Coco Caffe

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Drew Huntington on Sob 17 Lis - 21:06

Tłumów w wiosce nie było zbyt wielkich, ale można było dostrzec wałęsające się grupki uczniów zmierzających w stronę lodowiska. Kilkoro z nich wracało z miodowego królestwa, o czym świadczyły wypchane słodyczami kieszenie. Drew odprowadził ich znudzonym wzrokiem do najbliższego rogu, stawiając powolne acz pewne kroki. Dostrzegł w oddali jakąś znajomą twarz, która najprawdopodobniej nie chciała go rozpoznać i zwinęła się za najbliższym zakrętem. Końcówki warg chłopaka uniosły się w nietypowym uśmiechu, który stanowił dość sporą zagadkę dla wielu osób.
Nie zamierzał odsuwać się na bok, kiedy dojrzał biegnącą dziewczynę i wyprostował jedynie ręce, odpychając ją w momencie zderzenia. Nie był przy tym ani trochę delikatny, stanowiła przeszkodę na jego drodze i nie patrzyła przed siebie, ale pod własne nogi. Typowe zachowanie dla ludzkich pomiotów, którzy nie mieli wystarczająco dużo odwagi lub szaleństwa, aby podnieść wysoko głowę.
Kiedy więc dziewczyna upadła na kolana i w panice zaczęła zbierać swoje porozrzucane przedmioty, lustrował ją beznamiętnym spojrzeniem, w którym kryła się czysta pogarda.
Szpic buta, który doskonale widziała ze swojej perspektywy podniósł się i odsunął o pół metra książkę jaką puchonka zamierzała akurat podnieść.
- Najpierw powinnaś upewnić się czy nie wyrządziłaś szkody, wyżej położonemu od siebie człowiekowi. – Pouczył ją głosem wypranym z wszystkich emocji, które definiowały człowieka jako sympatycznego. Nie wyciągał wciąż dłoni z kieszeni, ale świeżbiło go, by nauczyć tą uczennicę szacunku. W ogóle nie obchodziło go dlaczego płacze, istotne było, że prezentowała sobą żałosny wygląd, który przyciągał uwagę Drew. Miał ochotę pomęczyć ją przez kilka minut. Chyba była dobrym materiałem na królika doświadczalnego.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Cassiede Rayon on Sob 17 Lis - 21:27

Sięgnęła drżącą ręką po książkę, jednak ta została odsunięta. Cassie wpatrywała się w lśniący czubek buta mężczyzny i bardzo niechętnie wstała. Uniosła bladą teraz twarz, jednak nie dostrzegła oczu czarodzieja. Była zbyt niska, za bardzo nad nią górował. I szczerze powiedziawszy, poczuła w głowie nieodparty nakaz, aby uciekać przed tym człowiekiem gdzie pieprz rośnie. Niestety, zrobiła bardzo źle wpadając na niego, zaś wpojone przez ojca zasady nakazywały jej teraz przeprosić i zadośćuczynić grzechu.
- P-przepraszam p-pana. - powtórzyła z gardłem ściśniętym ze strachu. - P-potknęłam się... czy... czy nic p-panu się nie... nie... nnie s-stało? - wydusiła z siebie i wstrzymywała oddech. Cassie nie spotykała często osób wrogo do niej nastawiony. Ślizgonów traktowała pobłażliwie i z przymrużeniem oka nawet wtedy, kiedy dosypywali do jej śniadania fasolki wybuchające czy podkładali nogi, kiedy schodziła ze schodów. Uważała to za głupie wybryki, zaś Zło w czystej postaci... nie, w ogóle nie rozumiała tego. Czytała regularnie Proroka Codziennego i stała murem z Ministerstwem Magii ślepo wierząc we wszystko, co magazyn o nich wypisuje. Fanka Korneliusza Knota. Dlatego była przerażona własnym przerażeniem. Dlaczego bała się tego miłego mężczyzny? Miły... jakoś ten epitet do niego nie pasował.
avatar
Cassiede Rayon
Uczeń

Liczba postów : 65
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Brooklyn

http://www.horizon.aaf.pl

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Drew Huntington on Sob 17 Lis - 21:57

Dziewczyna próbowała podnieść się i potwierdziła tym samym tezę Drew, że niektóre dziewczyny nie nadają się praktycznie do niczego. Wstawała niezgrabnie, bez jakiekolwiek gracji! Po gardle krążyło mu prychnięcie, które wstrzymał jednak przed wydostaniem się na zewnątrz i mierzył ciemnymi oczyma sylwetkę przygarbionej uczennicy.
- Jąkałą jesteś? W sumie to nic dziwnego. Nie wyglądasz ani nie zachowujesz się jak normalna osoba. – Mówił sucho obojętnym głosem, przenosząc od niechcenia wzrok w stronę plecaka dziewczyny. Nie interesowało go to, co miała w jego wnętrzu, ale musiał zawiesić gdzieś swoje spojrzenie. Czerwona i spłakana dziewucha stanowiła całkiem odrażający widok, ale akompaniament strachu w jej głosie utwierdzał go w przekonaniu o własnej sile perswazji.
- Nie jesteś godna patrzeć w moje oczy, więc pochyl głowę, jak na pachołka przystało. Pewnie szlamą jesteś, co? – Podniósł w tym momencie dłoń i nie minęła chwila aż dokończył: - Nie odpowiadaj. Nie potknęłaś się, ale patrzyłaś pod własne koślawe nogi zamiast zwrócić uwagę na otaczających cię ludzi. Masz niebywałe szczęście, że ten atrament nie poplamił mi ubrania. Nie przyjmuję takich przeprosin. Pochyl się jak się należy i mów wyraźnie, z szacunkiem! – Podniósł głos na ostatnie słowa, nie zważając na spojrzenia przemykających obok uczniów.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Cassiede Rayon on Sob 17 Lis - 22:10

Szok w jaki wpadła po usłyszeniu tonu głosu mężczyzny zasunął gęstą mgłą świadomość, że nie powinna go słuchać, tylko po prostu odejść. Nie, on jej nie pozwalał i nie śmiała mu się sprzeciwić. Baryton czarodzieja nie znosił sprzeciwu i coś jej mówiło, że doskonale wie co by się stało, gdyby się zbuntowała. Uznała, iż jego określenie jej jako "osoby nie do końca normalnej" jest słuszne. W końcu sama się tak oceniała. Mimo wszystko to zabolało, kiedy kto inny to wypowiadał. Puchonka pragnęła gorąco zadośćuczynić tego. Ojciec kazał zawsze przepraszać i najlepiej zrobić dobry uczynek dla osoby przez siebie pokrzywdzonej. Usłuchać jej i być miłym nawet wtedy, kiedy ten jest zagniewany. Dlatego pochyliła jeszcze bardziej głowę, prawie ją schowała w ramionach i nie śmiała patrzeć nigdzie indziej niż na jego buty. Oczy miała zasnute łzami, które ciągle powstrzymywała.
- T-tak, j-jestem m-mugolką. - wydusiła spiętym tonem, chociaż nie pozwolił się jej odezwać. Na miłość boską, jaka ona jest głupia, dlaczego cokolwiek mówi?! Może, aby nie uznał jej za ostatnią, skończoną ofiarę? Przełknęła głośno ślinę.
- Przepraszam pana, że na pana wpadłam. Czy mogę dla pana coś zrobić w ramach przeprosin? - powiedziała zmienionym z bólu serca głosem. Dławiła płacz, zaś swoje ręce ściskała aż pozostawiła na nich białe ślady. Tak, teraz ojciec byłby bardziej z niej zadowolony widząc, iż oferuje siebie i swój czas, by zadośćuczynić. Nie widziała w tym nic niepoprawnego. Nie przyszło jej na myśl, że mogłaby być po prosty wykorzystana. Obojętnie jak.
avatar
Cassiede Rayon
Uczeń

Liczba postów : 65
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Brooklyn

http://www.horizon.aaf.pl

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Drew Huntington on Sob 17 Lis - 22:28

Drew z lubością objawiającą się błyskiem w oczach przyglądał, jak dziewczyna pochyla się w jego stronę. Była by całkiem dobrym skrzatem domowym, jeśli udałoby się przemienić jej ciało w kurdupla. Potwierdzenie swojego pochodzenia przyprawiło go o nieprzyjemne dreszcze i odrazę, ale powstrzymał twarz przed wyjawieniem tych właśnie odczuć.
- Od razu widać w tobie bezwartościowego śmiecia. – Powiedział dobitnym głosem, zmuszając się do użycia półszeptu z powodu przechodzącego obok dorosłego czarodzieja. Zrobił krok do przodu, z zamiarem sprawdzenia jak dziewczyna zachowa się przy takim obrocie sytuacji.
- Czyli jednak w twoim łbie jest trochę móżdżku. – Odpowiedział sucho, przesuwając spojrzenie w stronę odrzuconej przez niego książki. W głowie pojawiło mu się dziesięć, może jedenaście pomysłów w jaki sposób mógłby wykorzystać tę dziewczynę i poniżyć ją jeszcze bardziej. Wyglądała na V klasistkę, była więc bardzo podatna na wpływy i manipulację innych, przecież właśnie pomiatał nią we wszystkie strony! Z zadowoleniem zrobił jeszcze krok do przodu i pochylił się w stronę jej ucha, do którego wyszeptał:
- Zrobisz mi w zaułku loda. Weźmiesz mojego penisa do swoich ust, a potem wszystko przełkniesz. Wtedy zapomnę o twoim istnieniu, zrozumiałaś?
Odchylił się do tyłu z tajemniczym błyskiem w oku, czekając na reakcję nieznajomej dziewczyny.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Cassiede Rayon on Sob 17 Lis - 22:37

Starała się nie słyszeć jego obelg. Starała się przypisać to do gniewu, który wywołała swoją beznadziejnością i niezdarnością. Serce bolało ją od tego i znosiła to dzielnie, gdyż za cel postawiła sobie wynagrodzenie swojej żałosności. Trzeba przyznać, że miała niezłą wprawę w wytrwałości przy wysłuchiwaniu obelg i rozmaitych epitetów pod jej adresem. Irytowała nawet uprzejmych Gryfonów!
Jednak nie była w żaden sposób przygotowana na żądanie mężczyzny. Cassie ledwo ośmieliła się myśleć o pierwszym pocałunku z jakimś chłopakiem (który jakoś nigdy nie przeciął jej drogi), zaś słowa czarodzieja omal nie zwaliły ją z nóg. Krzyknęła przerażona i się cofnęła. Była zdolna do wszystkiego, jednak nie mogła zniżyć się do ... nawet nie potrafiła tego powtórzyć! Zakryła swoje usta i w końcu uniosła głowę, aby spojrzeć mu w oczy. Może ten pan sobie żartuje? Z jej ust wydobył się stłumiony krzyk, kiedy dostrzegła, iż jemu wcale nie jest do śmiechu. Mówił to śmiertelnie poważnie.
Serce miała w gardle, zaś żołądek wywracał się już na zapas do góry nogami, kiedy mózg niekontrolowanie próbował stworzyć wizję tego, czego czarodziej od niej oczekuje.
- B-błagam... n-nie, t-tylko nie to... - jęknęła, a jej brązowe oczy były czerwone od strumieni łez, które płynęły teraz po jej twarzy. Chciała uciec, zrobiła nawet dwa kroki w tamtą stronę, oglądała się na wszystkie strony, czy ktoś nie mógłby jej uratować. Niestety czarodziej, który niedawno przechodził obok nich, był zbyt daleko. I tak nadchodził wieczór, powinna być już dawno w szkole, a ciągle wpadała w kłopoty. Może Lucas by ją usłyszał, gdyby go zawołała...? Nie, był za daleko i na pewno już wrócił do domu. Cassie była tak blada, a to świadczyło, że lada chwila osunie się na ziemię.
avatar
Cassiede Rayon
Uczeń

Liczba postów : 65
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Brooklyn

http://www.horizon.aaf.pl

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Drew Huntington on Nie 18 Lis - 15:01

Drew przyglądał się z obojętnością nieznajomej dziewczynie, w ogóle nie zadając sobie trudu dostrzeżenia rys jej twarzy. Do głowy wpadł mu pomysł, którego od samego początku nie zamierzał realizować. Powód tego był bardzo prosty – znajdowali się w Hogsmeade i w każdej chwili mógł wpaść na Olivię. Widok przerażonej do szpiku kości nieznajomej sprawił mu jednak tak ogromną przyjemność, że rysy twarzy byłego ślizgona wyostrzyły się a końcówki warg uniosły w ironicznym uśmiechu.
- Błagasz? O co, szlamo? Raczej do niczego innego się nie nadajesz. Chociaż kto wie, może nawet do tego nie. – Wpatrywał się w jej paniczną potrzebę ucieczki, rozglądanie się i próbę znalezienia jakiegoś wparcia. Podszedł do niej od niechcenia i wyciągnął dłoń, która pochwyciła kołnierz ubrania dziewczyny. Przysunął ją do siebie, nieznacznie unosząc aby stanęła na palcach. – Jesteś tylko robactwem, które powinienem dawno zdeptać. Ciesz się, że dostępujesz zaszczytu ujrzenia mojej litości. Twoje przeprosiny wciąż nie zostały przyjęte. – Ostatnie zdanie przecięło powietrze lodowatym tonem, który wyraźnie odróżniał się od pozostałych i dawał do zrozumienia, że Drew zaczyna się denerwować.
- Klękaj. – Wycedził przez zęby puszczając jej ubranie, w oczekiwaniu na reakcję dziewczyny. W środku śmiał się do rozpuku!
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Cassiede Rayon on Nie 18 Lis - 16:46

Cassiede była zdolna powstrzymywać łzy, jednak widoczna pogarda ze strony czarodzieja zburzyła tamę. Puchonka teraz płakała jak małe dziecko, a wówczas wcale nie wyglądała uroczo. Jej samoocena spadła kilka szczebli, jeśli niżej da się już upaść.
W dodatku czarodziej złapał ją za ramię, w które niedawno oberwała tłuczkiem. Dodając do tego jego niedelikatność plus nadwrażliwość dziewczyny... po prostu jęknęła z bólu i zmuszona wspięła się na palce, jeśli miała się nie przewrócić. Nie rozumiała dlaczego ten pan ją tak traktuje. Przecież nic mu się nie stało! Nie miał nawet rysy na tym swoim błyszczącym butem, dlaczego więc nią pomiatał? I zmuszał, aby klękała?
Kiedy została odepchnięta, zachwiała się i upadła na kolana. Co jak co, czy było to zamierzone czy nie, spełniła żądanie czarodzieja. Chciała uciekać, ale nikogo nie było w pobliżu. Dlaczego nie mogła zebrać książek i wynieść się stąd? Gdzie jest jej różdżka? Stłumiła jęk, kiedy zdała sobie sprawę, iż jej jedyna broń leży w torbie, która z kolei znajdowała się zdecydowanie za blisko kończyn dolnych czarodzieja. Jak miała się obronić i uwolnić? Cassie płakała i trzęsła się jak osika. Nie była w stanie z siebie nic wydusić, chociaż próbowała powiedzieć coś na swoją obronę. Jednak każda takowa próba kończyła się po prostu fiaskiem. Zakrywała swoje usta i wpatrywała się w nierówny chodnik. On zaraz sobie pójdzie, musi. Przecież Cassie jest taka nudna, nieciekawa i brzydka, dlaczego więc on się nad nią znęca?
avatar
Cassiede Rayon
Uczeń

Liczba postów : 65
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Brooklyn

http://www.horizon.aaf.pl

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Drew Huntington on Nie 18 Lis - 16:55

Drew przyglądał się bez większych emocji nieznanej sobie dziewczynie, której nie kojarzył w ogóle z Hogwartu. Być może dlatego, że nie rozglądał się za takimi jak ona? Nie, kłamstwo. Doskonale pamiętał Etain i na samą myśl o tej postaci wzmocnił uścisk na przedramieniu dziewczyny, zmuszając ją właściwie do samoistnego klęknięcia.
Wpatrywał się w milczeniu w trzęsącą się dziewczynę, próbującą rękoma zbudować jakąś ochronę przed jego słowami i czynami, do których zamierzał ją zmusić. Czekał dość spory czas, sycąc się właśnie jej bezradnością i bezbronnością, dzięki czemu jego ego było w niezwykły sposób łechtane.
Blondynka nie miała w sobie żadnej godności, nie prezentowała sobą właściwie niczego. Nic, bowiem NIC nie usprawiedliwia jej przed opuszczeniem maski, którą każdy z ludzi postanowił grać. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie została nauczona życia i być może ktoś w końcu wykorzysta ją w taki a nie inny sposób. Drew wsunął ponownie dłonie do kieszeni kurtki i szturchnął butem jej kolano.
- Spieprzaj stąd, śmieciu.
Powiedział oschle, a z jego twarzy zaczął znikać uśmiech, który wcześniej ujawniał jego zadowolenie. Przed chwilą właśnie uzyskał potencjalną ofiarę, na jakiej mógłby ćwiczyć swoją kreatywność oraz sposoby manipulowania ludźmi. Tak, miał ochotę pomęczyć ją, ale nie teraz. Jedyne co mógł od niej uzyskać to utratę przytomności z powodu nadmiaru emocji, albo wymiocin z powodu nerwów. Ani jedno, ani drugie mu nie odpowiadało, dlatego też wyminął ją bez żadnego pożegnania i ruszył w obranym przez siebie wcześniej kierunku, zostawiając ją samą na środku chodnika.

z/t
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Cassiede Rayon on Pon 19 Lis - 11:59

Nie śmiała wypuścić oddechu, który długo wstrzymywała. Nawet wtedy, kiedy w końcu ją minął i odszedł. Dopiero wtedy pozwoliła sobie na bardzo powolne odetchnięcie. Uczniów nie było już w Hogsmade. Niedługo będzie godzina nocna. Cassie wstała z napiętymi mięśniami i podeszła do swojej torby. Nogi się jej trzęsły i omal znowu nie upadła. Wygramoliła różdżkę i używając jej zebrała książki i naprawiła trochę popruty plecak. W jej głowie panował istny chaos. Nie pamiętała w ogóle w jaki sposób dostała się do Hogwartu. Mignęły jej jedynie twarze dwóch starych czarownic, które uważnie ją śledziły aż dotąd, kiedy przekroczyła bramę. Reszta była czarną dziurą. Tak jej organizm się bronił przed złem. W dormitorium po prostu padła na łóżko w ubraniach. Od razu zasnęła i/lub straciła przytomność. Tylko jeżyk był świadkiem tego, co się wydarzyło i tylko on wyszedł z kieszeni swej właścicielki. Powoli podreptał po całej pościeli i zatrzymał się przy szyi Cassie. Ułożył pyszczek za jej uchem i skulił się, przytulając do swej pani. Ten mały gest dodał Puchonce bardzo dużo otuchy. Nie miała przynajmniej koszmarów.
[zt]
avatar
Cassiede Rayon
Uczeń

Liczba postów : 65
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Brooklyn

http://www.horizon.aaf.pl

Powrót do góry Go down

Re: Coco Caffe

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach