Salon Gryffindoru

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Hannah Parker on Sro 20 Cze - 22:13

Ciągłe imprezowanie? Toż to za dużo powiedziane! Hannah lubiła dobrą zabawę, ale warto zwrócić uwagę na to, że czasem byle drobiazg potrafił sprawić jej radość i nie potrzebowała się specjalnie nastrajać. Wszystko zależy od okazji, ot co.
Była przekonana, że jest w salonie sama. Gabriel nie zdradził się nawet cichym szmerem, co było nie lada wyczynem, bo Hannah była wyczulona na obecność drugiego człowieka.
Zaśmiała się głośno, widząc twarz chłopaka. Wyglądał bardzo komicznie w tej fikuśnej pozie, więc nic dziwnego, że wzbudził jej rozbawienie.
- Może mam, a może nie mam. - uśmiechnęła się zadziornie i pociągnęła go do przodu, tak, że przez chwilę była przez niego przygnieciona. Dobrze, że chłopak miał dobry refleks i po chwili siedział już wygodniej w fotelu. Prychnęła, gdy ten zajął zdecydowanie więcej miejsca niż powinien i położyła nogi na jego nogach. Przynajmniej był kompromis!
- Ha, dobre sobie. - zmrużyła oczy i rzuciła w niego poduszką. Nie spodziewał się tego, więc dostał prosto w twarz, co rozbawiło blondynkę. W czasie, gdy Gabriel doprowadzał się do porządku, sięgnęła ręką po swoją torbę i zaczęła w niej grzebać, uśmiechając się łobuzersko.
- Masz szczęście, że się z Tobą podzielę. Łap. - zakomunikowała i rzuciła w jego stronę butelkę rumu. - Tylko stawiam jeden warunek, musisz wymyślić jakiś fascynujący toast. - skrzyżowała ręce i zerknęła na niego wyzywająco. A niech się trochę wysili!
avatar
Hannah Parker
Uczeń

Liczba postów : 16
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Cardiff, Walia

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 20 Cze - 22:28

Zaśmiała się pogodnie, to właśnie był urok kobiet, uwielbiał jak się śmieją. Właściwie, to mógł się rozłożyć na kanapie obok niej, ale to byłoby... niewygodne. Wolał wygodny fotel. A było mu dostatecznie ciepło, żeby nie musiał go szukać w ramionach jakiejś piątoklasistki.
Dostał poduszką w twarz.
- Osz Ty!! - Również się roześmiał, złapał poduszkę i cisnął ją z powrotem w nią. Wygrzebała z torebki flaszkę i rzuciła w jego kierunku. Nie patrząc na lecącą butelkę, ale prosto w oczy dziewczyny, złapał ją jedną ręką, odkręcił i pociągnął zdrowo. Skrzywił się lekko i drgnął, ale w gruncie rzeczy trunek smakował mu i to bardzo.
- Mmmmm... czuję się wyróżniony! - Powiedział. Pociągnął jeszcze jeden duży łyk z butelki, otarł usta rękawem i zapadł się mocniej w fotelu. Pokazał jej butelkę.
- Też chcesz? - Uśmiechnął się łobuzersko. - Mam gest, NAWET Ci użyczę trochę. - Teraz już bezczelnie szczerzył zęby w uśmiechu. - Jakieś plany na wieczór? - Wiedział, że pewnie nie ma, ale warto się upewnić.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Hannah Parker on Sro 20 Cze - 22:43

Całe szczęście, że chłopak pozostał na swoim miejscu, bo zostałby brutalnie zepchnięty na podłogę przez pannę Parker. Ceniła sobie wygodę i komfort, a obecność Gabriela na pewno w znacznym stopniu by to ograniczyła. Teraz mogła spokojnie wierzgać nogami, nie martwiąc się tym, że może kogoś boleśnie kontuzjować. A zresztą, czy ona w ogóle by się tym przejmowała? Raczej nie.
- Stała czujność, kolego. - puściła do niego oczko i złapała poduszkę, która leciała w jej stronę. Objęła ją rękoma i wbiła znudzony wzrok w sufit. Nic się nie działo, a Hannah szczerze nie znosiła rutyny, nawet jeśli ta trwała zaledwie kilka minut.
Po chwili zaczęła obserwować przechylającą się butelkę, by potem przyjrzeć się uważnie Gryfonowi. Może alkohol sprawi, że będzie miał więcej energii. To się wkrótce okaże.
- Dawaj butelkę! - krzyknęła z wyrzutem i zrobiła oburzoną minę. - Jak będę musiała się po nią sama fatygować, to nie będzie Ci tak wesoło. - zagroziła, ale sekundę później roześmiała się, co zepsuło efekt. Nie czekając na jego odpowiedź, wstała i bezceremonialne odebrała mu zdobycz.
- Koniec tego dobrego. Teraz będziesz sobie patrzył, jak JA piję. - uśmiechnęła się z zadowoleniem i upiła spory łyk z butelki. Potrząsnęła szkłem i ze zdziwieniem zauważyła, że nie było już połowy trunku.
- Właśnie dowiedziałam się, że jednak mam jakieś plany, bo zaraz nie będzie nic do picia. - wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
- Ale zaraz, to Ty jesteś mężczyzną, więc skoczysz po jakiś wytrawny trunek. - zmierzwiła włosy i posłała mu urocze spojrzenie. No przecież jej nie odmówi, prawda?
Zerwała się z kanapy i zaczęła krążyć po pokoju. Zerknęła na Gabriela i pokiwała głową z niezadowoleniem.
- W takim tempie, to ja bym do Hogsmeade doszła, a Ty jeszcze tu leżysz.
avatar
Hannah Parker
Uczeń

Liczba postów : 16
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Cardiff, Walia

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Gabriel Smith on Sro 20 Cze - 23:06

- Podziwiam Twój refleks. - Również puścił do niej oko i łyknął kolejny raz rumu. Miał nadzieję, że zabierze mu butelkę. - Chętnie popatrzę... - Spoglądał, jak pociąga duży łyk z butelki i patrzy ze zdziwieniem jak mało zostało. Co tu się dziwić? Skoro piją w takim tempie i takie ilości? To się nie może skończyć dobre. - Wariatka... - Stwierdził ze śmiechem. Spojrzał na nią zaintrygowany. Czyżby planowała jakiś tajemniczy wypad po więcej alkoholu? To się naprawdę źle może skończyć... i właśnie dlatego tak go to zaintrygowało.
Złapał ją za ręce i pociągnął, sam spadł z fotela i wylądował na ziemi. Miał nadzieję, że to on będzie u góry.
- Ładnie to tak? - Przeturlał się z nią tak, że to ona leżała na ziemi, wyciągnął jej butelkę z ręki i upił wielki łyk. - Hmmmm - mam lepszy pomysł. Skoro tak Ci zależy, a i ja nie mam co robić, to możemy iść razem. - Błysnął oczyma. Przysiadł na niej i znów upił łyk. Zbliżył butelkę do jej ust. - Chcesz trochę? Dobra... usiądź, bo się zakrztusisz.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Hannah Parker on Sro 20 Cze - 23:48

- Nic dziwnego, że podziwiasz. - uśmiechnęła się łobuzersko i teatralnie odgarnęła włosy z twarzy. Lubiła się w ten sposób zgrywać, a odniosła wrażenie, że Gabrielowi to zupełnie nie przeszkadzało. Dobrze, że mogła czuć się swobodnie, wręcz beztrosko. Czasem brakowało jej takiej chwili czystej zabawy, więc teraz czerpała z niej garściami.
Butelka została opróżniona. Teraz nie było wyjścia, trzeba zrobić zapasy, bo w przeciwnym razie impreza skończy się szybciej, niż tak naprawdę się zaczęła. Oczywiście, że planowała jakiś tajemniczy wypad po więcej alkoholu. Takie spontaniczne akcje były jak najbardziej w jej stylu, więc nie powinno go to dziwić.
Nie mogła przestać chichotać, gdy tarzała się z Gabrielem po podłodze. W końcu przestało jej się kręcić w głowie i przyjrzała się twarzy chłopaka.
- Bardzo ładnie. Butelka była moją własnością, więc o nią walczyłam! - spojrzała na niego z wyrzutem. Jak mógł tego nie rozumieć? Zrobiła zamach i wydostała się spod jego sideł. Błyskawicznie przeszła do pozycji siedzącej, opierając się o fotel.
- Możemy iść. - pokiwała głową z entuzjazmem i uśmiechnęła się szeroko. - Ale musimy być ciiiicho, bo ktoś nas złapie! - szepnęła konspiracyjnie i zasłoniła dłonią usta.
Wzięła butelkę i wypiła z niej ostatnie kropelki. Wreszcie wstała i pociągnęła za sobą chłopaka.
- Idziemy. To będzie sekretna misja, więc nikomu o niej nie mówmy. - zastrzegła i małymi kroczkami udała się w stronę wyjścia.

[Napisz gdzieś. ;)]
avatar
Hannah Parker
Uczeń

Liczba postów : 16
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Cardiff, Walia

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Lucy Wildwood on Pią 29 Cze - 0:26

Zamyślona pojawiła się w pokoju wspólnym, a pod pachą taszczyła torbę świeżo wypożyczonych z biblioteki książek. Teraz wystarczyło tylko znaleźć jakieś dogodne miejsce. Ze skupieniem rozejrzała się wokół. Nie mogła wybrać pierwszego lepszego fotela. Musiał być odpowiednio ustawiony i odpowiednio wygodny. W końcu jej wybór padł na jeden z tych znajdujących się najbliżej okna. Szybkim krokiem ruszyła w jego kierunku. Rozsiadła się wygodnie, a po chwili na jej kolanach znalazła się gruba książka. Odetchnęła głęboko i pogładziła ręką okładkę. Był to dla niej wręcz rytuał. Otworzyła książkę i jej wzrok przez chwilę skupił się na tytule - Myrtle i gnijące drzewo. Uwielbiała pogrążać się w świecie fantazji. Za każdym razem przeżywała to tak samo intensywnie. I tak jak zawsze, tak i teraz przeszedł ją przyjemny dreszczyk. Jeszcze raz odetchnęła głęboko i przewracając stronę tytułową, pogrążyła się w lekturze...
avatar
Lucy Wildwood
Uczeń

Liczba postów : 7
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Combe, Irlandia Płn.

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Dennis Mitchel on Pią 29 Cze - 11:29

Dennis wbiegł do pokoju gryfonów w pełnym biegu. Było blisko, a nakryłby go na gorącym uczynku Flich! Uuuu, wolał nie myśleć co by się stało. W każdym razie zatrzasnął drzwi i poczuł się spokojniej. Zauważył jakąś dziewczynę w pokoju. Czytała książkę. Zauważył, że są to "Myrtle i gnijące drzewo" - uuu, czyżby zielarstwo? Niedobrze, trzeba coś zrobić. Podszedł do fotela obok i spokojnie usiadł. Patrzył przez chwilę uważnie na dziewczynę. Zdawał się, że nic nie zauważa, więc "przez przypadek" tupnął nogą w ziemię. Ciekawiła go reakcja czwartoklasistki na "młodego" siedzącego w fotelu obok i próbującego zwrócić na siebie uwagę. Czy Lucy coś zrobi... ? A może po prostu go zignoruje?
avatar
Dennis Mitchel
Uczeń

Liczba postów : 7
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Manchester

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Lucy Wildwood on Sob 30 Cze - 19:25

Książka wciągała ją coraz bardziej i bardziej. Przestała zwracać uwagę na otaczający ją świat. Pochylona nad pożółkłymi stronami, przygryzając wargi, z uwagą śledziła przygody Myrtle. Właśnie teraz młoda czarodziejka wchodziła do jednej z tych mrocznych, niebezpiecznych jaskiń jakich mnóstwo jest w książkach przygodowych. I coś się tam poruszało... W głębi... Serce dziewczyny biło coraz szybciej. Aż nagle w pokoju Gryfonów coś upadło. Drgnęła przestraszona i rozejrzała się wokół. Jej wzrok spoczął na chłopcu siedzącym na fotelu obok. Nie znała go bliżej, ale kojarzyła. Zmarszczyła brwi i spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
avatar
Lucy Wildwood
Uczeń

Liczba postów : 7
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Combe, Irlandia Płn.

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Liam Peck on Wto 21 Sie - 18:19

Powoli zbliżał się wieczór, a wraz z nim upragniony odpoczynek po całym dniu pracy. Najpierw zielarstwo, na którym strącił donicę, która na dodatek spadła mu na stopę, potem eliksiry, na które zapomniał donieść wypracowania (naprawdę nie wiedział jak to się stało), a potem jeszcze incydent z młodszym Gryfonem, którego nieumyślnie strącił ze schodów, gdy spieszył się na obronę przed czarną magią... Liam nie mógł i nie chciał dłużej ukrywać zmęczenia; z ledwie wymruczanym przywitaniem wyminął znajomych Krukonów w drodze przez korytarz, zapomniał przeprosić potrąconej ramieniem dziewczyny, a słów drwiny rzuconych z ust przechodzącego Ślizgona nawet nie skomentował. Powolnymi krokami wspiął się do portretu Grubej Damy, rzucił niewyraźnie hasło i przeszedł do środka.
Nagle torba spoczywająca na jego ramieniu wydała się jeszcze cięższa, oczy bardziej zmęczone, a umysł jeszcze bardziej przyćmiony. Stopy same zaprowadziły go do najbliższego wolnego fotela, na który chłopak opadł bez tchu, nie zważając już na nic ani na nikogo uwagi. Ważne było to, że wreszcie mógł chwilę odsapnąć. Poluzował krawat okalający jego napięty kark i rozpiął górne guziki koszuli. Wyciągnął przed siebie długie nogi, osunął się w siedzeniu i odchylił głowę na miękkim oparciu. Już nic nie mogło się wydarzyć. No, co za ulga...
avatar
Liam Peck
Uczeń

Liczba postów : 35
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lerwick, Szetlandy

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Shirley Collins on Wto 21 Sie - 23:24

Shirley siedziała sobie spokojnie po turecku przed kominkiem, pisząc nieprawdopodobnie nudną pracę na temat groźnych zaklęć oddziałujących na umysł. Zaklęcie oszałamiające... zaklęcie otumaniające... zaklęcie zapomnienia... zaklęcie usypiające... Ziew. Wygląda na to, że to na mnie ktoś rzucił zaklęcie usypiające, pomyślała.
Akurat gdy oderwała znużony wzrok od pergaminu, by rzucić okiem na otoczenie, zauważyła wchodzącego do salonu Liama, wyraźnie zmaltretowanego kataklizmem zwanym poniedziałkiem. Całe jego szaty były przybrudzone i w nieładzie (ach, te eliksiry i zielarstwo...). Chłopak, nie dostrzegając chyba niczego wokół, z ciężkim westchnieniem rzucił się na fotel obok, praktycznie natychmiast zapadając w drzemkę.
Zaklęcie orzeźwiające?
- Hej, Liam! Jak ci minął dzień? - zapytała i natychmiast roześmiała się w odpowiedzi na jego potępiające spojrzenie. - Taaa... Snape nie rozpieszcza swoich uczniów, co? Ale chyba nie zapomniałeś, dokąd idziemy dziś wieczorem?
Po chwili uśmiechnęła się łobuzersko.
- No, czyżbym zauważyła błysk ożywienia w umęczonych oczętach?
avatar
Shirley Collins
Uczeń

Liczba postów : 43
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

http://hogwart.soglam.net/t1929-shirley-collins

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Liam Peck on Sro 22 Sie - 13:05

Przeciągły, rozpaczliwy jęk jaki wydarł się z ust chłopaka był chyba opłacony ostatkiem sił. Powoli podniósł ociężałą rękę do głowy i ułożył ją pod karkiem, starając się utrzymać zmęczony wzrok na koleżance. Westchnął głęboko, patrząc na nią błagalnie, starając się przygotować na kolejny wysiłek, jakim miało być wykrztuszenie z siebie kilku zdań.
- Idziemy? Dziś wieczorem? - Spytał z niedowierzaniem i, jakby nie patrzeć, nutą nadziei, że być może tylko się przesłyszał. Tak, na pewno się przesłyszał. Przecież to poniedziałek, początek całego długiego tygodnia, koniec potwornie męczącego dnia. To niemożliwe, że coś miało się dzisiaj dziać. Jeszcze. - Ale gdzie?
Chcąc nie chcąc, jego umysł znów zaczął pracować na wyższych obrotach. Gdy Shirley poruszyła jeden trybik, wprawiła w ruch wiele innych, zadręczających teraz Liama pytaniami o to, co jeszcze wydarzy się tego dnia, jak bardzo będzie zmęczony, kiedy w końcu będzie mógł paść na swoje wygodne, miękkie łóżko. I o czym najwyraźniej zapomniał...
avatar
Liam Peck
Uczeń

Liczba postów : 35
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lerwick, Szetlandy

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Shirley Collins on Sro 22 Sie - 14:53

Z rozbawieniem obserwowała grymasy mające zakomunikować jej, jak bardzo nienadający się do niczego jest dręczony nieszczęśnik.
- No już, nie marudź. Dziś pełnia, o północy zakwitną te srebrzyste blekotki, które znaleźliśmy na skraju Lasu, opowiadałeś, jak by to było pięknie je samodzielnie zebrać i uwarzyć jakiś tam głupi eliksir. No więc trzeba pójść i zebrać, tak? Wyjdziemy tym samym przejściem, co zwykle...
A esej o zaklęciach napisze się kiedy indziej i wszyscy będą zadowoleni.
- Przy odrobinie szczęścia uwiniemy się w pół godziny i nikt niczego nie zauważy. Być może nawet Snape nie potraktuje nas "niechcący" Cruciatusem. - Skrzywiła się ironicznie na samą myśl o możliwości nocnego spotkania z tym cholernym nietoperzem. - Więc jak, dasz radę?
avatar
Shirley Collins
Uczeń

Liczba postów : 43
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

http://hogwart.soglam.net/t1929-shirley-collins

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Liam Peck on Sro 22 Sie - 19:25

Jeszcze jedno głębokie westchnienie i chłopak był gotów podjąć tę ciężką decyzję. Łóżko czy błonia? Blekotki czy poduszki? Odpoczynek czy kłopoty...?
Podniósł dłoń do szyi, rozluźnił bardziej krawat i ściągnął go przez głowę, patrząc na Shirley. Już nieraz widział te chochliki w jej oczach i wiedział, że odmowa nie miałaby zupełnie sensu - właściwie po prostu nie wchodziła w grę. Uśmiechnął się mimowolnie pod nosem i dźwignął na nogi, które choć wcześniej odmawiały ze zmęczenia posłuszeństwa, teraz znów zdały się być gotowe do akcji.
- Dobra, chodź - mruknął do dziewczyny, czując już radosne ożywienie i założył ramię leżącej obok torby na bark. - Tylko naprawdę nie możemy rzucać się w oczy, bo akurat Snape'owi dzisiaj podpadłem - dodał, zerkając w jej stronę.
avatar
Liam Peck
Uczeń

Liczba postów : 35
Czystość krwi : czysta
Skąd : Lerwick, Szetlandy

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Shirley Collins on Sro 22 Sie - 19:51

- Och, będziemy cichutko jak myszki, niewidoczni jak cienie. Jak zawsze - Shirley jak dziecko ucieszyła się z towarzystwa na kolejnej zabawnej wyprawie. Już czuła na twarzy powiew zimnego nocnego wiatru hulającego na zewnątrz. Nie odstraszał jej nawet fakt, że w tę jasną księżycową noc mogą zostać łatwo zauważeni na ośnieżonych jeszcze błoniach. Och, przecież tak naprawdę nie robią nic złego, prawda?
W pokoju wspólnym o tej porze było już pusto - nikt nie chciał zarywać nocy już na początku tygodnia. Tylko w jednym fotelu pochrapywała cicho jakaś drugoklasistka zwinięta w kłębek. Cicho wyszli na korytarz, strofowani półgłosem przez zaspaną Grubą Damę, która choć nigdy nie pochwalała nocnych eskapad Shirley, nie chciała narażać Gryffindoru na dalszą utratę punktów.
W przyjaznym mroku, bezszelestnie stąpając po miękkim dywanie, przemieszczali się pewnie w kierunku tajnego przejścia, które zaprowadzić ich miało wprost na błonia.

//Shirley i Liam idą przez błonia na skraj Zakazanego Lasu.
avatar
Shirley Collins
Uczeń

Liczba postów : 43
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Londyn

http://hogwart.soglam.net/t1929-shirley-collins

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Gabriel Smith on Sob 20 Paź - 1:49

Czekał na nią w pokoju wspólnym. Już od kilku dni szukał okazji, by ją spotkać sam na sam i móc spełnić swój plan. Wszystko miał ustalone. WSZYSTKO. Musiał tylko spotkać ją sam na sam i namówić na wspólny spacer. Dopilnować, żeby nikt ich nie zobaczył, jak wychodzą razem. Pestka. Frances nie odzywała się. Dopilnuje więc, by milczała. Zdradziła? Czy stchórzyła? Właściwie to bez znaczenia. Kiedy zacznie swój terror, znajdą się ludzie, którzy za nim pójdą. Znajdą się ostatni sprawiedliwi, ostatni wyznawcy Czarnego Pana! Prawdziwi jego poplecznicy! Był już pewien czego chce. Zerwał kontakt z Cassandrą. Już tak dawno jej nie widział... Shira też się z nim nie kontaktowała. Ona powinna być następna. Będzie następna! Szlama... Szlama, która kala jego przeszłość! A Hannah? Powinna umrzeć dla zasady. Ostatnią szansę da jej dziś i niech wie - niech spojrzy mu w oczy i wie, że wybiera pomiędzy śmiercią, a życiem. Wiedział, że ona i tak do niego nie przystąpi. To nie w jej stylu... Wybierze śmierć? Czy zacznie błagać o życie? Miał nadzieję, że będzie błagała, że będzie cierpiała! A więc tak czy inaczej umrze. Już dość czasu żyła na tym świecie. Niech zacznie się szerzyć strach wśród uczniów Hogwartu, bowiem powraca prawdziwy horror, prawdziwa przyczyna ich lęków! Powraca ktoś, kto faktycznie chce kontynuować dzieło swego Mistrza, kogoś, kto ma ambicje, kto chce go wskrzesić i zostać jednym z jego najzagorzalszych popleczników. Być może stanąć niemalże u jego boku? Zostać najważniejszym z tej bandy tchórzy, którzy nawet nie próbują przywrócić swego Pana do życia!
Usiadł na fotelu przy kominku. Rozsiadł się i podparł głowę na ramieniu, wpatrując w ogień trzaskający na czerniejących kawałkach drewna. Czekał.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Leanne Macpherson on Czw 1 Lis - 3:47

Swoimi słowami Blaze po prostu wyprowadził ją z równowagi. Zszokowana wpatrywała się w niego z szeroko otwartymi oczami, słuchając potoku słów. Dlaczego tak nagle z tym wszystkim wyskoczył? Czy zasugerowała coś takiego swoim zachowaniem? Raczej nie. Przynajmniej tak jej się wydawało.
- Niczego od Ciebie nie oczekuję! W ogóle pierwszy raz w życiu z Tobą rozmawiam. Nie znam Cię. Pomogłeś mi, ok. Jestem Ci wdzięczna, ale nie mam zamiaru się zwierzać. Nie zwierzam się nieznajomym. - Miała ochotę dodać do tego parę kąśliwych uwag, ale się powstrzymała. Lepiej już teraz nie zaczynać kłótni. - Tak. Masz rację, moje życie - moja sprawa. - Odwróciła głowę i ruszyła do przodu.
Gdy weszli do zamku, od razu poczuła przyjemne ciepło. Chwilę potem chłopak znów się odezwał. Jego słowa utwierdziły ją w przekonaniu, że kompletnie go nie rozumie.
-Owszem. - Wydusiła ze zdziwioną miną. Nie rozwinęła jednak bardziej swojej wypowiedzi. Blaze dał jej wcześniej do zrozumienia, że nie ma ochoty na pogaduszki i ona zresztą podzielała jego postawę. Poza tym właśnie doszli do portretu Grubej Damy i trzeba było przypomnieć sobie hasło.
W pokoju wspólnym było jeszcze cieplej niż w holu i na korytarzach, a przede wszystkim było znacznie przytulniej. Myśli Lee zaczęły krążyć wokół dormitorium i ciepłego łóżka. Zastanawiała się też czy chłopak nadal chce realizować swój plan z siedzeniem razem przy kominku. Szczerze w to wątpiła. Poza tym w obecnej sytuacji chyba nie był to najlepszy pomysł. Odwróciła się w jego stronę i założyła włosy za ucho. No cóż, nadszedł ten moment. Chyba trzeba będzie podziękować, a niestety panna Macpherson niezbyt przepadała za tymi "trzema magicznymi słowami"...w szczególności za słowem "dziękuję".
avatar
Leanne Macpherson
Uczeń

Liczba postów : 75
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Blaze Yeats on Sro 7 Lis - 0:42

//Wybacz, że kazałem Ci czekać... Swoją drogą - strzelili nam w kolano, bo zrobili lato, a my zaczęliśmy akcję zimą, więc powiedzmy, że dokończmy to wszystko w klimatach mroźnych.

Co też mogłem jej wtedy powiedzieć. Byłem zły. Trochę na siebie, trochę na nią, za jej wszystkie zachowania, za wszystkie uwagi, za to że w ogóle przerwała mi wieczór tak brutalnie sprowadzając na ziemię. Czy jednak mogłem ją winić za to, że żyje tak jak chce? Przecież to jej problem jak spędza swój czas wolny i nie powinno mnie to w żaden sposób uwierać - nie chciałem tylko patrzeć na czyjeś upadki, a Leanne wyraźnie była jedną z tych osób, która staczała się powoli na dno egzystencji. Ona chyba też była zła, a przynajmniej takie sprawiała wrażenie.
Chociaż byliśmy w zatłoczonym pokoju wspólnym, miałem ochotę zrobić jej awanturę - cóż za tępe uczucie. Gotowałem się ze złości, chociaż sam nie wiedziałem dlaczego tak bardzo irytowała mnie jej postawa i stan w jakim się znajdowała. Odwróciłem wzrok.
- Idź, połóż się spać. - Powiedziałem trochę zbyt oschle, nie patrząc jej w oczy. Nie miałem zamiaru jej przepraszać, nie oczekiwałem też podziękowania. Wiecie jak to jest, kiedy coś zaczyna was w pewnej chwili irytować tak, że aż swędzi was w środku? W pewnej chwili naszego spotkania coś takiego właśnie mi się przytrafiło i powoli sięgało apogeum. Nie pytajcie o przyczyny, bo wtedy jeszcze ich nie znałem.
avatar
Blaze Yeats
Dorosły

Liczba postów : 71
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Exeter, Devon

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Leanne Macpherson on Czw 8 Lis - 20:15

Gdy odwróciła się do Blaze'a z zamiarem podziękowania albo chociaż próby podziękowania za pomoc, zauważyła, że chłopak wygląda jakby powstrzymywał wybuch. Jakby był zły. Zastanawiała się o co mu chodzi. Co chwilę zachowywał się inaczej. Raz był, miły, raz nią gardził, chwilę potem wyrzucał z siebie monolog, w którym dawał jej do zrozumienia, że nie jest zbyt szczęśliwy z powodu, że ją spotkał, potem znowu miły, a teraz to. Nie rozumiała go kompletnie, ale nie miała ochoty teraz się nad tym zastanawiać. Zaniechała podejmowania prób dziękowania i postanowiła mu tylko oznajmić, że idzie spać i rzucić jakieś "dobranoc" czy coś w tym stylu. Jednak ledwo otworzyła usta, usłyszała oschły ton chłopaka, na co od razu je zamknęła. Kiwnęła już tylko głową, odwróciła się i ruszyła w stronę schodów prowadzących do dormitoriów dziewcząt. Nie obróciła się już w stronę Blaze'a. Jedyne czego chciała to zapomnieć o całej tej niezręcznej sytuacji, o sytuacji z matką, najlepiej o wszystkim i położyć się spać.

[zt.]
// Zaczynać gdzieś coś na trzeźwo?
avatar
Leanne Macpherson
Uczeń

Liczba postów : 75
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Liverpool

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Blaze Yeats on Wto 13 Lis - 4:42

//Wybacz, że kazałem Ci tyle czekać... Jasne! Zaczynaj :).

Spojrzałem na nią i nie wiedziałem co teraz powiedzieć, jak się zachować. Wtedy jeszcze nie wiedziałem ile może dla mnie znaczyć, ani tego jak się potoczy nasz los... Cholera - była dla mnie wtedy po prostu smarkulą, którą musiałem zaprowadzić do zamku, bo sama by sobie nie poradziła. Miałem świadomość, że jeśli nie życie, to na pewno uratowałem jej zdrowie. Oszczędziłem jej też bólu odmrożeń, albo co gorsza - groźby hipotermii. Nie liczyłem na żadne słowa wdzięczności. Najbardziej chciałem, żeby już zeszła mi z oczu. Nie rozumiałem tego irracjonalnego obrzydzenia jej postawą. Nieraz widziałem pijanych ludzi. To wszystko był na pewno efektem mojej opinii na jej temat. Głupiej opinii, bo zbudowanej na fundamentach słów, które wypowiedzieli inni ludzie. Niektórzy obcy mi, niektórzy obcy jej. Nigdy nie powinno się tak oceniać nikogo. A jednak.
- Powinnaś już iść spać... - Powiedziałem tylko szorstko i sam odszedłem w stronę dormitorium, żeby móc już się położyć spać. Nie miałem ochoty z nikim gadać, ani tym bardziej odpowiadać na pytania - co też ja z nią tam robiłem i dlaczego przyszliśmy razem.
Później czułem się głupio... mieliśmy porozmawiać, posiedzieć razem... później tego żałowałem. Dużo później.
avatar
Blaze Yeats
Dorosły

Liczba postów : 71
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Exeter, Devon

Powrót do góry Go down

Re: Salon Gryffindoru

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach