Wiadukt

 :: Wiadukt

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Marilyn Langdon on Sro 27 Cze - 21:21

W sumie to faceci też nie są silni. Może i mają mięśnie, co w ich mniemaniu (i niektórych kobiet zresztą też) oznaczało siłę, a jednak prawda była inna. Obydwie płcie miały w sobie coś, co sprawiało, że są słabe i silne jednocześnie. Zadziwiające, prawda? Jeśli mówimy o sile fizycznej to faktycznie, kobiety niektórych rzeczy unieść nie mogły, ale zawsze sobie jakoś radziły, na przykład kombinując jakby tu sobie poradzić nie używając mięśni i... Przeważnie udawało im się osiągnąć cel. Były więc silne i słabe równocześnie, a z mężczyznami było tak samo, tylko... Odwrotnie, jeśli ktoś wie o co pannie Langdon może chodzić. Faceci po prostu są zbyt dumni, by kombinować. Kobiety, które walczą o swoje mają wiele zalet, jak i wad. Takim przedstawicielką płci pięknej mężczyzna może służyć do przedłużenia gatunku, to znaczy rodu. Damska część Kółko zawsze była wyjątkowe, a to jest tylko jedna z możliwości tej "wyjątkowości".
- Sztuka? - Parsknęła śmiechem. Uważała, że to jest swego rodzaju sztuką, że chłopak wyjątkowo przystojnie wyglądał w takich włosach. Jednak lubiła się z nim droczyć. Kochała ten jego nieład. Był taki Kaltmannowy. - Naprawdę czepiasz się szczegółów. - Żachnęła się i spojrzała na niego wojowniczym wzrokiem. Fuknęła na niego. Kiedy się odsunął, zarzuciła głową góra, dół, jak robią to wielkie gwiazdy rocka z długimi włosami, sprawiając, że jej włosy były teraz w miarę ułożone, a jednak nadal rozczochrane. Pokazała mu język. Cassandra nie miała już na nich wpływu, faktycznie. Nic nie mogła poradzić na to, że lubili się droczyć i kłócić ze sobą nawzajem.
Szkoda, że ona nie wierzyła w swą urodę. Na razie to chłopak był tym ładniejszym, przynajmniej w gronie, w jakim obecnie się znalazła.
- Tak, to dobry pomysł. Ja też się martwię, coś musiało się stać. - Powiedziała smutno. Domyślała się o co może chodzić, ale pewna nie była. Lepiej jeśli Cass powie im wszystko dokładnie.
Zaśmiała się i próbowała otrzepać ze śniegu, jednak nie mogła, bo cały czas się śmiała i nie mogła tego opanować.
- To twoja wina! - Oburzyła się, cały czas śmiejąc. - Gdybyś mnie nie popchnął w tę zaspę nic by się nie stało. - Odwzajemniła mu się pięknym za nadobne, także pokazała swój język.
Zarumienione policzki dodawały jej koloru.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Josh Kaltmann on Sro 27 Cze - 23:54

Brzmiało to nieco, jak dość często stosowana przez Josha reguła: nie szata zdobi człowieka. Cóż, w jego wypadku niezbyt bezpiecznie było wykłócać się o przewagę mięśni nad rozumem, bo akurat tego pierwszego zdecydowanie mu brakowało. Fizyczność a mentalność. Kobiety nie raz bywały od niego silniejsze, co nie specjalnie mu się podobało, ale psychicznie nie za często górowały. Zresztą, wyjątek potwierdza regułę.
Josh przewrócił oczami. Udawał, że nie słyszał, tego co sobie tam mruczała pod nosem, ale nie mógł się oprzeć i rzucił jej jedno mordercze spojrzenie, ucinające temat. Efekt całości nie wyszedł, taki o jakim Josh marzył, bo nie udało mu się zachować powagi do końca, ale w razie czego uciszył Mary ręką i szybko powiedział, przedrzeźniając ją jednocześnie:
- Przypomnę ci to, jak wspomnisz coś kiedykolwiek o moich ubraniach - bo ubierał się dość dziwnie, raz elegancko, raz na luzie, raz zupełnie od czapy, raz tak jakby dopiero co się urodził i zupełnie nie miał pojęcia o modzie. Dziwnie łączył kolory i wzory, ale przez to mógł pożyczać ciuchy od wielu osób i nie zamykał się w umówionej formie. A jeżeli już mowa o dziwactwach....Josh by z przyjemnością trzepnął Mary za ten jej brak wiary w siebie. Jego zdaniem była śliczna, tylko że raczej nie dowie się co tak naprawdę o niej myśli. Parę razy zdarzyło mu się pod wpływem alkoholu głośno wychwalać jej urodę, ale wszystko kręciło się wokół śmiechów i popękanych kieliszków.
- Nie wiem o czym mówisz. Wiatr zawiał. - kiedy już wygrzebali się z zaspy, do której pewnie Mary jeszcze wpadnie w ciągu tego spotkania, wyciągnął z paczki drugiego papierosa i rzucił resztę w stronę dziewczyny. Szybko przełamali zakazane bariery i niemal regularnie składali się na wspólne szlugi, zwłaszcza ostatnio kiedy Cass zapadała się pod ziemię.
- Pewnie chodzi o jakiegoś kolesia, o którego istnieniu nawet nie wiemy. - mruknął, zaciągając się.
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Marilyn Langdon on Czw 28 Cze - 0:15

Nie szata, ale to ludzie często po niej oceniają daną osobę. Jaka jest, co myśli, jak się zachowuje... Stereotypy, do tego władza pieniądza, kto wygląda inaczej jest biedny, kto jest biedny, jest bezwartościowy. Wartości dla większości dzisiejszego społeczeństwa. Według niej to rozum był ważniejszy, bo najprzystojniejszy mięśniak nic nie zrobi, jeśli nie użyje swej główki, albo ktoś mu nie podpowie, jak ma żyć i co ma robić. A rozumna istota w większości najróżniejszych sytuacji powinna sobie poradzić. Tym Marilyn mogła się pochwalić, była silniejsza od Josha, ale jej dobra kondycja i figura, na którą teoretycznie nie powinna narzekać, te rzeczy może zawdzięczać ciągłym ucieczką przed różnymi oprychami, którzy nienawidzili punkowców, a pannę Langdon uważali za jedną z tej grupy. A nie zawsze udało się uciec, więc jakieś skromniejsze bójki też miały na to wpływ.
Zaśmiała się. Był taki słodki, kiedy chciał ją zabić wzrokiem. Zachowanie powagi, kiedy dziewczyna ma dobry humor i cały czas się śmieje, trudne, prawda? Chciała coś jeszcze powiedzieć i skomentować, ale nie mogła, bo chłopak zatkał jej usta ręką.
- A ja wspominam coś o twoich ubraniach? - Zapytała niewinnie, kiedy już mogła się odezwać. Ona sama też miała dziwny gust jeśli o ubiór chodzi. Nieczęsto spotyka się dziewczyny w glanach, czarnych obcisłych spodniach i koszulką jakiegoś zespołu, który dla większości byłby zwykłym darciem ryja. Może trzepnąć, ale to raczej nie pomoże. Szkoda, że się nie dowie, może podniosły to ją na duchu. Chociaż po pijaku prawił jej jakieś małe komplementy na temat jej urody, jednak dziewczyna zawsze to odbierała jako bredzenie alkoholika.
- A ja jestem święta. - Mruknęła ironicznie. On też wpadnie, niech się już o to nie martwi. Pokiwała głową w podziękowaniu i schowała paczkę do kieszeni, wyjmując z niej jednego papierosa, którego od razu wsadziła do ust. Zapaliła szybko i zaciągnęła się.
- Może znamy. - Powiedziała tajemniczo. - Ryczeć przez faceta. Głupie. - Stwierdziła cicho. Uważała tak pewnie z tego powodu, iż nie przeżyła jeszcze swej pierwszej miłości.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Josh Kaltmann on Czw 28 Cze - 12:41

Jego rodzice nie byliby zadowoleni, gdyby wiedzieli, że dla Josha fortuna jest o wiele ważniejsza, niż ich idiotyczne przemyślenia. Był im wdzięczny za to wszystko co dla niego zrobili i jeżeli musiałby przez cały czas wychwalać Czarnego Pana, to chyba szlag by go trafił, lecz jednak nie mógł udawać, że ich fortuna nie ma dla niego znaczenia. Ta niedostępna fortuna, bo konsekwencja rodziców była godna podziwu. Na szczęście nie musiał obawiać się o swój system wartości. Rozum miał na swoim miejscu i bardzo często mówił, że jego ciało oddało wszystkie mięśnie mózgowi, żeby samo spojrzenie mogło powalić tych wszystkich idiotów. Był w Slytherinie i nie prawdą byłoby, gdyby nie lubił raz na jakiś czas sprowokować jakiejś grubszej akcji, tylko że miał swoje granice i nigdy nie wplątywałby w żadne bójki dziewczyny.
- Znam to spojrzenie. Tylko czekasz na odpowiednią okazję. - pomachał jej palcem przed twarzą i wypuścił dym z ust. Zupełnie nie znał się na tych wszystkich zespołach, o których z taką pasją opowiadała Mary. Jego życie kręciło się raczej wokół Fatalnych Jędz i mugolskich musicali, w których zakochane były jego starsze siostry. Nigdy nie odczuwał potrzeby identyfikowania się z jakąkolwiek subkulturą a tym bardziej nie był gotowy na poświęcenie swoich uszu tylko jednemu rodzajowi muzyki. Dużo tańczył i umiał tańczyć, ale nie wydawało mu się, aby mógł się odnaleźć w takim środowisku w jakim zaczynała obracać się Mary. - No, nie? Na szczęście nigdy nie ryczałem przez faceta, ja to mam fart - zakpił ironicznie, lustrując ją od stóp do głów. Kilkakrotnie płakano przez niego, ale moment, on nikomu nigdy nic nie obiecywał. Kobiety miały tendencje do wyprzedzania faktów i wyolbrzymiania problemów. - I przez jakiegoś chujka, ona nas, żeby nie przedobrzyć, unika? Jestem zazdrosny. - oznajmił.
Coraz bardziej się martwił.
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Marilyn Langdon on Czw 28 Cze - 20:40

Dla Langdon nie liczyło się, po pierwsze zdanie rodziców, po drugie wielki status majątkowe. Byleby można było wiązać koniec z końcem, to się liczyło. Na pewno, gdyby jej rodzina byłą bogatsza, dziewczynie byłoby łatwiej w życiu. Jednak po co ułatwiać, skoro można utrudniać. Trudniej jest lepiej, człowiek się przy tym hartuje i może rozwinąć swoje słabe strony, a także ulepszyć te mocne. Ona miała rozum tam, gdzie być powinien, a jednak nie zawsze z niego korzystała w pierwszej kolejności, czasami robiła, mówiła coś zanim pomyślała, a to niosło ze sobą nieprzyjemne konsekwencje. Nawet ona czasami udowadniała swoją siłę mięśni, rozumu aż za często, a mięśni od czasu do czasu. Jak widać nigdy nie był w gorszych dzielnicach jej miasta rodzinnego. Tam nie liczyła się płeć, wiek. Tylko to czy potrafisz poradzić sobie w różnych sytuacjach, plus to, jak wyglądasz. Nie lubi się tam punkowców, a punkowcy nie lubią ludzi stamtąd.
- Tak sądzisz? - Uśmiechnęła się kpiarsko. Mało osób znało się na tych zespołach. Niektórzy o nich zupełnie nie słyszeli, inni udawali, że nie wiedzą o co chodzi, a mała garstka społeczeństwa była taką zagorzałą fanatyczką, jak ona. Gdyby usłyszała jego myśli już dawno umarłaby ze śmiechu. Jednemu rodzajowi muzyki? Co to, to nie. Nie ograniczała się do punkrocka, ona po prostu z nim była najbardziej związana. Nikt nie wiedział, że miłuje jeszcze lżejsze rockowe nutki, albo zupełnie inne metalowe brzmienie. To była jej mała tajemnica. - A przez dziewczynę? - Mruknęła posępnie. Przez nią nikt nie płakał, przynajmniej pod względem uczuć związanych ze związkami damsko-męskimi. Nie miał kto i kiedy płakać.
Zaśmiała się ironicznie. - Zdradza nas. - Ona wewnętrznie umierała ze zmartwienia. Jeśli zejdzie przedwcześnie na zawał to będzie to tylko i wyłącznie winna Cassandry Hayes.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Josh Kaltmann on Pią 29 Cze - 16:19

Alice miała jakiś nadzwczajny rodzaj paktu z Joshem. Nie zachowywała się wobec niego jak typowa matka, która mając takie doświadczenie w wychowywaniu dzieci doskonale wie jak sobie poradzić. Częściej była dla niego przyjaciółką, powierniczką. Kryła go kiedy zrobił coś naprawdę idiotycznego i zapewniała mu przetrwanie w każdej krytycznej sytuacji. Jej zdanie było dla Josha najważniejsze, zwłaszcza że była najnormalniejszą kobietą w całym domu. Ojciec zapewniał mu szkołę przetrwania, katując go za wszystkie przewinienia brata, który mimo że uczył się zaledwie parę klas niżej, to jakoś zawsze sprytnie umykał sprawiedliwej ręce Josha. Dobrze, że matka umiała dorwać tego urwisa. Cóż, według Kaltmanna wszystko co mógł rozwinąć, już zostało rozwinięte. Był ujawnionym egoistą, rozpieszczonym do granic możliwości, chociaż wciąż mającym głowę na karku. Pieniądze były mu potrzebne do pławienia się w swoim szczęściu i do codziennego imprezowania w czasie wakacji.
- Przypomnę ci o tym. - zapowiedział. Wiedział, że raczej na pewno zapomni, ale musiał mieć ostatnie zdanie. Cieszył się też, że Mary nie zmusza go do słuchania tych swoich pioseneczek, bo nigdy więcej nie zgodziłby się na przyjazd do niej. Ich tradycja spędzania części lata w domu któregoś z nich w tym roku będzie obchodzona u Josha, a on zapowiedział już całej rodzinie, że ma się na ten czas wynieść z chałupy. Aberdeen odżyje, kiedy przyjadą do niego Mary i Cassandra.
Josh rzucił w nią kolejną śnieżną kulką, żeby trochę ją rozweselić. Zbyt wiele razy zmieniał zdanie w ostatniej chwili i zamiast powiedzieć jej, że bardzo mu się podoba, to wytykał jej język albo mówił o ocieplających gaciach, które musi sobie sprawić. Tym razem na szczęście nie został postawiony pod ścianą.
- Żartujesz? Kobiety nie mają nade mną żadnej władzy... - przeczesał się, niczym władca świata. Wiele razy serce biło mu mocniej w stronę jakieś laski, ale nigdy nic z tego nie wychodziło, więc Josh nie miał nawet okazji na poznanie tego uczucia. Gdzieś się z kimś przespał, całował, bez zobowiązań, chociaż....- Kiedyś poszedłem z jedną na spacer i spotkaliśmy starsze małżeństwo z małym pieskiem. To małe szczekające coś było nie do zniesienia, a ona powiedziała, że miał tak milutką sierść, jak moje włosy...rozumiesz? Porównała kłaki kundla do mojej fryzury. - zaciągnął się i na wspomnienie tego brutalnego wydarzenia długo nic nie mówił. Mary się martwiła, czuł to. I on się martwił. Najgorsze było to, że czego Cass nie powie Mary, o tym Josh nie ma nawet co marzyć.
- Ciebie to jeszcze, ale mnie? Jestem dla niej jak brat i dla zasady muszę nie lubić jej faceta. A nie wiem nawet którego. - oj tak, był bezradny.
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Marilyn Langdon on Nie 1 Lip - 15:38

A u niej było odwrotnie. To z ojcem dogadywała się lepiej, to ona ją wspierał i pomagał w dążeniu do nierealnych marzeń. Matka raczej trzymała rękę na pulsie, żeby jej mąż i córka nie zrobili razem czegoś głupiego. A oni przecież nie mieli nawet takich pomysłów, no dobra, może raz, albo dwa zdarzyło im się na przykład rzucać się śniegiem po domu, albo obudzić sąsiadów poranną dawką perkusji Mary z elektryczną gitarą Jona. No dobra, byli czasami dużymi dziećmi, a na widok Doris stojącą przed nimi z gniewną miną i podpartymi rękoma (a w jednej z nich była szmata) wybuchali gromkim śmiechem. Może była bardziej z ojcem zżyta, ponieważ to on wpoił jeszcze małej pannie Langdon miłość do rock and rolla. To on potrafił z nią wykrzykiwać teksty ich ulubionych kawałków. Pierwszy raz od kilku miesięcy dziewczyna zatęskniła za domem. Marilyn mogła, miała jeszcze dużo do rozwinięcia. Kim była ona? W kilku słowach trudno będzie opisać, co osiągnęła, jaki charakter sobie wypracowała. Opryskliwa, arogancka, wredna, a jednak miła.
Zaśmiała się i spojrzała na niego wojowniczo, aczkolwiek przyjaźnie. Nie zmusza ludzi, bo wtedy zupełnie nie miałaby do kogo buzi otworzyć, nie każdy lubi ostre brzmienie, może już zapomniała, że u niej w czasie, kiedy Kółko gromadzi się u niej, jest taki dzień, że puszcza swoją muzykę, ale cichutko, za cicho. W końcu wystarczy, że cierpią słuchając jej uderzania w perkusje. No dobra, potrafiła grać i to nawet dobrze, a jednak niektórzy ludzie nie przepadają za tym cudownym dźwiękiem. Aberdeen odżyje aż za dobrze, kiedy będą się szlajać po mieście. Każdy zapamięta tą grupkę, może znajdą się jacyś ludzie na imprezkę, chociaż towarzystwo Cassandry i Josha było przyjemne, to jednak czasami miło by było zabawić się w większym gronie.
Jeśli jeszcze raz rzuci we mnie śnieżką, to go uduszę. Otrzepała się ze śniegu, który obecnie miała we włosach. Nie odda mu, będzie tą mądrzejszą i nie rzuci w niego śniegiem. Na szczęście, albo i nie.
- Jasne. - prychnęła. Że też ona nigdy nie wiedziała jak to jest pocałować kogoś, przytulić, bliżej i cieplej, niż po przyjacielsku. Nie czuła jeszcze tego bezpieczeństwa, jakiego dziewczyny potrafią doświadczyć przy swoim chłopaku. Zaśmiała się. Podeszła do niego i rozczochrała mu włosy. - Faktycznie, jak sierść psa. - wystawiła mu język i szubko czmychnęła, by jej nie zabił za zepsucie fryzury. Ta żeńska więź, dlatego ona czasami wie więcej o Cassandrze od niego.
- Ja... - nie dokończyła, nie powie mu, tylko sama załatwi sprawę.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Josh Kaltmann on Nie 1 Lip - 17:48

Nieprzewidywalna.
Josh był skrajnością wpadającą w niekonsekwencję. Zbyt często jednocześnie śmiał się i złościł, denerwował i wybaczał. Nie umiałby się określić w jednym słowie i nawet nie był pewien, czy to właściwie dobrze, czy źle. Nie chciałby się zamykać w klatce, skoro miał jeszcze tyle do przekazania. Męska ręka rzadko kiedy gościła w domu, bo ojciec przesiadywał do świtu w pracy lub w Dziurawym Kotle i nigdy nie miał czasu wyciągnąć z najstarszego syna wszystkiego, co skrywał pod złożoną warstwą skorupki. Dlatego uwielbiał przebywać u Mary, śmiać się z jej ojcem, łagodnie przymilać się do jej matki; tam wszystko pomimo poodwracanych ról miało swój sens, za którym czasem tęsknił.
- No chodź tu, nie zrobię ci krzywdy! - zapowiedział i pociągnął ją ku sobie za rękę, bo wcale nie chciało mu się już krzyczeć.
Miał dziwne wrażenie, że Mary o czymś wie i nie chce mu powiedzieć. Spojrzał na nią podejrzliwie, zupełnie jak wtedy, kiedy próbował dociec kto któregoś dnia w nocy grzebał mu w rzeczach i włożył do skarpetki gnomie bobki. Nie miał w zwyczaju wyciągania z ludzi informacji, ale to wszystko było bardzo podejrzane. Postanowił też zignorować komentarz o sierści psa, ale niech tylko Mary poczeka, a już Josh wymyśli coś, żeby się za to odwdzięczyć.
- Jak się czegoś dowiesz, to mi powiedz. Robi się zimno. - mruknął, bo rzeczywiście zamarzały mu stópki!
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Marilyn Langdon on Nie 1 Lip - 18:08

To dobre określenie.
Nikt nie jest idealny, każdemu się czasem mieszają humory, zachowania, nawet teraz jednocześnie śmieją się i smucą z powodu Cassandry. Zupełnie różne reakcje, a jak doskonale ze sobą współgrają. Klatka jest zła, nawet jeśli nie ma się nic do przekazania. Jak dobrze, że chociaż (kiedy byłą mała) jej rodzice musieli do późna pracować, a wychowywała ją babka, to zawsze potrafili znaleźć chodź pół godzinki na zabawę z ich jedyną pociechą. Ręka jej matki była jakby męską w jej domu, jednak to dobrze. Inność, a w sumie odwrotność to jest coś bardzo przydatnego. Przecież nie może być tylko rzeczy, sytuacji identycznych, podobnych, gdzieś muszą się wpleść niespodziewane wątki i bohaterowie, których się nie spodziewamy. Ona byłą przyzwyczajona nie tęskniła.
- Jasne. - prychnęła ironicznie, a jednak przysunęła się do chłopaka, nawet za blisko. Dobrze, że nie chciało mu się już krzyczeć, Langdon nienawidziła krzyków, szczególnie jeśli były skierowane na nią.
Wie, albo też nie wie. Z jednej strony chciała mu powiedzieć, a z drugiej przecież nie złamie słowa danego przyjaciółce, sama doskonale się zajmie tamtym gnojkiem, sama się zemści. Wiedziała, kto to zrobił, on pewnie też się domyślał. Sierść psa jest przecież bardzo miła w dotyku.
- Mhm. - mruknęła. - Chodźmy więc do cieplejszego miejsca. - Pociągnęła go w stronę zamku.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Wiadukt

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: Wiadukt

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach