tu robi się, co tylko się zechce

 :: Callaghan

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

tu robi się, co tylko się zechce

Pisanie by Emily Callaghan on Nie 2 Gru - 1:52



You will lend him your car or your coat - but your books are as much a part of you as your head or your heart.
avatar
Emily Callaghan
Dorosły

Liczba postów : 25
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Sheffield, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: tu robi się, co tylko się zechce

Pisanie by Reinhard Hardworld on Nie 2 Gru - 3:06

Jak bardzo nurtujące mogą być sprawy, których rozwiązanie wdaje się odległe, niemal niemożliwe. Jak mała igła, potrafią tkwić w Tobie, dając o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie. Choć nie dotyczą nas bezpośrednio, są równie istotne co problemy dnia codziennego. To jak potknięcie w naszej odwiecznej wędrówce, te pierwsze najbardziej zapada nam w pamięć. Człowiekowi, który jest ambitny i nie znosi porażek przypomina, że jest wyłącznie marną istotą w porównaniu z jego stwórcą. Choć na podobieństwo boże, zdajemy się być jego marną imitacją.
Śledztwo, dotyczące Josepha Callaghana, było jedną z tych spraw, która nie dawała Reinhardowi spokojnie iść dalej. Jak kula u nogi, zwalniała czy też uniemożliwiała krok w przód. Kiedy udało mu się schwytać własnego ojca, myślał iż wymazał już tą swoista plamę na własnym honorze. Mylił się. Dlatego, gdy tylko siostra Josepha wróciła z Bułgarii, tak zabiegał o spotkanie. Niestety jedyny świadek ataku, będący jednocześnie poszkodowanym, nie kontaktował się ze światem zewnętrznym. Ostatnim łącznikiem z rzeczywistością była Emily, a przynajmniej tak twierdzili lekarze. Nie wątpił, że zechce współpracować z nim. Był pewien, że będzie jej zależeć na schwytaniu napastników.
Dziewczynę widział zaledwie dwa razy, jednak wątpił czy ją rozpozna. Ostatni raz spotkał ją cztery lat temu, kiedy jeszcze chodziła do Hogwartu. Ile mogła mieć? Jakieś czternaście, piętnaście lat?
W końcu stanął przed drzwiami jej domostwa. Zjawił się nieco przed czasem, co kompletnie nie było w jego stylu, jednak długo wyczekiwał sposobności do rozmowy. Zakołatał do drzwi i nie minęła chwila, równa trzem trzepnięciom motylich skrzydeł, a wrota rozwarły się. W szparze między drewnianym skrzydłem a framugą, pojawiła się wyjątkowo paskudna, pomarszczona twarzyczka z uszami nietoperza - skrzat domowy. Spojrzał na stworzenie wyjątkowo nieprzyjemnie, jednak one ani myślało ustępować mu i odsłonić przejście.
- Reinhard...- Rzucił i nawet nie zdołał skończyć się przedstawiać, gdy owa istotka otwarła drzwi. Widocznie reszty się domyśliła.
- Proszę, zaraz pana zaanonsuje.- Odrzekł, jakby auror właśnie wkroczył na salony jakiejś wyjątkowo majętnej rodziny. Dał się zaprowadzić do izby, gdzie z braku ciekawszych zajęć, zaczął przeglądać tytuły książek, porzuconych na stole. Zazwyczaj literatura może świadczyć o charakterze danej osoby.
avatar
Reinhard Hardworld
Auror

Liczba postów : 68
Czystość krwi : Czysta.
Skąd : Newcastle - Irlandia.

Powrót do góry Go down

Re: tu robi się, co tylko się zechce

Pisanie by Emily Callaghan on Nie 2 Gru - 5:45

Kołatanie do drzwi, jak i tupot drobnych nóżek zaginął w dźwięku szumiącej wody. Podwinęła rękawki, aby raz jeszcze opłukać poranione nadgarstki i pokaleczone palce. Wciąż mokrymi dłońmi odgarnęła wpadające do oczu włosy i spojrzała na swoje odbicie. Była zmęczona i potrzebowała chwili dla siebie. Dopiero kilka godzin temu wróciła do Hogsmeade, ale na szczęście od momentu pojawienia się sowy ojca z wiadomością uprzedzającą, że może spotkać się pod drzwiami z jednym z aurorów, zdążyło minąć trochę czasu. Ojciec zawsze lubił zostawiać wszystko na ostatni moment, ale tym razem nie musiał tracić czasu na zbędne tłumaczenia - doskonale wiedziała, jaki charakter będzie miało umówione spotkanie. Długa kąpiel i lampka kilkunastoletniego wina postawiły ją z powrotem na nogi. Momentalnie rzucała okiem na zegarek, starając się panować nad pędzącymi wskazówkami, tak bardzo nie chcąc znowu musieć odpowiadać na te same pytania. Jednak to właśnie przez brak niektórych odpowiedzi nie mogła skupić się na drobnych codziennych czynnościach; sztućce wypadały jej z rąk, przypadkowo darła ulubione sukienki, przyłapywała się na bezmyślnym wpatrywaniu się w nagłówek artykułu, który świdrowała wzrokiem już od kilku minut. Ostatnie cztery lata życia zlały jej się w jedno niekończące się pasmo katastrof i zupełnie nie wiedziała, jakim cudem udało jej się tak dobrze zdać egzaminy, czy zarobić na własne mieszkanie. Praca, która pochłaniała ją w całości stanowiła dla niej pewne wyzwanie, a żeby jemu sprostać musiała nauczyć się opanowywać złość i kontrolować gonitwę myśli. Akurat zapinała ostatni guzik białej tuniki kiedy do jej uszu dotarł męski głos. Przejrzała się po raz ostatni w lustrze, obejmując wzrokiem całą swoją sylwetkę. Odetchnęła głęboko, starając się zapomnieć o przeszklonych oczach i pchnęła drzwi od łazienki, pod którymi stał domowy skrzat należący do jej rodziny odkąd tylko pojawiła się na świecie. Jakakolwiek utrata tego małego stworzonka dobiłaby ją jeszcze bardziej, bo chociaż nigdy nie była sentymentalna, to jednak czuła się bardzo odpowiedzialna za swojego pomocnika. Mała rączka skrzata dotknęła włochatej skroni i ukłoniła się, jak gdyby chciała zdjąć przed Emilią swój nieistniejący kapelusz. Skrzat tak naprawdę zdawał sobie sprawę, że o wiele bardziej przydatny byłby w rodzinnym domu w Sheffield, ale największe zadanie miał do wykonania tutaj - musiał dotrzymywać Emilii towarzystwa, od którego młoda Callaghan zaczęła uciekać.
Nie chcąc dłużej zwlekać, szybko wyszeptał imię i nazwisko gościa czekającego w salonie, a potem czmychnął do kuchni. To czyste formalności, do których była przyzwyczajona - Emilia wiedziała, kogo się spodziewać.
- Witaj, Reinhard. - powiedziała spokojnie, wchodząc do pokoju. Tak dawno się nie widzieli. Ile to już lat minęło odkąd patrzyła na niego po raz ostatni w św. Mungu, gdzie jej zapłakana matka obiecała mu fortunę za odnalezienie tego, przez kogo Joseph teraz odnajduje największą przyjemność we wtykaniu palca do nosa? Pięć lat? Przeglądał książki, których tematyka mogłaby go zaciekawić, gdyby nie wolał usłyszeć, tego co ma do powiedzenia ich właścicielka. Ceniła go właśnie za tą wytrwałość i za to, że nie potrafił nawet zasnąć, dopóki nie sprostał temu, co przed nim postawiono. A ona? Zmieniła się. Już nie była małą dziewczynką, chcącą zapomnieć o wszystkim. Teraz, rozumiała znacznie więcej. Chciała mówić więcej. - Interesujesz się smokami? Te tomiska to prezent od bułgarskich medyków, zajmujących się smoczymi urazami. Napijesz się czegoś? - usiadła na kanapie, tuż obok kominka. Nie musiała mu dziękować, że przyszedł.
Powinien to wiedzieć.
avatar
Emily Callaghan
Dorosły

Liczba postów : 25
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Sheffield, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: tu robi się, co tylko się zechce

Pisanie by Reinhard Hardworld on Wto 4 Gru - 17:57

Sprawa Callaghana była dla niego istotna, jednak nie ze względu na wynagrodzenie, które wielokrotnie oferowała matka dziewczyny. Te intratne propozycje nie mogły przysłonić jednego, istotnego faktu - Joseph był przyjacielem Thomasa, brata Reinharda, człowiekiem który bezinteresownie pomógł mu na starcie, kiedy najmłodszy z Hardworldów szukał zatrudnienia. Za wprowadzenie do Departamentu Tajemnic oraz swoistą opiekę, jaką mu zapewnił, Reinhard był mu wdzięczny. Wierzył, że to pomoże Thomasowi odnaleźć życiowy cel i pozwoli mu się usamodzielnić. Nie, nie mógłby przyjąć ani grosza od Callaghanów. Była to jedna z tych rodzin czystej krwi, która cieszyła się szacunkiem w jego oczach. Z drugiej strony, Hardworld mógł się cieszyć, że to Josepha porwali, a nie Thomasa. Gdyby to jego brat leżałby w św. Mungu, sam oszalałby ze wściekłości. Bardziej znośna była informacja o jego chwilowym pobycie w Azkabanie, niżeli ta, że popadł w obłęd.
Opasłe tomy, oprawione w skóry, zajmowały większą powierzchnie stolika. Na jednej z okładek Rogogon Węgierski rozkładał swe czarne skrzydła, ziejąc ogniem, zamieniał okładkę w pożogę. Można powiedzieć, że większość książek była monotematyczna, wszystkie w jakimś stopniu związane były ze smokami. Widać przykłada się do swojego zawodu. Gdyby Rei ujrzał choć jeden egzemplarz "Czarownicy", od razu uprzedziłby się do właścicielki domu. Nie zdołał ogarnąć wzrokiem biblioteczki, stojącej nieopodal, gdy usłyszał głos Emily.
Faktycznie, wydoroślała i zaokrągliła się tu i ówdzie. Teraz stała przed nim nie dziewczynka, ale kobieta. Pewnie gdyby nie zaistniała sytuacja, obróciłby się za nią na ulicy. Przypomniało to mu, że czas nieubłaganie, wciąż brnie na przód, ziarenka piasku przeciskają się przez smukłą talię klepsydry i pozostaje tylko czekać, aż górna komora zostanie pusta. Mija też okrągła, pięcioletnia rocznica, a on nadal nie trafił na żaden przełom w śledztwie, ponownie przychodzi z pustymi rękami, choć pełen determinacji.
- Witaj Emily, ciesze się, że tak szybko udało nam się spotkać. Jak udał się wyjazd?- A może nie powinien krążyć wokół tematu, tylko od razu przejść do sedna sprawy? Wydawać by się mogło, że wychodzi mu to na tyle sztucznie iż zupełnie nie nadawał się do beztroskich pogawędek. Wszystko spowodowane było tym, że jego myśli skupiały się na celu jego wizyty.
- Nie, nie interesują mnie te gady, to raczej kwestia nawyku. Nawet nie jesteśmy w stanie pojąć, jak dużo mogą nam powiedzieć pewne przedmioty o swoim właścicielu.- Staną w pobliżu kominka, nie spiesząc się z zajmowaniem miejsca siedzącego. Nie sądził, by było to konieczne.
- Nie, dziękuję. Szkoda fatygi.- Nie miał zamiaru pannie zajmować zbyt wiele cennego czasu, zapewne plan zajęć miała napięty, a jeszcze nie zdążyła należycie wypocząć po tej całej ekspedycji.
avatar
Reinhard Hardworld
Auror

Liczba postów : 68
Czystość krwi : Czysta.
Skąd : Newcastle - Irlandia.

Powrót do góry Go down

Re: tu robi się, co tylko się zechce

Pisanie by Emily Callaghan on Wto 4 Gru - 23:32

Nie byli w żaden sposób spokrewnieni, a jednak czasami Emilia nie mogła oprzeć się wrażeniu, że gdyby coś jej się stało, to Reinhard od razu byłby na miejscu. Być może miało to wiele wspólnego z poczuciem wdzięczności, które wciąż nie mogło go opuścić, bo przecież gdyby nie ingerencja Josepha, to o młodszym Hardworldzie nikt tak szybko by nie usłyszał, ale to już ją nie interesowało. Jej rodzice wystarczająco wiele razy opowiadali o niekonwencjonalnych metodach Reinharda, aby Emilia zrozumiała, z kim będzie miała do czynienia, kiedy wyjdzie na jaw, że paradoksalnie to właśnie ona może być ostatnią deską ratunku dla coraz bardziej pogarszającego się stanu zdrowia brata. Czy miała, więc udawać niewzruszoną i odpowiadać bez zająknięcia na każde ewentualne pytanie? Nie bała się drwiących słów, które pewnie i tak długo trzymałaby w pamięci, ani tego, że w cudzych oczach wciąż byłaby małą dziewczynką. Nie była jedną z tych kobiet, które udawały zamarznięte królewny. A tak bardzo by chciała.
- Nieprzyjemnie znośnie. – odparła, zakładając nogę na nogę. Nie trzeba było jej powtarzać niczego dwukrotnie. Była dobrze wychowana i gdyby miała styczność z innym czarodziejem, to być może pokusiłaby się jeszcze o jedną próbę pokazania z jak najlepszej strony. Przed Reinhardem nie musiała udawać, ani zbyt uprzejmej w momencie, w którym najchętniej rozszarpałaby cały świat, ani zbyt nachalnej, co zawsze ją obrzydzało. Jeżeli chciał stać, to nie miała zamiaru mu w tym przeszkadzać. Przyglądała się jego zarostowi i męskim dłoniom – jej ulubionej części męskiego ciała. Widziała jak zmienił się od ich ostatniego spotkania, a jej uśmiech powinien teraz być dla niego największym komplementem. Zawsze był przystojny, a szybkość, z jaką poruszał się czas tylko mu służyła. Niewidoczna bariera, która naturalnie wytworzyła się między nimi zachwiana mogła być tylko w tych ukochanych snach, które czasami nawiedzały Emilię i na które tak bardzo czekała, bo tylko wtedy nie musiała bać się, że znowu obudzi się z mokrymi od łez policzkami.
- To dobrze, bo już się bałam, że porzuciłeś swoje przekonania i będziesz chciał, abym opowiedziała ci wszystko o rodzajach ich skóry i różnicach między pazurami tylnich łap od przednich. – uśmiechnęła się wesoło, mimochodem rzucając okiem na stos leżących przed nią książek - Spodziewałeś się u mnie czegoś innego? Nie gustuję w plotkach. – dołeczki w policzkach świadczyły o tym, że wciąż się uśmiechała.
Odetchnęła głębiej, patrząc na niego już teraz całkiem poważnie. Pora na następny krok.
Spuściła głowę, nie czując się na tyle silna, aby móc dłużej mierzyć się z jego pewnym spojrzeniem.
- Joseph coraz mniej je. – powiedziała, tak uparcie szukając czegoś ciekawego na idealnie czystej podłodze.
avatar
Emily Callaghan
Dorosły

Liczba postów : 25
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Sheffield, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: tu robi się, co tylko się zechce

Pisanie by Reinhard Hardworld on Sro 5 Gru - 0:36

Nie umiał jej spojrzeć prosto w oczy, skonfundował się? A może nie chciał być świadkiem kobiecych łez? Miał przedmiotowy stosunek do kobiet, nie da się ukryć, że wszystkiemu winna była jego rodzicielka, którą powinien darzyć bezgraniczną miłością, chociażby ze względu na to, że wydała go na świat. Jednak ta dziewczyna nie była niczemu winna, a jej tragedię dobrze znał i nie wiedząc dlaczego, jej smutek i ból w pewnym stopniu udzielał się mu. Jakby czuł się winny, stawiając się niemalże na równi z oprawcami. Nie chciał też widzieć jej szklących oczu, bo wiedział iż nie ma w sobie na tyle ludzkiego "obycia", by poradzić sobie z pocieszeniem jej. Pewnie nie raz słyszała zapewnienia, że będzie lepiej, wyjdzie z tego. Choćby te słowa miały przynieść ukojenie, nie przeszłyby mu przez gardło. Nie wziąłby odpowiedzialności za coś, czego nie był pewien, a takie oszukiwanie przedłuża cierpienie. Rodzina powinna się pogodzić ze stanem chorego, a nie przeżywać kolejne rozczarowanie.
Wzrok jego błądził po boazerii, ręka spoczęła na półce, nad kominkiem. Kciuk bezwiednie gładził listwę tuż pod, zdobioną w bawole oko. Nieprzyjemnie acz znośnie? Te słowa sprawiły, że mężczyzna na krótką chwilę uśmiechnął się, choć w jego przypadku rzadko kiedy mimika wyrażała rzeczywisty stan emocjonalny. W końcu zdecydował się obrócić w jej stronę.
To co cenił w kobietach, to ich naturalne piękno. Niektóre próbowały na siłę poprawiać matkę naturę, ale w jego mniemaniu, to były zupełnie niepotrzebne zabiegi. To świadczyło o braku akceptacji siebie, swojego wizerunku i próbę chowania się za makijażem - maską. Jeżeli one same nie potrafiły pogodzić się z własnym odbiciem w lustrze, stając się śmielsze z tymi wszystkimi ozdobnikami, niech nie liczą na to, że zdołają nimi zwieść każdego mężczyznę. Emily zdecydowanie należała do tych, które mogły pochwalić się pięknem, odziedziczonym w pewnym stopniu po kądzieli. Mówią, że jeżeli chce się zobaczyć swoją kobietę o naście lat starszą, wystarczy spojrzeć na matkę. Pewnym było, że obie panie grzeszyły urodą. Emily mogłaby być muzą dla nie jednego artysty. Różnica wieku, to nie jedyny powód, dla którego nie może zbliżyć się do niej. Z szacunku dla jej bliskich, nie mógłby jej nawet dotknąć.
- Czy ja wiem? Wszak kobiety są zmienne i nieprzewidywalne.- Na chwilę wzrok zawiesił, na jej rozpromienionej uśmiechem twarzy, postanawiając skapitulować i zająć miejsce siedzące w fotelu, na przeciw niej. Mimowolnie odwzajemniał go, a gdy wspomniała o bracie, jego spojrzenie uciekło w bok.
- Jak on się w ogóle czuje? Czy...- Zawiesił głos, pochylając się w siadzie, wspierając łokcie na swych kolanach.
- Czy coś wspominał o tamtym porwaniu? - Wiele razy padało to pytanie, czy w końcu padnie jakaś odpowiedz?
avatar
Reinhard Hardworld
Auror

Liczba postów : 68
Czystość krwi : Czysta.
Skąd : Newcastle - Irlandia.

Powrót do góry Go down

Re: tu robi się, co tylko się zechce

Pisanie by Emily Callaghan on Sro 5 Gru - 1:49

Nie musiał obawiać się jej łez. Chociaż tak bardzo chciałaby się rozpłakać, coraz rzadziej robiła to przy kimś, bo nie mogła już dłużej znieść fałszywych obietnic. Była zmęczona udawaniem i sztucznym uśmiechaniem się, kiedy ktoś nieudolnie próbował ją rozweselić. Takie rzeczy się zdarzają, powtarzała sobie niemal codziennie, ludziom dzieje się krzywda i trzeba to przetrzymać. Tak było najłatwiej – zaakceptować, ale nie chcieć odpuścić. Bezwarunkowa miłość do Josepha stawiała go na piedestale nawet, kiedy on sam nie wiedział już, jak się nazywa. Nawet, kiedy dla innych przeszłość powoli schodziła na dalszy plan, dla niej pozostanie częścią teraźniejszości, a zwłaszcza przeszłości, tak długo, dopóki ktoś nie poniesie konsekwencji. Czuła w sobie tyle złości i jednocześnie zawodu, że nie wiedziała, które ostatnio nad nią dominuje. A przecież nigdy nie chciała poddawać się emocjom.
- Moglibyśmy rozmawiać o tym w nieskończoność – pokręciła głową, a kąciki jej ust leciutko się uniosły. Mogłaby wspomnieć, że nie raz przegadała pół nocy na temat różnic i podobieństw u kobiet i mężczyzn, ale po co? Wolała jeszcze trochę poczekać, zanim dorzuci do worka przemyśleń kolejne cenne uwagi, a nie wątpiła, że specyficzne podejście Reinharda do życia mogłoby ją wiele nauczyć. I może gdyby była sytuacja była inna, to zaproponowałaby mu kolację po zakończeniu interesów, bo przecież właśnie po to tutaj przyszedł: w interesach. Szanowała to, a i on musiał wiedzieć, że wolała mieć już to za sobą. I mogliby przyglądać się sobie i odbijać te spojrzenia od tej niewidzialnej tarczy, która jakoś wciąż jej nie przekonywała , co do tak istotnej różnicy wieku. Pieprzyła to z ogromną determinacją. Nie każdy musiał wiedzieć ile wieczorów spędziła poza domem i w czyich objęciach. Jak często uciekała w puste romanse, aby tylko na chwilę pozwolić sobie na odpoczynek i też móc kogoś zranić? Albo i nie. Albo po prostu w ten sposób wyrazić swoje cierpienie. Nie ukrywała, że kiedyś chciała, aby Rein zamknął ją w swoich silnych ramionach, ale była wtedy taka młoda – teraz nie pamiętała już nawet, czy myślała wówczas racjonalnie. Nie zważała na wiek, ale miała szacunek do tej relacji, którą budowała z Reinhardem. A nie była pewna, czy mogłaby tak pewnie wymienić jakąś inną osobę, do której czuła bezinteresowną sympatię.
Czar prysł, a na podłodze nie było niczego ciekawego. Ostrożnie podniosła głowę, otwierając i zamykając usta, jak gdyby nie mogła się zdecydować, czy i co właściwie chce powiedzieć. Joseph wolałby, aby nie trzęsły się jej ręce. Pokręciła głową. Jak miał się czuć? Odetchnęła powoli, przedłużając ciszę. Niepotrzebnie.
- Chyba uznał, że moja twarz jest bardzo śmieszna, bo kiedy tylko wchodzę, to parska śmiechem i chowa się pod kołdrą. – nawet zaśmiała się cicho, wyobrażając sobie, jak bardzo musi być ciekawą i barwną postacią w życiu brata. Co mu zrobili, do cholery, że teraz tak się zachowuje?
Przełknęła ślinę. Może Reinhard coś zrozumie.
- Nie…nie wiem, czasami chyba coś mu się przypomina – zaczęła, biorąc do ręki i oglądając powoli każdą rzecz, która leżała na stoliku – Niekiedy wyciąga ku mnie rękę, a kiedy mu ją podaję, przyciąga mnie ku sobie i szepcze mi do ucha, że bardzo go bolało, ale że ich też. A potem, nagle zamiera i…ostatnio wił się na łóżku i krzyczał, że mam się przyglądać. Z tyłu wyglądało to, jakbym potraktowała go cruciatus. – uniosła brew, ponownie spuszczając głowę.
avatar
Emily Callaghan
Dorosły

Liczba postów : 25
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Sheffield, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: tu robi się, co tylko się zechce

Pisanie by Reinhard Hardworld on Sro 5 Gru - 2:40

Nie wiedząc dlaczego, starał się przy kobiecie zwracać uwagę na swoje zachowanie, byle jej nie speszyć, dać jej znak, że rozumie ją. Gówno prawda, nigdy nie znalazł się w jej sytuacji, więc nie mógł postawić się na jej miejscu. Na nikim specjalnie mu nie zależało, choć czuł się związany z bratem, w końcu ta sama krew płynęła w ich żyłach. Wiedział jakie piekło przeżył w rodzinnym domu, który miał być ostoją dla niego i Thomasa. Tymczasem spotkał tam pogardę i niechęć, zwyczajne rozczarowanie. Było ono gorsze od wytykania go palcami na szkolnym korytarzu. Takie przeżycia uodparniają, choć nie nosił maski, zamienił ją na gruby mur, który oddzielał go od świata zewnętrznego. Był niewrażliwy na coś, czego nigdy nie zaznał - miłości. Samo słowo zdawało mu się infantylne w brzmieniu. Nie występowało w słowniku dorosłego, poważnego człowieka. Nie bawił się w podchody, nie starał się specjalnie zauroczyć kobietę elokwencją, grubością portfela. Albo dziewczyna wyraziła chęć, by wieczór się przedłużył, albo odchodziła, znikając zarówno sprzed oczu Reinharda, jak i nie pozostawiając po sobie żadnego wspomnienia. Kiedy mu odpowiadało, spotkał się z kobietą więcej niż jeden raz. Jednak one zawsze wpierw zapewniały, mówiąc, że szukają przygód, że to nic nieznaczący romans, a potem wymagały czegoś więcej, mając pretensję do całego świata i próbując wymusić na Reinhardzie, czegoś, czego nie był w stanie dać żadnej z nich. Co gorsza, nie czuł winy, choć problem jego sumienia jest równie zawiły, co jego życie osobiste.
Widok trzęsących się rąk uszedł jego uwadze, zrobił to celowo. Niech mówi, nie krępując się reakcją własnego ciała, skupi się na rozmowie a nie kamuflowaniu zrozumiałych emocji.
Słuchał jej relacji ze spotkań i nie wiedział co odrzec. Nie silił się na uśmiech, a wewnętrznie czuł pustkę. Nie wiedział jak reagować, co wypada w tym momencie, ani nawet...czy w ogóle chce wykonać jakiś gest. Kiedy ostatnio widział Emily w szpitalu, jak na swój wiek, znosiła to bardzo dzielne. Widać, że z twardej gliny została ulepiona. Choć straciła ze swej żywiołowości, a smutek przysłonił jej oblicze jak całun, przeżywała to wszystko wewnętrznie, tocząc walkę z bezlitosnym losem, który skazał jej brata na obłęd.
- To częste skutki długotrwałego torturowania niewybaczalnym zaklęciem. Jeden chłopak stracił w ten sposób oboje rodziców, aurorów. - Porównywanie jej nieszczęścia z czyimś...nie było najlepszym wyjściem, bo przecież czyjś dramat nie mógł być pocieszeniem dla drugiej osoby.
- Jednak w wymienionym przeze mnie przypadku, sprawca...a raczej sprawczyni została ujęta. Dumna ze swych postępowań, przyznała się do winy, z nieukrywaną satysfakcją. Nie przyznała się jednak do torturowania Josepha. Gdyby maczała w tym palce, na pewno nie omieszkałaby się tym pochwalić.- Splótł palce swych dłoni, podpierając nań swój podbródek. Wciąż krążył w tym samym miejscu, żadnego punktu zaczepienia. Dlaczego tylko tylko z nią rozmawia i to jej kazał patrzeć na swoje cierpienie? Czyżby sprawcą jego nieszczęścia była także śmierciożerczyni? Nie, to zbyt banalne, mało prawdopodobne. Nadal nic nie ma.
avatar
Reinhard Hardworld
Auror

Liczba postów : 68
Czystość krwi : Czysta.
Skąd : Newcastle - Irlandia.

Powrót do góry Go down

Re: tu robi się, co tylko się zechce

Pisanie by Emily Callaghan on Sro 5 Gru - 11:55

Jak widać, jego umiejętna gra pozorów była bardzo efektywna i niestety ( na szczęście) Emilia należała jednak do tych kobiet, które nie widziały w tym nic podejrzanego. Chwila – a może wcale nie było tam nic podejrzanego i może wynikało to po prostu ze szczerej chęci zrozumienia? Nie wiedziała, bo ostatnio tak ciężko było jej przyjąć jedno stanowisko w jakiejkolwiek sprawie. Ale nie była w stanie uwierzyć, że ktokolwiek rozumie dokładnie, co oznacza dla niej utrata Josepha, bo właśnie należało tu podkreślić, że nie chodziło o brata w samym znaczeniu tego słowa, ale właśnie konkretnie o niego. Wiedziała, że nie ona jedna cierpi na tym całym świecie, ale chodziło oto, że to jej osobista galaktyka zawaliła się i nie była w stanie się całkowicie odbudować już od tak dawna. Można było ją zrozumieć, podpierać się własnymi tragediami – ale to wciąż nie to samo, a przecież wiadomo, że lekarstwem na własne problemy, są cudze. I wcale nie czuła się źle móc z nich korzystać.
- Poczekaj, pokażę ci coś – powiedziała, jak gdyby zupełnie nie dotarła do niej jego odpowiedź. Machnęła różdżką w stronę regału i przyciągnęła do siebie rodzinny album. Szybko przerzucała kolejne stronice, aż wreszcie przestała. Podała mu zawartość i wskazała palcem na fotografię siedemnastolatka o przystojnych rysach w szacie Gryffindoru. Chłopak uśmiechał się wesoło i próbował przekonać kogoś, kto do tej pory dotrzymywał mu towarzystwa, a teraz najwyraźniej przestraszył się nagłego wyciągnięcia z pudełka i schował się gdzieś poza obramowaniem zdjęcia. - To Joseph, który właśnie skończył szkołę. Pokazuje ci to, bo jego twarz nie uległa zmianie. Jest trochę zarostu, czasami rozdrapuje sobie stupy niewiadomego pochodzenia, ale rozpoznałbyś go wszędzie, głównie przez to – wskazała na małą, ale widoczną bliznę w okolicach jabłka Adama – Prawie wszyscy o tym zapominają, a ja nigdy nie zapomnę, bo to moje dzieło. Nieważne, chodzi o to, że…dostawaliśmy kilka sów z informacją, gdzie przetrzymują Josepha, ale w każdej z tych sów była groźba, że jego krystaliczne ciało już przestało być takie bez skazy, więc matka wysyłała tonę galeonów, ale… – splotła dłonie ze sobą, czując odpowiedzialność za szybkie podejmowanie decyzji przez rodziców. Zachowałaby się zupełnie tak samo, pal licho z rozsądkiem! – mnie nie wydaje się, żeby w tych listach chodziło o Josepha, bo jego ciało już miało skazę…może znasz jakiś sposób działania kogoś, kto nie jest na tyle sprytny, aby dokładniej przyjrzeć się swojej ofierze…ja zwróciłabym uwagę na każdy szczegół. – wstała i zaczęła krążyć po mieszkaniu. To nazywało się odwagą? Jeżeli tak, to wolałaby pozostać tchórzem, jeżeli to mogłoby sprawić, że nic by się nie wydarzyło. Jak o wiele lepsze byłoby jej życie, gdyby byli jedną z tych zwykłych, nudnych rodzin. Nie musiałaby myśleć i mówić o bólu. Odchrząknęła. Nie potrzebowała współczucia, a największą pomoc uzyskiwała nie musząc słuchać słów pocieszenia. Niech jej zdania odbijają się echem po pokoju, ale niech ktoś z nią będzie. Uśmiechnęła się do Reinharda.
- Nie wiadomo nawet, czy jest jeszcze kogo szukać…może ta osoba już nie żyje? Ale nawet jeśli, chcę znaleźć jej grób. – łzy same potoczyły się po jej policzkach.
avatar
Emily Callaghan
Dorosły

Liczba postów : 25
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Sheffield, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: tu robi się, co tylko się zechce

Pisanie by Reinhard Hardworld on Czw 6 Gru - 1:43

Obawiał się, że zbytnia determinacja w złapaniu osoby odpowiedzialnej za stan brata, może sprawić, że będą doszukiwać się poszlak tam, gdzie w istocie ich nie ma. Że będą bazować na bezpodstawnych podejrzeniach, domysłach, które nie mają najmniejszego sensu. Prowadzenie śledztwa nie polega na chwytaniu się jednej poszlaki i trzymaniu się jej, jak tonący brzytwy. Oby ich dobre chęci nie przesłoniły istotnych szczegółów, które pomogłyby rozwiązać sprawę. Był też świadomy, że po pięciu latach wszelkie ślady mogły zostać zatarte, trudne do zweryfikowania. Pamięć chłopaka także mogła wyprzeć niektóre istotne rzeczy, choć tak naprawdę nie wiadomo jak duże są uszkodzenia jego mózgu, na ile trwałe i na ile mogę się pogłębić z czasem. Wszystko jest wielką enigmą, jak również same okoliczności.
Spojrzał na podsunięte mu zdjęcie, na nieświadomego przyszłości chłopaka, który tryskał radością i energią życiową. Ale nie zwracał uwagi na sentymenty dawnych lat, skupił się na wskazanej bliźnie. Faktycznie, niewielka bruzda znajdowała się na jego gardzieli. Drobiazg, jednak profesjonalista nie powinien go przeoczyć. Z drugiej strony, sprawa została na tyle rozdmuchana, że przez tydzień nie znikała z pierwszych stron Proroka Codziennego. Matka Josepha zamieszczała tam prośby i obiecywała nagrodę za jakiekolwiek informacje o synu, miejscu jego pobytu, stanie zdrowia. Wielokrotnie jej odradzał takie działanie. Świat pełen jest blagierów, żerujących na cudzym nieszczęściu. Co to dało? Multum mylących informacji, opóźniających śledztwo.
Może uznać to za trop, jednak nie znał nikogo, kto działałby tak bezmyślnie. Nie śmierciożercy. Zbytnio bali się konsekwencji, złajania ze strony Czarnego Pana, który nie wybaczał błędów. Dodatkowo kto z nich odważyłby się kontaktować z rodziną, jeżeli nie przyczyniłoby się to podtrzymaniu pozycji Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać? Mimo to sprawdzi, przekopie całe archiwum i zorientuje się, co miała na myśli osoba, która napisała, że zniszczyła "idealny wizerunek" Josepha. Nie chciał pogrzebać nadziei Emily.
- Postaram się przeanalizować sprawę, mając to na względzie. Może trzeba będzie przyjrzeć się tym raną raz jeszcze, znajdziemy coś charakterystycznego dla sprawcy, jakiś swoisty "podpis" tego sadysty?- Ostatnie jej słowa znalazły potwierdzenie w geście, jakim było kiwnięcie głową mężczyzny.
Spojrzał znów na dziewczynę. Stało się to, czego się obawiał. Łzy same popłynęły, nad tak silnym odczuciem niesprawiedliwości losu, jaki spadł na bliską jej osobę, nie da się zapanować. Wyciągnął z albumu zdjęcie, wstając z fotela.
- Pozwolisz, że pożyczę.- Podszedł do dziewczyny, jednak stając przed nią, zachował dystans jednego kroku. Mimo to, miał jej twarz na wyciągnięcie ręki. Kciukiem jego prawej dłoni przygładził jeden z polików dziewczyny, zebrawszy po drodze jedną z łez. Nie pozwoliłby zmarnowała się, spadając, choć przed nią była jeszcze długa droga. Może dotarłaby do warg, albo ominęłaby je, na brodzie się zatrzymawszy. Skóra dziewczyny była delikatna niemalże jak aksamit, zaś dotyk Reinharda szorstki, jak jego charakter.
- To normalne.- Schował zdjęcie do kieszeni, mieszczącej się po wewnętrznej stronie kurtki, na lewej piersi.
- Odpocznij. Jeżeli coś Ci się przypomni, wiesz gdzie mnie szukać.
avatar
Reinhard Hardworld
Auror

Liczba postów : 68
Czystość krwi : Czysta.
Skąd : Newcastle - Irlandia.

Powrót do góry Go down

Re: tu robi się, co tylko się zechce

Pisanie by Emily Callaghan on Sob 8 Gru - 20:09


Pomimo częstego doszukiwania się ziarenka prawdy pośród idealnie dopracowanych kłamstw, umiała zaakceptować porażkę. Nie sądziła jednak, że tak intensywne pragnienie odnalezienia sprawcy mogłoby postawić osoby całkowicie niewinne w podejrzanym świetle. Wydawało jej się, że potrafi odróżnić obłudę od zawstydzających faktów, ale jej osobiste powiązanie ze sprawą, mimo wszystko nie pozwalało na bezstronne rozgrzebywanie przeszłości. Stawiała wszystko na jedną kartę od pięciu lat, które tak łatwo nazywała „czasem straconym”, bo kiedy tylko sądziła, że jest na dobrym tropie, to wszelkie poszlaki znikały gdzieś w mglistej warstwie jej niedorzecznych domysłów. Owszem, chwytała się jak tylko mogła każdego najdrobniejszego szczegółu, aby później zrozumieć, że równie dobrze mogłaby nie angażować się wcale. Ale, czy to właśnie nie przybliżało jej do osiągnięcia celu? Eliminacja prowadziła do zwycięstwa i chociażby miała poszerzyć pole poszukiwań i zająć się rozglądaniem za sprawcą poza bezpiecznymi granicami Londynu, to była gotowa na ten krok. Czasami jednak chciała dać upust emocjom, ale nie pragnęła, aby wciąż kojarzono ją jedynie z siostrą ofiary, bo i tak już zbyt często myślała, że to, co przydarzyło się Josephowi, mogło przydarzyć się jej – zbyt ufnej Emilce, idealnie pasującej do roli przynęty. Właśnie, dlatego ojciec umieścił ją w Hogsmeade wraz ze skrzatem, aby mogła nie tylko rozpocząć samodzielne życie, ale żeby wciąż pozostawała w pobliżu tych, którzy gotowi byliby poruszyć niebo i ziemię, aby tylko jej pomóc.
- Joseph pisał dziennik, ale wciąż nie mogę się do niego dostać. Jest chroniony jakimiś zaklęciami, które reagują wyłącznie na dźwięk jego głosu. Noszę go przy sobie w razie gdyby padło jakieś słowo, którym zapieczętował kłódkę. – wymamrotała, podnosząc spojrzenie ze swoich trzęsących się kolan na dłonie Reinharda. Miała wrażenie, że klucz do otwarcia kufra z tajemnicami znajduje się w zasięgu ręki, a ona nie ma na tyle siły i pomysłowości, aby go zdobyć. Jeżeli w dzienniku padło chociażby jakieś nieznane jej imię, a potem powtarzałoby się regularnie, to byłaby w stanie uwierzyć, że ktoś kręcił się już wcześniej w towarzystwie brata, aby później go wykorzystać – czy to możliwe, aby była to osoba, której zbyt szybko zaufał i którą dopuścił do siebie, tak jak to właśnie potrafił? Znał swoje kompetencje i nie był głupi; nie gawędziłby przy kubku piwa o służbowych interesach z kimś, z kim mógłby rozmawiać na o wiele ciekawsze tematy – ciekawsze dla tej drugiej strony, bo Joseph pracy oddany był całkowicie.
Skinęła głową. Niech bierze, co chce, niech robi, co chce. Bezgranicznie pokładała nadzieję w Reinhardzie, nie narzucając mu jednak niczego: w każdej chwili mógł się wycofać i zapomnieć. Czy był aż tak sentymentalny, aby z powodu brata pomagać tak naprawdę całkowicie obcym sobie ludziom? Drgnęła, kiedy dotknął jej policzka, ale łzy faktycznie przestały płynąć. Szorstkość jego skóry zdawała się przynosić ulgę.
- Nie posiedzisz jeszcze chwili? – zapytała z nadzieją. Po co? Nic od niego nie chciała, ale czy miał wystarczająco czasu, aby tylko tutaj siedzieć i milczeć?
To nieważne. Wiedziała, gdzie go szukać, a on chyba wiedział, że chwilę, którą mógłby jeszcze jej dać, może zaoferować również innym razem.
avatar
Emily Callaghan
Dorosły

Liczba postów : 25
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Sheffield, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: tu robi się, co tylko się zechce

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Callaghan

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach