Dziedziniec

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elodie Larousse on Czw 17 Lis - 22:06

Uśmiechnęła się promiennie do Sophie, kiedy usiadła obok niej. Sięgnęła po fasolkę, jednak nie włożyła jej do ust i popatrzyła na koleżankę.
- Hej, Sophie - powiedziała, ciągle się uśmiechając. - Nie miałam ochoty iść na kolację... i wiem, że cukier jest niezdrowy, ale to sytuacja wyjątkowa.
Jej mina niemal natychmiast zmarkotniała, kiedy pomyślała o tej "wyjątkowej sytuacji".Kłótnia z Bastianem nie została oficjalnie zakończona, to fakt, więc nie zamierzała się do niego odzywać. Przynajmniej dopóki Bastek nie przeprosi. A taki powód był bardzo dobry, aby napychać się słodyczami w mroźny wieczór. Skrzywiła się i posłała szarą fasolkę, którą trzymała w rękach, w ciemność.
- Odstąpisz od zasady i skusisz się? - spytała, próbując się uśmiechnąć. Nie bardzo jej to wyszło. Wzięła do ust kolejną fasolkę, która okazała się smaku truskawkowego. Przełknęła ją ze smakiem. - Co cię sprowadza na dziedziniec o tej porze?
Rzeczywiście, było to bardzo zastanawiające, zwłaszcza w przypadku Sophie. Czyżby nie powinna być na kolacji i pilnować porządku, aby pierwszaki nie zaczęły rzucać się jedzeniem? Natomiast historia przybycia Elodie do tego miejsca była zupełnie inna - musiała odreagować ostatnie przeżycia, a także, najzwyczajniej w świecie, przewietrzyć się.
Uśmiechnęła się lekko do Sophie, po czym sięgnęła po kolejną fasolkę. Chwilę później okazało się, że była smaku brokułowego.

avatar
Elodie Larousse
Uczeń

Liczba postów : 86
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Nottingham

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Sophie Dashwood on Czw 17 Lis - 22:29

Założyła nogę na nogę i delikatnie przygładziła gustowny, szary płaszczyk, który nieznacznie zmarszczył się nad jej kolanem. Wieloletnia znajomość z Amelią Golightly nauczyła ją dbania o szczegóły - bo to właśnie one są wyznacznikiem perfekcji.
- Znudziło ci się wymienianie śliny z Bastianem i musisz w inny sposób podnieść sobie poziom endorfin? - zapytała z rozbrajającym uśmiechem. Teoretycznie to nie była jej sprawa i dla świętego spokoju nie powinna wracać do tego, co niefortunnie zastała w Pokoju Wspólnym Ślizgonów. Jednakże, czy ktokolwiek widział, by Sophie zaprzepaściła okazję do poszerzenia swojej wiedzy, jeśli mogła zrobić to w swój własny, uroczy i niezbyt nachalny sposób? Zwykła nazywać Manteza przyjacielem, to też naturalnym zdawał się, że interesuje się tym, co się z nim dzieje.
- Nie nazwałabym tego zasadą, po prostu ich nie lubię. Ale dziękuję - odparła, nieznacznie marszcząc nosek. Jeśli coś nie miało w sobie czekolady, dla niej nie miało prawa nosić miana słodkości. A Fasolki Wszystkich Smaków zajmowały na jej liście zaszczytne miejsce - bo co to za przyjemność narażać się na kosztowanie smaku trawy czy, uchroń Merlinie, wymiocin? - Przypuszczalnie to samo co ciebie - nie jestem głodna - wzruszyła nieznacznie ramionami. Doskonale wiedziała, że jej pora na posiłek przyjdzie dopiero późnym wieczorem, tak jak to być powinno. Z całą pewnością, ktoś zamiast niej zajmie się pilnowaniem porządku w Wielkiej Sali - dzisiaj nie musiała katować się widokiem obżerających się uczniów, podczas gdy ona będzie popijać jedynie herbatę. To zadziwiające, że nikt jeszcze nie postanowił oskarżyć jej o anoreksję bądź jakąkolwiek inną chorobę związaną z nieprawidłowym odżywianiem się!
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elodie Larousse on Czw 17 Lis - 22:52

Skrzyżowała ręce na piersiach, chwilę wcześniej odstawiając pudełko Fasolek Wszystkich Smaków na bok. Nie będzie sama jadła swojego ulubionego przysmaku - po pierwsze, to nie było kulturalne, a po drugie, przeszła jej ochota przez samo wspomnienie tamtego dnia w Pokoju Wspólnym. Teraz miała ochotę na coś innego... przechyliła głowę na bok i zaczerwieniła się, jakby wstydziła się własnych myśli. I zaraz potem przypomniała sobie, że dziś Bastian nie pocałuje jej na dobranoc: kłótnia nadal trwała. Przez chwilę zastanowiła się nad odpowiedzią.
- Wiesz... nie wiem. Jednak będę z tobą szczera - pokłóciłam się z nim na imprezie Liama i do tej pory nie przeprosił - wymamrotała z markotną miną. Z pewnością było widać, że bardzo jej zależy na Bastku, jednak ciągle nie wiedziała, czy on chce być tylko jej przyjacielem, czy też kimś więcej... westchnęła. - I niby co mam zrobić? Bardzo go lubię... a ty nam przerwałaś!
Zaśmiała się, szturchając Ślizgonkę żartobliwie w bok. Skoro Sophie chciała się dowiedzieć, proszę bardzo - Elodie podała jej wszystko na srebrnej tacy, oczekując porady, która, miała nadzieję, nadejdzie wraz z odpowiedzią Dashwood. Żałowała tylko, że ostatnio nie mogła spotkać się z Kaoru... Obie miały nawał obowiązków, ale aż tak, żeby w ogóle nie mieć dla siebie czasu? Ponowne westchnięcie ze strony Larousse.
- No to fajnie - uśmiechnęła się. - Przynajmniej sobie pogadamy... masz jakiś pomysł?
Trzeba przyznać, że Elodie czasem widziała Sophie spożywającą posiłki o dziwnych dla niej porach - więc z pewnością nie mogła być anorektyczką. Co do tego, sama nigdy nie posądziłaby swojej koleżanki o taką chorobę, znały się zbyt dobrze, więc każdą zmianę w jej zachowaniu odnotowałaby z niepokojem.
avatar
Elodie Larousse
Uczeń

Liczba postów : 86
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Nottingham

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Sophie Dashwood on Czw 17 Lis - 23:39

Może Elodie nazbyt wiele obiecywała sobie po zaledwie jednym pocałunku? Wszak do tej pory Bastian był jedynie jej przyjacielem, nie powinna więc oczekiwać, że to wszystko zmieni się w mgnieniu oka. Sophie ciężko było sobie wyobrazić, że miała by teraz cierpieć z powodu Liama. Całowali się i co z tego? Przecież to do niczego nie zobowiązuje, żadnej ze stron. Musiała cierpliwie czekać na rozwój wydarzeń. Tak, jak i Larousse.
- Wybacz, nie śledziłam waszych losów podczas imprezy. Oświeć mnie. Pokłóciliście się o...? - zachęciła ją do rozwinięcia myśli, z tym złudnym wyrazem twarzy, który mimowolnie wzbudzał w rozmówcy zaufanie. - Z resztą, jeśli chcesz znać moje zdanie, to nie masz co czekać na przeprosiny. Bastian to przede wszystkim mężczyzna, niezależnie jak mocno będzie się starał, nie zmieni tego - zachichotała, jednakże nie można było odmówić jej racji. Przedstawiciele płci brzydszej, rzadko kiedy wykazywali skłonność do przyznawania się do błędu, a przepraszali jedynie mając nóż na gardle. Owszem, można próbować ich bronić, przytaczać pojedyncze wypadki, kiedy ta teza nie ma prawa bytu, jednakże testosteron zawsze pozostanie hormonem dominującym. - Ktoś powinien. Okazywanie sobie uczuć w miejscach takich, jak Pokój Wspólny jest co najmniej niesmaczne - odpowiedziała, przekonana o słuszności tezy. Dashwood znana była ze swoich dość rygorystycznych poglądów dotyczących relacji damsko-męskich. Choć nazwanie ją pruderyjną to znaczna przesada, znacznie różniła się od tych wszystkich rozwiązłych panien, które w ich wieku pożegnały się z niewinnością.
- Zależy, pod jakim kątem pytasz - odparła wymijająco.
Niepodważalne uroki dzielenia wspólnej przestrzeni - tylko tak można dowiedzieć się o drugiej osobie rzeczy, które pozostawały niedostępne dla reszty świata.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elodie Larousse on Pią 18 Lis - 0:02

W tej sytuacji należy podkreślić, że Ślizgonka nie wyobrażała sobie nie wiadomo jakich rzeczy - nie chciała jedynie zrywać kontaktu z Mantezem, nieważne, czy mieliby być przyjaciółmi czy parą. Chciałaby tylko, żeby nic między nimi nie pękło, i tyle. Elodie uśmiechnęła się gorzko.
- Właściwie, to niepotrzebnie chyba poszłam na tę imprezę - mruknęła. - Dzień miałam popsuty, ale poszłam tam z Kaoru... i nie pasowało mi to, że oboje się nachlali. A mi nie wiem co się stało i tego dnia postanowiłam pozostać z normalną głową... i chyba palnęłam coś głupiego, nie pamiętam. No cóż. Jestem uparta, może się za mną stęskni.
Zmarszczyła brwi i naburmuszyła się. Doprawdy, dopiero teraz zdała sobie sprawę z błahości ich kłótni. Spojrzała morderczo na pudełko fasolek, jakby zamierzała je podpalić samym spojrzeniem. Co jak co, może byłby to dobry pomysł: Elodie podkładająca nóż do gardła takiemu byczkowi jak Bastian? Śmieszne. Prędzej to ona zostałaby przygnieciona do ściany.
- Bardzo przepraszam w swoim imieniu - zachichotała. Jak dla niej okazywanie sobie uczuć nie było uzależnione od miejsca... ważne, żeby byli sami i nikt im nie przerywał. Co prawda ona traktowała swoją cnotę poważnie i nie zamierzała jej oddać byle komu, ale nie sądziła, czy na razie znalazł się ktoś odpowiedni. Uśmiechnęła się do siebie. - Nigdy nie zrobiłaś czegoś głupiego i szalonego? To było coś takiego.
Oczywiście, Elodie mówiła to wszystko Sophie tylko i wyłącznie pod warunkiem, że nikomu tego nie powie - od czasów imprezy nie rozmawiała z Kaoru, więc nie miała się komu zwierzyć. Zmarkotniała i spojrzała na Dashwood.
- Dobra, dobra, nie chcesz o sobie gadać - pokiwała głową, uśmiechając się lekko. - Możemy porozmawiać o moich problemach...
Wzruszyła lekko ramionami, czując się zupełnie wypraną z emocji. No tak. Dzielenie wspólnej przestrzeni - znoszenie humorów drugiej osoby.
avatar
Elodie Larousse
Uczeń

Liczba postów : 86
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Nottingham

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Sophie Dashwood on Pią 18 Lis - 0:43

W takim razie, może powinna pomyśleć o tym wcześniej? Bo choć pocałunek nie zobowiązuje do niczego, to z pewnością może przekreślić wiele. Jeśli nie wszystko. Tak to już bywa, że niektóre tereny są wyjątkowo niebezpiecznie i trzeba niebywale uważać, jeśli zdecyduje się postawić na nich nogę.
- Och, przesadzasz. Mnie się tam nawet podobało - orzekła, a wiadomym było, że jej zdanie jest świetne. Wszak żadna impreza nie może zostać okrzyknięta epicką, jeśli nie zaakceptuje tego Królowa, czyż nie? - W każdym razie, filozofia jest prosta. Jeśli to ty zawiniłaś, ty przepraszasz. Jeśli wolisz zajadać się słodyczami, przybrać na wadze i nie zrobić z tym nic, to też twój wybór - oznajmiła wciąż słodkim, choć mało emocjonalnym tonem. Nie potrafiła dostrzec w tym wszystkim problemu, nic więc dziwnego, że niezbyt przejęła się nieszczęściem Elodie. Empatia nigdy nie była jej mocną stroną, a jednak mimo wszystko ludzie uwielbiali wylewać żale wprost w jej ramię, oczekując rady, współczucia i multum innych. Najwyraźniej nigdy nie będzie jej dane dowiedzieć się, dlaczego.
- Cóż, nigdy nie pocałowałam Bastiana i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nigdy tego nie zrobię. To nie mieści się ani w mojej definicji głupoty, ani szaleństwa - odparła, dość zniesmaczona tą wizją. Niestety, teoria Elodie miała pewne wady: bo jeśli okazuje się uczucia w miejscu publicznym, czy nie jest się z założenia skazanym na niepożądane towarzystwo? No właśnie. Jeśli ludzie naprawdę coś do siebie czuli, zdaniem Sophie nie musieli udowadniać sobie tego na każdym kroku.
Sekrety Larousse były u niej bezpieczne. Przynajmniej, dopóki nie będzie musiała ich wykorzystać do własnych celów (co jeszcze nigdy jej się nie zdarzyło, tak swoją drogą). Można więc orzec ją całkiem zaufaną powierniczką.
- Bo nie ma o czym mówić - wzruszyła jedynie ramionami, jak gdyby chciała pokazać, że nie ma czego ukryć i o wiele bardziej woli się skupić na rozmówczyni. - Zamieniam się w słuch, Elodie - uśmiechnęła się zachęcająco, wyciągając z kieszeni rękawiczki w kolorze szmaragdu, doskonale pasujące do kaszmirowego szalika.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elodie Larousse on Pią 18 Lis - 16:55

Zapatrzyła się w jedną z wież zamku, uważnie słuchając wypowiedzi Ślizgonki. Jednak kiedy powiedziała, że osoba winna ma przeprosić - w tym wypadku chyba chodziło o Elodie - wyprostowała się gwałtownie.
- Ale to nie tylko moja wina! - zaprotestowała. - On też mi nawtykał. Może raczej chodziło ci o to, żebym pierwsza wyciągnęła do niego rękę?
Zastanowiła się. No tak. Gdyby spróbowała się pogodzić z Bastkiem, musiałaby czekać na jego pozytywną reakcję. Natomiast, jeśli miałby bardzo zły humor, a co za tym idzie również dzień - konflikt niewątpliwie pogłębiłby się, w ogóle nie zadowalając obu stron. Mówiąc krótko - wszystko zależało od chłopaka, ona była zdecydowana przeprosić za siebie i swoje zachowanie, cokolwiek złego zrobiła. Ale czy on przeprosiłby za swoje błędy? Zauważyła, że to bardzo trudny i wątpliwy temat, w którym było za dużo "co by było gdyby".
Uśmiechnęła się lekko w reakcji na wypowiedź Sophie.
- Och, problem z Bastianem jest bardzo groźny dla mojej figury! - zachichotała, chwilę potem poważniejąc. - Ale może go przeproszę. Złapię go rano przed lekcjami...
Przechyliła głowę na bok, patrząc na koleżankę. Hm. Już układała sobie w głowie przeprosiny, kiedy przypomniało jej się coś ważnego.
- I wiesz, może skończmy obgadywać Bestię, bo jeszcze się wkurzy, czy coś, jak się dowie... - powiedziała, przenosząc wzrok na okna Wielkiej Sali. On gdzieś tam był i w ogóle nie zdawał sobie sprawy z tego, ile zdań zostało wypowiedzianych na jego temat. Fascynujące. - A co u Liama?
Nawet mimo sprawy z Mantezem Elodie wciąż myślała o tym wyjątkowym Krukonie. Ciągle była jego wielbicielką - jak na razie wszystko zależało od Bastiana i jego decyzji, czy jest skłonny ponownie wkupić Larousse w swoje łaski.
Nagle Elodie zdała sobie sprawę, że jej życie jest pełne pytań bez odpowiedzi, których nijak nie potrafiła znaleźć. Od tego całego myślenia rozbolała ją głowa.
avatar
Elodie Larousse
Uczeń

Liczba postów : 86
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Nottingham

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Sophie Dashwood on Pią 18 Lis - 17:53

Niewątpliwie dziedziniec transmutacji miał w sobie coś niezwykłego, zapewne tak, jak pozostała część zamku. Sophie, która szczególnie upodobała sobie to miejsce, nie potrafiła zrozumieć, dlaczego unikają go inni uczniowie. Przecież w każdej chwili mogła poświadczyć, że profesor McGonagall wcale nie pojawia się tu tak często, jak można by przypuszczać.
- Bez różnicy - wzruszyła ramionami, zakładając za ucho kosmyk ciemnych włosów. - W obu przypadkach okażesz się mądrzejsza. Stwierdzenie, że wina zawsze leży po obu stronach, jest mocno przesadzone i czysto teoretyczne.
Nie ma co, iście rosyjska ruletka. Kolejne stwierdzenie skwitowała jedynie uśmiechem; nie wypadało jej nawet powiedzieć, że jeśli ta kłótnia dalej potoczy się tym samym torem, już niedługo Larousse może wyglądać jak Hayworth. Oczywiście, próżno oczekiwać, by takie słowa opuściły jej usta - każdy, kto ją zna, z ręką na sercu może powiedzieć, że nigdy w życiu nie znalazła się nawet w pobliżu próby obrazy.
- Komu jak komu, ale sądzę, że nam to wybaczy - porozumiewawczo mrugnęła do Elodie. Jak zwykle nie potrafiła niczym przejąć się wystarczająco, a całą sprawę bagatelizowała z typowym dla siebie urokiem. Na nią nie dało się długo denerwować, o chowaniu urazy już nie wspominając. Oczywiście, należało odjąć te wszystkie przypadki, które postanowiły się jej postawić i dość boleśnie zostały usadzone - nie ma róży bez kolców, czyż nie? - Liama? - powtórzyła, zastanawiając się, dlaczego pyta. Mimo wszystko, pozostawała nieświadoma jej afektu do Hamiltona, a jedynym racjonalnym wyjaśnieniem zdawało się to, że studiując ich zachowanie na melanżu musiała się czegoś domyślić. Bo przecież nie mogła wiedzieć o ich pocałunku. - Nie wiem, raczej nie utrzymuję z nim bliższych kontaktów. O niego chyba powinnaś pytać Lettie - zaśmiała się, równocześnie starając się pozbyć wszelakich domysłów. Oj, nie lubiła, gdy rozmowa zaczynała wkraczać na jej prywatne tereny.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elodie Larousse on Pią 18 Lis - 19:07

Elodie również uważała, że to miejsce było wyjątkowe. Co jak co, ale połowę wolnego czasu spędzała właśnie tutaj, w towarzystwie albo samotnie. Każda opcja była dobra - zależnie od jej humoru.
- A więc dobrze - zaczęła powoli. - Jutro postaram się coś zrobić. Ale na razie: sza! A wiadomo, może wszystko pójdzie dobrze...?
Zaśmiała się, chowając dłonie w kieszeniach swojego zielonego płaszcza. Była przekonana, że obelgi i przekleństwa po prostu nie mogły przejść przez słodkie usteczka Sophie, to wydawało się najzwyczajniej w świecie nierealne. Jeśli Ślizgonka była zmuszona do jakichś gorszących działań, w ostateczności robiła wszystko po cichu i bez rozgłosu. Uśmiechnęła się lekko do Dashwood, pokazując śnieżnobiałe ząbki.
- Może - skomentowała opinię koleżanki, przenosząc wzrok na zachmurzone niebo. Nie mogła sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widziała gwiazdy. - Widziałam, jak rozmawialiście na imprezie... może mówił coś ciekawego? A Lettie pewnie i tak zapytam.
Ponownie się uśmiechnęła. Doskonale zdawała sobie sprawę, że Sophie nie spodobało się jej pytanie - może i próbowała grać grzeczną dziewczynkę i po części jej się to udawało, ale wszystkich swoich uczuć ukryć nie mogła. Zresztą, Dashwood musiała mieć bardzo skryte serce - można spytać kogokolwiek, ile wie na temat Królowej. Ile? Mało. Sophie ukrywała bardzo dużo i jak dotychczas to się jej udawało.
- Zimno mi, a tobie? - spytała Elodie, poprawiając swoje długie, rude włosy. Przyłożyła dłoń do policzka. Zmarzła jak cholera.
avatar
Elodie Larousse
Uczeń

Liczba postów : 86
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Nottingham

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Sophie Dashwood on Pią 18 Lis - 23:32

Dashwoodówna dopiero zaczynała odczuwać potrzebę posiadania miejsca odosobnienia. Choć sprawowała rolę Królowej od zaledwie kilku miesięcy, momentami to ciągłe zainteresowanie jej osobą już stawało się uciążliwe. Dopiero teraz zaczynała rozumieć, dlaczego jej poprzedniczka tak często uciekała do hangaru. Kto wie, może nawet udałoby się jej przysposobić jej samotnię do własnych celów?
- Pożyjemy, zobaczymy - odparła z uśmiechem, choć temat kłótni już jej się znudził. Znała jej przyczynę, wiedziała o dalszych zamierzeniach... czy potrzebowała czegoś więcej? Nawet, jeśli Elodie zataiła przed nią jakąś informację, jeśli będzie jej potrzebować, informatorzy dostarczą ją jej w mgnieniu oka.
Warto by dodać, że Sophie działała nie tylko po cichu, ale głównie rękami innych osób, co w przypadku rozgłosu (bo co to za niszczenie osoby, jeśli nie robi się tego publicznie) odciągało od niej wszelkie oficjalne podejrzenia. Taktyka Golightly była genialna i niezawodna, Ślizgonka nie widziała więc żadnych powodów, by nie kultywować jej dalej.
- Nie, raczej nie... - Z wyjątkiem tego, że cały czas wyglądał, jakby nie myślał o niczym innym poza ponownym wepchnięciem mi języka do ust... Co było niebywale przyjemne, dokończyła w myślach. - Przyniósł mi kremowe piwo i chwilę rozmawialiśmy o błahostkach, nic godnego wartego uwagi - zamyśliła się na chwilę, jakby chciała przypomnieć sobie jakiś bardziej interesujący szczegół, jednakże w efekcie pokręciła jedynie głową, dając Elodie do zrozumienia, że nic więcej w tym temacie nie ma. Natomiast do kolejnego stwierdzenia należałoby wprowadzić sporą poprawkę: Sophie była grzeczną dziewczynką, a i nigdy nie próbowała ukryć tego, że serce ma, wręcz przeciwnie. Może i nie obnosiła się zbytnio ze swoimi uczuciami, uparcie skrywając te negatywne, jednakże było to spowodowane li i wyłącznie jej opinią, że to wszystko jest tylko i wyłącznie jej własną sprawą, a inni nie muszą być o tym informowani.
- Un poco - odparła po hiszpańsku. - Wracamy do dormitorium? Nie mogę się doczekać, aż pokażę ci sukienkę, którą dzisiaj rano wysłała mi Amelia. Jestem pewna, że kiedy wreszcie otworzy swój butik, będzie zarabiać na nich miliony, bo są genialne.
avatar
Sophie Dashwood
Prefekt
Królowa Pszczół

Liczba postów : 103
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Sheffield

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elodie Larousse on Sob 19 Lis - 14:50

Uśmiechnęła się lekko i spojrzała na swoje buty.
- Aha - podsumowała temat Liama wiedząc, że niczego więcej się nie dowie. Tak jak napisano wcześniej - "wszystko jest tylko i wyłącznie jej własną sprawą, a inni nie muszą być o tym informowani". Święta prawda. Elodie nie wiedziała, jak Sophie znosi to wszechobecne zainteresowanie jej osobą, bo Larousse z kolei robi się opryskliwa już wtedy, kiedy nauczyciel skupia na niej całą swoją uwagę. Nieco denerwujący element jej osobowości.
Na wspomnienie sukienki wysłanej przez Amelkę, podskoczyła do góry i wstała, uśmiechając się szeroko.
- Jasne, że idziemy do dormitorium! - zawołała, poprawiając swój płaszczyk. - Muszę zobaczyć tę sukienkę... Amelia zawsze miała talent. No, chodźmy wreszcie!
Posłała Sophie zachęcający uśmiech, po czym złapała ją za rękę i pociągnęła w kierunku lochów, gdzie znajdowała się kwatera Ślizgonów. Przez całą drogę do tego miejsca, wypytywała Dashwood o wszelakie szczegóły dotyczące sukienki, aby jak najszybciej zapomnieć o ich poprzedniej rozmowie. Jakby w ogóle jej nie było. Nie mogła się już doczekać, aby zobaczyć najnowszą kreację Sophie.
avatar
Elodie Larousse
Uczeń

Liczba postów : 86
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Nottingham

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Lily Grey on Pon 2 Kwi - 20:46

Lily chciała odetchnąć świeżym powietrzem. Lubiła Dziedziniec Transmutacji, więc pomyślała, że byłby on idealnym miejscem na odpoczynek. Dziewczyna czuła całą drogę, że dzisiaj może uda się jej coś napisać. Pobiegła, więc szybko do dormitorium po pióro i pergamin, wrzuciła to wszystko do torby i ruszyła na Dzieciniec. W głowie już układała sobie rymy do wiersza, który ,,może" uda jej się dzisiaj napisać. Ułożyła już w swojej głowie nawet niezły (według niej) wstęp, kiedy dotarła na miejsce. Zobaczyła kamienne ławki na jednej z nich leżała kupka liści, które musiały spaść z tego wielkiego drzewa, które rośnie nieopodal. Chociaż dziewczyna lubiła to zimno kamiennych ławeczek, dzisiejszego dnia jednak wolała usiąść przy drzewie. Opara się o jego szeroki pień, ze swojej torby wyciągnęła kawałek pergaminu, pióro i kałamarz z atramentem, by po chwili zacząć pisać. Słychać było dźwięk pióra skrobiącego po papierze...
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elle Attwood on Pon 2 Kwi - 20:57

Wiał chłodny, porywisty wiatr. Spierzchłe od zimna usta Elle rozchylały się co kilka sekund, by nabrać kolejną porcję świeżego, zbawczego powietrza. Mimo że trzęsła się jak osika, ubrana w bardzo leciutki, przewiewny sweterek, nie zamierzała wrócić do zamku. Dlaczego? Miała dość spojrzeń i szeptów. Była małą, szarą myszką, która panicznie bała się hałasu i uwagi. A ludzie obrali ją sobie jako obiekt obserwacji, co sprawiało, że czuła się jeszcze bardziej drobna, a co najgorsze, bezbronna. Nie umiała się obronić, stanąć twarzą w twarz z tymi ludźmi, by choć trochę przybliżyć im swoją nietypową osobowość.
Stała teraz na dziedzińcu, wpatrzona w tylko sobie znane miejsce, swój azyl, swoje miejsce na ziemi. Kochała ten zamek i każde źdźbło trawy rosnące na błoniach. Elle idealnie współgrała z naturą, była równie delikatna, jak liść tańczący na wietrze. Każdy dotyk mógł skończyć się naderwaniem jej wątłej konstrukcji. Może dlatego nikomu nie pozwalała się dotknąć, taka bliskość napawała ją nieskrywanym przerażeniem.
Dostrzegła, że nie jest tu sama. Lily Grey, koleżanka z tego samego domu, ze skupieniem przygryzała końcówkę pióra, pisząc coś zawzięcie. Nie była w stanie zrobić w jej stronę choćby najmniejszego kroku. Coś ją paraliżowało. Coś, czego nawet sama nie umiała nazwać.
- Cześć. - cicho przywitała dziewczynę, a jej głos zadźwięczał delikatnie. Machinalnie skrzyżowała ręce na piersiach, jakby bezgłośnie chciała się obronić. Nieznacznie przekrzywiła głowę i spojrzała na pergamin, który Puchonka dzierżyła w dłoniach.
avatar
Elle Attwood
Uczeń

Liczba postów : 96
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Edynburg

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Lily Grey on Pon 2 Kwi - 21:08

Lily zaczęły drżeć ręce. Żałowała, że nie wzięła rękawiczek, dopiero teraz zauważyła jak zimny wieje dzisiaj wiatr. Zawsze mogła wrócić do ciepłego zamku i tam skończyć pisanie, jednak było tam głośno, a hałas zakłócał jej spokój. Poza tym to miejsce miała swój urok, tutaj bardzo dobrze jej się pisało, miała ,,wenę twórczą", w końcu coś ją natchnęło. Dziewczyna głębiej schowała swoją zmarznięte dłonie w rękawy swej czarnej szaty i powróciła do pisania. Jej pióro jak szalone mknęło po pergaminie. Pisała, by po chwili coś skreślić. Usłyszała za sobą cichy głosik. Obróciła się szybko, zastanawiając się kto zaburzył jej ciszę. Była to jakaś Puchonka. Lily zagłębiła się w swoje myśli, zastanawiając się kim jest ta dziewczyna. Po chwili ją olśniło, przypomniała sobie, że ta jasnowłosa to Elle Attwood i jest od niej o rok starsza. Nigdy nie zwróciła na nią szczególnej uwagi. Dziewczyna nie rzucała się w oczy i była skryta, może dlatego Lily z początku jej nie kojarzyła.
-Cześć- odpowiedziała jej. Zauważyła, że Elle przypatruję się trzymanemu przez nią pergaminowi. -Co Cię tak interesuję?- zapytała z żywą ciekawością w głosie.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elle Attwood on Pon 2 Kwi - 21:20

Sekundę po tym, jak się odezwała, pożałowała tego. Przecież z własnej woli doprowadziła do tego, że ktoś zwrócił na nią uwagę! Coś takiego nigdy nie powinno się zdarzyć. Ta konsternacja była widoczna również na jej twarzy. Przygryzła dolną wargę, delikatnie zmarszczyła brwi, przez zmarznięte policzki przepłynęła fala gorąca. Szybkim ruchem głowy zgarnęła anielskie blond loki na twarzy, by ukryć wyraz zakłopotania.
- Coś piszesz. - odpowiedziała, nie przebierając w słowach. Przebywanie w czyimkolwiek towarzystwie doprowadzało do tego, że traciła umiejętność wysławiania się. Pewnie nawet nie byłaby w stanie się przedstawić.
Nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Oczy błądziły jej we wszystkie strony, nie mogąc znaleźć żadnego miejsca zaczepienia. W końcu zrobiła kilka chwiejnych kroków przed siebie i usadowiła się na kamiennej ławce, nie dbając o to, że usiadła na kępę liści. Splotła dłonie i powoli przeniosła wzrok na swoją rozmówczynię. W jej oczach czaiła się niepewność. Miała tylko nadzieję, że dziewczyna nie zbliży się do niej nawet w najmniejszym stopniu, bo pewnie dostałaby zawału ze strachu.
Panna Attwood prezentowała się nadzwyczaj niecodziennie. Jej drobna sylwetka jakby kurczyła się w oczach, nietypowa uroda chciała poinformować wszystkich o swoim blasku, ale Elle starała się ją opanować. Nigdy w życiu nie wypowiedziała więcej niż dwa zdania złożone pod rząd, a wynikało to z tego, że patrzyła na świat z nieśmiałością dziecka, które przeraża ogrom nieznanego otoczenia.
avatar
Elle Attwood
Uczeń

Liczba postów : 96
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Edynburg

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Lily Grey on Pon 2 Kwi - 21:29

Zakłopotanie jasnowłosej zdziwiło pannę Grey. Dziewczyna miała nawet wrażenie, że Attwood jej się boi. Czerwonowłosa zdawała sobie sprawę, że wygląda na straszną osobą i są osoby, które się jej boją, jednak zachowanie Elle i tak ją trochę zdziwiło. W końcu są w jednym domu, dziewczyna chyba nie myśli, że Lilka może jej coś zrobić. No ale koniec zamartwiania się taką sprawą.
-Ano piszę, piszę. Wiersz, przynajmniej mam nadzieję, że tak to będzie wyglądać.- zaśmiała się cicho. Jej rozmówczyni usiadła z dala od niej. No trudno jej sprawa. Jednak Lily coś nie dawało spokoju. Zawładnęło nią jakieś uczucie. Złość? Nie, to nie to. Tym razem było to coś innego, zupełnie innego. Smutek. -,,Czyżby moja ,,lepsza" strona się uaktywniła."- zaśmiała się ironicznie w myślach.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elle Attwood on Pon 2 Kwi - 21:39

Strach Elle wynikał z czegoś zupełnie innego. Ona nie bała się konkretnych osób, po prostu ludzie ją wprawiali w osłupienie. Bardzo intensywnie odczuwała wszelkie bodźce, dlatego była w stanie szybko rozszyfrować drugiego człowieka. Mimo pozytywnych wrażeń, intuicja kazała jej się mieć na baczności, nieważne czy to Puchon, czy Ślizgon. Tak było również w przypadku Lily, która nawet w najmniejszym stopniu nie dała jej powodu do niechęci. Taka już była Elle i ciężko było to zaakceptować, nawet osobom, które miały okazje ją poznać. To po prostu osoba siłą doklejona do tego świata i rzeczywistości.
- Pewnie tak będzie. - uśmiechnęła się nieznacznie i odgarnęła niesforny kosmyk z twarzy.
Przeszedł ją zimny dreszcz, który zapewne nie umknął uwadze Lily.
- Zimno. - skwitowała cicho, patrząc przed siebie.
Mimo nieśmiałości Elle, w jej towarzystwie ludzie czuli się komfortowo. Nigdy na nikogo nie nakrzyczała ani nie oceniła pochopnie. Zawsze znajdowała czas, by kogoś wysłuchać, a sama nie zajmowała innych swoją osobą. Kto wie, może otworzy się przed Lily. Jednak na pewno nie nastąpi to dzisiaj. Ani jutro.
avatar
Elle Attwood
Uczeń

Liczba postów : 96
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Edynburg

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Lily Grey on Pon 2 Kwi - 21:57

Uśmiech Elle bardzo ucieszył Puchonkę. Sama nie wiedziała czemu. Może dlatego, że jasnowłosa nie była taka jak inni. Była cicha, umiała słuchać, Lily nigdy nie widziała, by z kogoś kpiła. Cisi ludzie potrafili słuchać. Grey wsłuchała się w szum wiatru. Był on wolny i robił to, co chciał. Lily wiele by dała, żeby też tak móc... Zauważyła, że Elle się zatrzęsła. Faktycznie robiło się coraz zimniej. Lily powoli wstała i wrzuciła pergamin i pióro do torby. Wolny krokiem podeszła do jasnowłosej i podała jej swój szalik, po czym bez słowa usiadła obok dziewczyny na ławce. Siedziała tak dłuższą chwilę, delektując się ciszą i myślała. Szególnie interesował ją fakt co jasnowłosa tu robi. Nieczęsto spotyka się tu kogokolwiek. Uczniowie unikali Dziedzińca, chociaż był on (przynajmniej zdaniem panny Grey) bardzo sympatycznym miejscem.-Jak będziesz chciała mogę Ci przeczytać to, co do tej pory napisałam.- rzekła cicho i wpatrzyła się w niebo.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elle Attwood on Czw 5 Kwi - 21:44

Dostrzegła zadowolenie w oczach rozmówczyni. Oczywiście, wprawiło ją to w zakłopotanie, jednak nie tak ogromne, jak to początkowe. Chyba panna Attwood robiła małe postępy. Oby ten postęp nie został wstrzymany. Wszystko zależy od Lily i od jej zachowania. Miała nadzieję, że dziewczyna nie zmniejszy dystansu między nimi, który dawał Elle chociaż pozory bezpieczeństwa.
Jednak tak się nie stało. Z przerażeniem obserwowała wstającą Puchonkę, która zdecydowała się usiąść tuż obok niej! Nerwowo zacisnęła drobne piąstki i wbiła wzrok przed siebie. Próbowała wmówić sobie, że wytrzyma, da radę, nie ruszy się.
Niestety, na tym się nie skończyło. Elle była teraz w posiadaniu szalika Lily, otworzyła usta, by najnormalniej w świecie podziękować, ale nie była w stanie wykrztusić ani słowa. Uśmiechnęła się tylko do niej z wdzięcznością i opatuliła się kawałkiem materiału. Może nie było piorunującego efektu, ale i tak zrobiło jej się odrobinę cieplej i nie trzęsła się już aż tak przeraźliwie.
Gdy dziewczyna znów ją zagadnęła, czuła się zobowiązana do odpowiedzi. Przecież nie może w nieskończoność milczeć, czas się przełamać.
- Chętnie posłucham. - wręcz szepnęła, licząc na to, że dziewczyna ma dobry słuch i nie będzie musiała tego powtarzać.
Postronny obserwator mógłby się bardzo zdziwić, z jakimi problemami styka się Elle. Niektórzy walczą z nałogami, wszelkiej maści używkami, a ona boryka się z czymś tak banalnym, jak lęk przed ludźmi, kontaktem z nimi. Może dla innych to niedorzeczne, ale dla panny Attwood to problemy o randze międzynarodowej, których nie należy bagatelizować. Ot taka dziwna osóbka.
avatar
Elle Attwood
Uczeń

Liczba postów : 96
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Edynburg

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Lily Grey on Czw 5 Kwi - 22:39

Zauważyła zakłopotanie rozmówczyni. Ludzie nie są aż tak źli, przynajmniej nie wszyscy, jednak w każdym jest cząstką przysłowiowego dobra i zła. Lily nie rozumiała tego przerażenia Elle, przynajmniej nie aż w takim stopniu. Rozumiała, że dziewczyna ma jakiś problem z kontaktami międzyludzkimi, wiedziała, że on jest, jednak nie miała do końca pojęcia na czym dokładnie polegał. Nie mieszała się w życie innych, bo ją to nie interesowało. Miała jednak nadzieję, że Puchonka kiedyś przyzwyczai się do jej towarzystwa. Wiedziała, że potrwa to trochę czasu, jednak mogła poczekać. Będzie uczyła się w ten sposób cierpliwości. Zauważyła, że Elle sprawia, że dziewczyna jest przy niej spokojniejsza i o wiele milsza? Cieszyło ją to, może w końcu przestanie zgrywać straszną i twardą dziewczynkę.
Lily wiedziała, że Elle jest teraz trochę cieplej i że dziewczyna nie mogła nic powiedzieć, jednak kiedy usłyszała, że jest chętna do posłuchania jej literackiej miernoty wstała i wyrecytowała cicho:
-[b]Tyle spraw niedokończonych,
tyle rzeczy niezrobionych,
a czasu tak mało pozostało
i pióro już się wypisało...



Wiersz jest mojego autorstwa i prosiłabym o nie kopiowanie go bez mojej wiedzy.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elle Attwood on Pią 6 Kwi - 10:19

Tak, przebywanie z Elle to prawdziwa lekcja cierpliwości. Jej lęk jest spowodowany zupełnie irracjonalnym przeczuciem, że została umieszczona w niewłaściwych realiach. Nie umie poradzić sobie z tymi tłumami snobistycznych ludzi, którzy kipią agresją i wierzą w to, że siłą perswazji podbiją cały świat. Elle nigdy nie chciała być taka, dlatego aż do teraz zachowała w sobie duszę dziecka, które po prostu funkcjonuje, bez przynależności do żadnej klasy, bez konieczności przyjmowania konkretnych, narzuconych modelów zachowań. Bo przecież nikt niczego nie wymaga od drobnej, cichej Elle, która stoi gdzieś w oddali. Jedyne, co można u niej znaleźć to azyl, przystanek pełen spokoju. Przy niej nawet najwięksi złośliwcy na chwilę zrzucają maski, by stać się po prostu sobą. Kto wie, może Elle będzie miała dobry wpływ na Lily i dziewczyna zacznie lubować się w tej dobrej części swojej świadomości?
Uważnie obserwowała wstającą Puchonkę. Miała wrażenie, że dziewczyna się tremuje. Czyżby zależało jej na opinii Elle? Na samą myśl jej policzki pokryły się delikatnym rumieńcem. W razie czego, zawsze można było obwinić za to silny wiatr. Zamknęła oczy i wsłuchała się w słowa wiersza. Skończył się tak szybko, nie zdążyła przenieść się w świat fantazji, gdzie wszystko było bardziej kolorowe i po prostu piękne.
Uśmiechnęła się subtelnie do Lily, która zerknęła na nią z wyczekiwaniem.
- Szkoda, że tak krótko. - przyznała i przejechała palcem po swym czerwonym uchu, które zaczęło ją piec z zawstydzenie. Czasami naprawdę nie znosiła swojej natury. Nie mogłaby się raz zachować jak człowiek? W taki sposób zostanie skazana na samotność do końca życia. A może to jednak piękna perspektywa? Ciężko stwierdzić.
avatar
Elle Attwood
Uczeń

Liczba postów : 96
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Edynburg

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Lily Grey on Pią 6 Kwi - 11:28

Te lekcja cierpliwość była miłym doświadczeniem dla Puchonki. Tłumy snobistycznych ludzi. Ludzi, tudzież dzieci, które całe życie dostawały to, czego chciały za pieniądze bogatych rodziców. A potem wielkie zdziwienie, że w szkole nie ma sług, którzy odwalaliby za nich czarną robotę, no chyba że wykorzystają jakiś biednych pierwszaków, jakże czerwonowłosa nie lubiła takich typków. Co prawda sama taka kiedyś była, jednak bardzo szybko poznała wartość pieniądza i doskonale wiedziała, że nie zawsze możemy mieć to, czego pragniemy. Klasy społeczne, dziewczyna nie rozumiała po co ktoś ustanowił coś takiego. Przecież wszyscy ludzie są tacy sami. A z pozoru groźna Lilka była naprawdę miła i nieśmiała, ale swoją prawdziwą część maskowała obojętnością i złością, bo nie chciała by ktoś zaczął ją oceniać i przyłączać do jeden z tych idiotycznych klas.
-Wiem, że trochę krótko, jednak nie mam pomysłu co jeszcze mogłabym tu napisać.- rzekła ze smutkiem w głosie. Była naprawdę ciekawa jak oceni jej pracę Puchonka. Jednak po chwili wpadła na inny pomysł. Szybko przerzuciła kartki w swoim notesie i zaczęła mówić inny tekst:
-Zawsze miałam nadzieję,
że to się kiedyś zmieni,
że znów coś między nami będzie
i przystopujemy w tym szalonym pędzie.

Lecz teraz wiem, że się myliłam,
a nadzieja ma złudną była.
Ponieważ tylko się mijamy,
a rąk już sobie nigdy nie podamy.
- szybko usiadła na kamienną ławeczkę. -Trochę taki niedopracowany tekst.- rzekła cicho.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Tony Rutherford on Pią 6 Kwi - 13:17

Szary dzień nie borykał się z żadnymi problemami, nie zachęcał do głębszego poznania, nie dawał złudnych nadziei. Słońce nie mamiło promieniami, zwodniczo uciekając przy każdym podmuchu wiatru - gęsia skórka nie pojawiała się na ciele. Pochmurne niebo, buzujące drobinki kurzu w powietrzu, odgłos kroków, gdy samotnie przemierzało się kolejne korytarze.
W takich momentach rzadko kiedy można było spotkać kogokolwiek.
Rutherford nie potrzebował towarzystwa, bynajmniej nie innego, niż paczka mugolskich papierosów oraz stara, wysłużona już książka w dłoni. Wolumin trzymał w pewnym uścisku, gdy powolnym krokiem wędrował ze szkolnych lochów na pierwsze piętro. Gdy niebo miało zaraz zarwać się nawałnicą, nie spodziewał się spotkać tu nikogo innego.
Siedział na ławce - ukrytej za konarem jednego z drzew - już dłuższą chwilę. W samotności, przerywanej jedynie cichym sykiem zapalniczki, delektował się lekturą. W końcu jednak jego kryjówka została odkryta, on jednak - wciąż niezauważony. Zamknął książkę, zaznaczając palcem miejsce, w którym skończył czytanie i znieruchomiał na chwilę, starając się rozpoznać głosy.
Tylko jeden był w stanie dobiec do jego uszu, nie potrafił jednak przyporządkować go do twarzy. Kolejne słowa, które wypełniały ciszę, raniły jednak jego uszy - nie zdołał więc powstrzymać parsknięcia śmiechem, które równie dobrze mogło pozostać zignorowane.
Książka zaś - na powrót otwarta.
avatar
Tony Rutherford
Uczeń

Liczba postów : 68
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Lily Grey on Pią 6 Kwi - 13:28

Miała dziwne wrażenie, że ktoś pojawił się na Dziedzińcu. Lily zdziwiła się, bo to choć piękne miejsce rzadko było odwiedzane przez uczniów. Kiedy ciszę przerwał syk zapalniczki była już w stu procentach pewna, że nie są tu same. Była ciekawa kogo mogło tu przywiać w taką pogodę. Dziewczyna usłyszała śmiech, w czasie kiedy deklamowała swój wiersz. Nie mogla powstrzymać ciekawości, więc wstała i ruszyła w stronę, z której dobiegły ją te dźwięki. Miała nadzieję, że Elle zrozumie, że Puchonka musiała sprawdzić kto zakłócał ich spokój. Na schowanej ławce siedziała jakiś chłopak. Po barwach na jego szacie rozpoznała, że był on Ślizgonem. Kojarzyła go z widzenia. Czerwonowłosa stała za po drugiej stronie drzewa niż ławka, na której siedziała chłopak. Zauważyła w jego ręce papierosa. Pomyślała, że dawno nie paliła, a teraz ten widok wzmógł w niej chęć sięgnięcia po papierosa.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Elle Attwood on Pią 6 Kwi - 14:41

Ponownie zamknęła oczy. Notes Lily stanowił zupełnie odrębne zjawisko, szum kartek, poruszanych przez wiatr tworzył tajemniczą symfonię dźwięków. Nie podzieliła się tym odkryciem z rozmówczynią. W końcu to sfera o bardzo niepewnej granicy, nie miała pewności, czy Puchonka ją zrozumie, czy uzna to za słaby żart. Podstawa, nie ryzykować.
Otworzyła oczy dopiero wtedy, gdy Lily znów zaczęła mówić. Nie była w stanie zrozumieć sensu jej słów, może dlatego, że nigdy nie miała do czynienia z podobnymi uczuciami, nigdy nie angażowała się emocjonalnie w żadnej relacje. Zapewne ze strachu, ciężko byłoby jej znieść gorycz odrzucenia. A może po prostu kierowała się innymi życiowymi celami.
Nagle usłyszała szelest. Jedno było pewne, to nie wiatr. Jej oczy rozszerzyły się z przerażenia, dłonie znów zaciśnięte były w pięści. Ktoś najwyraźniej przebywał w pobliżu, mógł je nawet widzieć! Wzięła głęboki oddech i zerknęła na Lily, by sprawdzić, czy dziewczyna również coś usłyszała. Ale zaraz, teraz chyba żadna z nich nie mogła mieć wątpliwości, że ktoś się zaśmiał. Elle wpadła w panikę.
Puchonka zdecydowała się ujawnić tożsamość tej jakże rozbawionej postaci. Attwood została sama na kamiennej ławce, nie mając pojęcia, co tak naprawdę się dzieje. Szczelnie otuliła się szalem i nerwowo przygryzła dolną wargę. Oby Lily jej tak nie zostawiła i nie wdała się z tą nieznajomą osobą w polemikę. Jeszcze tego by jej brakowała, by musiała stać się arbitrem jakiegoś konfliktu. Nigdy w życiu.
Czas wlókł się niemiłosiernie. Widziała sylwetkę Lily, która schylała się w stronę pobliskiego krzaka. Może z kimś rozmawiała? Donośniejszy szelest wiatru uniemożliwił jej weryfikację tego przypuszczenia. Nie pozostało jej nic innego, jak czekać w miarę spokojnie na przebieg wydarzeń.
avatar
Elle Attwood
Uczeń

Liczba postów : 96
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Edynburg

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach