Emily Callaghan

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Emily Callaghan

Pisanie by Emily Callaghan on Sob 1 Gru - 22:06

1. Imię: Emily
2. Nazwisko: Callaghan
3. Data urodzenia: 30.06.1965
4. Status: Przeciętny
5. Czystość krwi: Przejrzysta
6. Dom w Hogwarcie: Ravenclaw
7. Zawód: opiekunka smoków na stażu

8. Opis charakteru: Nie jestem tak zmienna, jak większość kobiet. Swojego zdania kurczowo trzymam się do końca i nie próbuję zmylić cię ładnie pomalowanymi rzęsami, czy kuszącym uśmiechem. Już dawno wyrosłam z lawirowania pomiędzy tym, co prawdziwe, a tym, co prawdą nigdy nie mogłoby zostać. Jestem albo zbyt bezczelna, albo zbyt szczera i wciąż sama nie umiem zdecydować, z czym mi lepiej. Wiem, czego chcę, ale nie zawsze wiem, jak to dostać. Nie rzadko gubię się we własnych marzeniach, ale uwielbiam się za nieograniczoną ilość zainteresowań, które wciąż kształtują mnie na nowo. Mogę robić wiele jednocześnie i nie muszę martwić się, że coś pójdzie nie tak. Nie jestem jednak głupia, wiesz? Nie wezmę na siebie czegoś, z czym sobie nie poradzę, a wiem, że nie do wszystkiego zostałam stworzona. Boję się porażek i boję się przegrywać, ale nie chowam się do swojej nory, kiedy grad problemów posypie się na moją głowę. A szkoda, bo chyba wtedy miałabym więcej czasu na to, przez co zarywam czasami noce. Moje ukochane noce, na które czekam z wytęsknieniem każdego poranka. Dopiero, kiedy słońce znika za horyzontem czuję się spokojna i dopiero wtedy mogę odetchnąć z ulgą. Nocami wszystko wydaje się straszniejsze, a ja jestem zbiorowiskiem paradoksów. Muszę chcieć mieć to, czego inni nie chcieliby nawet dotykać. Lubię spacerować nocami po mieszkaniu ubrana jedynie w cienką koszulę nocną. Lubię pochłaniać książki leżąc godzinami w wannie i sięgać raz po raz do pudełka z miętowymi ropuchami, bo są to jedyne słodycze, które jestem w stanie zjeść. Wybredna, często egoistyczna i nie przewidywalna. Spodziewasz się, że dziewczyna niepróbująca zwrócić na siebie uwagi, niepragnąca przeżyć z tobą szalonej nocy, albo nienarzucająca ci od razu swojego toku myślenia, w rzeczywistości taka będzie? Nie bawię się uczuciami i pozorami. Szukam własnej drogi, która zaginęła gdzieś wraz z nieszczęśliwym wypadkiem mojego brata, jedynej osoby, dzięki której uwierzyłam w siebie i swoje zdolności. Gdyby nie on, nie doszukiwałabym się dobra w niemal każdym człowieku, gdyby nie on, nie śmiałabym się tak pięknie i nie umiałabym szczerze żartować. Gdyby nie on, nie potrafiłabym zrozumieć mężczyzn i pewnie padłabym ofiarą pierwszego lepszego kretyna, udającego romantyka i pseudointelektualistę. Nie lubię gierek i sprawnego poruszania pionkami. Nie chcę bawić się kłamstwami i nie jestem zbudowana z kostek lodu, chociaż bywam chłodna i nie wiem, dlaczego, ale właśnie wtedy wszystko, czego nie chce, staje się tym, co chce mnie. Nie jestem dla wszystkich taka, jaka mogę być dla ciebie.

9. Opis wyglądu: Mogę być, kim zechcę i nawet się nie zorientujesz. Nie chodzi o to, że nie lubię swoich długich jasnych włosów, które tak często pozostają rozpuszczone i chociaż potrafię wstać o kilka godzin wcześniej, aby odpowiednio je przygotować, to prawie zawsze po wyjściu sprawiają wrażenie nieładu. I nawet podobają mi się duże brązowe oczy, którymi zazwyczaj patrzę na świat i które tak sprawnie przelatują przez zapisane w książkach słowa, dzięki czemu potrafię w ciągu kilku godzin przeczytać niejedną lekturę. Podobno jestem urocza, kiedy staram się sprawiać wrażenie trochę wyższej i kiedy zakładam wysokie szpilki, aby móc po raz kolejny okłamać świat. Nie lubię szarości, więc kłamię w seledynowych, purpurowych i czerwonych kolorach. Noszę je wszędzie ze sobą; na paznokciach, na ustach, na ciele i na oczach. Czerń to elegancja, czerwień to wyzwanie. Podziwiam w sobie umiejętność tworzenia tęczowej przeplatanki, która od razu zostaje w cudzych głowach, nawet, kiedy się o to nie staram. Nie wyobraź sobie mnie źle; nie noszę kwiecistych bluzek i pasiastych spodni, chociaż tak owe też mam w szafie. Mówią, że jestem odpowiednio przygotowana na każdą okazję, że wiem, jak skupić na sobie uwagę. Mówią, ale nie rozumieją, dlaczego mają rację. Nie pamiętają, że jednego dnia jestem trochę grubsza, niż poprzedniego. Nie domyślają się, jak ciężko jest mi się zdecydować na odpowiedni kształt ust. Kochają się w moich ustach beznadziejnie, chociaż rzadko, kiedy pozwalam im ich skosztować. Może bywam pruderyjna, a może tylko cenię sobie swoją prywatność, którą powoli chcą mi zabrać. Oni przekraczają granicę, nie mogąc później zawrócić, ja zawsze mam szansę powrotu. Zwłaszcza wtedy, kiedy prowokuję, wiem, że wystarczy chwila skupienia, a nikt już mnie nie pozna. Dbam o swoje ciało, o każdy jego najdrobniejszy skrawek. Dołeczki w policzkach, wystające obojczyki, długie palce, równe zęby. Nie obwieszam się znakami i symbolami, nie chcę się tak bardzo wyróżniać. Potrafię mówić ciszej, potrafię głośno płakać i cicho kaszleć. Mogę śpiewać w operze, albo dobrze się bawić na rock&rollowych koncertach. Mogę wiele, ale nie wiecie, dlaczego. Kiedy zamknę oczy i zacisnę pięści mogę wyglądać jak każde z was.

10. Rodzina: Zaciskam powieki mocniej i głęboko wciągam powietrze. Nie tak łatwo zapomnieć o wspólnie spędzonych latach w niewielkim domu z rudego kamienia, stojącego gdzieś na obrzeżach Sheffield. Nie jestem jedynaczką, a mimo tego nie umiem być zazdrosna. Jak mogłabym, skoro to nie z matką, czy ojcem przeżywałam najwspanialsze chwile, które sprawiały, że podejmowałam kolejne decyzje, a w rezultacie znalazłam się w miejscu, z którego do teraz nie umiem się uwolnić? Nie miałam złego dzieciństwa, temu zaprzeczyć nie mogę, ale za wszystko pozostanę wdzięczna tylko mojemu starszemu bratu. Potrafiłam żartować i śmiać się, że kiedyś udowodnię, że nie jesteśmy rodzeństwem i za niego wyjdę. Był moim ideałem i najlepszym dowodem na to, że uroda i umiejętności wcale nie wykluczają zdrowego rozsądku. Podziwiałam go za każde, nawet najdrobniejsze osiągnięcie, pocieszałam po porażkach, których nigdy się nie wypierał i o których otwarcie mówił tym, którzy chcieli przeszkodzić mu w rozwijaniu kariery. Nie pozwalał sobie na żadne niedoskonałości i nauczył mnie rozsądnego podejścia do grosza. Nie był materialistą, ale koneserem sztuki, kochającym się w najpiękniejszych dziełach ludzkich rąk, o których już następnego dnia wiedział wszystko. Miał nieograniczone zainteresowania, a nocami włóczył się po mugolskich kinach i klubach muzycznych, gdzie rozprawiał do białego rana o możliwościach pozbawionych magii przedmiotów. Imponował kobietom nienagannym wyglądem i przestarzałymi manierami, o których słyszały tylko w filmach, na które później zabierał mnie do kina. Uwielbialiśmy się do granic możliwości. Mój mentalny romans z własnym bratem sprawił, że pewnego dnia poprosiłam go, aby mnie pocałował. Zgodził się, bo jak mówił, wolał, abym wszystkiego najpierw spróbowała w domu. Stronił od papierosów, lecz często przesiadywaliśmy w pubach, gdzie przedstawiał mnie nowym znajomym, którzy później odwozili nas swoimi maszynami do któregoś z najdroższych Londyńskich hoteli. Joseph miał pieniądze i klasę. Dopiero później zrozumiałam, że nie byliby w stanie zobaczyć naszego prawdziwego domu, na który rodzice rzucili odpowiednio chroniące zaklęcia. Wspinał się po kolejnych szczebelkach sławy w nieprzyzwoitym tempie i już w dwa lata po zakończeniu szkoły pracował w Ministerstwie Magii, jako jeden z Niewymownych, jednocześnie próbując dojść do porozumienia z goblinami, których języka nauczył się na szóstym roku w Hogwarcie. Miał jaskrawo-niebieskie oczy, zazwyczaj podkrążone i przysłonięte ciemną grzywką. Usta wydawały się wciąż zziębnięte a jego powolne ruchy początkowo nie wzbudzały gorącego zaufania. Znał możliwości swojego głosu, nigdy go nie podnosił. Wrzasnął dopiero wtedy, kiedy otumaniony leżąc w jednej ze szpitalnych sal św. Munga pierwszy raz przestraszył się ojca. A ojciec? Niewiele o nim wiem, co może zabrzmieć absurdalnie, ale prawie wcale nie znam mężczyzny, dzięki któremu chodzę po tej ziemi. Wychodzi wcześnie z domu i wraca tuż przed północą. Jeżeli się starzeje, to tylko fizycznie. Uwielbia siedzieć długo w wannie i patrzeć na swoją żonę, kiedy ta maluje paznokcie. Nigdy nie ma czasu dla siebie, a resztki energii poświęca na dokańczaniu pracy w swoim gabinecie, gdzie czasami można znaleźć go śpiącego nad jednym z wielu raportów. Ma dość nieustannego zarabiania pieniędzy, które i tak gdzieś znikają, a poza tym nie znosi ludzi z Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów, gdzie jak na razie trzyma go jedynie wysoka pozycja w Służbach Administracyjnych Wizengamotu. W pewien sposób pełni rolę urzędnika, ale to nie nad tymi raportami spędza wolne wieczory. Razem z matką zostawiali mnie w opiekuńczych rękach brata, kiedy wyjeżdżali na zebrania członków Zakonu Feniksa, o którym nie wiedziałam nigdy za dużo. Razem z matką – no tak, bo kiedy myślę o rodzinie, bardzo często o niej zapominam. O własnej mamie, która musiała się wystarczająco namęczyć podczas drugiej ciąży, aby przeze mnie zrezygnować z pracy Aurora. Była niezastąpiona i pomogła zapełnić część cel w Azkabanie. Wymagano od niej wyrzeczenia się swoich zwyczajów, a ona jednak do samego końca pozostała wzorem kobiecości i dojrzałości. Nigdy nie opuszczała domu bez odpowiedniego makijażu, a i ubiór miała przygotowany na każdą okazję. Powinnam się od niej czegoś nauczyć, ale wszystkie damskie sztuczki, w których się tak specjalizowała zostawiała dla siebie. Nie można było jej wyprowadzić z równowagi, nie można było powiedzieć o niej złego słowa. Tylko tego jednego pamiętnego dnia, kiedy Joseph zaginął pozwoliła sobie na ciche: cholera...

11. Historia postaci: Piątkowy wieczór, ojciec właśnie wrócił z Ministerstwa, matka podała kolację. Jedliśmy w milczeniu, czekając na wiadomość od uzdrowiciela ze szpitala św.Munga. Właściwie już od dwóch tygodni wszystko robiliśmy w milczeniu. Tamta noc, podczas której zaginął mój starszy brat, nie byłaby pierwszą, kiedy jego łóżko stałoby puste. Często nie wracał na noc do domu, często widywano go z podkrążonymi oczami i spierzchniętymi wargami, jednak pomimo coraz bardziej wątłej sylwetki, nadal pozostawał w centrum uwagi najpiękniejszych kobiet. Zdobywał wszystko, czego zapragnął. Był idealnym synem i bratem, kochankiem i narzeczonym. Inteligentny i zabawny, uprzejmy i odpowiedzialny. I nagle zniknął. Ojciec wpadł w szał; obwiniał się za niedopilnowanie dziecka, które przecież mijał niemal codziennie na korytarzach w Ministerstwie, z którego najczęściej wracali razem. Matka już nawet przestała płakać. Mówiła, że nie ma już więcej łez. Okropnie wyglądała z mokrymi policzkami i trzęsącymi się dłońmi. Miałam wtedy czternaście lat, brat obiecał mi pomoc w nauce do sumów. Tęskniłam za nim. Dni mijały coraz wolniej, już nawet przestałam wyrywać kartki z kalendarza.
I kiedy matka już pogodziła się ze stratą i zdawała się być przygotowana na najgorsze, ojciec zmaterializował się w naszym salonie. Krzyczał coś o rozbitych kulach i martwych ciałach, o porwaniach i o ludziach w maskach. Wygonili mnie do drugiego pokoju, ale ja i tak wszystko słyszałam. Znaleziono go, nieprzytomnego, ledwo udało się go uratować. Chyba oszalał. Już przestał się w ogóle odzywać, wszystko, co robi, to siedzi i pokazuje palcem w pustej przestrzeni jakieś kształty, jak gdyby kreślił niewidzialne tabelki. Pielęgniarki są nim zachwycone, bo podobno wszystkie uczucia widać w tych jego cholernie błękitnych oczach. Nawet, kiedy się staczał wyglądał pociągająco. Matka chciała oczywiście biec, rzucić wszystko i lecieć do szpitala. Nie mogła. Mój brat pracował w Ministerstwie, jako jeden z Niewymownych i trzeba było ustalić, czy jakieś ważne informacje nie zostały z niego wyciągnięte. I tak czekaliśmy znowu.
Aż wreszcie, w czasie tej piątkowej kolacji nadleciała sowa. Wiadomość od zaprzyjaźnionego uzdrowiciela mówiąca, że są gotowi nas przyjąć. Tak szybko jeszcze nie podróżowaliśmy. Ledwo zdążyłam zaczerpnąć powietrza, a już szłam pustymi alejkami św. Munga. Matka wbiegła pierwsza, Joseph jej nie poznał. Ojca się przestraszył, bo wciąż miał na sobie służbowy garnitur. Zaczął krzyczeć i miotać się po łóżku, aż wreszcie nie wytrzymałam. Przebiłam się przez jego wrzaski i otwartą dłonią uderzyłam go w policzek. Joseph chyba zrozumiał, że nie potrzebnie narobił tyle hałasu, ale bardzo dziwnie mi się przyglądał. Zwabiony krzykiem Josepha lekarz nie mógł zrozumieć, dlaczego wpuścił na oddział trzy normalnie wyglądające osoby, a teraz jedna z nich miała zupełnie nienaturalne rysy i krwistoczerwone włosy. Skąd mogłam wiedzieć, skoro nikt mnie nie uprzedził, że tak może się kiedyś zdarzyć. Joseph śmiał się ze mnie, a śmiał się pięknie. Ojciec opadł na stojące obok puste łóżko, matka znowu zalała się łzami. Przy coraz bardziej roześmianym bracie dowiedziałam się, że jestem metamorfomagiem, któremu rodzice nie chcieli psuć dzieciństwa. To przynajmniej wyjaśniało zagadkę moich nieustannie zmieniających się długości nosa.
12. Wyniki OWUTEM-ów:
Transmutacja: W
Obrona przed czarną magią: W
Zielarstwo: P
Astronomia: Z
Opieka nad magicznymi stworzeniami: W
Zaklęcia: P
13. Popiera: Zakon Feniksa

avatar
Emily Callaghan
Dorosły

Liczba postów : 25
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Sheffield, Anglia

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach