Regały

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Regały

Pisanie by Quinn Hayworth on Pon 26 Gru - 15:09

Przerwa świąteczna wydawała się czasem na tyle wdzięcznym, że choć na kilka dni można było zapomnieć o trudach lekcji i wypracowań, niekończących się kazań profesorów związanych ze zbliżającymi się coraz większymi krokami egzaminami oraz narzekaniach współlokatorek, które w sporej liczbie wróciły na święta do domów. Tego roku Quinn zamierzała nie ugiąć się pod presją ojca i macochy: wymawiając się przygotowaniem do SUMów i niekończącymi się zasobami hogwardzkiej biblioteki udało jej się nakłonić ich do porzucenia tradycji wspólnego Bożego Narodzenia. Punkt dla niej. Szkoda tylko, że sama Hayworth nie postrzegała tego jak osobiste zwycięstwo, a raczej brak konieczności przebywania w towarzystwie znienawidzonych sióstr przyrodnich, które za plecami ojczyma nie szczędziłby jej uszczypliwości. Nie, nimi się nie przejmowała - ale dlaczego od razu ma sobie psuć humor? Czyż święta to nie czas radości?
Uczniowie wyjechali już kilka dni temu i nagle tętniący życiem zamek wydał jej się miejscem zupełnie opustoszałym, zwłaszcza, że to wrażenie potęgowały przemykające się korytarzami duchy. Ci, którzy jednak postanowili zostać w szkole na święta w sporej większości nie wydawali się zbytnio zmartwieni tym fantem. Lawirując szkolnymi korytarzami, dzierżąc w dłoniach aparat fotograficzny napotykała różne dziwności - od gry zębatym frisbee tuż przed nosem obrazu pastereczki (która chichotała jeszcze donośniej niż zazwyczaj, o ile to możliwe), przez niekończące się wizyty w Hogsmeade (w gruncie rzeczy łatwy zarobek dla pani Puddifoot), aż po bitwy na śnieżki na szkolnych błoniach. Może i istniała wszechobecna opinia o ogólnym rozbisurmanieniu młodzieży, jednakże kiedy nikt na nich nie patrzył, najwyraźniej potrafili czerpać pełnymi garściami ze swojej młodości w sposób, który niekoniecznie budził wszechobecne zniesmaczenie.
Quinn nie dysponowała czasem na zabawy. Odpowiednim nastawieniem i towarzystwem również. W związku z taką, a nie inną wypadkową, postanowiła zająć się czymś bardziej pożytecznym, a mianowicie jedną ze swoich spraw, w którą osoby postronne nie musiały zostać wtajemniczone. Dość szybko odkryła, że potrzebny jej będzie dość skomplikowany eliksir: jak mus to mus, trzeba było zacząć od początku. Pierwszym krokiem okazała się właśnie wizyta w bibliotece, wiążąca się z koniecznością odnalezienia konkretnej receptury. Błąkała się pomiędzy regałami, przeglądając przypadkowe książki o eliksirach, które luźniej lub ściślej wiązały się z jej zapotrzebowaniem.
- Spróbuj tę na górnej półce - zauważył towarzyszący jej gadający kot D'Artagnian, wspinając się pazurkami po jej nodze. - Poskaczesz trochę, może w międzyczasie cię olśni.
- Zamknij się, bo przerobię cię na rękawiczki - żachnęła tylko, odsuwając od siebie kocura. Oczywiście, D'Artagnian nie mógł udawać zwykłego kota, gdy ktoś znajdował się w pobliżu; właśnie przy innych uczniach uwielbiał dawać popis swoich umiejętności oratorskich, doskonale zdając sobie sprawę, że gadające koty nie były popularne nawet w świecie magicznym. Mały narcyz.
avatar
Quinn Hayworth
Uczeń

Liczba postów : 48
Czystość krwi : czysta
Skąd : Bakewell, Derbyshire

http://niedorzeczna.tumblr.com/

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Homer Barchard on Pon 26 Gru - 16:59

Homer, mówiąc szczerze, nie lubił świąt. Zanim trafił do Hogwartu, kojarzyły mu się wyłącznie z ponurą, napiętą atmosferą przy rodzinnym stole. Modlitwa przed kolacją, spożywanie w ciszy, później wymuszony rytuał wręczania prezentów… Nie znosił tego. Czysty obłęd. Był wściekły, że ma takich rodziców; śmiertelnie poważnych, napuszonych i drętwych. Sytuacja poprawiła się znacząco, gdy miał możliwość spędzania świąt w zamku. Znajomi i przyjaciele bez wątpienia okazali się lepszymi kompanami, a Boże Narodzenie wreszcie zaczęło przypominać wesoły, sympatyczny czas. Co prawda irytowała go trochę zbyt wielka oprawa tych świąt i przesada z jaką ludzie je odbierali. Czym tu się podniecać? Barchard najwyraźniej nie widział w tym nic ekscytującego i nie czuł tej rodzinnej, silnej atmosfery jaką bez wątpienia czuć powinien.
Przerwa świąteczna okazała się niemałą ulgą również dla niego. Wreszcie trochę ciszy i spokoju, którego ostatnimi czasy bardzo potrzebował. Cała ta nauka, wiedza, którą rzekomo warto sobie przyswoić stawała się okrutnie nużąca i uciążliwa. Nie miał na nic czasu, bo nawał prac domowych wołał o dokończenie, przez co trochę zaniedbał kontakty towarzyskie i, co tu dużo mówić, poczuł się zwyczajnie samotny. Zaskakujące, że ktoś taki jak on samowolnie dostrzegł potrzebę przebywania między ludźmi; zazwyczaj to inni zachęcali go do spędzania z nimi czasu, Homer rzadko wykazywał własną inicjatywę. A może powinien? Ta myśl wprawiła go w przygnębienie, bo jakoś nie pasował do roli organizatora spotkań. Cholera, w życiu. Wybrał więc najprostszą i najbardziej realną z możliwych opcji: samotne błąkanie się po zamku i czekanie aż się na kogoś wpadnie. Oczywiście sam przed sobą nigdy by się do tego nie przyznał, ale skoro już mowa o tym, co nim kierowało – faktycznie, była to chęć choćby najzwyklejszej, krótkiej rozmowy. A jeżeli już nadarzyłaby się okazja na coś specjalnego, nie odmówiłby. O dziwo.
Tak więc, gdy spacerując między regałami jego oczy napotkały błąkającą się wśród nich panienkę, Homer ani myślał obrócić się na pięcie i po prostu ją zignorować, co zapewne zrobiłby innym razem. Kojarzył ją; wiedział, że jest gryfonką na piątym roku i nawet to, że jej imię brzmi Quinn. Hej, tak właściwie, czemu nie poznali się już wcześniej? Zmarszczył brwi, śledząc jej poczynania sponad swych czarnych okularów. Najwyższy czas by wreszcie zawiązać jakąś wartościową znajomość.
„Zamknij się bo przerobię cię na rękawiczki”. To chyba nie była do niego? Nic przecież nie powiedział. Wytrzeszczył oczy, słysząc te słowa, jednak szybko zorientował się, że dziewczyna kierowała je do kota, który raz po raz migał mu pomiędzy jej butami. On mówi? Homer uśmiechnął się pod nosem. Lubił koty, wszelkiego rodzaju. Raz nawet, jak był młodszy, przyniósł jednego do domu, ale gdy tylko matka go zobaczyła od razu musiał się go pozbyć.
- Cześć – powiedział, próbując nadać swemu głosu wesoły ton, co niestety wyszło mu raczej kiepsko. Zdecydowanie, powinien więcej czasu spędzać w jakimkolwiek towarzystwie. – Szukasz czegoś?
Może wreszcie mógłby się jakoś przydać? Właściwie, miał ochotę skorzystać ze sposobności pomocy jej. Było to bardzo dziwne, obce uczucie, które zaskoczyło nawet jego samego. Chyba rzeczywiście coś w tych świętach jest, co jednoczy ludzi. Do tej pory myślał, że to tylko głupie gadanie.
avatar
Homer Barchard
Uczeń

Liczba postów : 16
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Leicester/Leicestershire

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Quinn Hayworth on Pon 26 Gru - 18:00

Pomimo usilnych starań (D'Artagnian jej świadkiem, że nie dążyła celowo do swojej aspołeczności i w gruncie rzeczy, wcale nie była taką socjopatką, jak postrzegała ją większość), Quinn nie potrafiła zrozumieć celowości świąt. Przerwa w nauce to jedno, ale cały woal rytualnych czynności, które ją otaczały? Spożywanie posiłków w towarzystwie krewnych, którzy w innych okolicznościach nigdy nie pokwapią się do odwiedzin, wydawanie ostatnich oszczędności na prezenty i propaganda iluzorycznej rodzinności? I po co to wszystko? Może gdyby wychowała się w ciepłej rodzinie, gdzie domownicy stoją za sobą murem, jej sposób postrzegania rzeczywistości byłby mniej cyniczny. Jednakże, mając rodzinę z żywca wyjętą z bajki o Kopciuszku (szkoda tylko, że ona sama nie mogła odznaczać się niezwykłą urodą i dobrocią serca, jak główna bohaterka tej opowieści), ciężko było czuć choć wątłe tlenie się ekscytacji miast zwykłej niechęci.
Odpowiedź na pytanie, dlaczego nie poznali się wcześniej zdawała się być bardziej niż prosta: najwyraźniej Homer nie miał dla niej żadnej sprawy. Skoro więc nie mogły połączyć ich interesy, a żadne z nich nie należało do tego dość szerokiego grona person, posiadających łatwość nawiązywania nowych kontaktów, nic dziwnego, że nawet kojarząc się ze szkolnych korytarzy, nie mogli pochwalić się znajomością.
Jeszcze tego brakowało, by nazywali ją nie tylko socjopatką, a psychopatką również. Nie, choć nie darzyła ciepłymi uczuciami sporej większości rasy ludzkiej, nie miała ochoty zabawiać się w masowe morderstwa, czy przykładem hitlerowców, przerabiać ludzi na rękawiczki. W gruncie rzeczy, nawet jej kocur mógł czuć się bezpieczny, gdyż niezależnie od ilości rzucanych gróźb, Quinn nie byłaby w stanie przejść od słów do czynów.
Oczywiście, odnotowała jego obecność: to właśnie dlatego wysiliła się, by uciszyć swojego kota. Jednakże poza zlustrowaniem go kątem oka i poprawieniem grubych okularów, nie zrobiła nic, by nawiązać kontakt. Całe szczęście, Krukon ją wyręczył.
- Cześć - odpowiedziała, przeciągając pierwszą sylabę, aby nadać swej wypowiedzi nutę wesołości. - Jeśli obiecasz, że nikomu nie powiesz, mogę zdradzić ci, że szukam Komnaty Tajemnic. Chcesz się przyłączyć? - oznajmiła z udawaną ekscytacją, obdarzając chłopaka uśmiechem. Oczywiście, że nie mówiła poważnie. Ale czy ktokolwiek kiedykolwiek widział, aby Hayworth odpowiedziała wprost na jakieś pytanie, nie bawiąc się w... bycie sobą, tak właściwie. Co z tego, że naprawdę potrzebowała jego pomocy w ściągnięciu tej nieszczęsnej książki, która znajdowała się poza jej zasięgiem? Dzierlatka nie potrafiła prosić, niestety.
avatar
Quinn Hayworth
Uczeń

Liczba postów : 48
Czystość krwi : czysta
Skąd : Bakewell, Derbyshire

http://niedorzeczna.tumblr.com/

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Homer Barchard on Pon 26 Gru - 18:34

Nietrudno się zorientować, że Homer również miewał niemałe problemy z nawiązywaniem jakichkolwiek kontaktów międzyludzkich. Sam rzadko kiedy rozpoczynał rozmowę, zaś niezwykle często zdarzało mu się ją ucinać, co tylko zniechęcało do niego ludzi. A może się mylę? Patrząc na to jako osoba postronna, można by zauważyć, że Homer Barchard mimo swej całej niechęci i ekscentrycznego podejścia nie był wcale osobą nielubianą. Miał kilku zaufanych przyjaciół, przy których potrafił odmieniać się nie do poznania, jak i kilka osób, które nieprzychylnie na niego patrzyły. Wbrew pozorom nie ma w tym nic dziwnego, bo ludzkie charaktery są doprawdy różnie skonstruowane i nie każdy musi traktować go z przymrużeniem oka. Szczerze mówiąc, Barchardowi wcale to nie przeszkadzało. Nie należał do osób, które dbają o swą reputację i próbują podbijać czyjeś serca. Chociaż, gdyby mu bardzo zależało... Nieczęsto jednak zdarzało się, że chłopak wyciągał ku komuś pomocną dłoń samowolnie. Panienka Quinn trafiła na tą niespotykaną odmianę jego, powiedzmy, dobrego humoru, w której Krukon sam zajął się tworzeniem jakiejkolwiek więzi. Najwyraźniej samotność potrafi być czasem tak uciążliwa, że wyzwala w ludziach pewną motywację, kierującą ich do robienia rzeczy właściwych. Chociażby, Homer był w tym momencie doskonałym dowodem.
- Nic nie obiecywałem - zauważył ze stoickim spokojem, jednak w jego ciemnych oczach odbiły się iskierki rozbawienia. Doprawdy, całkiem sympatyczna była ta gryfonka, a towarzystwa takich osób było mu właśnie teraz potrzeba. Może w tym tkwiło sedno jego dobrego nastroju? Nieistotne. Ważne, że wreszcie będzie miał szansę wyzwolić się od tej ponurej atmosfery, która ścigała go już przez kilku dni. - Szukasz Komnaty Tajemnic w bibliotece? Kiepski trop - posłał jej wymowne spojrzenie, unosząc brwi z powątpiewaniem. Skoro zaoferował jej pomoc, zastanawiał się również czego szukała naprawdę i raczej nie miał wątpliwości, że była to jakaś książka a nie pomieszczenie znane z legend. Smutna prawda. - Mogę ci pomóc w szukaniu - wzruszył ramionami, zniżając wzrok, by napotkać spojrzenie bystrych oczu jej kota. - Ale niekoniecznie mam tu na myśli Komnatę Tajemnic. - jego twarz rozjaśniła się, gdy przemknął po niej cień uśmiechu.
Homer wpatrywał się w nią przez dłuższą chwilę, zastanawiając się jak zareaguje na jego słowa. Odniósł wrażenie, że jej poprzednia wypowiedź była odmową na jego propozycję. Być może Quinn nie potrzebowała pomocy, a on narzucał się niepotrzebnie? Boże, nawet szukanie książki może się przerodzić w niezły problem. Chyba, że to Homer doszukiwał się jakiegoś ukrytnego dna i sam sobie stwarzał przeszkody, z którymi później musiał się borykać. Czy miał coś do stracenia? Nie. Więc czym się przejmował?
W gruncie rzeczy, szukanie Komnaty Tajemnic też mogło okazać się miłą perspektywą.
avatar
Homer Barchard
Uczeń

Liczba postów : 16
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Leicester/Leicestershire

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Quinn Hayworth on Pon 26 Gru - 20:08

Wbrew pozorom, na miano osoby nielubianej trzeba było zapracować. Zazwyczaj przypadało ono tym wszystkim wrogo nastawionym Ślizgonom, którzy nie widzieli nic poza sobą, sakwą i czystością krwi, potępiając wszystko, co nie spełniało ich oczekiwań. Choć nawet oni posiadali swój kręg znajomych, których darzyli pewnego rodzaju sympatią. Hogwart miał to do siebie, że tworzyły się w nim miliony trzymających się razem podgrupek, zaburzając harmonię. Choć porozumienie, nawet niewielkie, pomiędzy wszystkimi nie jest możliwe - może więc nie ma nad czym rozpaczać? Najwyraźniej, dnia dzisiejszego anno domini tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego trzeciego, Quinn Hayworth, rodzoną córkę Godfreya Haywortha kopnął zaszczyt. Skoro udało jej się natrafić akurat na skorego do nawiązywania nowych znajomości i poszukującego kontaktu Homera, musiała być ogromną szczęściarą.
- Jakoś będę musiała z tym fantem żyć - odpowiedziała, wzruszając ramionami i po raz kolejny poprawiła okulary na nosie. Och, jak ona nienawidziła tego kawałka szkła i plastiku, który torturował ją każdego dnia! Jakby to ładnie ujął D'Artagnian, Quinn potrzebowała jakiegokolwiek towarzystwa, aby z biegiem czasu nie zostać zupełnym pustelnikiem. A że miała nieprzyjemny zwyczaj odstraszania od siebie mniej wytrzymałe persony, znajdowała się na najlepszej ku temu drodze. - Nigdy nic nie wiadomo. Z tego, co czytałam, akurat w bibliotece nie prowadzono dokładnych poszukiwań, a nawet gdyby, Komnaty jak dotąd nie znaleziono, więc równie dobrze, może być tu. Poza tym, nie powiedziałam, że szukam jej tu. Skąd wiesz, że nie staram się odnaleźć wskazówek, choćby? - zauważyła dumnie, gdyż Krukon, co tu ukrywać, właśnie zranił jej duszę detektywa. Gdyby chciała ją znaleźć, co ze swoimi zdolnościami przypuszczalnie by to zrobiła, jednakże należałoby zacząć od tego, że Quinn nie wierzyła w te wszystkie legendy. Zginęła dziewczyna, i co z tego? Minionego roku również zamordowano dziewczynę, a jednak nikt nie upatrywał sprawcy w mitycznym potworze, zamieszkującym jeszcze bardziej mityczne pomieszczenie. Ludzie po prostu uwielbiali takie historie i karmili się nimi nawzajem. - Serio? Będziemy jak "Poszukiwacze zaginionej Arki"! Ale ja chcę być Jonesem - wciąż nie porzucała swojego radośnie dowcipnego tonu i nie przerywała zabawy. Chłopak, nieszczęśliwie, wydawał się miły i zupełnie szczery w swojej chęci niesienia pomocy, szybko więc Quinn zrobiło się głupio, że znowu daje popis swojej aspołeczności, naśmiewając się z jego dobrego nastawienia. - Jeśli byłbyś taki miły, to możesz mi podać tamtą książkę. 1000 i jeden eliksirów, chyba. Jestem ślepa - wskazała na książkę, o której wcześniej wspominał D'Artagnian.
Quinn nigdy nie potrzebowała pomocy, nawet wtedy, gdy jej potrzebowała. To można było traktować jako stałą niezmienną. Owszem, za drobną opłatą zajmowała się rozwiązywaniem problemów innych ludzi, przyłapywała na zdradzie, znajdowała dowody niewinności i inne podobne, jednakże to wcale nie oznaczało, że oczekiwała tego samego z drugiej strony.
avatar
Quinn Hayworth
Uczeń

Liczba postów : 48
Czystość krwi : czysta
Skąd : Bakewell, Derbyshire

http://niedorzeczna.tumblr.com/

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Homer Barchard on Pon 26 Gru - 21:58

Szczęściarą? Miło, że tak na to patrzyła. Zapewne wiele dziewcząt mających już wcześniej styczność z Barchardem uznałoby, że coś strzeliło mu do głowy i próbuje wyciąć im nieprzyjemny kawał. No, może to lekka przesada, ale w każdym razie odebrałyby to za niepokojący znak. W końcu kto jak kto, ale Homer raczej nie należał do psotnisiów. Quinn nie musiała się więc niczego obawiać, bo tym razem zamiary Krukona były jak najbardziej szczere i szlachetne, co samo w sobie zdawało się być kolejną niedorzecznością. Przesadą jest nazywanie jego zachowania w stosunku do niej "zaszczytem", lecz spokojnie można użyć tutaj terminu "swoistego wyróżnienia", gdyż naprawdę była to rzecz z rzadka spotykana. Zapewne przyczyniło się ku temu kilka kluczowych czynników, chociażby dobry nastrój Homera, wesoły charakter panienki Hayworth, potrzeba rozmowy... Trochę tego było. Nie warto jednak zagłębiać się w te powody, lepiej skupić się na wydarzeniach, rozgrywających się tu i teraz.
Skwitował jej słowa kiwnięciem głowy i mimowolnym uśmiechem. Najwyraźniej miał do czynienia z pasjonatką sztuki detektywistycznej i fanką wszelakich nierozwiązanych, żmudnych zagadek, które tylko czekają na rozwikłanie. Ale co tu kryć, była bystra. I dobrze, bo Homer mówiąc szczerze cenił sobie ludzi inteligentnych, a ta nikła zuchwałość w postawie Quinn trochę go urzekła.
- Sama stwierdziłaś, że szukasz komnaty, więc od razu założyłem, że o nią chodziło. - mruknął pod nosem, lekko rozbawionym jak i rozdrażnionym tonem. Od niechcenia złapał za grzbiet najbliższą księgę i wyciągnął ją na tyle, by przeczytać tytuł. Po ponurej okładce stwierdził, że tomik najwyraźniej nie należał do najciekawszych. A może się mylił? - Pasujesz nawet do roli Jones'a. Serio. - mruknął pod nosem, jakby do siebie, wsuwając tomik na swoje miejsce.
Gdy dziewczyna poprosiła go o podanie jej książki, Krukon posłał jej wymowne spojrzenie. Nie można było tak od razu? Mruknął potakująco i jednym ruchem sięgnął po wskazaną pozycję, od razu oddając ją w wyciągnięte ręce Quinn. 1000 i jeden eliksir? Chyba zamierzała odrabiać jakąś pracę domową, albo - co gorsza - sama postanowiła sporządzić jakieś świństwo, niewiadomo do czego służące. Chłopak posłał jej uważne, zaciekawione spojrzenie, pytająco unosząc brwi. Może sama udzieli mu odpowiedzi na niewypowiedziane pytanie?
avatar
Homer Barchard
Uczeń

Liczba postów : 16
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Leicester/Leicestershire

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Quinn Hayworth on Pon 26 Gru - 23:20

Wypadkową różnych czynników stali tu i teraz, a nie kiedy indziej i gdzie indziej. Może gdyby Hayworth nie znajdowała się w sytuacji patowej i nie wisiało nad nią widmo klęski (z drugiej strony, zapewne znalazłaby inny sposób, aby dopiąć swego, ale to odbiera cały dramatyzm wypowiedzi), nie przystopowałaby samej siebie, Homer powróciłby do swojej skorupy, porzucając chęć nawiązania z nią kontaktu i całe zajście potoczyłoby się innym torem. Gdyby, gdyby, gdyby. Pogdybać jest przyjemnie.
To zadziwiające, że jeszcze nie usłyszał o jej amatorskim biznesie, który rozkręciła na terenie zamku. Ludzie nie bez powodu nazywali ją Sherlockiem Holmesem w spódnicy, Tą Suką, Która Mnie Wrobiła i wariatką z aparatem. Była bystra, potrafiła wyciągać wnioski, miała zadatki, aby zostać dobrym detektywem. Całość podszyta szczyptą cynizmu, garścią sceptycyzmu, wiadrem upartości oraz cysterną zuchwałości i voile'a: mamy Quinn.
- Żeby rozwikłać sprawę, nie można od razu niczego zakładać. Zwłaszcza, że jeden trop może prowadzić do kilku rozwiązań i na tym właśnie, mój drogi, się przejechałeś. - Zdolności do drażnienia ludzi nie można się nauczyć. Z nią trzeba się urodzić. A Quinn, dyby się uparła, potrafiłaby doprowadzić do wściekłości i świętego: całe szczęście, nie zwykła korzystać akurat z tego ze swoich darów. - No pewnie. Muszę sobie tylko sprawić gustowny kapelusik. - Udała, że poprawia wyżej wymieniony na głowie i, uwaga uwaga, zaśmiała się. Zjawisko czasami spotykane, aczkolwiek wciąż niecodzienne. - Ty za to sprawdziłbyś się doskonale w roli Marion - dodała, lustrując go wzrokiem.
Ze stoicką miną wzięła od niego książkę (konieczność proszenia o pomoc bolała ją fizycznie) i bez słowa otworzyła ją na spisie treści. Delikatnie marszcząc nosek, powoli studiowała nazwy kolejnych eliksirów, szukając czegoś, co pasowałoby do jej oczekiwań. Eliksir przeciw wypadaniu włosów, Eliksir na trądzik młodzieńczy (ten by się jej przydał), Eliksir na katar... Nic! Gwałtownie zamknęła książkę, z której nagle uniosły się tumany kurzu. Pięknie, zaraz przyleci tu pani Pince i ją stąd wyrzuci.
- Nienawidzę eliksirów - oznajmiła, podając mu z powrotem książkę, sugerując, że może już ją odłożyć. Jeszcze większą irytację wywoływał w niej fakt, że oto stał przed nią Krukon, a Krukoni z założenia wiedzą wszystko. Mogła poprosić o wskazówkę, ale to byłoby już poniżej jej godności. Przez swoją Dumę straci zlecenie, ot co.
avatar
Quinn Hayworth
Uczeń

Liczba postów : 48
Czystość krwi : czysta
Skąd : Bakewell, Derbyshire

http://niedorzeczna.tumblr.com/

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Homer Barchard on Wto 27 Gru - 11:43

Homer rzeczywiście nie miał wcześniej pojęcia, że ktoś na terenie zamku specjalizuje się w zadaniach szpiegowskich i detektywistycznych. Co prawda, być może kiedyś obiło mu się o uszy, o jakiejś "wariatce, która zniszczyła mi życie!", ale nie dociekał o kim mowa, bo owa złość jego znajomych szybko przechodziła. Czyżby mieli na myśli Quinn? Zerknął na nią z ukosa. Bez obrazy, ale nie wyglądała na taką, co wywraca innym rzeczywistość do góry nogami. Chociaż, owa niepozorność na pewno przydawała jej się w tym swoim przedsięwzięciu.
W przeciwieństwie do Quinn, Homer nie miał raczej zadatków na dobrego detektywa. Był nieuważny, często nieobecny myślami, szczegóły wręcz uciekały mu sprzed nosa. Poza tym, mówiąc szczerze, uważał to trochę za marnotrastwo czasu. Nie odczuwał potrzeby angażowania się w problemy innych w celu, nazwijmy to tak, dojścia do prawdy. Ludzie mieli własne kłopoty, sami sobie komplikowali życie, więc do ich obowiązków należało nawrócenie tego wszystkiego na prostą. Homerowi, szczerze, było wszystko jedno. Lubił jednak wszelakie łamigłówki i zagadki, które mógł rozwiązywać dla siebie; niekoniecznie dla innych. Traktował je trochę jak rozrywkę, po części też jak wyzwania, które sam sobie stawiał. Sprawdzać swoje możliwości - o, to jest to. A skoro wspomniano już wcześniej o gdybaniu to... Gdyby Quinn szukała kiedyś jakiegoś wspólnika, Homer zapewne mógłby służyć jej jedynie dobrą radą, gdyby to właśnie na niego padło. Na pewno nie latałby po zamku śledząc innych i szykując na nich kolejne intrygi, ale gdyby ktoś jasno przedstawił mu fakty i zarządał odpowiedzi - kto wie? Być może przyczyniłby się do rozwiązania zagadki.
Do Quinn jednak to wszystko pasowało. Potrafił wyobrazić ją sobie w roli detektywa i wcale nie uważał, że to co robi, jest marnotrastwem czasu. Zabawne, bo gdyby chodziło o niego, zapewne właśnie tak by sądził! Fajnie, że miała jakąś pasję; niecodzienne zainteresowanie, i angażowała się w nie całym sercem.
Jej dobre rady skomentował potakującym, posłusznym mruknięciem, nie chcąc dalej ciągnąć tej małej sprzeczki. To ona była tu mistrzem od spraw detektywistycznych, więc nawet nie myślał się z nią kłócić.
- W roli Marion? - parsknął. - Dzięki. Zawsze o tym marzyłem. - uśmiechnął się do niej krzywo, z rozbawieniem.
Z uwagą przyglądał się dziewczynie, jak w skupieniu przewracała kartki książki. Czego szukała? Wewnętrzny głosik podpowiadał mu, że chyba nie chodziło tu o pracę domową. A to oznaczało w mniejszym lub większym stopniu, oczywiście, kłopoty.
Nie, żeby Homer miał coś przeciwko.
Z niecierpliwością włożył ręce w kieszenie jeansów i zaczął wodzić wzrokiem po zawalonych książkami regałach. Mogła mu chociaż powiedzieć o co chodzi, może akurat wiedziałby coś, co by ją zainteresowało. Nie miał jednak zamiaru niczego jej sugerować, z góry zakładając, że jak zechce to poprosi. W tym przypadku, raczej nietrafnie, prawda?
Założenie, że Krukoni wiedzą wszystko, w gruncie rzeczy też mogło okazać się zgoła mylnym.
avatar
Homer Barchard
Uczeń

Liczba postów : 16
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Leicester/Leicestershire

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Quinn Hayworth on Sro 28 Gru - 0:25

Quinn była niepozorna. I nigdy nie niszczyła ludziom życia celowo - oni robili to sami, a ona grzebiąc i szperając we wszystkich możliwych brudach, szybko to odkrywała i ujawniała, jeśli wymagało tego jej zlecenie - gotówka piechotą nie chodzi, a doświadczenie nauczyło ją, że czasami nie warto kogoś kryć. Ludzie w sporej większości nie byli warci uwagi.
Z tym trzeba się urodzić, rzadko kiedy można było nabyć umiejętności potrzebne w tej branży. Umiejętność szybkiego kojarzenia faktów, szczypta brawury, mnóstwo odwagi i odrobina szczęścia - to trzeba po prostu mieć, a bez tego: ani rusz! Z resztą, Hayworth nie przepadała za śledzeniem; jeśli wymagała tego od niego sprawa, powiedzmy jakaś roztrzęsiona małolata podejrzewała, że jej chłopak ma inną na boku, świetnie radziła sobie ze skradaniem się za kimś z aparatem fotograficznym, jednakże nie znajdowało się to na szczycie jej faworytów związanych z detektywizmem.
- Dziwnym trafem w to nie wątpię. Wykazujesz niezdrowy pociąg do wódki? - zapytała, spoglądając na niego zza grubych szkieł okularów.
Bywały takie chwile, że pojawiała się w bibliotece wyłącznie w celach naukowych. Bądź co bądź, była dobrą uczennicą, musiała dbać o średnią i czasami zasoby tego miejsca okazywały się nieocenione. W innych przypadkach wykorzystywała składowane tu książki jako pomoc w dotarciu do celu, jak na przykład przy okazji aktualnego zlecenia. Nielegalne warzenie eliksirów, nauka przydatnych inkantacji... Hayworth nie lubiła się nudzić.
Przez chwilę biła się z własnymi myślami; jeśli poprosi to położy na szali swoją godność i będzie musiała liczyć się z ryzykiem, że chłopak zapyta ją do czego jej ten eliksir albo - co gorsza - wyśmieje ją. Jednakże istnieje możliwość, że przynajmniej podsunie jej pomysł gdzie szukać i zlecenie może zakończyć się wiktorią po najmniejszej linii oporu. Jeśli nie zapyta, nie przekona się czy jej podejrzenia i obawy są słuszne, wyjdzie z tego z podniesionym czołem, ale będzie musiała albo przejrzeć cały zbiór książek poświęconym eliksirom znajdujący się w bibliotece (a była to wizja niebywale przerażająca) albo będzie musiała wymyślić nowy sposób na osiągnięcie celu.
Cóż, jak to mówią: raz kozie śmierć i wóz albo przewóz!
- Dam sobie rękę uciąć, że Slughorn wspominał kiedyś o eliksirze, który działa podobnie jak Eliksir Słodkiego Snu, ale działa na duchy. Wiesz, gdzie mogę znaleźć informacje o nim? - zapytała, wtykając dłonie do kieszeni długiego swetra.
avatar
Quinn Hayworth
Uczeń

Liczba postów : 48
Czystość krwi : czysta
Skąd : Bakewell, Derbyshire

http://niedorzeczna.tumblr.com/

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Miyu Earlson on Nie 1 Sty - 12:36

Co jak co, ale krukonka wszystkie działy, miała w jednym palcu i doskonale wiedziała czego szukać. Dlatego pewna siebie, wjechała w głąb regałów, patrząc na oznaczenia literowe. O, P..jest! Zatrzymała się, i popatrzyła po tytułach. Zmrużyła lekko oczy, nawet nie musiała się za specjalnie wysilać, bo książka była na wysokości jej ręki. I całe szczęście, bo nie chciałoby się jej męczyć, z wygibasami. Oczywiście, żeby dostać lepszą książkę, musiałaby pójść do Działu Ksiąg Zakazanych, do których ma dostęp, ale...nie chciało się jej, po za tym wątpiła czy znalazłaby to, czego szukała. Czasami prostota, jest skuteczniejsza, niż wszelakie udziwnienia. Położyła książkę na kolanach, po czym odjechała stąd, w kierunku czytelni. Przecież nie będzie tutaj tego czytać..
<z.t>
avatar
Miyu Earlson
Uczeń

Liczba postów : 161
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Japonia, Jokohama. Obecnie Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Lily Grey on Pią 24 Lut - 23:04

Lily chodziła pomiędzy regałami. Szukała jakiejś ciekawej książki. Uwielbiała czytać. Nie za bardzo jeszcze znała bibliotekę, więc po kilku chwilach zgubiła się pomiędzy tymi wszystkimi regałami. Nie wiedziała już gdzie jest. Spojrzała się na swoją prawą stronę widziałam tam oznaczenie Z. -O nie! A ja szukam A.-powiedziała, jednocześnie zastanawiając się, jak dotrze do działu, którego poszukuję. Zaczęła krążyć pomiędzy tymi wszystkimi półkami. Po 10 minutach rzuciła okiem na kolejną tabliczkę. Tym razem było tam W. "No nie." pomyślała dziewczyna. "Zgubiłam się." Dziewczyna po kilku chwilach uspokoiła się. Ruszyła przed siebie i nagle znalazła to czego szukała. Wzięła książkę pod pachę i skierowała się do czytelni.
avatar
Lily Grey
Uczeń

Liczba postów : 275
Czystość krwi : ¾
Skąd : Aberdeen, Szkocja

http://www.recenzjeharukakaga.blogspot.com

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Leah Darrow on Nie 17 Cze - 20:15

Dzisiejszego popołudnia Leah ostatecznie doszła do wniosku, że nienawidzi zimy. Drobny śnieg cudem dostawał się jej za kołnierz płaszcza, a mroźne podmuchy przyprawiały o nieprzyjemne dreszcze. Dłonie, chociaż ukryte w granatowej mufce, były zimne i skostniałe; policzki ozdobiły brzydkie, czerwone plamy, a starannie układana fryzura oklapła i została udekorowana płatkami śniegu. Nie tak wyobrażała sobie dzisiejszy dzień. To miała być zwykła wyprawa do szkolnej biblioteki w celu uzupełnienia jej zbiorów o kilka unikatowych tomiszczy, które Darrow znalazła na strychu rodzinnego domu podczas gruntownego sprzątania. Taki drobny uczynek na rzecz szkolnej społeczności. Wszystko jednak diabli wzięli, gdy okazało się, że w całym domu zabrakło proszku Fiuu i Leah nie mogła skorzystać z najbardziej dogodnego środka komunikacji. Wściekła na cały świat, niczym osa, nie miała najmniejszego zamiaru przekładania wycieczki na później. Do głowy też jej nie przyszło, że najzwyczajniej w świecie mogła teleportować się do Trzech Mioteł i tam skorzystać z kominka. Nie, ona musiała aportować się na środku ulicy głównej Hogsmeade i uparcie ruszyć przed siebie, w tą najgorszą śnieżycę, by, w jej mniemaniu, jak najszybciej dotrzeć do Hogwartu. W efekcie ten krótki odcinek drogi, który w normalnych warunkach pokonałaby w przeciągu nie więcej, niż dziesięciu minut, przebyła w pół godziny.
Gdy już wrota zamku zamknęły się za nią z trzaskiem, a do Sali Wejściowej wpadł ostatni podmuch lutowego powietrza, była Ślizgonka odetchnęła z ulgą, odczekała chwilę, by doprowadzić się do jako takiego porządku, a następnie ruszyła w dalszą drogę, wprost do biblioteki. Zaś kiedy znalazła się wreszcie u kresu swojej podróży, kolejną przeszkodą okazało się odnalezienie pani Prince pośród tego labiryntu regałów. To nie był dobry dzień, absolutnie.

nie wpieprzać się, czekam na Phoenixa


Będę leżeć cały dzień i całą noc,
i drugi dzień i drugą noc.
Trzeba lepiej dopasować ludzi, krok i oddech,
wzrok i wdech, i wydech.
avatar
Leah Darrow
Administrator
GrammarNazi

Liczba postów : 185
Czystość krwi : czysta
Skąd : Inverness

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Phoenix Dwerryhouse on Pon 18 Cze - 18:54

Cisza. Spokój. Przyjaciele.
Poza ścianami Phoenix miał ich niewielu. Ot, garstka. Można ich zliczyć na palcach jednej dłoni. Lub na połowie tych palców. Nie pragnął być częścią jakiejś większej grupy, nigdy nie chciał uwagi.
Swoją zaś poświęcił dziś książkom. Zechciał dotknąć grzbietu każdego tomu w bibliotece, pogładzić, powzdychać nad nim. Regałów było wiele, także i roboty dużo. Pani Prince by się ucieszyła, gdyby dowiedziała się, że ktoś zadba o jej pieszczoszki. Dwerryhouse był do tego odpowiedni. Uzbrojony w niewielki skrawek materiału, który usłużył mu jako ściereczka, przecierał książki, jedna po drugiej, po czym odkładał na miejsce. Patrzył na nie i myślał, jakieś sekrety skrywają ich bohaterowie. Niektóre miały piękne, grube okładki, z innych zostało juz niewiele. Kilka było wydanych niedawno, znaczna większość miała z pięć razy więcej lat niż on sam. To zadziwiające, myślał i marszczył brwi.
Uniósł głowę, spłoszony, a przed sobą ujrzał jakąś osobę. Zlustrował ją od stóp do głów świdrującym spojrzeniem spod blond włosów opadających na twarz. Odgarnął je szybkim ruchem głowy. Jego palce mocniej ścisnęły trzymaną książkę, jakby obawiał się, ze upadnie. Stał. Po prostu stał i patrzył.

sorka za słabego posta, ale rozkręcę się! długo nie grałam feniksem
avatar
Phoenix Dwerryhouse
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Leah Darrow on Pon 18 Cze - 21:11

Nie zauważyła go w pierwszym momencie. Zbyt zaaferowana sytuacją, w jakiej się znalazła, nie dostrzegała wieku istotnych rzeczy, które mogły okazać się wielce pomocne w odnalezieniu bibliotekarki. Przede wszystkim nie widziała tych wszystkich uczniów, którzy niepostrzeżenie przemykali pomiędzy regałami albo szukając konkretnych tytułów, podanych przez panią Prince, albo uciekając przed jej uważnym wzrokiem. Gdy wreszcie podniosła głowę, jej spojrzenie padło na stojącego kilka metrów przed nią blondyna. Chwilę zajęło, by przypomniała sobie jego imię.
- Nie widziałeś przypadkiem pani Prince? – zaryzykowała pytanie, mając ogromną nadzieję, że nie będzie musiała pytać kogokolwiek jeszcze. Już wystarczająco dużo trudu włożyła w to, by jej ton zabrzmiał lekko i bez nerwów. I chociaż praca sekretarki samego dyrektora Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów sprawiła, że nabrała o wiele większej wprawy w kontaktach międzyludzkich, to nadal za każdym razem, gdy musiała się odezwać, odczuwała olbrzymią tremę. To niedługo minie, powtarzała dzień w dzień, nie widząc jednak jakichkolwiek większych zmian. Może potrzebowała kogoś, z kim po prostu by była; kogoś na kształt chłopaka? Może dzięki temu ostatecznie przełamałaby swój lęk? Może. Tu chyba tylko czas mógłby pokazać, co się wydarzy.


Będę leżeć cały dzień i całą noc,
i drugi dzień i drugą noc.
Trzeba lepiej dopasować ludzi, krok i oddech,
wzrok i wdech, i wydech.
avatar
Leah Darrow
Administrator
GrammarNazi

Liczba postów : 185
Czystość krwi : czysta
Skąd : Inverness

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Phoenix Dwerryhouse on Wto 19 Cze - 20:27

Najwyraźniej ubranie maskujące się przydało. Miał właśnie na sobie wielobarwną szatę, choć nie, inaczej - wiele razy łataną szatę, a kolorowe plamy na wypłowiałym, brązowym tle mogły równie dobrze wyglądać z daleka jak zwykły regał z książkami. Mimo tego, że nie wiedział, co dokładnie pomyślała Leah w momencie, kiedy go ujrzała, zdziwienie wymalowane na jej twarzy wywołało u niego dziwne uczucie, którego nie potrafił nazwać. Niema satysfakcja.
Jednak spojrzała. I zobaczyła. Równie dobrze oczy jej mogły się po nim prześlizgnąć i nie zarejestrować jego postaci. Kto zawiesiłby wzrok na tym wyrośniętym kościotrupie o błędnym spojrzeniu? Nikt, kto nie znajdowałby się w nagłej potrzebie. Tak też było i w tym wypadku.
Pf, poszukiwania bibliotekarki. Pani Prince. Ona zawsze znikała wtedy, kiedy nie było to na rękę uczniom. Może miała w tym jakiś własny interes. Lecz to zadziwiające, że wchodząc w labirynt regałów potrafiła odnaleźć się w każdym miejscu i jeszcze wrócić do stolików. Phoenix tego nawet nie wiedział. A on wiedział wiele rzeczy, musicie mi uwierzyć.
Ale wielu nie wierzy, że on posiada jakąkolwiek wiedzę.
Kiedyś się przekonają.
Na jego twarzy pojawił się nieokreślony grymas, coś na kształt skupienia pomieszanego z konsternacją, z domieszką zdziwienia.
- Wiesz dobrze, że ona może być wszędzie - rzekł cicho, gdyż zasad przestrzegał. Przyjrzał się jej uważnie, od stóp do głów, unosząc brwi do góry tak, że zginęły pod blond grzywką opadającą na jego czoło. - Chyba że nie wiesz.
Bo istniała jeszcze taka opcja.
Uśmieszek, który pojawił się na jego gębie powinien przyprawić ją o dreszcze.
Upiorny.
avatar
Phoenix Dwerryhouse
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Leah Darrow on Sro 20 Cze - 1:59

Wystarczająco wiele razy, w przeciągu całej jej nauki w Hogwarcie, nie dostrzegała jego osoby, choć wielokrotnie znajdował się na wyciągnięcie jej ręki. Wystarczająco wiele razy ignorowała go, by teraz móc przejść obok niego obojętnie. W naturze nigdy nic nie pozostaje bez echa, równowaga musi być zachowana, co zostało udowodnione akurat w tym momencie. Inną kwestią pozostawało to, czy on nie zechce jej zignorować i zostawić samej sobie. To byłoby bardziej sprawiedliwe, lecz intuicja podpowiadała Leah, że nie tak zapamiętała Dwerryhouse’a. Ale co ona mogła o tym wiedzieć? Nigdy nie zamieniła z nim nawet słowa, chłopak więc mógł okazać się kimś zupełnie innym. Pozory lubią mylić, a ludzie lubią oszukiwać.
- Nie o to pytałam – przypomniała mu mechanicznie, ponieważ naprawdę bardzo zależało jej, by czym prędzej wręczyć królowej biblioteki tą nie całkiem nieplanowaną przesyłkę. – Chcę wiedzieć, czy widziałeś ją gdzieś w tej… – Niezdarnie próbowała zaznaczyć ruchem głowy interesujący ją obszar. – Okolicy. A może widziałeś, w którą stronę poszła? Bo to, że może być wszędzie, jest chyba aż nadto wiadome, prawda Phoenix? – powiedziała z naciskiem.
Jego upiorny uśmiech faktycznie sprawił, że poczuła, jak przez całe ciało przechodzą jej nieprzyjemne ciarki, szybko jednak zebrała się w sobie, odszukując we wspomnieniach wizytę na Nokturnie. Wówczas co rusz spotykała na swojej drodze stokrotnie gorszych Phoenix’ów, którzy nie mieliby żadnych skrupułów przed zrobieniem jej krzywdy. W tej chwili nie musiała się zatem specjalnie niczego obawiać, blondyn raczej nie czyhał na jej życie.


Będę leżeć cały dzień i całą noc,
i drugi dzień i drugą noc.
Trzeba lepiej dopasować ludzi, krok i oddech,
wzrok i wdech, i wydech.
avatar
Leah Darrow
Administrator
GrammarNazi

Liczba postów : 185
Czystość krwi : czysta
Skąd : Inverness

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Phoenix Dwerryhouse on Czw 21 Cze - 17:25

Na Phoenix'a nikt z reguł nie zwracał uwagi, ani z młodszych, ani ze starszych klas. Zdarzały się wyjątki, osobniki, które według jego mniemania nie kalały ziemi aż tak bardzo, by nie móc otworzyć do nich gęby. Było ich stosunkowo niewielu, lecz występowali. I byli materialni. Wcale nie byli wyimaginowanym wybrykiem, wyśnionym wymysłem. Takich nie miewał, nie kiedy był w takim nastroju.
Spojrzał na nią, jak na głupią. Jego brwi całkowicie zniknęły już pod jego jasnymi blond włosami. W stalowoszarych oczach mignęła szalona iskierka, która wyłącznie podkreśliła upiorność tego uśmieszku, który teraz malował się na jego twarzy i przyprawiał dziewczynę o dreszcze.
Kto go tam wie, mógł czyhać na czyjekolwiek życie. Najbardziej wyczekiwał informacji o śmierci jego ojca, w końcu kiedyś musi odejść z tego świata. Niech zrobi to jak najszybciej. Plugawy szmatławiec, pomiot samego szatana.
Chociaż nie, niech jeszcze nie zdycha.
Dwerryhouse bardzo ochoczo zajmie się swoim rodzicem.
To dziwne, dlaczego teraz właśnie nawiedzały go takie myśli? Tak, to zapewne przez książkę, którą Leah trzymała w ręce. Jej autorką była Hannah jakaś tam. To automatycznie skierowały tory jego myśli na temat matki. Nigdy nie przebaczy ojcu tego, co zrobił.
Zorientował sie, że zaciska palce na książce coraz mocniej, a z racji tego, iż miała ona dość miękką okładkę, zaczęła się giąć. Opamiętał się momentalnie. Nie czas na wybuchy złości i agresji.
- A czy moje "wszędzie" nie obejmuje również tej okolicy? - zapytał retorycznie, cmokając niecierpliwie. - Mogę ci gwarantować, że jest na terenie biblioteki. Możliwe, że nawet za rogiem. Może być gdziekolwiek. - Przetarł pomiętą okładkę, po czym odłożył tę książkę na regał. Lepiej, żeby pani Prince jej nie zauważyła. - Po co jej szukasz? - zapytał jeszcze.
avatar
Phoenix Dwerryhouse
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Leah Darrow on Sob 23 Cze - 23:13

Leah nigdy nie należała do grona tych materialnych osobników. Zawsze pozostawała w cieniu Amelii, nawet nie kwapiąc się, by cokolwiek zmienić w swoim położeniu. Z premedytacją też ignorowała wszystkich, którym choćby przez myśl przeszło, żeby pokazać młodą Darrow światu. Zataczała błędne koło, w duchu naigrawała się ze wszystkich, wiedząc, że prędzej czy później odwróci się to przeciwko nim. Albo przeciwko niej. To nie było istotne, ponieważ wtedy liczyła się tylko nauka i nie wychylanie się za bardzo przed Królową Pszczół. Rodzina rodziną, ale władza spoczywała tylko w jednych rękach.
Nagła zmiana w zachowaniu Ślizgona nie umknęła uwadze Leah. Coraz silniej zgniatana książka mogła stanowić aluzję do tego, jak chłopak byłby w stanie potraktować człowieka. Może więc jej pewność, że w bibliotece jest zupełnie bezpieczna, była bezpodstawna? Jak bardzo pozory mogą mylić i jak szybko ludzie o tym zapominali. Dziewczyna postąpiła krok w tył, chcąc znaleźć się minimalnie dalej od Phoenix’a. Złość rodzi złość, nienawiść rodzi nienawiść. A od tego Darrow starała trzymać się jak najdalej.
Właściwie byłoby całkiem dobrze, gdyby jednak zauważyła, co Phoenix zrobił z jedną z książek. Zjawienie się bibliotekarki oszczędziłoby Darrow niepotrzebnego szukania i błądzenia pomiędzy regałami, choć zapewne Dwerryhouse szybko nie wymigałby się od kazania zafundowanego przez panią Prince.
- Jak słusznie zauważyłeś, może być gdziekolwiek i na tym polega cały problem – oznajmiła, umyślnie ignorując wzmiankę o tym, gdzie dokładnie znajduje się „wszędzie”. – Żeby z nią pogawędzić – odparła nieco poirytowana. – Mam dla niej książki.


Będę leżeć cały dzień i całą noc,
i drugi dzień i drugą noc.
Trzeba lepiej dopasować ludzi, krok i oddech,
wzrok i wdech, i wydech.
avatar
Leah Darrow
Administrator
GrammarNazi

Liczba postów : 185
Czystość krwi : czysta
Skąd : Inverness

Powrót do góry Go down

Re: Regały

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach