Wiadukt

 :: Wiadukt

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Edward Hoytenberry on Pią 10 Lut - 20:31

Młodzieniec oparłszy się o balustradę, westchnął ciężko. Kilka minionych dni, trzeba było przyznać, pozbawione były w większym stopniu splinu, który towarzyszył mu od niepamiętnych czasów. Naturalnie, nie wyzbył się go doszczętnie, ale jednak nie był on już tak natrętny jak jeszcze nie aż tak całkiem dawno temu. Światełko w tunelu pojawiło się wreszcie w życiu Hoytenberry'ego. I to pod postacią kobiety, którą uprzednio miał za namolną piękność, aczkolwiek namolną. Ile to człowiekowi może uświadomić jedna źle odebrana sytuacja! Chociaż właściwie Eddie do tej pory był zdania, że Lottie chciała się targnąć na własne życie. Nikt ani nic nie będzie wstanie zmienić jego zdania. Jednak złe to do końca nie było, gdyż przecież dlatego uświadomił sobie o swoich uczuciach do Gryfonki, a przecież to teraz było dlań ważne. Kto przypuszczał, że on, Edward Hoytenberry, jest zdolny do czegokolwiek, co wyklucza posiadanie aż takiego egotyzmu?
Na wiadukcie nie było nikogo poza nim, gdyż większość osób znajdywało się w Wielkiej Sali na kolacji. Edek jednak wolał jeść, a nie biadolić delektując się przy tym. Czas przecież był zbyt mu drogi, aby trwonić go na konwersację z personami, którymi gardzi. Czyli prawie całą populacją ludzką. Zniesmaczyła go nawet romansująca para na dole, jedyni osobnicy będący w pobliżu. Zmarszczył czoło komentując ich zachowanie.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Lottie O'Donnell on Pią 10 Lut - 21:42

Lottie nie odczuwa głodu. Choć od rana nie miała nic w ustach, spoglądając na apetycznie pachnącą kolację na talerzu, odczuwa jedynie niechęć. Upija zaledwie kilka łyków gorącej herbaty rumiankowej, zabiera swoją torbę i w popłochu opuszcza Wielką Salę, jak gdyby obawiała się, że ktoś zacznie ją karmić. Popycha drzwi zewnętrzne i wychodzi na zewnątrz. Mróz zimowego powietrza uderza ją w twarz, nieprzyjemnie szczypie w policzki, a opadające płatki śniegu plątają się w gęstych blond włosach, splecionych w dwa niedbałe warkocze. Nie przejmuje się tym, że ma na sobie jedynie cienki sweter, a temperatura na dworze plasuje się sporo poniżej zera. Swym zwyczajem wskakuje na barierkę wiaduktu i zmierza przed siebie. Aż wreszcie dostrzega przed sobą znajomą sylwetkę, należącą do Edwarda Hoytenberry'ego. Przez chwilę zastanawia się, czy wciąż jest na niego zła, czy dziś powinna być dla niego oschła czy też szybko zapleść ramiona na jego szyi i ucałować oba policzki młodzieńca. Wreszcie porzuca myśli i podbiega do niego, balansując na barierce.
- Knuta za twoje myśli? - chichocze, aż wreszcie dostrzega znajomy wyraz, czający się w jego oczach. - Nie spadnę - dodaje i siada obok niego.
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Edward Hoytenberry on Pią 10 Lut - 23:43

Dobrze, że Lottie zauważyła jego wyraz twarzy i nie ciągnęła zabawy ze śmiercią. Doprawdy, te dziewczę wpędzi go kiedyś do grobu przez swoje upodobania. Dla Eddiego, dziwną rzeczą było martwienie się o kogokolwiek. Młodzieniec zapewne opisałby to następująco: takie dziwne coś, dręczące człowieka, dopóki dany osobnik (właściwie to wyłącznie Lottie, inne przypadki nie istniały, albo ich po prostu nie odnotował, bądź nie pamiętał) nie zaprzestanie wykonywać idiotyzmów. Chociaż w tym momencie nie tylko chodzenie po balustradzie zirytowało Gryfona, a odzienie wili. Ta dziewczyna chyba naprawdę była z innego świata. Najwyraźniej nie tylko różniły się tym, iż w tamtym nie ma czegoś takiego jak śmierć, ale na dodatek temperaturą!
- Lottie - mruknął niezadowolony, ściągając z siebie niezapięty czarny płaszcz, nakładając go na młodą kobietę. - Tak będzie bezpieczniej - stwierdził, chwyciwszy ją w talii, a następnie postawiwszy na ziemię. Jeszcze by się wychyliła i trachnęła na ziemię! - Knuta? - zmarszczył brwi i wyciągnął dłoń z filuternym uśmiechem. - Jestem twoim superbohaterem! - stwierdził prezentując swoje przerośnięte ego. - Na chwilę obecną ani spadnięcie z wiaduktu, ani zamarznięcie ci nie grozi. - Z tym drugim Eddie, natomiast może mieć problem, ale i tak był cieplej ubrany niż uprzednio Lottie.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Lottie O'Donnell on Sob 11 Lut - 0:01

Najwyraźniej nigdy więc nie dane będzie mu zaznać spokoju, gdyż Charlotte nigdy się nie zmieni. Owe idiotyzmy, jak zwykł je nazywać Hoytenberry, były nieodłączną częścią jej natury, bez której jej egzystencja byłaby zwyczajnie bezcelowa.
- Zmarzniesz, Eddie - mówi i krzywi się nieznacznie, gdy ten okrywa ją swoim płaszczem. Jest dużą dziewczynką, nie potrzebuje opieki i wypominań, że przez nią będzie chory. Szybko jednak rezygnuje z poprzednich postulatów i otula się edwardową kurtką. I w tym samym momencie, nie pozwoliwszy jej na zasłużony protest, Edward zdejmuje ją z barierki i stawia na murku. Przez chwilę milczy, piorunując go wzrokiem, by wreszcie przerwać złowrogą ciszę. - Masz z tym spory problem - oznajmia, krzyżując ramiona na piersiach. - Knuta - potwierdza, bezczelnie wsuwając dłonie do kieszeni jego płaszcza. - Nie nosisz przy sobie drobnych? - prycha z rozczarowaniem. Nie komentuje innych rzeczy, znajdujących się w kieszeniach Edwarda. Bo po co? - Nie potrzebuję bohatera - oznajmia szorstko, piorunując go wzrokiem. - Czego nie można powiedzieć o tobie, Eddie, bo z tego ratowania może ci pozostać jedynie hipotermia - zapewne gdyby właśnie jej nie rozzłościł, rozchyliłaby poły płaszcza i zaproponowała mu, by mocno się do niej przytulił. Teraz jednak z wypiekami na policzkach obserwowała jedynie jak zaczyna dygotać.
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Edward Hoytenberry on Sob 11 Lut - 0:20

A czym innym, jeżeli nie idiotyzmem, było targanie się na własne życie? Lottie musiała dostrzegać niebezpieczeństwo, jakie za sobą pociągały tego typu ubarwiacze egzystencji.
- Przynajmniej to nie będziesz ty - Słodkie, prawda? Aż trudno uwierzyć, że takie słowa szczerze wypłynęły z ust Edwarda. Chociaż nie ukrywając - w dosyć dużym stopniu zależało mu na udobruchaniu dziewczęcia, które prezentowało swoje niezadowolenie. Ach, te kobiety! To nie zmieniało jednak faktu, iż jego intencję były słuszne. Zobaczywszy Gryfonkę nie zirytował się wyłącznie przez to, że chadzała sobie po balustradzie, a także, iż wyszła bez cieplejszego okrycia w taki ziąb! Coś na pewno by odczuła po takich wyskokach. W najlepszym przypadku porządne przeziębienie. Myśleć wolał o konsekwencjach wychodzenia bez kurtki w taką pogodę, niż o chodzeniu po barierkach i innych podobnych rzeczach znajdujących się na znacznej wysokości. Według Edwarda, Lottie powinna być bardziej ostrożna. Albo przynajmniej znaleźć sobie personę, która będzie jej pilnować. Hamilton nie bardzo sprawdza się w tej roli, jak widać.
- Hamilton jakoś nie bardzo potrafi cię obronić nawet przede mną - prychnął, pomijając temat noszenia przy sobie drobnych - więc potrzebujesz - stwierdził z poważną miną, zbliżając się do Lottie, kiedy ta zaczęła mówić o hipotermii. - Martwisz się o mnie? - zapytał śmiejąc się w głos, a następnie objął dziewczę w pasie. Skoro ona go nie chce przytulić to sam się do niej przytuli, bez tego rozchylonego płaszcza, niestety.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Lottie O'Donnell on Sob 11 Lut - 0:41

Nie targała się na własne życie, niezależnie od tego, co na ten temat sądził Edward. Może nigdy nie zmieni jego zdania, ale on nigdy nie zmieni rzeczywistości.
- Martwisz się o mnie? - pyta z rozbawieniem, stając na palcach i czochrając jego zdecydowanie zbyt porządną czuprynę. Cieszy się, że Hoytenberry właśnie, na jej oczach, zrobił tak ogromny krok naprzód. Skoro zaczynała go obchodzić, skoro martwił się o jej dobro, zdrowie i życie, powoli zaczynał odbierać świat w innych barwach, co oznaczało, że powoli osiągała swój cel. Sama ma w nosie, co się stanie. Jeśli spadnie, to spanie. Jeśli się rozchoruje to się rozchoruje. Bez większej filozofii. Nie pozwoli, by strach przed lataniem kiedykolwiek podciął jej skrzydła. Lottie żyje chwilą.
Nie odpowiada. Milczy, dobitnie ignorując jego wypowiedź. Nie uważa, by musiała po raz kolejny odkrywać swoich myśli, pokazywać mu, że gdyby nie krzyczący w jej żyłach alkohol nigdy nie kochałaby się z nim czy też udowadniać, że tak naprawdę dla niej nie znaczyło to więcej, niźli utrata wyznawanych przez nią wartości. Nie odpowiada również na jego pytanie, poważnie zastanawiając się nad odpowiedzią. Czy martwi się o niego? Chce dla niego jak najlepiej, chce otworzyć mu oczy i pokazać jaśniejszą stronę medalu. Czy to jednak oznacza, że się o niego martwi? Lottie nie potrafi zaopiekować się samą sobą, a skoro nie potrafi troszczyć się o samą siebie, jak na Merlina miałaby troszczyć się o kogoś innego?
- Ożeń się ze mną - mówi ni stąd i zowąd. Zadziera głowę do góry, przygląda mu się uważnie i unosi brwi do góry.
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Edward Hoytenberry on Sob 11 Lut - 2:04

Rzeczywistość dlań była zupełnie inna niż jest. Według niego Lottie, chciała popełnić wówczas samobójstwo i nikt nie zmieni tej rzeczywistości. Edkowej.
- Ja? - zapytał ze zdziwieniem w głosie, chociaż było widać, że udawanym. - Jestem egoistą! - powiedział, chociaż Lottie i tak zdawała sobie z tego sprawę. Wielokrotnie to udowadniał, zdarzyło mu się ukazać ten mankament także i jej. Końcem końców doprowadziło ich to właśnie tutaj, do tej chwili, więc nie można powiedzieć, żeby specjalnie na złe im to wyszło. Zaoszczędzenie tych przykrych dla nich chwil niekoniecznie było nieuniknione. Zmiana w człowieku nie następuje nagle. Wszystko jest kwestią czasu.
Czasem prościej się jest troszczyć o kogoś innego, chociażby obcego, niźli o siebie samego. Edward coś o tym wiedział. Nie chadzał po barierkach, które znajdywały się na znacznej wysokości, ani nie targał się na swoje życie w inny sposób, ale też coś o tym wiedział. Niestety, w mniejszym stopniu niż przypuszczał.
- Oświadczasz mi się? - zaśmiał się w głos. - Ożenię się z tobą - powiedział bardziej żartobliwie. Bo przecież to był żart, nie?
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Lottie O'Donnell on Sob 11 Lut - 2:51

Ona nie zmieni jego, on nie zmieni jej. Będą nieustannie mijać się w pozbawionych sensu próbach naprawienia się nawzajem, nieustannie egzystując w wyimaginowanych rzeczywistościach. Smutne, czyż nie?
- Właśnie widzę, Eddie - śmieje się, otulając się ciaśniej jego płaszczem. - Z tego co mi wiadomo, w takiej sytuacji egoista zachowałby okrycie dla siebie, a nie oddawałby je damie, która nie potrzebuje ratunku - dodaje spokojnie, a kąciki jej ust nieznacznie unoszą się do góry. Uwielbia jego upartość.
Lottie pozwala sobie oprzeć głowę o jego klatkę piersiową, pozwala sobie zatonąć w jego objęciach. Jest przekonana, że go nie potrzebuje, że poradzi sobie bez niego. A jednak nie dopuszcza do siebie świadomości, że rzeczywistość jest zupełnie inna, niż jej się wydaje. Charlotte musi mieć kogoś, kto będzie za nią myśleć kto będzie za nią odpowiedzialny, gdyż ona sama tego nie potrafi. Zdaje się być dzieckiem, zamkniętym w ciele kobiety. Stanowi największe zagrożenie dla samej siebie. Potrzebuje go, czy tego chce czy też nie.
- A czemu by nie? - wzrusza nieznacznie ramionami, dając mu do zrozumienia, iż mówi zupełnie poważnie. Nie potrafiła dostrzec żadnego, sensownego (dla niej) argumentu, dla którego mieliby się nie pobrać. Bo tak na dobrą sprawę, co stało im na drodze?
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Edward Hoytenberry on Sob 11 Lut - 16:30

Niekoniecznie smutne. Ani Eddie, ani też Lottie, nie potrafili troszczyć się o siebie samych, jednak usilnie próbowali uczynić to ze sobą nawzajem. Prób naprawienia nie można krytykować, jedynie ich braku, którego w tym przypadku nie ma. Nieprawdą też jest, iż są one do końca nieudolne. Wystarczy spojrzeć na Hoytenberry'ego - dla Charlotte ta zmiana była chyba najbardziej dostrzegalna. Młodzieniec wyzbywa się splinu, goszczącego w nim od niepamiętnych czasów. Mógł biadolić na nietuzinkowe zachowania Gryfonki, jednak nie mógł szczerze zaprzeczyć, że to właśnie one pozwalają mu zrozumieć, jak bardzo zależy mu na Lottie. Oczywiście wolałby przekonywać się o tym w inny sposób niż obawą utraty dziewczęcia, w sposób dosłowny. No ale cóż - niektórzy mają zazdrość, a on ma strach, że kiedyś takie zabawy skończą się katastrofą. Śmiał przypuszczać, że bardziej dlań, skoro O'Donnell nic nie robiła sobie z jego próśb oraz gniewu i dalej testowała jego granice wytrzymałości, między innymi chadzając po balustradach, znajdujących się na znacznej wysokości. Wydawało mu się, iż przed kresem własnej egzystencji również się nie trwożyła.
- Nie potrzebujesz - powtórzył cicho, bardziej do siebie niż do niej, uśmiechając się przy tym niezbyt dyskretnie. Nie wierzył w te słowa, chociażby dlatego, iż każdy potrzebował jakiegoś rodzaju ratunku. Owszem, Lottie nie była wszystkimi, ale nie mogła, nie kłamiąc zaprzeczyć, iż go nie potrzebowała. Eddiemu, również był on niezbędny. - To się chajtnijmy, chociażby jeszcze dzisiaj! - stwierdził, biorąc to już na bardziej serio. Nie myślał obecnie ani o dziadku, ani o Sophie, która wbrew jego woli (i jej zresztą też) stała się edkową narzeczoną.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Lottie O'Donnell on Sob 11 Lut - 20:01

To zabawne, iż Edwardowi nawet nie przyszło na myśl, iż jej zabawy mogą nie być ściśle związane z jego osobą. Że Lottie wcale nie wchodzi na szczyt wieży, nie balansuje na krawędzi tylko po to, by wywołać u niego białą gorączkę. Że tak naprawdę, robiła to o wiele wcześniej, nim on zdążył się o tym zorientować. Nie zmieniało to jednak faktu, iż cieszyła ją tak oczywista zmiana w jego zachowaniu. Gdy tylko patrzy w jego oczy i po raz pierwszy widzi w niech nie tylko splin i wyższość, a dostrzega zaczątki człowieczeństwa czuje rozpierającą ją dumę. To ona do tego doprowadziła. To ona sprawiła, że Edward zaczął czuć, że największy szkolny egoista zaczął przejmować się czymś innym, niż osoba własna. Nie całkiem podobają jej się natomiast efekty, ale to musi przemilczeć.
- Oczywiście, że nie potrzebuję ratunku, Edwardzie - powtarza swoją mantrę, jak gdyby próbowała wytłumaczyć ją małemu dziecku. Marszczy nosek i spogląda na niego protekcjonalnie. Święcie wierzyła w swoje słowa i nawet rzeczywistość nie była w stanie odebrać im prawdziwości. - W porządku - przytakuje. Dzisiaj Lottie jest szalona, skłonna do powzięcia tak ważnej decyzji pod wpływem chwili. Bo przecież to tylko małżeństwo, co w tym wielkiego? Skoro ona nie dostrzega przeszkód, nie podejrzewa, by te mogły istnieć. Cóż z tego, że nie wie ani o jego dziadku, ani o narzeczonej?
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Edward Hoytenberry on Sob 11 Lut - 20:23

Natomiast mu nie podoba się to, że Lottie nie przejmuje się katastroficznym skutkiem, który był wyłącznie kwestią czasu, jeżeli nie przestanie urozmaicać swojej egzystencji w ten sposób. Mogły się jej nie podobać protesty Edwarda, ale martwił się o nią, i właściwie sądził, że ktoś Gryfonkę wreszcie powinien nauczyć racjonalnego myślenia. Chociaż częściowo, żeby codziennie nie targała się na własne życie dla rozrywki. To by mu w zupełności wystarczyło. O nic więcej nie prosił (przynajmniej w tym momencie) tylko o trochę rozwagi ze strony Charlotte. Chociaż wątpił, iż kiedykolwiek go usłucha. Najwyraźniej albo nie istniała taka persona, która mogłaby zapewnić jej bezpieczeństwo, albo Eddie powinien przyłączyć się do drużyny Hamiltona, nie potrafiącego zadbać o nią.
- Chadzasz po barierkach - zaczął mówić spokojnie - nie przejmując się wysokością - ciągnął, patrząc dziewczynie w oczy, a następnie chwycił jej dłoń, zbliżając się do Gryfonki jak najbliżej się dało. - Ani tym, że kiedyś po prostu spadniesz. - Z twarzy Edwarda, o dziwo, dało się wyczytać ból, chociaż nie chciał go okazywać i nie powiedział tego, co naprawdę chciał powiedzieć: I co będzie, jak ciebie zabraknie? Mam wrócić do tego, co było? Nie wyobrażam sobie. - Nie lubię twoich zabaw, Lottie - powiedział, przytulając ją do siebie na chwilę, całując ją przy tym w czubek głowy. - Naprawdę tego chcesz? - zaśmiał się będąc pod wpływem uroku Lottie. Nie tego genowego!, tylko lotkowego.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Lottie O'Donnell on Sob 11 Lut - 20:38

Równie dobrze mógł walczyć z wiatrakami. Jakakolwiek ingerencja w Lottie mogłaby mieć katastrofalne skutki dla jej osoby. Ona składała się wyłącznie z niedorzeczności, egzystowała w zupełnie innym świecie i nie pragnęła, by ktokolwiek ściągał ją na ziemię. Wolała pozostawać wierna swoim przekonaniom, wolała latać, wolała być wolna. Nie potrafiła stać się taką, jaką inni chcieli, aby była.
- Przesadzasz - odpowiada tylko znudzonym głosem, jak gdyby cały jego wykład, cała troska, jaką właśnie jej okazał tak naprawdę nie miały żadnego znaczenia. Lottie nie potrafi nadać mu tak ważnego miejsca w swoim życiu, nie potrafi zastanawiać się, co by było, gdyby nagle go zabrakło. Przygląda mu się w głową uroczo przechyloną na bok, jak gdyby chciała w zaledwie chwilę nauczyć się na pamięć rys jego twarzy. Wreszcie, kierowana instynktem, wyciąga ku niemu dłoń, kładzie ją na jego policzku i delikatnie go po nim głaszcze. - Zmarzłeś, Edwardzie. Przeziębisz się - oznajmia, zdejmując z siebie jego płaszcz i narzucając go na niego. - A dlaczego nie? - pyta w odpowiedzi na pytanie, jak gdyby to miało rozwiać wszystkie Edwardowe wątpliwości.
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Edward Hoytenberry on Sob 11 Lut - 21:01

Ale przecież Eddie nie chciał jej wcale ściągać na ziemię. Przecież nie zakochiwał się w Lottie, która była przeciętną dziewczyną, albo nie bytowała nieustannie w innym świecie. Pragnął tylko, aby zaoszczędziła mu martwienia się o nią, chociaż na polu zagrożenia życia! Najważniejszym właściwie. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno temu, nie obchodziło go, co O'Donnell robi w wolnym czasie. Dawniej zapewne wdałby się w awanturę z nią, wymyślając na nią ile by się dało, gdyby ujrzał dziewczę podczas jej zabaw. Charlotte natomiast, z pewnością nie obeszłyby w najmniejszym stopniu słowa Edwarda i nie wzruszona kontynuowała - całkiem prawdopodobne - nie przerwaną nawet czynność.
- Prawdę masz za przesadyzm - stwierdził, a kiedy dziewczyna zdjęła z siebie jego płaszcz i narzuciła na niego, zmarszczył tylko nos w akcie niezadowolenia. - Ktoś musi - powiedział z uśmiechem na ponów nakładając go na Lottie. - Ale jeśli chcesz możemy iść na kompromis przenosząc się do zamku, tam nikomu ona nie będzie potrzebna. - Aż dziw, że nie wpadł nikt na to wcześniej, chociaż Edward teraz naprawdę zamarzał i rad by był, gdyby przystała na ten pomysł. - Ożeniłbym się z tobą chociażby dziś. - Nie w głowie była mu teraz Sophie, która była jego narzeczoną; nawet jeżeli pominie się fakt, iż ona nigdy nie posiadała dobrowolnie ani kawalątka miejsca w jego myślach. - Znam kilka tajemnych miejsc, którymi przedostaniemy się do Hogsmeade, a potem do Londynu - powiedział, uśmiechając się filuternie, uwielbiając łamać zasady. - Jutro sobota, nie musimy stawiać się na lekcjach, naszą nieobecność w dormitoriach nie będziemy musieli tłumaczyć. - Eddie był gotów teraz udać się do swojego dormitorium, wziąć sakwę pieniędzy oraz pojemną torbę, w której zmieści się dosłownie wszystko, dzięki odpowiedniemu zaklęciu.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Lottie O'Donnell on Sob 11 Lut - 23:06

A jednak chcąc, by nie sprawiała mu kłopotów, próbuje w jakiś sposób na nią wpłynąć, próbuje coś w niej zmienić. Hipokryzją mogłoby zdać się stwierdzenie, iż w gruncie rzeczy akceptuje ją taką, jaką jest, gdy robi coś zupełnie innego.
Lottie odsuwa się z niezadowoleniem, nie mając zamiaru znowu lądować pod płaszczem i patrzeć, jak Edward dygocze z zimna.
- Prowadź, mości panie - mówi tylko, przemykając się pod jego ramieniem, niczym niepokorne dziecko, które nie chce założyć czapki, a nie prawie, że dorosła kobieta.
Choć nie tego się spodziewała, nie wykazuje nawet krztyny zdziwienia. Jak gdyby fakt, że Edward zgodzi się z nią ożenić praktycznie z marszu, bez zadawania jakichkolwiek pytań był dla niej oczywisty od samego początku. Uśmiecha się do niego, nie zastanawiając się, co też może nim kierować. Delikatnie opiera palec na jego ustach, przerywając mu tą niewątpliwie porywającą, choć zbyt długą jak na jej gust wypowiedź.
- Po prostu to zróbmy, Eddie - mówi spokojnie, a w jej oczach czają się te szalone iskierki. - Potrzebujemy świadków, cała reszta nie ma znaczenia - dodaje, uzmysławiając mu, że zapomniał o rzeczy najbardziej oczywistej, a wbrew pozorom, najtrudniejszej do zdobycia.
avatar
Lottie O'Donnell
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Hever, hrabstwo Kent

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Edward Hoytenberry on Nie 12 Lut - 23:38

Pragnął tylko mieć Lotkę żywą, a nie martwą. Właściwie, gdyby jedna z zabaw dziewczęcia skończyła się tragedią, nie miałby jej w ogóle. Akceptował Charlotte, nie pragnąc zmiany. Jedynie aby nie śmiała się śmierci prosto w twarz, nie potrafiąc powstrzymać się od codziennego ryzykowania własnego życia. Nie chciał stracić tego, co zaczynał kochać, czyż to jakaś zbrodnia? Na pewno nie była to chęć zmiany Lottie.
Rzeczą najważniejszą świadkowie dlań nie byli, gdyż jako przykładny członek familii Hoytenberry uważał, iż wszystko można kupić. W tym przypadku nie chodziło nawet o to, że każdy ma jakąś cenę, ale przecież dla niektórych mógł to być łatwy zarobek. Wielkiej oraz uroczystej ceremonii przecież nie urządzali, by dobrać świadków roztropnie. Według Edwarda, nieważne kto nim był, ważne było, aby poślubić Lottie jak najszybciej będzie to możliwe. Dlaczego? Sam Eddie do końca nie wiedział dlaczego, a jego jedynym argumentem za było imię kobiety. Jej powodów zresztą także nie znał, i nie chciał się nad tym w obecnym momencie zastanawiać. Nie w głowie były mu rozmyślania, wyłącznie ona.
- Kupię ci świadka - oświadczył całkowicie poważnie. Naprawdę nie interesowało go, kto będzie jego, czy Lottie, świadkiem. Po prostu ma on być. Nieważne kto to będzie. Liczyło się jedynie w tym momencie, iż będzie jego żoną. - Chodźmy już! - powiedział, kierując się w wraz z nią do wnętrza Hogwartu, trochę zmarznięty; bardziej niż trochę zmarznięty; właściwie to bardziej, niż bardziej.
avatar
Edward Hoytenberry
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : godna pozazdroszczenia
Skąd : Irvine, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Marilyn Langdon on Wto 26 Cze - 22:02

Dzisiejszy dzień był tak nużący. Dziewczyna nie wiedziała co ze sobą zrobić. Włóczyła się od sali do sali, na kolejne lekcje, na których (o dziwo) nie było żadnych sprawdzianów, ani bardzo wymagających rzeczy, więc wszystko zrobiła błyskawicznie i dalej się nudziła. Jak na złość nawet w Pokoju Wspólnym byli sami szarzy ludzie, do tego przez cały dzień nie mogła złapać Cassandry. Potrzebowała rozrywki.
Wpadła na zwariowany pomysł, a w sumie z panną Hayes już kiedyś o tym myślały, ale że jej nie było, to Marilyn przeprowadzi go sama. Założyła swoje glany, chwyciła płaszcz i pędem wybiegła z Hogwartu. Skierowała się w stronę Wiaduktu. Po drodze zapalając papierosa. Zaciągnęła się, pozwalając, by dam na chwile zawładnął jej płucami. Trwała w takiej przyjemności przez dłuższą chwilę, w końcu jednak ruszyła dalej z papierosem w ustach.
Wiało, było zimno. Wszędzie pełno śniegu. Jej włosy zostały rozwiane przez wiatr, tworząc w powietrzu plątaninę złotych pajęczyn.
Rozejrzała się, ogarniając ogrom śniegu. Machnęła różdżką, a przed nią powstała wielka śnieżna zaspa. Tak, w sam raz do zaatakowania nim Wielkiej Sali.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Josh Kaltmann on Wto 26 Cze - 22:56

Josh od kilku minut próbował odpalić papierosa. Była to czynność nader ważna, bo bez jej wykonania nie mógł iść dalej, a musiał iść dalej, żeby nie zamarznąć. Jak zwykle miał na sobie pierwsze lepsze ciuchy, który nijak nie nadawały się na taką pogodę. Stare poprzecierane dżinsy idealnie przepuszczały lodowaty wiatr a dość cienka bluza zatrzymywała na sobie coraz więcej płatków śniegu. Po trzeciej próbie podpalenia papierosa przestał się już przejmować, czy ktokolwiek go namierzy. W sumie rzadko kiedy przejmował się takimi sprawami jak regulamin, ale zupełnie nie był w walecznym nastroju, aby jeszcze próbować przekonać profesorów, że palenie tak naprawdę powinno zostać jego świadomym wyborem i że ich gderanie niczego nie zmieni. Na szczęście pochodził z takiej rodziny, w której wolność słowa i własnej myśli miała pierwszeństwo przed surowym reżimem. Na szczęście.
Wreszcie udało się. Zaciągnął się i pozwolił sobie na przymknięcie powiek, jednocześnie wypuszczając z ust białe obręcze. Stara sztuczka, którą umiał każdy, kto chociaż trochę przykładał się do jakiś kreatywnych działań. Josh tworzył coś z niczego i właśnie miał zamiar wstać i wolnym krokiem ruszyć do Pokoju Wspólnego, ale ni stąd ni zowąd pojawiła się nieopodal jakaś dziwna kreatura. Zaspa jakby. Uniósł brew i ruszył w kierunku dopiero co powstałej rzeźby.
- Nie no, serio, chcesz żeby tu było jeszcze więcej śniegu? - zapytał, wychylając się zza zaspy. Może nie był to najbardziej uprzejmy ton głosu na jaki było go stać, ale jeszcze nie wiedział, że Marilyn ma z tą zaspą cokolwiek wspólnego.
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Marilyn Langdon on Wto 26 Cze - 23:07

Zgarniała w jedno miejsce jeszcze więcej śniegu. Pojedyncze płatki latały wokół jej osoby przyczepiając się do rozwianych włosów. Z zimna miała zaczerwienione policzki, co sprawiało, że wyglądała, jakby nie była sobą. Z tym swoim wzrostem do tego można by powiedzieć, że jest mała i słodka. Ktoś już kiedyś wypowiedział te słowa na głos, no cóż za dobrze to się dla niego nie skończyła. Góra śniegu już ją przewyższała. Zapaliła kolejnego papierosa, a tamtego wyrzuciła za siebie. Zaciągnęła się kolejną porcją tytoniu i wypuściła ze swych ust ładny obłoczek.
Podskoczyła ze zdziwienia, kiedy zobaczyła przed sobą Josha, sprawiło też, że kupka śniegu, którą akurat przenosiła spadła jej na głowę. - Ej. - Jęknęła na powitanie.
Spotkała kogoś z Kółka Wzajemnej Adoracji, jak miło. Nie było Cass, ale pojawił się Josh. Kolorowe osoba z jej otoczenia, do tego piekielnie (jak na gust panny Langdon) przystojna osoba.
- A ty znowu palisz. - Rzuciła rozbawiona, w sumie nie wiedziała czemu się cieszyła, ale to chyba dobrze, prawda? Opatuliła się szczelniej płaszczem, ponieważ robiło się jej jeszcze zimniej.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Josh Kaltmann on Sro 27 Cze - 0:12

No, nawet ucieszył się na widok Marilyn. No dobra, bardzo się ucieszył. Dopóki nie poznał Langdon i Hayes myślał, że przyjaźń damsko-męska to tylko taka konspiracyjna nazwa skrywająca za sobą pożądanie, które po prostu nie miało normalnej racji bytu. Przyjaciele z przywilejami, też mu coś. Nie, to nie było dla niego i starał się, jak sklątki tylnowybuchowej, unikać nadmiernego towarzystwa miłych dziewcząt. Ale potem pojawiły się tamte dwie i odwróciły jego świat do góry nogami. Z góry było wiadomo, że gdzie pojawiał się Josh to za moment pojawią się Marilyn z Cassandrą. Przypominali jedno wielkie rodzeństwo, którego Josh i tak miał pod dostatkiem, tyle że do tej pory żadna z sióstr nie wydawała mu się atrakcyjna, a Marilyn oprócz wspaniałej osobowości potrafiła zauroczyć go jeszcze wyglądem. Podobnie zresztą jak Cass, tyle że Marilyn jakoś zawsze sprawiała wrażenie równie nim zainteresowanej.
Bałby się tknąć, którąkolwiek z nich.
A jednak każdą całował w policzek na powitanie.
- Pozwól, że tego nie skomentuję. - odparł, rzucając szybkie spojrzenie na papierosa, którego trzymała w dłoni i pozwolił sobie na ciche prychnięcie. Palił już długo, ale nie automatycznie. Potrafił odrzucić papierosy na kilka dni, ale później pędem do nich wracał i z czułością prosił o wybaczenie. Nie mógł odmówić sobie tego, co go odprężało. Marylin już nie raz towarzyszyła mu w nocnych eskapadach, których celem było zapalenie wymarzonego papierosa. Oparł się o metalowe części wiaduktu.
- Bawisz się w królową śniegu? - zapytał, wsuwając dłoń do kieszeni i wskazując ręką w stronę wyczarowanej przez niej zaspy.
Marilyn miała skłonności do dziwacznych pomysłów, za co ją uwielbiał.
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Marilyn Langdon on Sro 27 Cze - 0:30

Ona ucieszyła się na widok Josha. W sumie znając życie widziała go wczoraj, albo na zajęciach, ale wyleciało jej to z głowy, bo myślała, że nie widziała chłopaka od wieków. Kółko Wzajemnej Adoracji było jak wielka jedna rodzina, tylko czy członek rodziny mógł się jej podobać? Koniec z takimi myślami. Dzięki niemu kółko powstało, dzięki tej przyjaźni damsko-męskiej, która rzekomo nie istnieje. Wpadła Mary z Cassandrą, namotały mu w życiu, pomieszały parę rzeczy i tak Duet zmienił się w Kółko i powiększyła się liczba naczelnych dręczycieli i czarnych charakterów Hogwartu. Tutaj nadąłby się złowieszczy śmiech.
Ona nie bała by się go dotknąć, mimo tego, że znali się szmat czasu, to ona i tak bałaby się odrzucenia ze strony któregokolwiek z nich.
Ta chwila jakiegoś głębszego kontaktu fizycznego.
- Pozwalam - Zaśmiała się z jego prychnięcia. Taki Kaltmann wyglądał zabawnie. Podniosła papierosa do ust, po czym zaciągnęła się nim porządnie. Dawno nie paliła, hmm. Dawno, czyli nie zaciągnęła się od libacji z Cassandrą, ale kiedy to było. Nie miała kaca, więc na pewno nie wczoraj. Noc cóż, pamięć zawodzi. Potrafiła długo wytrzymać bez nikotyny, jednak nie umiała rzucić. Czego by nie robiła i tak po kilku tygodniach wracała do nałogu.
Potrząsnęła głową, zrzucając z niej śnieg. Spojrzała na chłopaka i wyszczerzyła zęby w rozbrajający uśmiech. - Nie uważasz, że Wielka Sala jest ostatnio nudna i nie oddaje klimatu pogody? Trzeba by ją trochę ozdobić. - Powiedziała wskazując na śnieg.
Niektóre jej pomysły były głupie, przez co stawały się komiczne.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Josh Kaltmann on Sro 27 Cze - 11:22

Pomyślałby kto, że Kaltmann będzie w stanie zaprzyjaźnić się z kimkolwiek i nie wymagać niczego w zamian. Zwłaszcza z dziewczyną. Raczej taki nie był i tak długo, jak nie mógł doszukać się w kimś jakichkolwiek cech wartych chociaż krótkiej rozmowy, to z czystą premedytacją uważał, że taka osoba po prostu nie istnieje. W związku z tym świat w oczach Josha boleśnie zmalał i z przeraźliwie zaludnionej planety stał się skromnie zamieszkiwaną wyspą, na którą czasami wpadał jakiś nieznajomy. Marilyn, Cass i on. Jak dla niego trzy osoby to już był niezły tłok, ale one jakoś dawały radę go przy sobie utrzymać. A co najbardziej zaskakujące, Josh był im za to jak najbardziej wdzięczny.
- Dzięki, wiedziałem, że bycie pachołkiem na coś się w końcu zda. - uformował kulkę śniegu i rzucił nią w dziewczynę, szczerząc się przy tym zupełnie niewinnie, że prawie można by pomyśleć,że tak kulka sama znalazła się w jego rękach i w dodatku sama wyrwała się do przodu. Cóż, Josh pewnie też rwałby się do przodu, ale obowiązywały go pewne zasady i nie wydawało mu się, żeby już nadszedł czas na ich złamanie. - Gdzie Cassandra? - bo właśnie zauważył, że kogoś brakuje. Trzeci muszkieter opuścił swoje stanowisko. Josh nie miał problemu z przebywaniem z którąś z nich z osobna, ale miał nadzieję, że dziewczyny się nie pokłóciły, bo na to by się nie zgodził. No dobra, kiedyś pokłócił się z którąś z nich o jakiś totalny bzdet, bo jak zwykle próbowały go przekonać, że nie miał racji, chociaż ją miał...ach, to pewnie było z Marilyn. Podszedł do niej bliżej i dmuchnął w twarz dymem. Gdyby wtedy wiedział, że pod jego nosem odbywa się jakaś libacja, to nie siedziałby tak grzecznie w dormitorium.
- Mary, uznałaś, że lepiej jest wcisnąć wielką kupę śniegu przez okno, niż wyczarować go od razu w sali? - zaśmiał się, unosząc przy tym brew bardzo wysoko.
Niekiedy wydawało mu się, że coś dzieje się za jego plecami, o czym nie ma w ogóle pojęcia.
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Marilyn Langdon on Sro 27 Cze - 15:29

Ha, były wyjątkowe. Lubią mieszać, a przez wprowadzanie tego nieładu we wszystko, co ich otacza uzyskały przyjaciela. I to nie byle jakiego, tylko samego Josha Kaltmanna. Co z tego, że były dziewczynami, przecież nie oznaczało to, że są gorsze, czy różnią się bardzo od chłopaków. Wbrew pozorom obie płcie mają ze sobą wiele wspólnego. Dziwne, ale prawdziwe. Zresztą na świecie jest wiele dziwnych rzeczy, ale często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nieważne jak bardzo człowiek myślałby, że jest lepszy od innych ( i ludzi, i ras), to tak wiele rzeczy mu umyka, tak wiele nie zauważa, tak mało wie. Ludzie wcale nie są tacy silni i mądrzy, jak im się wydaje. To wszystko może być iluzją, cały otaczający nasz świat, nawet życiem może być czasami mirażem.
- No widzisz. - Zaśmiała się. Zobaczyła kulę śniegu lecącą w jej kierunku. Nie zdążyła się uchylić i dostała śniegiem w brzuch. - Ej! - Oburzyła się, tworząc podobną śnieżkę i rzuciła nią w chłopaka. Śmiejąc się głośno. Zaczął prużyć lekki śnieżek. Po chwili miała całe włosy w białych drobinkach. - Nie widziałam jej cały dzień. Myślałam, że jest z Tobą. - Skłamała, wiedziała, że, one specjalnie, a może zupełnie przypadkiem chyba się dzisiaj unikały. No cóż, może Cass nie chciała znać zdania Langdon w tej sprawie na trzeźwo. Jednak mirażem była myśl, że mogły się poważnie pokłócić. Ona rzadko się kłócą, by nie użyć słowa nigdy. To ona miała rację i to Josh zawsze się nią kłócił. Jego wina, wiadomo że nie Mary. Wciągnęła powietrze zmieszane z dymem. U nich libacje są bardzo częste, nie wolno więc siedzieć grzecznie, trzeba zajrzeć chociaż na chwilę do ich dormitorium, a wtedy nawet jeśli libacji nie było w planach, to pojawi się ona w rzeczywistym życiu.
- Nudzi mi się. Wyczarowanie go w sali byłoby szybkie, a potem znowu bym się nudziła. - Westchnęła.
Wiele rzeczy dzieję się bez jego wiedzy, a jeszcze więcej z jego pomocą.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Josh Kaltmann on Sro 27 Cze - 16:16

Płeć miała tutaj pierwszorzędne znaczenie. Nie chodziło absolutnie o to, że jedna od drugiej była lepsza czy gorsza, bo Josh mimo, że uważał kobiety za o wiele słabsze, to jednak nie sprowadzał ich do tak często przypisywanej im roli, ale nie mógł po prostu zrozumieć, jak to się stało, że za tą chęcią zaprzyjaźnienia się z Marilyn i Cassandrą nie kryła się ochota na coś, czego nie dostałby tak od razu, gdyby się trochę nie pouśmiechał. A jednak. Nim się obejrzał minęło parę lat, a on wciąż tkwił w tym samym; na szczęście, bo nie wyobrażał sobie, jak bezsensu musiałoby być, gdyby nie te dwie. To dopiero było dziwne, jak bardzo się do nich przyzwyczaił.
Przez Hogwart przewinęło się już wiele takich grupek, ale prędzej czy później się rozpadały. Coś pękało wewnątrz, a oni zawsze takie pęknięcia starali się zapełniać od razu. Chyba, że Marilyn przeginała, to wtedy rozmowa wyglądała troszkę inaczej, ale jak była grzeczna, to i Josh zachowywał się porządnie. Byli do siebie zbyt podobni. Co prawda nie chciał nigdy potajemnie zrzucić jej ze schodów, jak połowę tych bez mózgów, ale nawet w najlepszych rodzinach czasem dochodzi do kłótni. Bez sprzeczek nie umieliby się dogadać. Josh za bardzo lubił ją denerwować. Dlatego rzucił w nią jeszcze jedną śnieżką, ale nim zdążył ogarnąć trzecią, to sam dostał. I to w sam czubek głowy!
- Uważaj na włosy! - zawołał, odskakując na bok, bo jeszcze zachciałoby się jej porzucać. Pokręcił karcąco głową, a kiedy do niej podszedł, strzepał z jej płaszcza pierwszą warstwę śniegu, która zdążyła na nią spaść. Przestało mu się uśmiechać stanie na tym zimnie.
- Dopiero co wyszedłem z dormitorium. Na zajęciach nie miałem okazji z nią pogadać, a i ona nie była zbyt rozmowna. - coś mu tu bardzo nie pasowało i miał wrażenie, że Marilyn wiedziałaby co. Ta jednak dziewczęca solidarność, nie mogły temu zaprzeczyć. Musiał sobie przygruchać jakiegoś kumpla, żeby czasem im pokazać jak to jest być tym najsłabszym w grupie.
Patrzył na nią trochę jak na śmiesznego goblina, po czym wykonał facepalma.
- A nie wolisz najpierw poznać się z tym śniegiem bliżej? - i zanim dał jej szansę na jakąkolwiek odpowiedź, po prostu wrzucił ją w tą jej cudowną zaspę.
Zawsze musiał wygrać.
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Marilyn Langdon on Sro 27 Cze - 16:50

Kobiety wcale nie są słabsze. To tylko idiotyczny i bezsensowny stereotyp, ale prawda była taka, iż niejedna kobieta potrafiła zrobić o wiele więcej i trudniejsze rzeczy od niektórych mężczyzn. Tak jak mówiła, były wyjątkowe, sprawiły, że się z nimi zaprzyjaźnił. Miały w sobie to coś. To chyba dobrze, że ich przyjaźń tyle przetrwała, była silna, a oni zgrani. Nieczęsto znajduje się tak zżytych ze sobą ludzi. Oni tacy byli. Na dobre i na złe. Na durne pomysły i ciekawe wydarzenia. Na wszystko.
Rozpadały, ale nie wszystkie. Część przetrwała, mała część. Jeśli u nich był zgrzyt, to faktycznie od razu próbowali to wszystko naprawić. Ale to Josh przeginał, nie Marilyn, to on się kłócił, kiedy nie miał racji. Najchętniej tupnęłaby teraz nogą. On musiał być grzeczny, żeby nie było kłótni! A może kompromis? Obydwoje byli niegrzeczni, obydwoje czasami (często) przeginali, ale przecież całe Kółko Wzajemnej Adoracji kochało się nawzajem, nieważne, że byli, jacy byli. Akceptowali swoje wady i zalety. To było ważne. W sumie akceptacja Langdon i Kaltmanna było rzeczą prostą, ponieważ mieli tak wiele ze sobą wspólnego. Dlatego dochodziło między nimi do małych starć i spięć. - Ej! - Krzyknęła, kiedy dostała kolejną śnieżką. Zaśmiała się, kiedy to on oberwał. Trochę śniegu zostało na jego fryzurze, która jak zwykle była w artystycznym nieładzie.
- Ty też! - Zaśmiała się. Serce zabiło jej mocniej, kiedy pojawił się obok niej. Miała od siebie odrzucić takie myśli i fantazje. Zimno nie było aż takie złe, wręcz przeciwnie, było przyjemne.
- No nie była. - Powiedziała smutno, mina od razu jej zrzedła. Nie wiedziała co zrobić. Powiedzieć o wszystkim Joshowi, czy nie. W sumie on od razu zaatakowałby Gabriela, ale czy ona tego nie planowała? Planowała, a jakże, tylko, że w pojedynkę na chłopaka, do tego silniejszego do niej? Nie uśmiechała się jej ta wizja. W sumie chodziło tutaj o dobro Cassandry, nie jej. Mogła zaryzykować, co by się mogło jej stać? Kto jest niby najsłabszy w grupie?
- No co? - Powiedziała ze śmiechem. - Josh, co ty chcesz...? - Nie dokończyła, bo już leciała na zaspę, w ostatniej chwili chwyciła chłopaka za dłoń i pociągnęła za sobą. Teraz obydwoje byli cali w śniegu.
Nie wygrał, był remis.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Josh Kaltmann on Sro 27 Cze - 20:59

Och, jasne, że nie są. Nie w takim dosłownym znaczeniu. Josh już nie raz spotkał się z tym tak zwanym typem silnych kobiet i nie raz pokazały mu na co je stać. Kilkakrotnie dostał za coś, za co w ogóle nie miał pojęcia, że zrobił i nie raz próbowano mu udowodnić, że mężczyzna tak naprawdę może sobie w tyłek wsadzi te wszystkie mięśnie, na które tak pracuje. Ale on wcale nie był pewny, czy woli takie kobiety, które walczą o swoje. Nie był szowinistą i uwielbiał spędzać czas w towarzystwie pięknych panien, ale męczyła go czasami ich zaborczość i ta jakaś nowa moda na udowodnienie sobie nawzajem, która jest bardziej samodzielna. Czasami Josh miał wrażenie, że najlepiej by dla nich było, gdyby faceci w ogóle się nimi nie interesowali, bo kiedy chciał o jakąś zadbać, ta natychmiast zaperzała się i obrażała. Cass i Mary rzeczywiście stanowiły jakiś wyjątek, bo ani nie próbowały zgrywać wielkich wojowniczek, ani nie płaszczyły się i nie wykorzystywały tego, że Josh zawsze zrobi dla nich wszystko. Ładnie go urządziły.
- To prawdziwa sztuka! - machnął jej przed oczkami swoją grzywą, która faktycznie miewała lepsze nastroje. Delikatnie pochwycił w palce kilka pasemek jej włosów - A to? - uniósł jej włosy do góry, jakby z niesmakiem - Tyle razy cię uczyłem... - i poczochrał ją po głowie, niczym dobry wujek, który zaraz wyciągnie dla niej jakąś nagrodę za dobre stopnie. Znał tą minę, o właśnie tą. Ta mina ostrzegała. Josh szybko się odsunął, bo pewne części jego ciała były mu zbyt drogie i miał nadzieję, że Mary nie będzie chciała ich uszkodzić. Lubił tak na nią patrzeć, kiedy się złościła i próbowała mu oddać. Cassandra już nie była w stanie nad nimi panować, a że dość często na siebie wjeżdżali to Hayes dała sobie już spokój i tylko machała ręką, kiedy znowu zaczynali. To dobrze, bo nie zniósłby innej Mary.
Kiedy poczuł, że zagrożenie minęło, znowu znalazł się przy jej boku. Uważnie się jej przyglądał, mając nadzieję, że nie zauważy jak intensywnie analizuje każdy fragment jej twarzy. Była zdecydowanie za ładna. Odchrząknął.
-Może zrobimy sobie jakiś wypad do Hogsmeade i zmusimy ją do gadania. Martwię się o nią... - nie znosił, czegoś nie wiedzieć, kiedy inni zdawali się wiedzieć więcej. Wolał znać nawet najgorszą prawdę, ale być na bieżąco, niż później wysłuchiwać całej historii w wielkim skrócie i do tego chaotycznie. Poza tym przeszłości nie pomoże.
Reszta jego myśli zginęła gdzieś w dźwiękach śmiechu i głuchego dźwięku, a kiedy otworzył oczy, wytrzepał śnieg zza koszulki i potrząsnął głową zorientował się, że nie jest już tak zabawnie, bo oboje tarzali się w śniegu. Dobrze, że Cass tego nie widzi!
- Dobra, to wcale nie było zabawne - powiedział poważnie i podjął próbę wyplątania swoich nóg spomiędzy jej. - Jeszcze dostaniesz karę - wytknął jej język na całą długość!
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: Wiadukt

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach