Scena i parkiet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Scena i parkiet

Pisanie by Mistrz Gry on Sob 13 Lut - 20:54

Święto zakochanych zawsze kojarzyło się z niezwykłą magią uczuć, romantyzmem i miłością, dlatego też Wielka Sala musiała zostać oszałamiająco udekorowana. Cztery długie stoły zostały usunięte, zapewniając uczniom ogromną przestrzeń do zabawy, a ustawione w zamian małe stoliczki stanowią doskonałe miejsce do odpoczynku dla zmęczonych tańcem. Niech przeciwnicy różu się nie martwię – nawet najdociekliwszy obserwator nie dostrzeże w wystroju tego koloru, chyba, że jakaś pani postanowi przybrać takową suknię. Kamienne ściany zostały udekorowane śnieżnobiałym lekkim tiulem, podświetlonym czarodziejskim światłem a podłogę osnuwa warstwa magicznej mgły, wprowadzając iście nastrojową atmosferę. Z zaczarowanego sufitu spływają błyszczące, czerwone serduszka, które rozpływają się tuż nad głowami uczniów.
Na podwyższeniu, na którym zazwyczaj znajduje się stół kadry, zostało przygotowane miejsce dla gwiazdy wieczoru – Fatalnych Jędz. Obok sceny rozciąga się długi i szeroki parkiet, na którym uczniowie mogą tańczyć, skakać, śpiewać wraz z zespołem – czyli innymi słowami, bawić się do białego rana.
Obok sceny ustawiona jest duża czerwona skrzynka, do której można wrzucać swoje głosy na najbardziej kreatywne przebranie, a obok niej znajduje się biały fikuśny stoliczek – leżą na nim karty do głosowania.
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Go?? on Sob 13 Lut - 22:23

Adelaide weszła do Wielkiej Sali w fatalnym nastroju. Oczywiście wiele minut po rozpoczęciu imprezy. Miała w zwyczaju się spóźniać i niestety zawsze to czyniła. To był jeden z tych nawyków, nad którym nie panowała. Część z ogłoszenia, o stroju "{...]jednego z najbardziej znanych kochanków z historii", wybiła sobie celowo z pamięci. Adelaide miała na sobie nietuzinkowe przebranie, zważywszy na innych uczniów w Hogwardzie, obecnych na koncercie Walentynkowym. Zakładając z góry, że i tak długo tu nie zabawi oraz nie mając zamiaru zgłaszać się do żadnego dziwacznego, w jej mniemaniu, konkursu przebrała się za samą siebie. Rzec można, że to nie żadne przebranie, ale ona uważała, iż dla niektórych bycie sobą, to nie lada wyczyn. W związku z czym ubrała się w sukienkę zakupioną przed przyjazdem tutaj w Twilfitt & Tatting. Zrobiwszy minę w stylu: "Nie podchodź do mnie, bo zagryzę!", zaczęła rozglądać się za kimś znajomym, co było dziwne zważając na to, co starała się przekazać wszystkim niewerbalnie. Niestety w tym tłumie nikogo nie mogła dostrzec. Widziała tylko Ślizgonów, zadając sobie pytanie w myślach, czy oni się mnożą, czy też tyle ich zawsze było.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Julie Renevell on Sob 13 Lut - 23:40

Julie przywołała na twarz uśmiech. Nie lubiła Walentynek, może dlatego, że nigdy jeszcze nie przyniosły jej niczego miłego. Właściwie to jak na przekór w Święto Zakochanych zawsze było gorzej niż w każdy inny dzień roku.
Ale postanowiła, że będzie się dobrze bawić.
Zatańczyła już z kilkoma znajomymi, ale była wczesna dosyć pora i do pełnego rozkręcenia imprezy jeszcze trochę brakowało.
Rozejrzała się po parkiecie i uśmiechnęła się do siebie, łowiąc z tłumu Adelaide.
Oj, dziewczyna przyszła chyba w bojowym humorze. Mina wprost zabraniała się zbliżać, oczy ciskały gromami. No i przebranie, a raczej brak przebrania. Adel wyglądała ładnie ale z pewnością nie przebrała się za żadnego z najbardziej znanych kochanków w historii.
Za to Julie wybrała może ckliwie swoją imienniczkę. Nie planowała jednak zaszaleć w kwestii doboru stroju, po prostu ucharakteryzowała się na delikatną dziewczynę z dobrego rodu i doszukała pasującą do czasów istnienia tych kochanków suknię.
Jak się bawić, to i przebierać.
Pewnym krokiem ruszyła do swojej rówieśniczki, mimo wyraźnych znaków sprzeciwu, posyłanych przez jej osobę.
avatar
Julie Renevell
Uczeń

Liczba postów : 27
Czystość krwi : czysta
Skąd : Little Hangleton

http://http.lilenka.mylog.pl/

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Go?? on Nie 14 Lut - 17:51

Bojowy nastrój - Adelaide posiadała go, chcąc nie chcąc, ostatnio codziennie. Przyczyną były zbliżające się Walentynki i zgryźliwi profesor Snape, u którego pożegnać się może z Wybitnym na Standardowych Umiejętnościach Magicznych. A tak było pięknie, za nim jego tyłek wlazł do Hogwartu! No cóż, zawsze może pomarzyć, iż te Walentynki, dzięki koncertowi Fatalnych Jędz, który chciała obejrzeć już od dawna, będą inne niż zwykle. Mniej przepełnione nudą, niż zazwyczaj.
Ogólnie Adelaide nie miała najlepszego zdania na temat Walentynek. Uważała, iż miłość powinno okazywać się na co dzień, a nie tylko raz w roku. Każdy dzień powinien być niepisanym dniem zakochanych, a nie wyłącznie czternasty luty. W ten dzień, jak zauważyła, co roku powiększała się liczba par w Hogwardzie, nie wiedząc czemu. Wypowiedzieć słowo "Walentynki", a oni już dostają zawału. Jakież to ckliwe. Możliwe, iż posiada takie, a nie inne zdania, ponieważ nigdy nie znała uczucia odwzajemnionej miłości. Cóż, bywa. Jednak głęboko wierzyła, że to kiedyś się stanie. Później, albo i jeszcze bardziej później. Niech książę się spóźnia i tak ma przechlapane za całą tą tęsknotę, którą od czasu, do czasu miewa.
W tłumie, na szczęście Adelaide dostrzegła jedną ze swoich współlokatorek, która podchodziła do niej. Zacząwszy podchodzić do niej również, zmieniła wyraz twarzy na bardziej przyjazny.
- Cześć - powiedziała ze szczerym, promiennym uśmiechem na twarzy
Julie, tak to z pewnością ta dziewczyna, którą lubiła za jej sposób bycia. Nie udawała kogoś, kim nie jest. Tak samo jak ona, nie wstydziła się pokazać swojego prawdziwego ja. Była sobą przez cały czas i to dla niej się liczyło.
Adelaide spojrzała na swoja koleżankę, lustrując ją wzrokiem. Miała świetną suknię; na początku nie wiedziała za kogo, jej współlokatorka się przebrała, ale teraz już miała pojęcie. Chyba.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Roselyn Hepburn on Pon 15 Lut - 22:50

Roselyn Hepburn, zaciskając wściekle dłoń na małej kopertowej torebeczce przeciskała się między tańczącymi parami w poszukiwaniu Amelii, ale Amelia najwidoczniej zapadła się pod ziemię. O ironio! Właśnie teraz, kiedy McGonagall postanowiła sprawdzić jak im idzie ocenianie strojów uczniów i uczennic szkoły. Czemu ona w ogóle dała się w to wkręcić? Przecież nie była nawet prefektem! Cóż, najwidoczniej Mela potrafiła na tyle umiejętnie podjeść przyjaciółkę, że za sprawą kilku komplementów udało jej się ją nakłonić na branie udziału w tej całej idiotycznej zabawie. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło; kilka nowych plotek, kilka nowych par, zaprezentowanie swojej zaiste wspaniałej (i dosyć skąpej) sukienki w jakimś stopniu rekompensowały jej zszargane tego wieczora nerwy. Niestety było to za mało, żeby mogła bawić się dobrze. Właściwie to w ogóle nie mogła się bawić, miała za zadanie spacerować między bawiącymi się i oceniać ich stroje. Podłość ze strony kadry, że jeszcze kazali jej patrzeć na te wszystkie zakochane pary i łączących się singli. Jeśli dalej tak pójdzie, wszyscy zostaną sprzątnięci sprzed jej nosa i kogo wtedy będzie mogła wykorzystywać?
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Amelia Golightly on Pon 15 Lut - 23:03

Amelia wcale nie zapadła się pod ziemię, tylko umierała z nudów popijając bezalkoholowego szampana i wsłuchując się w muzykę. Kiedy głupia McGonagall oświadczyła jej, że ma zostać sędzią w konkursie, a co za tym idzie, nawet nie brać w nim udziału miała ochotę zamordować ją gołymi rękami. Jej śliczny kostium leżał sobie zamknięty w kufrze i nawet wspaniała, niebywale krótka czarna sukienka ze srebrnym wykończeniem fikuśnego dekoltu nie mogła jej tego wynagrodzić. Kto to widział, żeby ona - wielka Amelia Golightly - nie mogła wygrać jakiegoś tam głupiego konkursu. Skandal, skandal i jeszcze raz skandal.
Jakby tego było mało, wszyscy panowie od szóstej klasy wzwyż kręcili się wokół niej jak jakieś namolne muchy, próbując wyciągnąć ją do tańca i nie trzeba nadmieniać, że żaden z nich nie był wart nawet tego, by oddychać tym samym powietrzem co ona. Swoje "damy dworu" odprawiła już dawno, gdyż ich rozhisteryzowane piski doprowadzały ją do szewskiej pasji i tym samym była sama. Niewybaczalna pomyłka.
- Rosie! - zawołała, gdy dojrzała w tłumie przyjaciółkę i ponaglająco pomachała ręką.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Joel Edwards on Pon 15 Lut - 23:27

Fatalne Jędze? Joel nie do końca odnajdywał się w gustach muzycznych czarodziejów. Lutnia i wiolonczela nie do końca uderzała w jego gust. O muzyce klasycznej słyszał tylko na lekcjach w podstawówce. Nazwisko "Chopin' nie wyraźnie majaczyło mu w głowie. Jego edukacja w tym kierunku zakończyła się wraz z wstąpieniem do Hogwartu. Niestety w tak magicznym miejscu mugolski sprzęt grający był zupełnie bezużyteczny.
Same Walentynki również nie należały do świąt, na które Joel czekał z wytęsknieniem. W swoim kalendarzu 14 lutego nigdy nie zakreślał w serduszko. Dla niego było to jedynie komercyjny wymysł Jankesów, choć w wykonaniu czarodziejów prezentował się o wiele ciekawiej. Kartonowe serduszka i czerwone lizaki mugoli mogły się schować. Nad głowami uczniów krążyły rumiane amorki z niewielkimi łukami postawionymi w gotowości. Joela szczególnie zainteresował różowy poncz dymiący w równie cukierkowym odcieniu. Krukon nalał sobie pełną szklankę, postanawiając zaryzykować. Miał nadzieję, że nikt nie wlał do środka miłosnego eliksiru. W razie czego chciał się jednak zabezpieczyć, dlatego ruszył w bardziej ustronne miejsce. Cała operacja okazała się nieco trudniejsza niż przypuszczał. Szatyna ciągle ktoś potrącał i szturchał, musiał uważać na swoją szklankę. Poncz niemal wytrąciła mu z ręki jakaś wirująca na parkiecie samozwańcza tancerka.
- Ej, patrz gdzie leziesz! - warknął Joel oglądając się za panną. To był pierwszy z błędów, jakie popełnił w kolejnych minutach. Rozkojarzony nie dostrzegł idącej wprost na niego brunetki. Widocznie dziewczyna sądziła, że zejdzie jej z drogi, ale tak się nie stało. W ramach nieporozumienia wpadli na siebie, a różowa zawartość szklanki słodkim strumieniem wylała się na sukienkę nieznajomej. To był drugi błąd. Trzeci Joel popełnił w końcu patrząc na dziewczynę. Roselyn Hepburn ociekająca ponczem, a któż by inny. Pan Heres zaklął niewybrednie.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Roselyn Hepburn on Pon 15 Lut - 23:45

Zakreślanie walentynek w kalendarzu było passe. Rosie co prawda ślepo za trendami nie podążała, ale zdecydowanie nie lubiła komercji towarzyszącej świecie zakochanych. Dlatego też nie zaznaczała sobie czternastego lutego w kalendarzyku, nie szukała walentynek i niechętnie znajdowała się w tym miejscu. Ale pokazać się należało. I robić dobrą minę do złej gry też, bo przecież na balu pokazać się musiała i musiała wyglądać wspaniale. Nawet jako dziewczę bez partnera; tutaj akurat objawiała się zaleta bycia w komisji, nie musiała mieć chłopaka do towarzystwa, bo przecież znaczną większość czasu wystawiała oceny pozostałym uczniom.
Na Joela nawet nie zwróciła uwagi, rozglądając się ponad głowami uczniów w poszukiwaniu Amelii. I już nawet ją zauważyła i miała iść w jej kierunku, kiedy coś zimnego rozlało się na różyczkowym dekolcie.
- Moja sukienka! - zawołała wściekle, zamierając ze wzrokiem wbitym w ciemno-różowy (a wcześniej ciepło beżowy), koronkowy gorset obcisłej sukienki. Dopiero po chwili podniosła wzrok na winowajcę, całkowicie zapominając o swojej przyjaciółce, do której to przecież miała iść. - Joel Edwards właśnie zniszczyłeś dwa tygodnie mojej ciężkiej pracy, metry drogiego aksamitu i jeszcze droższej koronki. Jeśli myślisz, że ujdzie Ci to płazem, to się grubo mylisz. - warknęła oschle, w tym momencie będąc zbyt rozjuszoną by chociaż wspomnieć całkiem przyjemnie spędzone z tymże właśnie panem chwile na strychu. Zresztą była delikatnie pijana, kto wie ile z tego wszystkiego zapamiętała. Kilku uczniów w ich najbliższym otoczeniu przerwało taniec, zwracając wzrok ku zamieszaniu, gdyby wzrok mógł zabijać, wszyscy leżeliby już martwi, toteż czym prędzej odwrócili oczy od Hepburn i zajęli się sobą. Co nie przeszkadzało im raz na jakiś czas ukradkiem zerknąć na Krukona i Ślizgonkę. - Poncz się pije przy stoisku z ponczem a nie paraduje się z nim przez środek parkietu.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Joel Edwards on Pon 15 Lut - 23:59

Joel nie oznaczał walentynek bardziej z przekonań, a nie z powodu aktualnych trendów. W każdym razie na bal przyszedł może nie z niechęcią, ale z ciekawością. W odróżnieniu od innych, jego cała impreza wydawała się bawić. Nie przeszkadzały mu nawet wszechobecne słodkie i przeurocze dekoracje. Poza tym był też jeden spory plus takich przyjęć. Dziewczyny jak zawsze przebierały w kreacjach, ale każda starała się wyglądać najpiękniej. Joel musiał przyznać, że części uczennic Hoghwartu się to udało. Kilka razy wzrok uciekł mu za jedną, czy drugą. Z męskim instynktem nie było sensu walczyć. Kres sielanki nastał jednak szybko i nosił imię Roselyn.
- Nawet przez sekundę tak nie pomyślałem - zapewnił ją, rozbrajając swoim spokojem. W gruncie rzeczy wydarzyło się coś interesującego , więc walentynkowy bal może nie był tak do końca spisany na straty. Szkoda tylko, że rozrywkę musieli zapewniać grupce najbliżej stojących uczniów. Prywatne potyczki były bardziej zabawne.
- Ale z drugiej strony pomyślałem sobie, że ładnie wyglądasz. Złość nawet Ci służy -to była jednak z tych wypowiedzi, których nigdy nie żałował i nie był w stanie sobie podarować. Ktoś bardziej naiwny uznałby jego słowa za komplement, jednak połowicznie były nim naprawdę. Wzrok Edwardsa tylko przez krótką chwilę prześlizgnął się po sylwetce Ślizgonki. Dalsze drażnienie jej mogło się skończyć sceną.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Roselyn Hepburn on Wto 16 Lut - 0:30

Trendy trendami, ale nie tylko to kierowało niechęcią Rosie do tego święta. Wszędzie obściskujące się zakochane pary, wymieniające się podarunkami i wyznające sobie miłość... Czyżby odzywała się w niej zazdrość? Cóż, być może zważywszy na fakt, iż większość osób nie przepadających za walentynkami to byli właśnie ci, którzy nie mieli z kim ich obchodzić. Nie, jedno nocne randki się raczej nie liczą.
Na wystrój sali Roselyn praktycznie nie zwróciła uwagi, za to uważnie przyglądała się zarówno żeńskim jak i męskim kreacjom. I ze zdziwieniem musiała przyznać, że jakaś część uczniów miała jako takie pojęcie o modzie a do tego całkiem niezły gust. Owszem, zdarzali się i tacy na których spojrzeć nie mogła, bo zbierało jej się na mdłości, ale za niektórymi - zarówno panami jak i paniami - oglądała się z przyjemnością, pośpiesznie zapisując coś w notatniku.
- Więc lepiej zacznij już myśleć za zadośćuczynieniem. - warknęła, ostrożnie rozpinając o dwa centymetry suwak, znajdujący się z przodu sukienki , pomiędzy dwoma ładnie wykrojonymi łukami osłaniającymi piersi. - Daruj sobie i oszczędź swój język póki jeszcze go masz, bo w szybkim tempie możemy się go pozbyć. - odgryzła się, wciskając w jego dłonie notatnik ze wszystkimi dzisiejszymi ocenami i spostrzeżeniami. Niedbałym ruchem strzepnęła kilka kropel, z nieszczęśliwą miną zauważając, że plama wciąż się powiększa, kiedy materiał wchłaniał resztki napoju. Amelię postanowiła złapać później, teraz musiała jak najprędzej pozbyć się plamy. I tłumu gapiów, którzy doprowadzali ją do szewskiej pasji niemalże równie mocno co sam Joel. Roselyn odwróciła się na pięcie i ruszyła ku odległemu od wszelkich spojrzeń kątowi sali. A Edwards podążył za nią, jeśli nie z czystej ciekawości i przekory, to po to żeby oddać jej notatnik, o którym nawet zdążyła zapomnieć.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Joel Edwards on Wto 16 Lut - 21:34

Nie da się zaprzeczyć. Większość przeciwników walentynek była po prostu singlami. Były to osoby zbyt desperacko poszukujące miłości lub odstraszające potencjalnych partnerów w jakiś inny sposób.
Niewielu było takich ludzi, którzy samotność wybierali świadomie. Joel oczywiście zaliczał się do tej małej grupki, choć na zupełny brak zainteresowania ze strony pań nie narzekał. Zawsze trafiło się kilka gotowych oddać serce cichemu buntownikowi. Bo właśnie taka wśród uczennic Hogwartu panowała opinia. To nawet zabawne, że twierdziły, iż za postawą Edwardsa stoi jakaś ideologia Kobiety zawsze same musiały sobie coś dopowiedzieć.
W sprawie kostiumu Joel spasował. Wystarczyło mu, że w swoim Dormitorium musiał oglądać Don Juana, Romea i Casanovę. Krukon wykorzystał jednak okazję i wyciągnął z kufra swoje ulubione ciuchy. Ciemne,wąskie i rozdarte na kolanach jeansy były znacznie przyjemniejsze niż czarodziejskie szaty. Do tego wojskowe buty, biały podkoszulek i krótki czarny żakiet z podwiniętymi rękawami. Ostatecznie pan Edwards mógł się podawać za jakąś gwiazdę rocka, które przecież podobno były nie najgorszymi kochankami.
- Przepraszam. Masz rację. Żartowanie z końca świata jest nie na miejscu - odchrząknął prześmiewczo traktując damską skłonność do dramatyzowania. Sam był w połowie mugolem, ale nawet on wiedział, że jedno zaklęcie załatwi sprawę plamy. Roselyn była widocznie zbyt zaaferowana, żeby na to wpaść. Joel z kolei zbyt dobrze się bawił i nie miał zamiaru jej oświecić - jeszcze. Na razie został obdarzony zaufaniem na tyle, aby pilnować notatnika. Kiedy właścicielka postanowiła go porzucić, ruszył za Ślizgonką przepychając się do bardziej odległego kącika.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Roselyn Hepburn on Wto 16 Lut - 22:52

Samotność z wyboru może być całkiem przyjemna pod warunkiem, że nie wiąże się bezpośrednio z abstynencją seksualną. Uczucia można było stłumić ale pożądania fizycznego raczej nie. Tak, zaspokajanie cielesnych potrzeb i nie angażowanie się było dobrym rozwiązaniem w przypadku Roselyn. Mimo świadomego wyboru, i tak nie przepadała za tym świętem. Nawet tak bezuczuciowe (aha) dziewczę potrafiło popaść w depresję, gdy uświadamiało sobie swoją potrzebę bliskości nie tylko cielesnej ale i uczuciowej, czego zdecydowanie nie chciało. Takie odruchy łatwo było wypierać ze świadomości przez cały rok, ale nie w święto zakochanych.
Strój pana Edwardsa przykuł uwagę Rosie dopiero, gdy uspokoiła się w kącie. Co prawda nie rozpoznawała w nim żadnego ze znanych jej bohaterów, jakich swoją drogą widziała już kilkakrotnie w różnych wydaniach - lepszych i gorszych - ale nie mogła zaprzeczyć, że był nadzwyczaj intrygujący. No cóż, Ślizgonka nie różniła się w zasadzie niczym od przeciętnej dziewczyny i również miała słabość do niegrzecznych, zbuntowanych chłopców. A taki właśnie wygląd przedstawiał strój Joela. I jego wyraz twarzy, ale to akurat nie było przebranie.
- Końcu świata? - powtórzyła z roztargnieniem, uważnie przyglądając się chłopakowi. Ale tylko przez chwilkę, bo później znowu skupiła się na sobie i koniec świata całkowicie wyleciał jej z głowy. Roselyn machinalnie sięgnęła pod sukienkę, szukając zazwyczaj przyczepionej do uda różdżki (tak, wiedziała, że plamy może pozbyć się nadzwyczaj szybko i skutecznie, ale i tak była zła), niestety sukienka zakrywała ledwie połowę ud dziewczyny, toteż dzisiejszego wieczoru zmuszona była zostawić ją w swoim dormitorium. - Szlag by Cię trafił Edwards, pożycz mi różdżkę, bo muszę się tego pozbyć jeśli nie chcę ściągać publicznie sukienki. - mruknęła zrezygnowana, w końcu obdarzając Krukona rozeźlonym spojrzeniem.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Joel Edwards on Wto 16 Lut - 23:13

Joel mógł tylko podejrzewać, że dziewczyna jest znacznie mniej bezuczuciowa, niż się jej zdawało. Sam miał nieco doświadczenia w tłumieniu emocji, dlatego wiedział, że sztukę tę można opanować do perfekcji. Jeśli tylko odpowiednio długo spychać uczucia na dalszy plan lub też wmawiać sobie, że one nas nie dotyczą. Sukces murowany. Długotrwałe stosowanie groziło jednak niezbyt kontrolowanym emocjonalnym wstrząsem, podczas którego następował obfity wylew wyżej wspomnianych uczuć. Prawdę mówiąc lepiej było oszczędzić sobie tego widoku.
Strój pana Edwardsa nie miał za zadanie przykuwać uwagi. Był po prostu wygodny, a Krukon czuł się w nim bardzo swobodnie. Dopiero w takich chwilach uświadamiał sobie, jak bardzo nie lubi szkolnego uniformu. Czarodzieje mogli być w porządku, ale ich ciuchy utknęły gdzieś w średniowieczu.
- No wiesz, metry drogiego aksamitu i jeszcze droższej koronki - wyjaśnił niewinnie przytaczając wcześniejsze słowa brunetki. Czując na sobie jej wzrok odpowiedział również spojrzeniem. A porównywanie panienki Hepburn do przeciętnych dziewczyn jest raczej nietrafione. Przeciętne dziewczyny długo nie zaprzątały głowy pana Edwardsa. Z przeciętnymi dziewczynami nie spędzał też nocy na poddaszu.
- Czyli jeśli nie dam Ci różdżki, to ściągniesz sukienkę? - spytał chcąc się upewnić. To co chwilę potem pojawiło się na jego ustach było niezaprzeczalnie uśmiechem. W wykonaniu Edwardsa nieco leniwym, ale nadal uśmiechem. Nie wiedzieć czemu pierwotny nakaz Ślizgonki w jego mniemaniu zabrzmiał bardziej jak średnio moralna propozycja.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Roselyn Hepburn on Wto 16 Lut - 23:39

Oj nie, nie! Publiczne okazywanie emocji nie mogło wchodzić w grę a niespodziewany wybuch tłumionych w środku uczuć w jej przypadku był nierealny. A w każdym razie taką miała nadzieję, bo nie potrafiła sobie wyobrazić siebie paradującej po szkole za rączkę z kimkolwiek, czy też wybuchającą płaczem albo zwierzającą się ze swoich uczuć. Nie, to było nie w jej stylu tak samo jak rzeczownik Roselyn i przymiotnik zakochana było oksymoronem. Jeśli duszone w sobie emocje nasilały się i czuła, że lada chwila wybuchnie. Rosie zaszywała się z dala od ludzi i pozwalała łzom płynąć (nie omieszkała przy tym skopać jakiejś skrzynki czy co tam się akurat nawinęło pod nogę, żeby odreagować stres, wściekłość i desperację) a kiedy jej przeszło, przywdziewała na buźkę swoją klasyczną maskę i zachowywała, jak gdyby nic takiego nigdy nie miało miejsca.
- Ta koronka to był cholernie drogi i rzadki rodzaj i naprawdę mi za nią zapłacisz. - warknęła, powoli dochodząc do siebie, nie na tyle szybko jednak, by jeszcze powstrzymać się przed głupimi rzeczami, jakie miały za chwilę dojść do skutku. - Skoro tego tak bardzo chcesz Edwards, to nie ma problemu. Mogę to dla Ciebie zrobić. - Rosie uśmiechnęła się niczym Mefistofeles, gdy założył się z Panem o kuszenie Fausta, gdy jeszcze był pewny swojej wygranej. A ten uśmiech naturalnie nie oznaczał nic dobrego. I nie oznaczał, bowiem już po chwili złoty suwak ciągnący się przez całą długość - czyli dosyć krótki - sukienki został rozpięty, a materiał z cichym szelestem opadł na posadzkę. W ten oto sposób Roselyn została przed Joelem w czarnej koronkowej bieliźnie i przypiętych do pasa pończochach w tym samym kolorze. No, właściwie to nie tylko przed jego oczyma, bowiem całe zajście wiedziało kilkoro uczniów a nawet nauczyciele. Tymi ostatnimi akurat Ślizgonka nie musiała się przejmować, Amelia bardzo dobrze radziła sobie z uspokajaniem wzburzonych jej zachowaniem profesorów już niejednokrotnie.
- Mam nadzieję, że zadowala Cię to, co właśnie otrzymałeś. - dodała, podnosząc sukienkę z ziemi i z dumnie uniesioną głową odmaszerowując w kierunku wyjścia a po chwili znikając za drzwiami. Fakt, szła bokiem; przecież nie wszyscy musieli widzieć jej zgrabne kształty w samej bieliźnie.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Joel Edwards on Sro 17 Lut - 0:01

Okazywaniu uczuć na ogół nie było nic złego, ale sam Joel również wolał pozostawić to w sferze prywatnej. Jakoś nigdy nie czuł potrzeby manifestowania swoich emocji. Nawet kolor ubrań nie odzwierciedlał na ogół jego nastroju. Gdyby tak było, musiałby przez długi czas popadać w czarną rozpacz. Poza tym drobne gesty lub czułe pieszczoty znacznie traciły na swojej wartości, jeśli służyły tylko za pokaz. Przyjemniej było oddawać się im w intymnej atmosferze. Na przykład na poddaszu. Wtedy całą sytuację otaczała jakaś aura tajemniczości, jeśli nie wiedział o niej cały świat, a zaledwie 2 osoby.
- W porządku. Zapłacę - odparł beznamiętnie. Jakiś czas temu pieniądze przestały stanowić dla niego problem, kiedy matka odziedziczyła spory majątek w spadku. Szkoda tylko, że musiała się nim cieszyć jako młoda wdowa. Joel wszystko to traktował co najwyżej jak przekleństwo.
Chłopak oczekiwał raczej kąśliwej riposty. Na pewno nie spodziewał się, iż Roselyn spełni jego niewypowiedzianą prośbę. Pan Edwards dobrze wiedział, że dziewczyna jest odważna, ale nie przypuszczał, że aż do takiego stopnia. W pewnej chwili pomyślał, że być może pragnie mu tylko zaimponować. Mimo to wzrokiem śledził rozpinający się coraz dalej suwak. Kiedy dotarł do końca ząbki zamka rozszczepiły się, a sukienka opadła na ziemię. Wzrok Joela miał to do siebie, że był niezdolny do wyrażania emocji takich jak strach, czy zaskoczenie. Ciężkie, leniwe powieki psułyby cały efekt. Dlatego mina Krukona pozostała niewzruszona, choć sam chłopak był nieco poruszony. Z ciekawości przesunął spojrzeniem po ciele Roselyn. W słabym świetle pochodni na poddaszu nie miał takiej okazji. Joel poczuł nawet ukłucie zazdrości, kiedy za swoimi plecami wyczuł kilku innych podglądaczy. Nie zastanawiał się specjalnie nad swoimi odczuciami, choć nieco go zdziwiła własna reakcja. Bo niby o co miał być zazdrosny? Panna Hepburn mogła w końcu robić co chciała.
- Chwila ! - rzucił, orientując się, że brunetka zbiera się do odejścia. Faktycznie, rozsądniej było zniknąć nauczycielom z oczu. Przedzieranie się przez tłum komuś w samej bieliźnie szło znacznie sprawniej, ale Joel z notatnikiem w ręce złapał Rose przy drzwiach. Zignorował kilka zaskoczonych spojrzeń, zarzucając na ramiona Ślizgonki swój ciemny żakiet. Potem objął ją i żwawym krokiem zaciągnął gdzieś w ustronne miejsce.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Victor Hewson on Czw 18 Lut - 17:26

Victor wcale nie był przekonany do tego koncertu. Miał ciekawsze sprawy na głowie, niźli zabawa pod sceną, wśród rozhisteryzowanych nastolatek i słuchanie jakichś kocich dźwięków dochodzących ze strony marnych namiastek muzyków. Dla niego liczył się tylko i wyłącznie jeden zespół - ENT, czyli Efekty Nieudanej Transmutacji. No, ale niewiele osób znało jego piosenki. Niewiele w ogóle wiedziało, że istnieje. Głównie ze względu na treści, przekazywane w ich piosenkach. Już same tytuły wiele mówią: Poczuj smak mojego buta, szlamo!, Zgniotę na proch te nieczyste szmaty, Czarny Pan żyje!, Przegniły odór rozkładający się zwłok, oraz Niech te zaszlamione kur*y wyp*ierdalają z naszego świata!... Ale Victorek ich kochał i bywał na wszystkich koncertach. Szkoda, że szalony dyrektorek nie wpadł na pomysł by ich tutaj zaprosić. Szanowny pan prefekt Hewson był przekonany, że ich muzyka trafiłaby do części uczniów. Co z tego, że druga część uciekłaby w popłochu...
W każdym razie zjawił się w Wielkiej Sali. Głównym powodem był fakt, że wypełzł z lochów, co by ogłoszenie na tablicy powiesić, a tam spotkał profesora Flitwicka, który nie mógł zrozumieć, dlaczego tak przystojny, uroczy, doskonale wychowany młody człowiek, mający tak ogromne powodzenie wśród uczennic Hogwartu snuje się samotnie po zamku. I zaciągnął go na salę siłą, czego efektem był pisk czwartoklasistek ze Slytherinu, zgrupowanych tuż przy wejściu na salę. Victor obrzucił je pogardliwym spojrzeniem ("On na mnie spojrzał! Widziałaś to! Spojrzał na mnie!!!" "Nie bądź głupia - on patrzył na mnie, nie na ciebie!!!"), po czym postanowił znaleźć kogoś sensownego w tym tłumie.
Pierwszą osobą, którą dostrzegł, była Roselyn. Już, już miał do niej podejść, kiedy ujrzał z kim rozmawia... Przez chwilę przypatrywał się temu wszystkiemu, co dzieje się pomiędzy nią, a Krukonem, po czym zaśmiał się wesoło.
- Moja krew! - zawołał za dziewczyną i ruszył przed siebie.
Wreszcie dostrzegł Amelię. Wyglądała tak, jak gdyby chciała zamordować samym wzrokiem wszystkie te poprzebierane pannice, które, nawiasem mówiąc, śliniły się właśnie na widok Vicusia (w białej, lekko prześwitującej koszuli, idealnie opinającej jego umięśnioną sylwetkę, a także w czarnych, doskonale dopasowanych spodniach i z mokrymi włosami, w iście nonszalancki sposób opadającymi na jego oczy i, oczywiście, dwudniowym zarostem), który to dopiero co wylazł spod prysznica, zupełnie tracąc zainteresowanie koncertem. Chłopak za to absolutnie nie zwracał na nie uwagi, w tej chwili całą skupiając na Ślizgonce. Doskonale wiedział o zadaniu, jakie powierzyła jej Stara Sowa (z całą pewnością była po prostu zazdrosna, bo ona już nie mogła brać udziału w konkursie, no i była za brzydka żeby go wygrać, więc stwierdziła, że w takim razie Amelka także go nie wygra; podła jędza!!!), dlatego też wcale nie dziwił się, widząc jej minę.
- I tak wyglądasz najlepiej z nich wszystkich - powiedział, nachylając się nisko nad jej uchem i cmoknął ją w policzek. - Podobnie jak ja - wskazał na swoją skromną osobę, uśmiechając się z politowaniem na widok Puchonki, która właśnie oblała się jakimś sokiem, gdy na nią spojrzał.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 18 Lut - 21:41

Ślina cieknąca z ust rozhisteryzowanych panienek, dzikie piski, głośne westchnienia... to oznaczało, że albo wokalista Fatalnych Jędz rzucił się w tłum (co było niemożliwe, gdyż aktualnie kołysał się to w prawo to w lewo, przytulony do mikrofonu i najwyraźniej naćpany), albo na sali pojawił się Victor Hewson. Prychnęła z poirytowaniem, upiła łyka bezalkoholowego szampana, nawet nie próbując odnaleźć go w tłumie.
Amelia znała ENT (już sama znajomość z Victorem tego wymagała) i od czasu do czasu zdarzyło jej się pójść na koncert tego zespołu czy też posłuchać ot tak którejś z nich piosenek, jednak jedyną jej miłością była mugolska muzyka. O tym jak do tej pory nie wiedział nikt, nawet Roselyn nie miała pojęcia o sporej kolekcji płyt winylowych, które posiadała i których słuchała gdy nikt jej nie obserwował. Komuś takiemu jak panna Golightly nie przystoi uwielbiać czegoś wyprodukowanego przez mugoli.
Nieważne, jakie motywacje miała Stara Sowa, ważne że podpadła jej po raz drugi tego dnia: najpierw uraczyła ich cudownym wypracowaniem o metamorfomagach, a szóstoklasiści z Gryffindoru próbowali ją, kolokwialnie mówiąc, wyrwać na analizę i teraz jeszcze to! Nagroda przeszła jej koło nosa, a Mela nie mogła ścierpieć tego, że nie będzie mogła pokazać całej szkole, że jest najlepsza. Znowu.
A zachowanie Rózi było niedopuszczalne! Nie dość, że łagodzenie całej tej sytuacji spadnie na jej barki, to jeszcze przyjaciółka rozmawiała z kimś, kto nawet nie był czystej krwi i, na brodę Merlina, opuściła z nim Wielką Salę. Amy miała nadzieję, że do niczego między nimi nie dojdzie, w przeciwnym razie będzie zmuszona wyrzucić ją z dormitorium, aż porządnie się nie umyje i nie zedrze przynajmniej trzech warstw naskórka. Ohyda.
- Wiem. Masz może jeszcze jakieś komplementy w zanadrzu? - odparła, uśmiechając się do niego zadziornie, choć nawet nie ruszyła głową by ułatwić mu pocałunek - Nie mogę zaprzeczyć. Przebrałeś się za samego siebie? - zaśmiała się, po czym oblizała wargi i posłała mu zalotne spojrzenie spod długich rzęs. Na Puchonkę nawet nie zwróciła uwagę, gdyż po pierwsze nawet nie była jej warta, a po drugie Victor skutecznie zajął ją swoją osobą.
- Muszę przyznać, że jesteś ostatnią osobą, jaką spodziewałabym się tu zobaczyć - oświadczyła, owijając kosmyk złocistych włosów wokół palca - O nie - mruknęła, gdyż na horyzoncie pojawił się właśnie siódmoklasista, który zamęczał ją już od samego początku koncertu - Dlaczego wszyscy dybią na moją cnotę - jęknęła cicho, wsuwając się pod ramię Ślizgona, oplatając się jego rękę i posyłając zbliżającemu się chłopakowi lekceważące spojrzenie. Co z tego, że Hewson był jednym z nich? Przynajmniej nie budził w niej odruchów wymiotnych.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Victor Hewson on Pią 19 Lut - 2:01

Nie musiała się wysilać - w końcu damom nie przystoi - już on znajdzie ją nim ona zacznie szukać. Co, rzecz jasna, zrobił. Gdy znalazł się przy niej natychmiast machnął różdżką, przywołując do siebie butelkę z szampanem i kieliszek. Powąchał trunek, upijając łyk wprost z butelki, po czym odstawił go, krzywiąc się pokazowo.
- Jak można pić takie obrzydlistwo? - zapytał, przyglądając się pogardliwie kieliszkowi w dłoni Ślizgonki.
Wyciągnął go z niej i rzucił w tył (pisk jakiejś dziewczyny i przekleństwo, bez wątpienia chłopca, upewniło go w tym, że w kogoś trafił, co powitał uśmiechem satysfakcji), po czym machnął różdżką raz jeszcze. Tym razem musiał poczekać nieco dłużej, ale nie narzekał - już po chwili w jego dłoni pojawiła się butelka rumu. Odkorkował ją, napełnił kieliszek i podał go dziewczynie, sam pijąc z gwinta (całe szczęście, że tłum był dość duży i żaden nauczyciel nie zwracał nań uwagę).
O winylach nie wiedział i chwała Merlinowi za to. Gdyby znał ten sekret Amelki z całą pewnością nie miałby dla niej ani krztyny szacunku. No i całkiem prawdopodobne, że w ogóle była by dlań skreślona. Pewnie nawet nie dybałby na jej cnotę!
Na wypracowanie od Sowy miał, mówiąc kolokwialnie, wyj*bane. I tak nie zamierzał go pisać. Ewentualnie zmusi jakiegoś naiwniaka z Krukolandu by odwalił je za niego. Z całą pewnością nie miał zamiaru tak bardzo się wysilać, męczyć i pocić - jemu to nie przystoi. No, chyba, że będzie miał gorszy dzień (albo Amelia znów palnie mu moralizującą pogadankę, w co raczej wątpił, ale przecież z kobietami nigdy nic nie wiadomo...).
On natomiast miał dziwną pewność, że Rózia nie poprzestanie na pokazaniu się owemu Krukonowi bez sukienki. Był niemal pewien, że ta obrzydliwa figura będzie miała możność podziwiania jej także bez bielizny. Ale nie chciałby być w skórze tej panienki, kiedy dowie się o tym Melcia...
- Pod twoim adresem? Przynajmniej miliard! - zapewnił ją. - I naprawdę nie masz się czym martwić - gdybyś nie była najpiękniejsza nie łaziłbym wiecznie za tobą, błagając cię, byś pozwoliła mi na coś więcej - mruknął z niebywałą szczerością, a widząc natręta pocałował ją dodatkowo wprost w usta i posłał facetowi lodowate spojrzenie, które wystarczająco go zniechęciło.
- A za kogóż by innego? Znasz większego i lepszego kochanka w historii ode mnie? - pytanie retoryczne, choć wiedział, że Amelia nie do końca się z tym zgadza...
- Wpadłem na Flitwicka, a ten zmusił mnie do przyjścia tutaj, ale mówiąc szczerze zamierzam wypić ten rum i whisky, którą schowałem w okolicy, a potem przetransportować swoje mega zgrabne cztery litery do Łazienki Prefektów, w której jestem umówiony na dziki seks z jakąś czystokrwistą, której imienia nie pamiętam. Wiem tylko, że jest czysta...
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Amelia Golightly on Pią 19 Lut - 2:53

- Ustawa Ministerstwa o piciu alkoholu przez nieletnich. My to nieletni, oni to Ministerstwo. Innymi słowy, dopóki nie zostanę Ministrem Magii, wszystkie oficjalne zabawy będą tak wyglądać - mruknęła, a kiedy Victor podał jej kieliszek z rumem, oczy Amelki niebezpiecznie zajaśniały, a ona sama wspięła się na palce i cmoknęła go w policzek. Bo zasłużył, ot co.
Nie miał nawet cienia szans dowiedzieć się o jej płytach - spoczywały szczelnie zamknięte, w znanym tylko Amy miejscu i obłożone kilkoma mocnymi zaklęciami. Nie oszukujmy się, gdyby ktokolwiek z jej rodziny dowiedział się o nich, zostałaby wydziedziczona w mgnieniu oka i nawet wuj by jej nie wybronił - jeśli oczywiście sam nie rzuciłby pierwszego oskarżenia. Na razie pozostawało to jej słodką tajemnicą, ale możliwość posłuchania od czasu do czasu przykładowo Led Zeppelin, była warta takiego ryzyka.
Amelia również nie zamierzała pisać tego wypracowania. Amelia nie napisała żadnego wypracowania sama od... no dobrze, Amelia nigdy nie napisała sama żadnego wypracowania, była na to zbyt leniwa. Nie zmieniało to faktu, że jego temat godził w jej intymność - wystraszyło, że naukowcy z Ministerstwa zasypywali ją milionami listów, Stara Sowa nie musiała zadręczać jej również w szkole. Miała zamiar wywołać z tego powodu karczemną awanturę i nawet nie oddać części o metamorfomagach, gdyż to poruszało sprawy dlań wybitnie osobiste. I nie uśmiechało jej się opowiadanie o nich psorce.
- Och, jesteś słodki - westchnęła - Dobra, nie powiedziałam tego - zaśmiała się wesoło, gdy tylko zorientowała się jak głupio zabrzmiały jej słowa, to pewnie ten alkohol. Lepiej, żeby Victor jej tak nie komplementował - to łase na pochwały stworzonko, ma słabą głowę, a kiedy dowie się, iż jej przyjaciółka przespała się z kimś, kto nawet nie jest czystej krwi, może zrobić coś głupiego, czego potem będzie żałować. Na przykład pozwolić mu na więcej - Dziękuję - odparła, gdy pocałunkiem i lodowatym spojrzeniem przynajmniej na chwilę odstraszył najbardziej namolnego natręta, po czym zarzuciła mu ręce na szyję, stanowczo przyciągnęła go do siebie i pocałowała namiętnie aby wynagrodzić mu ten iście heroiczny czyn oraz w pewnym sensie wyrazić aprobatę dla wcześniejszych komplementów.
- Osobiście, z wiadomych powodów nie znam, choć nie wątpię, że ten tytuł należy się tobie. Jak dla mnie wygrałeś ten głupi konkurs, ale nie sądzę, żeby Sowa zrozumiała moje argumenty - odpowiedziała wyjątkowo szczerze, po czym z rozbrajającym uśmiechem wyjęła butelkę z rąk Victora i nalała trunku do swojego pustego już kieliszka.
- Gdzie masz whisky? - zapytała, oplatając go ramionami w pasie i uśmiechając się do niego rozbrajająco. Jakżeby inaczej, na samym początku z jego wypowiedzi musiała wyłapać to, co najważniejsze, potem mogła zająć się resztą - Rozumiem, że mam omijać ją szerokim łukiem. Cóż... - Prowokować, nie prowokować? - zamierzałam uciec wcześniej stąd i popływać z kimś nago - Prowokować - ale chyba będę musiała spasować - Albo i nie. Amelka westchnęła ciężko i oparła głowę o jego ramię, równocześnie upijając sporego łyka rumu - Mogę liczyć, że przynajmniej wprowadzisz drobną zmianę do swojego cudownego planu na dziki seks dzisiejszej nocy, uwzględniający odprowadzenie mnie po drodze do Pokoju Wspólnego? Wolałabym się nie włóczyć sama po korytarzach, mam ich dość - Mówiąc ich miała na myśli tych nieznośnych chłopców, którzy uczepili się jej jak rzep psiego ogona. A jej niebywale krótka czarna sukienka wcale w tym nie pomagała. Potem zaczęła już tylko nucić pod nosem fragment Niech te zaszlamione kur*y wyp*ierdalają z naszego świata!, żeby go trochę zmiękczyć.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Victor Hewson on Sob 20 Lut - 23:09

- Więc liczę na to, że zostaniesz Ministrem w ciągu najbliższych lat, bo długo nie wytrzymam już tych jego potwornych rozporządzeń - mruknął. - Knot to ścierwo - ostatnio chyba nadużywał tego słowa, ale cóż - mówi się trudno...
No ba, że zasłużył! W to, to akurat nikt nawet nie śmiał wątpić! Bo przeca oczywistym było, że ten pan się starał, widząc wyjątkowo zdenerwowaną koleżankę po fachu. Chciał poprawić jej humor i chyba mu się to udało, co i jego podbudowało. Ach, mości rycerzu, wskocz na konia i porwij tę księżniczkę z dala od tych podłych ludzi!!!
I dobrze - niech zrobi awanturę - będzie w tym zamku wreszcie ciekawiej, bo Vicuś zdecydowanie miał dość nudy. I zadań domowych, które tylko zajmowały jego cenny czas (biedna Kochanka Victora -ta z drewnianą rączką i idealnie wyprofilowanymi witkami, rzecz jasna - już z całą pewnością za nim tęskniła).
- Powiedziałaś - mruknął z wyraźną satysfakcją. - I tak - jestem słodki - dodał, szczerząc się do niej z zadowoleniem.
No i dobrze, że była łasa, bo on miał ich w zanadrzu naprawdę wiele. I to SZCZERYCH komplementów. Pod adresem Amelki nigdy nie wysyłał żadnych innych, więc to się rozumiało samo przez się i było... niecodzienne, ale kto powiedział, że ten Ślizgon zachowuje się całkowicie "codziennie"? Przecież już sama jego osoba była tak wyjątkowa, że i zachowanie także musiało takie być.
- Nie ma za co - powiedział spokojnie, patrząc za znikającym w tłumie chłopakiem. - A jeśli ten typ będzie cię jeszcze kiedykolwiek nachodził... Wiesz, gdzie mnie szukać - spojrzał na nią z całkowitą powagą.
A kiedy znów się odezwała wyszczerzył się do niej wesoło.
- Wiedziałem - powiedział z ogromną pewnością siebie, a potem cmoknął ją w policzek - chyba po raz pierwszy całkowicie szczerze, bez żadnych podtekstów i po prostu w podzięce za jej miłe słowa.
- Whisky? - zachichotał, patrząc na nią z udawanym niedowierzaniem. - Pani prefekt! Nie spodziewałem się tego po pani! - zaśmiał się głośno, a potem pociągnął ją w stronę wyjścia.
- Możesz. Ale zmienię go jeszcze bardziej - dzikiego seksu nie będzie, za to zagwarantuję ci przyjemną, odprężającą kąpiel w gorącej pianie. I masaż wykonany przez mistrza, czytaj - mnie - objął ją ramieniem i poprowadził do Łazienki Prefektów, po drodze zabierając cały zapas whisky ze skrytki w okolicach Wielkiej Sali.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Scena i parkiet

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach