Bufet

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Bufet

Pisanie by Mistrz Gry on Sob 30 Paź - 12:48

Miejsce wprost wymarzone dla każdego łasucha! Długi, przykryty czarnym atłasowym obrusem stół zastawiony jest wszelkiego rodzaju przekąskami; zarówno ciepymi jak i zimnymi, ciastami i ciasteczkami. Szczególnym powodzeniem cieszą się zaporzyczone z kultury meksykańskiej cukrowe trupie czaszki oraz pan de muerto, czyli 'chleb nieboszczyka' wypieczony w kształcie ludzkich kości. Polecamy do niego ostry sos pomidorowy. Oprócz tego na stole znajdują się tradycyjne potrawy takie jak ciasto dyniowe, jabłka w karmelu czy ciasteczka z lukrecją przypominające czarne koty i czarownice na miotłach.
Obok wszystkim dobrze znanego soku dyniowego dostępny jest jeszcze sok z żurawiny oraz poncz w którym pływając wydrążone z jabłek czaszki.
avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Eve Evans on Sob 30 Paź - 21:37

Eve weszła na salę swoim nonszalanckim krokiem. Odrzuciła kilka zaproszeń na bal – w rezultacie pojawiła się na nim sama. Ale nie przeszkadzało jej to. Wręcz przeciwnie, była niesamowicie zadowolona. Kochała wielkie imprezy, aczkolwiek małe biby z przyjaciółmi też jej się podobały.
Puchonka włożyła na siebie czarną suknię do samej ziemi, z falbanami. Miała długie, szerokie rękawy, częściowo zakrywające delikatne dłonie panienki Evans. Jej talie oraz biust podkreślał mocno związany gorset. Swoje brązowe loki spięła w wysoki kok. Kilka pasemek wymknęło się jednak z uścisku spinki i figlarnie kołysały się z każdym krokiem dziewczyny. Oczywiście, w jej stroju nie zabrakło również maski. Eve zakupiła sobie maskę, pochodzącą ze znanego filmu „Krzyk”, ale jej koleżanki zabroniły jej ją włożyć. Panienka Evans posłuchała ich rady, jednak dopiero po bardzo długiej dyskusji. Teraz miała na twarzy fantazyjne okulary w kształcie dyń, udekorowane kolorowymi wstążkami.
Puchonka podeszła do bufetu i przyjrzała się potrawom umieszczonym na stole. Uśmiechnęła się szeroko, kiedy jej wzrok napotkał słodziutkie jabłka w karmelu. Wprost je uwielbiała! Wzięła do ręki patyczek, na który nadziany był owoc i odgryzła kawałek. Potem odwróciła się twarzą do parkietu. Pozwoliła, aby ciepły karmel rozpłynął się w jej ustach, a potem spłynął powoli do żołądka. Ach, jakież to przyjemne uczucie!
Zabawa trwa! …trzeba będzie troszeczkę ją podkolorować – na tę myśl usta Eve znów wykrzywiły się w uśmiechu. Puchonka odgryzła kolejny kawałek jabłka, szukając swojej pierwszej ofiary… albo grupy ofiar.
avatar
Eve Evans
Uczeń

Liczba postów : 61
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Étaín Seward on Nie 31 Paź - 13:24

- To. Nie. Jest. Kurwa. Śmieszne! - wycedziła, z każdym słowem uderzając go - bynajmniej nie lekko - w klatkę piersiową. Naprawdę, zdecydowanie wystarczyło jej, że jeden z jej przyjaciół był wilkołakiem i dzięki niemu prawie zobaczyła własne wnętrzności, a zwichnięta kostka bolała ją do tej pory. Gdyby którykolwiek z nich oświadczył jej, że żywi do niej to uczucie, którego żywić zdecydowanie nie powinien, chyba wyskoczyłaby z najbliższej sobie wieży. Przecież to byłoby jeszcze gorsze niż futerkowy problem Adriena! Étaín Seward po prostu nie była kobieca. Nawet niebywale kobieca suknia nie mogła przeszkodzić jej w nie byciu kobiecą. Zwyczajnie nie potrafiła zachowywać się jak na damę przystało nawet, jeśli tak właśnie się prezentowała.
- Lepsze to, niż chodzenie w tym - burknęła, wreszcie przestając odczuwać dotkliwy ból w stopach. Nie potrafiła chodzić na wysokich obcasach i raczej nie miała ochoty się uczyć podczas głupiego balu maskowego. - Pójdziemy do jakiegoś stolika, zrobisz mi masaż stóp i będzie git. Bo ja nie zamierzam tańczyć - podkreśliła, na wszelki wypadek. Seward była chyba najgorszą tancerką w szkole i nie pozostawiała co do tego złudzeń - potykała się o własne nogi, nie potrafiła poruszać się w rytm muzyki, deptała partnera... a z tą długą suknią na pewno zaliczyłaby kilka bolesnych upadków. - Kto tak jak by stanie w obronie mojej cnoty - wywróciła oczami. Mając tak nadopiekuńczych braci i przyjaciół, najprawdopodobniej pozostanie dziewicą do usranej śmierci. Nie, żeby jej się do tego śpieszyła - nie szukała chłopaka na siłę, ale jej kochani mężczyźni skutecznie odstraszali każdego absztyfikanta. - Dobra, nie przesadzaj - mruknęła i pozwoliła się zaprowadzić do Wielkiej Sali. Tam miast udać się od razu do loży, pociągnęła Puchona w stronę bufetu - Patrz, darmowa wyżerka! - to mówiąc, złapała jedną cukrową czaszkę i odgryzła kawałek. - O, twoja kuzynka obściskuje się z jakimś Ślizgonem - zachichotała, na wszelki wypadek nie wskazując, gdzie ją widzi.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Zoe Titely on Nie 31 Paź - 15:32

Ostatnio życie Zoe zaczęło przypominać nigdy niekończące się koło, przepełnione melancholią, które nieubłaganie płynęło dalej, choć Gryfonka wiele razy próbowała je zatrzymać. Wstawała rano, jadła śniadanie, szła na lekcje, potem na lunch, następnie na popołudniowe zajęcia, zaszywała się w bibliotece, spożywała kolację i kładła się spać. Kiedy dowiedziała się, że organizują szkolny bal Halloweenowy omal nie umarła ze szczęścia. Oczywiście liczyła się z tym, że ujrzy tam Lorelle wraz z jej ukochanym Lucasem albo Ianem, który nieco zawrócił jej w głowie. Zaczęło się wtedy, gdy pocałował ją na ławkach. Od tamtej pory Zoe zaczęła się zastanawiać, czy to wynikało wyłącznie z chęci poprawienia jej humoru, czy Krukon rzeczywiście się nią interesował. Mijają się na korytarzu codziennie, a on nawet nie mówi jej ‘cześć’...
W dormitorium spędziła prawie dwie godziny przygotowując się do balu. Założyła o taką sukienkę, buty na płaskiej podeszwie (nie zamierzała zabić się na skórce od jabłka) oraz koronkowe rękawiczki imitujące pajęczyny. Na powieki naniosła pędzelkiem grafitowy cień, a na ustach rozsmarowała krwiście czerwoną szminkę. Przez cały miesiąc zaplatała z włosów kłosy i warkocze, dlatego kiedy je rozpuściła zaczęły się kręcić i falować. Zrezygnowana przejęła od koleżanek z dormitorium zaklęcia prostujące włosy i w efekcie końcowym wyglądały niczym druty. Natapirowała je lekko i wpięła dwie spinki w kształcie pająków. Dwa dni wcześniej rodzice przysłali jej mugolską zabaweczkę przypominającą wampirze zęby. Mając to coś w buzi nie mogła za bardzo mówić, a jeżeli już się odzywała wypowiadane przez nią słowa nie były w pełni zrozumiałe.
Wkroczyła do Wielkiej Sali i od razu ruszyła w stronę bufetu, rozglądając się na wszystkie strony i wypatrując kogoś znajomego. Ominęła parkiet szerokim łukiem. Nie potrafiła tańczyć i nie zamierzała wynosić z balu siniaków i guzów. Ewentualnie parę kilo więcej... Nalała sobie ponczu do szklanki i wodziła wzrokiem po stole z przekąskami. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech na widok lukrecjowych czarnych kotów i od razu rzuciła się na jednego z nich. Niestety zapomniała o sztucznych, wampirzych zębach i prawie odgryzła sobie język. Syknęła z bólu i wypluła kłopotliwą ozdóbkę do szklanki. Teraz opadła na dno wypełnionego ponczem naczynia. Zoe zmrużyła oczy i przyjrzała się im z zawistną miną, po czym zjadła głowę lukrecjowemu kotu. Zerknęła w bok i zastygła. Jej popisy widziała jakaś brunetka z Huffelpuffu. Eve, bodajże.
- Cześć. – odezwała się w końcu i zamachała resztkami ciacha.
avatar
Zoe Titely
Uczeń

Liczba postów : 77
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn, of kors :D

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Eve Evans on Nie 31 Paź - 16:08

Eve wciąż nie skończyła jeść karmelowego jabłka. Niesamowite, jak długo można jeść tak mały owoc… Co jakiś czas, Puchonka mówiła krótkie „cześć”, z niektórymi znajomymi wdawała się w rozmowy. Oczywiście wszyscy mieli towarzyszy i większość wirowała teraz na parkiecie. Eve tylko się im przyglądała, uśmiechała się pod nosem. Suknie w przeróżnych kolorach i czarne szaty wyjściowe zlewały się w wielobarwną plamę.
- Chyba oszalałam – mruknęła pod nosem trąc oczy. Postanowiła odwrócić się w kierunku bufetu. Od tych kolorów zaczynała ją boleć głowa. Wbiła zęby w soczyste jabłko. Jej wzrok przykuła Zoe, Gryfonka. Eve znała ją z jakichś lekcji. Przez te wszystkie lata nauki, zamieniły ze sobą raptem kilka słów. Puchonka wpatrywała się z rozbawieniem w Gryfonke, kiedy ta ugryzła się w język, a potem wypluła swoje wampirze zęby do szklanki. A potem się przywitała. Eve odessała się od jabłka i wyszczerzyła zęby w pełnym rozbawienia uśmiechu.
- Witaj – wykonała teatralny ukłon. Tak. Brązowowłosa zdecydowanie kochała teatr, zawsze chciała spróbować swoich sił jako aktorka. Ale wolała uczyć się magii, dlatego też zrezygnowała z jednego marzenia, aby móc spełnić inne.
- Co tak sama tu stoisz, brak partnera? – na pewno nie miała to być obraźliwa uwaga. Z resztą, ton Eve mówił sam za siebie. Puchonka wpatrywała się w Zoe z uprzejmym zainteresowaniem.
avatar
Eve Evans
Uczeń

Liczba postów : 61
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Drew Huntington on Nie 31 Paź - 20:57

Przygotowawał się do tego balu tak bardzo, tak wiele włożył w to nieprzespanych nocy i pełnej skupienia pracy, że przed godziną naszła go myśl: po co w ogóle to robię? Przecież wiem, że i tak nie wypali to co zamierzam. Puchonka nawet nie zaszczyci go spojrzeniem, a co dopiero rozmową.
Mimo tego, wziął kilka wdechów i wydechów, zmierzając w stronę Wielkiej Sali. Oczywiście, wszelkie ostatnie dopięcia nie uczynił w dormitorium. Wyszedł dopiero wtedy, gdy wszyscy kroki współlokatorów ucichły w oddali. Dopiero wtedy pomniejszył uszykowane ubrania, wziął kilka flakoników wypełnionych ciemnofioletowym wywarem i udał się rzekomo na przechadzkę po błoniach. A kroki swoje skierował oczywiście do nieużywanej klasy, gdzie ze spokojem mógł uczynić generalną próbę.
Wszedł do Sali dość zamaszystym krokiem, nie prostując wcale dumnie czy wywyższająco. Ot, zwykły czarnowłosy chłopak w czarnej masce, z lekkim, naprawdę przyjaznym uśmiechem na twarzy. Któż odganie jak ma na imię? Któż zgadnie kogo kryje maska? Któż ośmieli się myśleć, iż to Drew Huntington?
No właśnie. Nikt.
Raźnym krokiem, nie przejmując się docierającymi do niego podszeptami, zaczął wtapiać się w tłum balowiczów. Nie zamierzał dobrze się bawić, prowadzić dysput na temat kończącego się roku czy kawałów dotyczących młodszych roczników. Zamierzał upolować swoją ofiarę, wcale nie tak bezbronną.
Brązowymi oczkami poszukiwał drobnej puchoneczki i już stracił nadzieję na ujrzenie jej, kiedy brązowe włosy gdzieś mu mignęły. Przygarbił się nieznacznie, namierzając swój cel. I ruszył! Do biegu, gotowi? Start!
Nie, to wcale nie zawody, chociaż serce Drew (które zdawało się – było z kamienia) zaczęło się odzywać, fizjologicznymi prawami stresu. Pierwszej fali pozwolił przejść, jednak nie zamierzał dopuścić do ewentualnych przypadłości z tym związanych: pocących się dłoni czy czoła. Nie, musiał zachować zimną krew i zatańczyć z Etain. Ten jeden raz. Najprawdopodobniej ostatni.
Lawirował między uczniami w szacie wyjściowej bez żadnego oznakowania domu. Az w końcu dotarł do bufetu, na drugi koniec. Drobna figurka jeszcze bardziej została podkreślona przez suknię, która przylegała do jej ciała. Ale powstrzymał się by podejść od razu. Zmienił kierunek swojego chodu i znalazł się niedaleko Etki i Holdena. A między nimi znajdowało się kilka osób, jakaś gryfonka i puchonka. Chyba.
Sięgnął dłonią po pierwsze lepsze coś, co okazało się ciastem dyniowym.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Zoe Titely on Nie 31 Paź - 21:09

Wielkim błędem byłoby uśmiechnięcie się do Eve zaraz po zjedzeniu lukrecjowego kota, ale Zoe jak to Zoe, Gryfonka ze sklerozą i spóźniona orientacją, musiała coś sknocić. Wyszczerzyła pełny garnitur białych, może nie w tym momencie, ząbków i zrobiła przepraszającą minę. Musiała wyglądać bardzo komicznie, z czarnymi kawałkami lukrecji między zębami. Lepiej późno niż wcale, zorientowała się, że przypomina dzieciaka uzależnionego od słodyczy, który nigdy w życiu nie był u dentysty. Szybciutko zamknęła usta i spąsowiała. Odwróciła głowę i chwyciła kolejną lukrecjową przekąskę, tym razem w kształcie wiedźmy. Ugryzła nos czarownicy i spojrzała na Puchonkę swoimi dużymi, szarymi oczami.
- Hm? – Zapytała zdezorientowana, mając pełną buzię.
Dopiero po trzech sekundach dotarło do niej, co powiedziała panna Evans.
- A, nie – odparła. Stwierdziła, że jej wypowiedź była zbyt... Ogólna. – Nie przyszłam z chłopakiem, ostatnio mam ich dość. Z nimi są tylko same problemy, a potem depresja na co najmniej dwa miesiące... – Mruknęła dla uzupełnienia i wzruszyła znudzona ramionami.
Zoe już trochę przeszła i na ten czas miała szczerze dość chłopaków. Najpierw Lucas, przez którego bolało ją serduszko, a teraz przez Iana miała jeden wielki mętlik w głowie. No bo jaki chłopak pociesza dziewczynę, następnie ją całuje, aby potem się do niej nie odzywać i bić się z jej byłym o jej największego wroga. Bosko, prawda? Gryfonka westchnęła cicho, po czym znowu zwróciła się do koleżanki.
- A ty? Też sama, czy twój partner gdzieś... Wybył?
avatar
Zoe Titely
Uczeń

Liczba postów : 77
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn, of kors :D

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Eve Evans on Nie 31 Paź - 21:23

Nie tylko Zoe miała problem, którym było uzależnienie od słodyczy. Eve również cierpiała na tą… chorobę. Właśnie kończyła obgryzać ogryzek soczystego jabłuszka, następnie chwyciła jedną z trupich cukrowych czaszek. Nigdy nie jadła takiego specjału, była ciekawa jak smakuje.
Nie zwróciła większej uwagi na resztki lukrecji w zębach Gryfonki. Sama była przed chwilą cała ubrudzona karmelem.
- Również przyszłam sama – uśmiech z jej twarzy nie zniknął ani na chwilę. – Święta racja – z facetami są same problemy.
Eve nie miała na myśli nikogo konkretnego, aczkolwiek pewne doświadczenia zmusiły ją do takiej opinii. Nie miała jednak na myśli spraw miłosnych – jakoś nigdy nie przykładała do nich wielkiej wagi. Miała na myśli swojego zaginionego braciszka, ojca chrzestnego, tatę i wielu innych mężczyzn, którzy byli jej przyjaciółmi i znajomymi. Ale ostatnio spoważniała, stała się bardziej kobieca. Tak, trzeba się poważnie zastanowić nad swoim życiem.
Tymczasem zdążyła zjeść już trzy cukrowe czaszki i sięgnęła po kolejną. Były niesamowicie słodkie i mulące, jak to mówi wielu ludzi. Ale właśnie to czyniło je tak niesamowicie pysznymi.
- Mmm – westchnęła z pełnymi ustami. – Spróbuj. Są naprawdę wspaniałe.
Panienka Evans wpatrywała się teraz w Zoe, znad szklanki pełnej ponczu z jabłkowymi trupimi główkami.
Jak to możliwe, że wcześniej z nią nie rozmawiałam – chodziło jej o konkretną rozmowę, a nie o szkole, czy pracach domowych. W sumie, Zoe i Eve nie różniły się od siebie aż tak bardzo. Przynajmniej tak wydawało się panience Evans. Ach, jakie to życie jest przewrotne.
avatar
Eve Evans
Uczeń

Liczba postów : 61
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Holden Sheridan on Pon 1 Lis - 0:24

- To jest zajebiście śmieszne - zaprzeczył, ale choć musiał przyznać, że ciosy Etain wcale nie należały do najlżejszych (nieraz miał okazję przekonać się na własnej skórze, że lata wychowywania się w towarzystwie braci nauczyły Et mocnych uderzeń), to naprawdę bawił go widok jej tak poirytowanej. Jednocześnie zastanawiał się, dlaczego akurat teraz Puchonkę wzięło na takie tematy - wszak nie miał bladego pojęcia o problemach z drugim przyjacielem. Jeśli zaś chodziło o Etain jako potencjalną wybrankę serca, nie było na to szans - była dla niego praktycznie jak siostra i nawet kiedy wyglądała tak jak teraz, nie był w stanie myśleć o niej inaczej. Słowem, nie miała się czym przejmować.
- No, i tak należą ci się gratulacje, bo pokonałaś w nich cały dystans między dormitorium a schodami. No, z małą wpadką - stwierdził lekkim tonem. Trzeba szukać pozytywów, ot co. - Niech ci będzie - westchnął męczeńsko, ale w sumie nie był specjalnie zaskoczony. Czego mógł się spodziewać? Że Sewardówna będzie miała zamiar zamienić się w królową parkietu i przetańczyć całą noc?
Kiedy pociągnęła go w stronę bufetu, nie zaprotestował; bądź co bądź, to jej humor miał poprawić. On mógł się dostosować.
- Jedz, jedz, może przestaniesz wyglądać na niedożywioną - stwierdził, dźgając ją lekko palcem w żebra. To taka drobna złośliwość, ale wyłącznie z czystej sympatii do drobniutkiej i szczuplutkiej Sewardówny! Zaraz jednak nastrój do żartów ulotnił się w okamgnieniu, gdy usłyszał kolejne słowa przyjaciółki. - Że co, kurwa? - Rozejrzał się niespokojnie dookoła, pełen najgorszych przeczuć. Ślizgon? Czyżby Audrey znowu jakimś cudem zaczęła spotykać się z tym pieprzonym Grantem? Miał nadzieję, że nie była do tego stopnia głupia. - Gdzie? Gdzie? - pytał raz po raz, bezskutecznie szukając kuzynki wzrokiem. Miał w końcu nieznaczną, acz utrudniającą życie wadę wzroku, a do tego wszyscy mieli te maski, które jeszcze bardziej komplikowały sprawę.
avatar
Holden Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Étaín Seward on Pon 1 Lis - 0:43

- A nakopał ci ktoś porządnie do dupy? - zapytała z uroczym uśmiechem i zatrzepotała rzęsami. Taki już był jej urok - niepozorna, wręcz dziecięca buzia, drobna sylwetka... to wszystko stwarzało złudne wrażenie, jak gdyby mała Seward nie potrafiła się obronić. Owszem, nie miała zbyt wiele siły i w starciu z chłopakiem miała nikłe szanse na wygraną (o czym przeświadczyły ją lata bójek z najstarszym bratem, który nic nie robił sobie z jej ciosów, za to bez żadnego problemu przerzucał ją sobie przez ramię i wrzucał do wypełnionej zimną wodą wanny), jednakże ten element zaskoczenia zdecydowanie działał na jej korzyść. Mimo wszystko, w całym Hogwarcie nie dałoby się znaleźć bardziej butnej pchełki niż ona. To naprawdę dobrze, że takiej opcji nie było, gdyż Et chyba by nie przeżyła, gdyby upatrzył sobie w niej potencjalną dziewczynę. A fe!
- Widzisz, to teraz powinieneś mnie do rana na rękach nosić, żeby wynagrodzić mi to cierpienie! - zachichotała, machając swoimi butami. Po namyśle uznała, że zimno jej w stopy, więc wyjęła różdżkę spod podwiązki (nie pytajcie jak to zrobiła - bynajmniej uniesienie kiecki do góry i ukazanie szczupłych nóg damie nie przystało), by jednym prostym zaklęciem przywołać swoje trampki. Ignorując zdziwione spojrzenia, założyła je na stopy i uśmiechnęła się do przyjaciela. - Szkoda, że na twoje pozbawienie rozumu nie można tak łatwo znaleźć lekarstwa - odgryzła się, pokazując mu język. Przecież nie pozwoli mu tak bezczelnie insynuować, że jest za chuda - nawet, jeśli posłużył się mocnym eufemizmem. Drobniutka i szczuplutka... to przesada. Seward mierzyła sobie metr pięćdziesiąt w kapeluszu i przypominała bardziej kościotrupa, niż jakąkolwiek istotę ludzką. - Wyrażaj się przy damie, kurwa! - odparła jakże subtelnie, szturchając go łokciem. Znała Audrey z zajęć i wiedziała, jakie uczucia żywił względem niej Holden. Jednakże najwyraźniej nic sobie z tego nie robiła. - W dupie - mruknęła i chwyciła jedno z jabłek, które prawie wetknęła mu do ust - Zatkaj się i nie marudź. Jej też się coś od życia należy.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Holden Sheridan on Pon 1 Lis - 1:19

- Hm, właściwie to nie - odparł po dłuższej chwili udawanego głębokiego zastanowienia, drapiąc się po policzku. - Ale fajnie byłoby zobaczyć, jak próbujesz - dodał, szczerząc do niej zęby. Uwielbiał ją drażnić - Seward była taka zabawna, kiedy irytowała się w mniejszym lub większym stopniu. - Hej, takich sztuczek z rzęsami to ty lepiej używaj na ... - przerwał, zastanawiając się sekundę. Zaraz jednak zreflektował się. - Nie, właściwie to nie próbuj ich na nikim. Przynajmniej dopóki nie skończysz, powiedzmy, dwudziestki - stwierdził ojcowskim tonem, ściągając brwi i przybierając surową minę. No dobrze, pozwolił sobie na małą hiperbolizację, ale wiadomo, co miał na myśli. Właściwie, jeśli tak dalej pójdzie, Etain naprawdę nie będzie miała możności zaangażowania się w żaden związek. Jednakże, czy można było obwiniać jego albo jej braci za to, że chcieli się nią opiekować? Mimo, iż doskonale wiedział, że Etka nie da sobie w kaszę dmuchać i potrafi o siebie zadbać, jej drobna sylwetka i dziecięca, urocza buzia wzbudzały w nim opiekuńcze uczucia.
- Jeśli tylko sobie tego życzysz, o pani, twoje życzenie będzie dla mnie rozkazem - skłonił się teatralnie przed Et. W sumie, noszenie jej nie stanowiło dla niego żadnego problemu, jednakże chyba powoli wyczerpywali już swój limit zwracania na siebie uwagi na dzisiejszy wieczór. Patrzył z uniesionymi brwiami oraz nieskrywanym rozbawieniem, jak przyzywa za pomocą różdżki swoje trampki - jakiś piątoklasista niemal oberwał nimi po głowie, gdy przelatywały. - Twoja koleżanka, która podjęła się misji zrobienia z ciebie prawdziwej królowej balu będzie niepocieszona - stwierdził, mierzwiąc dłonią swoje ciemne włosy. - Ha, ha. Mój rozum nie potrzebuje żadnego lekarstwa. Po prostu mi zazdrościsz - stwierdził i uniósł dumnie głowę, patrząc na nią - oczywiście dosłownie - z góry. Nie sprecyzował, czego konkretnie Et mu zazdrości, gdyż sam jeszcze na to nie wpadł, ale to szczegół. Zachichotał w odpowiedzi na jej kolejną, delikatną uwagę. - Oh, wybacz. Twój blask i nieskazitelna postawa prawdziwej damy onieśmielają mnie i zachwycają do tego stopnia, że sam zapominam o dobrych manierach. Mogę w ogóle mówić do ciebie na ty, czy to nie wypada? Może powinienem przerzucić się na coś w stylu 'o pani'? Albo 'panienko'? - zapytał, rozważając coraz to różniejsze propozycje. Jak już robi mu wykład o dobrych manierach, to na całego! Audrey była jego małą kuzyneczką, więc co w tym dziwnego, że się nią przejmował? Ślizgon, a szczególnie ten z którym najprawdopodobniej była gdzieś na sali Audie z pewnością nie był towarzystwem dla niej, koniec, kropka. Chwycił jabłko którym chciała go zatkać i pokręcił głową z dezaprobatą. - Jak zwykle jesteś subtelna. Należy jej się coś od życia, owszem, aczkolwiek z pewnością zasługuje na coś lepszego niż towarzystwo Granta czy innego dupka, i właśnie to mam zamiar delikatnie jej uświadomić. Muszę wiedzieć chociaż, z kim przyszła! - odparł, bynajmniej nie mając zamiaru tak łatwo odpuścić. Pieprzona kobieca solidarność.
avatar
Holden Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Gillian Northman on Pon 1 Lis - 1:34

Nie można zaprzeczyć, że dzisiejszej nocy Gillian wyróżniała się na tle poprzebieranych w fikuśne sukienki dziewcząt. I wcale nie dlatego, że sama wyglądała jakoś nad zwyczaj olśniewająco. Jako jedyna z całego zebranego grona nie miała na sobie ani stroju wieczorowego, ani nawet maski. Któż - znającego jej dosyć radykalne poglądy - by to jednak zdziwiło? Wszak wieść o zbliżającym się balu maskowym zbyła znudzonym ziewnięciem i zapaleniem papierosa, a pojawiać się na nim nie miała zamiaru, póty nie zaczęła odczuwać dotkliwego uczucia głodu. Klnąc pod nosem na dyrektora, który pozbawił jej ukochanej uczty na rzecz jakiś bezsensownych przebieranek pokonała całą drogę, dzielącą wieżę zachodnią z parterem. Ubrana w najzwyklejszy, porozciągany i olbrzymi szary sweter oraz sięgające tuż za kolano legginsy, wkroczyła do Wielkiej Sali, zwinnie omijając w drzwiach profesor McGonagall. Jakby inaczej, wszystkie spojrzenia skierowały się na nią (szkoda tylko, że nie miała na celu zrobienia wielkiego wejścia), a po kilku sekundach dało się słyszeć nachalne szepty. Gill jednak brnęła przed siebie, nie zważając na pogardliwe chichoty czy wyszydzanie objawiające się wytykaniem palcem. Nie zamierzała udzielać się towarzysko, balować na parkiecie do białego rana, czy też perfidnie uwodzić jakiegoś bogu ducha winnego młodzieńca. Burczało jej w brzuchu, chciała tylko zaspokoić swoje ludzkie potrzeby.
Stanęła przed bufetem, krytycznie lustrując wzrokiem poustawiane na nim różnorodne podstawy. Wszystko byłoby w jak największym porządku, gdyby odnalazła na nim frytki, jednakże organizator nie pomyślał, że na balu może pojawić się ktoś, kto poza nimi jada jedynie ciastka, chleb i naleśniki. Żadnego z powyższych nie odnotowała. Ostrożnie sięgnęła po coś, co przypominało jej zwyczajny chlebek i nieufnie odgryzła mały kawalątek. Smakowało całkiem przyzwoicie. Nabrała więc więcej wyżej wymienionego cuda, kusząc się nawet skosztować ciastka, ustawionego obok, po czym podeszła do ściany, oparła się o nią lekceważąco i spojrzała ze zniesmaczeniem na balującą część braci uczniowskiej. Żałosne.
avatar
Gillian Northman
Dorosły

Liczba postów : 115
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Göteborg, Szwecja

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Cyril Neithar on Pon 1 Lis - 1:48

Cyril, dotarłszy już do bufetu, dość krytycznym okiem zlustrował znajdujące się na nim smakołyki. Po dłuższym zastanowieniu, pan de muerto dostąpił chwalebnego zaszczytu muśnięcia cyrylowego podniebienia. Zaspokoiwszy głód, rozejrzał się jeszcze za sokiem żurawinowym. Napełnił nim kieliszek, obserwując przez chwilę uczniów, którzy w wielu przypadkach ledwo utrzymywali pion. Przemycana ognista dolewana do soku, doprawiany poncz. Nie, Cyrila to nie bawiło, był przecież abstynentem. Poprawił zsuwającą się z twarzy maskę i rozejrzał krótko. Wtem wzrok padł na wysokie chuchro, odziane - jakżeby inaczej - zupełnie inaczej niż reszta. Raźnym krokiem ruszył zatem do panienki Northman.
- Kogóż me oczy widzą - powitał ją głosem pełnym beztroskiego szyderstwa. - Ty nie potrafisz obejść się bez objawiającego się w każdym twoim zachowaniu szczeniackiego buntu, prawda? Wszystko co robisz, to rozpaczliwe wołanie "spójrz na mnie", ale wciąż nikt nie patrzy - dodał, a lekki uśmiech pojawił się na jego wargach. Jakikolwiek świadek, który nie słyszałby jednak słów Cyrila, widziałby to jako przyjacielską rozmowę. Postać Gryfona nie emanowała albowiem żadną niechęcią, chociaż w stosunku do niej, miał jej cały ogrom. Nie emanowała... póki co.
- Soczku?
avatar
Cyril Neithar
Dorosły

Liczba postów : 32
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Gillian Northman on Pon 1 Lis - 2:09

W przeciwieństwie do Cyryla, Gillian odczuwała aż nadmierny pociąg do alkoholu. Lubiła od czasu do czasu - a już zwłaszcza w stresie spowodowanym konfrontacją z rzeczywistością - coś wypić, a w jej mniemaniu słowo impreza zawsze szło w parze ze spirytualiami. Szkoda tylko, że matka natura nie dorzuciła do owego zamiłowania napojów wysoko procentowych i mocnej głowy, która pozwoliłaby jej zachować trzeźwość myślenia w wielu podbramkowych sytuacjach. Ileż to już razy stawała się obiektem kpin i szyderstw, kiedy po spożyciu zbyt dużej ilości trunków zaczynała odprawiać dzikie harce? Jedynym błogosławieństwem stawała się dla niej pustka w głowie. Widziała co działo się w okół, jednakże nie zamierzała przyłączać się do hulaszczej zabawy. Chciała ulotnić się niezauważona, kiedy tylko pieczywo zniknie z jej talerzyka, ale na przeszkodzie stanął właśnie rok starszy Gryfon.
Zlustrowała go krytycznym spojrzeniem i prychnęła zniesmaczona, słysząc jego słowa.
- Polemizowałabym, jednakże nie zwykłam wdawać się w szumne konwersacje na temat mej psychiki z kimś, kto w żadnym stopniu nie dorównuje mi intelektem - wywróciła oczami i odgryzła kawałek pan de muerto - Przyjmij jednak dobrą radę: nim zacznij krytykować kogoś innego, zwróć uwagę na samego siebie. Czy naprawdę sądziłeś, że za maską uda ci się ukryć szpetny ryj i nikt cię nie pozna? A może liczyłeś na to, że tak dla odmiany jakaś ci da? - W głębokim poważaniu miała jego zdanie czy też ukryte szyderstwo. Sama nie bawiła się w owijanie w bawełnę - mówiła wprost to, co myślała, subtelności pozostawiając skorumpowanemu zasadami moralnymi motłochowi.
- Podziękuję.
avatar
Gillian Northman
Dorosły

Liczba postów : 115
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Göteborg, Szwecja

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Cyril Neithar on Pon 1 Lis - 2:24

Jedyne używki, do których uciekał się Cyril, to papierosy i kofeina. W latach sześćdziesiątych jednak, kawa i herbata nie były uznawane za niebezpieczne dla zdrowia... a kwestia papierosów pozostawała sporna. Popalał. Właściwie to był w stanie bez problemu przeżyć bez nich kilka miesięcy - po prostu lubił palić. Alkohol i narkotyki zdecydowanie nie były w jego stylu. Ale z lubością lubił obserwować idiotów pogrążających się w nałogi. Albo idiotki, które szybko się upijają i wyczyniają godne pożałowania "dzikie harce". Uśmiechnął się z lekkim rozbawieniem. Tak, słyszał coś kiedyś o niecodziennej działalności Gillian pod wpływem. Komiczna wobec tego wydawała się ta wyższość w jej oczach.
- Przeceniasz się, złotko - odparł spokojnie. Uniósł w jej stronę kieliszek z sokiem żurawinowym i upił łyk.
- Jesteś przezabawna, doprawdy. Najpierw dywagujesz niczym w nieudolnym moralitecie o swym intelekcie, po czym odwołujesz się do żałośnie niskich argumentów ad personam - pokiwał głową, spoglądając na nią uważnie.
- Ale wybaczam ci. Albowiem mój "ryj" cieszy się dość dużym powodzeniem. Nie można jednak rzec tego o twym "ryju", który swoją drogą, zwykłem nazywać twarzą.... lecz w twoim przypadku, to określenie faktycznie lepiej oddaje stan rzeczy. - Odchrząknął i pogładził lekko szorstki policzek. Uśmiechnął się szeroko.
- Wybaczam ci - powtórzył. - Mam w mym nieskazitelnie czystym sercu odpowiednią dawkę empatii, by wczuć się w twą sytuację brzydkiego kaczątka.
Nie to co jej starsza siostra. Och, tak. Lucette, to dopiero dziewczyna. Spojrzał z rozczarowaniem na Gillian.
- No trudno. Arszenik poczeka.

//zawijam się. odpiszę jutro
avatar
Cyril Neithar
Dorosły

Liczba postów : 32
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Zoe Titely on Pon 1 Lis - 11:05

Zoe kiwnęła głową na potwierdzenie słów wypowiedzianych przez koleżankę z Huffelpuffu, które według niej były jak najbardziej prawdziwe i idealnie zgrywały się z jej obecną sytuacją. Swoją drogą musi sobie wreszcie porozmawiać z Heleną, w końcu się przyjaźnią, a od początku roku jakoś nie miały okazji porozmawiać sobie dłużej niż zwykłe ‘cześć’, ‘zrobiłaś to zadanie z ...’ itd. itp.
Zjadła całą lukrecjową czarownicę i sięgnęła po kolejną przekąskę. Tym razem zapragnęła spróbować owych cukrowych czaszek, które wychwalała sobie Eve. Ugryzła kawałeczek i uśmiechnęła się szeroko.
- Rzeczywiście, naprawdę dobre!
Zjadłszy jeszcze dwie cukrowe czaszki, oparła się o ścianę i westchnęła. Jeżeli zje jeszcze parę słodyczy nie uniknie bardzo długiego posiedzenia w toalecie, bynajmniej nie chodzi o potrzeby fizjologiczne, a zbliżającą się grypę żołądkową.
- Ładną masz sukienkę – powiedziała po chwili milczenia.
Zabrakło im tematów do rozmowy... Bywa.
avatar
Zoe Titely
Uczeń

Liczba postów : 77
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn, of kors :D

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Drew Huntington on Pon 1 Lis - 11:17

Na jego twarzy pojawił się jakiś taki trochę ironiczny uśmiech. Zdawał sobie sprawę z tego, że powinien się go wyzbyć, jednak przywołanie przez puchonkę zwykłych trampek zwyczajnie go rozbawiło. I zaczął się po raz kolejny zastanawiać po co on to wszystko robi. To, że nie włożył nic w przygotowania balu jako miejsca to jedno. Nie takie było jego zadanie, organizatorki same narzuciły sobie takową rolę.
Nie spieszył się z ciastem, czując się iście nieswojo w tej masce i innych szczegółach nie pasujących do jego codziennego wyglądu. Przede wszystkim układ włosów – proste i krótko ścięte, albo raczej w magiczny sposób uformowane odpowiednio w pasujący do tego stylu imprez. Dodatkowo brak zarostu i inne szczegóły.
Ale był cierpliwy i zajął się przyglądaniem stojących obok osób, choć trochę dyskretnie. Nie musiał się jednak kryć z przyglądaniem jednej z krukonek, która nie kwapiła się dostosować do reguł panujących na balach. Dał upust swojemu zniesmaczeniu w myślach, jednak powstrzymal się od komentarza, wpychając do ust trochę więcej ciasta niż powinien. W ten sposób zabezpieczył świerzbiący język.
Spojrzał dalej i ujrzał jakieś dwie plotkujące dziewuszki, brudzące się w pożeraniu słodyczy. Tak, jakby w ogóle nie widziały ich na oczy nigdy. Ponownie miał ochotę przybrać pełnej pogardy minę, ale powstrzymał się, odkładając talerzyk z niedokończonym ciastem, sięgając ręką po szklankę z ponczem.
Nic lepszego do roboty tutaj nie miał, jak tylko czekać aż Etain pozostanie sama.

avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Étaín Seward on Pon 1 Lis - 11:28

- Uważaj o co prosisz, bo mogę wcielić się w boga i twoich próśb wysłuchać. A potem długo na tyłku nie usiądziesz - oznajmiła spokojnie, opierając dłonie na biodrach i piorunując go wzrokiem. Holden nie podniósłby na nią ręki, a więc podobnie jak i w przypadku Kota stanowił łatwy cel. Potrafiłaby go skopać bez większych problemów, gdyż po pierwsze - nawet by się nie zorientował kiedy to robi, a po drugie - nie ośmieliłby się jej oddać. - Kurwa, ty mnie w celibacie do ślubu dotrzymasz, a potem dopilnujesz, żebym została zakonnicą! - wykrzyknęła, przerażona zbliżającą się wizją nadopiekuńczości przyjaciela. Étaín nie paliła się do tego, by angażować się w jakiś związek, jednakże działania wszystkich mężczyzn w jej życiu zdecydowanie nie zachęcały jej do podtrzymywania racjonalnego sytemu myślenia. Wręcz przeciwnie, miała ochotę zrobić im na złość i stracić cnotę z pierwszym lepszym tylko po to, by udowodnić im, że nie mogą bezkarnie kontrolować jej życia i wpływać na to, z kim się umawia a z kim nie. Szkoda tylko, że zbyt bardzo szanowała samą siebie, by zrobić coś tak głupiego i bezmyślnego.
- Utop się w jeziorze, proszę - ponownie zatrzepotała rzęsami, wypróbowując nowo nabytą umiejętność. Właściwie noszenie Et, to prawie jak noszenie małego dziecka: jej waga była tak znikoma, że nawet nie odczuwało się ciężaru. Może dlatego wszyscy bezkarnie pozwalali jej wchodzić sobie na kolana? Przecież nie sprawiała problemu, a kiedy tak ufnie się wtulała, naprawdę sprawiała wrażenie bezbronnej sześciolatki. Seward kochała swoje trampki i nie wyobrażała sobie, jak miała by przetrwać resztę wieczoru w tym szatańskim pomiocie, potocznie zwanym szpilkami. Solennie obiecała sobie, że to coś już nigdy nie pojawi się na jej stópkach. - Mówiłam jej, że to mija się z celem, ale nie chciała słuchać - wzruszyła ramionkami - Racja. Zazdroszczę ci bezmyślności. Większej głupoty w menu nie znalazłeś? Może powinieneś zacząć leczyć się na nogi, bo na głowę już za późno - Uwielbiała się z nim droczyć. Przypuszczalnie mogłoby to być jej jedynym źródłem rozrywki i nigdy nie miałaby go dosyć. - Najlepiej wasza wysokość, ja - Sheridan Holden, pył nędzny, robak wyleniały jestem do tych usług - odparła, chichocząc cicho. Ojć, on ma po prostu przeczulicę: jak nie Etka, to Audrey. Chyba specjalnie nie zda, żeby móc mieć te dwie na oku do skończenia szkoły! Nie wiedziała, komu powinna współczuć bardziej - jego kuzynce czy samej sobie. Jednakże jednego była pewna - żadna z nich nie miała łatwego życia. - Z kimś, kto próbuje przelecieć ją na środku wielkiej sali. A ty będziesz grzecznie stał i mu na to pozwolisz. Musisz wreszcie dać jej wolną rękę, bo dziewczyna przez ciebie zwariuje!
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Eve Evans on Pon 1 Lis - 11:37

- Prawda? – powiedziała, kiedy Zoe spróbowała cukrowej czaszki. A potem zapadła chwila ciszy, w której Eve udało się dokończyć poncz. Odstawiła kieliszek i odwróciła się z powrotem w stronę parkietu. Jej czujne oczy szukały ofiary. Ale te maski… większości osób po prostu nie mogła poznać. Pokręciła głową z rezygnacją.
- O, dziękuję – wypowiedź Zoe troszeczkę ją zaskoczyła, ale wypadało zachować dobre maniery. Panienka Evans zmierzyła swoją rozmówczynię wzrokiem i znów się uśmiechnęła. – I wzajemnie. Aczkolwiek nie ukrywam, że wolałabym usłyszeć ten komplement od jakiegoś faceta.
Eve miała wiele pomysłów do rozmów, ale jakoś nie bardzo wiedziała, jak obchodzić się z Gryfonką, która stała obok niej. A jeśli powie coś głupiego? Często jej się to zdarzało. A nie chciała sobie robić wrogów w Gryffindorze, czy Hufflepuffie. Dlatego stwierdziła, że da się wygadać panience Titely.
- No więc – zaczęła, dobierając powoli słowa. – Może ostatnio wydarzyło się coś ciekawego, czego nie napisano w „Czarownicy?
Puchonka miała w zamiarze nakłonić swoją rozmówczynię do dłuższej wypowiedzi. Może zacznie coś opowiadać? Eve z chęcią by jej posłuchała. A potem, niespodziewanie spłynęła na nią fala myśli i mruknęła pod nosem:
- Kiedyś zdobędę jajo smoka – nie zdawała sobie sprawy z tego, że w ogóle to powiedziała. A Zoe bez problemu mogła to usłyszeć. Ciekawe co sobie pomyśli? Nie dziwnym by było, gdyby uznała Puchonke za chorą psychicznie.

// sorry, że takie krótkie posty, ale w tym momencie nie stać mnie na nic lepszego ^ ^’
avatar
Eve Evans
Uczeń

Liczba postów : 61
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Gillian Northman on Pon 1 Lis - 11:52

W takim razie, może pomimo zapierania się rękami i nogami, znaleźli by jakąś wspólną cechę? Chociaż zapewne podczas gdy on popalał i popijał, ona praktycznie oddychała dymem i piła wyłącznie kawę. Dusiła się czystym powietrzem, a woda nie zaspokajała jej pragnienia. Stała się więźniem własnym nałogów, potrzeb i chęci zaspokajania apetytu, niezdolną do wyrwania się z własnego więzienia. Gillian w głębokim poważaniu miała jego opinię na swój temat i właściwie nie było na tym świecie siły, która potrafiłaby ją zmusić do zmiany zdania. Jeśli uważał ją za "idiotkę, która się upija", to był na tyle ograniczony, że nie potrafił odnaleźć uzasadnienia psychologicznego w jej zachowaniu. A także wykazywał typowo ślizgońskie cechy, co rozmijało się z jego obrazem typowego Gryfona. Złośliwi mogli mu nawet zarzucić, że dyskryminuje ją ze względu na pochodzenie. Czy to prawda, czy nie - nikogo już nie obchodzi.
- Wręcz przeciwnie, Cyrylu - odparła ze stoickim spokojem, wręcz chłodem - Doskonale znam swoją wartość i nie pozwolę nikomu jej zaniżać. Poglądy szowinistycznych świń, które ty najlepiej prezentujesz, budzą we mnie jedynie zniesmaczenie i zażenowanie, że przynależysz do tego samego gatunku, co ja.
Zaśmiała się ze szczerym rozbawieniem, słysząc jego słowa.
- Wybacz moją niesubordynację. Z pewnością, gdybym potrafiła odnaleźć w tobie jakąś wyższą, wartą uwagi cechę, mogę cię zapewnić, że bym się do niej odwołała. Jednakże w twoim przypadku powierzchowność zdaje się być jedyną pozornie pozytywną wartością - Upiła łyku swojego ponczu, nawet nie trudząc się, by na niego spojrzeć - Nie potrzebuję twojego wybaczenia, ani empatii. Twój zupełny brak poszanowania dla kobiet, dyskryminująca postawa i chamskie zachowanie budzą we mnie jedynie obrzydzenie. Byłabym głupia oczekując czegokolwiek po personie tak ograniczonej i pozbawionej wszystkich wartości, które się dla mnie liczą - Gillian szczerze nie znosiła przyrównywania jej do starszej siostry, jednakże nie zamierzała dawać Gryfonowi radości płynącej z pokazania mu, iż trafił w jej czuły punkt. Wręcz przeciwnie, wciąż stała niewzruszona, wydając się być bardziej zainteresowaną swoją kanapką, niźli nim. Jedynym pocieszeniem było dla niej to, że ktoś jego pokroju nie miał nawet szans ściągnąć na siebie uwagi Lucette. Czegokolwiek by o niej nie powiedziała, musiała przyznać, że nie łatwo jest zdobyć jej względy.
- Cyrylu, nie kop grobu sam sobie. Tym żałosnym stwierdzeniem udowadniasz, że żywisz do mnie na tyle silne uczucia, byś chciał nakarmić mnie arszenikiem, a tym samym uważasz mnie za kogoś równego sobie, co stoi w zupełnej sprzeczności z twymi uprzednimi słowami.
avatar
Gillian Northman
Dorosły

Liczba postów : 115
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Göteborg, Szwecja

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Cyril Neithar on Pon 1 Lis - 15:55

Prawdopodobnie znaleźliby wiele wspólnych cech, jednak na chwilę obecną Cyril uznałby to za degradowanie go do niższego rodzaju człowieka. Wszystko w panience Northman irytowało go niezmiernie, począwszy od tej odznaczającej się wszędzie "oryginalności", która paradoksalnie była straszliwie... typowa?
Jednak nigdy nie powiedziałby na głos, iż uważa ją za "idiotkę, która się upija" bowiem w przeciwieństwie do Gillian, preferował często subtelniejsze sposoby uświadomienia komuś, że jest ograniczony intelektualnie. Czystość krwi, rzecz jasna, nie miała nic do rzeczy, a Cyril był ostatnią osobą w Hogwarcie, którą interesowało pochodzenie rodziców. Miał inne wyznaczniki, niestety Krukona w żadnym względzie nie zaliczała się do wąskiej grupy osób, które obdarzał szacunkiem.
Miał także wrogów, których cenił. I chociaż wiedział, że dziewczyna nieco odbiega od światła w jakim ją widział (owszem, nie był bezwzględnie zaślepiony nienawiścią i posiadał rzadką zdolność mnogości perspektyw , z których patrzył na ludzi), nie mógł wykrzesać z siebie minimalnego chociaż przejawu respektu.
- Doskonale ją znasz? - zainteresował się żywo, mieszając znów zawartością kieliszka. - A któż miał czelność, któż miał czelność przekazywać ci kłamstwa? Czy sama zamknęłaś się w wyimaginowanym świecie własnych wartości, gdzie liczysz cokolwiek? - uśmiechnął się uroczo.
- Szowinistyczna świnia? Nie wiem, droga Gillian, czy przemawia przez ciebie zazdrość czy niedoinformowanie... ale wierz mi, że niemal każdą kobietę w Hogwarcie traktuję z należnym jej szacunkiem.
Nie bez powodu wszak tak często słyszał komplementy dotyczące jego szarmanckości.
- Ciebie również traktuję z należnym szacunkiem. A jako, że to zachowanie jest wprost proporcjonalne do wartości, jakie sobą prezentujesz... szacunek ten jest zerowy - wyszczerzył zęby.
Zatrząsł się od tłumionego śmiechu, ale zaraz opanował się, znów pozostając we względnej powadze. Westchnął ciężko, lustrując ją wzrokiem. Typowo samczym, zdobywczym, specjalnie na złość Gillian. Potrafił robić to przecież subtelnie, nienachalnie, potrafił też powstrzymać się od tego, gdy tylko wyczuwał, że kobieta uzna to za nieodpowiednie. Jego twarz wykrzywił też lekki grymas rozczarowania. Szlag mógł człowieka trafić. Czemu połowa hogwarckich dziewcząt miała cholerną, chłopięcą budowę? Ale o ile u takiej Caroline było to dość urocze i w pewien sposób... no, pociągające, tak u Gillian zdawało się wręcz obmierzłe. Chciał, naprawdę chciał dostrzec w niej coś godnego podziwu, jakiś punkt zaczepienia, który powstrzymywałby go przed niepohamowaną niechęcią. Nie mógł, póki co. Szukał jednak dalej. Stłumił ziewnięcie, wracając wzrokiem do jej oczu.
- Masz bardzo ciekawy tok myślenia. Zupełnie absurdalny. Miałbym naprawdę zaniżone poczucie wartości, by uważać cię za kogoś równego sobie. A, ku twojemu śmiertelnemu zaskoczeniu, nie mam nawet wybujałego ego, a samoocena mieści się w normie. Może po prostu przypadkiem mam nadwyżkę arszeniku albo dosypanie go do twojego soku to chwilowy kaprys?
avatar
Cyril Neithar
Dorosły

Liczba postów : 32
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Gillian Northman on Pon 1 Lis - 17:54

Oryginalności? Och, w niej nie było jej nawet krztyny i nigdy nie rościła sobie doń prawa. Wręcz przeciwnie, zdawała sobie sprawę, że nic nie odróżnia jej od szarego motłochu, którym pogardzała. Najwyraźniej Cyryl posiadał o niej błędne mniemanie. Gillian była jedynie indywidualnością, znużoną konwenansami, pruderią. Praktykowała swą hedonistyczną ideologię, ale nie uważała się za jednostkę oryginalną.
Bawił się w subtelności, ale w gruncie rzeczy niewiele różnił się od niej. To, co ona wyrażała w sposób dobitny, on owijał w miliony słówek i sprzedawał dokładnie w tej samej postaci. Czy więc którekolwiek z nich miało prawo uważać się za wyższe od drugiego? Nie, ale ani on ani ona nie potrafili tego dostrzec. Czystość krwi w tych czasach miała wiele do rzeczy. Nie mówimy tu o tym, co Gryfon robi albo czego nie robi, ale jak jego zachowanie mogło zostać postrzegane. Odkąd Czarny Pan upadł, każde złe słowo skierowane na mugolaki było odbierane jako atak, rasizm. Gill nigdy nie przywiązywała do tego wagi - w Szwecji ten problem nigdy nie istniał.
Nieco? Nienawiść cechuje się tym, że drugą osobę widzi się w świetle w jakim chce się ją widzieć, nie dostrzegając żadnych zalet, hiperbolizując wady.
- Jedyną osobą, która ma czelność przekazywać mi kłamstwa, jesteś ty. Zastanawia mnie tylko, co sprawiło że stałeś się tak ograniczony w swoich poglądach. Istniejesz jedynie pozornie, nie potrafisz dostrzec nic więcej ponad to, czym cię karmią - Sięgnęła po ciastko i zaczęła przyglądać się mu podejrzliwie. Jeśli miało w sobie owoce, nie tknie go. - Niemal każdą to dobre określenie. Szkoda tylko, że niemal przyjmuje znaczenie wybranej. Wybierasz sobie te łase na twe marne wdzięki i to je próbujesz szanować.
Gdyby chciał, z pewnością by go odnalazł. Jednakże tak jak to powiedziała Gillian, skupiał się jedynie na powierzchownych wartościach i nie posiadał umiejętności by wejrzeć bliżej. Nie czuła do niego nienawiści, gdyż nie zdolna była do żadnych uczuć, ale właśnie przez to zaślepienie nie była w stanie odnaleźć w nim żadnej pozytywnej wartości. Można by próbować bronić jej sylwetki, jednakże czy miałoby to jakiś cel? W powierzchowności Northman nie można było odnaleźć nic nadzwyczajnego. Szara istotka, która zawsze zdobywa tego mężczyznę, na którego ma ochotę.
- Twoje zachowanie jest sprzeczne z tym, co próbujesz mi wmówić. Gdybym rzeczywiście była ci zupełnie obojętna, nie wpadłbyś na kaprys dosypania mi arszeniku do napoju i z całą pewnością nie podszedł byś do mnie z żałosnym moralitetem. Skoro już to zrobiłeś, nie darzysz mnie brutalną obojętnością, która jest największą obelgą. Dostrzegasz we mnie wartość, stawiasz zdecydowanie wyżej niż byś chciał. Możesz zaprzeczać do woli, próbować wyśmiać mój tok myślenia. Nie zabronię ci. Ty, Cyrylu, jesteś mi zupełnie obojętny.
avatar
Gillian Northman
Dorosły

Liczba postów : 115
Czystość krwi : mugolska
Skąd : Göteborg, Szwecja

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Zoe Titely on Pon 1 Lis - 18:05

- Prawda, prawda – potwierdziła i pokiwała kilka razy głową, wgryzając się tym razem w lukrecjowego kota, który naprawdę przypadł jej do gustu. Już, już miała napić się ponczu ze szklanki, kiedy przypomniała sobie o pływających w niej zębach. Westchnęła zrezygnowana, odłożyła wypełnione napojem naczynie na stół, po czym wzięła do ręki drugą szklankę i napełniła ją. Upiła łyk soku jabłkowego i skrzywiła się mimowolnie. Nie przepadała za jabłkami, szczególnie tymi kwaśnymi.
- Proszę i również dziękuję – te uwagi wypowiedziała już tylko i wyłącznie z grzeczności. – O tak, ja też wolałabym, żeby powiedział mi to jakiś facet. Tyle że oni są zbyt głupi, żeby zauważyć takie drobiazgi...Nie wiem, czy cała kreację może zostać uznana za drobiazg, ale Zoe była tak wściekła na chłopaków, że nawet nie zwracała uwagi na to, co mówi. Dlatego dopiero po paru sekundach dotarło do niej w pełni, co właśnie palnęła. Otworzyła usta, aby móc się jakoś wytłumaczyć, gdy dostrzegła wchodzącą na parkiet Lorelle. Zamknęła usta i zmrużyła oczy. Ze złości zacisnęła dłonie w piąstki. Należałoby wspomnieć, że w jednej z nich trzymała niedokończonego lukrecjowego kota, który teraz w postaci malusieńkich okruszków sfruwał na posadzkę. Wytarła ręce z okruchów w obrus i odwróciła się w stronę stołu, prychając ostentacyjnie.
- Wybacz, Eve, ale ostatnimi czasy nie czytuję żadnych gazet. Zajęłam się nauką i szczerze powiedziawszy wyszło mi to na dobre – powiedziała obojętnie i od niechcenia zaczęła oglądać wszystkie przekąski. Jednak nie miała zamiaru niczego jeść, gdyż prędzej zwymiotowałaby, niż wcisnęła w siebie chociażby jedno ciastko. – Ale skoro ty czytałaś ostatni numer, to może opowiesz mi, co ciekawego opisała moja ulubiona dziennikarka?
Zoe zamrugała kilka razy i spojrzała na nią zdziwiona.
- Przedziwne masz plany na przyszłość – parsknęła śmiechem. – W przyszłości chciałabyś zajmować się hodowlą smoków?
avatar
Zoe Titely
Uczeń

Liczba postów : 77
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn, of kors :D

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Eve Evans on Pon 1 Lis - 19:23

Eve wyciągnęła ręce w górę i wygięła się w przekomiczny łuk, a potem ziewnęła. Oczywiście zasłoniła usta dłonią. Była śpiochem, nie ma co. Musiała dzisiaj wstać bardzo wcześnie, przez co nie wyspała się. Poza tym prawie cały dzień spędziła w zamku, jej mózg nie dotlenił się odpowiednio. Od samego rana przeklinała w myślach nauczycieli i ich prace domowe które odrabiała na przerwach w niesamowicie szybkim tempie. Ale czego uczeń nie zrobi, aby uratować swój tyłek?
- Och, oczywiście, że dla mężczyzn są to drobiazgi – powiedziała widząc zakłopotanie Zoe i wzruszyła ramionami. A potem zauważyła, że Gryfonka jest lekko podenerwowana. Zacisnęła dłonie tak mocno, że jej knykcie zbielały. Powędrowała za jej wzrokiem i ujrzała Lorelle Blackwell, swoją rówieśniczkę i znajomą – należały do tego samego domu.
- Znajoma, co? – mruknęła Eve pod nosem, drapiąc się w tył głowy. Właściwie, to była ciekawa dlaczego Zoe jest tak bardzo nerwowa w towarzystwie Lorelle.
Pewnie chodzi o jakiegoś faceta – stwierdziła z rezygnacją i postanowiła nad tym nie główkować. Umysły zakochanych kobiet są zbyt skomplikowane, aby móc cokolwiek z nich wyczytać. Eve doświadczyła tego na własnej skórze.
Panienka Evans kiwała głową ze zrozumieniem i z podziwem, kiedy Gryfonka mówiła dlaczego nie czyta ostatnio gazet. Sama nigdy nie była w stanie zmusić się do nauki. Wszystko robiła na ostatnią chwilę, przez co jej oceny zawsze były słabe. Udało jej się jakoś zdać sumy… może to dzięki szantażowi jej ojca chrzestnego. Eve wzdrygnęła się na samą myśl o tym, co jej powiedział Aaron na początku roku szkolnego, kiedy zdała do piątej klasy.
- W sumie… – panienka Evans zastanowiła się przez chwilę. – Same ploty. Kto z kim, gdzie, kiedy, po co… żadnych wieści o zdemolowanych klasach, czy szlabanach u Snape’a za karygodne przewinienia. Ale jeżeli to cię interesuje, to mogę co nieco powiedzieć.
Kolejne pytanie dziewczyny zupełnie wybiło ją z rytmu.
Co? Powiedziałam to na głos?! – Eve otworzyła usta, potem je zamknęła. I znów otworzyła nie za bardzo wiedząc co ma powiedzieć. Po prostu była zaskoczona. Ale stwierdziła, że powie prawdę. Uśmiechnęła się głupkowato i zarzuciła rękę do tyłu.
- Hehe – zaśmiała się, a po chwili jakby trochę spoważniała. – Wiesz… mam raczej na myśli kupić jajo „Pod świńskim łbem”. Jestem pewna, że znajdzie się jakiś sprzedawca – nazwa knajpy mówiła sama za siebie. Zoe mogła się domyślić, że chodzi o nielegalny handel i z pewnością zrozumiała aluzję od razu.
- A co do przyszłości, wiążę się raczej z zawodem Aurora – o tak, to było jej marzenie. Kiedy zacznie pracować w Ministerstwie Magii na tak wysokiej pozycji, może uda jej się wreszcie dowiedzieć jak zginęli jej rodzice? Przez całe życie myślała tylko o tym.
avatar
Eve Evans
Uczeń

Liczba postów : 61
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Holden Sheridan on Pon 1 Lis - 21:41

- Hm, nie zrobisz tego, bo wtedy sama nie będziesz miała gdzie siedzieć - zauważył bystrze, gryząc wzięte przed chwilą jabłko w karmelu. Wszak Etain prawie nigdy nie siadała nigdzie indziej, jak na kolanach jego, Adriena bądź któregoś ze swoich braci. Teraz jednak nie chciało mu się bawić w szczegóły, toteż pozwolił sobie na małą generalizację. Jeśli zaś chodzi o niego jako łatwy cel dla Et, trzeba było uczciwie przyznać, że miała w tej sprawie całkowitą rację - Holden nigdy w życiu nie podniósłby na nią ręki, nawet w obronie własnej; co najwyżej mógł blokować jej ciosy lub po prostu godzić się ze swoim smutnym losem i pozwalać jej na wyżycie się. To okropne z jej strony, że wykorzystywała fakt iż nigdy by jej nie uderzył by bezkarnie go bić, ale co mógł na to poradzić? Najwyraźniej taki już jej urok. - Nie przesadzaj, nie będzie aż tak źle. Oczywiście będziesz mogła umawiać się i tak dalej, ale dopiero kiedy będziesz już dojrzała, odpowiedzialna i w ogóle... Chociaż, jakby się nad tym zastanowić, może zakon nie byłby złym pomysłem? - Rzecz jasna żartował, ale powiedział te słowa śmiertelnie poważnym tonem, ściągając przy tym brwi jak gdyby naprawdę poważnie rozważał taką możliwość. Właściwie, gdyby straciła dziewictwo z pierwszym lepszym facetem, minęłoby się to zupełnie z celem, gdyż Holden najzwyczajniej w świecie nie uznałby w tym najmniejszej winy Et i niezależnie od tego, jaka byłaby prawdziwa wersja (choćby nawet to Seward siłą zaciągnęła jakiegoś chłopaka do łóżka, by zrobić na złość nadopiekuńczym przyjaciołom i braciom) wmówiłby sobie, iż jego przyjaciółka została perfidnie wykorzystana, że nie była świadoma co robi i na pewno najpierw zabiłby delikwenta, który ośmielił się jej dotknąć, a potem już nigdy nie spuściłby jej z oka. No dobrze, może raz na jakiś czas, by zająć się Audrey, ale wyłącznie wtedy, kiedy będzie miał pewność że ktoś inny ma Etkę na oku!
- Nie ma mowy. Jeszcze trochę muszę cię podręczyć. I na mnie te twoje oczy nie działają, wybacz - stwierdził wesołym tonem i z pewnością w normalnych okolicznościach w tym momencie zmierzwiłby jej trochę włosy, ale w tej chwili nie chciał psuć jej misternie ułożonej przez koleżankę fryzury. Swoją drogą, owa koleżanka musiała mieć naprawdę wiele cierpliwości i zapału by porwać się na coś tak ekstremalnego jak robienie z Etain prawdziwej damy i królowej balu. Nie ubliżając przy tym rzecz jasna Sewardównie! - chodziło po prostu o to, że bale i te sprawy nie należały do rzeczy które choć trochę interesowały Et i oboje doskonale o tym wiedzieli. - Oj tam, nie pierdol! Dobrze wiem, że mówisz tak tylko po to, żeby nie pokazać jak bardzo mnie podziwiasz. Wiem, że myślisz sobie "Oh, jaka szkoda, że nie jestem tak mądra i zajebista jak Holden" - uniósł dumnie głowę, oczywiście ani przez chwilę nie mówiąc poważnie. - Ejejej, tylko się za bardzo nie rozpędzaj! - pogroził jej palcem, przybierając na chwilę srogą minę i chwilę później roześmiał się, nie mogąc dłużej panować nad udawaną powagą. Owszem, był mocno nadopiekuńczy, ale co miał na to poradzić? Taki już się urodził, a Etain i Audrey będą musiały po prostu to przeboleć. Nie pomyślał jeszcze o tym, że kiedy skończy szkołę dziewczyny będą mogły robić co chcą, pozbawione jego protekcji, ale spokojnie, na takie rozważania przyjdzie czas. Może wynajmie kogoś do szpiegowania ich działań i informowaniu o wszystkim Holdena? Możliwości było wiele. - Nie ma mowy, Et, nie ma mowy. Lepiej grzecznie mi powiedz, gdzie jest, a ja tylko sobie spojrzę czy to odpowiednie towarzystwo dla niej i nie będę w nic ingerował, naprawdę! - zapewnił ją, choć oboje zapewne zdawali sprawę z tego, że takie rozwiązanie w ogóle nie wchodziło w rachubę. Nie rezygnował, wzrokiem przeczesując salę w poszukiwaniu swojej rudowłosej kuzynki. Gdyby nie miał wady wzroku, wszystko byłoby prostsze!
avatar
Holden Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics
» Bufet
» Bufet

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach