Balkony

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Balkony

Pisanie by Cassandra Hayes on Pią 29 Cze - 23:19

Super. Pięknie po prostu! Cassie lubiła Gabriela - no, dobra, kochała go, nawet bardzo mocno - ale, do jasnej cholery, teraz przesadził. Zjawia się nie wiadomo skąd i od razu atakuje zaklęciami wszystkich ludzi zebranych wokół panny Hayes. Ona naprawdę żałowała, że zwolniła się dzisiaj z lekcji. Spuściła głowę, gdy ją odepchnął. Zabolało. Po chwili spojrzała na Krukona, leżącego na ziemi. Pokręciła głową i spojrzała na Gabriela.
- Jesteś zadowolony?! - mruknęła, aż kipiąc ze złości. Nie zauważyła nawet, kiedy Harvey wymknął się z balkonu. Przykucnęła przy chłopaku. Yy... coś było nie halo, ponieważ ni stąd, ni zowąd, odzyskał przytomność. - Wszystko okej? - spytała mimo wszystko, lustrując go badawczo wzrokiem. Odgarnęła jasne loki z twarzy i uniosła głowę. Popatrzyła swoimi dużymi brązowymi oczami na Gryfona. - Jeśli chciałeś ze mną porozmawiać, wystarczyło jedynie zabrać mnie... gdzieś, gdzie bylibyśmy sami, a nie od razu wszystkich atakować, do jasnej cholery! Co on ci takiego zrobił, co?!
Wkurzyła się na Gabriela. Teraz pewnie on również się wścieknie i powalczą sobie trochę. Dzisiaj Cassie miała różdżkę... Jednak ona nie zrobi pierwszego ruchu. Co to, to nie!
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Gabriel Smith on Pią 29 Cze - 23:34

Spojrzał na nią ze złością. Opuściła głowę, kiedy ją odsunął od siebie. Teraz co? Myśli sobie, że nagle wszystko między nimi będzie okej? Olewa go przez tyle dni i czego teraz oczekuje? Że przytuli i pocałuje ją czule? Co to to nie. Tym bardziej, że mieli pewnie niewyjaśnione sprawy do załatwienia.
- Że niby o co Ci teraz chodzi?! - Rzucił wściekle. Stał, zaciskając zbielałe palce na różdżce. Był czerwony na twarzy. Kiedy odgarnęła loki z twarzy i spojrzała w jego kierunku, sapnął i odwrócił wzrok. Miała rację, miała aż za dużo racji. To i tak wszystko jej wina, gdyby go nie unikała, toby go tak nie poniosło. Miał jeszcze ochotę rozpieprzyć barierkę i połowę tego cholernego zamku. Ostatnimi czasy często miotał zaklęciami w ludzi... Mikael, Marilyn i to dwukrotnie, ten krukon w tartaku, a teraz kolejny krukon... To wszystko przez to, że nie potrafił nad sobą panować w ostatnich czasach. I gówno! W dupie miał tych wszystkich, których zranił swoimi zaklęciami! To ich problem, że weszli mu w drogę i nie chcieli się odsunąć. Błędem krukona było to, że śmiał wciskać swój nos w sprawy pomiędzy nim a Cassie. Tak samo puchon, który już uciekł, tylko że on miał więcej szczęścia. Dużo więcej szczęścia.
- Chodź. - Powiedział, wyciągając w jej kierunku rękę. Nie oczekiwał sprzeciwu, przeszywał ją zimnym, bezlitosnym wzrokiem. Jego twarz stężała. Oddech znów zwolnił, zapanował nad swoimi emocjami. Absolutnie wszystkimi. Otoczył grubym, szczelnym murem ogień, który w nim płonął.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Cassandra Hayes on Pią 29 Cze - 23:47

Nie oczekiwała tego. Miała jedynie cichą nadzieję, że się po prostu uspokoi, ponieważ... mógłby dostać rykoszetem? Nie rozumiała jego złości. Ona przecież nic nie zrobiła. To on w końcu ranił zaklęciem tego Krukona, nie ona...
- Przestań na mnie krzyczeć! Nic ci nie zrobiłam!- odparowała, zwinnie unikając odpowiedzi na jego pytanie.
Taaak, zawsze najlepiej jest zwalać winę na kogoś innego. Od razu obwińmy cały świat o to, że wielmożny Gabriel Smith się wkurzył. Cassie nie chciała bawić się w ten sposób. Może niech rozpieprzy tę barierkę i popchnie pannę Hayes? Przecież to był wypadek, panie profesorze... Jest taki bogaty, że pewnie łapówką mógłby przekupić potencjalnych świadków.
- No, oczywiście, teraz to chodź - prychnęła, patrząc na niego wściekłym wzrokiem. Nie wyrwała się, kiedy ujął ją za rękę. Prawie ją zmroziło, gdy spojrzał na nią tym pustym wzrokiem, którego tak nie znosiła. Zmrużyła swoje brązowe oczęta. - Przepraszam za niego, on już tak ma - rzuciła w stronę Krukona roztrzęsionym głosem, zanim Gabriel pociągnął ją na schody i chciał zaprowadzić nie wiadomo gdzie. Furiat.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Michael Irving on Sob 30 Cze - 13:29

Uderzenie w ścianę głową w połączeniu z jakże skutecznym zaklęciem drętwota, mogło skończyć się tylko jednym. Ni stąd, ni zowąd chłopak padł na ziemię nieprzytomny. Zresztą, dużo w takiej sytuacji nie mógł zrobić. Napastnik był widocznie zwinniejszy, należał do drużyny sportowej, no i opanowały go złe emocje. To wszystko sprawiło, że czar Gabriela był wystarczająco silny, aby przebić marną tarczę Krukona i zwyczajnie z nim zwyciężyć. Nie tym jednak martwił się najbardziej. W takiej sytuacji, nie zostanie poturbowany jeszcze bardziej, więc to co się stało, w jakimś stopniu było dla niego pozytywne. Jednakże co się stanie z Puchonem. To on był głównym obiektem pojedynku. Bóg wie co mogło mu si stać po pokonaniu Michaela. Na szczęście wszystko potoczyło się lepiej, niż ktoś mógł sobie to wyobrazić. Cassandra zdołała zwrócić uwagę Gryfona na siebie, a Humphrey zdołał nie tylko uciec, ale i ocucić Krukona. Irving gwałtownie otworzył oczy, lecz tutaj nikogo już nie było. Zakochana para poszła gdzieś wyjaśnić sobie to i owo, a Popmhrey zbiegł z miejsca zdarzenia. Instynktownie spojrzał na dłoń; różdżki tam nie było. Bystrym wzrokiem dostrzegł ją jednak kilka metrów dalej. Co tu się stało? Jak potoczyły się dalej losy trójki? Podobne pytania zadręczały jego głowę, gdy ledwo wstał i podniósł z ziemi swoją broń. Bez niej nic był nie mógł zrobić :
- Jasny gwint. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Kim jest ten Gabriel. Może warto się dowiedzieć? - syczał do siebie, otrząsając się po wcześniejszym uderzeniu. Prawy bark dał po sobie poznać, że został ugodzony, aczkolwiek ból był jak najbardziej do zniesienia. Nie miał na razie sił iść gdzieś dalej, więc przycupnął do barierek i podziwiał widoki.
avatar
Michael Irving
Uczeń

Liczba postów : 44
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Great Yarmouth, England

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Audrey Hope on Wto 23 Paź - 19:22

Cóż za dzień. Ile lekcji, tyle myśli pod tytułem "Proszę, niech to się już skończy" - zajęcia dłużyły się okrutnie, a przynajmniej pannie Hope. Gdy wreszcie się skończyły, biedna Gryfonka postanowiła jak najszybciej wziąć się za pisanie esejów i tego typu rzeczy, na dzień jutrzejszy. Chciała mieć wszystko z głowy, za sobą. Chciała oddać się słodkiemu lenistwu i przeleżeć cały dzień w swej wieży, w ciepłym łożu z baldachimem. Oho! Chyba dopada ją jesienna depresja!
Jesienna depresja była jednak dla niej czymś tak absurdalnym, jak otrzymanie W z eliksirów. Niemożliwe. Z zaklęć - owszem. Z transmutacji, z wróżbiarstwa, z numerologii... ze wszystkiego jest łatwiej. Eliksiry nie zaliczają się do tego grona, przykro mi! Nie jej wina, że sprawiały dziewczynie tyle trudności, prawda? Chociaż... może gdyby się wzięła w garść, toby jej lepiej szło.
Tak, racja! Weź się w garść!, pomyślała sobie, nieudolnie próbując wyskrobać kilka zdań na temat zastosowania bezoaru. Niestety, nie mogła się skupić. Irytowało ją wszystko wokół: trzaskanie drzwiami, odgłosy kroków, próby zagadania jej... Ba! Nawet oddechy innych osób burzyły jej ciszę! Dlatego też postanowiła wybrać się z książką gdziekolwiek, byleby ludzie nie wściubiali swoich nosów! Musiała mieć spokój, dlatego udała się w najbardziej odosobnione miejsce w Hogwarcie. Dobrze, może nie najbardziej odosobnione, ale jedno z wielu. Była to mianowicie wieża zachodnia; miejsce mało uczęszczane, cholernie wysokie i w dodatku nie ma możliwości pomieścić tam więcej niż trzy osoby. Idealnie.
Gdy dotarła na miejsce, zrzuciła niedbale swoją torbę na ziemię, a sama usiadła obok. Wyciągnęła pióro, pergamin i wielki wolumin oprawiony w śliczną okładkę z napisem "Eliksiry" i własnoręcznym podpisem, głoszącym "Własność Audrey Hope - Gryffindor, IV klasa." Cudownie, czyż nie?
Otworzywszy podręcznik na stronie osiemdziesiątej trzeciej, zaczęła gorączkowo czytać, nie zrozumiawszy ani słowa. Po chwili jednak zaczęła powoli przepisywać wybrane zdania i słowa, myśląc jednocześnie, że to totalna głupota i strata czasu. No cóż.
Oby nikt się teraz nie pojawił. W końcu to była jedna z tych nielicznych chwil, gdy chciała być zupełnie sama.
avatar
Audrey Hope
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Leanne Macpherson on Sro 24 Paź - 1:42

Dziewczyna wspinała się zadyszana po wysokich, krętych schodach prowadzących na szczyt wieży zachodniej. Miała wrażenie, że zaraz wypluje płuca. Jednak jej kondycja była gorsza, niż przypuszczała. Ech, no trudno. Fascynujące, że w pierwszej klasie wdrapanie się na wieże nie sprawiało jej większego problemu. Starzeje się? A może to efekt tak wielu paczek papierosów, które wypaliła?
Jednak poprawienie kondycji nie było celem jej wędrówki. Celem było odnalezienie przyjaciółki, która zniknęła zaraz po zajęciach, na których z resztą też mało ją widziała, bo była zajęta odsypianiem nocy zarwanej u mężczyzny spotkanego w Trzech Miotłach. Który poza tym, że zafundował jej całkiem miły wieczór, to pomógł jej w napisaniu eseju na eliksiry. Cóż... Ważne, że Lee miała teraz prawie wolne.
Zastanawiała się dlaczego Audrey nie powiedziała jej gdzie idzie. Może nie chce jej towarzystwa? Nieważne, musi z nią pogadać. Leanne czuła się źle. Targały nią uczucia i emocje, o których mogła porozmawiać tylko z nią. Dzień wcześniej Oberon przyleciał z listem od matki, o którym jeszcze nie wspomniała dziewczynie nawet słowem. Próbowała to zapić, zapomnieć, zignorować. Nic. Niestety czuła, że nadal przytłacza ją to od środka i miała nadzieję, że po rozmowie z drugą osobą no...chociaż trochę zelżeje.
Gdy wreszcie dotarła na szczyt i ujrzała przyjaciółkę, próbującą się nieskutecznie zaprzyjaźnić z podręcznikiem do eliksirów, odsapnęła z ulgą. Koniec chodzenia i szukania. Podeszła do niej.
- Tutaj jesteś. - Usiadła na ziemi obok niej. - Miej świadomość, że prawie mnie zabiłaś. Nie mogłaś wybrać miejsca, które jest hmm no nie wiem... niżej położone?
Zauważyła, że Audrey też nie jest w najlepszych humorze. I chyba nie chodzi tylko o esej z eliksirów.
- Potrzebujesz z tym jakiejś pomocy? - Wskazała głową na niezapisany nawet jeszcze w jednej czwartej pergamin.
avatar
Leanne Macpherson
Uczeń

Liczba postów : 75
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Audrey Hope on Czw 25 Paź - 21:15

Niedbale napisane zdania i w dodatku słowo w słowo przepisane z książki? Milutko, doprawdy! Ach, nie będzie tak źle. W głowach huczała jej najnowsza piosenka Fatalnych Jędz, a przed oczami stawały ciepłe, wrześniowe popołudnia spędzone na błoniach. Jakże miło byłoby posiedzieć w tym momencie tam, w dole, zajadając się jakąś dobrą czekoladą... Nie, nie teraz! Teraz nie ma na to czasu, są ważniejsze rzeczy. Musi wyrzucić te myśli z głowy, bo to wszystko przez nie! To one ją rozpraszają. Bardzo prawdopodobne, że po prostu dokończy pracę później.
Na pewno dokończy później. Bowiem właśnie w tym momencie ktoś śmiał zakłócić jej spokój! Już miała porządnie nawrzeszczeć na ową, niepożądaną osobę, gdy ta usiadła obok niej. Cała chęć skarcenia minęła jej natychmiast - to tylko Leanne. Albo AŻ Leanne - jej przyjaciółka! Może to i dobrze, że pojawił się ktoś, kto przerwał jej tą czynność? Przecież może odłożyć to na później, na pewno nie zapomni. Zje trochę czekolady, pobiega, odświeży umysł... i będzie lepiej jej się myślało, o!
- Hej Leanne, też miło cię widzieć! - powiedziała sugestywnie, dając tym samym do zrozumienia, że Gryfonka nawet się nie przywitała. W zasadzie norma, ale normą były też takie odzywki między nimi.
- Pomocy? - zapytała retorycznie, chowając rzeczy do książki. Poprawa jej nastroju nastąpiła momentalnie; jak zawsze, kiedy coś olewała albo skończyła. Później posiedzi w bibliotece, kiedy wszyscy będą na kolacji i poprosi o pomoc kogoś innego. Widać było, że panna Macpherson nie ma najlepszego humoru, więc nie będzie jej jeszcze wykorzystywać! Zamiast tego powiedziała:
- Pomocy to chyba potrzebujesz ty. - zdając sobie sprawę, jak głupio to zabrzmiało, dodała jeszcze: - Och, to znaczy... Coś nie w sosie jesteś, mam rację?
Ostatnie zdanie wypowiedziała znacznie łagodniej, z troską. Torbę zamknęła i rzuciła ją gdzieś obok, układając się w wygodniejszej pozycji.
avatar
Audrey Hope
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Leanne Macpherson on Wto 30 Paź - 21:36

Dziewczyny znały się od pierwszej klasy. Dokładnie od momentu, w którym usiadły obok siebie przy stole Gryfonów, zaraz po ceremonii przydziału. Lee doskonale pamiętała tamten wieczór. Wylała wtedy na Audrey sok dyniowy i prawie udusiła się klopsikami, gdy ze środka stołu wyleciał duch Gryffindoru - Sir Nicholas de Minsy-Porpington, znany również jako Prawie Bezgłowy Nick. Tak, to nie był zbyt przyjemny widok przy klopsikach. Pamiętała nawet pryszczatego Krukona, który śmiał się tak bardzo, że budyń waniliowy puścił mu się nosem. Ach, tak bardzo chciała wrócić do tych beztroskich dni... o ile rzeczywiście można było je tak nazwać, albowiem dzień po ceremonii czekała je pierwsza lekcja eliksirów.
Nikt nie znał Leanne tak dobrze jak panna Hope, dlatego też nie ma się co dziwić, że ta od razu zauważyła w jakim jest nastroju.
- No, można tak powiedzieć. - Westchnęła. - Kojarzysz tę kobietę, która z biologicznego punktu widzenia, jest moją matką? - Spytała z nutką ironii w głosie. Dziewczyny często odwiedzały się w czasie letnich wakacji, ale Pani Macpherson rzadko bywała w domu, więc przyjaciółka nie zdołała jej poznać, aczkolwiek widziała ją parę razy... kiedy akurat Elle dziwnym trafem znalazła się we własnym domu, a nie jakiegoś poznanego w klubie faceta czy też w pracy. Może być jednak pewna, że nic nie straciła.
Lee zastanawiając się jak ująć w słowa to, co miała do powiedzenia, spojrzała na piękny krajobraz. Tak, zdecydowanie największą zaletą tej wieży był zapierający dech w piersiach widok. Wynagradzał on nawet męczącą wędrówkę po krętych schodach.
avatar
Leanne Macpherson
Uczeń

Liczba postów : 75
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Audrey Hope on Czw 1 Lis - 17:08

Spojrzała ze zrozumieniem na Lee, choć ta jeszcze nic nie powiedziała. Ach, więc chodzi o matkę dziewczyny... Oczywiście, że Audrey ją pamiętała. Z tego, co sobie zdołała przypomnieć, była nawet nieco podobna do Gryfonki, ale nigdy nie mogła przyjrzeć się jej bliżej. Rzadko bywała w domu, więc ich dotychczasowe rozmowy ograniczały się do krótkiej wymiany zdań: "Dzień dobry pani Macpherson." Czasem nawet nie doczekała się odpowiedzi, ale cóż, podobno matka Leanne już taka jest. Panna Hope nie przejmowała się tym zanadto, wiedziała też, że sama Lee nie ma z rodzicielką najlepszych kontaktów. Jako, że sama doświadczyła wspaniałego dzieciństwa, ciesząc się miłością i troską zmarłej już pani Hope, teraz zaczęła się zastanawiać. Co jest gorsze: utracić matkę poprzez śmierć, czy poprzez... Właśnie, poprzez co? W każdym bądź razie życie ze świadomością, że osoba, która dała ci życie, ma cię teraz kompletnie gdzieś... na pewno nie jest kolorowe. Nie chciałaby czegoś takiego doświadczyć i z całego serca łączyła się w bólu z panną Macpherson. Obie w pewien sposób COŚ utraciły, prawda? Hmm, jak widać Lee zupełnie inaczej do tego podchodzi. Ironia zawarta w jej głosie na to wskazywała.
- Co z nią? - zapytała, spodziewając się wybuchu emocji ze strony przyjaciółki. Nie miała pojęcia, co się stało. Nie miała pojęcia, dlaczego. Nie miała pojęcia, jak pomóc. Zaraz się dowie.
Może nie była najlepszą pocieszycielką, ale liczą się chęci, prawda? W pomocy przyjaciołom zawsze trzeba starać się najlepiej, a o to właśnie postarać chciała się teraz. Przygotowana była na wszystko - wybuch złości, agresji, płaczu. Chciała, aby ciężar na sercu Leanne zelżał. Nie musiała nawet posyłać troskliwego spojrzenia w jej stronę, jak to zwykle robiła; ona wie. Wie wszystko, bo przecież znają się na wylot i panna Hope nie musi grać, gdy spędza z nią czas.
avatar
Audrey Hope
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Leanne Macpherson on Czw 1 Lis - 23:38

Lee nadal wpatrywała się w krajobraz. Przepełniała ją nienawiść do rodzicielki, ale nie tylko. Również smutek, żal, w głowie huczało jej pytanie "Co ja jej takiego zrobiłam, że aż tak mnie nienawidzi?". Wolała się najpierw opanować. Chciała udawać, że nic jej to nie obchodzi. Jak zawsze. Jak zawsze opowiedzieć wszystko głosem nie wyrażającym żadnych uczuć, z krótkim prychnięciem na końcu. Wiedziała, że przy przyjaciółce udawać nie musi, było to raczej udawanie przed samą sobą, budowanie ściany ochronnej. Była świadoma tego, że panna Hope się na to nie nabierze. Zbyt długo ją znała.
Oderwała wzrok od krajobrazu i spojrzała na Audrey.
- Otóż napisała do mnie list, w którym poinformowała mnie, że dorobiła się męża i nowego bachora. Iii...tak po krótce...mam zniknąć. - Leanne niebezpiecznie zadrgały wargi, więc szybko odwróciła głowę. Mówiła dalej wpatrując się w jezioro. - Mają się nigdy nie dowiedzieć, że istnieję. Ach! Ale mam się nie martwić pieniędzmi, bo nadal będę je dostawać. Super. Dzięki, mamusiu. - Ostatnie zdania, aż ociekały ironią, ale trudno się dziwić. Były wręcz śmieszne. To wszystko wydawało się Leanne jakąś jedną, wielką kpiną. Czekała na reakcję przyjaciółki. Zawsze wstydziła się mówić jej o tym, jaka jest jej matka. Wiedziała bowiem, że dzieciństwo Audrey znacznie różniło się od jej dzieciństwa i że jej mama była wspaniałą kobietą. W porównaniu do pani Macpherson, która była rodzicem- pomyłką. No cóż.
avatar
Leanne Macpherson
Uczeń

Liczba postów : 75
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Audrey Hope on Pią 2 Lis - 13:09

Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Nie wiedziała, co powinna zrobić w tym momencie. Sama nie doświadczyła czegoś takiego i było dla niej wręcz niewyobrażalną rzeczą, aby... wyrzucić dziecko z domu, bo na to właśnie wyglądało. Co takiego ona sama musiałaby zrobić, żeby ją wyrzucili? Zajść w ciążę, zabić setki mugoli, mieć sprawę sądową w Ministerstwie Magii?... Zdawała sobie sprawę, że Leanne w pewnym stopniu hamuje się przed niektórymi reakcjami - przecież znała ją nie od dziś.
- Ale jak to? - tylko tyle zdołała z siebie wyrzucić. Musiała przyznać, lepsze było czuć się w domu niewidzialną i ignorowaną, niż nie być w domu w ogóle. Niż musieć samemu ułożyć sobie życie, bo twoi rodzice mają nowe i nie chcą cię w nim. Gdzie Leanne będzie teraz mieszkać? Hogwart w czasie wakacji nie jest przecież dostępny dla uczniów. Jak więc dziewczyna sobie poradzi? No cóż, najlepiej zapytać ją o to wprost.
- I co teraz? Dokąd pojedziesz po skończeniu roku szkolnego? - pewnie nie będzie miała żadnego lokum, więc Audrey zaoferuje jej przyjazd do siebie, do Leeds. Co to za różnica, czy spędza u niej tam kilka godzin, jak dawniej, czy dwa miesiące? Nie ma różnicy. Jej ojciec i jego nowa żona nawet będą ucieszeni, że mają ją wreszcie z głowy. Może to lepsze rozwiązanie dla nich obu. Z drugiej strony panna Hope zdawała sobie sprawę, że musi być to trudne dla przyjaciółki, jednak nie wiedziała, co zrobić. Będzie mieć rodzeństwo, którego ma nigdy nie poznać. Będzie mieć matkę, z którą nie będzie mogła się zobaczyć. Nie, ona już ma matkę. Ma matkę, która przekupuje ją pieniędzmi, żeby robiła to, co podobno należy. Skąd ona to znała? Ach, tak! Miała podobnie, gdy podczas przerwy świątecznej i wakacji miała "zająć się sobą", dostając w zamian wszystko, czego chciała, ale "nie przeszkadzać rodzicom, choć jedno z nich wcale nie było jej rodzicem...
- Możesz mieszkać u mnie. - zaoferowała, nie czekając na odpowiedź. Po chwili dodała jeszcze: - Wszystko się ułoży... Musi...
Wiedziała, że panna Macpherson może potraktować to jedynie jako puste słowa. Ale ona dopilnuje, aby wszystko się ułożyło. Nie pozwoli, aby ktoś zmarnował jej życie.
avatar
Audrey Hope
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Leanne Macpherson on Pią 2 Lis - 15:42

Wreszcie oderwała wzrok od jeziora. No właśnie. Dokąd pójdzie. Nad tym się jeszcze nie zastanawiała. A przecież jest to istotne, jednak była zbyt zajęta wściekaniem się na matkę. Musi przestać się tym przejmować. Tylko jak?
-Właściwie...jeszcze się nad tym nie zastanawiałam. Coś wymyślę. To ostatnie wakacje przed zakończeniem szkoły. Później i tak bym sobie coś znalazła. - Zaczęła gorączkowo myśleć. Może matka zapewni jej jakieś mieszkanie? Nie, nie chce od niej niczego. Lucas? Hm, nie, nie angażujmy się w to aż tak bardzo. Nie była wstanie nic w tym momencie wymyślić. Trudno, ma czas. Najpierw musiała zrobić coś ze swoim samopoczuciem, spróbować pogodzić się z tym, że jest dla matki zabawką, której nigdy nie chciała, która zepsuła się całkowicie w wieku jedenastu lat. Bo okazało się, że nie jest zwykłym człowiekiem! Jakby to była jej wina. Zapewne był to tylko zwykły pretekst, aby móc przestać całkowicie zajmować się dzieckiem. Współczuła jej nowemu bratu lub siostrze. Ma tę samą matkę. A może to dziecko będzie traktowane lepiej? Pewnie tak, w końcu nie jest niechcianą wpadką.
Gdy usłyszała ofertę przyjaciółki, spojrzała jej w oczy zdumiona.
-Naprawdę? - Była jej tak bardzo wdzięczna. Za wszystko. Za to, że jej zawsze słucha, że zawsze jest, że gdy Lee jej potrzebuje, ona rzuca wszystko. Oczywiście jeśli chodzi o porzucenie pracy nad esejem z eliksirów, to pewnie uczyniła to z rozkoszą. Chciała jej podziękować nie tylko za zaoferowanie mieszkania, ale i za to, że jest jej przyjaciółką. I właściwie jedyną rodziną. Przytuliła Audrey.
- Dziękuję. - Powiedziała i jednocześnie poczuła się dziwnie. Zawsze się tak czuła, gdy przychodziły te najbardziej szczere momenty między nimi. Jakby odrzucała maskę daleko za siebie i była teraz bezbronna, ale nic jej to nie obchodziło. Odsunęła się od przyjaciółki i uśmiechnęła lekko.
- Dobra, chyba czas przestać się nad sobą użalać. Oczywiście, że się ułoży. Do tej pory i tak praktycznie nie miałam matki, więc nie posiadanie jej trochę bardziej i tak wiele nie zmieni. Hm, tak myślę, że jak bachor trochę podrośnie, a ona już sobie będzie spokojnie żyła z tym swoim mężusiem, to ich odwiedzę. - Jej oczy błysnęły złowieszczo. Jeszcze nie była w stanie wyzbyć się nienawiści, ale nie ma się co dziwić.
avatar
Leanne Macpherson
Uczeń

Liczba postów : 75
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Audrey Hope on Pią 2 Lis - 18:21

Gdy została przytulona, fala ciepła rozlała się po jej ciele. Poczuła się tak, jakby była wolna. Jakby już nie była aktorką w teatrze życia, bo dobrze odegrała swoją rolę. To była jedna z tych nielicznych chwil, kiedy nie żałowała, że nie założyła przed kimś maski pozorów, które sprawiały wrażenie niedostępnej, chłodnej i opanowanej. Uczucia, które się w niej kłębiły, nie były tłumione, a całkiem szczere. Kilka sekund, podczas których czuła się... sobą. Hm, to zabawne jak może wpłynąć na człowieka jeden moment szczerości, gdy nie jest aktorem, gdy nie jest nawet scenarzystą, bo i tak bywało. Zabawne, jak przyzwyczajenia wpływają na ludzi. Miło było komuś się przydać i mieć całkiem czyste intencje, czyż nie?
- Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. - powiedziała ciepło, lecz nie rozczulając się zanadto. Bez przesady, przecież nie rozpłacze się ze wzruszenia. To była tylko chwila, w której dziękowała w duchu, że może nazwać kogoś swoim przyjacielem. Że może pomóc w potrzebie i w ogóle. Owszem, cudownie. Tyle, że faktycznie nie powinna teraz wdawać się w refleksje. Lee potrzebuje pocieszenia, heloł!
- Użalać? Ej, wiem, że to dla ciebie ciężkie. A to, że się komuś wygadujesz, to nie znaczy, że się użalasz! - ma prawo do bycia zawiedzioną, wściekłą, smutną, radosną. Ma prawo do każdej reakcji w takiej sytuacji. - Co ty masz zamiar im zrobić? - zapytała jeszcze z udawanym przerażeniem, choć wiedziała, że panna Macpherson może wpaść na jakiś doprawdy niekonwencjonalny pomysł. Mimo wszystko już wyobrażała sobie, jak będą wyglądały ich wspólne wakacje i w głowie widziała ich zarys. Do tej pory Gryfonka widziała jedynie część miasta, w którym Aud mieszkała. Teraz pokaże jej całe! Pokaże jej wszystkie zakątki, pójdą do mugolskiego kina, albo porobią jakieś niecodzienne rzeczy. Namaluje jej portret, upiecze z nią ciasto... Czuła, że te wakacje nie będą takie jak poprzednie - szlajanie się po rezydencji państwa Fosterów albo siedzenie w swojej pracowni do malowania. Wspaniałe wakacje miała, nieprawdaż?
avatar
Audrey Hope
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Leanne Macpherson on Sob 3 Lis - 21:43

Leanne wiedziała, że Audrey źle zareaguje na słowo "użalać". Zawsze jej powtarzała, że ma mówić kiedy coś jest nie tak. Ale ona po prostu nie lubiła długo rozwodzić się nad swoimi problemami. Czuła się wtedy, jakby rzeczywiście się użalała i robiła z siebie ofiarę. Bo przecież zawsze tak było. To nic nowego, że matka jej nie chce. Poza tym tego właśnie słowa używała pani Macpherson, gdy mała Lee miała jakiś swój dziecięcy problem. Nauczyła się, że ze swoimi smutkami musi sobie radzić sama. Dopiero gdy poznała Aud, dowiedziała się, że jeśli dzielisz się nimi z drugą osobą, to jest znacznie łatwiej, jednak nadal nie zawsze to robiła. Westchnęła.
-No wiem, wieem. - Powiedziała i po chwili na jej twarzy pojawił się wredny uśmieszek. - Oj nic takiego. Odwiedzę mamusię, poznam jej wspaniałego męża. Na pewno będzie zadowolony z faktu, że jego kochana żonka jakoś zapomniała mu powiedzieć, że ma dorosłą córkę. Ach, no i urządzę im może mały pokaz moich umiejętności magicznych. W końcu skoro mama posłała mnie do szkoły, to może chciałaby widzieć efekty? - Słodka, słodka zemsta. Jednak Lee musi na nią jeszcze trochę poczekać. Chociaż najchętniej wzięłaby miotłę i poleciała ich "odwiedzić" już teraz.
Piękna wizja rozpadającego się małżeństwa jej matki na chwilę ją zamroczyła, ale szybko zdołała się otrząsnąć.
-Gdzieś słyszałam, że najlepsza na smutki jest czekolada. Mam ochotę na taką karmelową z Miodowego Królestwa. - Spojrzała na przyjaciółkę znacząco. Wiedziała, że co jak co, ale czekoladzie to się nie oprze. - Potem mogę Ci pomóc z tym strasznym esejem. - Musiała oderwać myśli od fatalnego rodzica i zająć się czymś innym. Póki co postara się zapomnieć, spełnić życzenie matki, a może Ella Macpherson na zawsze przestanie być powodem jej smutków?

avatar
Leanne Macpherson
Uczeń

Liczba postów : 75
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Audrey Hope on Sob 3 Lis - 22:19

Cała Leanne. Jak to jest, że potrafiła poczekać na zemstę chociażby latami? A następnie podwójnie upajać się jej skutkami niepowodzeń osób, do których nie pała sympatią. Aud mogła co najwyżej poczekać kilka miesięcy, potem zapominała o takich sprawach. Tak to jest, kiedy dla niej szklanka jest do połowy pełna, a trawa bardziej zielona... Nie potrafi być pamiętliwa i szczególnie mściwa, przez co czasami staje się zabawką dla co niektórych osób. I wtedy wkracza nowa Audka i jej umiejętności. Zaczyna bawić się, stąpać po wyżynach aktorstwa i intrygi... Ach, życie jest cudowne w takich chwilach. Kiedy czujesz, że masz kogoś pod kontrolą. Wiesz, że jeśli tylko właściwie zagrasz lub sprowokujesz, osiągniesz zamierzony efekt. A potem przychodzą wyrzuty sumienia i następuje koniec gry. Nie kontynuujesz tego, jesteś wściekła sama na siebie. Mimo to już wiesz, że dana osoba nigdy w niczym ci nie przeszkodzi. Wyrafinowany sposób na zemstę, czyż nie?
Dotychczas na wpół zmartwione, na wpół współczujące spojrzenie, gwałtownie się zmieniło. Wzrok Audrey wyrażał radość, a w oczach igrały iskierki mówiące "czekolada". A może to było "eskapada"? Zapewne jedno i drugie, bo każdy wiedział, że wyjścia do Hogsmeade poza weekendem są, no cóż, zabronione. Bądź co bądź, dla czekolady wszystko!
- Dobra, esej zrobi się sam. Prawda, mój kochany esejku? - zwróciła się pieszczotliwie. Do kartki papieru. Wiedziała, że Lee zrozumie jej wypowiedź, a ukryte w niej intencje głosiły "sama sobie poradzę, nie chcę cię wykorzystywać!". Panna Hope spakowała cały ekwipunek do torby i entuzjastycznie wstała, pomóc podnieść się z ziemi przyjaciółce. W gruncie rzeczy musiała przyznać jej rację, słodkości były dobre na wszystko. Może po drodze wpadnie jej jakieś rozwiązanie tej, niewątpliwie ciężkiej, sytuacji? Hm, listu raczej nie napisze. Chociaż może... Może napisze coś anonimowego, załóżmy od Fundacji Pomocy Rodzin (trudno, że nie wie czy coś takiego istnieje) o wyrodnych matkach porzucających swoje dzieci? Pomysł absurdalny i bezsensowny, ale cóż innego mogła uczynić w podobnej sytuacji... Nie! Nie będzie nic robić, bo doskonale zdawała sobie sprawę, że zbytnia ingerencja w sprawy rodziny Macphersonów nie wyszłaby jej na dobre. Nie powinna zajmować się powodem problemów, a osobami, który on dotyka. Zaoferowała Leanne zamieszkanie u niej i zrobiła prawidłowo. Na razie wystarczy.
avatar
Audrey Hope
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Leanne Macpherson on Sob 3 Lis - 22:49

Tylko czekała na tą nieopisaną radość na twarzy Audrey, która zawsze pojawia się gdy ta dostanie czekoladę. Właśnie dlatego zaproponowała wypad do Miodowego Królestwa. To wszystko zawsze poprawiało jej humor. Wyprawy z panną Hope były znacznie fajniejsze niż te samotne do Świniaka czy Trzech Mioteł, które odbywała niemal co drugi dzień. A widok szczęśliwej jak dziecko przyjaciółki, zajadającej się czekoladą, znacznie zabawniejszy niż widok pijanych facetów przy barze.
- Serio? Bo ja tam widziałam, że kochany esejek rozpaczliwie potrzebuje pomocy. - Zaśmiała się. - Daj spokój Aud, pomogę Ci. Chyba nie chcesz pozbawić mnie tej przyjemności? Wiesz, że uwielbiam eliksiry niemal tak bardzo jak ty. - Poza tym Lee naprawdę nie chciała siedzieć tego wieczoru bezczynnie, a jej esej był już napisany. Wstała przy pomocy przyjaciółki. Była jej wdzięczna za wysłuchanie. Nie chciała pocieszania, żadnych specjalnych zachowań. Wystarczyło jej wysłuchanie i zrozumienie. No i oczywiście cieszyła się z propozycji mieszkania u Audrey. Już nie mogła się doczekać wakacji.
- To co? Idziemy? - Już czuła w powietrzu zapach słodyczy z Miodowego Królestwa. - Posąg Jednookiej Wiedźmy czeka.
avatar
Leanne Macpherson
Uczeń

Liczba postów : 75
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Audrey Hope on Sob 3 Lis - 23:59

Gotowa do drogi otrzepała się z ziemi. No cóż, balkon na wieży nie był najczystszym miejscem, ponieważ rzadko kiedy ktoś tutaj przychodził - komu by się chciało iść, wciąż stąpając po niemalże niekończących się schodach? Brawa dla wytrwałych. Przynajmniej nagroda, jaka cię tam spotka, będzie warta tego wysiłku. Widok stamtąd jest niesamowity, zapewne dlatego panna Hope lubiła tutaj przebywać. Ostatni raz omiotła wzrokiem hogwarckie błonia i tereny poza nimi, które tak wspaniale rozciągały się tuż pod nią, a było widać je idealnie.
Kochany esejek leżał w torbie i ani śnił o tym, aby Leanne się za niego wzięła. Może bał się, że będzie zbyt piękny? W końu chyba bałby się wyróżniać spośród dziesiątek innych esejów. Literka, która by na nim widniała byłaby tak inna... Wcale nie T jak Troll, wcale nie F jak Fatalne, wcale nie O jak Okropne. I jak tu żyć, moi drodzy? Ale przecież właścicielka kochanego esejku jest równie kochana, co on i wie, że kochany esejek zaakceptuje swoją odmienność.
- Skoro nalegasz. - odpowiedziała beztrosko Audrey, nie naciskając specjalnie. Raz na jakiś czas można przyjąć oferowaną w tej sprawie pomoc i zadowolić się oceną... zadowalającą, no. Przyda jej się jakiś dobry stopień, bo pewnie długo już takiego nie będzie. Przed wyjściem dotknęła jeszcze barierki, która swoją drogą była bardzo zardzewiała. Chyba chciała sprawdzić jej wytrzymałość i jak widać, dobrze, że zrobiła to jedynie ręką, a nie użyła całego ciała. Barierka zachwiała się lekko i Aud była pewna, że jakby ktoś się o to oparł, to by runął na ziemię i już nie miałby takich pięknych widoczków.
- Mogliby bardziej o te barierki dbać. - rzuciła jeszcze na odchodnego, zwróciwszy się w stronę wieży zachodniej. Niemal pociągnęła za sobą przyjaciółkę i wytłumaczyła to słowami: - Wolę mieć pewność, że nie spadniesz. Bo mój ojciec galeony przyśle dopiero za tydzień, a czekolada sama się nie kupi.

To co? Przenosimy wątek do Hogsa? :>
avatar
Audrey Hope
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Shira Abshire on Wto 13 Lis - 17:48

Mówią: nie opieraj się, a ona kładzie swoje łokcie. Mówią: uważaj, możesz spaść, a ona wychyla się do przodu. Mówią, ale to nic nie daje. Zaciąga się, wypuszcza kolejne obręcze dymu, bo wie, że teraz jest tu sama. Za chwilę zgasi niedopałek, ukryje starannie pomiędzy popękanymi płytkami. Gorąco uderza w jej odkryty dekolt, podwija rękawki śnieżnobiałej bluzki, nie zastanawiając się, czy aby koronka jej bielizny nie przebija materiału. Długa lazurowa spódnica łaskocze jej kostki i Shira wie, że z chęcią znalazłaby się teraz na rozgrzanym piachu. Sączyłaby tam zimne napoje, upijała się szybko wódką i czytała bzdury, o których tak wiele słyszała. Zakopuje się właśnie gdzieś tam w swojej małej podświadomości, która ciągnie ją w nieznane. Mimo, że twardo stąpa po ziemi, to dzisiaj szybuje w przestworzach. Przeciera oczy wierzchem dłoni - dzisiaj pomalowała tylko rzęsy. I usta, bo ostatnio dogaduje się z czerwienią.
Na dole ludzie prowadzą swoje życia, mają swoje problemy, drobne kłopoty, większe radości. Nigdy z nikim by się nie zamieniła.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Gabriel Smith on Wto 13 Lis - 18:15

Powoli wwlókł się tutaj, bo wiedział, że będzie na niego czekała. W ostatniej chwili podesłała mu sowę z wiadomością. Cieszył się, że udało im się spotkać. Podszedł do niej. Stanął za nią. Objął ją i oparł głowę na jej ramieniu. - Hej! - Powiedział z uśmiechem, po czym pocałował ją delikatnie za uchem. Cieszył się, że może sobie pozwolić na takie drobne gesty. Jeszcze bardziej - że ona mu na nie pozwala. Stanął obok niej i spojrzał na widok, jaki się stąd rozciągał. - Całkiem ładnie, prawda? - Obejrzał się na nią. Na tej wysokości wiatr był chłodny i momentami porywisty. Targał włosami dziewczyny. Zasłaniał jej twarz. Odgarnął jej włosy dłonią.
Nie wiedział jeszcze jak ma się zachować wobec niej. Po tym co wczoraj się stało chyba dali sobie do zrozumienia, że już nie zależy im na spontanicznych spotkaniach, podczas których korzystają tylko z okazji na ucieczkę od świata i problemów. Teraz muszą się z nimi skonfrontować. Jak to wyjdzie? Czy ona jest równie silna w rzeczywistości, co w jego wyobraźni?
- Wiesz... cieszę się, że w końcu Cię znalazłem. - Zaczął spokojnie. A co z resztą? Nie liczy się? Przestała się liczyć? Cały plan? Nie. Więc jest hipokrytą! Cholernym hipokrytą, który teraz okłamuje sam siebie. Stwarza iluzję. Bierze ją za wyjątek od reguły, która wyjątków nie przewiduje.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Shira Abshire on Wto 13 Lis - 18:28

Drgnęła na dźwięk jego głosu. Czy będzie już tak zawsze? Ilekroć go usłyszy, to tak jak gdyby rodziła się na nowo? Nie spodziewała się, że odpowie na jej wiadomość, że odważy się brnąć w to dalej i nadać temu nowy charakter. Dopiero, co się poznawali. Nie wiedziała nawet, czy lubił lato. Nie wiedziała, jakie czyta książki, nie widziała też nigdy jak zasypia i jak się budzi. Pocałowała go w oba policzki, jeden po drugim, na końcu w usta. Od razu zrobiło się jej lepiej, mogła już wrócić na ziemię.
- Lubię otwarte przestrzenie. - odpowiedziała, wciskając się w jego objęcia, wciągając zapach jego perfum. Nie umiała sprecyzować ich relacji. Chciała mówić mu o wszystkim, zrywać z niego ubranie, odpalać kolejne papierosy, podpowiadać na egzaminach. Nigdy nie wyobrażała sobie, że będzie z kimkolwiek tak blisko. Przed nimi długa droga.
Zamknęła oczy, słysząc jego słowa. Uśmiech błąkał się na jej twarzy, a teraz zamienił się w wesoły śmiech. Odetchnęła z ulgą.
- Mam coś dla ciebie. - szepnęła, podnosząc powieki. Coś, co będzie miał przy sobie, coś, czego nie będzie mógł zgubić. Wsunęła delikatnie dłoń w miseczkę od stanika, a przedmiot który wyciągnęła był tak mały, że kształtem jeszcze nie przypominał niczego. Uniosła palec do góry.
- Zamknij oczy, kochanie.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Gabriel Smith on Wto 13 Lis - 18:45

Oparł się o balustradę, patrząc w przestrzeń. Było ciepło, było jasno, nieco wietrznie, ale to chyba raczej kwestia miejsca w którym się znajdowali. Nie podobała mu się ta pogoda. Widok był jednak faktycznie piękny: rozległe równiny, mury zamku poniżej... tu było naprawdę cholernie wysoko. Wyciągnął papierosy i odpalił jednego. Odwrócił się na jej słowa. Przytaknął głową. On też je lubił. Nie lubił żadnych ograniczeń. Z reguły nie lubił. Stał teraz pewnie na kamiennej posadzce i czuł się trochę jak ptak, który jest gotów do lotu, ale odlecieć nie może. Spoglądał tęsknie w okno wiele razy. Marzył o tym, by cały ten świat uległ, stanął mu u stóp. Żeby mógł mu rozkazywać. Na zawsze.
Skupił się, zmarszczył brwi. Ma coś dla niego? Stanął do niej przodem i zaczekał. Wyciągnęła coś małego. Coś w niego uderzyło.
Kochanie?
Zadrżał i cofnął się o krok patrząc na nią podejrzliwie. Nie chciał, żeby tak mówiła. Oni wszyscy nigdy się nie nauczą! Popełniają w kółko ten sam błąd. Angażują się emocjonalnie, kiedy jeszcze nie powinni. Gabriel nie potrafi kochać. Nie wypowiada tych pustych słów, nie bawi się w udawane związki - to wszystko zawsze źle się kończy. Mogą się... spotykać. Razem iść przez życie. Mogą rozmawiać, pieprzyć się, mogą szaleć, mogą sobie pomagać, mogą się ochraniać - to nic nie znaczy! Tylko tyle, że jej zaufał. ZAUFAŁ, nie POKOCHAŁ. Nie powinien jej pozwalać na to, żeby tak do niego mówiła. Czuł, że coś w nim wzbiera. Krzyk w jego głowie, jak rozkaz. Zaczynał czuć obrzydzenie całą tą sytuacją - znowu. Cholera - oni zawsze wszystko muszą psuć! Jedno słowo. Czuł się tak, jakby obudził się rano na kacu i przypomniał sobie, że wczoraj obściskiwał się z jakąś lafiryndą. Żałował, chciał splunąć przez ramię. Nie traktował jej tak, ale coś go odpychało.
- Shira - nie mów tak. - Nigdy więcej. Cholera! Chcesz skończyć tak samo jak te przed Tobą? Wtedy też było świetnie, ale to ICH wina, tylko i wyłącznie ICH. Godzisz się na to, że będziemy blisko? Że będziemy sobie ufać? Więc weź sobie do serca to, kim jestem! Pomyśl do cholery! Odsunął się jeszcze o krok. Jego oblicze zastygło, oczy stały się chłodne, a spojrzenie nieprzyjemne. Głos lekko zachrypł. Nie potrafił tego zapomnieć. Nie potrafił...
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Shira Abshire on Wto 13 Lis - 19:01

Spoglądali z balkonu niczym królowie na ledwo co wybudowane królestwo. Z dołu patrzyło na nich stado mrówek, tak łatwych do zdeptania, tak łatwych do zgniecenia. Nie czuła nigdy potrzeby dominacji, ale przywództwo bardzo ją pociągała. Lubiła kierować czyimiś sznurkami, umiała przekonywać. Świat zadrżał. Obserwowała go spokojnie, kiedy nagle wyraz jego twarzy zaczął się całkowicie zmieniać. Nie zadrżała, co dziwne nawet się nie spłoszyła. Czy spodziewał się, że będzie tutaj nadal stała, czy raczej myślał, że wreszcie wybuchnie i odejdzie? Nie uniosła brwi, nie otworzyła ust, aby coś powiedzieć, jedynie rozluźniła uścisk dłoni, w której trzymała cienki łańcuszek. Spadł na posadzkę, kiedy Shira podeszła do Gabriela i ujęła jego twarz dłońmi. Nadal się go nie bała, nawet nie czuła strachu. Zaschło jej w gardle, kiedy poczuła lekkie ukucie w okolicach serca. Objęła go w pasie. Nie mogła wiedzieć o tym, co przeżył, nie wiedziała też, jakie ma wspomnienia. Znowu musiała przyznać się sama przed sobą, że niemal popełniła ten sam błąd.
- Nie będę. - głośne, stanowcze. Nie chciała przecież go stracić. Już dawno zrozumiała, że to co między nimi powstało nie będzie łatwe i nie będzie zawsze przyjemne. Muszą się sprawdzić, dopiero co zaczynają. Spuściła głowę, pozwalając uciec mu spojrzeniem, pozwalając zrobić, co tylko zechce. To konflikt wewnętrzny, który muszą przetrwać. Będzie musiała się jeszcze wiele o nim nauczyć, jeszcze wiele. Jednak wciąż pozostawała kobietą i musiałaby nie mieć serca, gdyby jego reakcja w ogóle jej nie obeszła. Już była jego, teraz nie chciała odchodzić. - Przytul mnie. - mamrocze, ale nie jak dziecko, które zrobiło coś złego, ale jak ktoś, kto bardzo chce więcej.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Gabriel Smith on Wto 13 Lis - 19:28

Patrzył na nią chłodno. Mierzył wzrokiem jej ciało, które wczoraj dawało mu tyle ciepła i obietnic. Usta, które przypominały nie tylko o pocałunkach, ale i słowach, które wypowiedziały. Patrzył chłodno i uważnie. Zatrzymał się na oczach, które coś wyrażały, ale teraz był zbyt zaaferowany opanowaniem samego siebie, żeby wyczytać z nich jakiś przekaz. Mówiąc szczerze, bał się wykonać jakiś gest. Zauważył, że na ziemię coś upada. Zauważył, że ona się porusza, zbliża się do niego. Łapie go i mówi coś. Składa obietnicę. Składa obietnicę którą łamie już po chwili, ale teraz mu to nie przeszkadza. Dopóki nie ubierze jej w słowa - trzymają pozory. Czuje się bezpieczniejszy. Miłość to słabość, na którą on sobie nie pozwala.
Powoli, bardzo nieśmiało zrobił mały kroczek, żeby stanąć z nią tak blisko, że nie był w stanie jej nie dotykać. Objął ją rękoma i przytulił, całując włosy.
- Przepraszam. - Powiedział, ale jednocześnie wiedział, że ona już zrozumiała. Musiała zrozumieć, bo jeśli nie, to stanie się jego kolejną ofiarą. Wolał ją wyniosłą i stanowczą. Wolał, kiedy rozkazywała, kiedy on nie mógł czuć, że ją wykorzystuje, ale kiedy czuł, że oboje robią to, czego chcą. Kiedy oboje bawią się sobą nawzajem. Wolał takie chłodne uczucie, relację, niż ciepło i miłość, której nie rozumiał. Mogli dzielić cierpienia, ale powinni stać niewzruszenie. Powinni radzić sobie bez zbędnych emocji - tylko tyle ile trzeba. Każda oznaka czegoś więcej, była jak kamień w trybach maszyny.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Shira Abshire on Wto 13 Lis - 19:41

Nie ma róży bez kolców, a ona nie potrzebuje łagodności. Mężczyźni, którzy dawali jej kwiaty zazwyczaj przynosili róże, bo wiedzieli, że lubi je najbardziej, ale nie wiedzieli dlaczego. Nie była ani delikatna, ani wyjątkowo piękna, ale lubiła niepewność. Musiała uważać na to w jaki sposób zaniesie kwiat do domu, w jaki sposób włoży go do wazonu. Bo inaczej się porani. Bo inaczej będzie bolało. Ale to nie ból przerażał ją najbardziej, lecz to co przychodzi po nim. Pustka. Znowu całował jej włosy, przyjął ją z powrotem.
- Chcesz posłuchać jaki miałam dzisiaj sen? - zapytała, ciągnąc go w dół, żeby mogli usiąść opierając się o zimną ścianę zamku. Ukradkiem podniosła łańcuszek - innym razem i na niego przyjdzie czas. - Dawno nie śniło mi się nic tak zabawnego. - wcisnęła się pomiędzy jego uda i oparła głowę o jego ramię. Zrozumiała nawet za wiele, ale jeszcze sporo przed nią. Nie chciała przytłaczać go czymkolwiek i musiała zaakceptować swój błąd. Przecież sama nie chciałaby, aby tak się do niej odezwał. Nie, kiedy już raz takie słowa zostały rzucone na wiatr, kiedy już raz ją zraniono i to bardzo szybko. Ułożyła ich ręce na swoim brzuchu i chociaż czuła się zamknięta pośród jego ramion, to tak ciasna przestrzeń w niczym jej nie przeszkadzała. Muszą być silni, jeżeli mają się chronić nawzajem.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Gabriel Smith on Wto 13 Lis - 21:02

Siedział teraz trochę rozbity. Z jednej strony czuł się nieswojo, z drugiej podobała mu się bliskość dziewczyny. Puścimy w niepamięć tamtą sytuację. Musimy skupić się na rzeczach, które zrobić trzeba. Przytulał ją teraz całkiem nieświadomie, całkiem delikatnie. Jakby była częścią krajobrazu. Przestał zwracać uwagę na ostrzegawcze krzyki w głowie, które cichły z każdą chwilą.
- Chcę. - Powiedział tylko spokojnie. Uśmiechnął się delikatnie, ale jego oczy wciąż pozostawały chłodne. Czekają na niego trudne czasy. Nawet nie spodziewał się, jak trudne. Ile jeszcze zła świat będzie musiał wycierpieć. Postępuje nierozważnie. Zdecydowanie zbyt gwałtownie, miał nad sobą panować. Chciał zacisnąć dłonie w pięści, ale zapomniał, że trzyma dłonie Shiry. Zacisnął je trochę za mocno, opamiętał się w porę. Zacisnął tylko powieki i zęby. Popełniał zbyt wiele błędów, których popełniać nie powinien. Za każdym razem zrywał zakazany owoc i zawsze odbywał pokutę, a mimo tego niczego się nie nauczył i dalej brnął w to wszystko głębiej. Ojciec nie byłby zachwycony. Ojciec nie będzie zachwycony.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach