam do rany płatek nasączony spirytusem, nie chcąc bezpośrednio w większej ilości wylewać go choćby ostrożnie na ranę. Zaczęłam ją przemywać, będąc bardziej zadowoloną, gdyby robiła to szkolna pielęgniarka, nie zaś pielęgniarka Cornelia. Lubiłam opiekować się ludźmi, zwłaszcza tych, których kocham.
- Dlaczego to robisz? – Spróbowałam ponownie, przemywając ranę, pragnąc jakiejś rozmowy, czegokolwiek. Właściwie kogo ja oszukuję? Potrafiłabym wymyślić coś innego. Zależało mi jedynie na poznaniu prawdy.
avatar
Cornelia Golightly
Uczeń

Liczba postów : 46
Czystość krwi : błękitna
Skąd : Bilston, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Spike Hoytenberry on Nie 30 Wrz - 23:02

Nie był swoim bratem, żadnym z nich. Edwardem gardził, Julesa tolerował. I jego próbowała okiełznać wybranka najmłodszego Hoytenberry'ego, jednakże ugrała jedynie nic nie znaczącą noc. Nie rozumiał więc, dlaczego Cornelia miałaby porównywać się do Lottie, skoro wszystko toczyło się wokół dwóch, skrajnie różnych przypadków. Fitzwilliama nie można było zmienić, nie chciał być również uratowany. Edward błądził po ciemku, gubił się we własnych poglądach, podczas gdy Spike podążał ściśle wyznaczoną ścieżką. Nie było mowy o szczęśliwym zakończeniu, nie było szans na jakiekolwiek uczucie z jego strony. On już dawno poświęcił ludzką rzecz swej natury bogini zemsty.
Nawet nie skrzywił się, gdy zaczęła obmywać jego ranę. Zdążył już przyzwyczaić się do bólu, który zaś stał się integralną częścią jego życia. Czasami sytuacja wymykała się spod kontroli i wielokrotnie wracał już w stanie o wiele gorszym, jednakże rozwiązanie zawsze sprowadzało się do tego samego - spirytus, wódka i sen. Do tej pory zawsze udawało mu się jakoś wykaraskać z kłopotliwej sytuacji - zaciskał zęby, zakrywał się ubraniami po szyję, by ukryć siniaki i blizny. To, czego nie mógł schować spisywał zaś na rzecz nieustannych bójek, w które wciąż wdawał się, niczym mały chłopiec. Nie znosił pytań.
- Nie zrozumiałaś za pierwszym razem? - zakpił z niej ponownie.
Nikt nigdy nie twierdził, że Spike nie jest hipokrytą. Wręcz przeciwnie, stanowił książkowy przykład. Nie czuł również wdzięczności, nie zamierzał odpłacić za jej pomoc i troskę nawet odpowiedzią. Próba porozmawiania z kimś, kto używał słów zdawkowo nie miała szans na powodzenie. A Cornelia wciąż i wciąż próbowała tych samych metod, które nigdy nie miały zadziałać.
avatar
Spike Hoytenberry
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : arystokratyczna
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Cornelia Golightly on Nie 30 Wrz - 23:27

Ależ potrzebował ratunku, i to niezwłocznie. I to ja stanę się jego opoką. Może teraz nie bardzo to było widać w naszych relacjach, lecz głęboko wierzyłam, że Spike coś do mnie czuje, a prędzej czy później mnie pokocha. Jak w tym moim romansidle, które spoczywa obok niego, zaznaczone na ostatnich stronach.
Zdziwiłam się, że nawet z jego fizjonomii nie dało odczytać się bólu, spowodowanego przeze mnie i spirytus. Na jego miejscu już dawno zwijałabym się na miejscu, albo zemdlała, jeśli miałabym szczęście. No ale przecież niemożliwością by było, abym znalazła się w położeniu w jakim on bywa nazbyt często, o czym nie miałam pojęcia. Ja się nie biłam, ani tym bardziej nie uganiałam za wampirami z bliżej mi nieznanych powodów.
- Martwię się tylko o ciebie Spike! – oburzyłam się, próbując obrać inną taktykę. - Nie złość się, chcę tylko wiedzieć – szepnęłam ze łzami w oczach, sącząc spirytusem drugi płatek, przykładając go następnie do rany.
Nie lubię sekretów. Zwłaszcza tego typu. Był samolubny i miałam ochotę mu to wypomnieć. Oczywiście w ogóle by go to nie obeszło, niemniej jednak czułam niepohamowaną chęć wszczęcia kłótni.
- Nawet nie jesteś wstanie zapamiętać, dlaczego tu jestem przez te twoje hobby. – Dopóki nie dowiem się prawdy będę mniemała, że tak właśnie lubi spędzać wolny czas.
Westchnęłam ciężko, zakończywszy przemywanie rany. Włożyłam zużyte rzeczy do pojemnika, który wzięłam ze sobą i razem ze spirytusem położyłam na szafce obok. Usiadłam na łóżku Spike'a wyciągając nogi przed siebie, krzyżując stopy. Nie miałam zamiaru jeszcze stąd wychodzić.
avatar
Cornelia Golightly
Uczeń

Liczba postów : 46
Czystość krwi : błękitna
Skąd : Bilston, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Spike Hoytenberry on Nie 30 Wrz - 23:43

Narratorowi Spike'a naprawdę ciężko patrzeć na tak ogromną naiwność i beznadziejny afekt młodziutkiej Ślizgonki. Im większe były jej nadzieje, tym większe miało okazać się rozczarowanie, jakiego doznawała. Za każdym razem na nowo. A jednak to jej nie zniechęcało, wciąż walczyła z wiatrakami.
Uwielbiał bójki, a że bił się całkiem nieźle, z reguły wychodził z nich zwycięsko. Traktował je jako swoisty trening przed polowaniami - ćwiczył ciosy, doskonalił uniki. Dopracowywał wszystko do perfekcji, by w razie prawdziwego zagrożenia nie musieć myśleć, za to móc działać. Przepadał za adrenaliną, buzującą w jego organizmie.
- Więc przestań - uciął, nie wzruszony jej łzami. Gdyby przestała drążyć temat oszczędziłaby nieprzyjemności i sobie i jemu. Nic nie wskóra, za to z każdym słowem traci coraz więcej. Jego cierpliwości, oczywiście.
Nie było jego matką, a narzeczoną, co z samego tytułu dawało jej jeszcze mniej przywilejów. Choć z drugiej strony, Fitzwilliam od dawna nie słuchał słów swojej rodzicielki, będącej kukiełką w rękach jego dziadka. Gdy był małym chłopcem, potrafiła przemówić mu do rozsądku, uspokoić go i utemperować jego wybuchowy charakter, jednakże ten stan dość szybko uległ zmianie. Na swój sposób kochał matkę, ale nawet ona nie była dla niego wystarczająco ważna, by wpływać na jego decyzje. Miał swój rozum i nim właśnie się kierował. Nawet, jeśli cały świat uważał inaczej.
- Nie obchodzi mnie, dlaczego tu jesteś - poprawił ją, podkładając sobie poduszkę pod głowę. - To ty chcesz mi to usilnie powiedzieć - Nie był ciekawy. Właściwie, mógłby nawet nie poznać odpowiedzi na to pytanie do końca swej marnej egzystencji na tym padole łez, gdyby dzięki temu przestała traktować jego łóżko jak swoją własność i łaskawie zostawiła go samego.
avatar
Spike Hoytenberry
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : arystokratyczna
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Cornelia Golightly on Pon 1 Paź - 0:07

Mógł sobie nawet i każdą batalię zwyciężać, a ja i tak będę się o niego niepokoić, zwłaszcza jeśli chodziło w bezwzględnych krwiopijców. Polować na wampiry – też mi rozrywka. Widywałam go wielokrotnie z książką w ręku i wolałam raczyć się takim widokiem, aniżeli tym, co teraz musiałam oglądać.
- W porządku, dowiem się w inny sposób – prychnęłam. - Słyszałam, że Quinn Hayworth jest całkiem dobra w tego typu rzeczach. – Nie mówiłam poważnie. Sama rozwiążę tę zagadkę, choć Gryfonka będzie moim planem awaryjnym.
A właśnie powinno go obchodzić, dlaczego tu jestem! To miało wyglądać zupełnie inaczej. Fitzwilliam znajduje się w dormitorium, zaczytany w jakąś książkę, ja zaś podchodzę do niego, zbierając w sobie wystarczająco odwagi, aby go przytulić. Następnie zaczynam swoją mowę przepraszającą i spędzamy miłe chwile w Hoytenberryowskim łóżku. Oczywiście wszystko zepsuł...
- Bo chciałam się z tobą przespać Spike! – wybuchnęłam, co było takie nie w moim stylu – rozmawianie o tego typu rzeczach i to w dodatku powiedzieć coś takiego podniesionym głosem. Zarumieniłam się. - Naturalnie ty nawet nie pamiętasz o czym rozmawialiśmy podczas ostatniej naszej rozmowie przed kłótnią – zaakcentowałam ostatni wyraz.
avatar
Cornelia Golightly
Uczeń

Liczba postów : 46
Czystość krwi : błękitna
Skąd : Bilston, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Spike Hoytenberry on Pon 1 Paź - 0:25

Gdyby wiedział, że przez to wszystko nie będzie mógł w żaden sposób zamknąć jej ust, pewnie wykopałby ją ze swojego dormitorium gdy tylko do niego wrócił. Najwyraźniej wciąż był tylko człowiekiem i popełniał głupie błędy.
- Trzymaj nos z dala od moich spraw, bo pożałujesz - warknął jedynie, bo tak naprawdę nawet nie wiedział, kto to ta cała Quinn Hayworth i jakoś średnio go to obchodziło. Jak pójdzie za nim, skończy jako kolacja dla wampirów, zapewne niewielka strata. On nikogo bronić nie będzie, musi troszczyć się o własne cztery litery.
Całe jej życie miało wyglądać inaczej, ale nic nie wskazywało na to, by cokolwiek kiedykolwiek miało ulec zmianie. Powinna się już przyzwyczaić. Życie to nie tani pornos dla kobiet, czasami ma jakieś zawirowania.
- Coś kiepsko ci to wychodzi - zauważył, nie ukrywając kpiny. Takie słowa w ustach Cornelii zdawały się zabawne, nie wspominając już o tym, że chętnie zobaczyłby, co przez nie rozumie. Z resztą, zabierała się do tego od złej strony i nic dziwnego, że nie mogła dostrzec rezultatów. Dziewczyna nie miała nawet bladego pojęcia o tym, w co chciała się wpakować i wiedział o tym, gdy tylko otworzyła usta. - Wyrzucam z pamięci rzeczy, których nie uważam za istotne - łaskawie ją oświecił, zapalając jednocześnie papierosa. - Na co jeszcze czekasz? - zapytał protekcjonalnie, nawet nie ruszając się z miejsca.
avatar
Spike Hoytenberry
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : arystokratyczna
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Cornelia Golightly on Pon 1 Paź - 0:47

Nie wybaczyłabym mu tego. A przynajmniej bym była wstrząśnięta tego typu zachowaniem przez kilka najbliższych dni, szlochając w poduszkę, zaś po tygodniu odszukałabym Spike'a i go przeprosiła za swoje zachowanie, winiąc tylko siebie. Zawsze przecież wina leżała po mojej stronie. To ja wszczynałam wszystkie nasze kłótnie. Wyzbywając się moich złych nawyków, pozbylibyśmy się ich w zupełności.
- Wkrótce będą też moimi. – Prawdy powiedziawszy już uważałam je za swoje.
- Och, naprawdę? – spytałam udając zaskoczoną, przegryzając dolną wargę, kiedy moja dłoń powędrowała do torsu mojego lubego. - Wyrzuca pan z pamięci wiele rzeczy, panie Hoytenberry – poprawiłam się na łóżku, przysuwając nogi bliżej ciała, i siadając bliżej Spike'a. Chciałam się nawet do niego bardziej zbliżyć, ale przez to, że zapalił on papierosa, zabrałam rękę z jego torsu. Czy obrał sobie za punkt honoru niszczenie moich planów? Dziś zdarzyło mu się to drugi raz. Powątpiewałam, iż to przypadek.
Zmarszczyłam tylko brwi, patrząc na niego z zażenowaniem. Nie miałam zamiaru odpowiadać na to pytanie, które tylko mnie zawstydziło.
avatar
Cornelia Golightly
Uczeń

Liczba postów : 46
Czystość krwi : błękitna
Skąd : Bilston, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Spike Hoytenberry on Pon 1 Paź - 18:09

Zamknęli się w błędnym kole - on miał ją w głębokim poważaniu, ona zaś nigdy nie potrafiła unikać go dłużej niż kilka dni. Wracała, przepraszała i obrażała się znowu. Zdążył już do tego przywyknąć, nie odnotowywał kolejnych kłótni.
- Nigdy nie będą twoimi, kiedy wreszcie to zrozumiesz? - zapytał, rozmasowując sobie skronie palcami. Przez tą jej nieustanną paplaninę rozbolała go głowę. Jednakże najgorsze było to, że Cornelia nie potrafiła zrozumieć niczego za pierwszym razem i musiał w kółko tłumaczyć jej to samo.
- Najwyraźniej jest ku temu powód - mruknął, celowo wydmuchując dym wprost na jej twarz. Jeden papieros niszczył jej plany? Spike skwitowałby to jedynie śmiechem. Prawdziwa kobieta potrafiła uwieść mężczyznę w każdej sytuacji, a dla niej przeszkodę nie do pokonania stanowiła jedna fajka? Ośmieszała się w jego oczach. - To już koniec? Mizerne te twoje chęci - zakpił z niej, gdy tylko dostrzegł, jak szybko się zmieszała.
Nie zamierzał jej tego ułatwiać. Jeśli chciała rozłożyć przed nim nogi, nie odmówi. Ale zdecydowanie nie będzie o to zabiegał. Do ślubu pozostało im już względnie nie wiele czasu, a wtedy zrobi to, na co ma ochotę, nie musząc jej o nic prosić.
avatar
Spike Hoytenberry
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : arystokratyczna
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Cornelia Golightly on Pon 1 Paź - 18:32

Nie lubiłam tego błędnego koła, głęboką wierząc, że wkrótce zostanie ono unicestwione.
Otworzyłam usta, by jakoś skomentować te słowa. Nie powiedziałam jednak nic, odwracając od przyszłego małżonka wzrok. Nie muszę odpowiadać na coś, co doszczętnie prawdą nie jest. Owszem – może i nie kochał mnie teraz, ale niegdyś ulegnie to zmianie. Już ja o to zadbam. Tylko wcześniej wyperswaduje mu te wampiry. O właśnie! Spojrzałam na ponów na Ślizgona, uśmiechając się sardonicznie.
- Czy twój dziadek wie, że narażasz swoje życie, bawiąc się w łowce wampirów przez co prawdopodobnie nie dożyjesz nawet zaręczyn? – Nie, moim celem nie było wytrącenie go z równowagi, po prostu nie potrafiłam dać za wygraną. Chciałam wiedzieć, co jak i dlaczego.
- Przez ciebie będę śmierdzieć tym świństwem – warknęłam odsuwając się od niego. - Mógłbyś nigdy więcej tego nie robić? – obruszyłam się, znając odpowiedź. Dobrze wiedział jaki miałam stosunek do używek, chociaż to właśnie fajek nienawidziłam najbardziej. Poza narkotykami, ale z tymi miewałam nikłe kontakty.
- Wybacz, ale wcześniej użyłam czasu przeszłego – powiedziałam, że CHCIAŁAM się z tobą przespać, a nie że chcę – warknęłam po raz koleiny. Mimo to nadal tu tkwiłam. Czyżbym i tak miała na coś nadzieję? - Oczywiście ty i tak sobie weźmiesz, co nie jest twoje po ślubie – zakpiłam ściszonym głosem, bawiąc się fragmentem sukienki.
avatar
Cornelia Golightly
Uczeń

Liczba postów : 46
Czystość krwi : błękitna
Skąd : Bilston, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Spike Hoytenberry on Nie 7 Paź - 16:21

Cornelia uparcie chciała przegiąć. Wyprowadzić go z równowagi i doprowadzić do tego, że znów podniesie na nią rękę. Inaczej nie da się tego wytłumaczyć. Wie, jak łatwi go zdenerwować, a wciąż brnie do przodu, zamiast uciekać gdzie pieprz rośnie.
- To też nie twoja sprawa - warknął tonem, który sugerował, że jeśli piśnie choć słówko jego dziadkowi, nie wyjdzie z tego w jednym kawałku. Nie miałby żadnych oporów przed zrobieniem jej krzywdy, gdyby doprowadziła do takiej sytuacji. Nie chciała być workiem, na którym wyładowałby wtedy swoją złość.
- To już twój problem - skwitował jedynie, nie dając jej tej satysfakcji z poświęcenia choć znikomej ilości uwagi na to, by wyjaśnić jej swoje stanowisko. Nie miał obowiązku tłumaczyć się jej z czegokolwiek, ona nie musiała tego akceptować, za to musiała nauczyć się z tym żyć. On nie zamierzał wnikać w to, jak.
- Skoro już ustaliliśmy, że nawet tego nie potrafisz zrobić jak należy, zabieraj dupsko z mojego łóżka - powiedział wprost do poduszki, która jednak nie zagłuszyła jego słów. Nie musiał mówić więcej, nie musiał uświadamiać jej co stanie się po ślubie. Może częściowo zdawała sobie z tego sprawę, jednak wciąż brakowało jej kilku - w tym momencie niezbędnych - elementów układanki.
avatar
Spike Hoytenberry
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : arystokratyczna
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Pokój nr 2 - VII klasa

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach