Balkony

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Balkony

Pisanie by Shira Abshire on Wto 13 Lis - 21:37

Miała zbyt kruche dłonie, aby nie poczuć odrobinę mocniejszego uścisku. Nie zdziwiło jej to, lecz zmartwiło. Czas w tym wypadku przyzwyczaja do bólu, bo jej rany jakoś też nigdy nie zostały uleczone. Jego ręce tak beznamiętnie krążyły po jej ciele i wcale jej się to nie podobało. Odchrząknęła nietypowo i wyciągnęła paczkę fajek, którą podsunęła Gabrielowi, kiedy tylko już sama zaciągnęła się dymem. Wiśniowe, takie jakie lubiła najbardziej.
- Śniłam, że śnię. W drugim śnie obudziłam się, jako zebra. - strzepnęła narastający popiół za balustradę i oparła się wygodniej o ramię gryfona. Morfeusz wiele razy udowadniał jej swoje poczucie humoru. - Widziałeś kiedyś zebrę? Wiesz, że większość z nich jest raczej brązowo biała, niż czarno? Ja byłam jaskrawo czerwona w bardzo krzywe paski. - bawiła się jego palcami, porównywała wielkość ich dłoni, całowała jego nadgarstki, to wszystko jednocześnie. Zaczęła oddychać szybciej, jak gdyby przypomniała sobie coś bardzo złego, coś bardzo nie na miejscu. Zaciągnęła się raz, drugi, trzeci. Coraz częściej łamała szkolny regulamin.
- Byłam brzydką zebrą i wszyscy się ze mnie śmiali, nawet upity żebrak, bo był tam taki. W końcu sama zaczęłam się z siebie śmiać, bo nic innego mi nie zostało. - odwróciła się w jego stronę ze skrzyżowanymi nogami. Dłonie wpełzły pod jego koszulkę, zatrzymały się na biodrach. Patrzyła na niego uspakajającym wzrokiem świadczącym o tym, że niezależnie od tego co się stanie, ona będzie przy nim. Może o niej źle mówić i myśleć, ale ona pozostanie mu wierna. I chyba pierwszy raz naprawdę się zaśmiała.
- A najdziwniejsze było to, że jak się obudziłam to na mojej kołdrze siedziała sowa, którą brat dostał ode mnie w prezencie. Biedna sowa! Rudolf pofarbował jej piórka i wyglądała zupełnie jak ja z tego snu! - wyjęła nawet na dowód jedno jaskrawo czerwone piórko, które wyrwała sówce, kiedy ta odlatywała. Chwilę jeszcze patrzyła na nie, a po chwili zapytała:
- Mój brat w liście kazał cię pozdrowić. - powiedziała w końcu, podsuwając się jeszcze bliżej.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Gabriel Smith on Wto 13 Lis - 21:57

Siedział i słuchał jej, pełen zdumienia i pewnego zakłopotania. Nie pasowała do niej ta historia. Nigdy nie kojarzył Shiry z dziewczynami, które wcześniej spotykał i mijał na korytarzach, tymczasem okazało się, że nawet ona miewa czasem głupie sny, że ona też się śmieje z głupot i potrafi zachowywać adekwatnie do swojego wieku. Mało o niej wiedział. Za mało. To wszystko szło za szybko? Nie wiedział. Patrzył tępo przed siebie. Może był skazany na samotność? Przez całą wieczność był na nią skazany? Nie dane mu było poznać nikogo, bo za każdym razem, kiedy próbował się zbliżyć, czuł to irracjonalne odrzucenie. Chciał złapać się za głowę i krzyczeć. Runęły jego mury, runęły ponownie.
Spojrzał na nią przerażony, jakby umierał, jakby uciekała z jego wspomnień. Jakby to wszystko było nierealne. On nie był taki jak wszyscy inni, nie lubił siadać na schodach i gadać o pierdołach. Nie umiał cieszyć się z zabawnych historyjek. Może kiedyś, ale teraz... teraz zupełnie inaczej to wszystko postrzegał. Sam nie wiedział czego oczekiwał od dziewczyny, ale to nie tak, to wszystko nie tak! Jak mógł ją winić? Przytulił ją. - Piękny sen. - Powiedział drętwo, pomimo uśmiechu. Jego oczy wyglądały tak samo, jak wtedy, kiedy krzywdził ludzi i kiedy sprawiał komuś radość. Zawsze, zawsze takie same. - Twój... brat? Kazał mnie pozdrowić? Skąd on o mnie wie? - Zapytał zdziwiony.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Shira Abshire on Wto 13 Lis - 22:13

Westchnęła niespokojnie.
- Nie mogę wybierać, czy będę pięknym łabędziem, czy brzydką zebrą. Tak samo jak nie mogłam wybierać, czy w tych żyłach - wskazała palcem na zewnętrzną część swojego nadgarstka - będzie płynąć krew zadowalająca wszystkich. - czasami była na siebie zła, czasami chciała, aby w takich sytuacjach głos się łamał, ręce trzęsły. Nie umiała wywoływać litości i nie chciała, żeby ktokolwiek traktował ją przez jej pryzmat. Widziała nie znikający chłód w jego oczach, czuła że jej pozostają niezmienne, wciąż tak samo wierne. Odgarnęła włosy, odsłaniając drobne kuleczki świecące się w uszach. - Nie będę rozmawiała z tobą o przeszłości, nie będę próbowała na ciebie wpłynąć. Zniosę wszystko, co trzeba będzie, żebyś czuł, że mnie potrzebujesz. Że chcesz. - ucałowała każdy jego palec z osobna. Już więcej nic nie powie, znowu będzie milczeć, kusić go gestem, otulać ramieniem. Zapaliła drugiego papierosa, ledwo kończąc poprzedniego. Siedzieli blisko, dym leciał w górę.
- Napisał, żebym pozdrowiła tego, który teraz tak mi zaprząta myśli, że nie umiem odpowiedzieć mu na proste pytania. - uśmiechnęła się wesoło. To takie oczywiste, że każde z nich jest mimo wszystko podobne do innych, ale nadal są różni i Shira nie spotkała w całym Hogwarcie kogoś tak wyjątkowego jak Gabriel. Za nic nie pozwoli sobie go stracić. Niech krzywdzi, niech krzyczy, niech się pojedynkuje, ale niech będzie przy niej trwał. Tętno przyśpieszyło machinalnie, tak jak czas od którego się poznali. - Nie pisał o nikim konkretnym. Napijmy się wina. - bo ma ukryte na dnie kufra, a przecież oboje znają zakamarki ostatniego piętra.
avatar
Shira Abshire
Uczeń

Liczba postów : 160
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Dublin, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Gabriel Smith on Wto 13 Lis - 22:49

Dlaczego ona mu to mówi? Pomyślał coś, co mogłoby ją zranić, gdyby to usłyszała. Ale jak mogłaby go winić za to, że od dziecka wpajano mu takie, a nie inne wartości? Przecież kalekie dziecko też nie wybiera, też rodzi się kalekie, chore, a niezaprzeczalnie jest gorsze od innych. Ułomne, mniej sprawne... Zacisnął szczęki. Patrzył na nią w milczeniu i słuchał, a w jego umyśle, niczym jad, pojawiały się słowa, krzyki i szepty, których słuchał przez ponad szesnaście lat. Odrzuć ją, odrzuć! NIEEEEE!! Powinieneś ją zabić, kiedy jeszcze Tobą nie owładnęła! Syk, głos jak węża. Dlaczego krzywdzisz swoich rodziców? Czy nie dość wycierpieli, przez Twoje nieodpowiedzialne zachowanie? Tym razem łamiący się głos kobiety - matki. Przemyśl to dobrze, żebyś nie żałował. Złowieszczy, cienki dźwięk, który wwiercał się w głowę. Zzaabijjj... zaaaabiiijjj. Ogarnęła go fala przerażenia. Złożył ręce. Teraz w jego oczach mogła odnaleźć wszystkie te myśli, które rozszarpywały go na kawałki. - Proszę, nie... zostawcie mnie w spokoju... - Wyszeptał nieświadomie, cicho. Tak cicho, że krukonka, mimo bliskości nie mogła zrozumieć wszystkiego. - Myliłem się Shira, bardzo się myliłem. Nie wiem, czy potrafię... być dla Ciebie. Tak samo jak dla innych. Po prostu nie umiem. Nie wiem jak... - Powiedział chłodno. Przez jego twarz przemknął cień smutku. Już raz to przerabiał. Odpuść... odpuść, zanim będzie za późno... przecież Cassie nie wytrzymała. Z nim nie jest tak dobrze, nie jest tak, jak się wydaje. Dopóki jest się z nim na dystans, wszystko wydaje się grać, jak w zegarku, ale kiedy próbuje się zbliżyć - naprawdę zbliżyć - wtedy wszystko się musi psuć. Winił siebie, za własne myśli, których nie potrafił powstrzymać. One chroniły go przed światem. Nie mógł się uśmiechnąć, po prostu dotknął wierzchem dłoni jej twarzy i skinął głową. Potwierdził, chociaż bał się, że wino wcale nie rozwiąże problemów, tak samo jak papierosy, na które teraz naszła go znowu ochota.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Balkony

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach