Salon Hufflepuffu

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Philip Davis on Pią 12 Mar - 20:29

Nie zwracając na jej - nie oszukujmy się - niezbyt miłe uwagi Phil dalej się uśmiechał i dalej opracowywał strategię, jak tu by swojej młodszej koleżance pomóc.
- Wybacz mi na moment - powiedział i zerwał się z fotela, pędząc w kierunku sypialni chłopców.
Minął jednego ze swoich współlokatorów w korytarzu i prawie go potrącił, grzecznie przeprosił i wspiął się do właściwej sypialni. Dorwał się do swojego kufra i wyciągnął pieczołowicie odkładane mugolskie lekkie pieczywo z ziarnami i suszonymi owocami. To zawsze się przydawało, kiedy w nocy był głodny, albo nie dojadł kolacji. Cóż, Philip Davis ma po prostu zachomikowane jedzenie na czarną godzinę.
Wrócił po dwóch, może trzech minutach z paczką suchego pieczywa w lewej ręce i z pieprzowymi pieguskami w drugiej.
- Może to nie jest najbardziej zdrowy posiłek na świecie - zaczął, siadając znów na fotelu - ale sądzę, że powinno Ci pomóc - dokończył i z szerokim uśmiechem wyciągnął ku niej swój chomikowany prowiant.
I co byście bez niego zrobiły, drogie panie?
avatar
Philip Davis
Dorosły

Liczba postów : 40
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : East Kilbride w Szkocji

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Serafina Soniere on Pią 12 Mar - 21:12

ADHD gdzieś pobiegło. Co za szalony facet przemknęło jej przez myśl. Ale nie można mieć wszystkiego. Po kilku minutach z czymś w ręku
- o matko- wyrwało się jej- normalne jedzenie.- oczy Seri zrobiły się jak dwa wielkie talerze. Nieśmiało sięgnęła pojedzenie i powoli pochłonęła prezent.
- Dziękuję Ci niezmiernie.- odpowiedziała, ze szczerym uśmiechem- teraz możemy porozmawiać....
Chciała posłuchać towarzysza. w salonie było ciepło, miło, a przed nią siedział ciekawy osobnik. Może ten dzień nie był stracony? może roześmiany towarzysz mógł go uratować....
avatar
Serafina Soniere
Prefekt

Liczba postów : 91
Czystość krwi : pół krwi
Skąd : Francja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Philip Davis on Pią 12 Mar - 21:18

Wiadomo, że jak ma się do czynienia z kimś takim, jak Philip Davis, nie można uznać dnia za stracony. No... chyba, że nie przepada się za gadulstwem i lekką nadpobudliwością.
- Cieszę się, że mogłem Ci pomóc, panno Soniere - odparł i rozłożył się na fotelu. Ręce założył z tyłu głowy i przymknął oczy. - Męczący tydzień - dodał ospałym głosem. - Jednakże już nie mogę się doczekać weekendu! - krzyknął po chwili, a zabrzmiało to tak, jakby tydzień wcale męczący nie był. - Myślałem, że w siódmej klasie będzie więcej pracy, ale nie jest gorzej, niż przy SUMach - stwierdził, po czym przypomniał sobie machinalnie, jak wiele czasu spędzał na nauce, żeby zaliczyć egzaminy w piątej klasie. Uśmiechnął się szeroko.
avatar
Philip Davis
Dorosły

Liczba postów : 40
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : East Kilbride w Szkocji

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Serafina Soniere on Pią 12 Mar - 21:33

- Ja również się cieszę. Nawet nie wiesz jak bardzo...
Matko...znowu magia. Wszędzie te cholerne dziwactwa.
- Możemy pogadać o czymś innym? Na przykład o hobby, zainteresowaniach. o czymkolwiek?- zapytała. Miała dość tego czary- mary.
Przypatrywała się Philipowi. Coraz bardziej chciała go poznać, a jednocześnie wydawał się dla niej dość dziwny. Nie znał je, a jednak chciał ja w jakiś chory sposób uszczęśliwić. Dlaczego? Są różni ludzie.
- Właściwie, nie jest tak źle. Wszędzie są egzaminy, w Paryżu też... nie wiem jak jest w tej magicznej szkole we Francji, ale mój brat mówił, iż jest ciężej niż tu... -Chciała jak najszybciej zakończyć temat czarodziejstwa... W tej chwili myślała o tym prawieże, ze wstrętem. Przygryzła wargę, pomyślała o tym jak dobrze jej byłoby teraz na jednej z paryskich ulic... nad Sekwaną.
avatar
Serafina Soniere
Prefekt

Liczba postów : 91
Czystość krwi : pół krwi
Skąd : Francja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Philip Davis on Pią 12 Mar - 21:40

W takim razie Phil trafnie zastanawiał się nad pochodzeniem akcentu młodszej koleżanki. Mimowolnie się uśmiechnął.
- Najważniejsze jest to, żeby nie odkładać niczego na ostatnią chwilę - doradził i oparł łokcie na nogach, pochylając się w stronę niedalekiego kominka. - I to nie tyczy się tylko egzaminów - dodał po chwile, z jeszcze szerszym uśmiechem na twarzy. - Więc Twój brat uczęszcza do Beauxbatons? - spytał. - W takim razie, że się tak wyrażę... co Ty robisz tutaj, panno Soniere?
Kilka nowych informacji jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a ciekawość była jedną ze słabości pana Davisa.
avatar
Philip Davis
Dorosły

Liczba postów : 40
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : East Kilbride w Szkocji

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Serafina Soniere on Pią 12 Mar - 21:53

- No więc..mieszkałam sobie w pięknej Francji, a potem musiałam się przeprowadzić do obleśnej Anglii. Mój braciszek wymyślił,że chce do Hogwartu, a rodzice"jasne, jasne" i tym śmiesznym sposobem trafiłam do jednej, wielkiej, mokrej dziury...Mamy lepsze jedzenie - powiedziała i rozmarzyła się na chwileczkę.
- Wiesz, sprawiasz wrażenie beztroskiego, a podchodzisz do nauki bardzo poważnie- pomyślała głośno. Bardzo jej to zaimponowało. Ideałem nie był, ale był bardzo interesujący i bardzo ciekawy.
- A teraz Ty opowiedz mi o sobie, starszaku- mówiąc to zaśmiała się cichutko i melodyjnie. Niknące echo odbiło się od ścian pustego dormitorium.
avatar
Serafina Soniere
Prefekt

Liczba postów : 91
Czystość krwi : pół krwi
Skąd : Francja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Philip Davis on Pią 12 Mar - 21:59

Pomyślał, że Serafina nieco przesadza. Może miała pecha i przyjechała tutaj jesienią, gdzie ciągle pada? Nie widziała jeszcze cudownego angielskiego lata.
- Jak dla mnie nie ma lepszego i gorszego jedzenia - odpowiedział. - Chyba, że jakościowo, ale mam nadzieję, że nie o to Ci chodziło. Skrzaty harują ciężko i jedzenie jest wyśmienite. A to francuskie... po prostu inne - wzruszył ramionami.
Zawsze ubóstwiał szkolną kuchnię. Po pierwsze: nie musiał zrobić nic, poza zejściem do Wielkiej Sali, żeby napełnić żołądek solidnym, ciepłym jedzeniem, zawsze idealnie przyrządzonym. Po eksperymentach kulinarnych jego matki to była naprawdę miła odmiana.
- Cóż mam powiedzieć? Teraz przygotowuję się to OWUTEMów, jak zapewne wiesz. Co prawda ograniczyłem się do trzech przedmiotów, które jednak wystarczą moim planom na przyszłość - odparł.
Przez chwilę miał minę, jakby zatęsknił za wizją przyszłości, której swoją drogą dosyć dawno nie rozpamiętywał.
avatar
Philip Davis
Dorosły

Liczba postów : 40
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : East Kilbride w Szkocji

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Serafina Soniere on Pią 12 Mar - 22:14

- Może i harują...- "skrzaty?!" matko święta, dobrze, że nigdy nie była w kuchni. Zawał na miejscu. - ale u nas jest cieplej...tu jest mokro- zadrżała- jakoś Anglia do mnie nie przemawia. Podniosła się z krzesła i przeniosła na wygodniejszy fotel..."uwielbiam te pokój- pomyślała, gdyby nie Philip być może zasnęłaby przed kominkiem. Było jej ciepło, nie była już głodna.
- Lubisz tę szkołę. To widać- powiedziała wtulając się w oparcie. Zamknęła oczy.- te mury mnie zaskakują, tyle tu różnych ludzi... Takich odmiennych. To bardzo piękne.- Philip siedział zamyślony. "Na pewno na krótko, zaraz się przebudzi i znów będzie taki...nieuchwytny...nieokiełznany- myślała tonąc w fotelu..."
avatar
Serafina Soniere
Prefekt

Liczba postów : 91
Czystość krwi : pół krwi
Skąd : Francja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Philip Davis on Pią 12 Mar - 22:23

Phili wybuchnął śmiechem.
- Wybacz, moja droga, ale skrzaty nie mają żadnego wpływu na pogodę - odpowiedział, próbując się opanować. - Może zbytnio kierujesz się stereotypami na temat brytyjskiej pogody. Wbrew pozorom tutaj wcale nie pada dwadzieścia cztery godziny na dobę. Lato jest urocze i przynajmniej nie ma tych nieznośnych upałów - starał się ją przekonać.
Podążył wzrokiem za Puchonką i odwrócił się w jej stronę, żeby nie mówić do pustego fotela, tylko do swej towarzyszki.
- Ludzie są odmienni, to fakt, ale dosyć trudno to zauważyć, kiedy wszyscy skrywają się pod krawatem i czarną szatą - powiedział ze smutkiem. - A szkołę lubię, bo dzieje się tutaj więcej interesujących rzeczy, niż w samym Ministerstwie Magii.
To fakt. A któż mógł o tym lepiej wiedzieć od Phila?
avatar
Philip Davis
Dorosły

Liczba postów : 40
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : East Kilbride w Szkocji

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Serafina Soniere on Pią 12 Mar - 22:33

- Mieszkam tu 5 lat, ale wakacje spędzam na lazurowym wybrzeżu...więc może masz rację.Może nie jest tak źle... Ja lubię kiedy jest ciepło. - dobrze, że chociaż w pokoju wspólnym było ciepło...
-Tu mundurki są znacznie lepsze, niż w Beubatox, tam dziewczyny muszą śmigać w spódnicy i wcale nie jest tak ciężko, bo Ty i Radley nosicie ten sam mundurek, a ja widzę ogromną różnicę, wręcz przepaść...- nie chciała myśleć o Dorianie, wiec szybko wywiało go z jej głowy. praktycznie nie myślała o niczym. Siedziała sobie z jakimś siódmoklasistą i chciało się jej spać, ale rozmawiać też chciała więc podniosła się trochę do pionu i zwróciła swoje złoto-zielone oczy wprost na Davisa.
avatar
Serafina Soniere
Prefekt

Liczba postów : 91
Czystość krwi : pół krwi
Skąd : Francja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Philip Davis on Pią 12 Mar - 22:42

Philip miał własne zdanie na temat szkolnych mundurków.Według niego były nudne, nieciekawe i generalnie nie powinno się w ogóle ich nosić. Oczywiście szanował dyscyplinę i stosował się do szkolnego regulaminu, ale uważał, że mogliby pozwolić chociaż nosić pod kamizelką kolorowe koszule. Świat jest zdecydowanie zbyt szary, żeby jeszcze uczniów gnębić tym kolorem na co dzień...
- Teoretycznie tutaj też powinnaś nosić spódnicę - przypomniał jej, uśmiechając się. - Ale wydaje mi się, że nauczyciele rozumieją, że chociażby zimą to może być niewygodne i przymykają oczy na ten mały defekt w szkolnym umundurowaniu - przyznał. - Aczkolwiek nie powiem, żeby dziewczęta w spódnicach nie były bardziej interesujące. Nie wiem, czy zauważyłaś, ale spodnie tak czy siak są niejako przypasowane do płci męskiej. Może i standard zmienił się te kilka ładnych lat temu, ale mimo wszystko spódnice dodają więcej kobiecości, niż nawet najlepiej wykrojone spodnie.
Zdecydowanie lepiej było nie zaczynać dysput o modzie z tym Puchonem.
avatar
Philip Davis
Dorosły

Liczba postów : 40
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : East Kilbride w Szkocji

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Serafina Soniere on Pią 12 Mar - 22:58

- Prędzej dałabym się związać i wystawić przez okno.- odparła spokojnie. Nienawidziła spódnic, nie cierpiała ich. To był koszmar obecnej kobiety. Wolała te czarne peleryny. Spokojne, stonowane, bez ekstrawaganckich ozdób i całkiem wygodne.
- Czy ja wiem...starożytni Rzymianie nie nosili spodni...Akurat ta część garderoby jest wygodna. Spodnie to najlepsze co wymyślił człowiek. Poza tym odzywa się w Tobie testosteron...
Równouprawnienie to podstawa. Jednak nie jest realne...Wiele razy doszła do wniosku, że faceci inaczej widzą uprawnienie, tym razem również.
avatar
Serafina Soniere
Prefekt

Liczba postów : 91
Czystość krwi : pół krwi
Skąd : Francja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Philip Davis on Pią 12 Mar - 23:14

Równouprawnienie, zdaniem Philipa, nie miało się absolutnie do estetycznego wyglądu. Wręcz przeciwnie, śmiem twierdzić, że Phil i tak stawia mężczyznę i kobietę w jednym rzędzie, jeśli chodzi o ubiór. Z tym, że każda płeć powinna ukazywać odpowiednie sobie walory.
- Jednym z najlepszych wynalazków człowieka jest kolor - nie zgodził się z nią. - Potem można umiejscowić modę. Z tych bardziej fizycznych rzeczy, bo w sprawy duchowe i mentalne wolałbym się nie wdrażać - powiedział, zasłaniając sobie usta dłonią. - Jest zdeeee - ziewnął - przepraszam. Zdecydowanie za późno na takie dywagacje.
Przeciągnął się w fotelu i wstał.
- Wybacz, droga Serafino, ale będę kładł się spać. Życzę miłej nocy.
Nie mógł pozwolić na wystąpienie worków pod oczętami, czy innego paskudztwa.
avatar
Philip Davis
Dorosły

Liczba postów : 40
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : East Kilbride w Szkocji

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Serafina Soniere on Pią 12 Mar - 23:24

- Kolor mówisz...Może i kolor..Tak jak mówiłam, są różni ludzie..-na chwilę ucichła.- dziękuje, wzajemnie.- i za nim Philip zniknął w korytarzu do sypialni sama zasnęła na fotelu okrywając się płaszczem...
avatar
Serafina Soniere
Prefekt

Liczba postów : 91
Czystość krwi : pół krwi
Skąd : Francja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Holden Sheridan on Czw 14 Paź - 19:41

Holden był bardzo, bardzo nieszczęśliwy. W sumie powinien się cieszyć - cały dzień był we względnie dobrym nastroju, nie miał specjalnie ciężkiego dnia pod względem nauki, a do tego lekcje się skończyły i do końca wieczora mógł robić co chce. Przynajmniej teoretycznie. Powodem jego ogromnego niezadowolenia był fakt, iż słabo szedł mu jeden z przedmiotów, który z całą pewnością musiał zaliczyć na OWUTEMach na co najmniej powyżej oczekiwań, jeśli naprawdę chciał w przyszłości zostać uzdrowicielem - mianowicie, chodziło o zielarstwo, które, o ironio, wydawało się być jednym z łatwiejszych przedmiotów. Holden jednak przez swoje wrodzone lenistwo, dziwnym trafem objawiające się wyłącznie wtedy, kiedy miał zasiadać do nauki, niespecjalnie przez wcześniejsze lata przejmował się tymże przedmiotem i zawsze uczył się go wyłącznie na tyle, na ile było to w danej chwili potrzebne; przez to zupełnie nie mógł się teraz połapać z nowymi informacjami, faktami i innymi rzeczami do nauczenia się. Co więcej, jego motywacji wcale nie poprawiał fakt, iż jemu samemu niespecjalnie zależało na zostaniu uzdrowicielem - ot, spełniał po prostu oczekiwania ojca. Mimo ogromnej niechęci postanowił, że dzisiejszy wieczór poświęci na nadrabianie i naukę tego znienawidzonego przedmiotu; dlatego też siedział z wielce niezadowoloną miną w wygodnym fotelu w pobliżu kominka i usiłował skupić się na tekście w podręczniku do zielarstwa. Szło mu to wyjątkowo marnie - jego myśli przez cały czas kierowały się ku temu, co mógłby teraz robić, gdyby nie siedział nad książką. Biedny, nie potrafił nawet z tym walczyć.
avatar
Holden Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Étaín Seward on Czw 14 Paź - 20:05

Nastroju Étaín nie można było nazwać nawet względnym - od dobrych kilku dni właściwie nie ruszała się z łóżka i gdyby nie troskliwość starszego brata, zapewne do tej pory nie zjadłaby niczego. Połowa października rok rocznie stanowiła najgorszy okres w jej życiu. W jej głowie zaczynały się pojawiać pytania, kręcące się wokół braku sprawiedliwości na tym świecie i ogromnym okrucieństwie śmierci. Owe zagadnienia wprowadzały w depresyjny nastrój, jednakże jeśli dodać do tego poczucie winy, które nasilało się wraz z każdą rocznicą śmierci jej matki... bez odpowiedniej opieki mogło doprowadzić do tragedii. W okolicach swoich urodzin, traciła chęć do życia, z energicznej, ekspresywnej a wręcz impulsywnej dziewczyny zamieniając się w płaczliwą, osowiałą i przygnębioną. Kąciki rumianych ust tkwiły niewzruszone w jednej pozycji, niezależne od tego, co wypadało z ust jej przyjaciół, braci, czy współlokatorek. Ogromne, orzechowe oczy traciły blask, wraz z iskrą zadziorności wpatrując się beznamiętnie w bliżej nie określony punkt w przestrzeni. Potok słów, który niezależnie od sytuacji wylewał się z jej ust, grzązł w gardle pozwalając jedynie pojedynczym słowom wydostać się ze swych niewzruszonych objęć. Étaín powoli się wypalała, przez ten jeden okres w roku tkwiąc pomiędzy granicami dwóch światów: jedną nogą w grobie, drugą na ziemi.
Powoli weszła do Pokoju Wspólnego, mrużąc oczy podrażnione tak intensywnym światłem. Otuliła się ciaśniej szarym swetrem brata, by osowiale położyć się na sofie przed kominkiem i zupełnie bez wyrazu wpatrywać się w ogień wesoło trzaskający w kominku. Włosy w kolorze jasnego karmelu były rozczochrane i w nieładzie opadały na ramiona czyniąc jej sylwetkę jeszcze bardziej żałosną. Pod oczami widniały sińce, powstałe w wyniku braku snu, a przy dogłębniejszym spojrzeniu można było dostrzec smugi zaschniętych łez na jej policzkach. Opuściła swoje dormitorium po raz pierwszy od trzech dni, a stan jej wyglądu mógł jedynie potwierdzić, iż z dziewczęciem działo się coś złego.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Holden Sheridan on Czw 14 Paź - 20:42

Holden usilnie starał się skupić na sensie słów, po których bez większego zainteresowania i z coraz bardziej rosnącym znużeniem przebiegał wzrokiem. Uznawszy, iż naprawdę musi się przyłożyć do nadrabiania braków w swojej wiedzy na temat najróżniejszych ziół, magicznych roślin i ich zastosowania, starał się za wszelką cenę nie podnosić głowy znad tekstu, świadom faktu, iż będzie to równoznaczne z rozproszeniem uwagi. Brnął przez kolejne zdania, za wszelką cenę starając się nie podnosić wzroku nawet w chwilach, kiedy takie działanie było całkowicie odruchowe; na ogół wręcz nie potrafił nie zerknąć, gdy czyjaś sylwetka pojawiała się w Pokoju Wspólnym bądź gdy ktoś wykonywał co gwałtowniejszy lub głośniejszy ruch, ale teraz co chwilę z niezwykłym trudem udawało mu się opanowywać impulsywną chęć rozejrzenia się - dlatego też początkowo w ogóle nie zarejestrował obecności Seward w przytulnym miejscu spotkań Puchonów. Akurat w czytanym przez Sheridana tekście pojawiła się jakaś wyjątkowo warta zapamiętania, dziwnie brzmiąca nazwa jednej z magicznych roślin o właściwościach leczniczych, więc powtórzył ją sobie kilkanaście razy w myślach w celu wyrycia jej sobie na stałe w pamięci. Chcąc sprawdzić, czy aby na pewno udał mu się zapamiętać tę informację, podniósł wreszcie głowę, by rozejrzeć się, na chwilę skupić na czymś innym i za chwilę spróbować ją sobie znów powiedzieć. Kiedy jednak potoczył wzrokiem po całym pomieszczeniu, a jego spojrzenie natrafiło na drobną, niesamowicie nieszczęśliwą i przygaszoną sylwetkę, w której z trudem i dopiero po kilku chwilach rozpoznał Etain, natychmiast zapomniał o zielarstwie i wyznaczonym sobie celu. Niemal w jednej sekundzie zerwał się z miejsca, rzuciwszy byle gdzie swój podręcznik, i już po chwili przyklęknął przy niej, przyglądając się jej z troską.
- Etain, słońce, co się stało? - zapytał zaraz przed tym, jak w jego mózgu przeskoczył odpowiedni trybik, który przypomniał mu o prawdopodobnych powodach nieszczęścia Sewardówny. Cóż, miał już okazję widzieć, w jakim stanie dziewczyna wygląda zawsze w okresie połowy października, ale za każdym razem robiło to na nim ogromne wrażenie. Patrząc na tę kruchutką dziewczynę, tak nieszczęśliwą i w niczym nie przypominającą tej energicznej Etki, jaką była na co dzień, serce mu się krajało. Najbardziej bolało go w tym wszystkim to, że nawet nie potrafił w żaden sposób jej pocieszyć ani jej pomóc.
avatar
Holden Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Étaín Seward on Czw 14 Paź - 21:14

Dla Étaín cały ten gwar panujący w salonie Puchonów równie dobrze mógłby nie istnieć. Teraz liczył się tylko ogień w kominku, w który tak uparcie się wpatrywała. Skuliła się w kłębek, stając się jeszcze mniejsza, niźli była w rzeczywistości - zewsząd dochodziły ją radosne odgłosy. Ludzie, którzy żartowali, ze zdenerwowaniem przewracali pożółkłe karty ksiąg, grali w eksplodującego durnia, całowali się w kącie, próbując nie zwracać na siebie uwagi... ktoś musiał umrzeć, żeby oni mogli się narodzić. Nie mieli tej świadomości, dlatego potrafili żyć w pozornym spokoju, ułudzie chwili, która w mgnieniu oka miała dobiec końca. Zacisnęła powieki, przywołując do umysłu twarz matki, widywaną jedynie na zdjęciach - zawsze brakowało jej kobiecej ręki. Kogoś, kto objąłby ją, gdy było jej smutno. Kogoś, kto podmuchałby na rozbite kolano. Kogoś, kto wyjaśniłby, że potwory pod łóżkiem tak naprawdę nie istnieją, a bracia tylko z niej żartują. Kogoś, kto nauczyłby ją, jak być kobietą. Kogoś, kto zdjąłby z jej barków ciężar śmierci Aingeal. Wiedziała, że gdyby się nie narodziła, jej matka wciąż by żyła. Calvagh, Seoirse, Aideen i Cathan zostaliby przez nią wychowani, ojciec nigdy nie wpadłby w zgubny nałóg hazardu... ona sama co roku nie musiałaby sobie radzić z poczuciem winy. Odkąd tylko Étaín była na tyle rozsądna, że potrafiła odczytać na matczynym grobie datę śmierci matki i połączyć ją z datą własnych urodzin, zaczęła odczuwać okrucieństwo świata. Od tamtej pory przestała obchodzić urodziny, zabraniając wszystkim nawet o nich rozmawiać. Zamiast cieszyć się prezentami, ona zamykała się w sobie, za jedyny prezent otrzymując depresję.
Spojrzała na Holdena, który kucał przy kanapie wpatrując się w nią z tak ogromną troską. Ospale uniosła się na łokciach i w milczeniu przylgnęła do niego z ufnością.
- Siedziałam na wieży. I pomyślałam, że nawet gdybym z niej zeskoczyła, to nie zwróciłabym jej życia - powiedziała cichutko, podciągając kolana, owleczone w spodnie od piżamy, pod brodę.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Holden Sheridan on Pią 15 Paź - 0:41

Najgorsze dla Holdena w tym wszystkim było to, że nie mógł w żaden sposób podnieść na duchu, pocieszyć ani ulżyć w cierpieniu Etain i był tego faktu w pełni świadomy. Dodatkowo, nie potrafił pojąć nawet w jednej setnej, jakie myśli muszą kłębić się w głowie panny Seward i jak dziewczyna czuje się z tym wszystkim. Cóż, takich emocji nie potrafił zrozumieć nikt, kto nie miał za sobą tak przykrych i tragicznych doświadczeń jak Et. Owszem, czasami snuł domysły, zastanawiał się, jak to musi odbijać się na jej życiu, co dziewczyna może czuć, aczkolwiek gdzieś w głębi duszy miał bolesne przekonanie, że to syzyfowa praca i nikt nie jest w stanie zrozumieć cierpienia dziewczyny. Przez cały czas przyglądał się Puchonce z troską; rzeczą, której nienawidził najbardziej na całym świecie, był widok bliskiej osoby w stanie dalekim od chociażby obojętnego i świadomość, że nie jest się w stanie tego w żaden sposób zmienić. Szczególnie dotyczyło to Etain - wydawało mu się cholernie niesprawiedliwe, że takie drobne, w gruncie rzeczy wrażliwe i niewinne dziewczę musi tak niemożliwie cierpieć. Kontrast między codzienną, żywiołową i waleczną Et a tym nieszczęśliwym, całkowicie pogrążonym w rozpaczy stworzeniem skulonym na kanapie był tak ogromny, że niemal sprawiał mu fizyczny ból. Nie znosił swojej bezsilności; zawsze starał się jej pomagać jak tylko mógł, w gruncie rzeczy był zdecydowanie zbyt nadopiekuńczy, i czasami zupełnie irracjonalnie czuł wstręt do siebie samego, że nie potrafi znaleźć żadnego sposobu by jej pomóc. Wiedział, że żadne słowa, zapewnienia, a nawet czyny nie są i najprawdopodobniej nie będą w stanie zwalczyć w niej poczucia winy, ale mimo wszystko chciał próbować.
Podniósł się, jednak tylko po to, by zaraz przysiąść koło niej i zamknąć ją w mocnym, niedźwiedzim uścisku, jak gdyby ten gest miał ocalić ją przed całym złem tego świata i wszelkimi zmartwieniami.
- Et, przestań - odparł miękkim, acz stanowczym tonem. Kiedy usłyszał jej słowa, ogarnął go niemal paraliżujący strach na wyobrażenie, jakie to okrutne myśli błąkają się po umyśle dziewczyny i do czego rzeczywiście byłaby w stanie się posunąć, żeby uśpić powracające wyrzuty sumienia. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale najzwyczajniej w świecie brakowało mu słów. Jak zwykle w chwilach, kiedy wychodził na wierzch ten temat, jego zwyczajowe wygadanie gdzieś znikało, ustępując miejsca całkowitej pustce. Dlatego też nie mówił nic, tylko po prostu dalej mocno obejmował Et chcąc, by czuła, że ma kogoś blisko siebie. Tylko tyle mógł zrobić.
avatar
Holden Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Étaín Seward on Sob 16 Paź - 16:45

Szesnasty października roku tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego szóstego... ta data niezmiennie będzie kojarzyła jej się z jedynym, tragicznym w skutkach wydarzeniem. Cóż z tego, że dzisiaj kończyła szesnaście lat, a każda inna dziewczyna będąca na jej miejscu pyszniłaby się tym od samego rano, trajkotała jak najęta o swoim święcie i zmuszała każdego napotkanego ucznia do składania jej wymuszonych życzeń? Zostałaby obsypana i pomimo nadmiernego hałasu o nic, jej szare życie pozostałoby tak samo nudne i bezcelowe. Étaín nigdy nie potrafiła cieszyć się z dnia narodzin - już dawno oddała go pamięci matki i żadna siła na świecie nie mogła na nią wpłynąć, uświadomić że celebrowanie to nic strasznego. Dla niej każde urodziny to jednocześnie rocznica śmierci matki - oddałaby wiele, by móc wymknąć się ze szkoły, udać na cmentarz, złożyć na grobie matki kwiaty i rozmawiać z nią, jak zawsze wtedy, kiedy miała problem. Pozwalała sobie mieć nadzieję, że Aingeal czuwa nad nią, gdziekolwiek teraz jest i zawsze przyjdzie z pomocą swojej wyczekiwanej córeczce. Siedząc na ławeczce, znajdującej się właśnie na cmentarzu w Belfaście, czuła obecność rodzicielki w powietrzu i tylko to pozwalało jej zachować siłę do dalszego życia. Nie mogła się przecież poddać, skoro jej mama oddała życie, by ona mogła się urodzić, prawda? Nawet, jeśli do końca żywota będzie odczuwać wyrzuty sumienia, jeśli będzie się obwiniać o to, co się stało, to nie może kwestionować tego wyboru.
Może, gdyby teraz potrafiła odczuwać cokolwiek innego, poza przeszywającym ją bólem, ogarniającą słabością i narastającą rzeczywistością, przejęłaby się tym, że swoim cierpieniem krzywdzi również najbliższe osoby. Kot od kilku dni nieustannie czuwał przy jej łóżku, zmuszając ją by cokolwiek zjadła, a ona nawet nie zamieniła z nim słowa. Troska Holdena zaczynała przybierać postać cielesną, a ona nie potrafiła jej zaradzić. Zawładnęła nią pustka, powoli wysysająca z niej chęć i siły życiowe. Jaskrawy płomyczek, wesoło tlący się niezależnie od siły podmuchu wiatru, którym była do tej pory, każdego października każdego roku powoli przygasał, by w pewnym momencie zgasnąć całkowicie.
- Gdybym nigdy się nie urodziła, wszystko byłoby inaczej. Kot przełamałby swoją nieśmiałość, Aideen nie spędzałby życia na nieustających fetach, Seosiowi ktoś by uświadomił, że nie posiada zdolności twórczych, a Cal miałby pomoc przy prowadzeniu kawiarni. To wszystko moja wina, gdyby nie ja... ona wciąż by żyła - szepnęła, przytulając się mocniej do przyjaciela. Chude palce zaciskały się coraz mocniej na jego koszuli, a do orzechowych oczu dziewczęcia powoli zaczynały napływać łzy. I już nawet nie wiadomo kiedy, jej drobnym ciałkiem zaczął targać spazmatyczny szloch, ginący wśród śmiechu innych Puchonów.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Holden Sheridan on Sob 16 Paź - 17:45

Mimo, że Holden nigdy nie starał się złamać zakazu świętowania urodzin dziewczyny i składania jakichkolwiek życzeń z tej okazji, ani nawet nie próbował wyperswadować jej tego postanowienia, w głębi ducha nie tyle się dziwił, co było mu zwyczajnie szkoda Puchonki. Wszakże dzień urodzin to nieodmiennie dla każdego dziecka i nastolatka jedna z dat, której wypatruje się na kalendarzu z takim entuzjazmem jak początku wakacji, świąt Bożego Narodzenia czy Halloween. Żałował, że Et do tego stopnia czuła się winna zdecydowanie przedwczesnej śmierci matki, iż na własne życzenie pozbawiała się przyjemności płynącej z celebrowania urodzin, dostawania od przyjaciół prezentów, życzeń i wielu miłych słów. Nie wyobrażał sobie, jak można nigdy w życiu nie chcieć usłyszeć nawet najbardziej błahego, tak przetartego ale mimo wszystko miłego zwrotu 'wszystkiego najlepszego'. Zamiast tego wszystkiego Et dostawała wyłącznie cierpienie, nawracające poczucie winy oraz głęboką depresję graniczącą wręcz z apatią. I gdzie tu była sprawiedliwość? Za każdym razem, kiedy widział Etain w dniu jej urodzin, dopadały go wyrzuty sumienia, że czasami śmie narzekać na swój własny żywot i problemy rodzinne; wszak przy zestawieniu wszystkich emocji i przemyśleń, z jakimi musiała się uporać Etain z tymi jego, problemy ze zbyt wygórowanymi wymaganiami ojca zdawały się całkowicie bladnąć i degradować do rangi nic nie znaczących.
W jego opinii Puchonka nie powinna sobie zawracać głowy jeszcze tym, że jej zachowanie i przygnębienie mogło w jakiś sposób krzywdzić innych; przecież nie było jej winą, że akurat ten okres pozostawał niezmiennie najcięższym dla niej w całym roku i za każdym razem sprawiał, że niemal namacalnie uchodziła z niej cała życiowa energia. A od tego właśnie miała bliskie osoby, żeby pomagały jej się uporać z takimi w chwilami w życiu, żeby były przy niej niezależnie od wszystkiego. Absolutnie nie chciałby, żeby dziewczyna nie chcąc nikogo ranić swoim depresyjnym stanem zamykała się w sobie i zatrzymywała swój cały ból wewnątrz siebie. Podejrzewał, że w takim układzie mogłaby nie dać sobie rady. W końcu zawsze lepiej jest z kimś podzielić się swoim cierpieniem, nawet tym najgorszym.
- Nie możesz wiedzieć, co by było gdyby - odparł cicho, gładząc ją uspokajającym gestem po włosach. - To nie jest twoja wina. Poza tym, myślisz, że gdyby ciebie nie było, wszyscy twoi bracia byliby takimi samymi ludźmi, co teraz? Et, masz znaczący wpływ na ich życie. Ty też im pomagasz. - Cóż, w jego opinii, taka właśnie była prawda. Z całą pewnością wszyscy młodzi Sewardowie nie wyrośliby na tych ludzi, którymi byli teraz, bez obecności Etain. To ona wyzwalała w nich wszystkich instynkty opiekuńcze, czasami jako jedyna potrafiła ich do czegoś przekonać bądź odwieść od danego pomysłu. Szkoda, że tego nie dostrzegała. - Twoja matka oddała swoje życie za ciebie, i na pewno nie chciałaby, żebyś była teraz nieszczęśliwa - dodał, a kiedy jej ciałem targnął nagły szloch, przytulił ją trochę mocniej. Nie chciał mówić jej, żeby nie płakała, bo nie miałoby to żadnego sensu - wiedział, że bywają chwile, kiedy najlepiej jest po prostu nie hamować łez.
avatar
Holden Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Étaín Seward on Nie 17 Paź - 1:30

W gruncie rzeczy, ciężko byłoby świętować, kiedy jubilatka znajduje się w tak podłym stanie. Poza rodziną i najbliższymi przyjaciółmi, chyba nikt nie wiedział, kiedy Seward obchodzi urodziny - z pewnością nie była to data, którą chciała się dzielić z każdym. Nie była nawet pewna, czy kiedykolwiek wspomniała o tym Adrienowi i Holdenowi. Równie prawdopodobnie mogli dowiedzieć się o okolicznościach od jej braci, którzy poniekąd musieli wyjaśnić im powody depresji siostry. Utrata przyjemności płynącej z celebrowania urodzin, otrzymywania życzeń czy słuchania notorycznie powielających się życzeń była niczym w porównaniu z radością, jaką niesie ze sobą posiadanie matki. Nigdy nie zaznała matczynego ciepła, pokrzepiającej rady, czy wyjaśnień na jakie czeka każda dorastająca dziewczynka. Fizyczny ból sprawiało jej, kiedy rówieśnicy narzekali na swoich rówieśników - stara (już nie mama) zbyt się martwi i zupełnie nie potrzebnie traktuje jak dziecko, ojciec zbyt wiele oczekuje... Czasami naprawdę chciała móc mieć takie problemy, otrzymywać przynajmniej raz w tygodniu list od rodzicielki z zapytaniem, czy aby nie zapomina spać w ciepłych skarpetach, bo przecież może się przeziębić. Człowiek z natury nie zdaje sobie sprawy ile ma, dopóki tego nie utraci. A co począć z człowiekiem, który nigdy tego nie otrzymał? Problemy... cóż, to z całą pewnością kontrowersyjny temat. Jednakże każdy ma problemy na swoją miarę. Czasami sobie z nimi radzi, czasami nie. A jeszcze w innych przypadkach problemy potrafią przerosnąć i wtedy pojawia się wszechogarniające uczucie pustki, poddania i smutku, fachowo nazywane depresją.
To nie tak, że nie chciała uzewnętrzniać swoich uczuć, obarczać nimi innych czy też wylewać cały żal, jaki kłębił się w jej szesnastoletnim ciele. Ona po prostu nie potrafiła. Mimo egoistycznej natury, to chciała pozostawić tylko dla siebie, jak gdyby wewnętrzna tęsknotka stanowiła pewną więź z matką. Zdawała sobie sprawę, że ani bracia, niejednokrotnie bagatelizujący jej zachowanie, ani przyjaciele nie są w stanie w pełni zrozumieć jej odczuć czy też zachowań. Byli przy niej i to wystarczyło, by potrafiła zachować resztki żywego rozsądku i nie poderwać się z motyką na słońce. Jednakże co się stanie za rok? Pozostanie w zamku całkiem sama. Zarówno bliźniacy jak i przyjaciele opuszczą mury szkoły, a ona nie będzie mogła liczyć, że którykolwiek z nich posłuży opiekuńczym ramieniem jak teraz Cathan. To było przerażające, jednakże teraz nawet nie miało miejsca by zaświtać w chaosie myśli w głowie Et.
- Ja... tęsknię za nią - powiedziała tonem przerywanym szlochem, pozwalając łzom swobodnie spływać po policzkach. Świat się zatrzymał. Dla niej. Ludzie dalej wiedli swoje życie, otaczając się śmiechem i radością, ale dla znajdującej się gdzie pośrodku nich Étaín czas stanął.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Holden Sheridan on Nie 17 Paź - 18:05

Cóż, dla samego Holdena data urodzin Seward przez długi czas pozostawała wielką niewiadomą. W sumie, nigdy jakoś nie złożyło się tak, by pytał Etain wprost o to, kiedy świętuje (a raczej kiedy powinna świętować) urodziny; kiedy się poznali, fakt, że dziewczyna w całym roku w ogóle nie obchodzi dnia narodzin jakoś mu umknął, ale kiedy ich relacje zacieśniły się jego uwadze nie mogło ujść depresyjne zachowanie dziewczyny wraz z nadejściem połowy października. Nie od razu, rzecz jasna, połączył oba powyższe fakty, jednak gdy nie mógł wyciągnąć od samej zainteresowanej, co też wprawiało ją w tak nietypowy dla niej, apatyczny i depresyjny nastrój postanowił wyciągnąć tę nie dającą mu spokoju informację od jej braci. Długo musiał przekonywać, prowadzić swoje własne obserwacje i wypytywać, ale w końcu nadludzkim wysiłkiem udało mu się uzyskać odpowiedź. Od kiedy tylko dowiedział się o dramatycznej historii narodzin dziewczęcia, starał się unikać wszystkiego co tylko mogło przypominać Et o tym wszystkim; niemniej jednak, nie zawsze wychodziło mu to tak jakby sobie tego życzył, choć nawet nie pozostawał tego świadomy. Do głowy mu nie przyszło na przykład, że Etain mogło boleć, gdy rówieśnicy narzekali z różnych powodów na swoich, jak to ujmowali, starych. Ba, sam również czasami opowiadał, jak to ojciec za dużo od niego wymaga a matka za bardzo się przejmuje wszystkim co robi, nie zdając sobie w ogóle sprawy, że rani to Puchonkę.
Holden pojęcie depresji znał wyłącznie ze słyszenia i w gruncie rzeczy, pozostawało to dla niego czymś całkowicie abstrakcyjnym. Sam czasami, choć niezmiernie rzadko bywał w nieco melancholijnym nastroju - wtedy to włóczył się godzinami, o dziwo w samotności, po szkolnych błoniach i korytarzach i utyskiwał na bezsens swojej egzystencji i brak zrozumienia ze strony innych osób, ale to było wszystko. Do głowy nie przyszło mu, że za rok Etain zostanie w zamku bez nikogo, komu mogłaby wypłakać się w ramię czy wyżalić. Z tego co wiedział, większość jej towarzystwa stanowili uczniowie płci męskiej, na dodatek ze starszego rocznika. Odnosił wrażenie, że dziewczę lepiej czuje się w towarzystwie chłopaków, niźli innych dziewczyn, chociażby tych z jej dormitorium... Czy było to spowodowane brakiem matki i dzieciństwem spędzonym wyłącznie wśród przedstawicieli płci przeciwnej? Holden był marnym psychologiem, ale podejrzewał, że musiało mieć to znaczący wpływ.
- Wiem - mruknął w jej włosy tak cicho, że równie dobrze mogła tego nie usłyszeć. Rozejrzał się po Pokoju Wspólnym ponad ramieniem Etain; uczniowie albo nie zwracali na nich uwagi, albo posyłali jedynie krótkie spojrzenia w kierunku płaczącej dziewczyny i natychmiast odwracali wzrok gdzieś indziej. Puchoni mieli to do siebie, że w znakomitej większości byli osobnikami nadzwyczaj towarzyskimi, aczkolwiek kiedy widzieli kogoś nieszczęśliwego, całkiem głupieli. Rozumiał to doskonale, gdyż sam również nie był najlepszy w pocieszaniu, acz nie wyobrażał sobie by miał teraz dziewczynę pozostawić samej sobie. Wiedział, że nie ma szans by naprawdę jakoś korzystnie wpłynąć na jej nastrój, ale by czuła chociaż, że ma w nim oparcie. - Na pewno jest z ciebie dumna - dodał niemal szeptem, prosto do ucha Etain.
avatar
Holden Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Étaín Seward on Pon 18 Paź - 19:31

Rodzina Seward i ich tajemnice... z pewnością dałoby się napisać na temat ich perypetii sporą książkę, której choć daleko byłoby do ukochanej przez Étaín Sagi rodu Foresytów, z pewnością zyskałaby sporą rzeszę oddanych fanów. Dziewczyna nigdy nie mówiła o swoich rodzicach - przypuszczalnie spora większość szkoły nie wiedziała, że ta nadpobudliwa i tryskająca energią Puchoneczka jest w gruncie rzeczy sierotą, a jej ojciec po stracie ukochanej żony popadł w hazard i przepuszczał wszystkie zarobione pieniądze na wyścigach konnych. W gruncie rzeczy, rodzinę utrzymywał trzeźwo myślący Kot, który od czasu do czasu odkładał trochę grosiwa na czarną godzinę, a ostatnio również Calvagh - choć jemu samemu się nie przelewało, zawsze podrzucił kilka galeonów młodszemu rodzeństwu, by nie musieli się aż tak bardzo szczypać. Jednakże w całej reszcie przypadków, sprawa nie wyglądała już tak różowo - Et wydawała fortunę na coraz to nowe winyle, kupowane w londyńskim sklepie, Aideen zajmował się obrotem wszelkich środków odurzających, a Seoś najwyraźniej odziedziczył miłość do hazardu po ojczulku, ale starał się z tym walczyć. Nigdy jednak nie powiedziała złego słowa ani na braci, ani na ojca i krew wrzała jej w żyłach, gdy słyszała tak bezpodstawne narzekanie na rodzinę, jak zbytnia troska czy podsyłanie sową słodyczy. Ludzie, którzy nie posiadali problemów, starali się szukać ich na siłę i po co? Czy nie lepiej cieszyć się tym co się ma, gdyż zawsze można to stracić? Świat znajduje się w ciągłym pędzie, chwilę mijają następując po sobie. To, co jest przy nas dzisiaj, może równie dobrze zniknąć jutro. Czy nie powinno to do czegoś obligować?
Depresja... znała znaczenie tego słowa bardzo dobrze, choć nigdy nie przyznałaby wprost, że wpada w nią co roku w tym samym okresie. Stany lękowe, narastające poczucie winy, depresyjny nastrój, permanentne uczucie bezradności, zaburzenia snu i odżywiania... dla niej to nie tylko puste, abstrakcyjne pojęcia, nie mające odniesienia w rzeczywistości. Musiała stawiać im czoła każdego dnia, toczyć walkę ze samą sobą. Najczęściej przegrywała, ale czy to się liczyło? Prędzej czy później ów stan mijał, jej życie wracało do względnej normalności, jednakże pustka pozostawała. Zawsze wydawało jej się, że nie potrzebuje siedzącego przy niej Cathana, czy opiekuńczo obejmującego Holdena, jednakże czy za rok, gdy zostanie bez nich powie to samo? To pytanie powinno na razie pozostać bez odpowiedzi. Sheridan może był marnym psychologiem, ale w tym wypadku trafił w samo sedno sprawy - Étaín nie potrafiła nawiązywać kontaktu z dziewczętami. Dorastała wśród chłopców, właściwie wychowali ją bracia i to z płcią przeciwną szybciej łapała kontakt. Zupełnie nie potrafiła zrozumieć zupełnie damskich problemów, jak dobór butów, zauroczenie czy Merlin jeden wie co innego.
Wiedziała, że ma w nim oparcie - gdyby tak nie było, z pewnością już dawno temu złamałaby się pod ciężarem, spoczywającym na jej barkach. Przytuliła się do niego jeszcze mocniej i jeszcze ufniej, opatulając się szerokim płaszczem; miała ochotę zniknąć z powierzchni ziemi. Zasnąć i nigdy się nie obudzić. - Zimno - szepnęła, skulając się ciasno i tworząc maleńki, ludzki kłębuszek. Była tak bezradna i bezbronna... Wciąż wpatrywała się w ogień, jakby sam widok jasnych promieni miał przepędzić ten przytłaczający chłód. - Tego akurat nigdy się nie dowiem. Nawet jej nie pamiętam... - odparła cichutko, zaciskając palce na jego koszuli. Matkę znała tylko ze zdjęć i to bolało najbardziej.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Holden Sheridan on Pon 18 Paź - 23:03

W gruncie rzeczy Holden, mimo faktu iż był w bliskich relacjach z Sewardówną i spędzał z nią naprawdę dużo czasu, niewiele wiedział o jej rodzinie, a konkretniej o rodzicach. Miał o nich mgliste pojęcie, a że był na tyle inteligentny by zorientować się, że jest to temat którego dziewczyna nie chce poruszać, po prostu o to nie pytał. Nie miał zamiaru wyciągać od niej informacji na siłę, nie na tym w jego mniemaniu polegała przyjaźń, i wychodził z założenia, że jeśli dziewczyna będzie chciała się z nim podzielić tym, jaki właściwie jest jej ojciec to po prostu to zrobi. Z kolei posiadał nieco większą wiedzę na temat licznego rodzeństwa Etain i wnioskując z opowieści, które to słyszał o braciach Seward, losy całej rodziny naprawdę stanowiły dobry materiał na książkę, choćby z powodu samego zróżnicowania charakterów poszczególnych członków tej osobliwej familii. Chyba każdy w gruncie rzeczy miał jakieś problemy, mniejsze lub większe, albo przynajmniej sobie to wmawiał. Z resztą, życie bez żadnych zmartwień byłoby nadzwyczaj monotonne, żeby nie rzecz nawet nudne. Kto wie, czy życie nie polegało na ciągłym wplątywaniu się w coraz to nowsze problemy, a potem wychodzenie z nich mniej lub bardziej zwycięsko? Dobra, może to i była marna filozofia życiowa, ale Holden naprawdę nie był najlepszym myślicielem jego czasów. Z drugiej strony, jakby tu wyjaśnić Etain, że dla kogoś liczą się takie problemy jak okropny z pracy domowej, skoro ona sama miała o niebo poważniejsze i trudniejsze zmartwienia, które spoczywały na jej barkach? Patrząc obiektywnie, miała pełne prawo, by nie uznawać wagi takich drobnych kłopotów i zwyczajnie odrzucać je jako błahe.
Czasami zastanawiał się, jakby to wszystko wyglądało, gdyby matka Etain w dalszym ciągu żyła - czy drobna Puchonka i tak by się przyjaźniła z nim i Adrienem, czy może latałaby po szkole w towarzystwie grupki rozchichotanych koleżanek z roku czy dormitorium? Czy zachowywałaby się inaczej niż dzisiaj? Cóż, na te odpowiedzi nigdy nie będzie mu dane uzyskać satysfakcjonującej odpowiedzi, natomiast jedno było pewne - dzisiejszego dnia Et nie wyglądałaby jak siedem nieszczęść, pogrążona całkowicie w smutku i depresji, a świętowałaby z gronem znajomych swoje urodziny, przyjmowała prezenty, życzenia i dobrze się bawiła. Czasami, obserwując ją właśnie w październiku żałował, że nie ma żadnego sposobu by wziąć na siebie choć część jej rozpaczy. Kiedy widział Et tak nieszczęśliwą, chciał zrobić wszystko, byle tylko w jakiś sposób ją pocieszyć. Całe szczęście, że miała tyle osób, gotowych się nią zaopiekować; w przeciwnym razie zapewne nie dałaby sobie rady, a o takim scenariuszu Holden wolał nawet nie myśleć.
- Najważniejsze, że pamiętasz o niej - odpowiedział po chwili zastanowienia, gładząc ją pokrzepiającym gestem po plecach. Była taka drobna i bezbronna, że niemal nie mógł znieść myśli, jak bardzo cierpi. To wszystko było takie niesprawiedliwe, a do tego czuł tę obezwładniającą bezsilność, że choćby nie wiadomo co zrobił, i tak będzie źle. A raczej, że i tak nic się nie zmieni. - Pamiętaj, Et, że nie jesteś niczemu winna. W końcu to nie ty decydowałaś. - Dalej szukał jakichś argumentów, nawet tych najprostszych.
avatar
Holden Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach