Dziedziniec

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Gabriel Smith on Pią 23 Lis - 5:52

Gabriel wkroczył na dziedziniec, pełen energii. Ubrał wygodne, bo luźne, popielate, materiałowe spodnie, spięte skórzanym pasem. Do tego skórzane, ciemnobrązowe buty z wysoką cholewką, których w pośpiechu nie zawiązał do końca. Ubioru dopełniała czarna koszula, zarzucona na nagi tors, której dwa lub trzy pierwsze guziki były rozpięte, a oba rękawy zakasane powyżej łokci. Za pasek zatkniętą miał różdżkę. Wyciągnął z ust papierosa, którego zdążył odpalić kilka chwil wcześniej. Prawie go skończył, więc odrzucił gdzieś w bok niedopałek i kontynuował trening. Ponownie ćwiczył zaklęcia niewerbalne. Wychodziło mu to coraz lepiej, chociaż nadal nie był zadowolony z efektów swoich treningów - ponadto nie mógł próbować z zaklęciami czarnomagicznymi. Tak bardzo żałował, że jeszcze nie miał urodzin! Upragniona wolność zbliżała się jednak wielkimi krokami. Splunął w bok i spróbował jeszcze raz - Drętwota! - jego zaklęcie pomknęło w przestrzeń, przecinając błękitne niebo, jadowicie czerwoną wstęgą.
Przechylił głowę i odetchnął głęboko. Kolejne trzy wymachy - iskry sypały się z końca różdżki, a dookoła tańczyły kolory zaklęć, które wypowiadał w głowie. Stróżka potu spłynęła po jego czole, gdy kolejna drętwota trafiła w posąg i obijając się rykoszetem, wyrwała sporą kępę trawy - nie przerwał, tylko wykonał piruet, by zadać kolejny cios niewidzialnemu przeciwnikowi. Takie treningi uskuteczniał od dawna i śmiał sądzić, że dawały mu więcej, niż niejedna lekcja. Był zdyscyplinowany, ale tylko jeśli w grę wchodziły rzeczy, które go interesowały. Potrafił samotnie ćwiczyć quidditcha przez wiele godzin, potrafił uczyć się zaklęć na własną rękę po nocach, w Zakazanym Lesie, a teraz ćwiczył zaklęcia niewerbalne. Poprawił rękawy, odetchnął krótko i zamarzył o czymś do picia.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Aileen Marshwall on Pią 23 Lis - 14:11

Przerzucona przez ramię czarna, drobna torebeczka była czymś z czym niemal nigdy się nie rozstawałam. Wciśnięta głęboko paczka papierosów, znalezione tu i tam zapalniczki, różdżka, dziecinne pierścionki, które ktoś kupił dla mnie w sklepie z najtańszymi pamiątki, bo tak ciężko było mu nie wejść do środka, kiedy witryna aż krzyczała moje imię, połamane okulary jakiegoś niespełna rozumu mugola, który zaczepiał mnie wieczorową porą jednego lata w Londynie i klamka, którą noszę, a nie wiadomo skąd znalazła się właściwie wśród moich rzeczy - to wszystko mieści się w tej torebce, do której raz po raz wrzucam nowe przedmioty. Ale nigdy nie mogę się oprzeć, kiedy jakiś drobiazg wpadnie mi w oko - to jedno z moich uzależnień. Podniosłam głowę, trzymając w jednej ręce ledwo co wyciągniętą paczkę papierosów, a w drugiej różdżkę, która po prostu przeszkadzała mi w dostaniu się do zapalniczki, kiedy coś odbiło się od jednego z pomników i trafiło w ziemię, nieopodal mnie. Dopiero, co wyszłam z sali od Transmutacji i przez chwilę nawet pomyślałam, że może to moja różdżka nie ochłonęła jeszcze wystarczająco. Wypuściłam dym z ust, poprawiając materiał czerwonej sukienki w białe groszki. Pomimo dość odważnego koloru sukienka nadal spełniała moje wymagania: kończąca się akurat za kolanem, z rękawkiem trzy czwarte, odsłaniająca linię dekoltu, nie zbyt głęboko. Zaczesałam włosy za ucho. Gabriel. Różdżkę, tak samo jak i paczkę fajek wrzuciłam z powrotem do torby. Gdyby nie kręcił się tak wokół własnej osi, to może by mnie nawet zauważył. Przystanęłam, kiedy i on na moment się zatrzymał. Nic nie mówiłam, ale kiedy oparłam się o jeden z posągów zapach miętowego dymu musiał dotrzeć do jego nozdrzy.
avatar
Aileen Marshwall
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Gabriel Smith on Pią 23 Lis - 15:26

Musiał na chwilę złapać oddech. Wsparł ręce o kolana. Kilka głębszych oddechów i już mógł się podnieść, żeby kontynuować. Nie mógł. Kiedy splunął i spojrzał w stronę pomnika zauważył tam gryfonkę, uczennicę szóstej klasy, wspartą o posąg, który przed chwilą, o mały włos by oskalpował. Zmrużył oczy i przechylił lekko głowę na bok. Znał ją oczywiście, bo przecież chodzili do jednej klasy.
- Aileen. - Lekko skinął głową. Nie darzył ją jakimiś specjalnymi względami, ale czystość jej krwi zasługiwała na pewien szacunek. Tak czy inaczej: miałem ją za biedaczkę i dziwaczkę. Niezależnie od jej poglądów i stanowiska względem Czarnego Pana. Wielu szaleńców szło z jego imieniem na ustach. Wielu z nich nigdy nie nazwałby braćmi.
Zakręcił różdżką pomiędzy palcami, po czym zatknął ją za pasek. Chociaż pragnienie przepalało mu przełyk, wyciągnął paczkę Lucky Strike i zapalił jednego. Dla towarzystwa. Podszedł powoli do pomnika, by również móc się o niego wesprzeć. Trochę dłuższa przerwa mu nie zawadzi.
- Co Ty tutaj robisz? - Zapytał, nie patrząc się w ogóle na dziewczynę.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Aileen Marshwall on Sob 24 Lis - 21:03

On o tym nie wiedział, ale uwielbiałam patrzeć jak trenuje. Rzadko kiedy rozmawialiśmy i wydawało mi się, że słysząc moje imię w klasie nie jest nawet pewien, o kogo właściwie chodzi. Nie spędzał mi snu z powiek, jednak kiedy tylko mijał mnie gdzieś w tłumie, długo zastanawiałam się, czy tej nocy wróci do dormitorium. Nawet jeżeli było w nim trochę szaleńca, to właśnie dlatego wydawał mi się tak bardzo ciekawą osobą. Sześć lat w jednej klasie, a znałam tylko jego imię i nazwisko. Musiało go określać o wiele więcej.
- McGonagall wezwała mnie do siebie. - powiedziałam, tak bardzo ciekawa, jak minął mu poranek, co robił wczoraj i czy był kiedyś nocą na błoniach. Nie czułam potrzeby opowiadania mu o niezbyt przyjemnej rozmowie z opiekunką, czy o egzaminie, który właśnie przeszłam. Jego sprawne ręce podpowiadały, że przeszedł sporo i byłam pewna, że czasami denerwowały go niektóre pytania, których nie szczędziła sobie wścibska część naszej szkoły. Podobno należało się go bać i unikać - a ja? Czułam rosnący szacunek i zainteresowanie. To zaskakujące jaką siłę ma przypadek. Nigdy nie chodziłabym po zamku i nie szukała młodego Smitha, ale kiedy już na siebie wpadliśmy, chciałam zatrzymać go jak najdłużej. Wypuściłam dym z ust. Miał zmęczone oczy i spierzchnięte wargi. Nagle pomyślałam, że cała jego postać nie pasuje mi do tego dziedzińca, do tych zajęć. Odchrząknęłam, wyciągając różdżkę z torebki i odgarniając włosy z ramion, odsłaniając przy tym wyraźnie zarysowane obojczyki. Mało ostatnio jadłam. Niedopałek zginął już pod podeszwą mojego buta.
- Mój ojciec cenił sobie sztukę umysłu. - rzuciłam Gabrielowi krótkie, lecz intensywne spojrzenie. Był przystojny. Przymknęłam oczy, obracając różdżkę pomiędzy palcami. Nie pamiętałam, kiedy ostatni raz z taką łatwością wspomniałam ojca. - Jeszcze kiedy był w Hogwarcie najczęściej ćwiczył na tym dziedzińcu. - otworzyłam oczy, próbując przypomnieć sobie czy mam wystarczająco papierosów, aby przetrwać ten dzień. Uśmiechnęłam się do Gabriela, czy rozumiał, po co mu to mówię?
- Widziałam, jak znowu trenujesz i wiem, jaki to musi być wysiłek. Poćwicz chwilę ze mną, a potem poczęstuję Cię szkockim piwem, które jest dziełem moich kuzynów. Podobno daje kopa. - przejechałam czubkiem palców po całej linii różdżki. Był silny, a ja nie miałam wielkiego doświadczenia w pojedynkach.
Na szczęście nie potrzebowałam litości.
avatar
Aileen Marshwall
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Gabriel Smith on Nie 25 Lis - 2:52

Dym gryzł w krtań niczym jad, wzmagając jego pragnienie. Nie mógł nawet splunąć, co zwykle robił podczas palenia. Nie obchodziło go to, że jest w towarzystwie dziewczyny. Tak - dziewczyny, nie kobiety. To po pierwsze. Ludzie wyraźnie widzieli, jak bardzo się zmienił i nie miał teraz zamiaru zmieniać tej opinii. Zmrużył tylko oczy na jej pierwsze słowa. Uwielbiał transmutację, chociaż nie trawił swojej opiekunki i nauczycielki zarazem. Była strasznie surowa i choć dostrzegała w nim talent, to pozostawała obrzydliwie sprawiedliwa i bezstronna. Nigdy nawet słowa uznania, poza "Bardzo dobrze Smith". Była sztywna i trzymała się każdej zasranej reguły, jaką ustanowili ludzie ponad nią, a jednak nadal zdawała się nie grać roli pionka.
Skinął tylko głową, gdy zaczęła mówić o ojcu. Czego miał się domyślać? Nie miał do takich rzeczy teraz głowy, nie miał też zamiaru zastanawiać się po co mu to mówiła. Uśmiechnąłem się tylko ładnie i z chłodnym spojrzeniem zbliżyłem trochę. Zamknąłem silnie jej rękę na różdżce. Moje oczy wyrażały odrobinę szaleństwa, ale pozostawałem spokojny i milczący. Wpatrywałem się w nią przez chwilę, wciąż czując miętową woń, która się unosiła dookoła.
- Sądzisz, że mi dorównujesz? - Zapytał z błyskiem w oku. Był spragniony, ale nie potrzebował jej piwa i dziwnych zaczepek, których w ogóle nie rozumiał i nie chciał rozumieć. Odsunął się o kilka kroków, wciąż wpatrując w jej oczy. Drapieżny uśmiech wykwitł na twarzy Gabriela, gdy zatrzymał się o kilkanaście kroków od niej. - Słabo się starasz. - Dodał z kamienną twarzą. Poprosiłby ją jeszcze o odłożenie torebki, ale mówiąc szczerze - miał to w dupie. Expelliarmus! szepnął w myślach, wyrzucając przed siebie ramię z różdżką.
Strumień czerwonego światła wydarł się z drewna i przeciął dziedziniec mknąc w stronę dziewczyny. Zaklęcie było wyjątkowo silne, ponieważ poświęcił mu sporo skupienia. Liczył na to, że oprócz rozbrojenia, uda mu się powalić ją na kolana, a może nawet cisnąć nią o posąg, przed którym stała?

+1 do zwinności (quidditch)


Ostatnio zmieniony przez Gabriel Smith dnia Nie 25 Lis - 2:54, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Mistrz Gry on Nie 25 Lis - 2:52

The member 'Gabriel Smith' has done the following action : Dices roll

'Kostka' :
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Aileen Marshwall on Nie 25 Lis - 3:34

Bawiłam się końcówkami ciemnych włosów, które przepełnione słonecznym blaskiem zdawały się mieć rudy odcień. Czasami chciałam móc wejść do czyjejś głowy i po prostu posiedzieć w cudzych myślach, ogarnąć je trochę, a czasami wolałam nie przekraczać tej żelaznej bariery, która odgradzała mnie od poznania prawdy. Większość z nas wolała gonić króliczka, niż od razu go dopaść. Dojrzałość, której tak bardzo się baliśmy, a która kryła się gdzieś głęboko w umysłach tych, którzy napędzali nas strachem. Podobno, a dojrzałością to nazwano. Tak często nadawano pochopnie nazwy stanom, wcześniej nie mogąc określić ich wcale. Przede mną stał mężczyzna, ale tylko fizycznie i chociaż psychicznie mógł lawirować ponad tłumem, to dawał się ponieść chwilom słabości. Kobieta zawsze widzi więcej. Przyglądałam się jak palił i obserwowałam jego minę, która wyrażała w tym momencie o wiele więcej, niż jego gesty. Jeżeli się nad czymś głęboko zastanawiał, to nie poświęcał temu wystarczająco uwagi. Tylko rozpamiętywał, a nie analizował. Być może to nazwisko jego ojca padało wielokrotnie w listach jej zmarłego ojca do matki, która tak bardzo chciała pozostać w kontakcie z rodzinami czystej krwi. Wszystko w jednym kręgu, a i tak ciężko było tam być sobą. Spojrzałam na niego ostrożnie. Zbyt mocnych używał słów.
- Nie. - odpowiedziałam szczerze, bo jak mogłabym nie poświęcając się tak bardzo ćwiczeniom? Wolałam pracę z miksturami i ziołami, a z każdą chwilą używania różdżki jeszcze bardziej rozpamiętywałam ojca. Czy miał ją przy sobie kiedy umierał? Strumień czerwonego światła zbliżał się, przypominając mi pędzące wskazówki zegara.
Nie wypowiedział zaklęcia na głos, a jednak pędząca czerwień wyskoczyła z jego różdżki. Chciałam zareagować, coś zrobić, być może nawet obronić się, ale kiedy tylko zdecydowałam się na jakiś krok było już za późno. W myślach widziałam ganiącą mnie rękę ojca i drwiący śmiech kuzynów, którzy pojedynkowali się codziennie przed snem. Nie spodziewałam się aż takiej siły zaklęcia. Jak gdyby coś rozrywało mnie na kawałki, a jednak udało mi się dosięgnąć różdżki i być może chociaż trochę zaskoczyć Gabriela. Pasek od torebki zerwał się pod wpływem upadku. Usłyszałam dźwięk pękającego materiału i wiedziałam już, że będę musiała pobawić się z zaklęciami naprawiającymi. Ziemia, która wpadła mi do buzi w momencie zderzenia z czerwonym światłem drażniła też moje gołe kolana. Spojrzałam na Gabriela, ale tylko przez moment, bo kiedy wyprostowałam rękę i wcelowałam w niego koniec różdżki na dziedzińcu dało się słyszeć tylko donośne:
- Avifors! - i szum skrzydełek.


Ostatnio zmieniony przez Aileen Marshwall dnia Nie 25 Lis - 3:57, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Aileen Marshwall
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Mistrz Gry on Nie 25 Lis - 3:34

The member 'Aileen Marshwall' has done the following action : Dices roll

'Kostka' :
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Gabriel Smith on Nie 25 Lis - 4:07

Szczerze mówiąc - spodziewał się takiego efektu, nie spodziewał się tylko, że zanim różdżka wypadnie z jej ręki i poszybuje w jego stronę, dziewczyna zdąży rzucić jeszcze jedno zaklęcie. Sądził, że będzie próbowała się bronić, tymczasem ona zaatakowała. Godna pochwały postawa - sam zrobiłby podobnie, gdyby wiedział, że spotka się za chwilę z ziemią.
Szybko rzucił zaklęcie tarczy, jednak nie dość szybko, żeby powstrzymać chmarę magicznych zwierząt przed rzuceniem się na niego. Zaczęły go wściekle atakować. Różdżka Aileen upadła gdzieś pod jego nogami, a jego własna wylądowała obok niej. Ptaki raniły jego ręce i twarz. Opędzał się od nich, ale starał się zachować spokój. Nie na długo. Największy z nich zaatakował dziobem jego oczy, zostawiając długą, pionową szramę na jego twarzy. Uszkodził rogówkę; Gabriel poczuł, że ślepnie. Krzyknął rozpaczliwie i złapał się dłońmi za twarz, wciąż nie mogąc opanować wrzasku. Reszta obrażeń wydała się teraz nieważna. Tylko oko, które choć nieczułe na ból, pękło i uświadamiało jego błąd. Cały ból przestał mieć znaczenie. Zaczął rzucać się, bijąc wściekle i na oślep. Ptaki w końcu odpuściły. Kiedy ostatni odleciał, Gabriel zerwał z siebie resztki koszuli, odsłaniając poraniony tors. Zagryzł zęby; w jego zdrowym oku pojawiła się łza. Podszedł do dziewczyny i złapał ją za szczękę, zbliżając swoją twarz do jej.
- Módl się, żeby Pomfrey udało się to naprawić. - Wycedził przez zęby z furią w głosie. Ciepła krew wypływały z rany i spadały kropelkami na twarz dziewczyny. Zacisnął dłoń mocniej. Zdał sobie sprawę, że robi to za mocno i za chwilę może udusić Aileen, więc odpuścił. Podniósł się i kopnął ją z całej siły w brzuch. Panikował. Bał się, że na zawsze straci jedno z oczu. Podszedł po swoją różdżkę. Podniósł z ziemi też tą, która należała do Gryfonki. Odrzucił ją gdzieś w trawę. Wycelował w dziewczynę palcem. - Bardzo dobrze, że tak nie uważasz suko. Nadejdzie taki dzień, kiedy będziesz zdana na moją łaskę. - Ból. Wściekłość, którą łykał razem z łzami. Kalectwo, którego może stać się ofiarą. Zacisnął palce na swojej różdżce. Z jej końca zaczęły sypać się iskry. To jego wina. Dał się sprowokować, zachował się nierozważnie, więc teraz musi ponieść tego konsekwencje. Oczywiście najchętniej wyżyłby się na Aileen, ale rozsądek podpowiadał mu, że powinien wreszcie nauczyć się nad sobą panować.


Ostatnio zmieniony przez Gabriel Smith dnia Nie 25 Lis - 19:36, w całości zmieniany 7 razy
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Mistrz Gry on Nie 25 Lis - 4:07

The member 'Gabriel Smith' has done the following action : Dices roll

'Kostka' :
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Aileen Marshwall on Pon 26 Lis - 1:30

Nawet jeżeli nie potrafiłam dobrze się bronić, to coraz częściej przekonywałam się, że dobrze idzie mi rzucanie innych zaklęć. Lista własnoręcznie wymyślonych zaklęć przez ojca wciąż leżała na dnie pudełka ciasno schowanego pod moim łóżkiem - powinnam wreszcie do niej zajrzeć. Szum skrzydeł zabrzmiał mi w uszach i z pewnością nie nazwałabym tego najprzyjemniejszym dźwiękiem. Stado rozwścieczonych ptaków mknęło ku Gabrielowi, a ja nie byłam już w stanie ich zatrzymać. Upadając źle postawiłam rękę, która teraz cała pulsowała z bólu. Chciałam powstrzymać, to co zaraz miało się wydarzyć, ale nie mogłam ruszyć się z miejsca. Nigdy nie krzywdziłam ludzi. Prawie nigdy, bo w świecie mugolskim, który też musiałam jako tako zaakceptować, reguły przetrwania były nieco inne i wdzięczna byłam swoim kuzynom za to, że nauczyli mnie sztuki przetrwania bez konieczności sięgania po różdżkę. Im łatwo było się poruszać, po ciemnych uliczkach, skoro już od dawna mieli pełne prawo do bronienia się magią. Słysząc krzyk Gabriela, poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Nie chciałam zrobić mu krzywdy, ale słowa utknęły mi w gardle. Z taką siłą i prędkością chwycił mnie swoją zbyt silną ręką, że przez moment nie czułam tchu. Byłam zbyt słaba, żeby móc się bronić, a może po prostu byłam w zbyt wielkim szoku.
- Ja umiem to naprawić. - wydyszałam, szybko przemierzając spojrzeniem dziedziniec w poszukiwaniu różdżki. Zniknęła, a zaraz potem poczułam nieprzyjemny skurcz brzucha i raz jeszcze osunęłam się na ziemię. Kobieta czuje wszystko o wiele mocniej, zwłaszcza kiedy jest tak wątłej budowy i jest w trakcie menstruacji. Nie byłam pewna, czy jego zachowanie to oznaka czystego szaleństwa, czy wpływ emocji. Zło, które w nim siedziało, teraz wyszło na zewnątrz. Odgarnęłam włosy, jedną ręką trzymając się za podbrzusze. Różdżka, którą kopnął nie leżała wcale daleko. Tylko do siebie mogłam mieć pretensje, bo mogłam wcześniej pomyśleć, zanim zdecydowałam się go zaczepiać. Ból był nieznośny, do tego jeszcze dochodził głód. Myślałam, że zemdleje. Czerwone iskry tryskające z jego różdżki wcale mnie nie uspokoiły. Nie wiem jak udało mi się wstać i nie wiem, jak dosięgnęłam różdżki, ale odsunęłam się od niego kawałek i ostrożnie uniosłam rękę w jego stronę.
- Ferula. - czysta mgiełka wypłynęła z końca mojej różdżki. Z nadzieją, że udało mi się chociaż trochę uśmierzyć ból w oku Gabriela, osunęłam się na ziemię.
Wszystko mnie bolało.
avatar
Aileen Marshwall
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 26 Lis - 9:06

Wiecie, jak zachowuje się ranne zwierzę? Okaleczone i przerażone? Wściekłe i oszalałe z bólu? Tak właśnie czuł się teraz Smith. Panika ustąpiła miejsca czystej furii, amokowi, który ogarniał go od wewnątrz. Trząsł się z bólu i przerażenia, że stracił coś bezpowrotnie. Nie jęknął, nie upadł na kolana. Stał, nie wiedząc, co może zrobić. Nikt jeszcze nigdy nie skrzywdził go fizycznie tak... odczuwalnie. Tu nie chodziło o ból. Przecież wiedział, co to ból. Uświadczył dużo gorszych cierpień. Bardziej martwił się o rany i o ślady, jakie po nich pozostają. Niektórych, magicznych ran, nie da rady usunąć bez śladu. Co, jeżeli już nigdy nie będzie widział na lewe oko? Jeżeli na zawsze pozostanie oszpecony, bo zdecydował się na odpowiedź na głupią zaczepkę?
Mówiła coś, ale nie słyszał słów. Nie rejestrował świata w takiej formie, jak zwykle. Teraz był zwierzęciem, które musiało się bronić. Zostało okaleczone i musi reagować. Nie obchodzą go słowa, ani nic dookoła. Skupia się tylko na zagrożeniu i na obiekcie, który zadał mu ranę. Spojrzał więc na Aileen swoim zdrowym okiem, a w jego spojrzeniu kryło się cierpienie i wściekłość. Skierowała w jego stronę różdżkę, więc szybko szarpnął ramieniem, przyjmując postawę bojową. Myślał, że chce walczyć dalej, ale wtedy poczuł ciepło i ukojenie po lewej stronie czaszki. Na moment zachwiał się, ale nie stracił równowagi i nie zemdlał. Teraz dopiero zaczął docierać do niego ból, płynący z ran, które mu zadała. On chciał ją tylko rozbroić. Udowodnić jej, że jest w stanie ją pokonać, a ona zaatakowała go od razu, by okaleczyć i zadać mu cierpienie. Zmrużył oczy. Zacisnął zęby i palce na różdżce. Teraz śmie próbować mu pomóc?
Ledwie trzymał się na nogach. Krew z uszkodzonego oka chyba przestała się lać, ale nadal nic nie widział. Gdyby zobaczył sam siebie, zapewne by zapłakał. Pionowa szrama - teraz przynajmniej nie krwawiła - ciągnęła się od połowy czoła, przez rozprute oko, aż do kości policzkowej. Jej zaklęcie pomogło, ale nie uleczyło.
Czuł, że słabnie. Zbierało mu się też na wymioty. Powinien się bronić, być gotowy do ataku. Skinął tylko dumnie głową.
- Wybacz... Pokonałaś mnie Aileen. - Dopiero wtedy opadł na kolana, a pole widzenia momentalnie ściemniało. Jego mózg nie był w stanie poradzić sobie z utratą jednego z bodźców. Ból znów zaczął odgrywać drugorzędną rolę, teraz liczyło się utrzymanie przytomności, a w późniejszym czasie - oswojenie z blizną. Serce w nim zamarło. Często wolelibyśmy zostać rozpruci, rozpłatani i przeżyć z potężnymi bliznami, niż utracić coś takiego jak oko, palec czy ucho. Ostatnie spojrzenie jego jedynego oka było już matowe, pełne smutku i rozpaczy. Szybko wypełniła je mgła, gdy upadał do tyłu bez przytomności.
Oddech.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Aileen Marshwall on Wto 27 Lis - 19:24

Popełniłam błąd wybierając avifors. Bałam się rosnących w siłę umiejętności Smitha i tego, że pewnie gdyby nie pozycja ojca w Ministerstwie, to bez żadnych skrupułów mógłby nawet potraktować mnie zaklęciem niewybaczalnym. Z pewnością znał o wiele groźniejsze zaklęcia od atakującego stada ptaszków a brak jego reakcji był czymś, czego się w ogóle nie spodziewałam. Nie chciałam na niego patrzeć, czując że bolący brzuch coraz bardziej wdaje mi się we znaki. Jednak nie mogłam go tak zostawić, zwłaszcza, że niedługo na dziedzińcu mógł pojawić się któryś z profesorów i pewnie pozostawało kwestią czasu, kiedy zaintrygowana dziwnymi odgłosami Mcgonagall wystawi czubek swojego kapelusza zza drzwi sali transmutacji. Gabriel i tak miał masę problemów już na głowie, a ja nie chciałam być ich kolejną przyczyną, chociaż pewnie i tak będę musiała ponieść konsekwencje. Byłam w zbyt wielkiej panice, aby móc myśleć racjonalnie. Chciałam mu pomóc, móc zrobić cokolwiek, a słowa jego pochwały zupełnie mnie nie zadowalały. Pokręciłam przecząco głową. Na brodę Merlina, co mi uderzyło do głowy?
- Przepraszam... - powiedziałam, podczołgując się do niego, aby przytrzymać jego ramię, bo nagle osłabiony ton jego głosu wydał mi się za bardzo podejrzany. Oprócz okropnej szramy, która pojawiła się na jego policzku i bledszej twarzy a także krople krwi, które spadły na jego ubranie już teraz ciężko było stwierdzić, że coś niedobrego stało się z jego okiem. Tak czy inaczej musiała zobaczyć to pani Pomfrey. Chciałam mu to właśnie powiedzieć, żeby się nie martwił, że zaraz podejdziemy do Skrzydła Szpitalnego, które słyszało już przecież tyle kłamstw i intryg, ale nie zdążyłam. Pisnęłam cicho, kiedy opadł na plecy całkowicie pozbawiony przytomności. Cholera, cholera, cholera. Pochyliłam się nad nim, czując, że oprócz solidnie męskiego zapachu uderza mnie też poczucie winy. Uderzyłam go delikatnie dłonią w policzek, aby spróbować go docucić.
Nie byłam pewna, czy sama dam radę sobie z nim poradzić.

zt
avatar
Aileen Marshwall
Uczeń

Liczba postów : 37
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach