Dziedziniec wieży zegarowej

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Skylar Hastings on Pią 9 Mar - 21:23

Brawo dla niego.
Nie przejmowanie się czyjąś opinią na temat, e w sumie czystości krwi, w której temacie miała chyba najwięcej do powiedzenia, było dobrą decyzją. Aczkolwiek nie powinien aż tak bardzo robić z siebie nie wiadomo jakiego samotnika, bo na starość zostanie zupełnie sam. Przynajmniej tak twierdziła głupia Babcia, która najlepiej wydałaby swoją wnuczkę już, odrazu, za niskiego i brzydkiego małolata. Co z tego, iż ich małżeństwo przyniosłoby każdemu ulgę w interesach, polepszyłoby stosunki między dwoma rodzinami; to nie średniowiecze, gdzie rodzice decydowali o twoim życiu. FUJ. Z ciekawością patrzyła jak odpala papierosa i wypuszcza jej jakże znajomy zapach z ust. Cóż, nie będzie teraz cofać swoich słów; jutro też jest dzień. Jednakże, ten widok zaciągającego się osobnika płci przeciwnej był niezwykle pociągający i chyba nie mogła nic poradzić na chwilowy brak słów. Haha.
- Taa.. Nie ma za co - Wydukała powoli, przeciągając końcówkę. - Tylko nie szlamę! Byłabym wniebowzięta, jeśli mówiłbyś mi po imieniu, bo cię.. bo cię czymś potraktuje. Poza tym, jak widzisz, palę, nie jestem zwykła dziewczynką z mugolskiej, porąbanej rodzinki. Jestem przydatna! - Żadnych oznak gróźb tutaj nie było, skadże znowu! Ale serio, załatwiłby jej szlaban? Aż taki bezlitosny? Chłodny drań? Nie wyglądał, ani nie brzmiał jak jeden z nich. Albo to wszystko wina jej optymistycznego podejścia do wszystkich ludzi.
avatar
Skylar Hastings
Uczeń

Liczba postów : 18
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Phoenix Dwerryhouse on Pią 9 Mar - 22:01

Skaylar pewnie by tego nie zrozumiała, ale Phoenixowi zależało na tym, aby wreszcie uwolnić się od otaczających go ludzi, zmienić terytorium, odciąć się od świata i zakończyć życie w towarzystwie swojego odbicia w lutrze. Zgnije z samotności, o to mu chodziło. Nie przewidywał innej opcji. Dotychczas nie spotkał osoby, z którą chciałby przeżyć więcej niż te przymusowe siedem lat w szkole. Oczywiście, rodzina. Dayton i Alaine z pewnością zasłuzyli na szacunek, nie mógłby się całkiem od nich odsunąć. Łączyły ich nie tylko więzy krwi. A o małżeństwie nie było w ogóle mowy! Ha, nawet nie chodziłoby o to, że jemu się żadna nie podoba, bo zawsze znajdą się jakieś wyjątki, lecz prędzej o samo wytrzymanie w jego towarzystwie. Ludzie szybko się męczyli Phoenixem. Na jego korzyść. Bądź nie.
Potrafił być pociągający. Nie kwapił sobie jednak głowy zwabianiem dziewczynek i wykorzystywaniem ich do własnych celów. Napotykał jakieś wewnętrzne przeszkody. To pewnie ta wrażliwość. Czasami miał ochotę wyciąć tę część jego duszy. Ciekawe, czy dałoby się tak zrobić z horkruksem - umieścić w jakimś przedmiocie tę czułą cząstkę... Dlaczego wspominam o zabijaniu człowieka, skoro z uwodzeniem sobie nie radzi?
Ponownie wrócił wzrokiem do twarzy dziewczyny, na której teraz malowała się zaciętość. Zapewne starała się udowodnić mu, że jest wartościowa.
- Zapewne - mruknął, podsumowując cały jej wywód, a po chwili spojrzał na papierosa, zaciągnął się i wypuszczając z ust dym, pokiwał głową. - Faktycznie - stwierdziła i strzepnął biały popiół z końca papierosa. - Phoenix Dwerryhouse - przedstawił się po chwili, tylko dla formalności. Chociaż wątpił, aby znała jego imię.
avatar
Phoenix Dwerryhouse
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Skylar Hastings on Pią 9 Mar - 23:59

Zabawne, bo ona była w sumie na pograniczu albo nie stała w ogóle po niczyjej stronie. Nie zważała na to, czy zostanie starą panną, czy też nie, czy znajdzie swojego wymarzonego księcia z bajki, czy będzie samotną właścicielką szesnastu kotów. Ta, nie była zatem normalną szesnastolatką, która rozgląda się na szkolnym korytarzu za najprzystojniejszym chłopakiem w szkole. Nawet nie wpadłaby na taki chory pomysł umawiania się z takimi defektami natury. Bo to ani krzty błyskotliwości, ani zdrowego rozsądku nie miało. Dotąd na swojej drodze przewijało się niezbyt wielu adoratorów Skylar, więc może było to niezbyt sprawiedliwe zdanie na temat większości chłopaków.
Odgarnęła złośliwie wpadający do oczu kosmyk włosów i szczelniej owinęła się długim szalem na szyi. Nie starała się być wartościowa, po prostu towarzyska. Tak sądziła.
- Hym, Phoenix.. Całkiem oryginalne imię, przynajmniej twoje ma normalne znaczenie, a nie zupełne przeciwieństwo charakteru - Wyparowała, zdając sobie sprawę z głupiej wypowiedzi. Boże, jak tak dalej pójdzie, to popełni samobójstwo poprzez te swoje świetne uwagi. - No, a teraz powiedz mi coś ciekawego, bo wydaje mi się, że ja siedzę i rozmawiam o idiotycznych rzeczach, a ty tylko siedzisz i przytakujesz - Westchnęła cicho, utrzymując żartobliwy ton wypowiadanych słów. Nie była za bardzo dobra w te klocki, utrzymywanie rozmowy na odpowiednim poziomie i resztę zagmatwanych spraw, których nigdy nie zrozumie. - Oh, chyba, sobie pójdę , a ty znowu otoczysz się dramatycznym, wręcz nostalgicznym nastrojem i będziesz siedział tu w ciszy.
avatar
Skylar Hastings
Uczeń

Liczba postów : 18
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Phoenix Dwerryhouse on Sob 10 Mar - 12:29

Przyszłość w oczach Phoenixa malowała się jednoznacznie: cisza i spokój w zaciszu własnego, małego mieszkania, zero towarzyszów, ewentualnie sowa, którą przesyłałby listy do Daytona. Niczego nie pragnął bardziej, niż odcięcia się od brutalnej rzeczywistości. Po szkole zapewne złapie byle jki pociąg i bez przygotowań wyruszy w nieznane. Z dala od domu rodzinnego. Od trapiącej go tragedii. Od wspomnień.
Skylar nawet nie podejrzewała, jak chłopak cierpi. W środku. W ukryciu. W zasadzie nikt tego nie wie. Może rodzeństwo. Lecz ono też może tylko snuć domysły. Nie widać tego po nim. Kameleon. Tak wpasował się w otaczający go, przebrzydły świat, zamieszkały przez tę prymitywną rasę, którą gardził bardziej niż własnym ojcem... On wywrócił jego życie do góry nogami. Kiedyś potrafił być bestroski. Uśmiechnięty. Teraz przypominał wrak. Dobrze ukryty na dnie.
- Chyba kompletnie nie pasuje do Ślizgona - stwierdził. Feniks kojarzył mu się z ciepłem. Ciepłem, którego sam nie daje. Podobno łzy feniksa leczyły rany. Gdyby miał taką możliwość, uleczyłby swoja duszę. Purpurowe pióra, niczym buchający ogień. Ogień. I znów ogień. Ptak płonie. Płonie i zostaje tylko popiół. Rodzi się na nowo. Rozpoczyna nowe życie. Ile Phoenix by dał, ażeby być feniksem.
- Bo to poniekąd prawda - przyznał, znów zaciągając się papierosem. Spojrzał na jej twarz. Nie, w żaden sposób nie chciał jej dokuczyć, choć zobojętniały ton, którym wypowiadał słowa, mógł brzmieć conajmniej dwuznacznie. - Lubię ciszę. - Odgarnął zabłąkany kosmyk jasnych blond włosów z twarzy i załozyłgo za ucho. Dzisiaj jego fryzura przypominała stóg siana, potargane przez wiatr i ręce, ułożone w klasycznym nieładzie, do tego ponownie zmierzwione. Sztuka.
avatar
Phoenix Dwerryhouse
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Skylar Hastings on Sob 10 Mar - 16:39

Rzeczywiście, nie miała pojęcia, dlaczego jest taki a nie inny. Zupełnie różnił się od spotykanych przez nią chłopaków, radosnych i używających sobie z życie ile wlezie. Ona nie miała takich problemów, jak Phoenix; nie zmagała się z rodzinną tragedią ukrywając głęboko wszystkie pozytywne uczucia. Jedyne, co mogło wywołać u niej zmartwienie, to fakt nie posiadania żadnej pracy domowej, zadanej na następny dzień. Zdecydowanie, była przeciwieństwem ślzgona, ale w sumie nawet się nie przestraszyła, ani nic w tym stylu. Potrafiła zachować spokój i pogodę ducha w tak beznadziejnym przypadku, kiedy to ona wydaje się być nie na miejscu z tym całym syndromem dziecka słońca.
- Wiesz.. nieważne, jak okropne życie miałeś, jak strasznie się z tym czujesz, twoje imię mówi samo za siebie - Stwierdziła, wzdychając ze wzrokiem utkwionym w pustą przestrzeń przed siebie. Teraz to na serio żadnej ciszy nie będzie - Jesteś Feniksem, który ma na nowo się narodzić, powstać z popiołów. Jednak to od ciebie zależy, kiedy ten czas nadejdzie - Często to zdanie powtarzała sobie przed każdym trudnym zadaniem, jakie życie podsuwało jej pod nogi. Te kłody były ogromnie wielkie, ale dzięki wiary w siebie i własne możliwości. Chłopak powinien zrobić to samo i wziąć się w garść, przecież przyjaciół jakiś ma, prawda? Spróbować się otworzyć na świat, pomimo wyrządzonych krzywd.
I puf, zamilkła, uśmiechając się pod nosem do siebie. Czuła, ze powiedziała o wiele za dużo, że może się obrazić za początek wypowiedzi. Z drugiej strony, wiedziała, że i tak przemowa była pożyteczna.
avatar
Skylar Hastings
Uczeń

Liczba postów : 18
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Phoenix Dwerryhouse on Pon 12 Mar - 21:17

Nigdy nie był taki jak reszta, niekoniecznie pod względem tego, co przeżył w przeszłości dzięki swojemu ojcu psychopacie (tak pieszczotliwie nazywał go w listach do Daytona), ale przez swoje zainteresowania, zamiłowania, za tok myślenia. Bardzo pokrętny i wręcz niezrozumiały. Dwerryhouse musiał być geniuszem, skoro udawało mu się poskramianie wszystkich tych niesprecyzowanych uczuć, niedokończonych rozmyślań, wysnutych wniosków z wieloletnich obserwacji... To wszystko momentami męczyło go niemiłosiernie, nie dając spać w nocy.
Lubił niebo. Gwiazdy. Te jasne punkciki na kruczoczarnym tle. Gdy na nie patrzysz, masz wrażenie, że są na wyciągnięcie ręki. Bezwiednie wyciągasz ją i chwytasz palcami powietrze. Nie. Pomyliłeś się. Nieosiągalne. Dla innych, oczywiście. Kiedyś je zdobędziesz, zobaczysz.
Phoenix kochal patrzeć na gwiazdy. Noc była jego ulubioną porą. Jak wiele razy udawało mu się uciec nocą z zamku i czuwać przy jakimś oknie, bądź na otwartej przestrzeni, nad gwiazdami. Freddie uważał jego fascynację za szaleństwo. Nawet nie wiedział, ile rolek pergaminów zostało zapisanych poematami i filozoficznymi mądrościami na temat gwiazd. Nikt nie imał prawa wiedzieć. Tak dobre. Za dobre. Skończyły jako podpałka. Ogień. Płomienie. To zawsze tak się kończyło.
Usłyszawszy słowa dziewczyny, upuścił papierosa na ziemię i z przerażaniem zerwał sie z ławki, omal nie lądując na tyłku na bruku. Skąd, na gacie Merlina, ona wiedziała, o czym teraz myślał?! Może prypadkowo mruczał coś pod nosem, będąc święcie przekonanym, że to się dzieje tylko i wyłącznie w jego głowie. Nie mniej jednak słowa Hastings wywarły na nim dość mocne wrażenie, spotęgowane wcześniejszym szokiem. Pozbierał się w ułamku sekundy, zbyt szybko, by zdołała zobaczyć cokolwiek poza brakiem jego osoby na ławce obok.
Stał odwrócony do niej tyłem, w lekkim rozkroku. Przeczesywał włosy palcami, wręcz szarpiąc nimi w tył. Brodę miał uniesioną wysoko w górę, zęby mocno zaciśnięte, podobnie jak powieki. Czuł pod nimi palące łzy wściekłości. Nie mógł się złamać. I nie złamie.

// Przepraszam za takie opóźnienie, więcej nie będę!
avatar
Phoenix Dwerryhouse
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Skylar Hastings on Wto 13 Mar - 18:42

Ona wiedziała, że źle wpływa na ludzi i ich późniejsze zachowanie, ale żeby odrazu skakać z strachu? Nie była żadną psychopatką, która myśli, iż wszystko wie i potrafi przewidzieć uczucia innych. Raz, jedyny kurna raz, spróbowała się wczuć w jego sytuację i powiedziała to, co jej ślina na język przyniesie i teoretycznie powinna podnieść chłopaka na duchu, chociażby w małym stopniu. A tu nic, jakby się z choinki urwał. Westchnęła, zakładając ręce na klatce piersiowej, bo otóż najchętniej takiego pesymistę, najwyraźniej największego w całej szkole, kopnęłaby w tyłek, coby się łaskawie obudził. Nie zważała na to, iż ledwo go znała, phi.
- Dobra, powiedziałam coś nie tegest? Za daleko? Jak tak, to przepraszam, próbuję być szczera! - Wytłumaczyła, robiąc zrezygnowaną minę. Wstała i położyła mu delikatnie dłoń na ramieniu. - I mogę być przy tym nieco wścibska, ale ogólnie dla większego dobra, Phoenix. - Uśmiechnęła się i wzięła swoją rękę, obracając się napięcie i powoli ruszając w stronę wyjścia z dziedzińca. I właśnie dlatego miała mniej przyjaciół niż przeciętni uczniowie Hogwartu. Wtrącała się tam gdzie nie trzeba, jej opinia mogła zadawać nieświadomy ból, nieraz wkurzyła do takiego stopnia, iż po lekcjach czekała na nią grupka zdzirowato wyglądających dziewcząt. Dały krukonce popalić i oświeciły, że niech własne zdanie trzyma wyłącznie dla siebie.
avatar
Skylar Hastings
Uczeń

Liczba postów : 18
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Phoenix Dwerryhouse on Sro 14 Mar - 20:39

Skylar nie powinna brać go pod uwagę, jeżeli mówiła o większości, gdyż to on właśnie stanowił tę odmienną mniejszość, którą błędnie nazywano dziwakami, obcymi. Był inny, na swój sposób do zaakceptowania, jednak ludzie, te chodzące kreatury, nie zaglądały do wnętrza feniksowego serca. Nikt nie zaglądał do wnętrza feniksowego serca, ponieważ on najzwyczajniej nie chciał się przed kimkolwiek obnażać. A zwłaszcza przed Hastings, która nie dość, że była dziewczyną, to mogła mu przynieść dużo kłopotów w towarzyskim gronie. Jednakże to, co przed chwilą zrobiła, wstrząsnęło nim do tego stopnia, że przez około minutę krzyczał bezgłośnie, zadzierając głowę w stronę nieba. Pragnąłby teraz ujrzeć gwiazdy, które niczym leczniczy balsam ukoiłyby wszystkie jego troski i zmartwienia. One nie były brutalne, tak jak Skylar. Rozdrapała jego od dawna leczącą się ranę, zupełnie nieświadomie. Chyba, że była świadoma tego, co mu zrobiła. Wątpił w prawdziwość tej tezy, alebowiem nie miała prawa tego wiedzieć. Mogła podejrzewać, lecz nie mieć pewności. O jego ojcu pewnie wszędzie było głośno, któreś wydanie Proroka Codzinnego nawet zamieściło na dzisiątej stronie krótką wzmiankę z interwencji Aurorów w dommu Dwerryhouseów. Może go przeczytała? Minęło tyle lat. Jakieś pięć. Dla Phoenixa to była wieczność.
- Dobra? - warknął agresywnie, odwracając się do Skylar, obnażając zęby we wściekłości. - Ty nie wiesz co to dobro! Nikt nie wie, co to dobro - zarzucał, nawet nie wiedząc, że krzyczy. Krzyk był lekarstwem na wszystko. Szczególnie na narastające emocje, a te kotłowały sie w nim niczym lawa w wulkanie. Czy nastąpi erupcja?
Nie. Nie ryzykował. Pewnie rzuciłby się na nią. Nie chciał być jak ojciec. Ta myśl wywołała w nim strach, który natychmiast pohamował furię. Wściekłość. Wciąż w nim siedziała. Ale już głębiej, znacznie głębiej. Już nie wybuchnie, bo się kontroluje. Po raz pierwszy od kilku lat przestał się pilnować, przy Skylar. Za bardzo się rozluźnił przy tym pieprzonym papierosie. Musiał skończyć i z tym.
Stał tak i patrzył za odchodzącą dziewczyną z wysoko uniesionymi brwiami. Więc teraz tak po prostu sobie pójdzie? Najwyraźniej źle ją ocenił. Miała tupet. To wystarczyło, aby wyprowadzić Phoenixa z równowagi. Kopnął jakiś kamyczek.
Jeśli zawróci - będzie tu.
Jeśli nie - to nic ne zmienia.
Trzeba ochłonąc do końca...
avatar
Phoenix Dwerryhouse
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Skylar Hastings on Czw 15 Mar - 4:31

// kontynuujemy, czy się znudziłeś? ^^



Faktycznie. Przegięła z tymi swoimi racjami, które nie dość, że go mocno wkurzyły, to zatrzymały dziewczynę przed wyjściem, poniekąd chciała dodać coś na koniec. Ale koniec nie nadszedł, usłyszała jedynie krzyki Phoenixa.
Jakaś część dziewczyny zawahała się, zastygła w miejscu, nie wiedziała co ma odpowiedzieć, jakkolwiek zareagować na to, czego przed chwilą była świadkiem. Rozmowa według niej była skończona, gadała jak najęta, powinna trzymać się schematu i pozwolić mu wypalić tego cholernego papierosa w spokoju. Najwyraźniej w ten prosty sposób uniknęliby oboje tego całego dramatu; nieważne, iż na własną rękę próbowała mu ogólnie.. pomóc. Nie wnikając w szczegóły. Błąd, wielki błąd. Nie miała pojęcia o sprawie chłopaka i jego ojca. Ba! Nawet gdyby to czytała, powiedziano by jej, iż tacy jak oni - mugole - nie przejmują się porachunkami pomiędzy czarodziejami z wartościowszą krwią. Oh, co z tego, że należała do arystokracji; nadal jej pochodzenie było powodem dla którego traktowano takie rodziny z mniejszym respektem. Skylar przełknęła głośno ślinę, nie mając za grosz odwagi aby spojrzeć ponownie na Ślizgona. Szczerze, bała się chociażby zerknąć na jego sylwetkę. Dziwne, poczuła granicę, jaką nie mogła tym razem przekroczyć. Ojciec to przewidział, szczerość i naiwność Skylar kiedyś doprowadzą do tragedii, a jakiej, to już chyba wszyscy zdołaliśmy się o tym dowiedzieć. Weszła na grunt, który okazał się zbyt kruchy do przejścia.
- Przepraszam, ja nie.. - Podeszła z nadal spuszczoną głową i patrzyła się na własne buty, jakby miały tam zapisany jakiś pomysł na pokojowe wyjście z tej sytuacji - Masz rację, nie wiem. Przepraszam - Powtórzyła, zaciskając pięści, trafiając na ten mur, przez który już raczej nie przejdzie z tą swoją ciekawością i dobrocią. Znowu dostała blokady, tak jak Matka postawiła mur przed Sky i przestała się nią przejmować. Oj nie była w stanie wczuć się w emocje, targające Phoenixem, ale gdyby.. chociaż... nie. Musiała być twarda i nie kierować słów na ten temat, bolesny temat.
- Zawsze mówię, zanim to przemyśle. Przepraszam, nie złość się - Niemalże wydusiła z siebie po raz trzeci przeprosiny, głęboko oddychając. No zrobiła źle, ach szlag by to całe ratowanie świata Hastings! Jak mała dziewczynka, na którą nakrzyczał kochany ojczulek za to, ze nie wygrała zawodów, ze go zawiodła. A ona, skulona, z wypiekami wstydu na twarzy stała w milczeniu, przepraszając go z tysiąc razy, wiedząc, że samo słowo i zapewnienia o poprawie nie wystarczy.
avatar
Skylar Hastings
Uczeń

Liczba postów : 18
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Phoenix Dwerryhouse on Sob 17 Mar - 22:24

// Ej, jasne, że możemy jeszcze pisać! Po prostu odgrywam moją postać, nie bierz do siebie jego znudzenia, czy też innych reakcji, to po prostu tru feniks!
"Świat zamknięty, rany otwarte"
Phoenix cierpiał teraz, w swoim małym, zamkniętym świecie. Nie dopuści do siebie nikogo. Tylko pogłębiają rany na jego duszy. One krwawią. Pozornie zasklepione, otwierają sie na nowo. A on traci kontrolę. Nad wszystkim. Nad emocjami. Nad mimiką. Nad głosem. Wszystko to żyje niezaleznie od niego. Mógłby ją nawet uderzyć, kilka razy, kilkadziesiąt. Zbyt wiele lat ćwiczył panowanie nad sobą, nad agresywnymi pobudkami, by nie sprać brutalnego ojca po jego krzywej mordzie. Żeby splunąć mu pod nogi, wyszydzić. Zniszczyć. Zabić. Dopuscił sie zbrodni, zabił. Wielu o tym wiedziało. Nikt sie tym nie przejmował. Poza nim. I rodziną.
Ponownie spoczął na ławce, chowając twarz w dłoniach. Wstydził się. Okazał słabość. Zmiękł. I to przed dziewczyną. Nigdy nie chciał, aby taka sytuacja zaszła. A tym bardziej nie chciał, aby brała w niej udział Hastings. Sam nawet nie wiedział, dlaczego tak bardzo pragnie jej odejścia, a jednocześnie tak bardzo pragnie jej towarzystwa. Ciągłe paradoksy. Nie wiedział już, co ze sobą zrobić. Miał czerwone oczy i kroplę na policzku. Nie widziała, jak spadła na ziemię. Nie mogła widzieć.
- Nie ważne - wychrypiał, siląc się na spokój.
Czy on płacze? Dwerryhouse się obnaża? Na Merlina, jak ona na niego działa. A raczej, jak jej słowa na niego podziałały. Woda. Ogień? Popiół.
Feniks.
avatar
Phoenix Dwerryhouse
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Anglia, Birmingham

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 27 Cze - 19:12

Przyszedł tutaj, bo po pierwsze: było dość zimno, choć nie tak mroźnie jak ostatnio, więc spokojnie można było posiedzieć na dworze nie marznąć zanadto, po drugie: nie sądził, żeby ktokolwiek jednak zdecydował się tutaj przyjść w mróz. Fontanna była nieczynna, wiał wiatr, a od zimnych ławek szybko bolał tyłek. Pochuchał w dłonie. Cholera... zapomniał rękawiczek. To nic. Podszedł do jednej z tych zimnych ławek i usiadł na niej. Faktycznie - nie było to najprzyjemniejsze.
Miał teraz czas pomyśleć trochę, poza tym wziął trochę jedzenia, parę czystych kartek i przybory do rysowania. Nie był jakimś wybitnym artystą, ale raz na rok lubił siąść nad szkicownikiem i nabazgrać coś węgielkiem. Dziś intrygowało go, czy jeszcze pamięta jak rysować ludzkie twarze. Parę pociągnięć, trochę poprawek. Spojrzał krytycznie na pierwszy szkic. Obrócił go lekko. Nie był idealny. Zmiął kartkę, rzucił w powietrze i spalił zaklęciem. Do kolejnego przyłożył się bardziej. Najpierw kilka figur, ustalających położenie głównych części twarzy, potem zacznie dopracowywać szczegóły. Nigdy twarze nie wychodziły mu tak jakby chciał, ale przecież szło mu na tyle dobrze, że ludzie potrafiliby się rozpoznać na jego rysunkach. Potrafiliby. Nigdy ich nikomu nie pokazywał. Wszystkie palił, albo chował w domu w schowku.
Ten portret musiał być idealny. Koniecznie. Nie spali go. Skupił się nad kartką... cholera - nierówna wysokość brwi. No cóż - nie był malarzem, ani rysownikiem. Znów wyrzucił kartkę. Na szczęście miał ich do bólu i postanowił próbować tak długo, aż mu wyjdzie, albo aż palce zdrętwieją mu do tego stopnia z zimna, że nie będzie w stanie trzymać węgielka w dłoni.
Para rytmicznie wydobywała się z jego ust i nosa uciekając i rozpływając się gdzieś w powietrzu. Miał na sobie czarny, puchaty płaszcz zimowy, czarną "rosyjską" czapkę zimową tego samego rodzaju co płaszcz, pod spodem miał brązowe bojówki i ciemnoczerwoną bluzę bez kaptura, pod nią czerwony podkoszulek - jedno i drugie z godłem Gryffindoru na piersi. Jego stroju dopełniały skórzane buty z cholewką za kostkę, które wyglądały trochę jak glany, jednakże były krótsze i zdecydowanie mniej masywne.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Marilyn Langdon on Sro 27 Cze - 20:01

Po korytarzach Hogwartu chodziła niziutka, rudowłosa dziewczyna. Ubrana była w czarną koszulkę z wielką czaszką z irokezem, nad którą był napis The Exploited, czarne obcisłe spodnie z łańcuchem u boku, glany z iście czerwonymi sznurówkami (jak zwykle zresztą), na to narzuciła jeansową katanę z długimi rękawami. To Marilyn Langdon. Ubrała się za lekko, jak na taką pogodę, no ale kit z tym.
W sumie to sama nie wiedziała gdzie idzie. Nogi same ją niosły w tą stronę. Już po chwili zaczęła żałować swej decyzji co do ubioru, ale trwało to naprawdę krótko, bo zobaczyła przed sobą, siedzącego na ławce Gabriela Smitha.
Nie wahała się ani chwilę. - Za to, co zrobiłeś Cassie, za to, że przez Ciebie cierpiała. - Wyciągnęła różdżkę i wypowiedziała zaklęcie. - Tormenta - Niech zazna jasnych tortur. To zaklęcie było bardzo podobne do Cruciatusa, tyle że nie należało do zaklęć niewybaczalnych. Aurorzy za pomocą jasnych tortur "przesłuchiwali" ludzi podejrzanych o bycie Śmierciożercami. Możliwość sprawienia bólu bez ponoszenia konsekwencji Azkabanu.
Kartki chłopaka zostały rozwiane przez wiatr, a Langdon mogła zobaczyć portret Cassandr Hayes. Co prawda nieidealny, ale bardzo ładny.


Ostatnio zmieniony przez Marilyn Langdon dnia Sro 27 Cze - 20:01, w całości zmieniany 1 raz


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Mistrz Gry on Sro 27 Cze - 20:01

The member 'Marilyn Langdon' has done the following action : Dices roll

'Kostka' :
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 27 Cze - 20:17

Różdżkę miał pod ręką, bo używał jej też do palenia zużytych kartek. Kartki rozwiał wiatr, gdy poderwał się z ławki, ale nawet nie musiał się bronić. W swojej wściekłości dziewczyna wycelowała jak łysy włosami o kant kuli. Kilka metrów obok niego. Trzeba było postąpić rozważniej.
- Expelliarmus! - Krzyknął celując w nią. Nie chciał jej teraz krzywdzić. Po co? Ciekawy był jej opowieści. A powie mu wszystko. ABSOLUTNIE WSZYSTKO.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Mistrz Gry on Sro 27 Cze - 20:17

The member 'Gabriel Smith' has done the following action : Dices roll

'Kostka' :
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Marilyn Langdon on Sro 27 Cze - 20:25

Coś mu nie wyszło. Chyba oboje nie mieli dzisiaj dobrego dnia, bo każde spudłowało.
Podniosła jego rysunek, który wiatr przywiał pod jej nogi. Cassandra... Skrzywdził ją, a teraz rysuje? Bezsensu.
- Co jej zrobiłeś? - Panna Hayes nie powiedziała jej wszystkiego, może od niego się czegoś dowie, musi coś z niego wyciągnąć. Musi wiedzieć dokładnie co i jak. Pytanie, czy jeśli są parą (bo tego dziewczyna nie wiedziała), to czy Cassandra się nie zdenerwuje, jeśli Ślizgonka zniszczy troszkę buźkę Gryfona. Miała nadzieje, że nie. Nawet jeśli, to przecież kiedyś jej wybaczy, kiedyś.
Płakał przez niego, a jej płacz wymaga zemsty. Nawet jeśli coś się jej stanie, to ma zamiar pomścić swoją przyjaciółkę. A jeśli to się nie uda to Josh z pewnością dokończy jej dzieła.
- Expelliarmus! - Chciał się bawić w odbieranie różdżki przeciwnikowi? Proszę bardzo, jej kolej.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Mistrz Gry on Sro 27 Cze - 20:25

The member 'Marilyn Langdon' has done the following action : Dices roll

'Kostka' :
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 27 Cze - 20:33

Cholera, to zaczęło się zmieniać w jakąś parodię. Dziewczyna znów spudłowała i to całkiem mocno. Teraz jego kolej. Tym razem nie będzie odbierał jej różdżki, zrobi to za chwilę. Jeśli trafi, to i tak zakończy walkę raczej na pewno...
- Conjunctivitis! - Krzyknął, starając się tym razem wycelować bardziej precyzyjnie. Nie miał wątpliwości, że tym razem trafi. Stali co prawda dość daleko od siebie, ale na Merlina! Dość blisko, żeby trafić zaklęciem. Naprawdę dziś im nie szło. Dlaczego zmienił taktykę? Ona chciała zadać mu ból. Dopiero to do niego dotarło. Oślepi ją, co też będzie bolesne. Oczywiście to nie będzie nieodwracalne, ale przyniesie jej cierpienie, a od niej dowie się wszystkiego, co chciał.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Mistrz Gry on Sro 27 Cze - 20:33

The member 'Gabriel Smith' has done the following action : Dices roll

'Kostka' :
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Marilyn Langdon on Sro 27 Cze - 20:46

Chłopak nie spudłuje, nie ma mocnych, jedyne co jej pozostało to użycie zaklęcia tarczy. - Protego! -
Udało jej się. Zdążyła. Przed nią pojawiła się tarcza ochronna, która odbiła zaklęcie chłopaka. Odbicie spowodowało, że jego magia zwróciła się przeciwko niemu, ponieważ czar poleciał w jego stronę. Trzymała kciuki, żeby nie zdążył zareagować. Żeby oberwał zaklęciem i oślepł. Tylko jak to się dalej potoczy? Zdąży, czy nie zdąży?


Ostatnio zmieniony przez Marilyn Langdon dnia Sro 27 Cze - 20:48, w całości zmieniany 1 raz


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Mistrz Gry on Sro 27 Cze - 20:46

The member 'Marilyn Langdon' has done the following action : Dices roll

'Kostka' :
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 27 Cze - 21:03

Zareagowała szybko, więc i on musiał reagować. Nie wiedział, czy zdąży. Wiedział jedno - może zrobić co zechce, nawet jeśli oberwie, nie powie jej ani słowa. A jeśli oberwie, to zniszczy ją, zabije. Kiedyś znajdzie na to okazję. Coraz bardziej nienawidził tych wszystkich przyjaciół Cassie. Czego oni od niego chcieli? Wszyscy oni byli przeciw niemu. Zaczął szczerze wątpić, czy znajomość z Cassandrą ma jakikolwiek sens, skoro z tego powodu będzie musiał się pojedynkować. Pomijając fakt, że jeszcze przez jej przyjaciela, tego gnoja Hitchcocka czy jak on tam miał, stało się jak się stało z Lily, a potem jeszcze z Cassie. Zajebiście. Chce walki, to będzie ją miała. Nie będzie się bronił. Po co? Odbiła zaklęcie znakomicie. Postanowił zaatakować. A niech go trafi. Ona też ucierpi...
- Conjunctivitis! - Wycelował. W najgorszym razie po omacku spróbuje stąd odejść. Pieprzyć te szkice.
Zaklęcie go trafiło. Bolało jak cholera. Stęknął cicho i opadł na jedno kolano. Jego zaklęcie musiało chybić, bo nie słyszał, żeby dziewczyna zrobiła to samo. No cóż. Bywa i tak.


Ostatnio zmieniony przez Gabriel Smith dnia Sro 27 Cze - 21:05, w całości zmieniany 2 razy
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Mistrz Gry on Sro 27 Cze - 21:03

The member 'Gabriel Smith' has done the following action : Dices roll

'Kostka' :
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Marilyn Langdon on Sro 27 Cze - 22:45

Nie musiała nawet ruszyć ręką, jego zaklęcie zgrabnie ją ominęło. Chłopak został oślepiony, mogła teraz zrobić z nim wszystko, mogła sprawić, by poczuł ból, jakiego jeszcze nie czuł, ale czy potrafiła to zrobić? Przygryzła wargę, zastanawiając się co zrobić. Po pierwsze różdżka. Podeszła do niego cicho, z zaskoczenia (i brutalnie) wyrwała mu jego różdżkę z ręki. Jedna rzecz z głowy, ale co dalej.
Usiadła niedaleko niego na ziemi. On nie ma różdżki, nic nie widzi, teoretycznie nic nie powinien jej zrobić.
Ale co ona ma zrobić? Uderzyć, nie. Nie raz, nie dwa spuszczono jej manto, z glana dostać nie jest przyjemnie. A poza tym nic wielkiego mu się nie stanie od paru kopnięć, więc nie. Musi wymyślić coś gorszego.
A na razie, to powinno wystarczyć. Wypowiedziała chicho zaklęcie, a Gabriel został związany mocnymi linami. To powinno go powstrzymać od ewentualnej ucieczki.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 27 Cze - 23:14

Faktycznie, nie walczył nawet, gdy wyrwała mu różdżkę, a tym bardziej nie miał obrony, gdy go krępowała. Zaśmiał się jednak na głos.
- No dobra... - Powiedział. Ból pulsował mu w czaszce, ale wytrzymywał go dzielnie. - Chciałaś mnie torturować prawda? Zadać mi ból. Uważasz się za lepszą? Jesteś taka sama jak ja. Właściwie, to mamy wiele wspólnego... Ja też lubię zadawać ludziom cierpienie. - Uśmiechał się, chociaż nie wiedział, czy dziewczyna to widzi. Oczy krwawiły i bolały okrutnie, ale to nic... wszystko da się naprawić. - Masz mnie teraz na tacy. Dalej - rzuć Crucio. Zaatakuj mnie Mary. - Sączył jad, przeplatając słowa zimnym śmiechem. - Przecież wiem, że dałabyś radę... Zrób to. - Odczekał chwilę. Westchnął głęboko. Czekał. W skupieniu liczył sekundy i zastanawiał się, co teraz zrobi dziewczyna...
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach