Przejście z obluzowaną deską

 :: Korytarze

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Mistrz Gry on Pon 11 Sty - 2:52

Drewniane deski skrzypią cicho pod stopami. Dźwięk raczej zwyczajny i mało zaskakujący w tak starym miejscu. Wiele tu takich skrzypiących desek. Uczniowie są przyzwyczajeni do takich atrakcji. A to znikający stopień, a to obluzowana deska. Właśnie. Tym razem o tej drugiej będzie. Jest to jedno z tych, pozornie zwyczajnych i niegroźnych miejsc w Hogwarcie, a jednak kryje się za nim pewne… niebezpieczeństwo. Jeśli ktoś nie wie, bądź zapomni o obluzowanej desce, może skończyć dość szybko w skrzydle szpitalnym. Wystarczy chwila nieuwagi, by twa noga utknęła i została boleśnie wykręcona. Oj… Nieprzyjemne, doprawdy. Najgorsze w tym wszystkim jest to, iż nikt nie raczy poinformować biednych, zatroskanych i wiecznie zabieganych uczniów o niebezpieczeństwie na nich czyhającym. O ile uczniowie starszych klas omijają deskę, doskonale pamiętając, w którym miejscu się znajduje, o tyle młodsi hogwartczycy mają wieczny z tym problem. Stale wpadają w pułapki, które zastawia na nich stary zamek. Takich miejsce jest więcej, dlatego ja z tego miejsca apeluję o ostrożność!
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Joel Edwards on Pon 17 Maj - 18:28

Ten dzień zaczął się źle i Joel podejrzewał, że przez cały czas będzie marzył tylko o tym, aby doba dobiegła końca. Ostatnimi czasy kiepskie dni zdarzały mu się coraz częściej, jednak sowa kolegi z dormitorium, która napaskudziła mu na miotłę przebiła jak dotąd wszystko. Dzięki Bogu ptaszysko zdołało uciec nim Edwards chwycił ja w swoje ręce. Podobno ukręcenie głowy tym latającym kupką piór wcale nie było takie trudne. Krukon nie miał okazji się o tym przekonać. Na śniadaniu królowała oczywiście znienawidzona przez Jolea owsianka, która nie dość, że smakowała okropnie, to jeszcze miała czelność wylać się na jego pergamin z wypracowaniem. Z drugiej strony kończenie pracy domowej przy posiłku nie było rozsądne, jednak w tamtej chwili Edwards tak o tym nie myślał.
Zła passa nie zamierzała opuścić bruneta do wieczora. Większość lekcji udało mu się przetrwać, ale eliksiry były czymś, co przewyższało możliwości chłopaka. Rzecz jasna profesor Snape na zajęcia wybrał do realizacji wywar wymagający szczególnej dokładności. Już po dodaniu pierwszego ze składników salę wypełnił gęsty, gryzący fioletowy dym.
- Edwards! - było jedynym ze słów, które padły z ust nauczyciela. Cała VII klasa musiała być ewakuowana z lochów, a wejście tam zostało zakazane do czasu rozprawienia się z problemem. Naprawdę niewiele brakowało, żeby Joela wytrącić z równowagi, którą przecież utrzymywał z takim trudem. Oczywiście jak na zawołanie znalazł się Ślizgon, który postanowił zburzyć harmonię.
Opisywanie całego zajścia potrwało by zbyt długo. Powiedzmy więc, że poszło o Quidditcha. Po ostatnich zmianach w rozkładzie treningów i rezerwacji boisk dla poszczególnych drużyn pomiędzy domem Węża i Kruka pojawiły się pewne napięcia. Joel, jako członek reprezentacji Ravenclaw doskonale zdawał sobie z nich sprawę.
Nie był w stanie określić skąd na VI piętrze wzięła się połowa drużyny Ślizgonów, ale coś jednocześnie podpowiadało mu, że to nie jest jedyny z jego problemów. Z drugiej strony za swoimi plecami miał trójkę z nielicznego grona swoich znajomych.
- Dobrze Ci radzę, nie prowokuj mnie - warknął Edwards w stronę wysokiego bruneta z niewyparzonym językiem. Reszta towarzystwa utworzyła wokół tej dwójki rodzaj kręgu.
- A co nam zrobisz Hamlet? Mamy przewagę - Ślizgon uśmiechnął się do kompanów.
avatar
Joel Edwards
Dorosły

Liczba postów : 122
Czystość krwi : Pół na pół
Skąd : Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Roselyn Hepburn on Pon 17 Maj - 18:53

Bójka! To słowo przekazywały sobie postacie na niemalże wszystkich szkolnych portretach. Roselyn o domniemanej bijatyce pomiędzy swoimi kolegami a domem Ravenclaw dowiedziała się od Bzika, który akurat w tym momencie postanowił sobie uciąć przerwę w swojej jakże ciężkiej pracy i oddać się zajęciu równie miłemu - plotkowaniu. Pierwszym, co przyszło Ślizgonce do głowy był Joel. Nie wiedzieć czemu stanął jej przed oczyma obraz jego samego jednego walczącego z całą drużyną Slytherinu i coś drgnęło w jej serduszku - a w każdym razie w miejscu gdzie znajduje się organ tłoczący krew do wszystkich partii ciała - i dziewczę puściło się biegiem, pozwalając prowadzić się kolejnym portretom na miejsce bójki. Obraz rzeczywistości nie przedstawiał się tak tragicznie jak ten rojący się w głowie Roselyn, ale sytuacja i tak nie przestawiała się zbyt ciekawie. Książki panienki Hepburn wylądowały na posadzce nieomal przygniatając równie wściekłą fretką, sama zaś dziewczyna wcisnęła się pomiędzy dwoma zielonymi dryblasami do kręgu z różdżką wyciągniętą w kierunku to jednego, to drugiego chłopaka.
- Co tu się do jasnej cholery dzieje? - spytała niezwykle spokojnie, choć drżąca ręka i rozżarzone spojrzenie zdradzały wyraźne poddenerwowanie. Angus skaczący wokół jej nóg prychał i obnażał drobne i ostre jak szpilki kły gotów zaatakować, gdyby któryś z zebranych zapragnął skrzywdzić jego przyjaciółkę. Samo pojawienie się osoby trzeciej nie byłoby niczym nadzwyczajnym, problem polegał jednak na tym, że ową osobą była Roselyn z którą - jak huczała o tym cała szkoła - Joelowi ostatnimi czasy nie układało się najlepiej. I chociaż para nie zdradziła powodów rozstania, Rita dopisała swoje własne jak choćby te, że Ślizgonka zdradziła, Krukon ją pobił i o wiele bardziej dramatyczne scenariusze. - Czy wyście do cholery postradali zmysły? - ryknęła, tym razem już nie kryjąc irytacji, wzrok i słowa kierując do kolegi z klasy. - Slytherin wystarczająco dużo stracił już przez was ostatnimi czasy punktów, myślę, że Victor i Amelia rozprawiliby się z wami na dobre gdyby dowiedzieli się, że po raz kolejny klepsydra robi się pusta. - i na tym skończyła swój wykład. Korzystając z elementu zaskoczenia, pochwyciła Joela za rękę i szarpnęła go za sobą, zostawiając w tyle pomniejszoną o jednego członka grupkę. Nie odzywała się całą drogę do komnaty muzycznej.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Audrey Sheridan on Wto 8 Mar - 22:32

Trwało przesłuchanie do chóru szkolnego, na które ona powinna się zgłosić. Co więcej, Crispin dał jej jasno do zrozumienia, że spodziewa się jej obecności w sali muzycznej, a głównym inspiratorem utworzenia takiego kółka była właśnie jej osoba. Naprawdę kochała go za jego troskę oraz zainteresowanie jej osobom, jednakowoż aktualnie targały nią wewnętrzne opory. Nie zwykła śpiewać publicznie, ba!, nie zwykła śpiewać w towarzystwie innym niż własne. Nie mówić już o śpiewaniu przed całą szkołą. Może nie zdawała sobie sprawy z głosu jaki posiadała, a może zwyczajnie bała się postawić krok naprzód, wciąż tkwiąc w martwym punkcie. Nigdy nawet nie myślała o karierze muzycznej... a raczej nigdy nie brała jej pod uwagę, wszak marzenia nie zawsze się liczyły. Z jednej strony, chciała tam wejść, choćby po to by zobaczyć Crispina, chciała ujrzeć swoje nazwisko na liście przyjętych, chciała pokazać co potrafi. Z drugiej zaś, nieśmiała Audrey, nigdy nie wychylająca nosa zza własnej skorupki stanowczo się temu sprzeciwiała.
I tym właśnie sposobem, zamiast ustawić się w kolejce do przesłuchań, spacerowała sobie w tę i z powrotem po schodach, targana coraz to nowymi wątpliwościami. Równocześnie uważała, by przypadkiem nie nadepnąć na obluzowaną deskę i nie zapaść się na schodach, zapewne skręcając przy okazji kostkę. Tego wszystkiego było ponad jej nerwy!
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Alex Grant on Wto 8 Mar - 22:39

Właśnie wracał z przesłuchania do tego dziwnego choru i stwierdził że nawet nie było tak źle jak myślał, że będzie. Po prostu wszedł zaśpiewał co mu przyszło do głowy i wyszedł. Koniec historii. Teraz tylko trzeba czekać na ogłoszenie wyników. Równocześnie miał ogromna ochotę zapalić. Nie z nerwów, ale z tego, że nadużył w sumie swojego gardła. Spiewał tylko pod prysznicem, a mówił tyle na raz tylko podczas kłótni różnego rodzaju.
Idąc przez korytarz prawie wpadł na male rude stworzenie. Już otwieral usta żeby zjebać ta osobę z góry na dół kiedy poznał w niej Audrey. Uniósł brwi widzac w jej oczach niepewność.
- Hej, młoda. – przywital się z dziewczyną pocałunkiem w usta. Chyba wreszcie zaakceptowal to, że sa par i zachowywał się w jej towarzystwie bardziej swobodnie. - Mam nadzieje, że bylaś już na tym przesłuchaniu. – powiedział nii spuszczając z niej wzroku. Jednak im bardziej jej się przyglądał tym mniejsza miał pewnośc że dziewczyna już tam była i spiewała. Jeden raz zdarzyło się kiedy przy nim zaspiewala i naprawdę dobrze jej to wyszlo.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Audrey Sheridan on Wto 8 Mar - 23:08

Jedno wielkie bagno. Iść, nie iść? O to jest pytanie. Przemierzała wciąż tą samą trasę po schodach, już nawet nie zastanawiając się nad tym, czy nadepnie na obluzowaną deskę, czy nie. Po kilkunastu takich krucjatach, zaczęła omijać ją podświadomie. Słyszała gwar pod komnatą muzyczną, widziała rozchichotane uczennice zbiegające po schodach.
I właśnie wtedy, kiedy pochłonięta własnymi wątpliwościami odpłynęła, ktoś na nią wpadł.
- Cześć - odparła, krzywiąc się nieznacznie na epitet, jakim ją obdarzył. To, że była młodsza wcale nie oznaczało, że musiał jej to wypominać. Zwłaszcza, że dzieliły ich zaledwie dwa lata - pomiędzy nią a Crispinem było ich aż osiem, a jednak nigdy nie stanowiło to problemu. Przynajmniej poza szkołą. - Co się stało, że wyściubiłeś nos z lochów i zapuściłeś się aż tak wysoko? - zapytała, odwzajemniając pocałunek. Cieszyła się, że wreszcie przestał chować  się z nią po kątach. Owszem, było jej to na rękę, ale nie o to chodziło - nie mogła zaprzeczyć, że zwyczajnie czuła się z tym dobrze. Tak to jest, między młotem a kowadłem. - Ym, nieee - mruknęła, odwracając wzrok. Wątpliwości jak na razie brały górę i snuła się beznamiętnie po korytarzu, zamiast stawić czoła własnym obawom i zjawić się na przesłuchaniu. Cóż z tego, że została obdarzona syrenim, hipnotyzującym wręcz głosem, skoro nie potrafiła tego wykorzystać?
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Alex Grant on Wto 8 Mar - 23:52

Ona serio momentami miala straszne problemy egzystencjonalne.
Czy za każdym razem kiedy coś powiedział musiala przyrównywac go w myslach do Crispina? to serio nie bylo fajne. Lkes to Leks a Fairchild to Fairchild i koniec. Jezeli nie potrafila tego rodzielić to widocznie cos było nie tak.
- Może cie to zdziwi, ale byłem na naborze do choru. - powiedzial z rozbrajajacym usmiechem na ustach. Rozejrzal się czy nie idzie żaden nauczyciel i zapalil sobie papierosa. Sam nawet nie zauwazyl kiedy przestał sie z nią ukrywac. Jakoś tak samo przyszło. w końcu byli już para ten dłuższy czas i nie można było wiecznie się chować.
- Mam cie tam siłą zaciągnąc? - zapytal spokojnie, jednak w jego glosie mozna było wyczuć nutkę stanowczości. Zresztą kto jak kto, ale ona powinna wiedzieć, że Leks nie miałby oporów żeby ją tam zanieśc nawet na rekach.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Audrey Sheridan on Sro 9 Mar - 0:14

Ojej, tak to już z zakochanymi dziewczynami bywa. A że ona - nie bez jego pomocy - jest rozstrojona emocjonalnie to czego się dziwić?
- Chyba sobie jaja robisz! Od kiedy ty śpiewasz? - zaśmiała się, czochrając mu włosy. Jakoś nie potrafiła sobie go wyobrazić w chórze. Siebie z resztą również. W każdym razie, Alex z pewnością nie był typem człowieka, który udziela się w zajęciach poza lekcyjnych. Drużyna to inna bajka, dziwnym trafem facetów jakoś zawsze ciągnęło do sportu i, jakby nie patrzeć, jego kumple również do niej należeli, a on zapewne nie mógł być gorszy. Nie ważne kiedy to się stało, ważne że wreszcie przestał ją traktować jak wysypkę, której należy się wstydzić a zaczął jak na swoją dziewczynę przystało. Oczywiście do ideału sporo brakowało, ale postęp i tak był duży! Małymi kroczkami do celu, powoli i stopniowo a może osiągną sukces.
- Nie! - zaprzeczyła chyba trochę zbyt szybko i zbyt gwałtownie - To znaczy nie, nie trzeba. Sama pójdę - Mimo usilnych starań nie zabrzmiała chyba zbyt przekonująco. - Kiedyś. Muszę się przygotować i tak dalej - Próbowała dalej, łapiąc się wszelkich możliwych desek ratunku. Wiedziała, że byłby zdolny przerzucić ją sobie przez ramię i zaciągnąć tam siłą.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Alex Grant on Sro 9 Mar - 0:19

Ehe, i teraz najlepiej wszystko na niego zwalić, tak?
- Od zawsze do lustra i pod prysznicem. - powiedział krzwiąc się kiedy mu rozczochrala wlosy. wypuscił dym papierosa ponad głową dziewczyny żeby jej nie zmuszać do wdychania tego. I nigdy by go nie zobaczyla w chórze gdyby nie ten głupi zaklad. W sumie to on był najgłupszy z całej tej sytuacji, że w ogole dał sie podpuścić. Zresztą, trudno, stalo się i sie nie odstanie.
Nie, teraz ja traktuje jak resztki wysypki których nie trzeba kryć, ale i tak trzeba się z nich tłumaczyć... Zresztą to było zbyt skomplikowane jak cale myślenie Granta i lepiej się w to nie zgalębiac. Najważniejsze bylo to, że już się z nia nie ukrywal tak jak kiedyś.
Uniósł brwi słyszac jej gwałtowny protest.
- Prosze cie, widze że nie pójdziesz tam sama. -- powiedział nieco wyzywającym tonem. - Serio mam cie za raczke zaprowadzić do sali? - zapytał nie spuszczając wzroku z gryfonki.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Audrey Sheridan on Sro 9 Mar - 0:27

Tak. Bo nie czarujmy się - gdyby nie Alex, nie wiadomo jakby się to wszystko potoczyło. Może nadal byłaby nieśmiałą i niepewną do bólu Gryfoneczką? Może nigdy nie poznałaby Crispina i teraz zwracała się do niego per panie profesorze? A gdyby nawet, może nigdy nie pocałowałaby go wtedy w kuchni, dając szansę na kolejny związek. Niezależnie od tego, czy Grant tego chciał czy też nie, stał się bardzo ważną częścią jej życia.
- Proszę, proszę - kiedyś muszę posłuchać cię solo - zachichotała, jakoś nieszczególnie wierząc w to, że Fairchild przyjmie go do chóru. To znaczy, wiedział o tym co było między nimi i chyba nieszczególnie mu się podobało, poza tym darzył go szczerą niechęcią, głównie ze względu na Audrey. Wszak Ślizgon mógł ją całować i obejmować do woli na oczach innych.
- Pójdę! Tylko że... uhm... za chwilę - odpowiedziała, gniotąc w dłoniach brzeg sukienki. Tego wszystkiego było zbyt dużo jak na jej nerwy, a on jeszcze groził, że zaciągnie ją tam siłą - To naprawdę nie będzie konieczne.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Alex Grant on Czw 10 Mar - 12:14

Teraz tylko pytanie czy na pewno i jak dlugo będzie tą wazną czescią zycia dziewczyny. W końcu wszystko sie po pewnym czasie zmienia, prawda? Znaczy nie żeby mu zależało żeby mieć taki wplyw na dziewczyne, ale chyba czułby się głupio gdyby w pewnym momencie to wszystko się zmieniło.
- Nie dam ci tej przyjemności. - powiedział z szerokim usmiechem na ustach. Sam też nie ludził się, że Crispin go przyjmie. nie dość, że nie umial tak naprawde genialnie śpiewać to też za bardzo go nie krecilo spiewanie przed cała szkolą.
- Pójdziesz teraz. - powiedział wyrzucajac papierosa. Przygniótl go butem i nachylił sie do dziewczyny. - Bardzo ładnie prosze. - powiedział całując ja delikatnie pomiędzy każdym slowem. Wydobył z siebie cały urok na jaki go było tylko stać. W sumie nie wiedzial co mu tak zalezy żeby dziewczyna śpiewała w tym chórze. Może chciał jej po prostu pokazać, że naprawde jest zdolna i niepowinna sie niczego bać?
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Audrey Sheridan on Czw 10 Mar - 15:36

Przypuszczalnie na zawsze. Bo czy dziewczyna, zwłaszcza tak wrażliwa jak Sheridan, nigdy nie zapomina pierwszego mężczyzny z którym zbliżyła się fizycznie? Jakby nie było, to Grantowi oddała swoją cnotę i nie zmieni tego nawet, gdyby chciała. Owszem, może niekoniecznie to związek w takiej formie, jakiej go doświadczali, ale nie zmienia faktu, że Alex zwyczajnie zapisał się na kartach jej życia. Świadomość pozostaje.
- Dlaczego? - zapytała smutno - Ja śpiewałam, kiedy mnie o to poprosiłeś.
Audrey też byłoby to nie na rękę. To znaczy, przebywanie w jednym pomieszczeniu z Crispinem i Alexem, ze świadomością, że ten pierwszy wie o drugim byłaby co najmniej niekomfortowa. Nie mówiąc już o tym, że Grant mógłby się czegoś domyśleć... chociaż nie, chyba nie przywiązywał aż tak wielkiej wagi do jej osoby i nie należał do spostrzegawczych.
- Za chwilę - obiecała grzecznie, znowu się powtarzając - Muszę się przygotować, to chwilę potrwa. - Owszem, był uroczy i powoli zaczynała się łamać. Nie do wiary.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Alex Grant on Czw 10 Mar - 16:10

W takim razie wszyscy teraz współczujemy Audrey. Do konca życia mieć w świadomości Alexa. Tak, współczujemy całym sercem i duszą.
- Jak ladnie poprosisz to może kiedyś ci zaśpiewam. - powiedział wywracajac oczami w sumie tylko po to aby dziewczyna dala sobie spokój. miał po prostu nadzieje, ze ona zaraz o tym zapomni i nie będzie musiał jej śpiewać.
Nie to że byl mało spostrzegawczy ale jeszcze nie miał nawet okazji zobaczyć jak ona się zachowuje przy nauczycielu. może kiedy wreszcie to zobaczy to wtedy coś mu zaswita w glowie. Póki co nie sadził, że dziewczyna jest zdolna do czegoś takiego jak dwa związki na raz i tyle.
- Już się przygotowałaś. - powiedzial i bezceremonialnie wziął j na ręce. - Gadasz tyle, ze gardlo masz na pewno rozgrzane. - cmoknał ją w nos i zaniósł do komnaty muzycznej.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Marilyn Langdon on Pią 6 Lip - 23:17

Po drodze powrotnej wpadła szybko, ciągnąc swoją przyjaciółkę ze sobą do ich dormitorium. Przez ten miesiąc kłótni została jej tylko jedna flaszki whisky, no cóż lepsze to niż nic. Zabrała więc tą butelkę, do tego kilka poduszek i ruszyła tak objuczona na szóste piętro. Miały szczęście, że na nikogo nie wpadły, a i na korytarzach powinno być już teoretycznie pusto, w końcu było już tak późno. Tylko one jak widać łamią ten nakaz i z wielkim uporem stwierdziły, że taka wędrówka jest bardzo relaksacyjna i przydatna, więc warto złamania tego zakichanego zakazu.
Kiedy już dotarły do upragnionego miejsca Marilyn rozłożyła poduszki, tworząc z nich posłanie i usadowiła się na nich z butelką whisky, która w magiczny sposób została otworzona, w czasie trwania krótkiego lotu, ciała Langdon na poduszki.
- No opowiadaj. Co się działo, kiedy mnie w twym życiu nie było? - uśmiechnęła, puszczając Cassandrze oko.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Cassandra Hayes on Pią 6 Lip - 23:35

No, oczywiście, że była tylko jedna butelka whisky. Cassie zabrała jej ostatnio dwie z kufra, gdy szła na... pewien spacer z Jerrym, piątoklasistą z Ravenclawu. Jak widać, panna Langdon się nie zorientowała. Może to i lepiej? Cassie wolała sobie nie wyobrażać, co by było, gdyby Mary dowiedziała się prawdy o dwóch zagubionych butelkach, które nawet nie zostały wypite do końca.
Dała się zaprowadzić na szóste piętro i po chwili sama również ułożyła się wygodnie na poduszkach. Westchnęła, z radosnym uśmiechem na ustach. Brakowało jej tego. Zdecydowanie. Siedzenie z Mary po ciemku, gdy miały butelkę whisky, poduszki i przyjemne miejsce do pilnowania, żeby nikt przypadkiem tu nie przyszedł.
- Tym razem obiecaj, że nic nikomu nie powiesz - zaczęła panna Hayes nieco żartobliwym tonem.
Po chwili opowiedziała Mary o wszystkim - o spotkaniu z szarmanckim Jerrym w czytelni, o tym, że kilka minut później siedzieli już w ukrytym zaułku (nie omijała szczegółów, oprócz tego, że zabrała dwie butelki whisky Mary), o wszystkich spotkaniach i przyjęciu z Gabrielem, o tym, że on nie jest chyba do końca z nią szczęśliwy, o rozmowie z Joshem, a na sam koniec zostawiła fakt, że ostatnio zaniedbały nieco swojego męskiego przyjaciela.
- Dobra, teraz twoja kolej, panno Langdon! - powiedziała Cassie, wzdychając ciężko. Trudno jej było rozpamiętywać te wszystkie wydarzenia od początku... chociaż spotkanie z Jerrym było naprawdę bardzo miłe.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Marilyn Langdon on Pią 6 Lip - 23:45

To ona je zabrała?! A dziewczyna myślała, iż tak się upiła, że na drugi dzień nie wiedziała ile wypiła i jak się nazywa. Tutaj ta tajemnica została rozwiązana. Byłaby zła, że ktoś wypił jej alkohol bez niej, albo, że chociaż nie oznajmił, iż zabiera jej trunki. Zresztą nieważne, nie wiadomo co się teraz z tym whiskaczem dzieje.
Jej też brakowała. Tych babskich stowarzyszeń. Rozmów na temat podbijania świata. Ich wielkiej sławy w przyszłości. Ich wspólnego życia. Napiła się i podała butelkę Cassandrze.
- Słowo skauta. - zaśmiała się podnosząc dwa palce do góry.
Słuchała z zapartym tchem relacji panny Hayes. To tu, to tam dodawała to niemożliwe zduszonym tonem. Wszystko było jak dawniej. Dobrze, bo tak być powinno. Że też do niej faceci tak nie lgnęli. Na wzmiankę o Joshu uśmiechnęła się lekko. W tych ciemnościach trudno było ten uśmieszek zauważyć.
- U mnie nic ciekawego się nie działo. - taka była prawda. Opowiedziała o tym, jak zniszczyła miotłę, a potem spotkała Michaela. Przyjaznego Krukona z ich roku. O czym miała jej opowiadać? Tak mało, za mało rzeczy się wydarzyło w ostatnim czasie.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Cassandra Hayes on Sob 7 Lip - 2:32

Tak, zabrała, ale nie zamierzała się przyznawać przed Mary. Chciała pożyć jeszcze trochę na tym świecie, a alkohol był bardzo cenny dla panny Langdon, prawda? No, ale mimo wszystko, warto wiedzieć, że ma się cichego podkradacza drogiej, cholernie dobrej whisky. Kiedyś Ślizgonka się dowie. Z pewnością. Nawet jeśli przypadkiem, ponieważ przyłapie Cassie na gorącym uczynku... ale się dowie.
- Ty przecież skautem nigdy nie byłaś - roześmiała się panna Hayes, biorąc butelkę od Mary i upijając solidny łyk.
Faceci nie lgnęli do Cassie, to ona sama musiała brać sprawy we własne ręce i o sobie przypominać. Była taka niziutka, że nikt nie mógł jej zauważyć w większym tłumie. Na szczęście, nadrabiała charakterem i wyglądem, inaczej skończyłaby jako jedna z tych szarych myszek w norkach na strychu.
- Jesteś tego pewna? - spytała Ślizgonka, unosząc brwi do góry. Po chwili spoważniała i odchrząknęła. - Ekhem... a możesz mi powiedzieć, o co chodzi z Joshem?
Spuściła głowę, żeby nie była zmuszona patrzeć w oczy przyjaciółce. Musiała przyznać, że coś się działo za jej plecami.
- Nie jestem ślepa, Mary, więc nawet nie próbuj zaprzeczać - dodała po chwili, zerkając na nią z ukosa.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Marilyn Langdon on Sob 7 Lip - 11:25

Strach się przyznać, prawda? Marilyn jest groźna, buhaha. Pożyłaby, na pewno nie zabiłaby jej, przynajmniej nie teraz, kiedy się wreszcie pogodziły i wszystko stawało się takie, jak dawniej. Czyli na co wydawała panna Langdon swe oszczędności? Na whisky, a potem się dziwiła, że nie ma kasy, by zakupić nową miotłę. Kiedyś wszyscy się dowiedzą rzeczy, o których nie mieli pojęcia.
- A skąd wiesz. - zaśmiała się i zabrała butelkę Cassandrze, kiedy ta już się napiła. Tyle wypiła bez niej i bez jej wiedzy, Marily też chce trochę trunku. Pociągnęła porządny łyk.
Jak to nie lgnęli, jak to? To czy ona nie widziała tego Puchona z ich rocznika, który na transmutacji uważnie studiował jej osobę, a w szczególności oczy, zamiast się uczyć? Cassandra nie umiała obserwować. To co miała Mary powiedzieć, była niższa od przyjaciółki.
- Tak. - powiedziała, patrząc niepewnym wzrokiem na dziewczynę. - Z Joshem? - Zakopała się w poduszki, żeby nie było widać rumieńców, jakie ukazały się na jej z natury bladej twarzy. - O nic nie chodzi. - wzruszyła ramionami. To wszystko brzmiało tak niepewnie i nieszczerze.
Coś się działo, ale do końca nie wiadomo co się działo.
Pokręciła głową. Nie lubiła takich sytuacji, bo wtedy zawsze ukazywała się jej nieśmiała natura. W sumie to pierwsza taka sytuacja, bo Mary jeszcze nigdy nie była zakochana. A czy teraz jest? To wszystko jest takie nowe, takie dziwne. Inne, niespodziewane. Tyle określeń, a tak wielki problem z wybraniem tego właściwego.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Cassandra Hayes on Sob 7 Lip - 16:29

Cassie z kolei prawie żadnych oszczędności nie miała, więc żerowała na innych, nawet na przyjaciołach. Chociaż... przecież oni sami dbali o jej zdrowie, prawda? W końcu ani Josh, ani Mary nie chcieli, żeby panna Hayes była nieszczęśliwa. Troska plus Cassie równa się prezent, czyli rónie dobrze może to być przywłaszczenie sobie czyjejś whisky. W rzeczywistości nie wygląda to tak tragicznie, jak tutaj, kiedy napiszemy do sobie takimi brutalnymi słowami, naprawdę.
- Znam twoje życie jak własną kieszeń, Marilyn Langdon - oznajmiła Cassie z wysoko podniesioną głową. - Wiem o tobie wszystko - wycelowała w nią palec, po czym wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. Nic nie powiedziała, kiedy Ślizgonka zabrała jej butelkę. Dzisiaj nie zamierzała popełnić tego samego błędu i się upić, chociaż okazja była... upiją się z Joshem przy najbliższej okazji, gdy obie będą miały gwarancję, że ich melanż nie zostanie nagłośniony w murach tej szkoły tak, jak tamta feralna popijawa w dormitorium.
Phi. Cassie nawet nie zwracała na niego uwagi... nawet nie wiedziała, kim on był! A co dopiero od niej wymagać, żeby go obserwowała. Może powiem tak - normalni, przystojni faceci nie zwracali na nią uwagi i musiała brać sprawy w swoje ręce, żeby takie ofermy jak ten Puchon nie zechcieliby podbić jej serca. Co i tak im się nie uda, ale oszczędźmy im zachodu.
Pannie Hayes nie umknęło zmieszanie się Mary, więc zmarszczyła brwi, złapała ją za ramię i przyciągnęła do siebie, żeby panna Langdon patrzyła jej w oczy.
- Mary, proszę cię, powiedz mi - powiedziała stanowczo, ale delikatnie. - Nawet teraz się rumienisz na wzmiankę o nim.
Przechyliła głowę na bok i zlustrowała przyjaciółkę. Po chwili na jej twarz wstąpił chytry uśmieszek.
- Czy wy... - zaczęła, ale nie skończyła. Chciała to usłyszeć od Mary.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Marilyn Langdon on Sob 7 Lip - 20:27

Maril też już nie miała, bo wszystko poszło na alkohol, ale będzie musiała zacisnąć pasa i ograniczyć trochę napoje procentowe, by uzbierać pieniądze na nową miotle, bo stara nie chciała jej słuchać i wleciała w drzewo, badziewie, tak szybko się zniszczyło. Chociaż gdyby panna Langdon nauczyła się latać na drzazgach, to stara miotła nie byłaby taka zła. Albo może rozwinąć swe zdolności do transmutacji do takiego poziomu, że będzie mogła zmienić na przykład zwykłą gałąź w sprzęt latający. Możliwości jest wiele, a więc może nie będzie musiała pozbawiać się alkoholowych przyjemności. Kochali ją, to o nią dbali. To oczywiste.
- Masz dziurawą kieszeń. - zaśmiała się i pokazała jej język. Możliwe, że wiedziała o niej wszystkie, to niebezpieczne. A ona, ona chce się upić, poświętować, chociaż z tylko jedną butelką whisky nie było to za bardzo możliwe, ale zawsze będzie mogła wmawiać sobie, że się upiła. Głupi pomysł. O tak, impreza z Joshem to będzie bezpieczne wyjście, do tego każdy będzie szczęśliwy.
A mogłaby, bo chłopak wcale nie był najgorszy, przynajmniej jeśli mamy patrzeć obiektywnie. Ona też nie wiedziała, kim był ten chłopak, widziała po prostu ja patrzył się na jej przyjaciółkę, lubiła patrzeć, obserwować i dokonywać analiz sytuacji na podstawie tego, co zobaczyła. Zwracali na nią uwagę, więc niech nie gada głupot.
Próbowała się opierać, zakopać głębiej w poduszki, ale Cassandra i tak ją dopadła. Cholera. Najchętniej to zapadłaby się teraz pod ziemię.
- Wcale się nie rumienie! - zaprzeczyła, a na jej twarzy czerwień była jeszcze bardziej widoczna. Głupi organizm.
Ten chytry uśmieszek źle wróżył.
Spojrzała na nią. - Co my? - zapytała ze strachem w głosie. Nie udzieli jej dokładnej odpowiedzi, nie da rady.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Cassandra Hayes on Sob 7 Lip - 21:43

O miotłę Mary nie musiała się martwić. Jej ojciec na pewno zadba o to, żeby córeczka była szczęśliwa, a z tego co Cassie było wiadomo, jeśli miał odłożone jakieś tam oszczędności w skarpetkach, będzie mógł jej kupić nawet Nimbusa. Chociaż panna Hayes myślała, że Mary w tej sytuacji zadowoliłaby się nawet starą Zmiataczką albo Kometą. No cóż, taka panna Langdon przynajmniej mogła sobie pozwolić na kupno miotły, ale Cassie, jeśli chciała sobie pograć w qudditcha, chociaż nawet w drużynie nie była, bo Ślizgoni są tacy napuszeni i nadęci i uważają dziewczyny za swoje maskotki, które nic nie mogą zrobić pożytecznego na boisku, musiała brać jedną z wysłużonych szkolnych mioteł. Nie lubiła szkolnych mioteł!
- To bardzo prawdopodobne, ale wątpliwe - odpowiedziała Ślizgonka, szerokim uśmiechem komentując wystawienie języka przez przyjaciółkę.
Na dzień dzisiejszy Cassie postanowiła zadowolić się Gabrielem. Jeśli jej nie zostawi, będą bardzo specyficzną parą... oboje byli jakoś zaangażowani uczuciowo, ale ciągle pojawiały się nowe i nowe problemy. Pytanie tylko, które z nich jako pierwsze wypadnie z gry. No, a jeśli romans z tym Gryfonem nie wypali, mało było chłopców naokoło? Poza tym, Cassie nie gustowała w młodszych uczniach, ale Jerry był naprawdę słodki. W jej odczuciu przynajmniej...
Zirytowana Cassie dotknęła rozpalonego, pąsowego policzka Mary.
- A co to jest? - spytała z chytrym uśmieszkiem na twarzy, szczypiąc policzek przyjaciółki. Zachichotała, po czym spojrzała na pannę Langdon i dodała konspiracyjnym szeptem: - No wiesz... czy wy... zrobiliście razem coś, co nieco odbiega od definicji przyjaźni?
Delikatniej nie potrafiła, naprawdę. To była naprawdę zabawna sytuacja. Roześmiała się.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Marilyn Langdon on Sob 7 Lip - 22:04

Znając ojca Maril, to gdyby wypuścić go na ulicę Pokątną i kazać kupić nową miotłę, to na pewno zamiast wykonać narzucone mu zadanie, mężczyzna będzie biegał od sklepu do sklepu i podziwiał wszystkie magiczne przedmioty, albo będzie stal z nosem przyciśniętym do szyby i oglądał wystawy, by w końcu zapomnieć o prawdziwym celu, w jakim przybył do magicznego świata. Stara Zmiataczka nie jest taka zła. Węże były pod tym względem bardzo źli dla swych koleżanek, a przecież niejedna dziewczyna jest lepsza w tym sporcie od jakiegokolwiek chłopaka.
Zaśmiała się.
Specyficzna para to mało powiedziane. To będzie dziwne. Sama nie wiedziała, jak ma o tym myśleć, Gabriel i Cassandra. Dziwne to było, a co najgorsze, póki są razem Marilyn będzie musiała polubić tego Gryfona, albo przynajmniej zaakceptować. To będzie trudne, ale możliwe. Jednak zaaranżowanie spotkania, kiedy to zostanie podpisany traktat pokojowy pomiędzy Langdon, a Smithem dziewczyna zostawia w rękach Hayes.
- To, to jest efekt uboczny zimna, no bo... no bo tutaj jest bardzo zimno. - próbowała jakoś te rumieńce wytłumaczyć. Zadrżała teatralnie, żeby jej słowa miały jakiś akt potwierdzenia. - Hmm, odbiega. - powiedziała i spuściła głowę. W sumie tylko się całowali, na razie. Nie wiadomo jak to wszystko się potoczy, nie wiadomo jak bardzo zniszczą pewne bariery, które dotychczas ich oddzielały. Przyszłość jest taka nieznana.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Cassandra Hayes on Sob 7 Lip - 23:15

Cassie widziała pana Langdona tylko raz. W wakacje, kiedy wszyscy troje z Mary i Joshem szli do piątej klasy - panna Hayes spędziła wtedy u swojej przyjaciółki bity miesiąc, razem z ich najlepszym kumplem. Gdzieś pod koniec sierpnia wszystkie trzy rodziny spotkały się na Pokątnej i rozpoczął się szał zakupów - Cassie i Josh śmiali się z pana Langdona, na co ich przyjaciółka skrzyżowała ręce na piersiach i większość czasu spędziła z nosem wycelowanym w górę. Potem wszyscy wstąpili na symboliczny obiad do jednej z tanich restauracji, po czym resztę wakacji przyjaciele spędzili w domu, nudząc się niemiłosiernie i pisząc do siebie sowy kilka razy dziennie. A wracając do tematu... po tym jednym spotkaniu z ojcem Mary, Cassie zdążyła go polubić, chociaż nadal wywoływał szeroki uśmiech na jej pokerowej twarzyczce, gdy krążył od wystawy do wystawy i dziwił się nad tymi rzeczami, które dla rodziny Cassie albo Josha była jak najbardziej normalne.
Ciekawe, ile wytrzymają. W sensie Gabriel i Mary, w jednym pomieszczeniu. Na dzień dzisiejszy Cassie nie planowała żadnych spotkań pokojowych, mających na celu zapoznanie jej chłopaka z przyjaciółmi - chciała jeszcze trochę pożyć, ciesząc się nimi wszystkimi.
- Taaa. I właśnie dlatego masz na sobie tylko bluzkę - zauważyła przebiegle Casse, krzyżując ręce na piersiach. Z jej twarzy nie schodził wszechwiedzący uśmieszek. Po chwili zapiszczała cicho i spojrzała w górę. - Wiedziałam! Mów mi natychmiast, cokolwiek się między wami zmieniło...?
Spojrzała pytająco na przyjaciółkę, nic sobie nie robiąc z jej zakłopotania. Było nic nie robić, teraz nie siedziałaby tu taka zmieszana.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Marilyn Langdon on Sob 7 Lip - 23:31

Tak, Jon był bardzo interesującą osobą. Aż za bardzo. To były cudowne wakacje, a szkoda, że to tylko jeden miesiąc. Może zmienimy plany i w tym roku zamiast do Josha, pojedziemy do mnie? To byłoby bardzo interesujące, jej ojciec opowiadający jakieś głupie żarciki, popisujący się, psocący i próbujący zaciągnąć swą starszą córkę do wspólnego koncertu. Już oczami wyobraźni widziała, jak przed nim ucieka, byleby nie musieć się skompromitować przed swoimi przyjaciółmi. W sumie ona grała, świetnie i jej ojciec tez, ale on lubił gwiazdorzyć, więc nie wiadomo, jakby się skończyły jego skoki z gitarą elektryczna, ale tym razem pokazałby chyba nową sztuczkę, jednak gra językiem (która jest chyba niemożliwa) , może mieć niemiłe zakończenie. Nie ma nic śmiesznego w Jonie, no dobra jest. Jednak trzeba było przyznać, że pan Langdon, pomimo swej dziecinnej natury jest świetny, nieprawdaż? Kiedy się w wakacje rozstawali było nudno i smutno. Ale w tym roku może być inaczej. Może spędzą razem, cale bite dwa miesiące u Marilyn? Znalazła ostatnio fajny namiot, który jej dobry przyjaciel powiększył tak, że w środku miał rozmiar domu. Miesiąc w towarzystwie państwa Langdon w ich domostwie, a miesiąc w namiotowym domu Maril. Jej rodzice byli mugolami, więc dla nich te wszystkie rzeczy z pozoru zwykłe dla ludzi magicznych, były niesamowite i zadziwiające.
Jeśli się młoda Langdon postara, to bardzo długo wytrzyma, no chyba, że on zrobi coś niewłaściwego. Dobra myśl, kiedyś tam się spotkają, ale nie teraz.
Zaśmiała się. Przegrała tą potyczkę. - Nie wiem. - odpowiedziała zgodnie z prawdą. - Przekroczyliśmy dzielące nas do tej pory bariery, ale mur nadal pozostał. -
Jak to nic ie robić? Kiedy na wyciągnięcie ręki masz tak inteligentnego, przystojnego, błyskotliwego chłopaka. Uuups, chyba się zakochała.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Cassandra Hayes on Sob 7 Lip - 23:51

Bite dwa miesiące u Mary nie byłyby złe. Jeden miesiąc mogliby spędzić, psocąc w domu państwa Langdonów, a drugi... wzięliby ze sobą ten supermegazajebiaszczy wielofunkcyjny namiot Ślizgonki i pojechaliby do jakiegoś lasu, rozbili obóz, zasmakowali trochę koczowniczego trybu życia, przez jeden miesiąc zwiedzając całą Anglię. Chociaż to zwiedzanie całej Anglii mogli sobie zostawić na zakończenie szkoły, w ramach nagrody za przetrwanie siedmiu lat męczarni... jak to dobrze, że na razie są to jedynie plany.
- Mary, czy... czy ty się zakochałaś w Joshu? - spytała nieco ciszej Cassie, uśmiech zrzedł jej z buźki, a serce zaczęło jej grać marsza żałobnego, ponieważ doskonale wiedziała, co to oznaczało. Kiedy jest troje przyjaciół i dwoje nagle postanawia darzyć się miłością niebraterską, trzecie zostaje nieco na uboczu i nie uczestniczy w życiu swoich towarzyszy tak, jak dawniej. Cassie bała się, że teraz wszystko się zmieni, Mary i Josh będą mieli swoją rozkoszną bajkę, a panna Hayes będzie musiała sobie sama poradzić z problemami, bojąc się zakłócić spokój ich cichego, przytulnego gniazdka. Co prawda, nie wiedziała dokładnie, jak się sprawy mają, ale... ryzyko zawsze istniało.
Przyjrzała się badawczo przyjaciółce, za wszelką cenę pragnąc, żeby powiedziała jej prawdę. Jeśli skłamie, ona to zobaczy.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Przejście z obluzowaną deską

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: Korytarze

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach