Coco Caffe

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Coco Caffe

Pisanie by Mistrz Gry on Sro 18 Sty - 20:51

Cała kawiarnia jest w typowym stylu gotyckim. Dominują tutaj kolory stanowcze jak czerwień, granat czy czerń. Wszystko jednak bardzo dobrze ze sobą współgra i czuć tutaj elegancję i wytworność. Na ścianach są zdjęcia miast w różnych typach artystycznych, tym co je łączy to czarno biała kolorystyka.
Można tutaj dostać wszelkie rodzaje kaw, herbat, soków świeżo wyciskanych, oraz oczywiście najlepsze wypieki w całej wiosce.
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Ellie Murphy on Nie 22 Sty - 20:21

Męczyły ją dni w Hogwarcie podczas których nauczyciele chyba są zdania, że to ich przedmiot jest tym najważniejszym. Nawet stres przedegzaminacyjny udziela się Ellie, która zawsze emanowała spokojem podczas tego typu sprawdzianów. Czas OWUTEMów zbliża się niebłagalnie, czego żaden profesor nie omieszka im przypominać na każdej lekcji. Większość wolnych chwil Krukonka spędza w bibliotece, uzupełniając swoje notatki, przy okazji się ich ucząc. Zdawać by się mogło, iż już dziś, z miejsca, mogłaby zdawać ów egzamin, jednak dziewczę było raczej zdania, że zda co najwyżej na zadowalający. I to byłby z pewnością wyczyn. Na szczęście zostało jeszcze kilka miesięcy na douczenie się oraz poznanie nowych rzeczy. Chociaż i tak obawiała się, iż obleje ten najważniejszy w życiu egzamin. Oczyma wyobraźni widziała minę profesora Snape, który rad jest, że nie zaliczyła eliksirów. A przecież nie posiadała żadnej alternatywy. Od początku swojej edukacji w Hogwarcie marzyła o karierze uzdrowicielki, i nie chciała nawet dopuszczać do siebie myśli, iż to marzenie mogłoby się nie spełnić. Od dzieciństwa miała w głowie zdanie pana W. Disneya głoszące, że jeśli o czym się marzy to oznaka, iż można tego dokonać. Obecnie wydało się dziewczęciu to trochę naciągane, ale tak to jest, jak się dorasta. Niestety.
Po wejściu do kawiarni, zajęła jedno z wolnych miejsc, a następnie zamówiła herbatę. Z jednej strony oczekiwała na zakończenie zimy, która na Wyspach była prawdziwą zawieruchą, zaś z drugiej, zdawała sobie sprawę, że wówczas będzie bliżej do egzaminów niźli dalej. Jak z upływem każdego dnia, zresztą.
avatar
Ellie Murphy
Uczeń

Liczba postów : 214
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Perth, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Petrus Castus on Nie 22 Sty - 20:44

Castus był osobą, która bardzo szybko przyzwyczajała się do zmian, jednak czasem wolałby żeby pewne rzeczy się nie zmieniały, a całe jego życie było spokojne i poukładane tak jak plany na nie w jego głowie, które czasem od niechcenia miał zwyczaj snuć. Kolejny nudny weekend w Londynie dawał mu się we znaki w związku z ogólnym brakiem towarzystwa jakie doskwierało mu niemiłosiernie w jego mieszkaniu w Londynie. Ta samodzielność która wydawała mu się bardzo ciekawą alternatywą pozwalająca na długo oczekiwany spokój od rodziców i ich oczekiwań. Mając jednak do wybór chyba wolałby nigdy nie kończyć Hogwartu i bawić się szkolną odznaką prefekta jeszcze długi czas. Tymczasem jedynymi ciekawymi rzeczami w jego życiu były mecze ligi Quidditcha, pomiędzy którymi ciągnęły się nieubłaganie nudne treningi.
Kiedy brak zabrakło czegokolwiek do roboty w Londynie a nuda zaczynała sięgać apogeum dobrze było wyskoczyć do lepiej znanego mu Hogsmeade. Tak zrobił i tym razem wybierając się do Coco Cafe, które odwiedził za czasów szkolnych jedynie kilka razy, a i nie były to zbyt długie wizyty. Kiedy wszedł do środka okazało się, że na ten sam pomysł odwiedzenia owej kawiarenki, wpadło o wiele więcej osób niż początkowo się spodziewał. Rozglądając się w poszukiwaniu wolnego miejsca postanowił dosiąść się do jakiejś dziewczyny, której z daleka nie rozpoznawał jako nikogo szczególnego.
-Przepraszam wolne?- Zapytał się podchodząc i spoglądając na dziewczynę. Teraz mógł się jej przyjrzeć dokładnie. Była to Krukona, której imienia nie pamiętał, jedynym co utkwiło mu w pamięci, dzięki czemu w ogóle ją kojarzył był fakt bycia przez nią prefektem w tym samym domu co on. -Jesteś z Ravenclaw prawda?- Zagadnął po chwili chcąc się upewnić. Przez ostatni czas miał trochę spraw na głowie, a czasy szkolne niezbyt często wspominał, a i przez to, że jedyną osobą był Lucas, którego od świąt nie widział.
avatar
Petrus Castus
Dorosły

Liczba postów : 223
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Leeds, zamieszkały w Londynie.

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Ellie Murphy on Wto 24 Sty - 17:51

Ellie nigdy nie pragnęła odciąć się od rodziców, mówiąc kolokwialnie. Kochała ich, i nie wyobrażała sobie dnia bez opieki nad młodszym rodzeństwem, co czyniła z wielką chęcią, a co najważniejsze dobrowolnie. Nie sprawiało to dziewczęciu kłopotu, wręcz przeciwnie, była wówczas szczęśliwa. Familia była dla niej opoką w codziennych trudach, chociaż oczywiście w Hogwarcie nie mogła na nich liczyć aż w takim stopniu. Pocieszeniem jednak byli przyjaciele, którzy spisywali się w tym rzemiośle równie dobrze, co rodzina Murphy. Owszem, pragnęła być niezależna, ale nie kosztem swoich bliskich. Krukonka była niezwykle rodzinną osobą, nie wyobrażającą sobie stawiania kariery nad ukochanych. Przede wszystkim stokroć bardziej wolała zamieszkać z kimś (nawet z rodziną) niźli wracać codziennie do pustego mieszkania. To nie było dla niej - w mgnieniu oka zatęskniłaby, popadając na domiar wszystkiego w melancholię. Musiała mieć koło siebie chociażby jedną personę na której może polegać. Lubiła samotność, ale nieprzesadną. Nie wyobrażała sobie końca dnia bez pogawędki z bliską dziewczęciu osobą, jak to działo się od niepamiętnych czasów.
- Tak - odparła grzecznie ze stoickim spokojem (chyba bardziej na drugie pytanie niż na pierwsze), gdyż nie była przyzwyczajona do tego, iż przysiadają się do niej osoby, które nawet nie pamiętają jej imienia, a jedynie kojarzą skądś tam. Czy przypadkiem nie było niegrzeczne zagadywanie to obcej persony? Jeśli ówcześnie apogeum osiągnęła jego nuda, tak teraz chyba swoisty rodzaj nietaktu. Ellie, nie wyobrażała sobie przysiadać się do nieznanej osoby, gdyż uważała to za niestosowne.
avatar
Ellie Murphy
Uczeń

Liczba postów : 214
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Perth, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Sarah Whitness on Sob 25 Lut - 23:12

Ah, miła ciepła kawiarnia. Przecież to ideał, który jest tak rzadko spotykany. Dużo jest obskurnych, zimnych lokali, w dodatku przetłoczonych i głośnych. A tutaj? Gotycki, wytworny jednak nie do przesady przez co nie miało się uczucia przytłoczenia. Dziewczyna usiadła przy jednym z stolików, i uśmiechnęła się do siebie delikatnie. Było tutaj tak cicho, ciepło i przytulnie. Dlatego też zamierzała pozostać tutaj możliwie jak najdłużej. Była bardzo zmęczona po pracy, więc tym bardziej nie miała zamiaru stąd iść.
-Kawę z mlekiem poproszę-poprosiła kelnera z delikatnym uśmiechem, po czym oparła się wygodniej o oparcie i czekała. A w między czasie wyciągnęła książkę o hipogryfach i otworzyła ją na lekko zgiętej stronie co znaczyło że na tym miejscu stanęła. I jak zwykle w takich chwilach, całkowite odcięła się od świata.
avatar
Sarah Whitness
Dorosły

Liczba postów : 95
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Wolfgang von Brandt on Nie 26 Lut - 16:00

Wydawać by się mogło, że coś poruszyło Wolfganga. Poderwał się z krzesła, by za chwile na nie opaść i chwycić w rękę pióro. Z zamiłowaniem tworzył czując w sobie natchnienie muzy. Jego klatka piersiowa unosiła się w gwałtownym, urywanym oddechu, w chwilach największego natężenia umysłu zapominał nawet o wypuszczeniu powietrza. Aoede sprawiała, że wznosił się ponad granicę swoich możliwości, pióro dzierżąc niczym oręż i kierując go przeciw nieścisłościom świata. Zamierzał walczyć i nawet świadomość rychłej przegranej nie gasiła jego zapału. Czymże były bowiem przeciwności losu wobec mocy słowa! Słowa, które nawet po jego śmierci brzmieć będą na salonach! Exegi monumentum aere perennius!
Czy w całym Hogsmeade było lepsze miejsce niż Coco? Najpewniej nie, dlatego to właśnie tutaj Wolf zjawiał się regularnie upojony urokliwym, choć nieco zbyt intensywnym wystrojem jak na jego wrażliwość. Czarno-białe fotografie nadawały mu swoisty klimat, zaś cichy szum ludzkich szeptów nie wpływał w znaczącym stopniu na procesy twórcze. Przyjęło się, że do stworzenia prawdziwego dzieła potrzeba odosobnienia, co w istocie było prawdą, jednak samotność i odizolowanie można było czuć nawet w najbardziej zatłoczonym budynku.
Czy dostrzegł Sarę? Najpewniej nie. Aromatyczna, dopita do połowy kawa, która znajdowała się przed nim, odsunięta została w niepamięć. Już dawno zdążyła wystygnąć, jednak jej właściciel nawet w najmniejszym stopniu nie zajmował tym swoich myśli.
Nagle skrobanie po pergaminie ustało. Pobladły młodzieniec złapał się za głowę, a znajdujący się za uchem ołówek bezwiednie opadł na podłogę. W rozpaczy nad nieistniejącym dziełem zmiął kartkę i rzucił ją przed siebie. Nie mógł nawet patrzeć na wersy, które nagle straciły dla niego cały swój sens.
Z roztargnieniem otwarł swój notes, by nabazgrać tam tylko jedno zdanie.

Artysta może wyrażać wszystko, jednak ja zostałem stworzony na własną zgubę!

Na chwilę zamknął oczy tylko po to, by po chwili szeroko je otworzyć i zamrugać kilkakrotnie powiekami. Po raz pierwszy od dłuższego czasu w pełni przytomny omiótł wzrokiem otaczające go stoliki, z konsternacją zauważając, że wieczorem kawiarnia wygląda zupełnie inaczej niż wtedy, gdy przez witrynę wpadały tu jasne, słoneczne promienie poranka. Nigdy wcześniej nie zwrócił na to uwagi, lecz teraz budziło to jego niemy zachwyt.
avatar
Wolfgang von Brandt
Uczeń

Liczba postów : 21
Czystość krwi : czysta
Skąd : Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Sarah Whitness on Nie 26 Lut - 16:59

Sarah siedziała przy swoim stoliku, popijając kawę i czytając słowa zapisane w książce. Wiedza, która z nich płynęła była jej jak najbardziej znana, jednak czytała ją i traktowała jakby to były informacje, które pierwszy raz widzi na oczy i musi je przyswoić, aby rozwinąć swoje umiejętności jako opiekunki.. Tak, opiekunka, jej praca jest naprawdę odpowiedzialna. Dzięki jej i pracom jej kolegów, czarodzieje mogą zobaczyć dane gatunki, obserwować je w swoim naturalnym środowisku.. Owszem czasami się bała, bo w końcu pracuje z takimi zwierzętami, które uznawane są przez Ministerstwo za bardzo niebezpieczne, lub zdecydowanie zagrażające życiu. Jednak nie bała się..aż tak bardzo, praca jak praca. Tym bardziej że kochała to co robi. Owszem, miała pewne obawy w końcu zbliża się okres w którym i jednorożce i hipogryfy będą chciały spłodzić potomka.. a to jest bardzo uciążliwa pora dla hodowców i opiekunów. Bardzo trudna, wręcz brutalna. A bo to nie raz słyszała od kolegów, że lądowali w szpitalu? A teraz to czeka i ją, brr..Nagle jej oczom, ukazała się znana jej sylwetka krukano. Wolfgang. Delikatnie zmrużyła oczy, patrząc jak coś entuzjastycznie pisze, by po chwili odrzucić to z rozczarowaniem. Cały On. Uśmiechnęła się do siebie delikatnie, jednak nie podeszła w jego kierunku, nie przywitała się. W sumie kobieta nie powinna pierwsza się witać. Podniosła filiżankę i upiła kolejny łyk kawy, obserwując jego poczynania z zaciekawieniem i dozą rozbawienia .
avatar
Sarah Whitness
Dorosły

Liczba postów : 95
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Wolfgang von Brandt on Nie 26 Lut - 18:24

Czy oczekiwania ze strony Sary nie były zbyt wygórowane? Kto w tej chwili mógł spodziewać się po nim czegoś więcej, niż dramatycznego westchnienia, ponownego poczochrania swojej czupryny i wypicia resztek zimnej kawy.
Z obrzydzeniem skrzywił swą niewinną twarz. Okropność! Miał w tej chwili ochotę wylać to na ziemię, jednak w porę opamiętał się i dopił do końca zawartość kubka. Musiał napić się czegoś lepszego, czegoś z charakterem. W swym młodzieńczym życiu nigdy jeszcze nie próbował alkoholu, jednak najpewniej ten pomógłby mu w twórczych zmaganiach.
Z ociąganiem wstał i ruszył w kierunku kas, by uzupełnić swoje zamówienie. Gdyby włożył choć minimalny wysiłek w obserwację otoczenia, zapewne zauważyłby porozumiewawcze, pełne rozczulenia uśmiechy na twarzach kelnerek. Na kawę wolał poczekać przy barze, zawsze peszyło go bowiem ich zainteresowanie jego osobą. Nie wiedział, czy należało to do ich pracy, czy też pozwalały sobie na chwilę wytchnienia w pracy, jednak rozmowy z nimi sprawiały mu dużo wysiłku. Zupełnie tracił wtedy zresztą nastrój do pisania i musiał uzbroić się w cierpliwość, by jego ręka mogła napisać choć pojedyncze słowo.
Gdy wracał do stolika wreszcie ją dostrzegł. Siedziała niedaleko jego stolika i wyglądało na to, że miejsce to zajmuje już od dłuższego czasu. Otwarta książka leżała przed nią, w tej chwili jednak raczej nie zawracała nią sobie głowy. Zamiast śledzić lekturę, wydawała się wodzić za nim wzrokiem, co spowodowało pojawienie się pokaźnego rumieńca na jego bladej twarzy. Z roztargnieniem przejechał ręką po włosach i skinął Sarze głową, nie ośmielił się jednak powiedzieć do niej ni słowa. Obecność znajomej postaci wyraźnie zburzyła jego spokój, nie wiedział bowiem, jak powinien się zachować. Wewnętrzny głos doradzał mu ucieczkę, jednak zasady dobrego wychowania nakazywały pozostać i uciąć z nią krótką konwersację. Był w pułapce, a targające nim sprzeczne uczucia sprawiły, że zamiast usiąść stał dalej i wpatrywał się w Sarę, w niej szukając odpowiedzi na swój własny dylemat.
avatar
Wolfgang von Brandt
Uczeń

Liczba postów : 21
Czystość krwi : czysta
Skąd : Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Sarah Whitness on Nie 26 Lut - 19:06

Jeżeli oboje będą tak na siebie patrzeć, to jedno z nich zejdzie z tego świata na palpitację serca. Oczywiście, wpatrywanie się sobie w oczy ma w sobie taką czar, magię. Jednak gdy osoby są nieśmiałe, czasami tak czar nie trwa zbyt długo, ponieważ jedna z tych osób dostaje zdenerwowania, odchodzi, mdleje lub bóg wie co jeszcze. Sarah więc odwróciła na chwilę od niego wzrok, patrząc za okno. Sypało już coraz mniej, a temperatura była zdecydowanie wyższa i bliższa do dodatniej. Serce jej biło jednak szybciej i nie potrafiła się skupić na niczym innym, oprócz niego. Zadrżała, jakby z zimna, po czym odsunęła od siebie kawę, zupełnie jakby chciała już wyjść. Jednak toczyła wewnętrzna walkę. Wyjść, nie wyjść? Zostać? Podniosła na niego wzrok i ich spojrzenia się spotkały. Zarumieniła się delikatnie, przegryzając delikatnie dolną wargę.
-Cześć-przywitała się cichym głosem, spuszczając wzrok. Nie krepowała siebie, a przy okazji i jej serce chwilę odpocznie, bo do tej pory biło jak szalone. Podparła głowę jedną ręką , zakrywając w większej części twarz włosami. Jednak co chwila, zerkała na niego spod ciemnych włosów. Dawno go nie widziała, a ciągle na jego widok reaguje na niego tak samo. Jak nie jeszcze gorzej, bo tęsknota również robi swoje. Idiotka, doskonale wie że nie powinna ale jednak..
avatar
Sarah Whitness
Dorosły

Liczba postów : 95
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Wolfgang von Brandt on Nie 26 Lut - 20:02

W masochistycznym odruchu nie odrywał od niej wzorku. Dopiero rumieniec, który wykwitł na jej licach, a także przygryziona warga przypomniały mu, jak bardzo różniła się ona od innych przedstawicielek płci pięknej. Nigdy bowiem nie starała się zajrzeć mu przez ramię, skłonić do poważnych deklaracji lub jakiejkolwiek formy działania. Wolfgang był za to nieopisanie wdzięczny. Wdzięczny, choć nigdy nie zastanawiał się, czy odwzajemniona nieśmiałość świadczy o podobieństwie charakterów, czy też wiązało się to z czymś zgoła odmiennym, a co ani razu do tej pory nie przyszło mu do głowy.
Pośpiesznie poskładał papiery, który do tej pory leżały w nieładzie, po czym odsunął je na bok robiąc miejsce przy stoliku. Nie był pewny, czy chciał, żeby się dosiadała. Nie wiedział, czy ona zechce się dosiąść. Sam jednak nie miał prawa uczynić czegoś tak pochopnego, już samo zostawienie furtki do swojej intymności w postaci teraz lekko wysuniętego krzesła było z jego strony zuchwalstwem.
- Może chciałabyś... - urwał, odsuwając krzesło jeszcze o kilka centymetrów i dając jej tym samym wyraźny znak, że jest to zaproszenie.
Tak naprawdę Wolfgang śmiał się z czasu, ten nigdy nie wywierał na nim istotnego wpływu. Zapewne zachowywałby się tak samo, gdyby od ich ostatniego spotkania minęło kilka dni, a nie kilka miesięcy.
avatar
Wolfgang von Brandt
Uczeń

Liczba postów : 21
Czystość krwi : czysta
Skąd : Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Sarah Whitness on Nie 26 Lut - 20:47

Nie spodziewała się tego. Za żadne skarby, akurat takiego ruchu Wolfganga się nie spodziewała. On ją zaprosił do stolika? A może nie ją miał na myśli? Rozglądnęła się dyskretnie na bok, w poszukiwaniu jakieś pięknej dziewczyny która zainteresowała Wolfganga. Owszem, siedziało ich kilka, jednak one rozmawiały między sobą, zupełnie nie zwracając na resztę uwagi. Czyli to zaproszenie było skierowane do niej. W duchu się ucieszyła, poczuła się jakby..tak lżej, lepiej? Jednak skrępowało to ją jeszcze bardziej. Chwyciła filiżankę swojej kawy, po czym wstała i spokojnym krokiem podeszła do jego stolika, odsuwając trochę bardziej krzesło, aby mogła swobodnie usiąść. Włosy opadły na jej ramiona, zasłaniając jej twarz, która delikatnie się zarumieniła. Odetchnęła głęboko, upijając łyk kawy, po czym odstawiła filiżankę na stolik i odgarnęła włosy za ucho, patrząc na niego spod grzywki.
-Jak w szkole?-zapytała cicho. To chyba było najbardziej neutralne pytanie. Nie pytała się go, o to co tworzył. Doskonale wiedziała, że jeżeli sam będzie chciał to jej pokaże. Po za tym żaden artysta nie pokaże czegoś, czego nie jest zadowolony-proste.
avatar
Sarah Whitness
Dorosły

Liczba postów : 95
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Wolfgang von Brandt on Nie 26 Lut - 21:48

Ze zmieszaniem przyglądał się jej zdziwieniu. A może nie powinien? Nigdy nie był najlepszy w relacjach międzyludzkich. Najpewniej w tej chwili pełnił sporą gafę, jednak nie zniósłby tego, że w milczeniu siedzą oddaleni od siebie tylko o kilka stolików.
Odczekał odpowiednią chwilę, by pomóc wsunąć jej krzesło przy siadaniu. Jedna z kelnerek uśmiechnęła się widząc ten akt kurtuazji, po raz kolejny posyłając swojej koleżance znaczące spojrzenie. Trzeba przyznać, że Wolfie w tym momencie speszył się jeszcze bardziej. Czym prędzej ominął stolik i zajął swoje miejsce, pochylając się nad nim niżej, niż to było konieczne. Gdyby zastanowił się nad tym co robi, zapewne dostrzegłby, że scena ta prezentuje sobą wiele intymności, on jednak się tym nie kłopotał.
- Choć codziennie patrzę na świat, jakbym oglądał go po raz pierwszy, lakoniczność i zwyczajność zajęć lekcyjnych powoli mnie niszczy - wyjawił konspiracyjnym szeptem, a głos drżał mu z poruszenia. Przyglądał jej się uważnie, próbując odczytać niejasne dla niego zachowanie Sary. - Lecz czyż nie trzeba hałasu, aby usłyszeć ciszę? - zapytał trochę głośniej, na ułamek sekundy utkwiwszy spojrzenie gdzieś za jej plecami. Zamrugał, nieświadom swego zachowania graniczącego z obłąkaniem, po czym patrzył już na nią przytomnie, a jego usta wykrzywiały się w niewinnym uśmiechu. - Wyjaw mi najskrytsze tajemnice, zdradź swoje myśli i pragnienia, pozwól zobaczyć swoją duszę... - przerwał, nieco rozweselony, aby złapać oddech. - Lub po prostu opowiedz co u ciebie - dokończył triumfalnie, odchylając się do tyłu. Pod plecami poczuł oparcie krzesła.
avatar
Wolfgang von Brandt
Uczeń

Liczba postów : 21
Czystość krwi : czysta
Skąd : Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Sarah Whitness on Nie 26 Lut - 22:32

Zadrżała. Patrzyła na niego z lekkim wahaniem, niektóre jego słowa i gesty naprawdę ją krepowały. "Wyjaw mi najskrytsze tajemnice, zdradź swoje myśli i pragnienia, pozwól zobaczyć swoją duszę... " dzwoniło w jej uszach, a ona tylko sobie pomyślała "czy jesteś pewien?". Czy jakby wyjawiła mu prawdę, czy byłby z tego zadowolony? Jak by zareagował? Uznałby ją za desperatkę, wariatkę? Nawet nie zwróciła uwagi na jego istotny gest, dosunięcia krzesła, niczym prawdziwy dżentelmen. W końcu jego maniery były nienaganne, to był artysta.. Artysta, dlatego odzywał się tak jak się odzywał. Niektórzy go nie rozumieli. Czasami sama miała z tym problem, ale po jego wypowiedziach, dowiedziała się że się nudzi i przeżywa wzloty i upadki weny twórczej.
-Dobrze. Opiekuje się swoimi pupilami..-powiedziała z lekkim uśmiechem, nie chcąc zdradzać mu faktu że na chwilę obecną boi się swoją pracy. Wtedy wyszła by już na zupełną miernotę, jeszcze większą niż jest teraz. Odgarnęła niesforne kosmyki włosów za ucho, patrząc na niego spod grzywki i po chwili przeniosła wzrok na kawę. Wpatrywała się w ciemny, ciepły płyn, pogrążając się w swoich zamyśleniach.
-Mieszkam w Londynie, a na brak funduszy tez nie narzekam..-dodała z lekkim uśmiechem. Na zdrowie też nie narzekała, no póki co. Znaczy miała kilka obtłuczeń ale to normalne przy takiej pracy.
avatar
Sarah Whitness
Dorosły

Liczba postów : 95
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Wolfgang von Brandt on Nie 26 Lut - 23:43

Wolfgang żył w kloszu. Nieświadom niczego, nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że jego pytanie mogło zawierać jakieś podwójne dno. Gdyby taka myśl choć przez chwilę przemknęła mu przez głowę, najpewniej skwitowałby to mocnym rumieńcem, co raczej nie uszłoby uwadze rozmówczyni. Dalej jednak był nieprzyjemnie blady, co upewniało wszystkich tylko o jego nieskalanych intencjach.
Niedbale chwycił kubek i pociągnął z niego łyk kawy. Ciemne cienie pod oczami sprawiały nieco groteskowe wrażenie, świadcząc jednocześnie o nieprzespanej przez młodzieńca nocy. Do pełni pozostało jakieś dwa lub trzy dni, jednak zgubny wpływ srebrnej tarczy dało się odczuć już teraz. Podobno istnieją teorie, jakoby podczas tej fazy księżyc miał budzić nawet w najzwyklejszych ludziach pierwotne instynkty, o których już dawno zapomnieli.
Słysząc wzmiankę o pupilach uniósł do góry brwi w pytającym geście. Zapewne Sara mówiła mu o tym wcześniej, jednak informacje te zagubiły się w plątaninie niesfornych myśli, które cały czas walczyły ze sobą o jego uwagę.
- Londyn? Miasto działalności wielkiego Barda z Avonu! - zawołał z zachwytem, ignorując w tym momencie wszelakie wątpliwości dotyczące tego, czy sztuki, które do tej pory przypisuje się Szekspirowi, są naprawdę jego. - Byłaś już w The Globe? - zapytał, spodziewając się twierdzącej odpowiedzi. Sam nigdy nie przekroczył progów mugolskiego teatru, tak samo jak nigdy nie pojawił się nawet w niemagicznej części miasta.
- Zważ, że włosy zaraz wpadną ci do kawy - zwrócił jej uwagę na ten nader istotny fakt z uśmiechem, po czym odgarnął do tyłu kilka kosmyków, które znalazły się niebezpiecznie blisko napoju. Dopiero gdy przypadkowo musnął dłonią jej policzek uświadomił sobie, że zachowuje się zbyt śmiało. Czym prędzej cofnął rękę przestraszony i zamilkł, wpatrując się w nieokreślonym bliżej kierunku.
avatar
Wolfgang von Brandt
Uczeń

Liczba postów : 21
Czystość krwi : czysta
Skąd : Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Sarah Whitness on Pon 27 Lut - 17:54

Widząc jego zdezorientowane na temat słowa "pupil", poczuła lekkie rozczarowanie. Myślała że zapamiętał ten fakt, że opiekuje się jednorożcami i hipogryfami. Studiowała opiekę nad magicznymi stworzeniami, a On tego nie pamiętał..to ją zabolało. Odwróciła wzrok bardziej na bok, przyglądając się bliżej nieokreślonym punktom. Dopiero gdy zadał jej pytanie, delikatnie się uśmiechnęła.
-Totus mundus agit histrionem-powiedziała patrząc na niego spod grzywki. To słynne zdanie "Cały świat gra jakąś rolę" było znane na całym świecie. A raczej każdy powinien je znać. Sam fakt powiedzenie tego zdania, utwierdzał Wolfganga że była w tym mugolskim muzeum, które było miejscem niezwykle historycznym i inspirującym dla nie jednego poety.
-Byłam również w Duke of York's Theatre..-mruknęła rozmarzona. Jak mogłaby nie odwiedzić miejsca w którym była premiera jej ukochanej Madame Butterfly, gdzie Puccini zamienił ją w słynną operetkę. Tak, zdecydowanie nie mogła ominąć tych dwóch miejsc, oczywiście były i inne ale nie miała aż tyle czasu, aby wędrować po mugolskiej części londynu. W pewnym momencie, poczuła dotyk jego ciepłym, lekko szorstkich palców na swoim policzku. Popatrzyła na niego zdezorientowana, jednak zaraz potem odwróciła od niego wzrok, przy okazji przekręcając się bardziej w prawo, aby ukryć rumieniece które pojawiły się na jej policzku.
-O moją kawę się nie martw, lubię dodatki. Ty za to się nie wysypiasz-druga część zdania, była wypowiedziana oskarżycielskim tonem. Jego sińce pod oczami, były niedopuszczalne. Wyglądał jakby był chory. Nie dość że był blady, to jeszcze cienie pod oczami. Żywy trup. Odwróciła się z powrotem w jego stronę, a policzki na jej twarzy przybrały barwę łagodniejszej czerwieni, co w sumie mogło wyglądać nawet uroczo. Tylko ze fakt ten, trochę Sarę krępował, ale mniejsza z tym. Czy Wolfgang znajdzie dobre wytłumaczenie na temat swojego zaspania? Czy jak zwykle było to tworzenie nieziemskich poematów, czy też sen był rzeczą niepotrzebną w jego mniemaniu, która ograniczała jego zapędy twórcze?
avatar
Sarah Whitness
Dorosły

Liczba postów : 95
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Wolfgang von Brandt on Wto 28 Lut - 11:17

Podniósł na nią wzrok i zlustrował zaróżowione policzki. Czy to śmiałość myśli powodowała rumieniec podświadomości?
Słysząc jej słowa zaśmiał się cicho. Kawa z dodatkami niewątpliwie go rozbawiła, jednak po jej kolejnym stwierdzeniu spoważniał.
- Nie sen jest najgorszy, ale przebudzenie...- odparł, marszcząc brwi. Jak bowiem wracać z krainy o niekończących się możliwościach bez żalu? Krainy, która jednocześnie go fascynowała i przerażała. Lepiej by było w ogóle nie śnić! Potrząsnął głową, wyraźnie sfrustrowany. Często sen był wybawieniem dla jego skołatanej duszy, bywały jednak okresy, w których każda chwila w krainie Morfeusza bywała dla niego istotnie stratą czasu. Obietnica, której nie można spełnić, tysiąckrotnie gorsza jest od nicości.
- Jak powiedział Hipokrates - jedzenie, picie, sen, miłość cielesna - wszystko z umiarem - zbagatelizował fakt, iż z umiarem nie znaczy wcale zupełnego wyrzeczenia snu. Z zapamiętanych sentencji zazwyczaj wybierał tylko to, co w danym momencie popierało jego tezę. Która w zależności od pory dnia, nastroju, rozmówcy i chwilowych upodobań, za każdym razem bywała inna.
Nawet nie zauważył, że kawiarnia powoli się wyludniała. W tej chwili tylko garstka amatorów kawy raczyła się tymże trunkiem, reszta zaś wróciła do trudów codziennego życia. Wolfgang prawdopodobnie też powinien się już zbierać, jeśli nie chciał zarobić szlabanu, jednak ten zbagatelizował potencjalne zagrożenie - poczucie czasu nie było nigdy jego mocną stroną.
avatar
Wolfgang von Brandt
Uczeń

Liczba postów : 21
Czystość krwi : czysta
Skąd : Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Sarah Whitness on Wto 28 Lut - 17:52

Popatrzyła na niego i pokręciła głową. No i w tym momencie ją zdenerwował. Jak można tak o siebie nie dbać? Umysł człowieka renesansu, w ciele czarodzieja, cóż za absurd. Po co został wysłany do Hogwartu? Mógł wieść spokojne życie poety, by zginąć w młodym wieku w imię sztuki.
-Ale jak mawiał Cyceron "Czym sen dla ciała, tym przyjaźń dla ducha - odświeża siły. "-powiedziała spokojnie. Naprawdę, czasami się zachowywał jak dziecko, a czasami wręcz przeciwnie-jak dojrzały człowiek, który swoją inteligencją bił na głowę nie jednego dorosłego. Dziewczyna założyła nogę na nogę, i oparła głowę jedną ręką, mrużąc delikatnie oczy. Cóż, chyba musiał wracać..a dopiero co się spotkali. Takie uczucie żalu ogarnęło jej serce, ale cóż poradzić.
-Czy możesz sobie pozwolić na taki pobyt w Hogsmeade?-zapytała spokojnie. Wolała mu przypomnieć, chociaż i tak większość uczniów robiła co chciała. Lekcji w Hogwarcie (jak słyszała) też nie było..A uczniowie odwiedzali sobie bliska wioskę, oddając się swoim ulubionym zajęciom-rozmowie, odpoczynku itd. Popatrzyła na swoją kawę. Jakoś przeszła jej ochota, teraz miała dziwną ochotę na owoce leśne. Owoce leśne pod koniec zimy. Westchnęła rozmarzona, do tych że owoców, i zerknęła na niego spod grzywki. Szkoda że to nie było lato..
avatar
Sarah Whitness
Dorosły

Liczba postów : 95
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Wolfgang von Brandt on Nie 4 Mar - 21:46

Jego rozszerzone źrenice spoglądały na nią z wyraźnym zainteresowaniem, choć dało się w nich dostrzec lekkie rozbawienie. Wolfgang nie spodziewał się tego, że jego rozmówczyni interesuje się choć w minimalnym stopniu filozofią. Czyżby miał o niej zupełnie mylne zdanie? A może to przypadkowy komentarz? Wypadek, który już nigdy więcej się nie powtórzy. Zaczął zastanawiać się, czy przedwczesne szufladkowanie nie było więc z jego strony nieroztropnością. Umiejętność wstrzymania to piękna cnota, stwierdził w duchu. Gdyby choć chwilę dłużej zagłębiłby się w tym temacie, to dostrzegłby, że akurat jej zawsze mu brakowało.
- Świeżość mych sił jest niezmierzona - odparł w końcu z szerokim uśmiechem. Na potwierdzenie tych słów uniósł do góry napiętą rękę. Wcale nie przejmował się tym, że zamiast mięśni pod rozciągniętym swetrem zobaczyć można było tylko zarys skóry i kości.
Nie widział jednak powodu, dla którego dziewczę miałoby się o niego w jakikolwiek sposób martwić. Pogrążony w egzystencjalnych rozważaniach nie dostrzegał różnic, które coraz wyraźniej odcinały go od reszty magicznej społeczności.
Słysząc kolejną uwagę zafrasował się nieco. Fakt, powinien już wracać, jednak czyż rozmowa z Sarą nie była o niebo przyjemniejsza? A może to ona chciała wreszcie uwolnić się z towarzystwa jego uciążliwej osoby?
- Chcesz, abym Cię zostawił? - zapytał zaczerwieniony, nie kryjąc rozczarowania. Nie miał śmiałości spojrzeć jej w oczy, więc wpatrywał się w swój notes. To wydało się mu dość logiczne. Niepewny zgarbił się nieco w sobie i sięgnął po kawę. Chwilę potem układał już nierówny plik pergaminów w torbie, gotów wyjść w każdej chwili.
avatar
Wolfgang von Brandt
Uczeń

Liczba postów : 21
Czystość krwi : czysta
Skąd : Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Sarah Whitness on Pon 5 Mar - 19:03

Zabawne, jak przeciwieństwa potrafią się przyciągać. Z jednej strony odmienne zainteresowania, jednak znajduje się pewna płaszczyzna porozumienia. Sarah odgarnęła włosy z twarzy, i gdy tak odpowiedział, żeby wyszło na jego przewróciła oczami, uśmiechając się lekko. Jednak przeraził ją fakt, jego wychudzenia. To nie był fakt szczupłości, to było wychudzenie. Dziewczyna odsunęła się od stolika, wstając z krzesła, ręką pokazując mu, aby został na miejscu. Podeszła do kelnerki i szepnęła jej coś na ucho. Ta pokiwała głową, i po chwili zniknęła na zapleczu, by po 5-10 minutach, podać kobiecie miskę, w której nie wiadomo co było. Kobieta jednak ucieszyła się gdy jej prośba została spełniona. Wróciła do stolika, po czym podsunęła mu pod nos, miskę jarzynowej zupy. Witaminy, i sam posiłek zdecydowanie mu się przyda.
-Zostaniesz tu, i zjesz tą porcję. Możesz nawet opisać to w poemacie. Zapomniałeś już że podstawową rolą człowieka jest odżywianie się? Każdy się odżywia, nawet ameba, plankton coś jedzą. A ty co? Znikniesz, i nic już nie napiszesz. I smacznego-dostał może lekko ochrzan, jednak wynikało to tylko z jej troski względem niego, która była usprawiedliwiona czymś głębszym. Sarah podparła głowę jedną ręką i uśmiechnęła się do niego łagodnie. W Hogwarcie, nie będzie mogła pilnować by jadł cokolwiek. Musiała liczyć na jego zdrowy rozsądek. Ale póki co, mogła go tutaj przypilnować. Cud że mu zęby z braku witamin nie powypadały..
avatar
Sarah Whitness
Dorosły

Liczba postów : 95
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Wolfgang von Brandt on Nie 1 Kwi - 16:09

- Zaczekaj... - zaczął niewyraźnie, jednak uciszony został gestem jej ręki. W tej chwili w jego głowie pojawiło się kilkanaście pytań. Był zakłopotany. Niespokojnie obserwował jej sylwetkę oddalającą się od stolika. Nie udzieliła mu odpowiedzi, zostawiła go, czyżby jednak musiał już sobie pójść? A więc iluzja pozornej normalności rozwiała się. Coś jednak sprawiło, że postanowił na nią poczekać. Nie wypadało mu opuszczać stolika bez choćby krótkiego pożegnania.
Dalszego obrotu wydarzeń Wolfgang się nie spodziewał. Nie wiedział, jakim cudem Sara zdobyła zupę w kawiarni, to przecież było niemożliwe! I to domową, jarzynową (domową tylko z definicji, u von Brandtów nie jadało się bowiem niczego oprócz wykwintnych chłodników z kawałkami truskawek lub kremu z wszelkiego rodzaju warzyw zielonych). To tak jakby kupić ołówek w sklepie ze słodyczami lub nielegalne używki w księgarni.
- Zupa? - zapytał, patrząc na nią badawczo, jak gdyby zamiast posiłku ofiarowywała mu kielich cykuty. W istocie nie był pewien, czy może zaufać swojemu zmysłowi obserwacji i nazwać to 'zupą'.
- Nie jestem głodny - stwierdził marszcząc z niechęcią nos, kiedy miska stanęła przed nim. Z konsternacją obserwował pływające tam kawałki ziemniaków i marchewki, starając się przypomnieć sobie, jak właściwie smakuje jarzynowa.
Co zaś się tyczy poematu - zapewne byłby nadzwyczaj interesujący, jednak Wolfgang wolał nie sprawdzać.
avatar
Wolfgang von Brandt
Uczeń

Liczba postów : 21
Czystość krwi : czysta
Skąd : Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Sarah Whitness on Nie 1 Kwi - 17:02

Podstawą funkcjonowania społeczeństwa w tych czasach, było umiejętne zawieranie znajomości. Tak było i tutaj, Sarah miała znajomości i to był cały trik. Dziewczyna popatrzyła na niego z lekkim jakby zdziwieniem? Rozczarowaniem? Popatrzyła na zupę, po czym na niego, i uniosła lekko lewą brew jakby nie do końca rozumiejąc jego niechęci. Podparła głowę jedną ręką, po czym popatrzyła na niego z dziwnym wyrazem twarzy.
-Owszem jesteś..-powiedziała spokojnie, podsuwając mu zupę nie mal pod sam nos. Dziewczyna, uśmiechnęła się pod nosem, jednak to nie był typowy uśmiech pełen przyjaźni i koleżeństwa. Włosy, które uciążliwie opadały na jej ramiona, odgarnęła ponownie za ramię po czym lekko zmrużyła oczy.
-Albo doznasz najokrutniejszych cierpień, i dantejskie sceny, będą niczym w porównaniu z tym, co doznasz. Przekonasz się, od czego hipogryf ma swój dziób, i pazury, a jednorożec, od pewnych cech ma kopyta. I jeśli przeżyjesz, to czeka Ciebie mój gniew. I tego już nie przeżyjesz-powiedziała spokojnym tonem, po czym patrzyła na niego przez chwilę surowym wzrokiem. Dłonie zacisnęła delikatnie na brzegu stołu, po czym uśmiechnęła się łagodniej.
-Smacznego-powiedziała na koniec tym samym dając mu do zrozumienia że kolejnych odmów nie przyjmuje. Poczułaby się urażona gdyby odmówił, i naprawdę mogłaby się zdenerwować. Po prostu, chciała aby zachowywał chociaż "pozory" normalności, a celowe odmawianie pożywienia, normalne nie jest...
avatar
Sarah Whitness
Dorosły

Liczba postów : 95
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Wolfgang von Brandt on Pon 2 Kwi - 13:18

Trudno było mu zrozumieć jakiekolwiek zasady obowiązujące w dzisiejszym społeczeństwie. Ktoś postronny uznałby go za wielkiego ignoranta, w czym zresztą specjalnie by się nie pomylił. Wolf reagował bowiem tylko na to, co w jego mniemaniu było rażącym aktem naruszenia kodeksu moralnego. Wszystko inne spychane było gdzieś do zakamarków jego świadomości, sklasyfikowane jako 'informacje nieistotne'. Weźmy na ten przykład podziały klasowe - jakie znaczenie mogło mieć pochodzenie danego człowieka w obliczu wielkiej miłości, szczerej przyjaźni czy równie oddanej nienawiści? Kochać można równie dobrze pannę z wyższych sfer, której ród od pokoleń szczycił się krwią czystą niczym łza, jak i mniej hojnie obdarzoną przez los mugolaczkę. Mało, ta druga była nawet lepszym obiektem uczuć wszelakich, niczym zakazany owoc, po którego sięgnięcie groziło wygnaniem z raju. To właśnie jest miłość romantyczna, której młodzian w skrytości ducha hołdował, jednak nie wiedział, czy sam kiedykolwiek by się na to odważył. To samo tyczyło się niechęci - dobre urodzenie nigdy nie gwarantowało równie dobrego charakteru.
Wzruszył ramionami i milcząc chwycił za łyżkę. Nie wiedział, czemu jej tak na tym zależało. Tak jakby w związku z tą czynnością ważyły się losy całego świata, lub co najmniej Wielkiej Brytanii. Mimo wszystko wolał nie próbować sprowadzić na siebie jej gniewu, ta wzmianka o dziobie hipogryfa była dość sugestywna.
Pierwszy kęs zupy nie należał do przyjemności, po chwili jednak chłopiec oswoił się z charakterystycznym smakiem i ciepłem, które rozchodziło się po jego ciele. Żołądek co prawda dalej protestował - wszak trudno wmusić w siebie posiłek po długotrwałym poście. Czego się jednak nie robi dla kobiet.
W tym momencie zaczął zastanawiać się, jaka właściwie jest Sara. Och, w jakim błędzie byli ludzie, którzy uważali ją za zimną i oschłą! On nigdy nie nazwałby jej tak obelżywie.
- Jak miewa się twój ojciec? - zapytał, kiedy zupa w misce już dawno się skończyła, a napięcie z tym związane rozładowane zostało przez kilka błahych komentarzy na temat ogółu warzyw, w szczególności brukselki, co zresztą wywołało uśmiech na twarzach obojga. - Miałem okazje poznać go ubiegłego lata na jakiejś ważnej kolacji w naszym domu. Szkoda, że ciebie tam nie było, umierałem z nudów - dorzucił jeszcze, tak dla wyjaśnienia.
avatar
Wolfgang von Brandt
Uczeń

Liczba postów : 21
Czystość krwi : czysta
Skąd : Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Sarah Whitness on Pon 2 Kwi - 18:34

Z nieskrywaną satysfakcją,patrzyła gdy w końcu przyjął pokarm. Miała nadzieję, że ktoś w Hogwarcie zainteresuje się jego niedożywieniem, albo będzie co chwila wysyłać mu sowy z upomnieniami w celu przestrzegania zasad prawidłowego żywienia. I poczuła ulgę, gdy zupa zniknęła z miski, i zaczęła podlegać mozolnemu procesowi trawienia. Uniosła delikatnie lewą brew, patrząc na niego zdezorientowana, a po chwili spuściła wzrok. Jeszcze rok temu, ojciec uczestniczył w bankietach, jednak gdy zmarła jej matka, jej rodziciel stał się rzadszym bywalcem salonów.
-U, mojego ojca, wszystko dobrze dziękuję -odpowiedziała grzecznie, po czym popatrzyła na niego spod grzywki. Jaka była Sarah? Dobre pytanie, była po prostu zagadką. A tym bardziej większą dla tych, na której jej zależało, tym bardziej w stosunku do młodego poety, który jakimś cudem jeszcze żyje. Odgarnęła swoje długie włosy na bok, po czym westchnęła cicho.
-Jednakże, mój ojciec, z racji tego że stał się wdowcem, jest rzadszym bywalcem na salonach. A co do kolacji..ja nie uczestniczę w takich przyjęciach-odpowiedziała zgodnie z prawdą. Młoda opiekunka, wolała posiedzieć w tym czasie z zwierzętami, albo poczytać książkę. Albo po prostu położyć się na trawie i patrzeć na gwiazdy, a to kochała najbardziej. Dlatego też często Pan Whitness słynął z tego, że na przyjęciach pojawiał się bez swojej jedynej córki. No cóż, względem innych panien była po prostu "dziwolągiem". Może to prawda? W końcu inne panny już dawno zamężne, a Ona sama znalazła sobie nietypowy obiekt uczuć.
avatar
Sarah Whitness
Dorosły

Liczba postów : 95
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Wolfgang von Brandt on Pią 6 Kwi - 23:27

Śmierć w rodzinie von Brandtów występowała nadzwyczaj rzadko. Może gdyby Wolf wytężył pamięć, przypomniałby sobie uroczysty pogrzeb siostry jego dziadka - jedyną tego typu uroczystość, na której miał okazję być. Nie było to zresztą bardzo przytłaczające wydarzenie - siedmioletni Wolfgang zakonotował dużą ilość kwiatów i bardzo eleganckie stroje, a po momencie kulminacyjnym wszyscy zaproszeni zostali na wystawną konsolację. Mimo wszystko jednak za każdym razem, kiedy słyszał o opuszczeniu przez kogoś tego świata, do jego głowy przybywały czarne myśli. Dlaczego wszystko musiało przemijać? Czy kiedyś wymyślone zostanie zaklęcie lub maszyna, które będą w stanie zatrzymać czas? Niekoniecznie na skalę światową, może chodzić nawet o wybrane jednostki. Młodzian był pewny, że mógłby być jedną z tych jednostek. A może to on sam powinien się tym zająć? Jego nazwisko nigdy nie przebrzmiałoby w historii ludzkości, wieczna sława i poklask! A jednak...
Potrząsnął głową, odganiając od siebie te niespokojne myśli. Wolał chyba pozostać przy udręczaniu swojej duszy. Jakimż byłby bohaterem tragicznym, gdyby nagle zaczął działać?
- Faktycznie, to niepowetowana strata... - zawiesił głos, niepewny. Podobno tak należało zareagować, sam wyczuwał w tym sztuczność, nie było jednak czasu, by rozważyć wszystkie za i przeciw użycia tego zwrotu. Och, jak trudno czasem odróżnić wpojone zasady od naturalnych odruchów!
Dalsza część jej wypowiedzi wprawiła go w stan głębokiego zastanowienia. - Dlaczego? - zapytał więc, nie rozumiejąc jej słów. Sam od dzieciństwa zobowiązany był do okazjonalnego pojawiania się na różnorakich bankietach i, oprócz odosobnienia, nigdy nie czuł związanych z tym mocno negatywnych emocji. - A co z twoim debiutem? - dodał jeszcze, jakby wyraźnie tym zafrasowany. Słowa Sary kłóciły się z jego światopoglądem.
avatar
Wolfgang von Brandt
Uczeń

Liczba postów : 21
Czystość krwi : czysta
Skąd : Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Sarah Whitness on Sob 7 Kwi - 11:59

Strata matki, była dla dziewczyny niezwykle irracjonalnym przeżyciem. Nie miała sił płakać za kimś, kto ją zostawił, w tak wczesnym wieku. A potem na pogrzebie, oczekiwano od niej, że będzie rozpaczać? Prawda była jednak taka, że nie uroniła za nią ani jednej łzy, jedynie gdy od wiedza jej grób, stoi nad nim z pustym wyrazem twarzy. Jej ojciec zdecydowanie bardziej to przeżywał, ale nie ma co się dziwić. To była jego miłość, mimo że ich zostawiła nie rozwiódł się z nią. To było niezwykłe. I gdy złożył jej wyrazy współczucia, kiwnęła tylko uprzejmie głową, aby nie wyglądać na taką ignorantkę. Chociaż wielu ludzi, tak właśnie myślało. „Zimna, wyrodna córka” tak ją komentowali. Ale czy opinie innych, były dla niej istotne? Właśnie nie za bardzo, i gdy tylko zadał jej pytanie, tylko się uśmiechnęła, po czym oparła wygodniej plecami o zimne, drewniane krzesło. Pozwoliła, aby włosy zasłoniły jej drobną twarz.
-Jeśli chodzi o naszą wolność, jest to bardzo smutna sprawa. Prawdopodobnie istniała zawsze tylko na papierze. O zewnętrznej wolności nigdy oczywiście nie mogło być mowy, ale również nigdy nie widziałam człowieka, który byłby wolny wewnętrznie. –odpowiedziała spokojnym głosem, za pewne po raz kolejny dzisiejszego dnia, go zaskakując. Jej delikatny uśmiech, który pojawił się na jej twarzy, skrywał tylko kolejne tajemnice, a szczególnie jedną, skrzętnie skrytą i zabezpieczoną kilkoma kłódkami „przyzwoitości”. Gdy usłyszała jego kolejne pytanie, zaśmiała się cichutko, odgarniając włosy za ucho.
-Wciąż debiutuję, każdego roku -dodała z lekkim rozbawieniem. To było takie urocze. Młody poeta, który za wszelką cenę starał się walczyć z światem, którego jeszcze poniekąd nie rozumiał. Cóż za ironia, że jego ciało jest schowkiem dla tak twórczej duszy. Sam jego świat, w którym się obracał był niczym klatka, bo za żadne skarby nie mógł go opisać. Po części mu nawet…współczuła, a poniekąd podziwiała. Był człowiekiem, mimo tak młodego wieku, godny naśladowania. W końcu tyle osób zatraciło tyle wartości, które On skrzętnie przestrzega. To takie przykre, ale w swojej tragedii i pocieszające, że jest jeszcze taka osoba, które pewne wartości pamięta, mimo że ta osoba nie koniecznie zdaje sobie z tego sprawy.
-Ah, i jeszcze coś. Przyzwyczaj się do mojej sowy. Będzie Ciebie często odwiedzać-dodała z lekkim rozbawieniem. W końcu musi mu przypominać o tak prozaicznych czynnościach jak posiłek, bo on zdaje się o tym zapominać.

/wa, wena mi wraca!/
avatar
Sarah Whitness
Dorosły

Liczba postów : 95
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach