Salon Hufflepuffu

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Étaín Seward on Sob 23 Paź - 15:36

Świat brutalnie pędzi do przodu, nie zezwalając na spoglądanie w tył. W tym stałym pośpiechu człowiekowi pozostaje jedynie świadomość przeszłości. Czasami motywowała ona do działania, czasami niosła za sobą przytłaczający egzystencję ból. Biegu wydarzeń nie da się zmienić i Étaín zdawała sobie z tego sprawę. Gdyby tylko istniało jakieś wyjście... już dawno by z niego skorzystała. Próżno jednak zastanawiać się nad tym, co mogłoby się wydarzyć, gdyby można było zrobić coś inaczej. Teraz, pogrążana w żalu, dostrzegała starania braci i przyjaciół, którzy dbali o nią, jak gdyby była z porcelany, jednakże nie potrafiła się im odwdzięczyć.
W tym momencie, na świecie żyje sześć miliardów ludzi. Sześć miliardów różnych żyć. Niektórzy czegoś się boją, inni wracają do domu po wojnie. Kolejni kłamią by przeżyć, inni stawiają czoła rzeczywistości. Czy tych sześć milionów różnych ludzi, można przyrównać do jednego schematu? Jednoznacznie określić, że ci postępują dobrze, podczas gdy ci źle? Nie można i na tym właśnie
- Czasami... czasami myślę, że ona chciałaby, żebym była inna. Tata mówił, że zawsze chciała mieć córeczkę, ale... ja mam wrażenie, że ją zawodzę - powiedziała cichutko, wtulając policzek w jego ciało. Oglądając zdjęcia matki, nie mogła nie zauważyć, że była kobietą elegancką, dziewczęcą i piękną - nic dziwnego, że Leigh się w niej zakochał. Jeśli więc chciała urodzić dziewczynkę, której mogłaby przekazać wszystko co wie i potrafi, czy zachowująca się jak jej bracia Étaín nie okazałaby się dla niej rozczarowaniem? Wszak sukienkę miała na sobie tylko wtedy, kiedy zmuszał ją do tego ojciec i naprawdę nie potrafiła zachowywać się jak na kobietę przystało. Wystarczy popatrzeć na jej odczucia w stosunku do zbliżającego balu (jeśli oczywiście w chwili obecnej można mówić o jakichkolwiek odczuciach dziewczęcia, biorąc pod uwagę pustkę, która ją przepełniała). Powinna się cieszyć, ekscytować faktem, że ktoś chciał ją zaprosić. Zamiast siedzieć pogrążona w rozpaczy, powinna udać się do sklepu z sukniami balowymi i znaleźć taką, która pasowałaby do jej sylwetki. Jednakże jej samej, to wszystko wydawało się zbyt naiwne, zbyt głupie i bezwartościowe, by chciała poświęcić temu choć trochę uwagi. - Nie decydowałam. Ale gdybym nigdy się nie urodziła, mama cięgle by żyła - powiedziała pomiędzy łzami, które mimowolnie spływały po jej policzkach. Płacząca Étaín Seward to ewenement na skalę światową. Jednakże najwyraźniej nie na tyle ważny, by ktokolwiek chciał się nią zainteresować.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Theodore Lansbury on Pon 27 Gru - 1:24

Theo wparował do pokoju wspólnego Puchonów i rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie widząc w środku ani jednej żywej duszy usiadł na fotelu najbliżej kominka. Młodzieniec był bardzo zmęczony po ciężkim dniu, który zmarnował na utrzymaniu dobrej kondycji i szlifowaniu swoich umiejętności w lataniu na miotle. Nie od dziś Theodore chciał wstąpić do drużyny Quidditcha, jednak nigdy nie został wcielony do drużyny. Dzień za dniem miał coraz większe nadzieje na to, że w końcu los się do niego uśmiechnie i wreszcie będzie mógł zagrać w jakimś meczu o stawkę. Ahh.. te marzenia.
Po dłuższej chwili zamyślenia chłopak rozsiadł się wygodniej w fotelu i wyjął różdżkę z tylnej kieszeni swoich dżinsów. Kawałek drewna był już trochę wyświechtany, dlatego młodzieniec zdecydował się ją nieco przetrzeć swoją szatą. Kiedy upewnił się, że różdżka już lśni, schował ją z powrotem do kieszeni i wygodnie oparł się na oparciu , a ręce skrzyżował na klatce piersiowej. Czas płynął nieubłaganie, a chłopakowi cały czas doskwierała nuda. Po kilku chwilach nicnierobienia po prostu przymknął oczy i uciął sobie krótką drzemkę z nadzieją, że jednak ktoś jeszcze zawita do chwilowo prawie pustego pomieszczenia.
avatar
Theodore Lansbury
Dorosły

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Islington

http://www.kanonierzy.com

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Jessica Hawn on Nie 2 Sty - 17:55

Święta święta i po świętach. Dzień na który tak długo czekała wreszcie nadszedł. Dzień powrotu do szkoły. Do znajomych i przyjaciół. Jess zapakowała swój kufer, który był o wiele cięższy niż ten z którym przyjeżdżała. Czemu? To sprawa mamy, która prosiła aby wzięła "kilka" dodatkowych rzeczy. Jessica została zawieziona na dworzec, przeszła przez bramkę gdzie czekał już pociąg. Pożegnała się z rodzicami i ruszyła w dość długą podróż.
Wysiadła dopiero w Hogsmede gdzie zapakowała kufer do wozu i ruszyła w kierunku zamku. Pierwsze co zrobiła to była wycieczka do wielkiej sali aby coś przekąsić. Szybko wrzuciła do brzucha jedzenie i pobiegła do pokoju wspólnego mając nadzieję, że spotka tam Theo i pójdą trochę polatać. W pokoju wspólnym nie było praktycznie nikogo. Rozejrzała się i zobaczyła śpiącego w fotelu dobrego znajomego. Zakradła się od tyłu, zakryła dodatkowo rękoma jego oczy i pochyliła się tak aby jej usta znalazły się na wysokości ucha Theo.
- Nie śpij bo Cię okradną.- Powiedziała cicho wprost do jego ucha. Nadal jednak rękoma zasłaniała jego oczy. Po co? Sama nie wiedziała bo przecież raczej nie możliwym jest aby nie poznał jej po głosie. A może w sumie nie pozna? Nie ważne. Robi to co robi i już.
avatar
Jessica Hawn
Uczeń

Liczba postów : 60
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Theodore Lansbury on Nie 2 Sty - 18:18

Theo spał smacznie w fotelu, rozmyślając o niebieskich migdałach. Zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, że za jego plecami czai się jego znajoma. Obudził go dopiero lekki dotyk i znajomy głos, który szeptał do jego ucha. Theo wiedział, że skądś go zna, ale za Chiny nie mógł sobie przypomnieć, kto u diabła zakłóca jego spokój. Dopiero po kilku sekundach zdał sobie sprawę, że ową osobą jest Jess, z którą ostatnio bardzo często pisał listy. Chłopak mimowolnie się uśmiechnął i pewnym ruchem swoich rąk, zdjął jej dłonie ze swojej twarzy, przechylił głowę do tyłu i spojrzał w jej oczy.
- A kogo to moje oczy widzą? - zapytał retorycznie, cały czas patrząc na Jessicę, uśmiechając się w jej stronę. - Jak było na świętach u rodzinki? - zadał pytanie i zdjął wzrok z Jessiki, kierując go w stronę kominka. W oczekiwaniu na odpowiedź Theo patrzył na radośnie poruszające się płomyki, które swoim diabelskim ciepłem ogrzewały całe pomieszczenie.
avatar
Theodore Lansbury
Dorosły

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Islington

http://www.kanonierzy.com

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Jessica Hawn on Nie 2 Sty - 18:32

Zachichotała cicho słysząc retoryczne pytanie, na które i tak zamierzała odpowiedzieć.
- Widzisz kogoś kto sprawi, że nuda odejdzie.- Uśmiechnęła się szeroko. Powróciła do szkoły więc trzeba będzie coś zrobić. Coś szalonego oczywiście. Tylko nie miała jeszcze pomysłu. Trzeba będzie improwizować.
- Okropnie bo przez rodzinkę przytyłam i wyglądam teraz okropnie!- Westchnęła. Zmieniła swoją pozycję i usiadła na podłokietniku z prawej strony Theo. Założyła nogę na nogę i przymknęła na chwilę oczy. Trzeba będzie się wziąć za siebie. Trochę schudnąć po świętach. Czemu nigdy wspaniała rodzina nie może zrozumieć "już nie mogę" tylko zawsze mówi, że musi jeść bo marnie wygląda albo, że się obrażą jak nie spróbuje czegoś.
- A jak święta w zamku? Coś mnie ominęło?- W oczach błysnęły jej radosne ogniki. Była szczęśliwa, że już tutaj wróciła. W domu dobrze ale najlepiej czuje się tutaj wśród znajomych. Spojrzała w płomień. Przez chwilę zawisła w "niebycie". Po kilku minutach skierowała swój wzrok na chłopaka. Podniosła rękę i poprawiła niesforny kosmyk, który wszedł na jej twarz. Wetknęła go za ucho. Miała ochotę na coś. Ale sama nie wiedziała na co. Coś by zrobiła. Ale co...? Może dziś jej się uda wyciągnąć chłopaka na wspólny lot? A może coś innego powinna porobić?
avatar
Jessica Hawn
Uczeń

Liczba postów : 60
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Theodore Lansbury on Nie 2 Sty - 18:49

Kiedy Theo usłyszał wzmiankę Jessiki o swoim "przytyciu", natychmiast palnął się otwartą ręką w czoło i spojrzał kątem oka na dziewczynę siedzącą po jego prawej stronie.
- Mam takie jedno małe i niewinne pytanko. Czemu wszystkie dziewczyny mają jakąś manię, dotyczącą swoich figur? Wszystkie na każdym kroku widzicie, że przytyłyście, że za grubo wyglądacie. Przecież tego nikt prócz was nie widzi... - powiedział nieco zażenowanym tonem, próbując uświadomić dziewczynie, że jej "przytycie" jest tylko wytworem jej wyobraźni. Theo przeleciał oczyma po pomieszczeniu i spojrzał tępo w sufit. Postanowił utrzymać tę ciszę przez kilka minut. Po chwili powrócił już myślami do rzeczywistości i ponownie spojrzał w stronę dziewczyny.
- W szkole, jak w szkole. Większość powyjeżdżała do swoich rodzin, a w Hogwarcie została tylko grupka osób. Można więc powiedzieć, że nie działo się nic godnego uwagi - powiedział i zaczął rozmyślać o ostatnich dniach spędzonych w szkole. Chwile, których nie poświęcał na treningi, przeznaczał na samotne błąkanie się po szkole, nie wiadomo w jakim celu. Theo wiedział doskonale, że latanie na miotle było prawie całym jego życiem, dlatego wciąż usilnie trenował, aby któregoś dnia dostać się do drużyny Puchonów w Quidditcha. Po chili chłopak przypomniał sobie o Balu bożonarodzeniowym, na którym z niewiadomych - nawet dla niego - powodów się nie pojawił. Nie wiedział jednak, czy miał czego żałować...
avatar
Theodore Lansbury
Dorosły

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Islington

http://www.kanonierzy.com

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Jessica Hawn on Nie 2 Sty - 19:01

- Może nie widać ale czuć kilka kilo więcej. Czyli uważasz, że nie wyglądam źle?- Jessica spojrzała na kolegę badawczym wzrokiem. Niech tylko nie próbuje kręcić bo i tak pozna się na drobnych kłamstewkach. Chociaż w sumie może i ma racę... Przybyło jej trochę ale figura się nie zmieniła. Po drugie wygląd to i tak nie wszystko. Przecież ważniejsza jest osobowość. A najważniejsza i najwspanialsza jest ta szalona, nieobliczalna. Ah ta skromność.
- Czyli beze mnie było nudno. Trzeba będzie to naprawić!- Klasnęła uradowana w ręce. Jak ona kocha kiedy coś się dzieje. Nuda to nie dla niej. Podrapała się po głowie i spojrzała na Theo. Skoro było nudno trzeba rozruszać trochę znajomego. Najlepszym sposobem będzie wspólny lot.
- Co powiesz na trening?- Nie chciała siedzieć bezczynnie w miejscu. Wolała żeby coś się działo. Cokolwiek. A w sumie miło będzie polatać. Przypomnieć sobie jak to było.
- Tylko pamiętaj o tym co mi obiecałeś.- Oczywiście chodziło jej o złapanie w razie czego. Nie chce spędzić cennego czasu w skrzydle szpitalnym choć z drugiej strony to nawet dość ciekawy pomysł, opuści kilka dodatkowych dni szkolnych. Nie! Przecież ona się tam zanudzi. A tak być po prostu nie może. Nie będzie leżeć i leżeć. Patrzyła wyczekująco aż chłopak jej odpowie. Theo jak dla niej lata bardzo dobrze więc będzie miała okazję poćwiczyć. Przypomnieć sobie. Choć jak to twierdzi tego się podobno nie zapomina. Tylko, że on lata praktycznie codziennie a ona latała kilka miesięcy temu jak nie dłużej.
avatar
Jessica Hawn
Uczeń

Liczba postów : 60
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Theodore Lansbury on Nie 2 Sty - 19:19

- Całkowicie podtrzymuję to, co powiedziałem - rzekł pewnym tonem, mając zamiar podkreślić tym słuszność swych słów. Może Theo nie znał aż tak dobrze kobiet i był w stosunku do nich bardzo nieśmiały, ale jego wzrok był wyśmienity i gdyby dziewczyna naprawdę przytyła, na pewno by to zauważył. Wszystko to zawdzięczał oczywiście wieloletnim treningom na miotle. Jego miotła w bardzo krótkim czasie osiąga niesamowitą prędkość, więc dosiadając jej, trzeba być niesamowicie uważnym i mieć oczy dookoła głowy, byle tylko nie popełnić jakiejś gafy. Theo zwykł właśnie z tego, że miotła całkowicie go odstresowywała, a podczas lotów był zupełnie innym człowiekiem, bardziej szalonym.
- Jasne. Na treningi nigdy nie jest za późno - powiedział, po czym leniwie się przeciągnął. Po rozprostowaniu swoich kości młodzieniec wstał z fotela i stanął tuż przed Jessicą, wyciągając ku niej swoją dłoń, pomagając wstać. - Ze mną nie zginiesz - dodał jeszcze na sam koniec i mrugnął lewym okiem, szeroko się przy tym uśmiechając.
avatar
Theodore Lansbury
Dorosły

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Islington

http://www.kanonierzy.com

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Jessica Hawn on Nie 2 Sty - 19:30

Nie skomentowała słów chłopaka. Nie było sensu dodawać coś więcej. Przecież nikt nie zamierza się sprzeczać czy coś.
- No to chodźmy.- Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Chwyciła jego dłoń i podniosła się w fotela. Drugą poprawiła szatę i ponownie skierowała wzrok na chłopaka.
- Mam taką nadzieję Theo. Jak zginę to zostanę na świecie jako duch i będę Cię męczyć.- Zaśmiała się. Pozbierali rzeczy, ubrali się cieplej i ruszyli w stronę boiska. Pora na zabawę z miotłą. Oby tylko nie poszło coś nie tak i dała radę utrzymać się na miotle. Na prawdę wolałaby z niej nie spaść. Będzie musiała być ostrożna. Zaraz zaraz ona ostrożna? Przecież to nie realne. No ale może jakimś cudem tym razem jej się to uda.
avatar
Jessica Hawn
Uczeń

Liczba postów : 60
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Gregory Seward on Sro 15 Cze - 20:04

Grzesio kroczył smętnie i niezbyt spiesznie w stronę pokoju wspólnego Borsuków, starając się nie natknąć czasem przypadkowo na żadnego prefekta lub czym gorzej – nauczyciela. Z pomocą przyszły mu mdłości i przystanki, dzięki czemu bez problemu dobrnął w końcu do przytulnego pomieszczenia.
W jego głowie kręciło się, a myśli wirowały z zawrotną szybkością. Ku swojej radości, w pokoju wspólnym było niewiele osób, które rozmawiały cicho. Chłopak trzymał w swojej dłoni butelkę wody mineralnej, jednak jego zielonkawa twarz dawała jasno do zrozumienia co robił kilka godzin temu. Powlókł nogami w stronę jednego z foteli, aby wygodnie się na nim umieścić.
Jak pomyślał – tak też zrobił. Usiadł ciężko, z głuchym westchnięciem ulgi, kładąc jedną z dłoni na swoim brzuchu. Rozłożył się, zamykając powieki – wciąż nie będąc do końca świadomy tego, że w swojej dłoni trzyma rysunek wykonany przez Nessę. Nie potrafił jeszcze połączyć ze sobą faktów, ubolewając nad własną głupotą. W końcu dał się namówić Ślizgonce na wypicie alkoholu – nie kontrolował jednak ilości wlewanego w siebie napoju, ponieważ za bardzo stresował się świadomością iż znajduej się sam na sam z dziewczyną.
Można powiedzieć śmiało, że Grzesio się nad sobą użalał – teraz jednak było mu to obojętne. Byleby ktoś zabrał od niego to tępe dudnienie w głowie, a jest gotowy zrobić wszystko!
avatar
Gregory Seward
Uczeń

Liczba postów : 64
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Belfest

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Prudence Sayers on Pią 17 Cze - 18:31

Świat się kończył! Może nie dokładnie kończył się, jednakże dla Prudence, która w przeciągu kilku ostatnich dni spała raptem parę godzin łącznie, z pewnością mógłby. Czując silną potrzebę wykazania się po raz kolejny i zyskania najlepszych ocen w swoim roczniku, każdą wolną chwilę spędzała na powtórkach, żmudnie rozplanowanych kilka miesięcy wcześniej. Sporo czasu zabierały jej również próby chóru - choć zdecydowanie pomagało jej to odciągać myśli od zbliżających się egzaminów, sprawiało, że kiedy wracała wieczorem do dormitorium naprawdę zapominała już, jak się nazywa. Korzystając z tego, że zbliżał się weekend, a tym samym wyjścia do Hogsmeade były już możliwe, zamierzała skorzystać z kominka w Trzech Miotłach i wybrać się do Londynu, aby odwiedzić Noaha. Brat najwyraźniej przejmował się jej SUMami jeszcze bardziej, niż ona sama przez co czuła nieodpartą potrzebę, aby choć spróbować go uspokoić. Ze względu na temperaturę, która zdawała się rosnąć każdego dnia, zrzuciła niewygodną szkolną szatę, którą zastąpiła biała sukienka, przewiązana w talii czerwoną wstążką. Ułożyła włosy, chwyciła torbę, zbiegła do Pokoju Wspólnego i... wyjrzała przez okno. Deszcz! Nie, bez żartów!
- Pada - jęknęła smutno, z gracją opadając na fotel obok Gregory'ego.
avatar
Prudence Sayers
Uczeń

Liczba postów : 36
Czystość krwi : mugolska
Skąd : się biorą dzieci?

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Gregory Seward on Pią 17 Cze - 23:24

Grzesiowi się znów przysnęło na fotelu, kiedy to właśnie zdał sobie sprawę z tego, że jego głowa niechybnie zmierza do zetknięcia się z podłogą bądź oparciem fotela. Drgnął poruszony i niezbyt zadowolony z tego faktu, przesuwając dłonią po swojej twarzy ze 100% przekonaniem, iż będzie w stanie odsunąć od siebie zmęczenie oraz zwykłego kaca.
Minęła chwila, kiedy to zdał sobie sprawę, że wpratuje się od kilku sekund z zgiętą na kilka części białą kartkę. Zdziwiony również pojął, iż trzyma ją przy sobie od dłuższego czasu i zapewne towarzyszy mu ona od Błoni. Ale .. co on robił? Pamiętał, że był ze Ślizgonką i jak głupi zaczął wlewać w siebie duże pokłady alkoholu. Starał się pokazać, że jednak jest fajny, ale nie za bardzo mu to wyszło – w końcu w przypływie strachu zaczął coraz chętniej pociągać kolejne łyki. Właśnie po to tylko, aby dodać sobie odwagi w rozmowie z nią.
Rozejrzał się dookoła, ale nie widząc nikogo kto mógłby podrzucić mu tę kartkę rozwinął ją. W tym samym momencie do Pokoju Wspólnego wpadła pewna pannica, bardzo ważna dla siedzącego kawalera w fotelu, który właśnie płonął burakiem na twarzy. Właściwie Grześ czuł jak pieką go uszy, a serce zamierza eksplodować w jednej sekundzie. Po głowie biegało mu tysiące myśli, ale jedno wychodziło na pierwszy plan: CO ON ROBIŁ?! Niczego nei pamiętał, a to jeszcze bardziej go przerażało.
Jak na złość, usłyszał najbardziej dźwięczny głos dziewczęcy, przepełniony smutkiem oraz rozgoryczeniem. Skąd takie emocje się w nim znalazły? Puchon odwrócił szybko swoją głowę w kierunku Prudence, nie mogąc uwierzyć własnym oczom, że los zamierzał zakpić z niego w tak okrutny sposób. W geście paniki zgniótł w kulkę papier, krzyżując swoje ręce tak, aby dziewczyna nie dojrzała kartki. Dodatkowo zachował się tak, jakby chciał sam stać się niewidzialny – zsunął się jeszcze niżej z fotelu, wbijając barkami w oparcie. Nie patrz w moją stronę, nie patrz! Odejdź! Wyjdź! Idź do kogoś innego! – Wrzeszczał błagalnie w stronę dziewczęcia, jednak żaden dźwięk nie wydobył się z jego gardła.
avatar
Gregory Seward
Uczeń

Liczba postów : 64
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Belfest

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Prudence Sayers on Sro 22 Cze - 11:41

Próba udowodnienia komuś, że jest się kimś innym zdecydowanie nigdy nie wychodziła na dobre. Nie dość, że najczęściej popychała do zrobienia czegoś wbrew sobie, to również zdarzało się, iż kończyła się opłakanie w skutkach. Może właśnie dlatego Prudence nigdy nie przejmowała się komentarzami współlokatorek, które nazywały ją "pedantką", ignorowała lekceważący stosunek innych uczniów, uważających ją za pustą Amerykankę. Dlaczego miała być od nich gorsza? Bo nie niszczyła sobie płuc paląc? Bo nie odnajdowała przyjemności w upijaniu się, ośmieszaniu pod wpływem alkoholu i kacu nad ranem? Bo zamiast uczestniczyć w kolejnej orgii preferowała usiąść w bibliotece z dobrą książką? Bo inaczej rozumiała pojęcie zabawy? Bo szanowała siebie, swoje ciało i nie miała zamiaru zbyt wcześnie wpuszczać go w obrót, tym samym zaczynając uchodzić za puszczalską? Takie argumenty nie miały dla niej sensu i utwierdzały ją jedynie w przekonaniu, że to ona ma rację. W gruncie rzeczy, mało obchodziło ją zdanie innych. Miała swój świat, swoich przyjaciół i dopóki oni ją akceptowali, nie musiała przejmować się całą resztą.
Sayers nie mogła słyszeć jednak niemych próśb Sewarda, może właśnie dlatego, zaczęła zachowywać się zupełnie inaczej, niźli chłopak tego chciał.
- Wszystko w porządku, Gregory? - zapytała łagodnie, spoglądając na niego z uśmiechem. - Nie wyglądasz najlepiej, coś się stało? Mogę jakoś pomóc?
Kolejna zmora Prudie. Ona zawsze chciała pomóc, przez to najczęściej ludzie wykorzystywali ją, nawet nie trudząc się powiedzeniem "dziękuję".

//Wybacz, że tak długo, ale miałam istne urwanie głowy ostatnio!
avatar
Prudence Sayers
Uczeń

Liczba postów : 36
Czystość krwi : mugolska
Skąd : się biorą dzieci?

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Gregory Seward on Sro 22 Cze - 12:42

/Nie szkodzi. Ja sam miałem na głowie sesje i pracę, to i też niewiele czasu miałem.

Na szczęście Gregory nie został zapytany o to, czy on uważa Prudence za dziewczynę gorszą, inną w negatywnym sensie. To jak kto, ale ten akurat Puchon za każdym razem stawał w obronie dziewczęcia, kiedy tylko podczas rozmowy z innymi chłopakami schodził temat dotyczący koleżanek. Blondynka była ucieleśnieniem ideału piękna i wrażliwości duszy, bogatego wnętrza i wszystkiego co najlepsze na tym świecie – Borsuk był ślepo zapatrzony w tę drobną istotę, która właśnie usiadła niedaleko niego. I mimo usilnych prób ukrycia się w stylu „zamknę oczy to mnie nie zobaczysz” wcale a wcale Amerykanka nie odeszła. Wręcz przeciwnie: skierowała do niego świadomie swoją wypowiedź.
Chłopak zsunął się dość mocno z fotela, oblany dużym czerwonym rumieńcem na Polikach, który jeszcze bardziej podkreślał zaczerwieniony nos, poduszki pod oczyma i ogólną, niezdrową i niecodzienną bladość cery. Przełknął głośno ślinę, wpatrując się w zgniecioną kartkę, która zdawała mu się go parzyć. I jak można było się spodziewać – zaczął panikować, w głowie słysząc troskliwe słowa Prudence. Jego Prudence, Pięknej Prudence, Wspaniałej Prudence, Królowej Prudence.
Cofnął nieznacznie szyję, aby schować swoją głowę chociaż w małej części w ramionach i z drżącym podbródkiem wystękał: - N-n-n-n-n-n-n-nie.. – Dodatkowo, jak na złość ręce zaczęły mu się pocić! Już czuł, że i po skroniach pocieknie mu strumyk zdenerwowania. Powinien się ewakuować stąd i oddalić jak najdalej od Prudence! On jest niewidzialny, ale… Dopiero teraz dotarło do niego, że.. ona znała jego imię!! W przypływie zdziwienia przesunął głowę o kilka milimetrów w stronę dziewczęcia, ażeby ujrzeć rozjaśnioną uśmiechem twarzyczkę. I znów poczuł jak fala gorąca przebiega mu po plecach, kumulując się w głowie i przyspieszając bicie serca. Każde najmniejsze uderzenie wywoływało pulsujący ból z powodu kaca – błędne koło. – G-g-g-g-głowa.. tro-o-o-oche boli. – Wystękał ponownie, przenosząc speszony wzrok ponownie na pomiętą kartkę. Szybko skrzyżował swoje ręce na klatce piersiowej, chowając ją w dłoni i podniósł się, aby logiczniej usiąść na fotelu. O ile można tak nazwać wbijanie się w oparcie,.
avatar
Gregory Seward
Uczeń

Liczba postów : 64
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Belfest

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Libby Montez on Czw 23 Cze - 1:00

Z wielkim oburzeniem i złością otworzyła drzwi do pokoju. Jedyne czego teraz pragnęła, to albo spokoju w samotności albo wydarzenia, które przysłoni całe niepowodzenie dzisiejszego dnia. Nie wierzyła, że jej najwierniejsza kompanka, najlepsza przyjaciółka i osoba do której miała największe zaufanie, od tak po prostu stwierdzi : dość tych głupot, bezczelnego zachowania i tworzenia historii, które nigdy nie miały miejsca! Jeśli dalej chcesz je tworzyć, ok! Ale już beze mnie Przez Ciebie i te chore sytuacje mam same problemy! Nigdy wcześniej plotki, które tworzyła Libby jej nie przeszkadzały. Nagle, idąc ze spuszczoną głową, usłyszała jakąś rozmowę wewnątrz pokoju. Nie wierzyła własnym oczom, najbardziej poprawna i zarozumiała Prudence Sayers nie siedzi o tej porze jak zwykle przy książkach, tylko rozmawia a nawet uśmiecha się! Nie wiedziała dokładnie z kim prowadzi konwersację, bo osoba była do niej odwrócona plecami, ale słyszała tylko jąkający się, męski, zachrypnięty jakby trochę skacowany głos. Tajemniczy chłopak najwyraźniej wrócił z dobrej imprezy. Tym bardziej było to dla Libby szokujące, że Sayers, panna która nie była na żadnym spotkaniu o zabarwieniu alkoholowym, negująca wszelkie młodzieńcze wybryki, prowadzi sobie pogawędkę z facetem? Ciekawość największej plotkary w szkole sięgnęła zenitu. Wyszła z ukrycia z wielkim, ironicznym uśmiechem na twarzy: Oooo! Prudence, właśnie Cię szukałam! Mam wielki problem z... - zawiesiła wzrok, widząc z kim ta dziewczyna rozmawia! Gregory, to niemożliwe!
avatar
Libby Montez
Uczeń

Liczba postów : 4
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Belfast, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Prudence Sayers on Nie 26 Cze - 20:58

Zapewne przestraszyłaby się, że ktoś może ją tak wielbić. Zapewne spłoszyłoby ją stawianie na piedestale. Zapewne zarumieniłaby się, słysząc te wszystkie szumne epitety. Jednakże zapewne jest tylko słowem i nie należy do jej rzeczywistości.
- Ojej, biedaku! Może jesteś chory? - zapytała z troską, przysuwając się do niego i kładąc dłoń na jego czole. Cały czas uśmiechała się przyjaźnie, zupełnie nie mając pojęcia iż przyczyną zachowania Puchona wcale nie jest zbliżająca się gorączka, a jej obecność pomieszana z zbyt wielką ilością alkoholu. - Jesteś cały rozpalony! Doprawdy, Gregory, powinieneś się położyć! Pomóc ci pójść do dormitorium? Nie obraź się, ale naprawdę wyglądasz, jakbyś miał za chwilę przewrócić się - zaoferowała przyjaźnie, wciąż się nie odsuwając. Jej choroba straszna nie była, zwłaszcza iż tą można nazwać jedynie kacem. Poprawiła swoją sukienkę i nerwowo spojrzała za okno. Ciągle padało a ona nie wzięła parasola. Droga do Hogsmaede w taką pogodę zdawała się być koszmarem, a Noah... cóż, musi poczekać. Zrozumie to, na pewno.
Och, Prudence nie zwykła stronić od towarzystwa chłopców, nie przesadzajmy! Niebywale chętnie rozmawiała z każdym, choć zdecydowanie nie śpieszyło jej się do żadnych romansów, a przynajmniej dopóki nie zostanie uzdrowicielką. Z całą pewnością nie mogło być w tym nic ciekawego i zadziwiającego, aby Libby nie mogła powstrzymać się od podsłuchiwania - wszak pogawędka nie zobowiązuje do niczego.
- Z czym, Libby? - zapytała, spoglądając na młodszą koleżankę.
avatar
Prudence Sayers
Uczeń

Liczba postów : 36
Czystość krwi : mugolska
Skąd : się biorą dzieci?

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Gregory Seward on Sro 29 Cze - 9:22

Nie, nie, nie! – krzyczał w myślach, a już po chwili jego głos zaczął robić co chce: - Nienienie! – powiedział niczym torpeda, wpijając się w fotel jak oparzony. Tak właściwie Gregory wpatrywał się z przerażeniem w Prudence, która pochyliła się ku niemu i właśnie dotykała jego czoła. ONA! Osobnik Nadwyraz Atrakcyjny! Nie, to było dla niego zbyt trudne, chciał pozbyć się tego wszystkiego i uspokoić swoje rozszalałe serce. Ale ono uspokoić się nie chciało! Dlaczego?! Puchon czuł jak na jego czoło występują potężne krople potu, a pod ramionami i na karku ma chyba z trzy wielkie plamy z tego powodu.
Dłoń Borsuczki była delikatna i gładka, tak jak rozmyślał wielokrotnie przed zaśnięciem. Sam w swoim ręku ściskał świstek papieru, na którym widniał jego portret i Prudence. Przełknął głośno ślinę, słysząc jej kolejne słowa. Pokręcił energicznie głową i przez moment, świat mu zawirował. Na szczęście już siedział i uniknął w tym momencie upadku. – Ja-a-jaj-ja dam r-r-rade. – Powiedział z charakterystycznym jąkaniem się, kiedy to drzwi od pokoju wspólnego otworzyły się z hukiem. Kto wszedł? To Grześka chyba najmniej interesowało. Chciał mieć spokój i dziękował w duchu, że już za chwilę jest koniec roku i w wakacje będzie mógł wszystko sobie poukładać. Ot co!
Kiedy tylko do jego uszu dotarł znajomy dźwięk głosu, aż jęknął w duchu. Libby Montez. Gorzej trafić to już chyba nie mógł. Już czuł jej kroki, a kiedy odwrócił głowę nie pomylił się – ta mała pchła wtykająca nos w nieswoje sprawy patrzyła właśnie na niego, z zaciekawieniem z kim też rozmawia Prudence. Jej komentarz poparł go w przekonaniu, że wcale się nie mylił. Spojrzał na nią zawistnym wzrokiem, wiedząc już że przez te ostatnie dni roku szkolnego to on będzie na językach. „Kolejny Seward pijany! Tym razem Gregory rozmawiający z atrakcyjną dziewczyną!” Zmarszczył brwi. – P-p-p-pójdę. – Wydusił z siebie, podnosząc się gwałtownie co było kolejnym błędem jaki uczynił w dniu dzisiejszym. Chwiejąc się, zamarzył o tym, aby w końcu zasnąć we własnym łóżku i nie wychodzić. Tyle. Nie był w stanie spojrzeć na Prudence, która nieświadomie wprawiła go w stan przedzawałowy. Na tyle, na ile pozwolił mu kac, powłóczył do swojego dormitorium, ściskając mocno pogniecioną kartkę.

zt

[wybaczcie, że Wam uciekam ale niedługo wyjeżdzam a nie chce Was blokować]
avatar
Gregory Seward
Uczeń

Liczba postów : 64
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Belfest

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Vanessa Blue on Pon 31 Paź - 18:20

Vanessa i Frances weszły do Pokoju Wspólnego, zanosząc się głośnym śmiechem. Blue poczuła na sobie wściekłe spojrzenia siódmoklasistów uczących się do jakiegoś egzaminu. No tak. Małe, wredne osy wlazły do pokoju i zakłóciły ciszę. Parsknęła tylko śmiechem, wzrokiem pokazując Frances całą sytuację.
- Jakie sztywniaki - powiedziała szeptem, uśmiechając się złośliwie.
Co dziwne o tej porze dnia, znalazły sobie wygodne miejsca przy kominku i usiadły. Vanessa rozkoszowała się ciepłem ognia w kominku, mrużąc leniwie oczy.
- Wiesz co? - zagadała do Smith. - Przydałaby się albo gorąca czekolada, albo jakieś ciacha, zmarźluchu.
Uśmiechnęła się lekko koleżanki, mając nadzieję, że nie obrazi się za ten drobny żart.
avatar
Vanessa Blue
Prefekt

Liczba postów : 57
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Wielka Brytania, Sunset Valley

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Frances Smith on Pon 31 Paź - 19:01

Przypomniała sobie odruchowo jak ona rok temu była takim samym sztywniakiem Jak dobrze, że teraz nie musiała już się tak zawzięcie uczyć. To było takie irytujące.
Z ulgą usiadła na fotelu przy kominku. Ogień, ciepło, wygodnie... Mogłaby teraz zawinąć się w kłębek i pójść spać, jednak byłoby to mało przyjazne w stosunku do Vanessy.
- Chcesz mnie roztyć, Ty geniuszu zła - uśmiechnęła się. Nie to, że miała jakieś kompleksy ale podobnie jak 3/4 przedstawicielek płci piękniejszej uważała, że mogłaby być nieco chudsza. Nie jest powiedziane jednak, że jakby się to stało zmieniłaby swoje podejście.
Westchnęła, wygodniej usadawiając się w fotelu. Do głowy nagle przyszła jej myśl,że ostatnio zrobiła się jakaś grzeczniejsza. Zero upijania się, imprez i tym podobnych. Czyżby odezwała się w niej dusza czterdziestolatki?
avatar
Frances Smith
Uczeń

Liczba postów : 15
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Calshot

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Vanessa Blue on Pon 31 Paź - 19:10

Zaśmiała się, gdy Frances wypowiedziała swoje krótkie zdanie. Ona? Geniusz zła? Zachichotała.
- Wcale nie - odparła, ciągle się śmiejąc. - Pozwól, że powtórzę to, co powiedziałam w emporze: jesteś zabawna! I to niesamowicie! Posłuchaj, w końcu mówi ci to geniusz zła!
Uśmiechnęła się do Puchonki i zapatrzyła w ogień. Miło było spędzać czas w towarzystwie Smith, nawet bez tych ciastek. Jednak...
- Dobra jesteś z transmutacji? - zapytała Vanessa. Pogrzebała chwilę w kieszeni. - Mam kilka guzików, może się pouczysz? Na przykład zamień te guziole w miękkie, puszyste ciasteczka. Nie chce mi się iść do kuchni...
avatar
Vanessa Blue
Prefekt

Liczba postów : 57
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Wielka Brytania, Sunset Valley

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Frances Smith on Pon 31 Paź - 19:25

- A dziękuję - uśmiechnęła się do niej - powtórz to jeszcze kilka razy a wpadnę w zachwyt nad samą sobą - dodała ze śmiechem, od niechcenia zawijając kosmyk włosów na palec. Jedno z jej ulubionych zajęć, gdy nie ma co zrobić z rękami. Gdy znudzi jej się metłanie i tak już pometłanych włosów, zaczyna bawić się paznokciami. I tak w kółko.Ktoś mógłby pomyśleć,że ma ADHD, czy jakąś dziwną chorobę.
Zmarszczyła brwi, kiedy Vanessa wyciągnęła guziki z kieszeni.
- Hm, nie jestem geniuszem z transmutacji, ale o ile się nie mylę nie da się zrobić jedzenia z niczego - powiedziała niepewnym tonem. Nie była pewna swojej teorii, najwyżej Blue ją poprawi.
avatar
Frances Smith
Uczeń

Liczba postów : 15
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Calshot

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Vanessa Blue on Pon 31 Paź - 19:40

Patrząc na leżące na swojej wyciągniętej dłoni guziki, zmarszczyła brwi.
- A czy ja ci każę wytwarzać przepyszne kremówki z niczego? - spytała niewinnie, uśmiechając się. - Niby po co wyciągnęłam te guziki? Guziki to nic? Jeśli moja teoria nie zawiedzie, to za chwilę będziemy się zajadać słodkimi kremówkami, a chwilę potem pogadamy jeszcze trochę i zaśniemy przy kominku.
Vanessa zaśmiała się na samo wyobrażenie sobie tego wydarzenia. Uczący się siódmoklasiści, rozrabiające pierwszaki oraz jedna piątoklasistka i jedna szóstoklasistka śpiące w tym rozgardiaszu przy kominku. Doprawdy, twórcza wizja.
- Niech guzikowe kremówki rządzą! - zawołała Blue, wyjmując swoją elegancką różdżkę.
Odłączyła od reszty dwa guziki i położyła je na kolanie. Machnęła różdżką, skupiając się na wizji kremówek. I już po chwili tam były - lecz nie takie, jak je sobie wyobrażała. Obciekały jakąś zieloną mazią i strasznie nieładnie pachniały. Zmarszczyła nos. Dała Frances dwa guziki.
- Mi nie wyszło. Może tobie się uda? - naburmuszyła się swoim niskim poziomem umiejętności, po czym zaczęła czyścić swoją szatę z magicznego paskudztwa.
avatar
Vanessa Blue
Prefekt

Liczba postów : 57
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Wielka Brytania, Sunset Valley

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Frances Smith on Pon 31 Paź - 19:51

Zaśmiała się widząc dość ciekawe kremówki, jakie wyczarowała Vanessa.
- Powinnaś je gdzieś sprzedawać - uniosła do góry kciuk, nadal krztusząc się od śmiechu - są naprawdę.... fajne - dokończyła bo zabrakło jej przymiotnika,odpowiednio określającego wyjątkową fajność tych kremówek. Wzruszyła ramionami na jej pytanie. W sumie co jej szkodzi spróbować?
- Bardziej od kremówek wolę czekoladowe muffinki - mrugnęła do dziewczyny, machnęła różdżką i na miejscu guzików pojawiły się dwie,smacznie wyglądające muffiny.
- Smacznego - uśmiechnęła się, skubiąc pomału swoją babeczkę, którą miała nadzieję się nie otruć.
Rozejrzała się po Pokoju Wspólnym. Znajdowało się tu dość sporo osób, chociaż o tej porze dnia było to do przewidzenia. Zerknęła też w okno i natychmiast w jej myślach pojawił się okrzyk pełen proszących błagań o lato i ciepło.
avatar
Frances Smith
Uczeń

Liczba postów : 15
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Calshot

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Vanessa Blue on Pon 31 Paź - 20:05

Oczy Vanessy zaiskrzyły na widok czekoladowych muffinek Frances. Nie tylko kusząco wyglądały, ale i smakowały. Ze smakiem zajadała swoją muffinkę, uśmiechając się do Smith.
- Tak, moje kremówki były wyjątkowo... - przerwała, próbując stłumić wybuch śmiechu. - ... FAJNE!!!
Ostatnie słowo wykrzyczała na cały Pokój Wspólny, dławiąc się ze śmiechu i przy okazji przyciągając zdziwione spojrzenia kolegów z Hufflepuffu. To było takie śmieszne!
- Oczywiście, otwieramy działalność na nielegalnym rynku Hogwartu - kontynuowała, już nieco ciszej. - Ja sprzedaję moje trutki, a ty swoje pyszności. Twoje muffinki są genialne!
Uśmiechnęła się zachęcająco do Frances.
- Co o tym myślisz?
avatar
Vanessa Blue
Prefekt

Liczba postów : 57
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Wielka Brytania, Sunset Valley

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Frances Smith on Pon 31 Paź - 20:19

- Twoje trutki mogą się lepiej sprzedawać - uniemożliwią uczniom dotarcie na lekcje - stwierdziła, skubiąc muffinkę i rozglądając się po pomieszczeniu. Zdążyła zauważyć spojrzenia kilku osób z domu, które patrzyły się na nie jak na kretynki.Cóż, wcale im się nie dziwiła. Robiły tutaj chyba najwięcej zamieszania.
- Nie jestem zbyt dobra w interesach - powiedziała, uśmiechając się i opierając głowę na fotelu. Zignorowała kilka blond kosmyków, które opadły jej na twarz. Jej włosy czasami naprawdę ją irytowały. Nie dość że idiotycznie się falowały, to jeszcze czasem zamiast przyzwoicie wyglądać, układały się w szopie na głowie. Były jednak dni, kiedy uwielbiała swoje włosy. Ale tylko wtedy kiedy ładnie się układały, tak same z siebie. Kiedy musiała użyć różdżki jej sympatia momentalnie gasła.
- Czym się zajmujesz nie licząc podtruwania ludzi? - zapytała znienacka. Skoro już tutaj sobie tak siedzą to co jej szkodzi bardziej poznać nową koleżankę?
avatar
Frances Smith
Uczeń

Liczba postów : 15
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Calshot

Powrót do góry Go down

Re: Salon Hufflepuffu

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach