Sala do Historii Magii

 :: Klasy

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 25 Cze - 1:46

Przyszli właśnie tutaj. Do klasy. Zabawne prawda? Otworzył drzwi, za pomocą zaklęcia, a następnie zamknął magicznie. Nikt nie powinien tutaj wejść, na pewno nie o tej godzinie, co jednak nie zmienia faktu, że lepiej się ubezpieczyć. Zrzucił płaszcz i zdjął z dziewczyny zimowe ubranie. Ciuchy opadły na podłogę. Całował ją namiętnie. Przyparł do biurka. Tutaj było zdecydowanie cieplej. Zaczął całować jej szyję, splótł swoje dłonie z jej dłońmi. Zamknął oczy. Zdjął bluzkę, która okrywała jej ciało. Dotykał jej skóry. Powinna być chłodna od zimna, które panowało na dworze, ale była gorąca. Poczuł pod palcami bicie jej serca. Mokre włosy, które opadały jej na ramiona i nagie teraz plecy.
Całował ją między piersiami. Ciepło zewsząd go otaczało. Czy to klasa, łóżko, czy zakazany las - nic nie miało wpływu na to, co teraz czuł. Wariował, serce biło niesamowicie szybko, równo. Oddychał bardzo głęboko, ciężko. Pożądał Cassie, jej ciała. Teraz... przede wszystkim jej ciała.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Cassandra Hayes on Pon 25 Cze - 2:33

Dała się zaprowadzić do zamku, ciągle za nim szła, gdy błądził między piętrami, aż w końcu stąpała za nim jak cień, kiedy wybierał drzwi do klasy. Wybrał salę do historii magii, przez co śmiała się przez chwilę. Oj tak, w tym miejscu zostanie opisana niezła historia ich życiorysu. Weszła za nim do klasy, od razu mu ulegając. Pozwalała mu się całować, rozbierać, mógł robić, co tylko chciał. Teraz mógł nawet rzucić na nią Zaklęcie Niewybaczalne, a ona nawet by się nie skarżyła. Stała, przyparta do biurka, całując Gabriela. Powoli rozpięła guziki jego koszuli, żeby pozbyć się jej całkowicie i odrzucić gdzieś w kąt. Powróciła do swojej małej gry, którą zaczęła w Zakazanym Lesie. Zaczęła obdarzać go krótkimi pocałunkami, krążąc po jego klatce piersiowej, jednocześnie pozwalając, aby muskał ustami jej szyję. Oddech miała przyśpieszony, serce powoli wybijało nierówny, tylko sobie znany rytm.
Podczas gdy na zewnątrz było widać tylko to, panna Hayes nie mogła się powstrzymać od myśli, że daje się jedynie wykorzystywać, że Gabriela nie obchodzą jej uczucia, że... on zawsze dostaje to, na co akurat ma ochotę. Składając rozpaczliwe pocałunki na jego ustach, myślała, że jeśli nie zrobi tego, czego będzie oczekiwał, zostawi ją. Na zawsze. Z kolei coś jeszcze zupełnie innego podpowiadało jej, że ona pragnie Gabriela, że pragnie być z Gabrielem... i masz babo placek.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 25 Cze - 17:06

Rozbierał ją, całował jej ciało, usta. Dotyk jej dłoni sprawiał, że coraz bardziej jej pragnął. Klasa nagle rozrosła się do rozmiarów całego świata, a wypełniali go tylko oni i delikatne jęki rozkoszy. Ciepło, rozkosz, ekstaza, walka. Ciepło, ciepło! Tylko ona! Stali się jednym ciałem, razem, dzieląc rozkoszą tu, w tej sali, gdzie odbywali lekcje. Osobno. Ale teraz byli razem, właśnie tutaj, zjednoczeni w rozkoszy, w geście oddania, ostatecznego zaufania. Złożenie siebie w ofierze nie jest proste. Podanie siebie na tacy... w tej chwili nie myślał o tym, nie myślał o niczym, tylko o rozkoszy, która go wypełniała, delikatnych ruchach, cieple jej ciała i jej delikatnym westchnieniom. Co ona myślała? Teraz? Tutaj? Czy też myśli o nim, tak jak on myśli o niej?
Jak dobrze, jak wspaniale, jak wspaniały ten dzień, ta rozkosz, ta klasa, jej ciało, jej usta, jej usta! Nie mógł przerwać, serce zdawało się bić tak mocno i tak szybko, jakby zaraz miało przebić żebra, skórę, wyrzygać krew, wypompować osocze i wykrwawić go, wykrwawić! A jednak, tylko ciepło, ekstaza, rozkosz... walka! Nie przeżył nigdy czegoś równie doniosłego, wspaniałego. Objął ją, przyciągnął, całował nagie piersi, całował usta. Coraz bliżej, bliżej!
Nagle wszystko zamarło. Na sekundę, jedną długą. Wolność, szczęście, spełnienie. W nim, w niej, w nich obojgu. Delikatnie puścił jej ciało, odsunął ją na wyciągnięcie ramion i spojrzał w jej oczy.
- Cassie... - Utonął w nich, utonął w jej ustach, w jej cieple i bliskości. Już nigdy, nigdy nie zapomni...
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Cassandra Hayes on Pon 25 Cze - 19:22

Cassie czuła się tak dobrze, jak tylko może się czuć dziewczyna będąca sam na sam w klasie od historii magii z chłopakiem, którego pożądała i... prawdopodobnie kochała, ale tylko prawdopodobnie. Nie była jeszcze pewna swoich uczuć na sto procent, a już na pewno nie zamierzała mówić o tym Gabrielowi, czy komukolwiek innemu. Po co? Żeby ją wyśmieli i zostawili, tak samo jak Smith zostawił... Lily? Drżała pod wpływem jego dotyku, jakby naprawdę była delikatną, filigranową księżniczką, za jaką ją uważał, choć pragnęła, żeby nie przestawał. Dlaczego? Chciała mu ufać, chciała mu wierzyć, że jej nie zrani, naprawdę wiele chciała... jednak wątpliwości ciągle przychodziły i przychodziły, było ich coraz więcej, a nie miały żadnego wyjścia z jej głowy. Mimo wszystko, nic nie mogło przyćmić uczucia rozkoszy, które ciągle narastało.
Gdy odsunął ją od siebie, jedynie na odległość ramion, czuła się, jakby to była dziesięciokilometrowa przepaść, a nie kilkanaście centymetrów. Spojrzała w ciemne oczy Gabriela, po raz pierwszy od samego początku ich znajomości widząc w nich tak wiele uczuć.
- Mhm...? - mruknęła pytająco, znowu odnajdując miłe bezpieczeństwo w jego ramionach, tonąc w jego oczach i stając na palcach, żeby dosięgnąć ust Gryfona.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 25 Cze - 20:19

Sądził, że wraz z tą chwilą, z momentem, kiedy ją zdobędzie, coś pęknie. Po prostu wróci do siebie, rzuci to, odłoży Cassie na półkę, jak zepsutą zabawkę, z której wyrósł. Osiągnął swój cel, prawda? Kochał się z nią, tutaj w tej sali. Dziś. W jeden dzień udało mu się zdobyć ją całkowicie. Od palców u stóp po koniuszek głowy. Wiedział, że to nie wynikało tylko z faktu, że jej się podoba. W jeden dzień obudził w niej uczucie. Teraz powinien wyjść. Zostawić ją samą. Czy ona będzie żałowała tego, że mu się oddała? W końcu... była dziewicą. Aż tak bardzo jej na nim zależało? Przez ten jeden dzień? Nie musiała mówić, że go kocha. Nie musiała nic mówić. On wiedział. A przynajmniej tak mu się wydawało.
Faktycznie. Chwile uniesienia zapaliły w nim emocje. Na tą chwilę. Teraz znów gasł. Uśmiechał się z satysfakcją. Wiercił ją wręcz oczyma. Kiedy przytuliła się znów czuł jej ciepło, przyspieszony oddech, lekka zadyszka? W sali nie było specjalnie gorąco, ale mimo tego spocił się. To chyba nic dziwnego w takiej sytuacji. Był gorący, byłby nawet tam w Zakazanym Lesie. Potęga hormonów.
Dotknęła swoimi ustami jego warg. Łapczywie chłonął jej oddech, jej głos. Mruknęła rozkosznie. Chciał teraz po prostu się położyć i poleżeć z nią do rana. Chciał, żeby zasnęła, a on mógłby patrzeć na nią, gładzić po nagich ramionach i napawać się ciepłem jej ciała. Rozpamiętywać chwilę w której połączył ich zmysłowy taniec uczuć. Przytulił ją mocno. Nagą, bezbronną istotkę, która teraz wydawała mu się bardziej krucha i niewinna niż kiedykolwiek. Bardziej niż przez swoje humorki, kaprysy, ironiczne, złośliwe uwagi. Teraz była jego. Tylko jego. Nie umiał, nie mógł jej tego odmówić. Nie czuł rozczarowania - było wspaniale. Nie czuł niespełnienia. Czuł pustkę, bo znów przez niego wszystko się spieprzyło.
Jakieś krótkie uzasadnienie? Proszę bardzo... Mógł przecież nie naciskać! Mógł zostawić ją jako niezdobytą twierdzę... Właściwie, dlaczego ona mu uległa, tak łatwo? Jak kolejna dziewczyna, którą po prostu zdobywa. Szukając uczucia, buduje się je długo, bardzo długo. Niekiedy latami. Nie w jeden dzień! A taki akt... Nie żałował. Uwielbiał kobiety, uwielbiał ich ciało, uwielbiał tą rozkosz. Problem w tym, że w jeden dzień zakochać się nie można. A jak ona sobie teraz wyobraża dalsze ich spotkania, dalsze losy? Miała rację. Wykorzystał ją. Dlaczego? Na próbę. Chciał zobaczyć, czy faktycznie jest taka jaka jest. Od samego początku, od pierwszego pocałunku, to była gra. Gra którą teraz wygrał. Dowodem było jej oddanie, zaufanie. To, że pozwoliła mu na tak dużo. A teraz oczekiwała więcej. Prosił ją. Uprzedził ją. Nie posłuchała. Gabriel nigdy, nigdy się nie wycofuje. I zawsze dostaje to, czego chce.
- Nic. - Odwrócił wzrok. Pocałował ją delikatnie w szyję. Niby ciepło, ale chłodno. - Powinniśmy się... eee... ubrać chyba. - Dodał spokojnie. Triumfalnie. Ale ze smutkiem, ledwie dosłyszalnym smutkiem. Wolałby, żeby to ona wygrała. No cóż. Jak już myślał wcześniej - wojna. Wojna trwa.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Cassandra Hayes on Pon 25 Cze - 21:12

W niej pękło. Pękło jej serce, zabrakło rozsądku, była w lekkim szoku. Dopiero teraz doszło do niej, co Gabriel osiągnął podczas jednego dnia. Tyle uczuć, tyle łez, tyle... miłości? Rumieńce momentalnie znikły z jej twarzy. Żałowała, że nie posłuchała głosu rozsądku już wtedy, w opuszczonej sali, gdy mówił jej, że jest głupią i naiwną dziewczyną, która dała się tak szybko wykorzystać. Wiedziała, że będzie tak od samego początku, ale uczucia okazały się ważniejsze. Gryfon znów miał rację. Kto kieruje się uczuciami, nie ma prawa bytu. Cassie poczuła się zniszczona, spalona, przejechana przez stado testrali, wrzucona do wrzącej wody. A to wszystko działo się w środku, w głębi duszy. Żałowała. Żałowała całej znajomości z Gabrielem, żałowała, że przewrócił jej poukładany świat do góry nogami. Bała się. Skoro potrafił zrobić aż tyle w jeden dzień, to ile mógłby zrobić przez ciąg dalszy ich znajomości?
Cassie nie zamierzała zasypiać. Nie tutaj. Nie z nim. Nie po tym, co się właśnie stało. W pierwszych dniach ich znajomości obległ pannę Hayes ze wszystkich stron wraz ze swoim wojskiem. Potem zaczął ją powoli atakować, na co nie reagowała. Była wtedy twarda, nikt nie potrafił się przedrzeć przez jej mury obronne. Potem zaczął używać silniejszych sposobów, aby dostać się do środka. Wtedy mu się udało. Twierdza - Cassie została zdobyta. Teraz wystarczyło jedynie opróżnić ją ze wszystkich dobrych rzeczy, jakie posiadała. Zostawić ją pustą. Cassie tak właśnie się czuła - jak porzucony wrak. Nie czytała Gabrielowi w myślach, nie wiedziała, co zrobi w obecnej sytuacji. Widziała jedynie jego oczy. Znowu nie można było z nich nic wyczytać. Zrozumiała to tak, że Gabriel skończył swoją misję. Twierdza zdobyta. Nic tu po nas...
Nie wyobrażała sobie żadnych spotkań. Żadnych losów. Żadnej wspólnej przyszłości. Serce jej krwawiło, gdy myślała o tym w ten sposób, ale w jej mocno ograniczonym postępowaniu i rozumowaniu nie było żadnego miejsca na poprawki. Słysząc jego słowa, oderwała się od niego, a w jej oczach znajdowało się tyle bólu, tyle udręki... milczała. Milczała, ubierając się z powrotem, milczała, wpatrując się w chłodny świat za oknem. Milczała, z zaciśniętymi ustami wpatrując się w Gabriela. Bolało. Bardzo... Milczała, podchodząc do drzwi prowadzących na korytarz. Głośny krzyk cierpienia w jej głowie. Nacisnęła klamkę. Drzwi ani drgnęły. Krzyk był głośny, bardzo głośny, od niego bolała ją głowa. Po chwili dotarło do niej, że Gabriel zamknął drzwi zaklęciem. Nie wyjdzie. Nie ma różdżki. Nie odwracała się od jedynego wyjścia z tej sali, patrzyła w zniszczone drewno.
- Uprzedziłeś mnie - powiedziała z goryczą. - A ja cię nie posłuchałam. Jaka ja byłam głupia!
Zaczęła się siłować z klamką. Chciała wyjść. Niech on ją wypuści.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 25 Cze - 21:48

Zobaczył to w jej oczach. Zrozumiała. Spojrzał na nią z wielkim, bezgranicznym smutkiem. Cholera, mógł się przecież ograniczyć do tego co było w Zakazanym Lesie. Mógł. Teraz skrzywdził ją bardziej. Tylko... czy ona nie rozumie? Przegrała, ale sama chciała grać w tą grę.
- Przykro mi. - Powiedział cicho. Faktycznie. Było mu przykro, że to kolejna osoba na której się zawiódł, którą zranił. No i cóż. Takie jest to życie. Gabriel będzie żył dalej. Najwidoczniej miłość naprawdę nie istnieje. Coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że ten świat nie ma w sobie ani grama dobra. Ani grama miłości. Teraz, kiedy patrzył jak Cassie rozpaczliwie próbuje uciec, wydostać się z pułapki, w której się znalazła. Był w samych spodniach. Usiadł po turecku na biurku. Uśmiechał się smutno, ale jego oczy błyszczały teraz niebezpiecznie. Czaiła się w nich nienawiść, wrogość. Zimno. Zimno. Tak zimno. Musiał być po prostu nieczułym gnojem. Skurwysynem. Potrafił wspaniale manipulować ludźmi. Wyśmienicie. Jak dotychczas potwierdził to w dwóch zagraniach dając dwa maty.
- Szach mat... - Powiedział cicho. - Tak Cassie. Reguły tej gry odkryłem co prawda już po rozpoczęciu, ale Ty nie chciałaś ich zrozumieć. Miałaś tyle okazji do tego, żeby się wycofać. - Zacisnął szczęki. Nie mógł teraz na nią patrzeć. Odrzucała go. Nie mógł. - Dlaczego wy mi to robicie, wytłumacz mi to? Naprawdę jestem taki przekonujący, czy wy po prostuje jesteście takimi dziwkami? Hmm? Wszyscy ludzie są tacy prości... Ty kryjesz się pod maskami, ale jesteś słaba. Bardzo słaba. Potrafię Cię przejrzeć. Mogę Cię zniszczyć. - Bawił się różdżką. Przekręcał ją w palcach. Uśmiechał się teraz paskudnie. Zimne spojrzenie miażdżyło dziewczynę. - Tylko po co? - Westchnął i zeskoczył z biurka, zaczął przechadzać się po klasie. Nie wypuści jej. Jeszcze nie. Teraz czas na to, żeby trochę pobawić się swoja ofiarą. Jak kot, który bawi się myszą. Znienawidzi go za to? Czy jak wierny pies wróci do niego? Jak Lily Grey. Zaczynał wątpić w to, że na świecie naprawdę istnieje ktoś godny jego, Gabriela Smitha! - Gdybyś była kimś więcej niż jesteś. Wtedy... - Zatrzymał się na chwilę. Wzruszył ramionami. - Ale jesteś kolejną marionetką. Udowodniłaś mi to. Nikt nie przeszedł jak na razie tego testu. Ty też nie. Przykro mi panno Hayes. Dostała pani T. Niezaliczone. Oj... przepraszam zaliczona. I to całkiem przyjemnie. - Puścił do niej oko. Niech tylko spróbuje się zbliżyć. Niech tylko spróbuje. Zniszczy ją, jeśli będzie chciał. Ma nad nią władzę. Wie o tym. Wie o niej tak dużo. Ma nad nią władzę. A ona? Skoro już wie, że to wszystko było grą... To jak może mieć władzę nad nim poprzez kłamstwa i grę? Był świetnym aktorem. Hmmm... zaczynał popadać w samouwielbienie. Może ją zmusić do tego, żeby znów się z nim spotkała. Może zmusić ją, żeby zrobiła to, co on jej każe. Bez Imperiusa. Chyba, że chce, żeby jej życie zmieniło się w piekło. Ciekawe ile taka istotka jest w stanie wytrzymać cierpienia?
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Cassandra Hayes on Pon 25 Cze - 22:32

Tak, skrzywdził ją. Ale teraz krzywdził ją bardziej. Jego słowa były jak kolejne sztylety, powoli wbijające się w jej ciało. Co mu dawało jej cierpienie? Czy naprawdę był takim skurwysynem, żeby pozwalać dziewczynie się tak męczyć? Nic go nie obchodziło. Gabriel zawsze chodzi do celu po trupach. Cassie była kolejnym. Zabolało. Przegrała bitwę, ale nie wojnę. Mogła jeszcze coś zyskać. Chciała walczyć. To będzie bardzo trudne.
- Nawet nie wiesz, jak MI jest przykro - poprawiła Cassie, podnosząc głowę do góry. Podbródek jej drżał. Była twarda. Chciała być twarda... Mogła być twarda. Skrzyżowała ręce na piersiach. Chciała, żeby powróciła dawna Cassandra. Nie Cassie. Cassandra. Ślizgonka, która nie bała się niczego, miała wszystko w głębokim poważaniu i wszyscy ją szanowali. A może się jej bali? Nie chciała być dłużej już Cassie, tą słabą, słodką istotką, będącą na każde zawołanie, szepczącą do ucha słodkie słówka. A ona w niego wierzyła. Już nigdy nikomu nie zaufa. Zmierzyła go wzrokiem, mając nadzieję, że nic z niego nie wyczyta. Pudło. Jej oczy były jak otwarta księga. Malował się w nich ból, rozpacz, chęć wyrwania się ze złotej klatki, w której właśnie się znalazła. Nie chciała tu być.
- Ale się nie wycofałam - odparła chłodno, jej oddech przyśpieszył, a blada zazwyczaj twarz przybrała pąsowego odcienia. Słysząc z jego ust obelgę, nie wytrzymała. Podeszła do niego i uderzyła go w twarz. Naprawdę mocno. - Jeśli jeszcze raz mnie obrazisz, spotkamy się w innych okolicznościach! Będę miała różdżkę i wtedy odpowiesz za to wszystko, co zrobiłeś!
Krzyczała. Bardzo, bardzo głośno. W jej głosie kryła się nie tylko furia. Był tam też ból. Piekielny ból, który miał już tam zostać na zawsze.
- Nie jestem słaba! - krzyknęła. Wycelowała swój palec w jego pierś. Nie zauważyła łez, które już po chwili spływały jej na policzkach. - To ty jesteś słaby! Nie potrafisz nawet kochać! Jesteś prawdziwym skurwysynem! W tym akurat miałeś rację!
Po chwili nie mierzyła już w niego swoim palcem, tylko uderzała w Gabriela małymi piąstkami, które, mimo wszystko, takie słabe nie były. Musiała jakoś odreagować i miał pecha, że znalazł się pod ręką.
- Nic mi nie możesz zrobić! - dodała po chwili, słysząc wzmiankę o tym, że może ją zniszczyć. Nie przyjmowała tego do wiadomości. Gdy patrzyła mu w oczy, czuła się taka malutka. Gromił ją wzrokiem, ale wciąż nie odwracała swoich brązowych oczu. Musiała wytrzymać to spojrzenie, żeby udowodnić samej sobie, że nie jest gorsza.
To Gabriel nie jest godny nikogo, ale niech dalej uparcie tkwi w swojej racji. Cassandra nie będzie go wyprowadzała z błędu.
- Nikt go nie przejdzie, kretynie - prychnęła panna Hayes. Chwilę potem znów dostał prosto w twarz. Tym razem w nos. - Doprowadzasz mnie do białej gorączki. Nie wiesz, że tak nie wypada?
Nie jest w stanie wytrzymać więcej. Niech ją teraz zabije, żeby nie musiała robić tego sama.


avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Gabriel Smith on Pon 25 Cze - 22:55

Rozłożył ręce na jej pierwsze słowa. Co mu dawało jej cierpienie? A czy ona czasem nie lubiła bawić się motylkiem, deptać mrówek, kroić robaczków? Ona teraz była jego robaczkiem. Uwielbiał żywić się cierpieniem ludzkim i wykorzystywać ich do cna. Z Lily tego nie zrobił, chociaż ją skrzywdził. Teraz miał okazję zrobić to z Cassie.
Była taka naiwna, taka słaba. Jej oczy wyrażały tyle uczuć, tak bardzo go to bawiło. To było tak, jakby już wiedziała, że jest na przegranej pozycji. Obnażyła całą swoją słabość. Była w amoku, to on był spokojny. Całkowicie opanowany. Dziewczyna była wściekła, załamana, rozczarowana. Zraniona. Jak wilk - wilk potrafi odgryźć własną łapę, żeby wydostać się z zasadzki, ona właśnie odgryzała sobie głowę. No cóż. Poniesie za to karę.
Wytrzymał pierwszy policzek. Był bolesny, ale tylko fizycznie. - Wprost nie mogę się doczekać. - Rzucił do niej wesoło.
Czuł ton jej głosu. widział drgający podbródek. Niewinna i ranna. Sama do tego wszystkiego doprowadziła. Gdyby nie dała mu tak wiele... gdyby nie oczekiwała tak wiele. Skończyłoby się pewnie zupełnie inaczej. Na pewno by się skończyło inaczej.
Płakała, kiedy celowała w niego palcem. Musiała być w tragicznej rozsypce. Tym lepiej dla niego. Wiedział, że to wszystko musi ją strasznie dużo kosztować. Że teraz będzie cierpiała. Długo i bardzo boleśnie. Dlatego, że zaufała mu bezgranicznie. Dlatego, że oddała mu całą siebie, a on teraz zrobił jej coś takiego. Spoglądał na nią pustym wzrokiem. Nie reagował, kiedy go biła. Nie zareagował nawet, kiedy uderzyła go pięścią w nos. Bolało. Pociekły łzy. Ale nie odzywał się, nie reagował.
Opadła zrezygnowana. Widział to w jej oczach, w jej gestach. Wypaliła się. Odepchnął ją.
- Nie Cassie. Ty niszczysz resztki mojej wiary w ludzi, w miłość. - Powiedział spokojnie. Nie mogła się bronić. Mógł ją zabić. Mógł ją zabić, torturować Cruciatusem. Mógł zadawać jej ból fizyczny. Wystarczyłoby tylko wypowiedzieć zaklęcie. Mógł katować ją w nieskończoność. Jego twarz wykrzywił grymas bólu. Zrobił to jej. Zrobił coś głupiego kolejnej osobie, do której coś czuł. Nienawidził się za te uczucia. Musiał ją jakoś odrzucić od siebie. Teraz żałował wszystkiego. Nie chciał istnieć na świecie, który jest taki. Wycelował różdżkę.
- Crucio! - W siebie. Upadł z krzykiem, przerażającym, nieludzkim wrzaskiem. Nie był w stanie utrzymać różdżki dłużej niż kilka sekund w dłoni. Upadł z uczuciem przerażającego bólu w całym ciele...
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Cassandra Hayes on Wto 26 Cze - 0:45

Cassandra nie bawiła się motylkami, nie deptała mrówek i nie kroiła robaczków, bo to było obrzydliwe. Te maleństwa też miały prawo bytu, choć nie posiadały uczuć. Taki robaczek, kiedy zje mrówkę, nie ma potem wyrzutów sumienia, a gdy motylek zjada coś smacznego, nie trapi się przez następny tydzień, czemu się najadł. A Gabriel... Gabriel miał uczucia, nawet jeśli próbował je ukryć w najgłębszych zakamarkach swojej duszy. Nie oszuka sam siebie, chyba że jest na tyle głupi, by w to wierzyć. A teraz panna Hayes nie miała żadnych wątpliwości, jeśli chodzi o zakres umysłowy swojego towarzysza.
Denerwował ją stoicki spokój Gabriela. Denerwowało ją też to, że niezwykle poważne słowa Ślizgonki, w które włożyła tyle wysiłku, zdawały się go bawić. Sama miała ochotę rzucić w niego Cruciatusem, ale sam to zrobił.
- Ty się nadal niczego nie nauczyłeś! - powiedziała Cassandra, chodząc po całej klasie ze skrzyżowanymi rękami na piersiach. Jak by się skończyło, panie Smith? Zrównałby ją z ziemią kilka dni później? Drażnił ją swoim brakiem reakcji. Chciała, żeby na nią nakrzyczał, rzucił na nią klątwę, cokolwiek. Żeby poczuła, że nie robiła tego wszystkiego na marne, że nie bez potrzeby tak się produkowała.
Odepchnął ją. Wpadła na ławkę, czując ból w plecach. Miała go dość. Nawet tych jego głupich słów, które wypowiedział chwilę potem.
- Że niby ja? Oszalałeś? - powiedziała nieco ciszej, nie dowierzając własnym uszom. - A co ja niby takiego robię, co?!
Czuł coś do niej? Obojętność może? W końcu to takie ciekawe uczucie, prawda? Cassandra chciała, żeby jej coś zrobił. Psychikę już zniszczył - pora na ciało, czyż nie? Wtedy zrobił coś, czego spodziewała się najmniej. Rzucił Zaklęcie Niewybaczalne w jej obecności. Spodziewała się bólu, ale nie nadchodził. Nie tak sobie wyobrażała oberwanie tym zaklęciem. Przez głowę przeszła jej myśl, że może jest tak bardzo zraniona, iż bardziej nie można... wtedy spojrzała na niego swoimi brązowymi oczętami i zastygła w przerażeniu. Nie celował w nią. W siebie.
Zupełnie nie wiedziała, co ma zrobić, gdy słuchała krzyków Gabriela odbijających się od ścian. Stała na środku klasy w osłupieniu. Co on najlepszego wyprawiał? Był chory psychicznie, czy jak? Podeszła do niego i wytrąciła mu różdżkę z ręki. Wpadła za szafę. Przewróciła chłopaka na plecy i spojrzała na niego z dystansem.
- Czy ta whisky ci zaszkodziła? - spytała, przechylając głowę na bok.

avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Gabriel Smith on Wto 26 Cze - 1:33

Zobaczył ją nad sobą w momencie, gdy wytrąciła różdżkę z jego dłoni. Złapał ją ze złością i zrzucił z siebie. No dobra... spróbował. Nie był w stanie się ruszyć. Przynajmniej jeszcze przez chwilę. Wszechobecny ból zabrał mu możliwość trzeźwego myślenia. Nie docierały do niego słowa Cassie, ale dotarł do niego ogólny ich sens.
- Spieppszaj... - Jęknął cicho. Ponownie się szarpnął. Tym razem skutecznie. Szybko odnalazł swoją różdżkę i podniósł ją z ziemi. - Chciałem sprawdzić jak bardzo to boli. - Odpowiedział, starając się utrzymać szyderczy ton głosu, ale nie wychodziło mu to zupełnie. Mogła nie przerywać. Tylko ból koi ból. - Ty, bo nikt nie jest w stanie pokochać w jeden dzień! A jeśli oddajesz się komuś bez miłości, to nie jest akt miłości. A powinien być, jeśli wcześniej rozmawiamy o uczuciach! Jeśli to jest tylko jednorazowa gra, to uważam ją za zamkniętą! Jeśli chcesz grać dalej, to przegrałaś! - Teraz to on krzyczał. Z zimną furią. - Accio różdżka Cassandry! - Czy przyleci? Czy nie? Jeśli tak, to trochę jej to zajmie. I pewnie wybije szybę w oknie. No trudno. Nigdy nie próbował przywołać w ten sposób różdżki. Bardzo możliwe, że się nie uda... Spojrzał w jej brązowe oczy. Zachłannie. Zjadał jej emocje, uczucia. Różdżka nie nadleciała. Uderzył pięścią z impetem w jedną z ławek.
- Chcesz się mścić? Chcesz zadać mi ból? Wyręczam Cię. - Powiedział spokojnie. - Nie musisz brudzić sobie rączek, ja już i tak mam dość brudne swoje dłonie. - W głębi niego coś mówiło mu, że limit wytrzymałości na ból wyczerpał się na dziś. Gdyby nie Cassie prawdopodobnie zemdlałby.
- Wystarczy tylko słowo. - Powiedział ciszej. - Nie? Widzę, że tego chcesz. - Ciągnął dalej. - Jeśli zrobię to jeszcze raz, to znów wytrącisz mi różdżkę, żebym przypadkiem nie zemdlał? Jesteś takim samym katem jak ja. Tak samo zła, tyle samo warta. - Celował w nią, choć nie był tego świadom. Z różdżki sypały się iskry. Chłopak był wściekły. Potrafię tylko ranić? Dziś to wiem. Wiem na pewno. Chcę tylko ranić. Na zawsze. Krzyknął z całych sił. Złapał się za głowę. Krzyczał. Wycelował różdżkę. - Dla Ciebie Cassie, zawsze gotów... Crucio! - Ból był jak fala, nagle zakrywał całe jego ciało. Nie potrafił się wyzwolić. Chyba krzyczał. Chyba. Nie pamięta nic, poza tym uczuciem. Czegoś takiego nie uświadczył nigdy. Zacisnął palce na różdżce, a moc płynęła, wypełniała go szaleństwem. Chciał przerwać. Nie był w stanie znieść tego dłużej. Jak bardzo musiał siebie nienawidzić, by potrafić rzucić na siebie to zaklęcie? To jego chwila. Jego hart ducha, ciała, umysłu. A ona niech patrzy. Niech napawa się jego cierpieniem! Niech czuje jakby to ona trzymała różdżkę. Zwijał się po ziemi. Nie zemdlał na swoje nieszczęście. Leżał na boku. Różdżka wypadła mu z dłoni i potoczyła się po podłodze. Ból nie ustał, pomimo tego, że zaklęcie przestało już działać. Nie był w stanie nawet poruszyć oczyma. Chciało mu się wymiotować, ale nawet tego nie był w stanie zrobić. Idealny stan. Nirvana. Odłączenie od świata. Poprzez ból udało mu się osiągnąć ukojenie. Czuł się rozgrzeszony z błędów które ostatnio popełnił. Cierpiał fizycznie za cierpienia które zadawał ludziom. Wciąż niepewien tego kim jest. Czy może aktorem, czy tym który pociąga za sznurki. Naprawdę od samego początku, to była tylko gra? Czy może teraz powiedział parę słów za dużo, bo nie potrafił znieść faktu, że zaczyna coś do kogoś czuć? Dlaczego tak panicznie się tego boi? Ból trwał zamiast przemijać. Jak wspaniale. Wspaniale. Można skupić się na czymś innym niż wydarzenia ostatnich dni. Łzy spływały mu z oczu. Łzy bólu, ale nie tylko. Tylko że ona nie musiała przecież o tym wiedzieć. Może myśleć, że to tylko z powodu zaklęcia, z powodu cierpienia fizycznego. On tymczasem nie potrafił, nie umiał czuć tak jak inni. Uczucia to słabość. Nikomu nie wolno ich zdradzać. Chce się ich pozbyć! Wyrzucić je! Odrzucić! Z drugiej strony... Nie wyzbył się jeszcze człowieczeństwa, a każdy człowiek czuje. Nie tylko instynkty nami kierują. Uczucia istnieją. Tylko on je powoli w sobie zabija. Poczuł się chory, poczuł się patologią w tym ułożonym społeczeństwie. Co on może na to poradzić? Tak się nauczył. Taki jest. Wciąż jeszcze istnieje druga ścieżka, choć mocno zatarta i zarośnięta. Ścieżka człowieczeństwa. Wątpliwości nachodziły go ostatnio dość często. Mimo tego wiedział wciąż, że jest zły, że zostanie śmierciożercą, że chce zostać ich przywódcą, że chce być taki jak Czarny Pan. Ale nie potrafił... Nie potrafił być aż tak bezlitosny. Inaczej... potrafił. Był taki. Był okrutny, zimny, ranił. Nie przywiązywał się do nikogo, wykorzystywał ludzi jak marionetki. Mimo tego miał coś, czego Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać nie miał od samego początku. Błąd który popełnił dawno temu. Maria. Mała dziewczynka, którą chciał ochronić, a którą bezlitośnie zamordowano. Miał skrupuły. Miał uczucia. Schowane głęboko, ale posiadał je. Mógł się do tego nie przyznawać, ale wiedział o tym. Stąd właśnie jego nienawiść, dlatego Cruciatus który rzucał na siebie był tak potężny. Nie był do końca taki, jak chciał być. Potrafi osiągnąć wszystko! Nie może tylko doskonałości... Zła... okrucieństwa... Dlaczego? Chce być zły, chce móc nie czuć nic mówiąc straszne rzeczy innym ludziom, chce ich ranić. NIENAWIDZI LUDZI! ZA TO CO MU ZROBILI! ZA TO, ŻE ISTNIEJĄ! ŻE DOPUSZCZAJĄ DO ISTNIENIA TAKIE PATOLOGIE! ŻE POZWALAJĄ MU NA CIERPIENIE I ZADAWANIE CIERPIEŃ! Dlaczego świat pozwolił mu zatrzymać tą cząstkę człowieka w sobie? Każdy ją ma, tylko nie każdy o tym wie? NIE! NIE MOŻE... NIE... nie... Łzy spływały na posadzkę. Ból przechodził, a Gabriel powoli dochodził do siebie. I znów zapragnął poczuć Katharsis. Oczyszczenie, odkupienie swoich grzechów. Czy dziewczyna już odeszła? Czy stoi nad nim? Jest ślepy! Ślepy! Z bólu nie widzi nic. Zaraz... przejdzie...
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Cassandra Hayes on Wto 26 Cze - 2:52

No to się porobiło. Cassandrze przeszło przez głowę, że ta whisky jednak naprawdę mu zaszkodziła. No i w sumie to zaklęcie niewybaczalne również. Przez głowę jej przeszło, że dostał jakiegoś napadu, czy czegoś, ponieważ zapomniał wziąć ziółek.
- Uważaj na słownictwo - zwróciła mu uwagę. Uspokoiła się, jakby właśnie przyszedł do niej profesor Snape i kazał wypić Eliksir Uspokajający. W sumie to miło byłoby zwędzić trochę i dolać go do whisky Gabriela. Może wtedy nie byłby taki... podminowany...
Teraz to ona patrzyła ze spokojem, jak on się wydziera. Skoro miał taką ochotę, nie będzie mu przecież przeszkadzać. Tak wymagała kultura, więc będzie się tego trzymać jak rzep psiego ogona. Pozwoliła mu na odzyskanie różdżki, pozwoliła mu na wykrzykiwanie jakichś głupot z księżyca wziętych. Patrzyła w jego oczy. Bolało go coś. Czy tylko bolało go ciało, co zostało wywołane rzuceniem Cruciatusa? Czy może za tym wszystkim kryło się coś więcej?
- No i jak, bolało? - spytała z rozbrajającym uśmiechem, siadając po turecku na jednej z ławek. Zaczęła się bawić swoimi włosami. - Co ty pierdolisz? Jaki akt miłości? Chyba nie powinieneś pić z tamten butelki, Gabriel.
Roześmiała się cicho, próbując schować szeroki uśmiech za rękawem swojej bluzki. Niech krzyczy. Poprawił jej samopoczucie. Wiedziała, że na tym świecie jest ktoś z o wiele gorszym humorem od niej. A mianowicie - Gabriel Smith.
- Jak mam grać dalej, skoro przegrałam? Czy to nie jest: game over, Cassandro Hayes? - spytała, udając zdziwienie. Teraz zaprzeczał sam sobie. Prychnęła, gdy zaczął przywoływać jej różdżkę. Przekręciła oczami. Czy on aż tak bardzo chciał z nią pojedynku?
- Ależ skąd, ja nie chcę ci sprawiać żadnego bólu - zaczęła, uśmiechając się przeuroczo. Zbyt uroczo... - Mi zupełnie wystarczy patrzenie, jak robisz z siebie idiotę.
Spuściła głowę i zaczęła się bawić swoją bransoletką. Robiła tak zawsze, gdy nie mogła sobie z czymś poradzić, ale on nie musiał o tym wiedzieć. Słuchała go, od czasu do czasu przez jej usta przewinął się ironiczny uśmieszek wart wychowanki Domu Salazara.
- Nic od ciebie nie chcę - powiedziała w końcu, unosząc głowę. Zmarszczyła brwi i zbladła lekko, co było reakcją na jego kolejne słowa. - Wcale nie... ja... nie jestem taka jak ty... ty nie potrafisz kochać. Ja potrafię...
Wstała z ławki i zmarszczyła brwi. To wszystko ją irytowało. Czy on nie mógł, dla własnego świętego spokoju, otworzyć tych cholernych drzwi i wypuścić jej na korytarz? Koniecznie chciał, żeby patrzyła, jak zadaje sobie ból? Czy on uważał się za mężczyznę?
- Dla mnie? Ale co dla mnie...? HEJ! - zaoponowała Cassandra. Znowu to zrobił. Znowu rzucił zaklęcie niewybaczalne. Zamknęła oczy, zatkała uszy. Nie mogła tego słuchać. Była zbyt wrażliwa. Nie chciała patrzeć, jak zadaje sobie ból, nie chciała słyszeć jego krzyków. Znowu to zrobiła. Zabrała jego różdżkę. Tym razem wyrzuciła ją przez okno, tym samym pozbawiając ich możliwości wyjścia z sali od historii magii przynajmniej do rana. Czyli jakieś dziesięć godzin... Jednak zanim sobie o tym uświadomiła, już klęczała z niechętną miną przy jego głowie i głaskała jego włosy.
- Ty naprawdę jesteś głupi - zaczęła. Słyszał ją? Nie? Może to i lepiej... - Nie wiem, co w tobie widziałam. Zauroczyłeś mnie już wtedy, na błoniach, wiesz?
Usiadła sobie wygodnie. Nie mógł jej nic zrobić, był zbyt słaby. Poczuła się pewniej.
- Kiedy to było? Tydzień temu? - kontynuowała. Nie wiedziała, jak mogła mu pomóc, więc nie robiła nic, żeby nie pogorszyć sprawy. Westchnęła. - Nikt nie jest w stanie pokochać kogoś w jeden dzień, tak? Nikt. Masz rację.
Dopiero się rozkręcała. Niech słucha. Opowie mu swoją wersję.

avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Gabriel Smith on Wto 26 Cze - 3:30

Leżał. Myśli wolno odpływały, kiedy odzyskiwał czucie w ciele. Zdawał sobie sprawę, że nie ucieknie. Wiecznie nie może uciekać. W końcu musi wstać i zrobić... coś. Albo w lewo, albo w prawo. Nie da się iść środkiem. Nie da się wiecznie przechodzić z jednej strony na drugą. To groziło... potrąceniem. Jeśli zdecyduje, to czy to będzie koniec? Nieodwracalny? Wiedział już co tli się w głębi niego. Wiedział, co to za uczucie. Czy można je w sobie nosić i być złym człowiekiem? Dalej wypełniać tę ideę, w którą tak zawzięcie wierzy? Jeśli tak, to czy ona jest w stanie przyjąć na barki jego krucjatę? Skąd tyle pytań w jego głowie?! SKĄD - to też pytanie! Same pytania. Brak odpowiedzi. Brak. Bo najpierw musi zdecydować. Dopiero potem może odpowiedzieć. Same słowa to za mało. Są wielkie, mają dużą siłę, ale nie wystarczą. Potrzeba czynów. Tylko... jak on może teraz coś zrobić, skoro nawet nie jest w stanie mrugnąć oczyma? Ból paraliżuje jego ciało. Wciąż. Już widzi. Słyszy. Czuje jej dłonie. Boże... jej dłonie. Ona jest, czuwa. Jak Lily wtedy w Skrzydle Szpitalnym. Chciał się skrzywić. Albo w lewo, albo w prawo. Dlaczego obiecywał sobie, że jej nie skrzywdzi? Że postara się, że... Dlaczego ona mu to zrobiła? Zaangażowała się. Będzie teraz wymagała od niego miłości. Jeszcze by tego brakowało, żeby powiedziała mu, że go kocha. Tego by nie zniósł. Musiałby ją zostawić. A nie chciał. Dlaczego? Dlaczego ona to robi? Dlaczego one wszystkie to robią? Tak łatwo dają się ponieść emocjom... Może to dlatego, że on ich nie czuje? Może to, co czuje, to tylko iluzja, a prawda jest zgoła inna.
Słyszał część z tego co mówiła. Zauroczył? Ehh... chciałby teraz umrzeć, umrzeć za wszystkie grzechy, które popełnił. Za wszystkie sytuacje, w których ranił innych, bo go kochali. Teraz wiedział, że chce, żeby chociaż część tych dobrych uczuć w nim przetrwała.
Siedziała obok niego. Ból minął, ale niemoc wciąż go wypełniała. Nie mógł się poruszyć. Piąty raz. Piąty raz użył zaklęcia niewybaczalnego względem człowieka. Drugi raz wobec siebie. To... faktycznie głupie. Zastanawiał się co by było, gdyby rzucił na siebie Imperius? Innym razem.
Słuchał w skupieniu. Słuchał uważnie. Chciał wysłuchać. Chociaż czuł, że już powoli mógłby się poruszyć. Musiał przerwać jej tylko na chwilę.
- M-m-moja różdż-dż-ka? - Odetchnął głęboko. Bolało jak cholera. Nie podniosła jej i nie uciekła? Dlaczego to zrobiła? Została i mówi... Ona... naprawdę go kocha. Nikt? Więc co ona robi? O co jej chodzi. Mózg pracował mu tysiąckroć razy szybciej niż zwykle. Czuwał, czuwał i odbierał otoczenie wszystkimi zmysłami. W końcu musiał się dowiedzieć, co ona myśli. Musiał. To było konieczne, żeby podjąć decyzję. Albo w lewo, albo w prawo.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Cassandra Hayes on Wto 26 Cze - 4:20

Nie ruszał się, nic nie mówił. Cassandra uznała to za przyzwolenie do podjęcia dalszej opowieści. Jednak zanim znowu zaczęła mówić, podciągnęła kolana pod brodę i objęła je ramionami. Pozycję, w którą się wygodnie ułożyła, zawsze przybierała, kiedy siadała na dywanie w rezydencji swoich dziadków. Zawsze wieczorem, przy szklance kakao, siadała tak w nogach fotelu babci i z zapartym tchem wyczekiwała zabawnych, ciekawych lub smutnych historii o swojej mamie. Jednak dzisiaj to ona będzie opowiadać. Ona będzie narratorką tej historii.
Usłyszała jego ciche pytanie. Zacisnęła usta.
- Nie ma - rzuciła krótko i niecierpliwie. Chciała opowiadać, a on przeszkadzał jej w tym, zadając jakieś niemądre pytanie. Odgarnęła zbłąkany kosmyk swoich włosów z twarzy. Oczywiście, że istniał też drugi powód jej dziwnej odpowiedzi. W końcu... wyrzuciła różdżkę Gabriela przez okno, nie było jej, nie mieli jak stąd wyjść. Niech żyje głupota Ślizgonów!
Panna Hayes nie uważała siedzenia obok Gabriela i opowiadania mu bardzo ciekawych rzeczy za czuwanie. Skoro on już tu był, poturbowany i w ogóle, to czemu nie miałaby skorzystać z okazji? Teraz naprawdę nie mógł jej nic zrobić, więc mogła mówić do woli.
- Nikt nie jest w stanie nikogo pokochać w jeden dzień - powtórzyła cicho, zamykając oczy i opierając głowę na swoich kolanach. - To nie trwało jeden dzień.
Przypomniała sobie ich pierwsze spotkanie. Wtedy nawet nie podejrzewała, że to wszystko skończy się w ten sposób... W końcu uważała go jedynie za przystojnego aroganta. Wyobrażała go sobie takiego, jak o nim mówiła Mary. Jednak coś w niej przeskoczyło. Wcale nie musi być taki zły, myślała, kładąc się wieczorem spać i pilnując, żeby nic nie powiedzieć pannie Langdon.
- To były długie i pouczające dni- kontynuowała z zamkniętymi oczami, z delikatnym uśmiechem na ustach.
Potem było kilka przelotnych spotkań na korytarzu. Cześć, jak się masz, co u ciebie, śpieszę się, do zobaczenia. Za każdym razem, kiedy widziała Gryfona w oddali, w otoczeniu kolegów, serce biło jej trochę szybciej i miała ochotę czmychnąć gdzie pieprz rośnie. Myślała o nim coraz częściej...
- Potem pozwoliłeś mi się do siebie zbliżyć - dodała, otwierając oczy. - A ja dałam się zaprosić na randkę. To nie była żadna gra. To była rzeczywistość...
Pamiętne spotkanie w Sali Tortur, gdy najpierw sobie dogryzali, a potem rozmowa przebiegła całkiem przyjemnie. Czuła się, jakby od tamtej rozmowy minęło kilka miesięcy, a nie zaledwie jeden dzień. Przypomniała sobie dźwięk rozrywanego płaszcza, przez co zacisnęła oczy mocniej. To był okropny dźwięk, jednak gdyby nie on... prawdopodobnie nie byłoby jej tu teraz.
- Otworzyłeś się - oznajmiła, przypominając sobie łzy cieknące po jego policzkach. Uczucia, którym dał się ponieść, gdy chciał nauczyć się je okazywać... - Byłeś taki otwarty. Ja byłam otwarta. Pozwoliłam ci się wkraść do mojego serca.
Była zadowolona, że mogła powiedzieć mu to na głos, że mogła mu to uświadomić, że nie będzie na nią krzyczał. Jedyna taka okazja...
- A ty się tam zadomowiłeś. Na dobre - uśmiechnęła się, patrząc w zimowy krajobraz za oknem. Jeszcze raz wspomniała to, co działo się tutaj przed chwilą. Kiedy ją przytulał, całował, patrzył z ciepłem w oczach. Teraz wydawało się jej to takie nierealne...
- To nie trwało jeden dzień... - powtórzyła na koniec. Poczuła się lepiej. Niech się teraz dzieje, co chce.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Gabriel Smith on Wto 26 Cze - 4:38

Poruszył się. Wsparł chwiejnie na rękach i przeszedł do pozycji siedzącej. Naprzeciwko niej. Oczy miał szeroko otwarte ze zdziwienia. Usta, nieco rozchylone, tylko potwierdzały i pogłębiały to wrażenie. Tępy ból w czaszce kazał mu zapomnieć o czymkolwiek innym
- J-jak t-to nie m-ma? - Zapytał cicho. Ból był straszny. Cała historia, którą powiedziała była raczej krótka, ale treściwa. To mu się podobało. Nie wiedział co o tym myśleć. Nie sądził, że Cassie od dawna... Że ona... On właściwie też od pierwszego spotkania coś do niej czuł. Znaczy się... Żeby nie było niejasności: nie przerzucił się na nią tylko dlatego, że skończył z Lily, ani nie skończył z Lily tylko dlatego, żeby móc być z Cassie. To dwie odrębne historie, które po prostu zbiegły się w czasie, a Cassie miała pecha trafić akurat równolegle w czasie z Lily. Ukrył twarz w dłoniach. Tym razem po to, żeby nie pokazać jak wielki ból sobie zadał. Po pierwsze - będzie wiedział na przyszłość co robi człowiekowi, którego katuje Cruciatusem, po drugie - na przyszłość już nigdy na siebie go nie rzuci.
Milczał. Jak grób. Nie chciał jej przytulić, płakać, czy prosić o wybaczenie. No... może prosić o wybaczenie. Ale uznał to za nieco bezsensowne. To, co mu powiedziała, nie było pięknym wyznaniem w które sprytnie wplotła "przebacz mi". To był wyrzut, wyznanie, które mówiło "zobacz - myliłeś się, a teraz mnie straciłeś, to ja wygrałam." Wygrała. Właściwie... czemu by nie zacząć brać przykładu z Elle? Ona tak pięknie potrafiła odpowiadać. Krótko, ale bardzo głęboko. Cassandra go zrozumie. Musi.
- Wygrałaś. - Wychrypiał. Czyli nie przegrała, nie jest koniec gry? Jeśli tego chce. A jeśli chce teraz skończyć tą pojedynczą, jednorazową grę właśnie zwycięstwem, to właśnie jej się udało. Mógł krzyczeć, mógł już wiele rzeczy. Wracał do siebie szybko i teraz, kiedy oczyścił się już z grzechu - widział błąd. Widział dziurę w swoim rozumowaniu. On nigdy nie zniszczy w sobie tych uczuć. Tego się nie da zrobić. Może być zły, może być okrutny, ale nigdy nie będzie kolejnym Czarnym Panem, bo zawsze znajdzie się Elle Attwood, czy Cassandra Hayes, które potrafią wydobyć z niego miłość, dobroć... Dobroć? Dziś pokazał coś innego. Jego dobroć wywołała furię. Wszystko dlatego, że czuł się słaby. Słaby, że ulega drugiej osobie. Nigdy, nigdy nie chciał być zależny od nikogo. A miłość to uzależnienie, prawda?
Jeśli tak... to już wie od kogo chciałby się uzależnić. Szkoda tylko, że to już koniec.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Cassandra Hayes on Wto 26 Cze - 13:11

Nie odzywała się, gdy Gabriel powoli wracał do siebie. Nie odsunęła się, gdy usiadł naprzeciwko niej. Był bardzo blisko. Widziała jego zdziwienie. Jednak... po tym co jej zrobił, po tym co jej powiedział, po tym, co się stało, nie mogła - nie chciała - uśmiechać się triumfująco, powinna cieszyć się z wygranej, powinna... mieć to wszystko w głębokim poważaniu i po prostu wyjść, zostawić go samego. Spuściła głowę. Ból w jej głowie zmalał, ale wciąż tam był. Najbardziej zabolały ją jego słowa. Czy naprawdę tak sądził, czy to były jedynie puste słowa? Naprawdę uważał, że jest taka sama jak on? Czy on traktował ją jako kolejną zabawkę do kolekcji? W końcu ją "zaliczył"...
- No, zwyczajnie, nie ma - odparła Cassandra, przewracając oczami. Czy naprawdę tak trudno było mu zrozumieć, że jego różdżki nie ma w tej klasie? Tak trudno...? Po chwili uznała, że jednak należą mu się jakieś wyjaśnienia. Skromne, ale należą. - No więc, twoja różdżka bawi się właśnie w miotłę bałwana.
Uśmiechnęła się niewinnie. Ona przecież nic takiego bardzo złego nie zrobiła. Tylko wyrzuciła jedyną różdżkę, jaką posiadali, za okno. Przynajmniej żadne z nich nie zrobi sobie krzywdy... no i żadne nie wyjdzie. Po cholerę on zamykał te drzwi zaklęciem? Ech...
Nie chciała, żeby ją przytulał. Odepchnęłaby go. Okazałaby mu zbyt wiele łaski, gdyby teraz przyjęła go z otwartymi ramionami. Zarzucał jej, że była zbyt łatwa, tak? Dlatego tym razem nie pójdzie mu z nią tak łatwo. Teraz ona będzie się bawiła w zimną sukę i nic nie będzie jej obchodziło, co on czuje. Niech poczuje się tak jak ona. Jednak mimo tego, to ciągle panna Hayes była pokrzywdzoną stroną w tej sprawie. Nie Gabriel...
Tak, wygrała. Była silna. To on był słaby, nawet jeśli sądził inaczej. Cassandra miała teraz na to dowody.
- Wiem - odpowiedziała z niezwykle poważną miną. Cieszyła się, że w końcu przyznał jej rację, że w końcu zapomniał o swojej dumie i arogancji, że potrafił przyznać się do błędu. Nie dała tego po sobie poznać. Tak z niej drwił, gdy widział jej uczucia. Drwił z niej przez to, że miała uczucia.
Niech jej to powie. Tu i teraz. Niech błaga o wybaczenie.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 27 Cze - 0:56

Zdębiał. Wściekł się.
- Co Ty do cholery chcesz przez to powiedzieć?! Wyrzuciłaś ją?! - Patrzył na nią, a na jego twarzy malowało się niedowierzanie pomieszane ze złością. Teraz będzie musiał szukać różdżki w śniegu cholera wie ile czasu! Co za idiotka!
Zaliczył. Tak, udało mu się. Temu zaprzeczyć nawet ona nie może, że dała się wykorzystać. Gdyby zupełnie nic nie czuł i tylko grał przed nią, to musiała przyznać - jest podatna na manipulację.
- Wszystko pięknie Cassie, ale powiedz mi szczerze - jaką ja mogę mieć pewność, że tylko mnie tak wyjątkowo potraktowałaś? To, że byłaś dziewicą jeszcze niewiele oznacza... Jeśli wystarczył Ci taki czas, parę gestów z mojej strony i byłaś gotowa zrobić tyle, to skąd mam wiedzieć, że z innym chłopakiem nie zrobiłabyś tego samego, co? Ja nie przeczę, że zrobiłbym to z inną dziewczyną. Co Ty na to? Nie przeczę, bo wiem, że to byłoby kłamstwo. To co czuję, to już jest we mnie. Z jednymi chciałbym być z... fascynacji, zauroczenia, a z innymi tylko ze względu na urodę. Jaką mogę mieć pewność, że to co teraz powiedziałaś, to nie jest spowiedź? Usprawiedliwienie? Powiedz mi Cassie... - Zatrzymał się na chwilę. Westchnął. - Zobacz - ja nie potrafię tak od razu pokochać. Mi potrzeba czasu. Ty to po prostu wszystko teraz burzysz. Podobnie jak Lily. Mam prawo czuć się wykorzystany tak samo jak Ty. Mnie jest z tym dobrze. Tobie nie jest. Bo co? Może liczyłaś, że to Ty skończysz ze mną podobnymi słowami? - Odwrócił od niej wzrok. Nie próbował wstawać. Po co? Już nie mówił ze złością. Mówił spokojnie, jak zwykle.
Będzie się bawiła? Z nim? Czy ona naprawdę uważa, że może go skrzywdzić? Cały ten akt desperacji wywołał on sam, nie Cassie. Opłakiwał swoje błędy, nie jej nieszczęście. Tylko on sam potrafił się zranić. Nie robił rzeczy pochopnie. Czasem działał pod wpływem furii. Zwykle był opanowany, jak w herbaciarni. To, że płakał, to jedno. To, że czuł to drugie. A to, że było mu żal, to już zupełnie jego sprawa. Nie płakał nigdy przez nikogo. Płakał przez siebie. Kiedy zmarła Maria - że jej nie ochronił. Kiedy Cassie płakała - że on wywołał ten płacz. Kiedy żałował, że postąpił, jak postąpił, kiedy rzucał na siebie Cruciatus... Wtedy robił to przez własne błędy, żeby ból ukoić bólem. Tylko ból koi ból. Tak już jest i tak pozostanie.
Miał coś powiedzieć? Chciał.
- Więc dobrze Cassandro Hayes. - Spojrzał teraz w jej oczy. Brązowe, głębokie, piękne oczy dziewczyny, z którą kochał się jeszcze około pół godziny temu. - Kocham Cię i chcę z Tobą być. Mimo wszystko. Mimo tego, że nienawidzę, brzydzę się miłością, mimo tego, że Ty do czujesz coś do mnie. Może to wydawać Ci się paradoksem, ale te uczucia nas dzielą, a jednak chcę. - Zacisnął szczęki. Nie czekał na cios. Nie czekał na wyznanie, że już za późno. Szczerze mówiąc? Byłoby mu łatwiej, gdyby go wyśmiała, powiedziała, że jest gnojem i teraz zaprzepaścił swoją szansę. Byłoby. Dlatego że nie musiałby się już gryźć uczuciami. Kolejny paradoks... Chciał z nią być, ale gdyby z nią był, byłby z nią za karę. Musiałby walczyć w sobie pomiędzy złem, a dobrem, nienawiścią a iskrą miłości, którą posiadał. Podświadomie rzucił jej wyzwanie. Mówiąc te słowa chciał, żeby go odrzuciła. Chciał jeszcze rzucić ironicznie "seks na pojednanie?" i chociaż byłyby to słowa w jego stylu byłyby całkowicie puste i nie na miejscu.
Był słaby? Tak. Czuł się słaby, bo odczuwał emocje, miał uczucia, które uważał za oznaki słabości. Teraz. Jeśli go odrzuci, zgasi w nim je. Będzie mógł na pewno wybrać drogę. Lewo, albo prawo. Nie można iść pośrodku. On wiedział którą ścieżką chce iść, ale czuł, że chce iść tą drugą. Tylko że ona była zatarta... niewidoczna wręcz. W rękach Cassie pozostawała decyzja. Jej nie obchodzi jego życie. Była przecież egoistką, jak każdy człowiek. Liczą się przecież MOJE uczucia. Gówno o nich wiesz! Tak - tak myślała. Myślała - Ty mnie bardziej zraniłeś! Skąd ona to wie? Skąd? Niszczy całe jego życie wkradając się do niego w taki sposób. Pozwalając mu na to, by zatracił się w miłości, w słabości. W uczuciu, w które nigdy, ale o nigdy nie wierzył. W uczuciu, któremu nie ufał. Wątpliwej ulotnej chwili... Więc ona jest egoistką. Niech wybierze po swojemu. Może domyśla się, że robi też coś dla niego. Załatwmy to wreszcie jak należy... Powiedz, że mam spierdalać! Powiedz mi to! Ty będziesz wolna, popłaczesz, ale zemścisz się, a ja uwolnię się od miłości i będę mógł znów kroczyć po ścieżce zagłady, a nade mną może znów zacząć krążyć chaos, chaos, chaos, CHAOS!
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Cassandra Hayes on Sro 27 Cze - 2:43

Była spokojna. Tak naprawdę niewiele obchodziła ją jego różdżka i ta furia, która teraz wręcz malowała się na jego twarzy... ale w duchu - nigdy nie przyznałaby się do tego na głos - sądziła, że naprawdę postąpiła jak idiotka. I tu wcale nie chodziło o szukanie różdżki w zaspach śniegu, ale o to, że teraz nie mogła wyjść z tego pomieszczenia z arogancją wymalowaną na twarzy, tylko musiała znosić jego krzyki.
- Wolę twoje krzyki w tej wersji, niżbym potem miała słuchać, jak sam siebie torturujesz. Przyznaj, że to byłoby głupie - powiedziała powoli Cassandra. Ona uważała, że sama ma rację. W końcu gdyby nie wyrzuciła tej różdżki przez okno, znowu by ją odzyskał i jedynie licho wie, na kogo tym razem nie rzuciłby zaklęcie niewybaczalnego.
Przez grzeczność nie zaprzeczę.
- A jak ci mówi serce? Co ci podpowiada rozum? Myśl sobie o mnie co tylko zechcesz - naburmuszyła się, słysząc oskarżenie w jego ustach. Zerwała się z podłogi. Siedzenie naprzeciwko niego, gdy wygłaszał takie herezje na jej temat, działało na nią antyfajnie. - Nie siedzisz w mojej głowie. Spieprzaj.
Skrzyżowała ręce na piersiach, pokazała mu język, jakby była małą obrażoną dziewczynką, po czym zaczęła grzebać w szafkach, gablotkach, a nawet w biurku profesora Binnsa. Z nudów. Jedynymi rzeczami, jakie znalazła, były jakieś stare mapy i książki. Otworzyła jedną z nich, jakby spodziewała się zobaczyć tam podobiznę Gabriela z podpisem "Idiotos Głupkowatus". Niestety. Ciągnął się tam długi esej na jakiś wyjątkowo nudny temat. Z trzaskiem zamknęła książkę i skupiła wzrok na kulce ze sztucznym śniegiem w środku, stojącej na biurku. Zawsze chciała dostać taką na urodziny. Zasiadła za katedrą, czując się prawie jak doświadczona pani profesor. Oparła głowę na łokciu i zaczęła się bawić kulką. Potrząsnęła nią kilka razy. Śnieg zawirował wśród malutkich zabudowań i lasów.
Przez takie sytuacje jak ta Cassandra czuła się gorszą jednostką w społeczeństwie. Ona naprawdę czuła się wykorzystana, zmanipulowana i zdeptana równo z ziemią.
Utkwiła w nim spojrzenie, kiedy zwrócił się bezpośrednio do niej.
- Co ci stoi na przeszkodzie? - spytała, w środku dziwiąc się nad otwartością Gabriela. Wyśpiewał jej prawie wszystko. Na zawołanie. Spuściła głowę i znowu zaczęła bawić się kulką.
Nie rozumiała go. Potrafił ją jednocześnie oczernić i pochwalić w jednym zdaniu. Jego słowa mówiły co innego, gesty i mimika co innego. Miała mętlik w głowie. Zrobiło jej się słabo i zakręciło w głowie. Gdyby teraz zmusił ją, żeby wstała, zemdlałaby.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 27 Cze - 3:05

Powoli, delikatnie podniósł się z ziemi. Niepewnie stanął na nogach. Płonął! Płonął wewnątrz. A ogień zdawał się z niego emanować. W jego gestach, w jego spojrzeniu... Usta mu drżały. Z bólu i w niekontrolowanym odruchu wywołanym walką w środku. Skinął tylko w odpowiedzi na pierwsze słowa, które do niego skierowała.
Na pewno nie na nią.
- Rozum mówi mi coś innego niż serce. - Powiedział wymijająco. Nie. Nie siedzi w jej głowie, ale czy on też nie może czuć goryczy? Rozczarowania? Zawsze kończy się tak samo: kiedy druga strona angażuje się emocjonalnie, Gabriel po prostu ucieka. Emocje nie są dla niego. Nie były i nie będą. A jednak. Nie może zaprzeczyć ich istnieniu w sobie. Więc jaka siła kazała mu zrobić to co zrobił? Jego charakter, jego walka. Jego. Ból koi ból. Zacisnął powieki. Z bólu. Oddychał nierówno, głęboko. Kiedy otworzył oczy dziewczyna wciąż siedziała za katedrą, bawiąc się szklaną kulą. Podszedł do niej wspierając się czasem o stoliki. Dzielił ich tylko drewniany blat i wojna uczuć w ich głowach. Złapał jej rękę, w której trzymała kulkę.
- Ty. - Odpowiedział na ostatnie jej słowa. Wiele wysiłku kosztowało go ustanie na nogach, co dopiero chodzenie. Chciał jednak wykonać jakiś gest. Jakikolwiek. Musiał. Czego ona oczekuje? Dlaczego nie zdecyduje za niego? On musi wybrać? W lewo albo w prawo. Zbliżył jej dłoń do swojej twarzy, zamknął powieki, powąchał ją, oddychał szybciej, głęboko. Czuł jej delikatną skórę, pamiętał jej ciepło, jej dotyk, rozkosz jaką z nią przeżył tutaj. Krzywdę jaką jej zadał. Jej ciepłe, miękkie usta, których nie zapomni. Z drugiej strony jaśniej niż kiedykolwiek widział swoją ideę. Nie umiał... nie umiał zdecydować. Pocałował wnętrze jej dłoni. Zapach, którego nie zapomni. To miałby być koniec. Przeszył go dreszcz. Jeśli zechce, musi błagać. Musi ukorzyć się, nie obnażać słabości, ale okazać słabość, niższość. Czy tego wymaga miłość? Takiego poświęcenia nigdy... nigdy nie poświęcił tak wiele. Emocje wywoływały dreszcz. Płonął. Serce uderzało w chaotycznym tańcu. Szaleniec, krzyk w jego głowie, wrzask w sercu, kto kogo przekrzyczy? Nie upadnie na kolana. Nie zrobi tego. Nie potrafi.
Upadł.
Nie będzie błagał. Nigdy nie błagał! Nigdy nie zrobił tego, nie zrobi tego wobec niej!
- Cassie... błagam... - Powiedział opierając jej rękę na swojej głowie.
Dlaczego?! CO ON ROBI?! Nie przyzna... nie przyzna przecież...
- Masz rację. Kocham Cię. - Zacisnął mocno szczęki. Patrzył pustymi oczyma w ziemię, z pochyloną głową. Wściekły, wściekły, bo ukorzył się przed nią.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Cassandra Hayes on Sro 27 Cze - 9:13

Kątem oka zauważyła, że Gabriel wstał. Nieco chwiejnie, ale stał na nogach. Niebezpieczeństwo zbliżało się wraz z jego kolejnymi krokami w stronę biurka? Ramiona jej opadły.
- Zrób tak, jak uważasz za słuszne - odpowiedziała mu, wzdychając ciężko. Nie chciała podejmować żadnych decyzji, ale musiała. Gabriel i tak podejmuje teraz swoją własną decyzję. Chce z nią być, czy nie? Ona nie siedziała mu na głowie i nie wpisywała mu do niej poleceń, co ma zrobić w tej chwili. To jego życie i zrobi z nim, co tylko zechce. Mógłby się nawet zabić... chociaż nie. Może zrobić wszystko, oprócz zabijania siebie.
Uniosła wzrok, gdy złapał ją za rękę. Kulka wypadła z ręki Cassie, a ona patrzyła na niego z lekkim strachem. Jej życie nigdy nie było i nie będzie usłane różami. Teraz ma na to dowody. Chciała cofnąć dłoń, ale trzymał ją mocno. Spojrzała gdzieś w bok.
- Dlaczego? Sama podkładam dynamit do mojego życia? - spytała, a w jej tonie było tyle rozpaczy, że aż sama się dziwiła, czemu jeszcze nie wybuchnęła płaczem. Gdy pocałował jej dłoń, przymknęła oczy, próbując powstrzymać łzy. - Znowu to robisz.
Chwilę potem upadł na kolana. Nie chciała na niego patrzeć. To bolało. Bardzo, bardzo, bardzo bolało. Błagał. Tylko o co? Nie wiedziała. Znowu zakręciło się jej w głowie. Nie ruszała się z miejsca, tylko siedząc cichutko jak myszka na krześle nauczyciela, wpatrywała się w blat i w swoją dłoń, którą przed chwilą musnął ustami Gabriel Smith.
- Ale o co ty mnie błagasz? - spytała. Pomogłaby mu - może... - gdyby jej powiedział, o co błaga. Wtedy byłaby mu skłonna udzielić odpowiedzi. Przeczącej lub twierdzącej... Wstała z krzesła, w głowie zakręciło się jej jeszcze bardziej. Przymknęła oczy. Podeszła do niego niepewnie. Trudna decyzja. Tak wiele możliwości. Przysiadła obok Gabriela, bojąc się wykonać jakikolwiek ruch.
Kiedy powiedział, że ją kocha, zrobiło jej się dziwnie ciepło na sercu. Jednak sama nie powiedziała nic. Bała się. Jej oczy mówiły wszystko...
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 27 Cze - 20:24

Ale on sam nie wiedział co jest słuszne! Oddaje mu decyzję, a on jej. Totalnie patowa sytuacja. Gdyby... gdyby nie jego gest. Daje jej szansę i wybiera ścieżkę. Albo raczej - pokazuje jej, że jest gotów się starać nią kroczyć, o ile ona złapie go za rękę i poprowadzi przez chaszcze. Tylko czy zdoła ochronić przed przeznaczeniem, przed ciemnością?
Odwrócił zbolałe spojrzenie, pokręcił głową. Nie pod swoje, pod jego życie, ale przecież nie będzie Ci teraz tego tłumaczył! Czyli co, co robi?
Każe mu ująć to w słowa? To chyba oczywiste. Spojrzał w jej oczy. Chciał przekazać jej co czuje. Że chce prosić, żeby mu wybaczyła, że chce, żeby zdawała sobie sprawę z tego kim on jest i jeśli chce... jeśli faktycznie go kocha, to... - Pokaż mi czym jest miłość... - Co tu więcej dodawać. Nie umiał kochać, jeśli ona potrafi, to niech go nauczy. Niech weźmie go za rękę i pociągnie za sobą. Wyciągnie go z ciemnej toni w której rzekomo żyje od tylu lat. Na powierzchnię, na słońce. Niech go reanimuje, aż odzyska świadomość. Naprawdę tak to według niej wygląda? Więc niech mu to udowodni. Topielec wypływa na powierzchnię dopiero, gdy jest martwy, a on jeszcze żyje.
Usiadła obok. Oparł się o katedrę. Spoglądał w jej oczy. Wyciągnął rękę, dotknął delikatnie jej nogi, przesunął po niej dłonią. Chciał poczuć jej dotyk, zanim go odrzuci. Jeśli to zrobi, już nigdy nikogo tak nie dotknie. Z czułością. Dalej już obędzie się bez emocji. Będzie tylko druga droga, którą podążał przez tyle lat.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Cassandra Hayes on Sro 27 Cze - 23:18

Żadne z nich nie chciało podjąć samodzielnie decyzji, która miała dotyczyć ich dwojga. Wtedy czuliby się odpowiedzialni za losy drugiego, a nie wszyscy są w stanie znieść taki ciężar. To tak jakby jedno z nich wzięło drugie za rękę i pociągnęło za sobą, krążąc wśród niebezpiecznych lasów, rzek, jezior. Pewnego dnia trafią na pułapkę. Wtedy wszystko będzie można zwalić na tę osobę, która prowadziła ich do celu, bez zbędnego przebierania w przedawnionych faktach. Cassie chciała, żeby podjęli tę decyzję razem. Nie chciała być odpowiedzialna za coś, co ma nie do końca jasną przyszłość. Jeśli żadne z nich nie będzie kroczyć z przodu, będą iść obok siebie, z podniesionymi głowami, wiedząc, że mogą na siebie liczyć - wtedy na pewno pokonają przeznaczenie i... tę ciemność.
Gdy spojrzał w jej oczy, nie odwracała wzroku przez dłuższą chwilę. Próbowała wyczytać coś oczywistego z jego ciemnych oczu, które zdawały się teraz topić i ogrzewać. O ile się jej nie wydawało... słysząc prośbę Gabriela - uznała, że była to wypowiedź wypowiedziana z prośbą - zamknęła oczy. To było trudne, bardzo trudne.
- Gabriel - szepnęła, po czym przylgnęła do niego całym swoim ciałem. Chciała go nauczyć, mimo tego, co jej zrobił, jak się zachował i jak się odnosił do całej tej sprawy. Niech pozna, co to jest miłość. Panna Hayes przez jakiś czas będzie się bawiła w dobrodziejkę.
Nie odtrąciła jego dłoni. Był taki delikatny, taki czuły, taki... zdesperowany, że wprost nie mogła mu się oprzeć. Uśmiechnęła się lekko, chowając twarz w jego szyi. Mogła go przytulać i przytulać bez końca.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 27 Cze - 23:46

Gabriel nie spodziewał się tego. Nie spodziewał się ciepła z jej strony, po tym co jej zrobił. Co sobie zrobili. On jej wybacza. Musi uwierzyć, przyjąć uczucia, które w nim są. I chce. Tylko jeszcze nie wie czy mu się to uda... To trudne, bardzo trudne.
Poczuł jej bliskość. Poczuł jej ciało. Znów dawała mu ciepło, które koiło ból. Fizyczny i psychiczny. Zaczął oddychać głęboko, serce znów zabiło mu szybko, bardzo szybko. Poczuł jej oddech na swojej skórze, rozgrzewał. Cała ona, tak cudownie filigranowa, teraz znów... Tym razem już nie zaprzeczał. Czuł do niej coś więcej niż fascynację, zwykłe zauroczenie, teraz się do tego przyznawał. Nie na zewnątrz, ale w swojej głowie. Tym razem walkę wygrała Cassie, droga u jej boku. Ale wiedział, że to nie koniec wojny. Teraz jednak o tym już nie myślał. Liczyła się tylko jej bliskość. Pocałował ją w szyję, przesunął ręką po jej udzie i talii, podciągnął ją trochę wyżej. Siedziała na nim okrakiem, a on teraz odnalazł jej usta, cudownie ciepłe i kojące. Pocałował ją namiętnie nie mogąc opanować drżenia i bicia serca.
Znów te same emocje. Kiedy jego ręce powędrowały po jej plecach powoli wpełzając pod koszulkę i dotykając delikatnej skóry na jej plecach. Przyciągnął ją mocniej do siebie, wbijając palce w jej ciało. Ściskał ją mocno, bardzo mocno, jakby bał się, że gdy ją wypuści, ona nagle zniknie, uleci w eter niczym zjawa. Położył jej głowę na swoim ramieniu.
- Kocham Cię... - Szepnął cichutko do jej ucha, delikatnie musnął je ustami, czuł teraz doskonale zapach jej kręconych blond włosów, które opadały mu na twarz, gdy trzymał ją tak przytuloną. - I chcę Cię kochać... - Dodał jeszcze ciszej. Nic, nic, nic, nie pustka, ale euforia w czystej postaci. Wariactwo. Szaleństwo, umysł nie pracuje, serce wali, chce, chce czuć ją całą, chce żeby tu była, żeby sprawiła, że zapomni o całym świecie. Właściwie... już zapomniał. Nic - nic się nie liczyło, tylko ona i jej brązowe piękne oczy, które uroniły w to ramię dzisiaj tyle łez. Przez niego. Chciał je pocałować, chciał całować całe jej ciało, każdy jego drobny fragment, byle wiedzieć, że będzie przy nim zawsze, że zawsze ustami będzie mógł spijać z niej ciepło i czuć zwiewny mydlany zapach od jej skóry...
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Cassandra Hayes on Czw 28 Cze - 1:21

Ona sama się nie spodziewała, że mimo tego wszystkiego, co się stało, będzie potrafiła tak po prostu przytulić się do Gabriela, przymknąć leniwie oczy i czuć cudowny zapach jego perfum, który mogłaby wdychać do płuc do końca swojego życia. Po raz pierwszy od jakichś... trzydziestu minut może... czuła się wspaniale. Chociaż ból po słowach Gryfona nie zniknął całkowicie, a ona ciągle bała się powiedzieć mu na głos, co czuje, nie mogła się powstrzymać przed odwzajemnianiem jego pocałunków, przed wkładaniem dłoni w jego włosy, przed ciągłą myślą, że ją jednak kocha... Teraz się nie bała. Wierzyła mu bezgranicznie, wierzyła w jego uczucie do niej, wierzyła, że jej teraz nie oszuka.
Siedziała na nim, czuła, że ma w tej chwili więcej władzy, niż kiedykolwiek przedtem. Całowała go z pasją, czując się, jakby Gabriel właśnie wrócił z krwawej wojny trwającej kilkanaście dobrych lat, którą, o dziwo, przeżył, i właśnie w ten sposób się witali. Witamy z powrotem w domu. W jego silnych ramionach panna Hayes czuła się jak w domu - bezpiecznie, przyjemnie, rozkosznie. Nie chciała, żeby cokolwiek zakłóciło jej tę chwilę harmonii, która zapanowała nad jej sercem. Dawno nie była tak zgodna sama ze sobą.
- Ja... - zaczęła cicho, ale nie dokończyła. Wciąż pamiętała jego wykład na temat uczuć. Nie przyzna mu się do tego na głos, nie przyzna się, że go kocha całym swym sercem. Za to jej oczy mówiły wszystko. Od niewielkiej nadziei, poprzez radość, aż po triumf. Nie mógł wiedzieć, jak bardzo chciała mu powiedzieć, co czuje.
Czuła, jak palce Gabriela wbijają się w jej skórę na plecach, ale nie miała zamiaru nic z tym robić. Delikatnie muskała ustami kąciki jego ust, ponownie rozpięła koszulę i przylgnęła do niego tak mocno, jak się tylko dało. Ciągle było jej mało. Zdążyła się uzależnić od jego czułych pocałunków, delikatnego dotyku dłoni na jej biodrach i plecach. Gdy powiedział, że chce ją kochać, wprost rozpływała się w jego ramionach. Nie liczyło się dla niej nic innego oprócz tego, że jest tu i teraz z Gabrielem, że on mimo wszystko coś do niej czuje i... najwyraźniej chce z nią być. Westchnęła z rozkoszy, obejmując go za szyję. Kochała go, a on nie chciał o tym wiedzieć. Nie chciał o tym usłyszeć z jej ust...
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Gabriel Smith on Czw 28 Cze - 1:43

Powoli, kolejny raz. Jak domek z kart. Układali go długo, ale Cassie nie sądziła, że fundamenty postawione przez Gabriela są tak wrażliwe i zdmuchnęła go jednym złym ruchem. Karty jednak się nie zniszczyły i domek można było odbudować. Po raz kolejny. Powoli.
Leżeli teraz na ziemi. Zdjął z niej delikatnie koszulkę, znów uwalniając jej nagość, kobiecość. Kolejny raz... powoli... Zaczął całować jej szyję, oddech miał nierówny, szybki, głęboki. Czuł, że dziewczyna ma podobnie. Przesunął dłonie w górę, wzdłuż jej talii czując wręcz doskonałość. Była mała. Malutka. Kiedy czuł dotyk jej drobnych dłoni, jej wiecznie zimny nosek i słodki głos, nie mógł się wprost oprzeć jej urokowi. Napotkał na sprzączkę stanika. Zdjął go bez pytania całując jej małe nagie piersi, które wydawały mu się przecież idealne. Były idealne. Teraz nawet jego usta czuły każde uderzenia jej serduszka. Jak z porcelany. Puk-puk-puk-puk-puk. Szybki rytm. Przyłożył ucho do jej piersi słysząc jak oddycha, jak jej serce pracuje w przyspieszonym biegu. Włożył dłonie do tylnych kieszeni jej spodni, położył się i całował jej usta, tak cudownie słodkie i namiętne.
Cały teatr uczuć, cała scena dla nich, włożył ręce pod spodnie, czując skórę na jej pośladkach i udach. Zaczął powoli rozpinać guziki. Po chwili delikatnie zsuwał tkaninę z jej nóg. Tak pięknych, drobnych jak ona cała. Objął ją, podniósł i położył na plecach, przylgnął twarzą do jej uda czując jego ciepło. Było cieplejsze niż reszta jej ciała, całował je, całował też kolana, potem łydki. Całą jej istotę zdawał się zachłannie kraść pocałunkami. Chciał czuć zapach jej skóry i jej smak...
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Sala do Historii Magii

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Klasy

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach