Balkony

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Balkony

Pisanie by Mistrz Gry on Sob 20 Mar - 20:19

Balkoniki otaczające wieżę zachodnią mogą niektórych przyprawić o zawroty głowy. Przyczyną jest położenie na tak dużej wysokości. Widok jaki rozciąga się z balkonów jest doskonałą zapłatą za fatygę dla tych, którzy pokonali prowadzące dotąd schody. Obręcze do gry w Quidditcha, szmaragdowozielona tafla jeziora i wyłożony kamiennymi płytami dziedziniec - to wszystko czeka na owych wędrowców. Balkoniki są dwa, choć ich łączna powierzchnia i tak nie pozwala na wieloosobowe schadzki w to miejsce. Jeden może pomieścić co najwyżej trójkę uczniów. Znajduje się tutaj - ponoć mająca zapewniać bezpieczeństwo - zardzewiała i dość
chybotliwa barierka, o którą radzimy się nie opierać!
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Sawyer Ainsworth on Sob 26 Cze - 14:00

Zapewne widok z balkoników był oszałamiający i zapierający dech w piersiach, ale mnie, dziwnym trafem, gówno to obchodziło. W ciągu ostatnich kilkunastu dni, byłem prawie cały czas w stanie wskazującym na nadużycie alkoholu, ewentualnego kaca leczyłem wlewając w siebie jeszcze więcej różnych napojów procentowych - i pal licho, że nie powinno się ich mieszać - a po drodze zdążyłem zgarnąć kilka szlabanów za nie pojawianie się na lekcjach, pojawienie się na nich będąc pijanym lub zupełne olewanie poprzednich szlabanów. OWUTEMy zdałem, pewnie koszmarnie, ale zdałem, a oni de facto nie mogą mi już podskoczyć. Praktycznie rzecz biorąc jestem absolwentem i mogę robić co chcę, a że demoralizuję młodzież... Jakby ta młodzież i bez mojej pomocy nie była zdegenerowana!
Właściwie, chyba będę tęsknić za szkołą. Nie wiedziałem gdzie podzieję się po zakończeniu roku. Głupio byłoby mi mieszkać z rodzicami, zwłaszcza teraz gdy poznałem tych biologicznych, a mój łeb zamienił się w jeden wielki mętlik. Jeszcze głupiej było mi prosić ich o kasę na własne mieszkanie, bo jeszcze pomyślą, że tym im się odpłacam. Sam za Chiny ludowe za mieszkanie nie zapłacę, a do jakiejkolwiek pracy się nie nadaję. Chyba, że zacznę pobierać opłatę za szkice, wtedy to co innego.
A co teraz robię, zamiast wziąć dupę w obroty? Siedzę na podłodze i, tak dla odmiany, chleję.
avatar
Sawyer Ainsworth
Dorosły

Liczba postów : 219
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Darlington

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Marley Gothens on Sob 26 Cze - 14:08

Widok Krukona na balkonach nie był niczym dziwnym - inaczej się sprawa miała, jeśli chodziło o ucznia ze Slytherinu, którego to dormitoria znajdowały się w lochach, nie w wieżach. Ale kiedy chodziło o osobę Marley Gothens wszystko było już możliwe, dlatego nikt nie powinien się dziwić.
Ona zdemoralizowana już była (ojej), tak więc żaden Sojer Jakiśtam nie mógł jej w tym przeszkodzić. Albo pomóc - mimo tego, że wcale go nie znała, nie sądziła, by przebił jej znajomych. Ale jemu też na tym chyba jakoś specjalnie nie zależało, więc o czym tu w ogóle mówić?
Wlazła tu po coś, nie bądźmy tacy szczegółowi. Ale skoro już tu była i zauważyła, że nie sama, wypadało się jakoś przywitać.
- Hogwart to jeden wielki zakład dla alkoholików i ćpunów - westchnęła, wyciągając z kieszeni długiego swetra paczkę fajek i odpalając jedna. A potem wskoczyła na barierkę, nogi przez nią przerzuciła i już patrzymy na dół.
avatar
Marley Gothens
Dorosły

Liczba postów : 205
Czystość krwi : czyścioszek
Skąd : Salisbury, Anglia

http://hogwart.7forum.net/forum.htm

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Sawyer Ainsworth on Sob 26 Cze - 15:31

Oczywiście, że widok Krukona w pobliżu wieży zachodniej nie był niczym dziwnym, ale żeby było ciekawiej, Krukonów nikt tu nie szukał, uznając, że zapewne będą przebywać w bibliotece. I właśnie dla tego balkoniki stanowiły dla mnie pewnego rodzaju odskocznię od rzeczywistości, miejsce samotni. W którym właśnie pojawiła się jakaś bliżej nieokreślona osoba, wyglądająca jakby ktoś wylał jej farbę na łeb. Fioletowe włosy? A czemu nie zielone?
Nie demoralizuję dzieci - to moja główna zasada, nawet jeśli te dzieci są już zdemoralizowane, tak więc Marley może spać spokojnie. W każdym razie, ona wyglądała mi na jakieś piętnaście lat, a co za tym idzie mieściła się w mojej kategorii dzieci. Czyli nawet nie ma co ruszać dupy z podłogi, zajebiście prosta filozofia.
- Tja, ale ja już wychodzę, a tobie zostało jeszcze kilka lat odsiadki - mruknąłem, pociągając łyka z butelki i nawet nie zaszczycając dziewczęcia spojrzeniem. Po chwili jednak do moich nozdrzy dostał się kuszący zapach dymu papierosowego i sam musiałem zapalić.
avatar
Sawyer Ainsworth
Dorosły

Liczba postów : 219
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Darlington

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Marley Gothens on Sob 26 Cze - 15:38

Okej, szufladkowała ludzi (i to strasznie!), ale czy trzeba jej to było wypominać na każdym kroku? Niekoniecznie, więc może pozostańmy przy stwierdzeniu, że Krukon tu siedział. A fioletowe, bo aktualnie ten kolor się jej podobał, a i zielony już był. Pasował do szaty!
Piętnaście lat to i tak zajebista granica, Sojer nie mógłby nic zrobić, bo zaraz trafiłby do mugolskiego więzienia. To nic, że Bobowi o takim nie było nic wiadomo, czy to ważne? Jakoś niespecjalnie obchodziło ją to, co sądzili o niej inni ludzie, a prawda była taka, że dla starszych zawsze wyglądało się jak małolat. Ot.
- No... i jeszcze w przyszłym roku czekają mnie SUMy... - westchnęła, patrząc cały czas gdzieś w przestrzeń. Wypuściła dym i nie zastanawiała się nad tym, że jej głos brzmiał stuprocentowo poważnie - nie widziała nic złego w wmówieniu komuś, że jest w czwartej, a nie szóstej klasie. Swoją drogą dziwne, że Sojer myślał, że jest młodsza - w zamku nie było chyba nikogo, kto nie kojarzyłby fioletowego łba. A wtedy od razu widać, z kim się zadaje, do kogo przystaje, takie tam.
avatar
Marley Gothens
Dorosły

Liczba postów : 205
Czystość krwi : czyścioszek
Skąd : Salisbury, Anglia

http://hogwart.7forum.net/forum.htm

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Sawyer Ainsworth on Sob 26 Cze - 16:25

Szesnaście, nie piętnaście, i to tylko jeśli panna jest interesująca. W swojej karierze zaliczyłem po pijaku tylko jedną piętnastolatkę i co mi z tego przyszło? Ubzdurała sobie, że nie jestem bezdusznym skurwysynem, bo nie zmieszałem jej rano z błotem. Bądź tu człowieku miły i postaraj się nie ujebać kogoś do końca życia, a zaraz doprawią ci rogi.
- Zajekurwabiście - mruknąłem, zbywając dziewczę. Bo bądźmy szczerzy: nie bardzo obchodził mnie jej wiek, zainteresowania czy poglądy. Fioletowe włosy nie były na tyle niepowtarzalne, bym zechciał ją namalować, a poza tym nic szczególnego w niej nie zauważyłem. A przynajmniej dopóki nie przyjrzałem się Ślizgonce bliżej - Ej, to ty jesteś zielona kiecka ze ślubu Hewsonów! - zarechotałem, zdając sobie sprawę, że to zapewne kolejna panienka na posyłki mojej siostrzyczki, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że była druhną?
Może i ją kojarzyłem, ale w tej chwili byłem na tyle ujebany, że równie dobrze mógłbym nie poznać swojej biologicznej matki. Nigdy nie przywiązywałem uwagi do osób, które do niczego mi się w życiu nie przydadzą, więc siłą rzeczy tożsamość Marley zapewne mi umknęła. No i bądźmy szczerzy - mało obchodziło mnie, z kim dziewczę się zadaje, dopóki nie próbowało zadawać się ze mną.
avatar
Sawyer Ainsworth
Dorosły

Liczba postów : 219
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Darlington

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Marley Gothens on Sob 26 Cze - 17:59

Bo, powiedzmy sobie, Sawyer nie wyglądał Marley na bezdusznego skurwysyna. Mógł starać się na takiego wyglądać, mógł chcieć takim być, ale ten status nie przypadał byle komu - Bobik jak na razie nie obdarzył nim Krukona.
Nie sposób się było przyjrzeć Ślizgonce bliżej, skoro siedziała do niego plecami, ale kiedy już jakimś cudem coś sobie przypomniał, niekoniecznie ją tym zainteresował.
- Wypierdalaj ze swoją zieloną kiecką - mruknęła, strzepując popiół. Nie był to zupełnie jej styl ubioru (jak zresztą można łatwo zauważyć), więc po co ktokolwiek miał o tym pamiętać? Ale dopiero teraz odwróciła się, chcąc przyjrzeć się osobie, z którą ma do czynienia. - A ty co, nie masz szczyn? - zdziwiła się, bo nie kojarzyła tego osobnika nigdy wcześniej, co równało się tylko jednemu - nie był czystej krwi. A tylko tacy pojawiali się na ślubie Hewsonów.
avatar
Marley Gothens
Dorosły

Liczba postów : 205
Czystość krwi : czyścioszek
Skąd : Salisbury, Anglia

http://hogwart.7forum.net/forum.htm

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Sawyer Ainsworth on Sob 26 Cze - 18:51

Bo, powiedzmy sobie, wcale nie jestem bezdusznym skurwysynem, nigdy się za takiego nie uważałem i nigdy uważać nie będę. To ludzie zazwyczaj widzą to, co chcą widzieć. Nie mam zielonego pojęcia, skąd im się to wzięło, może to z relacji panienek, rozczarowanych tym, że zamierzam z nimi tylko sypiać a nie stawać na ślubnym kobiercu, tego, że mam wyjebane na prawie wszystko, mojego wyglądu i tego, że nie staram się sprowadzić ludzi na właściwą ścieżkę. Straszne. Ale skurwysynem mnie to jeszcze nie czyni.
Jak sama ładnie zauważyłaś - Marley miała fioletowy łeb, a taki trudno przeoczyć, nie trzeba przyglądać się twarzy. Z resztą, jedynie ona jedna paradowała po szkole w takiej fryzurze, więc o czym my mówimy?
- Z tego co pamiętam, to była twoja zielona kiecka - ziewnąłem, odpalając papierosa mugolską zapalniczką. Zupełnie zignorowałem jej pytanie i ciągnąłem dalej swój wywód - Właściwie, to wyglądałaś jak rozjechana żaba. Gdybyś zamiast tego fioletu machnęła sobie niebieski, mogłabyś udawać, że masz błękitną krew.
Owszem, czystej krwi nie jestem, za to pojawiłem się na ślubie Hewsonów, w towarzystwie Morwy, będącej czystej krwi. A żeby było śmieszniej, byłem jeszcze bratem panny młodej. Ha, ha - czy to nie zabawne?
avatar
Sawyer Ainsworth
Dorosły

Liczba postów : 219
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Darlington

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Marley Gothens on Sob 26 Cze - 20:18

A co było nie tak z wyglądem Sawyera? To bardzo mnie zainteresowało!
- Gdybyś szczezł, mógłbyś uchodzić za uprzejmego podczas życia - odparła, uśmiechając się do niego słodko. Wyrzuciła papierosa w dół i mogła przerzucić nogi w drugą stronę. - Moja krew nie pozostawia nic do życzenia, miło, że mnie zauważyłeś na ślubie.
Przekurwiście miło.
avatar
Marley Gothens
Dorosły

Liczba postów : 205
Czystość krwi : czyścioszek
Skąd : Salisbury, Anglia

http://hogwart.7forum.net/forum.htm

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Sawyer Ainsworth on Sob 26 Cze - 21:16

Nic nie było nie tak. Dziewczęta twierdziły, że jestem bardziej niż przystojny, co mówiąc szczerze mało mnie obchodziło. Jednakże bywają osoby, których rysy twarzy zdają się mówić: ten będzie sprawiać problemy, jak podskoczysz, to ci przyjebie. I dziwnym trafem w moich rysach można było to bez problemu odczytać. Choć jeśli ma się za ojca Secundusa Golightly, a nie posiada się zdolności metamorfomagicznych nie powinno to stanowić niczego szczególnego.
- Zawsze do usług - mruknąłem z przekąsem i zamilkłem na chwilę, zaciągając się papierosem - Nie śpieszy mi się na tamten świat - dokończyłem myśl, równocześnie wypuszczając dym.
Nawet nie zauważyłem wymuszonego uśmiechu.
- Zapewne nie, ale do błękitu jej daleko - wzruszyłem ramionami, dopalając fajkę i wyciągając kolejną z paczki - Właściwie, patrzyłem na pannę młodą, ale wy trzy wyglądałyście tak zajebiście zabawnie, że aż szkoda byłoby się nie zaśmiać.
avatar
Sawyer Ainsworth
Dorosły

Liczba postów : 219
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Darlington

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Marley Gothens on Sob 26 Cze - 21:28

Ach. Jej rysy twarzy raczej nie mówiły nic szczególnego - i dobrze. Lubiła być niepozorną osobą, na samym początku nikt nie brał jej na poważnie. Dopiero po jakimś tam czasie uświadamiał sobie, z kim ma do czynienia i wtedy pluł sobie w brodę. A tak - wszystko miło i przyjemnie, aż szkoda słów.
Gdyby szczezł. Najwyraźniej nie zrozumiał wydźwięku jej słów, ale nie było to w tej chwili ważne, nie zamierzała tego nikomu tłumaczyć. Zamiast tego spojrzała na niego z politowaniem.
- Coś się tak przypierdolił do tego błękitu? Nie zachowuj się jak baba. - Ziewnęła, zasłaniając usta dłonią, po czym dodała jeszcze: - To w chuj żałosne, że śmiejesz się z tradycji.
Bo, rzeczywiście, było.
avatar
Marley Gothens
Dorosły

Liczba postów : 205
Czystość krwi : czyścioszek
Skąd : Salisbury, Anglia

http://hogwart.7forum.net/forum.htm

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Sawyer Ainsworth on Nie 27 Cze - 13:57

No to powinna się cieszyć. Nie rzucanie się w oczy, to moje nie spełnione marzenie. Im bardziej chcę, żeby ludzie przestali mnie zauważać, tym bardziej oni mnie widzą i całość robi się cholernie ironiczna. Przykładów nie trzeba szukać daleko, wystarczy popatrzeć na coś z fioletowym łbem, które nie pozwalało mi się w spokoju upić.
- Ty nie posiadasz w sobie ani krztyny kobiecości, więc to naturalne, że wydaje ci się, iż każdy facet zachowuje się jak baba. Nawet biustu nie masz. - mruknąłem zupełnie obojętnie. Miałem w nosie czy Marley, będąca jak się okazuje siostrą mojego współlokatora, jest dziewczyną czy nie. Nudziłem się, nie mogłem narżnąć się w samotności, to naturalne - Lepiej śmiać się, niż wyglądać jakby miało się ochotę pawia puścić, mniej wadzi to tej twojej tradycji - wzruszyłem ramionami, przyglądając się trzymanej między palcami fajce.
avatar
Sawyer Ainsworth
Dorosły

Liczba postów : 219
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Darlington

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Marley Gothens on Nie 27 Cze - 15:06

Niespełnione marzenie? Nie do końca, Marley nigdy nie zwróciła na niego uwagi - mógł się cieszyć, że ktoś go nie zauważa. A co do przeszkadzania, jak do tej pory nie wyraził chęci, by stąd poszła. Znowu zachowuje się jak baba, chce żeby mu czytano w myślach? Nieźle.
- Za to ty bardzo się starasz, ale coś kiepsko ci wychodzi - zauważyła, niewzruszona. Mógł mówić co chciał, jednak tymi słowami działał tylko na swoją niekorzyść. W biuście niczego jej nie brakowało, ni za dużo, ni za mało - dość trudno było po tym jechać. - Co ty, śmieciu, możesz wiedzieć o jakiejkolwiek tradycji? - Ziewnęła, nieostrożnie wychylając się w tył.
avatar
Marley Gothens
Dorosły

Liczba postów : 205
Czystość krwi : czyścioszek
Skąd : Salisbury, Anglia

http://hogwart.7forum.net/forum.htm

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Sawyer Ainsworth on Nie 27 Cze - 16:08

- Mała, staram się jedynie pieprząc ładniejsze niż ty, na wszystko pozostałe mam wyjebane - Plus minus ojciec skurwysyn, oblane egzaminy i zbliżający się kac - Próbujesz zatuszować pyskowaniem swoje braki i kompleksy? Mnie to nie rusza, spieprzaj do lochów podroczyć się z dziećmi - ziewnąłem, upijając sporego łyka z gwinta.
To czy działam na nie korzyść w jej oczach czy też nie prawdę powiedziawszy gówno mnie obchodziło, co wcale nie zmieniało faktu, że jej biust JEST za mały. Percepcja mężczyzn i kobiet się różni, ja z wieloma biustami obcowałem, a ona... nie.
- Pewnie tyle co ty, fioletowy łbie - zarechotałem, wytykając jej hipokryzję. Bo jak może pouczać mnie, samej wyglądając w ten sposób?
avatar
Sawyer Ainsworth
Dorosły

Liczba postów : 219
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Darlington

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Marley Gothens on Nie 27 Cze - 16:46

Ciągle próbował ze strony wyglądu i seksualności? Niewłaściwie, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że Marley za często obcowała z mężczyznami (nie chłopcami) i, cóż, uodporniła się na takie zachowanie.
- Trzymając chuja w mordzie nie do końca jesteś w stanie określić, czy twarz jest urodziwa, ale - racja - ufaj intuicji.
Nie robiło na niej wrażenia rzekome przechwalanie się swoimi zdobyczami; tak postępowały jedynie jakieś podlotki, o których mogła powiedzieć jedno - sama w swoim życiu widziała więcej biustów, niż oni. A skoro już o biustach mowa: miała na sobie, jak wcześniej wspomniałam, długi sweter - spod niego nie sposób było określić rozmiarów jej piersi, a Sawyer nie wydawał się kojarzyć jej wcześniej. Chyba, że były to piersi o rozmiarach porównywalnych do tych Dolly Parton... a jeśli w takich gustował i takie uważał za odpowiednie, Bob nie miał nic więcej do powiedzenia.
- Nie mam żadnych braków i kompleksów, ale jeśli chcesz, mogę ci zdradzić formułę zaklęcia - szepnęła konspiracyjnie, prześmiewczo. Fioletowe włosy, no kurwa, ludzie byli strasznie nudni.
avatar
Marley Gothens
Dorosły

Liczba postów : 205
Czystość krwi : czyścioszek
Skąd : Salisbury, Anglia

http://hogwart.7forum.net/forum.htm

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Sawyer Ainsworth on Nie 27 Cze - 16:58

A o czym innym miałem mówić, skoro dziewczęcia nie znałem, a ani jej aparycja, ani zachowanie nie przekonywały mnie do zmiany stanowiska? Mówię co myślę, banalnie proste.
Przechwalanie? To się teraz tak nazywa? No dobra, jeśli pani tak chce, to proszę bardzo. Zdążyłem się już przyzwyczaić, że w ten sposób reagują dziewczęta, które wiedzą, że nie mają szans na to, aby ktoś je przeleciał. Zarechotałem słysząc jej odpowiedź. Jeszcze kurwa przygłucha! Ale jeśli chce tak się bawić, proszę bardzo. Mnie się znudziło.
- Dzięki, nie skorzystam z propozycji. Jestem wybredny, swojego chuja w twoje usta bym nie włożył. Szanuję się - mruknąłem i zwlokłem swoje cztery litery z podłogi, zabierając cały alkohol. Nie miałem ochoty na żałosne przegadywanki z dzieckiem, chciałem się zwyczajnie nawalić w spokoju. Ona przeszkadzała, ja miałem w sobie na tyle kultury osobistej, żeby jej stąd nie wywalać i postanowiłem przenieść się do własnego dormitorium.
- Gdybyś nie miała, to byś się nie zapierała - mruknąłem i bez słowa pożegnania, opuściłem balkoniki.
avatar
Sawyer Ainsworth
Dorosły

Liczba postów : 219
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Darlington

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Marley Gothens on Nie 27 Cze - 17:09

Też poszła.
avatar
Marley Gothens
Dorosły

Liczba postów : 205
Czystość krwi : czyścioszek
Skąd : Salisbury, Anglia

http://hogwart.7forum.net/forum.htm

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Lucas Sprouse on Pią 10 Wrz - 21:35

Lucas szedł korytarzami, próbując odgonić natarczywe myśli dotyczące tak rychłego końca szkoły. Najważniejszym celem było dostanie jakiegoś urzędu w ministerstwie, ale czy udałoby mu się na tyle, by choć trochę podreperować finanse rodzinne? Zatrzymał się i spojrzał na jeden z obrazów, przedstawiające dzikie zwierzęta na sawannie. O hipopotam.
Pokręcił głową, uśmiechając się pod nosem i ruszył ponownie przed siebie, jak zwykle trzymając dłonie w kieszeniach. Koszula wystawała lekko spod wynędzniałego swetra w Krukowskich barwach. Nie powinien zadręczać się tymi kłopotami dzień w dzień, ubolewać nad tym że jego nauka w szkole dobiega końca. Owszem, wolałby znaleźć się w domu i zastąpić w robotach fizycznych ojca, jednak Hogwart.. ten zamek i jego grono pedagogiczne odsłoniło przed nim wiele nowych możliwości. Właściwie to ukształtowało jego charakter, marzenia i plany na przyszłość.
Z drugiej jednak strony – wielu uczniów w jego roczniku miewa podobne myśli. Oczywiście prócz tych, którzy nie zaprzątają sobie głowy OWUTEMami i ich jedynym problemem jest wybór drinka na następny wypad do wioski tuż obok.
Jego umysł uderzyły pytanie dotyczące tych liczących się znajomości dla niego. Szczególnie ważna była Gwen, której nie widział przez całe wakacje. Nie wiedział właściwie czy wysłał do niej jakiś list w ciągu tych dwóch miesięcy: pamiętał, że późnymi wieczorami zasiadł nad ławą w kuchni i próbował codziennie wyskrobać kilka zdań. Jednak na niewiele się to zdawało. Czy ich przyjaźń zatem przetrwa, skoro nie będzie miał czasu, aby do niej pisać?
Niespiesznie podnosił nogi, stawiając stopy na kamiennych schodach, wpatrując się w zawijającą się podłogę. Swoją droga – dlaczego tutaj nie ma ruchomych stopni?
Myśli chłopaka wyparowały jak ręką odjął w momencie, gdy dotarł na jeden z balkonów, a widok roztaczający się na boisko zaparło mu dech w piersiach. Jak zwykle zresztą. Przez siedem lat miał sporo czasu, aby przyzwyczaić się do dużych wysokości – zważywszy na położenie jego dormitorium. Nigdy jednak nie potrafił wyjść z podziwu, gdy mógł ujrzeć jakąś panoramę, stojąc na szczycie jednej z wyższych wież. A wieża zachodnia była tą, z której rozciągał się przepiękny widok. Podszedł kilka kroków i po wyciągnięciu dłoni, położył je na betonowym oparciu. Przez jego plecy przeszedł lekki dreszcz, kumulujący się głównie na jego karku, ale niewiele sobie z tego zrobił. Widok, jaki miał przed oczyma rozwiewał jego czarne myśli.
Jak w ogóle mógł pomyśleć o tym, że przyjaźń trwająca od 3 klasy może rozpaść się ot tak? 4 lata to nie jest wcale mało. Na jego twarzy zakwitł przyjazny uśmiech, a w oczach zabłyszczał zachwyt.
avatar
Lucas Sprouse
Dorosły

Liczba postów : 380
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Solihull, hrabstwo West Midlands

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Elizabeth Le Fay on Pią 10 Wrz - 22:15

Kochała to miejsce, chociaż z każdym dniem pokonanie tylu schodów stawało się coraz trudniejsze. Jak na ironie powodem pogorszenia kondycji była czynność dla której wspięła się tak wysoko. Zanim weszła na jeden z balkonów oparła się o ścianę by ustabilizować rytm serca. Pochwali westchnęła ciężko i weszła na jeden z balkonów, kiedy była młodsza przychodziła tu dla samego widoku, teraz po prostu lubiła ciszę która tu panowała. Nie lubiła rozmyślać przeszłości bądź teraźniejszości. Jednak tutaj nachodziły ja myśli, wspomnienia, które chciałaby zatrzymać i rozkoszować się nimi godzinami oraz te które wolałaby spalić, a popiół rozsypać nad oceanem. Potrzasnęła lekko głową i obróciła się opierając o balustradę, wtedy dopiero zdała sobie sprawę że nie jest sama. Na drugim balkonie stał chłopak, o ile dobrze kojarzyła był z jej rocznika, należał do Ravenclavu na co oczywiście wskazywała jego szata, a na imię miał Lucas. Nie była pewna czy zamieniła z nim chociażby kilka słów. Mieli razem kilka przedmiotów, ale jakoś zbytnio nie starała się poznać wszystkich z jej grupy. Wzruszyła tylko ramionami, nie miała zamiaru mu przeszkadzać, kto wie, może po prostu woli być sam. Wyciągnęła z kieszenie sprawców pogorszenia jej kondycji i zdrowia, wzięła jednego i zapaliła zaciągając się. Postanowiła sobie że po wakacjach rzuci to paskudztwo, ale najwidoczniej jej silna wola okazała się zbyt słaba.
avatar
Elizabeth Le Fay
Dorosły

Liczba postów : 5
Skąd : Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Lucas Sprouse on Sob 11 Wrz - 10:12

Dla obserwatora, Lucas wyglądał na zamyślonego – nie, pochłoniętego swoimi myślami tak bardzo, że nic dookoła go nie interesowało. I prawie że tak było. Uwielbiał to miejsce, tak jak wiele osób przychodzących tutaj, jednak z zupełnie innego powodu niż „dotlenianie się”. Panowała tutaj niczym nie zmącona cisza i spokój, gdy miał jakiś twardy orzech do zgryzienia, najpierw przychodził tutaj (bądź w inne odosobnione miejsce), a dopiero szedł z kimś porozmawiać. Jak zawsze wolał problemy rozwiązywać samemu, nie chcąc nikomu sprawiać problemów. Owszem, kiedyś już usłyszał od przyjaciółki wykład na temat takiego nastawienia, ale niewiele się zmieniło. Czy nie ufał nikomu? A gdzież tam! Był ufny i to bardzo, tylko zwyczajnie nie chciał nikomu zwalać się na głowę. Dopiero gdy było naprawdę ciężko, otwierał usta by poszukać z kimś (najczęściej z Gwen) rozwiązania.
Teraz jego umysł zachwycał się widokiem z balkonu. A może tym, czy ma jakieś szanse na dostanie się do drużyny? Tak właściwie to nie wie kto się zgłosił, a znając jego szczęście – nie uda mu się.
Odgłosy kroków wyrwały go z zapatrzenia się w obręcze na boisku i spojrzał w stronę wyjścia. Musiał się cofnąć o krok, by ujrzeć kto idzie, jednak ujrzał przesuwające się czarne włosy do drugiego z balkonów. Uśmiechnął się pod nosem, ponownie podchodząc do oparcia i położył dłonie, tym razem nie prostując całkowicie rąk, a pozostawiając je lekko zgięte. Dopiero wtedy zauważył opierającą się plecami dziewczynę, która bardziej interesowała się swoją kieszenią niż inną istotą w tym miejscu. Kojarzył ją gdzieś, bo to w końcu dziwnym nie było. Widywał ją chyba na Transmutacji albo Zaklęciach..? Dokładniej nie pamiętał, bo zawsze wychodząc z Sali, starał się jak najwięcej zapamiętać. Nie rozglądał się za nowymi twarzami, do kogo by tu podejść i porozmawiać. Zwyczajnie skupiał się na nauce – w końcu był Krukonem.
Gdy spojrzała na niego, uniósł obie końcówki warg w górę, w miłym uśmiechu.
- Witaj. – W końcu przywitał się z nią, nie mogąc za nic przypomnieć sobie jej imienia. Eleonora? Emilia? Wiedział, że coś na „E”, ale co dalej? Dlatego wolał pozostać w bezpiecznym położeniu nie wychylając się z imieniem.
Kiedy odwracał od niej wzrok, kątem oka ujrzał jak dziewczyna zaciąga się jednym z dotleniaczy. Ile osób w Hogwarcie pali? Z całą pewnością dużo. VI i VII klasa jest pełna zbuntowanych nastolatków, którzy w ten sposób chcą coś udowodnić – Lucasowi się jednak zdawało, że przynajmniej połowa z tego jedynie szpanuje przed wszystkimi, chcąc pokazać ‘co to oni nie potrafią’. Zwłaszcza dzieci bogatszych Brytyjczyków, mające dosłownie wszystko w zasięgu ręki. Czy tym osądem chłopak im zazdrościł? No.. może trochę. Najbardziej chyba jednak tego, że posiadają dwójkę rodziców, choć pieniądze w sytuacji Sprousów są również ważne.
W każdym razie, Lucas nie należał do wyrzutków, którzy nie sięgnęliby po papierosa. Każdy musi przez to przejść przecież, prawda? On nie był wyjątkiem. Zwyczajnie mu to nie odpowiadało. Wolał zachować w pełni zdrowe płuca oraz organizm, by mieć siłę na pracę oraz na zabawę. A pod hasłem ‘zabawa’ widział bieganie z małą siostrzenicą lub jazdę konną poza terenami miejskimi, w lesie bądź nad rzeką.
No i masz: chłopak zgiął łokcie i pochylił się na betonowym oparciem bardziej, rozmyślając nad szarą klaczą, która urodziła źrebaki tego lata. Zmienił pozycję chyba dlatego, że wiatr nieznośnie przedzierał się przez marny sweter i koszulę, docierając do skóry. W dodatku jego dłonie (mimo, że były bardziej szorstkie niż innych chłopaków) zastanawiająco szybko pobierały zimno z betonowego balkonu.

Lucas stał jeszcze przez kilka minut, wpatrując się w krajobraz boiska. Coś go jednak ruszylo i spojrzał w dół - na dziedziniec wyłożony kamieniam (bądź jak ktoś woli-kocimi łbami). Zobaczył trzy osoby, ale nie mógł ich za bardzo rozpoznać. Może dlatego, że nie był zbyt spostrzegawczy? Ale to chyba już zostało wczesniej wspomniane. W każdym razie, zaczął przyglądać się istotce, która do złudzenia (po kilku minutach przypatrywania się jej) przypominała mu Lorelle. Ściągnął brwi i uśmiechnął się od razu pod nosem, czując jak mu się humor poprawia a do głowy zaczynają przychodzić głupawe myśli. Zawsze był spontaniczny. Dlatego spojrzał w kierunku palaczki, skinął jej głową na pożegnanie i żywszym krokiem skierował się w stronę wyjścia. Musiał się spieszyć, w końcu dziewczyna w każdej chwili mogła mu uciec.

zt
avatar
Lucas Sprouse
Dorosły

Liczba postów : 380
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Solihull, hrabstwo West Midlands

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Lottie O'Donnell on Czw 12 Sty - 21:46

Szarlotka lata. Styczniowy wiatr smaga ją po gładkim licu, rozwiewa gęste włosy i drażni wrażliwą skórę na policzkach. Raz po raz spogląda w dół, to przyglądając się rozciągającej się pod sobą przepaści, to wodząc wzrokiem po horyzoncie. Stoi na chybotliwej barierce, balansując rozłożonymi wzdłuż ciała rękoma; jej myśli nawet przez chwilę nie trapi ten drobny szkopuł, iż metalowa materia może w każdej chwili uszkodzić się od jej ciężaru i zrzucić ją na znajdującą się kilkaset metrów niżej murawę szkolnych błoni. Równie dobrze, wiatr może zmienić swój kierunek i porwać ją do radosnego tańca.
Lottie wcale nie chce skoczyć, jak mogłoby się wydawać błędnemu obserwatorowi, który przypadkiem trafiłby w trakcie kolacji na szczyt wieży zachodniej. Cóż z tego, że nie ma na sobie ani płaszcza, ani nawet swetra ochraniającego ją przed zimnem. Czy to zawsze musi znaczyć, iż nie planuje powrotu do rzeczywistości? Zaskakujące z jaką częstotliwością ludzie wyciągają błędne wnioski. To tylko zabawa, jak zawsze.
Chwila zapomnienia. Chwila nacieszenia się iluzją, iż rzeczywiście może latać. Chwila pobudzającej bieg krwi w żyłach adrenaliny. Chwila chłodu i gorąca. Chwila Szarlotki.

Edek, szybko!
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Edward Hoytenberry on Sob 14 Sty - 20:23

W inny dzień zapewne przybywszy na balkony, wyjąłby z kieszeni spodni paczkę papierosów i zapalił przynajmniej jednego. Tym razem jednak przekroczywszy próg tejże przestrzeni, nie pomyślał nawet o tym. Widok Lottie, która stąpała po niezbyt stabilnej barierce, spowodował chwilowe otępienie Edwarda. Nie mógł się ruszyć, ani nic powiedzieć. Był zszokowany. Nie wiedział, czy była na tyle głupia, by popełniać samobójstwo, czy to była jedna z jej przedziwnych zabawach, których mu dane nigdy nie będzie zrozumieć. Jednak nie trapiła go teraz anormalność dziewczęcia, nie zirytował się dlatego. Chociaż w głowie pojawiła mu się myśl o jej idiotyzmie, który chyba trzeba leczyć skoro O'Donnell, chadzała sobie po czymś, co w każdej chwili może się odłamać, a na dodatek (i przede wszystkim) odbywało to się na Merlin wie jakiej wysokości. Nie miał miał bladego pojęcia, co sobie myślała urządzając takie wyskoki. On jednak wyłącznie myślał o uratowaniu dziewczęcia, które miało chyba nierówno pod sufitem. Nie, nie tylko dlatego, że tak wypadło. W przeciągu tych raptem kilku sekund, zdał sobie sprawę, że... zależy mu na dziewczęciu; że nie wyobraża sobie, iż mogłoby jej zabraknąć; że dla niego to, co zdarzyło się w dniu imprezy Hamiltona, nie było do końca niczym. Wcześniej usilnie próbował wyperswadować natrętne myśli, którymi była Lottie, co oczywiście coraz lepiej mu wychodziło, aż do teraz. Próbował nie myśleć o tym, że go widocznie unikała, bo i niby po co? Skoro zacząłby się tym przejmować, musiałby przed sobą przyznać, że dziewczyna nie jest mu obojętna. A przecież była, prawda? Jednak widok (który w jego mniemaniu świadczył o tym, że chce się najwyraźniej targnąć na swoje życie) O'Donnell, wszystkie - według niego - natrętne myśli przywrócił, uświadamiając młodzieńca, że ma uczucia. I nawet sumienie!
- Popierdoliło cię, dziewczynko?! - Wkurzył się. Nie świadczyła wyłącznie o tym jego twarz, czy ton głosu. To dało się wyczuć. Nie chciał jednak wystarczyć Lottie, która mogłaby przez efekt zaskoczenia spaść w nie tą stronę, co trzeba. Poruszając się niemalże bezszelestnie, podszedł szybszym krokiem, aby nie narobić hałasu, do Gryfonki, i chwyciwszy ją za nadgarstek, a drugą dłonią w talii, przyciągnął dziewczę do siebie, wypowiadając te retoryczne pytanie. - Wybierz się po fachową pomoc do cholery, jeśli jej potrzebujesz, a nie kurwa targasz się na swoje życie! - Edward wciąż krzyczał będąc wzburzonym. Po tym całym strachu, posiadał wciąż to, czego aktualnie nie potrafił usunąć, a nad czym tak usilnie pracował w ostatnim czasie. Chociaż teraz, jak była przy nim, bezpieczna, miał w głowie jedno słowo: nienormalna.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Lottie O'Donnell on Sob 14 Sty - 21:25

Szarlotka nie jest nienormalna. Daleko jej do takiego zachowania, nie będzie udawać kogoś innego. O'Donnell jest po prostu szalona. A owo szaleństwo już dawno doszczętnie zawładnęło jej życiem, popychając ją do pewnych zachowań. Owszem, można zastanawiać się czy przypadkiem nie cierpi na jakąś wyjątkowo paskudną chorobę psychiczną, jednakowoż nazywanie ją nienormalną zakrawa już o pejoratywną obrazę.
Nie da się zaprzeczyć, że przez ostatnie tygodnie unikała go. Nie zwykła przyznawać się do swoich pomyłek, a że Edward z całą pewnością jest jedną z nich, traktuje go właśnie tak. Niczym nieistniejącą materię, uporczywie trzymającą się rękawa. Jej duma cierpi katusze psychiczne, jej ideologia krwawi, zasztyletowana przez główną wyznawczynię. Przysięga sobie, że już więcej nie tknie alkoholu i nie przejmuje się fantem, że zdołała już kilka razy złamać owo postanowienie. Lepiej go ignorować, niźli przyznać się do błędu.
- Wypraszam sobie! - krzyczy, gdy silne ramiona Gryfona jednym ruchem ściągają ją z barierki u stawiają na ziemię. Odwraca się do niego twarzą, piorunuje wzrokiem i z całej swej wątłej siły odpycha od siebie. Nie chce go tu. Nie tego, który bez żadnych oporów wykorzystał ją, skłonił do złamania własnych zasad. - Nie targam się na swoje życie, skąd ten nonsensowny pomysł? Z resztą, nawet gdybym chciała, co daje ci prawo, żeby się tym interesować? - Widzi jego wzburzenie, widzi złość wykrzywiającą nieprzyjemną twarz, jednakże nie może dojść do tego, skąd się to bierze. W trakcie ich ostatniego spotkania dał jej jasno do zrozumienia, iż go nie obchodzi, a stosunek był jedynie jednorazowym wyskokiem. Nie chce tego zmieniać, nie oczekuje od niego niczego więcej, a wręcz przeciwnie - nie zdziwiłaby się, gdyby po prostu stanął obok i przypatrywał się jej niczym eksponatowi w muzeum. To zachowanie w stylu Edwarda Hoytenberry'ego. Złość i strach, które właśnie prezentuje z całą pewnością mu nie pasują.
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Edward Hoytenberry on Nie 15 Sty - 18:22

Kiedy ujrzał Lottie, stąpającą po niestabilnej barierce, zmienił o niej zdanie. Dla niego wyglądało to tak, jakby chciała popełnić samobójstwo, więc nie było tu mowy o żadnym szaleństwie, ale o nienormalności. Mógł zrozumieć, że dziewczę ma tam jakieś problemy (końcem końców każdy je ma), jednak jej głównym zagrożeniem była ona sama. Nawet jeżeli nie zamierzała targać się na swoje życie to i tak nienormalną personą dla nie była. Jeśli mam być szczery to lepiej, by to była próba samobójcza, aniżeli idiotyczna zabawa, która sprawiła, że jego serce na moment przestało bić, aby po chwili znacznie przyspieszyć swój rytm. Czy normalni ludzie chodzą po barierkach, które w każdej chwili mogą się odłamać, i w dodatku wszystko to dzieje się na niebotycznej wysokości? Mogła nazywać się szaloną, ale w jego oczach teraz była nienormalna.
- Wypraszaj sobie ile wlezie! - krzyczał nadal, marszcząc czoło. - Och, może stąd, że gdybym nie przyszedł w porę mogłabyś leżeć teraz na dole? - zapytał retorycznie, wciąż będąc w gniewie. Nie mógł zrozumieć, dlaczego Lottie zaprezentowała taki wyskok, taką niedorzeczność. - Chociaż nie wiem... - zaczął udawać wątpliwość marszcząc czoło i przybierając odpowiedni ton głosu. - To przecież takie normalne - zadrwił widocznie z dziewczyny, co było dla niego bardziej typowe niż ulga, którą teraz odczuwał. Mogła przecież teraz leżeć martwa przed wejściem do zamku, a robi mu wyrzuty, dlaczego tak w ogóle pomyślał - dobre sobie! - Serio, Charlotte, nie spodziewałem się, że jesteś na tyle głupia, by nie preferować rozmowy - prychnął, a dostrzec można było na jego fizjonomii już nie tylko gniew, ale także rozczarowanie.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Lottie O'Donnell on Nie 15 Sty - 18:47

Tu niestety nie można się nie zgodzić. Charlotte uparcie dąży do autodestrukcji, bawi się na granicy niebezpieczeństwa i popija herbatę rumiankową. W całym swoim buncie przeciwko rzeczywistości, pozostaje bezsilna i nieporadna. Żyje chwilą, nie przejmując się przyszłością, za to egzystując w swoim szaleństwem. To, co dla innych może wydawać się nienormalne, dla niej stanowi codzienność. Chwilę zapomnienia i relaksu. Wszak Szarlotka nie próbuje popełnić samobójstwa, ona tylko lata. Czuje wiatr we włosach, dostrzega pod sobą przepaść. Lata i nikt, kto tego nie spróbował, nie powinien mieć prawa do krytykowania jej.
- A od kiedy cię obchodzi, gdzie leżę, o ile to nie twoje łóżko, a ja przypadkiem nie mówię zbyt wiele? - zaczyna krzyczeć, po czym teatralnie odwraca się do niego plecami i krzyżuje ramiona na piersi. Ach, i jeszcze tupie nóżką, by przypadkiem nie przeoczył jej niezadowolenia. - Nie rozumiem, dlaczego tak wyolbrzymiasz. Po co miałabym z kimś rozmawiać? To nie ja mam problem - wzrusza nieznacznie ramionami, wciąż uparcie na niego nie patrząc. Nie zwraca uwagi na to, co mogło się stać. Równie dobrze właśnie może w nich uderzyć meteor i również zginą. Dlaczego więc ma odmawiać sobie przyjemności, skoro koleje losu pozostaną niezbadane, niezależnie od tego, co zrobi? - To była tylko zabawa - dodaje cichutko, aby przypadkiem się o nią nie martwił.
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach