Stary tartak

Strona 5 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by William Sulivan on Pon 22 Mar - 18:36

William miał ciekawe wspomnienie, jeśli chodzi o Pokój Życzeń. Schował tam kiedyś kilka butelek rumu, których już nigdy nie znalazł i do dzisiaj zastanawiał się, czy nikt mu ich nie wypił.
- Byłem, ale z chęcią tam wrócę. Chodźmy! - znowu złapał ją za dłoń i przepychając się między uczniami, wyszedł z tartaku.
avatar
William Sulivan
Dorosły

Liczba postów : 203
Czystość krwi : czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Andromeda Adler on Nie 10 Paź - 21:45

Chłodny wieczór.
Pergaminowa skóra połyskująca w blasku księżyca, zwężone szare oczy pozbawione wyrazu uparcie obserwujące otoczenie, zacięta mina i cholernie zachwiany krok - Andromeda Adler w stanie upojenia właśnie zatoczyła się w Zakazanym Lesie i zderzyła się z ogromnym dębem. Z jej ust wydobył się nazbyt głośny potok słów powszechnie uważanych za ordynarne i wulgarne, takoż niewiasta stanęła przed starym tartakiem i przyglądając się ruderze w milczeniu, jak gdyby nigdy nic wyciągnęła z kieszeni paczkę fajek.
Odgarnęła z twarzy cienkie włosy o niezidentyfikowanej mahoniowej barwie, wyrzuciła z kieszeni wąskich, podziurawionych spodni oplatających jej patykowate nogi jakieś śmieci i zdeptała je swymi zacnymi, nieco zniszczonymi, ale nadal klawymi martensami. Głowę przepasała sobie czerwoną bandaną. Wyglądała trochę jak Axel Rose, ale w damskiej wersji. No i brakowało jej okularów.
Widziała już podwójnie. Chyba za dużo wciągnęła dziś sproszkowanego rogu dwurożca, oj za dużo... Musi się gdzieś przekimać, bo ją jeszcze taki Snape złapie. I wyleci. Na zbity pysk.
Ogarnęła ją nieuzasadniona panika; celnym kopniakiem otworzyła drzwi i ku wielkiemu zdumieniu, zobaczyła całką porządną chatę. Wybuchnęła histerycznym śmiechem (nie pytajcie dlaczego, bo sama jej nie rozumiem), walnęła się na tapczan, wyłożyła nogi na żyrandol i zaczęła beztrosko gwizdać.
avatar
Andromeda Adler
Uczeń

Liczba postów : 8
Czystość krwi : plugawa
Skąd : Dolina Godryka

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Charlotte Humphrey on Wto 12 Paź - 16:51

I owszem - wieczór niewątpliwie nie należał do najcieplejszych. Chłód wręcz przenikał do kości, sprawiając, że szesnastoletnią Puchonką nieprzerwanie wstrząsały nieprzyjemne dreszcze. Totty miała wrażenie, że na jej plecach urządziło sobie wyścig pokaźne stado mrówek i jakby tego było mało, trasa ich biegów obejmowała całą powierzchnię jej zacnego "grzbietu". Tak więc pozbycie się tego nieprzyjemnego uczucia było niewykonalne - nie pomagały nawet gwałtowne wzruszenia ramion i pocieranie ich zmarzniętymi dłońmi.
Dlatego po głowie Totty bez przerwy krążyło pytanie, po co w ogóle ruszała się gdziekolwiek z zamku. Teraz cel wędrówki - czyli zwyczajna chęć przejścia się i pooddychania świezym powietrzem - wydawał jej się dosyć wątpliwy, o ile nie głupi. Pozostało jej jedynie naciągnąć na dłonie już i tak rozciągnięte rękawy czerwonego swetra i skulić lekko ramiona - jakby to miało w jakikolwiek sposób pomóc...
Błękitne oczy rozszerzyły się więc z radości, gdy w zasięgu jej wzroku pojawił się stary tartak. Nawet nie pomyślała o tym, że może lepiej byłoby po prostu przyspieszyć kroku, aby ogrzać się przed kominkiem w Pokoju Wspólnym Hufflepuffu. Tartak to pomieszczenie niewątpliwie zamknięte, tak więc doszła do wniosku, że na pewno jest tam zdecydowanie cieplej niż na zewnątrz. Nie pomyliła się tak bardzo (choć jej uwagę niemal od razu zwróciły pokaźne dziury w oknach) - z ulgą wciągnęła głęboko powietrze i rozejrzała się wokół z nieskrywanym zainteresowaniem. Dostrzegłszy drewniane, zadbane schody prowadzące na poddasze skierowała się w ich kierunku. Kiedy ostrożnie stawiała kroki na kolejnych stopniach, do jej uszu doszły ciche, charakterystyczne skrzypy - Totty przymknęła oczy, modląc się w duchu, aby drewniana konstrukcja nie załamała się pod jej, nie tak znowuż znaczącym, ciężarem, potwierdzając jedynie fakt, że dziewczyna zawsze może liczyć na odrobinę swojego bardzo specyficznego "szczęścia".
Otworzyła oczy, mając już stuprocentową pewność, że dotarła na poddasze. Uśmiechnęła się radośnie na widok rozłożonych na podłodze materaców i mieszaniny kolorowych poduch. Natychmiast z impetem rzuciła się w ich stronę i z rozkoszą umościła się pośród nich. Leżała na plecach z rozmarzeniem wpatrując się w sufit. Zaczęła śpiewać jakąś cieszącą się popularnością piosenkę, nie oszczędzając przy tym swojego głosu - jak to miała w zwyczaju. Właśnie w tym momencie Andromeda Adler miała spotkanie pierwszego stopnia ze stojącym na skraju Zakazanego Lasu dębem.
Totty najprawdopodobniej rozpływałaby się dalej z tej nieopisanej rozkoszy i zatapiała w ramiona ukochanego lenistwa, gdyby nie nagłe uderzenie drzwi o wewnętrzną ścianę chaty - co sprawiło, że Puchonka z przestrachem poderwała się na nogi, a jej oczy przybrały wielkość ogromnych spodków. Zaraz uspokoiła się, gdy do jej uszu dotarł nieco histeryczny śmiech i odgłos, jaki towarzyszy komuś, kto beztrosko zajmuje miejsce na wygodnej kanapie.
- Ocho, ktoś jest chyba w wybitnie dobrym humorze - mruknęła pod nosem, zbliżając się do balustrady, aby się przezeń przewiesić i zapewnić sobie niczym nieograniczony widok na wszystko, co dzieje się w dole. Jej nozdrza podrażnił lekki zapach papierosowego dymu, który zdążył się już wznieść i rozprzestrzenić w górnych partiach tartaku.
- Chyba nieźle sobie poużywałaś, co? - zapytała, przechylając lekko głowę i uśmiechając się szeroko do rozłożonej na kanapie dziewczyny. Czekała, aż niczego nieświadoma Gryfonka poderwie do góry głowę i spojrzy na nią najprawdopodobniej z niemałym zaskoczeniem. Odgarnęła włosy za ucho przysłuchując się gwizdowi, wydobywającemu się z jej ust.
avatar
Charlotte Humphrey
Uczeń

Liczba postów : 4
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Andromeda Adler on Czw 14 Paź - 18:20

Myśli Andromedy były niezwykle zamglone, co też wyraźnie wskazywało na to, iż nie zaprzątała sobie głowy tak przyziemnymi sprawami jak dotkliwe zimno. Owszem - po jej plecach przebiegł nieprzyjemny dreszcz, szara skóra pokryła się uciążliwą gęsią skórką, a nogi zachwiały się (nie tylko z racji rozchodzącego po ciele chłodu, ale takoż dużej ilości procentów we krwi), jakkolwiek poza obojętnym wzruszeniem kościstych ramion Gryfonka zignorowała ujemną temperaturę. Pałała skrytą namiętnością do Zakazanego Lasu - nie zrażała się konwenansami, licznymi upomnieniami Filcha ani naganami udzielanymi przez prefektów. To, z jaką przerażającą szybkością klepsydra punktacji Gryffindoru się opróżniała z winy li wyłącznie Andromedy nie napawało ją zdumieniem. Wszak przywykła do łamania regulaminów i lekceważenia ogólnie przyjętych norm.
W tartaku Andzia czas spędzała niejednokrotnie; głównie po to, by móc ukryć się przed nauczycielami i wścibskim okiem natrętnych ludzi. Społeczność hogwarcka nieustannie ją mierziła, takoż unikała pospólstwa i wtapiania się w jednolity tłum. Była kimś innym, kimś niezależnym, kimś niezdolnym do podporządkowania. Może właśnie z powodu tej odrębności uczniowie rzadko mieli odwagę do niej podejść i zagadać; za dobrego znajomego uznawała jedynie Barthy'ego.
Andromeda nie drżała na myśl, iż wydające przeraźliwe odgłosy deski ugną się pod jej ciężarem. Była dość wątpliwej budowy i choć należała do dzierlatek o wzroście przekraczającym normę (dobijała niemal 1,80), to waga należała do niewspółmiernie małych. Gryfonka to zaprzeczenie piękna kobiety, anorektyczka pozbawiona jakichkolwiek dziewczęcych kształtów... nie, nie nadawała się na okładkę kolorowego pisma dla nastolatek.
Nie spodziewała się, że kogoś tu zastanie, jakkolwiek - poderwała leniwie głowę do góry, ręce krzyżując na piersiach.
I oto przed jej oczami pojawiła się ta istota, z którą w zamierzchłych czasach pracowała (okej - Charlotte pracowała, ona się obijała) na eliksirach (Snape potrafi być okrutny) i gdyby nie ten fakt, zapewne nie kojarzyłaby dzieciątka z Hufflepuffu. Wiecie, olbrzymy zazwyczaj nie zwracają uwagi na kamratów rezydujących gdzieś w okolicach łokci.
- Nie - burknęła, wydymając usta i wypuszczając szary nikotynowy dym. Zaśmiała się. - Masz rację, nieźle, ale to chyba nie jest szczyt moich możliwości. - mruknęła, wpychając kościste palce do kieszeni i szukając sakiewki ze sproszkowanym rogiem dwurożca. Potem bez jakiegokolwiek oporu wciągnęła proszek nosem i osunęła się na drewniane posłanie, zamykając oczy.
avatar
Andromeda Adler
Uczeń

Liczba postów : 8
Czystość krwi : plugawa
Skąd : Dolina Godryka

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Charlotte Humphrey on Czw 14 Paź - 21:09

Trzeźwe myślenie w ogóle nie było domeną Totty - wręcz przeciwnie, znana była z ciągłego pływania w chmurach i wygłaszania często nieprzemyślanych uwag - lecz trzeba przyznać, że niewątpliwie w tym momencie wydawała się osobą zdecydowanie zdolniejszą, wręcz odpowiednią do działań tego rodzaju. O dziwo, chłód pozostawił jej szare komórki w spokoju, nie czyniąc z nich elementów zupełnie bezużytecznych.
Można więc mówić o cesze wspólnej dziewcząt, gdyż Totty również przepadała za wędrówkami po Zakazanym Lesie. Niejeden raz zagłębiała się w jego wnętrze, które nie wiedzieć czemu, przywoływało ją do siebie - nigdy jednak nie wybierała się tam sama, dlatego najczęstszym towarzyszem tych niebezpiecznych eskapad był je przyjaciel, Dave. Na szczęście jeszcze nigdy nie dali się złapać ani żadnemu nauczycielowi, a tym bardziej Filchowi - który zapewne w takiej sytuacji, zawiesiłby ich za kostki w jednym z chłodnych pomieszczeń, znajdujących się w lochach - tak więc, tego ostatniego za każdym razem zdecydowanie starali się uniknąć...
Doprawdy nie wiem jak to się stało, że Totty jeszcze nigdy nie znalazła się w środku stojącego na skraju lasu tartaku. I owszem, niejednokrotnie zwróciła na niego uwagę, jednak nigdy nie przyciągał on jej do siebie z taką siłą, jak dzisiaj - co zapewne także nie miałoby i miejsca, gdyby nie tak dokuczający jej chłód. Wiedział jednak, że od tego momentu, stanie się on jednym z jej ulubionych miejsc, do którego zacznie częściej zaglądać. Już nie mogła się doczekać momentu, w którym powiadomi swojego przyjaciela o dokonanym odkryciu - który zapewne wyśmieje jej nadmierne podniecenie i rzuci kilka tak specyficznych dla siebie uwag.
Charlotte zapewne nie zareagowałaby zadowoleniem, gdyby ktoś uświadomił ją, że Andromeda właśnie nazwała ją w myślach "dzieciątkiem z Hufflepufu", mimo że już niejednokrotnie spotkała się z takowym określeniem. Zapewne po raz kolejny zareagowałaby na nie lekceważącym prychnięciem i wydęciem warg, mającym wyrażać oburzenie. Doskonale zdawała sobie sprawę, że z racji swojego wzrostu, ludzie często omijają ja wzrokiem - a mówiąc dobitniej, w ogóle nie natrafiają na nią swoim spojrzeniem, patrząc przed siebie, a nie w dół. W takich momentach Totty zmusza się do mocnego zaciśnięcia zębów, odczekania co najmniej kilku sekund, aby zdusić w sobie irytację i lekkim tonem zagadać do danego osobnika. Na korytarzach natomiast, nigdy nie usuwa się z drogi napierającym na nią wielkoludom, gdyż takie działanie uważa po prostu za pewnego rodzaju tchórzostwo - nie chciała być postrzegana jako mała sierotka Totty, która bez słowa zawsze wszystkim ustąpi.
- Hm, widzę. - Roześmiała się lekko, opierając rękę na poręczy schodów i już raźnym krokiem, nie bojąc się, że załamią się one pod jej ciężarem, zaczęła schodzić w dół. - Gdyby był to szczyt twoich możliwości, zapewne padłabyś tu nieprzytomna, w stanie wskazującym na bark jakiegokolwiek kontaktu z rzeczywistością, zmuszając mnie tym samym do cichego przetransportowania cię do zamku. Co niekoniecznie musiałoby mi się udać.
Uśmiechnęła się krzywo, dostrzegając w rękach dziewczyny małą sakiewkę z niezidentyfikowanym proszkiem. Bezceremonialnie przepchnęła nogi Gryfonki bardziej wgłąb kanapy i klapnęła obok niej. Już miała zapytać, cóż to ona tam ukrywa, gdy zarejestrowała, jak dziewczyna zaciąga się bez oporu.
- Dasz skosztować? - zapytała, nachylając się w jej stronę i obserwując z zainteresowaniem, jak twarz koleżanki momentalnie rozluźnia się i pojawia się na niej błogi wyraz. Przechyliła lekko głowę, czekając na odpowiedź.
avatar
Charlotte Humphrey
Uczeń

Liczba postów : 4
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Andromeda Adler on Pią 15 Paź - 20:06

Oceny wystawiane Andromedzie przez nauczycieli były przez nich widziane w krzywym zwierciadle. I bynajmniej nie stanowiły prawidłowego odbicia ilorazu inteligencji dzierlatki, wszak Gryfona należała do grona dziewcząt nader błyskotliwych i rozumnych, jakkolwiek - lenistwo i bezczelna postawa zapewniała niezbyt chwalebną sławę wśród grona pedagogicznego. Podręczniki ją mierziły, profesorów zbywała sarkastycznymi uwagami, na lekcjach zaś zachowywała się karygodnie, nieprzytomnym wzrokiem wpatrując się w atramentową tablicę bądź bezceremonialnie wykładając nogi na stół i kontemplując dziury w suficie. Myśli wolała zachować dla siebie, ponadto - była aktorką życia. Życie było niekoniecznie kameralnym przedstawieniem, w którym Andromeda przywdziewała na co dzień kolorowe i coraz to bardziej inne maski. Jej sercem władała hipokryzja. Nie wstydziła się tego.
Nie bała się ze strony Bartka odrzucenia. Doskonale zdawała sobie sprawę, że na filozoficzne rozkminy albo gadanie od rzeczy zareaguje jak prawdziwy przyjaciel. Dlatego właśnie jedynie jego darzyła żywszymi i cieplejszymi uczuciami niźliby kolegów z klasy, których, notabene, zbywała zaledwie dużą dawką sarkazmu i pogardy oraz zdawkowego uśmiechu.
Była niezależna, a plotki chorego, szarego tłumu na jej temat nie robiły na Andromedzie większego wrażenia. Przywykła do wytykania palcami i wrogich podszeptywań ze strony szkolnej hałastry, a mimo tego - unosiła wysoko głowę. Ze swą zbytnią dumą i pyszałkostwem była idealną Gryfonką (zabawne, że miała trafić do Slytherinu...). Została już nazwana olbrzymką, ćpunką, dziwadłem i straszydłem. Wciąż zakładała maskę zdawkowego uśmiechu i nienaturalnej obojętności.
- Nie oczekuję twojej pomocy. - powiedziała, nieco urażonym tonem, zerkając nań prześmiewczo. - Mogłabym tu przekimać. Gdybyś mnie transportowała do Skrzydła, a, broń Merlinie, jeszcze Snape nas przyłapał, to jak nic wyleciałabym ze szkoły na zbity pysk. Dumbledore chyba też ma dość chorych ćpunów. - westchnęła przeciągle, leniwie poruszając palcami i prostując obolałe kończyny.
Świat wydał się nagle bardzo zabawny. Żywy. Kolorowy. Po krótkim milczeniu otworzyła oczy, jej twarz rozjaśnił marzycielski uśmiech, a dłoń zaczęła wirować w powietrzu. Czy to jej wyobraźnia, czy może kolorowy pył unosi się w powietrzu? Chciała go złapać.
- Hm, no nie wiem. Chyba jesteś za mała. - zaśmiała się głośno. - Ale okej, łap. Jak tam coś jest. - i rzuciła jej sakiewkę.


avatar
Andromeda Adler
Uczeń

Liczba postów : 8
Czystość krwi : plugawa
Skąd : Dolina Godryka

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Emily Moon on Nie 22 Maj - 19:07

Z pewnością Emily, nie należały do tych, które by ciągle narzekały na swój widok, nie przejmowała się cyferkami na wadze. Jeśli miała ochotę na ciastko, zjadła je, nie patrząc na to ile ma kalorii, jeśli nie miała ochoty na ciastko, też je zjadła. To była jej jedna z wielu wad. Była łakoma. Sam widok pysznego czekoladowego ciastka, oblanego polewą i posypką doprowadzał ją do tak zwanego " ślinotoku " i nie mogła się powstrzymać, by nie zanurzyć swoich malinowych ust i snieżnobiałych zębów w deserze. Na całe szczęście miała szybka przemianę materii, więc nie musiała przejmować się tym ile je. Gwałtownie się podnosząc uderzyła czołem o jego głowę i chwyciła się za nie. - auć? Wybuchnęła śmiechem, widząc minkę Freediego Emily schyliła się nad nim i ucałowała jego główkę, po chwili głaszcząc ją. - ojoj, biedactwo. Przepraszam. Zaśmiała się pod nosem. Oczywiście nie chciała mu zrobić żadnej krzywdy, po prostu była zbyt nabuzowana, by przystopować, dlatego z lekka świrowała. Hmm, nie ma zamiaru się nudzic? Nie no, przy niej to chyba mu to nie groziło. - grozisz mi? Przymrużyła oczy zblizając się do jego buźki i roześmiała się. - a to dobre. Prychnęła. - Dobrze, ale nie możesz widzieć, gdzie Cię zaprowadzę. Uśmiechnęla się patrząc w jego niebieskawe tęczówki, zaszła go od tyłu i wyjęła z torby turkusową chustkę na szyję. Zawiązała mu ja na oczach i chwyciła go za rękę, ciągnąc za nią. Komunikowała go za każdym razem, gdy miał podnieść wyżej nogę, ominąć przeszkodę, czy też przeskoczyć jakąś gałąź. Teraz to ona była jego oczami. Musiał jej zaufać. Po jakimś czasie w koncu dotarli do granicy między Hogwartem, a Wioską Hogsmade. Przed nimi znajdował sie stary tartak, wyglądał jakby miał się zaraz rozsypać. Puścila jego dłoń, zaszła od tyłu i ściągnęła chustkę z jego oczu. - mam nadzieję, że nie będziesz rozczarowany tym miejscem. Na jej twarzy malował się pogodny uśmiech. Ostatnim razem byli tutaj dwa lata temu, kiedy to pierwszy raz złamali zakaz wychodzenia poza teren Hogwartu, bez opieki nauczyciela.
avatar
Emily Moon
Uczeń

Liczba postów : 25
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Frederick Daughtery on Nie 22 Maj - 19:31

I bardzo dobrze, że do takich nie należała. Freddie z pewnością nie zniósł by ciągłej paplaniny typu "to źle, to niedobrze, to brzydko". Nie, nie.. On nie jest tego typu facetem, który tylko wysłuchuje takich bzdur potakując głową. Prędzej skoczyłby przez okno, albo uciekł w drugi kąt zamku, ostatecznie schowałby się w szafie. Chociaż najprawdopodobniej powiedziałby dziewczynie szczerze co o tym myśli doprowadzając ją przy tym do płaczu. Przykre? Ale prawdziwe. Oczywiście nie strzępi swojego języka na byle co i byle kogo. Ale raczej panienka Moon nie musi się jak na razie spodziewać ostrych słów ze strony Daughteriego. Chyba, że coś przeskrobie w jego oczach.
Kiedy zaczęła głaskać go po głowie i mówiąc zupełnie jak jego matka przyglądał się jej zdezorientowany unosząc obie brwi w zdziwieniu. -Mamo? - Powiedział niepewnie. Najpierw ona do niego ojciec, teraz on do niej matka.. Ich relacje były co najmniej dziwne. Też tak sądził, że żadna nuda nie groziła mu w towarzystwie Emily. Ale przecież człowiek zawsze chce się ubezpieczyć.
Na jej pytanie uniósł zaczepnie jedną z brwi i ani myślał cofnąć się o krok. To była walka na spojrzenia i kto pierwszy odwróci wzrok to przegra.
-Nie przesłyszałaś się. - Przymrużył oczy mówiąc zupełnie poważnym tonem, ale słysząc jej dźwięczny śmiech, jego usta mimowolnie drgnęły, a kąciki uniosły się w górę.
Kolejny raz zbiła go z tropu. Jak to miał nie wiedzieć gdzie idą? A po co to ukrywać? -Ee.. I zostawisz mnie potem w środku jakiegoś lasu i uciekniesz? A ja będę musiał przedzierać się przez chaszcze nawet nie wiedząc w którym kierunku zmierzam? - Sam opowiedział sobie historyjkę, którą często zaczynają się jakieś denne horrory. -Oh, jesteś okrutna. - Dodał po chwili jak typowy beznadziejny aktor w beznadziejnym filmie. Sztucznie.
- Co ty kombinujesz..?- Zapytał wodząc za nią wzrokiem, ale zanim zdążył podejrzeć jakaś chustka przysłoniła mu widok. -Tylko obiecaj, że nie przywiążesz mnie do jakiegoś drzewa, nie zgwałcisz i nie zdejmiesz wszystkich moich ubrań, a potem uciekniesz zostawiając mnie na pastwę losu. - Oczywiście nie wierzył, że coś takiego mogłaby zrobić. Ale zawsze lepiej zabezpieczyć każdą możliwość. W końcu skąd mógł wiedzieć, co takiej szalonej krukoneczce siedzi w głowie? Chwycił mocno jej dłoń i ruszył powoli za nią. Sprytnie zawiązała tak, że kompletnie nic nie widział. Od czasu do czasu kiedy się potknął przeklął pod nosem, ale w końcu nieustraszony gryfon niczego się nie boi? W końcu przystanęli, a Emily ściągnęła chustkę z jego oczu. Przez chwilę jego oczy wodziły po całym terenie, aż jego wzrok padł na stary tartak i mimowolnie lekki uśmiech wykwitł na jego widok. -Budzi wspomnienia.- Mruknął pod nosem. Zrobił parę kroków w przód i odwrócił się widząc, że Moon za nim nie podąża. -Co jest..? Chyba po to mnie tu przyprowadziłaś?- Zapytał z kpiącym uśmieszkiem na ustach. Nie czekając na nią ruszył prosto do wejścia tartaku.
avatar
Frederick Daughtery
Uczeń

Liczba postów : 19
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Birimngam

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Emily Moon on Nie 22 Maj - 19:45

Zaśmiała się usłyszawszy historyjkę z jego ust, jak to ona zabiera go do lasu i zostawia w nim. - żartujesz sobie? Wybuchnęła śmiechem. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby coś takiego zrobić. Jednak, jeśli by to zrobiła, pewnie by się doigrała i Gryfon w dość nietypowy sposób zemścił się na niej. Myślała, że sie przeslyszała, gdy powiedział, że boi sie, iż ona miałaby go zgwałcić, rozebrać, czy co tam innego zrobić. -proszę Cię, przestań. Nie mam co innego robić tylko Cię gwałcić? Z pewnością, gdybym tylko miała na to ochotę, by zrobić to z Tobą, zrobiłabym to. Odpowiedziała, jak gdyby nigdy nic i zaczęła go prowadzić na miejsce. Po jakimś czasie, kiedy to już ściągnęła z niego chustkę, czekała na jego reakcję. Budzi wspomnienia? To mało powiedziane. Tutaj wyżalali się sobie nawzajem. Oczywiście Emily musiała siłą z niego cokolwiek wyciągać, bo raczej jest typem skrytego w sobie chłopaczka. Tutaj dowiedziała się, że Freedie podkochuje się w starszej od siebie blondyneczce z Huffelpuffu, a Emily zwierzyła się mu, że bardzo lubi rówieśnika ze Slytherinu. Gadali o wszystkim i o niczym. Lubili przebywać ze sobą, jednak w jej głowie nadal krążyły myśli, dlaczego to wszystko tak właściwie dobiegło końca? Widząc Go podążającego w stronę tartaku, ruszyła za nim. Parę chwil później, znaleźli się na poddaszu. - Nic sie nie zmieniło. Powiedziała rozglądając się po pomieszczeniu. Rzuciła się na materace i rozłożyła się na nich. Leżała na plecach z zamkniętymi oczyma. - Kładź się. Uśmiechnęła się i czekała, aż ten położy się obok niej.
avatar
Emily Moon
Uczeń

Liczba postów : 25
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Frederick Daughtery on Nie 22 Maj - 20:03

Nie ogarniał. Czy ona na prawdę myślała, że on to gada wszystko na poważnie? Czy na prawdę uważała, że Freddie bałby się zostać sam w lesie i nie odnalazłby drogi z powrotem? To on mógł teraz powiedzieć 'żartujesz sobie?', że sam fakt, że pomyślała, że on mówi to całkiem poważnie przyszedł jej do głowy. Wywrócił teatralnie oczami. Ta roczna rozłąka chyba odzwyczaiła Emily od dosyć specyficznego poczucia humoru Freddiego. Na jej cały wyrzut o tym, że z pewnością daleka jest od gwałcenia Daughteriego - Freddie tylko uniósł obie brwi w zdziwieniu. -Ej.. Ems..Ja tylko żartowałem.- Powiedział nie udając zaskoczenia, że uwierzyła w to co mówi. Wzruszył lekko ramionami i poszedł za nią. Parę minut później znaleźli się pod tartakiem.
Ale podkreślam, że rzadko dało się z niego cokolwiek wyciągnąć. To raczej ona całymi godzinami opowiadała mu o wszystkim, zwierzała się itd. A z tą puchonką to kłamał. Rzeczywiście była dziewczyna, która mu się podobała.. o rok starsza. To by się zgadzało. Ale Emily tak się o nią dopytywała, a Freddie cały czas się upierał przy tym by jej nie mówić, więc w końcu powiedział jej o jakiejś puchonce, by ta dała mu wreszcie spokój. I wszyscy byli zadowoleni. Ale nie bierz tego do siebie. On tak z każdym.
Weszli wspólnie do środka. Nic się nie zmieniło. Miała rację. -Tylko deski bardziej skrzypią i jest więcej pajęczyn. - SKomentował z lekkim uśmiechem. Wywrócił oczami kiedy ta od razu rzuciła się na materace. To był rozkaz? Freddie nie wiedział wzruszył tylko ramionami i położył się obok niej. W zasadzie to prawie wisiał w powietrzu, bo krukonka rozwaliła się na prawie całej szerokości. Niech pamięta, że Freddie nie był już taki malutki. Bezczelnie i bez trudu zepchnął ją na niżej położony materac. Wyszczerzył tylko zęby w uroczym uśmiechu aniołka typu " co złego to nie ja"
avatar
Frederick Daughtery
Uczeń

Liczba postów : 19
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Birimngam

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Emily Moon on Nie 22 Maj - 20:18

Całe szczęście, że Emily nie miała żadnych problemów z mężczyznami. Od momentu, kiedy urwał się kontakt między krukonką, a gryfonem, odechciało jej się jakichkolwiek romansów. Jedynym jej kochankiem, a raczej kochankami były książki. Mogla siedzieć przy nich nocami i dniami, byle tylko nie musiec rozmawiać z kimś, z kim nie miałaby na to ochoty. Właściwie poza nim, nie miała nikogo komu mogłaby się wygadać. Przez ten rok była samotną duszyczką, którą uważali za skrytą, dziwną osóbkę, ale ona lubiła wypady w pojedynkę do lasu, całonocne łażenie po zamku. Może też przez to samotne chodzenie o każdej porze dnia i nocy, kiedy to dla innych była niewidzialne, widziała więcej niż inni. Wiedziała o każdym romansie w Hogwarcie, zdradach, rozstaniach, pierwszych pocalunkach, czy też kłótniach. Nie miała jednak z kim się nimi dzielić, zachowywała to dla siebie. Uczyła się przyzwoicie, z tego też powodu czasami przychodzili jacyś uczniowie by prosić ją o korepetycje. Ta zgadzała się, by sprawiać dobre wrażenie i pomagała im. Emilia sądziła przez ten cały czas, że Freedie był z nią szczery, jednak to była przykrywka? W sumie racja, kto by chciał szczerze porozmawiać z głupiutką, naiwną krukonką. - mi tam trochę kurzu nie przeszkadza. Stwierdziła, lecz doslownie chwilę po wypowiedzeniu tych słów kichnęła. Tak, to był rozkaz, lubiła być tą dominującą osóbką w towarzystwie, jeśli w ogóle się w takim znajdowała. Położył się na materac spychając ją na drugi, niższy. - musisz się tak rozpychać? Nie jesteś tutaj sam. Wytknęła koniuszek języka w jego stronę i poprawiła opadające kosmyki włosów na jej oczy. Uśmiechnęła się niczym maly potworek i wcisnęła się na jego materac, kładąc się na boku, obok niego. Oparła łokieć o materac, a głowę połozyła na dłoni i wpatrywała się w jego ślepka i ten charakteryzujący go uśmieszek. - Pierwsza ja bylam na nim, więc musisz się ze mną nim podzielić. Powiedziała z przepełniającą ją dumą w piersiach i poruszyła komicznie brwiami, wpatrując się w niego.
avatar
Emily Moon
Uczeń

Liczba postów : 25
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Frederick Daughtery on Nie 22 Maj - 20:38

I za pewne jej życie było przez to przyjemniejsze. W końcu zero chłopaków, zero problemów jak to się mawia w żeńskiej części społeczeństwa. Odechciało się jej romansów. To tak zabrzmiało jakby coś więcej nimi było, a z tego co "pamiętam" to pomiędzy tą dwójką była wyłącznie przyjaźń. Znaczy pewnie źle to interpretuję, ale tak to dla mnie brzmiało. Gdyby Freddie wiedział, że Emily ostatni rok spędziła tak samotnie pewnie poświęciłby się i od czasu do czasu mógł tu z nią przychodzić by ta przelewała wszystkie swoje troski, radości, smutki na niego. On zazwyczaj żalił się swojemu szczurowi - Barney'owi. Ale i tak rzadko. Był to dobry kumpel. Nigdy nie narzekał i zawsze wysłuchał. Człowiekowi więcej do szczęścia nie potrzeba, a raczej Freddiemu.
Jak mówiłem, nie bierz tego do siebie. Nie chodzi o naiwną krukoneczkę, bo poza tym Daughtery nie miał jej za naiwną. Tu chodziło wyłącznie o niego, o jego naturę, która była taka, a nie inna. Freddie nie wyobrażał sobie Emily jako korepetytorki, w końcu ten jej wybuchowy charakterek..
-Właśnie widzę.- Skomentował z lekkim rozbawieniem kiedy dziewczyna kichnęła, a przed chwilą zapierała się, że kurz jej nie przeszkadza. Jemu brud w ogóle nie przeszkadzał. Nie był pedantem, który na widok małej plami na bluzce krzyczy i płacze. Ale, żeby wszystko było jasne brudasem też nie był. P prostu nie przeszkadzała mu kwestia ubrudzenia się, kiedy wiedział, że gdzieś na niego czeka ciepły prysznic, a małe skrzaty zadbają o jego brudne rzeczy.
-Muszę. - Powiedział zgodnie ze swoim przekonaniem. Zresztą w jego mniemaniu to ona się wcześniej rozepchała zostawiając mu tylko 1/3 materaca, na której on z pewnością wygodnie się nie ułoży. Freddie wywrócił oczami kiedy wróciła na 'jego' materac. Jak ułożyła się na boku to w sumie mu nie przeszkadzała. - Nie lubię się dzielić. - Skomentował unosząc leniwie jedną z brwi. Na jego ustach błądził ledwie zauważalny uśmieszek. Powolutku zaczął przesuwać się w jej stronę i ponownie, ale tym razem miarowo spychał ją z materaca.
avatar
Frederick Daughtery
Uczeń

Liczba postów : 19
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Birimngam

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Emily Moon on Nie 22 Maj - 20:55

hmmm, Emily też traktowała to co było między nimi jako przyjaźń. Zabrzmialo to tak jak zabrzmiało, jednak on wiedział, że był jej najlepszym przyjacielem, którego straciła w mgnieniu oka. Teraz, jak się zobaczyli po dość długim okresem " rozłąki " można by rzecz, że czasami panowała między nimi chemia. Jednak, to ze względu na to, że tak się zmienili. On wyprzystojniał, Ona wyladniała i dostała kobiecych kształtów, które próbowała trochę zakryć. Nie należała do tych dziewczyn, które się chwalą swoim biustem, czy też szczupłymi nogami, nosząc przykrótkie spódniczki. Emily rozumiała to, że on musiał zająć się własnymi sprawami, przynajmniej podciagnęła się w nauce, stala się bardziej samodzielna. Zaśmiała się. - oj, dobra. Każdemu może się zdarzyć, tak? Wymamrotała z rozbawieniem. Jej też nie przeszkadzał bałagan, w swoim pokoju caly czas lezały wszędzie rozrzucone rzeczy, a nawet zeszyty. Kochała ten swój artystyczny nieład, potrafiła się w nim doskonale odnaleźć. Z pewnością, gdyby ktoś posprzątał w nim, czułaby się nieswojo, aczkolwiek dbała bardzo o swój wygląd. Chciała w każdej chwili wyglądać, na tyle atrakcyjny, by nikt jej nie wyśmiał. Obserwowała, co też ten uparty gryfon, chce jej zrobić. Tak, nie chce jej na "swoim materacu". Spięła się trochę i popchnęła go leciutko. - ejejej. Cwaniaczku. Wiedz, że nie zejdę z tego materacu. Poruszyła cwaniacko brwiami, podniosła się z materaca. Chwilę później, przełożyła lewą nogę przez niego i usiadła na nim okrakiem. Zaczęła go łaskotać, śmiejąc się sama do siebie. Po chwili chwyciła jego nadgarstki. - zdajesz sobie sprawę z tego, że teraz jestes uwięziony w moich sidłach? Wyszczerzyła swoje snieżnobiałe ząbki w uśmieszku i patrzyła w jego tęczówki. Tak, jak juz wcześniej wspominałam, Emily kochała dominować.
avatar
Emily Moon
Uczeń

Liczba postów : 25
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Frederick Daughtery on Nie 22 Maj - 21:13

Więc trzeba ich stosunki trochę nareperować. W końcu Freddie nie pozwoli by Emily tak jak on gadała do swojego zwierzaka. Tylko Daughtery miał na to zezwolenie. A co do tej chemii. To w sumie się zgadzam. Emily wcale nie musiała pokazywać dekoltu czy tam nosić jakieś przykrótkie mini by faceci się za nią odwracali. W opinii Freddiego, była to bardzo atrakcyjna dziewczyna, a, że Daughtery znany jest z dobrego gustu, to sądził, że większość osobników płci męskiej w szkole uważa tak jak on. A spędziła rok samotnie, bo za pewnie wszyscy faceci uważają ją za trudną do zdobycia. A czy to prawda czy nie, już nie mnie osądzać. -Nie. - Odpowiedział z lekkim rozbawieniem. Oczywiście, że miała rację, ale ile przyjemności w zgadzaniu się przez cały czas?
Co do porządku, to czy jakikolwiek artysta ma u siebie porządek? Szczerze wątpię. A co do Freddiego, to jego część w dormitorium zawsze była jako tako ogarnięta. Nie lśniło, ale nie walały się po jego łóżku brudne skarpetki czy zapleśniałe opakowania po jakiś jogurtach jak u niektórych kumpli z pokoju.
Czemu ktoś chciałby ją wyśmiewać? Fakt, faktem gryfon był uparty. Tak łatwo jej nie pójdzie. Chyba, że dla swojego spokoju Freddie odstąpi jej trochę miejsca.
Parsknął tylko pod nosem kiedy zadeklarowała, że nie zejdzie z tego materaca. Czy ona na prawdę myślała, że z nim wygra? Kiedyś..może miała jakieś szanse. Ale nie teraz kiedy Freddie nabrał trochę masy mięśniowej. Poza tym on miał prawie 190 wzrostu. A ona? Zmarszczył czoło przyglądając się co to diabelskie stworzenie planuje, a chwilę potem poczuł jej ciężar na swoim brzuchu. Nienawidził łaskotek, ale zniósł te tortury godnie, jednak wyrywał się-to był mimowolny odruch. zdajesz sobie sprawę z tego, że teraz jestes uwięziony w moich sidłach? - Tym razem to on parsknął głośno śmiechem. Chciałoby się rzec 'oł rili?'. - Nie kpij ze mnie dziewczynko.- Specjalnie podkreślił dziewczynko, by ta poczuła się jeszcze mniejszą niż w rzeczywistości była. Freddie praktycznie bez trudu wyrwał swoje nadgarstki, a potem przewrócił ją na bok. Sam ruszył tyłek i wstał, a potem złapał ją w pasie i przerzucił sobie jej wątłe ciałko przez ramię i bez skrupułów 'wyrzucił ją za drzwi tartaku'. Oczywiście postawił ją poza posesją, a sam wrócił do środka prowizorycznie zamykając drzwi za sobą. Tym razem spokojnie wrócił i położył się na materacu śmiejąc się pod nosem.
avatar
Frederick Daughtery
Uczeń

Liczba postów : 19
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Birimngam

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Emily Moon on Nie 22 Maj - 21:30

W sumie to miała okazję by być, z niejakim puchonem czy ślizgonem, jednak dostrzegła ich zamiary w mgnieniu oka. Myśleli, że uda im się nią zabawić i potem dla hecy z nią troszkę pochodzić, ale ona nie należała do tych, od razu ich spławiła. Może dlatego była trochę nieufna do płci przeciwnej? Uparciuch był z niego okropny. Trzymał się swojego i przy tym pozostawał. Ona też nie była uległa, musiala zawsze postawić na swoje. Nie zbaczając na to co gryfon ma do powiedzenia, zawsze jej slowo musiało być ważniejsze. Prawda, była nieco, no dobra, bardziej drobniejsza od niego, jednak nie była taka niziutka. Mierzyła sobie 173 cm wzrostu i miała znaczną niedowagę, pomimo tego, że wpieprzała tyle ile się dało. Jednak z jej punktu widzenia, Freddie wydawał się być potężnym mężczyzną. - nie kpię z Ciebie, chłoptasiu. odegrała się tym samym, lecz w mgnieniu oka, poczuła jego ręce na swoich biodrach, a chwilę później znajdywała się poza posesją. " jaja sobie robisz?" pomyślała i przeklęła pod nosem. Jak on tak mógł? Zostawić mnie tam samą na pastwę losu. No dobra, może trochę podkoloryzowała, ale tak sobie pomyślała. Postanowiła wejść z powrotem do środka. - głuptasie, nie rób więcej takich rzeczy. Powiedziała z poważnym wyrazem twarzy i opuściła głowę w dół, by ukryć rozbawienie na jej twarzy, bo po chwili zdała sobie sprawę z tego, jak to komicznie musiało wyglądać. Niby to romantyczna scenka, ona na nim, a po chwili on "wyrzuca" ją za drzwi. - a co jeśli ktoś by mnie porwał? miałbyś mnie potem na sumieniu. Nawiedzałabym Cię w snach, nie próżnuję. Usiadła obok niego, smiejąc się i pstryknęła go w ten jego zadziorny nosek. - a teraz Freduś, ładnie, ale to ładnie mnie przeproś. Uśmiechnęla się cwaniacko i oczekiwała na jego przeprosiny. Mimo tego, że przed chwilą wystawil ją za drzwi, nie potrafiła być na niego zła. Był taką pozytywna osobowością, że nie potrafiła się na niego gniewać, aczkolwiek kochała się z nim droczyć.
avatar
Emily Moon
Uczeń

Liczba postów : 25
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Frederick Daughtery on Nie 22 Maj - 21:58

I tutaj potwierdza się moja teoria, że Emily Moon nie jest naiwną dziewczyną.
Była nieufna wobec płci przeciwnej, ale jakoś Freddiemu ufała. A w sumie nie powinna. W końcu przez cały rok mógł się diametralnie zmienić i skąd mogła wiedzieć, że nie chce postąpić jak ten ślizgon i puchon? Nigdy nie mogła być pewna. No dobra.. może fakt, że kiedy leżała na nim on wyrzucił ją za drzwi trochę o tym świadczy. Jednak ona nie znała wszystkich pobudek, które skierowały go ku temu. Freddie nie chciał zrobić czegoś głupiego. Za bardzo cenił ją jako 'przyjaciółkę'. Jak już mówiłem, Daughtery się nie wiąże z nikim. I nie chciał by przez jakiś głupi incydent zawiązała się między nimi nić nieporozumienia. Co oczywiście nie świadczyło o tym, że nie miał ochoty na trochę więcej. Szczególnie w tym miejscu, gdzie wspomnienia wręcz go przytłaczały. - nie kpię z Ciebie, chłoptasiu - Uniósł zaczepnie jedną z brwi. - Jak możesz kłamać mi prosto w oczy - Skomentował kręcąc przy tym głową z dezaprobatą. Na jego ustach wciąż zarysowywał się prawie niedostrzegalny uśmieszek. Cóż.. Freddie był specyficznym człowieczkiem. I nie..Nie robił sobie jaj. We Freddim nie znajdziesz krzty romantyzmu, nawet gdybyś podsunęła mu go pod nos. O ile można było go wcześniej uprzedmiotowić. głuptasie, nie rób więcej takich rzeczy - Leniwie podniósł się na łokciach kiedy z powrotem weszła. Uniósł jeden z kącików ust przyglądając się brunetce z rozbawieniem. -A nie będziesz się rozpychać? - Skomentował mrużąc delikatnie oczy, które wodziły właśnie za sylwetką Emily.
Na jej wywód o tym, że ktoś może ją porwać itd wywrócił teatralnie oczami. - Kto niby miałby Cię porwać? Nie dramatyzuj. - Tym razem to ona stroniła sobie z niego żarty, zupełnie tak jak Freddie wcześniej mówiąc, że Emily przywiąże go do drzewa itd. Zrobił kwaśną minę kiedy pstryknęła go w nos. Jakoś nie czuł się jak uroczy szczeniaczek, a zupełnie teraz go tak traktowała. Głuptasie, pstryczek w nosek, Freduś. - Jak przestaniesz gadać jak dziecko. - Powiedział unosząc przy tym jedną z brwi, a usta rozciągnął w cwaniackim uśmieszku. Oczywiście nie obiecał, że ją przeprosi. Wywrócił tylko oczami.

avatar
Frederick Daughtery
Uczeń

Liczba postów : 19
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Birimngam

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Emily Moon on Nie 22 Maj - 22:10

Pomimo tego, że oboje momentami mieli ochotę na coś więcej, zważając na swój rozsądek woleli nie przekraczać granic możliwości. Emily wolała być kimś bliskim dla niego, a nie chwilą rozkoszy, przyjemności, a potem odrzucona gdzieś na bok. Mógł to robić z innymi uczennicami z ich szkoły. Wiedziała, że im by sie nie oparł. W końcu z nimi nie musi rozmawiać godzinami, czy też im sie żalić, wystarczy, że zrobi " swoje " i po sprawie. - ale ja Ci nie kłamię prosto w oczy, jakbym śmiała? Spojrzała w jego oczy i parsknęła głupim śmiechem. Z pewnością, w gryfonie, dałoby się znaleźć krztę romantyzmu, gdyby tylko znalazł tą osobę, przed którą w stu procentach chciałby się otworzyć i zaufać. - nie dramatyzuje. Odparła. W końcu jeszcze nie tak dawno to on jej jeczał, że nie chce zostać porzucony w lesie na pastwę nie wiadomo czego. - I nie będę się rozpychać, obiecuję. Nawet usiądę na innym materacu, żeby nie zabierać Ci Twojej przestrzeni. usiadła na najdalej znajdującym sie materacu, od niego. W końcu, nie rozpychałaby się, więc nie miał prawa się jej o nic czepiać. - Dobrze, proszę pana. Przestanę. Już nie będę tak się do Ciebie zwracać Fredericku. Wypowiedziała to z grobową miną, nie lubiła zbytnio zwracać się do niego jego pełnym imieniem, brzmiało to zbyt poważnie, ale skoro tak chciał, niech będzie. - nie zapomniałeś czegoś? uniosła ku góry jedną brew i patrzyła się na niego. Doskonale wiedziała, że nie przeprosi jej dopóki nie powtórzy, zostało jej tylko czekać.
avatar
Emily Moon
Uczeń

Liczba postów : 25
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Frederick Daughtery on Nie 22 Maj - 22:30

Jednak nigdy nie możesz być pewna tego, że sama przyjaźń im wystarczy. W końcu pewnego dnia mogą się obudzić i zapragnąć czegoś więcej. A potem dojdzie do czegoś między nimi, co wykracza poza normy przyjaźni .. i co wtedy. No właśnie tego obawiał się Freddie. Ale zresztą nikt nie będzie teraz tego rozpatrywać. Nigdy przecież nie wiadomo jak potoczy się życie. Więc nie zgłębiajmy się nad tym.
Wiedziała, że im by sie nie oparł - Nie, nie, nie. To nie na tej zasadzie. Z pewnością Freddie nie tyka wszystkiego co się rusza i jakoś nie wydaje mi się, żeby miał problem przed odparciem uroku jakiejś dziewczyny. Źle zrozumiałaś to co napisałem. On ma swoje potrzeby, ale nie kieruje się nimi w życiu. Nie myśli dolną częścią swojego ciała. Słowo 'player, playboy" to zdecydowanie za dużo w jego przypadku. ale ja Ci nie kłamię prosto w oczy, jakbym śmiała? - Zmrużył oczy taksując ją wzrokiem. -No właśnie nie wiem jakbyś śmiała.- Powiedział nazbyt poważnie, a słysząc jej śmiech sam uśmiechnął się lekko wywracając przy tym oczami. Więc dla sprostowania. Jak do tej pory w gryfonie nie odnaleziono krzty romantyzmu. Ich dramatyzowanie było 'na niby'.
Kiedy obiecała, że nie będzie się rozpychać przyjrzał się jej z niemałym zdziwieniem. Gdzie podziała się waleczna, stanowcza i uparta Emily? - Od kiedyś ty taka potulna i grzeczna? - Zapytał z rozbawieniem, wciąż nie wierząc, że te słowa na prawdę padły z jej ust.
Dobrze, proszę pana. Przestanę. Już nie będę tak się do Ciebie zwracać Fredericku - Ponownie kwaśnie się uśmiechnął. Może i nie mówiła jak dziecko, ale teraz zachowywała się jak dziecko. Wywrócił któryś raz z kolei oczami. Bardzo nie lubił jak zwracano się do niego pełnym imieniem. Dokładnie..to go kompletnie postarzało i brzmiało zbyt poważnie. Na jej pytanie tylko delikatnie uniósł oba kąciki ust. W związku z tym, że Emily była już grzeczna i słuchała się gryfona, poza tym doskonale wiedział, że teraz nie będzie się przepychać - przesunął się trochę na materacu i poklepał miejsce obok siebie. -Chodź do mnie. - Dodał po chwili i tym razem na jego ustach pojawił się łagodny półuśmiech.

avatar
Frederick Daughtery
Uczeń

Liczba postów : 19
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Birimngam

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Emily Moon on Nie 22 Maj - 22:46

Jeśli cokolwiek miałoby się miedzy nimi wydarzyć, musiało to przyjść samo z siebie, bez żadnego rozpatrywania co by było, gdyby. Pozostawmy to chwili, kiedy się jej poddają, to wtedy będzie można nad tym rozmyślać. Hmm, może i nie tykał wszystkiego co się rusza, ale z tego co Emily słyszy, to Freddie ma bardzo duże branie u nas w szkole. Nie raz słyszała jak w toalecie dziewczyny popiskiwały wykłócając się, który to z chłopców w Hogwarcie jest najprzystojniejszy i najsłodszy. Z tego drugiego, Emilii smiać się chciało. Otóż miał swój urok, ale jeszcze nigdy nie widziała go, albo nie zauważyła słodkiego Fredusia. Od kiedy jestem taka grzeczna i potulna? Od teraz. Wzruszyła ramionami, patrząc na chłopaka. Emily w jednej chwili potrafiła zmieniać się. Tak jakby miała pokerową twarz. Dla jednej osoby potrafila, być strasznie milusia, jednak po chwili, gdy coś jej nie pasowało, tak, mogła być opryskliwa. Widząc jego wyraz twarzy, gdy wypowiedziała jego pełne imię, była pewna siebie i swojego celu. Doskonale wiedziała, że On nie lubi gdy się tak do niego zwraca, więc się usmiechnęła pod noskiem. Zobaczyła, jak poklepał miejsce obok siebie i zaprosił ją by usiadła obok niego. Z początku przymrużyla lekko oczy i przygryzla delikatnie dolną wargę, zastanawiając się, czy ten niczego nie kombinuje, czy to nie jest jakiś cwaniacki plan z jego strony, jednak zaryzykowała i ruszyła w jego stronę. Po chwili siedziała tuż obok niego. - Spokojnie, niczego złego Ci nie zrobię, nie skrzywdzę Cię, nie będę się rozpychała i nie usiądę na tobie okrakiem. Zaśmiała się, ponieważ czuła się jak jakaś psychopatka, której On panicznie się boi, jednak wiedziała, że On się zgrywa, i cały czas ma ją za normalną osóbkę, z której czasami może się pośmiać i podroczyć.
avatar
Emily Moon
Uczeń

Liczba postów : 25
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Frederick Daughtery on Nie 22 Maj - 23:06

Dokładnie. Będzie co ma być i tyle.
Tak? To bardzo ciekawe. On z przyjemnością posłuchałby sobie trochę na swój temat. Najsłodszy? Hah. O nie. Freddie najsłodszy. Ale to nawet nie pasuje! Może i z wyglądu z tymi blond włosami i błękitnymi oczami przypominał aniołka i dlatego podpinano go pod ḱategorię "słodki", ale chyba osoba, która tak o nim mówi w życiu z nim nie rozmawiała. On nigdy nie był.. słodki. Czasem potrafił zachować się hm. już bardziej pasuje tu słowo uroczo. Ale to zdarzało mu się rzadko i takie zachowanie zarezerwowane było tylko dla wybranych. Zresztą nie piszmy już o nim, bo jeszcze popadnie w samouwielbienie, a tego nikt by nie chciał. Przyglądał się jej cały czas podejrzliwie, jakby wierząc, że ta potulna i grzeczna strona to tylko przykrywka, a zaraz pokaże się w istocie prawdziwy diabeł i jeszcze załaskocze go na śmierć. Z nią to nigdy nic nie wiadomo.
-Niech Ci będzie. - Skomentował krótko rozluźniając się bardziej. Cóż. jej zapewnienia go przekonały dlatego przestał patrzeć się na nią jak na jakiegoś złoczyńce, który nie ujawnił jeszcze swojej ciemnej strony. Jak wiadomo wszystko było w żartach. Widząc jej minę kiedy poklepał miejsce obok siebie po prostu się zaśmiał. Nie tylko on był taki podejrzliwy. -Okeej. Rozejm. Bez żadnych sztuczek. -Podniósł obie dłonie w górę w geście porozumienia - rozejmu. Nie. Nic nie kombinował. W końcu jednak usiadła obok niego, co on skomentował uroczym, nie słodkim uśmiechem. -Wierzę, wierzę.. -Powiedział rozbawiony i wywrócił oczami. Dobra. koniec zapewnień że obydwoje nie mają dziwnych pomysłów. Przez długi czas obserwował ją bez słowa z lekkim uśmiechem na ustach. Aż musiał podnieść się na łokciach do pozycji prawie siedzącej, opierając plecy o ścianę. Przekręcił lekko głowę by lepiej się jej przyjrzeć. - Przez ostatni rok prawie nie mieliśmy kontaktu..- Stwierdził zamyślony mrużąc lekko oczy. - Dużo masz do opowiadania? Bo nie wiem czy dam radę wytrzymać.- Dodał po chwili z rozbawieniem.
avatar
Frederick Daughtery
Uczeń

Liczba postów : 19
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Birimngam

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Emily Moon on Pon 23 Maj - 10:17

Racja. Freedie nie wydawał się być słodkim chłoptasiem, który, by obsypywał dziewczynę, nie wiadomo jak ckliwymi komplementami. Jego zachowanie było urocze, choć Emily częściej dostrzegała tą jego cwaniacką stronę, która chce jak najczęściej się z nią droczyć i dogryzać jej. To jej zachowanie nie było przykrywką, po prostu już nie miała pomysłów, jak mogłaby go zgładzić, że tak powiem. W końcu jest od niej wyższy, a co najważniejsze silniejszy. Może wcześniej, kiedy to był cherlawym chłopczykiem, mogłaby się z nim po siłować, teraz nie chciała nawet próbować, bo mogło to się zakończyć ponownym wylądowaniem za drzwi tartaku. Freedie miałby popaść w samouwielbienie? Nie, to chyba mu nie groziło. Jakby zaczęła mu uderzać woda sodowa do głowy, to Emilka zadbała, by o to, aby mu się odwidziało.Siedząc na materacu przyglądała mu się nieufnie, jakby myślała, że coś kombinuje, byle tylko ją podejść i zrobić jakiś niecny krok w jej kierunku. Rozejm? Chyba musiała na tym przystać, bo i tak by z nim przegrała. Kiedy usiadła obok niego, przyglądała mu się nieufnie, jednak po chwili się rozluźniła i wrzuciła na luz. Przysunęła się do niego i oparła się o ścianę, starego tartaku. Strasznie często się jej przyglądał, Ona jemu również. Może oboje nadal nie mogli uwierzyć, że się tutaj znajdują, we dwójkę? Chcieli się sobą nacieszyć? - Tak, w sumie to nie wiem czemu. Wzruszyła beztrosko ramionami i spojrzała w jego błękitne tęczówki. W jej oczach nie było już iskierek radości, tylko przepełniający je smutek. Brakowało jej Go, jednak, żeby nie wzbudzać, żadnych podejrzeń, jaki to On był dla niej ważny, uśmiechnęła się promiennie i rzuciła. - Jeszcze chcesz mnie słuchać? Nie przetrwasz tego. Mam tyle do opowiedzenia, że za głowę byś się złapał. Roześmiała się. W sumie to nie miała, aż tyle do opowiadania. No może tylko to jakie rzeczy dzieją się w szkole, bo o sobie żadnej rewelacyjnej historyjki opowiedzieć by nie mogła. Chyba, że dla niego opowiastka o tym, jak przez ostatni rok siedziała praktycznie cały czas z nosem w książkach, łaziła wszędzie sama, czy też jak bardzo była podekscytowana tym, że biust jej urósł i dostała kobiecych kształtów, byłoby to dla niego bardzo ekscytujące, ale mniejsza. O sobie raczej nie chciała mówić, bo by ją wyśmiał. - a może Ty masz mi coś do opowiedzenia? Zapewne Twoje życie przez ostatni rok się diametralnie zmieniło i wydarzyło się bardzo dużo ciekawych rzeczy. Zadając to pytanie, przyglądała mu się i zastanawiała nad tym co powie. Może ostatni rok w Hogwarcie był dla niego o wiele lepszym, niż wtedy, kiedy się przyjaźnili? Nie musiał przejmować się swoją małą przyjaciółeczką, nie musiał wysłuchiwać jej żalów, nie musiał wstawać późno w nocy, by iść z nią na wieżę. Czy tak na prawdę myślał?
avatar
Emily Moon
Uczeń

Liczba postów : 25
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Frederick Daughtery on Wto 24 Maj - 22:05

Też mi się nie wydaje by chłopak był postrzegany jako ten "słodziutki" pomimo może i swojego zwodzącego wyglądu aniołka. Zresztą zawsze od małego mu powtarzano, że wygląda jak mały cherubinek. Co doprowadzało go zwykle do szału.
I wyszło na to, że Emilka dobrze go zna, wiedząc, że woli dogryzać i droczyć się z nią niż czarować swoim wyimaginowanym wdziękiem.
Jakby skończyła się ich "walka"? Nie sądzę, żeby Freddie po raz drugi wywalił ją za drzwi. Ale jak nie spróbujesz to nigdy się nie przekonasz.
Również nie sądzę by mu odbiła woda sodowa, ale w razie czego krukoneczka go zbawi, co nie?
Tak, w sumie to nie wiem czemu - On też nie miał pojęcia czemu tak to wszystko się rozpadło. Hm. chyba po prostu każdy poszedł wtedy swoją ścieżką.
-Nie musisz mi tego mówić, bo sam nie wiem. - Skomentował krótko również wzruszając ramionami. Zauważył jej smutny wzrok i westchnął pod nosem. -Najważniejsze, że siedzimy tutaj. Nie rozpamiętujmy więc tego co było. - Dodał po chwili uśmiechając się do niej pokrzepiająco. W końcu chyba wszystko szło w dobrym kierunku? W sensie w kierunku do odnowienia ich przyjaźni. Znaczy Freddie tak sądził. I chyba się nie mylił w tej kwestii.
Mam tyle do opowiedzenia, że za głowę byś się złapał. Przyjrzał się jej z rozbawieniem, a potem wywrócił oczami. -Jestem twardy. Dam radę.- Odparł dumnie, godnie wypinając pierś do przodu jak prawdziwy gryfon.
W sumie to o tym biuście i innych kształtach chętnie by posłuchał xD
Kiedy zapytała czy może on coś ma jej do powiedzenia na jego wpłynął szelmowski uśmieszek. -Nic nadzwyczajnego i nic ciekawego o czym warto by zaśmiecać twoją śliczną główkę. - Skomentował z lekkim rozbawieniem. W zasadzie było to prawie zgodne z prawdą. Ale o niektórych rzeczach po prostu się nie rozmawia.
-Poza tym.. -Spojrzał się na nią podejrzliwie mrużąc lekko oczy. -Skąd ta pewność, że moje życie diametralnie się zmieniło? - Uniósł obie brwi pytająco. W końcu czemu była tego taka pewna. W zasadzie to zabrzmiało trochę jakby słyszała co nieco na jego temat. Ale przecież mógł się mylić.
avatar
Frederick Daughtery
Uczeń

Liczba postów : 19
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Birimngam

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Emily Moon on Sro 25 Maj - 22:51

W sumie racja, nie warto rozpamiętywać tego, co się wydarzyło, ważne co jest teraz, co dzieje się w danej chwili. Własciwie to skąd Emily miała pewność, że nie wyrzuci jej za drzwi? Był nieprzewidywalny. Innych potrafiła szybko rozgryźć, ale nie jego. Był zamknięty w sobie, jednak miała nadzieje, że w końcu się przed nią całkowicie otworzy. Podejdzie i sam zacznie mówić o swoim życiu, problemach, przemyśleniach, a nie jak to ona ma w zwyczaju, wypytywać go o wszystko. Uśmiechając się, przysunęła się do niego i oparła głowę o jego ramię. Miała w nim oparcie. W tej chwili była pewna, że to się nie rozpadnie jak kiedyś. Będzie tak jak dawniej. - tak, racja. Najważniejsze co się dzieje teraz. Nie jestem pewna, czy Freddie chciałby posłuchać wszystkich problemów i uciech dojrzewania Emily No, może tylko w kwestii krągłości i biustu. - jesteś twardy powiadasz? Przechyliła lekko głowę, by móc na jego spojrzeć, lekko przymrużyła oczy i się zaśmiała. Była pewna, że On tego nie wytrzyma. W końcu jaki facet chciałby słuchać non stop, o różnych romansach, zerwaniach, szlabanach i innych sprawach? Zanudziło by go to na śmierć. Może by na dodatek pomyślał, że Emily jest jakąś plotkarą, która nic tylko by rozgadywała co się dzieje na terenie szkoły. - Ja Cię mogę zapewnić, że nie jesteś. Zachichotała pod noskiem i wytknęła koniuszek języka w jego stronę. Nic nadzwyczajnego nie działo się podczas ostatniego roku? Nie nie nie, coś tu nie pasowało jej. W końcu ciągle widziała go z jakimś towarzystwem, ciągle widziała dziewczyny uganiające się za nim. Wydawał się być najszczęśliwszym chłopakiem, kiedy nie było przy jego boku Emily. Ona stała się szarą myszką, a On tak jakby duszą towarzystwa. Jej oczyma oczywiście. - No bo, tak mi się wydaje. Mam dziwne wrażenie, że coś się stało. Coś przez co się tak zmieniłeś. Coś, przez co nie rozmawialiśmy ze sobą tak długo. Coś, przez co jesteś taki tajemniczy. Wpatrywała się przez ten cały czas w jego niebieskie tęczówki, by móc utrzymać kontakt wzrokowy i pokazać, że to nie są żarty. Chciała wyciągnąć od niego o co tutaj do jasnej cholery chodzi. Dlaczego z dnia na dzień, z jej najlepszego przyjaciela, stał się chłopakiem, który nawet na przerwie, banalnego " cześć " nie rzucił. Chwyciła go za rękę i powiedziała. - Proszę Cię, powiedz mi o co w tym wszystkim chodzi. Nie odrywała od niego wzroku. Może teraz wszystko się wyjaśni? Miała taką nadzieję.
avatar
Emily Moon
Uczeń

Liczba postów : 25
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Frederick Daughtery on Nie 29 Maj - 19:00

Wybacz, że tyle to trwało, ale w między czasie miałem dużo do roboty plus cała środa bez neta. A piątek i sobota imprezy... Więc sama rozumiesz. ;p

Fakt nie mogła wiedzieć czy kolejny raz nie wyrzuciłby ją za drzwi. Zazwyczaj trudno było przewidzieć jego zachowanie. Toteż się nie dziwię.
Co do twojej nadziei o tym, że nagle Freddie otworzy się przed nią i zacznie sam z siebie się jej zwierzać.. cóż byłoby to bardzo trudne do zrealizowania, ale przecież nic nie jest niemożliwe. Ale zajmie to pewnie jeszcze dużo czasu. Więc lepiej niech Emily nie oczekuje dużo od niego, by się potem nie zawiodła.
- jesteś twardy powiadasz? - Uniósł obie brwi w zapytaniu zdziwiony faktem, że dziewczyna ma jakieś wątpliwości. -A nie? - Odpowiedział mrużąc nieznacznie oczy, a między jego brwiami pojawiła się zmarszczka. To za kogo ona go miała? Za jakiegoś strachliwego chłopaczka, który boi się własnego cienia i nie może wytrzymać widoku krwi? Słysząc jej chichot wywrócił teatralnie oczami, a kąciki jego ust wywinęły się w nikłym uśmieszku. -Próbować możesz.. - Odpowiedział pewnym siebie tonem.
Wydawał się być najszczęśliwszym chłopakiem, kiedy nie było przy jego boku Emily. ?? To chyba panna Moon powinna sobie kupić okularki ; PP Bo zupełnie nie zgodzę się z tym twierdzeniem. Po prostu jego tryb życia się trochę zmienił. I fakt, że nie był już taki zupełnie niewidzialny jak kiedyś. Ale czy to spowodowało, że czuł się bardziej szczęśliwy niż wcześniej? Nie sądzę. On nie potrzebuje tłumu, sławy i innych tego typu rzeczy. To kompletnie nie było dla niego ważne.
No bo, tak mi się wydaje. Mam dziwne wrażenie, że coś się stało. Coś przez co się tak zmieniłeś. Coś, przez co nie rozmawialiśmy ze sobą tak długo. Coś, przez co jesteś taki tajemniczy. - Przyglądał się jej ze zdziwieniem przez długi czas, aż głośno się zaśmiał. Nie był to żaden z jego szyderczych śmiechów czy coś w tym stylu. Nie chciał jej urazić, po prostu go rozśmieszyła. Tylko czysty, dźwięczny śmiech spowodowany czystym rozbawieniem.
- Wybacz.. - Zrobiło mi się tak jakby głupio, bo w końcu ona mówiła to zupełnie poważnie. Uśmiechnął się do niej łagodnie jak do dziecka, któremu tłumaczy się jakieś oczywiste,aczkolwiek dla niego nie jasne - rzeczy/sprawy. -Psychologiem byś nie została.. - Skomentował rozbawiony, kręcąc ze zwątpieniem głową. - Ems.. nic konkretnego się nie stało. Po prostu.. tak jakoś wyszło, a nasze drogi trochę się rozeszły. I tyle. - Powiedział wzruszając przy tym ramionami. Sam nie mógł dopatrzeć się jakiegoś konkretnego powodu ich rozłąki.
Dlaczego z dnia na dzień, z jej najlepszego przyjaciela, stał się chłopakiem, który nawet na przerwie, banalnego " cześć " nie rzucił.
Nie .. takiej opcji na pewno nie było, żeby się z nią nawet nie przywitał. Freddie o swoich przyjaciół, bądź byłych przyjaciół dba i zawsze dbał i z pewnością specjalnie ich nie olewał. Więc nie róbmy z niego takiego złego kolesia i nie zwalajmy na niego wszystkiego. Bo wina leżała po obu stronach na pewno.
Proszę Cię, powiedz mi o co w tym wszystkim chodzi - Gdyby on sam wiedział. Wzruszył leniwie ramionami i żeby nie zostawić tego bez komentarza, jakby mu nie zależało uśmiechnął się Emily ciepło. Potem nastały dwie minuty ciszy w których to wlepiali spojrzenia w podłogę. -No to co.. sprawdzisz jaki to nie jestem twardy? - To było z pewnością wyzwanie. Przez następne dobre 2h Emily sprawdzała cierpliwość i umiejętność słuchania Freddiego. Sam wtrącił od czasu do czasu jakieś ogólnikowe rzeczy, które działy się podczas ostatniego roku, ale nie było to nic istotnego. Nie wyciągnęła z niego żadnych ciekawszych rzeczy. Bo w zasadzie nic strasznie interesującego przez ten rok się nie działo.
Za to on nie musiał ciągnąć jej za język by ze szczegółami opowiedziała mu dokładnie o wszystkim. Potem ściemniło się i oboje uznali, że czas rozejść się do pokoi. Także wspólnie ruszyli do zamku, a potem każde z nich poszło w swoją stronę.
avatar
Frederick Daughtery
Uczeń

Liczba postów : 19
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Birimngam

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Shira Abshire on Czw 28 Cze - 0:43

Ona tak jak boa, owija się dookoła.
To był już jej trzeci papieros. Minęła godzina, obok szkolnej torby stała do połowy opróżniona butelka ognistej whiskey. Jej ulubionego alkoholu, którego sam widok mógłby jej wystarczyć. Loki, brązowe loki opadające na odkryte plecy, delikatnie okrążone czerwonym materiałem sukienki. Zasłaniała ramiona i sięgała łydek, ale leżąca u stóp dziewczyny czarna, skórzana kurtka skutecznie sprawiała, że tkanina wydawała się dłuższa. Shira zaciągnęła się dymem i w miarę trzeźwym wzrokiem okrążyła pomieszczenie. Z tego co rozumiała, to siedziała na nadzwyczaj wygodnej, ale starej, skrzyni, która przy każdym drobniejszym ruchu skrzypiała wniebogłosy. Każdy dźwięk wywoływał zniechęcenie na twarzy krukonki, ale bezpieczna cisza otaczająca ją z każdej strony sprawiała, że nie mogła zmusić się do zmienienia pozycji. Założyła jedynie nogę na nogę i pomyślała, że niczego nie żałuje. Może narażała swój dom na utratę punktów, wszak nie powinno jej tu być, ale musiała. Musiała i wątpiła, aby ktokolwiek zrozumiał. Gotowa była przyjąć karę, jeżeli tak owa nagle zwaliłaby się jej na głowę. Ryzykowała w pełni świadomie i chciała pić dalej. Trunku było coraz mniej, ale Shira miała jeszcze coś w zanadrzu. Jak zawsze, wyjście awaryjne. Nie obawiała się końca, nie czuła się też źle, że nikomu nie powiedziała o swoich planach na wieczór. Ludzie już zbyt wiele jej zabrali.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Stary tartak

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 5 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach