Marcin Wroński

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Marcin Wroński

Pisanie by Marcin Wroński on Czw 21 Cze - 3:45

1. Imię: Marcin, chociaż większość uczniów mówi na niego Martin
2. Nazwisko: Wroński. Można połamać sobie język na tym, prawda? Nic w tym więc dziwnego, że już w pierwszej klasie ktoś wymyślił „angielską wersję” tego nazwiska brzmiącą… Crowski. Trudno mi samemu orzec czy oryginalna czy „podróbka” jest trudniejsza do wymówienia. Oceńcie sami!
3. Data urodzenia: 22 lutego 1967
4. Miejsce zamieszkania: Londyn
5. Rok nauki: VI
6. Czystość krwi: Czysta
7. Status: Bogaty
8. Przedmioty: Zaklęcia, obrona przed czarną magią, eliksiry, zielarstwo, starożytne runy

9. Opis charakteru:
Marcin (a właściwie Martin, ponieważ większość uczniów Hogwartu tak się do niego zwraca) przede wszystkim lubi dobrą zabawę. Uśmiech nigdy nie schodzi z jego ust pomimo tego, że nie zawsze ma powody ku wesołości. Trudno powiedzieć czy ktoś kiedykolwiek widział smutnego Marcina. Od małego uczył się obracać wszystko w żart oraz zarażać innych swoją pozytywną energią. Ktoś przecież musi to robić, prawda? Jego wesołej osobowości nie można mylić z wiecznym pajacowaniem. Marcin ma swój typ humoru i do bycia przysłowiowym „klaunem” wiele mu brakuje. Jest pierwszy przy organizacji wszelakich dzikich potańcówek po wygranym meczu quidditcha (bardzo pomaga mu w tym wiedza o lokacji szkolnej kuchni oraz o tajemnym przejściu). Wroński nigdy nie potrafi nikomu odmówić, jeśli tylko zauważy jedną małą iskierkę, że ta impreza może okazać się naprawdę dobra i przejść do historii najlepszych zabaw w całym Hogwarcie (tudzież dormitorium).
Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że Marcin jest leniuchem i myśli tylko i wyłącznie o imprezach. Jest cichym pasjonatem gry w quidditcha. Nie przyznaje się do tego głośno ani w szkole, a tym bardziej w domu, ponieważ otrzymałby niezłą recydywę od swojego ojca, który właśnie po to uciekł od rodziny, aby o tej grze już więcej nie słyszeć. Bardzo lubi czytać książki poświęcone quidditchowi oraz podziwiać graczy na boisku (nie tylko swoich szkolnych przyjaciół).
Jest parę rzeczy, których Marcin nienawidzi najbardziej na świecie. Są to: wojna (jego rodzina popiera Zakon Feniksa, chociaż sam chłopak mówi wyraźnie: nie chce, aby ktokolwiek jeszcze ucierpiał), szerzące się kłamstwo (woli usłyszeć bolesną prawdę prosto w oczy niż być karmiony kłamstwami), marud (z takimi osobami nie można nawet normalnie porozmawiać!) i stwierdzenia ‘nudzę się’ (w Hogwarcie można robić tyle rzeczy, że nuda nie ma prawa bytu!).
Jaki cel ma w życiu? Hymm, patrząc na jego dotychczasowe osiągnięcia w edukacji nie trudno jest zgadnąć. Marcin najbardziej przykłada się do zajęć z zielarstwa oraz eliksirów. Wiele jego kolegów oraz koleżanek nie zauważyło piękna w mieszaniu mikstury w kociołku oraz dodawaniem smoczego łajna do kolejnych sadzonek, ale na szczęście to nie dotyczyło Wrońskiego. Zafascynowało go to tak bardzo, że marzy o karierze uzdrowiciela w Szpitalu Świętego Munga. Niestety, aby zostać uzdrowicielem nie można skupić się tylko na tych dwóch dziedzinach, ale również trzeba być dobrym w zaklęciach leczniczych. Pomimo tego, że Marcina aż tak bardzo nie rajcuje machanie różdżką (Dziwne, prawda? Szczególnie mając na uwadze powszechne przekonanie, że każdy czarodziej powinien umieć rzucać zaklęcia i uroki w stopniu co najmniej zadowalającym oraz powinno dawać mu to satysfakcję!) próbuje swoich sił, aby osiągnąć swój cel. Marcin jest uparty i wytrwały, jeśli chodzi o dążenie do wcześniej wyznaczonego celu. Tak łatwo się nie poddaje, chociaż nie jedna osoba dałaby sobie z tym już święty spokój.
Skoro mówimy o jego zaletach, trzeba również wspomnieć o wadach. Jego wesołkowatość czasami nie jest na miejscu, a niestety nie potrafi jej odpowiednio kontrolować. Wiele razy profesorowie zwracali mu uwagę, ale on nie potrafił dostosować się do ich wskazówek, dlatego jego dom był ukarany minusowymi punktami. Marcin nie zna umiaru. Kiedy dąży do jakiegoś celu lub coś robi – poświęca się temu całym sobą i często nie zważa na to, że takim zachowaniem może kogoś zranić (nie tylko fizycznie, ale nawet emocjonalnie). Często mówi to co myśli, nie zastanawiając się, że może być to całkowicie nie na miejscu oraz zwyczajnie, że takich rzeczy nie wypada mówić.
A co z dziewczętami? Ach tak… Nasz Marcin bardzo uwielbia przedstawicielki płci pięknej. Uważa, że każda ma w sobie coś: Hannah ma piękne nogi, Olivia cudowne zielone oczy, Anastasia ma nadzwyczajny głos, Anna zna odpowiedzi na każde pytanie, Nadia urzeka wszystkich swoją nieśmiałością, a Stephanie ma idealne wcięcie w talii. Marcin nie ma ideału dziewczyny, ponieważ trudno jest mu się zdecydować na co tak naprawdę chce zwrócić uwagę. Każda dziewczyna różni się od siebie tak bardzo, że zwyczajnie można zgłupieć! I właśnie tą ‘różność’ Wroński kocha w kobietach najbardziej. Czy kiedyś da się złapać w „sieci” jakiejś dziewczyny? Jak najbardziej. Chociaż wiem jedno: ta dziewczyna będzie musiała zaakceptować jego wesołkowatość i nie będzie próbować tego zmienić, ponieważ gdyby próbowała… Oj, wolę o tym nie myśleć.

10. Opis wyglądu:
Przejdźmy do najważniejszego punktu czyli opisu wyglądu. Marcin nie należy do wysokich osób. Mierzy tylko metr siedemdziesiąt, a jak na chłopaka jest to dość „niski wynik”. Trudno powiedzieć czy w przyszłości się do zmieni. Miejmy nadzieję, że tak! Większość osób z jego rodziny jest wątłej budowy i można ich określić jako przysłowiowe „szczypiorki”. Nie jest tak jednak w przypadku Marcina, który uwielbia jeść, a jednocześnie codzienne biega. Nie można więc nazwać go chudzielcem, ale też nie jest otyły. Waży sześćdziesiąt pięć kilo.
Ma jasną karnację, bardzo łatwo się opala (Chociaż nigdy nie przyznałby się do tego, że kiedykolwiek robił to specjalnie! Przecież opalanie się jest takie niemęskie!). Z jasną cerą trochę kontrastują ciemnobrązowe włosy. Nosi je krótkie, zazwyczaj z charakterystyczną grzywką „wyciągniętą” do przodu na specjalnej czarodziejskiej gumie do włosów. W przyszłości prawdopodobnie będzie miał zakola, ale nie mówmy o tym, ponieważ ten temat jest jego czułym punktem. Ma dość kwadratową szczękę i charakterystycznie zarysowany podbródek. Nos całkiem zgrabny i prosty, zaś uszy małe, aczkolwiek lekko odstające. Uważny obserwator może dostrzec delikatny zarost na jego policzkach. Niestety, jak każdy nastolatek, Marcin musi czasami borykać się z młodzieńczym trądzikiem. Na co jednak jest maź z czyrakobulwy, jak nie po to, aby zaradzić temu problemowi? Jeszcze ani razu Marcin nie zawiódł się „oddając się tej kuracji”.
Oczy… Są duże i lekko wydłużone, co powoduje, że tęczówka jest delikatnie przysłonięta. Tęczówki ma niebieskie – na zewnątrz natężenie barwy jest mocniejsze niż gdy zbliża się do źrenicy. Marcin na tęczówkach ma charakterystyczne kremowe pręciki. Oczy całkowicie współgrają z emocjami wypisanymi na twarzy.
Wróćmy jednak do opisu całej jego sylwetki. Marcin poruszając się zawsze wymachuje swoimi rękami niczym wiatrak. Już parę razy zdarzyły mu się niemiłe incydenty, kiedy przez przypadek kiedyś kogoś potrącił. Uspokaja je dopiero wtedy, kiedy ma na czym zacisnąć swoje dłonie – na przykład na pasku od szkolnej torby. Porusza się dość szybko, robi wielkie kroki. Próbując iść z nim ramię w ramię, ma się wrażenie, że Wroński zaraz puści się biegiem.
Jak się ubiera? Jak wiadomo, w Hogwarcie obowiązuje jednolity ubiór czyli czarne szaty. Nie mniej jednak po zakończeniu zajęć, nikogo raczej nie dziwi, że uczniowie chcą nieco od nich odpocząć. Marcin zazwyczaj chodzi po zamku ubrany w ciemne spodnie oraz przeróżne koszule, najczęściej w kratkę. Nie przepada za różnymi t-shirtami, chociaż nie można powiedzieć, że takowych w swoim kufrze nie posiada. Wroński nie lubi krawatów, ponieważ twierdzi, że to tylko więzi mężczyzn… Hymm… Czyżby miał z tym jakieś niemiłe wspomnienia? Któż to wie!

11. Rodzina:
Michał Wroński (39 lat) – ojciec Marcina. Dwadzieścia lat temu (czyli mając „zwyczajnie” uciekł z domu, ponieważ miał już dość rodzinnej fascynacji quidditchem, której nie podzielał. Nie chciał grać w drużynie Goblinów z Grodziska, a właśnie tego pragnął jego własny ojciec. Michał osiadł się na stałe w Londynie. Kontakty z rodziną odnowił dopiero po namowie Alice, którą poznał przez przypadek wpadając na nią na Ulicy Pokątnej. Znalazł dla siebie ciepłą posadkę w Departamencie Tajemnic. Co tam robi? Nikt z jego najbliższej rodziny (nawet żona) nie wie. Musi jednak robić coś naprawdę ważnego, ponieważ dzięki tej pracy zebrał na swoim koncie naprawdę niezłą sumkę i rodzina nie musi martwić się zupełnie o nic.

Alice Wrońska – Creed (36 lat) – matka Marcina. Bardzo drobna kobietka, chociaż bieda temu, kto oceni ją po wyglądzie! Każdy kto z nią zadarł wie, że jest to ostatnia rzecz, którą chciałby zrobić w przyszłości raz jeszcze. Ta kobieta potrafi być naprawdę nieprzyjemna, jeśli nadepnie się jej na odcisk. Alice pracuje jako reporter dla Proroka Codziennego, chociaż już od kilku lat przymierza się do tego, aby rzucić pracę i zająć się domem.

Wiktoria Wrońska (12 lat) – młodsza siostra Marcina znana wszystkim jako Zołza. Dała się we znaki chyba już wszystkim nauczycielom, a przecież dopiero zaczęła swój drugi rok w Hogwarcie! Jest idealną (tyle, że młodszą) kopią swojej matki. Potrafi być czarująca, jeśli potrzebuje coś załatwić, ale również potrafi pokazać ostre pazurki, jeśli coś nie będzie się jej podobało.

Franciszek Wroński (62 lata) – dziadek Marcina. Ma wielki żal do swojego syna Michała z powodu jego ucieczki do Anglii. Widział w nim wielkiego szukającego, który poprowadzi Gobliny z Grodziska do wielkiego zwycięstwa, a ten po prostu… Szkoda gadać! Mimo swojej urazy do syna, nie jawi jej do swoich wnucząt.

Grzegorz Wroński (35 lat) – wujek Marcina. Zawsze pełen energii oraz zapału do pracy. Pięć lat temu zakończył swoją karierę w drużynie Goblinów z Grodziska. Obecnie pracuje w polskim Ministerstwie Magii w Departamencie Magicznych Gier i Sportów. Jego oczkiem w głowie jest jego najmłodszy syn Józek, który zapowiada się na naprawdę dobrego szukającego.

Józef Wroński (14 lat) – kuzyn Marcina. Uwielbia się popisywać na swojej miotle. Każde rodzinne spotkanie musi zakończyć się pokazem przygotowanym przez Józka, co na dłuższą metę staje się bardzo denerwujące. Nie czuje strachu przed wykonywaniem przedziwnych ewolucji w powietrzu. Wiele osób mówi, że może z niego wyrosnąć szukający, który wniesie naprawdę wiele do quidditcha… Pożyjemy, zobaczymy!


12. Historia postaci:
Chcąc najlepiej opowiedzieć tę historię, musimy przenieść się o dwadzieścia pięć lat w tył do miasteczka zwanego Grodziskiem Wielkopolskim. Mieszkała tam rodzina czarodziejów o bardzo wdzięcznym nazwisku - Wrońscy. Cała rodzina Wrońskich była bardzo zaangażowana w rozwój miastowej drużyny quidditcha – Goblinów z Grodziska. Nie liczyło się dla nich nic innego, jak tylko słynna gra czarodziejów oraz awans drużyny do wyższej ligi. Największym „zapaleńcem” był Franciszek Wroński. Jego kariera szukającego zapowiadała się bardzo dobrze. Niestety, podczas meczu Goblinów z Armatami (którzy niewiarygodnie byli w bardzo szczytowej formie), doznał kontuzji nadgarstka prawej dłoni. Cała jego kariera oraz marzenia legły w gruzach. Nie potrafił pogodzić się z tym co się wydarzyło… dopóki nie zobaczył jak gra jego starszy syn Michał. Michał miał odpowiednie predyspozycje. Był lekki, zwinny, miał sokole oko. Problem polegał na tym, że bardzo niechętnie wsiadał na miotłę oraz bardziej interesował się nudnymi książkami traktującymi o zaklęciach oraz eliksirach niż quidditchem. I wtedy wszystko się zaczęło…

* * *

-Mamo! Gdzie są moje książki?- Michał dopiero co przyjechał do domu, aby spędzić wakacje z rodzicami, a już nie wiedział gdzie podziały się jego księgi, które wypożyczył ze szkoły. Dałby sobie rękę uciąć, że były w kufrze, ale teraz ich nie było!
-Książki?- zdziwiła się Jadwiga mieszając chochlą w wielkim garnku. Do ich domu miała zgarnąć się cała familia, więc musiała przygotować naprawdę dużo jedzenia.
-No tak… Konkretnie poszukuję Teorii transmutacji dla zaawansowanych.
Jadwiga zrobiła wielkie oczy. Czternastolatek czytający takie rzeczy?! To było niewiarygodne! Jej syn chyba rośnie na geniusza…
-Zapytaj się ojca. Jest jak zwykle przed domem i pucuje swoją miotłę.
Michał odwrócił się na pięcie i zaraz wybył z domu. Na ganku siedział jego ojciec. Na kolanach trzymał miotłę i właśnie prostował witki, które i tak były już idealnie proste.
-Tato, widziałeś moją Teorię transmutacji dla zaawansowanych? Wszędzie ją szukam i niestety nigdzie jej nie ma! Może ty ją widziałeś? Albo mógłbyś chociaż mi pomóc poszukać… Użyć jakiegoś zaklęcia przywołującego czy coś…- wypalił od razu. Franciszek uniósł wzrok, aby spojrzeć na syna.
-Ty nie potrzebujesz książek do szczęścia. Ty potrzebujesz solidnego treningu! Proszę, pokaż mi co potrafisz!- wysunął w jego stronę miotłę. Michał spojrzał na ojca takim wzorkiem jakby powiedział, że Boże Narodzenie zostało odwołane.
-To ty mi ją zabrałeś?- nie poruszył się z miejsca nawet o cal.
-Tak, bo zaśmiecasz sobie głowę pierdołami. Po co cię wysłałem do tej szkoły?! Mogłem cię szkolić sam! Czarować też byś się jakoś tam nauczył…- machnął ręką – A teraz wsiadaj na tą miotłę!
-Nie. Chcę odzyskać swoją książkę – Michał tupnął nogą niczym obrażona dziewczynka. Franciszek prychnął.
-Nie. Masz mi pokazać swoje umiejętności i tyle.

* * *

Takich kłótni między Michałem a Franciszkiem było coraz więcej. Ojciec chłopca zachowywał się skandalicznie. Z roku na rok było gorzej. Franciszek nie zwracał uwagi na Grzegorza, który bez szemrania trenował qudditcha i wiązał z nim swoją przyszłość, tylko uwziął się właśnie na najstarszego syna, który tak bardzo umiłował sobie książki. Wojna trwała przez okrągłe pięć lat, aż w końcu Michał osiągnął dziewiętnaście lat, a to według polskiego Ministerstwa Magii oznaczało pełnoletność…

* * *

-Mamo, nie mniej do mnie żalu, ale ja po prostu nie mogę. Muszę to zrobić. Teraz albo nigdy! Na całym świecie panuje zawierucha, nastały trudne czasy… To jest moja szansa – było już bardzo późno. Michał stał na ganku swojego domu razem z kufrem wypełnionym ubraniami oraz magicznymi księgami oraz miotłą, którą miał przerzuconą przez ramię.
-To jest szaleństwo! I gdzie pójdziesz? Powiedz mi! Sam! Gdzie się podziejesz? A jak będzie się czuł ojciec?- Michał przewrócił wymownie oczami. On miał już dość całej tej farsy.
-Quidditch, quidditch, quidditch… Mamo, zrozum mnie! Ja zwyczajnie zwracam tą grą! A ojciec… ojciec nie potrafi tego zaakceptować. Nie nadaję się do tej gry. Nie czuję tego. Łapanie złotego znicza nie daje mi satysfakcji. Chcę oddać się całkowicie nauce…
Jadwiga westchnęła ciężko.
-I tak za daleko nie dolecisz.
-Wiem. Załatwiłem już wszystko. Muszę dostać się do Warszawy, a tam świstoklikiem do Londynu.
-A co z językiem?
-Jakoś będzie, mamo. Musi!

* * *

Nie trudno wyobrazić sobie minę Franciszka, kiedy nazajutrz odkrył, że syn zwyczajnie uciekł z domu. Michał dostał się bez problemu do Londynu. Na miejscu bardzo pomógł mu starszy kolega ze szkoły – Paweł Sajewicz, który już wcześniej wyemigrował do Anglii. Nauka języka była trudna, chociaż nie niewykonalna. Michał, dzięki swoim zainteresowaniom oraz wysokim notom otrzymanym w szkole, bez problemu dostał pracę w Departamencie Tajemnic. Tam mógł prowadzić szereg różnych badań nad magią i wreszcie poczuł, że jest jego sens życia.
Dwa lata po swojej ucieczce z Grodziska do Londynu, poznał na Ulicy Pokątnej swoją przyszłą żonę – Alice Creed. Była to młoda reporterka pisząca dla Proroka Codziennego. Ich początki nie były zbyt łatwe, ponieważ Michał oraz Alice byli osobami o dwóch całkowicie innych charakterach. Po wielu spotkaniach oraz godzinach rozmów udało się im dojść do porozumienia, a resztę zrobiła czarodziejska miłość…
Wkrótce Michał oraz Alice zaręczyli się. Wroński nadal nie utrzymywał jakichkolwiek kontaktów z rodziną. Dopiero za namową Alice (a właściwie wszystko było związane z tym, że kobieta postawiła mu ultimatum: jeśli Michał nie odnowi swoich relacji z rodziną, może zapomnieć o ślubie) odezwał się do nich. Najgorzej obawiał się reakcji ze strony ojca, który był (co tu dużo mówić) ostro wku***** na swojego syna. Dzięki nietuzinkowej osobowości Alice całe ponowne rodzinne spotkanie obyło się bez rzucania klątw na siebie nawzajem. Od tamtej pory rodzina Wrońskich na nowo zaczęła stanowić komplet pomimo tego, że Michał nie zamierzał wyprowadzać się z Londynu. Za bardzo spodobało mu się na wyspie.
Rok po ślubie urodziło się ich pierwsze dziecko – Marcin. Był on dość żywiołowym dzieckiem, które musiało dotknąć wszystkiego, spróbować oraz… roześmiać się. Pod tym względem był zdumiewający. Nawet jeśli zrobił sobie krzywdę (przez przypadek oczywiście) to zwyczajnie… śmiał się. Rodzice przez to byli nieco ogłupieli, ale z czasem stwierdzili, że Marcinek po prostu już tak ma i nic na to się nie da poradzić.
Cztery lata później na świat przyszła kolejna Wrońska – tym razem Wiktoria. Już od małego zapracowała sobie na miano Zołzy. Straszyła wszystkie dzieci na podwórku i śmiała się widząc jak mugolskie dzieci uciekają nazywając ją wariatką.
Nie myślcie sobie jednak, że życie rodziny Wrońskich przez cały czas było sielanką. Niestety, zło co raz bardziej zaczynało się panoszyć, a dla wyspy zaczęły się czarne czasy. Wrońscy bez wahania przyjęli pozycję za Zakonem Feniksa i jest tak do dzisiaj. Nigdy, albowiem to przenigdy nie popierali Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. Michał całkowicie zanurzył się w wirze swojej pracy, aby tylko pomóc, a Alice próbowała wprost wyszarpnąć informacje od przeróżnych osób na temat działalności Czarnego Pana, aby w razie możliwości móc jak najszybciej ostrzec jak największą liczbę osób (w końcu reporterzy wścibskość mają we krwi).
Sam Marcin próbował nie przejmować się tym wszystkim tak bardzo. Nauczył się myśleć pozytywnie. Uważał, że zwyczajnie trzeba się uśmiechać i cieszyć się z życia. I tak właściwie pozostało do dziś. Widząc strach, który zagościł w sercach bardzo wielu ludzi przez działalność Czarnego Pana, Marcin powiedział sobie, że pomimo tego, że bardzo się go boi – będzie się uśmiechał. I tyle. A wojna to zło, które powinno być wyeliminowane, aby już nikt więcej nie cierpiał.
Rodzinie Wrońskich bardzo ulżyło, kiedy rozeszła się wieść o tym, że Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać przepadł. Wreszcie każdy z domowników nie musiał się aż tak bardzo pilnować, chociaż i tak strach pozostał… Mimo to wreszcie można było bez problemów zacząć na nowo podróżować.
Marcin był wprost oczarowany, kiedy po raz pierwszy pojechał (a właściwie przeniósł się z rodzicami tam za pomocą świstoklika – niech żyją układy w Ministerstwie Magii!) w rodzinne strony ojca. Podszlifował swój język polski (Michał uczył swoje dzieci ile mógł, ponieważ uważał, że warto, aby jego dzieci potrafiły mówić w jego ojczystym języku). Udało mu się dogadać ze swoim młodszym kuzynem – Józefem. Z początku chłopcy byli wspaniałymi przyjaciółmi, dopiero później Marcinowi kuzyn zaczął działać na nerwy, ponieważ aż za bardzo popisywał się na swojej miotle.
A co było w szkole? Marcin poznawał sekrety zamku i udało mu się poznać ich naprawdę wiele. Najbardziej cenił sobie odkrycie sekretu kuchni, ponieważ jeśli o to chodzi jest bardzo wielkim łasuchem. Co będzie dalej? Nie wiem… Przekonamy się o tym niedługo!
avatar
Marcin Wroński
Uczeń

Liczba postów : 23
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach