Wąski korytarz

 :: Korytarze

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Wąski korytarz

Pisanie by Mistrz Gry on Pon 11 Sty - 3:03

Niskie sklepienie, ściany umieszczone blisko siebie, marmurowa posadzka. Znajduje się tu kilka okien z wąskimi parapetami. Nie wisi tu zbyt wiele obrazów – raptem kilka portretów i jeden czy dwa obrazy przedstawiające piękny krajobraz. Tuż pod sufitem umieszczone są nieco skromne żyrandole z krótkimi, pulchnymi świeczkami. Korytarz ów prowadzi prosto do drzwi na strych. Jest to dosyć ponure miejsce, rzadko odwiedzane przez uczniów. Dwoma słowy – nic specjalnego. Ot, korytarz jakich wiele plus chłód i mroczny klimat. Jeśli ktoś lubi takie miejsca – zapraszam serdecznie. Jednak na mnie tu nie czekajcie, gdyż raczej się tu nie zjawię.
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Drew Huntington on Nie 19 Wrz - 20:42

Początek szkoły. Znów nauka. Znów harmider młodocianych, zagubionych pierwszoroczniaków, którzy nie wiedzą gdzie znajduje się dana sala. Zabłąkane owieczki, które patrzą wielkimi załzawionymi oczyma na każdego cynicznie uśmiechającego się Ślizgona. Szukają wielkodusznych gryfonów, którzy łaskawie i z cierpliwością wytłumaczą im gdzie znajduje się ich dormitorium, gdzie jest łazienka bądź Wielka Sala.
Jak zwykle stał z zaciśniętymi szczękami, wpatrując się w krajobraz za oknem. Stał może z pół metra od szkła, a jego myśli nie odbijały się niczym na jego twarzy. W zaciemnionym korytarzu czuł się swobodnie, a przede wszystkim nie czuł na sobie żadnego spojrzenia. O tak, doskonale słyszał podszepty niedorostków na temat jego nagłego zniknięcia i równie rychłego pojawienia się w Hogwarcie.
„- To Huntington. – Cii.. nie wymawiaj tego nazwiska!” Przyciszone szepty podekscytowanych gówniarzy. Wystarczy jedno spojrzenie przez ramię, a oni od razu odwracają głowę i uciekają gdzie pieprz rośnie. Nie było mu w smak użerać się nad tymi wszystkimi docinkami i wiedział doskonale, że emocje opadną po miesiącu, może dwóch najdłużej. Wszystko wróci do normy, do swoich danych miejsc. Będzie przemierzał korytarze gryząc się raz po raz z kilkoma osobami, odrabiał prace i będzie grzecznie przygotowywał do OWUTEMów. "Grzecznie".
Stał z rękoma skrzyżowanymi na klatce piersiowej, w swetrze z naszywką Zielonych. Prawie jak posąg, ot co.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Étaín Seward on Nie 19 Wrz - 21:05

Mówi się, że skleroza nie boli. Étaín twierdziła inaczej, a co więcej mogła się przekonać o słuszności swojego zdania na własnej skórze. Ciesząc się niedzielą i ostatkami wolności, spędziła z Adrienem kilka godzin na strychu, prowadząc niebywale kontrowersyjną konwersację na temat mugolskiej muzyki - niewiele trzeba, aby się domyślić, że to Puchonka nawijała jak najęta, a jej przyjaciel miarowo kiwał głową, upewniając ją w przekonaniu, że słucha (próżno dochodzić, czy zrozumiał choć trzy zdania z niekończącego się monologu Seward). Gdy wreszcie postanowili wrócić do własnych zajęć, ona zeszła do sutereny i już miała zabierać się za pracę domową, odkryła, że z tego całego rozkojarzenia zostawiła podręcznik do transmutacji na strychu. Chcąc nie chcąc, musiała wrócić na siódme piętro, zmagając się z własnymi słabościami. Schody przerażały ją od zawsze - nieustanna wędrówka pod górę, wysiłek, który trzeba włożyć w osiągnięcie celu... podczas wspinaczki zawsze nachodziły ją wątpliwości. A raczej zawsze, gdy nie miała kogoś u swojego boku i nie mogła zająć myśli bezsensownym trajkotaniem, nie posiadającym ani ładu, ani składu.
Ubrana w czarne rurki i przydługą koszulę w marynarskie paski, którą podarował jej Calvagh przy ostatniej wizycie, pokonywała dystans, dzielący ją od podręcznika. Włosy o barwie karmelu nieposłusznie wymykały się z luźno splecionego warkocza i nieustannie łaskotały ją po twarzy. Gdy wreszcie dotarła do wąskiego korytarzyka, od razu dostrzegła rudą czuprynę. Huntington wyglądał jak znak ostrzegawczy, gdzie by się nie pojawił. Zazwyczaj zaatakowałaby go jakimś paskudnym zaklęciem, jednakże perspektywa czekającego na nią wypracowania odciągnęła ją od takich myśli. Postanowiła przemknąć się obok niego niezauważenie - w gruncie rzeczy, nie powinna mieć z tym problemu, niski wzrost bywa przydatny.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Drew Huntington on Nie 19 Wrz - 21:22

Wpatrywał się najprawdopodobniej w ciągnący za oknem wieczorny pejzaż. Równie dobrze mógł przecież patrzeć na swoje odbicie w szkle, prawda? Nie, nie prawda. Nie był typem narcyza, a teraz miał chwilę odpoczynku, w której ani nie musiał rozmawiać z bratem, ani też udawać, że słucha wywodów na temat czegoś tam. Może zbierał siły na docinki, które będzie kierował do wrogo nastawionych do niego osób? Przypuśćmy Williama. Mrugnął powiekami, ale wciąż był zagłębiony w swoim umyśle zamkniętym na klucz.
Gdyby nie to, że wycofał ostrość obrazu na szybę, nie spostrzegłby ot tak przemykającej obok osoby. Na początku nawet jej nie poznał – w końcu nie było go kilka soczystych miesięcy, nie zdążył zauważyć zmian zachodzących w charakterystycznych dla niego osobach. Poruszył głową, a dopiero potem dołączyły do tego ramiona i obrócił się. Niemalże od razu wbił wzrok w filigranową postać, starając się przypasować do niej imię. Męska koszula mogła zdradzać to, że ma do czynienia z chłopakiem gdyby nie jeden bardzo istoty fakt. Włosy wychodzące z warkocza były szczegółem, którego nie dało się przeoczyć. A on znał tylko jedną osobę o takim kolorze głowy. Ot.
- Zgubiłaś drogę, Seward? - Jak zwykle zgryźliwy ton przyozdobiony nutką kpiny. Czy ona miała go za jakiegoś głupka, że nie zauważy jej w tak wąskim korytarzu? Jego oczy niemalże wpiły się w jej sylwetkę, jakby chłopak chciał przewiercić ją do ściany samym spojrzeniem.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Étaín Seward on Nie 19 Wrz - 21:38

Jeśli zauważyło się Étaín, nie było siły, aby jej nie rozpoznać. Tylko ona mogła poszczycić się tak wątpliwym wzrostem i tak filigranową figurką. Również jej styl ubierania się należał do dosyć rzadkich wśród dziewcząt - owszem, w tych koszulach można było podziwiać również jej braci, bo to właśnie z ich szaf je wyciągała, jednakże płeć piękna preferowała bardziej dopasowane ciuchy. Zazwyczaj również robiła wokół siebie sporo zamieszania. A że dzisiaj ta reguła została zachwiana, to już niestety zupełnie inna bajka.
Przystanęła na chwilę, obdarzając chłopaka przelotnym spojrzeniem; nie można powiedzieć, by tęskniła za nim, kiedy go nie było. Nie musiała uważać go za głupka (co nie znaczy, że nie miała o nim takiego zdania) by móc wysnuć takie przypuszczenia. To wszystko kwestia prostej matematyki: ona była niebywale niziutka - kto inny w szkole mierzy ledwo metr pięćdziesiąt? - chudziutka i w dodatku potrafiła poruszać się praktycznie bezszelestnie. On natomiast był sporo wyższy od niej i wpatrzony w widok za oknem, a że mogła przemknąć się obok niego bezkolizyjnie... istniała spora szansa, że może jej nie zauważyć. Spojrzała na niego lekceważąco; dzisiejszego wieczoru nie da mu się sprowokować.
- Wręcz przeciwnie. Doskonale wiem, dokąd zmierzam - odparła spokojnie. Teraz nie miała czasu na potyczki słowne ze Ślizgonem; musiała zabrać swoją książkę i wreszcie wziąć się za wypracowanie na jutro. Uparcie powtarzając w myślach frazę: zadanie domowe, odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę strychu, starając się nie zwracać uwagi na rudego.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Drew Huntington on Nie 19 Wrz - 22:00

Spieszyła się. I za wszelką cenę starała się uniknąć kontaktu z nim, by gdzieś zdążyć.
- Aa.. rozumiem, gonisz za swoim ogonem. – Rzucił luźno w odpowiedzi, wypierając wszystkie emocje ze swojego głosu. Nie było to trudne, gdy się nie czuło zbyt wiele. W każdym razie naszła go niezmierna ochota na podręczenie tej małej istotki. Ot, nie z nudów, ale on się właśnie za tym stęsknił. Za docinkami z jej strony i jakimiś niezbyt mocnymi słowami, które mogłyby go uderzyć.
W każdym razie dziewczyna nie uciekła mu zbyt daleko. Pomimo tego, że była niższa od niego o niecałe 30 centrymetrów i o wiele zwinniejsza, swoimi krokami mógł ją dogonić wystarczająco szybko. Trzy kroki jego – półtora jej. Albo dwa jego, jeden jej? A kto by to liczył. Sęk w tym, że efekt został zamierzony: podążał za nią, a dokładniej za jej plecami z kciukami zahaczonymi o kieszenie spodni. Jasnym było to, że nie zamierzał jej tak łatwo odpuścić, o nie. Będzie drążył jej dziurę w brzuchu tak długo, jak zechce. Podręczny i podroczy się z nią dla czystej satysfakcji. W końcu nie miał jeszcze jawnej okazji tego robić nawet na drugoklaściście. Patrzenie w oczy przerażonemu człowieczkowi to jedno. Rzucanie sarkastycznymi uwagami to drugie.
- Jak widzę to nie ogon, ale twój rozum. Chyba ostatnio widziałem go w tym zapomnianym korytarzu bez sal lekcyjnych. – Druga próba wyprowadzenia jej z równowagi. Czy zadziała?
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Étaín Seward on Nie 19 Wrz - 22:56

- No proszę, strzępił ci się język przez wakacje. Twoje uwagi stają się coraz mniej sensowne - odparła, nie zwracając na niego większej uwagi. Niestrudzenie kontynuowała marsz, powtarzając w myślach swoją mantrę. Wiedziała, że chciał ją wytrącić z równowagi, jednakże nie zamierzała dać mu tej satysfakcji. Praca domowa przede wszystkim. Swoją drogą, zastanawiające dlaczego i on nie ślęczy nad książkami. W końcu są w tej samej klasie.
Choć jego obecność, łażenie za nią krok w krok powoli zaczynało burzyć ją w środku, nie chciała dać się sprowokować. Owszem, drążył jej dziurę w brzuchu - a właściwie zaczynało ją korcić, by gwałtownie obrócić się na pięcie i władować mu pięść prosto w splot słoneczny. Patrzeć chwilę, jak zwija się z bólu, by potem odejść z nosem zadartym wysoko do góry. Jednakże nigdy nie uderzyła tego Ślizgona, nie wiedziała, jak zareaguje na cios. Wszak mógł się okazać silniejszy, niźli myślała. Bójka, kłótnia mogłaby nie tylko ściągnąć na jej głowę kłopoty, ale również odciągnąć myśli od wypracowania.
- Masz jakiś kompleks, Huntington? - warknęła, wciąż brnąc w kierunku drzwi - Permanentny brak rozumu i ambicji chyba daje ci się we znaki.
Wreszcie dotarła na strych, szybko odnalazła swój podręcznik, ale niestety wychodząc zderzyła się czołowo (o ile można to tak nazwać, bowiem jej głowa znajdowała gdzieś w okolicach jego brzucha) ze Ślizgonem. Prychnęła i skrzyżowała chude ramionka na piersi.
- Przepuść mnie - poleciła hardo. Jednakże widząc, że chłopak nie zamierza jej posłuchać, dobyła różdżki - Przepuść mnie - powtórzyła.
I na tym by się skończyło unikanie kłopotów.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Drew Huntington on Pon 20 Wrz - 17:24

Nie skomentował jej uwagi, idąc z nią krok w krok, nie pozwalając odejść chociażby na metr. Przyglądał się zmianom, jakie w niej zaszły i nie znalazł prawie niczego, co by już widział. Wciąż nosiła szerokie koszule/bluzki/bluzy swoich braci (bądź kogoś innego, nie potrafił ocenić), wąskie rurki, a jej figura niczym nie zaspokajała potrzeb normalnego mężczyzny. Pośladki to może i miała kształtne, ale były w chwili obecnej ukryte. O biuście to wypowiedzieć w ogóle się nie mógł. Gdyby nie delikatniejsze, dziewczęce rysy twarzy, odpowiednia figura i długie włosy – nie powiedziałby, że Etain wygląda z daleka jak dziewczyna. Zwyczajnie, ot tak. Dodatkowo, miała w sobie więcej krwi mugola niż ktokolwiek kogo znał. Nie licząc mugolaków oczywiście. No, ale wracając do sedna sprawy: dotarli oboje na strych, na który wparowała dziewczyna bez żadnego ostrzeżenia. Było tu ciemno, ale nie nieprzyjemnie – na pewno nie dla niego. Domyślał siętego, że dziewczyna jak najszybciej będzie chciała się pozbyć jego obecności i zwieje. Dlatego oparł się barkiem o futrynę, uniemożliwiając jej tym samym zniknięcie z horyzontu jego wzroku. Dodatkowo przeniósł ciężar ciała na prawą nogę, zginając drugą i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Więc dziewczyna praktycznie wyhamowała na jego ramionach. Warknął pod nosem, ale nic więcej nie powiedział.
- Z pewnością nie takie, jakie ty masz. – Odparował miękko, wpatrując się w jej nieudolną probę spojrzenia mu w oczy. Musiała dość wysoko zadrzeć głowę, zwłaszcza z tak bliskiej odległości w jakiej się znajdowali. Nie zrobił sobie nic z rozkazu, jaki próbowała na nim wymusić. O nie, stał ciężko wpatrując się w jej twarz zalanymi czernią oczyma.
Z tak agresywną postawą wyglądała naprawdę zabawnie, choć wiedział doskonale o tym, że nie może jej niedoceniać. Brakowało jeszcze jakiegoś światła, aby mógł ujrzeć rzucające wokół pioruny ślepia i zakrzywiona grymasem złości twarzyczka. Prychnięcie również nie okazało się skuteczne. Dopiero gdy sięgnęła dłonią po różdżkę zdawał się drgnąć. Jak było naprawdę? Ciężko ocenić. Nie zmienił swojej postawy, a przedłużał wiszącą nad nimi ciszę.
- Niech zgadnę: w przeciwnym razie rzucisz we mnie Drętwodą i odejdziesz w swoją stronę? – Zagadnął chłodno, nie mając najwyraźniej najmniejszego zamiaru ruszyć się sprzed jej ścieżki.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Étaín Seward on Pon 20 Wrz - 17:59

Étaín szczerze nie znosiła jego obecności; nie wiedzieć dlaczego, przy nim zaczynała wątpić w swoją siłę i pewność siebie, w efekcie stając się jeszcze bardziej kąśliwą i agresywną. Wychodziła z założenia, że najlepszą obroną jest atak, więc każde spotkanie z tym paniczem kończyło się ostrą wymianą zdań. Gdyby nie czekające na nią zadanie domowe - tak, tak, będzie o nim pamiętała do znudzenia - już dawno wdawałby się w zawiłą konwersację i zaczęła obrzucać go błotem. Czasami odnosiła wrażenie, że ów Ślizgon działał na nią niczym płachta na byka. Poza kwestią wzrostu, nie miała żadnych problemów ze swym wyglądem. Może gdyby ubierała się inaczej, potrafiła podkreślić swoje atuty, takie jak dosyć długie nogi, szczupła talia i całkiem kształtny biust, mogłaby się wydawać chłopcom nawet atrakcyjna. Jednakże w zbyt luźnych ubraniach, wykradzionych z szaf braci lub przyjaciół, uwagę zwracała jedynie jej twarzyczka. Wyglądała jak mała, delikatna i rządna lizaków mała dziewczynka, a nie dorastająca kobieta. Tylko duże oczy, w których czaiła się złość, melancholia i smutek, nietypowe dla osoby w tak młodym wieku, mogły świadczyć, że nie jest małym dzieckiem. Ale kto w dzisiejszych czasach zwraca na nie uwagę? W drugą stronę wyglądało to zupełnie inaczej - nawet jeśli cokolwiek zmieniło się w wyglądzie Drew, ona z pewnością nie zwróciła na to uwagi. Widziała jedynie burzę kręconych, rudych włosów i ten kpiący uśmieszek, który miała ochotę zetrzeć mu z twarzy. Reprezentował sobą wszystko, czego nienawidziła w czarodziejach czystej krwi: przekonanie o własnej wyższości, dyskryminację płciową i pod względem krwi, chamstwo oraz niezbitą chęć dokuczenia komuś, czy wręcz zrobienia mu krzywdy.
- Nie pierdol - prychnęła, pokazowo się krzywiąc - Ja nie mam żadnych kompleksów, a ty właśnie przyznałeś się, że cierpisz z powodu braku rozumu. Wybacz, nie zostanę twoim prywatnym psychoterapeutą, nie mam zamiaru wysłuchiwać szlochów, że tatuś cię nie kocha i mam własne sprawy na głowie - zakpiła, nie potrafiąc dłużej gryźć się w język.
Ludzie zazwyczaj jej nie doceniali. Wychodzili błędnego z założenia, że dziewczę o tak niewinnej aparycji, filigranowej budowie oraz znikomym wzroście, nie może być równym przeciwnikiem. Wielokrotnie udowadniała innym, że w razie potrzeby potrafi uderzyć, a na boisku nie ma jej równych. Lata treningu z braćmi i na braciach czyniły swoje.
- Nie. Będziesz żałował, że nie rzuciłam na ciebie Drętwoty. Zejdź. Mi. Z. Drogi - wycedziła przez zaciśnięte zęby, nie opuszczając różdżki.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Drew Huntington on Pon 20 Wrz - 23:50

Istotnie: dziewczyna miała całkowitą rację z tym, że niewiele osób w obecnych czasach zwracało uwagę na oczy. Nie chciało zagłębiać się w nich, odszukiwać ważniejszych cech czy zwyczajnie próbować rozczytać drugą osobę. Nie miała, nikt nie miał pojęcia o tym, że Drew lubił wpatrywać się w duże oczy Etain. To, że jej nie znał nie oznaczało, że nie wpadła mu w oko. Były to jego myśli, o których bladego pojęcia nie miała większość ludzi uczęszczających do Howartu.
To, że ciemnowłosa nie odkrywała jawnie swojej sylwetki, chowając ją pod kilkoma płachtami materiału dodatkowo go korciło. Ale Drew nie potrafił się do tego przyznać nawet przed samym sobą. Zakazany owoc ponoć smakuje lepiej? To zdanie chyba by tutaj pasowało idealnie. Wychowany był w domu, w którym dbano o czystość krwi do przedłużenia rodu. Ale Drew potajemnie interesował się tymi dziewczynami, które na to nie zważały i pociągały go w taki sposób, o jaki wczesniej nie można byłoby go podejrzewać.
Teraz jednak stał przed dylematem niskiej wagi: odsunąć się czy też nie? Stał niewzruszony z brakiem kpin czy niesmaku wymalowanych na swojej twarzy, a jedynym wyrazicielem jego uczuć były wspomniane wcześniej oczy.
To, że nie dorównywała mu wzrostem nie oznaczało, że była niewinna i bezbronna. Wręcz przeciwnie – czyniło to z niej zwinnego wroga. W rękach Puchonki broń ta była niezwykle niebezpiecznie, gdyż potrafiła wykorzystać to mylne wrażenie dla własnych celów.
Stał przed nią niewzruszony, wciąż utrzymując twardy kontakt wzrokowy. Prychnięcie, kpina, ironia, ciężkie do przegryzienia słowa.
Tatuś? Oj, czyżby coś w jego sercu się poruszyło? Hm.. najwidoczniej do uszu żółtej niewiele plotek doszło na jego temat. Drgnął, ale wciąż się nie poruszył kątem oka obserwując końcówkę jej różdżki.
W gardle ugrzęzły mu słowa dotyczące jej wzrostu. Gdyby była kimś innym, na przykład Blackwellówną, z całą pewnością usłyszałaby jakaś docinkę na ten temat. Teraz jedynie zacisnął mocniej wargi, nie mogąc wypowiedzieć żadnej ostrej riposty. Godziła w jego dumę, ale czasem trzeba się ukorzyć.
- Szkoda, miałabyś dużą szansę. – Skomentował dopiero po kolejnej chwili milczenia, analizując jej słowa odosobnione i wyraźnie zaakcentowane. W każdym razie wyprostował swoją nogę, odsuwając przejście tak, że musiała przemknąć przez jego sylwetkę bokiem. Stojąc plecami opartymi o framugę. Nie rozplótł ramion, więc puchonka jak na razie mogła czuć się bezpiecznie. Również przymknął do połowy powieki, sprawiając tym samym wrażenie niezwykle znudzonego. I nic więcej. Ani okazania strachu z jej groźby, ani wyrzutów sumienia, ani jakiejkolwiek pokory. Niewiele o nim wiedziała, a to co słyszała.. cóż: to jedynie krótkie docinki z jego strony. Nigdy przedtem nie posłużył się do wyciągnięcia różdżki w czyjąś stronę. A raczej nigdy go nie przyłapano. W każdym razie, Etain miała takie samo mniemanie o nim jak prawie cała szkoła.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Étaín Seward on Wto 21 Wrz - 0:23

Oczy były pierwszą rzeczą, na którą Puchonka zwracała uwagę, gdy poznawała kogoś nowego. To właśnie w nich odbijały się wszelkie skrywane uczucia, można było odczytać z nich bijący fałsz czy nawet kłamstwo. Rzadko kto potrafił maskować emocje zawarte w spojrzeniu - a w tym rankingu panna Seward zajmowała ostatnie miejsce. Pomimo tego, że doskonale panowała nad mimiką twarzy, oczy zawsze ją zdradzały. Bazując na własnej słabości, starała się ją wykorzystać w odniesieniu również do innych. Właściwie, nawet podczas rozmowy ze starymi znajomymi, których przecież znała prawie na wylot, starała się utrzymywać kontakt wzrokowy.
Bynajmniej nie to miała na celu, chowając dziewczęce kształty pod luźnymi ubraniami. Chociaż mając czterech braci, tym samym po części zdając sobie sprawę jak myślą mężczyźni, powinna wiedzieć, że takie skrywanie pobudza jedynie ich wyobraźnie, nigdy nawet na to nie wpadła. Powód leżał chyba w tym, że traktowała chłopców jak kolegów, a nie potencjalnych kandydatów na partnera życiowego. W całej swojej dziecinności i naiwności pozostawała butną chłopczycą, która jeszcze nie dorosła do kontaktów damsko - męskich.
To nie dobrze - a przynajmniej z jej punktu widzenia - że zdawał sobie sprawę z jej zwinności i w gruncie rzeczy dostrzegał w niej przeciwnika. Traciła na elemencie zaskoczenia, ale nie tylko. O wiele łatwiej powalić kogoś, kto nie docenia jej możliwości.
Étaín stanęła w osłupieniu, wpatrując się w niego swoimi wielkimi, orzechowymi oczętami. Spodziewała się usłyszeć jakąś ciętą ripostę, ba!, byłaby mniej zaskoczona, gdyby dobył różdżki i potraktował ją jakimś paskudnym zaklęciem. Nigdy nie przypuszczała, że w takiej sytuacji mógłby ustąpić. Z podejrzliwością wpatrywała się w dziurę pomiędzy jego sylwetką a framugą drzwi, rozważając wszelkie możliwe scenariusze.
- To oznacza, że nie masz zbytniego powodzenia - odpowiedziała chłodno, po czym z lekkim wahaniem, ruszyła w kierunku przejścia.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Drew Huntington on Wto 21 Wrz - 10:00

Z pewnością, Etain mieszkając ze starszymi braćmi wiele się nauczyła – i to nie tylko werbalnych potyczek. O nie, zdołał usłyszeć o jej wyczynach, przy których doskonale posługiwała się różdżką. Ale jakoś nigdy nie czuł przed nią właściwej obawy. Zawsze mógł ją zaskoczyć bierną postawą, tak jak czynił to w tym momencie. Dlaczego to zrobił? Może z powodu pustego korytarza, który byłby jedynym świadkiem jego porażki bądź wygranej. Może odpuścił, bo nie miał ochoty wydobywać broni przeciwko dziewczynie, którą uważał za słabszą. A może po prostu odpuścił, bez większego powodu.
- Albo to, że tylko ty nadajesz się do tej roli. – kątem oka wciąż obserwował naszą główną bohaterkę, a jego uwadze nie umknęło zdziwienie czy wahanie w stawianych krokach. Tak, jakby podejrzewała go o to, że ponownie sięgnie różdżkę i walnie go jakimś zaklęciem profilaktycznie.
Jeśli chodzi o oczy.. u Drew była to nie lada zagadka do złamania. Głęboki brąz przechodzący w czerń, gdy znajdował się w ciemniejszych pomieszczeniach. Takie jak to. Jednym z dobrych rzeczy, co przyniosło mu wychowanie wśród Huntingtonów to perfekcyjne zakładanie masek. Zmienianie ich, gdy repertuar się zmieni, bez zbędnego schodzenia za kurtynę. Dopasowanie do każdej sytuacji, którą kultywował bardzo aktywnie przez ostatnie 2-3 lata. I teraz miał czym się pochwalić (dla niektórych jest to wada, dla niektórych zaleta) – jego oczy nie wyrażały praktycznie niczego, sprawiając ze obserwator widział w nich czystą obojętność. Ktoś spostrzegawczy ujrzy tylko negatywy takie jak gniew, pogarda czy nienawiść, a to bardzo mylne wrażenie. Działające na plus dla ślizgona.
- Z łaski swojej schowaj ten badyl. Jak widzisz – nie zamierzam cię atakować. – przeniósł spojrzenie na zbliżającą się dziewczynę. Praktycznie nie irytował go fakt ostrożności dziewczęcia, ale zwyczajnie chciał przedłużyć tę niebanalną wymianę zdań. Jego prawdziwym celem było odciągnięcie jej od tego, co właściwie zamierzała zrobić. Chyba.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Étaín Seward on Wto 21 Wrz - 15:40

No tak, Ślizgoni reagują tylko, jeśli ich liczebność przekracza liczebność przeciwnika przynajmniej trzykrotnie i tylko wtedy, gdy mogą dać popis swojej "siły". To dowodzi ich niebywałej odwagi, nie ma co. W każdym razie, nie zamierzała ubolewać, ponieważ Huntington nie przystąpił do kontrataku. Może i gdyby jej nie docenił, miałaby jakąś przewagę, ale po co psuć sobie dzień na wstępie i komplikować pisanie już i tak trudnego wypracowania?
- W takim razie, popierdoliło cię jeszcze bardziej - podsumowała, nie rezygnując z uprzedniego stanowiska. Jeszcze trochę i ich konwersacja zacznie zakrawać się na normalną rozmowę, a w przypadku tych dwojga było to chyba niemożliwe. Miała powody, żeby mu nie ufać - już choćby sama naszywka na jego bluzie mogła zostać uznana za wystarczającą. Nie trawiła Ślizgonów, bez żadnego wyjątku. W końcu, wszyscy byli tacy sami - wychowani twardą ręką, pozbawieni uczuć, oszalali na punkcie czystości krwi... Nigdy nie przejmowała się ich momentami bolesnymi uwagami, dotyczącymi jej pochodzenia. Kochała swoich braci, ojca, nieznaną matkę i nie zamieniłaby ich za nic w świecie, a już zwłaszcza nie dlatego, by zaimponować bandzie ograniczonych kretynów. Może właśnie dlatego tak często wdawała się we wszelakie bójki, nie tylko na pięści, ale również magiczne pojedynki.
Może właśnie dlatego pałała do niego tak ogromną niechęcią? Pomimo licznych starań, nigdy nie potrafiła dokładnie określić, co czuje czy też sądzi ten chłopak. Nic dziwnego, że traciła przy nim swoją pewność siebie - jego zachowanie nie trzymało się utartych stereotypów, powielanych na twarzach, ale przede wszystkim w oczach innych uczniów.
- I sądzisz, że zaufam ci, ot tak? - zapytała odrobinę cynicznie, aby dodać wiarygodności swoim słowom, pstrykając palcami. Jeśli już miała znaleźć się tak blisko niego, wolała pozostać uzbrojona.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Drew Huntington on Wto 21 Wrz - 20:58

Dziewczyna pod każdym względem widziała w nim ślizgona stereotypowego, nigdy się nie zagłębiając w prawdziwy sens jego słów. Ot, należał do domu węża, czystokrwisty synek bogatego śmierciożercy – musiał więc przypasować do danego wzoru bądź zbuntować się na całej linii. Drew nie miał własnego zdania w wieku 11 lat. I Tiara doskonale wiedziała o tym, że będzie pasował tu idealnie. Ciemnowłosa nie wzięła jednak istotnego faktu w ocenianiu jego wychowania: a mianowicie zapomniała o poczciwej babuszce von Bismarck, która wpoiła mu pozytywne cechy jak uprzejmość dla starszych, pomocność i wybaczanie. Tak, nauczyła go również wybaczać i nie mścić się za doznane krzywdy. Zabawne, prawda? Nie mógł jednak przestać uchodzić za Drew, którego wszyscy znali -
- Powtarzasz się moja droga. – Odpalił przenosząc spojrzenie wprost w jej orzechowe ślepka. Nie spodziewałby się tak ostrych słów ze strony jakiejkolwiek puchonki, gdyby nie poznał Etain. Ta dziewczyna wykraczała poza wszelkie przyjęte normy dotyczące dziewczyn – to tak, jakby chciała stać się chłopakiem. Zielony nie wnikał w to nigdy, ale różne myśli skakały mu po łbie. Nie zmieniał swojej pozycji, widząc jak podchodzi coraz bliżej, zaciskając mocno palce na 12 calowym drzewie różanym z domieszką włosia jednorożca.
- Będę z tobą szczery – gdybym miał sam sobie zaufać, nie zrobiłbym tego. – Gest litości? Nie, chyba nie w jego wykonaniu. W jej głosie czuł jedynie ironię i jakąś sztuczną wyższość, którą podpisał pod próbę ukazania ‘oh, jaka ja jestem silna i groźna’ podobnie jak to się stało z odruchem wyciągnięcia magicznego kijka. Jego własny znajdował się grzecznie w przedniej kieszeni spodni.
Dopiero po chwili niecierpliwości wyprostował się, z zamiarem zbliżenia się do dziewczęcia. Uczynił mozolny krok w jej stronę, uważnie obserwując jej oczy oraz dłonie – najważniejsze, gdy wymachnie różdżką. Z tak bliskiej odległości na pewno trafi w niego, jeśli nie uchyli się bądź zwyczajnie nie padnie na podłogę wyjmując swoją własną różdżkę. A walka na strychu była ostatnim, co chciałby uczynić w dzisiejszy wieczór.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Étaín Seward on Wto 21 Wrz - 21:18

Nigdy nie dał jej okazji, by mogła poznać prawdziwego Drew. Nawet, nigdy nie pokazał jej, że posiada inne oblicze, niźli to, które pokazuje światu. Sama Puchonka nie potrafiła dostrzec powodu, dla którego miałaby wysilić się i spojrzeć na niego pod innym kątem. Za każdym razem, gdy krzyżowały się ich drogi, widziała jedynie zadufanego w sobie Ślizgona, który nie przepuści okazji, by jej dopiec z powodu rodziny, z jakiej pochodzi. Szansa, że to ona pierwsza wyciągnie rękę, nie istniała. Wrodzona butność i duma nie pozwalały jej podejść inaczej do kogoś, kto przez lata ją obrażał. W przeciwieństwie do niego, nie mogła poszczycić się znajomością członków jego rodziny - wszak nie uczęszczali z nią do jednej klasy przez całe pięć lat, jak Cathan i Aideen.
- No proszę, czymże sobie zasłużyłam na taki epitet? - prychnęła kpiąco, lustrując go wzrokiem. Coś się w nim zmieniło odkąd widziała go po raz ostatni, albo zwyczajnie maskował się tak dobrze, że nie potrafiła dostrzec podstępu. Wolała wierzyć w to drugie - mimo wszystko, dostrzeganie zalet w mieszkańcach domu węża jeszcze nikomu nie wyszło na dobre. Słownictwo... czego innego spodziewać się po dziewczęciu, wychowanym przez ojca hazardzistę i czterech starszych braci? Nigdy nie czuła matczynej ręki, nie wiedziała, jak powinny zachowywać się dziewczęta. Wszystkie wzorce czerpała z rodziny i kolegów Sewardów. Kiedy zaczęła uczęszczać do Hogwartu, było za późno by zmienić światopogląd. A i sama Et lubiła siebie, więc nie widziała w tym żadnego problemu.
- Straszne. Serio, znajdź sobie psychiatrę, może cię naprostuje - odparła. Nie miała zamiaru atakować go pierwsza - różdżka stanowiła jedynie element samoobrony. Wszak był Ślizgonem, nie dość, że starszym do w dodatku sporo wyższym i silniejszym. Jednakże ona się go nie bała i to właśnie zaprezentowała, zadzierając nos do góry i dumnie go omijając.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Drew Huntington on Wto 21 Wrz - 21:50


Wzruszył powoli ramionami, nie pozwalając jej odejść zbyt daleko, odwracając się wraz z nią, utrzymując nieprzerwanie kontakt wzrokowy. Dopiero po chwili rozprostował swoje ramiona, korzystając z okazji iż znaleźli się na końcu korytarza, który prowadził tylko i wyłącznie do przyciemnionego strychu. Co było to było, a teraz jest teraz.
- To lepiej brzmi niż Etain. – Prosta odpowiedź na głupie pytanie (według niego). W każdym razie w jednym susie znalazł się przed nią, a jego dłonie zakleszczyły się na jej nadgarstkach uniemożliwiając jej jakikolwiek ruch. Wpatrywał się intensywnie w jej oczy domyślając się jaki może uczynić ruch. Instynktownie albo zegnie kolano i walnie go pomiędzy nogi, albo z impetentem wbije głowę w jego brzuch zmuszając go do odsunięcia się od niej. Wolałby uniknąć takiego przebiegu sprawy, ale zaryzykować może, prawda?
Końcówka jego warg drgnęła i można przez kilka sekund powiedzieć, iż uśmiechał się ze swojego pomysłu. Tak, jakby chłopak przedwcześnie cieszył się ze swojego zwycięstwa.
Ale jemu wcale nie o to chodziło – zręcznie zgarbił się i musnął wargami czoło przyozdobione włosami dziewczęcia. Tak, złożył niezbyt udany pocałunek na skórze.
- Psychiatra zbzikuje przy mnie. – Odpowiedział spokojnie, wiedząc że nastąpi teraz nagła reakcja na jego czyn. Cóż, był przygotowany na konsekwencje swojego czynu, wciąż nie wypuszczając jej rąk z żelaznych ujęć bez możliwości rzucenia zaklęcia.

(nie mam pomysłu co może zrobić innego xD)
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Étaín Seward on Wto 21 Wrz - 22:14

Łażąc za nią krok w krok, męcząc i drażniąc nie zdobywał wielu plusów w jej oczach. Właściwie, nie sądziła by pozwolił jej odejść bez kolejnych ekscesów. Dlatego też, wciąż zaciskała palce na różdżce, starając się uważnie śledzić każdy ruch chłopaka. Nawet pomimo swojej brawury wolała nie przebywać ze Ślizgonem w miejscu rzadko uczęszczanym przez innych uczniów.
- Nie przypominam sobie, żebyśmy przeszli na ty, Huntington - burknęła, słysząc jego odpowiedź. Spojrzała mu w oczy, lecz ten ułamek sekundy rozproszenia wystarczył, by Drew złapał ją za nadgarstki, pozbawiając tym samym możliwości ruchu. A przynajmniej teoretycznie. Bracia często stosowali na niej ten chwyt i metodą prób i błędów doskonale wiedziała, jak się wyswobodzić. I bynajmniej nie kopiąc go w krocze, czy dotykając główką jego ciała. - Puszczaj mnie, kretynie! - pisnęła, właściwie jedynie po to, by spróbować go zmylić. Nawet nie próbowała się wyrywać, jak na typową bezbronną dziewczynkę przystało. - O co ci, do kurwy nędzy, chodzi? - zapytała, zadzierając łepetynkę do góry.
Jednakże szybko zrezygnowała z tej taktyki, gdy tylko nachylił się nad nią i pocałował - jeśli tak to można nazwać - w czoło. W pierwszej chwili zamrugała zdziwiona oczami, po czym przekonana, że wie o co mu chodzi, zwinnie i niebywale szybko okręciła się do niego plecki i uderzyła go łokciem w brzuch - nie na tyle mocno, by go zabolało, ale wystarczająco, by poluzował uścisk. Wyrwała się i szybciutko oddaliła na odległość kilku kroków, celując w niego różdżką. - Nigdy więcej nie waż się tego robić! - warknęła, piorunując go wzrokiem.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Drew Huntington on Sro 22 Wrz - 14:19

Oczywiście, Drew nie zamierzał zdobywać plusów u Etain. Podświadomie dążąc do rozmowy z nią, nawet na tle przekleństw, wyzwisk czy kpin, doskonale wiedział o tym, że nie przekonuje jej do siebie. Paradoks. Chcąc być z nią jak najdłużej, odrzucał takie myśli i robił wszystko, by go znienawidziła. Miejsce do jego podłego planu było idealne – zaciemnienie, brak obecności innych uczniów, nawet obrazy nic nie mogły ujrzeć, gdyż takowych brakowało. Przypadkowo los obdarzył go kolejną chwilą słodkich sarka zmów Etain.
Nie zamierzał wykorzystywać tego, iż w końcu spojrzała mu wprost w oczy. Traf chciał, że stało się to tak szybko, iż już po chwili dziewczyna znalazła się w uścisku ślizgona. Nie wyrywała się, ale wiedział dobrze, ze potrafi się z tego wyplątać bez wielkiego wysiłku. [pod tym względem nie mogła go zmylić – zbyt wiele razy widział ją w takiego typu akcji. – Owszem, to że był od niej silniejszy oznaczało jedno – nie to jednak było najważniejsze. Siła bez odpowiedniego sprytu i logiki była tylko bezmyślnym mechanizmem.
- Masz strasznie niewyparzony język. – Odparł normalnym tonem, czyli pozbawionym dzikiego zadowolenia. Było to stwierdzenie faktu, o czym doskonale oboje wiedzieli. Spojrzał na nią z góry, sprawiając doskonałe wrażenie iż wpatruje się w jej oczy, szukając jakiejś pozytywniejszej emocji. A może chciał przeszyć ją na wskroś, by wyczytać z oczu coś, o czym nie wiedział? Gdyby powiedziano, iż 100% udawał, byłoby to kłamstwo.
Po chwili pożałował, że przyparł jej do ściany, uniemożliwiając jakikolwiek obrót czy ruch. Zwinnie przemknęła przed nim, tuż po chwili zawahania i zdziwienia. W każdym razie nie odsunął się, a poluźnił uścisk tak jak podejrzewała. Ten moment wystarczył, aby odsunęła się od niego na bezpieczną odległość. Ten ułamek sekundy starcia się jego brzucha z jej łokciem wystarczył, aby przeszył jego ciało ból. Teraz czuł się tak, jakby miał siniaka na skórze, a żołądek nieprzyjemnie mielił powietrze, po niezjedzonej kolacji.
Suma sumarum stał odwrócony do niej przodem, przesuwając wolno ręką w obolałym miejscu. Nie przestawał wpatrywać się w jej twarz, a wargi ułożyły się nawet w dość przyjemny uśmiech. Gdyby nie to, że.. zaraz, zaraz. Uśmiech? Tak. Drew miał na twarzy delikatny uśmiech i ani grama kpin czy pogardy do dziewczyny. Nawet wyszukać w jego mimice gniewu nie dało rady. Jakby spodziewał się jej reakcji i nie miał jej tego za złe.
- Jeśli w ciągu pięciu minut nic ci nie będzie, będziesz żywym dowodem na to, iż jad śliz gonów nie jest śmiertelny.
I ponownie nie wpatrywał się w różdżkę czy obronną postawę, a w oczy. W twarz przyozdobioną ciemnymi kosmykami włosów i dużymi orzeszkami zwanymi oczyma.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Étaín Seward on Sro 22 Wrz - 16:35

Nienawiść nie prowadzi do niczego dobrego. Prędzej czy później zacznie ignorować jego głupie zaczepki, a zważywszy, że nieuchronnie zbliżała się data jej urodzin, mogło stać się to o wiele szybciej. W każdą rocznicę śmierci matki, zdawała się być o wiele bardziej wrażliwa, jak gdyby to wspomnienie odzierało ją z całej siły. Jak nie trudno się domyśleć, dla odmiany jego słowa mogły ją poważnie zranić, lepiej więc byłoby unikać konfrontacji, czyż nie?
- Och to straszne - zakpiła - Przypuszczam, że powinnam posypywać sobie głowę popiołem i żałować za grzechy.
To właśnie nazywa się niedocenieniem przeciwnika. Gdyby - tak, teraz zacznie się etap gdybania - przyparł ją do ściany, uniemożliwiając jakikolwiek ruch, z pewnością wyswobodzenie się z uścisku nie przyszłoby jej aż tak łatwo, a jej łokieć nie zostałby wbity w jego brzuch. Teraz to ona znajdowała się na uprzywilejowanej pozycji - w bezpiecznej odległości, z różdżką w pogotowiu, uważnie śledziła poczynania zwijającego się z bólu chłopaka, tym razem gotowa odeprzeć jakikolwiek atak. Mimo wszystko, potrafiła uczyć się na błędach.
Dlaczego więc stała nieruchomo, świdrując go spojrzeniem? Jeśli postanowiłaby teraz odejść, zostałoby to uznane za tchórzostwo, przynajmniej w jej oczach. Nie należała do tych dziewcząt, które po takim czymś uciekały z płaczem czy zaczynały kleić się do chłopaka, sugerując, że im się podobało. Nie, Étaín nie miała zamiaru pozwolić, by ktokolwiek całował ją bez wyraźnego pozwolenia, a w chwili obecnej chciała mu udowodnić, że to ona jest lepsza od niego. Krew czysta od pokoleń nie daje mu prawa, aby traktować ją w ten sposób.
- Próbuj dowodzić swoich chorych teorii na innych Ślizgonkach - warknęła, ze złością - Tylko w takim wypadku, byłoby szkoda, że ten wasz jad nie jest śmiertelny, bo dusząc się we własnym sosie już dawno bylibyście gatunkiem wymarłym.
Może w innej sytuacji zwróciłaby uwagę na jego uśmiech, którego w gruncie rzeczy jeszcze nie widziała, jednakże teraz wręcz się w niej gotowało i gdyby nie zimna logika już dawno zaserwowałaby mu prawy sierpowy, ścierając ten głupawy uśmieszek z twarzy.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Drew Huntington on Sro 22 Wrz - 16:58

Drew osiągnął już to co zamierzał i wciąż masując dłonią brzuch wpatrywał się w puchonkę. Trudna dziewczyna, z całą pewnością. Mimo wszystkiego nie poruszył się, ani nawet nie drgnął, w głębi ducha dziękując za opanowanie jakiego nauczył się żyjąc w rodzinie Huntingtonów. Brak mocnego światła umożliwiła mu zabranie kilku głębszych oddechów i wyrównanie rytmu, który został zachwiany wbitym łokciem. Stopniowo ból zaczął ustępować, ku uldze rudzielca.
- Niekoniecznie. – Odparł spokojnie, zastanawiając się jak bardzo musi go nienawidzić, skoro tak reagowała na tak prosty gest, który uczynił. Aż strach myśleć jakim walnęłaby go zaklęciem, gdyby jego usta zetknęły się z jej.
Wpatrywał się uparcie w jej oczęta, nie zamierzając atakować. Owszem, bronić mógł się w każdej chwili – lewa dłoń znajdowała się blisko kieszeni i nietrudno byłoby mu wyciągnąć kijek. To, że przez chwilę poczułby skurcz mięśni brzucha to trochę inna sprawa.
Nie było go rok, a właściwie nic się nie zmieniło w ich relacjach. Oboje skakali sobie do gardeł, z tą różnicą że nie potrafiłby uderzyć ją jakimkolwiek zaklęciem prócz Protego. Ale nie o tym była mowa.
- Na ślizgonkach jad nie działa, próbowałem. - Po raz kolejny wzruszył ramionami, czyniąc krok w jej stronę. – A teraz, skoro już sprawy zostały wyjaśnione, możemy się rozejść i nikt na tym nie ucierpi bardziej.
Czyżby godził się na kompromis? Na to chyba wyglądało. Zatrzymał się po tym jednym drobnym kroku wiedząc, że puchonka nie będzie miała żadnych obiekcji by odrzucić go od siebie na kilka metrów jednym machnięciem różanego drzewa. Pozostało więc mu czekać.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Étaín Seward on Sro 22 Wrz - 19:04

Nie zamierzała zmuszać go do użycia różdżki w celu defensywnym, sama z ofensywą również nie zamierzała wychodzić. Najważniejsze było teraz wypracowanie i chciała tylko je napisać.
- Nie marzę o niczym innym - mruknęła, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w kierunku sutereny.
Potem poszedł i Drew.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Juliet Becket on Sob 19 Lut - 20:15

Wbrew pozorom Gryfonka uwielbiała to miejsce ze względu na jego mroczny klimat. Według niej, tern korytarz ma osobowość!
Przychodziła tutaj, gdy potrzebowała chwili spokoju by pomyśleć lub napisać list. Czasem nawet siadała tutaj, by poczytać książkę.
W tej chwili pisała do swojej przyjaciółki - mugolki. Tak strasznie za nią tęskniła! W końcu w ostatnim czasie wiele się wydarzyło... Właśnie kończyła pisać czwarty pergamin. Przerwała na chwile i wzięła jedną fasolkę wszystkich smaków. Heh, dziewczyna ewidentnie nie rozstawała się z tym smakołykiem. Uśmiechnęła się zadowolona (można powiedzieć, że) ze wszystkiego, zamykając oczy. Ma o czym marzyć, oj ma!
avatar
Juliet Becket
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Alexander Sasturrias on Sob 19 Lut - 20:26

Alexander postanowił się przejść, i spokojnie pomyśleć wszystko. Nie przypadkiem wybrał to miejsce. Wiedział że Juliet lubi to miejsce, a on bardzo się za nią stęsknił ostatnimi czasy. Myślał nad sprawami mniej i bardziej ważnymi, rozglądał się po korytarzu i podziwiał obrazy oraz gobeliny na ścianach.
Spostrzegł jakąś małą postać coś skrobiącą na jednej z ławek. Zobaczył że to piątoklasistka której szukał.
-Hej Juliet- Przywitał się i podszedł do niej ochoczo -Co tam tak piszesz panno Becket?- Uśmiechnął się do niej i spojrzał na pergamin.
Zobaczył też fasolki wszystkich smaków. No tak, przecież wspominała że lubi słodycze, więc nie powinno go to zdziwić. Następnym razem będzie musiał jej coś przynieść słodkiego skoro tak to lubi.
avatar
Alexander Sasturrias
Dorosły

Liczba postów : 41
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Juliet Becket on Sob 19 Lut - 20:38

Właśnie kończyła pisać jeden ze swoich najdłuższych listów świata, gdy nagle usłyszała słodki, męski głos, za którym strasznie tęskniła.
- Cześć - wyszczerzyła zęby.
Dopisała pośpiesznie jeszcze jedno zdanie, po czym spojrzała czule na Alex'a.
- Obgaduje cię. Daje na pastwę oceny mojej przyjaciółki - zachichotała i schowała pergaminy do torby - Fasolkę? - zapytała wyciągając małą paczuszkę w jego stronę.
Miło jest poczuć jego zapach obok siebie. Instynktownie przybliżyła się do niego i sie przytuliła. Pocałowała go delikatnie w szyje, po czym uśmiechnęła się figlarnie.
- Nie wiem gdzie się panicz Sasturrias przehasa, ale stęskniłam się za panem! - po wypowiedzeniu tych słów momentalnie jej policzki zabarwiły się na czerwony kolor.
No tak, rumieńce. Tylko on potrafi je wywołać. I teraz są tylko dla niego.
avatar
Juliet Becket
Uczeń

Liczba postów : 82
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Alexander Sasturrias on Nie 20 Lut - 0:07

Uwielbiał ten jej uśmiech. Zawsze robiło mu się przyjemnie, a do tego jeszcze to spojrzenie... Po prostu zwala go to z nóg.
-Jak chcesz dokończyć to spokojnie pisz- Ehh... Ta Juliet. Fasolki i przyjaciółki. Nic, w każdym razie taka mu się podobała.-Dziękuję słodka, ale nie, wiesz... Jadłem przed wyjściem a ze słodkości to wystarczy że siedzisz obok.- Rozkosznie - tak jednym słowem można było określić jak mu było gdy całowało go w szyje. Przytulił ją mocno do siebie i pocałował czule. Nareszcie mógł, tyle jej nie widział. Teraz sobie odkuje ten czas i łatwo jej nie puści.
-Otóż, mademoiselle, szukałem Cię gdyż również bardzo się stęskniłem a znam Cię na tyle żeby wiedzieć gdzie mogę znaleźć Twoją śliczną osóbkę.- Uśmiechnął się jak zobaczył te jej rumieńce i pocałował ją najdelikatniej jak potrafił. Przypomniał sobie jak niewinnie wygląda w tych zarumienionych policzkach. Przytulił ją bardzo mocno.
- Jak ja się stęskniłem... Jesteś moja i nigdzie Cię nie wypuszczę...- I nie zamierzał puszczać, liczyła się tylko ona... Juliet... i nikt więcej.
avatar
Alexander Sasturrias
Dorosły

Liczba postów : 41
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Wąski korytarz

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Korytarze

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach