Empora

 :: Korytarze

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Empora

Pisanie by Edward Hoytenberry on Sro 15 Lut - 23:36

Prawdy powiedziawszy dziewczę swym spóźnieniem go zirytowało. Gdyby to była niewielka ilość czasu - w porządku, no ale bez przesady... W innym przypadku zapewne już dawno go by tu nie było, ale jeśli chodziło o Lottie, chyba za bardzo zachowywał się nieedkowo. Jakże miłość może zaślepiać! Chociaż wszystko do czasu, bowiem nawet Eddie (a może w szczególności?) jest personą niezwykle zmienną. Rutyna go niszczy. Żaden dzień nie powinien być odzwierciedleniem dnia poprzedniego, w przeciwnym razie - używając eufemizmu - będzie źle. I nie dla Edwarda tylko, a właściwie dlań minimalnie, gdyż swoje frustracje przywykł wyładowywać na przypadkowych ludziach, tudzież znajomych, którzy pod wpływem kaprysu przestawali nimi być. Tutaj muszę także zaznaczyć, że Hoytenberry nie potrafił się przyjaźnić. Prędzej, czy później, nudził się daną jednostką, a zawsze zawodził swoich przyjaciół. Uważał, że do szczęścia tego typu ludzie mu nie byli potrzebni.
- Żono mordercy - powiedział dobitnie na powitanie, a w jego głosie dało się wyczytać nutkę zirytowania zachowaniem Gryfonki. - Prezent - stwierdził, zbliżając się do kobiety, całując ją na spóźnione powitanie. - Możesz uznać, że spóźniony ślubny, zaręczynowy, cokolwiek - wyszeptał z uśmiechem, wyciągając w stronę dziewczyny różę oraz paczuszkę z bransoletką, nie przejmując się tym, że jest mordercą czy kimś tam.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Lottie O'Donnell on Czw 16 Lut - 1:12

Przy niej rutyna mu nie grozi. Gryfonka czerpie z życia pełnymi garściami, egzystuje chwilą i oddycha ryzykiem, o czym mógł się niejednokrotnie przekonać. Stanowi jedną wielką niewiadomą, która może ulec zmianie w ciągu sekundy.
Charlotte ściąga brwi jeszcze mocniej; prezent? Jaki prezent? Nie przywykła do podarków, jej rodzice ledwie wiążą koniec z końcem, nie trwoniąc nikłej sumy pieniędzy na zbytki. Oczywiście, Lotka nawet nie zamierza zawracać sobie głowy myślą, że nie wszystkie rodziny wyglądają tak, jak jej własna, a ta, w którą całkiem przypadkiem właśnie wstąpiła, w gruncie rzeczy śpi na galeonach.
- Wszystko, byle nie walentynkowy. To święto zakochanych, Edwardzie. My nie jesteśmy zakochani, my jesteśmy tylko małżeństwem - mówi, zbliżając się do niego, mocno obejmując go ramionami w pasie. Wtula policzek w jego ciało i zamyka się w jego uścisku, jak gdyby tylko to miało się liczyć. Nie otwiera paczuszki, ona nie ma znaczenia. Z resztą, Lotka nie należy do nader szerokiego grona dzierlatek lubujących się w biżuterii, co wnioskując po jej garderobie dziwić nie powinno. Choć aktualnie nie ma zamiaru poinformować go o tym drobnym niefarcie, nigdy nie można być niczego pewnym, jeśli ma się do czynienia z O'Donnell. - Równie dobrze mógłbyś mi dać ściętą głowę, Edwardzie. Choć to byłoby już bardziej odpowiednie. Niektórzy ludzie zasłużyli na to, by ścinać im głowy. Zwłaszcza ci, którzy są odpowiedzialni za postęp urbanizacji - oznajmia mu tonem poważnym, tonem sprawy. Bo Szarlotka ma w życiu misję - Szarlotka ratuje świat.
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Edward Hoytenberry on Pią 17 Lut - 17:21

Jakoś niespecjalnie można by powiedzieć, że przy Lottie, która nie zapewniała mu rutyny, czuł się fantastycznie. Stokroć bardziej wolałby, aby zaprzestała tych swoich dziecinnych wyskoków, powodujących u niego wyłącznie irytację, i nic poza tym. Jakby nie obchodziło dziewczęcia, że się naprawdę o nią martwi. Miał wrażenie, że ilekroć porusza ten temat Gryfonka słyszy wyłącznie bla, bla, bla, albo co jednym uchem wleci to drugim wyleci. Równie dobrze mógłby porozmawiać o tym z gumochłonem. Chociaż może on byłby w tej kwestii bardziej rozumny niż jego droga małżonka. Pierwszy raz w życiu o kogoś się martwi, a ta osoba ma to w głębokim poważaniu, a potem się dziwi, że jest, jaki jest. Otóż to ludzie uczynili Eddiego osobą, jaką jest teraz, a Lottie najwyraźniej powinna zaprzestać ratować świat. Hoytenberry jak na razie upewnił się tylko w fakcie, iż martwienie się o nikogo nie ma najmniejszego sensu, bo prędzej czy później i tak się wyjdzie, że ta osoba ma cię głęboko w dupie, mówiąc wprost. W porządku - wyzbył się splinu, ale co mu po tym było, skoro zaraz ponownie przyjdzie mu się z nim zmierzyć (a nawrót jak wiadomo będzie x razy boleśniejszy skoro zaznał już bytu bez niego) z powodu takiego zachowania Charlotte.
- Takie z nas małżeństwo, że nawet nie masz mojego nazwiska - prychnął, odsuwając się od dziewczęcia, pomijając to, że niby nie są zakochani, bo uważał to za dziwny dowcip, którego nie zrozumiał. - Powinnaś nazywać się Hoytenberry skoro już się pobraliśmy! - stwierdził trochę obruszony tym, że nie chce jego nazwiska. Jakoś inaczej to sobie wszystko wyobrażał. Wizja tego wszystkiego była znacznie inna od rzeczywistości. Ale czy właśnie nie takie było życie? Nieprzewidywalnie do kitu?
- Powiedz mi kogo chcesz głowę to ci przyniosę - powiedział wywracając teatralnie oczami oraz z ironicznym uśmiechem - jeśli cię to kręci. - No cóż, każdy lubił, co innego.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Spike Hoytenberry on Nie 19 Lut - 23:01

Widząc wokół tyle cukierkowego różu, mimowolnie dostrzegając w każdym kącie zamku pary, zdecydowanie zbyt obsesyjnie okazujące sobie miłość, dochodził do wniosku, iż ów święty Walenty, o którym w ostatnich dniach było tak głośno, musiał być po prostu chorym sadystą. Panicz Hoytenberry nie uważał się za pozbawionego uczuć cynika (choć nie dało się zaprzeczyć, iż w gruncie rzeczy pozbawionym uczuć cynikiem był), nie czuł potrzeby prowadzenia wybujałych dywagacji dotyczących tego, jak idiotycznym wymysłem jest taki dzień (bo czyż nie lepiej zorganizować, przykładowo, dzień zabijania wampirów) i nie odczuwał przytłoczenia unoszącą się w powietrzu miłością. Z przyczyny nader prostej. On w to nie wierzył. A skoro coś nie istniało, to po cóż miał sobie szargać nerwy? Przemierzał korytarze w swym nieodłącznym, czarnym prochowcu z papierosem wetkniętym w usta. Za nic miał szkolny regulamin, profesorów, prefektów. Był Hoytenberrym, był królem, wolno mu wszystko. To inni powinni podporządkowywać się jemu, a nie na odwrót. Traf jednak chciał, iż gdy w trakcie swojej wędrówki, czystym zbiegiem okoliczności do jego uszu dobiegł znajomy ton głosu, należący do młodszego brata, postanowił zboczyć z drogi i uraczyć go swoim towarzystwem. Traf trafem, jednakowoż to decyzją pecha trafił właśnie w momencie, gdy najmłodsza latorośl jego rodu pierdoliła coś o małżeństwie.
- Że, kurwa, co zrobiliście? - zapytał Fitzwilliam, bez zaproszenia wkraczając do empory i rozsiadając się na jednej z puf. - To budujące, Edwardzie, że wreszcie użyłeś fiuta do czegoś innego, niż masturbacji, ale po chuj się z nią żenić? Zwłaszcza, że z tego co mi wiadomo, narzeczoną już masz. Sophie Dashwood? Wkurwiająca brunetka, pamiętasz? Witaj, Charlotte - tu skinął głową w stronę najwyraźniej świeżo upieczonej bratowej.
avatar
Spike Hoytenberry
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : arystokratyczna
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Edward Hoytenberry on Nie 19 Lut - 23:46

Dzień zabijania wampirów = idiotyzm. Tak właśnie by to postrzegał, gdyby informacja o tym, że jego bracia polują na wampiry, ujrzała światło dzienne. Mogli spożytkować ten czas na coś lepszego, ale wątpił, że potrafią. Czasem zastanawiał się, czy w ich przyjście na świat nie ingerował jakiś mugolski sąsiad. Inna sprawa, iż ich nie mieli.
Dlaczego za każdym razem, kiedy rozmawiał z jednym ze swoich braci czuł niepohamowaną chęć wyjęcia różdżki i łupnąć zaklęciem znacznie wykraczającym poza program nauczania?
- Możesz sobie ją wsiąść skoro tyle o niej myślisz - warknął tym samym mówiąc, że to nie jego sprawa, kogo poślubi. A raczej kogo poślubił. - Spieprzaj stąd, Spike - powiedział, mając już dosyć towarzystwa brata. Aż rad był, że za rok o tej porze nie będzie musiał oglądać jego gęby częściej niż nigdy. O Sophie nie myślał od dłuższego czasu. Właściwie obecnie miał gdzieś, czy się dowie o ślubie czy nie, nawet Howard. Byli małżeństwem, czy coś na to ktokolwiek mógł poradzić poza nimi samymi? Narzeczona mimo woli w tych latach! Toż to jakiś absurd powinien być, a nie rzeczy, które się dzieją. Nigdy nie wyraził chęci poślubienia tej dziewczyna, która dlań była irytującym stworzeniem. Bardziej niż początkowo Lottie, a to znaczyło więcej niż coś! Chociaż i tak Spike'a nikt nie pobije... Poza tym nikt za bardzo nie wiedział o Sophie i o nim. Żadne nie traktowało to jako powodu do dumy, dlatego też nie rozgłaszali tego, a sam Eddie ukrył ten fakt przez Lottie. Właściwie nie ukrył, bo nie uważał, żeby było to takie istotne. Była jego żoną, ten fakt chyba oznaczał, że nie może posiadać drugiej, nie? Howard także musiał to zrozumieć.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Spike Hoytenberry on Czw 23 Lut - 0:08

W przeciwieństwie do Edwarda, Fitzwilliam i Julius posiadali silne poczucie powzięcia odwetu, za morderstwo dokonane na ich ojcu. Nie zamierzali znosić tej ujmy z kamienną twarzą, nie zamierzali pogodzić się z dyshonorem, jaki niemo spadł na ich rodzinę. Jedynym słusznym rozwiązaniem, zdawała się dlań słodka Vendetta. Najmłodszy Hoytenberry nie potrafił tego zrozumieć, pochłonięty swym dziecięcym buntem, wobec wszystkich ich ideałów.
- Już ją miałem - odparł lakonicznie, równocześnie wypuszczając dym z ust. Lekceważącym ruchem głowy wskazał na ukochaną małżonkę brata, aby ten przypadkiem nie miał wątpliwości, kogo Fitzwilliam ma na myśli. - Z tego, co mi wiadomo, Jules również. Doprawdy, Edwardzie, jeśli już musiałeś wykazywać się tą idiotyczną, gryfońską brawurą, mogłeś ożenić się z białogłową, która bynajmniej nie kolekcjonuje ejakulatów Hoytenberrych. - W jego głosie pobrzmiewały jedynie pogarda i chłodna obojętność. To była jego unikalna umiejętność: doskonale potrafił wbić szpilkę w najczulsze miejsce. Choć znał Edwarda od urodzenia i jego osoba nie dostarczała mu już żadnych zaskoczeń, uważał upokarzanie go i odbierania mu satysfakcji ze wszystkiego za swoje ulubione hobby. Nigdy nie udało im się odnaleźć wspólnego języka, najmłodszy brat przykładem starszego nie odnalazł drogi do niewielkiego grona osób, które Spike tolerował. Można by zaryzykować wypowiedzeniem tezy, iż zapewne ani jedno ani drugie nigdy nie zakończy się dla nich wiktorią. Konflikt był im pisany już od chwili narodzin, a żaden z nich nie zamierzał poczynić kroków, aby zmienić nieszczęsny finał tej historii.
avatar
Spike Hoytenberry
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : arystokratyczna
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Edward Hoytenberry on Czw 23 Lut - 16:25

Ich ideały dlań były wyłącznie zdaniem członków familii Hoytenberry. Nie potrafili myśleć w tym przypadku samodzielnie. Od berbecia wmawiano im, że są lepsi od innych, a przecież urodzenie o tym nie decydowało. Czystość krwi także nie powinna mieć znaczenia przy ocenie drugiego człowieka. Chociażby przez ten powód Eddie nie sądził, iż sprzeciwiał się ich ideałom. Był także zdania, że najpierw trzeba jakieś posiadać. Te, które oni posiadali to jak cecha dziedziczna, którą sobie wmawiają - żałosne, jak oni z tymi swoimi poglądami.
- Świetnie - stwierdził tylko dobitnie, nie dając po sobie poznać, że obeszło go to. - Teraz stąd spieprzaj. - Niezbyt dobrze przyjął tą nowinę, dlatego też nie myśląc długo nad tym, co robi, wyjął różdżkę z kieszeni szaty i wycelował ją w brata - Sectumsempra!. - Zawsze preferował zachowanie niegodne prefekta.
Początkowo nienawidził Spike'a, jednak po upływie kilka lat przestał go nawet tolerować. Patrząc na nich można się było zacząć zastanawiać, jakim cudem rodzeństwo może aż tak różnić się od siebie. Byli własnymi przeciwieństwami, które nawet nie próbowały załagodzić konfliktu, panującego od zarania dziejów. Ich poglądy także znacznie różniły się od siebie.
Podobne sytuację miały miejsce wiele razy - Ślizgon nie przepuścił okazji, aby dopiec mu. W tym przypadku jednak zabolało, i to cholernie. Była przecież jego żoną, a dla niego to coś znaczyło, nawet jeżeli w tym momencie wszystko zaczynało powoli umierać. Cała edkowa uciecha, którą posiadał, zaczęła ponownie zamieniać się w coś, czego nienawidził, jednocześnie zdając sobie sprawę, iż było to jego najlepszym przyjacielem. Jedynym. Ludzie prędzej czy później zawodzą. Znowu się o tym przekonał.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Mistrz Gry on Czw 23 Lut - 16:25

The member 'Edward Hoytenberry' has done the following action : Dices roll

'Kostka' :
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Spike Hoytenberry on Nie 26 Lut - 15:48

Byli lepsi od innych. Mogli więcej od innych. I nie uważali, że źle robią, korzystając z tego w pełni. Edward wcale nie walczył z wiatrakami, wcale nie negował istnienia czegoś, co nie istniało. On na własne życzenie pozbawiał się przywilejów, wiążących się z noszeniem nazwiska Hoytenberry. Szkodził jedynie sam sobie.
- Ani myślę - odparł, gasząc niedopałek papierosa o framugę drzwi, po czym rzucił go wprost pod nogi młodszego brata. W jego towarzystwie za nic miał konwenanse, a bezsprzecznie urodziwa małżonka Edwarda niestety nie budziła w nim wystarczająco szacunku, by choć spróbował się pohamować. - Expeliarmus! - wydobył różdżkę z refleksem godnym szukającego Ślizgonów. - Tylko bezmyślną brawurą potrafisz zaimponować swojej małżonce? Doskonale wiesz, że ani mnie ani Juliusowi do pięt nie dorastasz i musisz jakoś zatuszować swój miażdżący brak męskości? - kpił z niego otwarcie, zupełnie nie przejmując się możliwymi konsekwencjami. Choć byli rodziną, Edward nigdy nie znaczył dla niego nic. Uważał go za plamę na godności swojej rodziny, chodzący przypadek czy też wypadkową braku zabezpieczenia rodziców. Czasami łapał się na tym, iż wolałby, aby to on padł ofiarą wampirów, a nie ich ojciec. Wtedy nie czułby się zobligowany do vendetty, wtedy mógłby przeżyć swoje życie tak, jak powinien, wtedy nigdy nie znalazłby się w tym miejscu. W takich chwilach zaczynał o wszystko obwiniać właśnie Edwarda. Wszak zawsze musiał obarczać winą kogoś innego, czyż nie?
Uśmiechnął się sam do siebie, gdy tylko dostrzegł, iż jego słowa osiągnęły zamierzony efekt. Zasiał ziarno niezgody, ziarno wątpliwości w sercu brata. Doskonale wiedział, że niezależnie od tego, co młody Hoytenberry teraz zrobi, zacznie ono kiełkować powoli niszcząc go od środka. Zrobił to, czego pragnął, teraz mógł już się oddalić.

+1 DO REFLEKSU
avatar
Spike Hoytenberry
Dorosły

Liczba postów : 63
Czystość krwi : arystokratyczna
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Mistrz Gry on Nie 26 Lut - 15:48

The member 'Spike Hoytenberry' has done the following action : Dices roll

'Kostka' :
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 2 Lip - 0:57

Gabriel przechodził właśnie korytarzem, kiedy nagle jego torba pękła. Cholerne gówno... Niby taka dobra miała być. Wysypały się podręczniki, kałamarz potoczył po podłodze, rozlewając mnóstwo atramentu. Zaklął pod nosem i zaczął zbierać z ziemi wszystkie rozrzucone rzeczy. Wyczyścił zaklęciem plamę po atramencie i za pomocą zaklęcia prowizorycznie naprawił torbę. Nie miał jednak teraz za grosz zaufania do niej, więc złapał ją od spodu i obiecał sobie, że jeszcze dziś zamówi nową i tym razem kupi coś lepszego.
Westchnął patrząc na ostatnie kartki, które zebrał z podłogi. Zadania domowe... w końcu trzeba było się przygotować i zaliczyć ten pieprzony materiał... Jakoś nie miał ochoty powtarzać szóstej klasy z powodu swojego nieróbstwa.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Mikael Hitchcock on Pon 2 Lip - 10:32

Było zimno, a chłopak miał ochotę na jakiś spacer. Zrezygnowany włóczył się po zamku, ubrany w czarną koszulę i jeansy. Jego torba niedbale przewieszona przez ramię uderzała go w nogę przy każdym jego ruchu. Ogólna atmosfera ostatnich dni była zupełnie nieciekawa. Rycząca Lili w Pokoju Wspólnym, jej płacz niszczył każdy wieczór tam spędzany. A wszystko przez, inaczej wszystko dlatego, iż dziewczyna zakochała się w Gabrielu Smithcie, a ten ją odrzucił. W sumie nie czuł już do niego jakiejś nienawiści, czy nawet niechęci. Dzisiaj nie był pijany, więc nie powinien już zrobić czegoś głupiego. W sumie to podziwiaj gościa, bo ten potrafił zdobyć tyle panienek. Mikael nigdy nie widział tylu dziewczyn kręcących się w okół jego osoby.
Doszedł do empory. Zobaczył Gryfona, o którym prawił przed chwilą psychiczny monolog. Nie powiedział nic, tylko usiadł na jednej z puf i wyciągnął książkę.
avatar
Mikael Hitchcock
Uczeń

Liczba postów : 64
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Manchester, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 2 Lip - 12:53

Gabriel zauważył kątem oka Mikaela i skrzywił się. Wyszedł już ze szpitala? Miał nadzieję, że dał mu dobrą nauczkę. Przynajmniej nie spróbował go z miejsca zaatakować. Zawahał się chwilę. Nie wiedział, czy zostać, czy odejść. Ogólnie miał go głęboko i nie chciał się nim przejmować. Warto by się natomiast dowiedzieć, czy rozpowiedział komuś o tym, co się wydarzyło na moście...
- Nadal masz jakiś problem, czy już ci przeszło? - Zapytał z ironią w głosie. Podszedł do chłopaka i wyciągnął książkę z jego rąk. - Co też ty czytasz powiedz mi... - Może i Mikael nie miał nic do niego, ale on dwa razy przez niego oberwał - raz ta sytuacja z Lily, potem z Cassie. Za żadną się jeszcze nie zdążył odwdzięczyć. Mógł go zapytać co tam u Lilki... Tylko po co? Sam się z nią kiedyś spotka i porozmawia. Miał nadzieję, że dziewczyna będzie do niego pokojowo nastawiona. Nie chciał mieć w niej wroga.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Mikael Hitchcock on Sro 4 Lip - 21:17

A wyszedł, wyszedł. Dostał nauczkę, ale przypomnieć mu, kto jako pierwszy znalazł się w skrzydle szpitalnym, a poza tym później nie miał różdżki, tylko dlatego przegrał. Kiedy uświadomił sobie, że hmm, że to Lily jest w pewnym sensie winną to się uspokoił. Poza tym nie był pijany, więc nie powinien już wyskakiwać z jakimiś bójkami. Nie był głupi, milczał jak grób.
- Witaj. Przeszło. - odparł zgodnie z prawdą. - Nie spodoba Ci się. To Frankenstein. - rzekł spokojnie. Odebrał mu książkę. Nie miał nic do niego, nie dzisiaj. To, że oberwał nie było do końca jego winną. Jakiś w to wkład miał, a jednak sam był sobie winny. Nie musi się odwdzięczać, naprawdę nie musi. U Lily nic dobrego, ale lepiej by było, gdyby sam się z nią spotkał i pogadał. Raczej jest nastawiona pokojowa, a jednak z nią nigdy nic nie wiadomo.
avatar
Mikael Hitchcock
Uczeń

Liczba postów : 64
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Manchester, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 4 Lip - 21:34

Jakieś mugolskie ścierwo. Na pewno. Gabriel skrzywił się paskudnie. Drażniła go obecność Mikaela.
- Mam świetny pomysł... wstań i oddal się stąd, bo psujesz mi krajobraz. - Powiedział z obrzydzeniem. Nie chciał go widywać w ogóle, ale jak już się napatoczył... Był prefektem - no i co? Gabriela nie obchodziły jakieśtam punkty dla Gryffindoru. Miał je głęboko, liczyła się jego własna duma. Więc co na to powie chłopak? Wykona potulnie polecenie, czy znów zachce mu się walczyć? Może teraz ma różdżkę, a może po prostu nie ustąpi, postara się go ignorować?
Szczerze mówiąc nie miał z nim żadnych tematów do dyskusji. Chętnie by mu jeszcze przyłożył. KAŻDY mógł się tutaj pojawić, ale musiało akurat to ścierwo się napatoczyć... Do jasnej cholery! Ani dnia spokoju!
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Mikael Hitchcock on Sro 4 Lip - 21:41

MUgolskie, mugolskie, ale nie ścierwo. Jedna z lepszych książek, jakie chłopak do tej pory przeczytał. Ma więc problem, bo obecnie pan Hitchcock się rozleniwił i nie chce mu się nigdzie iść.
- Hmm, nie chce mi się. - rzekł zgodnie z prawdą. Powrócił do czytania książki, z zamiarem ignorowanie Smitha. Mógł się pobawić punkcikami, a nawet jeśli chłopaka to nie rusz, to jego znajomi z domu raczej nie będą zadowoleni i znając Gryfonów zrobią coś, ażeby ten chłopak sobie zapamiętał, iż ma być posłuszny i grzeczny, bo Gryffindor chce zdobyć Puchar Domów.
Jak dobrze, obydwoje nie chcieli dyskutować. Najlepiej byłoby, gdyby chłopak sobie poszedł i zostawił Mikaela w spokoju. Ale nie, najwidoczniej nie w smak mu to.
avatar
Mikael Hitchcock
Uczeń

Liczba postów : 64
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Manchester, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 4 Lip - 21:51

Złapał Mikaela za ubranie i przycisnął go do ściany. Wyrwał mu książkę z ręki i wyrzucił ją gdzieś w kąt. Przytknął różdżkę do jego szyi.
- Spieprzaj stąd powiedziałem! - Szarpnął go, zrzucając tym samym z ławki. Opuścił różdżkę. - Idź do Lily. - Uśmiechnął się szyderczo. - Albo do Cassie... - Dodał puszczając oko. - Obie cię znienawidzą. - Przeszedł się korytarzem w tą i w drugą stronę.
- Wytłumacz mi - co ty w ogóle sobie wyobrażałeś tam na moście, hę? - Zapytał z uśmiechem kucając nad Mikaelem. - Jesteś sado-masochistą? - Uniósł brwi do góry udając zdziwienie. Pokręcił głową i poklepał po twarzy. Głupcze - nie wiesz, nie wiesz z kim masz do czynienia i do czego jestem zdolny. - Dlaczego drażnisz mnie swoją obecnością? - Gabriel wstał i odsunął się pod ścianę, bawiąc różdżką w palcach.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Mikael Hitchcock on Sro 4 Lip - 22:05

Zostaw moją książkę!
- Bo co mi zrobisz. - odparł niewzruszony. Mógł mu coś wydłubać różdżką, wbijając ją mocniej w szyję. O, zabrał ją. - Taa, dobry pomysł. Jednak nie obraź się, nie chcę wysłuchiwać znowu jej ryków. - skrzywił się na samą myśl o tym. Co on nagle z tą Cassie wyskakuje? Pogięło go, czy coś? Nie obchodziło go to, przynajmniej nie w tej chwili. Otrzepał się i ruszył w poszukiwaniu książki. Znalazł ją w jednym z kątów. Przejechał po okładce ręką, strzepując z niej brud.
- Nie jestem. - odpowiedział, ignorując jego pierwsze pytanie. Wie, dobrze wie, już sam doświadczył rzeczy, do których jest zdolny. Może kiedyś go zabije. - Sam możesz sobie odpowiedzieć na to pytanie. - rzekł ze stoickim spokojem.
avatar
Mikael Hitchcock
Uczeń

Liczba postów : 64
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Manchester, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 4 Lip - 22:16

- Więc skoro już wstałeś, to spieprzaj mi z oczu. - Powiedział Gabriel. Nie opadł na ławkę, ale stał naprężony. Trzeba trochę nad sobą panować. Nie będzie go znów atakował. Gdyby jednak Mikael chciał, to nie miał nic przeciwko. Strzelił karkiem i spojrzał mu w oczy z nienawiścią. Jego twarz wyrażała odrazę, a oczy świeciły pustką. - Pozdrów ode mnie wszystkie szlamy ze swojego domu. Rozprawię się kiedyś z wami wszystkimi. - Odkręcił się i powoli ruszył dalej korytarzem cały czas czuwając, czy aby chłopak nie ma zamiaru zaatakować go zdradziecko w plecy.
Zacisnął palce na różdżce. Kilka iskier sypnęło się na podłogę. Głowę wypełnił szum krwi, która przepływała żyłami. Skronie pulsowały. Wchodził w stan furii. Za spokój Mikaela, za jego tępe odzywki, za całą jego osobę. Teraz jednak miał ochotę odejść. Nie zrobi mu nic, dla Cassie.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Mikael Hitchcock on Sro 4 Lip - 22:31

- Hmm. Po dłuższym rozważeniu wszystkich za i przeciw odpowiem Ci nie. - rzekł spokojnie. Nie chciało mu się odejść. Usiadł spokojnie na pufie i zaczął dalej czytać książkę. Dobry pomysł. Niech ćwiczy samokontrole, na pewno jest to najlepsze rozwiązanie. - Mhm. - mruknął znad lektury. Nie chciał już zawracać sobie głowy jego osobą. Naprawdę akceptacja Gabriela Smitha nie była mu do życia potrzebne, jest wiele wartości, które znaczą o wiele, wiele więcej od jego osoby. Niech już sobie idzie. Na trzeźwo jest szlachetny, w plecy zaklęć się nie rzuca.
Skoro furia go dopada, to tym bardziej może sobie stąd odejść. Usłyszał iskry, jego dłoń nieznacznie drgnęła. Jak dobrze, Cassandra uratowała mu tyłek.
avatar
Mikael Hitchcock
Uczeń

Liczba postów : 64
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Manchester, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Empora

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: Korytarze

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach