Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

 :: Korytarze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Mistrz Gry on Pon 11 Sty - 3:07

Korytarz, w którym znajduje się dosyć duży i niezwykle śmieszny gobelin umieszczony na siódmym piętrze tuż obok Pokoju Życzeń. Przedstawia on kolejnego z ekscentrycznych czarodziejów, których podobizny zostały umieszczone w Hogwarcie, a nazywa się on Barnabasz Bzik. W samym nazwisku czarodzieja może nie ma nic zaskakującego, jednak patrząc na całość obrazu… Cóż, nie każdy czarodziej postanawia nauczyć trolle tańczyć balet. Barnabasz właśnie to postawił sobie za cel. Dziwne? Jak najbardziej. Uczniowie często naśmiewają się z tego czarodzieja i próbują zniszczyć gobelin, jednak jest on wystarczająco dobrze zabezpieczony przed zniszczeniami, co sprawia, iż wielu uczniów odchodzi od niego z wielce zawiedzionymi minami.
W samym korytarzu nie ma niczego nadzwyczajnego. Takich korytarzy w Hogwarcie znajduje się niezwykle wiele. Jest dosyć szeroki, wyłożony ciemnoczerwonym dywanem. Wzdłuż ścian rozwieszone są piękne obrazy, a z sufitu zwisają stare, jednak nadal ładne żyrandole. Prowadzi on do samej wieży Gryffindoru.
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 15 Kwi - 15:03

Podczas dzisiejszego patrolu, Amelia była o wiele bardziej cicha, niż zwykle i jeśli Victor spodziewał się, że po sukcesie akcji z Wilkes będzie trajkotać jak najęta, to grubo się przeliczył. Bardziej niż kolejna wiktoria przejmował ją fakt, że Roselyn postanowiła oficjalnie być z tym całym Joelem, a jej teoria, jakoby przyjaciółka się zakochała była w stu procentach trafna. I w tej chwili naprawdę żałowała, że zawsze musi mieć rację.
Cała jej wiara w miłość została zachwiana - a co, jeśli ona też zakocha się w kimś, kto nie będzie jej wart? Jeśli tak właśnie wyglądała miłość, to panna Golightly nie chciała jej w swoim życiu. Całe to czekanie na księcia z bajki okaże się być zupełnie bezcelowe, a ona sama do końca swojego żywota, żałować będzie, że czekała ze stratą dziewictwa na tego jedynego. Zupełnie świadomie zdecydowała się na podjęcie radykalnych kroków - i choć wewnątrz trzęsła się jak osika, to nie dała po sobie tego poznać.
Poza nimi na korytarzach nie było już nikogo, ale kto by się dziwił - o tej porze nocy, jedynie prefektom wolno było bezkarnie przechadzać się po korytarzach. To ona zaproponowała, by poszli na siódme piętro, na którym najłatwiej jest przyłapać nieposłusznych Gryfiaków na gorącym uczynku, choć dzisiejszego dnia kierowały nią zupełnie inne pobudki, niż tylko chęć wlepienia szlabanu. A Victor miał się o nich nie długo dowiedzieć.
- Roselyn z nim chodzi, możesz to sobie wyobrazić? - zapytała z obrzydzeniem, tak jak zwykle trzymając się go pod ramię. Mimo wszystko, przebywanie długich dystansów na wysokich szpilkach nie należało do najprzyjemniejszych. A Amelia nawet podczas patrolu musiała wyglądać oszałamiająco - przecież ktoś może ją zobaczyć!


Ostatnio zmieniony przez Amelia Golightly dnia Nie 18 Kwi - 13:17, w całości zmieniany 1 raz


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Victor Hewson on Czw 15 Kwi - 15:20

Victor także nie trajkotał dziś jak najęty. Co prawda cały czas uśmiechał się pod nosem, mając przed oczami zachowanie Wilkes (tak, tak - był tam, choć dobrze się ukrywał, by Snape go przypadkiem nie zauważył), ale nie zmieniało to faktu, że radość ze zwycięstwa nad zdrajczynią krwi mieszała się z obrzydzeniem w stosunku do Roselyn. Tak, z obrzydzeniem. W tej chwili żałował, że kiedykolwiek miał z nią coś wspólnego. Joel! Ten brudas, który na dodatek wciąż przeszkadzał mu w wygraniu Pucharu Quidditcha... Nienawidził tego człowieka i modlił się, żeby Rose przejrzała na oczy, choć wątpił, by to się kiedykolwiek stało.
Hewson nie zdawał sobie sprawy z tego, co właśnie przeżywa Amelia. On sam przejmował się sprawą z Rose i Joelem z zupełnie innego powodu, niż Golightly. Sam nie wiedział, co ma sądzić o miłości. Z jednej strony nie sądził, by gdzieś tam na niego czekała. Nie uważał, by na nią zasługiwał, o ile w ogóle istnieje. A jego w nią wiara zachwiała się momencie, gdy ojciec zaczął zdradzać matkę. Choć twierdził, że wciąż ją bardzo kocha nie sypiał z panią Hewson tylko wyszukiwał coraz to nowszych i młodszych panienek. A sama zainteresowana zupełnie to ignorowała, mimo, że także podobno go kochała.
On za to szedł wyprostowany z szelmowskim uśmiechem na ustach. Jego kroki były sprężyste i niemalże taneczne, kiedy wyobrażał sobie, że wyżywa się psychicznie nad jakimś bezimiennym Gryfiakiem. Już samo udupienie Wilkes dodawało mu sił i pewności siebie. Jednak kiedy znaleźli się na siódmym piętrze z niejakim smutkiem musiał stwierdzić, że korytarz jest pusty. Czyżby Lewki przestraszyły się, gdy usłyszały o tym, co przytrafiło się ich piątorocznej koleżance?
- Nie muszę - mruknął niezbyt entuzjastycznie - widziałem ich - dodał, krzywiąc się z obrzydzeniem.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 15 Kwi - 15:38

Amelii tam nie było, a że Victor zdążył już co nie co opowiedzieć jej o zachowaniu Wilkes pod wpływem narkotyków, powoli zaczynała tego żałować. Ale cóż począć - kiedy się jest nią, nie można robić tylko tego, co się chce, a czasami należy po prostu znaleźć się w jakimś strategicznym miejscu, aby przypadkiem podejrzenia nie spadły na nią. Chociaż zachowanie przyjaciółki budziło w niej obrzydzenie, miała związane ręce: Hepburn i Hewson to jedyne osoby w całej szkole, które znajdują się poza zasięgiem jej wpływów. Jednoznacznie dała jej do zrozumienia, że nie pochwala tego związku i sama nie zamierza poznawać Joela (co też nie była do końca prawdą), ale mimo wszystko wiedziała, że nie może jej prawić kazań, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, co planowała zrobić. No i, i tak by jej nie posłuchała.
Rodzice Amelii również się nie kochali - i dziewczę o tym doskonale widziało. Nigdy nie widziała ich razem w jednym pomieszczeniu, odkąd skończyła cztery latka, za to bardzo często widziała przyjaciółki tatusia i przyjaciół mamusi. Nie sypali ze sobą od dawna, a ich małżeństwo było formalnością. Tak samo, jak i córka. Właśnie dlatego Amy nie zamierzała wychodzić za mąż bez miłości i powtórzyć błędu rodziców. Jeśli kiedykolwiek będzie miała dziecko, to to dziecko będzie miało i ojca i matkę i nie dopuści, by kiedykolwiek poczuło się tak niechciane, jak ona.
Korytarz był na szczęście pusty, a to, co zaplanowała Golightly na dzisiejszy wieczór z pewnością zrekompensuje mu brak możliwości wyżycia się na jakiś Gryfonach. A przynajmniej miała taką nadzieję.
- Fuj, mnie na szczęście oszczędzili tego widoku - mruknęła, zatrzymując się pod ścianą, prowadzącą do Pokoju Życzeń - Zupełnie nie wiem, jak ona może z nim... ugh - aż wstrząsnęła się z obrzydzenia.
Wiedziała, że musi mu o tym powiedzieć. Teraz, albo nigdy. Nie bardzo jednak wiedziała, jak powinna się za to zabrać, co zrobić. Uznała, że najlepiej będzie, jeśli oznajmi mu to wprost.
- Chcę to zrobić. Teraz - powiedziała cicho, drżącym głosem i spojrzała na niego wymownie opierając się o tą Ścianę. Dawała mu wygrać, ale teraz to nie miało żadnego znaczenia; własna cnota uwierała ją już od walentynek i chciała się jej jak najszybciej pozbyć.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Victor Hewson on Czw 15 Kwi - 15:50

Victor niczego nie żałował. Właściwie uczucie to nie było mu znane. Nie podejmował decyzji nazbyt pochopnie więc nie musiał potem żałować swoich czynów. Jeśli chodzi o Morwennę - należało jej się. A plan Amelii był w każdym calu idealny. Zresztą, każdy wiedział, że to, co zaplanuje Golightly będzie dobre. Podziwiał ją za to, choć chyba nigdy jej o tym nie powiedział bo i po co. Nie zwykł zachwalać nawet ludzi w pewien sposób sobie bliskich.
On także nie miał wpływu na Roselyn, ale tym akurat się nie przejmował. Miał inne sposoby na przekonanie ludzi do swoich racji - różdżka i pięść. Jeśli, więc, będzie trzeba wykorzysta oba, by przemówić dziewczynie do rozsądku.
Hewson nie myślał ani o dzieciach, ani o ożenku. Wiedział doskonale, że niewiele pozostało mu wolności. Agnet przypominała mu o tym nazbyt często i już za same jej słowa miał ochotę jej zabić. Jeszcze jakieś trzy, może cztery miesiące do ślubu - dokładnej daty nie znał, bo go to nie interesowało. Ale nie przejmował się tym zbytnio. Już dziś robił dokładne plany, by móc uniknąć zaobrączkowania...
- Ja też nie wiem - mruknął - szczególnie po tych nocach spędzonych ze mną - dodał nieco ciszej.
Nie rozumiał w jaki sposób mogła zamienić jego - Victora Hewsona, na kogoś... takiego!
Spojrzał na nią, nie bardzo wiedząc o czym może mówić i rozejrzał się wokoło, jak gdyby sądził, że zauważy w korytarzu kogoś jeszcze, do kogo mogły być skierowane te słowa.
- O czym ty mówisz? - zapytał ze zdziwieniem, przysuwając się do niej blisko i spoglądając jej w oczy.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 15 Kwi - 16:04

Swoich czynów nigdy nie żałowała - jeśli coś poszło źle, puszczała to w niepamięć, ale nie żałowała. Z chęcią popatrzyłaby na to, jak Wilkes robi z siebie ostatnią idiotkę, a że nie było jej to dane... cóż, nie zamierzała z tego powodu rozpaczać. Zwłaszcza, że będzie jeszcze ciekawiej, kiedy ta mała, ruda suka wróci z odwyku.
Nie musiał uświadamiać jej, że jej plany są genialne - doskonale o tym wiedziała, a własna próżność dodatkowo utwierdzała w tym przekonaniu. Z Joelem mogła rozprawić się raz dwa i z pewnością zrobiłaby to, gdyby przyjaciółka nie stała za nim murem. Ale kiedy jemu podwinie się noga lub Rosleyn przejdzie ten afekt... oj chłopaczyna pożałuje, że się urodził.
Victor znajdował się w zupełnie innej sytuacji, niż Amelia i nie widzę możliwości porównywania tego. Podczas gdy on był zaobrączkowany już od dawna i myślał, jak tu pozbyć się swojej narzeczonej, ona była zaskakująco wolna jak na arystokratkę i mogła wybrzydzać do woli w wyborze przyszłego partnera.
O czym ty mówisz?
Wzięła głęboki wdech, słysząc te słowa. Nie ułatwiał jej sprawy. Była zdenerwowana i naprawdę liczyła na to, że zorientuje się o co jej chodzi: opierała się o ścianę prowadzącą do Pokoju Życzeń, posyłała mu wymowne spojrzenia...
- Ja... - zadrżał jej głos. Jednakże oparła dłonie na jego klatce piersiowej i dzielnie spojrzała mu prosto w oczy - ... chcę się z tobą kochać. - dokończyła prawie, że szeptem nie odwracając wzroku.
Bała się, ale kto by się jej dziwił? Była - prawie - nietkniętą dziewicą i musiała po raz drugi prosić o swój pierwszy raz. To strofuje.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Victor Hewson on Czw 15 Kwi - 16:15

Gdyby tylko miał minimum przyzwoitości i potrafił żałować ludzi, zrobiłoby mu się żal tej wrednej dziewuchy, która już od lat wchodziła mu w drogę i uprzykrzała życie. W tej chwili jednak marzył już o dniu, w którym zobaczy ją znów w Hogwarcie i będzie mógł ją ostatecznie zniszczyć.
Cóż, miłość Roselyn wcale nie przeszkadzała Victorowi. On mógł w każdej chwili usunąć tą szlamę z życia wszystkich przykładnych czarodziejów. Jednakże... Mimo wszystko cały czas liczył się ze zdaniem Amelii, a póki ta chciała dla przyjaciółki jak najlepiej on nie mógł zniszczyć Joela...
I tego właśnie bardzo jej zazdrościł. Nie musiała przynajmniej zastanawiać się w jaki sposób usunąć narzeczonego, który wcale jej nie odpowiadał. A on musiał pozbyć się Agnet bo nie był w stanie zgodzić się na ten ślub.
Zamrugał oczami, a po chwili zmarszczył brwi. Cóż, gdyby to była jakakolwiek inna dziewczyna, choćby Roselyn, nie zastanawiałby się nad niczym, uśmiechnął perfidnie i wziął choćby na korytarzu, ale Amelia...
- Mela, czy ty przypadkiem nie wzięłaś części tej porcji przeznaczonej dla Wilkes? - Jakoś nie mógł uwierzyć, że Golightly z własnej woli, bez żadnych wspomagaczy prosi go o taką rzecz.
To było nierealne. Zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Dziewczyna, której nie mógł zdobyć od kilku dobrych lat sama pcha się w jego łapska. Dziewczyna, które nie chciała się oddać nikomu, czekając na księcia z bajki, któym bez wątpienia nie był Victor Hewson.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 15 Kwi - 16:30

Przyzwoitości zostali pozbawieni oboje, tak samo jak i współczucia, a wszelkie wyrzuty sumienia zabijali już w zarodku, zastępując je dziką satysfakcją. W tym byli do siebie podobni i chyba dlatego tak dobrze się rozumieli. Nawet Roselyn czasem czuła się zniesmaczona vendettami przyjaciółki, ale nie Victor. On zawsze ją popierał i najczęściej jej pomagał.
Mało brakowało, a musiałaby usunąć narzeczonego. Całe szczęście rodzice rozmyślili się, a ona tak przyzwyczaiła się do Neila, że został jej przyjacielem. I poprawiał opinię publiczną, bo był Puchonem. Zjeść ciastko i mieć ciastko.
- Nie - oburzyła się. W tej chwili naprawdę miała ochotę przyłożyć mu w twarz: ona - Amelia - która do tej pory odpychała go, teraz sama pokornie prosiła go o to, żeby ją rozdziewiczył, choć jej duma cierpiała nieziemskie katusze. A on pytał, czy się nie naćpała - Mam dość. Mam dość, czekania na księcia z bajki, który ma mnie w głębokim poważaniu. Cholerna Roselyn musiała się zakochać w pieprzonym Edwardsie i mam dość czekania na miłość, która jak się okazuje jest cholernie ślepa. Mam dość, kurwa wszystkiego i zamierzam to zrobić tu i teraz, a jeśli ty nie wyrażasz chęci, żeby mnie rozdziewiczyć, to znajdę sobie kogoś innego. Byleby tylko miał krew tak czystą, jak ja - panna Golightly była naprawdę zdenerwowana i chyba tylko dlatego również tak szczera. Nie zamierzała mówić mu o swoich obawach, to nie jego sprawa. Dwa razy już się poniżyła, trzeci tego nie zrobi. Jeśli Victor uważa to za żart, to ona poprosi o to kogoś, kto zrobi to bez mrugnięcia okiem. W końcu wszyscy chłopcy w szkole skrycie lub mniej skrycie sprawić, że Żelazna Dziewica Hogwartu przestanie być dziewicą. Odepchnęła go od siebie i naprawdę miała zamiar sobie pójść.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Victor Hewson on Czw 15 Kwi - 16:56

Tak, byli w tym do siebie niezwykle podobni. Victor widział w Amelii nie tylko koleżankę, towarzyszkę patroli, ale także kogoś w rodzaju wspólniczki. Ich porozumienie mogło być dla niektórych dziwne, ale nie dla nich samych. Chłopakowi czasami zdawało się, jak gdyby Mela czytała mu w myślach - doskonale wiedziała, co planuje i dorzucała swoje dwa grosze, ulepszając jego plany i sprawiając, że stawały się bardziej realnymi.
Zjeść ciastko i mieć ciastko... To mogłoby być możliwe wyłącznie wtedy, gdyby jego narzeczoną była Amelia Golightly. Czasami zastanawiał się, czemu jego ojciec nie wybrał właśnie tej dziewczyny. Czemu zdecydował się na Agnet. Miał swoje podejrzenia co do tego - ojciec dziewczyny zawsze wiele wiedział o jego rodzinie, a co za tym idzie mógł znać wszystkie interesy ojca Victora i zwyczajnie go szantażować. Ale czy Vic był aż tak dobrą partią? Cóż, całkiem prawdopodobne, że jedynie Hewsonowie zgodzili się na wprowadzenie Agnet do swej rodziny...
Zatoczył się w tył, zbyt zszokowany, by myśleć o utrzymywaniu równowagi i niemal upadł na zimną posadzkę. W ostatniej chwili wykazał się jednak zręcznością i refleksem szukającego. Spojrzał na nią, jak gdyby widział ją po raz pierwszy w życiu i chwycił za rękę, przyciągając do siebie stanowczo.
- Nie krzycz tak - mruknął - pobudzisz wszystkich. - Dodał, uśmiechając się nieznacznie.
Pochylił się i pocałował ją dosyć zachłannie, by po chwili spojrzeć jej głęboko w oczy.
- Jesteś pewna tego, o co mnie prosisz? - zapytał, choć wiedział, że nigdy nie prosiłaby go o coś takiego, gdyby nie była tego pewna. - Nie złość się, bo i tak zapytam o to jeszcze przynajmniej sto razy. I nie dziw się - nie co dzień Amelia Golightly prosi mnie o to, bym się z nią kochał - mruknął z niejakim rozbawieniem.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 15 Kwi - 17:09

Cóż, wszyscy dziwili się, jak ta Amelia - wytworna arystokratka, zawsze zachowująca się adekwatnie do sytuacji, mogła się zadawać z takim Victorem, któremu wbrew pozorom daleko było do dworskich manier. Uczniowie różnie postrzegali ich znajomość, ale Golightly zupełnie to nie obchodziło. Victor to Victor, dla niej nie należał do żadnej kategorii.
Nie mam pojęcia, jak ta zasada funkcjonowałaby dla Hewsona, ale dla Amy nie stanowił on dobrej partii czy dobrego narzeczonego. Owszem, przyjemnie spędzało jej się z nim czas, ale nie widziała go w roli męża, a Agnet szczerze współczuła. Nawet bardziej niż jemu. Cóż, nie wiadomo, dlaczego ojciec Victora nie starał się o rękę Meli dla syna, jednak fakt pozostawał faktem - państwo Golightly nie chcieli wydać córki za kogoś, kto nie będzie jej godzien i chyba dlatego wciąż pozostawała niezaręczona. Bo poza Amelią takie delikwent otrzymałby również cały majątek jej rodziny, w końcu w chwili obecnej była jedyną dziedziczką, gdyż żaden z braci jej ojca nie dorobił się prawowitego potomka.
- Nie krzyczę - burknęła.
Nawet pomimo złości odwzajemniła pocałunek. Mogła szukać kogoś innego, ale to nie zmieniało faktu, że Victor nadawał się do tego najlepiej. Jak na razie tylko on miał takie przywileje. A ona jak głupia sądziła, że zachowa się przynajmniej odrobinę taktownie.
- Jestem - odparła, patrząc mu prosto w oczy - Ale inne dziewczęta tego chcą, co w tym dziwnego? Wygrałeś i po prostu to zrób.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Victor Hewson on Czw 15 Kwi - 17:19

Victor, jeśli by tylko chciał, mógłby zachowywać się tak, jak na arystokratę przystało. Ale nie chciał, bo i po co? To było niewygodne i nie w jego stylu. Co z tego, że pochodził z, niegdyś szanującego się, rodu? W tej chwili takie rzeczy coraz mnie się liczyły, a on stawiał wyłącznie na swoją wygodę i nie interesował się tym, co ludzie o nim mówili. Jedyną osobą, której opinia liczyła się dla niego była Golightly.
Wszyscy, z nim na czele, a nawet jego ojciec, uważali, że Victor nie nadawał się na męża. A jaka była prawda? Sam Vic nie miał zamiaru zastanawiać się nad tym. Będzie, co będzie. Miał nadzieję, że nigdy nie będzie musiał przekonać się o tym, czy naprawdę nadaje się na męża i już.
Cały czas przyglądał jej się uważnie, chcą upewnić się w tym, co mówi. Wygrałeś... Już dawno przestał liczyć się z tym, że kiedykolwiek dojdzie do tego. I już dawno przestało zależeć mu na wygranej. I należy to odpowiednio zrozumieć, bo na nocy z Amelią (tej ze wszystkimi przywilejami) zależało mu nadal, ale wygrana... Chciał ją dla siebie, owszem. I tylko dla siebie, ale to wiązałoby się z wiernością również z jego strony, a monogamia nie leżała w jego naturze.
- I jesteś pewna, że jesteś na to gotowa? - zapytał, wciąż drążąc temat, jak gdyby wcale nie zdawał sobie sprawy ze swego, rosnącego, pożądania.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Amelia Golightly on Czw 15 Kwi - 17:32

Amelia nie oczekiwała od niego teraz ani wierności, ani też monogamii czy jakiegokolwiek związku. Nie był ani jej chłopakiem, ani mężem i nawet nie miała prawa tego oczekiwać, a poza tym znała go zbyt dobrze i wiedziała, że próżno tego od niego wymagać. Chciała po prostu stracić dziewictwo, które powoli zaczynało palić ją żywym ogniem, chciała ponownie poczuć tą rozkosz, którą obdarzył ją w walentynki, ale tym razem pójść na całość. Może i działała w afekcie, ale wreszcie zdała sobie sprawę, że jeśli nie zrobi tego teraz, nie zrobi nigdy. Nie myślała o tym, co będzie potem, nie zastanawiała się nawet, czy Victor kiedykolwiek będzie chciał powtórzyć noc z nią i czy nie straci szacunku do niej. Mówiąc szczerze, teraz miała to w głębokim poważaniu.
- Nie, nie jestem. Ani pewna, ani gotowa - powiedziała zupełnie szczerze, patrząc mu prosto w oczy - Ale chcę i zamierzam to zrobić teraz i z tobą. - to mówiąc pocałowała go zachłannie w usta, jednak po chwili odeszła od niego, by trzy razy przejść się wzdłuż ściany, rozmyślając o pokoju, w jakim mogłaby stracić dziewictwo.
I pojawiły się drzwi.
- Więc? - stanęła naprzeciw niego i spojrzała nań wyczekująco.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Victor Hewson on Czw 15 Kwi - 17:38

On nie miał (a to ci dopiero!). I samego go to dziwiło. Po raz pierwszy w życiu czuł coś na kształt skrupułów i nie bardzo wiedział, co z tym począć. Pierwszy raz zdarzyło mu się nie myśleć wyłącznie o sobie i własnej przyjemności, ale także o kimś innym i tym, co będzie czuł. Zaczynał się poważnie zastanawiać, czy ktoś nie rzucił na niego jakiejś klątwy własnego pomysłu, bo to nie było ani normalne, ani naturalne dla Victora Hewsona.
Oddał pocałunek, a potem odsunął się nieznacznie, obserwując, jak przechadza się przed ścianą. Miał tylko chwilę na podjęcie decyzji i zastanawiał się, dlaczego tak właściwie ma z tym jakikolwiek problem. Przecież od dawna chciał Amelii. Od kilku lat bez przerwy składał jej jednoznaczne propozycje. W dodatku ta sprawa z Walentynkami... Dlaczego w tej chwili miałby jej odmówić? Z powodu jakiś skrupułów, które pojawiły się niespodziewanie? Przecież on nie miał skrupułów, na litość!
- Dobrze - powiedział, chwytając jej dłoń i otwierając drzwi.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Gabriel Smith on Pią 29 Cze - 23:59

Pociągnął ją w pierwsze lepsze ustronne miejsce. Przyszpilił do ściany, odcinając rękoma możliwość ucieczki. Miał zimne spojrzenie i twarz trupa. O ile wcześniej był czerwony z wściekłości, tak teraz był blady jak ściana.
- Dobrze... teraz jesteśmy sami. - Powiedział z takim spokojem, że niejednej osobie mogłyby przejść ciarki po krzyżu. - Chciałbym więc, żebyś mi spokojnie teraz wyjaśniła parę rzeczy. - Odetchnął głęboko, spojrzał w jej piękne, brązowe oczy. Była blisko, bardzo blisko. Teraz jednak był całkowicie opanowany i skupiony na tym co ma powiedzieć.
- Po pierwsze: dlaczego unikałaś mnie tyle czasu? - Zacznijmy od prostych rzeczy, do trudnych przejdziemy za chwilę. Ciekawe jak będzie zmieniał się kolor jej twarzy?
- Po drugie: potrafisz mi wyjaśnić, dlaczego Twoja wspaniała i kochana przyjaciółka zaatakowała mnie parę dni temu? - Jego oczy zaczęły powoli płonąć. Chłopak chciał teraz wyjaśnić wszystko, żeby nie było nie domówień. Po co? Żeby sobie były? Nie, nie, nie! Dziś postara się wyjaśnić kilka rzeczy z panną Hayes.
- Po trzecie: chyba troszeczkę będzie trzeba skrócić ten Twój wspaniały języczek. Potrafisz świetnie całować, ale troszkę za dużo korzystasz z tych swoich słodkich usteczek w towarzystwie osób trzecich. - Teraz już właściwie sączył słowa przez zaciśnięte zęby. Ona przecież zrozumie o co chodzi.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Cassandra Hayes on Sob 30 Cze - 0:16

To było straszne. Szła za Gabrielem, trzymając go za rękę. Żadne z nich nie odezwało się ani słowem. Cassie zbladła. Żołądek podszedł jej do gardła. Spanikowała. Sam na sam z Gryfonem od kilku dni... o matko. Kiedy oparł ją o ścianę i uniemożliwił ucieczkę, zbladła jeszcze bardziej, o ile to możliwe. Niedobry Gryfon! Był tak blisko niej, że po plecach przeszły jej ciarki. Zadrżała, dzielnie znosząc jego chłodne spojrzenie.
- A ty byś nie unikał? - odparła pytaniem na pytanie, w głowie poszukując jakiejś sensownej odpowiedzi. Przecież nie powie mu, że płakała kilka dni z rzędu z jego powodu. Słysząc kolejne pytanie, zaczerwieniła się. - Z-z-zaatakowała cię? Słucham?
Cassie nie mogła w to uwierzyć. Mary zaatakowała Gabriela? Co jej strzeliło do głowy?! Podświadomie panna Hayes wiedziała, że tak to się skończy, że jej przyjaciele będą toczyć walkę z panem Smithem o... właśnie, o co? Jakie to było bezsensowne!
- Ja jej nie prosiłam o pomoc - szepnęła, teraz za wszelką cenę próbując uniknąć wzroku chłopaka. Czuła się nieswojo. Bardzo nieswojo. Pytanie tylko, czy panna Hayes będzie chciała współpracować z Gabrielem.
- O co ci chodzi? - jęknęła, opierając swoje dłonie na jego torsie, aby go odepchnąć. - Zostaw mnie!
Nie chciała, żeby Gabriel urządzał jej teraz przesłuchanie. Może kiedy indziej... albo miała lepszy pomysł - nigdy. Najlepiej niech zapomni o tych kilku cichych dniach, o... pojedynku z Mary i o całej reszcie, jaka go męczyła.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Gabriel Smith on Sob 30 Cze - 0:32

- Nie. - Powiedział stanowczo. - Dobrze słyszałaś, nie udawaj. - W środku był wściekły, chociaż na zewnątrz tego nie okazywał. Teraz po prostu musiał panować nad sytuacją, bo to jest jego sytuacja, jego chwila. I ona nie będzie unikała odpowiedzi! Powie mu wszystko, co on chce wiedzieć.
- Nie wątpię... zadziałała Twoja paplanina. Ona i tak mnie nie lubi, wystarczyło parę słów, może jakaś łezka, co Cassie? - Nachylił się, żeby zajrzeć prosto w jej oczy. Zdawał się wręcz bombardować ją nienawiścią i złością. Kiedy spróbowała go odepchnąć swoimi delikatnymi rączkami, złapał ją za ramiona i silnie przytrzymał na miejscu. - Nie moja droga. Nie uciekniesz teraz. - Uśmiechnął się szaleńczo, choć jego oczy ciągle pozostawały zimne i mroczne, niczym z bazaltu. - POWIESZ mi teraz, co i ile powiedziałaś Marilyn, następnie powiesz mi KOMU jeszcze powiedziałaś. I nie myśl, że zrobisz ze mnie głupka... Jeśli mnie zmusisz, to wyciągnę z Ciebie prawdę... siłą. - Odwrócił wzrok. Trzymał ją pewnie, nie ucieknie mu, nie po to czekał tyle czasu na tą chwilę.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Cassandra Hayes on Sob 30 Cze - 0:50

Była roztrzęsiona. Mimo czerwonego płaszcza, który na sobie miała, było jej zimno, a zielona sukienka była bardzo krótka. Sięgała jej przed kolana, które teraz się jej trzęsły. W co on sobie pogrywał, przepraszam bardzo?
- Niczego nie udaję - wyszeptała, znowu blednąc. Jej twarz przybrała odcień kredy do tablicy.
Wspomnienia odżyły. Przypomniała sobie tę pamiętną noc w dormitorium, gdy wypiła (sama!) półtorej butelki whisky, a język sam jej się rozplątał. Prosiła Mary, żeby to, co wtedy usłyszała, zachowała tylko dla siebie. Teraz wiedziała, że nie posłuchała próśb Cassie i poszła odnaleźć Gabriela, aby chwilę potem go zaatakować. Przyjaciele tak nie postępują. Ślizgonce łzy naszły do oczu. Odwróciła głowę, nie chcąc na niego patrzeć.
- Nic ci nie powiem - zaszlochała. Jego nastawienie, postawa, nawet ton głosu - przerażały ją. Nigdy nie widziała go takiego wściekłego, ale i opanowanego. Wszystkie słowa Gryfona były nasiąknięte jadem. - Zostaw mnie - powtórzyła płaczliwie, znów próbując mu się wyrwać. - Rób co i jak chcesz, nic ci nie powiem!
Znowu spróbowała odepchnąć Gabriela. Nie będzie do niej mówił w ten sposób. Nie chciała płakać. Inaczej wyobrażała sobie ich kolejne spotkanie. Łzy spływały jej powoli po policzkach, skapywały na zieloną sukienkę.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Gabriel Smith on Sob 30 Cze - 1:04

Złapał jej szczękę i przekręcił głowę tak, żeby patrzyła mu prosto w oczy.
- Myślałem, że zrozumieliśmy się doskonale. Myślałem, że kiedy powiedziałem Ci, żebyś NIKOMU nie zdradziła nic z tego co zaszło, to mogę Ci zaufać, inaczej nie powiedziałbym tego wszystkiego. Do niczego by nie doszło. - Przycisnął ją mocniej do ściany, jego dłoń osunęła się na jej łabędzią szyję. Delikatnie ją zacisnął. - Zaufałem Ci... - Powiedział roztrzęsionym głosem. Nie był w stanie opanować tego co czuł. Było to zbyt silne. Cudowna siła woli powstrzymywała go od uderzenia jej w twarz. Cassie była blada, nieludzko blada. Pasowali teraz do siebie. Tylko że on był blady z wściekłości, a ona z przerażenia... Nie obchodziło go to.
- Niepotrzebnie Ci zaufałem, jak widzę. Faktycznie, nie myliłem się co do Ciebie... Mogłem wypuścić Cię z klasy po słowach, których potem żałowałem. - Powiedział z obrzydzeniem. - A ja... zadręczałem się, że Cię zraniłem! - Przeszywał jej oczy swoimi, przebijał na wylot spojrzeniem, które wyrażało zawód, ból, ale i nienawiść.
- Komu i co powiedziałaś? - Zapytał ponownie, tonem nie cierpiącym sprzeciwu. Zacisnął rękę nieco mocniej na jej szyi.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Cassandra Hayes on Sob 30 Cze - 1:17

Przez chwilę Cassie żałowała. Naprawdę żałowała wszystkich tych słów, które powiedziała wtedy w dormitorium. Żałowała spotkania z Joshem, żałowała, że dzisiaj w końcu postanowiła wyjść ze swojego bezpiecznego kącika. To trwało tylko chwilę. Potem było jej już obojętne to, co zrobiła. Nie powinna żałować czegoś, na co nie miała wpływu.
- Zraniłeś - powiedziała cicho, czując jego palce na swojej szyi. Oddech jej przyśpieszył. Czy on naprawdę chciał...? Nie! Ona miała zginąć na polu walki, walcząc z jakimś idiotycznym śmierciożercą, miała zostać aurorką... nie chciała żegnać się z tym światem teraz. Na dodatek z pomocą chłopaka, którego obdarzyła swoją miłością. Nie rozumiała go. Nie chciała rozumieć. Zaczęła się dusić.
- Ciągle ranisz - dodała po chwili ostatkiem sił. Miała cichą nadzieję, że ktoś rzucił na niego Imperiusa, że nie robił tego z własnej woli. Po chwili nadzieja prysła. Gabriel Smith naprawdę był złym człowiekiem. Ciągle płakała, gdy powoli osunęła się na ziemię, lądując z hukiem na posadzce u jego stóp. Czy tego właśnie chciał? Zemdlała.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Gabriel Smith on Sob 30 Cze - 1:28

Upadła na ziemię, a on stał nad nią. Ocucił ją.
- Powiesz mi, prawda? - Zapytał spokojnie. Złapał ją i podniósł do pozycji siedzącej, oparł o ścianę.
- Kto jeszcze oprócz Marilyn został powiernikiem Twoich sekretów, hmmm? - Uśmiechał się delikatnie, paskudnie. - Wiesz... generalnie wolałbym wiedzieć przeciw komu mam wyciągnąć różdżkę, jak tylko zobaczę go w polu widzenia, żeby znów nie skończyć związanym, oślepionym - tak, oślepionym - i ogłuszonym. Miło by mi też było, gdybyś zechciała nie rozpowiadać już nikomu o niczym, co między nami zaszło. Możesz też zapomnieć o tym co zaszło. - Dodał wściekle. Sam czuł się zraniony, strasznie. Zawiodła jego zaufanie. Tak bardzo, że nie był w stanie jej tego wybaczyć. Wydała go jego wrogowi, a Marilyn wykorzystała to przeciw niemu, czy Cassie nie zdaje sobie z tego sprawy?! Zwątpił w uczucie, którym rzekomo go darzyła. Gdyby go kochała, nie zrobiłaby mu tego, nie rozpaplałaby dookoła o tym co się stało w sali Historii Magii. Zaczął oddychać szybciej, głębiej. - Jak mogłaś? - Powiedział cicho, ale wyraźnie. Spuścił wzrok. - Jak mogłaś rozpowiadać o tym co się między nami wydarzyło? Szczegółów też nie pominęłaś? - Chciał jej po prostu przypieprzyć. Tak wściekły nie był już od dawna. Miał ochotę wyżyć się na kimś, dorwać jakąś ofiarę i katować ją cruciatusem, aż by oszalała. Cassie nie mógł tego zrobić, chociaż ślad po jego dłoni został na jej szyi.
- Muszę wiedzieć, kogo muszę teraz zabić? Oni pewnie uważają się za silniejszych, za lepszych. Może zechcą pomagać biednej, skrzywdzonej Cassandrze. Wszyscy mają w dupie uczucia Gabriela. Włącznie z Tobą! Ciągle pieprzysz, że Cię zraniłem. Tak? Okej, zraniłem. Dlaczego nie pomyślisz, że zrobiłaś mi to samo?!- Uderzył pięścią w ścianę. Zacisnął szczęki. Miał problemy z panowaniem nad sobą.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Cassandra Hayes on Sob 30 Cze - 1:47

Chciała, żeby zostawił ją w spokoju. Przeklinała Mary i jej cholerną dumę. Pogorszyła jedynie sprawę. Kiedy atakowała Gabriela, myślała jedynie o swojej cholernej zachciance.
- Nie - odpowiedziała, obejmując kolana ramionami i szlochając głośno. - Nic ci nie powiem. Mówiłam to już. A ty na upartego chcesz mnie pozbawić wszystkich tych, którzy nie przypierają mnie do ściany i nie zaciskają swoich palców na mojej szyi!
Nie rozumiał jej. Nie rozumiała go. Nawzajem się nie rozumieli. W tym tkwił problem.
Przygryzła wargę, próbując powstrzymać kolejną falę płaczu. Zapomnieć o tym, co zaszło. Łatwo mu powiedzieć. Jak ona ma tego dokonać? Był idiotą.
- Powiedziałam Mary, co zrobiliśmy w klasie - zaczęła roztrzęsionym głosem, przełykając łzy. Nie mogła się opanować. - Powiedziałam też, że cię kocham, a ty mnie nie chcesz.
Ukryła twarz w dłoniach, a jej drobnym ciałem wstrząsały spazmy. Niech ją dobije teraz. W przyszłości już nie popełni tego błędu i nie wyjdzie z dormitorium samotnie.
- W takim razie powiedz mi, co ja ci takiego zrobiłam - powiedziała, dłonią ocierając łzy jednego z policzków.
Nie kochał jej. Słowa - słowami. Czyny - czynami. Jaka jest różnica? Czyny są ważniejsze. Gdyby ją kochał, nie chciałby zrobić jej krzywdy.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Gabriel Smith on Sob 30 Cze - 2:06

- Pogratuluj swojej przyjaciółce. I pozdrów ją ode mnie. Przy okazji wspomnij, że niedługo spotka ją coś gorszego niż cruciatus. - Wstał i patrzył z góry na dziewczynę. - Powiesz mi Cassie, bo musisz mi powiedzieć. Nie widzę innego wyjścia. Zaraz mogę otworzyć pokój życzeń, a tam nikt nam nie przeszkodzi, będziemy mogli posiedzieć ile tylko zechcemy, aż zechcesz mi powiedzieć to, co chcę usłyszeć. - Powiedział wręcz znudzonym głosem. Czasami naprawdę tak było trzeba. Zacisnąć komuś palce na szyi, żeby zrozumiał jak kruchy jest jego świat. Ile razy ostatnio Cassie płakała? Cały czas utwierdzało go to w przekonaniu, że miłość to słabość. Uwierzył jej w klasie, chciał, żeby poprowadziła go tą ścieżką, chciał iść u jej boku. Co ona tymczasem zrobiła? Zabrała go głęboko pomiędzy krzaki i tam wbiła mu nóż w serce, po samą rękojeść. Zdradziła go, zdradziła jego zaufanie, ponadto pokazała, że uczucie, którym go darzy jest słabością. Oślepiła go, pobiła, zraniła, a teraz on odczołgał się... krwawiąc... znów do rozstajów. Płacząc krwią z wykłutych oczu, opadł bez sił i szlochał, ale zaraz się podniesie i już NIGDY nie da się zwieść pozorom.
Domyślał się, że powiedziała jej ni mniej, ni więcej, ale wszystko. Nie zareagował. Wodził pustym spojrzeniem dookoła. Bawił się sznurkiem od bluzy, którą miał na sobie. Kucnął znów obok niej. Westchnął głęboko.
- Przestań płakać. - Rozkazał jej. - Nie mogę na to patrzeć. Mażesz się, jak dziecko... - Otarł łzy z jej policzków dłońmi. Polizał kciuka. Słone. Zawsze są słone.
- Naprawdę tego nie widzisz? Nie widzisz W OGÓLE swojej winy? - Prychnął. - Wiesz co... a mówią, że to ja jestem arogantem, impertynentem i rozmowa ze mną to jak grochem o ścianę. - Uśmiechnął się do niej, chociaż w tym uśmiechu nie było ani krztyny emocji. Po prostu - pusty gest. Ani radość, ani smutek, ani ironia - grymas, po prostu skurcz mięśni, jak cała jego twarz, oczy, gesty, ton - wszystko było zimne, spokojne, jakby nie był człowiekiem, tylko maszyną bez uczuć. Uczucia schował głęboko, ona już nie miała do nich dostępu. Za bardzo się przed nią otworzył. Błagał ją, BŁAGAŁ, a ona zdradziła go. Nauczka na przyszłość. Wstał i znów spojrzał na nią z góry. - Wiesz co... tylko pozdrów Mary i wszystkich tych, którym wypaplałaś o tym jak Cię pieprzyłem w sali Historii Magii i o tym, jak błagałem o przebaczenie i o Twoją miłość. Nic im nie zrobię. - Wzruszył ramionami. - Po co? I tak już nic dla mnie nie znaczysz. - Odwrócił się i odszedł.
avatar
Gabriel Smith
Uczeń

Liczba postów : 623
Czystość krwi : czysta
Skąd : Romsey, Hampshire

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz z gobelinem Barnabasza Bzika

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Korytarze

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach