Most

Strona 4 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Most

Pisanie by Victor Hewson on Sro 9 Mar - 22:19

Victor nie posiadał lęku wysokości. Kochał być wysoko, móc patrzeć na wszystkich i wszystko z góry. Czasami się zastanawiał, dlaczego tak bardzo kochał także lochy Slytherinu, ale to chyba dwie odrębne sprawy.
W tej chwili siedział na murku, na kamiennym moście i rozmyślał. Zabronił Amelii wyprawiać mu hucznego przyjęcia z okazji urodzin, ale denerwowało go to, że nikt ze znajomych nie wysilił się na tyle, by złożyć mu porządne życzenia i kupić jakiś prezent. To już była przesada! Przecież był Victorem Hewsonem. TYM Victorem Hewsonem. Jego nie wolno było ignorować! Nie wolno było zapominać o jego urodzinach. Tymczasem wyglądało na to, że wszyscy (łącznie z Severusem, niech go szlag!) o nich zwyczajnie zapomnieli. Albo... Nie, nie dopuszczał do siebie innej myśli. Amelia mu obiecała, więc nie wchodziło w grę żadne przyjęcie niespodzianka. Nie wykluczał wspólnego wyjścia do Hogs, ale nie spodziewał się niczego innego. W końcu to miał być dzień jak każdy. Najważniejsze urodziny w życiu miał rok temu. Teraz już nie musiał liczyć lat. W takim razie - skąd ta nostalgia?
Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i różdżkę, po czym odpalił jednego, zaciągając się porządnie. Czuł w kościach jakieś dziwne zdenerwowanie i naprawdę nie rozumiał skąd ono się dzieje. Poza tym... Cóż, miał wielką ochotę wrócić do pokoju, zamknąć się w nim i wziąć na ręce swojego syna, bądź córkę, albo i oboje. Nie miał pojęcia skąd biorą się te dziwne, rodzicielskie uczucia, ale w tej chwili po prostu chciał pobyć z tymi, których kocha. Mimo to nie ruszył się z miejsca.
Amelia zachowywała się dziś dziwne. Właściwie to zachowywała się tak już od tygodnia. Albo było to związane z przemęczeniem, albo coś kombinowała. Znał swoją żonę. Znał ją doskonale, a mimo to wciąż nie mógł jej do końca rozgryźć. Ale chyba tak już jest z kobietami. Facet nigdy ich nie zrozumie, za to one rozumieją go doskonale i nie mają problemów z manipulowaniem nim, a także oszukiwaniem.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Amelia Golightly on Sro 9 Mar - 22:41

W przeciwieństwie do swojego męża, o wiele lepiej czuła się stąpając po ziemi, niźli szybując na miotle w przestworzach. Owszem, jak na szanującą się czarownicę przystało, potrafiła latać, jednakże nie czerpała z tego żadnej przyjemności. Racjonalnie wolała czuć grunt pod stopami i znajdować się na wyżynach jedynie kariery lub sławy.
Amelia wcale go nie oszukiwała. To znaczy, nie miała przed nim żadnych większych tajemnic, nie zdradzała go na boku, nie zatajała niewygodnych szczegółów. Jednakże nie mogła mu powiedzieć, że owszem, organizuje dla niego przyjęcie-niespodziankę, bo nie stanowiłoby to już żadnej niespodzianki. Manipulacja to już zupełnie odmienna sprawa, a ona była jej niekwestionowaną mistrzynią, skoro potrafiła owinąć sobie wokół palca kogoś tak na nią niepodatnego, jak Victor. Zapewne właśnie dlatego pokornie zgodziła się nie wyprawiać mu żadnego hucznego przyjęcia, aby jego męskie ego pozostało spokojne, podczas gdy ona zacznie działać za jego plecami. Bo chyba nie spodziewał się, że postanowi dotrzymać danego słowa, prawda? Równie dobrze mógł pomarzyć, że w dniu osiemnastych urodzin odpuści mu przewijanie maluchów. W każdym razie, ona nie mogła sobie pozwolić na zapomnienie o dzisiejszym święcie, dlatego też złożyła mu życzenia już z samego rana, podarowała drobny, choć doskonale trafiający w jego gusta, prezent (który notabene nie był właściwym prezentem, bo ten czekał w Pokoju Wspólnym Ślizgonów) i gorliwie obiecała, że dzisiejszy wieczór spędzą razem.
Wszystko szło zgodnie z jej planem, dopóki nie zjawiła się w szatni. Najwyraźniej, musieli wcześniej skończyć, bo Victora już tam nie była. Mając głęboką nadzieję, że nie postanowi wrócić do dormitorium, zaczęła szukać go po całej szkole. Wredny człowiek, popsuł jej idealny plan. W każdym razie, znalazła go na moście, spokojnie popalającego.
- Szukałam cię - wyznała, zbliżając się do niego i całując go delikatnie w usta. Uśmiechnęła się do męża, wyciągając z jego dłoni papierosa - Nie mówiłeś mi, że znowu zacząłeś palić - zaśmiała się, zaciągając się dymem. Nie powinna, wciąż karmiła piersią i zapewne zaraz to usłyszy. - Jeśli nie przestałeś w czasie ciąży, to nie uświadamiaj mnie, że byłam w błędzie i przechodziłam przez to piekło samotnie.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Victor Hewson on Sro 9 Mar - 23:11

I to ich absolutnie różniło. On zdecydowanie wolał bujać w obłokach niż twardo stąpać po ziemi. Aczkolwiek wyłącznie w przenośnym sensie, bo tak naprawdę był stu procentowym realistą bez marzeń. A mimo to, kiedy wył w górze czuł, że może wszystko. I wtedy te marzenia się pojawiały. Wtedy myślał o tym, co mógłby osiągnąć. Czego tak naprawdę pragnie. To właśnie wtedy postanowił oświadczyć się Amelii. To właśnie wtedy zrozumiał, że chce być właśnie z nią i że nic nie traci, jeśli się ożeni.
Och, oczywiście on o tym wiedział, a przynajmniej w to wierzył. Ale miałam tu na myśli właśnie takie "oszustwa". Te małe, właściwie nic nie znaczące. Jeśli chodzi o manipulację... Cóż, mogła spokojnie dawać z niej korepetycje. Napisać książkę, czy coś. Była naprawdę niepokonana. Mogła przekonać każdego do swoich racji i to bez większego trudu. Prawda była taka, że ta jej umiejętność była jedną z tych, które Vic tak bardzo w niej kochał, choć czasami doprowadzała go do szału. Nie zmieniało to jednak faktu, że dziękował losowi, iż właśnie ją obdarzył tą zdolnością. Bo gdyby tak nie było z całą pewnością nie udałoby się jej tak łatwo rozkochać go w sobie.
Cóż, gdyby i ona zapomniała złożyć mu życzeń i podarować prezentu z całą pewnością domyśliłby się, że za jego plecami knuje jakiś spisek. Nie był w stanie uwierzyć, że ktoś taki, jak Melka, mógłby zapomnieć o urodzinach kogoś ze swojej rodziny. On w każdym razie chyba by nie dał rady. Mimo, że był przecież facetem...
Jakoś nie miał ochoty po treningu wracać do dormitorium. Z jednej strony chciał uwalić się we własnym łóżku, ale z drugiej wolał jeszcze trochę pobyć sam.
Uśmiechnął się, widząc swoją ukochaną żonę. Oddał z przyjemnością pocałunek, ale skrzywił się, gdy usłyszał jej kolejne słowa.
- Nie zacząłem - odpowiedział spokojnie - i owszem - przestałem. Właściwie zupełnie rzuciłem, ale dzisiaj jakoś mnie naszła ochota. Chyba się nieco zdenerwowałem. Mniejsza - machnął lekceważąco ręką, a potem wyjął papierosa z jej dłoni, zgasił, choć jeszcze wiele do palenia było i wyrzucił w cholerę - ale ty z całą pewnością palić nie będziesz, moja droga - dodał.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Amelia Golightly on Sro 9 Mar - 23:32

Nie ulegało wątpliwości, że więcej ich różniło niźli łączyło, ale to jedynie sprawiało, że nie potrafili nudzić się w swoim towarzystwie. I nadzwyczaj często doprowadzali się wzajemnie do szału. W przeciwieństwie do niego, Amelia była romantyczką i marzycielką, a marzenia odgrywały w jej życiu sporą rolę. Wszak czy niegdyś nie myślała jedynie o tym, by wreszcie znaleźć swojego księcia z bajki, w lśniącej zbroi na białym koniu i przejąć kontrolę nad całym światem? Owszem, bo ślubie jej system wartości uległ drastycznej zmianie, książę stał się czarodziejem, a świat własnym Imperium Mody, nad którym pracowała, zaśmiecając ich wspólne dormitorium coraz to nowymi szkicami, ale wciąż pozostawała taka sama.
Och, nie tylko zdolność manipulowania przyczyniła się do tego, by zaczął ją kochać. Wszak nigdy nawet nie próbowała popchnąć go w tym kierunku, a wręcz przeciwnie - jeszcze nie tak całkiem dawno była przekonana, że mąż nigdy nie odwzajemni jej uczuć i wręcz chroniła go przed nimi. Nie, do tego stanu rzeczy najbardziej przyczynił się rozwój wydarzeń, reszta miała znikome znaczenie. To oczywiste, że w takiej sytuacji zwęszyłby spisek - Amelka głupia nie była i wiedziała, że żeby naiwnie uwierzył, musiała zachowywać się normalnie. I wszystko szło zgodnie z planem.
- I tak trzymaj - zaśmiała się, uśmiechając się do niego. Owszem, wierzyła, że rzucił palenie tylko po to, by wesprzeć ją w tym trudnym dla niej okresie (i chyba wyszło mu to o wiele lepiej niźli jej - czyżby fundowane przez nią próby wytrzymałości psychicznej na coś się przydały?), jednakże gdyby tak nie było, chyba wolałaby, aby ją okłamał. Dokładnie tak samo, jak wolałaby nie wiedzieć gdyby kiedyś ją zdradził - zbyt bardzo się do niego przywiązała i to złamałoby jej serce. O wiele lepsze wydawało się trwanie w nieświadomości. - Jeszcze nie skończyłam! - oburzyła się takim traktowaniem - Vic, daj spokój, nie jestem już w ciąży i z pewnością nie jestem twoim trzecim dzieckiem - postanowiła odpuścić tego papierosa, ale mimo wszystko wolała zaznaczyć swoje stanowisko. Szybko jednak wróciła do poprzedniego humoru, stając sobie jak gdyby nigdy nic pomiędzy jego nogami i zaczynając czule przeczesywać jego włosy. - Powiesz mi, co cię tak zdenerwowało, kochanie? - zapytała, rozwijając urwany przez niego wątek.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Victor Hewson on Sro 9 Mar - 23:45

Mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają i z całą pewnością tak było w tym wypadku. Cóż, to, że dość często dochodziło między nimi do spięć to nic w porównaniu z tym, jak bardzo się kochali. Zaskakujące, bo przecież Vic należał do osób, które ponoć kochać nie umieją. A prawda była taka, że kochał chyba mocniej, niż ci wszyscy, którzy zakochują się bez przerwy i nie bronią się przed miłością. Victor nie marzył, bo był przyzwyczajony do tego, że marzenia nigdy się nie spełniają. Od najmłodszych lat rodzice i ich "znajomi" powtarzali, że marzenia są dla osób słabych. Ci, którzy są silni, po prostu powinni z pewnością siebie sięgać po to, czego pragną, a nie o tym jedynie marzyć. Dlatego też Hewson nigdy nie uważał, by marzenia były czymś ważnym.
Owszem. Ale być może pod świadomie go nieco "zmanipulowała". Właściwie to manipulując innymi równocześnie manipulowała nim samym, z czego żadne z nich sobie sprawy nie zdawało. Ale gdyby nie los, gdzieś tam, kiedyś tam specjalnie dla nich zapisany, z całą pewnością nic by z tego nie wyszło. Tymczasem wszystko potoczyło się tak, jak potoczyć się miało i właśnie dlatego w tej chwili byli w tym miejscu, czując do siebie to, co czuli.
Nigdy nie śmiałby jej okłamać, choćby w tak błahej sprawie. Zresztą, skoro obiecał sobie, jej i obwieścił to wszystkim wokoło, że rzuci palenie, to postanowił to zrobić. I właściwie mu wyszło. Bo nawet teraz, siedząc i paląc, nie odczuwał już tej starej, dobrze mu znanej, przyjemności, płynącej z palenie. Właściwie bez żadnego wysiłku wyrzucił niedopalonego papierosa, wcale go nie żałując.
- Wyobraź sobie, że wiem, że nie jesteś w ciąży i że nie jestem twoim ojcem. Co nie zmienia faktu, że zapominasz chyba, iż wciąż nie powinnaś palić. Karmisz, moja miła - mówił spokojnie, jak gdyby rzeczywiście tłumaczył coś swojemu dziecku.
Objął ją lekko, przyciągając bliżej siebie i westchnął cicho.
- Widzisz, nie chciałem żadnej imprezy, ale mimo wszystko wkurzyło mnie to, że żaden z moich znajomych nie wysilił się na tyle, by złożyć mi życzenia i kupić jakiś prezent. Mimo wszystko miałem nadzieję, że ktoś złamie dane mi słowo i zaprosi mnie chociaż na Kremowe do Hogs... - prychnął z niezadowoleniem, kręcąc głową i cmokając lekko.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 10 Mar - 16:41

Taka już uroda tego świata - ludzie którzy zbyt dużo mówią, zbyt mało czynią. Po cóż non stop zapewniać o dozgonnej miłości, jeśli nie daje się jej świadectwa? W przypadku Victora i Amelii to wszystko wyglądało inaczej. Długo nie potrafili wyznać swoich uczuć, gestami i zachowaniem zastępując puste zdania i sprawiając, że te swa słowa, wypowiedziane po raz pierwszy, nabrały wartości. Coś takiego naprawdę trudno spotkać wśród dzisiejszych nastolatków.
Nie, marzenia nie były przeznaczone do osób słabych. Wbrew pozorom, motywowały do działania a kiedy się spełniały, przynosiły ze sobą radość niemożliwą do opisania. Ludzie, którzy twierdzą, że ich najskrytsze pragnienia nie mają szans się urzeczywistnić najwyraźniej nie wierzą w nie tak mocno, jak powinni - bo czy marzenie Amelki o posiadaniu księcia się nie spełniło?
Wciąż nie nazwałabym jego manipulacją. Chyba, że mówimy tu o Victorze, który niestrudzenie starał się zaciągnąć ją do łóżka i obudził w niej pragnienia, które z czasem doprowadziły do dalszego rozwoju sytuacji. Gdyby nie odmawiała, to wszystko nie nawarstwiło by się tak, sprawiając, że w krótkim czasie oduczyli się żyć oddzielnie.
- Owszem. Dwójkę dzieci regularnie, trzecie, osiemnaście lat starsze, dorywkowo. A niedługo zapewne pojawi się i czwarte do kompletu - mruknęła niczym oburzona pięciolatka, a nie matka i żona. Szkoda tylko, że nie zdała sobie sprawy, jak mogły zostać odebrane jej słowa - zapewne odnalazłaby w tym wyśmienitą okazję do rozwijania swojego hobby, jakim było drażnienie męża. Choć kolejne, aczkolwiek niewykluczone, dziecię mogło przyprawić Victora o zwał serca. Wszak kolejnej ciąży mogli dorobić się w każdej chwili, przypadki chodzą po ludziach, a zabezpieczenia nie dawały stuprocentowej pewności.
- Ja ci złożyłam życzenia i kupiłam ci prezent - zauważyła ciepło, czule gładząc kciukiem jego policzek. Widząc jednak, że to niewiele go pociesza, westchnęła ciężko. - Kochanie, twoi znajomi to kretyni, a moi cię nie tolerują, nie spodziewaj się cudów. Poza tym, dobrze wiesz, że od czasu tego całego porwania wolno nam wychodzić do wioski jedynie w czasie weekendów. I nie oszukujmy się, sam jesteś sobie winny. Gdybyś mi tego nie zabronił z pewnością urządziłabym ci przyjęcie urodzinowe... może w Pokoju Życzeń? To dawałoby wiele możliwości. Albo w hangarze, uwielbiam hangar. Jednakże zbyt bardzo cenię sobie twoje zdanie i mogę zaoferować ci jedynie upojny wieczór we dwoje, jeśli to cokolwiek pomoże - zaproponowała, przytulając się do niego. Tak było przyjemnie - cicho i spokojnie, na moście w otoczeniu powolnie zbliżającego się zmierzchu. Goście powinni zacząć się już zbierać, chyba powinna dać im jeszcze trochę czasu.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Victor Hewson on Czw 10 Mar - 17:33

Bo dzisiejsza młodzież nie kocha. Oni mylą pojęcie miłości z seksem. Dla nich słowo "kocham" jest puste i bezwartościowe. Nieważne. Błahe i niepotrzebne. Po co kochać? Miłość jest trudna, często sprawia ból i zmusza do wyrzeczeń. Właśnie dlatego Victor nie chciał kochać, ale w końcu zrozumiał, że życie bez miłości jest niepełne. Że dopiero wtedy, kiedy pokocha się prawdziwie, na dobre i na złe, na zawsze i na wieczność; dopiero wtedy można być spełnionym, a życie staje się pełne i wartościowe.
Tyle, że Victor po prostu zupełnie inaczej był wychowywany. Dlatego w tej chwili jego spojrzenie na świat i pewne sprawy związane z życiem, marzeniami i miłością były inne niż większości znanych mu osób. A jednak nawet Severus powtarzał mu czasem, że nie powinien tak ślepo ufać temu, co powtarza mu ojciec. Że nie powinien dawać wiary słowom rodziców, Śmierciożerców, a nawet Czarnego Pana. To właśnie te słowa kolegi sprawiały, że miał wątpliwości co do tego, czy Snape jest lojalny, a jeśli tak, to wobec kogo... A jednak mu ufał i w końcu zrozumiał, co jego obecny profesor chciał mu przekazać. Teraz, kiedy miał Melkę wiedział, o czym mówił Severus.
Vic zamknął na moment oczy, licząc szybko do dziesięciu i odetchnął głęboko.
- Ja cię proszę, nie denerwuj mnie dzisiaj. I nie sugeruj, że mógłbym mieć jeszcze kolejne dziecko na głowie, bo chyba jednak jestem na to za młody - burknął niezbyt miło, łapiąc się na tym, że jego słowa były chyba nieco zbyt cierpkie, dopiero po fakcie ich wypowiedzenia - mniejsza z tym... Mam nadzieję, że póki co mamy to za sobą i chyba zabezpieczamy się wystarczająco... - dodał jeszcze, cmokając cicho.
- Ty jesteś moją najukochańszą żoną. A ich, gdybym tylko mógł, kazał bym wychłostać, albo nawet stracić. To niesubordynacja - mruknął z niezadowoleniem.
A słysząc jej ostatnie słowa zachichotał.
- Nie mam nic przeciwko, a nawet uważam, że byłby to najlepszy prezent, jaki dzisiaj otrzymałem - bo krótkiego listu od ojca i przeklętego medalionu od kogoś, kto najwyraźniej za nim nie przepadał, nie można zaliczyć do najwspanialszych prezentów.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 10 Mar - 18:21

Miłość mylona z seksem, miłość mylona z płytkim zauroczeniem... tego było na pęczki. Właściwie, po wojnie wychowywało się pokolenie nie zdolne do prawdziwych uczuć, które hołduje tandetnej ckliwości i publicznej wymianie śliny. W dzisiejszym świecie nie było miejsca na subtelności, zakazane spojrzenia, a dotyk stał się czymś powszechnym. Gdzie podziały się czasy, gdy pocałunek był obietnicą małżeństwa, a na powitanie dżentelmeni całowali dłoń damy? Teraz chłopcy wpychali dłonie pod spódniczki dziewcząt, a te nawet nie szczególnie oponowały. W dodatku dobre wychowanie powoli zaczynało znikać...
Wychowanie w gruncie rzeczy robi swoje, wystarczyło spojrzeć na nich. Choć ich sytuacje rodzinne znajdowały się na poziomie bagna, Amelia zaznała niejakiego ciepła przynajmniej ze strony babki, na co Victor zupełnie nie mógł liczyć. Jednakże nieprzyjemne doświadczenia zrobiły swoje i teraz kroiła się przed nimi świetlana przyszłość, a ich dzieci miały nigdy nie zaznać tego samego. Inna sprawa, że Czarny Pan już od roku zniknął z oczu społeczeństwa, przez co wiele codziennych spraw stało się łatwiejszych. Potencjalni Śmierciożercy nigdy nie zaczęli nosić na ramieniu mrocznego znaku i tym samym otrzymali szansę na normalną egzystencję.
- Więc gdybym zaszła, mam usunąć ciążę nawet ci o tym nie mówiąc? Żebyś się nie denerwował? - zapytała, unosząc do góry brew. Nie da się ukryć, że Amelia miała skłonność do histeryzowania, nawet jeśli sprawa dotyczyła błahych i właściwie nieistniejących powodów. Niektórzy po prostu uwielbiają melodramatyzm. - To znaczy, że nie chcesz mieć ze mną więcej dzieci? - W gruncie rzeczy była bardziej skrzywdzona jego cierpkim tonem, niż ewentualną rozmową. Sama, mając na głowie bliźniaki, nie zastanawiała się nad tym wcześniej, ale z drugiej strony, miała dopiero siedemnaście lat, była niedojrzała do macierzyństwa. Może kiedyś będzie chciała świadomie zajść w ciążę i co wtedy?
- Właśnie dlatego wolę, aby moi ludzie mnie kochali. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby zapomnieli o moich urodzinach i nie uczcili ich odpowiednio. Ubiegły rok się nie liczy - wyprzedziła jego ale. Właściwie, dwórki i tak uprzejmie złożyły jej życzenia, ale wesele okazało się być o wiele ważniejsze. Czy ktoś się temu dziwi?
- A myślałam, że to miano przysługuje francuskiemu podręcznikowi savoir-vivre'u, który otrzymałeś od mojej babci - zachichotała, przypominając sobie minę Victora, rozpakowującego prezent od Lysandry. - Jeśli chodzi o mnie, to najwspanialszym prezentem było to, że Sissy wreszcie przespała całą noc - uśmiechnęła się subtelnie, jak zawsze wtedy gdy wspominała pociechy. Szybko jednak uznała, że mając meża jedynie dla siebie chyba nie bardzo ma ochotę rozmawiać o dzieciach. - Najwyraźniej powinnam dorzucić do twojego prezentu również skąpą bieliznę dla siebie - zmieniła temat, posyłając mu kokieteryjne spojrzenie.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Victor Hewson on Czw 10 Mar - 23:07

Zastanawiające, jak wiele zmienia się po ślubie. Przed nim Vic był skłonny powiedzieć, że taka zmiana w stylu bycia ludzi (a w szczególności dziewcząt) wcale mu nie przeszkadzała. A teraz? Cóż, zaczynało go to razić i denerwować. Dopiero teraz dostrzegał, jakie to nienaturalne i zwyczajnie, cóż... wkurwia*ące. Tak po prostu. Ale nie zamierzał zmieniać świata na lepsze. Bo i po co? Do niczego by to go i tak nie zaprowadziło, a tylko by sobie napytał biedy. Wolał zająć się swoją rodzinę i pieprzyć to, że świat schodził na psy. Nie jego życie. Jego własne miało być o tej chwili zwyczajnie sielankowe, a całą resztę miał gdzieś.
Tak, to absolutna prawda. Gdyby ten cały Potter nie pokonał Czarnego Pana Victor w tej chwili byłby zagorzałym Śmierciożercą. Najpierw szedłby z dziewczyną do łóżka, wykorzystywał ją, a potem zapewne zabijał. To byłoby w jego stylu. I mimo, że jeszcze rok temu wydawało mu się, że ten dzieciak był przekleństwem dla świata czarodziejów, że powinien był zginąć w tę letnią noc, to w tej chwili zdawał sobie sprawę z tego, że nie spotkało go w życiu nic wspanialszego. Dziękował losowi za to, że jakimś cudem Czarny Pan poległ. Może i było to paradoksalne - nawrócony Prawie-Śmierciożerca - ale w gruncie rzeczy po prostu odnalazł sens życia, którego wcześniej zwyczajnie nie widział...
Przewrócił oczami, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że cokolwiek by w tej chwili powiedział i tak nie zadowoli to jego młodej żony.
- Głuptas z ciebie - westchnął ciężko z dziwną czułością i pogłaskał ją po policzku - nigdy nie pozwoliłbym ci usunąć mojego dziecka - to po pierwsze. A po drugie - chcę mieć z tobą więcej dzieci. Może, kiedyś. Ale na pewno nie teraz - wyrzucił z siebie, uśmiechając się do niej ciepło.
Nie, absolutnie nikt. Przecież to naturalne, że ślub staje na podium wyżej, niż siedemnaste urodziny.
- Masz rację. Moi poddani są do dupy. Muszę chyba znaleźć nowych, ale obawiam się, że przed końcem tej cholernej szkoły mi się to nie uda. A potem nie będzie mi już na tym zależało. Ironia losu... - wzruszył ramionami.
Zachichotał cicho, wspominając prezent, jaki otrzymał od jej babki.
- Mnie tylko zastanawia, czy ona naprawdę uważa, że ja to kiedykolwiek przeczytam. A nawet jeżeli, to czy ona wierzy, że będę się stosował do tych zasad? - wydukał, wciąż się śmiejąc.
Oblizał lekko usta i objął ją mocniej, przyciągając całkiem blisko siebie.
- Ta skąpa bielizna z całą pewnością by się przydała - wymruczał.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Amelia Golightly on Pią 11 Mar - 0:04

Victor miał to szczęście, że jego żona była damą w salonie i zdecydowanie nie damą w sypialni, przez co wszystkie inne kobiety zdawały się nagle być niewychowane i nie wystarczająco dobre. W dodatku, miał pewność, że jest jedynym mężczyzną w jej życiu, co świadczyło jedynie o jej szacunku względem własnej osoby i, czyście materialistycznie, nie dawało jej możliwości przyrównywania go do kogoś innego.
Taki rozwój wydarzeń byłby nawet pewny - Victor miał skłonności do takiego zachowania już o wiele wcześniej, a Mroczny Znak mógłby to jedynie spotęgować. Gdyby zaś nie Amelia i dzieci, morderstwo jakiego się dopuścił mogłoby przybrać zupełnie inny wymiar... Właściwie, powinien zginąć w jesienną noc, kiedy w święto duchów Czarny Pan postanowił dokonać mordu na jego rodzinie. Jednakże nie zrobił tego i świat czarodziejów doczekał się nowego bohatera, który jeszcze robił w pieluchy. Najgorsze było jednak to, że złoty chłopiec będzie uczęszczał do Hogwartu w tym samym czasie, co ich maluchy.
- Dlaczego ty zawsze musisz mieć na wszystko dobrą odpowiedź? - burknęła, przytulając się do niego i nie potrafiąc już dłużej powstrzymywać się, zaczęła obdarzać drobnymi pocałunkami jego szyję, zatrzymując się w miejscach, które stanowiły jego strefy erogenne. - Jesteś nieznośny. Niereformowalny. Zdecydowanie zbyt cudowny. Nie mogę już się nawet z tobą podroczyć - wymieniała kolejne epitety pomiędzy pocałunkami. Choć zdecydowanie nie przepadała za zbytnim okazywaniem mu czułości, gdy wszystkie spojrzenia były skierowane na nich (to nie przystało damie), to jednak teraz byli sami, z dala od ludzi.
Amelia miała to szczęście lub nieszczęście, że najważniejsze urodziny w jej życiu przypadły w tym samym czasie co najważniejszy dzień w jej życiu, jakim był ślub. Oczywiście, może cała uroczystość nie odbyła się zgodnie z jej oczekiwaniami - niedawna śmierć Agnet, ciąża i jeszcze afera z jej ojcem oraz bratem - to jednak było idealnie.
- Widzisz, należało mnie słuchać wcześniej. Powtarzałam ci, że powinieneś wybierać świtę nie spośród tych, którzy będą śmiali się z twoich żartów, a będą prezentować się godnie u twego boku, to nie chciałeś mnie słuchać. Przynajmniej żonę wybrałeś sobie dobrze - zachichotała, bez zbędnej skromności. Bo czy znalazłby dla siebie lepszą partnerkę od niej?
- Babcia uważa, że nie znasz francuskiego. A już zdecydowanie nie w stopniu w jakim powinieneś go znać. I nie, nie mam na myśli miłości francuskiej, kochanie - uśmiechnęła się, łapiąc się na wcześniejszej dwuznaczności swych słów - Ona też się martwi. Żeniąc się ze mną, zgodziłeś się też stać częścią mojej rodziny, a po wakacjach i świętach chyba wiesz, co to oznacza - westchnęła, czule gładząc jego policzek. Liczne bankiety, bale, przyjęcia. Jeszcze więcej gości i wszyscy pochodzący z wyższych klas. Amelia wychowała się wśród arystokracji, hrabiów i książąt, dla jej babci nietaktem był ślub z Victorem. Najwyraźniej nie każda dobra rodzina jest wystarczająco dobra dla Lysandry.
- Sądzę, że ta którą mam na sobie, może przypaść ci do gustu. Chyba jeszcze nie miałeś okazji jej podziwiać... - szepnęła, kokieteryjnie przygryzając wargę.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Victor Hewson on Pią 11 Mar - 0:21

I właśnie dlatego - że chciała zaczekać, że była damą, że nie puszczała się na prawo i lewo - była wyjątkowa. Właśnie dlatego ją pokochał i postanowił zostać z nią na dobre i złe. Dlatego był w stanie zerwać z przeszłością i stać się czułym, kochającym mężem monogamistą. I chociaż inni mu się dziwili on doskonale wiedział, swoje. Bo Amelia była warta więcej niż wszystkie kobiety świata. I nie potrzebował już żadnej innej, bo ona dawała mu więcej, niż nawet potrzebował.
Tak, to prawda, a jednak... W tej chwili Victor myślał nawet czasem, że nie będzie to takie złe, że ich maluchy, będą uczęszczać do Hogwartu w tym samym czasie, co Potter. Nie, nie chciał, żeby się z nim zaprzyjaźniły - broń Boże! Ale nie znaczyło to, że nienawidził tego dzieciaka. Nie, nie mógłby. Zbyt wiele mu zawdzięczał. Paradoks...
- Bo jestem inteligentnym, cudownym i... no dobra, po prostu idealnym, facetem - wyszczerzył się do niej, a potem westchnął cicho, przymykając powieki, gdy poczuł jej usta na swojej skórze. - Ty też jesteś nieznośna - wymruczał.
Mimo, że on przywykł do obściskiwania się i całowania na oczach połowy szkoły to w tej chwili był w stanie bez najmniejszego problemu się powstrzymać. Zastanawiające, kiedy nam na kimś zależy, ale tak naprawdę, nie odczuwamy potrzeby okazywania całemu światu swoich uczuć. Wolał zamknąć się ze swoją żoną w czterech ścianach, niż obściskiwać na korytarzach.
- Jesteś zbyt mądra i zbyt często masz rację - burknął z niezadowoleniem.
- Twoja babcia jeszcze wiele o mnie nie wie. Znam francuski - i to nie tylko w formie seksu i pocałunków - mimo wszystko pochodzę z rodziny z tradycjami. Choć sam czasem o tym zapominam... - mruknął sam do siebie - w każdym razie, umiem francuski, ale go nie lubię. I nie odczuwam potrzeby posługiwania się nim na każdym kroku - wzruszył ramionami.
Przesunął dłońmi po jej ciele, patrząc jej głęboko w oczy, a potem pocałował ją namiętnie.
- Chcę już być w naszym dormitorium - oświadczył.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Amelia Golightly on Pią 11 Mar - 0:57

Inna sprawa, że ona wciąż obawiała się, iż kiedyś przestanie mu wystarczać i prędzej czy później zdarzy mu się jakiś skok w bok. Mimo zapewnień i braku jakichkolwiek dowodów, ta myśl wręcz spędzała jej sen z powiek. Tak, Amelia była zazdrosna o swojego męża. Choć kiedyś nie chciała zatrzymywać go przy sobie, teraz nie potrafiłaby się nim dzielić. Miał być jej i tylko jej.
To byłby koszmar - Sissy i Charlie w roli świty Pottera. Nie, nie. Z nich będą cudowni Ślizgoni, którzy będą uprzykrzać mu życie, co do tego nie było wątpliwości. Wszak jakiś tam bohater nie mógł zagłuszyć pomieszanych genów Hewsona i Golightly. Bliźniaki musiały być kimś znaczącym w szkole i z pewnością nie pozwolą się wygryźć.
- Byłbyś bardziej idealny, gdybyś zaczął się golić. I zaczął nosić koszule zamiast podkoszulek - zauważyła. W gruncie rzeczy, nawet nie lubiła gdy Victor golił się rano, bo wtedy nie był jej Victorem, tak samo jak i preferowała jego niedbały styl, wręcz gryzący się z jej eleganckimi kreacjami, ale oczywiście musiała kontynuować swoją politykę. - Nie, po prostu uwielbiam wodzić cię na pokuszenie. Zawsze tak było.
Przywykł do obściskiwania się i całowania z połową szkoły, ale to zupełnie inna bajka. Amelia wciąż nie do końca potrafiła uwierzyć, że ktoś kto każdego dnia dysponował inną dziewczyną tak łatwo potrafił zrezygnować z dotychczasowego życia i zacząć bawić się w poważny, ściśle monogamistyczny związek. Jeśli natomiast chodziło o Golightly... dopiero kiedy sama uzmysłowiła sobie, co czuje do własnego męża przestało jej zależeć na udowadnianiu tego innym. Wcześniej zależało jej na dobrej opinii, bala się czy ktoś nie pomyśli, że wzięli ślub jedynie ze względu na ciążę. Teraz, kiedy miała dwójkę dzieci, miłość stała się jej prywatną sprawą. Okazywała ją wtedy, kiedy chciała, a nie wtedy kiedy należało. Victor to rozumiał.
- Zawsze mam rację - sprostowała, siadając mu na kolanach, gdyż od stania na wysokich szpilkach zaczynały boleć ją już łydki. Pod kremowym płaszczykiem kryła się kreacja na dzisiejszy wieczór, ale jej mąż nie mógł nawet podejrzewać nadciągającego przyjęcia. - Nie wiń jej za to. Ona tak właśnie okazuje, że jej na mnie zależy. Zawsze widziała u mojego boku... kogoś innego. Mogłam poślubić hrabiego, nawet księcia, a jednak wybrałam ciebie. - Z dzieckiem, tuż po śmierci Agnet i z matką w więzieniu. - Przestała dostrzegać twoje zalety, widzi jedynie wady, znacznie je wyolbrzymiając. Jestem pewna, że z czasem się do ciebie przekona, tak jak ja. Zwłaszcza, że cię kocham, a to przecież najważniejsze. - Na dzień dzisiejszy, Amelia nie pragnęła niczego bardziej, niźli pojednania męża i reszty rodziny. Z ojcem Victora nie było takiego problemu, on po prostu zniknął. Choć i tak dał jej znać, że jej nie toleruje, ale cóż poradzić.
Przysunęła się do niego nieznacznie, odwzajemniając pocałunek.
- Daj mi jeszcze chwilę. Dawno nie miałam okazji posiedzieć na świeżym powietrzu, a zachód słońca jest dzisiaj doprawdy zachwycający - westchnęła. Właściwie, to było jej zimna i sama najchętniej znalazłaby się już w sypialni, prezentując bieliznę, jednakże nie wiedziała, czy wszyscy goście się już zeszli.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Victor Hewson on Pią 11 Mar - 1:14

A on odczuwał paradoksalny lęk, że kiedyś zrozumie, że Victor nie jest dla niej właściwym facetem. Że na jej drodze stanie prawdziwy książę z bajki, w którym zakocha się na zabój i zrozumie, że Hewson był tylko zwyczajnym, przejściowym romansem. Że tak naprawdę nie warto tracić na niego czasu... I chociaż wiedział, że jest to bezsensowne i absolutnie nie pasuje do Amelii to i tak bał się, że mimo wszystko kiedyś może się to zdarzyć.
Oj, z całą pewnością. A jeśli kiedyś Potter tylko wejdzie im w drogę to z całą pewnością Hewson porozmawia sobie z nim odpowiednio i ustawi go do pionu. Co z tego, że nie było by bliźniaków, gdyby nie ten cały dzieciak? Ważne, że dzięki niemu były i miały zostać najważniejszymi ikonami w świecie magii. (Szkoda tylko, że Victor nie zdawał sobie sprawy z tego, że starszy kolega Lucjusz i starsza koleżanka Narcyza niedawno spłodzili kogoś, kto nieco pomiesza szyki bliźniakom...)
- Jestem sobą i nic tego nie zmieni - wymruczał cicho.
Westchnął nieco głośniej, oddychając szybciej. Oj tak, wodziła go na pokuszenie niczym Ewa Adama w raju...
- Jesteś lepsza niż ten cały wąż z tej mugolskiej Biblii, czy jak to oni nazywają... - niemal wyjęczał.
Mało tego - nie tylko rozumiał, ale i popierał. Odpowiadało mu to i był całym sercem ze swoją żoną. Wiedział, jak bardzo zależy jej na dobrej opinii, dlatego też starał się jak mógł, by ta pozostała niezachwiana. A monogamia wychodziła mu całkiem nieźle i okazała się być o wiele bardziej naturalna niż poligamia. W tej chwili zastanawiał się, jak w ogóle mógł kiedykolwiek sypiać z tyloma dziewczętami? W tej chwili wydawało mu się to zwyczajnie dziwne.
Machnął lekceważąco ręką.
- Wiesz, mam takie dziwne wrażenie... Sam nie wiem... To głupie... Ale mam wrażenie, że pewnego dnia nawet mnie polubi. A może to po prostu nadzieja? Cholera wie. W każdym razie - podziwiam ją i szanuję. Kocha cię i pragnie dla ciebie tego, co najlepsze. Właściwie to nawet się z nią zgadzam. Sam nie uważam, żebym był dla ciebie odpowiednim facetem - zacmokał cicho, kręcąc głową.
Po raz pierwszy na głos wypowiedział te myśli. Do tej pory zachowywał je dla siebie. Wydawały mu się tak bardzo głupie, ale w rzeczywistości po raz pierwszy o czymś marzył. A była to właśnie akceptacja ze strony jej rodziny. O jego ojcu nie warto było nawet wspominać. Szczerze mówiąc Victor żałował nawet, że ten nadal żyje...
- Jak chcesz, moja droga - przytulił ją do siebie tak, by było jej jak najcieplej.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Amelia Golightly on Pią 11 Mar - 2:01

Jeśli sami nie doprowadzą się do szaleństwa, to nic nie będzie w stanie ich złamać. Najwyraźniej, każde z nich stwarzało sobie z niewiadomych powodów nieistniejące problemy, z czasem zamieniające się w lęki i obawy. Raz już prawie powariowali, ukrywając przed sobą nawzajem swoje uczucia, by prawie pokłócić się o to, kto kogo nie kocha. W chwili obecnej, Mela nie potrzebowała księcia z bajki, bo wolała pana złego, który siedział obok niej.
Cóż zawsze bliźniaki były dwa lata do przodu. A jak udowodnili ich rodzice - dwa lata potrafią zmienić naprawdę wiele. Kiedy towarzystwo odejdzie z zamku, Hogwart będzie już tylko ich i nikt - dosłownie nikt - nie stanie im na drodze.
- I całe szczęście - puściła do niego perskie oko. Cóż, byli razem prawie rok, a znali się o wiele dłużej. Nic dziwnego, że Amelia - jak to na zmyślną bestyjkę przystało - szybko nauczyła się doprowadzać go do granic wytrzymałości. Z rozpalonym Victorem zdecydowanie łatwiej załatwiało się wiele kontrowersyjnych spraw. - Chyba nie bez powodu należę do Domu Węża. Popatrz, już mi się języczek rozdwaja - zachichotała, nie zaprzestając poprzedniej czynności.
Amelii zawsze wydawało się to dziwne i może dlatego tak łatwo przychodziło jej opieranie się mu. Nie chciała być jedną z wielu. Nie chciała rozłożyć przed nim nóg tylko po to, żeby zaspokoił siebie i swoje ambicje, a potem zostawił ją jak zużytą rzecz. Z jednej strony rozgrywka toczyła się o jej godność, z drugiej właśnie o opinię. Nie mogła pozwolić, by ktoś powiedział, że Amelia Golightly puściła się z Hewsonem, jak wszystkie inne. Zbyt długo pracowała na swą opinię, by tak bezmyślnie narazić ją na szwank. Całe szczęście, związek z Victorem potoczył się w innym kierunku i nawet poprawił jej pozycję. Bo teraz walcząc z nią, miało się na karku i jego.
- Bo tak będzie. Ale babcia naprawdę potrzebuje czasu, żeby opadły świeże emocje, nie ma co spodziewać się cudów - musi się przekonać, że naprawdę cię kocham, a nasz ślub nie był jedynie przymusem podyktowanym ciążą. O wiele gorzej może być z dziadkiem. On do tej pory nie toleruje mojej matki, a zważywszy na to, że był obecny podczas rozprawy twojej matki... tego niestety nie potrafię sobie wyobrazić - westchnęła. Tak, Fitzwilliam może okazać się zdecydowanie bardziej problematyczny od swojej żony, choć otwarcie nigdy nie okazywał niechęci. Amelia musiała to po kimś odziedziczyć, czyż nie? - Ile razy mam ci to jeszcze powtarzać, Vic? - przerwała mu jednak - Naprawdę sądzisz, że znalazłby się na świecie drugi mężczyzna, który potrafiłby mnie zaspokoić? - Odpowiedź była prosta i brzmiała nie. Choć nie mogła poszczycić się doświadczeniem, tego jednego była pewna. Hewson ją sobie wychował i naprawdę, każdemu innemu mężczyźnie byłoby ciężko sprostać jej wygórowanym wymaganiom, podczas gdy mąż zawsze stawał na wysokości zadania, bez większego wysiłku.
- Robimy się obrzydliwie ckliwi - zauważyła, wtulając się w niego i obserwując zachód słońca, malujący się na horyzoncie.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Victor Hewson on Pon 14 Mar - 14:16

A "pan zły" nie potrzebował miliona dwórek - wystarczała mu jedna, idealna i wspaniała królowa. Po co zadowalać się półśrodkami? Zresztą, tamte dziewczyny były tylko jej kopiami. Ona była oryginałem - jedynym w swoim rodzaju. I nikt nie mógł jej dorównać. A ponieważ dodatkowo tak długo nie chciała go do siebie dopuścić... Cóż, zakochał się. Nie od dziś wiadomo, że mężczyźni muszą polować. Jeśli "zwierzyna" przestaje uciekać oni przestają gonić, bo zwyczajnie nie warto. Ona uciekała i właściwie nigdy nie przestała. Dlatego warto było o nią zabiegać, a kiedy wreszcie ją zdobył jej smak ani na chwilę nie stał się dla niego nudny, czy obojętny. I wierzył, że nigdy się to nie zmieni.
I to było dobre podsumowanie tematu.
W takich chwilach kochał ją jeszcze bardziej. Każda jego komórka, każda kropelka krwi, płynąca w jego żyłach, płonęła najczystszą miłością do tej dziewczyny. I mimo, że próbował uchodzić za zimnego drania nie był w stanie tego ukrywać. Tu tkwiła jego słabość. A zarazem jego siła.
- Jesteś niepoprawna - zachichotał z trudem, zaciskając mocniej powieki.
Prawda była taka, że nawet wtedy, kiedy był jeszcze tym starym Victorem wiedział, że nie potrafiłby potraktować jej tak, jak wszystkie inne dziewczyny. I nawet, kiedy wreszcie mu uległa. Kiedy wreszcie mu się oddała okazał jej uczucia, których nigdy nie okazywał nikomu. Był czuły i troskliwy, choć nawet nie wiedział, że potrafi taki być. Ona go zmieniła. Była jego lekarstwem i ratunkiem. A teraz była także oczkiem w głowie. Najważniejszą istotą na świecie. Choć, oczywiście, musiała podzielić się względami z pewną dwójką nieopierzonych, przyszłych Ślizgonów...
- Kiedyś i twój dziadek skapituluje. Muszę w to wierzyć, w przeciwnym razie już dzisiaj mógłbym spakować manatki i wynieść się na drugi koniec świata, jak mój ojciec-tchórz. - odpowiedział, wzdychając ciężko.
- Jeśli chodzi o to zaspokajanie, to obawiam się, że mógłby się znaleźć nawet nie jeden - zachichotał i puścił do niej oko, jednak spoważniał po chwili i pokręcił głową, uśmiechając się lekko - Nie powinnaś była mnie w ogóle poznać. Nie powinnaś była się we mnie zakochać. Ale widać jednak istnieje coś takiego, jak przeznaczenie, bo inaczej nie mogę sobie tego wszystkiego wytłumaczyć - pocałował ją lekko, głaszcząc czule po plecach.
Victor objął ją mocno, również wpatrując się w czerwoną kulę, znikającą za horyzontem.
- Może to dziwne, żałosne i zupełnie nie w moim stylu, ale w tej chwili nie widzę nic złego w tej ckliwości - mruknął.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Amelia Golightly on Wto 15 Mar - 21:41

Amelia miała nadzieję, że Vic nagle nie zacznie się zadowalać jej dwórkami.
- I za to mnie właśnie kochasz - odpowiedziała, z radosnym uśmiechem na ustach. Patrzyła mu prosto w oczy, a w jej własnych igrały te przekorne psotniki; teraz już nie bała się tego powiedzieć. Wiedziała, że mąż kocha ją równie mocno, co ona jego. Mieli siebie nawzajem (oraz dwójkę dzieci) i wszystko inne nie miało już znacznie.
Czasami Amelia miewała koszmary. Budziła się wtedy z krzykiem, zalana potem, najczęściej budząc przy okazji męża. Śniło jej się, że nagle budzi się w rzeczywistości, gdzie Victor nigdy jej nie pokochał i wciąż dąży jedynie do odhaczenia jej na swojej liście, a ich dzieci nigdy się nie narodziły. Błąkała się zawsze po zamku, starając się jakoś to naprawić, ale nigdy jej się nie udawało - on ją odtrącał, traktował jak każdą inną. Wtedy się budziła. Czasami sen przyjmował inną formę. Wtedy Hewson ożenił się z Agnet, maluchy wychowywały się bez ojca, który traktował je niczym chorobę. Były też takie, gdy Paladin za grobu zdradzała tajemnice jej męża, którego zamykali w Azkabanie, a ona patrzyła przez kraty jak jej ukochany mizernieje w trwającym wieczność mgnieniu oka. Sama nie wiedziała, co z tego jest gorsze, jednakowoż sam fakt, że najbardziej bała się utraty męża i dzieci, świadczyło o tym, jak wiele dla niej znaczyli. Nie potrafiła już istnieć bez nich, zbyt bardzo kochała swoją córeczkę i dwóch cudownych mężczyzn.
- I zostawiłbyś mnie? Zostawiłbyś Charliego i Sisy? - zapytała, choć doskonale znała odpowiedź. To jemu chciała uświadomić, że nie jest taki jak ojciec, że nie ucieka od odpowiedzialności. Że zwyczajnie nie potrafiłby opuścić jej i bliźniaków. Sama wątpiła, by jej dziadek uległ - pod tym względem był bardziej uparty od niej samej, jednakowoż nie chciała uświadamiać tego Victorowi. Preferowała go wspierać, zwyczajnie.
- A ja sądzę, że nie znalazłbyś takiego. Żaden nie jest tobą, Vic - odpowiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu. - Och, zamilcz już. Kocham cię. Za to kim jesteś, a nie przez jakieś przeznaczenie - uciszyła go, zamykając mu usta pocałunkiem. Dla niej to nie podlegało wątpliwości, to co ona czuła było jedynym słusznym rozwiązaniem.
Wtuliła się w niego, wsłuchując się w dźwięk zegara, wybijającego dwudziestą. Przyjęcie już miało się zacząć, wszyscy goście przybyli i teraz wyczekiwali jedynie przybycia jubilata.
- Ja również - westchnęła, przytulając się do niego - Zimno - mruknęła, opatulając się jego ramionami i miała nadzieję, że ponowi swoją propozycję. Nie chciała tak otwarcie oferować mu powrotu do Pokoju Wspólnego, jeszcze mógłby się czegoś domyślić.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Victor Hewson on Wto 15 Mar - 23:08

Taka opcja nie wchodziła w grę. Jej dwórki były... cóż, po prostu jej dwórkami. Może i ładne, ale nie miały tego "czegoś", co posiadała Amelia. Zresztą, żeby w tej chwili spodobać się Victorowi trzeba by było po prostu być jego żoną. Nic innego nie wchodziło w grę.
- Oczywiście, że tak - odparł nieco mgliście.
On także nie bał się tego powiedzieć. I pomyśleć, że jeszcze niedawno musiał przekonywać samego siebie do tego, że ją kocha. Nie mógł w to uwierzyć, a w tej chwili było to tak bardzo oczywiste i naturalne.
Mimo, że Amelia rzadko opowiadała mu te sny on i tak podejrzewał, czego mogły dotyczyć. Zresztą i on miewał podobne tyle, że nie budził się z krzykiem. On po prostu się budził i szybko sprawdzał, czy jego żona jest obok. A kiedy przypadkiem jej nie było, bo wstała do dzieci, czy toalety, natychmiast poszukiwał jej gorączkowo, bojąc się, że sen okaże się jawą. Kiedy zamykał oczy często widział swoją matkę. I w takich chwilach miał ochotę ją odwiedzić. Nienawidził jej, szczerze i dogłębnie, ale... cóż, była jego matką. Chciał jej o wszystkim opowiedzieć. Powiedzieć, że mimo iż jego życie od zawsze stało na głowie, że ona, wraz z ojcem, niszczyła mu z wolna życie, to i tak wyszedł na ludzi. Że obudził się z tego otępienia i wreszcie zaczął żyć. No i dostrzegł wreszcie sens życia.
- Oczywiście, że nie! Nie byłbym w stanie - niemal krzyknął - po pierwsze - nie jestem tchórzem, którym jest mój ojciec. Po drugie - umarłbym bez ciebie. Bez was - westchnął, kręcąc głową.
Zachichotał wprost w jej usta, ciesząc się jak dziecko jej słowami.
- Niech ci już będzie - zaśmiał się szczerze - Ja ciebie też kocham, skarbie - dodał czule.
Pogłaskał ją po ramieniu i cmoknął delikatnie w policzek.
- W takim razie chodźmy - wymruczał - pod kołderką będzie nam cieplej - dodał tonem, który bez żadnego problemu mógł wywołać gęsią skórkę u najbardziej cnotliwej dziewczyny.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Hayden Fitzgerald on Wto 3 Maj - 22:35

Brunet usiadł na barierce mostu nie bacząc na fakt, że kiedy tylko odchyli się jeszcze odrobinę do tyłu, wypadnie poza nią. Jednak pomimo swojej nietrzeźwości, a właściwie dokładnie przez nią, doczłapał się na most i przysiadł na poręczy wyciągając z kieszeni podartych na kolanach jeansów, fajkę oraz zapałki, udowadniając że ktokolwiek ich jeszcze używa. Zanim zdołał odpalić jedną, zmarnował z trzy, a kiedy wreszcie odpalił papierosa poczuł błogą ulgę - nikotyna, tego właśnie mu brakowało od paru godzin. Zdawał sobie sprawę, iż to wysoce niestosowne, palić na terenie Hogwartu (nie wspominając o upiciu się ze znajomymi), na dodatek w tak widocznym miejscu, i to będąc prefektem na niektórych zgrozę. Nigdy nie zastanawiał się - poza tym dniem, kiedy dostał odznakę - dlaczego to właśnie jego wybrano na prefekta Slytherinu; tamtego poranka nawet rodzice nie ukrywali zdziwienia, czemu Hayden w gruncie rzeczy się nie dziwił, ponieważ on sam na początku zaczął podejrzewać, iż ktoś (a dokładniej Fanny) robi sobie niezłe jaja. Po pewnym czasie jednak, zdążył się przekonać, że siostra dowcipu mu nie zrobiła, ani nikt inny zresztą także. Ktoś, a dokładniej dyrektor szkoły, musiał skosztować w nadmiarze trunku, i tyle miał na ten temat do powiedzenia. Inna opcja dla niego nie istniała, nie uważał siebie za kogoś, kto zasługuje na odznakę, to raz, a dwa, czy on niejednokrotnie udowodnił, że należy mu się miano deprawatora? DEPRAWATORA!, czy panu dyrektorowi to nic nie mówiło? No chyba jednak nie skoro dał mu odznakę.
avatar
Hayden Fitzgerald
Prefekt

Liczba postów : 10
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Carmella Bannville on Wto 3 Maj - 23:29

Weszła na most. Już z daleka widziała, że ktoś siedzi na barierce - Hayden, prefekt Slytherinu. Chłopak był jej całkiem obojętny. Chociaż, gdy zobaczyła, że jest całkowicie pijany, siedzi na barierce, z której za chwilę może spaść i do tego pali, czego jako prefekt nie powinien robić, przynajmniej nie na tym moście, zdecydowanie go polubiła.
- Myślałam, że prefekci są grzeczni.- zapytała z lekkim ironicznym uśmieszkiem na twarzy.
Był całkiem przystojny- pomyślała.
avatar
Carmella Bannville
Uczeń

Liczba postów : 8
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Hayden Fitzgerald on Czw 5 Maj - 13:13

Po pierwszym spotkaniu - nie mówiąc o takim, podczas którego nie zamieniono chociażby jednego słowa - wyrabiał sobie, przede wszystkim, o swoim rozmówcy negatywne zdanie; tak przeważnie się działo i nic, w tym przypadku, nie mogło ulec zmianie. Co się tyczy również szufladkowania nieznanych mu zupełnie ludzi - Hayden potrafił spojrzeć na daną personą i z miejsca przydzielić ją do grupy lub podgrupy, aby nie zmienić o niej opinii przed szmat czasu. Biorąc pod uwagę, iż musiałaby nadejść okazja, by takowa mogła ulec przeistoczeniu, a z góry było wiadome, że nigdy nie nadejdzie, czekanie na nią przez drugą osobę było naprawdę marnotrawstwem czasu. Persony o przeciętnym wyglądzie nie wzbudzały jego zainteresowania, a ta tutaj Krukonka, była dla niego pospolitą dziewuszką, i aby taką ujrzeć wystarczy przejść się ulicami Londynu w godzinach szczytu. Owszem, dla Haydena dziewczyna powinna być słodka oraz niewinna, jednak opiniować mając na względzie ów pożądane przez niego cechy, nie było rozrywką godną Fitzgeralda. Poza tym nie uśmiechało mu się w każdej dzierlatce poszukiwać kogo tam właściwie ma znaleźć, bowiem uważał, iż jeśli z jakąś osobą jest mu dane posiąść bliższe kontakty to tak po prostu się stanie, on nawet o to nie musi zabiegać. Młodzieniec wierzył, że przypadek nie istnieje, także jego pomoc losowi w jakiejkolwiek sprawie jest zbędna.
- Zajebiście - stwierdził wyłącznie zaciągając się papierosem, a następnie, wyrzucając go poza barierkę niebezpiecznie wychylając się do tyłu, zeskoczył z niej i, nawet nie zaszczyciwszy dziewczęcia pożegnaniem, udał się w zupełnie inne miejsce. Doszczętnie nie rozumiał dlaczego się w ogóle do niego odezwała. Czyżby nagle w jego towarzystwie miały się pojawiać wyłącznie ludzie, których ma za trywialnych, nie mających - bynajmniej dla niego - nic do zaoferowania?
avatar
Hayden Fitzgerald
Prefekt

Liczba postów : 10
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Carther McRoe on Wto 1 Lis - 21:46

Nogi same zaprowadziły Carthera na kamienny most. Przez całą drogę myślał o tym, że rodzice sprawiliby mu niezły prezent, gdyby przysłali mu na urodziny miotłę... oczywiście, były wczoraj, ale wiadomo, że sowa nie doniesie wszystkiego w minutę. Zakładając, że wysłali mu tą paczkę właśnie wczoraj...
Usiadł na kamiennym murku. Nogi zwisały mu na tę drugą stronę - gdyby zdarzył się jakiś wypadek, w co wątpił, wylądowałby na posadzce parteru. Nie miał lęku wysokości, więc mógł najzwyczajniej w świecie sobie posiedzieć w tym dziwnym miejscu. Nagle zdał sobie sprawę z tego, że fajnie byłoby mieć kogoś do rozmowy. Kogoś, z kim mógłby pogadać o normalnych rzeczach. Hm...
avatar
Carther McRoe
Uczeń

Liczba postów : 14
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Wielka Brytania, hrabstwo Derbyshire

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Josie Fitzroy on Pon 7 Lis - 19:32

Josie dopiero kilka dni temu zagościła w zamku. Jej dwumiesięczna nieobecność zapewne rzuciła się w oczy wszystkim jej znajomym, których skromne grono w każdej chwili mogło się zupełnie rozpłynąć w eterze. Nie, żeby Fitzroy nie była osobą towarzyską; nie, żeby była dziwadłem, od którego najlepiej trzymać się z daleka, do czasu... Raczej, po prostu, nie goniła za uwielbieniem tłumów i odcinała się od tych wszystkich grupek, którym koniecznie trzeba kibicować, by znaleźć się w tej części braci uczniowskiej, która coś znaczy. Jej wystarczyło to, że miała pieniądze, mogła je wydawać na książki i jedzenie i gdzieś tam miała Spike'a, który był totalną szują, ale znajdował się ponad wszystkimi ludźmi, z którymi Josephine kiedykolwiek miała do czynienia. A teraz jeszcze ten przykry wypadek i kilkumiesięczne rehabilitacja, dochodzenie do siebie i przystosowywanie się do nowego życia.
- Hej, zaraz spadniesz – rzuciła nieco przestraszona, widząc osobnika siedzącego, jakby nigdy nic, na murku. I chociaż ona nie miała lęku wysokości, nie odważyłaby się na tak ryzykowny czyn. Wystarczyła chwila nieuwagi, jakiś wyjątkowo wredny uczeń, który widzi frajdę w uprzykrzaniu życia innym i tragedia gotowa! A ona nie mogła sobie na coś takiego pozwolić. Nie i już.
avatar
Josie Fitzroy
Uczeń

Liczba postów : 30
Czystość krwi : ¾
Skąd : Irvine

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Carther McRoe on Pon 7 Lis - 21:20

Słysząc nagle dziewczęcy głos, poruszył się gwałtownie, przez co o mały włos nie spadł. Mimo tak małego kroku od śmierci, na jego ustach wciąż gościł uśmiech. Kiedy w końcu spojrzał na dziewczynę, rozpoznał w niej Josie Fitzroy. Wiedział o niej tylko tyle, że była od niego o dwa lata starsza oraz, oczywiście, należała do Gryffindoru. Wiedział również, że co miesiąc gdzieś znikała... jednak Cartherowi było to obojętne, szczerze powiedziawszy. Obdarował Josie jednym ze swoich najlepszych uśmiechów, przeznaczonych tylko dla ścisłego grona przyjaciół, po czym zaśmiał się szczerze.
- Ja? - zapytał, patrząc Gryfonce w oczy. Całkiem ładne oczy... - Proszę cię... Cartherowi McRoe nigdy się to nie przytrafia. A ty co tutaj robisz, co?
Kiwnął lekko głową na Fitzroy, jakby chciał ponaglić jej odpowiedź.
- I... może usiądziesz? Nie boisz się? - dodał po chwili, podnosząc lekko brwi.
Josie Fitzroy była jak na zesłanie jego modlitw - znalazł się ktoś, z kim mógł porozmawiać w tym dziwnym miejscu... Gryfonka trafiła doskonale. Miał wspaniały humor oraz był bardzo chętny do rozmowy. Spojrzał na Josie, po czym ponownie się uśmiechnął. Bardzo szeroko.
avatar
Carther McRoe
Uczeń

Liczba postów : 14
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Wielka Brytania, hrabstwo Derbyshire

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Josie Fitzroy on Wto 8 Lis - 0:53

Nie mógł wiedzieć, że znika gdzieś co miesiąc. Na dobrą sprawę poza gronem pedagogicznym, jej rodzicami i uzdrowicielami, którzy opiekowali się nią w Mungu, a także samym sprawcą nikt więcej nie wiedział o jej lykanotropii. Wszak to zdarzyło się zaledwie trzy miesiące temu, gdy po jej kolejnej nieudanej interwencji w sprawie Spike'a wracała ciemnymi uliczkami sąsiadującymi z Nokturnem. A wszystko to tylko głupota ludzka i brak wyobraźni.
- Nieszczęścia chodzą po ludziach, najczęściej parami – stwierdziła, wzruszając ramionami. Ona wcale niczego nie sugerowała – ani nie była jakimś życiowym pechowcem, ani nie zamierzała pozwolić pechowi, by przeszedł i na nią, gdy Cartherowi coś by się stało. Jednak ostatnie wydarzenia zdecydowanie pozwoliły jej wyrobić sobie na ten temat odpowiednie, zupełnie nowe zdanie. – W tej chwili? Chyba próbuję oddychać świeżym powietrzem i oswoić się z otoczeniem – powiedziała, krzyżując ręce na piersiach i przyciskając je do ciała. Było chłodno, zaś ona nie była ubrana odpowiednio do pory roku i dnia. Nie mogła jednak specjalnie narzekać – temperatura, jaką odczuwała była o kilka stopni wyższa, niż w rzeczywistości, to jednakże nie oznaczało, że nie miała prawa trząść się jak osika. Była jednak silna, uparta i wytrwała i usilnie całą swoją postawą pokazywała światu, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Musiała nauczyć się szybko oszukiwać innych, a przy okazji również siebie.
- Nie, dzięki, mam jeszcze trochę oleju w głowie – rzuciła, uśmiechając się lekko. Chciała zdać OWUTEMy cała, a nie jako krwawa miazga. To nie było naprawdę nic osobistego.
avatar
Josie Fitzroy
Uczeń

Liczba postów : 30
Czystość krwi : ¾
Skąd : Irvine

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Carther McRoe on Wto 8 Lis - 19:44

Carther spojrzał w sufit i zamyślił się głęboko.
- Nieszczęścia... tego słowa chyba nie ma w moim słowniku - oznajmił po krótkiej chwili, kiwając potakująco głową.
Nagle podniósł się zwinnie i stanął stopami na murze. Zaczął się przechadzać w tę i z powrotem na barierce, patrząc prosto w oczy Josie.
- Oswajasz się z otoczeniem? A co, jestem aż tak dziwny? - zażartował, wiedząc, że Fitzroy z pewnością sobie tak w duchu myśli. Uśmiechnął się i skrzyżował ręce na piersiach. - Myślisz, że nie mam oleju w głowie?
Zmarszczył brwi, udając naburmuszonego. A trzeba wiedzieć, że Carther był nie tylko przystojny, ale również był doskonałym aktorem. Przypomniał sobie jak kiedyś, aby urwać się z eliksirów, udał chorego... a wiadomo, że profesor Snape jest bardzo przykładnym i wrednym nauczycielem. Prawda wydała się dopiero w Skrzydle Szpitalnym.
- No cóż, Josie, nie wiedziałem, że masz o mnie aż tak niskie mniemanie - powiedział, balansując po murku.
Z boku ta scena niewątpliwie wyglądała bardzo dziwnie. Chodził sobie po murze jak wariat, a Josie... właśnie, co robiła Gryfonka? Stała i z nim rozmawiała? Fajnie. Uśmiechnął się ponownie do dziewczyny, jakby chciał nakłonić ją do zeznań.


Ostatnio zmieniony przez Carther McRoe dnia Pią 11 Lis - 13:51, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Carther McRoe
Uczeń

Liczba postów : 14
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Wielka Brytania, hrabstwo Derbyshire

Powrót do góry Go down

Re: Most

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach