Dziedziniec wieży zegarowej

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Marilyn Langdon on Sro 27 Cze - 23:34

Nawet gdyby walczył, to i tak by przegrał.
- Chciałam, nadal chcę, nie uważam się za lepszą, nie muszę tego robić. - Powiedziała spokojnie, jednak jej postawa zmieniła się, kiedy usłyszała resztę wypowiedzi chłopaka. - Wypluj to! - Warknęła. - Nie jestem i nigdy nie będę taka jak ty, nigdy rozumiesz?! - Zdenerwował ją tymi słowami. Ona nie krzywdziła ludzi, którzy ją kochają. A może... może jednak to robiła? Nawet teraz, jeśli coś mu zrobi (coś trwałego), to zrani Cassandrę, która coś do niego czuję. Jednak jeśli nic nie zrobi zrani w pewnym stopniu siebie. Była egoistką, więc czemu teraz ma być inaczej? Chciała mu zrobić krzywdę, ale nie mogła, nie była w stanie. Słabość... Nie, nie może... Musi, musi to zrobić... Za cierpienia Cassie.
Już podniosła różdżkę, już chciała rzucić zaklęcie... - Dałabym radę, ale nie zniżę się do twego poziomu. - Powiedziała chłodno.
Zrobi co innego, ma plan. - Furnunculus! - To takie pierwsze danie przed deserem. Na pięknej twarzyczce chłopaka zaczęły się pojawiać wielkie bąble.
A teraz do rzeczy. Wycelowała w niego różdżką. - Confundus! - Powiedziała, myśląc przy tym gorączkowo, żeby chłopak choć prze cały jeden dzień był miły dla Cassandry Hayes. Powtarzała cały czas w myślach: Gabriel Smith musi być miły dla Cassandry Hayes, musi być ten jeden dzień miły, ma być miły i nie wolno mu jej skrzywdzić.
Musi zadziałać, musi. Włożyła w to zaklęcie tyle mocy.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 27 Cze - 23:54

Zaśmiał się znowu. - Doprawdy, nie ma to jak górować nad kimś związanym i oślepionym prawda? I Ty się uważasz za lepszą. - Oberwał zaklęciem. Cała twarz piekła nieznośnie. Zacisnął szczęki. - A jednak... nie crucio... ale... coś innego, tak? - Wydusił. Ból trochę zelżał. Niewiele miał wspólnego z cruciatusem, był w stanie go przeżyć. - Jesteś głupia... Mary... ehhhh... pierdol się. - Powiedział cicho. Dostał z confundusa. Poczuł się zdezorientowany. Jego błędnik zwariował, chciało mu się wymiotować, ale nie zrobił tego. Leżał, bo nic innego nie mógł zrobić. Miliardy myśli zdawały się go atakować i pozbawiać trzeźwego myślenia. I co teraz? Co? Miał problem ze skupieniem się na czymkolwiek.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Marilyn Langdon on Czw 28 Cze - 19:55

- Jakbyś umiał słuchać, to słyszał byś me zaprzeczenie na temat tego, czy uważam się za lepszą. - Rzuciła cierpko. Była Ślizgonko, czego on się spodziewał? Że go wypuści, odda mu różdżkę i zapragnie pojedynku na zasadach fair play. Jeśli tam myślał, to się bardzo, bardzo mylił.
Spojrzała na niego z obrzydzeniem, jego osobą ją odrzucała. - Coś innego. - Potwierdziła, dodatkowo potakując, ale on tego nie widział. Nie mógł widzieć.
Intensywniej myślała o tym, żeby chłopak był milszy dla Cassandr, chociaż przez chwilę, czy pragnie tak wiele? Musi się udać, musi.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Adele Winters on Wto 4 Wrz - 14:22

Już od dawna nie wychylała nosa poza bibliotekę. Nudziły ją rozmowy o niczym w Wielkiej Sali albo wsłuchiwanie się w szepty rozchichotanych dziewcząt w toalecie. Była po prostu rozczarowana tym, co obserwowała dookoła siebie. Z sentymentem wracała pamięcią do wieczornych spotkań z przyjaciółmi, gdzie bezwstydna zabawa interesowała ich tyle, co zeszłoroczny śnieg. Szkoda, że te czasy powoli dobiegły końca.
Lubiła ten dziedziniec. To dokonała kryjówka, z której można było obserwować uczniów, beztrosko szalejących na terenach zielonych. Kto wie, może uda jej się wyłapać coś niezgodnego z przepisami i odjąć kilka punktów któremuś z domów? Chociaż nie, chyba już z tego wyrosła. Kiedyś niezmiernie bawiło ją dawanie szlabanów, czerpała z tego niemałą satysfakcję i powód do dumy. Teraz wreszcie dojrzała i przestała skupiać się na tak błahych, powierzchownych sprawach. Wkrótce będzie musiała dokonać ważnych życiowych wyborów, więc nie ma co oglądać się wstecz. Dopiero teraz okaże się, czy lata spędzone przy książkach przyniosą wymierne rezultaty. Zrezygnowała z życia towarzyskiego, rzadko brała udział w szkolnych imprezach, chyba że od strony organizatorskiej. Zatrzymała się na wąskiej grupie znajomych, którzy zdecydowanie jej wystarczali. Dopiero teraz, kiedy wszystko już sobie ułożyła, może pozwolić sobie na powrót na salony. Oby się nie rozczarowała.
Westchnęła cicho i rozsiadła się wygodnie na balustradzie. Zastanawiała się, czy ktoś jeszcze obrał sobie dziedziniec na swój azyl. Może uda jej się dzisiaj o tym przekonać, bo miała dziwne wrażenie, że to miejsce, wbrew pozorom, było często uczęszczane. Nie była tu od bardzo dawna, więc aż zaśmiała się pod nosem, na wspomnienie swojej pierwszej wizyty na tym dziedzińcu. Była wtedy na pierwszym roku i schowała się tutaj, by ukryć łzy rozczarowania, że nie udało jej się być najlepszą na jednym z przedmiotów. Pedantyczny perfekcjonizm nie opuszczał jej od najmłodszych lat. Zawsze stawiała sobie wysoko poprzeczkę i dbała o to, by nikt jej nie przeszkadzał w drodze do sukcesu. Potrzebowała wielu lat by zrozumieć, że bez udziału osób trzecich ten sukces nie będzie satysfakcjonujący. Inny człowiek to nie tylko motywująca konkurencja, ale też obiekt inspiracji, który może wnieść do życia coś nowego, magicznego.
O, czyżby dało się słyszeć jakiś szelest?
avatar
Adele Winters
Uczeń

Liczba postów : 55
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Audrey Hope on Nie 23 Wrz - 19:27

Dzisiejszy dzień nie minął najlepiej. Od rana czuła się osłabiona, została w dormitorium. Koleżanki przyniosły jej kilka kanapek, pochłonęła je, ale wcale nie było lepiej. Czuła się okropnie. Postanowiła więc udać się do skrzydła szpitalnego, co też uczyniła. Na szczęście dostała tam jakiś eliksir i już wszystko jest w porządku.
Nie znosiła takich dni jak ten. Z doświadczenia wiedziała, że jeśli źle się zaczęły, to źle się skończą. A przynajmniej tak właśnie było podczas śmierci jej matki. Rano źle się poczuła. W południe straciła przytomność. Wieczorem się przebudziła, bardzo wyczerpana. W nocy umarła. Nikt nie znał przyczyny, nikt nie wiedział jak to się stało, że uzdrowicielkę w szpitalu Świętego Munga, artystkę malującą przepiękne obrazy, dopadła nieznana dotąd, nieuleczalna choroba. Nikt nie wiedział, czym się to objawiało i jak z tym walczyć. Czy aby na pewno? Czy Amelie z tym nie walczyła, czy nie chciała walczyć? Takie pytania od dłuższego czasu kłębiły się w głowie Audrey...
A jeśli to był przypadek? Jeśli to wszystko było jednym, wielkim przypadkiem? Poznanie Charliego, zajście w ciążę, porzucenie Charliego, urodzenie się Audrey, malarstwo, praca w Mungu, choroba, śmierć... Jeśli życie to przypadek?
Dość tych rozmyślań. Audrey nie może znów zapaść w melancholijny nastrój. Jest silna. Jest silna i wraca właśnie z Wielkiej Sali, gdzie coś przekąsiła. Przewietrzy się. O tak, to będzie dobry pomysł. Wyszła na chłodny dziedziniec. Myślała, że nikogo tu nie będzie, chociaż nie jest to rzadko uczęszczanym miejscem. Przychodzi tutaj wielu uczniów.
Na balustradzie siedziała dziewczyna. Czy Gryfonka była w stanie ją rozpoznać? Drobna, zadbana, z pięknymi włosami... Była niemal pewna, że trafiła na Krukonkę z jej roku. Nie pamiętała, jak miała na imię, ale to nie przeszkodziło jej w przywitaniu się.
- Cześć. - powiedziała mocnym, dźwięcznym głosem, ale nie wyrażającym zanadto pozytywnych uczuć. Znowu ją dopadły. Jej własne myśli.
avatar
Audrey Hope
Uczeń

Liczba postów : 50
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Dwayne Morison on Pią 26 Paź - 12:36

Przerwy między zajęciami były dla niego zazwyczaj okazją do wcielenia w życie wszystkich tych pomysłów kręcących się w jego głowie podczas lekcji. Tym razem postanowił sprawdzić jak długo uda mu się utrzymać na murku fontanny, chodząc po nim cały czas – i czy wpadnie do wody czy też w drugą stronę. Nie, nie założył się z nikim i nic nie pchało go do pełnienia honorowego zrealizowania obietnicy.
Z imitacją pióropuszu na głowie – mianowicie brązową przepaską i zwisającymi dwoma kolorowymi piórami – i szeroko rozłożonymi rękoma krążył jak baletnica po cienkiej linii, wpatrując się uważnie w przestrzeń pod swoimi stopami. Tarcza zegara była w zasięgu jego wzroku jeśli tylko poderwie głowę, dlatego nie martwił się o ilość upływającego czasu. Najwyżej spóźni się na jakąś lekcję o nieznanej mu nawet nazwie.
Dookoła nie było właściwie nikogo, kto mógłby podziwiać wyczyny Gryfona, ponieważ wszyscy się spieszyli właśnie na tamte zajęcia. Dla Dwayne’a sprawa udowodnienia swojej hipotezy miała wartość priorytetową.
avatar
Dwayne Morison
Uczeń

Liczba postów : 79
Czystość krwi : Mugolska!
Skąd : Walia

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Layla MacFarlad on Sob 27 Paź - 19:39

Czasami nie mogłam wyjść z podziwu nad jego bezmyślnością. To jasne, że spadnie do fontanny, więc po co miałby to dodatkowo sprawdzać? Że niby liczy na upadek w drugą stronę? Wystarczy przypomnieć sobie prawo Murphy'ego.
Właściwie nie wiem, co mam myśleć o tym Gryfonie. Serce zamarło mi w piersi, gdy jego ciało przechyliło się znacznie w stronę wody, lecz nie dałam po sobie niczego poznać. Jestem Oazą Spokoju, to powinno być moje drugie i trzecie imię. Layla Oaza Spokoju, a nie jakaś Layla Lauren. Lauren to też ładne imię, jednak nie pasuje mi, tak sądzę. Pierwsze imię przywodzi mi na myśl Cygankę, dziewczynę z chustką na głowie, w długiej spódnicy, z bransoletami na przedramionach i błyskiem w oku. A przecież na głowie mam tylko opaskę, aby włosy nie wpadały mi do oczu, moja spódnica sięga tylko kolan, posiadam jedną bransoletkę i żadnych iskierek w oczach.
Choć gdy go widzę wydaje mi się, że moje oczy świecą jak dwa reflektory.
Właśnie skierowałam je na niego, więc mógł się poczuć obserwowany. Bo był.
Szłam przez dziedziniec zmierzając do zamku, miałam wtedy lekcję transmutacji. Zastanawiałam się, dlaczego Dwayne nie idzie wraz z uczniami, a zamiast tego chodzi dookoła fontanny. A raczej po niej. Podeszłam bliżej, unosząc brew do góry.
- Aż się prosisz, by cię pchnąć - poinformowałam go. Mój głos mi się nie podoba, jest stanowczo zbyt... dojrzały? Nie pasuje do mojej dziecięcej buzi i aparycji. Brzmię jak dorosła kobieta w ciele dziecka. To przytłaczające.
avatar
Layla MacFarlad
Uczeń

Liczba postów : 28
Czystość krwi : czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Dwayne Morison on Sob 27 Paź - 19:48

Równowaga to źródło prowadzące do sukcesu – o tym zdążył się przekonać zaraz po tym jak przechylił się w stronę ku wnętrza fontanny, podczas gdy jego uczniowskie szaty zaczęły okręcać się wokół jego ciała. Nie przepadał za nimi, ponieważ powiększały znacząco jego sylwetkę i uniemożliwiały dokonywanie spektakularnych przewrotów czy podskoków.
Dwayne musiał przyzwyczaić się do tego, że wielu ludzi na niego spogląda i często nie zdawał sobie z tego sprawy. Podobnie było również i teraz, kiedy głęboki głos należący do Ślizgonki przestraszył go wystarczająco mocno, że podskoczył.
Wystarczyła dosłownie chwila, aby jego stopa nie trafiła z przestrzeni powietrznej na środek murku. Z dzikim wrzaskiem urwanym w połowie Gryfon wpadł do wody, rozchlapując ją dookoła siebie – czyli również i dziewczynę, która odważyła się podejść bliżej. Własnoręcznie wykonany pióropusz zsunął mu się na przód głowy, zasłaniając brązową opaską część twarzy. Wypchnął powietrze ze swoich ust, próbując unieść jedno z kolorowych piór, które zapragnęło przyczepić się do nosa. – O, cześć! Pchać nawet nie trzeba! – Przywitał ją piskliwym głosem, którym charakteryzowali się tylko i wyłącznie chłopcy w jego wieku. Mutacja z reguły nie jest przyjemną rzeczą, ale dla Dwayne’a stanowiła źródło płatania całkiem konkretnych figli przyjaciołom. W końcu musiał dopomóc sobie ręką w poprawie nietypowego kapelusza i podparł się rękoma o dno fontanny, najwyraźniej ani myśląc z niego wychodzić. Był już maj i robiło się coraz cieplej.
avatar
Dwayne Morison
Uczeń

Liczba postów : 79
Czystość krwi : Mugolska!
Skąd : Walia

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Layla MacFarlad on Sob 27 Paź - 20:06

Nie pomyślałam, że mogę go przestraszyć, ani też, że przeze mnie chłopak wyląduje w fontannie. Nawet nie pisnęłam, kiedy fala wody chlusnęła mi w twarz, tylko otarłam ją w sweter i uśmiechnęłam się lekko do mokrego zawadiaki z pióropuszem na głowie. Nie zwróciłam na to wcześniej uwagi, nie zdążyłam przyjrzeć się jego strojowi, choć przecież przyglądałam mu się od jakiegoś czasu. To głupie, wiem. Zachowuje się irracjonalnie.
W mojej głowie nie powinno być miejsca dla żadnego chłopca. Ani jeden osobnik płci marsjańskiej nie powinien zaprzątać moich myśli. Muszę skupić się na nauce, na szkole, na przyjaciółkach. A co robię? Przysiadam się na mokrej fontannie i cieszę twarz do Gryfona.
- Wybacz - rzuciłam, oferując tym samym pomoc w ewakuacji z fontanny. - Tylko tego brakuje, żebyś się teraz przeziębił - dodałam, podając mu dłoń.
Nie żebym się jakkolwiek tym przejmowała, nie! To po prostu... Niewskazane. Jest maj, zbliżają się egzaminy, wypogadza się, zbliżają się wakacje i przykro byłoby nie móc się tym wszystkim cieszyć, bo przez jeden incydent złapało cię przeklęte choróbsko. Inna sprawa, że wirusy przenoszą się bardzo szybko, jeszcze ktoś się zarazi, wcale nie mówię o mnie, i będzie totalna draka. Prawie że epidemia na pół szkoły. Nie, żartuję. To nie jest możliwe. Najwyżej będzie miał katar, jeśli zawieje go wiosenny wietrzyk. - Nie powinieneś być na zajęciach? - Cholera, ja też powinnam! Poszłabym i może nawet nie dostałabym spóźnienia, ale postać Morisona nie pozwalała mi na wykonanie żadnego kroku. Nie to, że stał przede mną i blokował mi drogę. Po prostu był... oszałamiająco uroczy.
Swoja drogą, to dołujące, że mam głos niższy od kolegów.
avatar
Layla MacFarlad
Uczeń

Liczba postów : 28
Czystość krwi : czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Dwayne Morison on Sob 27 Paź - 20:16

Kiedy zaproponowała mu pomoc w wydostaniu się z fontanny oczywiście przyjął ją. Jednak błysk w jego brązowych oczach mógł być sygnałem ostrzegawczym, aby dziewczyna zastanowiła się raz jeszcze nad swoją propozycją. Na cofnięcie ręki było już za późno, ponieważ Dwayne pociągnął dziewczynę w swoją stronę, równocześnie zaczepiając drugą rękę o jej talię, aby całkowicie wciągnąć ją do wody. A co!
Z dzikim śmiechem na ustach przyglądał się jak dziewczyna stopniowo dotyka wody, a jej ubranie nasiąka nią niczym gąbka. Sam przy tym stracił równowagę i omal ponownie nie przewrócił się twarzą do wody, jednak w porę wyhamował i jedynie klęczał na dnie do połowy w wodzie z szerokim uśmiechem ujawniającym jego krzywe zębiska.
- Jest prawie lato, co tam. – Wzruszył ramionami i ochlapał dziewczynę w celu spotęgowania efektu mokrości, zajmując przy tym swoje dłonie. Nie obchodziło go w ogóle co sobie o nim pomyśli, czy będzie go omijać szerokim łukiem – wiele razy zdarzało się, że dziewczyna gniewała się na niego, a potem jakoś przy następnej okazji zapominała o tym. Była dobrym kumplem, chociaż nigdy nie mógł jej wyciągnąć poza tereny Hogwartu i zmusić do złamania choćby jednego malutkiego punktu w regulaminie.
Na dźwięk pytania machnął ręką, zatrzymując tym samym strumień chłodnej wody na głowie dziewczyny. Zmienił pozycję i oparł się plecami o wewnętrzną stronę murku, podnosząc podbródek w górę. – A co teraz powinniśmy mieć? – Zagadnął ją, mrużąc oczy, aby spojrzeć na wysoko wiszącą tarczę zegarową. Podniósł ociekającą wodę dłoń do swoich brwi, ale to nic nie dało – nie był w stanie dojrzeć godziny.
No i ile minut wytrzymał? Eh.. trzeba będzie powtórzyć eksperyment!

avatar
Dwayne Morison
Uczeń

Liczba postów : 79
Czystość krwi : Mugolska!
Skąd : Walia

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Layla MacFarlad on Sob 27 Paź - 20:34

Tego również nie przewidziałam. Dziwne, zupełnie tak jakby w obecności Dwayne'a wszystkie procesy myślowe w moim mózgu zostały zatrzymane. Kiedyś wyczytałam, że mugole mają coś takiego jak komputery, bardzo mądre maszyny, które za kilka dekad będą robiły wszystko. Dotychczas miałam wrażenie, że w mojej głowie tkwi taki właśnie mały komputerek. Najwyraźniej przepaliły mi się przewody i pod wpływem wody doszło do poważnego spięcia, bo tylko siedziałam i ze zdziwieniem na twarzy przyjmowałam kolejną porcję wody na twarz. Ogarniał mnie stoicki spokój, nie jestem w stanie się złościć. To raczej moja wada, bo w tym momencie powinnam wstać, obrazić się i nie odzywać do Morisona, dopóki nie kupi mi pięciu bukietów i nie poprosi o przebaczenie na kolanach przy wszystkich uczniach. Tak zachowałaby się pewnie przeciętna uczennica. Chyba jestem inna. Zniosłam wszystko, co mi zafundował i na koniec stwierdziłam, że zanim gdziekolwiek pójdę, muszę się osuszyć. Miałam mokre włosy, które przylepiły się do moich policzków, ubranie przylgnęło do ciała, a buty pełne były wody. Na szczęście zdążyłam zrzucić z ramienia torbę z książkami i jako jedyne uniknęły spotkania z H2O. Szczęściary.
- Nie zapominaj, że prawie robi wielką różnicę - przypomniałam spokojnie. - Zachorować można zarówno w zimie, jak i w lecie. - Bo to prawda!
Dwaye od dziecka był chory na UROCZOŚĆ. Jeszcze chwila i mnie zarazi.
- Transmutację. McGonagall się wkurzy - powiedziałam, ale nie zrobiłam nic, by jakoś wydostać się z fontanny. Siedziałam w tej wodzie i powoli zaczynałam dygotać - mimo wszystko była zimna.
avatar
Layla MacFarlad
Uczeń

Liczba postów : 28
Czystość krwi : czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Dwayne Morison on Sob 27 Paź - 21:03

No tak, Dwayne zapomniał, że wyprowadzenie Layli z równowagi właściwie graniczy z cudem i musiałby zrobić coś naprawdę okropnego, aby chociażby podniosła na niego głos. Ogólnie rzecz ujmując – nie do wykonania. On sam posiadał odziedziczoną po matce cechę, za którą wiele osób nie przepadało: kłótliwość. Dzięki temu dbał o swój interes i mógł utrzeć komuś nosa, ale jakimś sposobem zawsze kończyło się to jakimiś przykrymi dla niego konsekwencjami. Na szczęście, nigdy nie miał zbyt długo wyrzutów sumienia czy też użalania nad sobą.
Ponownie machnął ręką, jakby zbywał natrętną muchę krążącą wokół jego ucha. Nie chciała się od niego odczepić najwyraźniej albo ten ruch wszedł już chłopakowi w nawyk. Gdyby ktoś go o to spytał, z pewnością odpowiedziałby właśnie tym gestem plus wzruszenie ramionami.
- No właśnie. A zimy już nie ma. – Dodał lekko drżącym głosem, nie chcąc po sobie poznać, że jednak dziewczyna ma rację. Robiło się zimniej przy każdym chłodniejszym powiewie wiatru i powinni wydostać się stąd jak najszybciej. Jego intonacja znów podniosła się o stopień w górę: - Więc powoli można korzystać. – Dodał na koniec, w celu zakończenia tematu.
Spojrzał na Laylę z całkiem autentycznie przestraszoną miną, po czym wzruszył ramionami i uśmiechnął się szeroko. – Jakoś nam to ujdzie. – Podniósł się po chwili z wody, rejestrując że cała jego szata przykleiła się do jego ciała niczym worek. Podobnież stało się z piórami, które jeszcze chwilę wcześniej piękniały się na jego głowie niczym trofeum. Rozszerzył mundurek szkolny na wysokości swoich bioder i zagadnął do Layli rozbawionym tonem: - Wyglądam tak, jakbym miał sukienkę. – Po czym poprawił szatę i wyciągnął rękę w stronę Ślizgonki.
avatar
Dwayne Morison
Uczeń

Liczba postów : 79
Czystość krwi : Mugolska!
Skąd : Walia

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Layla MacFarlad on Sob 27 Paź - 21:29

Faktycznie, graniczyło to z cudem. Nie wiem, czy to przez ten spokój domu, w którym mnie wychowano, czy po prostu takie jest moje usposobienie, byle co mnie nie denerwuje, nie krzyczę na ludzi ani na przedmioty, gdy wydają się robić mi na złość (złośliwość przedmiotów martwych, tak to sie chyba nazywa), nie tupię ze złości i nie płaczę z frustracji. Czasem się irytuje, ale każdemu się to zdarza, także jestem usprawiedliwiona. Kłócić się nie lubiłam nigdy. Oczywiście, kiedy moje racje były tymi słusznymi lub bardziej poprawnymi, nie omieszkałam uświadomić rozmówcy, aczkolwiek sama nazwałabym późniejszą rozmowę dyskusją na ten temat. Nie każda dyskusja jest kłótnią, prawda?
- Co nie zmienia faktu, że można zachorować - powtórzyłam, bo to chyba stało się nadrzędnym tematem naszej rozmowy. To dziwne, z innymi jestem w stanie rozmawiać o sztuce, literaturze, przedmiotach szkolnych, pokoju na świecie, a z Morisonem poruszyłam temat chorób. Pewnie dobierają się do mnie jakieś zarazki i stąd to wszystko. Na następne słowa chłopca nie odpowiedziałam nic - odczytałam tę delikatnie postawioną kropkę, która definitywnie kończyła naszą pogawędkę o chorowaniu. Bardzo dobrze, skinęłam głową.
Dwayne w sukience wydał mi się tak absurdalną wizją, że prawie wybuchnęłam śmiechem. Nie lubię śmiać się otwarcie, dlatego też tłumiłam w sobie całe te salwy, zamiast tego trzęsłam się cała. Przyłożyłam nawet dłoń do ust. Podobno niektórzy ludzie przy tak wielkim śmiechu zaczynają chrząkać, a nie wiem, czy należę do nich, czy nie, więc wolałam nie ryzykować wydania dźwięku, którego później musiałabym się wstydzić.
- Moim zdaniem powinieneś poprzestać na noszeniu spodni - poradziłam, chwytając jego rekę i podnosząc się niezdarnie. Poślizgnęłam się przy okazji, lecz udało mi się ponownie nie upaść, bo podtrzymałam się jego przedramienia. Mundurek był całkowicie przemoczony i wisiał na mnie smętnie, podkreślając tylko moje braki w kobiecej fizjonomii. Cóż, ktoś uznał, że to będzie całkiem dobry żart, jeśli do końca życia nie będę miała biustu.
avatar
Layla MacFarlad
Uczeń

Liczba postów : 28
Czystość krwi : czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Dwayne Morison on Sob 27 Paź - 21:38

Na szczęścia Layla nie była osobą wypraną z wszelkich emocji i co jakiś czas udało mu się rozbawić ją na tyle, aby właśnie uśmiechnęła się albo przykryła dłonią usta. Nie rozumiał co prawda tego dlaczego próbuje w sobie wytłumić te radosne dźwięki, ale nigdy w sumie jej o to nie pytał. Liczył się fakt, że prezentowała co jakiś czas te bardziej ludzkie odruchy.
- W sumie to też tak uważam. – Mruknął w odpowiedzi, nie przestając się szeroko uśmiechać. Kiedy Ślizgonka poślizgnęła się, oczywiście parsknął śmiechem, ale wyszedł z pomocnym ramieniem i przytrzymał ją, powstrzymując przed upadkiem.
No wiesz co?! Przed chwilą mi gadałaś o choróbskach, a teraz z wody nie chcesz wyjść? – Zagadnął ją, a jego głos co chwilka zmieniał wysokość z powodu rozbawienia, którego nie był w stanie powstrzymać. Przez moment próbował udawać poważnego i spojrzeć na nią surowiej, ale grymas na jego twarzy zakrawał niemalże o groteskę.
- Dobra, znasz jakieś zaklęcie osuszające? – Spytał po chwili, puszczając dziewczynę i wdrapując się przodem na murek po chwili zeskoczył z niego. Zdjął ze swojej głowy pióropusz i zaczął mu się uważniej przyglądać, zniesmaczony tymi przemoczonymi piórami. Po chwili wzruszył ramionami do samego siebie i ponownie założył opaskę na swoją głowę, przypominając do złudzenia przemoczonego koguta.
avatar
Dwayne Morison
Uczeń

Liczba postów : 79
Czystość krwi : Mugolska!
Skąd : Walia

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Layla MacFarlad on Sob 27 Paź - 21:59

Byłam w stu procentach człowiekiem i posiadałam wszystkie te cechy, które każdy mieszkaniec ziemi, nie byłam wyzbyta z uczuć. Może nie zawsze pokazywałam, o co mi chodzi i co czuję, ale chyba chodziło o to, że czułam, co nie? Bo od tego nikt nie jest sie w stanie uwolnić, każdy coś odczuwa. Nawet ci, którzy mówią, że nie czują nic, kłamią. Czują - pustkę.
Ja nie byłam nawet w jednej dziesięciotysięcznej pusta. Odwrotnie - wręcz przepełniona.
Dość tego filozofowania. Najbardziej zależało mi teraz na wyjściu z tej cholernej fontanny. Merlinie, jak dobrze, że mama nie słyszy, jak się wyrażam. Pewnie odmówiłaby mi deseru.
Poparzyłam zdziwiona na Dwayne'a. Czy w jakikolwiek sposób dałam mu do zrozumienia, że nie chciałam wychodzić z wody? Na wszystkie różdżki świata, trzeba go odwieść od tego przekonania, bo jeszcze przyjdzie mu do głowy, żeby jeszcze raz mnie tam włożyć!
- Mylisz się - o niczym nie marze bardziej - sprostowałam, gramoląc się za nim na murek. Opornie mi to szło, chyba nikt nie ma wątpliwości, że sporty wyczynowe nie są moją mocną stroną. Tak, wychodzenie na murek było dla mnie nie lada wyczynem, byłam z siebie bardzo dumna, kiedy wreszcie stanęłam na suchym dziedzińcu. No, nie do końca suchym, bo i ze mnie, i z Morisona kapało, a a między kostkami brukowymi zaczęły płynąć małe strumyczki. Zamrugałam kilka razy, próbując przywołać z pamięci zaklęcie osuszające. Kiedyś wypatrzyłam je w pewnej książce, kiedy pisałam esej dla profesora o konsekwencjach nieumiejętnego używania zaklęć wodnych. - Tak - odrzekłam, schylając się do torby i wyciągając z niej różdżkę. Machnęłam nią dwa razy, wypowiadając owe zaklęcie i kilka sekund później staliśmy naprzeciw siebie całkiem susi. Trochę odechciało mi się transmutacji i w tym momencie zadziwiłam sama siebie - nigdy nie uciekałam z lekcji. Nie wiem, czy to podlegało pod wagary, ale dziwnie się poczułam z myślą, że robię sobie zaległości tuż przed egzaminami. Tak nie wolno. - Może jeszcze zdążymy na transmutację i nie dostaniemy kary? - Łudziłam się, bo z panią profesor nie ma przebacz.
avatar
Layla MacFarlad
Uczeń

Liczba postów : 28
Czystość krwi : czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Dwayne Morison on Nie 28 Paź - 11:55

- Dzięki! - Krótkie, konkretne.
Szczękanie zębami jeszcze przez moment towarzyszyło Dwayne’owi, nawet kiedy jego ubrania wyschły już, a włosy nie przyczepiały się do jego twarzy. Sięgnął ręką po pióropusz, wpatrując się w pióra, które nie wyglądały aż tak źle jak przypuszczał. Po krytycznym przyjrzeniu się kapeluszowi, ponownie włożył opaskę na swoją głowę i wzruszył ramionami. Tak, to był zdecydowanie jeden z jego nawyków.
- E tam. I tak się już spóźniliśmy. Tak czy inaczej dostaniemy szlaban! – radość w głosie Gryfona była naprawdę oszałamiająca, ponieważ chyba nikt inny nie cieszyłby się z tego tak jak on. Tak, lubił łamać zasady, ale tylko wtedy kiedy robił coś bardzo ważnego. A właśnie był w trakcie wykonywania takiej czynności, aż do momentu przybycia Layli.
Zerknął przez swoje ramię i zaczął wpatrywać się w zastanowieniu w murek należący do fontanny, dostrzegając mokrą plamę w strategicznym miejscu jego poprzedniej drogi podróży. Jęknął niezadowolony, w ogóle nie zawracając uwagi na Ślizgonkę, która pewnie nie miała pojęcia o co mu mogło chodzić. W każdym razie odwrócił się po minucie w jej kierunku, wskazując ręką w kierunku wieży.
- Byłaś kiedyś w środku?
Zagadnął dziewczynę, ani myśląc stać bezczynnie i rozmawiać. Nie, Gryfon potrzebował ruchu, był z pewnością osobą nadpobudliwą. Chyba. Może.
avatar
Dwayne Morison
Uczeń

Liczba postów : 79
Czystość krwi : Mugolska!
Skąd : Walia

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Layla MacFarlad on Nie 28 Paź - 14:46

- You're welcome* - odparłam, wzruszając ramionami i siłą wręcz powstrzymałam kąciki moich ust przed uniesieniem się w górę. W rezultacie nieznacznie drgnęły, co mogło zostać dwojako odczytane, ale nie zaprzątałam sobie tym głowy. Moim priorytetem były zajęcia z transmutacji, na których początku nie pojawiłam sie ani ja, ani Dwayne. Jemu to nie przeszkadzało, zapewne, często łamał zasady i pewnie równie często wagarował. Nigdy nie wagarowałam, choć wielokrotnie proponowano mi zerwanie się z lekcji. Chyba właśnie mu się to udało. Kiedy dotarło do mnie, że już nic nie uchroni mnie przed dostaniem szlabanu, odrobinę się załamałam. Przejechałam dłońmi po twarzy, niby to osuszając ją całkowicie, po czym westchnęłam ciężko.
No pewnie, zostałam wrobiona! I to przez kogo?
Przez Morisona.
Ze wszystkich emocji, które mogłam teraz poczuć, wybrałam... Obojętność. To chyba moja największa wada, niezdecydowanie, czy dana emocja jest bardziej prawidłowa w danym momencie, nie mogąc się zdecydować, rezygnowałam ze wszystkiego, aby być neutralną. Obojętną. Nie byłam w stanie złościć się na to urocze stworzenie, które błądzi wzrokiem po dziedzińcu i nadal zastanawia się, co by tu jeszcze mogło zbroić. Iskierki w jego oczach sprawiają, że chcę się śmiać, lecz tłumię to, bo mi nie wolno. Mogłam się wkurzać, tupać nogami, ale nie robię takich rzeczy. To zupełnie nie w moim stylu. Stałam więc i patrzyłam na poczynania chłopca w pióropuszu.
- Pewnie, że byłam - odparłam, bo chyba nie znam ucznia, który choć raz nie odwiedziłby wieży zegarowej. Zaczynałam podejrzewać, że Dwayne będzie chciał zaciągnąć mnie jeszcze tam, abym całkiem przegapiła transmutację, wybrałam jednak powrót do zamku. - Hm, dzięki za zorganizowanie kąpieli - rzuciłam, choć brzmiało to idiotycznie. - Jednak wracam na lekcję, nie chcę nic przegapić - dodałam na koniec, uśmiechając się lekko i kilka sekund później zmusiłam swoje nogi do ruchu i oddaliłam się w kierunku wejścia. Odwróciłam się jeszcze, napotykając jego wzrok i omal nie przewróciłam się na własnej nodze. Musze poćwiczyć równowagę. Tylko może w mniej brawurowy sposób niż robił to Gryfon.
* po angielsku brzmi to znacznie lepiej
[zt]
avatar
Layla MacFarlad
Uczeń

Liczba postów : 28
Czystość krwi : czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Dwayne Morison on Wto 30 Paź - 10:53

Rzadko kiedy udawało mu się namówić Laylę na złamanie jakiegoś punktu z regulaminu, dlatego nie zdziwił się, że się z nim pożegnała i pognała w stronę sal do transmutacji. Zdawało mu się, że wszyscy dookoła obawiają się gniewu nauczycieli z powodu jednej małej nieobecności. Szlaban był szlabanem i Dwayne nawet z chęcią wykonywał czasem te kary, przy okazji zwiedzając różne części Hogwartu i dowiadując się nieraz całkiem ciekawych informacji.
Nie pozostało mu nic innego jak wzruszyć ramionami za Ślizgonką i odwrócić się w kierunku zegara. Ponownie zadarł głowę i przyglądał się ogromnej tarczy ponad nim, wyraźnie podniecony możliwością posiedzenia tam przez kilka minut. Może nawet zrobi sobie jakiś tor przeszkód po poszczególnych wskazówkach i machinerii? Tak, ta wizja była wystarczająco dobra, aby Gryfon ruszył przed siebie żwawym krokiem w celu realizacji nowego pomysłu.

[zmiana tematu]
avatar
Dwayne Morison
Uczeń

Liczba postów : 79
Czystość krwi : Mugolska!
Skąd : Walia

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec wieży zegarowej

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach