Salon Ravenclawu

Strona 3 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Carwyn Argall on Pon 3 Maj - 12:36

Nie wiedzieć dlaczego Carwyn wciąż myślał o tym, co by powiedział na to jego ojciec. Mimo iż Krukon wiedział, że nie robi nic złego (wręcz przeciwnie, coś mu mówiło, że to jedna z lepszych rzeczy, jaka mu się w życiu przytrafiła) wciąż miał przed sobą widok ojca, patrzącego nań tym surowym, zimnym wzrokiem, pozbawionym uczuć...
Mimowolnie wtulił się w ramiona Lioslaith, nie za bardzo zdając sobie sprawę, że ten konkretny gest został wywołany nieprzyjemnymi wspomnieniami. Pod palcami czuł delikatną strukturę skóry panny Rainy. Musnął palcami jej kark. Odwrócił nieco głowę, ustami dotykając szyi dziewczyny. Trącił jej ucho czubkiem nosa. Mimo wszystko uśmiech nie schodził mu z twarzy. Widmo ojca powoli odchodziło, oby jak najdalej.
avatar
Carwyn Argall
Dorosły

Liczba postów : 93
Czystość krwi : informacja poufna
Skąd : Llandrindod Wells w hrabstwie Powys, w Walii

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Go?? on Wto 4 Maj - 21:37

Żywiłam złudne nadzieje, że moi rodzice byliby zadowoleni z faktu, z kim się zadaję. Dlaczegoż złudne? Niechybnie łudziłam się, że nie zostałabym zaatakowana natłokiem podejrzliwych insynuacji i wzięta w krzyżowy ogień pytań. Mój ojciec z całą pewnością pragnąłby wiedzieć, kim są rodzice Carwyna... zapewne to by go zadowoliło. Za to dla mamy istotna stałaby się aparycja i piękno wewnętrzne, co przyjęłabym ze zgoła entuzjazmem.
Wtulenie się panicza Argalla spotęgowało u mnie zapotrzebowanie bliskości; niewiele myśląc, wpełzłam na chłopięce kolana, mając nadzieję, że nie jest mu zbyt ciężko i oplotłam ponownie ramiona prefekta. Czując usta Krukona na szyi i jego nos, mimowolnie zadrżałam, uśmiechając się przy tym wesoło. Czułam, że moje policzki są zdecydowanie zbyt szkarłatne.
- Ale z ciebie haul - zaśmiałam się - Nigdy nie widziałam cię takiego uśmiechniętego.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Carwyn Argall on Sob 29 Maj - 13:49

/wybacz, darling, musimy kończyć, bo to delikatnie rzecz biorąc nie ma sensu, jestem za bardzo zajęty teraz i przepraszam, że tak długo/

Coś nie dawało mu spokoju. Mimo iż jego serce przeżywało teraz chwilę nieopisanej radości, a sam czerpał dużą przyjemność z wspólnego spędzania czasu z panną Rainy, to coś wciąż chodziło mu po głowie i miał nieodparte wrażenie, że jest to bezpośrednio związane z jego domem rodzinnym.
- Teraz mam powody do uśmiechu - odpowiedział bez zastanowienia. - Cholera - burknął nagle. - Wiedziałem, że coś jest nie tak. Lioslaith - zwrócił się do Krukonki. - Wybacz, ale muszę szybko napisać do ojca, inaczej chyba mnie ukatrupi...
Nie czekając na odpowiedź pobiegł do sypialni chłopców.
avatar
Carwyn Argall
Dorosły

Liczba postów : 93
Czystość krwi : informacja poufna
Skąd : Llandrindod Wells w hrabstwie Powys, w Walii

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Delilah Keates on Nie 17 Paź - 0:29

Delilah w gruncie rzeczy miała już dosyć szkoły. Precyzując, może nie miała dosyć samej szkoły, gdyż jak wielu uczniów, szczególnie tych będących pod patronatem i opieką Roweny Ravenclaw kochała Hogwart, ale roku szkolnego owszem. Wszyscy mieli pełno zajęć, ciężko było znaleźć wolną chwilę w tym samym czasie, co inne osoby z którymi akurat chciało się zobaczyć a do tego, na domiar złego, pogoda ostatnimi czasy dosyć jednoznacznie wskazywała, że lato się skończyło. Jesień może i nie wpędzała Keates w depresję czy charakterystyczne dla tej pory roku nieuzasadnione przygnębienie, ale z pewnością nie działała na jej nastrój korzystnie. Clay właściwie nie miał dla niej czasu, zajęty ciągłymi treningami Quidditcha - nie miała zamiaru robić mu z tego powodu żadnych wyrzutów, gdyż przecież miał prawo rozporządzać swoim własnym czasem wedle swojego uznania - z Lorką nie rozmawiała od imprezy i na dobrą sprawę nie wiedziała, czy ta w ogóle jest świadoma, co powiedziała jej wtedy na strychu, a reszta znajomych też wydawała się być wciągnięta we własne obowiązki do tego stopnia, że poza krótkimi wymianami zdań nie mogła znaleźć ani jednej persony, z którą mogłaby spędzić więcej czasu. Była więc zmuszona sama organizować sobie czas, chociaż nie można powiedzieć, by nie było jej to na rękę; wszakże nie była najbardziej towarzyską osobą pod słońcem i na ogół lubiła przebywać wyłącznie we własnym towarzystwie. Dlatego też, odrobiwszy wszystkie konieczne prace domowe i powtórzywszy wszystko, co było jej potrzebne, uznała że trochę poczyta w spokoju. Siedziała w Pokoju Wspólnym na jednej z miękkich kanap, pogrążona w lekturze jednej z jej ulubionych książek, Portrecie Doriana Gray'a, od czasu do czasu zerkając na innych uczniów zgromadzonych w pomieszczeniu; Pokój Wspólny Krukonów miał to do siebie, że prawie zawsze było w nim w miarę spokojnie. Większość mieszkańców w końcu najbardziej lubiła spędzać czas w spokoju, czytając bądź ucząc się, co zapewne było niespotykanym zachowaniem w innych domach.
avatar
Delilah Keates
Dorosły

Liczba postów : 112
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Isabella McFeenly on Nie 17 Paź - 1:44

Podczas, gdy w salonie Ravenclawu panował istny ład, harmonia i spokój tak wydarzenia, które rozgrywały się w jednym z dormitoriów tego samego domu były w przeciwieństwie do uczniów zagłębionych w świecie fantazji czy podręczników, istnym szalejącym cyklonem tropikalnym. Dobrze, nie wliczając tych, którzy w upubliczniony sposób wyrażali swoje uczucia gorsząc przy tym innych, tych porządnych, praworządnych i kulturalnych, choćby taką Isabellkę, maleńką dziecinkę, która nie wie, co to męskie usta, dłoń czy tors, gdzież by tam! Ona, zamiast oglądać się za przystojnymi chłopcami dobrowolnie zgłasza się do woźnego by móc czyścić klatki sów… Tak, tak!
No właśnie. Drewniane drzwi, a na nich niewielkich rozmiarów tabliczka, na której znajdywała się lista uczniów zamieszkujących daną sypialnię. Gdyby tak pod nimi przystanąć, choć na krótką chwilę z pewnością dałoby się dosłyszeć wyraźne piski, krzyki i wrzaski. Cóż się tam działo?! Czyżby to zły Czarny Pan wraz z gronem wiernych śmierciożerców napadł na cztery bezbronne niewiasty?! Nie, to tylko.. Mysz. Właśnie tak. Issy, podobnie jak Delilah, spędzała ten wieczór samotnie, kiedy nagle spostrzegła, że coś przebiegło jej przed oczyma. Drugi raz. I ponownie. Aż pomyślała, że znów najadła się zbyt dużo czekoladowych słodkości, sądząc po ilości papierków leżących na kolorowej pościeli, lecz nie, tym razem to coś zupełnie innego. I kiedy jej móżdżek przyjął do wiadomości, że to zwierzak tak zamkiem wstrząsnął przeraźliwy pisk czarnowłosej uczennicy. Natychmiast wyskoczyła na powierzchnię łóżka automatycznie pochwyciwszy w dłoń kilka książek. Bum! Pierwsza z nich została rzucona, lecz refleks Isabelli pozostawiał wiele do życzenia, ponieważ wylądowała ona na środku pomieszczenia, podczas, gdy myszka była już na jednym z jego końców. Gryzoń wydał cichy pisk, co wprawiło ją w jeszcze większą panikę o ile było to możliwe. Trzask! Poleciały kolejne dwie, lecz niestety znów nietrafnie.
– Ty głupi szczurze! Uciekaj stąd, ale to już! Urwę Ci ten Twój długi ogon! Zobaczysz! Mycho! – krzyczała do zwierzaka z ogromnym wyrzutem i pretensjami w głosie, lecz ten nadal nie reagował i biegał jak oszalały. Cóż, w takim położeniu nie pozostało jej nic innego, jak czym prędzej się ewakuować. Tak, więc obowiązkowo założyła na nogi puchate kapcie w kształcie piesków, zabrała do ręki tabliczkę czekolady i stanęła na samej krawędzi łoża, przygotowując się do śmiercionośnego skoku. Postanowiła wykonać go, kiedy rozszalały potwór będzie znajdywał się jak najdalej od niej. Raz, dwa, trzy i… Kiedy tylko jej stopy znalazły się na twardej powierzchni podbiegła do drzwi i znalazła się po ich drugiej stronie, z hukiem nań zamykając. Zrozpaczona zbiegła po kilkunastu kamiennych stopniach i wbiegła do pokoju wspólnego. Od razu pierwsze, co rzuciło się jej w oczy, to znajoma twarz Delilah siedzącej na kanapie. Czym prędzej znalazła się u boku dziewczyny i wysoko podkurczywszy nogi, objęła je rękoma i niemalże zwinęła się w szczelny kłębek.
– Delilciu, nie uwierzysz, co mi się przydarzyło! – powiedziała smutno, wlepiając w nią te zatrwożone, czekoladowe oczęta. – Tam jest mysz! Taka ogromna! –stwierdziła konspiracyjnym szeptem i chuderlawymi rękoma ukazała jej jak wielki był gryzoń, oczywiście wyolbrzymiając to o dobrych kilka razy.
avatar
Isabella McFeenly
Moderator

Liczba postów : 69
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Waterford, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Delilah Keates on Nie 17 Paź - 14:49

No tak, gdyby usłyszała te wszystkie mrożące krew w żyłach krzyki i piski dochodzące z dormitorium, zapewne natychmiast zerwałaby się z miejsca i pobiegła ile sił w nogach, obawiając się, że rozgrywa się tam coś naprawdę dramatycznego. Cóż, inna sprawa, że nie pomogłaby specjalnie, gdyby już odkryła prawdziwą przyczynę bezgranicznego przerażenia Isabellki - może i nie zareagowałaby aż taką paniką, ale na pewno nie byłaby pierwszą ochotniczką w kolejce do pozbywania się ogromnego, strasznego gryzonia. Nie usłyszała jednak żadnego niepokojącego dźwięku dochodzącego od strony dormitoriów, toteż dalej spokojnie siedziała z nogami skrzyżowanymi po turecku na kanapie i zagłębiała się w zawiłe losy życia nieszczęsnego Doriana Gray'a. Dopiero kiedy za którymś razem przewracała kolejną stronę, do jej uszu dobiegł odgłos trzaskających drzwi i podniosła głowę znad lektury akurat w chwili, gdy na schodach prowadzących do dormitoriów ukazała się przerażona sylwetka Isabellki, która pędziła ku niej w swoich uroczych kapciach w pieski. Uniosła pytająco brwi, gdy dziewczyna skuliła się obok niej na kanapie i zamknęła książkę pewna, że będzie teraz musiała wysłuchać jakiejś naprawdę dramatycznej historii i pocieszyć dziewczynę. Odłożyła wysłużony egzemplarz na najbliższy stolik i chciała zapytać, co się stało, ale zanim zdążyła to zrobić Isabella już demonstrowała jej rozmiary wielkiego gryzonia-potwora. Otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Cóż, gdyby zawierzyć dziewczynie, jakich rozmiarów była owa mysz, naprawdę musiałaby być zmutowana. Kto wie? W Hogwarcie praktycznie wszystko było możliwe.
- Gdzie? W dormitorium? - zapytała, prostując się na kanapie i wbiła w Isabellkę uważne spojrzenie, chcąc się upewnić, czy na pewno chodzi o ich lokum. Myśl o myszy w dormitorium wprawiała ją w zaniepokojenie, żeby nie powiedzieć przerażenie. Dzisiaj chyba nie zaśnie w nocy; o ile przyjemniej żyłoby się bez świadomości, że gdzieś pod ich łóżkami, a może nawet pod poszuszkami!, czai się ogromny gryzoń. - I co z nią zrobiłaś?! - dodała pospiesznie z zaniepokojeniem malującym się na twarzy. To kolejne pytanie, jakie zaraz przyszło jej do głowy. Miała nadzieję, że Isabella oszczędziła niewinnej myszy życia, choć z drugiej strony, że dziewczynie udało się jakoś wypędzić gryzonia z ich przytulnego lokum! Gdyby jednak miała zgadywać, jaka była najprawdopodobniejsza reakcja Krukonki na obecność tegoż zwierzęcia w pokoju, pewnie zakładałaby jak najszybszą ucieczkę, bez żadnych prób unicestwienia czy pozbycia się gryzonia. W sumie, nie była daleka od prawdy.
avatar
Delilah Keates
Dorosły

Liczba postów : 112
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Isabella McFeenly on Nie 17 Paź - 21:16

- Jak to, co?! Zaczęłam w nią rzucać podręcznikami do eliksirów, aleniestety, żaden nie trafił. – bezradnie wzruszyła chuderlawymi ramionami. – Nadal tam szaleje, nie wiem, może już zdążyłazjeść szafę i nasze ubrania? – westchnęła smutno, układając główkę pełnązmartwień na ramieniu dziewczyny. -Delilciu, przysięgam na tabliczkę mlecznej czekolady z nadzieniem truskawkowym,że za nic w świecie tam nie wrócę póki ktokolwiek nie usunie z naszejprzytulnej sypialni tego krwiożerczego potwora. – wyrecytowała niemalże najednym wdechu, ciągiem, bez jakiejkolwiek przerwy, a przy tym była takprzekonująca i mówiła z tak wielkim przejęciem, że chyba nikt nie byłby skłonnyodmówić jej własnego, bezpiecznego łoża. Na końcu tylko pokiwała twierdzącociemną czupryną, czym jeszcze bardziej utwierdziła zaprzyjaźnioną Krukonkę wprzekonaniu, że wcale, ale to wcale nie żartuje. - Już nawet nie wspominając o spaniu we własnym łóżku! Nie ma mowy,chociażby ktoś podrzucił mi tam zabójczo przystojnego, niegrzecznego chłopca oczarnych włosach i ciemnych oczach na calutką noc. – stwierdziła nadalśmiertelnie poważna, lecz gdy napomknęła o owym chłopcu istniejącym tylko wmarzeniach ton głosu Issy zmienił się na zdecydowanie bardziej tkliwy irozmarzony. Zapobiegawczo, by Delilah nawet nie zdążyła pomyśleć sobie czegoś,czego zupełnie nie powinna, mrugnęła do niej porozumiewawczo puszczając perskieoczko. Tak, to właśnie był jej ideał. Najlepiej by kradł batoniki ze sklepu,był płatnym zabójcą, handlarzem narkotyków, lecz po godzinach kochał jąnajbardziej na świecie, porywał na szalone eskapady swym sportowym motorem pospowitym nocnym oświetleniem mieście i by oboje zakładali seksowne, skórzanekurtki. Seks, drugs and rock’n’roll! Wszyscy, którzy sądzili, że z móżdżkiemIssy jest coś nie tak z pewnością mieli stu procentową rację. Do Świętego Mungaz nią! Koniecznie na oddział psychiatryczny, ot. – O, tylko spójrz! Kanapa, to idealne wyjście z sytuacji! Dzisiejsząnoc spędzimy właśnie na niej, co Ty na to? Podzielimy ją na równe połowy,będzie uroczo. Tylko Ty, Ja i ciepło biegnące z kominka… - wygłosiłapoetyckim, patetycznym tonem jak na narodowego wieszcza przystało. Taa, chybaklauna. – Choć nie. Przecież Ty masz Claytona.Z pewnością chętnie przyjmie Cię pod swoją kołderkę. – spojrzała na nią podejrzliwieniczym macocha pytająca córkę, gdzie spędziła ostatnią noc. – Mną się nie przejmuj. – machnęłaniedbale ręką. – To nic, że rano obudzęsię z bólem pleców i będę chodzić pogarbiona jak osiemdziesięcioletniastaruszka. – wygięła zaróżowiałe usta w podkówkę i zrobiła smutne oczy,które działały niemalże na każdego, po czym wybuchła cichym aczkolwiek zabawnymchichotem. – Właśnie! Clayton! Czy Onnie mógłby się tym zając? Och, przecież ma to swoje grono wiernych kumpli, zgrywajątakich maczo, nic tylko dać im ciemne okulary i grono rozchichotanych panieneku boku. – Issy zaczęła naśladować męskie grono Hogwartu, prężąc swe imponujące muskuły, ukazując śnieżnobiałeuzębienie niczym w reklamie gum Winterfresh i przy okazji robiąc tącharakterystyczną, męską minę mówiącą HejMaleńka, wskocz na beńka! - Gdzie Onwłaściwie jest?! Dlaczego nie zajmuje się Tobą?! Bezwstydny łobuz! – zapytałaz teatralną złością i oburzeniem, mrużąc czekoladowe oczy.
O ile na świecie istnieje tysiącemetod, przez które giną ludzie tak teraz koniecznie należy dopisać do nichjeszcze jedną – zgon poprzez zagadanie przez Issy.
avatar
Isabella McFeenly
Moderator

Liczba postów : 69
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Waterford, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Delilah Keates on Pon 18 Paź - 18:32

Zgon poprzez zagadanie przez Issy może i był niemożliwą do uniknięcia i wielce prawdopodobną przyczyną śmierci, ale to zdecydowanie jedna z przyjemniejszych metod pozbawiania życia!
- Co?! Ona dalej tam grasuje? - zapytała retorycznie, bo zanim zdążyła w ogóle sformułować pytanie, już otrzymała na nie odpowiedź. Czasami nie nadążała zupełnie za wyjątkowo szybkimi i przeskakującymi błyskawicznie z tematu na temat wypowiedziami Isabelli, ale przez tyle lat ich wspólnego mieszkania w dormitorium zdążyła już do tego przywyknąć. Nie wyobrażała już sobie, jak to będzie po końcu szkoły, kiedy już nie będzie miała możliwości codziennie rano słyszeć jej rozentuzjazmowanego, zabarwionego całą gamą emocji głosu. Niedobrze, niedobrze. - Ja też tam nie pójdę! A jeśli ich jest więcej? Jeśli założyły sobie całe mysie miasto pod którymś z łóżek w dormitorium? - zapytała, właściwie to nie do końca poważnie, ale i tak zawsze warto sprawdzić i rozważyć każdą hipotezę. Może i nie była aż tak bardzo przerażona i nie nazwałaby tegoż gryzonia 'krwiożerczym potworem', niemniej jednak nie uśmiechało jej się spać w pokoju, gdzie w każdej chwili mogło się zostać obudzonym przez mysz spacerującą po pościeli w poszukiwaniu jedzenia. - Jesteś pewna, że nawet wtedy? - zapytała, unosząc brew. Cóż, jeśli Issy nie potrafiłaby przemóc się i spać w dormitorium nawet dla ucieleśnienia swojego wielokrotnie opisywanego ideału, sprawa była wagi państwowej! Jej uwadze nie umknęła nagła zmiana tonu głosu dziewczyny na rozmarzony, ale wiedziała, że Isabelli zdarza się to praktycznie zawsze, gdy wspomni o swoim wymarzonym chłopaku. Del nie oddałaby Issy na oddział psychiatryczny choćby nie wiadomo co, bo bez niej Hogwart zdecydowanie nie byłby tak samo ciekawym i zabawnym miejscem. Przyjrzała się uważnie całej kanapie, jak gdyby kalkulując, czy uda im się tu zmieścić. - Okej, myślę, że damy radę! - zanim jednak zdążyła dodać coś jeszcze, Isabelka tradycyjnie pięć razy zdążyła zmienić temat. Parsknęła śmiechem, słysząc jej słowa. - Tak, jasne, a mój brat śpiący dwa łóżka dalej na pewno zaaprobuje ten pomysł - zauważyła trafnie. Cóż, w końcu nie raz opowiadała ciemnowłosej Krukonce o nieustającej wojnie między Claytonem a Barthy'm. - Poza tym, nie opuściłabym cię w trudnej sytuacji, razem stawimy czoła myszy albo spędzimy noc tutaj, a potem obie będziemy cierpieć z bólu pleców! - dodała bohatersko, prostując się z dumą. Poza tym, jak mogłaby odpowiedzieć cokolwiek innego, mając przed oczami tę smutną minkę Isabelli? No właśnie. Parsknęła śmiechem, widząc jakże trafną parodię typowego zachowania przedstawiciela płci męskiej w Hogwarcie. - Nie wiem, pewnie by mógł, ale nie mam pojęcia gdzie może teraz być. Chyba będziemy musiały same dać sobie radę. Albo poprosić o pomoc kogoś stąd - dodała z zastanowieniem, rozglądając się po Pokoju Wspólnym. Niestety, jak na złość w zasięgu wzroku nie było nikogo, kto miałby na czole wypisane 'lubię pozbywać się myszy z dormitoriów'. Ale zawsze mogły popytać. - Spokojnie, spokojnie! Pewnie włóczy się gdzieś z tymi maczo kumplami, albo się uczy, albo trenuje, albo sama nie wiem - wzruszyła nieznacznie ramionami i znów roześmiała się, widząc teatralne oburzenie Issy. Oh, uwielbiała spędzać z nią czas. - W każdym razie - powróciła od priorytetowego w tej chwili tematu - musimy wymyślić coś a propos walki z myszą! Albo przygotować sobie tutaj legowisko - dodała z powątpiewaniem, zastanawiając się jednocześnie, które rozwiązanie brzmi lepiej.
avatar
Delilah Keates
Dorosły

Liczba postów : 112
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Isabella McFeenly on Sro 20 Paź - 16:09

Czarnowłosa przez dłuższą chwilę zdawała się nad czymś zastanawiać, a przez jej twarz przez ten czas przebiegało setki skrajnych emocji – przerażenie i szatański uśmieszek, błyskotliwa myśl i jednocześnie strach. Aż w końcu nieśmiało uniosła główkę spoglądając na Delilah z tym swoim niewinnym, przepraszającym uśmieszkiem.
- Tak, to bardzo prawdopodobne. – przytaknęła zupełnie poważnie usłyszawszy sformułowanie apropo mysiej dziury i tym samym ich licznej populacji. – Zwłaszcza, że trzymam pod łóżkiem skradzione miesiąc temu z kuchni wiśniowe ciasteczka. – wyszczerzyła śnieżnobiałe ząbki w szerokim, promiennym uśmiechu. Pod względem porządku była gorsza niż nie jeden mężczyzna. Bo niby czyje ubrania były porozrzucane niemalże w każdym kącie dormitorium? No czyje?! Oczywiście Isabellki!
Nagle, zupełnie niespodziewanie Issy zaniosła się szaleńczym, głośnym śmiechem, a był on aż do tego stopnia donośny, że siedząca na przeciwległej, skórzanej kanapie grupa siódmorocznych Krukonów z podręcznikami w dłoniach i zdezorientowaniem wymalowanym na twarzy,spojrzała zaciekawiona na obiekt, z którego wydobywał się przezabawny,niesamowicie entuzjastyczny chichot. Nie trzeba było im więcej – kiedy tylko zdołali dostrzec kruczoczarną czuprynę i bambosze w kształcie wspomnianych piesków wszystko stało się jasne. Oczywiście to Isabellka, ta sama, której w swej nieświadomości już nie raz zdarzyło się rozbawić wielu ludzi, nawet w ich najgłębszej depresji; ta sama, która po zjedzeniu choćby kosteczki czekolady natychmiast dostawała słowotoku i nadpobudliwości ruchowej i wreszcie ta sama,która, co wieczór urządzała swym współlokatorką koncert pod prysznicem wyśpiewując.. Cóż, niezbyt poważną muzykę.Lecz uczniowie tak bardzo pochłonięci nauką i wydający się być niesamowicie zmęczeni, mimowolnie pokręcili swymi przepełnionymi informacjami główkami z szerokim, rozbawionym uśmiechem. Atak trwał jeszcze krótką chwilę, a potem… Po prostu przestała, jak gdyby nigdy nic. Tak było zawsze – turlała się po swoim łóżku zazwyczaj lądując na podłodze, trzymała za brzuch, czasami nawet popłakała z tej wielkiej radości, a po upływie kilku minut wszystko ustawało.
Jednak, co tym razem było tego powodem?
- Noo! To są dopiero jaja! Claytona Darcy uczący się wraz ze swoimi kumplami maczo! To niemożliwe! – pokręciła przecząco głową tak energicznie,że czarne kosmyki znalazły się w jeszcze większym artystycznym nieładzie. Tak dobrze nie bawiła się chyba aż od trzeciej klasy, kiedy to na zajęciach obrony przed czarną magią uczyli się słynnego zaklęcia Riddikulus i gdy Illendra stanęła na środku gotowa dorzucenia czaru, z magicznej szafy wyszedł pierożek. – Zdecydowanie bardziej obstaję za – powiedziała głosem poważnej Pani profesor i tonem zupełnie nienależącym do szalonej Issy. – tym, iż – zaznaczyła wagę tych słów palcem wskazującym wycelowanym wprost w Delilah. – w tej chwili urządził sobie wraz z Stewardem laboratorium małego chemika i rozlewnię trunków alkoholowych, które przecież muszą skosztować by nadąć im atest Matki i Dziecka, prawda? Prawda! Nim2 – łakocie i witaminy! Jedz Danonki, rośnij zdrowo, Twoje kości zamienią się na ości! Uniosła wysoko ręce prezentując przed przyjaciółką postać dzielnego malucha, który pnie się do góry niczym słonica po lianie. Delilah miała stuprocentową rację i jedno było pewne – ten, kto sterował jej umysłem musiał być szalonym naukowcem, ponieważ tryby zmiany tematu widzialnie szwankowały.
- Oczywiście, bardzo lubię Twojego ukochanego, nie myśl sobie przypadkiem, że nie! Jesteście najcudowniejsza parą, jaka kiedykolwiek stanęła w murach tego zamku! On – przystojny, o zniewalającym spojrzeniu. Ona – piękna niczym najjaśniejsza perła, delikatna jak płatek róży. Nie wspominając o tym,jacy są seksowni i sławni! Już na zawsze pozostaną razem mimo przeciwności losu, mimo fanek, które marzą by dostać jego bokserki i krzyczą Ach, Clay! Złóż swój autograf na mym staniku! Lecz jego kochające serce pozostaje zarezerwowane dla tej jedynej Delilah na całym globie! - Issy miała tylko ogromną nadzieję, że po ostatnich wydarzeniach Delilah nie będzie miała jej za złe tego, iż dopasowała takie anie inne epitety do jej mężczyzny. Właśnie, jej. Nie zdziwiłaby się gdyby ukazała się tu nutka zazdrości, w końcu ukradkiem bądź mniej wzdycha do niego mnóstwo dziewcząt. Lecz Ona nie. Nigdy nie byłaby skłonna odebrać chłopaka przyjaciółce, a wręcz przeciwnie tak bardzo im kibicowała. Mimo opinii podrywacza widziała jak bardzo się kochają, jaka panna Keates była szczęśliwa w jego towarzystwie. I… Clayton nie miał sportowego motoru, ot.
avatar
Isabella McFeenly
Moderator

Liczba postów : 69
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Waterford, Irlandia

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Delilah Keates on Czw 21 Paź - 19:38

- No to chyba nie ma się co dziwić, że myszy szukają jedzenia w naszym dormitorium - zauważyła z westchnieniem. No tak, w końcu w jakim innym uczniowskim lokum mogły liczyć na taki specjał jak wiśniowe ciasteczka z hogwarckiej kuchni? Może i byłaby zdziwiona słysząc, że ktoś takie rzeczy przechowuje pod swoim łóżkiem, gdyby nie dotyczyło to Isabellki. Wszak już od wielu lat wiadomo było, że póki to radosne czarnowłose dziewczątko mieszka z nimi w dormitorium, nie ma szans by panował w nim idealny porządek chociaż przez jeden dzień. Stanowiły pewien ewenement na skalę swojego domu, gdyż z reguły Krukoni, a już w szczególności dziewczyny raczej uchodzili za osoby zorganizowane i ułożone. Ale, jak wiadomo - skoro kilka rzeczy leży rozrzuconych na podłodze, niezależnie od tego do kogo należą, to jedna czy dwie więcej nie zrobią różnicy. Dlatego też chociaż Delka na co dzień raczej starała się utrzymywać porządek, zwyczajnie niespecjalnie jej to wychodziło. - Masz jeszcze jakieś kryjówki na jedzenie z kuchni, czy to jedyna? - zapytała z zaciekawieniem, przechylając głowę na bok i wpatrując się z rozbawieniem w rozradowaną przyjaciółkę. - Obawiam się, że będziesz musiała je gdzieś przenieść, bo to może tylko wabić myszy - zmarszczyła nos. Cóż, brutalna to była prawda, ale mimo wszystko lepiej chyba przenieść ciasteczka, niż później użerać się z niechcianymi gryzoniami, prawda?
Również chcąc nie chcąc wybuchnęła śmiechem, widząc nagłą wesołość Issy z niewiadomych jej jeszcze przyczyn, choć może nie aż tak głośnym i szaleńczym. W sumie powinna zdążyć się do tego przyzwyczaić, ale za każdym razem nagłe napady śmiechu Issy bawiły ją tak samo. Może dlatego, że to roześmiane dziewczę w kapciach w pieski stanowiło tak ogromny kontrast w porównaniu z grupką Krukonów w skupieniu uczących się na kanapie naprzeciwko nich? Delcia nie raz w swoim życiu przekonała się, że na zły humor nie ma lepszego lekarstwa niż chociaż dziesięć minut w towarzystwie panny McFeenly. Jak to zwykle bywało, o powodach jej wesołości dowiedziała się dopiero po zakończeniu napadu śmiechu.
- Ha, byś się zdziwiła, bo nie wiem jak ci wszyscy kumple, ale Clayton się uczy, a przynajmniej tak mówi - wzruszyła nieznacznie ramionami. Cóż, nie sądziła, by była to jakaś kolokwialnie mówiąc ściema, bo raz, że Clay naprawdę miał dobre stopnie, zdecydowanie zbyt dobre jak na kogoś kto zamiast skupiać się na nauce ciągle tylko by imprezował i włóczył się ze znajomymi, a dwa że nie miała powodów, by w to nie wierzyć. Cóż, czasami nawet uczyli się razem, tylko w takich sytuacjach nie bardzo im to wychodziło, gdyż na ogół ostatecznie skupiali się na czymś nieco innym. No ale nieważne! Wiedziała, że u Issy poważny ton może zwiastować wszystko, tylko nie coś naprawdę istotnego. Zachichotała. - Taaak, to też prawdopodobne - przytaknęła, kiwając głową z mądrą miną. Roześmiała się ponownie, bo Issy znów troszkę zboczyła z tematu, zbyt szybko by Del w porę to zarejestrowała. - Czasami za tobą nie nadążam - stwierdziła zgodnie z prawdą, acz tonem wyraźnie wskazującym, iż nie ma w tym absolutnie nic złego. Przeciwnie, uwielbiała tę chwilową dezorientację gdy nagle uświadamiała sobie, że nie ma pojęcia o czym właściwie rozmawiają.
- Na Rowenę, Issy, powinnaś pisać książki, najlepiej romanse - powiedziała, zanosząc się głośnym, niepohamowanym śmiechem. Cóż, Isabella pokusiła się o małą hiperbolizację, przynajmniej jeśli chodzi o osobę Delilah, ale może to przemilczmy! Cóż, naprawdę jej słowa przypomniały wstęp do jakiejś wyjątkowo ckliwej i romantycznej opowieści. - Swoją drogą, skoro już mowa o fankach, musimy zrobić coś a propos tej całej Maxwell - Opowiadała już Issy o niezwykle irytującej Puchonce Abbey, zdeterminowanej by zdobyć serce Kleja, i liczyła na kreatywność brunetki w tej materii. Nie myślała oczywiście o żadnych brutalnych rozwiązaniach, była przecież pokojowo nastawioną osobą, aczkolwiek jakieś w miarę dyplomatyczne próby mogłyby się przydać! - Hej, a jak tak w ogóle z tobą? Znalazłaś już swój ciemnowłosy i ciemnooki ideał, albo kogoś choć w połowie spełniającego wymagania? - zapytała z zaciekawieniem, przyglądając się jak zwykle roześmianej Krukonce.
avatar
Delilah Keates
Dorosły

Liczba postów : 112
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Petrus Castus on Wto 22 Lut - 3:54

Weszli oboje do salonu zmęczeni ale przynajmniej Petrus był ucieszony po całym spacerze z mostu do kuchni a później do pokoju wspólnego na sam szczyt wieży, nie wiedział tylko jak samopoczucie u jego towarzyszki? Ściągnął z siebie szatę i rozsiadł się na kanapie wyganiając jakichś drugoklasistów ich miejsc.
-I jak się pana Lilith czuje co? Może chociaż to kakao pozwoli Ci odpocząć co?- Uśmiechnął się do niej i odsunął kawałek z kanapy zapraszając pannę Emendatio do siebie.
Zabawne jak przez ten krótki okres czasu zbliżyli się do siebie. Jednak jedno mógł już o tej znajomości powiedzieć: że na pewno będzie ją pamiętał. Na razie postanowił jednak zadbać żeby Lilith było przyjemnie, a chociaż o to żeby tolerowała jego wady. Ciekawe cóż też może wyjść z ich znajomości..?
avatar
Petrus Castus
Dorosły

Liczba postów : 223
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Leeds, zamieszkały w Londynie.

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Lilith Emendatio on Wto 22 Lut - 4:05

Wchodząc do salonu Lilith była wycieńczona. Ale cały czas się słodko uśmiechała, obserwując każdy ruch Petrusa. Kidy wyganiał drugoklasistów z kanapy miała ochotę przynajmniej udać złą, ale jej nie wyszło. Jego uśmiech jej na to nie pozwalał.
- Czuje się jak... Jakbym przeszła się z kamiennego mostu do kuchni, a potem do salonu Krukonów.- Zaśmiała się- A kakao...- podniosła kubek i wzięła głęboki wdech. - Chyba jestem w niebie.
Usiadła na kanapie obok niego.
-Teraz jestem w 7 niebie. - znowu się zaśmiała i powoli, żeby się nie oparzyć, upiła łyczek kakao.
avatar
Lilith Emendatio
Uczeń

Liczba postów : 78
Czystość krwi : Pół krwi
Skąd : Wybrzeże Walii

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Petrus Castus on Wto 22 Lut - 14:39

-To odpocznij chwilę Lilith. Posiedzimy tu i oboje wypoczniemy troszkę. To częściej będę Ci kakao załatwiał.- Uśmiechnął się do niej. Lubił jak się śmiała bo wiedział że jest jej dobrze.
Kiedy usiadła obok niego od razu ją objął.
-Mogę wiedzieć czemu teraz jesteś w siódmym niebie?- Popatrzył się do niej figlarnie i uśmiechnął się lekko. Lubił ją prowokować, był ciekawy co odpowie.
avatar
Petrus Castus
Dorosły

Liczba postów : 223
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Leeds, zamieszkały w Londynie.

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Lilith Emendatio on Wto 22 Lut - 16:29

Obejmowana przez chłopaka, nie zwracała uwagi już na nic. Nie istniał Pokój Wspólny, kominek, ludzie wokoło. Istniał tylko on.
Spojrzała mu w oczy. Piękne oczy, które jak miała nadzieje będzie miał do końca. Że pomimo doświadczenia, tego co przeżył... Że nie zatracą tego blasku.
- Może dlatego że najprzystojniejszy krukon, jakiego kiedykolwiek miałam okazję spotkać, siedzi teraz obok mnie na kanapie, obejmuje mnie i myśli o tym, że miło by było gdybym zrobiła to. - W tym momencie go słodko pocałowała. Jej ręka znalazła się w jego miękkich włosach.
avatar
Lilith Emendatio
Uczeń

Liczba postów : 78
Czystość krwi : Pół krwi
Skąd : Wybrzeże Walii

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Petrus Castus on Wto 22 Lut - 18:44

Kiedy tak spojrzała mu w oczy wiedział że to co widzi jest tym co będzie chciał oglądać dopóki starczy mu sił. Nie było nic poza nią, Lilith... Małej i słodkiej Lilith. Dlaczego ona tak na niego działa? Sam nie wiedział. Znał ją chwilę, a jednocześnie wiedział więcej niż chciał. Wiedział tylko że nie chce nikogo innego tylko ją.
Jego oczy nie stracą blasku póki Lilith będzie szczęśliwa. Tylko to teraz się dla niego liczyło, szczęście Lilith.
Kiedy go całowała było mu wspaniale.. Tak przyjemnie i beztrosko.. Jak skończyła odpowiedział jej.
-Ten krukon wcale nie jest najprzystojniejszy, za to siedzi obok najpiękniejszej i najsłodszej krukoniki jaka chodzi po świecie. Poza tym nie chce się stąd ruszać bo chyba znalazłem miejsce mojego szczęścia, obok Ciebie.- Tym razem on ją delikatnie pocałował i przyciągnął mocniej do siebie. Nie chciał żeby mu gdzieś odeszła, nie teraz...
avatar
Petrus Castus
Dorosły

Liczba postów : 223
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Leeds, zamieszkały w Londynie.

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Lilith Emendatio on Sro 23 Lut - 3:58

Lilith dopiła szybko kakao i odstawiła kubek na stoliku obok, ukrywając twarz za zasłoną włosów. Starała się ukryć rumieńce powstałe na skutek słów które wypowiedział.
"Najsłodsza i najpiękniejsza, tak?" Zapytała samą siebie. "Ciekawa jestem czy mówił to już jakiejś dziewczynie."
Usiadła znowu na kanapie, tym razem trochę dalej. "Chyba rozsądek ci wrócił, Lilith."
- Opowiesz mi coś o sobie? - zapytała, próbując stwarzać pozory tego, że nadal jest beztroska.
Mimo pozorów, tak nie było. W jej oczkach dało się zobaczyć wątpliwości, niepewność, strach... Dopiero teraz kiedy pierwszy szok i odurzenie przeszły, Lil mogła na to trzeźwo spojrzeć. Był starszy, przystojny, dobrze się uczył z tego co słyszała. "Dziewczyny się o niego biją. Na pewno nie jestem jedyna." Stwierdziła, wciąż starając się ukryć oczy.
avatar
Lilith Emendatio
Uczeń

Liczba postów : 78
Czystość krwi : Pół krwi
Skąd : Wybrzeże Walii

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Petrus Castus on Sro 23 Lut - 4:48

Chyba zbytnio się spieszy. Nikt jej w niczym przecież nie pogania. A tym bardziej widział jej rumieńce, nie tak łatwo je ukryć. Petrusowi one się pdobają, nawet bardzo. W końcu są takie niewinne.. Jak cała Lilith..
Nie mówił tego żadnej dziewczynie.. Nie takiej jak Lilith... Ani żadnej innej..
Zauważył jak się odsuwa i zmarszczył brwi. Czyżbym powiedział coś nie tak zapytał sam siebie.
-A co mogę opowiedzieć? Jestem z Leeds w Yorkshire.. Pochodzę z mugolskiej rodziny.. I lubię łacinę i poezję.. To chyba tyle.. Coś jeszcze chciałabyś wiedzieć, słodka?-
Nie wiedział za bardzo co się dzieje. Przed chwilą taka wesoła a teraz zmartwiona... Ale rozumiał czemu, po prostu wiedział o co chodzi i nie zdziwiło go że tym się zapewne martwi. Dla niego zawsze jest tylko jedna.. Jeśli wie że ma kogoś na stałe to jest tylko jedna osoba w jego życiu. Jeśli Lilith chciała się w jakikolwiek sposób upewnić on jest w stanie to zrobić. Mogła żądać wszystkiego, pytać o cokolwiek. Byleby beztroska wróciła w jej oczka...
avatar
Petrus Castus
Dorosły

Liczba postów : 223
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Leeds, zamieszkały w Londynie.

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Lilith Emendatio on Sro 23 Lut - 5:07

Była w szoku. "Łacina i poezja?! W tym wieku?" Nawet wśród krukonów to było dziwne. " To pewnie przez rodzinę. Tak jak ja. Zaraził się od rodziców"
- Poezja... - Na jej usta wstąpił znowu uśmiech.- Uwielbiam malować to co jest w wierszach. Wtedy obraz jest pełny, magiczny i tajemniczy.- mówiła cicho, jakby sama do siebie. Dalszą część jego wypowiedzi puściła mimo uszu.- Też lubię poezje.-powiedziała tym razem głośniej.- Mało jej czytam, bo w Hogwarcie nie ma, a ja mieszkam na odludziu i nie mam dostępu, ale to co sprowadziła kiedyś mama czasami, gdy nie mam natchnienia sięgam po nią. - głos miała pełen melancholii. - Łaciny też się uczyłam. Jak byłam mała. Moi rodzice mieli na tym punkcie kręćka. - zaśmiała się. - Dopiero kiedy podrosłam, tata mi zabronił używania tego języka, bo mu za bardzo mamę przypominałam.
W swojej wypowiedzi starała się nie wspominać że matka zmarła tuż po tym jak ją urodziła. I to że najprawdopodobniej zmarła przez nią.
Oparła się o kanapę i teraz spoglądała w sufit. Wprawny obserwator zauważył by, że ma łzy w oczach.
avatar
Lilith Emendatio
Uczeń

Liczba postów : 78
Czystość krwi : Pół krwi
Skąd : Wybrzeże Walii

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Petrus Castus on Sro 23 Lut - 5:18

A to coś złego że w tym wieku takie rzeczy? To nie przez rodzinę. Osobista fascynacja tym co jest piękne czyli poezją i inteligentne jak łacina. Dlatego ciężko mu znaleźć znajomych a co dopiero dziewczynę.
-Dla mnie poezja jest czymś najbardziej osobistym, bo pomaga mi przelać na papier nadmiar uczuć kiedy trzeba je dusić w sobie. Jest to próba opisania uczuć.
Ja nie tyle czytam poezję co wolę ją tworzyć.-
Rozmarzył się przez chwilę, ciekawe czy kiedyś będzie mógł napisać o Lilith..? -Nie dobrze jeśli chcieli przelewać swoje pasje na Ciebie. A co z Twoją mamą..? Coś nie tak..?-
Dopiero teraz zauważył łzy. Przysunął się bliżej i przytulił ją mocno do siebie. Nie chciał żeby Lilith było smutno. Tym bardziej nie przeżyłby jeśli miałaby płakać.
-Nie martw się Lilith... Wszystko będzie dobrze... Nie martw się już- Szepnął jej do ucha. Nie wiedział co się stało ale wiedział że chce pomóc jej tej sytuacji. W jakikolwiek sposób mógłby to chciałby pomóc za wszelką cenę.
avatar
Petrus Castus
Dorosły

Liczba postów : 223
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Leeds, zamieszkały w Londynie.

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Lilith Emendatio on Sro 23 Lut - 5:39

To nic złego. To tylko nieczęste.
-Tworzysz? - Zapytała- Dasz mi kiedyś poczytać?
Zauważyła że jest rozmarzony. "Ciekawe o czym myśli"
- To nie tak, że przelewali swoje pasje na mnie. Z tym to zabawna historia była. Jak byłam mała uwielbiałam jak mi czytano, albo ja sama to robiłam. Czytać nauczyłam się w wieku 4 lat i od tamtej pory trudno było mnie wyciągnąć z biblioteki, którą mamy w domu. Pewnego dnia, kiedy tata mnie na chwil zostawił i poszedł po herbatę, ja wspięłam na drabinę i wyjęłam jedną z książek. Była po łacinie. Jak się później dowiedziałam była to ukochana książka mamy. - uśmiechnęła się rozmarzona, myślami na chwile wracając do świata baśni z księgi. Świata który sama kiedyś zobrazowała w swoim pokoju na ścianach.- Były to baśnie z całego świata. Uparłam się że muszę ją przeczytać. Chciałam się uczyć, ale tata nie mógł wiedzieć że tą książkę mam. Zwróciłam się do babci. Ta mnie nauczyła łaciny, ale tata nas przyłapał. Przez pierwsze lata chodził rozanielony i wszystkim się chwalił jaka ja jestem inteligentna i co potrawie. Ale zaczęłam być złudnie podobna do mamy, a tata tak za nią tęskni... - Przerwała na chwile. "Mówić czy nie?" - Ona zmarła 2 tygodnie o tym jak mnie urodziła.- Dodała cicho. Miała złudną nadzieje że dzięki temu że jego ubranie wystarczająco tłumi jej głos, chłopak nie usłyszy.
avatar
Lilith Emendatio
Uczeń

Liczba postów : 78
Czystość krwi : Pół krwi
Skąd : Wybrzeże Walii

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Petrus Castus on Sro 23 Lut - 5:50

Ale jednak czasem zdarzają się takie dziwne przypadki i ktoś jest twórcą.
-Tak czasem... Ale na pewno Ci się nie spodoba albo będziesz się śmiała.. Jak będziesz chciała to dam Ci poczytać.- Uśmiechnął się do niej przyjaźnie próbując ją rozweselić.
Myślał o wielu sprawach.. Właśnie dlatego poszedł na ten most sobie trochę przemyśleć.
Słuchał teraz jej monologu i próbował sobie wyobrazić jak musi wyglądać spędzając czas w bibliotece. Może kiedyś razem chwilę spędzą siedząc w bibliotece?
-Ojciec był z Ciebie dumny i pewnie dalej jest. Jednak musi go boleć to wszystko.. Te wspomnienia...- W pierwszym momencie jak to powiedziała nie wiedział co zrobić. Przytulił ją tylko mocniej. -Nie martw się Lilith... Jestem przy Tobie i będzie dobrze, na prawdę wszystko będzie dobrze.- Nie wiedział jak ale wiedział że będzie. I chciał sprawić żeby jej było przyjemnie.
Miał tylko cichą nadzieje że będzie mógł spędzić z nią na tyle czasu żeby to sprawić. Wiedział że z Lilith, choć była zmienna w nastrojach świetnie spędza mu się czas i chciał spędzać go jak najwięcej przy towarzystwie tej małej Krukonki, ale nie chciał żeby było jej smutno, to nie jest miłe patrzeć jak oczy jej się szklą. Chciał żeby wesoła i rozgadana Lilith wróciła, a ta smutna i przytłoczona zniknęła.
avatar
Petrus Castus
Dorosły

Liczba postów : 223
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Leeds, zamieszkały w Londynie.

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Lilith Emendatio on Sro 23 Lut - 6:12

Kiedy ją przytulał i pocieszał, dziewczyna powoli się uspokajała.
- Z chęcią poczytam. Może nawet będę w stanie coś namalować.- uśmiechnęła się. "Spokój Lilith. Musisz być dzielna. Nie załamuj się. Nie przy innych ludziach."
- Już mi lepiej- dodała już spokojnym, opanowanym i nie drżącym głosem.
Jej myśli nagle spadły na inny temat. Znowu poczuła to uczucie niespełnienia, jakie odczuwała kiedy chciała malować. "Mam natchnienie. Dziwne. Przecież już od dawna nic mi nie wychodzi. Przecież się wypaliłam"
Przyłapała się na tym, jak w powietrzu kreśli jakieś nie określone wzory. Odsunęła się od Petrusa odrobinę. Uśmiechnęła się promiennie.
- No proszę. Działasz cuda. - powiedziała w jego stronę. - Dziękuje
avatar
Lilith Emendatio
Uczeń

Liczba postów : 78
Czystość krwi : Pół krwi
Skąd : Wybrzeże Walii

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Petrus Castus on Sro 23 Lut - 6:18

-No zgoda ale jak już zostaniesz sławną malarką to wspomnij gdzieś tam w przypisach moje imię co?- Uśmiechnął się do niej, na sam widok jej uśmiechu robiło mu się cieplej. Petrusowi mogła powiedzieć wszystko, zrozumie ją zwłaszcza że bardzo mu na niej zależy.
-Cieszę się. Jakbyś coś chciała mi jeszcze powiedzieć to się nie krępuj. Zawsze będę jak będziesz chciała porozmawiać.- Chciał żeby mu zaufała. Może nie był tego wart ale pomyślał [i]"Chciałbym być dla niej chociaż przyjacielem, ale lepiej byłoby kimś więcej.."[/i}
-Nie no cudotwórcą jeszcze nie jestem. Chociaż jedno trzeba przyznać, jedno cudo siedzi już obok mnie.- Znowu spojrzał jej głęboko w oczy i uśmiechnął się. Chciał żeby znowu czuła się spokojnie i bezpiecznie.
avatar
Petrus Castus
Dorosły

Liczba postów : 223
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Leeds, zamieszkały w Londynie.

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Lilith Emendatio on Sro 23 Lut - 6:32

- Nie jestem cudem. - powiedziała. - TE włosy, które wyglądają jak jakieś czerwone macki.- Podniosła kosmyk włosów i pomachała mu nim przed nosem.- Te okropne oczy, jak jakieś... jak pomalowane świecącą farbą. - tym razem spojrzała mu w oczy - Do tego jestem okropnie niska i wyglądam jak dzieciak. - splotła ramiona i naburmuszona siedziała obok niego.
- W dodatku mam dziwny charakter. W ogóle caała jestem dziwna.- patrzyła się w płomienie w kominku.
"Hmm... wyglądało by to ciekawie." Miała wizje swojego przyszłego dzieła. Zawsze ją nachodziły w najdziwniejszych momentach jej życia. Jej oczy zabłyszczały.
avatar
Lilith Emendatio
Uczeń

Liczba postów : 78
Czystość krwi : Pół krwi
Skąd : Wybrzeże Walii

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Petrus Castus on Sro 23 Lut - 6:45

-A jeśli dla mnie jesteś?- Popatrzył na nią z uśmiechem i zmierzył ją wzrokiem -Może dla mnie są to piękne płomienne włosy?- Patrzył na włosy jak zahipnotyzowany jak lekko bujały się przed nim. - Może dla mnie są to najpiękniejsze oczy których lubię szukać za tymi rzęsami które delikatnie je ukrywają podkreślając jednocześnie? Może mi właśnie taka niska się podobasz?- Spojrzał na nią z uśmiechem i najbardziej ciepłym wyrazem twarzy na jaki tylko się zdobył.
-Nie masz dziwnego charakteru- Powiedział do niej stanowczym głosem. -Cudo nigdy nie jest dziwne, tylko nie którzy nie dostrzegają jego piękna ukrytego w wyjątkowym wrażeniu jakie sprawie- On przyglądał się jej i przeszywał ją wzrokiem.
[i]"Ciekawe o czym teraz rozmyśla..?"[/b] Pomyślał. Zastanawiał się co też może chodzić po tej niewinnej główce. Nurtowało go pytanie co dalej planuje z jego osobą?
avatar
Petrus Castus
Dorosły

Liczba postów : 223
Czystość krwi : Mugolska
Skąd : Leeds, zamieszkały w Londynie.

Powrót do góry Go down

Re: Salon Ravenclawu

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach