Salon Gryffindoru

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Alexander Sasturrias on Sob 5 Lut - 1:13

-Jako że nie mam siły Ci się opierać przyznam Ci rację- Powiedział patrząc na nią jak uległy pies przy swojej pani.
- Często miewam pomysły jednak rzadko są one dobre Juliet więc umówmy się że Ty będziesz je dawać.- Uśmiechnął się ciepło i ucieszył że się zgodziła. W końcu ona na pewno będzie o wiele lepszym towarzyszem niż jego kot Tygrysek. A i wieczory nie będą na pewno takie ciche, choć może czasem cisza będzie dla nich obojga lepszym towarzyszem niż rozmowa? Spytał sam siebie w duchu.
-Szkoda- Posmutniał gdy to usłyszał - Do zobaczenia niedługo w obserwatorium, maleńka Juliete -
Uwielbiał te jej słodkie pocałunki, były takie niewinne ale jednocześnie miały w sobie coś, zresztą jak cała ona, że chciał jej więcej i więcej, jak narkotyku.
Odprowadził ją wzrokiem do drzwi dormitorium, a następnie sam udał się do łóżka pomyśleć o pannie Becket i usnął sam nie wiedząc kiedy.
avatar
Alexander Sasturrias
Dorosły

Liczba postów : 41
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Jeffrey Campbell on Pon 6 Cze - 15:40

Poniedziałki zawsze były nieco mozolne. Powrót do nauki, pobudka z weekendowego letargu. Udzieliło się to również Jeffrey'emu, mimo, że dla niego każdy dzień nazywał się "poniedziałek", i poniedziałkowe mozolstwo nie było dla niego zjawiskiem paranormalnym.
Ranek spędził w łóżku, od czasu do czasu wychylając się przez okno aby nieco się dotlenić i przy okazji podtruć kolejnym papierosem. To żadna tajemnica - palił jak smok i był z tego niezmiernie dumny. Jeffrey, z racji tego że jest cholernym estetą, zawsze jest przygotowany na każdą okazję. Nic nie dzieje się spontanicznie. Dlatego pytanie "Skąd wzięła się książka na szafce nocnej"" byłoby tu nie na miejscu.
W samo południe zerknął kątem oka na zegarek, który wisiał w lewo od miejsca odpoczynku i postanowił spędzić nieco aktywniej poniedziałek niż gnicie w łóżku. Absolutnie mechanicznie wykonał wszystkie poranne czynności, które notabene nie były poranne, tylko popołudniowe. Na te czynności składała się wizyta w łazience, wsunięcia na siebie czystych ubrań i pościelenia łóżka. Po odhaczeniu wszystkich punktów na liście stworzonej we własnym, dość sprytnym umyśle, wychodząc z dormitorium chwycił wcześniej wspomnianą książkę, przekręcił klamkę okna, aby do sypialni wpłynęło trochę świeżego powietrza. Wyszedł, zszedł po schodach i zlustrował spojrzeniem pokój wspólny.
Nikogo nie było. Czyżby wychytrzyli myśli samego Jeffrey'a i nie powielili planu każdego poniedziałku? Gryfon wzruszył ramionami i z rozpędu rzucił się na kanapę przy kominku. Położył się na wzdłuż mebla, podłożył sobie poduszkę pod głowę, zgiął kolana i położył książkę przed siebie. Tytuł brzmiał "Psychologia, Tom VIII" - tak samo jak nie krył się z nałogiem, tak samo nie krył się z zainteresowaniem umysłem człowieka. Przerobił już każdy tom z tej serii oprócz ostatniego, tego, którego właśnie trzymał w rękach. Przewrócił pierwszą stronę i z uwagą zaczął śledzić wyblakły druk.
avatar
Jeffrey Campbell
Prefekt

Liczba postów : 9
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Audrey Sheridan on Pon 6 Cze - 16:01

Poniedziałki zostały przez nią okrzyknięte najgorszym dniem tygodnia odkąd w wieku pięciu lat rodzice postanowili posłać ją do mugolskiej podstawówki, już na zawsze odbierając możliwość porannego wysypiania się. Przestawianie się na tygodniowy tryb życia po leniwym weekendzie stanowiło dla niej nie lada wyzwanie i możliwe że właśnie dlatego od sześciu lat notorycznie spóźniała się na pierwsze lekcje. Jedynym ratunkiem dla Audrey okazywało się to, że była dziewczęciem dość zdolnym i dlatego też zawsze znajdowała wyjście, jak z minimalnym nakładem pracy uzyskać najlepsze efekty. Może i nie stanowiło to zachowania godnego prefekta, ale z drugiej strony, sama zainteresowana nigdy nie uważała, by należała się jej ta odznaka. Najwyraźniej jednak dyrektor szkoły wierzył w nią o wiele bardziej, niż ona sama, co wbrew pozorom nie było wcale takie trudne.
W tym roku i tej sytuacji poniedziałki okazywały się dla niej jeszcze trudniejsze, niźli w przeciągu minionych lat. Sama nie wiedziała już, co ze sobą zrobić po lekcjach - przesiadywanie godzinami w bibliotece wraz z przyjaciółką i próba przygotowania się do egzaminów końcowych nie wchodziła w grę, gdyż prędzej czy później odesłaliby ją do zakładu zamkniętego, drużyna zlinczowałaby ją jednogłośnie, gdyby tylko ośmieliłaby się zaproponować kolejny trening, a Crispin - jak niezbyt radośnie poinformował ją wczorajszego wieczora - wlepił kilka szlabanów, więc jej obecność w jego gabinecie okazała się wykluczona. Chwilę szwendała się po szkolnych korytarzach, bez widocznego celu, jednakże szybko uświadomiła sobie, że mogłaby przypadkiem wpaść na Alexa. Nie dało się ukryć, że od czasu jego odwołanego wyznania unikała swojego chłopaka, przez co wolałaby nie narażać się na niechciane spotkanie. Tym właśnie sposobem dotarła do prawie opustoszałego Pokoju Wspólnego, gdzie zajęto nawet jej ulubioną kanapę.
- Czytasz to hobbystycznie czy postanawiasz zerwać ze światem magicznym i zabawić się w mugolskiego psychologa po zakończeniu szkoły? - zapytała zamiast przywitania, siadając na jednym z foteli w pobliżu. W tym przypadku nawet rozmowa z kolegą z klasy wydawała się lepsza niźli nuda.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Jeffrey Campbell on Pon 6 Cze - 16:44

Jego skupienie i myśli rozwiał dźwięk otwierającego się portretu Grubej Damy. Podniósł wzrok, oczekując na osobę, która śmiała przerwać mu czytanie. Audrey. Audrey Sheridan, uczennica VI klasy, z którą siłą rzeczy uczęszczał razem do klasy. Poznał ją od razu. Blada cera, rude włosy i piegi na całym ciele - to nie uroda, która powiela się na każdym szkolnym korytarzu. Szczęściara. Wyróżnia się już na pierwszy rzut oka.
- Hobbistycznie czy nie, bardzo interesująca książka. Mogę ci polecić, a wiedz, że czytanie polecanej przeze mnie książki to nie czas stracony - sprytnie uniknął odpowiedzi, bo niby dlaczego prawie całkiem obca osoba miałaby posiadać informacje na temat jego przyszłości? Podsumował swoją wypowiedź całkiem przyjemnym uśmiechem, być może dlatego, że miał nieco neutralny stosunek do Audrey, a może też dlatego, że jej uroda była interesująca i z pewnością czarowała. Był zdecydowanie za próżny.
- Z twojej miny wnioskuję, że szwędasz się po szkole bez celu szukając towarzystwa tudzież ciekawego zajęcia, czyż nie? - spytał, zamykając z głośnym trzaskiem książkę. Rozmawianie z rudowłosą i równoczesne śledzenie tekstu wzrokiem byłoby nietaktem. W górę uniósł się delikatny pył, zwany powszechnie kurzem. Cóż, książka miała już swoje lata.
avatar
Jeffrey Campbell
Prefekt

Liczba postów : 9
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Audrey Sheridan on Pon 6 Cze - 17:27

Nigdy nie nazwałaby się szczęściarą, gdyż niegdyś nie znosiła się wyróżniać z tłumu, co skutecznie uniemożliwiała jej burza rudych włosów. Zawsze niepewna na punkcie własnego wyglądu, wpadająca w kompleksy przy tych wszystkich wysokich ślicznotkach, starała się przemykać korytarzami niezauważona. I choć odkąd poznała miłość swojego życia, zaczęła wydawać się bardziej pewna siebie - angażując się w szkolny chór oraz całkiem niedawno udając się na kasting do londyńskiego kabaretu połączonego z burleską (oczekiwanie na odpowiedź sprawiało, że powoli zaczynała tracić zdrowe zmysły) - to jednak wciąż było zbyt mało, by pozwolić jej na przełamanie nieśmiałości.
- Jeśli będę miała chwilę, z pewnością po nią sięgnę. Jednakże jak nie da się nie zauważyć, raczej nie jestem molem książkowym - odparła, podnosząc z podłogi Kota, który jak zwykle podążał jej śladami. Nie chciała wydać się wścibska, nie wykorzystałaby też takiej wiedzy przeciwko niemu. Mimo wszystko, nie zamierzała drążyć tematu i niepotrzebnie się narzucać. To zdecydowanie nie byłoby w jej stylu.
- Może powinieneś raczej przerzucić się na wróżbiarstwo? - zapytała z uśmiechem, drapiąc swojego pupila za uszami. To chyba była odpowiedź wystarczająca, by utwierdzić go w przekonaniu, że jego teza nie jest daleka od prawdy.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Jeffrey Campbell on Pon 6 Cze - 17:51

- Przeceniasz mnie. Nie jestem w stanie po pięciu minutach spotkania ocenić, jakie ktoś ma zainteresowania tudzież umiejętności... ale dziękuję za informację, przynajmniej będę wiedział, że prezent urodzinowy w postaci książki nie będzie trafnym prezentem - odparł z łobuzerskim uśmiechem na twarzy. Co jak co, w pełni ją rozumiał, do książek trzeba dojrzeć, obojętnie jakich. Nawet o tym, jak wyprowadzić kota na spacer, chociaż w mniemaniu gryfona czytanie tego typu książek było irracjonalne. A propos kota, który z tego co udało się Jeffrey'emu zauważyć, był odwiecznym towarzyszem panienki Sheridan.
- Nie lubię kotów - popatrzył z obrzydzeniem na owłosionego czworonoga. - W ogóle nie lubię zwierząt - był święcie przekonany, że dla ich fanki słowa te będą co najmniej nic nie znaczące.
- Myślę, że to odpowiednia alternatywa dla ciebie. Z tego co widzę bardzo chcesz mi ułożyć przyszłość - odpowiedział, mimo, że wcale nie chciał jej dogryźć. Po prostu takiż miał charakter.
Odłożył książkę na ziemię, odwrócił się na brzuch tak, że teraz ze zrezygnowaniem trzymał brodę na jednym z oparć kanapy. Powietrze stawało się coraz bardziej przyjemne, nie wytrzymalny skwar zmienił się w lekkie, powiewy i odpowiednią temperaturę. Teraz zdecydowanie i lepiej mu się myślało i oddychało.
avatar
Jeffrey Campbell
Prefekt

Liczba postów : 9
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Audrey Sheridan on Pon 6 Cze - 18:11

- Nie powiedziałabym, że znamy się pięć minut. Sześć lat chodzimy na te same zajęcia i większość chyba jednak zauważyła, że zbyt często tracę punkty dla domu przez nieodrabianie zadań domowych, a jak uświadomiła mnie Ellie, to się rozumie samo przez się. Najwyraźniej większość to nie wszyscy - uśmiechnęła się do niego. Ostatnio zaczęła przełamywać barierę całkowitego milczenia (choć w jej przypadku mogło to zabrzmieć nad wyraz ironicznie, zwłaszcza, że w trzeciej klasie nie powiedziała ani słowa) na własny temat i nie zamierzała zrażać się jego słowami. Możliwe, że kiedyś dorośnie do książek. Na dzień dzisiejszy pozostawała jednak oddaną fanką kinematografii i znacznie bardziej od lektury preferowała dobry film. Co się zaś tyczyło kota, to owszem - towarzyszył jej zawsze, odkąd znalazła go na ulicy i przygarnęła. Karmienie butelką i nauka chodzenia potrafią niewyobrażalnie zbliżyć nawet człowieka i zwierzę.
- Nie wiesz, co tracisz - podsumowała, nie zaprzestając drapania za uszami swojego pupila. Kocur ułożył się wygodnie na jej kolanach, nie przestając rozkosznie mruczeć.
- Przeceniasz mnie - odparła jedynie, nauczona doświadczeniem, że na takie zagrywki nie należy odpowiadać długo i wyczerpująco. Umawianie się ze Ślizgonem czegoś ją nauczyło (między innymi jak ignorantia głupie komentarze podopiecznych Gryffindora i Slytherina, którzy nie mogli przeżyć tego, że Ślizgon umawia się z Gryfonką), zwłaszcza, że jego słowa zazwyczaj miały jej dogryźć.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Jeffrey Campbell on Pon 6 Cze - 19:07

- Kojarzymy się VI, znamy 5 minut, przypomnij sobie, rzadko zamienialiśmy jakiekolwiek zdanie, nie mówiąc już o rozmowie na poziomie - odwzajemnił uśmiech. Prawda prawdą, nie miał powodów, aby w jakikolwiek sposób się do niej zniechęcić, ale w gruncie rzeczy Jeffrey nie jest zbyt towarzyską osobą. Nie jest wylewny, uczuciowy. To jak najbardziej - w jego mniemaniu - atut. Przynajmniej unika tego codziennego pieprzenia o związku, seksie, zazdrości, intryg.
- Zapewniam cię, że wiem. Z jego oczu wręcz bije fałszem, chociaż nie wiem, czy nie mniej od nie jednego człowieka - odparł z politowaniem, po raz kolejny snując w głowie tezy o parszywości rasy ludzkiej i zwierzęcej. Można by zadać pytanie: "Co on do cholery robi na tym świecie?". Pytanie to byłoby jak najbardziej trafne. Sam Jeffrey nie wie, co robi na tym świecie.
Kwestię ostatnią dzierlatki przemilczał, porozglądał się po suficie, po czym znów odnalazł panią prefekt po czym jeszcze szerzej się uśmiechnął.
- Zapowiada nam się miły wieczór, czyż nie? Nic nie wskazuję na to, abyśmy oboje mieli w planach ruszyć się chociaż na centymetr.
Właściwie jest przyjemnie. Dlaczego by to zmieniać?
avatar
Jeffrey Campbell
Prefekt

Liczba postów : 9
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Audrey Sheridan on Wto 7 Cze - 21:52

- Gdybym w ten sposób spoglądała na życie, byłabym niebywale nieszczęśliwą personą. Czasami trzeba przymknąć oko na szczegóły - oczywiście tak jakby ona robiła to nadzwyczaj często. Wręcz przeciwnie, szukała dziury w całym, ale tym razem jakoś nie miała ochoty podzielać jego zdania, zajmując się raczej optymistycznym podejściem. Niezmiennie unikała ludzi, a jednak przychodziły chwile, gdy potrzebowała towarzystwa. Głupiej rozmowy na jakiś temat, jednakże z kimś, kto zazwyczaj nie należał do jej niebywale pomieszanego życia, które z dnia na dzień plątało się jeszcze bardziej.
- W takim razie, naprawdę nie wiesz i nie potrzebnie się uprzedzasz. Przecież to nie Ślizgon nie trzeba go od razu skreślać, prawda Kocie? - tu zwróciła się do kota, który przytaknął jej zgodnym miauknięciem. Wprawdzie nikt nie zmuszał go do lubienia zwierząt - to kwestia indywidualna, którą jedni posiadają, drudzy nie, jednakowoż. Komentarze czasami lepiej wypadają, gdy zachowuje się je dla siebie.
- Lepiej tu, niż gdzieś indziej - westchnęła ciężko, zakładając za ucho kosmyk włosów. Doskonale wiedziała, gdzie teraz chciałaby być, ale to nie wchodziło w grę. Przykre.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Jeffrey Campbell on Wto 7 Cze - 22:49

- Przynajmniej teraz już wiesz, że jestem niebywale nieszczęśliwą personą. Myślisz, że wybierając taki los nie spisałem się na straty? - spytał, przechylając głowę w jedną stronę, już od razu pokazując zainteresowanie stanowiskiem panienki Audrey w tej sprawie.
- Zapewniam cię, że jest mi wyśmienicie - dodał. Oczywiście skłamał, co często mu się zdarzało. Wcale nie był szczęśliwy ze swojego życia, jego zmienne nastroje i wieczne pesymistyczny nastrój do otaczającego go świata prawie zawsze robiły mu jeden wielki problem. Cóż, taka mentalność, w tym wieku nie miał już szansy, że to hormony i cokolwiek jeszcze się zmieni.
- Toż to jest gorsze niż Ślizgon - odparł z zadumą. Jeffrey darzył ślizgonów chyba największą sympatią z wszystkich czterech domów. Szkoda, że bez wzajemności. Pogoda z każdą sekundą coraz bardziej dopisywała, a szóstorocznemu robiło się coraz bardziej błogo. Wcale nie był zadowolony z ciężkich oddechów dziewczyny, zrezygnowanym spojrzeniem i innych dowodów jej głębokiego braku aprobaty. Z zafascynowaniem lustrował swoją rozmówczynię, co chwile jednak wędrując spojrzeniem po całym pokoju wspólnym, żeby przypadkiem się nie zorientowała, że jest potencjalną główną postacią jego najskrytszych pragnień.
avatar
Jeffrey Campbell
Prefekt

Liczba postów : 9
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Audrey Sheridan on Sob 11 Cze - 13:28

- Nie wiem, nigdy nie interesowała mnie ludzka psychika, nie staram się też w nią zagłębiać - wzruszyła ramionami, najwyraźniej nie zaspokajając jego żądzy poznania jej stanowiska, gdyż takie zwyczajnie nigdy nie zostało zrobione.
- Dobrze dla ciebie - uśmiechnęła się, jakoś nie zamierzając wtykać nosa w jego sprawy i grzebać w jego życiu. Trzymała się na uboczu, takie niuanse często jej umykały. Ludzie często jej umykali.
- Nie da się być gorszym od Ślizgonów! - oburzyła się nieco. W tej kwestii prezentowała stanowisko stereotypowe dla większości Gryfonów - każdy mieszkaniec domu węża to potencjalny wróg, najpewniej wyrażał cichą aprobatę dla działań Tego, Którego Imienia Nie Wolno wymawiać i z pewnością nie można mu ufać. Choć większość jej znajomych zapewne przypuszczała, że skoro związała się z wrogiem, zapewne jej nastawienie uległo zmianie, jednakże nie było nic bardziej mylnego.
Sheridan znajdowała się daleko od braku aprobaty; właściwie, nawet nie miała by nic przeciwko nawiązaniu kilku nowych kontaktów, które mogłyby się okazać przydatne na przyszłość, a zakładając, że pozostał jej jedynie rok nauki czasem szastać nie mogła. Jednakże w tej chwili doskonale wiedziała, gdzie chce być, a że wydawało się to niemożliwe, nie potrafiła kryć swojego niezadowolenia. I nie miało to nic wspólnego z osobą Campbella!
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Lillee Nilsen on Pon 20 Lut - 1:04

Przyszła z dworu, przemoczona roztapiającym się śniegiem, przemarznięta i generalnie trochę z tego powodu sfrustrowana i zirytowana. Nie wspominając już o fakcie zmęczenia i lekkiego dyskomfortu psychicznego, związanego z łażeniem po zamku trochę nie w porę i oglądaniem się za siebie co kilka minut, by sprawdzić, czy żaden nauczyciel tudzież wredny prefekt nie czai się za nią, gotów odrąbać jej głowę tępym kamieniem za sam fakt tak jawnego łamania regulaminu szkolnego. Tudzież po prostu odebrania punktów, czego właściwie wolałaby uniknąć dla zwykłego świętego spokoju związanego z relacjami z innymi osobami z domu.
Rzuciła kurtkę na fotel i zdjęła przemoczone kozaki, układając je tuż przy ogniu, nie dbając na razie o to, czy się przypadkowo spalą czy nie. Sama usiadła w głębokim, wysiedzianym fotelu, jak najbliżej ognia, dziękując w duchu, że jednak jest dość późno i przezorni uczniowie poszli już spać, żeby się jutro wykazać tym swoim niesamowitym poziomem wiedzy.
Tudzież more likely, zaszyli się w swoich dormitoriach, popijając coś mocniejszego by uspokoić skołatane nerwy przed kolejnym zaliczeniem, którym belfrowie ich uraczą z samego rana. No hej, jaki jest lepszy sposób na naukę, niż niszczenie sobie mózgu alkoholem?

Lillee Nilsen
Uczeń

Liczba postów : 92
Czystość krwi : czysta
Skąd : Edynburg, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by James Harvey on Pon 20 Lut - 1:19

James ledwo co wrócił z Hogsmeade był padnięty i cieszył się, ze nie odstał żadnego szlabanu za to, że tak późno wrócił. Nie chciałby obarczyć Gryffindoru ujemnymi punktami. Zmęczony wszedł do pokoju wspólnego.
Widok który napotkał był jak zastrzyk adrenaliny i był niesamowicie pobudzający. Nie było mowy teraz o położeniu się do łózka, nie. James był teraz jak skowronek, mógł dosłownie latać pod sufitem.
To nie kawa, ani nie efekt po proalkoholowy, w końcu zaś on wypił tylko jedno piwo.Tą spora dawką pobudzenia była Lillee. Jego wspaniała muza. Mógł wpatrywać się w nią godzinami i dać jej mówić. Jej głos był muzyka dla uszu. Może i był w niej zakochany, a może to tylko fatalne zauroczenie. Sam tego nie wiedział. Nidy jednak nie był w stanie powiedzieć Gryfonce co o niej czuje, dlatego do tej pory tylko i wyłącznie się przyjaźnili.
- Cześć Lillee - zaczepił ją szerokim uśmiechem i usiadł na fotelu - Nie śpisz jeszcze? - zadał jej pytanie, a uśmiech go nie opuszczał. Był bardzo zadowolony z tego powodu, ze ją spotkał. Tu i teraz. Kiedy nikogo w pokoju wspólnym nie było. Tylko oni sami. Cieszył się niemalże jak dziecko.
avatar
James Harvey
Uczeń

Liczba postów : 24
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Dolina Godryka

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Lillee Nilsen on Pon 20 Lut - 1:35

Lilka bardzo nie kobieco nie była zupełnie świadoma uczuć Jamesa, przyjmując jego wiecznie dobry humor, jako cechę charakteru, z resztą najczęściej sama taka była, zadowolona i bezproblemowa. Dlatego też był jej szczególnie bliski, gdyż miała wrażenie, że są do siebie pod tym względem podobni. A znajdź na północy Szkocji osobę bezwzględnie optymistyczną, nieopryskliwą i generalnie taką… Niespecjalnie.
Toteż otaczała się jak mogła osobami bezproblemowymi, ze strony, których nie mogła się spodziewać żadnych wielce fochów i niezrozumiałych zachować. Na jej nieszczęście najczęściej składali się na to chłopcy, gdyż dawno już doszła do wniosku, że ich towarzystwo, – chociaż nie było najlepsze na wszystkie okazje – miało więcej zalet niż wad. Co oczywiście nie znaczy, że z miejsca banowała każdą żeńską przyjaźń, o nie.
- Niee, dopiero wróciłam – odparła, prostując się nieco na fotelu, żeby zerknąć na kolegę. Po chwili jednak skrzywiła się niespodziewanie. – Mam całe przemoczone skarpetki – stwierdziła, nie zwlekając za bardzo i siadając po turecku, żeby się ich pozbyć. – Kurcze, mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza? – posłała mu ujmujący uśmiech. Nie był to najpiękniejszy obrazek, ale co mogła poradzić, skoro nogawki spodni też miała mokre? Ale ich raczej ściągać nie zamierzała.

Lillee Nilsen
Uczeń

Liczba postów : 92
Czystość krwi : czysta
Skąd : Edynburg, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by James Harvey on Pon 20 Lut - 1:42

Przeciwnie, dla James'a nie było to znaczenia czy ma przemoczone nogawki, czy ściąga skarpetki, mogłaby być nawet cała umorusana w błocie i tak by był nią zafascynowany. Nawet jakby ledwo co wstała, bez makijażu cała roztrzepana i tak byłaby jego muzą. To jest już wręcz uwielbienie albo i chora fascynacja...
- Głupie pytanie Lilko - posłał jej również ciepły uśmiech i spojrzał się w ogień w kominku. Był taki ciepły a on tez już trochę zmarzł, na zewnątrz mroźno i niezbyt przyjemnie zwłaszcza o tej porze.
- Nie wiesz może czy mamy coś na jutro zadane z obrony? - zapytał z zaciekawieniem, zawsze wymieniali się notatkami, a czasami nawet james odrabiał za gryfonkę prace domowe, oczywiście ze wzajemnością. Byli trochę jak brat i siostra i tego właśnie James się obawiał, że gdy nastanie czas kiedy będzie chciał jej wyznać miłość, ona mu rzeknie jesteśmy tylko przyjaciółmi, albo co gorsza znajdzie innego mężczyznę.
Wstał na chwile i sięgnął ze stolika dzbanek gorącej herbaty nalał jej i sobie do kubka i wręczył gorący napój przyjaciółce.
avatar
James Harvey
Uczeń

Liczba postów : 24
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Dolina Godryka

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Lillee Nilsen on Pon 20 Lut - 1:56

Lil natomiast była na etapie: chce ciepła, chce dużo ciepła, chce tyle ciepła, że aż się stopie, stąd też siedziała niebezpiecznie blisko ognia, mając nadzieję, że wspomniane ciepło dotrze możliwie jak najszybciej do jej przemarzniętych kości. I podobnie jak z butami, nie dbała o konsekwencje swoich wyborów, chociaż oczywiście nie miała zamiaru rzucać się w ogień czy coś takiego.
Podkurczyła kolana pod brodę, objęła nogi ramionami i przez chwilę wpatrywała się nieprzytomnie w płomienie, jak to zwykle bywa, jak nagle zrobi się ciepło i przytulnie i aż chce się przymknąć oczy i zasnąć, nie zważając na nic innego. Słowa Jamesa rozbudziły ją jednak na moment. Rzuciła mu figlarne spojrzenie.
- Nie rób zadania na jutro Jamie – rzuciła przewrotnym, beztrosko lekkim tonem. W tym momencie jakakolwiek forma wysiłku była dla niej stanowczą przesadą, więc dlaczego nie mogli posiedzieć przy kominku i po prostu… Pogadać o pierdołach, jak sprawa trutki na myszy, którą ostatnio dla zakładu zjadło kilku pierwszoroczniaków, lądując w skrzydle szpitalnym. Albo tego typu sprawy, które nie wymagały głębszego zastanawianie się, a już na pewno wertowania grubych tomiszczów, szczególnie nieatrakcyjnych o tej porze. – Chodź ze mną nieprzygotowany, w końcu semestr dopiero się zaczął. Fajnie będzie – zasugerowała, jakby to miała być jakaś niesamowita forma rozrywki. Z resztą, Lil nie była pewna, czy coś faktycznie było zadane, ale wydawało jej się mało prawdopodobne, żeby faktycznie DALI IM SPOKÓJ na weekend. Toż to nieprawdopodobne.

Lillee Nilsen
Uczeń

Liczba postów : 92
Czystość krwi : czysta
Skąd : Edynburg, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by James Harvey on Pon 20 Lut - 2:05

James posłał Lilce łobuzerski uśmiech, lubił kiedy robili coś razem, a tym bardziej kiedy czegoś tez nie robili. Nie zrobienie głupiego zadania z obrony, to była pierdoła, ale za to ile dawała radości dla chłopaka, to aż nie dało się tego opisać.
- Nie musimy robić tego zadania - uśmiechnął się do niej i popił trochę herbaty. Herbata wspaniale rozgrzewała, a ogień w kominku sprawiał, że ciepło było jeszcze bardziej odczuwalne.
Ją interesowała ciepło a jego interesowała ona sama. Nie wpatrywał się w nią jak jakiś fanatyk bo to by wtedy wydałby sam siebie, a tego nie chciał. Nie chciał tracić jej przyjaźni, tych rozmów o głupotach. To było dla niego bardzo ważne.
- Niedługo mamy mecz quidditcha przyjdziesz mi kibicowac? - miał nadzieję, ze przyjdzie, jej obecność zawsze przynosiła mu szczęście, czasami zastanawiał się, czy on sam nie żyje po prostu dla niej, ale to byłby szczyt romantyzmu jaki w sobie nosił, a do tego jeszcze mu dużo brakowało.
avatar
James Harvey
Uczeń

Liczba postów : 24
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Dolina Godryka

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Lillee Nilsen on Pon 20 Lut - 2:25

Oczywiście wzięła od niego herbatę, posyłając mu krótki uśmiech i napiła się – nadal z patologiczną potrzebą ocieplenia przemarzniętego ciała, także nawet się trochę ucieszyła, jak poparzyła sobie język. Co prawda pewnie jutro przynajmniej trzy osoby się o tym dowiedzą, ale w tym też tkwił urok Lillee – grunt to chodzić z wywalonym językiem i chwalić się własną głupotą.
- Nnoo nie wiem – stwierdziła przekornie. Fakt, była dobrym dziewczęciem i z całą pewnością miała zamiar iść na mecz Quidditcha (sama nie biorąc w nim oczywiście udziału, ani teraz, ani nigdy), ale nie mogła sobie darować tych buntowniczych wstawek. Żeby życie miało smaczek. – Wystawanie godzinami na trybunach przy takiej pogodzie to raczej niezbyt fajny pomysł – tu skrzywiła się lekko. – Ale mogę stać z chorągiewką przy oknie i ci machać, jak bardzo chcesz – dodała z bardzo pozytywną miną, pełna zapału, śladowo może nawet trochę złośliwa. Ale to wszystko z sympatii, wszyściusieńko.
Położyła kubek na oparciu i utkwiła roziskrzone oczy w Jamesie. W sumie nie przeszkadzało jej, że właściwie podczas każdego spotkania obserwował ją bardzo uważnie, co powinno dać do myślenia. Znali się praktycznie od pierwszej klasy i dla niej nadal był czymś na wzór towarzysza zabaw, o ile można mówić o tego typu zabawach w tym wieku.

Lillee Nilsen
Uczeń

Liczba postów : 92
Czystość krwi : czysta
Skąd : Edynburg, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by James Harvey on Pon 20 Lut - 18:36

Nie ważne jak i gdzie, ważne że Lillee będzie mu kibicować, to jest najważniejsze i to daje mu bardzo dużego ducha walki. Z pewnością postara się być najlepszy, a wszystko dla tej pięknej Gryfonki. Właśnie, znali się od pierwszej klasy, ale jednak James dobrze maskuje swoje uczucia do dziewczyny, nie chce zniszczyć tej przyjaźni, jeżeli miałby wybierać czy ją stracić i powiedzieć jej prawdę, czy ukrywać jego zauroczenie i mieć ja dalej przy sobie - oczywiście, ze wybrałby to drugie. Nic nie jest dla niego cenniejsze od towarzystwa panienki Nilsen.
- Każdy rodzaj kibicowania się liczy -uśmiechnął się szeroko i wypił łyk gorącej herbaty, po czym wzrok odwrócił w stronę fantastycznego ognia w kominku.
- W końcu nie chcę, żebyś tam marzła -zaśmiał się i wyobraził sobie trzęsącą się dziewczynę na trybunach, o nie na pewno nie pomogłoby mu to w grze.
Robiło się dość późno, wszyscy gryfoni spali, ale James'owi nie chciało się stąd iść, nie kiedy przebywa w takim miłym towarzystwie. Pójdzie, dopiero, kiedy ona również to zrobi.
avatar
James Harvey
Uczeń

Liczba postów : 24
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Dolina Godryka

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Lillee Nilsen on Sro 22 Lut - 19:59

Cóż, Lilka, z natury osoba lubiąca się droczyć i przekomarzać już się szykowała na kolejny zdanie, którym być może zmusiłaby Jamesa do zrezygnowania z uporczywej pasywności w rozmowie. W końcu Gryfonka niczym nie różniła się od reszty swoich rówieśniczek, albo może była tego typu osobą? W każdym razie nie ustawiało jej, kiedy ktoś cały czas się z nią zgadzał, jakby zatracając swój charakter dla samej znajomości. A z drugiej strony co ona wiedziała o charakterach poza tym, że taka postawa wzbudzała w niej chyba najgorsze cechy, kłębiące się gdzieś w zakamarkach duszy?
- James – zaczęła, uśmiechając się lekko. Po chwili w ramach możliwości przysunęła swój fotel blisko fotela kolegi tak, żeby podpórki się ze sobą stykały. Oparła oba łokcie, o wspomniane podpórki i przez chwilę piorunowała spojrzeniem Gryfona. – Musisz przestać to robić – zaczęła miękko, z całej siły starając się zabić w głosie naganę zepsutej księżniczki. No właśnie. – Przez ciebie dziewczyny takie jak ja myślą, że wolno im wszystko i są bezkarne, bo każdy będzie im ustępował – powiedziała nadal tym samym tonem, ale nic nie mogła poradzić na to, że wyszczerzyła zęby w krótkim uśmiechu. W sumie, od kiedy pamiętała każdy jej ustępował z różnych powodów, przez co uchowała w sobie kilka cech, z których wcale nie była dumna. A które ujawniały się w najmniej spodziewanych momentach, na przykład podczas spotkań z osobami, przez którymi wolałaby być wcieleniem niewinności. – Pójdę na ten mecz, bo powiedzmy, że właśnie mnie do tego zmusiłeś. A od zimna się nie umiera – stwierdziła znów zaczepnie, chociaż w sposób, jakby właśnie doszła do czegoś istotnego, sedna sprawy.

Lillee Nilsen
Uczeń

Liczba postów : 92
Czystość krwi : czysta
Skąd : Edynburg, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by James Harvey on Nie 26 Lut - 15:38

Całkowicie był zaskoczony po tym co powiedziała Lillee. Poczuł dziwny prąd, który przeszył jego całe ciało.Nie wiedział jednak co było tego skutkiem. James nie narzekał na to, że panienka Nilsen, lubiła się droczyć, a nawet mógł przyznać, że jest to absolutnie urocze. Może po prostu był nią tak zafascynowany, że nie widział jej wad, nie widział, albo nie chciał widzieć. Jednak to, że gryfonka lubi się przekomarzać, nigdy nie uważał i nie będzie uważał za wadę. Był szczęśliwy, że będzie mu kibicować na boisku. Czuł się z tym faktem znacznie silniejszy - Bardzo się cieszę - uśmiechnął się.
avatar
James Harvey
Uczeń

Liczba postów : 24
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Dolina Godryka

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Lillee Nilsen on Czw 1 Mar - 23:40

- W takim razie do zobaczenia na meczu – uśmiechnęła się znów bardzo entuzjastycznie, jakby już się cieszyła na oglądanie sportu, który w gruncie rzeczy aż tak bardzo jej nie porywa. Przeciągnęła się na fotelu po czym wstała i zebrała swoje szpargały. – Dobranoc. Nie siedź długo, Jamie – trochę zaćwierkała, co bardzo kontrastowało z jej ogólnym stanem zmęczenia, ale w jakim humorze pójdziesz spać, w takim wstaniesz następnego dnia, nie? A Lil chciała być wulkanem pozytywnej energii, ot.
Przemaszerowała przez pokój wspólny i udała się do sypialni.

zt

Lillee Nilsen
Uczeń

Liczba postów : 92
Czystość krwi : czysta
Skąd : Edynburg, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Eylin Cooper on Pią 9 Mar - 13:22

Lillee, cooo to jeest zt? :>
Nie wiem, czy napisać, że w dormitorium ktoś już był, czy nikogo nie ma, więc będę się trzymać wersji, że pokój jest pusty.


W dormitorium dziewcząt Eylin skinęła Dustinowi, nie chciało jej się nic mówić. Zdawało się, że Lille i on mają kilka spraw do wyjaśnienia, więc zeszła powoli do pokoju wspólnego, by usiąść na podłodze przed oknem, patrząc na wieczorny krajobraz. W pomieszczeniu akurat nikogo nie było. Oparła się o bok fotela i skrzyżowała nogi. Z torby, którą miała ze sobą, wyjęła kartkę i ołówek i zaczęła coś bazgrać. Pisać słowa, które jej się podobały, i skończyła na naszkicowaniu twarzy. Spojrzała na porysowany kawałek papieru. Tak dawno nie rysowała nic porządnego... Ale ona zawsze tylko bazgrała, nigdy nie brała rysowania na poważnie, nigdy w pełni nie kończyła. To była jej forma relaksu.
Nie przeszkadzała jej samotność. Wiedziała, że ma przyjaciół, i że oni znają ja na tyle dobrze, by wiedzieć, że pomimo faktu, że często jest sama, traktuje ich poważnie i ufa im zdaje się bezgranicznie.
Westchnęła, położyła kartkę i ołówek na kolanach i dalej wpatrywała się w okno, wiele myśli przechodzących jej przez głowę.
avatar
Eylin Cooper
Uczeń

Liczba postów : 11
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Newport Pagnell, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Hannah Parker on Sro 20 Cze - 20:49

Nawet chłodny, zimowy dzień nie był w stanie popsuć jej nastroju. Z szerokim uśmiechem na ustach przekroczyła próg pokoju wspólnego i rozłożyła się wygodnie na kanapie, nie dbając o to, że jej obuwie nie jest do końca czyste. W końcu jednak machnęła niedbale różdżką, żeby nie zabłocić pedantycznie wypielęgnowanej kanapy. W jej torbie chlupała beztrosko butelka rumu, czekając na dobrą okazję, by ją opróżnić.
Zaczęła śpiewać pod nosem, nie przejmując się tym, że ktoś może ją usłyszeć. Nieszczególnie interesowało ją to, czy przypadkiem nie zaburza komuś wewnętrznej harmonii. Poza tym, na pierwszy rzut oka pokój wydawał się być pusty, więc mogła przeszkadzać już tylko duchom.
Niespokojnie wierzgała nogami. Nie umiała usiedzieć w jednym miejscu, więc z niecierpliwością czekała na pojawienie się kogoś, z kim będzie mogła przykładowo pobić się poduszkami. Aż zaśmiała się na samą myśl rozrywki i wbiła zaciekawiony wzrok w drzwi.
avatar
Hannah Parker
Uczeń

Liczba postów : 16
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Cardiff, Walia

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 20 Cze - 21:18

Gabriel siedział w pokoju i zwrócił uwagę na wejście gryfonki. Była młodsza, ale słynęła z ciągłego imprezowania. Jej stosunek do życia trochę go drażnił. Lubił się dobrze bawić, ale nie aż tyle co Hannah. Podkradł się do dziewczyny, która rozwaliła się na sofie. Nagle pojawił się w polu jej widzenia. Wyjrzał zza oparcia kanapy tak, że widziała jego twarz do góry nogami. Była naprawdę blisko.
- Witaj! - Powiedział. Stanął nad nią. - Masz jak zwykle jakiś mocniejszy trunek? - Walnął się na fotel zajmując całe dostępne miejsce i kładąc nogi na stoliku. Uśmiechał się łobuzersko. UWIELBIAŁ psuć ludziom chwile szczęścia. Jeśli chodzi o pannę Parker, to takim zachowaniem na pewno by mu się nie udało... Achh - miał dobry humor.
- Co - pewnie chętnie byś zaszalała? - Posłał jej jeden z bardziej wymownych uśmiechów "dawaj tą flaszkę, to może coś z tego będzie". Wiedział, że na bank ma ze sobą coś do picia i bynajmniej nie jest to piwo kremowe. Ogień wesoło trzaskał w kominku.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach