Loże

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Loże

Pisanie by Cyril Neithar on Nie 31 Paź - 21:21

- Moje nonkonformistyczne podejście nie pozwala mi na podporządkowanie się obowiązującym normom. A to akurat jest wartość stała, niezmienna. Widzisz, nawet najdrobniejsze gesty zyskują na uroku, gdy nie są oczywiste.
Obserwował jej poczynania związane z palcem i drinkiem. Przekrzywił nieznacznie głowę, ale przez twarz nie przemknął żaden uśmiech, żaden wyraz zniesmaczenia. Posągowa mimika, którą zburzył krótki błysk w granacie tęczówek, zbyt ulotny by go uchwycić, nie wspominając o rozszyfrowaniu.
- Uraziłaś mnie dogłębnie, Caroline. Jak możesz nazywać mnie "graczem"? Brzydzę się całą tą grą. Ocieraniem ciał, spojrzeniami. Nie sądzisz, że to obmierzłe z całą tą swoją powszedniością, przewidywalnością?
Dopiero teraz ironiczny uśmiech pojawił się na ustach. Jego sarkazm był ciężki, czasem zbyt brutalny.
Wzruszył nieznacznie ramionami, opróżniając kieliszek z sokiem żurawinowym.
- Zatem w twojej opinii nawet najgorsza prawda byłaby lepsza od łagodzących rzeczywistość kłamstw?
Przejechał dłonią po policzku, kolejny raz myśląc sobie, że jest odrobinę zbyt szorstki. Dodatkowo, nadawało mu to wygląd myśliciela. Ha! Niektórzy nawet dawali się nabrać.
Uniósł nieznacznie brwi, a wraz z nimi kąciki ust powędrowały do góry. Wzniósł w jej stronę pusty kieliszek, toast za dobrą odpowiedź.


Ostatnio zmieniony przez Cyril Neithar dnia Pon 1 Lis - 1:17, w całości zmieniany 2 razy
avatar
Cyril Neithar
Dorosły

Liczba postów : 32
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Victor Hewson on Nie 31 Paź - 22:06

Jaką miała pewność? Cóż, gdyby ktokolwiek choćby pomyślał o detronizacji natychmiast mógł liczyć się z szybką i, na całe szczęście, bezbolesną śmiercią. O ile jeszcze niedawno nie był pewien, czy byłby w stanie zabić w tej chwili pewność miał stuprocentową, dlatego też nie należało wchodzić mu w drogę. I nawet, jeśli nikt nie wiedział o tym, że to on zabił Agnet to i tak większość się go bała. A teraz, kiedy był mężem Amelii wszyscy wiedzieli, że nie należy o niej choćby źle myśleć! Dlatego też detronizacja nie wchodziła w grę i Melka mogła być spokojna o swój tron i koronę.
Victorowi jeszcze nie próbowało się wymknąć ani razu (pewnie ono też się jego bało, ha!), ale nie znaczyło to, że było mu łatwo. Niejednokrotnie dla świętego spokoju chciał jej to powiedzieć. Po prostu, żeby było już "po". Bo zaczynał tracić już siły. Zbyt wiele kosztowało go ukrywanie tego, co się w nim zrodziło. Uczucia, którego nie powinno istnieć. Przynajmniej w jego mniemaniu...
Spojrzał na nią twardo i poważnie, chwytając za ramiona i marszcząc brwi.
- Nigdy, rozumiesz? Nigdy cię nie zostawię. - powiedział pewnym głosem, uśmiechając się lekko, po czym przytulił ją do siebie.
I może właśnie dlatego powinien wreszcie powiedzieć jej, dlaczego nie zamierza nigdy w życiu jej zostawić? Choć pewnie i tak by nie uwierzyła, gdyby na przykład w tej chwili powiedział to, co miał na myśli. Dwa słowa, dziewięć liter... Wiecie, co mam na myśli?
- Ja też nie chcę, żebyś się przekonała - odpowiedział, śmiejąc się tak lekko i pogodnie, jak tylko on potrafi.
- Oczywiście - odpowiedział, całując ją delikatnie, choć namiętnie.
A niewielu wiedziało, że Victor był naprawdę świetnym tancerzem. Ale tańczyć nie lubił i już.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Amelia Golightly on Nie 31 Paź - 22:26

Amelia mimo wszystko wolała, aby już nikogo nie zabijał. Po części martwiła się o niego - w końcu widziała, że rzucenie śmiercionośnego zaklęcia na Agnet przeżył o wiele mocniej, niźli przypuszczał. Po drugie, wciąż budziła się z krzykiem w środku nocy, widząc ciało byłej przyjaciółki bezwładnie opadające na ziemię. Jeśli ktoś zagroziłby jej pozycji, z pewnością nalegałaby, że chce wziąć to w swoje ręce. Oczywiście pomoc Victora okazałaby się nieoceniona, ale jeśli ktoś będzie zabijał, to ona. Towarzysko, psychicznie i niebywale boleśnie. Jednakże mimo wszystko wiedziała, że pomimo tego, iż jej plany nie miały wad, coś mogło pójść nie tak...
Najwyraźniej był silniejszy, niż ona. Każdy, kto znał Amelię wiedział, że pod maską niedostępności i obojętności w gruncie rzeczy była niebywale wrażliwa. Poszukiwanie miłości stanowiło dla niej coś naprawdę ważnego i nie chciała, aby to wyznanie... dwa słowa, dziewięć liter... padło zbyt wcześniej i w stosunku do niewłaściwej osoby. Chociaż wiedziała, że zaczęła czuć to do właściwej osoby, starała się wmówić sama sobie, że tak nie jest, że tego nie czuje.
- Chciałabym, żeby tak było - westchnęła cicho, przytulając się do niego. Teraz było wspaniale, cudownie, idealnie. Ale jaką mogła mieć pewność, że ten Victor, którego znała nie poleci za jakąś spódniczką? Dlatego sama nie mogła się przyznać, że czuje do niego coś więcej, niż przyjaźń. Melka za dużo myśli, prawda?
- W takim razie, nie przestrasz się ojcostwa i nie ucieknij od niego jak mój ojczulek - zaśmiała się - Merlinie! One chyba są nadpobudliwe! Może to od tego kefiru?
Amelia wiedziała, że był świetnym tancerzem. Tak samo dobrze, jak i to, że nie znosił tańczyć. Ale dla niej przecież mógł zrobić wyjątek prawda?
Piosenka dobiegła końca a ona spojrzała na męża z uśmiechem.
- To jak - zapytała, uśmiechając się do niego.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Caroline Doherty on Pon 1 Lis - 1:13

- Uraziłam, powiadasz... No cóż, mój drogi, możesz się obrażać ile tylko dusza zapragnie. Możesz też się wypierać i brzydzić tej całej gry, ale prawda jest taka, że czy tego chcesz czy nie, uczestniczysz w niej w stopniu większym niż mniejszym. Poza tym kto mówi o powszedniej przewidywalności? Jeśli jesteś graczem, sam możesz ustalać zasady swojej gry i wcale nie musi być tak oczywista i oklepana. Możesz z niej uczynić naprawdę interesującą rozgrywkę.
Jeśli ten sarkazm miał być ciężki, to Caroline nie miała się czego obawiać. Prawdę powiedziawszy niewielkie wrażenie wywarły nań jego słowa, w końcu i tak wiedziała swoje.
- Czasem kłamstwo jest dla nas korzystniejsze czy też bezpieczniejsze, ale jeśli już mam odpowiedzieć na to pytanie, wolę słyszeć brutalną prawdę niż słodkie kłamstewka. Co nie znaczy, że sama nie uciekam się do prostszej drogi oszukiwania.
Wtórnie powtórzony gest tym razem nie mógł zostać zignorowany, toteż Caroline na moment skupiła uwagę na cyrylowej dłoni, sunącej po szorstkim policzku. Oj tak, od zawsze wychodziła z założenia, że nieogolony facet wygląda seksowniej niż ten z nieskazitelnie gładką twarzą i w duchu musiała przyznać, że Cyrylowi ten zarost pasował wręcz idealnie. Chwilowo ignorując fakt, iż ma do czynienia z kolegą z klasy, uniosła wolną od pucharka dłoń i leniwie przesunęła nią po jego policzku, palcem wskazującym zaznaczając również linię żuchwy, brodę oraz zahaczając o kontur dolnej wargi.
Cofając rękę, uśmiechnęła się pod nosem i na moment skupiła uwagę na swoim drinku.
avatar
Caroline Doherty
Uczeń

Liczba postów : 22
Czystość krwi : 3/4
Skąd : kraje nordyckie

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Cyril Neithar on Pon 1 Lis - 1:25

- Zastanawia mnie, jak wiele z twoich słów jest wynikiem rzeczywistych doświadczeń, a jak wiele to powielenie zasłyszanych kiedyś aforyzmów, przeczytanych mądrości, obserwacji niepopartych zdarzeniami - powiedział nagle, przekrzywiając nieco głowę. Maska zsunęła się lekko z twarzy, ale zaraz ją poprawił.
Nie wiadomo, czy jego wypowiedź odnosiła się do pierwszej czy też drugiej wypowiedzi, bowiem żadne inne słowa nie opuściły już jego ust w tejże chwili. Spojrzał jednak na nią przenikliwie, gdy palec wskazujący przemknął po jego szorstkiej skórze. I kąciki warg uniosłyby się w tej chwili w uśmiechu, gdyby Cyril bez żadnego wyraźnego powodu postanowił nie dopuszczać tego gestu do krótkiego żywota na jego twarzy. Jakby uznał, że to zbyt przewidywalna reakcja i wcale nie ma ochoty tego robić.
Potem zerknął w stronę bufetu. Spojrzał też na swój kieliszek, wyglądający tak żałośnie bez ciemnego soku z żurawiny. Dodatkowo, migotały mu jakieś kształty czaszek, a zapach jedzenia uświadomił, iż cyrylowy brzuch domagał się natychmiastowego posilenia. Z fizjologią nie należy walczyć. Nie licząc cielesnych ograniczeń. To chyba zaprzecza samo sobie, nieważne. Tak czy inaczej, Cyril postanowił udać się w stronę bufetu i zbadać jego zawartość.
- Niech panienka Doherty wybaczy memu karygodnemu zachowaniu - rzekł, skłaniając się jej płytko. - Wołaj mnie, jeżeli trzeba cię będzie odnieść do dormitorium - dodał, mrugając. I oddalił się w we wcześniej wspomnianym kierunku. Perfumy miał dość mocne, więc jeszcze chwilę jego obecność była niemal namacalna.
A perfumy udało mu się wybrać dobrze.
avatar
Cyril Neithar
Dorosły

Liczba postów : 32
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Caroline Doherty on Pon 1 Lis - 2:04

- Powiedzmy, że przeważnie mówię o tym, co przeżyłam bądź o tym co zaobserwowałam. - odparła wymijająco, upijając kilka drobnych łyków ze swojego kieliszka. Drugiej swojej wypowiedzi nie miała zamiaru tłumaczyć. Zresztą chyba nie było sensu, ponieważ była na tyle klarowna i jasno sformułowana, iż nie było sensu w rozkładaniu jej jeszcze bardziej.
- O to niech cię głowa nie boli, nie zamierzam doprowadzać się do stanu w którym nie mogłabym dać sobie rady sama. - odparła urażona przypuszczeniem, jakoby miała urżnąć się w trupa. Może nie była najlepszą zawodniczką jeśli chodziło o picie i nie mogła konkurować z kolegami, ale słabej głowy też nie miała. Poza tym Caroline nienawidziła stanu upojenia alkoholowego i jeśli już piła, to tylko dla własnej przyjemności, nie po to by schlać się i nie pamiętać co robiła i w czyim łóżku wylądowała.
Zostawszy po raz kolejny tego wieczoru sama, Caroline postanowiła w spokoju dokończyć swojego drinka, znaleźć kilku znajomych z którymi mogłaby spędzić kilka chwil a następnie udać się do dormitorium i w spokoju wyspać. Z tym zamiarem wstała od stolika i skierowała swe kroki w przeciwnym kierunku do tego obranego przez Cyrila.
avatar
Caroline Doherty
Uczeń

Liczba postów : 22
Czystość krwi : 3/4
Skąd : kraje nordyckie

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Victor Hewson on Pon 1 Lis - 2:20

Facet to jednak facet. Nie podejrzewał, że Amelia przeżyła to aż tak bardzo. Mimo, że przed kolegami chwalił się, że byłby w stanie zabić, to w rzeczywistości on także wolał już nigdy tego nie robić. Miał nadzieję, że nie stanie więcej w sytuacji, w której będzie musiał wypowiedzieć te dwa słowa, prześladujące go dniami i nocami. On nie widywał po zamknięciu oczu Agnet. Nie widywał jej nigdy i to nawet niepokoiło go bardziej. Gdyby choć raz ukazała mu się we śnie wiedziałby, że wszystko jest jak należy - ofiara powinna prześladować swojego oprawcę, tak przynajmniej mu się zdawało. Tymczasem zwyczajnie nie miał wyrzutów sumienia i wcale tak do końca mu się to nie podobało. Nie chodziło tu o niego, ale właśnie o Amelię. Dla niej chciał być lepszym człowiekiem i nie był pewien, czy potrafi.
Może i był silniejszy od niej - nie wiedział tego na pewno i zapewne nigdy się nie dowie. Nie wiadomo. W każdym razie wiedział jedno - mimo, że był młody i przecież miał przed sobą całe życie czuł, że zrobił dobrze. Że wszystko, co wydarzyło się do tej pory doprowadziło go do miejsca, w którym tak naprawdę od zawsze chciał być i nie cofnąłby niczego. Nawet morderstwa, którego się dopuścił. Niczego nie żałował i wiedział, że nigdy się to nie zmieni. Byli ze sobą zbyt mocno związani.
Zdecydowanie za dużo. A przecież gdyby miał polecieć za jakąś spódniczką to zrobiłby już to dawno temu! Fakt, że wciąż był jej wierny mimo jej humorów i narzekania, i porannych mdłości, i faktu, że zostanie ojcem, i tego, że jej brzuch nadal jeszcze rośnie... Właśnie to mogło utwierdzić ją w przekonaniu, że skoro przetrwał to, co do tej pory zgotował mu los, przetrwa już wszystko. A to znaczyło, że z całą pewnością nie będzie szukał żadnej innej kobiety.
- I będzie - odpowiedział pewnym głosem.
- Mel, nie powiem, że będzie łatwo, bo oboje wiemy, że nie będzie. Ale damy radę. I nie ucieknę - zapewnił ją kojącym szeptem.
Przyłożył dłoń do jej brzucha i zaśmiał się ciepło.
- Po tatusiu - zachichotał, całując ją delikatnie.
Westchnął ciężko, robiąc cierpiętniczą minę, jednak po chwili uśmiechnął się i wstał z miejsca, podając jej rękę.
- Czy zechcesz ze mną zatańczyć, moja piękna żono? - zapytał, kłaniając się jej lekko.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Amelia Golightly on Pon 1 Lis - 11:24

Martwiła się o niego i to jedynie potęgowało jej własne odczucia. Nie była pewna, czy nie odczuwa wyrzutów sumienia z powodu tego co zrobił, czy też udaje, że ich nie odczuwa, by nie niepokoić swojej żony. Właściwie, nie wiedziała, które z tych rozwiązań byłoby lepsze. Chciała dla niego jak najlepiej, w końcu był mężczyzną z którym miała spędzić resztę życia, dlatego miała nadzieję, że jego czyn nie rzutuje na życiu, snach. Jednakże z drugiej strony - czy jeśli morderstwo przeżył tak lekko będzie w stanie być dobrym, kochającym ojcem dla jej dzieci? Nie, nie wątpiła w niego bo od kilku miesięcy przy niej stawał się naprawdę cudownym człowiekiem. Ale czy można się jej dziwić, skoro widziała jak rzuca śmiertelne zaklęcie?
Amelia również nie żałowała. A przynajmniej wyłączając momenty kiedy zaczynała bać się macierzyństwa, a jej zachowanie prawie graniczyło z histerią. Nie potrafiła sobie wyobrazić, że miała by zasypiać, nie mogąc wtulić się w jego ciało i budzić się każdego ranka, nie czując go obok. Zbyt mocno się z nim związała? Tego była pewna. Nie chciała nie widywać go każdego dnia, nie móc pocałować, kiedy miała żywną ochotę i tak właściwie można by wymieniać w nieskończoność ale to chyba mija się z celem. Golightly, która przez całe życie zapierała się, że to ostatni mężczyzna na świecie, któremu mogłaby się oddać, teraz nie potrafiła bez niego żyć.
Trenował wytrzymałość i silną wolę? Uparty jak osioł na wszystko znajdzie argument.
- Chciałabym - powtórzyła szeptem, tuląc się do niego.
- Ja... - i znowu wyznanie prawie wytoczyło się z jej ust. Ta dziewczyna doprawdy niedługo zwariuje! - ...wiem o tym, ale chciałabym w to wierzyć.
Nie trzeba chyba dodawać, że uwielbiała ten śmiech? Właściwie od zawsze tylko on utwierdzał ją w przekonaniu, że Hewson nie jest cyborgiem, a gdzieś w głębi duszy ma ludzką naturę. Niegdyś mogła słuchać go jedynie od święta podczas gdy teraz... praktycznie cały czas.
- Nie zauważyłam, żebyś mnie kopał - zachichotała
Podała mu rękę i z gracją podniosła się z czarnej sofy.
- Ach, cudowny małżonku, skąd wiedziałeś? - bez kpiny chyba nie byłaby sobą.


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Delilah Keates on Pon 1 Lis - 20:28

Ciężko było nie zauważyć, że mieli odmienne podejście do dużych zgromadzeń, a sposób w jaki lubili spędzać swój wolny czas (no, poza tym, który spędzali wyłącznie we dwoje, gdyż akurat wtedy byli w stanie znaleźć zajęcie w pełni odpowiadające im obojgu) również był skrajnie różny; o ile Clayton przepadał za dzikimi imprezami, ba, sam je organizował, o tyle Del wolała na ogół spędzać czas spokojnie i w niewielkim gronie. Z drugiej strony, taka sytuacja miała swoje niezaprzeczalne plusy; dzięki temu, iż to Clay najczęściej organizował tego typu wydarzenia lub po prostu się na nich pojawiał, i ona się tam wybierała, unikając w ten sposób zostania istotą stricte aspołeczną. Krótko mówiąc, pod wpływem Darcy'ego, nieco bardziej niż kiedyś udzielała się towarzysko. Gdyby Delka zobaczyła Kleja grającego na pianinie, na dodatek w szacie wyjściowej, chyba w ogóle by go nie poznała a jeśli nawet, to poważnie zastanawiała się co się stało z jej chłopakiem. Po prostu, Clayton kompletnie nie pasował jej do takiego wizerunku i zdawała sobie sprawę, że absolutnie nie odpowiadają mu takie klimaty - dlatego też była mu wdzięczna, że zaprosił ją, chociażby by spędzić z nią czas. Jeśli zaś chodziło o święta, Del miała nadzieję, że będą mieli wtedy okazję by choć trochę pobyć we własnym towarzystwie; domyślała się jednak, że gdyby postanowiła spędzić całe Boże Narodzenie z nim, Bartholomew nie byłby zachwycony. Z resztą, czy on kiedykolwiek był zachwycony czymkolwiek, co tylko wiązało się z imieniem jej chłopaka? Mimo tego, nie potrafiła powiedzieć sobie, że nie będzie przejmowała się swoim bratem - za wszelką cenę nie chciała dopuścić do tego, by ich kontakty się pogorszyły. Z drugiej strony jednak, święta wydawały się być jedyną możliwością na horyzoncie, kiedy choć na chwilę uczniowie będą mieli możność oderwać się od nauki i skupić na układach towarzyskich; później będzie na to czas dopiero po egzaminach końcowych i oficjalnym zakończeniu edukacji. Na Merlina, jak to wszystko szybko mijało! Jeśli zaś chodziło o dziewczęta dażące uwielbieniem Claytona, wątpiła by ich pokazanie się razem jakoś je zniechęciło.
- Oh, daj spokój! Może i ta historia nie jest najbardziej realistyczna, ale tu chodzi o miłość i tragedię nieszczęśliwych kochanków - W sumie, nie było co się dziwić, że mieli na temat tej sztuki odmienne zdanie. Nie od dziś wiadomo było, że to kobiety były tymi, które tak rozpływały się nad tego typu opowieściami. Mężczyźn na ogół w ogóle to nie ruszało. Na jego uśmiech odpowiedziała podobnym - na Rowenę, uwielbiała, kiedy się uśmiechał! - i przechyliła głowę na bok, przyglądając mu się uważnie spod nieco przymrużonych powiek. - Postaram się. Chociaż kto wie, może przypadną ci do gustu takie klimaty i od teraz zaczniesz organizować na strychu eleganckie bankiety, zamiast zwykłych imprez? - zażartowała i roześmiała się, wyobrażając sobie taką sytuację. Nie, właściwie, taka wizja przekraczała jej zdolności imaginacji.
avatar
Delilah Keates
Dorosły

Liczba postów : 112
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Lorelle Blackwell on Pon 1 Lis - 21:57

Dziesiątki razy, jeżeli nie setki powtarzała mu, że oboje są równie utalentowani muzycznie. Tak jak On próbował jej nie podeptać, tak Ona usilnie starała się udawać, iż rozumie zawikłany takt, a nawet porusza się pod jego dyktaturę. Co nie szło jej dobrze. Brak uśmiechu na twarzy Lucasa nie pomagał. Nie był zadowolony i wcale tego nie ukrywał. Czuła się winna, choć przecież nie zmuszała go to udania się na ten cały bal. To poniekąd On wyszedł z inicjatywą. Gdyby mogła cofnąć czas, zamiast się godzić na jego zaproszenie zaproponowałaby wyjście na błonia. Korzystanie z ostatków dobrej pogody było o niebo lepszym pomysłem, niż paradowanie na obcasach i udawanie, że wszystko jest w porządku.
Pociągnęła go w stronę loży bez słowa. Mocno trzymając jego dłoń swoją własną i posyłając przez ramię co chwila blady uśmiech. Można powiedzieć, że w ów sposób go pocieszała. Wykrzesując z siebie nieco entuzjazmu. O dziwo, szybko wypatrzyła wolne miejsca. Przyśpieszyła więc kroku, aby nikt nie zajął ich przed nimi i unosząc wyżej kąciki ust usiadła.
- Bale są dobre, ale tylko dla tych, co potrafią tańczyć. Czyli niestety nie dla nas, kochany – zaśmiała się, kręcąc ze zrezygnowaniem hebanową czupryną. - Co Ty na to, żebyśmy posiedzieli tu jeszcze moment, a potem gdzieś ukradkiem uciekli? Nadal Ci nie dałam prezentu urodzinowego.
Błysk w oku mówił więcej niż słowa.
avatar
Lorelle Blackwell
Uczeń

Liczba postów : 149
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Alex Grant on Wto 2 Lis - 1:52

Wstał kiedy zobaczył Gryfonkę na horyzoncie. Musiał przyznać ze wyglądała naprawdę ładnie. Oczywiście jak na kogoś jej pokroju. Uśmiechnął się pod nosem i wyciągnął do niej rekę. - Cześc. - powiedział sadzając ją na krzesle. Jak wyglądała tak jak teraz wszystko było o wiele łatwiejsze. Wyglądała teraz naprawde jak jego jedna z dziewczyn z którymi kiedyś był. Była piękna, tajemnicza i interesująca. - Ładnie wyglądasz. - powiedział bez skrępowania. Oboje byli w maskach i w sumie to tez ułatwiało sprawe. - Chcesz coś do picia? - zapytał po chwili nie wiedzac co innego powiedzieć.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Audrey Sheridan on Wto 2 Lis - 2:00

Kogoś jej pokroju? No ładnie, wiemy jakie zdanie na jej temat miał Alex. Pytanie tylko, co ona w takim razie tu robiła, skoro on nie potrafił jej docenić? Podany jej na tacy uśmiech jedynie utwierdził ją w przekonaniu nie, że powinna uciekać, a że może jednak mają razem jakąś szansę. Usiadła obok niego na czarnej sofie i pocałowała go delikatnie w policzek. Nie chciała być nachalna, zwłaszcza że znajdowali się w miejscu publicznym, a nie była pewna, czy chce by ludzie ich razem zobaczyli. Wszak byli tu razem ale jedno drugiemu nierówne.
- Dziękuję - zaśmiała się. Chciała ładnie wyglądać dla niego. Najwyraźniej jej się to udało. - Chętnie. Wypatrzyłeś coś co nie jest bezalkoholowe? - zapytała, zupełnie nieświadomie spoglądając na niego kokieteryjnie i owijając kosmyk rudych włosów wokół palca.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Lucas Sprouse on Sro 3 Lis - 17:33

Chyba raczej oboje byli beztalenciami jeśli chodzi o wyczucie rytmu czy inne tańce. Szwagierka zawsze żartobliwie dogryzała mu, że podepta na własnym weselu żonę i będzie więcej śmiechu i bólu niż podczas nocy poślubnej. Tym tekstem zawsze wywoływała zmieszanie Lucasa, gdy chłopak był wyjątkowo wzburzony lub po prostu istniała potrzeba szybkiego uciszenia go.
Czy się nie uśmiechał? Nie! Broń Merlinie! Cieszył się z powodu tego, że Lorelle była tak wyrozumiała względem niego i przy pierwszej okazji nie wrzasnęła na niego z tekstem: ‘patrz mi w oczy, a nie w podłogę!’. Przeprosili się tuż po tańcu ze swoich zdolności tanecznych i prawie równocześnie stwierdzili, że przez resztę balu będą omijać parkiet. Ewentualnie, jeśli puchonce spodoba się jakaś wolniejsza piosenka, wspólnymi siłami przełamią niechęć do tańca.
A ponoć to wyrażanie mysli bez użycia słów, zrozumienie się ciał, etc. Ale Lorka i Lucas mieli swój własny język, który powoli zaczęli odkrywać. Jak małe dzieci, uczyli się nowych wyrazów – w tym wypadku wyrażające miłość i troskę o drugiego człowieka.
Kiedy usiedli, bez żadnego pytania podniósł ramię, a dłoń położył na ramieniu dziewczyny by przyciągnąć ją do siebie i mocno przytulić. Może z nie bardzo radosnym uśmiechem, ale z uśmiechem – a fundamentem tego była świadomość, że Lorelle jest obok niego i nie zamierza wcale nigdzie uciekać. Krótkie i szybkie spojrzenie dookoła by dojrzeć czy aby jakiś nauczyciel nie znajduje się w pobliżu i pocałował lekko dziewczynę w usta. Tak, pocieszająco.
Nie to, że obawiał się reprymendy ze strony Snape’a czy Forrestera – bardziej obawiał się o Lorelle, która miała przed sobą jeszcze niespełna dwa lata nauki! Nie chciałby usłyszec o tym, że puchonka ma przez niego jakieś problemy pod koniec edukacji w Hogwarcie.
- Niestety muszę się z Toba zgodzić. – Zawtórował jej rwanym nieco śmiechem, słychając uważnie co ma do powiedzenia. Zauważywszy błysk w jej oczkach, uniósł jedną brew w górę (która ledwo co wystawała za maskę), a uśmiech sam z siebie się powiększył. – Czyżbyś postanowiła dotrzymać słowa z pokoju zyczeń? – Poruszył jednoznacznie brwiami, zaczepnie. Po chwili uśmiechnął się szerzej. – myślałem, że chcesz jeszcze porozmawiać z kilkoma znajomymi.
avatar
Lucas Sprouse
Dorosły

Liczba postów : 380
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Solihull, hrabstwo West Midlands

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Lorelle Blackwell on Sro 3 Lis - 18:22

Cieszyła się, że Lucas nie jest królem parkietu i nie będzie jej na niego zaciągał. Sama także nie planowała powrotu na środek sali. Wrodzony perfekcjonizm nie pozwoliłby na zaprezentowanie drugi raz tego nie tyle tańca, co plątaniny dolnych kończyn.
Gdy ją objął, jednocześnie uniosła brwi w akcie zdziwienia i rozciągnęła usta w czymś na kształt uśmiechu. Z jednej strony bliskość Lucasa była dla niej najlepszą rekompensatą za marnotrawienie cennego czasu na cały ten bal halloweenowy, z drugiej jednak nie marzył jej się cięty komentarz od starego Nietoperza czy dziwnie spiętego Forrestera. Ale w przeciwieństwie do Krukona, Ona wcale nie dbała o swoją przyszłość na ich zajęciach. Nadal się nie przyzwyczaiła do tego, że jest związku i to związku nie ukrywanym przed całym światem. Była to nie mała zmiana! Kiedy dostrzegała zwrócony ku sobie wzrok, to natychmiast pojawiało się niepokojące wrażenie stąpania po kruchym lodzie. Chociaż Lorelle na co dzień obrazowała idealnie skrytą postać stojącą na uboczu i nie interesującą się plotkami, to wewnątrz aż w niej wrzało, gdy czytała choćby ostatni egzemplarz Czarownicy. Nikt nie miał prawa upowszechniać tego, co działo się w jej życiu. Nie wspominając nawet o ocenianiu czy otwartym krytykowaniu. Mimo to, zasłaniając się nieco dłonią ułożoną na policzku Lucasa, oddała pocałunek.
Jego śmiech uniósł jej kąciki ust, a chichot z gardła wyrwała gestykulacja brwiami. Był niekwestionowanym mistrzem skrzesania w niej dobrego humoru.
- Ja zawsze dotrzymuję danego słowa – odparła, używając arcy poważnego tonu. - Porozmawiam, ale w bardziej komfortowych warunkach.
Zerknęła na bok, omiatając krótkim spojrzeniem Delilah i Claya. Gdyby jej przyjaciółka była sama bądź z kimkolwiek innym, pewnie by podeszła. Lecz w obecnej sytuacji nie miała odwagi. Dalej co prawda nie pamiętała swojego wyznania na strychu, ale i tak nie naraziłaby się na towarzystwo Gryfona.
avatar
Lorelle Blackwell
Uczeń

Liczba postów : 149
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Lucas Sprouse on Sro 3 Lis - 18:30

Konspiracja pełna parą. Był niezwykle dumny z siebie, że ciężka atmosfera po ich marnych próbach wydobycia z siebie chociaż krztyny tanecznego talentu zaczęła się oddalać, a Lorelle zaniosła się perlistym śmiechem działającym na niego jak miód dla pszczół. Im więcej – tym lepiej.
- Zapamiętam i wykorzystam w najmniej spodziewanym momencie. – Jego ton był może trochę beztroski, ale nie podejrzewał zwyczajnie, że dziewczyna taką niespodziankę dla niego szykuje. Nie brał tego pod uwagę, wiedząc doskonale, że Lorelle szanuje samą siebie jak i jego. I nie pozwoli by jakieś głupstwo zniszczyło więź, która między nimi zaczęła się tworzyć przynosząc dla niego każdego poranka szeroki uśmiech na twarzy.
Na myśl o swoich urodzinach, jak zwykle nie było mu do śmiechu, ale wolał nie przypominając sobie siedzenia na parapecie przez całą noc, przyglądając się zdjęciu matki. Wolał rozmyślać o tych „bardziej komfortowych warunkach” z Lorelle.
Pomknął wzrokiem za jej spojrzeniem, jak gdyby sprawdzając czy puchonka nie dostrzega kogoś ciekawego.
avatar
Lucas Sprouse
Dorosły

Liczba postów : 380
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Solihull, hrabstwo West Midlands

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Lorelle Blackwell on Sro 3 Lis - 18:54

Zatrzepotała swoimi nadto długimi rzęsami teatralnie, słysząc jego mruknięcie tuż przy uchu. Gorący oddech podrażnił wrażliwą skórę. Powodując przyjemnie rozchodzące się po ciele dreszcze.
- Nie wątpię.
O czym On w ogóle się zastanawiał? Owszem, miała w planach spędzenie z nim wspólnie czasu i to w przyjemny sposób, ale nie było w owym obrazie dwuznacznego podtekstu. Na ten krok przyjdzie jeszcze odpowiedni moment. Póki co, było zdecydowanie za wcześnie i miała wrażenie, że oboje to rozumieli. Słuszne czy nie, tego już nie wiedziała. Mogła mieć tylko nadzieję.
- Hej, hej! Nie oglądaj się za innymi – zachichotała niby tak, jak zwykle. Lecz naznaczając linię jego szczęki dotykiem swojego palca i przechylając głowę chłopaka znów na właściwy kierunek, nie zachowywała się naturalnie. Nie chciała by Lucas dowiedział się o jej zauroczeniu względem Claytona, bo i po co mu była potrzebna taka wiedza. To miał być zamknięty rozdział. Nie było sensu go odkurzać. - Tak lepiej.
Dodała. Skradając mu całusa na odwrócenie uwagi.
avatar
Lorelle Blackwell
Uczeń

Liczba postów : 149
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Alex Grant on Pią 5 Lis - 21:17

To było aż tak trudne dowiedzieć się jakie zdanie miał na jej temat? Przecież wszyscy od zawsze to wiedzieli. A przynajmniej się domyślali. W końcu to był Grant. Inna sprawa, ze ostatnio się co nieco zmieniło więc i tak jest lepiej niż było. Przynajmniej jego zdaniem. A to ze wyglądała ładnie... Powiedział jej to szczerze. Chociaż raz w życiu wypadałoby prawda? W każdym razie słysząc jej drugie pytanie uśmiechnął się szeroko.
- Masz na myśli na przykład Ognistą? - zapytał stawiając pomiędzy nimi butelkę z danym alkoholem. Plusem było to że stoły były wysokie i nauczyciele nie byli w stanie zauważyć alkoholu. A no i oczywście to, że jeszcze wszystkiego nie wypił sam. A buziak w policzek nawet mu tak nie przeszkadzał. W końcu i tak szanse że ktokolwiek ich rozpozna były minimalnie. A przynajmniej się łudził że tak jest.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Audrey Sheridan on Pią 5 Lis - 23:42

W końcu to był Grant. Szkoda tylko, że Audrey wciąż wolała karmić się złudzeniami. Może powinna przestać? Może tak, może nie. Gryfońska naiwność zdawała się brać górę nad rozumiem i trzeźwym myśleniem. Chciała wyglądać ładnie, ale o tym już było. Uśmiechnęła się przyjaźnie spoglądając na niego, jednakże zupełnie przez przypadek zauważyła, że Crispin opuszcza Wielką Salę. Kąciki jej ust odrobinę drgnęły, ale starała się utrzymać wyraz zadowolenia - przecież Alex wciąż tu był, prawda? Powinna docenić to, że odważył się z nią przyjść na bal.
- Na przykład - zaśmiała się i nalała sobie odrobiny trunku. Najpewniej po to, żeby się znieczulić i całkowicie wyluzować przy nim. Bo przecież nie chcemy żadnych spięć, prawda? - Ta muzyka jest koszmarna - mruknęła, kiedy zespół zaczął grać znienawidzoną przez nią piosenkę.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Holden Sheridan on Wto 9 Lis - 0:23

Przemierzał Wielką Salę, postawiwszy uprzednio przed sobą dwa cele: po pierwsze, uciec od zapewne nieco rozdrażnionej (zostańmy przy delikatnych eufemizmach) Etain, a po drugie, odnaleźć kuzynkę. Oczywiście, miał problemy z odnalezieniem Audrey pomimo jej charakterystycznych rudych włosów, gdyż po pierwsze, wbrew pozorom wcale nie była jedyną osobą w Hogwarcie o płomiennych włosach, po drugie, wszyscy mieli te eleganckie szaty i sukienki przez co wyglądali zupełnie inaczej niż zazwyczaj, po trzecie dochodziły do tego jeszcze maski, jakby komuś było mało, no i po czwarte, Holden miał wadę wzroku - niewielką, ale zawsze. Z daleka więc trudno było mu rozpoznać wszystkich. W każdym razie, był pogrążony w absolutnie poważnych oraz dosyć pesymistycznych rozważaniach, jak bardzo w skali od jeden do dziesięciu wkurwił Seward (jeśli osiągnął choćby piątkę, mógł szykować się do ucieczki z kraju bądź czekać na cud) kiedy wreszcie dostrzegł swoją kuzynkę w jednej z lóż. Niewiele myśląc, ruszył ku stolikowi przy którym siedziała i już, już miał skomplementować jej wygląd i rzucić kilka miłych słów, kiedy dostrzegł jej towarzysza. Właściwie, od kiedy Etain poinformowała go, że jego kuzynka kręci się tu ze Ślizgonem, mógł przewidzieć, że będzie chodziło o Granta. No ale litości, naprawdę była aż tak głupia?! Liczył, że ma trochę inteligencji Sheridanów.
- Audrey, kurwa mać - To tyle, jeśli chodziło o kulturalne powitanie godne prawdziwego balu. Zmierzył Gryfonkę i Ślizgona chłodnym spojrzeniem. - Pogięło cię do reszty? - zapytał, wbijając w nią wyczekujące spojrzenie.
avatar
Holden Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Alex Grant on Wto 9 Lis - 1:25

Racja, Grant to Grant i nie należało się z tym sprzeczać nawet przez chwile. Ale nie mógł zaprzeczyć, ze Audrey dzisiaj ładnie wyglądała. Zresztą pewnie też dlatego, ze tak się czuła, a przynajmniej takie odnosił wrażenie. Gdyby tylko tak ładnie się ubierała częściej... Gdyby się malowała ładnie i czesała... Wszystko byłoby trzy razy łatwiejsze, przynajmniej od strony Ślizgona. Zresztą od jej strony też, bo on by się w stosunku do niej zupełnie inaczej zachowywał. Choc były też przypadki kiedy jedną z ładniejszych dziewczyn traktował gorzej niż Audrey więc to nie była żadna reguła. A kiedy polał się alkohol nawet się z tego ucieszył. Atmosfera się rozluźni i nie będzie tego nie wiadomo skąd napięcia. Po uwadze dziewczyny na temat muzyki wsłuchał się na chwile w to co leciało w tle. Skrzywił się nieco. - Racja, mogliby się lepiej postarać. - mruknął pijąc powoli napój. Oczywiście przed balem swoje już wypił, inaczej by tutaj nie przyszedł. Pijany jednak nie był co było dużym plusem. Chciał coś powiedzieć kiedy nagle przed nimi stanął jakiś chłopak i zaczął się dziwnie zachowywać. Grant patrzył na niego z pogardą i lekką domieszką rozbawienia. - To twoja przyzwoitka, czy ochroniarz? - zapytał nie spuszczając wzroku z przybyłego. Robi się coraz zabawniej.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Audrey Sheridan on Wto 9 Lis - 1:34

Skoro chciał, żeby się ładniej ubierała, to może powinien zwrócić na to uwagę. Choć strojowi Audrey nie można było nic zarzucić, gdyż dziewczyna posiadała wyczucie smaku i potrafiła zatuszować niedoskonałości swej figury, najwyraźniej jej chłopakowi - bo chyba tak można nazwać Alexa - nie podobał się jej styl. Jeśli oświadczyłby jej wprost, że nie podoba mu się to i to, z pewnością na początku nie kryłaby oburzenia, ale potem wzięłaby sobie jego rady do serca i oboje wyszliby z tej sytuacji na plusie. Rozmowa kluczem do wszystkiego.
Spojrzała na swojego kuzyna i już nie wiedziała, czy ma śmiać się czy płakać. Holden znany był ze swojej nadopiekuńczości, a fakt, że sporo naczytał się w zeszłym roku o Audrey S. i Alexie G. w Czarownicy wcale nie pomagał.
- Wyrażaj się, Holden - skarciła go tak na powitanie. Nie chciała wdawać się w żmudne dyskusje dotyczące jej partnera i tego, że owy Ślizgon jest ostatnią osobą, z którą powinna pojawić się na balu. - Sprawdź czy nie ma cię przy Seward - poleciła mało subtelnie, nie bardzo wiedząc, jak powinna się zachować. Czy odsunąć się od Alexa by nie bulwersować Puchona czy wręcz przeciwnie - oprzeć się o niego tylko po to, by zademonstrować swoją niezależność. W efekcie utknęła bez ruchu w pozycji wyjściowej, zbyt zdezorientowana aby podjąć decyzję.
- Kuzyn - odpowiedziała jedynie, uśmiechając się do Granta.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Alex Grant on Wto 9 Lis - 1:52

Tyle, ze on w rozmowach nie był najlepszy i to był minus całej tej walniętej sytuacji. Może gdyby zechciał, albo chociaż minimalnie się postarał to by coś mogło wyjść. A znając Leksia powiedziałby coś bardziej w kierunku obrazy niż konstruktywnej krytyki i oboje by na tym źle wyszli. Zaśmiał sie słysząc odpowiedź Audrey do kuzyna.
- No prosze kuzynka cie odprawia. Urocze. - powiedział kpiąco obejmując Audrey ramieniem i przygiągając do siebie, jakby chciał mu pokazać, że dziewczyna jest jego. No i w sumie chciał to zrobić, więc nawet dobrze wyszło. A jeżeli Holden będzie się bulwerswoał to już jego sprawa. - Kuzyn dbający o twoją cnotę. Naprawde, coraz bardziej uroczy się stajesz, Holden. - powiedział niby miłym tonem. Ale w tym tonie było coś co wskazywało na wrogość i wiele innych rzeczy które Ślizgon miał we krwi w stosunku do kogoś z innego domu. Albo po prostu chciał go wkurzyć.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Audrey Sheridan on Wto 9 Lis - 2:11

Żadne z nich nie było. Ale przecież na wstępie tej całej zabawy w związek postanowili, że oboje spróbują się otworzyć i choć trochę postarać. Audrey jak na razie wywiązywała się z zadania: jakimś trafem udało jej się prawie całkowicie wyluzować przy chłopaku i od ich pierwszej rozmowy na ten drażliwy temat prawie nie wykazywała odruchów obronnych. Nawet wbiła się w gorset i wystroiła, tylko po to, by przestał wstydzić się jej towarzystwa. A on?
- Alex, powstrzymaj się trochę - powiedziała nawet nie tyle karcąco co prosząco. Nie chciała, by wywiązała się z tego niepotrzebna burda. Kiedy chłopak przyciągnął ją do siebie, nie zaprotestowała, a wręcz przeciwnie: oparła głowę o jego ramię i dosyć niepewnie się do niego przytuliła. W końcu jakby nie było, w pewnym sensie była jego tak jak i on jej. W przeciwieństwie do Granta nie zamierzała się tego wypierać, choć miała ku temu nawet lepsze powody.
- Moja cnota znajduje się we właściwym miejscu i nie trzeba o nią dbać - Pal licho, że już jej nie było i straciła ją właśnie z obecnym tu Ślizgonem. Zawsze mogła mówić o innych cnotach, nie tylko kwiecie dziewictwa, prawda? Mogła mieć tylko nadzieję, że Alex nie sypnie jakąś typową dla siebie uwagą i nie wyprowadzi Holdena z błędu.
avatar
Audrey Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 663
Czystość krwi : pół na pół
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Alex Grant on Sro 10 Lis - 0:58

Faktycznie. Co też oznaczało niby że będą się starać. I jeżeli Leksio nie zapomni to wypomni jej to, zeby ubierała się ładniej. W końcu rozmowa to podstawa wszystkiego, prawda? Szkoda, ze sam w to nie wierzył. Ale to mógł przecież zachować dla siebie.
- Dlaczego, kochanie? - zapytał z wyjątkowo uroczym uśmiechem na ustach. Bardzo dobrze, ze nie protestowała przed takim przytuleniem. Gdyby zaprostestowała inaczej by to wyglądało i Holden pewnie by myślał, że Leks znowu ją do czegoś zmusza. A tak, wyszło wszystko tak jak on chciał. Czyli wręcz idealnie żeby podręczyć puchona.
- Cnota? O jakiej cnocie ty mówisz, skoro jedną ci zabrałem? - zapytał patrząc na dziewczynę z cały czas takim samym uroczym uśmiechem. Tak, pewnie dziewczyna nie chciała żeby Holden wiedział o tym, ze spała z Grantem. Cóż, za późno. Wręcz zrobił to z premedytacją.
avatar
Alex Grant
Dorosły

Liczba postów : 605
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Camberley

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Holden Sheridan on Sro 10 Lis - 18:14

- Seward poradzi sobie beze mnie - warknął, sugerując tym samym, że co do Audrey ma odmienne zdanie. Może i Etain przed chwilą nie zachowała się w jego mniemaniu najrozsądniej na świecie, całując zupełnie przypadkowego chłopaka, ale na ogół jej podejście do świata było dosyć racjonalne; swojej kuzynki natomiast za cholerę nie mógł zrozumieć. Z tego, czego dowiadywał się od tej infantylnej dziewczyny piszącej dla Czarownicy - która choć wścibska, miała rzetelne informacje - ten cały pieprzony Grant nigdy nie zachowywał się w porządku wobec niej i bynajmniej nic nie wskazywało, by choć trochę zależało mu na Audrey. Dlaczego więc ciągle się z nim w ogóle chciała spotykać? Dodatkowo dochodziły jeszcze nowe plotki o romansie Audrey z jednym z profesorów.
- Audrey, ostatnio słyszę o tobie, kurwa, najróżniejsze rzeczy. Nie miałaś z kim tu przyjść, czy jak? - Zmierzył Ślizgona pogardliwym spojrzeniem. - Słyszałem jeszcze dziwne rzeczy o tobie i hm, członku grona pedagogicznego - dodał, zaciskając zęby z tłumionej wściekłości. Zaraz jednak zapomniał o plotkach o nauczycielu, bo jego kuzynka wtuliła się w Alexa. Naprawdę, był coraz bardziej wkurwiony. Miał ochotę coś rozjebać. Albo lepiej kogoś. Gdy Audie wspomniała o cnocie na właściwym miejscu, przez jedną, jedyną sekundkę przeszło mu przez myśl naiwnie, że jego kuzynka mimo wszystko ma głowę na karku i niepotrzebnie się martwi. Ha, zaraz jednak życzliwy Ślizgon pozbawił go złudzeń. To już był szczyt, a opanowanie Holdena w jednej chwili się ulotniło.
- Ty pierdolony skurwysynu... - warknął pod nosem, robiąc szybki krok w kierunku parki i automatycznie szykując się do przywalenia radosnemu Grantowi. Od wykonania ciosu powstrzymał go wyłącznie fakt, że nie chciał robić niepotrzebnej burdy. Przynajmniej jeszcze nie teraz, póki istniała ewentualność, że ten zwyczajnie łże. - Audrey, powiedz mi, że to nie jest prawda albo go, kurwa, zajebię - zażądał, patrząc na kuzynkę niecierpliwie.
avatar
Holden Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Loże

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach