Obserwatorium

Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Josh Kaltmann on Wto 3 Lip - 23:12

W zasadzie nie znosił wróżbiarstwa ani czegokolwiek, co było z nim związane. Nie umiał porozumieć się z gwiazdami, nie ogarniał, co takiego mogą kryć w sobie fusy herbaciane czy szklane kule. Astronomia brzmiała ciekawiej, ale nie na tyle, aby na dłużej go przy sobie zatrzymać. Kochał się w liczbach. Z wzajemnością ogromną. Dlatego najczęściej liczył ilość papierosów pozostałych po weekendzie, czy nieprzespanych nocach. Poprzedniej nocy Josh zasnął od razu, gdy tylko głową dotknął poduszki. Nie myślał o Mary i o tym co stało się w szklarni, ale chciał ją znowu jak najszybciej zobaczyć. Była przecież tak niedaleko, zaledwie po drugiej stronie korytarza. Zasnął, a kiedy się obudził uznał, że trzeba znaleźć Cass i zaproponować wspólny wypad do Hogsmeade albo chociaż zmusić do odrobienia za niego pracy domowej, którą olał tydzień temu a jednak wolałby nie narażać całego domu na utratę punktów. Z lochów wspiął się na sam szczyt szkoły. Prawie sam szczyt i wcale nie miał ochoty zaglądać do obserwatorium, ale usłyszał dwa damskie głosy. Znajome głosy i odetchnął z ulgą. Przynajmniej raz zrobiły mu niespodziankę i były w jednym miejscu. Znowu bez niego. Wsunął dłoń do tylnej kieszeni poprzecieranych dżinsów i pchnął drzwi do obserwatorium i odchrząknął, żeby zaznaczyć swoja obecność. Natychmiast wybałuszył oczy, kiedy zobaczył, że atmosfera w pomieszczeniu zaraz rozsadzi cały Hogwart.
- Niedługo zapomnicie o moim istnieniu, robaczki. - powiedział i podszedł najpierw do Cass, którą pocałował w policzek, a potem do Mary, której wyraz twarzy bardzo mu się nie spodobał. - Czemu ona płacze? - zapytał raczej w przestrzeń, a po chwili już siedział przy przyjaciółce, którą pocałował może trochę za blisko ust. Z nadzieją, że Cass tego nie zauważyła, Josh objął Mary ramieniem i wyciągnął paczkę papierosów, po czym jednego zapalił. Na pewno znowu poszło o jakiegoś faceta. Josh będzie musiał ich wszystkich powykańczać.
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Marilyn Langdon on Wto 3 Lip - 23:25

Całą wypowiedź, całe zachowanie Cassandry skomentowała tylko jednym, dobitnym. - Odwal się. - Miała jej dość, bo to przez nią nie mogła teraz opanować płaczu i to przez nią teraz łzy leciały jeszcze bardziej.
Skuliła się, obejmując nogi rękoma. By się ocieplić i odizolować od świata zewnętrznego. Usłyszała chrząknięcie, już po tym wiedziała, kto się pojawił na wieży. Jednak nie zareagowała, przynajmniej dopóki chłopak nie podszedł do niej.
- J-josh. - wyjąkała, kiedy znalazł się obok niej. Przechyliła trochę głowę, jakby chciała by jego wargi trafiły na jej usta. Cholera miała takich rzeczy nie robić, ale teraz, teraz było inaczej, teraz potrzebowała jego bliskości. Wtuliła się w niego, z nadzieją, że pomoże jej w tej sytuacji. Twarz ukryła w jego koszuli. Miała tylko nadzieję, że nie będzie zły, że nie będzie na nią krzyczał, bo już czuła jak materiał nasiąka słonymi kroplami. Mary rycząca przez faceta? Nie, przecież żaden by na nią nie spojrzał. Musiałby być albo ślepy, albo głupi. Tak uważała. Chyba, że płacz przez faceta Cass, to już było bardziej możliwe.
Ciekawiło ją, czy pamiętał o swoich wargach całujących jej usta. O splecionych dłoniach, o tym co wydarzyło się w szklarni. Ciekawe czy Cassandra już wiedziała, może jej powiedział. No właśnie Cassandra. Przez Josha zapomniała o jej obecności. Zapomniała o wszystkim. Cholera. Miała nie robić takich rzeczy z powodu chłopaka, nigdy. Jednak jak widać Josh był wyjątkowy, sprawiał, że wszystkie jej postanowienia, plany mogły iść w diabli.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Cassandra Hayes on Sro 4 Lip - 18:40

Cassie roześmiała się, słysząc krótki komentarz panny Langdon. Dobitny...? Nie, raczej nie. Co najwyżej Marilyn nie wiedziała, jak odpowiedzieć pannie Hayes i resztkami swojej godności zmusiła siebie do wypowiedzenia tych słów, które poniekąd miały zabrzmieć dobitnie, ale wyszło jej to raczej tak, jak marudne dziecko na przegranej pozycji mówi do kogoś "zamknij się". Zupełnie tak samo. W każdym razie, Ślizgonka już układała sobie długi wykład w głowie na temat, co sądzi o zachowaniu Marilyn, gdy ni z tego ni z owego w drzwiach pojawił się Josh. Siedziała z zaciętą miną, gdy musnął ustami jej policzek i naprawdę, bardzo starała się nie dać po sobie poznać, jak bardzo jest niezadowolona z pojawienia się Kaltmanna w obserwatorium.
- Taaa, mi też niezmiernie miło cię widzieć - mruknęła, uważnie obserwując ich zachowanie. Drżący głosik Mary, pocałunek jakby tak blisko jej ust, ich spojrzenia... Uniosła wysoko brwi. Za dobrze ich znała, żeby stwierdzić, że wszystko jest w porządku. Nic nie było w porządku.
- A bo ja wiem? - odwróciła głowę w kierunku Ślizgona, wzruszając bezradnie ramionami. - Jak tu przyszłam, to już płakała. Najpierw mnie zwymyślała, a teraz użala się nad sobą. To i tak jej wina, więc mnie w to nie mieszaj.
Odwróciła swoją naburmuszoną twarzyczkę w drugą stronę, aby nie patrzeć jak Josh przytula Mary, a ona jakby tylko na to czekała i zaczęła płakać mu w ramię. No cóż.
- Coś się działo podczas tych kilku dni, o czym nie raczyliście mi powiedzieć, hmm? - spytała po chwili, ciągle na nich nie patrząc. To było dziwne, naprawdę. Jeśli to miał być żart, to był bardzo głupi kawał.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Josh Kaltmann on Sro 4 Lip - 18:59

Ani było mu w głowie wtrącanie się w te ich bezsensowne sprzeczki. Dobrze wiedział, że za kilka dni padną sobie w ramiona i znowu będzie można się porzygać widząc, jak wspaniale się ze sobą dogadują. Zaciągnął się i pomyślał, że chyba będzie musiał zainwestować w specjalną koszulkę nie wchłaniającą wody, bo zdecydowanie za często ktoś wylewa swoje łzy w jego ubranie. Nie spodobał mu się ton Cass, dlatego wstał i podszedł do niej, zmuszając ją tym samym, żeby przestała unikać jego spojrzenia. Doskonale zdawała sobie sprawę, że nie znosił, jak ktoś traktował go w ten sposób. Zerknął szybko w stronę Mary, posyłając jej uspakajający uśmiech. Nie miał zielonego pojęcia o co tym razem poszło, ale póki co jedynie Cass mogła mu odpowiedzieć.
- Znam cię nie od dziś i nigdy nie pozwoliłabyś, aby twoja najlepsza przyjaciółka przy tobie płakała. - nie miał zbyt przyjemnego głosu, raczej suchy i nie znoszący sprzeciwu. Cass nie była typową ślizgonką, a przynajmniej nie dla swoich najbliższych. Skoczyłaby w ogień za Mary. Właśnie, Mary. Odwrócił się w jej stronę, wyciągając zza ucha drugiego papierosa i bezmyślnie obracając go pomiędzy palcami. To ona wiedziała o wszystkim na długo przed tym zanim Cass zdecydowała się mu zwierzyć. Wolałby, aby chodziło im zupełnie o co innego, ale nie miał zamiaru trzymać żadnej ze stron. Były dla niego najważniejsze, jednak nie był przyzwyczajony do stawania pomiędzy nimi. - Co się stało? - zapytał Mary, bo miał już dość niedomówień. Jeżeli którakolwiek z nich zrobiła coś głupiego, to rzeczywiście ich sprawa, ale nie chciałby, aby cokolwiek się im stało. Nawet przypadkowo. Nie złamał słowa obiecanego Cass i dał jej wolną rękę, mimo że nie powiedziała mu od razu. Miał ochotę jej to wygarnąć, kiedy zapytała, czy coś przed nią ukrywają, ale w ostatniej sekundzie się powstrzymał. Nie chciał teraz o tym rozmawiać, nie kiedy sam nie ogarniał, co się stało, nie kiedy wszystko dopiero miało się rozwinąć. Oparł się o balustradę. Lepiej dogadywał się z Cassandrą.
- Postanowiliśmy z Mary nie skakać sobie do gardeł w czasie twojej nieobecności. - mruknął, odpalając kolejnego papierosa - Co się działo podczas tych kilku dni, kiedy płakałaś przez Gabriela i powiedziałaś Mary? - to była ta sprawa, o której mieli rozmawiać.
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Marilyn Langdon on Sro 4 Lip - 19:14

Dobitny. Wiedziała, ale nie miał już i siły, i chęci, ażeby dalej się z nią użerać. Resztkami swojej godności? Gdyby to usłyszała, to zaśmiałby się dziewczynie w twarz. Langdon i resztki godności, niemożliwe. Możliwe, że była marudna, możliwe, że była dzieckiem, ale nie była na przegranej pozycji, o nie. Czyli Klatmann wybawił ją z konieczności słuchania bezsensownego monologu Hayes? Jak dobrze, że tu się pojawił.
Nie tym razem. Tutaj nie wystarczy kilka dni, czy nawet tygodni. Tu potrzeba dużo czasu, aż za dużo, by móc się porzygać na widok dwóch nierozłącznych psiapsiółek. Taka koszula byłaby bardzo dobrym pomysłem. Kiedy odszedł chciała jęknąć, by wyrazić jak bardzo jej się to nie podoba. Zabrał jej ciepło i siebie. Jednak przy Cassandrze nie mogła tego zrobić, na pewno skomentowałaby to w dość dziwaczny sposób. Zrobiło się jej jakoś cieplej, kiedy zobaczyła tą małą oznakę wsparcia, jaką był dla niej jego uśmiech.
- Nie jestem już jej najlepszą przyjaciółką. - wychrypiała. Przez ten ryk jej głos brzmiał strasznie. Jak widać się mylił, albo Marilyn nigdy nie była jej najbliższą osobą. Tak wiedziała i jak widać lepiej byłoby, gdyby nie wiedziała. Ani teraz, ani nigdy wcześniej. Każdy wolałby, żeby chodziło o coś innego. Pokiwała tylko głową. Jak miała mu to wszystko wytłumaczyć. Jak powiedzieć, że tęskni za tą idiotką Cassandrą. Jak miała mu to wytłumaczyć, kiedy ona to wszystko słyszała. Gdyby coś się stało Langdon wszyscy mieliby w końcu tak upragniony święty spokój. Ona złamała i źle zrobiła, ale jednak to było dla jej dobra. Nie wiedziała co powiedzieć, bo nie wiedziała co dokładnie się między nimi działo. Spojrzała tylko na chłopaka z nadzieją, że on to jej wytłumaczy.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Cassandra Hayes on Sro 4 Lip - 19:53

Za kilka dni...? Nieee. Zdecydowanie - nie. Po pierwsze, Mary musiałaby przeprosić Cassie, a tego nie zrobi na pewno, panna Hayes wiedziała to na sto procent. Marilyn Langdon miałaby przepraszać kogoś innego, a już zwłaszcza Cassandrę Hayes? Niedoczekanie! Po drugie, Ślizgonka nie zamierzała wybaczyć jej tak łatwo, no, ale skoro już i tak wiemy, że Mary jest uparta jak osioł i nic nie zrobi w związku z tą sytuacją, możemy sobie darować punkt trzeci, który głosiłby, że to Mary musi zrobić pierwszy krok ku naprawieniu ich przyjaźni.
- Jak właśnie usłyszałeś, Josh, Marilyn udzieliła ci bardzo trafnej i prawdziwej odpowiedzi - mruknęła Cassie, patrząc niechętnie w oczy chłopaka. - Nic mnie nie obchodzą łzy takiej dwulicowej osoby.
Uniosła lekko brwi i odsunęła się nieco od Josha, gdy zaczął palić. Czyżby panna Hayes zamierzała rzucić palenie...? Hmmm...
- Co się działo? - powtórzyła głośno panna Hayes, po czym zeskoczyła z barierki i wymierzyła palec w Josha. - Proszę bardzo, skoro tak bardzo chcesz, powiem ci. Ta dziewczyna złamała daną mi obietnicę i zaatakowała Gabriela, mimo że wcześniej przyrzekała, że nie zrobi nic głupiego. Naraziła nie tylko siebie, ale również mnie, rozumiesz? Z tego co mi wiadomo, przyjaciele tak nie postępują. Dlatego ta dziewczyna nie jest już moją przyjaciółką.
Zacisnęła zęby i skrzyżowała ręce na piersiach. Drażniło ją to wypytywanie, drażniło ją to, że Josh chciał się bawić w dobrą matkę, której obowiązkiem jest pogodzenie dwóch skłóconych pociech. Ona nie chciała się godzić, a przynajmniej nie teraz. Spojrzała na Marilyn.
- A tobie co? Mowę nagle ci odjęło? Przez przyjściem Josha prawie skoczyłaś mi do gardła - mruknęła. Nie podobało jej się to.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Josh Kaltmann on Sro 4 Lip - 20:26

Josh pomyślał, że im kompletnie odbiło. W ogóle nie zwrócił uwagi na dziwaczną reakcję Cassandry, która przecież nigdy nie stroniła od papierosów. Skupiał się na jej słowach i dopiero po chwili ogarnął ich sens. Tak, ale to zupełnie nie trzymało się kupy.
- Dajcie spokój, będziecie się kłóciły z powodu faceta? - przewrócił oczami i zanim Cass zeskoczyła z barierki, przytrzymał ją i objął w pasie, żeby wiedziała, że tak naprawdę rozumie, że nie chciała, aby tak było. Niemal niekończąca się rozmowa w jego dormitorium jasno tłumaczyła, czego ślizgonka oczekuje wobec swoich przyjaciół. One się po prostu nie dogadały a Josh mówił im kiedyś, żeby nie piły bez niego. Nie chciał żadnej z nich moralizować, ani przepytywać, ale powoli przestawało go to bawić. Rzucił zaskoczone spojrzenie Mary i uniósł brew, a kiedy Cass skończyła mówić tylko pokiwał głową.
- Mary zaatakowała Gabriela? - zlustrował blondynkę wzrokiem i z trudem powstrzymał się, aby nie zapytać, czy aby nie było na odwrót. Wiedział, że Mary ma w sobie siłę, o której może nawet nie wiedzą, ale żeby zaraz atakować tego byczka? - Myślę, że trochę przesadzasz Cass, a ty nie powinnaś robić czegoś, nawet jeżeli myślałaś, że tak byłoby lepiej - powiedział, zanim Mary wtrąciłaby swoje trzy grosze. Nikt nie zapytał, czy czasem nie ma do nich żalu, czy może nie było mu przykro, że tak długo żadna z nich nic mu nie powiedziała. Wyrzucił drugi niedopałek i ruszył w stronę Mary, ale zanim ponownie koło niej usiadł, wycelował palcem w Cassandrę.
- Zrobiła źle, ale już sobie wyobrażam jak siedzisz z założonymi rękoma, podczas gdy koleś, który zranił twoją przyjaciółkę pałęta się beztrosko po korytarzu. Postaw się na jej miejscu, Cassie. - nie no, one nie potrzebowały przyzwoitki, tylko porządnego kopa w dupę. Wrócił na swoje dawne miejsce i odgarnął włosy z czoła, zastanawiając się czy piersiówka leżąca na łóżku w lochach jest jeszcze pełna. Miał ochotę pocałować Mary, wziąć Cass i iść z nimi na piwo, ale chęć zostawienia ich tutaj we dwie coraz bardziej do niego przemawiała. - A i Mary, myślałem, że jak cokolwiek postanowisz, najpierw uzgodnisz to ze mną. -patrzył jej prosto w oczy, z wielkim trudem powstrzymując się, aby nie wstać i nie wyjść. Wiedział, że się pogodzą, że to kwestia czasu, bo obie były uparte, ale gdyby wiedział o wszystkim wcześniej, to zachowałby się jak Mary, byleby tylko Cass skupiła całą złość na nim.
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Marilyn Langdon on Sro 4 Lip - 21:00

Jak dobrze, że Cassandra zdawała sobie z tego sprawę. Jeśli Marilyn Langdon kogoś przeprasza, to ta osoba musi być dla niej niebywale ważna, albo dziewczyna była chora, bardzo bolała ją głowa i bredziła.
- Dwulicowej?! - prychnęła. Chciała jej pomóc, więc jest dwulicowa. Fajnie wiedzieć.
O nie, straszne. Niepaląca Hayes, toż to niemożliwe. Jaki ten świat ostatnio dziwny się zrobił.
- Jak widać będziemy się kłócić. - rzuciła w stronę Josha. Jej bojowa natura powróciła. Ona też rozumiała, do czasu. Kiedy spotkała pana Smitha coś w niej pękło i ręka tak jakby sama ruszyła, a usta same wypowiedziały zaklęcie. Chciała mu tylko pokazać, że jej przyjaciół się nie krzywdzi. Tu ma racje. Picie bez niego nie było dobrym pomysłem, bo zawsze kończyło się jakąś głupotą ze strony Langdon. Była idiotką. Spojrzała na niego, nie rozumiejąc, czemu coś go zaskoczyło. Co w tym wszystkim było dziwnego. - Aha. - potwierdziła cicho. Robiła się bardziej rozmowna, a i łzy przestały lecieć. Zostało tylko zimno. Zadrżała, kiedy poczuła zimny podmuch z północy. Nie było na odwrót. Jaką siłę, ot po prostu złość dodawała jej mocy, a Gabriel nie jest byczkiem, jak już to tylko nadaje się na jakiegoś cielaka. - Myślałam, że już się przyzwyczailiście do tego, że robię coś, nie zważając na konsekwencje tego czynu. - powiedziała to do ich, nie do Josha, ale do nich. Tak jakby wszystko było jak dawniej i wszystkie wypowiedzi były skierowane do całej trójki nawzajem. Była egoistką, nie chciała słuchać o tym, czy on ma żal, chciała, żeby to ją ktoś wysłuchał.
Pokiwała głową, to było oczywiste. Po chwili coś sobie uświadomiła. Kaltmann mnie broni. Otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Pewnie bronił ją już nieraz, ale to i tak było swego rodzaju szokiem. Jak je tu zostawi same, to spodziewać by się można, że jedna z nich nie wyjdzie z tego żywa. - Przepraszam, nie chciałam Cię...martwić. - Spuściła głowę.
- Ciekawe kto komu... - mruknęła cicho w stronę Cassandry..


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Cassandra Hayes on Czw 5 Lip - 0:11

Cassie z groźną miną odsunęła się od Josha, a jej spojrzenie wyraźnie mówiło "Nie dotykaj mnie!". Łypała spod oka to na Marilyn, to na Kaltmanna, i ciągle czuła coraz bardziej narastającą złość na wszystko i wszystkich. A już zwłaszcza na nich oboje.
- Nie, Josh, nie będziemy się kłóciły z powodu faceta, tylko dlatego, że panna Langdon złamała obietnicę i zaatakowała faceta - sprostowała panna Hayes, zaciskając usta i krzyżując ręce na piersiach. - Tak, dwulicowej, Mary. Dobrze usłyszałaś. Przynajmniej uszy masz w miarę sprawne.
Picie bez Josha - ile razy już tak robiły, a nigdy nie kończyło się tak feralnie jak teraz. Żeby to podkreślić dodam, że Marilyn jeszcze nigdy nie złamała raz danego słowa, nigdy, przenigdy. A teraz... no cóż. Zawsze musi być ten pierwszy raz, nawet po sześciu latach prawdziwej przyjaźni. Przepraszam - o ile tę znajomość można nazwać "prawdziwą przyjaźnią", bo teraz już na pewno nią nie była.
Panna Hayes z wysoko uniesionymi brwiami obserwowała, jak Marilyn z buntowniczej księżniczki zmienia się w łagodnego baranka, tylko pod mocą spojrzenia Josha. Prychnęła, po czym roześmiała się gorzko. Czyżby coś się zmieniło w ich relacji podczas tych kilku dni? A zresztą - nie obchodziło jej to. Skoro jej przeznaczeniem było błąkanie się po Hogwarcie samotnie jak palec, to trudno, tak właśnie będzie.
- Obietnica to obietnica. Obietnic się nie łamie, Josh - mruknęła Ślizgonka, marszcząc brwi. Najchętniej wyszłaby z tego obserwatorium i zostawiłaby ich w cholerę. Z każdą kolejną sekundą coraz bardziej była przekonana, że w ogóle ich nie potrzebuje, z wzajemnością. Zmrużyła oczy. - Wiecie, może już pójdę. Nie będę wysłuchiwać twoich głupich wykładów na temat tego, co powinnam, a czego nie. Zostanę śmierciożercą, zaatakuję całe ministerstwo i podbiję świat!
Próbowała wymyślić coś tak głupiego, że nawet oni dwoje złapaliby się za głowę. No cóż... zaskoczyła przynajmniej siebie. Doskonale wiedziała, że właśnie puściła słowa na wiatr, ale no cóż - takie życie.
- Mam was głęboko gdzieś! - warknęła Cassie, odwracając się na pięcie i z gracją odmaszerowując z obserwatorium. Miała prawdziwą ochotę pobyć gdzieś samotnie, dopóki się nie uspokoi i nie będzie mogła na powrót normalnie funkcjonować.
avatar
Cassandra Hayes
Administrator

Liczba postów : 319
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Josh Kaltmann on Czw 5 Lip - 10:45

Moment, moment, one sobie chyba na za dużo pozwalały.
- Nie złamała jej przez własny egoizm, tylko dlatego, że chciała ci pomóc i przypominam, Cass, że nie byłaś z nami od początku szczera. - i on się od niej odsunął. Zaczynała go denerwować, pomimo tego że to zazwyczaj z nią lepiej się dogadywał. Była taka uparta, zupełnie jak Mary. Josh był wściekły na nie obie, już nawet nie wiedział na którą bardziej. Sam z chęcią złamałby tą obietnicę i pokazał temu kretynowi, gdzie jego miejsce, ale jeszcze tego nie zrobił tylko dlatego, żeby Cass zdążyła ochłonąć. Tu chodziło o zasadę. Wcale nie chciało mu się tu tkwić i wysłuchiwać tych bredni, które podsycały jeszcze bardziej z minuty na minutę. Obie były przekonane o swojej racji i nic tu po nim. Spojrzał w stronę Mary, czując jak narasta w nim dziwny niepokój....mogło się jej coś stać. Ta z kolei zdawała się już powoli sobie radzić, tylko że trochę za późno naszła ją wola walki.
- Świetnie, nagle nikt nie chce mnie martwić, ale do cholery, właśnie taka sytuacja martwi mnie najbardziej. Obie was popierdoliło. - mruknął i już miał się zbierać, kiedy nagle Cass znalazła się przy drzwiach z groźną miną. Do tego palnęła coś tak idiotycznego, że Josh nawet lekko się uśmiechnął, bo już czuł, że kiedy Cass się wycofuje, znaczy, że powoli się łamie. Uniósł brew, ale zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć tej już nie było. Świetnie. Miały rację, lepiej było, kiedy nic nie wiedział. Przynajmniej teraz miałby spokój i może robiłby coś bardziej pożytecznego.
Odwrócił się do Mary, kiedy druga ślizgonka wyszła.
- On się jej poskarżył, że machałaś w jego stronę różdżką, czy sama jej tą wiadomość obwieściłaś? - nie krzyczał, nie warczał, nie był oschły, ale stanowczy, bo już wystarczająco przed nim ukrywały.
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Marilyn Langdon on Czw 5 Lip - 11:00

Spojrzała na nich i prychnęła, kiedy usłyszała dwulicowości.
Słuch zawsze miała dobry, często po prostu udawała, że nie słyszy, bo słuchać nie chciała. No ale ostatnio wypiły więcej niż zawsze, chociaż Marilyn miała mocną głowę, to w tej sytuacji coś się nie udało. W sumie teraz się broniła, próbując swój błąd wytłumaczyć popijawą, która w sumie była w ich życiu często obecna. Musi zacząć ponosić konsekwencje swych czynów. Kiedyś była to prawdziwa przyjaźń, kiedyś. Teraz czegokolwiek by nie zrobiła przez najbliższy czas ich relację się nie poprawią, przynajmniej nie do tego stopnia, jak to kiedyś wyglądało. Czy tylko ona nie miała jakiś potrzeb, by stąd wyjść.
Wszyscy chcieli pomóc Cass, przez zrobienie krzywdy temu Gryfonowi, a panna Langdon chyba faktycznie za bardzo się pośpieszyła. Mogła chociaż powiedzieć Joshowi, może by jej pomógł, no ale ta. Sama zrobię wszystko najlepiej. Teraz zaśmiałaby się ironicznie na takie swe słowa. O dziwo zrozumiała, że popełniła błąd, ale nie umiała tego naprawić, nie mogła przeprosić. Nie teraz. Jak miło, że Kaltmann się o nią martwi.
- Powiedz mi coś, czego nie wiem. - rzuciła smutno. Faktycznie popierdoliło je. Siedziała na ziemi trzęsąc się z zimna i uważnie śledziła ruchy Cassandry. Zaśmiała się serdecznie, podbicie świata to ich wspólna działka.
Spojrzała na chłopaka.
- Nic jej nie mówiłam, więc chyba on. - powiedziała cicho. Znowu straciła zaciętość. Szczerze bała się jego reakcji, tego, że może zacząć krzyczeć. Przejechała rękami po swoich ramionach z nadzieją, że się ociepli. Czuła zimno skórę. Brr.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Josh Kaltmann on Czw 5 Lip - 22:27

Nie sądził, żeby to miało długo trwać. One nie mogły bez siebie istnieć, a w tak długiej znajomości nie można było w nieskończoność unikać kłótni. Musiały sobie same z tym poradzić, on nie miał na nic wpływu. Jednak czuł, że Mary ma pewne wyrzuty sumienia, że pomimo tego, jak bardzo stara się przekonać gestami i wyniosłym spojrzeniem, że to nie ona się myli, to właśnie udowadnia, że doskonale zdaje sobie sprawę z błędu, którego popełniać wcale nie musiała. Nie, on się nie nadawał do analizowania kobiet. A już na pewno nie tych dwóch, bo nie zważając na czas, który już minął odkąd się przyjaźnią, to prawdopodobnie nigdy nie dowie się o nich wszystkiego. I dobrze, bo pewnie by zwariował. Już czuł, że lepiej było nie wychylać się z dormitorium i zmierzyć się z tym jutro, kiedy każda z nich prześpi się ze swoim problemem. Wzruszył ramionami, nie ruszając się z miejsca. Wyciągnął kolejnego papierosa i bezmyślnie go zapalił. To on w tej trójce był od załatwiania spraw fizycznie, one miały jedynie wyżywać się werbalnie. Będzie musiał chyba od nich odpocząć. Spojrzał na Mary i pomyślał, że jest piękna.
- Nie będę się z wami użerał. To wasz problem. - dla niego temat był zamknięty, bo nie miał zamiaru zrobić jej całego wykładu i kazać szukać Cass po całej szkole. Mary wcale nie musi tu z nim siedzieć, równie dobrze może sobie wszystko przemyśleć gdzie indziej. Później, jutro, za rok. Nie chciały go w to mieszać, to niech będą konsekwentne. Przynajmniej ten raz. - Mój mózg ma tego dość. - powiedział i przymknął oczy.
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Marilyn Langdon on Czw 5 Lip - 22:41

Miejmy nadzieję, że długo trwać nie będzie. Ich kłótnia i widok, a w sumie jego brak tych dwóch razem, zaburzy cały spokój w Hogwarcie, bo w końcu one od niepamiętnych czasów były zawsze razem. Ramię w ramię. Jednak dziwnym uczuciem jest kłótnia po tak długim okresie bez kłótni. Z Joshem często się sprzeczała, więc gdyby to z nim się pokłóciła, to pewnie nie zrobiłoby to na niej aż tak wielkiego wrażenia. Nie wiadomo co miało na to wpływ, ale Mary czuła się, jakby rozbierał ją wzrokiem i wnikał w jej psychikę. Tak dobrze rozgryzł całą sytuacje. Niebywałe. Nadawał się, a przynajmniej do analizowania Langdon. To było straszne, ale robiło się prawdziwe. Nie dowie się wszystkiego, żadne z nich nie będzie znało reszty w pełni. Bo czy któreś z nich wie na przykład, że dziewczyna zna francuski? Wątpię, chyba że po pijaku zaczęła mówić tym językiem miłości.
Lepiej, nie lepiej. Nie wiadomo. Marilyn na przykład nie chciała wrócić do dormitorium, bo bała się, że może spotkać tam Cass, no chyba że ta poszła do Gabriela Smitha spędzić z nim upojną noc. Yhh... Wyciągnęła w jego stronę rękę. - Daj jednego. - Zapomniała swoich, zresztą i tak nie miałaby gdzie ich schować. Zimno. Zatrzęsła się, po raz któryś już dzisiaj. Ostatnio było odwrotnie, to ona zaczęła załatwiać sprawy w ten sposób. Mary i piękność? Koń by się uśmiał, to znaczy według mózgu panny Langdon.
Pokiwała głową, miał rację. To jest ich problem. Nie chciała szukać, jakoś tak wolała spędzić ten czas z Kaltmannem. Nie powinna tak myśleć. Przecież był jej "bratem", ale piekielnie przystojnym bratem. Nie chciała go po prostu martwić, dziwne. - Nie dziwię się. - szepnęła i położyła na ziemi, patrząc w górę, przed siebie.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Josh Kaltmann on Pią 6 Lip - 0:19

Podniósł powieki, kiedy poprosiła o papierosa. Uwielbiał patrzeć jak z jej perłowych ust wydobywają się kłęby dymu. Leniwie zajrzał do wnętrza paczki, aby sprawdzić, czy może sobie pozwolić na taką darowiznę, bo ostatnio palił coraz częściej. Jeden mniej nie powinien stanowić problemu. Podniósł wzrok i jeszcze zanim zdecydował się podejść do Mary pomyślał, że może źle robi. Może powinien na nią nakrzyczeć i pobiec za Cass? Albo obrazić się solidnie na nie obie i pokazać im wreszcie, jakie potrafią być dziecinne? Nie, on taki nie był. Wolał zostawić to wszystko w ich rękach i się wycofać. Sam miał na swojej głowie dużo problemów, o większości których nawet nie miały pojęcia. Później znajdzie Cass i z nią porozmawia. Ostentacyjnie westchnął i wzruszył ramionami. Nie chciał jej dać do zrozumienia, że właśnie między nimi wyrasta nowy rodzaj muru, którego mogą nie dać rady przeskoczyć. Z drugiej strony chciał się po nim wspinać, jednocześnie nie rezygnując z tego co zdążył sobie wybudować po swojej, bezpiecznej stronie. Nie chciał jej niczego obiecywać, nie chciał żadnych nieporozumień. Wolałby nic nie zmieniać, ale tak bardzo chciał zaryzykować. Pociągała go przecież już tak długo. Rzucił paczkę w końcu w jej stronę.
- Tylko się nie przyzwyczajaj, bo następne fajki ty załatwiasz. - powiedział, stając nad nią nagle.
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Marilyn Langdon on Pią 6 Lip - 9:50

Patrzyła na niego wyczekująco. Ona uwielbiała woń jego perfum, przemieszaną z papierosowym dymem. Zresztą nieważne. Niech nie będzie taki, tylko się podzieli. Ile razy to ona się z nim dzieliła. No dobra, można by to policzyć na palcach jednej ręki, ale to tylko dlatego, że pannie Langdon zdarzało się zapomnieć swego uzależnienia. Zapomnieć czegoś, od czego było się uzależnionym, głupie i troszkę niemożliwe, ale to tylko troszkę, bo jak widać Marilyn niszczy ludzką ideę o niemożliwym. Może robi źle, nikt tego nie określić, oprócz niego nie może. To on musi wiedzieć, co dla niego jest dobre, a co złe. Mieszanina wartości, teraz tylko trzeba znaleźć coś, co ją odpowiednio rozdzieli na podstawowe składniki. Nie lubiła krzyku... Jak dobrze, że nie należał do tego typu osób. Pytanie, czy same sobie poradzą. W sumie ten ostatni komentarz Cassandry sugerowałby, że już jest lepiej. Odrobinę lepiej, ale to zawsze coś. Nie ufał im, że nie wiedziały o tych problemach? Uniosła pytająco brwi. Mur, przeszkody są po to, by je przekraczać, a bariery i zasady po to, żeby je łamać. Mogą nie dać rady, ale czy nie lepiej byłoby pierw spróbować, żeby potem powiedzieć, że zrobiło się wszystko, co było w naszej mocy. Po co się wspinać? Można go zburzyć, wtedy żadna ze stron nie zrezygnuje z tego co już ma, a tylko częściowo splecie ze sobą obydwie części. Ona chciała zmienić, chciała, by jej życie nabrało więcej kolorów. I on ją pociągał od niepamiętnych czasów. Złapała paczkę, wyciągnęła jednego szluga, zapaliła go różdżką i zaciągnęła się porządnie.
- Mhm. - mruknęła przymykając oczy. Wyciągnęła rękę do góry, w stronę Josha.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Josh Kaltmann on Pią 6 Lip - 15:27

W jego przypadku wszystko funkcjonowało trochę inaczej. Pojękiwania ' ja przecież zawsze ci daje' jeszcze bardziej go zniechęcały, a łaszenia się po prostu nie znosił. Oczywiście, że był egoistą, ale jawnie się do tego przyznawał tylko wtedy, kiedy wiedział, że ktoś nadużył już sobie wcześniej jego zaufania, bo rzadko dawał drugą szansę. Rzadko też rezygnował z czegoś, tylko dlatego, że komuś było tak wygodniej. Dbał wyłącznie o swój tyłek, przez co często się zastanawiał, jak to możliwe, że w ogóle z kimkolwiek się dogaduje. Mary wyciągnęła do niego rękę, więc prawie pustą paczkę wsunął sobie do kieszeni marynarki i zaciągnął się, wciąż patrząc uważnie na ślizgonkę. Kiedyś tam sobie o tym pomyśli i może będzie żałował, że wszystko znowu zostawia na ostatni moment, ale skoro Mary nie oponowała i nie próbowała z nim rozmawiać, to nie czuł się niczemu winien. Usiadł obok niej. Niedopałek już gdzieś zniknął. Nie musi przekraczać swojego bezpiecznego terenu, tylko dla próby czegoś, co może w każdej chwili się zepsuć. Ostrożnie wychyli głowę, aby sprawdzić, czy po tej drugiej stronie cywilizacja jest tak samo dobrze rozwinięta, jak tam, gdzie było mu najlepiej. Zaryzykuje, kiedy dowie się, że na pewno warto.
- No, uśmiechnij się. Zjebałaś, ale kiedyś musiał być ten pierwszy raz - mrugnął do niej jednoznacznie i objął w końcu ramieniem, bo aż mu się serce krajało, jak tak na nią patrzył. - Tylko nie płacz, okej? - bo to już byłaby lekka przesada!
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Marilyn Langdon on Pią 6 Lip - 15:41

Gdyby obydwoje funkcjonowali tak samo wszystko byłoby nudne. Na szczęście nie ma ludzi identycznych, każdy w swej rutynie i codzienności jest oryginalny i nad wyraz ciekawy, jednak nie zawsze potrafimy tą ciekawość dostrzec. Ludzie są po prostu ślepi. Zależy kto się łasi. Gdyby wszyscy ludzie byli egoistami świat z jednej strony byłby lepszy, a z drugiej jeszcze gorszy, niż jest teraz. Rozważać różne za i przeciw można wiecznie, a na końcu i tak nie doszłoby się do porozumienia, które odpowiadałoby wszystkim. Znowu zaczyna swoją filozofię. Langdonizm się kłania. U niej zostawianie na ostatni moment sprawdza się ostatnio najlepiej, no ale nieważne. Teraz to jest nieważne. Nie potrzebowała takiej rozmowy, gdzieś tam głęboko bała się jej. Kto wie jakie skutki by ona miała. Poczekała aż był blisko niej i zmierzwiła mu włosy. Był taki słodki, kiedy się złości o te swoje włosy. Skończyła palić papierosa, musi trochę zwolnić, bo za szybko kończyło się jej uzależnienie. Rzuciła w powietrze peta. Ciekawe, czy warto zaryzykować, ciekawe. Można się zawsze poparzyć, ale pomimo tego bólu ognia, na końcu może znaleźć się coś, co było warte cierpienia. Każdy ma swoją cywilizację.
- Pierwszy raz. - mruknęła ponuro. Wtuliła się w jego ramię i spojrzała w gwiazdy. - Już nie mogę płakać... - pokiwała głową, jakby chciała samą siebie upewnić w tych słowach.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Josh Kaltmann on Pią 6 Lip - 17:50

Josh w ogóle uważał, że jest jedyny w swoim rodzaju i najlepiej to niech wszyscy padają mu do stóp. Ludzie o takich samych twarzach, kiedy on nie może się zdecydować, którą maskę założyć. Nie wydawało mu się, żeby byli ślepi, ale nie umieli patrzeć. Być może wydawało im się, że widzą więcej, kiedy obojętnie zerkali w przeciwległą stronę. Josh zawsze przymykał oko na to, na co patrzeć nie chciał i mimo, że spory kawał życia przeleciał mu niezauważalnie, to dostrzegł to, czego inni nie mogli. Był dość zakochany w sobie, ale nie wystarczająco, aby nie spojrzeć na tak piękną istotę, jak Mary. Czasami myślał, że prędzej czy później, to się musi wydarzyć i najwyraźniej postanowiło przyjść później, a wciąż na tyle wcześnie, żeby mógł się wycofać, bez żadnych wyrzutów sumienia. Czuł, jak go potrzebowała, chociaż nie mógł być pewien, czy jest to kwestia ogólnej samotności, czy szczególnego przywiązania właśnie do niego. Teraz było mu to obojętne. Odgarnął jej włosy z oczu i wykonał krótkiego zeza na znak niezadowolenia z tego, co zrobiła z jego fryzurą. Znowu. Powinien chyba chodzić w foliowej siatce na głowie, żeby wszyscy odczepili się od jego kłaków. Zaśmiał się, kiedy powtórzyła jego słowa. Kobiety bywają niewinnie słodkie, kiedy powoli przyznają się do błędu. Uwielbiał wpędzać je w poczucie winy.
- Jakieś mętne te gwiazdy - powiedział jej do ucha, kiedy zauważył, że przygląda się niebu. Josh nie był ani trochę romantyczny, no może leciutko, ale bez szału. W porywach do wcale, ale z niewielkimi wyjątkami. Nie nadawał się na księcia z bajki, czy mężnego rycerza. - Miałem cię zapytać o coś - strzelił palcami i udawał, że bardzo długo się nad czymś zastanawia, jednocześnie spacerując palcami po biodrze dziewczyny - Nadal grasz na perkusji? - niech już nie myśli o Cass i o tym, na co na razie nie ma wpływu.
avatar
Josh Kaltmann
Uczeń

Liczba postów : 88
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Aberdeen

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Marilyn Langdon on Pią 6 Lip - 18:07

Każdy jet jedyny w swoim rodzaju, nawet bliźniacy. Choć z pozoru identyczni, to tak naprawdę różni, czasami te różnicę są aż niemożliwe do ogarnięcia. Ludzie padający u stop Kaltmanna, to byłby bardzo zabawny widok. Przecież to proste, maska na co dzień to maska dla obcych, tylko przy Joshu i Cassandrze maska Marilyn pękała niczym szkło, z którego była zrobiona. Patrzyli, ale nie widzieli, nazwijmy to jak chcemy. Ona widziała wszystko, nawet to, czego zobaczyć nie chciała, nigdy nie zamykała oczu i ich nie zakrywała. Chciała widzieć wszystko, wszystko mieć pod kontrolą. Ona całe swoje życie widziała dokładnie, a jednak tak wiele z niego zapomniała. To co według niej było ważne było gdzieś głęboko zakopane, by w razie potrzeby wszystko sobie przypomnieć. Kochała ten jego narcyzm. Bez tego nie byłby sobą. Piękną, jej brak wiary w siebie i niska samoocena kazała jej myśleć inaczej. Kiedyś się wydarzy, ale lepiej nie myśleć o przyszłości, by nie musieć roztrząsać przeszłości. Potrzebowała go. W sumie sama nie była pewna dlaczego. Była do niego przywiązana, był jedynym mężczyzną (oprócz jej ojca), do którego była przywiązana. To kiedyś może się źle skończyć, ale mieliśmy nie myśleć o przyszłości. Zaśmiała się. Jego włosy są po prostu tak ładne, że nie sposób było przejść obok nich obojętnie, przynajmniej dziewczyna musiała je potargać. Foliowa siatka to zły pomysł, bardzo zły. Ona nie jest słodka, ani mała, tak na wszelki wypadek, gdyby jeszcze takowa myśl zaczęła krążyć mu po głowie. Poczucie winy? Pff.
- Możliwe. - powiedziała tylko. Ona była typem romantyczki, ale nie każdy musiał o tym wiedzieć. Nie musiał być księciem z bajki. Patrzyła na niego wyczekująco. Jego dotyk był taki przyjemny. - Tak. - potwierdziła i uśmiechnęła się.
Głupi i niebezpieczny pomysł chodził jej po głowie. Ostatnio to on zaczął. Nie powinna tego robić, no ale. Raz kozie śmierć. Zbliżyła się do niego i pocałowała go w usta.


Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz
Ma własny system świata, nie potrzebuje słów.
Przyszłość - któż ją odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Myśli zmrużyć i grać czarna piosenkę.
avatar
Marilyn Langdon
Roszpunka

Liczba postów : 306
Czystość krwi : Brudna w 75%
Skąd : Limerick, Irlandia

http://czekajowo.blogspot.com/

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Lorcan Byrne on Pon 16 Lip - 22:48

Delikatne wysunięcie się zza drzwi, spojrzenie na obserwatorium i na twarzy Lorcana pojawił się lekki uśmiech. Pusto. Ostatnimi czasy w jego ukochanym miejscu pałętało się zdecydowanie zbyt dużo uczniaków, nawet chwili spokoju by usiąść i poczytać książkę. Wreszcie jednak żaden zakochany pętak czy mizdrząca się para nie stawała na drodze, by mężczyzna mógł nacieszyć się ostatnimi promieniami zachodzącego słońca.
Lorcan wskoczył na murek i oparł się plecami o ścianę. Zaskakujące, tyle już razy oglądał roztaczający się stąd widok, a za każdym razem tak samo go zachwycał i odkrywał przed nim nowe szczegóły. Można by powiedzieć, że miał przed sobą ogromny, żywy obraz, nieograniczony żadnymi ramami. Na tę myśl potrząsną głową. Znowu zbierało mu się na jakieś bzdurne, sentymentalne myśli, ostatnimi czasy zdarzało się to zdecydowanie za często. Chyba będzie musiał ograniczyć wizyty tutaj, bo wyraźnie źle wpływały na jego tok rozumowania i wywoływały bezsensowne filozofowanie na nieważne tematy.
avatar
Lorcan Byrne
Profesor

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Dublin

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Holly Fitzgerald on Pon 16 Lip - 23:00

Jest dzieckiem lata, dusi się zimą. Chłodne powietrze drażni jej płuca, oczy domagają się większej ilości światła słonecznego, skóra odmawia współpracy z temperaturą, a atmosfera panująca na zewnątrz, mimo wszystko nie zamierza z nią współpracować. Uparcie szuka czegoś, co da jej choćby namiastkę utraconego babiego lata, zatrzyma czas choć na chwilę. Nadmiar obowiązków znów ją przytłacza: kładzie się spać później, niż powinna, wstaje wcześniej, niż by chciała. Stosy książek piętrzących się przed nią, przestają motywować do działania, niezawodna metoda utrzymywania wzroku na nagrodzie zaczyna zawodzić. Nie potrafi poddać się, przyznać do porażki i zatrzymać choć na chwilę, by zaczerpnąć oddechu. Nieustannie pędzi przed siebie, nie zważając na konsekwencje i nie zerkając wstecz. A jednak co roku przychodzi moment, gdy zaczyna wątpić w słuszność swych decyzji, gdy jej stalowa skłonność do samozaparcia nagle staje się bardziej ludzka.
Zima nigdy nie jest łaskawa dla Holly.
Szuka odosobnienia i chwili wytchnienia. Miejsca, które pozwoli jej w spokoju przytknąć papierosa do herbacianych ust i napełnić płuca zatrutym powietrzem. Bawi się paczką cygaretek, obraca je z niecierpliwością w palcach, by wreszcie popchnąć drzwi, prowadzące do obserwatorium i zastygnąć przy wejściu. Nie jest sama.
- Dzień wieczór, panie profesorze - mówi z uroczym uśmiechem, by niepostrzeżenie wepchnąć pudełeczko do kieszeni beżowego płaszcza. - Nie sądziłam, że lubi pan przebywać tu po zakończeniu godzin pracy - Fitzgerald jest bezczelna, kpi sobie z autorytetów. W duchu.
avatar
Holly Fitzgerald
Uczeń

Liczba postów : 38
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Milford Haven

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Kiara Moore on Pon 16 Lip - 23:05

Kiara lubiła tu przychodzić. Miejsce bywało zazwyczaj puste, pozbawione idiotów. W ustach miała odpalonego papierosa w jednej ręce książkę a w drugiej różdżkę. Szła z zamysłem spalenia nieprzyzwoitej ilości tytoniowego wyrobu. Chciała też skończyć czytać zaczętą książkę, która bytła dziełem mugolskim. Wiadomo - jej, Ślizgonce nie wypadało pokazywać się z taką lekturą. Mimo że panienka Moore lała na większość konwenasów, to jednak jakiś tam pozór wolała zachować.
Jakież było jej zdziwienie gdy zobaczyła jednego z...
-Profesor Byrne- powiedziałą lodowato przekładając książkę pod pachę. Rzuciła papierosa, i zgasiła nogą patrząc wyczekująco.
-Oh i słodka Holly. No no...- Gdy zobaczyła dziewczynę uśmiechneła się sama do siebier. Poczuła się rozgrzeszona. Może dlatego wyjeła kolejnego papierosa i odpaliła go z uśmiechem kogoś kto przyłapuje, a nie jest przyłapany.
avatar
Kiara Moore
Dorosły

Liczba postów : 13
Czystość krwi : pół krwi
Skąd : London

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Lorcan Byrne on Pon 16 Lip - 23:21

Właśnie jakiś szczeniak leciał za koleżanką i zbliżył się za bardzo do bijącej wierzby. Na widok uciekającego chłopaka i wyobrażenie jego wrzasków uśmiechnął się w duchu, będzie miał idiota nauczkę. Dzień był spokojny, cichy, wprost idealny, gdy tylko Lorcan podsumował tak tę chwilę usłyszał hałas otwieranych drzwi. Zaklął w duchu i musiał mocniej zacisnąć zęby, by nie powiedzieć przybyszowi, prawie na pewno uczniowi, co to sądzi o szlajaniu się po zamku i przeszkadzaniu mu. Cóż, wykrakał, mógł nie przyznawać jak jest przyjemnie, w końcu wiadomym było, jak los lubił być złośliwym. Spojrzał w bok i odetchnął nieco spokojniej. Ślizgonka, z takimi jeszcze dało się wytrzymać. No i jak po chwili dało się im aluzyjnie do zrozumienia, że powinni być gdzie indziej to zrozumieją o co chodzi, a nie będą palić głupów. Zauważył delikatny ruch ręką, jednak nie to, co dziewczyna trzymała, mało go to zresztą obchodziło. Wyglądała na na tyle dorosłą, by o sobie decydować, a jemu nie podobała się wizja nauczyciela-niańki, jak postępowało tutaj większość profesorów.
-Witam - mruknął cicho i z wygodnej, niemal leżącej, pozycji przerzucił się na normalne siedzenie na murku. - Najchętniej przebywałbym tutaj ciągle, z wyjątkiem godzin pracy - uśmiechnął się krzywo.
O tak, banda niezdyscyplinowanych, przygłupich dzieciaków zdecydowanie nie nadawała temu miejscu uroku, a wkurzyć na pewno potrafiła.
-A panna co robi tutaj o takiej porze?
Miał już usłyszeć odpowiedź, gdy z pary zrobił się tłum.
-No proszę, jak popularne jest to miejsce dla palaczy, aż dziw bierze - przewrócił oczami nie komentując faktu palenia przy profesorze.
Teoretycznie powinien coś zrobić, ale byłoby z tym zdecydowanie za dużo zachodu. Niech się zresztą dziewczyny trują, ich problem, nie jego.
avatar
Lorcan Byrne
Profesor

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Dublin

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Holly Fitzgerald on Pon 16 Lip - 23:40

Holly zawsze wiedziała, gdzie znajduje się granica. Przekraczała ją za każdym razem, czerpiąc przyjemność w wybuchu złości, by wreszcie wycofać się z uroczym uśmiechem na ustach. Na nią nie można długo się gniewać. Jest istotą niebywale toksyczną i uzależniającą - ludzie narkotyzują się jej obecnością, starając się za wszelką cenę utrzymać ją przy sobie. Nigdy jeszcze nie znalazła się w roli persona non grata.
- Och, w to nie uwierzę! Zawsze miałam wrażenie, że pana powołanie znajduje się za katedrą - chichocze, by usiąść na murku, w stosownej odległości od profesora. Zakłada nogę na nogę, a beżowa spódniczka zupełnie przypadkiem osuwa się, odsłaniając koronkowy brzeg białej pończochy. Holly odgarnia włosy z twarzy, opiera dłonie na chłodnym murku i prostuje plecy.
- Przyłapał mnie pan - rozkłada dłonie w wystudiowanym geście bezradności i posyła mu kolejny uśmiech. - Zupełnie nie mogę pogodzić się z faktem, że nie uczęszczam już na astronomię i czasem zatęsknię za starą, dobrą wieżą astronomiczną.
Nie bez powodu mówi się, że dwoje to para, a troje to już tłum. Holly marszczy nosek, gdy dostrzega znajomą sylwetkę.
- Moja droga, to co robisz ze swoimi płucami to twoja sprawa, jednakże bądź tak łaskawa - zgaś papierosa i nie truj moich. Nie wspominając już o tym, że robienie tego przy profesorze jest jedynie brawurą i bezczelnością - upomina ją, zupełnie nie przejmując się tym drobnym fantem, iż zaledwie chwilę temu zamierzała uczynić dokładnie to samo. Hipokryzja zdaje się być jej przyjaciółką.
avatar
Holly Fitzgerald
Uczeń

Liczba postów : 38
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Milford Haven

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Lorcan Byrne on Wto 17 Lip - 0:42

Wybuch, raczej trudno o to u Lorcana. Wbrew pozorom jest z niego człowiek opanowany i bardzo odporny na próby zmącenia spokoju. Jednak jeśli ktoś już jego mury ochronne naruszy powinien się bać, w jego naturze nie leży wybaczanie, nie ważne jak słodka i wspaniała byłaby to osoba.
-Powiadasz? Ja siebie widzę przy teleskopie, najwyraźniej istnieją także inne punkty widzenia - uśmiechnął się łobuzersko. Zagranie Holly ze spódniczką było ciekawe i na pewno zręczne. Pan profesor oczywiście nie mógł dać po sobie niczego poznać, odpowiednie myśli i skojarzenia jednak pojawiły się w jego głowie, a jakże.
Odpowiedź doprawdy go rozbawiła. Doskonale wiedział jak to wygląda, większość uczniów wręcz skacze z radości, kiedy kończą się obowiązkowe przedmioty, w tym astronomia. Dlatego też lubi mieć zajęcia ze starszymi klasami, gdzie ma uczniów chcących się uczyć, a nie bandę dzieciaków czekającą tylko na możliwość wyjścia z lekcji.
-Ładnie powiedziane, chociaż raczej bardziej martwił się o zdrowie niż formalności jak kultura, której panna najwyraźniej nie posiada - odparł spokojnie.
Nigdy nie zrozumie co ludzie widzą w papierosach. Odstresować można się było inaczej, on na przykład robi parę rundek wokół jeziora. Przyjemności też zna inne, choćby smakołyki z kuchni czy... rozmowa z jakąś uroczą damą.
avatar
Lorcan Byrne
Profesor

Liczba postów : 20
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Dublin

Powrót do góry Go down

Re: Obserwatorium

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach