Salon Gryffindoru

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Kestrel Seward on Czw 11 Lis - 2:17

Kestrel była zmęczona tą ciągłą nauką, byleby się jeszcze uczyła, ale nie, ona się nie uczyła, a i tak była zmęczona. Męczyło ją siedzenie na wykładach, spisywanie kropka w kropkę treści książek w ramach pracy domowej czy też kary. Męczyło ją słuchanie mętnego głosu belfrów. Wszystko ją męczyło. Miała ochotę na trochę rozrywki, a, że nikt nie chciał jej takowej zapewnić musiała się sama postarać i tyle. Nie miała zamiaru długo czekać na okazję, wybrała pierwszą lepszą, kiedy to wracała z Biblioteki, po kolejnym odsiadywaniu kary w towarzystwie mądrali obcykanych w półkach, regałach i tak dalej. Jako, że nikogo na swojej drodze nie spotkała jej plan uległ zmianie. Znalazłszy się przy portrecie grubej damy dziewczyna przystanęła na chwilę i stwierdziła, że jej się nigdzie nie śpieszy. Usiadła sobie na kamiennej poręczy ruchomych schodów i splotła nogi w kostkach wpatrując się w portret pulchnej kobiety w różu, przywodzącej jej na myśl świnię. Niee... dookoła pustka, zupełnie nie chciało jej się czekać, ale to już nie jej wina, że była osobą cholernie nie cierpliwą. Fuknęła pod nosem i podając odpowiednie hasło przyozdobione w jakiś błahy i kompletnie banalny komplement dla Grubej Damy weszła do Strefy Gryfonów siadając w salonie na jednym z foteli przy kominku. Rozłożyła się na nim jak królewna na tronie i przymknęła oczy wyciągając różdżkę z kieszeni jeansowych spodni. Otworzyła jedno oko i zaczęła machać różdżką wypowiadając szeptem jakieś mało słyszalne zaklęcia. Z różdżki wychodził dym, raz wystrzeliło coś na styl sztucznego ognia, raz popłynęły iskry a innym razem smuga światła. Była kompletnie znudzona! Potrzebowała towarzystwa bardziej niż powietrza. Chwilę później ją olśniło. Uśmiechnęła się do samej siebie, wstała gwałtownie i poleciała w stronę dormitorium by z niepościelonego łóżka wyciągnąć starą, porwaną książkę, która z całą pewnością przeżyła nie jedną kłótnię, upadek i Merlin wie co jeszcze. Z ową książką wróciła do salonu Gryfonów. Położyła się w takiej samej pozycji i zaczęła czytać. Czytała przez dobrą godzinę, ale zmęczenie musiało wziąć nad nią górę, bo oczy same zaczęły jej się zamykać...
avatar
Kestrel Seward
Dorosły

Liczba postów : 41
Czystość krwi : ¾
Skąd : Belfast

http://krklove.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Clayton Darcy on Czw 11 Lis - 2:43

Clayton był zły.
W zdaniu powyżej posłużyliśmy się eufemizmem, gdyż gdyby chcieć wyrazić ogrom jego złości, należałoby użyć zupełnie innego przymiotnika, niekoniecznie cenzuralnego. A kultura na forum być musi. Wszystkie negatywne emocje wręcz rozsadzały go od środka - pierwszy mecz Quidditcha po całym roku kontuzji, a on nie złapał znicza! To przecież się w głowie nie mieści, jest zupełnie nie zgodne z prawami natury, nieetyczne, niedopuszczalne! On zawsze łapał znicza! Przecież odkąd tylko pamiętał potrafił rozłożyć Kota na łopatki bez kiwnięcia palcem, a teraz ten wredny Puchon złapał złotą piłeczkę przed nim! To, co miało miejsce w minioną sobotę można określić mianem jedynie wielkiej klęski Gryfonów. Czterdzieści punktów, marne czterdzieści punktów! I jeszcze Delilah, która niby próbowała jakoś go pocieszyć (bezowocnie), w rzeczywistości zarzucała mu, że nie ma dla niej czasu. Nawet ona sprzymierzyła się przeciwko niemu. Nie miał ochoty widzieć teraz nikogo (nawet swojej dziewczyny i najlepszego kumpla), a już z pewnością nikogo noszącego nazwisko Seward.
Los bywa jednak przewrotny i gdy tylko zszedł do Pokoju Wspólnego, jego oczom ukazała się kolejna przedstawicielka tejże familii. Musiała mieć koszmarnego pecha, gdyż zupełnie niewinnie padła ofiarą zdenerwowania Darcy'ego, który jakoś musiał dać upust emocjom. Chwycił najbliżej leżącą poduszkę i bez zastanowienia rzucił ją w jej stronę, celnie trafiając prosto w głowę.
- Przekaż kuzynowi, że jak go następnym razem zobaczę, to mu tak przyjebię w ryja, że go rodzona matka nie pozna - mruknął, rozwalając się na fotelu obok.
Clay to Clay i chcąc nie chcąc nie da się na niego gniewać. Dziwnym trafem, nawet jeśli zachowywał się w ten sposób, wszystkie panie - może za sprawą jego niebywale pociągającej aparycji lub niewymuszenie nonszalanckiego, ale za razem szarmanckiego stylu bycia - wybaczały mu wszystkie drobne grzeszki. W końcu miał prawo być zły. Stracił znicza dosłownie o milimetry! Gdyby nie to przeziębienie i kichnięcie, kiedy stracił widoczność na ułamek sekundy... wygrali by mecz. Z pewnością by wygrali.
avatar
Clayton Darcy
Dorosły

Liczba postów : 165
Czystość krwi : czyściutka
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Kestrel Seward on Czw 11 Lis - 3:15

Czarodzieje przez długi czas spekulowali na temat pochodzenia owego stwora, ale nikt nie doszedł do pewnego porozumienia. Jedne prace mówiły o tym, że potwór zamieszkiwał wybrzeże Walii, inne zaś twierdziły, że jego gniazdem była wyspa.... I odpłynęła. Z całą pewnością nie na ową wyspę, której nazwy nie zdążyła doczytać, ale gdzieś gdzie było jej błogo i spokojnie, gdzieś gdzie mogła porządnie odpocząć, bo przecież tego w gruncie rzeczy potrzebowała. Zdarła całe gardło na meczu krzycząc "Na przód Gryffindor" jak jakaś durna maskotka drużyny. W sumie... czemu nie?! Wrzucić takiej na głowę głowę lwa i heja. Choć nie, to nie był dobry pomysł, takie zachowanie zaważyłoby na postrzeganiu panienki Seward przez innych. W każdym bądź razie gardło miała do niczego. W swoim śnie wspinała się na wielką ośnieżoną górę. A gdy wspinaczka miała dobiec końca zawiał silny wiatr i niczym Syzyf stoczyła się z góry, aż nagle zrobiło jej się ciemno przed oczami. Myślała, że dostanie wstrząsu mózgu. Wzdrygnęła się otwierając szeroko oczy i spoglądając na osobę która dopuściła się nieprzyjemnej zbrodni wobec Kestrel.
- Oszalał - bąknęła pod nosem poprawiając dłonią włosy, które naelektryzowały się pod wpływem uderzenia poduszki. Wysłuchała go nie bardzo uważnie, z początku nie bardzo wiedziała o co Gryfonowi chodzi, ale w końcu skojarzyła znane jej fakty z usłyszanymi kawałkami słów i posklejała z tego wiadomość do swojego kuzyna. No ładnie. Wojna domowa? Nieee.....
- Jako przykładna kuzynka powinnam teraz się od grozić, ale jako urodzona Gryfonka jestem z tobą bracie! - powiedziała przybierając wojowniczą i hardą minę kiedy to przypomniała sobie w jak drastyczny sposób ją obudził. Bo Kestrel wcale nie należała do dziewcząt które łatwo wybaczały, nawet tak przystojnym chłopcom jak Clayton. Była trudna? Być może, ale w żadnym wypadku nie miała zamiaru dawać sobie w kaszę dmuchać! Jej kasza!
- Tak dla wyjaśnienia. Kiedy wchodzisz do salonu o TEJ godzinie, bądź tak uprzejmy i sprawdź najpierw czy ktoś nie przysnął nim bezczelnie rzucisz mu poduszką w twarz i zafundujesz niesympatyczną pobudkę, bo wiesz... ktoś może być nie zadowolony ... - zauważyła bystro i odrzuciła z impetem poduszkę w jego stronę mając nadzieję, że trafi gdzieś w okolice jego zacnej twarzy. I nie było to takie trudne, bo siedział zupełnie nie daleko niej.


Ostatnio zmieniony przez Kestrel Seward dnia Czw 11 Lis - 15:47, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Kestrel Seward
Dorosły

Liczba postów : 41
Czystość krwi : ¾
Skąd : Belfast

http://krklove.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Clayton Darcy on Czw 11 Lis - 13:20

Skoro czytała tak nudne lektury, nic dziwnego, że przysypiała nad nimi w fotelu. A przecież magiczni autorzy posiadają tyle niebywale porywających dzieł! Od magicznych stworów ciekawsze były już opowiastki wojenne Napoleona i jego kontemplacje nad ówczesną polityką oraz porównywanie parlamentu brytyjskiego do Francji w jego czasach.
- Zamilcz, białogłowo - odpowiedział jedynie, czochrając dłonią kasztanowe włosy. Nosiła nazwisko Seward i dlatego też zasłużyła sobie na cios poduszką w głowę i wyrwanie z objęć Morfeusza. Tak, tak... Clayton zawsze potrafił odnaleźć odpowiednią wymówkę dla swojego zachowania. A przecież sobotni mecz może wytłumaczyć wszystko! Kot z nim wygrał! Niedopuszczalne! Nieprawdopodobne! Świat się kończy! Przecież Kot nigdy z nim nie wygrał! Już jako berbeć dawał mu w kość, więc co to na nieprane gacie Merlina miało być!
- Utop go dla mnie, udowodnisz że jesteś prawdziwą Gryfonką - burknął niczym obrażony niedźwiedź, jakoś niebardzo przejmując się jej reakcją. Nie wyglądała na należycie zdenerwowaną jak na kogoś dopiero co wyrwanego z błogiej drzemki, tak więc jego teoria jakoby przedstawicielki płci pięknej miały do niego dziwną słabość sprawdziła się i w tym przypadku. I jak ma do siebie zniechęcić taką Abbey, skoro i tak będzie mu odpuszczone?!
- Moja droga, salon nie służy do tego, by w nim przysypiać. Od tego masz dormitorium i własne łóżko. Pokój Wspólny, jak sama nazwa mówi jest wspólny i nie muszę uważać, czy ktoś w nim śpi czy nie. Zwłaszcza, jeśli ten ktoś przynależy do familii Sewardów przez co już zasłużył na zepchnięcie z wieży astronomicznej. Cios poduszką to nic strasznego - odparł, zgrabnie łapiąc rzuconą w jego stronę poduszkę. Nie był ani senny, ani zmęczony za to jak na szukającego przystało, miał wyrobiony refleks. Aby dodatkowo podkreślić swoje stanowisko, wyciągnął rękę z poduchą w jej stronę (jak na dwumetrowego olbrzyma przystało, kończyny miał długie, więc bez problemu dosięgnął głowy dziewczęcia) i zdzielił ją pierzem po łepetynce.
avatar
Clayton Darcy
Dorosły

Liczba postów : 165
Czystość krwi : czyściutka
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Kestrel Seward on Czw 11 Lis - 16:58

O Gustach się nie rozmawia, a Kestrel akurat interesowały brzydkie stworzonka przepełnione złem do szpiku kości, a przynajmniej tak wydawało się ludziom i wszystkim "poszkodowanym" przez owe maszkary. Nie wiedziała czemu ale pałała do nich sympatią, jako mała dziewczynka bardzo chciała mieć własnego smoka, trola albo innego nietypowego zwierzaczka domowego. Mogłaby wtedy bez przeszkód siać postrach wobec rówieśników, a to kręciło ją jeszcze bardziej i było równie wielką niewiadomą jak zamiłowanie do brzydoty magicznych stworzeń. To się nazywał turpizm wrodzony. Słysząc jego słowa uśmiechnęła się nieco koślawo. Zamilcz?! Nie będzie jej uciszał gnom jeden. Wydęła usteczka i ściągnęła brwi.
- Nie uciszaj mnie ślimaku - bąknęła. Chciała mu zrobić na złość stwierdzeniem, że gdyby miał zwinniejsze ruchy to Gryfoni by wygrali. Uśmiechnęła się trochę złośliwie, ale z całą pewnością nie chciała robić mu nie wiadomo jakiej przykrości, toteż więcej już nie skomentowała tylko zamknęła książkę i zaczęła paznokciem szurać po zniszczonej, skórzanej okładce wpatrując się w niewidzialne ślady rysowane swoim palcem.
- Nie było mowy o topieniu, a o przyłożeniu mu z prawego sierpowego. Kot to nie niechciany kociak... z całą pewnością ktoś by za nim tęsknił... na przykład Étaín ... nie zrobię kuzynce takiej przykrości - wytłumaczyła mu wszystko dokładnie po czym ziewnęła przeciągle jeszcze nie do końca rozbudzona. Oczy miała wąskie, zaspane, w ogóle zero chęci na jakiekolwiek ruchy czy choćby zmianę Gryfońskiego fotela na łóżko we własnym dormitorium. Czuła się wykończona i bezsilna, a coś bezczelnie uwierało ją w tyłek. Stęknęła jak stara baba kiedy oparła się łokciami o fotel i uniosła zacny tyłek by wyciągnąć sprawcę niewygody. Na czym mogła usiąść jak nie na okularach. Wyciągnęła nieco skrzywione patrzałki i odłożyła je na stolik obok stwierdzając w myślach, że musi je sobie zawiesić na szyi, a nie trzymać w tylnej kieszeni.
- Typowo Ślizgońskie zachowanie. Nie powinno się kierować stereotypami skarbie - powiedziała przesłodzonym głosem - Zastanawiam się czasem czy tiara nie pomyliła się o 180 stopni przydzielając cię do domu Godryka - stwierdziła, a kiedy ponownie została zdzielona w głowę ryknęła na niego
- Clayton! Czyś ty kompletnie zwariował!? - i biorąc poduszkę o którą się opierała po prostu palnęła go w tą jego kasztanową czuprynę. Senność nagle ustąpiła chęci zemsty i walki na śmierć i życie o honor rodziny!
avatar
Kestrel Seward
Dorosły

Liczba postów : 41
Czystość krwi : ¾
Skąd : Belfast

http://krklove.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Clayton Darcy on Czw 11 Lis - 20:02

O gustach się nie dyskutuje. Ale czasami owe gusta są na tyle dziwne, że siłą rzeczy nie da się o nich nie dyskutować. Nigdy nie potrafił zrozumieć jej zamiłowania do stworków i chyba nigdy tego nie zrozumie. Skoro jednak ją to interesowało...
- Ślimaku? Ja do ciebie zacnie z białogłowy, a ty z wyzwiskami - zacmokał. Gdyby pokusiła się o takie stwierdzenie, z pewnością nigdy więcej by się do niej nie odezwał. Wbrew pozorom, Clay to niebywale honorowa osoba i taka ujma na jego godności tudzież umiejętnościach jako szukającego była wprost niedopuszczalna! Jakby nie patrzeć, ta porażka ugodziła go znacznie bardziej, niż się spodziewał. Taki cios ze strony kumpla!
- Chętnie złamałbym mu szczękę... - rozmażył się - Ale racjonalnie zdaję sobię sprawę, że utopienie delikwenta załatwi sprawę raz na zawsze. Kruszynę można utopić razem z nim, już nikt nie zatęskni - zaproponował, gotów wysłać na tamten świat każdego przedstawiciela tejże rodziny. Zupełnie nie czuł senności, nawet pomimo późnej godziny, która zebrała swoje żniwa - zazwyczaj zatłoczony salon Gryfonów aktualnie świecił pustkami. Gdzieniegdzie leżały porozrzucane książki i podręczniki, a na stotiku szachowym drzemał jakiś pierwszoklasista. Nie był Sewardem, nie zasłużył sobie więc na brutalną pobudkę. Zarechotał, widząc jak dziewczyna wyciąga okulary spod czterech liter; czasami była tak nieporadna i zabawna w swoim zapominalstwie, że nie sposób było się nie zaśmiać.
- Wiesz, nie bez powodu mam tylu Ślizgonów w rodzinie. To się odbija na charakterze - mruknął, lustrując ją wzrokiem. Jego brat, kuzynka, matka... wszyscy byli w domu węża. On jeden się wyłamał i był z tego dumny. Tłumaczyło to, dlaczego on i Frederick zawsze skakali sobie gardeł, kiedy tylko się widzieli. Z Marceliną wcale nie było lepiej. - Mogę cię zapewnić, droga Kessie, że przydzielenie mnie do Gryffindoru to najtrafniejszy wybór gadającego kapelusza - oznajmił rozleniwiony. Zupełnie nie przejął się jej rykiem, ale kiedy dziewczę ośmieliło się oddać jego cios, zwlokł cztery litery z fotela i skierował się w jej stronę.
- Przesadziłaś - powiedział grobowym tonem. Nim zdążyła się zorientować, złapał ją za nadgarstki i stanowczo przygwoździł do fotela. Chwycił poduszkę i ze znikomą siłą uderzył nią ją prosto w buzię. Bardziej liczył się gest. - Nie drażnij mnie jeszcze bardziej, ok? - mruknął i wcisnął się na fotel obok przyjaciółki.
avatar
Clayton Darcy
Dorosły

Liczba postów : 165
Czystość krwi : czyściutka
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Kestrel Seward on Czw 11 Lis - 23:05

A ona zastanawiała się co on takiego widzi w mugolach. W końcu byli zupełnie normalni, pospolici i nie nadzwyczajni, nie zamieszkiwali jaskiń, nie mieli skrzydeł, rogów, ani długich uszu (no chyba, że na Halloween, ale ich przebrania nie były wiarygodne w żadnym calu).
- Zależy jak to odebrać - odpowiedziała w ogóle nie przejmując się jego wywyższonym tonem. Jakby to brzydko powiedzieć miała na wszystko wylane, bo cholernie chciało jej się spać i tyle. A jakby Clayton pomyślał, to równie dobrze mógł ją zbudzić rano, miałaby lepszy humor i łatwiej by się im gadało, a w tym wypadku, może dojść do rozlewu krwi. W tej samej chwili zastanowiła się nad tym dlaczego ona nie startowała do drużyny. Przecież potrafi grać w Quidditcha, lata na miotle jak pszczółka z kwiatka na kwiatek, zna zasady no i jest Gryfonką. Poza tym interesuje się wszelkimi sportami czarodziejskimi którym to Quidditch przoduje. Swoje przemyślenia pozostawiła jednak sobie, tymczasowo, rzecz jasna, bo prędzej czy później będzie musiała wypytać o terminy, wolne miejsca i tak dalej, a jako, że Darcy zajmował świetne miejsce w drużynie powinien się biegle orientować w dziedzinie organizacji Gryfońskiej drużyny.
- No tutaj bym się sprzeczała. Chciałbyś tak ugodzić moje biedne, wrażliwe, malutkie serduszko?! Utraciła bym aż dwóch członków mojej najbliższej rodziny! I ilu by mi ich zostało? Ledwie 50... - zażartowała z mnogości Sewardów i nieco skłamała na temat jej wrażliwego serduszka, bo do wrażliwców Kestrel z pewnością się nie zaliczała. Bo ona była z natury dziewczęciem twardym, pewnym siebie i bardzo, ale to bardzo dzielnym. Lubiła się bić, a wpływ na to miała liczna rodzina, rodzeństwo w postaci braci i kuzynostwo. Uwielbiała rozrabiać, miała duszę buntowniczki i póki co nie zapowiadało się na to by to zostało zmienione.
- Być może, ale zauważ, że mogłeś się już wykształcić i przyzwyczaić do bycia lwiątkiem, w końcu minęło siedem lat od tej fatalnej pomyłki - wystawiła mu język w niezwykle dziecinnym geście wyniesionym prosto z piaskownicy pod domem, ale jej szczęście nie trwało długo, bo zaraz to Claytonozaur napadł ją i przygwoździwszy nadgarstki do fotela z taką siłą, że Kess nie mogła nawet poruszyć nadgarstkiem przyłożył jej w twarz. Nie żeby jakoś mocno, od tak po prostu, ale to wcale nie znaczy, że panienka Seward się nie zezłościła. Kiedy tylko się oswobodziła już miała coś powiedzieć, odwdzięczyć się pięknym za nadobne, kiedy to Gryfon wcisnął swój szanowny zad obok niej i poprosił by dziś już się z nim nie biła, bo może skończyć się nieprzyjemnie. Nim jeszcze usiadł miała zamiar uszczypnąć go w tyłek, ale co by sobie wtedy pomyślał! Jeszcze czego.... całe szczęście w porę się opamiętała, bo wyobraziłby sobie nie wiadomo co.
- Dobra mały. Masz tu ramię, rękaw, wypłacz się. Co ci leży na serduszku? Chodzi tylko o mecz czy coś jeszcze? - spojrzała na niego z niemałą ciekawością, ale nie była wścibska, po prostu chciała wiedzieć co mu jest, tak po przyjacielsku.
avatar
Kestrel Seward
Dorosły

Liczba postów : 41
Czystość krwi : ¾
Skąd : Belfast

http://krklove.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Clayton Darcy on Pią 12 Lis - 22:23

Tu niestety nie mógł się z nią zgodzić. Mugole, wbrew pozorom byli niebywale intersujący, tak samo jak i to, co tworzyli. To niewyobrażalne, jak łatwo potrafili obejść się bez magii - konstruowali coraz to nowe wynalazki, takie jak toster czy odkurzacz by pomóc sobie w codziennych czynnościach. Od wielu lat kręcili filmy, w wielu domach znajdował się już telewizor, który umożliwiał oglądanie na nich różnych obrazów. Do komunikowania się używali telefonów, do szybkiego przemieszczania - kolei i samochodów. Zdecydowanie nie można ich nazwać pospolitymi - wszak gdyby czarodziejom odebrać różdżki, staliby się nieporadni.
- Po ludzku, Seward, po ludzku - mruknął, przeciągając się na fotelu niczym kapryśny kocur. Chociaż nie odczuwał senności, nie mógł zaprzeczyć, że z niebywałą chęcią położył się pod cieplutką pościelą, najchętniej ze swoją dziewczyną u boku... i tu może pozostawmy go już samego z myślami. Clay również nie potrafił zrozumieć, dlaczego dziewczyna nie zgłosiła się do drużyny - wszak w Belfaście, gdzie oboje mieszkali, kilkakrotnie mieli okazję zagrać razem.
- Ta, biedne, malutkie, wrażliwe. I co kurwa jeszcze? - mruknął, wyciągając z tylnej kieszeni paczkę fajek. Z grzeczności podsunął je dziewczynie, a potem sam zapalił jednego papierosa - Zawsze można je wyciąć, wiesz? To będzie miało swoje pozytywy.
Najwyraźniej wszystkie kobiety w tej rodzinie cierpiały na tę przypadłość. Choć Kestrel w porównaniu ze swoją młodszą kuzynką była jeszcze całkiem normalna. Może to poprzez obecność matycznej ręki? Kto wie? Jednakże chyba właśnie dlatego przyjaźnili się od tylu lat - Kes nie była kolejną płytką panienką, dało się z nią porozmawiać.
- Skarbie, nie umniejszam twojemu poczuciu jedności z fauną, ale ja mimo wszystko wolę pozostać człowiekiem, wiesz? - mruknął, ucinając dyskusję. Jakoś nie miał zamiaru dywagować na temat swojej przynależności do Gryffindoru - w tym domu czuł się dobrze, tu miał przyjaciół i jedyną skazą na jego gryfońskiej osobowości był brat jego ukochanej, dzielący z nim dormitorium. To był bardziej przyjacielski gest - wszak poduszka twarda nie była prawda? Toteż Clayton nie rozumiał, czemu tak bardzo się oburzyła. Nie wyobraził. Clay miał dziewczynę i tylko ona się dla niego liczyła. Nie wiedział, co widzi w nim cała reszta, a Kes była ostatnią niewiastą, którą mógłby podejrzewać o afekt względem jego osoby.
- Nie przeginaj, kobieto - mruknął, opierając głowę o fotel i powoli dopalając papierosa. Owszem, nie chodziło tylko o mecz, ale nie był pewien, czy powinien ją zamęczać.
avatar
Clayton Darcy
Dorosły

Liczba postów : 165
Czystość krwi : czyściutka
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Kestrel Seward on Pią 12 Lis - 23:59

Zależy jak na to patrzeć i kto patrzy. Bo dla Kestrel mugole byli sto lat za murzynami, o. Ale w żadnym razie nie miała zamiaru kłócić się na ten temat ponieważ dla niej istniały różne sposoby myślenia i postrzegania świata, doskonale wiedziała, że jedni lubią to, natomiast drudzy tą samą rzecz uważają za szczyt bezsensowności.
- Tobie już chyba wycieli. Jesteś bez serca Clay - mruknęła nie zwracając uwagi na jego wcześniejsze komentarze. Rozejrzała się po salonie, było cicho, pusto, jedynym źródłem światła był ogień w kominku, który służył za jedno z niewielu środków ciepła. Kestrel stwierdziła nagle, że jest głodna, a największą ochotę ma na coś słodkiego... wiśniowy placet, mordoklejkę albo galaretkę w kolorach tęczy, z czupryną z bitej śmietany na wierzchu. Chwilowo wyłączyła się myśląc o słodkościach jakie to przygotowują w kuchni Hogwardzie skrzaty. Różnej maści kremy, puddingi, jabłka w karmelu, banany w czekoladzie, truskawkowe shake'i.... ah! Kuchnia byłaby teraz rajem dla panienki Seward i gdyby miała w tej chwili umrzeć byłaby idealnym niebem. Kess przypomniała sobie również o tajnym wejściu do kuchni prowadzącym przez niewielką klapę zaraz przy Kamiennej Ścianie! Byłaby teraz idealnym przejściem by wykraść coś smakowitego ze szkolnej spiżarni. Poza tym Kestrel od dawna miała ochotę zrobić coś niezgodnego z prawem, liściki, samoloty i latające papierowe kulki na lekcjach już jej nie bawiły, nie zaspakajały jej potrzeb, tak samo jak piwo kremowe w porównaniu z butelką ognistej - były niczym, zupełnym zerem, kroplą w oceanie pomysłów na łamanie prawa i szkolnych zasad. Spojrzała na Gryfona budząc się ze swojego "snu" o przepysznych ciastach, ciasteczkach i deserach.
- Nie przeginam. No Clay... widzę, że coś jest nie tak i się o ciebie martwię. Zastanawiam się czy to nie przypadkiem reakcja alergiczna na przegraną czy na nie wyspanie. Nie lubię kiedy siedzisz taki osowiały i tylko burczysz coś pod nosem jak Kubuś Puchatek który stracił ostatni kubełek miodu - jedyne co lubiła w Mugolach to świetne bajki, mieli wyobraźnię, nie można było im zarzucić jej braku - Na twoim miejscu skorzystałabym z sytuacji. W tej właśnie chwili pozwoliłam ci zamęczyć się swoimi problemami, a pomóc ci w ich rozwiązaniu to z pewnością nie lada problem, ale... postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy. A jeśli mi się nie uda zawsze zostają moi dwaj przyjaciele, pan rozsądek i pani perswazja ... - tu pokazała mu swoje drobne, jasne dłonie zwinięte w pięści, które mimo pozorów kryły w sobie bardzo dużo siły.
- Mów o co chodzi - naciskała.
avatar
Kestrel Seward
Dorosły

Liczba postów : 41
Czystość krwi : ¾
Skąd : Belfast

http://krklove.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Clayton Darcy on Sob 13 Lis - 0:43

Najwyraźniej ani Clay, ani kuzynostwo nie będą w stanie zmienić jej zdania. Ale w przyrodzie muszą pozostać rzeczy niezmienne, a najtrwalszą z nich stanie się chyba opinia Kestrel o mugolach. Chociaż może gdyby umówił ją na tête-à-tête z Leonem, szybko zmieniłaby zdanie. Ludzie mają różne fetysze, może akurat ją zainteresowałoby popiersie nieżyjącego od dobrych kilkuset lat cesarza Francji? Za młodu ponoć był ogierem, a przynajmniej tak twierdził.
- I tu się mylisz, Kes. Akurat serce mam na swoim miejscu - uśmiechnął się do nich. Ach, skoro była głodna, wystarczyło tylko powiedzieć! Clayton jak na skrzydłach przerzuciłby sobie ją przez ramię i pognał do kuchni by przyrządzić jej coś smacznego. A doprawdy trudno o lepszego kucharza od niego jeśli nie na całym świecie to z pewnością w całej szkole. Ach, jak chętnie przyrządziłby jej pomidorowy placek nadziewany jagodami, musztardą, chrzanem, buraczkami i cytyną! Najlepiej polany sosem mięsno - czekoladownym, może z nutą toffi! Palce lizać!
- Dobra, skończ już moralitet, przyjąłem do świadomości. Serio, zrozumiałem za pierwszym razem - uciął jej monolog. Zapalił kolejnego papierosa (od takiej ilości nikotyny umrze przed trzydziestką, ale na uzależnienie nic można nic poradzić) i usadził się wygodniej w fotelu, oczywiście jednocześnie unosząc dziewczę do góry, gdyż jej kość ogonowa boleśnie wbijała się w jego kolano. - Wkurwia mnie to, że byłem tak blisko znicza, a to Kocur go złapał. Po roku przerwy miałem widowiskowo powrócić na boisku, a to była jedna, wielka porażka. Kontuzja kontuzją, starałem się trenować ciężko, a jedyne o czym ludzie mówią, to to że straciłem formę. Nie straciłem. I to mnie właśnie strafuje. Jakby tego było mało, mam problemy z Delilah... Nie, nie kłócimy się, uprzedzając twoje pytanie. Po prostu... zupełnie nie mam dla niej czasu. Treningi, nauka, przyjaciele... jej zostaje mała odsteka. A teraz pewnie zacznę trenować więcej i pewnie wcale nie będziemy się widywać. Niby mi tego nie zarzuca, ale czuje, że coś jest nie tak.
avatar
Clayton Darcy
Dorosły

Liczba postów : 165
Czystość krwi : czyściutka
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Kestrel Seward on Sob 13 Lis - 13:19

Być może, ale Kestrel była uparta jak osioł i nie sądzę by małe tête-à-tête potrafiło zmienić jej opinię przyozdobioną w stalowy mur bez okien i drzwi. Każdy miał wady, a jedną z wad Seward'ówny była z pewnością ośla upartość, choć czasem zaliczyć ją można było do zalet, bo przynajmniej była osobą wytrwałą w postanowieniach. Wysłuchała go uważnie co jakiś czas potakując delikatnie. Na koniec poprawiła opadający na oczy kosmyk włosów i zastanowiła się chwilkę. Nigdy nie była najlepsza jeśli chodziło o związki, bo sama w życiu nie miała chłopaka, ani nawet się nie całowała.... jeśli nie liczyć tego feralnego Bożonarodzeniowego dnia w VI klasie.... dlaczego musiała wtedy stać pod jemiołą... i dlaczego musiał pod nią przyjść ten obleśny, pryszczaty okularnik z zamiłowaniem do szach - Timothy?! No dlaczego?! Ale Seward wolała o tym nie myśleć, puścić w niepamięć i udawać, że nic się nie stało. No, bo w gruncie rzeczy taka była prawda. Nie zrobiła nic złego, ba! Została zmuszona do tego okropnego pocałunku przyprawiającego o mdłości.
- Wiesz Clay, nie zawsze się wygrywa. Kot gdyby przegrał czułby się tak samo jak ty. Są wygrani i przegrani ale z własnego doświadczenia wiem, że pozycje bardzo częsgto się zmieniają. Następnym razem bardziej się skupisz, będzie cię dopingować chęć zemsty i wygrasz z Puchonami. Poza tym, na jednym meczu się nie kończy. Teraz przegrałeś, okej, ale masz szansę wygranej ze Ślizgonami czy Krukonami. Świat się nie zawalił. - uświadomiła go, może nie była nazbyt delikatna, ale jak wcześniej zostało wspomniane, Kestrel nie była wrażliwa, nie potrafiła być delikatna, a przynajmniej jeszcze nie poznała się do tej dziewczęcej strony.
- Co do Deliah... to masz rację. Tęskni za tobą. Isa czasem zdaje mi relacje z ich pogawędek. Deliah nie ma ci tego za złe ale czuje się trochę... nieważna. Znajdź dla niej chwilkę... zrób jej niespodziankę... zaproś na jakiś romantyczny piknik na błoniach...spędźcie razem popołudnie,sam na sam... cokolwiek. Dziewczyny lubią takie romantyczne dyrdymały... tak sądzę... Osobiście mogę się nawet trochę poświęcić i oddać skrawek twojego czasu przeznaczonego dla mnie na rzecz ślicznej Krukonki. Ale mam swoją cenę... musisz mi coś ugotować, bo zaraz umrę z głodu! - jak na potwierdzenie jej słów w brzuchu coś zabulgotało, a później wydobył się z niego "przerażający" ryk.
- Widzisz... - spojrzała na niego niewinnie i wskazała chudym, długim palcem swój brzuszek.
avatar
Kestrel Seward
Dorosły

Liczba postów : 41
Czystość krwi : ¾
Skąd : Belfast

http://krklove.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Clayton Darcy on Nie 14 Lis - 16:07

Właściwie, poza Delilah również Clayton nie bawił się w inne związki. Fakt faktem, Krukonka nie była pierwszą w jego życiu (felerny wieczór z Aideenem i jego własny felerny pierwszy raz, który był doprawdy koszmarny z dziwną panną, której to starał się unikać do tej pory, gdy mijał ją na szkolnym korytarzu), ale z pewnością chciał, by pozostała jedyną. Kochał ją i nie zamierzał zmieniać na jakąkolwiek inną pannę. Keates była dla niego idealna.
- Kot jest przyzwyczajony do przegranej, ja - nie. I nie wiem co to da, zwłaszcza, że nie tylko ja zawaliłem. Mamy dwieście punktów do tyłu, nawet ponad. Wiesz co to znaczy? To znaczy, że na wstępie pozbawiliśmy się szansy na zdobycie pucharu. Musielibyśmy wygrać wszystkie mecze, a Puchoni przegrać ze znaczą różnicą punktów, a to jest niemożliwe. Więc owszem Kestrel, świat się zawalił - mruknął niezadowolony. Nigdy nie przeszkadzało mu, że nie wykazywała się zbytnią wrażliwością (a przecież znali się od dzieciństwa), jednakże nie ukrywał, że czasem przydałoby się jej spojrzeć na świat w trochę delikatniejszy sposób, bo niedługo skończy jak swoja młodsza kuzynka.
- Między wami babami najwyraźniej nie ma żadnych tajemnic. Ze wszystkiego ci się spowiadała? - Clay poczuł się trochę niepewnie na myśl, że przyjaciółka mogła wiedzieć coś na temat ich spraw łóżkowych. I chociaż nie miał się czego wstydzić, to świadomość, że Kestrel mogła dowiedzieć z ust innych, niż jego własne, nie była zbyt komfortowa. - Problem tkwi w tym, że ja wiem co powinienem zrobić, ale brakuje mi czasu. Brakuje mi czasu nawet dla ciebie, więc oddawanie go mija się z celem. - westchnął, niezadowolony, bo nie takiej rady oczekiwał - A ugotować mogę ci coś swoją drogą - powiedział i nim dzieczę zdołało się zorientować, przerzucił ją sobie przez ramię i nie zważając na protesty - zaniósł do kuchni.
avatar
Clayton Darcy
Dorosły

Liczba postów : 165
Czystość krwi : czyściutka
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Kestrel Seward on Sob 4 Gru - 1:07

Znaczy się ten pierwszy raz Clayton przeżył z Aideenem?! Czy może jedynie w jego towarzystwie, lub (istnieje trzecia opcja) Aideen pomagał Klejowi służąc za dzielnego instruktora. W każdym przypadku nawet dla Kestrel (która jako dziewczyna szerząca wolność bez względu czego ona dotyczy nie szczuła miłości biseksualnych czy też homoseksualnych) było to trochę obrzydliwe, zwłaszcza, że obydwoje byli jej raczej bliscy... bleee.
- Oj tam oj tam... dla ciebie wszystko. Istnieją różne wyjścia z takiej sytuacji. Jak wrzuci się Kotkowi coś smacznego do żarełka to jestem pewna, że puchon nie zdobędą tylu punktów. Dajmy na to grzanki z eliksirem słodkiego snu... albo wymiotki pomarańczowe! A może to zbyt sadystyczne? Nieee... należy mu się! - powiedziała wojowniczo unosząc w górę dłoń. Słysząc jego pytanie zastanowiła się chwilę pomrukując w zamyśle, i wykonując właśnie retrospekcję. Nie. Nie ze wszystkiego... te intymne sprawy jak kiedy się ostatnio kąpałaś, albo kiedy zrobiłaś pranie jakoś nie należały do spraw z których się spowiadano... a z reszty... to owszem. Uśmiechnęła się kącikowo i jak najbardziej poważnie odpowiedziała Darcy'emu kiwając przecząco głową.
- Ależ skąd. Mamy przed sobą tajemnice... - a to że są to błahostki codziennego życia, to już inna sprawa. Oczywiście Kestrel nigdy nie obchodziły pikantne szczegóły z łóżkowych przeżyć jej przyjaciela i znajomej, więc z całą pewnością kiedy Daliah chciała się wygadać mówiła wszystko Isabelli, a Bella musiała być ubłagana przez Seward by nie paplać wszystkiego dokładnie, co, kiedy, gdzie i w jaki sposób. Wolała sobie oszczędzić dziwnych wizji związanych z Gryfonem, zdecydowanie nie pociągał jej jako mężczyzna (mimo, że był niezwykle przystojny i sympatyczny), a nawet więcej, wciąż uważała go za dziecko, z którym to radośnie lała się klockami za czasów "berbecia" sięgającego czołem do blatu stołu. Trochę zignorowała jego komentarz na temat braku czasu, ale nie miała nawet czasu by zacząć nad nim myśleć, bo Clayton, w sposób podrzucony przez Neandertalczyka niosącego swoją zdobycz do jaskini, przerzucił ją sobie przez ramię i powędrował z nią do kuchni. Z początku pisnęła cichutko, zupełnie nie spodziewając się takiego zagrania ze strony Gryfona, a później stwierdziła, że mogłaby tak przez całe życie, w sensie być noszona i tym podobne.
- Łaaaaaał... - mruknęła entuzjastycznie oglądając zamek "z lotu ptaka" - czuję się jak jakaś zasrana różowa królewna! - uśmiechnęła się pociesznie machając do mijanych postaci na obrazach po drodze - Wyrobiłeś się przez te lata, wiesz? - zagadnęła wspominając małe chucherko jakim był Clayton. Pamiętała jakby to było wczoraj jak liczyła jego żebra na swoich nieco tłuściutkich, króciutkich, usmolonych czymś tam paluszkach.
avatar
Kestrel Seward
Dorosły

Liczba postów : 41
Czystość krwi : ¾
Skąd : Belfast

http://krklove.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Clayton Darcy on Nie 12 Gru - 15:15

Haha, to się nazywa dziwne poczucie humoru, tak trochę z dupy wyciągnięte, ale przemilczmy to. Nie, po prostu na jednej z imprez, na której pojawił się z Aideenem upił się niemiłosiernie i postanowił odbyć swój pierwszy raz z panną, wskazaną mu przez kumpla i raczej nie było w tym żadnej dziwnej perwersji, którą nie wiem skąd wytrzasnęłaś. Niestetyż Clay zapomniał, iż na guście Sewarda polegać się nie powinno i dziewczyna okazała się nie dość, że koszmarna i płaczliwa, to teraz jeszcze prześladowała go w szkole. A na kogoś winę trzeba zrzucić, prawda? Nie, dla niego pierwszą i jedyną była Delilah.
- Powiedzmy, że pozostawię to w twoich rękach. Bo obawiam się, że ja zupełnie przez przypadek mógłbym go otruć i wysłać na tamten świat. W chwili obecnej, nie bez pewnej satysfakcji - mruknął, wciąż oburzony zaistniałą sytuacją. Chwycił jedną poduszkę i podłożył ją sobie pod głowę. Jeśli mówiła serio, to byłby jej wdzięczny. Jeśli żartowała, to zdecydowanie nie łapie jej dziwnego poczucia humoru, ale czy to komuś w czymś przeszkadza?
- Ta, jasne. Uważaj, bo ci uwierzę - burknął, dostrzegając ten jej niewyraźny uśmieszek. Doskonale znał swoją dziewczynę (tylko czy aby napewno?) i wolał sądzić, że nie spowiadała się nikomu z ich intymntych spraw, bo ani to nie było w jej stylu, ani to nie było w dobrym guście. Ot, mógłby zrozumieć, gdyby po pierwszym razie coś tam wspomniała przyjaciółce, w końcu to ważne wydarzenie dla każdej dziewczyny, ale żeby ze wszystkimi szczegółami? Nie, to nie była jego Del z pewnością. a babom coś musiało się uwidzieć, o.
Po części, Kes była jego zdobyczą, dlatego, że postanowiła spróbować jego kuchni. A jak wiadomo, Clay jest kucharzem wybornym i dość charakterystycznym, na razie nie docenianym przez społeczeństwo. Dlatego też za każdym razem, gdy mógł ugotować coś dla kogoś innego, cieszył się prawie jak małe dziecko, które dostało nową zabawkę. A Gryfonka tylko spowalniała by marsz.
- Sory, skarbie, za dużo ci brakuje do królewny, nawet zasranej. Główną twoją wadą jest właśnie przynależność do familii Seward - odparł wesoło, niosąc ją przez te korytarze - Serio? Nie zauważyłem - Nie było w tym zbędnej skromności, Clayton po prostu nie uważał się za jakiegoś Adonisa, którego niestety albo i stety ostatnio zaczął przypominać.
avatar
Clayton Darcy
Dorosły

Liczba postów : 165
Czystość krwi : czyściutka
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Kestrel Seward on Sob 18 Gru - 19:05

- No tak... zobaczę co da się zrobić... - mruknęła chwilowo nie zainteresowana knuciem intryg przeciw własnej rodzinie, no bo i po co psuć tą cudowną Sewadrowską atmosferkę? No właśnie po nic, przynajmniej był tyle o ile spokój i nikt nie jęczał nad uchem. Słysząc jego komentarz i widząc nieco speszoną minę uśmiechnęła się na prawdę potulnie i zdecydowanym głosem stwierdziła, że:
- Przesadzasz Darcy. Deliah z całą pewnością nie zwierza mi się z pikantnych szczegółów waszego związku. No bo i po co? Od tego typu spraw ma Isabellę.. a nawet jeśli Iska chce coś paplać to ja kurczowo zaciskam uszy.... bez obaw.... jeszcze nie wiem wszystkiego - jej uśmiech nabrał wyrazu i stał się teraz dziwacznym, wesołym wyszczerzem, który niesamowicie często gościł na twarzy Gryfonki. Słysząc jego komentarz wydęła usteczka w niezadowolonej minie i zmarszczyła nieco nosek wyglądając teraz jak jakiś naćpany gryzoń nie wiedzący co dzieje się dookoła.
- Jak ty w ogóle możesz tak mówić. Jakoś nigdy ci to nie przeszkadzało... poza tym.... każda dziewczynka chce być królewną, a to już nie moja wina, że zabieraliście mi moje plastikowe różowe korony jak byłam mała i teraz zostałam z tym niespełnionym marzeniem.... - wymamrotała zwisając za jego plecami jak worek ziemniaków - ... byliście potworami. Wszyscy. - dodała po chwili milczenia i zastanowienia.
No tak, zdecydowanie Clayton ostatnio wyprzystojniał i zmężniał. Nie żeby wcześniej należał do chłopców brzydkich ale teraz... teraz było widać, że ma te swoje siedemnaście lat. Poniekąd Kestrel zazdrościła Deliah przystojnego faceta, który nie leciał jedynie na fajną dupę, duży biust i długie nogi.... ale tylko poniekąd, bo to w gruncie rzeczy już rzadkość spotkać kogoś pokroju Claytona.
- Adonis? No do niego to ci jeszcze daleko - odgryzła się za tą nieszczęsną królewnę - ale nie wyglądasz już jak ten brudny chudzielec, którego zakopywaliśmy w piaskownicy. Teraz na sto procent nie zmieścił byś do niej nawet nóg. - zaśmiała się wyobrażając ową scenę tym samym wiercąc się nieco na Claytusiowym ramieniu. No tak.... to mogło wyglądać niezwykle dziecinnie.
- Co mi dasz? - zagadnęła czując, że dłużej już nie wytrzyma, a jej brzuch non stop upominał się o coś do zjedzenia i zaspokojenia normalnych, fizjologicznych potrzeb każdego człowieka... A Kestrel nigdy do cierpliwych osób nie nalezała.
avatar
Kestrel Seward
Dorosły

Liczba postów : 41
Czystość krwi : ¾
Skąd : Belfast

http://krklove.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Alexander Sasturrias on Pią 4 Lut - 19:43

Mimo wcześniejszego niedowierzania udało mu się donieść ją do pokoju wspólnego i mimo wysiłku nie okazywał zmęczenia na twarzy, chociaż mogło mu to nie wyjść. Ale liczył się efekt końcowy i spoczął już teraz na kanapie w pokoju wspólnym obok siebie odkładając Juliet.
Myślał nad tą całą drogą i tym jak mu było wesoło oglądając jej zakłopotanie na twarzy. Wziął parę głębszych oddechów przy okazji rzucając szybkie spojrzenie na cały salon i zauważył że są razem jakby atrakcją dla młodszych uczniów i dla starszych jednak już w mniejszym stopniu. W końcu nie widuje się dziewczyny wnoszonej przez chłopaka do pokoju na co dzień.
-I co warto byłoby się zakładać i nie wierzyć mi?- Spojrzał na nią zmęczonym wzrokiem ale z zadowoleniem na twarzy - Mam nadzieję że widok mnie zmęczonego satysfakcjonuje Cie co?- puścił jej kolejny raz prowokujące spojrzenie i patrzył jej głęboko w oczy -A w ogóle to chyba nie zrealizowaliśmy celu jakim było pouczenie się razem i szczerze mówiąc nie bardzo mam już na to ochotę-
I nie miał najmniejszej ochoty na naukę, wolała spędzić czas z Juliet. W końcu wniósł ją jak pan młody panią młodą przez próg. Mimo zmęczenia był szczęśliwy po tym popołudniu i chciał jeszcze tylko spędzić wieczór z piątoklasistką, i poznać ją bliżej.
avatar
Alexander Sasturrias
Dorosły

Liczba postów : 41
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Juliet Becket on Pią 4 Lut - 20:17

Kiedy Alex położył Juliet na kanapie, ta natychmiast rozsiadła się na jednym końcu niej po 'turecku', po czym spojrzała z rozbawieniem na Gryfona. Nie przejmowała się innymi uczniami w pokoju. Nawet się nie rozejrzała. Pokiwała z niedowierzaniem uśmiechając się szeroko. ZROBIŁ TO! - zaśmiała sie w duchu. Widziała jego zmęczenie, ale nie miała zamiaru mu tego wypominać. Musiała mu oddać honor.
- Jak najbardziej mnie satysfakcjonuje, WYGRAŁEŚ! - stanęła na kanapie i pocałowała go w policzek - Moje poszanowanie - ukłoniła się i usiadła z powrotem na kanapie w tej samej pozycji - Drugą część nagrody - tzn. 10g, dam ci później.
Udawała, że jest wyluzowana, ale w rzeczywistości przeżywała swój nieprzemyślany ruch. Pocałowała go w policzek, w dormitorium, siódmoklasistę... Oj, będą plotki. Zmartwiła się, że przez to Gryfon odejdzie, ale starała się tego po sobie nie poznać. Zachowywała się tak, jakby ten gest był naturalny.
- I szczerze mówiąc ja również. Moim na razie jedynym celem jest ogrzanie się! - powiedziała wesoło, ocierając ręce o kolana, wcześniej zdejmując kurtkę. Nie chciała się też przegrzać.
Rudowłosa również miała ochotę spędzić z nim wieczór. Dobrze czuła się w jego towarzystwie, mimo różnicy wieku. Miała nadzieje go bliżej poznać. Kto wie, co jeszcze w sobie ukrywa jej towarzysz?
avatar
Juliet Becket
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Alexander Sasturrias on Pią 4 Lut - 20:39

Alexandra również nie przejmowało ogólne poruszenie. Widział jak siedziała na drugim końcu kanapy i postanowił coś z tym zrobić. Przysunął się bliżej i buziak którego otrzymał rozgrzał mu owy policzek od zimna.
-Dziękuję- odpowiedział i uśmiechnął się promiennie do panny Becket - Ten niewinny pocałunek był wart więcej niż to 10g i zachowaj je proszę.- powiedział i puścił oczko do miłej Juliet.
Nie zmieniło to wyobrażenia o owej rudowłosej piękności, ucieszył go bardzo ten pocałunek. A jeśli będą plotki to w sumie ciekawy był co też wszyscy wymyślą na ich temat.
-No widzisz skoro mamy ochotę na to samo to może zamiast uczyć się przedmiotów i czytać książki zapoznamy się bliżej tutaj w ciepłym pokoju nie na mrozie dzisiejszego dnia?- Zdjął kurtkę, obrócił się w jej stronę, spojrzał na nią i powiedział - Skoro chcesz się ogrzać to chodź bliżej, mi też jest zimno a siedząc od siebie całą kanapę na pewno nie jest nam cieplej - Nie wiedział czy się do niego przysunie, czy może odniesie wrażenie że chce się do niej dobrać ale miał nadzieje że skorzysta z propozycji. Nie zamierzał robić nic na co Juliet nie miała ochoty. W końcu nigdy nie chodziło mu w takich znajomościach o uszczęśliwianie siebie ale drugiej osoby i to zupełnie wystarczyło żeby był szczęśliwy.
Chciał ją zapoznać i przeczytać do końca tę książkę o tytule "Juliet Becket", jednak nie zamierzał ułatwiać jej czytanie swojej, jeśli będzie chciała pozna go i to dokładnie, a on chciał tego i to bardzo. Wszystkie tajemnice jakie w sobie skrywał pozostają zniecierpliwione do odkrycia i zaskoczenia Juliet..
avatar
Alexander Sasturrias
Dorosły

Liczba postów : 41
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Juliet Becket on Pią 4 Lut - 21:09

Rudowłosa spojrzała na niego chytrze, chcąc zobaczyć chociaż cień jakiejkolwiek emocji. Wyglądał na rozbawionego, albo zadowolonego... W każdym razie nie wyczuwała złych wibracji. Po raz pierwszy, gdy przysunął się do niej na kanapie, poczuła dziwny, przeszywający ją prąd. By ukryć nadmiar emocji rozejrzała się spokojnie wokół dormitorium widząc brak zainteresowania ich osobami. No może od czasu do czasu jakaś piąto lub szóstoklasistka łypnęła wzrokiem w ich kierunku, ale to akurat Gryfonce było obojętne.
- Mnie tam pasuje. Nie mam już dzisiaj ochoty na żadną literaturę - ziewnęła i przeciągnęła się.
Nawet nie zauważyła, że zrobiło się już szaro na dworze. Jak ten czas szybko leci!
Słysząc propozycje Alexa zawahała sie przez chwile, rumieniąc się po raz kolejny. Kurcze, gdzie jest wyłącznik tych rumieńców?
Jednakże uśmiechnęła się do niego i bez słów przysunęła się do Gryfona, kładąc swoją głowę na jego klatce piersiowej. Musiał się nieźle zgrzać, niosąc ją od błoni do pokoju wspólnego, gdyż poczuła żar ciepła bijący od jego ciała. Uśmiechnęła się przelotnie i przez chwile się rozmarzyła. Wiedziała, ze ta chwila kiedyś się skończy, bo była to chyba jedna z tych przyjemniejszych. A one tak szybko mijają! Poczuła jego zapach, który przypadł rudowłosej do gustu.
- W takim razie, co pan mi dzisiaj jeszcze o sobie powie?
Uśmiechnęła się pod nosem oczekując odpowiedzi. Była ciekawa jego odpowiedzi.
avatar
Juliet Becket
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Alexander Sasturrias on Pią 4 Lut - 21:31

Alexander nie miał zwyczaju okazywać emocji.. Może dlatego że nigdy nikt nie okazywał mu uczuć? Ani jego rodzice wiecznie zajęci pracą, ani "partnerki" przejawiające puste pożądanie nie coś głębszego... Puścił jej ciepłe spojrzenie które, jakby mówił "No chodź, nie zrobię Ci krzywdy." Lubił te jej rumieńce, wiedział przynajmniej kiedy się zawstydza.
Zrobiło mu się ciepło w całym ciele, ale bynajmniej od niesienia jej, ale od tego że jej obecność bardzo go rozgrzewała. Objął ją ramieniem i przytulił do siebie. Chciał żeby ta chwila jak najdłużej trwała. Teraz byli tylko on i Juliet. Cały pokój zniknął i byli liczyła się tylko ona i ten moment.
-A cóż jeszcze mogę pannie powiedzieć o sobie? Może na przykład że lubię rudowłose, brązowookie dziewczęta, wzrostu mniej więcej 1.70 metra, z wąskimi zgrabnymi ustami, pięknym uśmiechem i rumieniące się co chwilę.- Powiedział powoli i cicho jej do ucha - Ale nie to się dla mnie liczy, najważniejsze jest szczerość i umiejętność rozmowy, a przy tym nie oczekiwanie tego czego samemu się nie daje. Teraz pani kolej panno Becket.- Był bardzo ciekawy co kryje się w tej drobniej, słodkiej Gryfonce. Wszak nie mówiła mu dziś wiele o sobie.
avatar
Alexander Sasturrias
Dorosły

Liczba postów : 41
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Juliet Becket on Pią 4 Lut - 22:25

No tak, chłopak opanował do perfekcji wywoływanie rumieńców na twarzy rudowłosej. Uśmiechnęła sie pod nosem, słysząc miły szept dobiegający z jego ust.
Bez wątpienia w tej chwili Gryfonka mogła stwierdzić, że ich parogodzinna znajomość ma się na rzeczy. Lecz ona sama bała sie cokolwiek pokazać. Jeszcze nie teraz. W przeciwieństwie do Alexa, Juliet nie miała jeszcze nigdy nikogo bliskiego, dlatego też sytuacja była dla niej zupełnie nowa. Po jego słowach czuła, że może mu zaufać, że żadne zdanie nie zabrzmi głupio...
- Ma pan niezły gust - zażartowała. Poczuła się trochę niezręcznie w nowej sytuacji, co spowodowało, że bezmyślnie zaczęła bawić się guzikiem od jego koszuli - Ja za to lubię intrygujących, zaskakujących, silnych poetów o zielonych oczach - powiedziała szeptem, patrząc mu przez chwile w oczy, po czym ponownie spuściła wzrok na swoją rękę, która nadal bezmyślnie męczyła niewinny guzik. Powiedziała kolejną rzecz, która sama wyleciała jej z ust. Nie było to takie trudne! - A oprócz tego uwielbiam gwieździste niebo. Patrzenie w gwiazdy mnie uspokaja - dodała śpiewnym tonem.
Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy przypomniała sobie swoją ostatnią wyprawę do obserwatorium.
Miała wielkie szczęście, że pani prefekt nie dała jej żadnej kary za szwendanie się po zamku po ciszy nocnej.
- Może mi Pan jeszcze powiedzieć... np. kim chce być w przyszłości albo jakie są jeszcze jego zainteresowania, gdzie mieszka i... - zatrzymała się na chwile zauważając, że obsypała jej towarzysza masą pytań - i tyle.
Zachichotała cicho, śmiejąc się z samej siebie. Powinna się w końcu nauczyć hamować własną ciekawość.
avatar
Juliet Becket
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Alexander Sasturrias on Pią 4 Lut - 23:20

Alex nigdy nie miał nikogo bliskiego ze względu że każda która chciała się do niego zbliżyć zwracała uwagę jedynie na wygląd, a z kolei te które interesowały się stroną intelektualną bardziej widziały go jako tępego sportowca. Nie miał on więc partnerki na dłużej niż kilka chwil, ani nie były to związki z których mógłby być dumny.
-Hmm.. Czyli z całego opisu mam zielone oczy, czyli choć w części pasuję do Twojego gustu.- Uśmiechnął się kiedy to powiedział -A no widzi panna, ma się to oko.- Przytulił Juliet mocniej do siebie i patrzył jak bawi się jego guzikiem u koszuli.
-Możemy kiedyś pójść wieczorem na wieżę astronomiczną i razem popatrzeć w gwiazdy, porozmawiać o nich, i spędzić miło czas, w końcu i tak mam jedną śliczną gwiazdkę przy sobie- Powiedział miłym tonem. -W przyszłości chciałbym zostać może graczem w Quidditcha, może założyć jakąś mała firmę, restaurację.. Jeszcze nie wiem.. interesuję się poezją, sportem, a do tego bardzo interesuje mnie osoba w moich ramionach, a mieszkam w Londynie, niedaleko "Dziurawego Kotła".
Powiedział wszystko co chciała wiedzieć ale o nic nie pytał na razie wolał delektować się przez chwile jej obecnością. Jeśli sama nie powie to się jej spyta, teraz da jej chwilę odpoczynku.
Słodko teraz wygląda leżąc taka bezbronna na nim... Bawił się cały czas jej włosami które lekko opadały i przykrywały jego tors... Teraz nachylił się i pocałował ją lekko w policzek... Później znowu zaczął bawić się jej włosami które bardzo mu się spodobały.
avatar
Alexander Sasturrias
Dorosły

Liczba postów : 41
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Juliet Becket on Sob 5 Lut - 0:02

Juliet klepnęła go lekko w bok rozbawiona.
- Wiesz, tak się składa, że pasujesz idealnie do tego opisu
Poczuła jak przytula ją do siebie mocniej co wywołało kolejną falę przeszywających ją dreszczy. Nie da sie zaprzeczyć, że było to całkiem miłe uczucie.
Słysząc wyczerpującą wypowiedź Alexa, roześmiała się dźwięcznie, czując po raz kolejny ciepło na policzkach.
- Coś mi dzisiaj dużo słodzisz - stwierdziła rozbawiona - Co do twojego pomysłu, muszę przyznać, że chętnie tam się z tobą wybiorę.
Spędziła z tym człowiekiem zaledwie parę godzin, a czuła się, jakby go znała nie od dziś. Miała nadzieje, że to wszystko źle się nie skończy. Nigdy nie miała szczęścia w sprawach damsko/męskich.
- Też mieszkam w Londynie. W samym centrum! - odpowiedziała energicznie.
Poczuła, jak bawi się jej włosami. Było to bardzo przyjemne i odprężające. Kiedy na chwile przymknęła oczy, poczuła delikatny pocałunek na jej policzku. Uśmiechnęła się z zadowoleniem, spoglądając w rozgrzany kominek.
- Czas się zbierać - powiedziała smutnie. Oczy jej się strasznie kleiły, a miała jeszcze trochę pracy na jutro - W takim razie mam nadzieje, ze wybierzemy się razem do obserwatorium - powiedziała, spoglądając na niego z nadzieją. Po raz pierwszy pokazała mu, ze jej zależy. Miała nadzieje, że Gryfon zgodzi się bez żadnych oporów.
- Dobranoc - powiedziała, a następnie wspięła się na palcach, by pocałować go w policzek.
Spojrzała mu głęboko w oczy, delikatnie się od niego odsuwając, po czym uśmiechnęła się szeroko i poszła do damskiego dormitorium
avatar
Juliet Becket
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Alexander Sasturrias on Sob 5 Lut - 0:20

-Nie sądzę żebym był aż taki jak opisałaś- Powiedział to szczerze i nigdy nie sądził żeby ktoś widział w nim cokolwiek poza tępym sportowcem.
-Nigdy nie słodzę więcej niż należy, tylko tyle ile jest prawdy.-
Lubił prawic jej komplementy bo wreszcie poznał kogoś na tyle miłego że mógł porozmawiać z nim bez skrępowania, a i sprawić żeby było jej przyjemnie.
-Świetnie się składa więc w wakacje wybierzemy się razem na przechadzkę po ulicach Londynu-
Już wiedział jak będą wyglądać wakacje: wstać rano, Juliet, spać, i od nowa. Miał przynajmniej taką nadzieję że ten plan wypali.
-Zostań jeszcze chwilkę, proszę- Odpowiedział jej błagalnym tonem, nie chciał żeby odchodziła, nie teraz, najlepiej nigdy.- Daj mi jeszcze jedną minutkę...- Był gotowy chociaż prosić na kolanach - Nie wytrzymam bez Ciebie do jutra - Wyszeptał jej do ucha czule przytulając ją kiedy wstała i szła w kierunku dormitorium. Nie było prawie nikogo już, a oczy tych co zostali nie obchodziły go.
avatar
Alexander Sasturrias
Dorosły

Liczba postów : 41
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Juliet Becket on Sob 5 Lut - 0:54

Przymrużyła oczy i spojrzała na niego uśmiechając się pod nosem.
- Myślę, że ja jestem wstanie obiektywniej spojrzeć na twoją osobę niż ty, dlatego też JA mam racje. - powiedziała pewnie.
Dalszej części wypowiedzi nie wiedziała jak skomentować. Trzeba przyznać, że zaskoczyła ją odpowiedź Gryfona.
Posłała Alexowi swój firmowy uśmiech, słysząc jego entuzjazm.
- I to jest kolejny dobry pomysł - pochwaliła energicznie.
Zaczęła sobie już nawet wyobrażać te wspaniałe dni spędzone w Londynie z NIM. Ach, mogłoby byc pięknie...
Juliet już prawie się złamała, już chciała powiedzieć "no dobrze, ale tylko minutkę", jednak ugryzła się w język. Miała swoje obowiązki, a poza tym... Musi sobie dokładnie poukładać dzisiejszy dzień.
- Bardzo chętnie bym została - również przytuliła się do niego czule, po czym wydostała się z jego objęć i spojrzała mu głęboko w oczy uśmiechając się figlarnie - Jesteśmy przecież umówieni w obserwatorium.
Pocałowała go raz jeszcze w policzek i weszła do pokoju dziewcząt, gdzie pierwszorzędnie rzuciła się na swoje łóżko, by po chwili móc zanurzyć się w marzeniach.
avatar
Juliet Becket
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach