Wiadukt

 :: Wiadukt

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Skye Miller on Pon 24 Sty - 16:32

Pochłonięta nauką Skye odczuwała niebywałą ulgę w związku z tym, że wszystkie prace semestralne już pooddawała i miała choć trochę spokoju. Owszem, zdawała sobie sprawę z tego, że i tak musi ciężko pracować, żeby potem nie narobić sobie trudności w siódmej klasie, kiedy to będzie jeszcze bardziej zajęta - przede wszystkim podejmowaniem decyzji o wyborze zawodu, powtórkami do owutemów. Bądźmy szczerzy, nadrabianie materiału, którego W OGÓLE by nie rozumiała mogłoby ją przeciążyć, a nie o to chodziło. Teraz jednak potrzebowała chłodnego, rześkiego, świeżego powietrza, żeby trochę odetchnąć, nawdychać się pięknem przyrody. Ubrana w zimową wersję mundurka wyruszyła na spacer na wiadukt. Nie było tam dziś dużo ludzi, całe szczęście! Oparła się o barierkę i przymknęła oczy, starając się o niczym nie myśleć. Teraz liczyło się to, żeby poczuć chłód na twarzy i zrelaksować się.
avatar
Skye Miller
Uczeń

Liczba postów : 114
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Amelia Golightly on Pon 24 Sty - 16:44

Tak to było mieć męża. Potrafiła zrozumieć, że jeden przegrany mecz, w dodatku z Puchonami to tragedia, ale żeby od razu wypruwać z siebie żyły i organizować trening za treningiem? Zwłaszcza, kiedy we wspólnej sypialni czekała na niego kochająca żona wraz z dwójką malutkich bliźniaków. Przegrana z Sewardem może i była upokarzająca, ale czy to wystarczający powód? Mimo wszystko, znała Victora i wiedziała, że nic nie będzie w stanie go zmienić. Bynajmniej nie ubolewała z tego powodu, bo właśnie za tego mężczyznę wyszła i tego mężczyznę pokochała. Ze wszystkimi jego wadami i zaletami. Jednakże nie zamierzała rezygnować ze swojego życia towarzyskiego tylko z powodu macierzyństwa, a że nie miała ochoty przesiadywać w Pokoju Wspólnym Ślizgonów i opiekować się dziećmi, postanowiła zabrać maluchy na spacer, konkretniej na trybuny, by móc dotrzymać towarzystwa mężowi, dostarczyć świeżego towarzystwa niemowlakom i łaskawie udostępnić swoją osobę szkolnej elicie. A że pogoda ostatnimi dniami plasowała się w okolicach kilku stopni powyżej zera, wszystko składało się w jedną całość. Nie musiała nawet zakładać grubego, kremowego płaszcza - wystarczył ten cieniutki, zielony, doskonale podkreślający jej odzyskaną po ciąży idealną sylwetkę.
Pchając przed sobą kremowy wózek, opuściła mury szkoły, kierując się najdogodniejszą drogą na trybuny, czyli właśnie przez wiadukt.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Skye Miller on Pon 24 Sty - 18:11

Skye delektowała się swoją wolnością. Gdy była młodsza, strasznie ciągnęło ją do tego, żeby mieć chłopaka, a teraz? Teraz więcej radości dawało jej roztaczanie uroku po korytarzu oraz fakt, że nie musi się przejmować zazdrością partnera o uśmiech, który był zbyt uwodzicielski w jego mniemaniu. Z Allanem nie rozmawiała już tak długo, że uznawała, to co ich łączyło - cokolwiek to było - za skończone. Nie żałowała tego. Wcale. Po prostu tak czuła się lepiej i już. Owszem, kiedyś tam zamierzała założyć rodzinę, ale była to dla niej tak odległa przyszłość, że praktycznie o tym nie myślała. Cieszyła się szczęściem Amelii, ale nie chciała na razie iść w jej ślady. Była lekkoduchem i potrzebowała męża czy dzieci.
- O mój Boże, Amelia! - zawołała na widok świeżo upieczonej mamy. Podeszła do niej szybkim krokiem żeby się przywitać i rzecz jasna zobaczyć maluchy - Wspaniale wyglądasz! W życiu bym nie pomyślała, że przeszłaś ciążę, a już na pewno nie ciążę bliźniaczą...
avatar
Skye Miller
Uczeń

Liczba postów : 114
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Amelia Golightly on Pon 24 Sty - 18:22

Wolność pożegnała wraz z wypowiedzeniem jednego słowa "tak" przy ołtarzu. A przynajmniej tak właśnie jej się wydawało. Nie, Victor nie trzymał jej w domu, za to zostawiał wolną rękę i pozwalał się realizować. Jednakże Amelia zdawała sobie sprawę, że obdarzając go tak ogromną miłością, dobrowolnie poświęciła część swojej niezależności. I tego się bała.
Spojrzała na Skye i posłała jej typowy dla siebie przesłodzony uśmiech, pod którym skrywała się prawie niezauważalna wyższość i wyniosłość. Wiem, że jestem cudowna, ale żeby tak od razu od boga?, zaśmiała się w duchu, zbliżając się wraz z wózkiem do koleżanki. Przywitała się uprzejmie, lustrując krytycznym spojrzeniem swoją dwórkę.
- Przecież wiem, prawda? - uśmiechnęła się, zakładając za ucho kosmyk idealnie ułożonych włosów w kolorze jasnego złota. Pech ciał, że właśnie w tym momencie, malutka Sissy zaczęła płakać. Z pewnością, gdyby nie była w towarzystwie jęknęła by żałośnie mając już naprawdę po dziurki w nosie marudzenia maluchów, jednakże teraz dzielnie wyjęła córeczkę z wózeczka i zaczęła ją czule uspokajać, delikatnie tuląc do piersi. - Możesz? - zapytała, wskazując ruchem głowy na wózek. Jeszcze tego brakowało, żeby i Charlie się obudził.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Skye Miller on Pon 24 Sty - 18:30

- Ach, no tak... - odparła z uśmiechem Skye. Owszem, Amelia doskonale znała swoje zalety, ale raczej byłoby nietaktem, ażeby zaprzestać wszelkie komplementy pod jej adresem. Zresztą, z ust dwórki wychodziły już praktycznie automatycznie.
Spojrzała do wózka na chłopca. Leżał spokojnie, ale zaczynał delikatnie marszczyć drobną twarzyczkę. Prześliczne dziecko. Skye zawsze wzruszał taki widok. Malutkie i drobne, ale nadal człowiek...
- Mam go wziąć na ręce? - zapytała łagodnie. Nie zamierzała przesadnie zbliżać się do małych Hewsonów, bo chociaż były zwyczajnymi niemowlętami, to przecież miały w sobie geny Victora i Amelii, co automatycznie budziło u ludzi szacunek. Poza tym raczej wątpliwe, żeby Amelii podobało się branie na ręce jej dzieci przez każdego, komu się tylko to zachce. Może i Skye była w jakimś tam małym stopniu osobą zaufaną, ale nie zamierzała się spoufalać na tyle, żeby dotykać jej dzieci bez pozwolenia.
avatar
Skye Miller
Uczeń

Liczba postów : 114
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Amelia Golightly on Pon 24 Sty - 18:46

Komplementy pod jej adresem to inna bajka. Wszak trudno o bardziej próżną i łasą na pochwały osobę w całym zamku, niż Amelia. Miłe słówka były dla niej chlebem powszednim, oddychała uwielbieniem, a z każdym krokiem rozsiewała strach i szacunek. Na tyle skutecznie, że nawet pomimo dziewięciu miesięcy posuchy, zdanie ludzi wciąż pozostawało niezmienne. A może powinna znowu się pobawić? Rodzina Seward wystarczająco zaszła jej za skórę...
- Nie, obudzi się - odparła, dystyngowanie siadając na barierce wiaduktu. Skrzyżowała nogi w kostkach, wciąż starając się uspokoić swoją córeczkę. Albo ze zmęczenia odnosiła takie wrażenie, albo Nemesis płakała praktycznie bez przerwy. Wstawanie w środku nocy, ciągłe niewyspanie... to wszystko sprawiało, że Amelia miała ochotę rzucić w kąt swoją koronę Królowej Pszczół i po prostu zamknąć się we własnej sypialni, wraz z rodziną. Jednakże wciąż była tą samą Golightly, nie zamierzała nikomu okazywać swojej słabości. - Mogłabyś go delikatnie pohuśtać w wózku? Lubi to... No już, Sissy, przestań płakać - westchnęła, tuląc do siebie dziewczynkę.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Skye Miller on Pon 31 Sty - 18:57

Skye chociaż była o wiele niżej w hierarchii szkolnej niż Amelia, to lubiła czasem ponaśladować królową. Może nie starała się wprowadzać jakichś intryg, ponieważ nie potrafiła czynić tego w ten sposób, ażeby nikt nie zwrócił uwagi, że to jej wina, ale przechadzanie się po korytarzach, roztaczanie uroku i ćwiczenie wyniosłego spojrzenia wobec innych wychodziło jej całkiem nieźle i przynosiło satysfakcję. Robiła to coraz częściej. Teraz, kiedy ciągle się uczyła, właśnie to było jej rozrywką, przez co większość jej kontaktów lekko oziębła. Od niedawna po jej głowie krążyła pewna myśl, czy nie lepiej byłoby parę znajomości zakończyć, tych zbędnych i krępujących rzecz jasna, zaś te, które mogą się jeszcze przydać - ocieplić kilkoma miłymi gestami tudzież rozmowami. Idea ta kiełkowała w umyśle Skye i zdawało się, że niedługo wyda plony w postaci realizacji ów planów.
- Och, jasne! - odparła i poczęła huśtać wózek z małym Charlie'm w środku. Co do Amelii, to relacja była niekwestionowanie potrzebna jej do egzystencji w tej szkole, a także w przyszłości, w życiu dorosłym. Zbyt dużo zawdzięczała jej i zbytnio się przyzwyczaiła do aktualnego stanu rzeczy, żeby stawiać się Królowej.
avatar
Skye Miller
Uczeń

Liczba postów : 114
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Amelia Golightly on Pon 7 Lut - 0:11

Uczyć się od Mistrza - Skye posiadała tę możliwość. Wystarczyło jedynie patrzeć na Amelię by osiągnąć niekwestionowane mistrzostwo w subtelnym uwodzeniu, rozsiewaniu czaru, gracji czy manipulacji innymi. Oczywiście, dochodziły do tego jeszcze intrygi, którymi zapewniła sobie miejsce w szkolnej hierarchii. Jednakże Golightly musiała sama przetrzeć sobie drogę, bez pomocy innych dotrzeć na szczyt. Jeśli myśl działania na własną korzyść zaczynała rodzić się w główce Puchonki, oznaczało to li i wyłącznie, że zaczynała dorastać. Pozbywać się dziecięcych ideałów, które do niczego nie prowadziły i dostrzegać istotę życia.
- Mam dla ciebie kilka sukienek. Gdyby udało mi się zorganizować opiekę dla maluchów, wraz z dziewczętami mogłybyśmy spotkać się gdzieś na mieście - jestem przekonana, że spodobałyby wam się - Wszak skoro jej kariera w Ministerstwie nie była już tak pewna, należało znaleźć inny sposób na zyskanie sławy. A w przypadku Amelii własna linia odzieżowa wydawała się strzałem w dziesiątkę - czy nie była szkolną ikoną stylu? - Przy okazji możesz wyjawić mi, czego dowiedziałaś się o naszej uroczej koleżance.
Teraz żadna z dwórek nie ośmieliłaby się postawić Królowej. Jej stanowisko pozostało niekwestionowanie nie zagrożone, a z racji tego, iż zaledwie za kilka miesięcy miała zakończyć swoją edukację w Hogwarcie i wstąpić w dorosłe życie - wraz z mężem i dwójką dzieci, co dla większości okazało się sporym zaskoczeniem - ale tym samym wyznaczyć jedną, prawowitą następczynię. Nie ulegało wątpliwości, że zrobi to w gronie swojej świty. Nic więc dziwnego, że dziewczęta dwoiły się i troiły, by przez tej ostatni okres jak najbardziej przypodobać się Amelii.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Skye Miller on Czw 10 Lut - 19:41

Choć może Skye tego nie widziała - zmieniała się, coraz bardziej zbliżając się swoją obojętnością do wzoru, jaki stanowiła dlań podświadomie Amelia. Wyrachowanie powoli zajmowało miejsce szczerej chęci bezinteresownej pomocy. Dziewczyna się zmieniała, coraz mniej pasując do pracowitych i uczciwych Puchonów.
Na słowo 'sukienka' dziewczyna ożywiła się. Jakże dawno nie odświeżała swojej garderoby! Minęły z dwa miesiące, odkąd kupiła jakąś modną sukienkę czy inne ubranie... Zdecydowanie potrzebowała trochę świeżości w szafie.
- Och, na pewno! - ucieszyła się Skye, kołysząc wózek - Myślę, że nie powinno być żadnych problemów ze znalezieniem opieki.
Na pytanie o uroczą koleżanką Skye zmarszczyła brwi. No cóż, zbyt dużo się nie dowiedziała. Tylko to, co powiedział jej ktoś, kto podsłuchał rozmowę Etain.
- Jeżeli chodzi o Etain Seward, to zdaje się, że nie tyle ona czuje coś do Drew, co on do niej. Słyszałam, że podszywał się pod jakiegoś innego chłopaka tylko po to, żeby być bliżej niej i pokazać jak się zmienił. Zatrważające. powiedziała suchym głosem - Lepiej pilnuj swojego kuzyna, Amelio. - dodała, dalej bujając wózek.
avatar
Skye Miller
Uczeń

Liczba postów : 114
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Amelia Golightly on Nie 20 Lut - 14:55

Czy to dobrze, czy też źle - jedynie czas pokaże. Z perspektywy Amelii takie zmiany, zachodzące w dwórkach wydawały się jedynie in plus; wszak tworzyła je na swoje podobieństwo, bawiąc się prawie, że w jakieś bóstwo. Jednakowoż, gdyby nie fakt, że w tym roku kończyła szkołę, jej własna armia mogłaby obrócić się przeciwko niej - zwłaszcza, że dziewczęta nie posiadały jej słabości. Podczas gdy w ubiegłym roku, Golightly miała jedynie jedną w postaci Victora, teraz rozrosły się one do liczby trzech, kiedy to szeregi słabych punktów Królowej zasiliły również bliźniaki - Charles i Nemesis. Oj, macierzyństwo osłabia.
Miesiące?! Na brodę Merlina, niech lepiej się nawet do tego nie przyznaje, bowiem czeka ją rychła reprymenda i wyprawa na zakupy. Amelia uwielbiała ubrania, a jej szafa nie mieściła już nowych nabytków, na co nieustannie narzekał jej mąż. Kiedy w czasie ciąży nie mieściła się w kreacje znanych projektantów, nowe fatałaszki zaczęła szyć sama - o dziwo, nie dość, że nikt nie zauważył różnicy, to jej nowa garderoba była cały czas opiewana i spotkała się z niebywałą aprobatą. Właście dlatego, w jej umyśle stratega zrodziła się zupełnie nowa myśl - ponieważ mogła pożegnać się z karierą dyktatora, zawsze mogła stworzyć własne Imperium Mody, czyż nie?
- Zwłaszcza, że już niedługo, za zdobycie moich kreacji będzie trzeba płacić sumy bajońskie - uśmiechnęła się do córeczki. Nie miała wątpliwości, że jej własna marka okaże się sukcesem. Kontakty robią swoje, a ona miała ich pod dostatkiem. Pozostawało jedynie wymyślić chwytliwą, choć co mogło przyciągać bardziej, niż nazwisko Golightly?
- Wiem o tym, Skye - przerwała jej spokojnie - Właśnie dlatego prosiłam cię, abyś dowiedziała się czegoś na jej temat, czego jeszcze nie wiem - obdarzyła ją zdecydowanie przesłodzonym uśmiechem. Choć krytyka była subtelna i delikatna, powinna zrobić swoje.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Leah Darrow on Sro 23 Lut - 22:36

Przypadki chodzą po ludziach, tak teoretycznie. Leah przypadkiem zamierzała udać się na dziedziniec, by odpocząć od gwaru, jaki zapanował na szkolnych korytarzach. Zima nie szczędziła nikomu swoich uroków, sprawiając, że wychodzenie na błonia było wyzwaniem godnym pozazdroszczenia tym najodważniejszym uczniom, albo desperatom takim jak Darrow. Przypadkiem także Leah obiło się o uszy, że była pilnie poszukiwana przez Amelię, ale ile w tym było prawdy – tego nie wiedziała. Wszak kuzynka miała do niej „dostęp” wcale nie trudny i wystarczyło, by wysłała kogokolwiek po Lee, by się z nią spotkać. I w końcu też przypadkiem dziewczyna natknęła się na panią Hewson niańczącą swoje pociechy i oddająca się zapewne niezwykle pasjonującej konwersacji z jakąś młodszą uczennicą.
Z rękoma włożonymi głęboko w kieszenie czarnego płaszcza, podeszła do rozmawiających dziewcząt, stając nieco z boku, by nie przerywać im tak gwałtownie dysputy. Musiała przyznać, że Melka z każdym dniem wyglądała coraz bardziej kwitnąco. Czy to zasługa dzieci, Victora, czy może czegoś zupełnie innego – nie jej oceniać. Istotniejsze było to, iż matka Charlesa i Nemesis prezentowała się odpowiednio, jak na królową szkoły przystało.


Będę leżeć cały dzień i całą noc,
i drugi dzień i drugą noc.
Trzeba lepiej dopasować ludzi, krok i oddech,
wzrok i wdech, i wydech.
avatar
Leah Darrow
Administrator
GrammarNazi

Liczba postów : 185
Czystość krwi : czysta
Skąd : Inverness

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Skye Miller on Sro 2 Mar - 20:44

Pomysł zrodzony w głowie Amelii był nadzwyczaj dobry - ale tak to już było z Królową. Miała smykałkę do prowadzenia swojej kariery taką trasą, jaką chciała, a ubrania sygnowane nazwiskiem Golightly na pewno miałyby duże wzięcie. Z tego co twierdzi sama Amelia wychodzi na to, że jakościowo także byłyby zacne. Skoro tak, to nie pozostaje nic innego jak tylko czekać na rozwój wydarzeń.
- Nie wątpię. - odparła Skye z uśmiechem. Dostęp do kreacji zaprojektowanych przez Amelię zdecydowanie był czymś wartym uwagi i nikt w to nie wątpił.
O tak, delikatna i słodka wręcz krytyka potrafiła ukąsić dziewczynę mocniej niż wprost wyrażona dezaprobata - i tak też się stało. Skye świadoma tego, że uśmiech Amelii jest teraz tylko dodatkiem do ślicznie dobranego stroju, a nie odzwierciedleniem nastroju zaczęła naprędce skupiać się na tym, co powiedzieć Golightly.
- Jest straszną histeryczką, łatwo ją rozdrażnić.... - zamilkła na chwilę - Potrzebne Ci są jakieś konkretne informacje, Amelio? Seward mnie nienawidzi, co komplikuje sprawę, ale dzielimy dormitorium, więc zawsze mogę poszukać czegoś konkretnego.
Ostatnio zasypiała zawsze przed Etain, a kontaktu z nią nie miała prawie żadnego. Z jednej strony to dobrze - z drugiej źle.
Zauważyła postać. Wysiliła szare komórki i po chwili przypomniała sobie, że to zdaje się jest kuzynka Amelii.
Zaraz... Możliwe, że nawet kiedyś z nią rozmawiała.
Lily? Lynnette? Le.... Leah, tak!
Uśmiechnęła się do niej na przywitanie.
avatar
Skye Miller
Uczeń

Liczba postów : 114
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Amelia Golightly on Sob 5 Mar - 18:48

Stwierdzenie, iż kariera Amelii miałaby podążać ściśle ustaloną drogą, znacznie odbiegałoby od prawdy. Mimo wszystko, od zawsze chciała zostać Ministrem Magii (oczywiście sprawdziłaby się w tej roli stokroć lepiej od Knota, większym problem było jednak dostanie się na szczyt) i zajmować się polityką, jednakże zważywszy na rozwój wydarzeń musiała drastycznie zmienić plany. Owszem, zdawała sobie sprawę, że kariera w Ministerstwie wciąż była dla niej możliwa, nawet z dwójką dzieci, jednakże wymagałoby to wielu poświęceń, a ona najwyraźniej przestała być na nie gotowa. Nie potrafiłaby zaniedbywać bliźniaków, czy nie spędzać wieczorów u boku męża, choć równocześnie nie była w stanie zabić swojej niezależności. Własna firma, wydawała się wręcz doskonałym rozwiązaniem, a że Golightly miała smykałkę do mody...
- Tak. Jej słaby punkt, jak zwykle. Pobaw się w małego szpiega, dowiedz się gdzie chodzi, z kim się zadaje. Czego najbardziej nienawidzi. Każdy ma swoją piętę Achillesa - odparła łagodnie, jak gdyby mówiła o nowych śpioszkach, które kupiła dla swoich maluchów. Jednakże to, co stało za jej słowami zdecydowanie kłóciło się z anielskim wręcz obrazem niewinnie uśmiechającego się dziewczęcia, trzymającego w rękach niemowlę. Powierzchowność bywała zwodnicza, ale to ona dawała jej przepustkę do bycia Królową Szkoły.
- Leah - uśmiechnęła się na powitanie do kuzynki, dostrzegając ją w pobliżu i tym niemym gestem zachęcając, by podeszła. Miała do niej sprawę, jednakże nie była to aż tak paląca potrzeba, by musieć po nią posyłać - najwyraźniej Ślizgoni szanowali Hewson na tyle, że nawet błahe pytanie uznali za rozkaz.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Leah Darrow on Sob 5 Mar - 21:49

Pozycja, jaką wyrobiła sobie Amelia, oraz samo jej nazwisko, nieistotne już czy panieńskie, czy to po Victorze, zobowiązywało resztę braci uczniowskiej do chylenia czoła i odpowiedniego zachowywania się w podobnych sytuacjach. Wszak nie wiadomo, czy z pozoru niewielkie zainteresowanie Amelii kuzynką nie było czymś, co tak naprawdę mogło po jakimś czasie urosnąć do rangi najistotniejszej rzeczy, jaka zaprzątałaby myśli Królowej Szkoły. Czasami lepiej dmuchać na zimne.
Zachęcona tymi niewerbalnymi gestami, podeszła do nich bliżej, wcale nie spiesząc się, by stanąć oko w oko z maluchami. Dzieci zdecydowanie ją przerażały. Zastanawiała się nieraz, czy mówiła o tym kiedykolwiek komukolwiek, ponieważ nie wierzyła, iż Hewson przez całkowity przypadek zrobiła z niej matkę chrzestną Charlesa. To byłoby zbyt niewiarygodne. Ona nawet na tak prozaiczne błędy nie mogła sobie pozwalać.
- Praca wre – powiedziała zamiast powitania, wyginając usta w czymś na kształt uśmiechu. Mimika u niej leżała i kwiczała – Urodziny. Ona nienawidzi obchodzić urodzin. Chyba, że o tym Wasza Świętobliwość już także wie? – zapytała, nie mogąc powstrzymać się od sarkazmu. Chyba zbyt długo nie miała możliwości swobodnego porozmawiania z nią, więc postanowiła odbić sobie to w taki, a nie inny sposób.


Będę leżeć cały dzień i całą noc,
i drugi dzień i drugą noc.
Trzeba lepiej dopasować ludzi, krok i oddech,
wzrok i wdech, i wydech.
avatar
Leah Darrow
Administrator
GrammarNazi

Liczba postów : 185
Czystość krwi : czysta
Skąd : Inverness

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Skye Miller on Pon 16 Maj - 20:01

Skye uśmiechnęła się łagodnie, gdy Leah podeszła do nich. Lekki powiew chłodnego wiatru sprawił, że poczuła falę dreszczy przepływających przez ciało. Szybko jednak to niezbyt miłe uczucie minęło, a ona mogła kontynuować egzystowanie obok Ślizgonek z uśmiechem na twarzy. Nie siliła się na zbytnią interakcję - raczej obserwowała.
Niechęć do celebrowania rocznicy narodzin? No proszę, to umknęło jej uwadze. Żywiąc tak silną antypatię do Etain robiła wszystko, żeby nie musieć słyszeć jej głosu, ale cóż - teraz jej cel był odwrotny od tego, co tak usilnie starała się osiągnąć, więc trzeba było zmienić taktykę.
avatar
Skye Miller
Uczeń

Liczba postów : 114
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Amelia Golightly on Pią 3 Cze - 0:32

Nie dało się ukryć, że dopóki nie stała się matką, jej uczucia względem małych dzieci były niebywale podobne. Ba, nawet będąc w ciąży nie potrafiła wyobrazić sobie opieki nad niemowlakami, a odpowiedzialność za cudze życie przyprawiała ją o mdłości. Jednakże została postawiona przed faktem dokonanym, z którym nic nie mogła zrobić - i tak właśnie znalazła się w tym miejscu. Choć cudzymi dziećmi z pewnością by się nie zajęła.
- Wiem - skwitowała chłodno, lustrując kuzynkę wzrokiem. Czasami nie mogła uwierzyć, jak mogły dzielić te same geny. - Ale nie tego typu brudy są mi potrzebne - westchnęła znudzonym tonem, zakładając za ucho kosmyk złocistych włosów. Leah miała szczęście, że były spokrewnione. W innym wypadku Golightly z pewnością znalazła jej sposób, by dotkliwie wbić szpilkę w jej najczulszy punkt - bo nie ukrywajmy, każdy taki posiada i to jedynie kwestia czasu, zanim się go odkryje. - Jak ty wyglądasz? - prychnęła, szybko zmieniając temat. - Doprawdy, nie mam pojęcia, gdzie wygrzebałaś te... ubrania - chciałoby się powiedzieć szmaty, ale damie nie wypada - i brałaś chociaż dzisiaj prysznic? - zapytała, krytycznie przyglądając się fryzurze Darrow. Dla niej liczyła się jedynie perfekcja w wyglądzie; to co prezentowała sobą druga ze Ślizgonek niestety przekraczało jej zmysł estetyczny.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Victor Hewson on Pon 6 Cze - 12:19

Koniec roku zbliżał się wielkimi krokami. Został niecały miesiąc, na który składały się ostatnie egzaminy, wagary i dowcipy skierowane w stronę nauczycieli. Victor lubił ten czas - błogie lenistwo, co wieczór butelka czegoś mocnego, kobieta przy boku, ewentualnie kilka kobiet, ewentualnie każdego wieczora inna kobieta, brak jakichkolwiek obowiązków, życie z imprezy na imprezę i... STOP. Hewson westchnął ciężko. Z tego wszystkiego nawet butelka czegoś mocniejszego mu nie pozostała. Czy żałował? Teraz, po roku, kiedy dzieci były na świecie? Nie, nie żałował. Był... szczęśliwy. Na tyle, na ile ktoś taki, jak on może być szczęśliwy. Nie podejrzewał, że kiedykolwiek będzie mógł czuć się dobrze o tej porze roku bez wiecznego imprezowania, upijania się i zaliczania kolejnych panienek. A jednak w tej chwili zdał sobie sprawę z tego, że absolutnie nie jest mu to potrzebne. Severus, ku jego rozpaczy i przerażeniu, stwierdził, że można go oficjalnie okrzyknąć "pantoflarzem". Najdziwniejsze jest to, że jeszcze dwa lata temu zabiłby za takie określenie. A ze Snapem z całą pewnością porządnie by się pokółcił, a może nawet doszłoby do pojedynku? Nie był tego pewien, ponieważ taka sytuacja nigdy nie miała miejsca. Fakt faktem, kiedy Mistrz Eliksirów raczył określić go tym mianem Vic wzruszył jedynie ramionami i stwierdził, że: a)nie miał innego wyjścia; b)wcale tego nie żałuje. Severus stwierdził wtedy tylko, że z całą pewnością nie jest prawdziwym Victorem Hewsonem i musi poważnie porozmawiać z Dumbledorem, bo to, co w tej chwili się z nim działo zakrawało na Imperiusa, bądź Eliksir Wielosokowy...
W każdym razie. Dzisiejszego ranka Victor jak zwykle spacerował sobie po szkole bez konkretnego celu. Na zajęcia nie poszedł, bo i po co. Dziećmi w tej chwili zajmował się ktoś inny, więc miał chwilę czasu dla siebie. I kiedy tak sobie spacerował, pogwizdywał pod nosem, uśmiechał się do ludzi, ptaszów i drzewek przyjaźnie ("Ty, widziałaś to? To był Victor Hewson? On się do mnie uśmiechnął! Myślisz, że to znak, że teraz będzie chciał mnie zabić? Słyszałam, że on tak naprawdę wcale się nie zmienił, tylko przyczaił. Ja nie chcę jeszcze umierać!!!"); i kiedy czuł się tak doskonale zdał sobie sprawę z tego, że o czymś zapomniał. Zatrzymał się w pół kroku, zmarszczył brwi i podrapał po głowie, starając sobie przypomnieć o czym mógł zapomnieć. I było to na tyle denerwujące, na tyle nurtujące, że spokoju mu dać nie chciało. I wreszcie sobie przypomniał. Co za tym idzie, pognał jak poparzony ku bramie szkoły, by tuż za nią deportować się.
Trochę czasu zajęło mu znalezienie właściwego prezentu, szczególnie, że nie miał bladego, a nawet zielonego, pojęcia, co można kupić żonie na pierwszą rocznicę ślubu! Wreszcie jednak, po długich a ciężkich, udało mu się znaleźć idealny prezent (przynajmniej w jego mniemaniu). Miał tylko nadzieję, że spodoba się on Amelii. A był to komplet biżuterii. Delikatny, uroczy i według Victora pasujący do Melki. Piękne perły, delikatne kryształy i złoto. Uśmiechnięty od ucha do ucha, z kwiatami w jednej i prezentem w drugiej ręce teleportował się z powrotem przed bramę szkoły. Potem trzeba już było tylko odszukać swoją żonę...
Jeżeli wydaje się wam, że było to iście trudne zadanie to się mylicie. Victor znał Amelkę na tyle dobrze, by domyślić się, gdzie też może podziewać się o tej porze. Dlatego też natychmiast udał się na wiadukt. Nie zmienia to jednak faktu, że i tak wzbudził ogromne zainteresowanie braci uczniowskiej. W efekcie duża jej część udała się w ślad za nim, by dowiedzieć się, czy Victor Hewson aby na pewno nie zwariował. Cóż, nikt do tej pory nie widział go uśmiechniętego i z bukietem kwiatów w dłoni.
A kiedy Ślizgon odnalazł żonę jego uśmiech znacznie się poszerzył.
- Cześć, kochanie - powiedział jak gdyby nigdy nic - wszystkiego najlepszego - dodał, podając jej kwiaty i pakunek.
Spojrzał w stronę pozostałych dziewcząt i uśmiechnął się czarująco.
- Dzień dobry, drogie panie - przywitał się z nimi nad wyraz uprzejmie, jak na niego.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Amelia Golightly on Pon 6 Cze - 13:39

Nie można było powiedzieć, by Amelia nie poczuła się zaskoczona gdy ujrzała Victora nadchodzącego z zupełnie przeciwnej strony, niż powinien. Przecież to ona chciała być dobrą żoną i wraz z bliźniakami udać się na trybuny, a tymczasem jego tam nawet nie było. Czyżby przesunęli trening? Gdyby tak bezgranicznie mu nie ufała, zapewne zaczęłaby dopisywać do tego milion teorii spisowych, ze zdradą na czele, bo przecież czegoś jej nie mówił. Ona jednakże uśmiechnęła się jedynie szeroko, zadowolona, że nie będzie musiała udawać, że interesuje ją Quidditch czy też te nudne rozgrywki. O ile Ślizgoni wygrywali, wszystko było w porządku, prawda? Jej obecność nie była tam kluczowa. Nie istniała potrzeba, aby marnowała popołudnia siedząc na trybunach i kibicując drużynie swojego domu. Prowadzonej przez Hewsona, bo jakżeby inaczej.
- Cześć skarbie - odparła z tym uśmiechem zarezerwowanym tylko dla niego z pośród całej gamy, którymi na co dzień zaszczycała szkolną brać. - To z okazji...? - zapytała, delikatnie odkładając do wózeczka Nemesis - która szczęśliwie przestała już kwilić i całkiem możliwe, że nie obudzi teraz braciszka - aby móc odebrać od niego prezent. Oczywiście, Amelia doskonale zdawała sobie sprawę, jaką okazję miał dzisiaj Victor. A raczej jakie dwie okazje. Jej osiemnaste urodziny, o których w tym roku wyjątkowo nic nie mówiła, nie planowała wielkiej imprezy i właściwie nawet sama zapomniała podczas zmieniania pieluch oraz pierwszą rocznicę ich ślubu. Tak, Victor mógł przypiąć do piersi plakietkę z napisem "cały rok tylko z jedną kobietą" i dumnie obnosić się z nią po szkole, bo nikt nie wierzył, że ktoś taki jak on mógłby pozostać wierny. W tym, przez pewien czas również sama Golightly. Bo gdyby był to inny, wcześniejszy rok, zapewne właśnie imprezowałby ostro, wlewając w siebie kolejną butelkę alkoholu z jedną kobietą lub kilkoma kobietami u boku, zmieniając je jak obrazy w kalejdoskopie. A teraz? Teraz miał żonę i dwójkę dzieci. Zjawisko niesłychane u kogoś, kto miał stanąć przy ołtarzu jako ostatni ze znajomych, bo nie wierzył ani w miłość, ani w małżeństwo. Ironia losu, prawda?
Oczywiście, Amy już dawno kupiła dla niego prezent z okazji święta, które w chwili obecnej było dla niej ważniejsze niźli własne urodziny. Nienagannie zapakowany spoczywał właśnie pod kocykami na dole wózeczka, wraz z butelkami, smoczkami i innymi przedmiotami niezbędnymi na spacerze z dwójką niemowląt. W przeciwieństwie do niego nie przypomniała sobie o tym w ostatniej chwili i już jakiś czas temu wybrała się na Pokątną aby odnaleźć idealny prezent. Był to robiony na zamówienie zegarek, pokazujący wszystkich członków rodziny w miejscach, gdzie aktualnie się znajdują. Nie byłoby w tym nic niezwykłego - wszak takie zegary stojące były popularne wśród czarodziejów - gdyby nie uparła się, by ten jeden, jedyny został wyjątkowo zrobiony w wersji na rękę (tak, tak robiony na zamówienie i unikalny) i to przez jedną z najdroższych firm na magicznym rynku. Do tego dodała cudem zdobytą przez Borgina buteleczkę Felix Felicis. Znajomości są nieodłączną częścią dobrego podarunku. Prezent schowała w jednym bezpiecznym miejscu w ich sypialni, do którego Victor nie zajrzałby nawet, gdyby wisiała nad nim groźba śmierci, a mianowicie do swojej szafy z ubraniami. Tym samym nie musiała się martwić, że jej trud zostanie przedwcześnie odkryty i zepsuje Hewsonowi niespodziankę.
Okryła maluszki kocykiem i przykucnęła, aby wydobyć z dna wózeczka niewielkie pudełeczko (jeszcze Leah i Skye pomyślałyby, że mogła zapomnieć o swojej rocznicy) i wróciła do męża z przebiegłym uśmieszkiem na ustach.
- Wszystkiego najlepszego kochanie, z okazji naszej pierwszej rocznicy ślubu - powiedziała, jedną dłoń opierając na jego ramieniu, a drugą podając mu pakuneczek. I oczywiście musiała go pokazowo ucałować, jakżeby inaczej!


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Victor Hewson on Czw 9 Cze - 15:53

Zaskakiwanie było tym, co Victor umiał robić najlepiej. No, może nie do końca… Były takie rzeczy, które robił lepiej, ale nie ma co się rozdrabniać. Fakt faktem – trening miał się dzisiaj odbyć, ale kiedy zdał sobie sprawę z tego, że musi kupić prezent dla Melki natychmiast go odwołał. Były sprawy ważne i ważniejsze. Przecież można poćwiczyć jutro – jak nie uda mu się samemu załatwić boiska to zrobi to Severus, a Stara Sowa będzie mogła się schować ze swoimi lewkami. Im treningi nie są potrzebne – i tak nie potrafią grać…
Cóż, może i jej obecność nie była kluczowa, a jednak on lubił, gdy mógł dostrzec ją na trybunach. I żałował, że niebawem się to skończy, choć była nadzieja – być może będzie grał w Quidditcha na serio w prawdziwej reprezentacji. Całe szczęście, że są jeszcze na świecie ludzie, którzy potrafią dostrzec prawdziwy talent. A on bez wątpienia go posiadał.
- Nie udawaj, że nie wiesz – zachichotał, całując ją czule.
Uwielbiał ten jej uśmiech. Tak szczery, ciepły i wymowny. Zapewne kiedy widzi go ktoś inny zupełnie nie rozumie, co jest w nim takiego szczególnego, ale dla Victora jest on niezwykle ważny. Kryje się w nim to wszystko, co Amelia chciałaby mu powiedzieć, a czego mówić nie musi. Ta czułość, troskliwość i pełnia miłości.
Hewson odwrócił na chwilę wzrok od swej żony i pochylił się nad wózkiem. Pogładził po policzku najpierw jedno, a potem drugie dziecko i uśmiechnął się ciepło.
To zjawisko było wbrew pozorom dosyć powszechne, choć najczęściej nikt o nim nie mówił. Ilu przed nim było takich którzy w szkole byli największymi Casanovami, wiecznie zmieniali kobiety, chlali na umór i twierdzili, że nigdy się nie zakochają. A potem? Potem nagle coś ich trafiało. Grom z jasnego nieba, strzała Amora – jak zwał, tak zwał. W każdym razie nagle, zupełnie niespodziewanie… Po prostu się zakochiwał. I co dziwniejsze – był pierwszy. Zanim którykolwiek z jego kolegów w ogóle pomyślał o stałym związku. I to samo tyczyło się Victora. Owszem – ironia losu. Ale za to jaka przyjemna!
Naprawdę nie można wymagać od niego, by pamiętał o takich okazjach. Był mężczyzną – to cud, że w ogóle sobie przypomniał! Kiedy Vic wziął od swej żony prezent przeznaczony dla siebie był naprawdę zaskoczony. Jako świeżo upieczony (cóż to jest rok!) mąż (a w dodatku ojciec…) zupełnie nie spodziewał się, że i on otrzyma jakiś prezent. Odpakował go szybko i oniemiał. Przez dłuższą chwilę stał z otwartymi szeroko ustami i podziwiał. Podziwiał i podziwiał, i… podziwiał. Zegarek był piękny. Naprawdę. Nie dość, że po prostu idealny dla niego. Pasował w każdym calu. W dodatku tak misternie wykonany. Spojrzał na wskazówki i uśmiechnął się ciepło, widząc dwie, oznaczone imionami swych dzieci, spoczywające na napisie „wózek”. Zachichotał czule, wzdychając z zachwytem i spojrzał na drugą część prezentu.
- Felix! – zawołał z zachwytem. – Użyję go, gdy będę szedł na rozmowę o pracę – wyszeptał ze śmiechem, pochylając się do niej i całując mocno. – Dziękuję, skarbie. To najwspanialszy prezent, jaki kiedykolwiek otrzymałem – powiedział z uczuciem.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 16 Cze - 12:48

I czy ktoś jeszcze mógł mieć wątpliwości dlaczego Amelia go poślubiła? Victor był doprawdy cudownym mężem, skoro odwołał prezent, by kupić jej tak cudowny prezent. Już nawet nie wczuwała się w rolę nadgorliwej żony i nie mogła narzekać, że nie pamiętał - najwyraźniej mężczyźni nigdy nie posiedli umiejętności pamiętania o wydarzeniach ważnych i ważniejszych, pokroju rocznicy ślubu czy urodzin małżonki.
I w to również nie dało się wątpić. Choć Ślizgonka nie znała się na tym całym bezsensownym sporcie, nie dało się zauważyć, że Hewson miał do tego sporo talentu. I jak najbardziej kibicowała mu, aby z tym związał swoje życie. Bo choć dla niej oznaczałoby to więcej niemiłosiernie nudnych godzin spędzonych na trybunach, to mąż będący sławnym sportowcem mógł przysłużyć się jej karierze. Oraz nie wyobrażała go sobie w garniturze, pracującego w Ministerstwie czy noszącego za kimś papierki.
- Ja doskonale wiem. Pytanie brzmi raczej, czy ty również. - Ach, ta Melka! Ona najwyraźniej nigdy nie zrezygnuje z dogryzania mu, to już dawno stało się jej osobistym hobby. Choć ostatnio zdarzało się to coraz rzadziej, a szkoda.
Amelia w ogóle nie należała do osób zbyt wymownych. Nie czuła potrzeby powtarzania mu na każdym kroku, że go kocha, nie spodziewała się również takich wyznań od niego. Najważniejsze było to pierwsze, najprawdziwsze i zdecydowanie wystarczające. Zdawała sobie sprawy, że nie musi zapewniać go o swoich uczuciach, bo oboje wiedzą, że znajdują się one na właściwym miejscu, a reszta świata nie powinna wtykać w to nosa.
Mimowolnie uśmiechnęła się, kiedy pochylił się nad wózkiem. Niewytłumaczalnie uwielbiała patrzeć na to, jak okazuje rodzicielską miłość swoim maluchom. Z całą pewnością nikomu by tego nie zdradziła, ale był najcudowniejszy, kiedy trzymał oba bliźniaki w ramionach i czytał im bajkę na dobranoc. Układała się wtedy na łóżku, z własną lekturą, ale to właśnie ich obserwowała kątem oka. Najwyraźniej teza, że mężczyzna staje się mężczyzną dopiero wtedy, gdy ma dzieci i potrafi się nimi zaopiekować nie była wcale wyssana z palca.
Cóż, nie dało się ukryć, że jednak go trafiło i udało im się zbudować naprawdę solidny związek, podszyty wszystkim, co było potrzebne - zaczynają od miłości i zaufania, przez namiętność i troskę, kończąc na iskrze, której tak wielu parom brakowało. Nawet nie zastanawiała się, co by było, gdyby nie potrafił jej pokochać - czy trwali by teraz w męczącym małżeństwie bez uczuć, czy też wcale by się nie oświadczył, a ona zostałaby żoną Yaxley'a? Całe szczęście, nie musiała się tym przejmować.
Najwyraźniej niewiele wiedział o rocznicach ślubu, w których wymiana podarunkami była jedną z ważniejszych części. Poza tym, Amelia musiała być inna niż swoi rodzice, którzy nieustannie zapominali o tym, że są małżeństwem, zdradzali się i właściwie nawet nie przebywali w jednym pomieszczeniu. No i Melcia naprawdę uwielbiała kupować, prezenty również. Zawsze musiała trafić w dziesiątkę.
- Nie sądzę, byś wtedy go potrzebował - zachichotała przyciągając go do siebie i odwzajemniając pocałunek. - Nie ma za co, należy ci się. Wytrzymałeś ze mną cały rok i dobrze rokujesz na przyszłość - szepnęła tak, aby tylko on mógł to usłyszeć.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Victor Hewson on Sro 29 Cze - 0:21

Mężczyźni mieli to do siebie, że byli w stanie zapomnieć o swoich własnych urodzinach, więc wymaganie od nich pamięci od urodzinach żony, czy też rocznicy ślubu było już zbyt wygórowane... Oni przecież mieli tak wiele na głowie! A skupić byli się w stanie wyłącznie na jednej rzeczy na raz, więc nic dziwnego, że wciąż zapominali o tak istotnych sprawach jak zakup prezentu. Albo nakarmienie dzieci...
Victor nie nadawał się tak naprawdę do żadnej pracy. Mógł być albo sportowcem, albo zabójcą, a w tej chwili tylko to pierwsze wchodziło w grę, choć nie mógł zaprzeczyć, że jego mroczna natura wciąż dawała czasami o sobie znać w potyczkach z kolegami. Ileż to razy pojedynkował się z kimś tylko dlatego, że ten spojrzał na niego krzywo, czy też nie zszedł mu z drogi, bądź raczył spojrzeń na jego żonę w nieodpowiedni sposób. Efektem tego miał w tej chwili przy sobie nie jedną, ale dwie różdżki - ta druga należała do starszego od niego o rok chłopaka, który obraził go w wyjątkowo okropny sposób (cóż, nazwanie Hewsona łajzą to był jego największy i ostatni błąd...), a co za tym idzie musiał stanąć do pojedynku. Wyjścia innego nie miał. Koniec końców - Vic wygrał i odebrał mu różdżkę, która od tej pory służyła mu nie gorzej niźli jego własna.
- Gdybym nie wiedział nie byłoby mnie tutaj w tej chwili - odpowiedział z lekkim, rozbawionym uśmieszkiem na ustach.
Victor nie należał do osób, które wykrzykują na każdym kroku swoje uczucia. Właściwie nie robił tego nigdy. Fakt, że wtedy wyznał jej miłość było naprawdę ogromnym sukcesem i nie należało spodziewać się niczego więcej. Choć bywały dni, kiedy mówił jej, jak bardzo ją uwielbia...
Kochał swoje dzieci i był w stanie zrobić wszystko by je ochronić. Nawet zabić. Gdyby w tej chwili był zmuszony do takiego kroku wykonałby go bez wahania. Rodzina była najważniejsza. I chociaż może nie każdy zrozumiałby jego działania on uważał je za niezaprzeczalnie konieczne.
Ich związek był tym, o czym marzą dziewczęta od momentu, w którym zaczną dojrzewać. Ukoronowaniem ich życia. Hewson był dumny z tego, że udało mu się dojść do takiego miejsca i być w stanie wytrwać w nim bez żadnych przeszkód, czy specjalnego wysiłku.
- Dziękuję ci, że tak bardzo we mnie wierzysz - odpowiedział, całując ją czule. - Ale chyba należy oblać obie okazje, czyż nie? Kremowe? A może coś mocniejszego? - spojrzał kątem oka na dziewczęta.
W efekcie wszyscy zebrali się z wiaduktu. Dzieci pozostawiono pod opieką zaufanej osoby, a dorośli udali się w spokojne miejsce, by uczcić obydwa święta.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Michael Wilcox on Sob 29 Paź - 20:27

Michael miał dosyć siedzenia w Pokoju Wspólnym Hufflepuffu i żmudnego wpatrywania się w kominek. Naprawdę, strasznie nudne zajęcie. Wstał więc pośpiesznie i wyszedł z salonu, nie reagując na zdziwione spojrzenia kolegów z roku.
Chodząc po zamku, nie wiedział, gdzie się udać. Każde miejsce wyglądało dla niego tak samo - podłoga, ściany i zimno. Było mu wszystko jedno, więc nawet nie zauważył, kiedy znalazł się na wiadukcie.
Nie wziął kurtki, więc z pewnością zmarznie. Trudno. Najwyżej jutro obudzi się z katarem i pójdzie do Skrzydła Szpitalnego, aby pani Pomfrey dała mu trochę eliksiru pieprzowego, o którym ostatnio wszyscy głośno mówią. Podobnież od razu stawia na nogi. Chociaż i w tej chwili Michael nie odmówiłby odrobiny tego lekarstwa.
Stojąc na dworze w dżinsach i czarnym podkoszulku, z pewnością wyglądał bardzo dziwnie dla obserwatorów. Jakby miał chorą głowę czy coś. Ale co tam. Od kiedy to Wilcoxowie przejmują się opinią innych?
Spędził wiele nocy, rozmyślając o historii swojej rodziny. Kiedyś bardzo szanowany ród, bogaty i czystej krwi. Oczywiście, czysta krew została, a majątek został zaprzepaszczony przez lekkomyślnego ojca. Jego rodzice należeli do Slytherinu. Jego brat też. I mieli taki sam charakter jak większość jego mieszkańców. I, czego Michael nigdy nie zapomni - popierali Czarnego Pana, zabijali niewinnych, a teraz do niczego się nie przyznawali. Jednak Michael nie mógł ich wydać, przecież byli rodziną. Splunął na chodnik.
- Pieprzę to - powiedział na głos.
A on? On był normalny. Wylądował w Hufflepuffie, pewnie dzięki swojemu charakterowi. Hufflepuff zawsze lepszy niż Slytherin.


Ostatnio zmieniony przez Michael Wilcox dnia Wto 1 Lis - 15:04, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Michael Wilcox
Uczeń

Liczba postów : 10
Czystość krwi : czysta
Skąd : Anglia, Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Carther McRoe on Nie 30 Paź - 12:41

Carther McRoe zdecydowanie nie był jednym z tych ludzi, którzy pchają się w czyjeś sprawy. Stojąc nieopodal, obserwował Michaela, któremu musiało być zimno w samym podkoszulku. Carther miał na sobie nowiutką, czerwoną kurtkę. W sam raz dla obywatela Gryffindoru.
Kiedy Wilcox krzyknął, że coś pieprzy, McRoe podniósł do góry brwi. Znał Wilcoxa na tyle, aby stwierdzić, że jest to normalny i przyjacielski gość, co prawda bankrut, ale czystej krwi. Carther nie wiedział, czy ma jakiś wstręt do szlam jak jego rodzice, ale zdecydował się do niego podejść.
- Siema, Michael - zaczął, obserwując uważnie jego reakcje. - Na co się tak, gościu, wkurzasz, co?
Nie czekając na odpowiedź Puchona, odwrócił się i wychylił przez barierkę. Mimo późnej pory, na dole było mnóstwo uczniów. I kilka fajnych lasek. Już chciał zejść na dół i zabawić się trochę w ich towarzystwie, kiedy przypomniał sobie o Michaelu. No tak. Uznał, że jest mu potrzebny, więc nigdzie nie pójdzie. Do obowiązków Carthera należało, aby Wilcox się uspokoił i bezpiecznie trafił do swojego dormitorium.


Ostatnio zmieniony przez Carther McRoe dnia Wto 1 Lis - 15:13, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Carther McRoe
Uczeń

Liczba postów : 14
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Wielka Brytania, hrabstwo Derbyshire

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Michael Wilcox on Pon 31 Paź - 22:39

Kiedy Carther do niego podszedł, nie wiedział, o co mu chodzi. Przecież Michael nie robił nic sprzecznego z prawem. Dopiero po chwili zrozumiał - swoje kontrowersje wykrzyczał na cały dziedziniec. McRoe mógł sobie pomyśleć, że się naćpał albo upił, ale on był całkowicie trzeźwiutki.
- Nic się stało - zaczął. - Po prostu... mam pewien rodzinny problem.
Odetchnął głęboko kilka razy. Nie wiedział, że myślenie w ten sposób o swojej rodzinie aż tak go zdenerwuje. Był wdzięczny Gryfonowi za to, że się nim zainteresował. To było bardzo fajne z jego strony.
- Wiesz, poniekąd mnie szukają, więc... chyba już pójdę - skłamał. - A poza tym, jest mi trochę zimno.
Po czymś takim Carther z pewnością uzna go za dziwoląga. Najpierw wrzeszczy, a potem broni się przyjaciółmi - naprawdę, dziwne zachowanie. Uśmiechnął się przelotnie do Carthera, skinął głową i udał się w kierunku zamku.


Ostatnio zmieniony przez Michael Wilcox dnia Wto 1 Lis - 15:25, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Michael Wilcox
Uczeń

Liczba postów : 10
Czystość krwi : czysta
Skąd : Anglia, Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Carther McRoe on Wto 1 Lis - 21:22

Carther nie miał zamiaru iść za Michaelem. Po prostu niektórzy ludzie tak mają, że wierzy im się od razu. On również uwierzył Michaelowi, chociaż nadal wiedział swoje. Miał niewątpliwie jakiś problem, który tłumił w sobie już od dawna. Jednak Puchon sam musiał do niego przyjść, on się fatygować nie będzie. Kiedy stracił Wilcoxa z oczu, postał jeszcze chwilę na wiadukcie.
Po chwili wychylił się przez barierkę i zauważył, że przez tych kilka minut nikt nigdzie nie poszedł. A więc impreza trwała. Co lepsze, zauważył, że większość z nich jest z Gryffindoru. Nie ma co, mógł mieć jeszcze całkiem udany wieczór.
Gwiżdżąc udał się w kierunku schodów.
avatar
Carther McRoe
Uczeń

Liczba postów : 14
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Wielka Brytania, hrabstwo Derbyshire

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: Wiadukt

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach